Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
O tych, co wybyli, aby nauczyć się bać
AutorWiadomość
O tych, co wybyli, aby nauczyć się bać [odnośnik]30.07.22 7:25
O tych, co wybyli, aby nauczyć się baćGrudzień, rok 1938
Nastał długo wyczekiwany okres zimowych ferii. Czas był to specjalny, nie tylko przez wzgląd na nadchodzące święta, których z niecierpliwością wyczekiwała szlachetna rodzina Weasleyów. Tradycyjnie już miał z nimi zasiąść przy stole gość specjalny, którego wizyty najbardziej nie mógł doczekać się Garfie; młody lord Devon, napawany WIELKĄ ekscytacją na perspektywę spędzenia dwóch tygodni z najlepszą przyjaciółką. Tym chętniej, mimo paskudnej zawieruchy przysypującej białym puchem brytyjskie ulice, wyruszył ze swoją matką za bramy sierocińca, z którego mieszkańcami najpierw podzielił się łakociami i zabawkami; wówczas spotkał Lavinię — rówieśniczą rezydentkę tegoż ponurego przybytku, którą (za cichym przyzwoleniem opiekunów) miał zamiar stąd porwać.
Stało się zupełnie tak, jak sobie zamarzył. Dyrekcja domu dziecka nie miała żadnych przeciwwskazań, aby wydać dziewczynce przepustkę na okres dwóch tygodni, która upoważniała ją do gościny w Ottery St. Catchpole. Nazwisko Garfielda było wszak nazwiskiem wysokiej renomy i poważania, a Lady Weasley nie pierwszy raz przyjmowała pod swój dach rudowłosą pociechę, z którą Garry nawiązał wyjątkowo zażyłą więź. Tym sposobem, niedługo później byli już w znacznie przyjemniejszych czterech ścianach, w dłoniach dzierżąc kubki z gorącą czekoladą w cieple domowego kominka.
Mama zmusiła mnie do robienia porządków na strychu. Bleeh, ile tam było robali — skrzywił się Garfie, choć nietęgą minę miała również jego młodsza siostra, której także nie ominęły trudy przedświątecznej krzątaniny i porządków. Przechodząc gdzieś obok przywitała się z Lavinią i nieśmiało wręczyła jej rysunek, który musiała przygotować, gdy tylko usłyszała, że w domu pojawi się mile widziany gość. — Długo nad nim pracowała. Przysięgam, że nie przyłożyłem do tego palca — zarzekał się z błogim uśmiechem. Wykonanie rysunku pozostawiało wiele do życzenia, pewne aspekty musiały zostać poprawione w postprodukcji — ale liczył się przecież gest. — Też muszę Ci coś pokazać. I nie mówię o prezencie na gwiazdkę; wcale nie kupiliśmy dla Ciebie nowej miotł... — przerwał, teatralnie łapiąc się dłońmi za usta. Garfield nie potrafił utrzymać przed nią niczego w sekrecie. Był tak podekscytowany, że zepsuł niespodziankę... — Shhhh! Niczego nie słyszałaś, rodzice mnie zabiją! — nie zostawił pola do dyskusji, choć wiedział, że bardzo by się przeliczył, myśląc, że dziewczynka odpuści. Prezent był w ogóle jego inicjatywą, bo dotychczas na dziecięcej miotle latał z Lavinią wyłącznie na zmianę, pożyczając jej własną. Snuli wielkie marzenia, że wkrótce, kiedy już zawitają w Hogwarcie, dopełnią wszelkich starań, by znaleźć się w drużynie swego Domu. Właśnie dlatego namówił rodziców, aby tegorocznym prezentem gwiazdkowym dla przyjaciółki była miotła, oczywiście używana wyłącznie pod nadzorem magicznego opiekuna. W teorii, bo znając ich pomysły... — Daj już spokój! Bo mama się rozmyśli i nic nie dostaniesz — oznajmił z fochem w głosie, ale zaraz to przypomniał sobie, że miał jej coś do pokazania. — Właśnie, chodź, zobaczysz, co znalazłem — złapał dziewczynkę za dłoń i popędzili na strych, płosząc przy okazji głośno miauczącego Lorda Persymona, który nieszczęśliwie stanął mknącej burzy rudych czupryn na drodze.
Kiedy dwoje dzieci wdrapało się wreszcie po drabinie na poddasze, okazało się, że wcale nie było tu tak dramatycznie, jak to wcześniej opisał Weasley. Piętno czasu odbiło się co prawda na pomieszczeniu, ale było to nic w porównaniu do zaniedbanej przestrzeni sierocińca, która nie zawsze lśniła pedantyczną estetyką. Panujący półmrok rozświetlony był wyłącznie kilkoma zaczarowanymi świecznikami, a stare, niewyremontowane wówczas deski skrzypiące pod butami budowały interesującą atmosferę niepokoju. Prawdopodobnie działała na wyobraźnię Garrego, który — choć płochliwy nie był — raczej nie przepadał za tym miejscem.
Tak czy inaczej, nie przybył tu bez celu. Gdzieś pod ścianą na końcu pomieszczenia kryła się skrzynia. Wyglądała jak prawdziwa, piracka skrzynia skarbów, tyle tylko, że już otwarta — kilka godzin wcześniej przeglądał ją z matką i w całym tym rozgardiaszu musiała zapomnieć, aby ją zabezpieczyć. A co się w niej kryło, że wymagało zabezpieczenia?
Spójrz tylko; niektórych z tych pamiątek nigdy na oczy nie widziałem. Jest tu jakaś fasolka wszystkich smaków Bertiego Botta; nie podpuszczam Cię, ale nie spróbujesz jej zjeść — kto wie, ile tam leżała i dlaczego. Co prawda do odważnych świat należy... a skoro to skarb, mogła smakować arcywybitnie. Garfie obstawiał jednak, że to jakaś pułapka i w ogóle nie warto tego dotykać, ale co się pośmiał z kumpeli to jego. — Zobacz, o tym mówiłem — wyciągnął wreszcie ciężkie tomiszcze. Że co, że książka? Wyglądała na zwyczajną, nawet nie miała fajnej okładki. — Nosi dziwny tytuł: ,,O tych, co wybyli, aby nauczyć się bać". Podobno jest zaczarowana i mama zabroniła mi jej dotykać. Przeczytamy? — przecież zasady są po to, żeby je łamać.
Garfield Weasley
Zawód : Biuro Informacji i Propagandy "Memortek"
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11219-garfield-weasley#345390 https://www.morsmordre.net/t11265-persymona#346336 https://www.morsmordre.net/t11272-futerkowy-problem https://www.morsmordre.net/f426-devon-appledore-wooda-road-12 https://www.morsmordre.net/t11264-skrytka-bankowa-nr-2454#346322 https://www.morsmordre.net/t11263-garfield-weasley
Re: O tych, co wybyli, aby nauczyć się bać [odnośnik]31.07.22 1:47
W pierwszej chwili dość niechętnie zabrała się do pakowania– marzyła o tym, aby ostatecznie zostać na miejscu. Wiele dzieci wyjeżdżało do zastępczych rodzin które chciały przygarnąć jej na święta, mogła więc nacieszyć się pustką sierocińca, ośnieżonego tak, jak niemal nigdy. Wybiec na zewnątrz, tocząc się po śniegu, w dużym pokoju wciskając się na miejsce tuż obok kominka, a także usiąść przy parapecie i w końcu przeczytać tę książkę o żeglarzach i piratach, na co nigdy jej nie pozwalali inni, wyśmiewający się z tego, że w ogóle sięga po coś do czytania. Dostała jednak jasne polecenie z sierocińca i w tym roku nie miała jakoś wyjątkowej chęci do tego, aby bawić się i ustawiać przepychanki. Jak nie ona, po prostu posłuchała się, niknąc jednak gdzieś na uboczu i nawet nie wiedziała, o co chodziło.
Dopiero kiedy zobaczyła znajomą rudą czuprynę podekscytowała się niemal jak najszczęśliwszy człowiek na świecie i w tym momencie mogłaby w ogóle nie dbać o to, kto, gdzie i jak, mogłaby dostać na święta najgorszy szmelc, a do jedzenia ślimaki, to by nie miało już znaczenia, czekała po prostu na ten moment kiedy będzie mogła zsunąć się po schodach, uściskać go mocno, a potem przykleić się do spódnicy pani Weasley, nie odstępując jej nawet na krok, zupełnie jakby była dodatkowym towarzystwem i drugim dzieckiem. Cóż, zdecydowanie miała na to odpowiedni kolor włosów, a i wystarczająco dużo miłości do przelania na kobietę. Puściła ją dopiero wtedy, kiedy znaleźli się na miejscu w Ottery a ona mogła tym razem ściskać koc jedną ręką, drugą trzymać ostrożnie kubek.
- Uuuuu, Garrrrrrryyy booooooiiii siiiiiiiięęęęęęę roooooobaaaaaaali~ - Rozbawiło ją strasznie to wyznanie, wyciągnęła więc dłoń, łapiąc go włosów aby pociągnąć je niezwykle delikatnie. Mimo wszystko nie chciała, aby ktoś z nich skończył na wylaniu na siebie gorącego napoju, nie mówiąc już o tym, że zbyt bolesne byłoby marnowanie dobrej czekolady. Za to niezwykle szeroki uśmiech posłała w stronę młodszej panny Weasley, przyjmując rysunek z cichym pociągnięciem nosa. To było tak miłe i żałowała, że sama mogła kupić tylko drobnostki za jej pieniądze na lody na wyjściach.
- Dziękuję, to kochane. – Przytuliła jeszcze krótko siostrę Garry’ego, puszczając ją aby nie zatrzymywać jej dłużej. Pewnie też już chciała zrobić coś innego, a nie zaprzątać sobie głowy czymkolwiek innym, zwłaszcza jakimś rudzielcem. – Jest przeuroczy, schowam go dokładnie aby nikt go nie zniszczył. Pewnie pod łóżkiem ale nie pod deskami, bo tam zaglądają, ale pod łóżkiem z drugiej strony, uhu? – Nie wiedziała, czy rozumiał o czym mówiła, ale chyba tak.
Z ekscytacją skoczyła na równe nogi – kubek odszedł w zapomnienie, odstawiony gdzieś pod kominek, a ona sama zaczęła biegać po pomieszczeniu. Powstrzymywała piski tylko przez wzgląd na niego, podskakując jednak z ekscytacji parę razy aby ostatecznie rzucić się, twarz chowając w poduszce i śmiejąc się do niej niczym głupi do sera. Wcisnęła się jeszcze na miejsce tuż obok Garfielda aby wcisnąć policzek tuż obok jego ramienia i pisnęła cicho.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję… - Jej własna miotła. Nie było ważne, czy miała być stara, nowa, szybka, wolna, ale to miało być coś jej, coś własnego. Prywatnego. Czyż nie wszyscy chcieli mieć rzecz, która będzie po prostu ich, której nikt im nie zabierze? Ona na pewno chciała. Co prawda pewnie na czas lata będzie miała tę miotłę zostawioną u Weasleyów, ale nie mogła narzekać, bo w końcu najważniejsze było to, że w ogóle była. Ale w tym momencie najważniejsze było to, że była tuż obok marzenia o tym, aby w końcu latać. I miała ochotę płakać ze szczęścia, nawet jeżeli ją uściskał.
- Dobra, już, musisz zawsze błyszczeć prawda? – Parsknęła rozbawiona, kierując się tam, gdzie ją poprowadził, dłonie wyciągając w stronę lorda Persymona, ten jednak wybitnie dawał znać, że nie widział dzieciarni w swoim towarzystwie, uciekając gdzie tylko się dało jak tylko ich widział. Nic mu nawet nie zrobiła, po prostu głośność zdecydowanie nie była dla kota czymś najprzyjemniejszym.
Przesuwała się wraz z Garrym po pomieszczeniu, rozważając nad tym, jak miło by było tu mieć kącik. Może mogłaby znaleźć gdzieś materac i rozłożyć go tutaj, ubrania ustawić gdzieś pod oknem, a nie musiała mieć lampki czy czegokolwiek. W sumie niczego nie musiała mieć, wystarczyłoby, że codziennie mogłaby mieć szansę aby widzieć i spędzać czas z Garrym. Przecież nikt nie powinien mieć cokolwiek przeciwko temu, prawda? Nie musiała jeść wiele…albo nawet wcale! Mogła sama zajmować się swoim jedzeniem.
- A może spróbuję! Zaraz po tym, jak wepchnę ci połowę jej do gardła, bo nie ma, że sam się z tego wywiniesz! – Rzuciła mu równie wyzywające spojrzenie, próbując go jeszcze kopnąć w kostkę zanim nie rozejrzała się jeszcze raz po pomieszczeniu. Dopiero wtedy spojrzała na…książkę? Wydawało się, że jednak będzie to coś ciekawszego, jakiś trup albo wybuchające gluty, ale to książka. – To jakaś wielka tajemnica? – Sama sięgnęła też po książkę, starając się robić co mogła aby to jednak otworzyć.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
O tych, co wybyli, aby nauczyć się bać
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach