Wydarzenia


Ekipa forum
[SEN] Jolly sailor bold
AutorWiadomość
[SEN] Jolly sailor bold [odnośnik]23.07.22 21:19
[SEN] Jolly sailor bold E9a967d260e1ed7ee0b7e5ab89e0d2c8

Trzynaście razy przekroczyła równik, pływając po morzach i oceanach i rabując każdy statek który napotkała. Urodziła się co prawda jako szlachcianka, ale po wielu latach upokorzeń ze strony własnej rodziny i po bardzo nieudanym małżeństwie zdecydowała się ostatecznie uciec. Nie wiedziała nawet, czy nie wpada w ryzyko, ale nagle okazało się, że przynosi jedynie szczęście statkowi – wiatry wiały zawsze na ich korzyść, kule innych statków nie wydawały się nawet ich imać, a w każdym porcie witano ich z otwartymi dłońmi. Nie wydawało się więc nawet dziwne, że marynarze dość szybko wyrobili sobie sympatię w jej kierunku, w miarę lat ufając jej coraz bardziej, aby ostatecznie powierzyć jej dowodzenie statkiem. Ciężko było powiedzieć, aby spełniała się tutaj niesamowicie, ale czuła, że znalazła swoje miejsce na ziemi.
Nie dziwiło jednak nikogo, że wszystkie inne statki próbowały ich dorwać, uparcie chcąc zakończyć dominację „Zemsty Królowej Anne” na morzach i wysłać wszystkich na dno, kończąc panowanie Odetty (czy też raczej Toma, jak się przedstawiała) wśród każdej przestępczości zorganizowanej wśród różnych szlaków wodnych. Mimo to, nigdy się nie poddawali, walcząc zawsze i, póki co, z każdej walki wychodząc zwycięsko. Dlatego też absolutnie nie zamierzała się poddawać, walcząc o swoje, i ostatecznie, raz za razem, pokonując każdego, kto się jej przeciwstawił.
Nie inaczej było tym razem, bo kiedy statek który ich zaatakował ogłosił kapitulację, wcisnęła swoją różdżkę zaraz za pas, tak jak swój sprawdzony pistolet, gotowa postawić kogokolwiek, kto znalazł się po przeciwnej stronie jej dział oraz jej gniewu, tuż przed swoim obliczem. Wiedziała, że jej marynarze zakuli kapitana przeciwnego statku i gotowi byli nawet pobić go już na śmierć, tak aby samemu wydać już jakiś wyrok, ale chciała przynajmniej spojrzeć tej osobie w twarz. Niech jej przepiękne, przeurocze oblicze, oraz wisior z jednorożcem będą ostatnim, co ta osoba zobaczy w życiu – zbytek łaski, ale jednak nie zamierzała nikogo oszczędzać.
Pierwsze kroki na pokładzie postawiła pewnie, chcąc od razu pokazać, kto tu rządzi, ale zatrzymała się w połowie drogi do tajemniczego kapitana. Nie spodziewała się ujrzeć tę twarz…po prawdzie kiedykolwiek. Niepewnie zatrzymała się, spoglądając na znajomą postać i spoglądając na nią błagająco, jakby chciała, aby to był żart.
- Wszystko gotowe, kapitanie, a rybki już czekają. Możemy rzucać na rozkaz. – Pierwszy oficer przechodził do sprawy, chociaż nie umknęło mu dziwne zachowanie kapitana.


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: [SEN] Jolly sailor bold [odnośnik]12.08.22 17:48
Nie do końca było wiadomo, co ostatecznie pchnęło Marię na morze. Pozostawieni w Gloucestershire i Worcestershire Multoni mówili, że nie mają pojęcia, gdzie znajduje się ich krewna. Stare koleżanki wspominały z tajemniczymi, choć melancholijnymi uśmiechami na ustach, że Maria zawsze lgnęła do natury i może las znudził jej się wreszcie, że musiała spróbować smaku słonego powietrza. Jeden ze znajomych z czasów szkolnych chciał kiedyś przywołać anegdotę, zmyśloną oczywiście na miejscu, że wdał się kiedyś z Marią w dyskusję na temat odległych Wysp Galapagos i że czarownica zapewniła go wtedy, że odwiedzi ją kiedyś i udokumentuje wszystkie żyjące tam gatunki zwierząt. Jedna tylko półwila pamiętać mogła zacięty wyraz twarzy Multon, gdy syczała na suchym lądzie, a nurkując głęboko w wodę mówiła już płynnym trytońskim. Język ten był trudny do opanowania, ale blondynce w takich chwilach nie brakło determinacji koniecznej, by osiągnąć swój wymarzony cel.
Gdy po raz pierwszy postawiła stopę na statku Dumy Oceanów, miała co prawda zajmować się gotowaniem dla sporej załogi, jednak prędko okazało się, że problemem załogi nie była słaba strawa, a to, w jaki sposób byli traktowani przez kapitanat i pierwszego oficera. Bunt wydawał się tylko kwestią czasu i tak właśnie się stało. Na środku oceanu wybuchły zamieszki, które przerodziły się w swoisty zamach stanu. Maria od tygodni dodawała do marynarskich potraw magiczne rośliny, które miały im dodać krzepy oraz wzmocnić umiejętności magiczne, gdy przyjdzie pora. Zabarykadowała nawet pokładową kuchnię, wraz z uzdrowicielem zbierając zestaw eliksirów, które mogłyby zostać wykorzystane bojowo, a gdy kurz zawieruchy upadł i okazało się, że to jej zaklęcie sięgnęło znienawidzonego kapitana, siłą rzeczy została obrana nowym.
Duma Oceanów nigdy zresztą nie była klasycznym statkiem, do służby na którym szło przywyknąć prędko, bo i była ona wyznaczana odpowiednimi regułami i limitami czasowymi. Po objęciu tak specyficznej władzy Maria pragnęła wyzwalać resztę statków spod jarzma despotycznych kapitanów. Choć z początku sceptycznie nastawiona, załoga przystała na jej pomysł, a po kilku zwycięstwach wydała się aż tak rozochocona, że rzucała się na każdy statek, który znalazł się w zasięgu ich wzroku.
Niestety także na Zemstę Królowej Anne.
Wszystko wydarzyło się tak szybko, że nie zauważyła nawet, gdy została pochwycona. Wiedziała jednak, co to oznacza. Ręce ściśnięte mocno za plecami i gniewne spojrzenia ciskane w jej stronę, gotowe odpowiedzieć agresją na każdą zaczepkę nie pozostawiały wątpliwości co do jej losu, tak samo jak szykowana deska, po której miała przestąpić ostatni raz, aż spocznie na dnie morza. Lub w żołądku żarłocznego rekina.
Ktoś nad jej głową mówił, że nadchodzi ich kapitan. Ktoś, z kim przegrała, a kto miał zadecydować o jej losie, choć była to już prawdopodobnie wyłącznie formalność, sądząc o słowach o rybkach.
Mimo to, poobijana i spętana Maria wzniosła powoli głowę, chcąc zobaczyć, kto taki stanął nad nią górą. Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, bowiem nigdy nie spodziewała się, że będzie to...
— O... Odetta? Znaczy... Lady Odetta?


No hope in the air
No hope in the water
Not even for me
Your last serving daughter
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożców
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
with golden hair tangled everywhere
this flower will soon
disappear from me
f r u i t l e s s
blooming crazily
OPCM : 9 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t11146-maria-multon#342866 https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#342861
Re: [SEN] Jolly sailor bold [odnośnik]04.09.22 22:25
Biedna Odetta, w prawdziwym, tym wcześniejszym życiu pasowała do morza jak pięść do nosa, bo kto delikatny kwiat rzucałby między fale oceanu. Ucieczka jednak skłoniła ją do wielu przemyśleń, a te, ostatecznie, powiodły ją tutaj, gdzieś na rozkołysane statki, potężne błękity, nurty, tyleż pomocne co i zdradliwe. Czy sama dziwiła się, że odnalazła się w takich warunkach. Odpowiedź była ku jej zaskoczeniu twierdząca, czy jednak wszystko nie było na tyle dynamiczne, by potem historia przedstawiła ją jako zło najgorsze, bądź wrzuciła w swoją niepamięć? To rozważania były chyba na inne czasy, bo złapana, stanąć miała najpewniej przed sądem, zostać straconą, ale przez tę parę chwil żyć tak, jakby nic innego się nie liczyło.
Póki co, niczym rzut monetą, szczęście lądowało na jej stronie, tak jak teraz, kiedy stąpała po pokładzie zupełnie obcego statku. A jednak miała wrażenie, że było to wierutne kłamstwo, bo kiedy spoglądała, z kim splótł ją na ten moment los, przysiąc by mogła, że ukarano ją za coś. Mogła więc żyć jakkolwiek chciała, kłamać, cieszyć się, martwić, w sumie to mogłaby nawet robić najgorsze plugastwa, skoro i tak stanęła teraz przed kimś, kogo na oczy nie chciała widzieć.
I to nie przez złe wspomnienia, nie przez ból, a właśnie przez całą odwrotność – bo wiedziała, że dopóki nie natrafiła na nią, była bezpieczna. Że miała przecież życie na lądzie, że nikt jej nie gonił że wszystko powinno być w porządku. Że powinna dać sobie radę. Że przecież…przecież… że przecież nie było żadnej szansy, że powinna być tutaj. Spojrzenie, które skierowała na nią, przepełnione było tymi wszystkimi emocjami których czuć nie chciała, ale powstrzymać też ich nie mogła – żalem, pretensją, bólem.
Nie mogła powiedzieć bezpośrednio „nie” jej załodze, a jednocześnie…zdecydowanie nie chciała rzucać na pożarcie kogoś, komu ufała. Miała wrażenie, że chciałaby wcisnąć się gdzieś pod pokład i nie wychodzić, udawać, że problem nie istnieje, bo wtedy była nadzieja na to, że może jeszcze zniknąć. Ale teraz nie mogła tego zupełnie zignorować, a gdy teraz usłyszała swoje „dawne” imię, złapała Marię za twarz, gestem który czułości nie przypominał, ale jednocześnie krzywdy jej nie robił.
- Nie mów tak! – Syknęła, może nieco zbyt agresywnie, ale wolała, aby mniej osób wiedziało o tym, co zostawiła w swojej przeszłości. Jeszcze wystarczyło, żeby ktoś nagle stwierdził, iż okup za nią byłby dobrym pomysłem (pomijając fakt, że dla rodziny była już martwa).
- Wystarczy już, że chcą cię wszyscy zrzucić do morza. Już nawet nie mówiąc o tym, że niejeden wolałby wykorzystać cię w inny sposób. – Zamilkła na chwilę, przysuwając Marię bliżej siebie, pozwalając sobie na chwilę słabości gdy spoglądała na nią niemal z góry. – Co tu robisz? – pytanie padło już spokojniej, ale wciąż pełne zmartwienia.


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: [SEN] Jolly sailor bold [odnośnik]15.10.22 17:35
Drogi, które porwały je na morze, nie były tymi, o których kiedykolwiek mogły śnić. O których śnić chciały, o których szeptały czasami, bardziej lub mniej otwarcie, w trakcie czasu spędzonego wśród istot o najczystszych sercach i zamiarach. Maria miała przecież kontynuować swoją pracę w rezerwacie, przynajmniej do czasu, w którym dostanie lepszą pracę albo ojciec zdecyduje, że pora już jej iść za mąż. Stało się tak, jak w przypadku pierwszym, bowiem to Odetta zaprosiła ją do służby jako najbliższa, osobista służąca i tak oto zamiast Okruszka, domem jej stało się Broadway Tower, a sekrety damy — także jej własnymi.
Potem ich drogi rozeszły się. Właściwie rozcięły. Nagle, w niezrozumiany przez Marię sposób zniknięcie lady Parkinson stało się jej winą, wyrzucono ją więc bezpardonowo z zajmowanego przez nią niewielkiego pokoiku dla służby, skazano na los tułaczy, który najpierw nakazał jej wędrówkę do rodziny od strony matki i żyznych ziem Kornwalii, a potem zaczepił ją wreszcie w jednym z tamtejszych portów, gdy najęła się jako pomoc w jednej z portowych knajp, w której zagrzała miejsce na kilkanaście kolejnych miesięcy.
Gdy pierwszy raz wchodziła na statek, nie myślała, że ponownie spotka swoją dobrodziejkę, że poniekąd dane jej będzie odpowiedzieć na pytania o to, gdzie zniknęła dama, której obecności zawdzięczała tyle dobrego, a której odejście otworzyło drzwi do świata, do którego nigdy nie chciała należeć. A jednak stało się.
Maria sądziła jednak, że ich ponowne spotkanie przebiegnie w zgoła inny sposób. Że może nie rzucą się sobie w ramiona, jak zwykły to robić, gdy zbliżała się data zamążpójścia drogiej damy, gdy ta obiecywała jej, że będąc częścią posagu, przeniesiesz się ze mną, Marysiu, ale chociaż przywitają się szczerym uśmiechem, odrobiną tamtej starej czułości zamkniętych w spojrzeniu o głębokiej barwie czekolady i szarej zieleni. Jak mogła się tak pomylić?
Odruchowo zacisnęła oczy czując dotyk na swej twarzy, pragnęła chyba wyrwać się z tego uścisku, przygotować się na nadchodzące uderzenie, bo przecież tak miało być, prawda? Tamci mężczyźni nie wyglądali na takich, którzy zadowoliliby się jednym ciosem, a bestie drzemiące w ludziach nabierały apetytu w miarę jedzenia. Antycypacja bólu automatycznie doprowadziła do zeszklenia się oczu, Odetta znała dobrze to spojrzenie — teraz nie klęczała przed nią spętana kapitan wrogiego statku, tylko jej mała Maria, pomimo upływu czasu wciąż, przedziwnie, tak samo wystraszona, co te wszystkie lata temu, gdy spotkały się po raz pierwszy.
— Przepraszam... — szepnęła, zwieszając głowę; wciąż nie mogła przemóc się, by spojrzeć Odetcie w oczy, ale ta wymagała przecież wyjaśnień, a Maria — choć pragnęła porzucić nadzieję, nie robić sobie stosu z optymizmu, na którym spłonie i którego ogień ugasi tylko morska woda zderzająca się z jej spętanym ciałem — wiedziała, że od tego może zależeć jej dalsze życie. — Gdy... Gdy kapitan uciekła... Bardzo źle się działo, dostałam pracę na statku, miałam kucharzyć, a potem była rewolta i mnie wybrano i... — tłumaczenia były koślawe od skrótów, ale Odetta wiedziała, że Maria nie potrafiła kłamać, że głoski przedzierające się przez ściśnięte z żalu gardło brzmiały tak szczerze, że niczego nie mogła ukrywać. — Nie chcieliśmy kłopotów, nie dzisiaj... — dodała jeszcze, ale ciężko było powiedzieć, czy Odetta zdołała to usłyszeć, bowiem w tej samej chwili głos zabrał stojący za nią, postawny mężczyzna. Po twardości rysów twarzy widać było, że był człowiekiem niezwykle wręcz zniecierpliwionym.
— Pani kapitan pozwoli, ale nie ma sensu rozmawiać z przegranymi. Chłopcy czekają na sygnał, zróbmy to i możemy wracać do swoich zajęć.


No hope in the air
No hope in the water
Not even for me
Your last serving daughter
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożców
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
with golden hair tangled everywhere
this flower will soon
disappear from me
f r u i t l e s s
blooming crazily
OPCM : 9 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t11146-maria-multon#342866 https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#342861
Re: [SEN] Jolly sailor bold [odnośnik]17.10.22 2:23
Nie sądziła jak jedna decyzja może wpłynąć na życie innych, czasem nie zdając sobie z tego sprawy, a czasem nie wiedząc nawet, że wątki które chciała domknąć tego domknięcia nie znalazły. A przekazane listy które miały trafić do wybranych osób – do Evandry, do Rigela, do Edwarda czy do Marii – wcale nie znalazły swoich adresatów. Została więc bez żadnego pozostawienia kogokolwiek w jakimkolwiek poinformowaniu, czego robić nie chciała, ale zostać też nie mogła. Niestety, każdy walczył w swojej wojnie i nawet nie wiedziała, że Maria skończy tutaj.
Wręcz przeciwnie, wiedząc, jak łatwo sobie radziła w tak wielu rzeczach, spodziewałaby się że z łatwością znajdzie zajęcie albo męża. W końcu morze nie było zwyczajową opcją, chyba, że było się bardzo zdesperowanym poszukiwaczem przygód gotowym na każdą decyzję. Z drugiej strony, ten opis nigdy nie pasował ani do Marii, ani do jej samej, a jednak znalazły się tutaj, tak daleko od domu. Lekko zadrżała, myśląc, że przecież to wszystko było jakimś złym snem. Że jak mrugnie kilka razy to postać Marii rozwieje się i będzie mogła odetchnąć z ulgą.
Myślała, że przy słowach Marii będzie wściekła, że dopiero wtedy cała złość na nią uwolni się, wyleje, że cokolwiek się nie zadziało, to właśnie teraz zrozumie, co naprawdę kierowało nią i co sprawiło, że ośmieliła się stanąć jej naprzeciw. Że na pewno powód nie mógł być prozaiczny, ale to wszystko uciekło gdzieś w nieznane, zapomniane, daleko gdzieś przed siebie kiedy spoglądała na tę drobną twarzyczkę, na tę łagodną postać która próbowała się jakoś wyplątać z tej sytuacji. Wszystkie dawne doświadczenia powróciły, wszystkie uczucia na nowo wypłynęły, a teraz, gdy patrzyła na Marię, miała ochotę ją przytulić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze.
- Zejdźcie pod pokład i zobaczcie, czy zostało coś, co można jeszcze zabrać. Nie zostawiamy wraków bez dokładnego sprawdzenia. – Spojrzała jeszcze na ludzi, którzy znajdowali się gdzieś za jej plecami, oglądając się jeszcze raz, kiedy nie widziała żadnej reakcji. – No już, jazda! – Krzyknęła w ich stronę, spoglądając jeszcze na Marię którą tym razem złapała o wiele łagodniej, przysuwając ją bliżej siebie, tak aby zapewnić im jakąś chwilę prywatności. Nie na długo, ale
- Masz jakiś sposób na to, aby stąd uciec? – Wiedziała, że szalupy zostały zniszczone i że do najbliższego lądu było dość daleko, ale może był inny sposób który Maria posiadała, jakiś as w rękawie? Szaleńcze plany zapasowe zaczęły pojawiać się w jej głowie, ale nie wiedziała, czy się udadzą, czy nie były zbyt…nieprzemyślane. O ile o czymś takim można było powiedzieć w tej sytuacji, która w żadnym wydaniu dobra się nie wydawała. Lecz teraz poczuła, że nie mogła od tak wrzucić Marii do wody, nie teraz.


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
[SEN] Jolly sailor bold
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach