Wydarzenia


Ekipa forum
Dorosłość miała być wesoła/ 02.02.1952
AutorWiadomość
Dorosłość miała być wesoła/ 02.02.1952 [odnośnik]28.10.22 23:05
Trzynaście rozradowanych gałek ocznych wpatrywało się w nieco przerażoną i wyraźnie skonsternowaną Melpomene. Grupa sześciu bliskich przyjaciółek w towarzystwie szarego kota, który stracił oko w brutalnej walce na śmierć i życie o kawałek ciasta postanowiła urządzić dla Abbottówny przyjęcie niespodziankę z okazji jej siedemnastych urodzin, choć od dawna błagałaby nic nie planowały. Przez cały dzień udało jej się unikać wszystkich, którzy mogliby wiedzieć co to był za dzień. Nawet nie spojrzała na sto prezentów i kartek z życzeniami piętrzących się na jej łóżku. Tylko dobre wychowanie i szacunek wobec starań przyjaciółek sprawiły, że nie odwróciła się na pięcie i nie uciekła na drugi koniec zamku. Przyjęła uściski i życzenia próbując zwalczyć w sobie chęć niemrawego odburczenia na każde ciepłe słowo. W końcu w niewielkim dormitorium zaczęło pojawiać się coraz więcej gości sprawiając, że coś, co chyba miało być kameralnym spotkaniem, stało się zwyczajną imprezą. Gdy tylko zabawa rozkręciła się na tyle, że obecność solenizantki nie była już kluczowym elementem, ta zwyczajnie chwyciła jedną z nielegalnych butelek bursztynowego płynu i wyszła z dormitorium. Chwyciła jeszcze płócienną torbę, w której schowała swoją zdobycz i czym prędzej opuściła pokój wspólny puchonów. Chciała się gdzieś schować i w spokoju przeczekać niemiłosiernie ciągnące się godziny. Nie było jeszcze na tyle późno by ściągnąć na siebie kłopoty samym przebywaniem na korytarzu, ale sam fakt posiadania alkoholu i łamania zasad sprawiał, że dziewczyna była wyraźnie niespokojna. Kryjówkę znalazła w jednej ze starych opuszczonych sal lekcyjnych, którą pokazał jej jeden z braci, zanim opuścił Hogwart, a którą podobno gryfonii używali, powiedzmy to sobie szczerze do zwyczajnego pijaństwa. Mela dotarła do wyznaczonego miejsca, z ulgą odnajdując wytchnienie w samotności. Zauważyła, że na jednym z zakurzonych biurek stał gramofon, nie miała jednak odwagi, by go uruchomić. Muzyka mogłaby przecież ściągnąć niepożądane osobniki, nie mówiąc już o nauczycielach. Wspięła się na jeden z parapetów i rozsiadła się na nim możliwie jak najwygodniej. Wyciągnęła swoją zdobycz i odkorkowała butelkę z wyjątkowo ciężkim sercem. Powąchała trunek krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. Melpomene się nie upijała, ba jak dotąd ona praktycznie nie piła. Nie korzystała nawet z przywileju arystokratycznych nieletnich i nie przyjmowała wina rozcieńczonego wodą. W końcu pociągnęła potężny łyk prosto z butelki. Jak można się przy tym spodziewać zaczęła się przy tym niemiłosiernie krztusić. Tak jednak miała smakować dorosłość. Musiała to przecież z dumną jak na Abbotta przystało. Wystarczyły jeszcze trzy podobne łyki by blondynka straciła wszelkie hamulce. Zeskoczyła z parapetu i uruchomiła adapter. Radosne, nieco zbyt energetyczne dźwięki jakiegoś rockandrollowego zespołu rozniosły się po sali. Mel uznała, że wspaniałym pomysłem będzie położenie się na wyraźnie zakurzonej podłodze i udawać, że jest na śniegu. Upiła kolejny łyk i mając jeszcze w zanadrzu kilka szarych komórek schowała butelkę tak by osoba wchodząca nie mogła jej zauważyć. W końcu położyła się na ziemi robiąc w kurzu aniołka, co wydawało się naprawdę zabawne. Zaczęła wpatrywać się w kurz opadając ponownie na ziemię, wystukując przy tym knykciami rytm słuchanej melodii. Gdy dotarł do niej dźwięk, który zinterpretowała jako otwieranie drzwi, warknęła tylko. - Idź sobie - i wróciła do swojej nowej ulubionej zabawy.




Przejdę przez życie jak chmura- wędrując wszędzie obcy, zawieszony między czasem i wiecznością.
Melpomene Abbott
Zawód : radość Somerset
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I give hope to men, I leave none for myself.
OPCM : 5 +5
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11388-melpomene-abbott https://www.morsmordre.net/t11393-idun#351034 https://www.morsmordre.net/t11394-pride-of-somerset-or-just-mel#351035 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t11401-skrytka-bankowa-nr-2487 https://www.morsmordre.net/t11405-melpomene-abbott#351508
Re: Dorosłość miała być wesoła/ 02.02.1952 [odnośnik]14.11.22 0:35
Korytarze zamku zawsze zapraszały swoją tajemniczością oraz obietnicą przygody, a takowej Roratio nigdy nie odmawiał, popisując się przy tym iście gryfońską brawurą, którą ktoś rozsądniejszy nazwałby zwyczajnie brakiem ostrożności, a wręcz głupotą, co młody lord zapewne przyjąłby ze wzruszeniem ramion.
Nawet jeżeli cel jego wyprawy był mu znany - wszakże uczniowie, którzy wiedzieli jak słuchać - wiedzieli o imprezie urodzinowej z okazji osiągnięcia pełnoletności zorganizowanej dla lady Melpomene, to drogę obrał raczej krętą, spodziewając się, że solenizantka mogła już dawno opuścić imprezę. Chociaż - tylko albo aż - starsza o rok koleżanka nie dzieliła z nim Pokoju Wspólnego i barw głębokiej czerwieni i szlachetnego złota, to współdzielili oni los znużonych paniczów i dam podczas corocznych spotkań szlachty brytyjskiej, do których pretekstem mogło być wszystko, od zaślubin kuzynostwa z piątego pokolenia po narodziny nowego wierzchowca w kolekcji Carrowów.
Wszystko, byleby torturować młode pokolenie, które mistrzowsko opanowało sztukę wymykania się spod uważnych spojrzeń ojców i matek, mimo iż ci przekonani byli o własnej zapobiegliwości. Może właśnie to lata treningu sprawiały, że bez strachu przemierzali korytarze zamku mimo iż godzina surowo tego zabraniała. I jak widać intuicja go niezawiodła. Muzyka dobiegająca z jednej z sal wskazywała wyraźnie na czyjąś obecność, a Roratio miał zamiar zaryzykować. W torbie niósł wszakże mały podarunek. Pchnął delikatnie drzwi, które zaraz za sobą zamknął i oparł się ramieniem o chłodną powierzchnię kamiennej ściany. Ręce skrzyżował na klatce piersiowej przez chwilę jej się przyglądając, a gdy usłyszał pełne złości warknięcie, jego usta rozciągnęły się w rozbawionym uśmiechu. Dłoń teatralnie ułożyła się w miejscu, w którym miało być serce. - Wiesz, że słowa także ranią? - rzucił, po czym ponownie wyszczerzył zęby w uśmiechu. Przejechał palcami pomiędzy burzą i tak już pozostawionych w nieładzie, kasztanowo rudych loków. Nie zważając na jej polecenie zbliżył się w jej kierunku. - Też miło cię widzieć - dodał po chwili, siadając na jednym z biurek, które stały w mniejszym bądź większym nieładzie. Palce mimowolnie wybijały rytm granej melodii o zakurzoną, drewnianą powierzchnię, kiedy patrzył na Mel. A przez chwilę przyglądał jej się w zaciekawieniu. - A więc to się dzieje z ludźmi po osiągnięciu pełnoletności - mruknął niby zamyślony, nieco przekrzywiając przy tym głowę.
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t11047-my-zyjemy-kazda-chwila https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Re: Dorosłość miała być wesoła/ 02.02.1952 [odnośnik]15.11.22 16:20
Gdy znajomy głos dotarł do lekko otępiałej świadomości, Mel podniosła się raptownie na łokciach. Ta racjonalna część krzyczała, żeby jak najszybciej przestała się wygłupiać bo przecież to Rory. Nie może się zachowywać przy nim jak roztrzepana i głupia nastolatka. To uwłaczające pozycji zarówno jej, jak i samego lorda Prewett. Zaraz jednak odezwał się drugi głos dużo spokojniejszy i może trochę zbyt wesoły mówiące o tym, że przecież to tylko Rory. Razem byli świadkami znacznie bardziej absurdalnych rzeczy niż samotne picie na środku zakurzonej starej sali. Nikogo nie powinien zaskoczyć fakt, że Abbottówna postanowiła posłuchać drugiego głosu i jak gdyby nigdy nic ponownie opadła na ziemię. - Jestem prawie pewna, że przynajmniej raz w życiu powiedziałam, że jesteś głupi i to z całą pewnością bolało znacznie bardziej. - Uniosła wskazujący palec ku sufitowi zupełnie tak jakby ten dziwny gest miał podkreślić wagę tych słów. Chwilę później rozbawiona własnym żartem zaczęła się cicho śmiać. Kto w taką noc jak ta zabroni samej Melpomene Abbott śmiać się z jej własnych kiepskich żartów? Dobry humor przeszedł równie szybko, jak się pojawił, gdy tylko padło zakazane słowo na literę „p”. Mel wyraźnie się skrzywiła i podniosła się do pozycji siedzącej. Zamiast odpowiedzieć, sięgnęła po butelkę ognistej i zaczerpnęła z niej łyk. Gorzki płyn rozlewający się po gardle dziewczyny wywołał u niej kolejny grymas. Postawiła butelkę na podłodze i przeniosła nieco obrażone spojrzenie na swojego towarzysza. - Nie wymaj proszę przy mnie tego słowa. - Burknęła niczym urażone pięciolatka. Podniosła butelkę i wyciągnęła rękę zaciśniętą na szyjce w stronę Prewetta. - Chcesz? - Spytała już znacznie łagodniejszym tonem. - Jeśli mam być szczera to nie wiem co ludzie w tym widzą. Podobno to ma mnie rozweselić, a czuje jakbym zaraz miała się zamienić w plamę niezbyt ładnej mazi i wsiąknąć w stare deski. - Zmarszczyła lekko brwi zastanawiając się nad tym, czy jej słowa mają jakikolwiek sens. - Dziwnie to zabrzmiało. - Skwitowała w końcu i przeniosła wzrok na podłogę próbując zdecydować czy znów się na niej położyć, czy może jednak sobie odpuścić. W końcu jednak poniosła się na obie nogi ponownie chwytając butelkę w ręce i biorąc z niej łyk. Następnie nieco ze zbyteczną ostrożnością wspięła się na jedno z biurek. Wykonała kilka podstawowych kroków tanecznych, a gdy mebel zaczął się chybotać szybko przeszła na biurko, na którym siedział Rory i sama usiadła obok niego. - Jedyną głupią rzeczą, jaka z tego wyjdzie to kac, który mnie jutro nie dopadnie - przechyliła lekko głowę. - A może mnie nie dopadnie! W końcu Abbottowie są tylko o krok świętości! - Zgięła nogi w tureckim siadzie, oparła łokieć na zgiętym kolanie, by w końcu oprzeć brodę na wyciągniętej ku górze dłoni. - Dorosłość jest przereklamowana. - Podsumowała tonem znawcy.



Przejdę przez życie jak chmura- wędrując wszędzie obcy, zawieszony między czasem i wiecznością.
Melpomene Abbott
Zawód : radość Somerset
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I give hope to men, I leave none for myself.
OPCM : 5 +5
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11388-melpomene-abbott https://www.morsmordre.net/t11393-idun#351034 https://www.morsmordre.net/t11394-pride-of-somerset-or-just-mel#351035 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t11401-skrytka-bankowa-nr-2487 https://www.morsmordre.net/t11405-melpomene-abbott#351508
Dorosłość miała być wesoła/ 02.02.1952
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach