Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Ognisko
AutorWiadomość
Ognisko [odnośnik]05.08.22 0:08

Ognisko

Nieduży kamienny krąg na ognisko został przygotowany na klifie, skąd można podziwiać ocean. Wiedzie do niego wydeptana ścieżka z pałacu, wiodąca również do zejścia na plażę. W pobliżu nie znajduje się nic więcej – Prewettowie zazwyczaj siadają na ziemi lub zabierają ze sobą poduchy. Najczęściej przesiadują tutaj samotnie lub w mniejszym gronie. Rozpalone ognisko podobno sprzyja podejmowaniu trudnych decyzji.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ognisko Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ognisko [odnośnik]08.08.22 0:20
Przesilenie
21 czerwca 1958 r.


Weymouth Palace żyło dzisiejszym spotkaniem. Daleko mu było do wystawnej uroczystości, ale służba i tak zadbała, by wszystko było dopięte na ostatni guzik. Podłogi w holu zostały świeżo wypastowane, na stole w jadalni leżała elegancka biała zastawa, a w łazience Archibalda wisiał wyprasowany jasnobrązowy garnitur. Letnie przesilenie zawsze było zaznaczone na kalendarzu wyraźnym czerwonym okręgiem. Prewettowie wyczekiwali końcówki czerwca niemalże tak samo mocno jak zimowych świąt, choć nie zwykli się wtedy wymieniać prezentami. Specyficzna atmosfera tej magicznej nocy była wystarczająca, by czekać na nią cały rok. Celebracja przesilenia zazwyczaj odbywała się wyłącznie wśród Prewettów, lecz w tym roku Archibald postanowił zaprosić jeszcze kilku gości. Powodów do świętowania było coraz mniej, a jego grono najbliższych osób zmniejszało się w najgorszy możliwy sposób. Poczuł potrzebę spotkania się z nimi wszystkimi na raz i zapomnienia, choćby na ten jeden wieczór, że za rogiem dzieją się straszne rzeczy. Celebracji tej wyjątkowej nocy, nadziei, odpoczynku.
Stanął przed wysokim lustrem, zapinając guziki lnianej koszuli. Na jego twarzy malowało się zmęczenie; cerę miał jakby bledszą, a oczy przygaszone. Od dłuższego czasu miał problemy ze snem, zbyt wiele myśli kotłowało mu się w głowie. Dzisiaj przede wszystkim o osobach, których już nie zobaczy przy stole. O Garetcie, Brendanie, Aleksandrze (choć dalej miał nadzieję, że udało mu się uciec z kraju i nie daje znaku życia przez wzgląd na własne bezpieczeństwo), a nawet Lacusie – wciąż pamiętał ich ostatnie wspólne przesilenie, kiedy omal nie spadli z klifu, biegając wokół ogniska.
– Lordzie Prewett, przybyli pierwsi goście – usłyszał głos służki za drzwiami. Dopiął ostatni guzik i bystrym krokiem ruszył w stronę drzwi wejściowych, uśmiechając się na widok znajomych twarzy. – Mare, najdroższa, wyglądasz olśniewająco! – Przywitał się z siostrą, zaraz przenosząc wzrok na pozostałą gromadę Greengrassów. – Saorise, ty również. Molly nie mogła się doczekać aż przyjedziesz – zdradził dziewczynce. – Delilah, jak miło, że do nas dołączyłaś – zwrócił się w stronę szwagierki. – Elroyu, mam nadzieję, że dzisiaj bez papugi – rzucił wesoło, ściskając mu dłoń, choć w jego oczach nie było ani krzty żartu. Poprosił służkę o zaprowadzenie gości do jadalni, a sam poczekał w holu na resztę. – Rio, Anthony! Jak dobrze was widzieć. Jak dzieci? A zresztą, zaraz wszystko opowiecie – Zaśmiał się, witając ich uprzejmie. – Heath, jak ty wyrosłeś! Zdecydowanie jesteś wyższy od Edwina – stwierdził, spoglądając z dumą na młodego lorda. Oni również zostali odprowadzeni do jadalni, a Archibald czekał na ostatniego gościa tego wieczoru – reszta, z tego co wiedział, miała dzisiaj do nich nie dotrzeć. – O, Hector, jesteś! – Uśmiechnął się na widok przyjaciela. – Orestesie, jak dobrze cię widzieć. Mam nadzieję, że książka ci się podobała – przywitał się z chłopcem, od razu schodząc na ich ulubiony temat. Zwykli rozmawiać jak naukowiec z naukowcem. – Reszta gości już siedzi w jadalni, chodźmy – machnął ręką i ruszył spokojnie przez korytarz, kiedy usłyszał za sobą znajome kroki. – Rory, no wreszcie! Koszuli nie mogłeś dobrać? Chodź, wszyscy już są – zaśmiał się, dołączając do pozostałych.
Na stole w jadalni pyszniły się pełne półmiski, a od intensywnych zapachów można było dostać zawrotów głowy. Na środku stołu leżała pieczeń z reema w wytrawnym sosie wiśniowym, a w reszcie półmisków czekały dodatki w postaci pieczonych ziemniaków i warzyw. Do obiadu przewidziano francuskie czerwone wino lub słodki sok malinowy. Służba nałożyła każdemu słuszną porcję na talerz, a do kieliszków nalała wybrany trunek. Z zaczarowanej harfy popłynęły dźwięki spokojnej melodii, mającej umilić im posiłek. – Bon appetit, moi drodzy – życzył gościom smacznego, a do harfy szybko dołączył akompaniament uderzających o siebie sztućców i głosów rozmów. Obiad miał być tylko preludium do głównej części spotkania, momentem na poznanie się gości i wymianę pierwszych zdań. Miał też dać siłę na przesiedzenie całego wieczora na zewnątrz, choć Archibald z niepokojem wyglądał przez okno – w nocy nad Weymouth przeszła silna nawałnica i miał nadzieję, że nie zastanie ich powtórka.
***
Po obiedzie goście zostali zaprowadzeni na klif, skąd rozpościerał się widok na ocean. Nieopodal był przygotowany kamienny krąg na ognisko, a wokół niego stało kilka wygodnych krzeseł i ława. Na każdym z nich leżał pomarańczowy koc, gdyby komuś zrobiło się zimno, choć wieczór zdawał się zapowiadać ciepło i przyjemnie. Obok ogniska stał stół ze słodkimi przekąskami oraz dzbany z napojami. Goście mogli zająć miejsce zarówno przy samym ognisku, jak i przy stole. Archibald stanął obok ogniska z szykowną butelką Quintina w dłoni. – Kochani! Bardzo się cieszę, że udało nam się dzisiaj spotkać w tak zacnym gronie. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z trudów, jakie czekają nas w codziennym życiu, ale tym bardziej powinniśmy celebrować chwile takie jak ta. Letnie przesilenie to wyjątkowa noc, jeszcze bardziej magiczna od pozostałych. Noc radości i miłości, gdzie światło wygrywa z cieniem. Życzę sobie i wam*, by takich chwil było w naszym życiu jak najwięcej – nie byłby sobą, gdyby nie przemówił do swoich gości, takie wystąpienia już weszły mu w krew. Otworzył butelkę Quintina i rozlał każdemu (dorosłemu!) po kieliszku, Mare podając kieliszek z sokiem. – Kwiaty paproci dopiero się budzą, dlatego mamy jeszcze dużo czasu na zabawę. Za nas, moi drodzy. I za lepszy czas**. Oby wkrótce – Uniósł kieliszek, uśmiechając się do rodziny i przyjaciół, którzy dzisiaj go otaczali.
Roratio, czyń honory i rozpal ognisko – poprosił brata, odsuwając się od kamiennego kręgu, w którym już leżało przygotowane drewno. Czuł, że gdyby dłużej wygłaszał toast, zszedłby na zbyt przygnębiające tony. – A dzieci proszę o nie spadnięcie z klifu, nie mam dzisiaj ochoty na pracę – dodał, szczególnie wymownie spoglądając na Edwina, trochę mniej na Molly.

* by nas było stać na święty spokój
** za każde wspomnienie, co żyje w nas, niech żyje jeszcze przez chwilę

***
Witajcie na obchodach letniego przesilenia! <3 Nie chcę dawać twardych terminów na odpis, ale może spróbujmy zebrać się w temacie do czwartku, żeby w miarę sprawnie szło! W kolejnych postach czekają na was dodatkowe atrakcje.

Obiad: Pieczony reem w sosie wiśniowym, warzywa, sól, przyprawy, drogie wino, sok malinowy.
Przekąski przy ognisku: Suszone śliwki, jabłka, gruszki, ciasto drożdżowe, wiśnie w czekoladzie, fasolki wszystkich smaków (smaki do rzutów kostką) oraz drogie wino, sok malinowy, ciepła herbata czarna i kwiatowa.


[bylobrzydkobedzieladnie]


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning



Ostatnio zmieniony przez Archibald Prewett dnia 11.08.22 12:09, w całości zmieniany 1 raz
Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 7 +3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 29 +6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Ognisko [odnośnik]11.08.22 12:07
Zdecydowanie nie mógł odpuścić wizyty w Weymouth. Nie, kiedy zapraszał go sam Archibald. Jeszcze tego samego dnia, kiedy otrzymał list, postanowił przygotować się na wizytę. Nie mógł przecież pojawić się z pustymi rękami. Od razu wysłał prośbę o przygotowanie pięknego pióra, z którego Archibald mógłby korzystać pisząc właśnie zaproszenia i inne ważne listy lub dokumenty. Dla dzieci z kolei chciał przygotować śliczną drewnianą biedronkę i żabę do zabawy. Dla wszystkich z kolei nie zapomniał o małej beczuszce whisky.
Wystroił się jak na święta. Przyjacielowi miałby zrobić przykrość przychodząc ubrany jak na wojnę? Oczywiście, że nie, dlatego przywdział najbardziej odświętną i lekką granatowo–złotą szatę, z wyhaftowanymi złotą nicią znikaczami w pobliżu guzików i gwiazdami na rękawach. Tylko żona odwlekła go od szabli, którą z początku chciał dumnie nosić u boku. Właściwie, miała w tym rację – lepiej było nie przesadzać. A i ona, za namową Anthony’ego przywdziała coś mniej skromnego, choć i tak na tyle skromnego, co nie powodowałoby u niej zawstydzenia i poczucia winy. Duszy i zachowania Weasleya nie mógł z niej przepędzić, a nawet nie próbował. Oprócz Rii powiódł ze sobą także Heatha i dzieci, i opiekunki, które miały się zająć trojaczkami.
Archibaldzie! – zawołał radośnie na widok swojego przyjaciela i natychmiast uścisnął mu rękę, a za tym poklepał go po ramieniu. – Opowiemy później, masz pełne ręce roboty, ale jak widzisz, jest nas spora gromadka i nie mógłbym nie przedstawić tobie całej trójki – dodał, nie chcąc go zajmować na samym początku długimi opowiadaniami, choć zrobił do tego drobny wstęp. – Och, zapomniałbym. Skromny prezent – wręczył mu zaraz pakunek.
Dał się odprowadzić do jadalni i zanim usiadł, przywitał się ze wszystkimi, którzy nie łypali na niego złowrogo, a ze szczególnym zadowoleniem ucałował dłoń Mare, pamiętając o niedawnej jej prośbie i pomocy, ale także o jej stanie, a także radośnie uściskał dłoń Rory’emu. Dopiero po powitaniach mógł spokojnie usiąść. Rozejrzał się po wszystkich zebranych, zastanawiając się kto jeszcze miał przyjść. I czy też na liście gości miał znalazł się ktoś z Abbottów… bo jeżeli tak, to ci z całą pewnością nie zamierzali powstrzymać się od niepotrzebnych komentarzy.

Po obiedzie razem z innymi zebrał się wokół jeszcze nierozpalonego ogniska. Opatulił Rię kocem, tak na wszelki wypadek, szczególnie że krążyła między gośćmi a dziećmi, które od czasu do czasu wymagały uwagi. Wysłuchał uważnie słów Prewetta, czasem kiwając głową. Nie było czego dodawać do jego słów, dlatego wzniósł toast nalanym Quintinem (a Ria sokiem) i uśmiechnął się zamiast głośno rzucić „na zdrowie” lub jakiekolwiek inne życzenie, które i tak zdążył już sobie zażyczyć Archibald. Nie mógł za to powstrzymać się od szepnięcia Heathowi:
Nawet nie myśl o locie z klifu.


[bylobrzydkobedzieladnie]


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати


Ostatnio zmieniony przez Anthony Macmillan dnia 12.08.22 11:31, w całości zmieniany 1 raz
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Ognisko 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Ognisko [odnośnik]11.08.22 20:54
Od kiedy dostał zaproszenie w zasadzie nie był w stanie myśleć o czym innym jak o zaproszeniu do Weymouth. No, może był ale w końcu temat powracał jak bumerang i mały Macmillan niestrudzenie marudził ile to jeszcze trzeba czekać i czemu tak długo i w ogóle to dlaczego nie można by zrobić tego całego święta wcześniej. Nie było się co dziwić. Malec ciężko znosił rutynę w Dworku Macmillanów. Zanim wybuchła wojna, często bywał w różnych miejscach czy to w okolicy czy w magicznej części Londynu. Chociaż, dzięki temu wizyta u Prewettów wydawała się czymś niesamowitym.
W końcu nadszedł upragniony dzień. Rankiem Heath nie mógł sobie w ogóle znaleźć miejsca, ale uznał, że pozbiera trochę wrzosków w okolicy posiadłości i jakoś zleciało. Potem zaś wcale nie było lepiej, bo musiał stoczyć dwie batalie ze swoją opiekunką. Jedna była o tym, że nie może wziąć swojej miotełki na wizytę. Kobieta była nieugięta i na wszelki wypadek nawet mu ją zarekwirowała. No i jak miał teraz zademonstrować Molly jakich nowych sztuczek się nauczył? Druga awantura była zaś o strój. Na co dzień chłopiec był ubrany dobrze, ale tak żeby mógł swobodnie uprawiać różne aktywności. Dzisiaj zaś musiał się wcisnąć w coś bardziej formalnego. W końcu uległ i wystrojony był gotów by ruszyć w odwiedziny u boku swojego wujka i cioci.
Kiedy dotarli, ledwo wytrzymał, żeby się przywitać grzecznie z Archibaldem
- I będę jeszcze wyższy!- oznajmił lordowi nestorowi po czym śmignął w kierunku, a jakże, Edwina i Molly. Molly została obdarowana bukiecikiem wrzosków, wcześniej własnoręcznie zebranych przez małego Lorda. Nawet były ozdobione niebiesko złotą wstążeczką. Po powitaniach chłopiec miał zamiar od razu zaproponować jakąś zabawę, ale okazało się, że musieli ruszyć na jakiś nudny obiad.
-Ciocia! Wujek! Kiedy mi pokażesz smoki?- wykrzyknął zaskoczony w stronę Greengrassów, a pytanie o smoki skierował do Elroya. Raz co prawda był w rezerwacie i to nawet ze swoim tatą, ale to już było dawno temu! Na pewno mieli jakieś nowe okazy! Heath nie spodziewał się obecności Greengrassów. W nieco lepszym humorze, chłopiec jakoś przebrnął bez większych ekscesów przez cały posiłek, chociaż widać było, że dla zużycia energii jaka go przepełniała machał zawzięcie nogami pod krzesłem. Może to nie było zbyt eleganckie, no ale coś musiał ze sobą zrobić.
Na szczęście zanim zaczął się na poważnie nudzić obiad się zakończył i ruszyli na klif. Mały Macmillan udawał, że słucha przemówienia Archibalda, zdecydowanie bardziej ciekawiło go samo miejsce na ognisko, przekąski w okolicy no i krawędź klifu. Strzelał oczami we wszystkie strony jakby nie mogąc się zdecydować od czego zacząć. Kiedy toast się skończył już miał zamiar ruszyć obejrzeć sobie dokładnie kraniec urwiska, ale w miejscu zatrzymały go słowa Archibalda, a potem szept Anthony'ego.
-nie mam miotły- oznajmił ponuro tak jakby to rozwiązywało cały temat.
-Wujek! Tam są fasolki! Zobaczymy kto wylosuje paskudniejszą!- rzucił wyzwanie Tonikowi i sięgnął po jedną z nich. Z tego wszystkiego zapomniał, że jakieś dwa lata temu uznał, że są fuj i w ogóle beznadziejne.
Heath Macmillan
Zawód : n/d
Wiek : 7
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6203-heath-macmillan#151883 https://www.morsmordre.net/t6876-listy-do-heatha#179597 https://www.morsmordre.net/t6233-bo-jak-nie-my-to-kto https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6237-heath-macmillan#216112
Re: Ognisko [odnośnik]11.08.22 22:12
Trudno wyrazić, ile radości - albo ulgi - sprawiło mu to zaproszenie. Rok temu między nim i Archibaldem wciąż panowało milczenie, trzy miesiące temu nadal nie był pewny, czy zdołają porozmawiać - a obchody przesilenia nie tyle podtrzymywały pozory normalności, co były namacalnym dowodem przebaczenia. Hector zawsze wątpił i analizował, będzie potrzebował tych dowodów wiele. Orestes za to zareagował prostolinijnie, wesoło podskakując - ostatnio jakoś częściej podskakiwał, dawniej tego nie robił. Dawniej wyjście wiązałoby się też z napiętą atmosferą, cichymi syknięciami, irytującą obecnością żony - dziś był zaś lekki jak pióro, t y l k o on i Orestes, żałoba prawie nigdy nie smakowała tak słodko.
Ubrał siebie i Orestesa w najbardziej eleganckie szaty wyjściowe jakie posiadali, przeczuwając, że resztą gości mogą być wyżej urodzeni goście Archibalda. Znał już savoir-vivre o wiele lepiej niż cichy piętnastolatek, który przyjechał kiedyś do Weymouth na wakacje, ale te wyjścia nigdy nie przestaną go onieśmielać.
Trzymał się z tyłu, rozpoznając znamienite twarze - niektórych jeszcze nie znał, ale zaraz przywita się z lordem Elroyem, lady Marę i lady Delilah, gdy będzie już wypadało. Na razie poczekał na gospodarza, posyłając Archibaldowi łagodny uśmiech i bardzo uważne spojrzenie.
Magipsychiatrze nie umknęły ślady niewyspania ani to, że przyjaciel wyglądał na zmęczonego. Miał nadzieję, że nie dzisiejszą uroczystością - pamiętał, ile narzekań na aranżację paprotek na zaproszeniach wysłuchał w młodości - ale chyba wolałby, żeby Archibald martwił się niepotrzebnymi obowiązkami, a nie wojną.
-Archibaldzie, ogromnie dziękujemy za zaproszenie. - przywitał się, nieco (o w i e l e) bardziej formalnie niż zwykle, ale Archibald zdążył chyba przywyknąć do teatralnego onieśmielenia Hectora w towarzystwie. Przynajmniej już nie wymykało mu się "lordzie Fluviusie", jak przy jego rodzicach gdy byli nastolatkami.
-Dziękujemy, wujku... s i r! - powtórzył jak echo Orestes. Siedmiolatek był ubrany w garniturek i wyglądał jak miniaturowa kopia Hectora.
-Książka bardzo mi się podobała, ale gdzie są żony Entów?  - zapytał, momentalnie poważniejąc, bowiem ta kwestia nigdy nie była wyjaśniona. Jeśli ktokolwiek znał odpowiedź, to na pewno wujek Archibald!
W jadalni Hector przywitał się z lordem Macmillan, kulturalnie udając, że widzi go po raz pierwszy od lat, po prostu jak dawnego znajomego z Hogwartu i próbując wyprzeć świadomość, że wraz z Archiem został obwołany groźnym terrorystą. Orestes nie musiał udawać - w Walii nie było aż tyle tych plakatów.
-Hector Vale - przedstawił się Anthony'emu, z onieśmieleniem zakładając, ze pewnie go nie pamięta. -Magipsychiatra. - dodał odruchowo, podświadomie lękając się, że bez tytułu lordowskiego i bez prestiżowego zawodu byłby tutaj po prostu nikim. -A to mój syn Orestes.  - usprawiedliwi swoją obecność, podczas gdy Orestes ukłonił się grzecznie Anthony'emu zerkał ciekawie na Heatha, ale był zbyt speszony by samemu zacząć rozmowę.
Zasiedli przy stole i wysłuchali przemowy - Orestes z zachwytem, bo wujek mówił, a Hector z melancholijną zadumą. Trudy codziennego życia. Zawsze uważał Archibalda za bardziej uprzywilejowanego od siebie, ale cholerne listy gończe odwróciły te role - Walia wydawała się teraz ostoją wolności, a Weymouth złotą klatką - nawet z bogato zastawionym stołem. Hector nigdy nie jadł reema z malinami, był pyszny. Czy Archie nadal miał tą samą kucharkę, co zwykle? (Miał nadzieję, ze tak, że nie ufał nikomu zbyt pochopnie). Co jeszcze mogło się zmienić przez ostatnio rok?
Wzniósł toast winem, chyba swoim ulubionym. Samemu nie pił wina od kilku miesięcy, a szkoda, chętnie poczęstowałby nim... wyjątkowe osoby.
Przeszli przed ognisko, gdzie Orestes poprosił Hectora o spróbowanie fasolek - już po tym, jak poczęstował się nimi Heath. Starszy Vale skrzywił się, czując coś... suchego i ohydnego (termita), a młodszy przechylił główkę z ciekawością, usiłując przyporządkować do czegoś nieznany, roślinny smak (kaktusa). -To chyba roślina, ale nie wiem jaka. - pożalił się, ze smutkiem orientując się, że już nigdy nie znajdzie tej samej fasolki i nikt nie wyjaśni mu, co to było. Chyba, że spyta wujka!


*rzucałam w bezsensownym


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale
Re: Ognisko [odnośnik]12.08.22 22:50
Każde wydarzenie towarzyskie w Weymouth Roratio traktował z najwyższym priorytetem, jak na Prewetta przystało. Prawdę mówiąc obawiał się, czy Archie zdecyduje się zorganizować obchody przesilenia. To piękne święto przywodziło na myśl jedynie dobre wspomnienia, pełne czystej radości i rodzinnego ciepła. Wspólne wieczory spędzone przy ognisku, biesiadowanie i - w odpowiednim momencie wieczoru - największa trakcja ogniskowa, do której właściwie przygotowywał się od kiedy nauczył się odrywać stopy od ziemi.
Skłamałby, gdyby powiedział, że nie przykładał wagi do swojego dzisiejszego stroju i ogólnego wizerunku. Przecież jako gospodarz, brat nestora, musiał się godnie prezentować, prawda? To, a może fakt, że przecież Roratio na wszystko miał zawsze czas sprawiło, że nieco spóźniony zbiegł na sam dół do jadalni. Z nieco przyśpieszonym oddechem przywitał stojącego w drzwiach brata szerokim, niezmącony zawstydzeniem z powodu swojej niefrasobliwości uśmiechem. - Nie pasowała mi do mankietów - poskarżył się nim wszedł prężnym krokiem na salę. Po drodze uścisnął dłoń lorda Anthony'ego, którego obecność niezmiernie go cieszyła. Serce Roratio radowało się na widok szlachetnych (nie tylko z urodzenia) gości; Weymouth nieco przygasło wraz z listami gończymi wysłanymi za nestorstwem ich rodu. Dzisiaj ponownie obudziło się w nim dawne ciepło oraz gościnność, z której przecież słynęli. Świetnie czuł się w roli gospodarza, z należytym szacunkiem witając wszystkich napotkanych gości, niezależnie od tego jak wysoko odrastali od ziemi.- Mare, promieniejesz! Dobrze cię widzieć, ciebie również Elroyu, nie wyobrażam sobie obchodów przesilenia bez was - szeroki uśmiech zdobił piegowatą twarz. Przecież cieszył się niezmiernie z obecności siostry oraz jej nowej rodziny. Za sprawą unii zawartej między rodami, przypieczętowanej małżeństwem Mare oraz Elroya stali się nieodłącznym elementem napełnionych wyłącznie pozytywnymi odczuciami wspomnień minionych uroczystości. Jednakże chyba nie ukrywał, że czekał na spotkanie z lady Delilah, do której zwrócił się z powitaniem, chcąc zamienić z nią kilka słów, nim kontynuuje swoją podróż wśród dzisiejszych gości. Chociaż parę. Nie zmieniając radosnego nastroju, zbliżył się w stronę panny Greengrass. - Lady Delilah - zaczął, znajdując się na kilka kroków od niej, aby nie czuła się zaskoczona jego nagłą obecnością. - Mam nadzieję, że obchody związane z przesileniem przypadną lady do gustu - dodał po chwili, nim usiedli przy stole, a Archibald rozpoczął uroczysty posiłek.

Chętnie wstał od stołu, kierując się w stronę utworzonego paleniska, gotowego do podjęcia gości. Ułożony w stożek stos już za chwilę miał dać im ciepło i zapewnić atrakcję na kolejną część wieczoru. Ujął w dłoń kielich z alkoholem i z zaskakującym skupieniem wysłuchał przemówienia brata, co jakiś czas zerkając jedynie w stronę Edwina, ciekaw czy i on znosił dzielnie ojcowskie wystąpienie. Na koniec zaś uniósł kielich w geście toastu i przechylił go, nim Archibald poprosił go o odpalenie ogniska. Odstawił naczynie na bok i odruchowo wygładził dłońmi materiał, tak aby prezentować się należycie. – Dziękuję, Archibaldzie – z powagą adekwatną do powierzonego mu zadania zwrócił się w stronę swojego nestora. Chociaż Prewettowie znali tradycję, to nie wszyscy goście mieli wcześniej okazję brać udział w obchodach przesilenia. Dlatego, gdy zamiast różdżki ujął w dłonie krzesiwo, zwrócił się do zebranych gości. – Chociaż nasi przodkowie posiadali zdolność podporządkowania sobie magicznej energii, to według ich wierzeń ogień zapalany podczas obchodów świąt powinien być czysty, pochodzić z natury, a nie pojawiać się na ziemi za sprawą zaklęcia. Dlatego dzisiaj, jak w każde przesilenie, stos zostanie podpalony czystym ogniem, zgodnie z tradycją - historia magii nigdy nie była jego mocną stroną, ale jako dumny przedstawiciel swojego rodu znał jego tradycje i kryjącą się za nimi opowieść. Nikomu nie miał zamiaru się przyznać, że coś na wzór tremy wkradło się w jego myśli, zatruło je chwilową obawą przed niepowodzeniem. Odwrócił się w stronę ułożonego stosu i dwie twarde powierzchnie starły się kilkukrotnie ze sobą, w końcu dając początek iskrom opadającym na suche gałązki, zajmując je ogniem. Płomienne języczki zaczęły wspinać się po kawałkach drewna, stopniowo zajmując cały stożek. Roratio dopiero po chwili – gdy ogień pewnie utrzymywał się w palenisku – odsunął się, spojrzeniem znowu wracając do gości. - Miłej zabawy, póki ogień się tli i może jeszcze dłużej – tego, z uśmiechem słyszalnym nawet w głosie, życzył wszystkim zebranym jak i sobie, po czym wmieszał się ponownie w tłum gości, wracając na poprzednio zajmowane przez siebie miejsce.
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t11047-my-zyjemy-kazda-chwila https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Ognisko
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach