Wydarzenia


Ekipa forum
Adriana "Adda" de Verley
AutorWiadomość
Adriana "Adda" de Verley [odnośnik]07.11.22 17:51

Adriana "Adda" de Verley

Data urodzenia:  17 sierpnia 1929
Nazwisko matki: de Montmorency
Miejsce zamieszkania: Somerset, Wybrzeże Exmoor
Czystość krwi: Półkrwi
Status majątkowy: Średniozamożny
Zawód: szpieg, Oddział Wywiadowczy "Demimoz", Wiedźmia Straż
Wzrost: 165 centymetrów
Waga: 56 kilogramów
Kolor włosów: blond
Kolor oczu: zielone
Znaki szczególne: Nie wyróżnia się z tłumu, łatwo pomylić ją z inną, równie elegancką, czarownicą.



Stara kanapa zajęczała pod ciężarem układającego się na niej psa. Aż dziwne, że jeszcze się pod nim nie zarwała ― Gnatołam ważył dobre 80 kilo, nie należał do spokojnych, salonowych mordek. W zasadzie, któremu z psów jej rodziców mogłaby ze spokojnym sumieniem przypiąć taką łatkę? No właśnie. Żadnemu.
No i co? ― spytała leżącego obok psa. Ten spojrzał na nią bez cienia zrozumienia, ułożył łeb na jej udach. Odruchowo zanurzyła dłoń w ciemnej, miękkiej sierści. Siedzenie w domu było dla niej nienaturalne, dziwnie czuła się we własnych czterech ścianach. Kiedy ostatnio miała szansę…?
Rozejrzała się powoli po izbie ― jednej z trzech dostępnych ― westchnęła ze znużeniem. Porządek też przydałoby się zrobić i to nie tylko ten powierzchowny. Nie tylko kurze i nie tylko brudne kieliszki po winie czekały na interwencję, ale też pudło pełne przeszłości, które wcisnęła do szafy, razem z tym okropnym futrem po cioci Margaux.
Chcesz mi pomóc? ― spytała Gnatołama, ale nie odpowiedział jej nawet szczeknięciem ― zdążył zasnąć, zanim namyśliła się co tak właściwie powinna teraz zrobić.
Adriana westchnęła ponownie, nie mniej znużona niż minutę temu, zapadła się w kanapę. Teraz tym bardziej nie chciało jej się ruszyć.

*
Słońce już zachodziło, kiedy w końcu zebrała się z kanapy. Ostatnie promienie wpadały przez przybrudzone szyby, załamywały się w rysach na szkle, ozłacały wirujące w powietrzu drobiny kurzu, nadając chacie nieco przytulniejszego wyglądu, a przy tym jednoznacznie wzbudzając w niej wyrzuty sumienia; okropnie zaniedbała to miejsce, tak samo, jak zaniedbała wszystkie znajomości, które nie wiązały się z pracą. A może to było świadome? (Podeszła w końcu do szafy, otworzyła drzwi. Wydawało jej się, że pudło spogląda na nią w sposób doprawdy oskarżycielski.) Przecież to nie pierwszy raz, kiedy uciekła z relacji. (Wyciągnęła je, otworzyła pokrywę; w powietrze wzbił się obłoczek kurzu. Kichnęła.) Nie sądziła co prawda, że jej skłonności sięgną także rodziny i że częściowo odetnie się także od nich. (Wyjęła pierwszy z brzegu list. Przepis na słodkie bułeczki? Przecież ona nawet nie potrafiła gotować. Odłożyła na bok.) Zawsze byli blisko, zwłaszcza jej relacja z bratem wydawała się być niezniszczalna, nawet po jego śmierci. (Kartka urodzinowa od mamy? Trochę się zawstydziła, że tak ją cisnęła do pudła.) Może to była po prostu kwestia ostatnich wydarzeń. Praca dla dwóch Ministerstw jednocześnie nie była wcale prosta, a ryzyko zdemaskowania (nawet będąc animagiem) było tak wysokie, że nie powinna próbować o tym myśleć by nie wpaść w jakiś upośledzony rodzaj paniki. (“Czarodzieje są z Neptuna, czarownice są z Saturna”? Dobry Merlinie, kto to tu wsadził.)
Sięgnęła głębiej, palcami natrafiła na śliski papier fotografii; wyciągnęła ją. Przedstawiała jej rodzinę, krótko po tym, jak pojawiła się na tym świecie. Rodzice ― szanowani przedstawiciele świata magicznego ― i starszy brat, nieco jakby naburmuszony, niechętnie zerkający w kocyk, którym była owinięta. Adda uśmiechnęła się smętnie, oparła barkiem o pobliską ścianę. Mama z fotografii pomachała w jej kierunku ostrożnie, pilnując jednocześnie cennego zawiniątka, ojciec poprawił okulary i po raz kolejny spróbował przybrać poważną minę. (Nie udało mu się.)
Nagle pod jej łokciem pojawił się psi łeb; nie usłyszała, kiedy właściwie Gnatołam do niej podszedł. Niedobrze. Przetarła twarz dłonią, odetchnęła głębiej. Czuła się zmęczona, tak kurewsko zmęczona i niewyspana. Nie pamiętała, kiedy ostatnim razem przespała pełne osiem godzin ― nie pamiętała nawet, kiedy ostatnim razem spała u siebie, we własnym łóżku. Wrażenie, że robi za mało, za wolno, nie dawało jej spokoju, nawet teraz, nawet tutaj.
Pogłaskała Gnatołama bez przekonania, odłożyła fotografię na bok, tam, gdzie urodzinową kartkę od mamy. Te rzeczy na pewno zatrzyma, były zbyt cenne, by cisnąć je w ogień albo wyrzucić.
Tym razem usłyszała stukot pazurków o wysłużone deski zanim pies ją zaskoczył; odwróciła głowę. Drugi nowofundland, równie czarny i wielki co jego brat, wszedł do izby, legł za jej plecami, zaburczał coś po psiemu. Czasami żałowała, że - prócz wiecznie nieobecnej sowy - sama nie ma żadnego zwierzęcia,.
Gdzie zostawiłeś brata, hm? ― spytała Wisielca przez ramię. Wedle przewidywań - nie odpowiedział. Gnatołam poruszył się niespokojnie, trącił ją łapą, jakby czegoś chciał. ― A ty co? Jedzenie dopiero po ósmej.
Gnatołam nie wyglądał na specjalnie uradowanego tą wiadomością.
Adda sięgnęła znowu do pudła, tym razem wydobyła listę rzeczy, które powinna spakować do swojej osobistej walizki. Jeśli pamięć jej nie myliła ― to było tuż przed pierwszą przeprowadzką. Miała wtedy siedem lat, Louis szykował się już do pierwszego roku w szkole. Przenieśli się wtedy do Anglii, głównie dlatego, że ojciec dostał pracę u Gringotta. Ale zazdrościła wtedy bratu, że już może iść do szkoły, że już będzie się uczył czarów. Do dziś cień tamtej zazdrości chował się gdzieś na dnie jej serca, ale teraz, po tylu latach, budził raczej rozbawienie, stanowił element miłego wspomnienia.
Lista, zawierająca w sobie tak ważne pozycje jak: Pan Miś, czekoladowa żaba i książka z bajkami, trafiła na bok. Nie tam, gdzie fotografia i kartka od mamy, ale na stosik z pozycją “Czarodzieje są z Neptuna, czarownice są z Saturna”. Pewnych rzeczy nie powinna trzymać, nawet z sentymentu.
Kolejne sięgnięcie do pudełka, kolejna fotografia. Adda zmrużyła oczy; w gasnącym świetle dnia coraz mniej mogła zobaczyć. Powinna przenieść się w pobliże kominka, albo chociaż zapalić parę świec.
Na tej odbitce była sama ― tuż przed wyjazdem do Hogwartu. Ale miała wtedy tremę, całą podróż trzymała się brata i nie odstępowała go nawet na krok. A kiedy przydzielili ją do Ravenclawu, zamiast do upragnionego Hufflepuffu? Wtedy to dopiero był dramat, rozpacz i koniec świata. Nie wierzyła, że poradzi sobie bez niego, nawet chciała się zakraść do pokoju wspólnego Puchonów, ale kiedy kilkukrotnie zastukała w złą beczkę ― oblano ją octem. Po tym incydencie nie próbowała więcej ― zwłaszcza, że zmycie wykręcającego nos zapachu wcale nie było tak proste, jak początkowo jej się wydawało.
Fotografia znalazła się na stosiku z książką i listą rzeczy; zdecydowanie wolała o kąpieli w occie nie pamiętać.
Tym razem w jej ręce trafiło parę listów obwiązanych zieloną wstążką; rozwinęła ją nieśpiesznie, dokładnie obejrzała każdą kopertę. To były listy, które wymieniała z bratem tuż po tym, jak jej rodzice solidnie się pokłócili i nawet tymczasowo rozstali. Pamiętała tamten okres zbyt dokładnie, każdy szczegół nadal był ostro zarysowany w jej pamięci. Wszystko z powodu otwarcia Komnaty Tajemnic i śmierci tamtej dziewczyny.
Rozłożyła jeden z listów, przebiegła po nim spojrzeniem. Tak, brakowało jej ojca i brata, którzy zostali w Anglii, tato zawsze wierzył, że dyrekcja Hogwartu jakoś upora się ze sprawą. Mama niekoniecznie ― wolała od razu trzymać się z daleka i tak też zrobiła, przy okazji zabierając ją ze sobą z powrotem do Francji. Nigdy nie pogodziła się z tą zmianą i nigdy tak naprawdę nie doceniła ukrytego w górach Beauxbatons; Akademia, choć piękna i urokliwa, nie miała tego specyficznego klimatu, który charakteryzował Hogwart i nawet nałogowe treningi latania na miotle nie mogły tego zmienić.
Sięgnęła po kolejną wiadomość, przejrzała jeszcze raz cały plik. To były listy ze wszystkich okresów wakacji ― wszystko, o czym pisali sobie z Louisem, dopóki ten nie skończył szkoły i sam nie stanął na nogi, otwierając azyl dla uszkodzonych i niechcianych nietoperzy. Wtedy po prostu spędzała wakacje u niego, w Szkocji. Właśnie w tej chacie, w której potem…
Wzdrygnęła się na samą myśl; przed oczami mignęły niechciane wspomnienia. Połamane belki, zapadnięty dach, krew na odłamkach szkła i zimny oddech strachu owiewający kark.
Gnatołam poruszył się nagle, niespokojny, trącił ją zimnym nosem w dłoń. Pogłaskała go, wykrzesała z siebie cień uśmiechu. Minęło tyle czasu, a ona nadal nie znalazła zabójcy. Minęło tyle czasu, a ona nadal nie pogodziła się ze stratą.
Podniosła się z podłogi, machnięciem różdżki zmusiła listy, fotografie i pudło do przepłynięcia w pobliże kominka. Ogień trzaskał w nim dość żywo, tańczył na ostatnich polanach, intensywnie grzał, przy okazji wypełniając izbę sosnowym zapachem. Przyjemnie było przesiąść się na dywanik, owinąć dodatkowo kocem. Ostatnio miała wrażenie, że przewiała sobie plecy; ciągnący ból promieniował aż na kark, nie pozwalał jej się wyspać, momentami doprowadzał do szału. Powinna sięgnąć po jakiś eliksir. Potarła znowu twarz, ucisnęła szczypiące oczy zimnymi opuszkami palców. I powinna się w końcu, kurwa, wyspać.
Zajrzała znowu do pudełka, rozgarnęła dłonią przedmioty ułożone bez ładu i składu, znów znalazła zdjęcie. Tym razem większe, zrobione gdzieś w terenie. Obejmowało grupę dwunastu czarodziejów i czarownic, zadowolonych, uśmiechniętych. Niektórzy nawet otwarcie się śmiali. To chyba było wtedy, kiedy Marc opowiedział przedni kawał o smokach, tuż po tym, jak zakończyli pierwszy kurs na wiedźmich strażników we francuskim Ministerstwie Magii. Dobrze pamiętała tamten okres ― wiązał się z dużą ilością niepewności, braku pomysłu na siebie i równie dużą ilością pracy: prócz nauki miała na głowie jeszcze proces zostawania animagiem. Czy gdyby mama wtedy z nią nie porozmawiała, nie przejrzała starych zdjęć członków rodziny i nie opowiedziała czym się zajmowali ― byłaby tu, gdzie jest teraz?
Na pewno nie, pomyślała z przekąsem. Wybrałabym coś lżejszego, wygodniejszego. Może dołączyłabym do Louisa, razem prowadzilibyśmy azyl.
Odwróciła zdjęcie, przeczytała dopisek. No tak. To był jej ostatni rok we Francji, potem znów pojawiła się w Anglii; kurs drugiego stopnia kontynuowała już w Londynie. Odłożyła zdjęcie na bok, po chwili jednak zmieniła zdanie i cisnęła je od razu w ogień. Zaraz za zdjęciem rzuciła książkę i listę rzeczy do spakowania, beznamiętnie oglądała jak ogień pożera papier, jak chwilowo rośnie w siłę, jaśnieje, coraz śmielej wysuwa pomarańczowe jęzory z paleniska.
Nie musiała sięgać znowu do pudła, by przypomnieć sobie co było dalej, ten fragment kojarzyła aż nazbyt dobrze.
Podciągnęła kolana pod brodę, objęła je ramionami. Mimo wszystko ― nie żałowała, że nie podała mu tego antidotum. Gdyby ktoś dał jej zmieniacz czasu i powiedział: “Wszystkie chwyty dozwolone”, nic by nie zmieniła. Oglądanie tego, jak Igor Chernov leży w łóżku, sam, bezradny, słaby, jak gaśnie w oczach, było czymś niebezpiecznie przyjemnym. Jej ostatnie wspomnienie związane z mężem, koniec końców, okazało się być całkiem budujące. Nigdy nie rozumiała jego poglądów w kwestii czystości krwi, nigdy nie rozumiała presji jaką na niej wywierał. W świetle obecnych wydarzeń ― dobrze, że już nie żył. Miała jednego potencjalnego wroga mniej.
Z toni ponurych rozmyślań wyrwały ją psie kroki i ciche skrzypienie desek. Gnatołam ruszył się spod szafy, najwidoczniej znudził się siedzeniem w jednym miejscu, położył się znowu przy niej. Ale tym razem nie wcielił się w rolę żywego dywanika, nie leżał jak placek. Trzymał coś między łapami i delikatnie obgryzał. Adda przechyliła głowę, odgarnęła kosmyk ciemnych włosów za ucho. Wydawało jej się, czy coś srebrnego mignęło w ciemnej sierści?
Oj nie, kolego ― poinformowała psa z czającym się na dnie głosu rozbawieniem. ― Cokolwiek znalazłeś, nie będziesz tego jadł. ― Sięgnęła pod jego pysk, złapała przedmiot (chłodny, bardzo obśliniony i dość długi), obejrzała go, ściągnęła brwi. Coś… coś jej to przypominało, ale nie była do końca pewna, co takiego. Wytarła przedmiot w koc, obejrzała w blasku płomieni. Srebrny, podłużny. I robił “klik”, kiedy nacisnęło się przycisk u góry.
Ewidentnie mugolski― podsumowała. Gnatołam spojrzał tylko, niebywale zasmucony odebraniem nowej zabawki, po chwili ułożył łeb między łapami i westchnął bardzo ciężko, bardzo smutno.
Kliknęła jeszcze raz, kliknęła drugi. Potem zajrzała do pudła, wydobyła stamtąd pakunek obwiązany brązowym papierem, którego nie pamiętała. Rozwinęła go z wprawą i zdziwiła się dość mocno, kiedy ze środka wychynął materiał męskiej kurtki. Na pewno nie należała do Igora ― jego rzeczy wyrzuciła niedługo po tym, jak skończyła odstawiać szopkę z żałobą. Nie należała też do Louisa ― jej brat, tak jak i ona, był dość drobnej postury, utonąłby w tym.
Rozgarnęła papier, strzepnęła kurtkę. Z którejś kieszonki wypadł złożony na pół, stary liścik. Sięgnęła po niego, rozłożyła papier z pewną obawą, która okazała się całkiem zasadna, kiedy przeleciała tekst wzrokiem. Wyjaśnienia. Sprostowania wszystkich kłamstw, którymi nakarmiła Michaela podczas ich teoretycznie-istniejącego związku, łącznie z tym największym, ostatnim. To nie poglądy ojca stały im na drodze do szczęścia, ale fakt, że wtedy miała męża.
Może lepiej, że nigdy mu tej kurtki nie oddała. Może lepiej, że ostatecznie o niczym się nie dowiedział. (Zgniotła liścik w ręce, wrzuciła w ogień.) Czemu w zasadzie miała te przedmioty nadal u siebie? Co się wtedy stało? (Złożyła kurtkę z powrotem w elegancki sposób, wygładziła materiał dłońmi.) Ach, tak. Koniec kursu drugiego stopnia i sprawa wywiadu, która wygnała ją ponownie do Francji. Miała już wtedy pewne doświadczenia w pracy w terenie, a ojczysty język i możliwość przybrania kociej formy tylko przypieczętowały jej los na najbliższych parę miesięcy. Kiedy wróciła, Ministerstwo nie tylko zdążyło spłonąć, ale i zostać odbudowane; liczba znajomych twarzy w Wiedźmiej Straży także uległa zmianie. Zresztą, wszystko zaczynało się wtedy powoli destabilizować, ale nie była w stanie tego dostrzec, przyjąć do wiadomości. Mniej więcej wtedy, przeszło rok temu, zginął Louis. Tu, w tej chatce, z niewiadomych i niezbadanych dotąd przyczyn. Biuro Aurorów już wtedy nie istniało, nikt nie zajął się należycie sprawą, która śmierdziała czarnoksięstwem na kilometr. (Wsunęła mugolski przedmiot - długopis? - do kieszonki kurtki, ostrożnie odłożyła ją z powrotem do pudła.)
Ostatni przedmiot był notatnikiem jej brata, którego strony zdobiło eleganckie pismo i bardzo nieelegancka wiedza. Notatnik z którego nauczyła się podstaw czarnej magii, łudząc się przy tym, że jeśli w ten sposób Louis ściągnął na siebie niebezpieczeństwo, to i jej uda się to samo.
Cisnęła notatnik w ogień, zła. Na siebie, na aurorów, na cały świat, że nie zatrzymał się i nie zamarł, kiedy jej życie rozpadło się na kawałki. Znów przetarła twarz dłońmi, znowu poczuła przemożne znużenie dzisiejszym dniem, całym tygodniem, miesiącem. Oddałaby dużo, żeby móc się położyć i zasnąć, tak po prostu.
Coś zaskrzypiało nagle przy drzwiach wejściowych; Adda natychmiast zerwała się na równe nogi, dobyła różdżki. Od czasu masakry w Bezksiężycową Noc, ciągle była niespokojna, obawiała się tego, że przyjdzie pora także i na nią. Dziadek od strony matki był mugolem ― czy to było wystarczające, by wziąć ją na celownik? Tak? Nie? Nie miała pojęcia. Może, mimo dokładności i największej ostrożności, została zdemaskowana? Zacisnęła mocniej palce na lakierowanym drewnie różdżki. Jeśli tak, nie wyjdzie stąd żywa. Ale przynajmniej po raz ostatni narobi im tyle szkód, ile tylko zdoła.
Zbliżyła się ostrożnie, bezszelestnie, do przedsionka, wyjrzała zza rogu, ale w wejściu zobaczyła tylko psa. Ostatniego z trójki rodzeństwa, wiecznie ponurego Księżycogryza. Odetchnęła bezgłośnie, zanim zamknęła za nim drzwi, wyjrzała jeszcze na zewnątrz. Jesienny wieczór pachniał nadchodzącym deszczem, dymem i niepokojem.


Patronus: Zaklęcie pierwotnie przybierało kształt lisa, a jego siłą były wspomnienia z dzieciństwa spędzonego we Francji ― wtedy, kiedy nikt się nie kłócił, nie wisiało nad nimi widmo rozpadu rodziny. Wtedy, kiedy wszystko było bajecznie proste, a wieczory upływały jej na słuchaniu bajek czytanych przez mamę.
Po śmierci Louisa wiele rzeczy uległo zmianie ― w tym i forma jej patronusa. Przez pewien czas Adda nie była pewna, czy w ogóle będzie w stanie go wyczarować, próbowała różnych wspomnień, ale najlepszym okazało się to dotyczące pewnego ciepłego, letniego wieczoru, kiedy razem próbowali pomóc pewnemu (bardzo niecierpliwemu i niedotykalskiemu) nietoperzowi. Niestety, zaklęcie utraciło swoją cielesną formę i teraz objawia się w postaci bezkształtnej, białej mgły.

Statystyki
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 8 0
Uroki:00
Czarna magia:1+2 (różdżka)
Uzdrawianie:0+1 (różdżka)
Transmutacja:30+5 (różdżka, muszla)
Alchemia:00
Sprawność:80
Zwinność:100
Reszta: 0
Biegłości
JęzykWartośćWydane punkty
francuskiII0
angielskiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Historia MagiiI2
KłamstwoIII25
KokieteriaII10
PerswazjaI2
SpostrzegawczośćII10
SkradanieI2
Zręczne ręceI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Odporność magicznaI5 (+9)
Wytrzymałość psychicznaI5
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Zakon FeniksaI4
RozpoznawalnośćI-
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I0.5
Sztuka (wiedza)I0.5
Muzyka (wiedza)I0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleII7
PływanieI0.5
Taniec balowyI0.5
Taniec współczesnyI0.5
Biegłości pozostałeWartośćWydane punkty
Brak-0
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 5
[bylobrzydkobedzieladnie]


When you're not looking
I'm someone else



Ostatnio zmieniony przez Adriana Tonks dnia 28.05.24 19:04, w całości zmieniany 7 razy
Adriana Tonks
Adriana Tonks
Zawód : podwójna agentka, rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
And you don't know the
consequences
of the things you say
I'll be your operator, baby
I'm in control
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 30 +5
CZARNA MAGIA : 1 +2
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11438-adriana-adda-de-verley https://www.morsmordre.net/t11442-rodzynka#353850 https://www.morsmordre.net/t12085-adriana-tonks#372538 https://www.morsmordre.net/f177-somerset-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t11444-skrytka-bankowa-nr-2503#353855 https://www.morsmordre.net/t11449-adriana-de-verley#353913
Re: Adriana "Adda" de Verley [odnośnik]10.11.22 20:18

Witamy wśród Morsów

twoja karta została zaakceptowana
Kartę sprawdzał: William Moore

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 24.11.23 20:01, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Adriana "Adda" de Verley Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Adriana "Adda" de Verley [odnośnik]10.11.22 20:19


KOMPONENTY -

[16.02.23] Kwiecień/czerwiec
[22.02.23] Kupidynek (kryształ)
[17.03.23] Lipiec/sierpień
[26.11.23] Sierpień/listopad

BIEGŁOŚCI[03.01.23] Wsiąkiewka (kwiecień-czerwiec); +1 PB
[24.05.23] Wsiąkiewka (lipiec-sierpień): +3 PB
[19.01.24] Rozwój zdolności; +3 PB do reszty
[24.02.24] Wsiąkiewka (sierpień-listopad); +3 PB
[24.02.24] Rozwój biegłości: wytrzymałość psychiczna (0 -> I); -5 PB z reszty

HISTORIA ROZWOJU[10.11.22] Karta postaci; -550 PD
[11.12.22] Darmowa zmiana wizerunku
[03.01.23] Wsiąkiewka (kwiecień-czerwiec); +60 PD
[23.01.23] Spokojnie jak na wojnie: +50 PD
[14.02.23] Wykonywanie zawodu I (kwiecień-czerwiec); +15 PD
[14.02.23] Wykonywanie zawodu II (kwiecień-czerwiec); +15 PD
[23.02.23] Zdobycie osiągnięcia: Gruszka na wierzbie, +30 PD
[08.03.23] Zdobycie Osiągnięcia: Złoty myśliciel, +30 PD
[03.04.23] Zdobycie Osiągnięcia: Mały pędzibimber, +30 PD
[21.04.23] Zdobycie Osiągnięcia: Do wyboru do koloru, +30 PD
[16.05.23] Zdobycie osiągnięcia: Dojrzały Mors I; +30 PD
[24.05.23] Wsiąkiewka (lipiec-sierpień): +120 PD
[28.05.23] Wykonywanie zawodu I (lipiec-sierpień); +15 PD
[30.05.23] Zdobycie osiągnięcia: Witam i o zdrowie pytam; +30 PD
[31.05.23] [G] Zakup lusterek dwukierunkowych; -200 PM
[14.06.23] Zdobycie Osiągnięcia: Węzeł małżeński; +30 PD
[01.07.23] Karta zmiany; -200 PD
[18.08.23] Lusterko; +5 PD
[09.10.23] Zdobycie Osiągnięcia: Hep!; +60 PD
[14.10.23] Zakupy: tkanina z włókien sierści przyczajacza x2, barwnik x2; -140 PD
[02.11.23] Wykonywanie zawodu II (lipiec-sierpień); +15 PD
[03.11.23] Zakupy: gramofon "Wrzeszczący żonkil"; -10 PD
[16.11.23] Zdobycie osiągnięć: Dojrzały Mors II, Na głowie kwietny ma wianek, Społecznik I, Weteran I; +220 PD
[22.11.23] Spokojnie jak na wojnie: +150 PD
[27.11.23] Zdobycie osiągnięć: Ostrożny Sprzymierzeniec, Światło w Ciemnościach I, Dusza Towarzystwa, Wór Pełen Ziół; +190 PD
[11.12.23] Zdobycie Osiągnięcia: Dziwny jest ten świat; +30 PD
[11.12.23] Zdobycie osiągnięcia: Róg obfitości; +30 PD
[10.02.24] Wydarzenie: Śmiałym szczęście sprzyja +50 PD
[24.02.24] Wsiąkiewka (sierpień-listopad); +160 PD
[24.02.24] Rozwój postaci: +6 T, +3 OPCM, +3 S; -960 PD
[28.02.24] Zdobycie Osiągnięcia: Specjalista (Transmutacja), +60 PD

Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Adriana "Adda" de Verley Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Adriana "Adda" de Verley
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach