Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Gabinet
AutorWiadomość
Gabinet [odnośnik]04.07.22 21:16

Gabinet

Pracownia, nad wyraz nazywana gabinetem, jest miejscem, w którym spędza najczęściej dzień; jeśli nie z klientami, to tworząc nowe kadzidła. Znajduje się na parterze a drzwi do niej ukryte są za grubą kotarą jedynie dla wzmocnienia efektu. W środku znajduje się stolik oraz krzesła, cały wachlarz najróżniejszych atrybutów do wróżenia, niewielka biblioteczka i ciąg dalszy ezoterycznych ozdób. W pomieszczeniu najczęściej pachnie ziołami, podczas seansów - zazwyczaj kadzidłami, którymi poniekąd czarownica ułatwia sobie pracę.



* * *
I bury my head in the sand and go on acting like it's all gone to plan. And I feel the sweat dripping down my neck, pretending it hasn't happened. And it hasn't happened yet.
Millicenta Goshawk
Zawód : wróżbitka, wytwórca kadzideł
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : n/d
she was life itself.
wild and free, wonderfully chaotic;
a perfectly put-together mess.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +4
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11061-millicenta-goshawk#340439 https://www.morsmordre.net/t11254-cesarzowa#346161 https://www.morsmordre.net/t11256-niech-ja-ci-powroze#346166 https://www.morsmordre.net/f425-dolina-godryka-chata-na-uboczu https://www.morsmordre.net/t11255-skrytka-bankowa-2421#346163 https://www.morsmordre.net/t11257-millicenta-goshawk#346175
Re: Gabinet [odnośnik]04.07.22 22:04
10 czerwca
List od nieznanego mężczyzny z prośbą o pilne spotkanie nie był czymś, z czym czarownica spotykała się na co dzień. Kierowana głównie czystą ciekawością, znalazła czas i przystała na jego propozycję, choć przez pewien czasu dość poważnie rozmyślała, czy dobrze zrobiła zapraszając go bezpośrednio do chaty. W żadnym momencie listu ani nie wspomniał o co chodziło, poza tym, że niósł ważne, niecierpiące zwłoki informacje, ani również ani razu nie pojawiła się wzmianka o seansie wróżbiarskim, co samo w sobie było dla niej zastanawiające, ale nie stanowiło czerwonej flagi. Ile w życiu dostała listów od klientów, którzy nie mówili wprost, albo i wcale, o co chodziło, tak zabrakłoby jej palców u rąk i stóp, by ich zliczyć – zakładała, że trafiła na przypadek, który złamał się dopiero co, być może szukał ostatniej deski ratunku, którą zaskakująco często było wróżbiarstwo, i nie wiedział jeszcze jak do tego wszystkiego podejść. Był zagubioną duszyczką w meandrach znaków i symboli, której zamierzała ochoczo, lecz za odpowiedną opłatą, pomóc. Żyjąc od wczoraj w stuprocentowym przekonaniu do swoich racji, przygotowała się na spotkanie jak na zwykłą wizytę klienta, w żadnym stopniu nie przeczuwając, że w przeciągu paru minut ta rozmowa nabierze dziwnego przebiegu i odwróci się raczej na jej niekorzyść.
Gdy nieznajomy zjawił się o czasie, czarownica zaprowadziła go do gabinetu. Usiadła i ruchem ręki zaprosiła mężczyznę, aby zasiadł przy stole naprzeciwko, na moment zwracając spojrzenie ku kotu, który obudzony z popołudniowej drzemki wyraźnie zainteresował się obcym; bardziej, niż innymi, ale nie na tyle mocno, by ruszyć się z górnej półki. Znany ze swojego lenistwa Lanaval niemal nigdy nie zbliżał się do ludzi kręcących się po domu, jedynie w rzadkich, ciężkich do zdefiniowania okolicznościach. Szybko też zorientowała się, że nie zapaliła żadnego kadzidła, lecz sama mieszanina różnych roślinnych ingrediencji w pomieszczeniu mogła tworzyć specyficzną mieszankę, z całą pewnością woń, która gwałtownie wdzierała się do nosa tuż po przekroczeniu progu.
Rozumiem, że nigdy wcześniej nie byłeś na wizycie u wróżbiarki? Spokojnie, nie ma się czym stresować – zaczęła łagodnie, widząc bardzo charakterystyczny odruch, dotykanie twarzy, które świadczyło najczęściej o ogólnym dyskomforcie i nienachalnie utkwiła spojrzenie w jego dłoni. Gładkiej, a jasnej, bez śladów blizn i fioletowych węzłów żył. Nie wyglądał na kogoś, kto w pracy używał rąk, przynajmniej nie cały czas. – Wiedziałeś, że tak z pozoru nic nie znaczące linie na dłoniach pozwalają poniekąd poznać człowieka? – mówiąc to wyciągnęła ku niemu swoją rękę, zachęcającym ruchem głowy sugerując, by podał jej swoją. Nie przechodziła od razu do sedna; na początku zazwyczaj starała się odgonić stres i wszelkie wątpliwości, procesy myślowe, które zachodziły w ludziach po przeciwnej stronie stołu. Wróżby wróżbami, obserwacja obserwacją – bardzo istotnym elementem było nawiązywanie nici porozumienia, która potrafiła zdziałać cuda.


* * *
I bury my head in the sand and go on acting like it's all gone to plan. And I feel the sweat dripping down my neck, pretending it hasn't happened. And it hasn't happened yet.
Millicenta Goshawk
Zawód : wróżbitka, wytwórca kadzideł
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : n/d
she was life itself.
wild and free, wonderfully chaotic;
a perfectly put-together mess.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +4
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11061-millicenta-goshawk#340439 https://www.morsmordre.net/t11254-cesarzowa#346161 https://www.morsmordre.net/t11256-niech-ja-ci-powroze#346166 https://www.morsmordre.net/f425-dolina-godryka-chata-na-uboczu https://www.morsmordre.net/t11255-skrytka-bankowa-2421#346163 https://www.morsmordre.net/t11257-millicenta-goshawk#346175
Re: Gabinet [odnośnik]21.07.22 22:22
So pay attention now
I'm standing on your porch screaming out
And I won't leave until you come downstairs


Błąd. Tylko to słowo raz po raz odbijało się echem w czaszce Elrica, gdy szukał drogi do domu Milicenty Goshawk, posługując się niejasnymi wskazówkami z listu. Przynajmniej nie mieszkała daleko, nie czuł więc presji idącej za przebywaniem połowy kraju w celu zakłócenia spokoju nieznanej kobiety. Równie dobrze mógł po prostu wpaść do niej na herbatę, znaleźć wymówkę, jeżeli w ostatniej chwili zmieni zdanie, stchórzy. Nie chciał tego robić, bo zasługiwała na prawdę, choć serce ściskało mu się boleśnie na wspomnienie czarno-białego snu oraz idących za nim konsekwencji. Mógł próbować wmówić sobie, że tym razem sen nie będzie tak proroczy jak poprzednie, że go źle zrozumiał - ale ile już lat spędził zmagając się z tym cholernym piętnem, by nadal pozwalać sobie na taką naiwność? Nie, Milicenta, choć zupełnie nie pamiętał jej ze szkoły i gdyby nie mieszkała w Dolinie, pewnie by jej nawet we śnie nie rozpoznał, nie mogła stać się kolejnym wyrzutem sumienia. Zbyt wiele ich już zniósł, plując sobie potem w brodę za bierność. Pomona Vane okazała się kroplą przelewającą czarę goryczy - musiał zrobić cokolwiek, by potem mieć chociaż pocieszenie w postaci podejmowanych prób oszukania przeznaczenia.
Nawet jeżeli wątpił w to, czy los naprawdę dało się oszukać.
Stawiając się o omówionej godzinie pod drzwiami pani Goshawk, miał włosy wciąż wilgotne od deszczu, oczy ponure i poszarzałe, ręce schowane w kieszeniach kurtki, z którą nie rozstawał się nawet w czerwcu. Po wymienieniu krótkich powitań, nic nie znaczących uprzejmości, kobieta od razu zaprowadziła go do gabinetu. Obserwował lekkie falowanie jej ciemnych włosów, przypominając sobie jak wiatr szarpał nimi, gdy frunęła na miotle przez chmury, tracąc orientację i walcząc z nabierającym siły podmuchem. Co ją podkusiło do takiej wyprawy w tak złą pogodę? Nie mógł jej o to zapytać, bo to się przecież jeszcze nie wydarzyło.
- Naprawdę przepraszam, że to wszystkie takie nagłe... sprawa nie cierpi zwłoki - powiedział cicho, niepewny tego jak w ogóle zacząć temat czegoś, o czym nigdy z nikim nie rozmawiał, zawsze wypierał ze świadomości i udawał, że wcale nie jest częścią jego życia.
W nos drażniła go woń rozlicznych ziół, w gabinecie było ciemno i nieco niepokojąco, zdawał sobie jednak sprawę z jej profesji, bo była znana w Dolinie Godryka. Nie żeby kiedykolwiek miał potrzebę korzystać z jej usług; dość miał przepowiadania przyszłości i unikał wróżbiarek jak ognia. Nie wybrał tego przedmiotu w szkole, nie cierpiał go, bo przypominał mu o wszystkim, o czym myśleć nie chciał, dopóki nie musiał.
Co za szkoda, że znów spadło to na niego jak grom z jasnego nieba.
- Hmm. Tak, nie byłem - odparł z uniesioną brwią, nie wiedząc do czego kobieta pije. Zajął jednak wskazane miejsce, bo to nie była rozmowa, którą powinno się przeprowadzać na stojąco. Zmieszał się, gdy wbiła wzrok w jego zaciśnięte na kolanach dłonie i szybko schował je do kieszeni. - Tak myślisz? No nie wiem, ja w to chyba nie wierzę. Ale jeśli chcesz, to możesz spróbować coś z nich odczytać, tyle, że wydaje mi się, że się nie zrozumieliśmy. Nie przyszedłem tutaj po wróżbę, pani Goshawk - sprecyzował, widocznie zestresowany. To on miał dla niej złe wieści, nie sądził, by była je w stanie przebić. Chyba, że również miewała wizje? - Czy jesteś jasnowidzką? Masz... prorocze wizje? - dopytał, choć słowo jasnowidzka wypowiedział niechętnie. Żółć podchodziła mu do gardła na samą myśl o nazwaniu w ten sposób samego siebie.



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 12 +3
UROKI : 8 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Gabinet [odnośnik]31.07.22 15:41
Nie wierzył. Już niemal przyszykowała sobie w myślach cały skrypt dlaczego jednak warto uwierzyć, przygotowała przykłady realne, z życia wzięte, kiedy Elric wyraźnie podkreślił, że ani nie przyszedł tu po wróżbę, ani nie podał jej dłoni. Automatycznie cofnęła swoją, wyprostowała się i w chwili milczenia przyjrzała mu uważnie, taksując spojrzeniem jego twarz oraz reakcję. Skoro nie chciał wróżby, nie wiedzieć czemu, skojarzyła, że być może przynosił jakieś informacje o jej rodzinie, ale z drugiej strony gdyby cokolwiek im się przydarzyło, to zjawiłby się tu człowiek, którego zna a nie obca osoba. To samo tyczyło się siostry, z którą utrzymywała regularnie kontakt. Nie chciała jednak wybiegać za bardzo myślami do przodu i oceniać sytuacji przedwcześnie, dlatego z trudem odrzuciła od siebie wszelkie pomysły jaki cel miała ta wizyta – w końcu zamierzał jej to powiedzieć.
Czarownica nie utraciła kontroli nad swoją mimiką, mimo, że siedziała naprzeciwko mężczyzny wewnętrznie coraz bardziej skonfundowana, z początku nie wiedząc i nie mogąc dobrać odpowiednich słów. I tak jak w Elricu narastał stres, w niej narastał paradoksalnie spokój. Co mógł jej takiego przekazać, jeśli z marszu odrzucała sprawy rodzinne, że zadał sobie tyle trudu w odnalezieniu jej i fatygował się aż tu? Że umrze? Cóż, każdy kiedyś umrze, prędzej czy później, a ona chyba tylko ze względu na wykonywaną profesję godziła się ze wszystkim co przynosiło jej życie.
Nie – odparła ze spokojem, na jaki zdobywała się bardzo często w niekoniecznie sprzyjających okolicznościach. Wiele osób zaskakiwała ta postawa, innych denerwowała; ale ona nie zamierzała panikować na zapas. Choć powoli zaczynała się niecierpliwić. – Nie jestem jasnowidzką, jestem jednak bardzo dobra w swojej profesji, do której jasnowidzenie nie jest potrzebne – wyprostowała się i skrzyżowała ręce pod biustem. O ile w mowie ciała często oznaczało to zamkniętą postawę, o tyle w jej przypadku sugerowało to raczej wyjście z przyjaznej i swobodnej otoczki. Nie musiała podnosić głosu, by jej ton nagle zamienił się w szorstki, nieprzyjemny, czego nie zrobiła tym razem celowo.
Zamieniam się w słuch; mój czas jest bardzo cenny – zasugerowała i odetchnęła głęboko, czekając, aż Lovegood wreszcie zbierze się w sobie i wykrztusi to, co miało na niego najwyraźniej bardzo mocny wpływ.


* * *
I bury my head in the sand and go on acting like it's all gone to plan. And I feel the sweat dripping down my neck, pretending it hasn't happened. And it hasn't happened yet.
Millicenta Goshawk
Zawód : wróżbitka, wytwórca kadzideł
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : n/d
she was life itself.
wild and free, wonderfully chaotic;
a perfectly put-together mess.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +4
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11061-millicenta-goshawk#340439 https://www.morsmordre.net/t11254-cesarzowa#346161 https://www.morsmordre.net/t11256-niech-ja-ci-powroze#346166 https://www.morsmordre.net/f425-dolina-godryka-chata-na-uboczu https://www.morsmordre.net/t11255-skrytka-bankowa-2421#346163 https://www.morsmordre.net/t11257-millicenta-goshawk#346175
Gabinet
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach