Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
ognisko przed wagonem
AutorWiadomość
ognisko przed wagonem [odnośnik]03.07.22 13:35

ognisko przed wagonem

naście otoczaków ułożonych w kolistym kształcie, a między nimi resztki popiołu i niedopalonego drewna; przy ognisku brakuje ławek do siedzenia, zgromadzeni zwyczajnie rozsiadają się na wysłużonych, brudnych plandekach, chaotycznie porozrzucanych wokół kamieni. za dnia nie spotka się tu niemal nikogo, lecz w nocy czerwień płomieni oświetla niebo, towarzyszy śmiechom bądź długim rozmowom. przy ognisku zdarza się zbierać nie tylko cyrkowcom zamieszkującym pobliskie wagony.




I was a heavy heart to carry~
Laurence Morrow
Zawód : numerolog, cyrkowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
więc przez płonący las
przeprowadź mnie
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 30 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
standing upright but my shadow is crooked~
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11212-laurence-morrow https://www.morsmordre.net/t11246-houdini#346121 https://www.morsmordre.net/t11247-museums-of-fear#346123 https://www.morsmordre.net/f424-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-10 https://www.morsmordre.net/t11252-szuflada#346152 https://www.morsmordre.net/t11248-laurence-morrow#346126
Re: ognisko przed wagonem [odnośnik]03.07.22 19:50
6 IV

Gołębica zagruchotała głośno, jakby karcąco, i zerwała się z ronda kapelusza, przemieszczając się wyżej, by ostatecznie usiąść na ramie jedynego obrazu, który zdobił niewielką przestrzeń wagonu. Zgnieciona pedantycznie kulka papieru, która miała trafić do wiklinowego kosza, zboczyła z toru lotu i niemalże zahaczyła o śnieżnobiałe skrzydło. - To było niechcący - rzucił cicho, w ramach usprawiedliwienia, choć Houdini chyba nieszczególnie była zainteresowana tym, co miał jej do przekazania; westchnął ciężko, raz jeszcze przypatrując się zapisanemu pergaminowi - trzeciej wersji tej samej wiadomości, która nadal brzmiała przesadnie formalnie, sztucznie i jakoś tak nieskładnie. Niemniej jednak, nie miał najmniejszego pojęcia, jak lepiej ująć w słowa coś, czego właściwie nie mógł zapisać inaczej niż pod postacią enigmatycznych ogólników. W takiej więc formie wysłał list, niecierpliwie wyglądając odpowiedzi. Potrzebował kogoś... kogoś takiego jak Thalia, doświadczonego w szwindlach, obytego z kreowaniem rzeczywistości z korzyścią dla siebie, mającego swoje za uszami, odznaczającego się inteligencją sprytu. Ilekroć nie rozważał opcji, które mu zostały, niezmiennie odnosił wrażenie, że coś mu umyka; że nie jest w stanie dostrzec wszystkich czyhających na niego zagrożeń. Był analitykiem, ale brakowało mu wystarczająco rozwiniętej przebiegłości.
Dwa dni temu otrzymał odpowiedź, ta była wprawdzie lakoniczna, lecz wystarczająca, by zyskał pewność, że Lor da radę zobaczyć się z nim niemalże od razu. Szybciej, niż miałby śmiałość prosić.
- Lacarnum Inflamare - wyinkantował płynnie, i na jego żądanie kilka płomieni zajęło żarem garniec z wodą; choć nie spojrzał na zegarek, był absolutnie pewien, że lada chwila może się jej spodziewać. Zaraz też powrócił do wagonu, w poszukiwaniu naczyń, które, gdyby tylko Harriet była na miejscu, wskazałaby jednym ruchem dłoni; ostatecznie udało mu się znaleźć dwa ręcznie ulepione, bezkształtne kubki - jeden z nich z nadkruszonym uchem, które wyglądało tak, jakby zaraz miało się oderwać. Trzy talerze i kilka zgromadzonych sztućców później postawił zdobycze na szczeblu drabiny prowadzącej do wagonu, a następnie wrócił się ponownie do środka, by sprawdzić, co znajduje się w skrzynce na produkty spożywcze - poza pustym słoikiem na cukier, w którym ostało się kilka ostatnich drobinek, znalazł też zawiniętą w gazetę herbatę, najpodlejszą z możliwych, i okropnie gorzką, ale dobre i to.
- Lorelai? - rzucił w przestrzeń, gdy usłyszał czyjeś zbliżające się kroki; wychylił głowę zza kotary odgradzającej wejście do wagonu - jesteś... - wcześnie? Dopiero teraz zerknął na zegar z nadpękniętą szybką - nie wiedziałem, że już tak późno; daj mi chwilę, woda kończy się gotować, zaraz zaparzę herbatę... mogę też wstąpić do garkuchni, sprawdzić, czy nie zostały jakieś resztki z obiadu - dodał po chwili, odrobinę skrępowany, że jedyne, co może jej zaproponować, to gorzka lura, i niezjedzone odpady. - Nie miałaś żadnych kłopotów po drodze, co? - do cyrku można było się dostać różnymi drogami; mniej lub bardziej bezpiecznymi, i choć ona doskonale potrafiła dryfować po oceanie zagrożenia, to jednak wolał się upewnić, że ściągając ją tutaj, nie wpakował ją w tarapaty.

mam ze sobą czarną herbatę, 100 g




I was a heavy heart to carry~
Laurence Morrow
Zawód : numerolog, cyrkowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
więc przez płonący las
przeprowadź mnie
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 30 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
standing upright but my shadow is crooked~
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11212-laurence-morrow https://www.morsmordre.net/t11246-houdini#346121 https://www.morsmordre.net/t11247-museums-of-fear#346123 https://www.morsmordre.net/f424-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-10 https://www.morsmordre.net/t11252-szuflada#346152 https://www.morsmordre.net/t11248-laurence-morrow#346126
Re: ognisko przed wagonem [odnośnik]06.07.22 12:48
Jak zawsze gdy była w Londynie poruszała się niemal jak na palcach, przechodząc z jednego miejsca w drugie starając się nie zwracać na siebie uwagi. Poruszanie się nie sprawiało problemu, ale nie miała dokumentu, który potwierdziłby, kim jest, poza dokumentami policjantów – a tymi nie chciała wymachiwać w Londynie, bo za łatwo było je zweryfikować. Laurence jednak pisał i chciał się spotkać, a skoro sam wyznaczył miejsce to nie bardzo miała jak wybrzydzać w tym punkcie. Spakowała więc nieco ramory, przygotowała różdżkę, nóż i kryształ, ostatecznie wyruszając w stronę cyrku. Jeszcze nie miała nawet możliwości aby teleportować się prosto w miejsce, gdzie spotkać mogła przyjaciela, musiała wiec obejść wszystko niczym Tezeusz wracający po nici Ariadny. Miała szansę oglądać pozostałości labiryntu na Krecie i musiała przyznać, sama nie wróciłaby gdyby nie nić. Tym razem nie było jednak magicznego sposobu na szybsze dotarcie, robiła wiec co mogła by jednak dotrzeć bezpiecznie.
Na całe szczęście pan Carrington pamiętał jeszcze jak „Shannon” przywoziła tutaj zapasy i jedzenie, dlatego nie było problemu z dotarciem na miejsce jeżeli chodziło o wejście na tereny cyrkowe. Po chwili więc znalazła się pomiędzy namiotami i przyczepami musząc przyznać że czuła się tutaj dość…niepewnie. Trochę jakby nagle znajdowała się w świecie, który miał wiele piękna, wiele zalet, ludzi, którzy chcieli być wolnymi...ale w jakiś sposób, po tych wszystkich latach podróży, wydawało się jedynie pustym odbiciem prawdziwych miejsc, ściągnięciem motywów od podróżników którzy robili to swoim stylem życia. Zapewniali rozrywkę ale jak chcieli być postrzegani? Cóż, nie jej to był problem, a jej raczej nikt do cyrku adoptować nie zamierzał.
- To ja. – Wystąpiła w krąg światła, a chociaż głos nie był zmieniony, mógł dostrzec jej złote włosy opadające na jej ramiona i zielone tęczówki z cudzej twarzy. Dopiero po chwili wróciła do pełnej postaci, wyciągając jeszcze opakowanie z jedzeniem i wręczając mu ryby. – Jak dasz radę coś z tego przyrządzić to powiedz. Ciekawa jestem czy kiedyś jadłeś ramonę? – Magiczne ryby, używane nierzadko jako kotwice. Wydawało jej się, że nigdy nie potrzebowała tego, ale doceniała jakiś niezwykły powiew egzotyki w zapasach.
- Jak mówiłam, wolę omijać Londyn bo nie jest to bezpieczne pod niektórym względami miasto, ale nie ściągnęłam na nas kłopotów. Na szczęście. A jak u ciebie? – Wybrała miejsce na którym mogła usiąść, krzyżując nogi i spoglądając na niego ze spokojem.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: ognisko przed wagonem [odnośnik]15.07.22 10:41
Szpulę nici rozwinął już wcześniej, prowadził Thalię po tym labiryncie sam, nie jeden raz; wiedział więc, że nie powinna mieć żadnych problemów, by dotrzeć w pobliże właściwego wagonu - a dalej drogę znaleźć było nietrudno. Zmierzchające barwy rozświetlała intensywna czerwień ciepła ogniska. Ona też zmieniła koloryt włosów kobiety, dlatego dopiero po chwili złotawa tonacja zwróciła jego uwagę; choć w przypadku metamorfomaga trudno mówić o przyzwyczajeniu, to jednak osobiście nie potrafił odzwyczaić się od rudej aureoli otaczającej jej twarz; od tego, by zawsze widzieć ją tak, jak lata temu (nie był pewien, kiedy ostatnimi czasy w jego obecności na jej policzki opadały kasztanowe kosmyki).
Prześlizgnął się wzrokiem po przyniesionym przez nią opakowaniu, którego woń zdradziła zawartość wcześniej, niż Thalia je rozpakowała.
- Teraz mi głupio, mam tylko herbatę - westchnął cicho, zastanawiając się, czy czasem w zakamarkach wagonu nie uda mu się znaleźć przynajmniej jakiegoś dodatku, może czegoś na słodko, ale nie pamiętał już, kiedy ostatnim razem miał okazję dorwać coś takiego w swoje ręce. - Co to za ryba? - odnosił wrażenie, że od tygodni niczego innego w cyrku nie jedli, a mimo tego tej konkretnej nie potrafił przyporządkować do żadnej znanej sobie nazwy. - Nigdy nie słyszałem o... ramonie - co nie było niczym niezwykłym, zważywszy na jego ignorancję w tematach ONMS-owych. Z czymś jednak mu się to kojarzyło, w nieco zmienionej formie, ale... - nie ramoneskę czasem? Brzmi jak ta kurtka, którą Brando nosił na każdym plakacie w Londynie... - jaka była szansa, że znała Marlona Brando bądź widziała którykolwiek mugolski film? Tytułu tego akurat on też nie pamiętał, ale miał przed oczami charakterystyczny plakat. - Pochlebiasz mi, wierząc, że jestem w stanie przygotować dla ciebie coś więcej, niż filiżankę kiepskiej herbaty - dodał dopiero po chwili, po wnikliwej kontemplacji; przypatrywał się rybie tak, jakby samym wzrokiem mógł rozwiązać skrywaną w jej trzewiach zagadkę; w istocie, zresztą, zagadką było dla niego to, co dokładnie należało zrobić, by rozpocząć proces smażenia. - Czy ona ma jeszcze... głowę? - zaczął jakże elokwentnie; w tym oświetleniu wszystko się ze sobą zlewało, nie był w stanie dostrzec oczu ani zarysu... ust? Pyszczka? Może po prostu otworu gębowego... - Jest już gotowa do smażenia? Wypatroszona? - Merlinie, oby, bo jeśli przyjdzie im jeszcze ją patroszyć, to chyba z góry muszą uznać to zadanie za niewykonalne.
- Nie wiem, czy pod jakimikolwiek względami jest tam jeszcze bezpiecznie - wtrącił tylko, zdając sobie sprawę z tego, że sporo ryzykowała, pojawiając się w cyrku. Przez chwilę na jego sumieniu zaważyły wyrzuty sumienia; list, który wysłał, był egoistyczny - tamtego wieczoru spanikował, kreślił słowa bez większego zastanowienia, nie wiedząc nawet, od czego zacząć rozwiązywanie swojego problemu. - Właściwie to, z czym do ciebie pisałem, jest niejako powiązane z Londynem właśnie - machnięciem różdżki ściągnął z ogniska naczynie z bulgoczącą wodą, a potem przelewitował je ostrożnie bliżej schodków, tam, gdzie znajdowały się przygotowane kubki i odsypana herbata. - Ale zanim... kiedy ostatni raz przemieniałaś się we mnie? - w mniej rudą wersję jego; w inne wcielenie dryfujące po wodach, których nie potrafił sobie nawet wyobrazić. Potrzebował poznać konkretną datę; tej bowiem nie udało mu się zapamiętać.




I was a heavy heart to carry~
Laurence Morrow
Zawód : numerolog, cyrkowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
więc przez płonący las
przeprowadź mnie
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 30 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
standing upright but my shadow is crooked~
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11212-laurence-morrow https://www.morsmordre.net/t11246-houdini#346121 https://www.morsmordre.net/t11247-museums-of-fear#346123 https://www.morsmordre.net/f424-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-10 https://www.morsmordre.net/t11252-szuflada#346152 https://www.morsmordre.net/t11248-laurence-morrow#346126
Re: ognisko przed wagonem [odnośnik]16.07.22 22:55
Lubiła swoją burzę rudych loków, chociaż za dzieciaka uważała ją za głupią. Inne dziewczyny miały ładniejsze włosy – albo takie gęste, bardziej puszyste, ale wciąż łatwe do ogarnięcia, ale taki miękki blond który wyglądał idealnie, opadając na ramiona. Takie dziewczyny chłopcy lubili i takie im się podobały ale tak prawdziwie – jedyna „randka”, na którą Lavinia poszła za czasów szkoły skończyła się kompletną porażką kiedy okazało się, że było to jedynie w ramach zakładu aby ją wyśmiać. Od tego czasu robiła co tylko mogła aby starać się zmieniać, ale na swoją własną modłę. Dopiero zagraniczne podróże dały jej możliwość spojrzenia na siebie inaczej – że nawet mimo tego, że wybrało ją morze, to była wciąż pocałowana przez ogień.
- Oh weź, jesteś taki jak tyczka, przyda ci się nieco rybki, prawda? – Kąciki ust drgnęły kiedy zbliżyła się do niego, szturchając go lekko kiedy tylko znalazła się obok niego. Zaraz jednak odetchnęła, z wielką przyjemnością zbliżając się do ogniska, niczym jaszczurka zajmująca miejsce w cieple, jednocześnie starając się tak zająć miejsce aby jednak nie nastawiać się na gryzący w płuca dym.
- Ah, tfu, ramora. Żyją w Oceanie Indyjskim, kiedy płyną, przypominają srebrne wstęgi dookoła wszystkich. A kiedy statki stają, starają się utrzymać je w ryzach, niczym kotwice, którymi się stają. Nie powinnam ich jeść, więc oddaję je tobie. Ale dostałam to jako prezent, którego zwrócić nie mogę. – Gdyby mogła, delikatnie przypomniałaby tej osobie, że nie wypada jej zjadać opiekuna żeglarzy, ale ciężko było. Dlatego przyniosła je Lauriemu, bo ktoś inny mógł z tego skorzystać.
- Kurtka? Miałbyś taką? Ciekawa jestem, jakbym w niej wyglądała. – Gdyby ją miał, przymierzyłaby ją, oglądając się w lustrze. Ba, nie raz miała ochotę gdzieś w wolnej chwili wślizgnąć się do garderoby i poprzymierzać parę kostiumów. Ciekawe, czy mieli takie egzotycznej tancerki, w końcu udało jej się podłapać parę ruchów podczas podróży. Może nawet mogła pokazać komuś, jak się tańczy?
- Spokojnie, jest przygotowana i wypatroszona, nie musisz się martwić. Wiem, że w tych czasach sól czy masło są na wagę złota, więc wydaje mi się, że jeżeli ją jedynie podpieczesz, wszystko będzie w porządku. - Nie wiedziała w sumie, czym Morrow dysponował z posiłków.
- Jeżeli liżesz tyłek władzy i lubisz szlachtować ludzi na lewo i prawo, to tak, dla ciebie jest to bezpieczne miejsce. – Była zła i nie ukrywała tego, jak widzi to miasto. Nie krzyczała jednak, stwierdzenie to rzucając na tyle cicho, że Laurie był jedynym, który mógł ją usłyszeć, na wszelki wypadek rozglądając się jeszcze dyskretnie.
- Oh? – W pierwszej chwili nie do końca wiedziała, co miał na myśli, ale kiedy zapytał o „niego”, lekko ścisnęła usta. Nigdy nie planowała przybrać kształt konkretnie Lauriego, ale po prostu tak było łatwiej. Lekko zmieniła kolor włosów czy rozstaw oczu, ale wciąż przypominał go.
- Wiesz, że nie robiłam tego specjalnie… - Od razu wchodziła na defensywny temat, nie dlatego, że czuła, że ją oskarżał, ale dlatego, że czuła się winna. Co jeżeli zmarnowała mu życie? Co jeżeli zagroziła mu jakkolwiek? – Ostatnio…trzy lata temu? Od momentu kiedy pływam jako ja, to nie wykorzystuję ciebie. Jak również nie korzystam w innych…celach. – Nie do przestępczości, ani do czegokolwiek innego.




Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: ognisko przed wagonem [odnośnik]03.08.22 22:21
Jak tyczka? Łypnął na nią z teatralną powagą, słysząc ten zarzut. - To wygląd, hm, sceniczny - odparł niby urażony; nie należał do przesadnie wysokich, był raczej przeciętnego wzrostu, a na niską wagę ciała wpływ miała głównie wojenna dieta, lecz równie dobrze mogli poudawać przez chwilę, że liczyło się tylko to, iż cięższy o dziesięć kilo nie miałby czego szukać na deskach Areny - nie ma nawet takiej opcji, żebym szerszy w biodrach zmieścił się do pudła, które Seamaranus przecina zaklęciem na pół - wraz z nim w środku, skulonym w ten sposób, że nogi przyciśnięte były do klatki piersiowej, niemal uniemożliwiając swobodne oddychanie, a przecież uśmiechać musiał się szeroko, bo głowa akurat pozostawała doskonale widoczna wszystkim obserwującym spektakl.
- Ramora mówi mi niewiele więcej - ryba to ryba, po co drążyć temat, jak dokładnie się nazywała; ostatecznie i tak wędrowała przez układ trawienny - i z trudem chyba jestem w stanie wyobrazić sobie, jak tak małe stworzenie może zastąpić kotwicę - teraz dopiero przyjrzał się zawartości zawiniątka dokładniej, wnikliwiej - czemu nie powinnaś ich jeść? - nie miał pojęcia, co ramory znaczą dla żeglarzy; symbolika fantastycznych stworzeń także znajdowała się dalece poza jego obszarem zainteresowań, coś jednak w tonie jej głosu zwróciło jego uwagę na tyle, iż pytanie wyrwało mu się samo.
- Najlepiej - miała jeszcze jakieś wątpliwości? I właściwie chyba naprawdę całkiem by to do niej pasowało; jeśli jakimś cudem ramoneska kiedyś dostanie się w jego ręce, to będzie wiedział, co z nią zrobić. - To mugolska, skórzana, motocyklowa kurtka, musiałbym mieć mięśnie, żeby w czymś takim wyglądać dobrze, a niestety ja nie mogę sobie powiększyć bicepsa w trzy minuty - a może nawet szybciej? Dawno już minęły te czasy, gdy metamorfomagia przychodziła jej z widocznym trudem; gdy szukał w bibliotece jakichkolwiek książek, przez które mogliby razem przebrnąć, próbując zrozumieć same podstawy metamorfomagicznej przemiany. - To pewnie ten wyjątek potwierdzający regułę, że w cyrkowej garderobie znajdziesz dosłownie każdy strój - ramoneski jednak by tam nie szukał.
- Nie mam nic z przypraw, ale jeśli dobrze ją upieczemy, to chyba nie powinno być problemem? - problem stanowiło już samo dobre upieczenie, ale tym będą się przejmowali za chwilę; podsycił ogień zaklęciem, a potem ostrożnie przelewitował przygotowaną do smażenia rybę na wysokość, która wydawała mu się na tyle bezpieczna, by nie spalić ramony przez przypadek (czy aby jednak nie trzymał jej zbyt wysoko?). - Zobaczymy, co z tego wyjdzie, o ile dobrze pamiętam, to chyba jakieś pięć minut na jednej stronie wystarczy, potem obrócę ją na drugą - a miał prawo to pamiętać, bo ryby odmieniał już przez wszystkie przypadki (wciąż pozostając nieświadomy dokładnego nazewnictwa) każdego dnia.
- Nie wiem, czy to takie proste, Lorrie, część z londyńczyków po prostu próbuje przeżyć - ilu z cyrkowców starało się trzymać jak najdalej od kłopotów? Ilu z mieszkańców Londynu było takich, jak tamta dziewczyna, która pomogła mu zająć się kobietą do złudzenia przypominającą mu jego matkę - tam, w kryjówce w metrze, tuż po Bezksiężycowej Nocy? Czy Londyn był dla nich bezpieczny? Mniej niż dla zwolenników reżimu, jasno wygłaszających swe poglądy, bez wątpienia. Ale czy oznaczało to, że nie dało się tam funkcjonować i bez tego? Chyba nie.
Wyczuł nerwowość w jej głosie, gdy tylko poruszył temat jej metamorfozy; właściwie, kiedy po raz pierwszy o tym usłyszał, poczuł się tak, jakby wiódł podwójne życie; to jego, jeszcze wtedy w nudnej, schematycznej rzeczywistości, ścierało się z wyobrażeniem o nim samym, dryfującym na wodach całkiem mu nieznanych, ale fascynujących. Nie mógłby tak żyć, ale jego kopia już tak; wypytywał o jej przygody, jakby chciał zapamiętać te chwile, niby własne wspomnienia.
Nie wracał do tego tematu przypadkiem; rozważał różne opcje, a tamta tożsamość niejako nakładała się na historię męża Harriett, żeglarza, którego nazwisko sam przecież nosił. Wciąż jednak nie wiedział, czy powiązanie ze sobą tych elementów miało jakikolwiek sens.
- Nie dlatego pytam, ufam ci, wiem, że nie naraziłabyś mnie na niebezpieczeństwo - wtrącił łagodnie; nie miała potrzeby się bronić, nie padły żadne oskarżenia. Poprawił różdżkę, a potem płynnym ruchem obrócił rybę na drugą stronę, przez chwilę wpatrując się w srebrzyste łuski odbijające ogniste wstęgi. - Zacząłem zastanawiać się, czy nie powinienem załatwić sobie wiarygodnych papierów, na wypadek ewentualnej kontroli. Mam wrażenie, że proszę się o kłopoty, wystarczy tylko, żeby ktoś mnie wylegitymował, a szybko stanie się jasne, że nie jestem zarejestrowany. Nikt przecież nie uwierzy w to, że zapomniałem dokumentów, zresztą, najpewniej można bez trudu sprawdzić, czy widnieję w rejestrach Ministerstwa - mąż Harrie zginął daleko od domu, nim to wszystko się zaczęło; nie sprowadzono nawet jego ciała, pochowano go, rozrzucając proch na cztery strony świata - z burty statku, na którym pływał. Morrow nie figurował w żadnym z rejestrów. - Masz jakieś dojścia, kontakt do kogoś, kto dałby radę to załatwić? - nieświadomie ściszył głos, poruszając ten temat; angażowanie jej w to wszystko było ostatecznością, ale nie wiedział, kogo innego miałby o to zapytać; była szansa, że ktoś jej znany mógłby pomóc mu obejść oficjalną procedurę. Bo pojawienie się w tym momencie w Ministerstwie nie wchodziło zupełnie w grę; sprawdzono by go dokładnie, zweryfikowano każde jego słowo, upewniając się, czy powód, dla którego zgłosił się do rejestracji tak późno, nie rozmija się z prawdą.

to co, k3 na efekty naszych ogniskowych rewolucji?
1 - zdając się na intuicję zdejmujemy rybę w najlepszym momencie, no, prawie; jest przeciągnięta tylko odrobinę, niektóre partie są zbyt suche, ale zdecydowana większość smakuje dobrze, choć brak przypraw nie polepsza walorów smakowych ramory; mdłe, odpowiednio wypieczone mięso da się jednak zjeść;
2 - choć skóra zdaje się być chrupka, kiedy tylko ją zdejmujemy, blada barwa mięsa zdradza wszystko; o ile nie mamy ochoty na sushi, to coś zdecydowanie trzeba jeszcze zrobić z surowym środkiem;
3 - czerwony jak cegła, czarny jak ryba; spód zwęglił się całkiem, a mięso przesiąknęło swędem spalenizny; bez wątpienia nie da się już tego w żaden sposób uratować, można jedynie odkruszyć widelcem czerń tego, co niegdyś było skórą, i próbować zjeść suchą na wiór resztę, o ile nie zemdli nas smród spalenizny.


[bylobrzydkobedzieladnie]




I was a heavy heart to carry~


Ostatnio zmieniony przez Laurence Morrow dnia 03.08.22 22:32, w całości zmieniany 1 raz
Laurence Morrow
Zawód : numerolog, cyrkowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
więc przez płonący las
przeprowadź mnie
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 30 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
standing upright but my shadow is crooked~
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11212-laurence-morrow https://www.morsmordre.net/t11246-houdini#346121 https://www.morsmordre.net/t11247-museums-of-fear#346123 https://www.morsmordre.net/f424-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-10 https://www.morsmordre.net/t11252-szuflada#346152 https://www.morsmordre.net/t11248-laurence-morrow#346126
Re: ognisko przed wagonem [odnośnik]03.08.22 22:21
The member 'Laurence Morrow' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
ognisko przed wagonem Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: ognisko przed wagonem [odnośnik]06.08.22 17:44
- Tak się tłumacz. Bujać to my, ale nie nas. – Prychnęła lekko, spoglądając jeszcze na mężczyznę, który wierzgał się od odpowiedzi niczym węgorz próbujący wydostać się z pułapki. A kiedy spoglądała teraz na niego, dalej obstawiała, że na pewno nie jadł wystarczająco dużo. Mogłaby równie dobrze przysiąc, że podniosłaby go teraz bez większego problemu, trzymając go i podnosząc z ziemi, okręcając jeszcze dookoła tak na wszelki wypadek. Mogłaby nawet ćwiczyć poprzez podnoszenie z ziemi Laurenca i próbę podniesienia swojej kondycji. – Dobra dobra, to po prostu wymówka dlatego, aby jednak się trzymać szczupłej strony żeby móc w razie czego przeciskać się przez okna i zwijać ludziom rzeczy? – Uśmiechała się mocno, wcale nie posądzając aby Laurie parał się kradzieżą, ale w tym momencie czego miałaby się spodziewać po Laurencie szczupłym jak szczupaku? Jeżeli kiedyś będzie mieć zwierzątko rybkę to nazwie go Laurence.
- W sumie mógłbyś, w tej chwili wiedziałbyś przynajmniej nieco więcej. – Szturchnęła go mocno, mając nadzieję, że nabije mu drobnego siniaka, samej jako rudowłosej kobiecie doskonale wiedząc, że siniaki były nieuniknione nawet przy zwykłych uszczypnięciach. – Typie, machnięciem kawałka drewna możemy sprowadzić piorun z nieba, ale nieee, ryba magiczna, ło la boga, kto to widział. – Wywróciła oczyma, spoglądając jeszcze na rybę. Przynajmniej nie patrzyła się na nią z czułością, tak jak robili to niektórzy marynarze.
- Bo przynosi szczęście na wodzie…to trochę jakby…niewłaściwe, nie uważasz? – Spojrzała na niego, zastanawiając się, czym w tym momencie rzeczywiście brzmi jakby była idiotą a nie opowiadała o wierzeniach. Mimo to, ostrożnie przekazała mu rybę, wiedząc, że nawet jeżeli nie powinna to i tak ktoś będzie mógł się najeść, zwłaszcza jeżeli mogło to być przyrządzone ze smakiem. Wyciągnęła się jeszcze, uśmiechając się kiedy skomplementował ją, opisując informacje odnośnie kurtki.
- Hej! Wyćwiczyłam sobie mięśnie przez lata pracy na statku. Jeżeli chcesz się przekonać, jak wygląda jedenaście lat pracy a nie pstrykanie sobie palcami w ramach powiększenia bicepsa to podejdź, zaraz ci pokażę. – Podniosła się, tak jakby gotowa była rzucić się w jego kierunku, ale skoczyła jedynie po to aby złapać go pod swoją pachę i potargać mu włosy, niby starsza siostra drocząca się ze swoim bratem. Złapała go jeszcze za nos, trzymając go zanim nie wypuściła go ostatecznie, z zadowoleniem oglądając drobna chwila przypominała dawne lata. – Ooo, to poszukaj mi jeszcze ten egzotycznej tancerki i będę mogła imponować wszystkim. – Mrugnęła jeszcze, okręcając się dookoła i mrugając w jego kierunku.
- Tak, najważniejsze to odpowiednie przygotowanie, postaraj się jednak jej nie spalić. – Sama miała doświadczenie w patroszeniu ryb, dlatego gotowanie pozostawiała też innym osobom, którym mogła pomóc. Spoglądała na miejsce gdzie mogli zajać się zabrać za jedzenie, na nowo siadając aby spróbować jakoś go wesprzeć. – Jeżeli nie, to jak zjem i umrę to już wiem, kogo będę miała za to obwiniać. – Parsknęła, ale ostatecznie usiadła przy ognisku, niemal pokładając się na ziemi.
- Wiem o przetrwaniu strasznie dużo, nawet jeżeli teraz chce się mnie o tym pouczać. – Rzuciła mu niemal wyzywające spojrzenie. Ostatnimi czasy nic tylko słuchała od swoich przyjaciół jak to źle i niedobrze było się ukrywać. Robiła to jedenaście lat. Była bezdomna przez jedenaście lat. Ale wtedy ludzie nie widzieli problemów z milionem takich Thalii. Jak wiele ludzi chciało żeby kurwy, ćpuni czy bezdomni którzy kończyli tak ze względu na system, wcale nie mieli szansy, czy wcześniej czy później. Udawanie, że w tym mieście dało się funkcjonować było dla niej niemożliwe, kiedy wszyscy byli teraz jak ćpuni i bezdomni, udający że wszystko jest w porządku.
- Oczywiście, że nie… - te słowa padły już bardziej z czułością, jakby naprawdę chciała podkreślić że to nie było takie oczywiste i wcale przecież nie chciała sprawić mu przykrości. Przygryzła lekko wargę, doskonale rozumiejąc, co miał na myśli. W jakiś sposób chciałaby jakoś pomóc, ale jednocześnie nie wiedziała, czy aby na pewno zna kogoś.
- Może by mi się udało dojść do takiej osoby. Na jakie dane chciałbyś zarejestrować różdżkę i jakie informacje miałyby się tam znaleźć odnośnie krwi? – Musiała o tym wiedzieć jeżeli starałaby się załatwić mu je takie dokumenty. Sięgnęła po jedną z gotowych rybek.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: ognisko przed wagonem [odnośnik]09.08.22 16:21
8 V

Plandeka przesiąkła chłodem ziemi, a gdy ramiona rozdygotały się zimnem, wrócił tylko na chwilę do wagonu, by przyjść z powrotem już szczelnie opatulony kraciastym, chropowatym kocem, który służył mu także za kołdrę.
Kwietniowy chłód i niemal codzienne deszcze ustąpiły majowej łagodności, lecz noce wciąż szczypały skórę zimnem.
Łagodna poświata z różdżki oświetlała scenerię wokół wagonu; tak dobrze mu znaną, że w gruncie rzeczy nie potrzebował wcale koncentrować się na otoczeniu, by wiedzieć, gdzie leży kamień, na który trzeba uważać, schodząc ze schodków, a gdzie pochylające się nad dachem drzewo wije się korzeniami, przebijając się przez ziemię i zagrażając popisowym potknięciem.
Nie czuł się tu jak w domu, jeszcze nie, może nigdy się nie poczuje, ale innego domu nie miał; przestał być całkowicie nieznajomy dla tych wszystkich ludzi, którzy chowali się tu przed światem, lecz wiedział, że Arena to tylko przystanek.
Że kiedyś ruszy dalej.
Nie dzisiaj jednak, i nie tej nocy.
Potrzebował zapewnić sobie szybki, bezpieczny powrót do cyrku - na wypadek, gdyby któraś z jego podróży skończyła się nieprzesadnie dobrze.
Skoncentrowany na przestrzeni pomiędzy ogniskiem a wagonem rozpoczął powolny proces tkania powiązań magicznych; nitka snuła się bez końca, on, natomiast, precyzyjnie nawlekał ją na oczko igły, tworząc sieć skomplikowanych zależności. Węzły i sploty zacieśniał wokół trzymanego w dłoni przedmiotu, wokół pokrytej patyną, wysłużonej spinki do mankietu.
Minęła może godzina, nim dokończył proces, wykorzystując srebrny gwiezdny pył. Przedmiot był już gotowy, by podjąć próbę zawiązania magii, splecenia go na zawsze z tym miejscem tak, by otwarty ciąg translokacyjny poprowadził właśnie w pobliże wagonu.
Chciał stworzyć śwstoklik nieaktywny, który bezpiecznie będzie czekał na użycie w którejś z jego kieszeni.
- Portus - wypowiedział więc inkantację, pewien, że zrobił wszystko tak, jak należało; jeśli popełnił jakiś błąd, poczuje się tym faktem zaskoczony, lecz bez wątpienia przeanalizowanie każdego etapu tworzenia sprawi, że będzie także świadomy, co dokładnie się stało.

świstoklik typu pierwszego, nieaktywny;
wykorzystuję srebrny gwiezdny pył, st 65;
przedmiot - spinka do mankietu pokryta patyną

zt, jeśli świstoklik się nie uda -> szafka





I was a heavy heart to carry~


Ostatnio zmieniony przez Laurence Morrow dnia 09.08.22 16:35, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : dodanie linku do szafki)
Laurence Morrow
Zawód : numerolog, cyrkowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
więc przez płonący las
przeprowadź mnie
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 30 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
standing upright but my shadow is crooked~
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11212-laurence-morrow https://www.morsmordre.net/t11246-houdini#346121 https://www.morsmordre.net/t11247-museums-of-fear#346123 https://www.morsmordre.net/f424-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-10 https://www.morsmordre.net/t11252-szuflada#346152 https://www.morsmordre.net/t11248-laurence-morrow#346126
Re: ognisko przed wagonem [odnośnik]09.08.22 16:21
The member 'Laurence Morrow' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 25
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
ognisko przed wagonem Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
ognisko przed wagonem
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach