Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Palarnia opium
AutorWiadomość
Palarnia opium [odnośnik]27.08.15 0:52
First topic message reminder :

Palarnia opium

★★★
Największe pomieszczenie w piwnicach pod sklepem Borgina & Burke'a. Do palarni można dostać się trzema drogami. przechodząc przez zaplecze sklepu, przez tunele w piwnicach Śmiertelnego Nokturnu oraz przy pomocy sieci fiuu. Drewniany, zdobiony sufit, dźwiga ciężar brylantowych żyrandoli sprowadzonych z najdalszych zakątków świata. Każdy rozpalany jest tylko na okazyjne spotkania. Palarnia liczy sobie kilkanaście stolików otoczonych fotelami obitymi czerwonym materiałem. Pomimo tego, że palarnia znajduje się w piwnicy, sufit jest na tyle wysoki, co umożliwiło stworzenie drewnianego półpiętra. Wystrój zawiera również bar z alkoholem wszelkiej maści. Od czasu do czasu w palarni organizowane są koncerty na żywo.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:46, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Palarnia opium  - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Palarnia opium [odnośnik]11.05.21 12:45
Wysłuchując słów lorda Notta zmarszczyła ledwo brwi, po czym jedną uniosła wyraźnie w górę, mrugając nieco szybciej. Obowiązki zawodowe? Lepiej dla lorda Carrowa byłoby, aby spotkał go jednak wypadek, bo jeśli przekłada obowiązki zawodowe, które przecież można oddelegować, nad własną narzeczoną, to biada mu, co się stanie, gdy Primrose się dowie. Aquila wypuściła głośniej powietrze, w wyraźnej uldze. - Nawet nie zdaje sobie lord sprawy, jaka to ulga - albo ładne kłamstwo, pod którym kryjesz własnego kuzyna. Zamyśliła się na chwilę, wiedząc, że z musi jednak nadgonić kroku za Cordelią i Odette. - Wiedziałam, że lord Ares nie mógłby samodzielnie spaść z aetonana. Tak doświadczony jeździec... Czasy mamy jednak trudne - a jej żałobna czerń, którą przywdziewała od wielu tygodni, wciąż o tym przypominała. - Rada jestem, że to nic poważnego, a jedynie sprawy ważniejsze - kiwnęła lekko głową i oddaliła się od stolika, wciąż czując, jak pierwszy wypity tego wieczora drink, ugina jej delikatnie kolana. Och, biedna Primrose... Jeśli rzeczywiście lady Yaxley przekazała dalej zwykłą plotkę, a Carrow po prostu zignorował takie wydarzenie, to jak niby wróżyło to na przyszłość? Nie chciała o tym myśleć dłużej, musząc zażegnać wraz z Odette kryzys, który wisiał na horyzoncie. Kryzys w postaci rozkapryszonej nastolatki, która jeszcze nie do końca rozumiała pewne zależności. Jeśli jej debiut miał mieć miejsce za 1,5 miesiąca... Black poczuła krótkie ukłucie w żołądku. To nie jej sprawa, ale jednak znała tę dziewczynę od kiedy była jeszcze wrzeszczącym i irytującym brzdącem, nie mogła pozwolić na jej upokorzenie. Czekałą ją jeszcze wiele pracy z młodą Malfoy. Miała potencjał, trzeba go było jedynie wykrzesać.
Gdy wróciły do stolika i wydawało się, jakoby nastał czas na dalsze rozkoszowanie się koncertem, ale przerwa wciąż trwała. Wysłuchała z uwagą informacji o tym, jakie atrakcje przygotowali dla nich właściciele palarni. Aukcja brzmiała doskonale, chociaż Black zastanawiała się, czy cokolwiek z niej przypadnie jej do gustu. Wydawanie pieniędzy przychodziło jej jednak lekko, zwłaszcza że nie musiała sama ciężko pracować na ich pozyskanie. Zmęconym już od alkoholu wzrokiem zawiesiła wzrok na Rigelu, który teraz siedział przy jednym stoliku z Evandrą, Tristanem i Octavią. Oby ich rozmowa się kleiła. Przełknęła nieco mocniej ślinę na kolejne słowa Craiga. Zaręczyny wszak nie były nierozrywalne, jak przypominały kolejne podobne informacje. Tak nie było zawsze... Czasy, jakie przyszły, utrudniały wiele. Czerń sukni przypominała o Alphardzie, którego pochowali nieco ponad miesiąc temu, a który zostawił narzeczoną, lady Melisande. Spojrzała w jej stronę. Przy stoliku siedział Zachary Shafiq, który mógł się pochwalić najpewniej najświeższą sprawą. A obok? Mathieu Rosier, który jeszcze chwilę temu zjawił się na pogrzebie jej brata wraz z lady Avery, która teraz, jak głosiły plotki, wyjechała. Black wróciła wzrokiem do Craiga. Czy śluby w tych czasach w ogóle mają sens? Słyszała pogłoski o lady Slughorn, ale pojęcia nie miała, do czego naprawdę tam doszło. Zazdrość nie przemawiała przez umysł Black, jedynie zwykła ciekawość, której absolutnie nie wypadało karmić w tym momencie, w takim towarzystwie. Wtem rozbrzmiały kolejne dźwięki. Smutna melodia z wyraźną linią skrzypiec, która grała nie tylko na emocjach, ale i na atmosferze dookoła. Kątem oka dostrzec mogła, jak kilka osób wylewa łzy, wycierając je jedwabnymi chusteczkami. Być może przez to, że miesiąc wcześniej wylała morze łez, te już nie leciały z jej oczu, czuła za to chłód, który nasilał się tylko bardziej, powodując dreszcze przechodzące od kręgosłupa w dół. Czy to możliwe, aby w piwnicach był przeciąg? Gdy damy Burke skończyły grać utwór, ponownie klaskała, dumna z przyjaciółki. Nie była znawcą muzyki, dopiero zaczynała swoją przygodę z fortepianem, więc wszystko to co na scenie uczyniły Primrose i Adeline, brzmiało pięknie, choć może był to czar tego miejsca? Black nawet by się podobało, choć nieprzyzwyczajona była do Nokturnu. Sama nie zapuściłaby się dalej, z odpowiednią ochroną jednak mogła stać się gościem palarni opium, o ile kiedyś pozna jego efekty na swoim organizmie. Primrose wspomniała o jej inicjatywie, ze sceny dała znać, że to tylko część większej akcji, a Black przygryzła tylko policzki, wydymając lekko usta. Ziarno zostało zasiane, teraz można było zaspokoić ciekawość dam i wkrótce wyjaśnić im wszystkie szczegóły. Ten wieczór należał jednak do Primrose i to na niej powinna skupić się uwaga, zwłaszcza że jej własny narzeczony wybrał pracę. - Rozmawiałam z lordem Leandrem Nottem. Wspomniał, że wczoraj widział się z lordem Aresem Carrow i wyglądał na zdrowego... - absolutnie nie oskarżała Edwarda o kłamstwo. - Jestem przekonana, że lady Yaxley mówiła prawdę, jednak widać medycyna czyni cuda - chłodno uśmiechnęła się w stronę sceny, wypatrując wzrokiem przyjaciółkę. - Lord Nott twierdził, że zatrzymały go za to obowiązki zawodowe. Cóż za szkoda - jeśli taki Craig faktycznie zamierzał starać się o jej dłoń, to liczyła, że nigdy nie zrobi jej czegoś podobnego. Biedna Primrose...
Okropne zimno coraz mocniej przeszywało lady, nie była w stanie już niemal skupić się na tym co działo się dookoła, aż zaczęła zgrzytać cicho zębami, trzęsąc się delikatnie, tak aby nie robić wokół siebie zamieszania. - Lordzie Burke - zwróciła się ciszej do mężczyzny nachylając się do niego, gdy wokół znów zaczął się gwar. Na początku chciała poprosić o swoje futro z soboli, okryć się nim, obtulić w miękkim włosiu, jednak jak by to wyglądało?  - Byłby lord tak miły i poprosił swoich pracowników o gorącą herbatę? - zamrugała kilka razy, wstawanie po raz kolejny zmierzając w stronę baru, mogłoby być odebrane za zmierzanie po raz kolejny w stronę toalet, a takie ruchy powodowały plotki. Należało uważać. - Czuję przeszywające zimno... - czy był to początek gorączki, koniecznie musiała poprosić pannę Blythe o sprawdzenie jej stanu. Jeszcze dzisiaj albo jutro rano! - Najlepiej korzenną, z imbirem albo cynamonem, i miodem - rozmarzyła się wspominając smak rozgrzewających napojów, jakie zwykła pijać w domu lub w szkole. Kątem oka znów uchwyciła tył głowy Evandry, wspominając ich ostatnie spotkanie... Nie chciała jednak o tym myśleć teraz. Czy w ogóle mogły jeszcze wrócić do tej rozmowy? Prośba była dość szczegółowa, ale przecież nie była rozkapryszona. Właściwie zadowoliłaby się nawet gorącą wodą z cytryną, jednak drżenie było ciężkie do opanowania, a Aquila czuła jakby zamarzały jej palce u stóp i rąk. - Lordzie Parkinson - zwróciła się tym razem do Edwarda, nieco bardziej oficjalnie. - Zdecydowanie lepiej orientujesz się w trendach ze wschodu niżeli ja, czy tego typu krótkie sukienki, jaką dziś zaprezentowała nam lady Octavia, to może nowa moda? - spojrzała jeszcze na Cordelię, pewna, że ta zaraz wyrazi swoje zdanie, na ten temat. - Jestem bardzo tolerancyjną osobą - co uwielbiała powtarzać. - Ale nie do końca jestem w stanie zrozumieć powody, może ja przegapiłam coś w Czarownicy? - sama pokazała się bez dekoltu, jedynie wysokim ozdobnym kołnierzem, w sukni do kostek. - Czy najnowsze trendy mogą mieć wpływ na pewną tradycję? Przecież każdy doskonale wie, że pewne rzeczy po prostu nie przystoją.

ćpanko



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Palarnia opium [odnośnik]11.05.21 13:46
Podenerwowanie występem na scenie powoli ja opuszczał, czuła się coraz lepiej i swobodniej w palarni, a chłodny drink w dłoni pozwalał na zajęcie czymś dłoni, które jeszcze przed chwilą dzierżyły skrzypce.
-Dziękuję za te miłe słowa, lordzie Rosier. Każdy artysta lubi być doceniany. – Uśmiechnęła się do mężczyzny uprzejmie, a potem spojrzała na Octavię, a wzrok jej się rozjaśnił. – Oczekuję szczerej opinii, jestem wciąż początkującym skrzypkiem i daleko mi do biegłości mistrzów. Duety nie należą do najprostszych. – Dodała od siebie, gdyż spędziła wraz z bratową wiele godzin i dni na ćwiczeniu i doskonaleniu raptem tych trzech utworów. –Evandra była mi również mentorem i gdyby nie twoja pomoc, moja droga, kto wie, może dziś poszedł by fałsz drażniący wasze uszy.
Swobodna rozmowa nie była jej najmocniejszą stroną, zwykle mówiła krótko i zdawkowo, ale teraz była gospodarzem wydarzenia, musiała stanąć na wysokości zadania. Przełamać swoją chęć stania z boku i obserwowania przebiegu wydarzeń oraz jego uczestników. Była w centrum uwagi co sprawiało, że ważyła każde słowo jakie padało z jej ust, pilnowała każdego swojego gestu i spojrzenia. Wszystko miało być idealne, aby nikt nie mógł zarzucić rodzinie Burke braku szacunku do gości.-Profesor został bezpiecznie wyprowadzony z Nokturnu przez naszego ochroniarza, nie musisz się martwić o jego bezpieczeństwo. – Zapewniła przyjaciółkę zdając sobie sprawę, że ta wielce ceniła astronoma, a zajęcia te w szkole były jednymi z jej ulubionych. Kolejne słowa lady Rosier sprawiły, że drgnęła delikatnie. Białe róże były znakiem rozpoznawczym Carrowów, tak jak czerwone Rosierów. Przekonana była o tym, że plotka rozniesie się lotem małego smoka po całej sali i dnia następnego cała socjeta będzie mówić o tym jak narzeczony lady Burke nie zjawił się na jej debiucie na scenie. Zachowanie jego uderzało w jej osobę i musiała przygotować się na plotki. Jakoś to zniesie, nie pierwszy i nie ostatni raz. Uścisnęła dłoń Evandry, a na jej twarzy nadal gościł delikatny uśmiech, kiwnęła głową. – Oczywiście. Na pewno pospieszy z wyjaśnieniami. Jestem tego pewna.
Miała zamiar nadmienić mu o tym w liście, strata czy nie, Evandra siedziała tutaj, przy stole choć mogła uciec i skryć się w swoim pokoju. Skoro tak bardzo przeżył stratę powinien tu być i wspierać kuzynkę. Najwidoczniej więzy rodzinne nie były dla niego aż tak ważne. Nie wyobrażała sobie, aby któryś z członków rodziny Burke zostawił innego członka rodu samego, nawet jeżeli byli kuzynostwem.
W tym momencie do ich stolika dołączyła Lady Nott wraz ze swym bratem.
-Lady Nott, lordzie Nott – Przywitała się z nimi –Dziękuję za przybycie, cieszy mnie wasza obecność i to że chcecie wesprzeć potrzebujących. Wspaniały gest. Ważne jest pokazanie biedniejszym, że my wierzący w nową przyszłość jesteśmy po ich stronie a Rycerze Walpurgii walczą również dla nich i ich bezpieczeństwa. – Wypowiadając ostatnie słowa skinęła głową w stronę Tristana Rosiera dziękując mu tym samym za jego starania każdego dnia. – Teraz państwo wybaczą, pójdę przywitać się z innymi gośćmi. Proszę cieszyć się resztą wieczoru.
Tym samym wyminęła stolik i skierowała się ku kolejnemu rzucając ukradkowe spojrzenia dookoła siebie. Nie uszło jej uwadze, że część z gości ukradkiem ociera łzy, inni mają rozmarzone spojrzenia czy też wręcz senne. Czyżby uśpiła ich swoją grą, to byłoby straszne! Przecież nie taki efekt chciała wywołać. Chyba musi popracować nad ekspresją dźwiękową w wykonywaniu utworów lub wybrać te weselsze bardziej skoczne, tak bardzo nie pasujące do Primrose ale jednak lepiej odbierane przez publiczność. Skierowała swoje kroki w stronę stolika, który zajmowała Aquila widząc przy nim Craiga uniosła nieznacznie brwi do góry, które zwykle skrywane pod ciemną grzywką były teraz widoczne przez uczesanie pasujące do kreacji i wydarzenia. Grzywka zebrana na bok odsłania jasne czoło oraz ciemne brwi, które śmiałą łamaną linią przecinały czoło lady Burke.
-Lordzie Malfoy, lordzie nestorze i lady doyenne Black – Zwróciła się najpierw do nich jak wymagało dobre wychowanie i zasady społeczne z wciąż nie schodzącym z jej twarzy delikatnym i uprzejmym uśmiechem. –Dziękuję za przybycie, mam nadzieję, że miło spędzają państwo ten wieczór. Jeżeli czegoś potrzeba obsługa palarni jest do waszej dyspozycji. – Przeniosła spojrzenie szaro zielonych oczu na resztę towarzystwa. – Cordelio, wyglądasz fantastycznie. Miło mi, że się zjawiłaś. -Młoda panna nie była jej bliżej znana. Choć wiedziały o swoim istnieniu to nie miały okazji do zbyt częstych spotkań, ale Prim zakładała, że to się zmieni jak tylko Cordelia pojawi się na swoim pierwszym sabacie i oficjalnie wejdzie do środowiska. –Lordzie Parkinson, lady Parkinson jak mija wam wieczór do tej pory? Widziałam lordzie, że spora część dam z dumą prezentują suknie twojego autorstwa, a każda zdaje się oddawać charakter jej właścicielki – Jakież to było męczące, ileż wysiłku i starań należy włożyć w rozmowę i podziękowani. O ileż bardziej wolałaby usiąść z bratem i kuzynem przy stole sącząc drinka i zwyczajnie milczeć. Ale nie dziś, nie tego wieczoru.-Odetto, czy się nie mylę czy masz na sobie najnowsze dzieło? Ten materiał jest wspaniały. – Choć się na tym nie znała to potrafiła docenić kunszt i wykonanie. Tworząc talizmany również stawiała na jakość wykonania, chciała aby amulet nie spełniał jedynie swoich głównych właściwości ale również aby stanowił ładną ozdobę. Nie raz to właśnie sprawiało, że nikt nie zwracał na niego uwagę uznając, że jest to jedynie zwykła broszka, wisiorek czy bransoleta lub sygnet. W takich chwilach była dumna z wykonanej pracy. Całkowicie nieświadoma tego, że stała się obiektem plotek tego stolika oraz współczucia, którego nie znosiła zwróciła się do przyjaciółki. –Aquilo, zaczęło się. Oficjalnie wdrażamy w życie twój plan, aż nie mogę się doczekać. Byłam wraz z Xavierem w Beamish Town i na własne oczy zobaczyłam jak wielu rodzinom należy pomóc. -Do lady Black uśmiechnęła się szerzej, wiedząc, że ta wciąż jest w żałobie wraz z Rigelem, a jednak przyszli aby ją wspierać oraz ideę, w którą wierzyli. –Dziękuję – A w tym jednym słowie przyjaciółka mogła wyczuć głęboką wdzięczność i skumulowane emocje, jakie kłębiły się w Primrose. Siedzący obok Craig również mógł to wyczuć, gdyż nie raz to słyszał, a to właśnie do niego zwróciła się na samym końcu. – Wyglądasz wielce przystojnie, kuzynie. I jestem wdzięczna, że nie uciekłeś jak tylko zaczęłam grać. – Zażartowała taktowanie, gdyż Craig nie raz się odgrażał, że jak Prim zacznie grać to on ucieknie w obawie o własne uszy. Xavier też dołączył do tego stolika więc posłała mu ciepły uśmiech. Udało im się, wieczór trwał w najlepsze, a przecież przed nimi jeszcze licytacja.


|Na początku stoję przy stole z Tristanem, Evandrą, Octavią, podchodzą Eurydice i Leander, następnie przechodzę do stolika gdzie siedzą Aquila, Craig, Cordelia, Edward i Odetta, Minister Magii oraz nestor, nestorowa Black i Xavier; zostaję tam, nie przechodzę dalej;



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Palarnia opium  - Page 10 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Palarnia opium [odnośnik]11.05.21 19:39
Chyba nikt nie spodziewał się, że Calypso Carrow zasiądzie w towarzystwie Rosierów. Sam Mathieu obstawiał, że przybędzie tu wraz z Aresem i resztą swojej rodziny. Narzeczony Primrose zachował się w sposób nieodpowiedni, powinien być na miejscu i wspierać Lady Burke, a nie zjawiać się jak cień i znikać równie szybko. Nie sądził, aby jego zachowanie pozostało bez echa, a tym samym wejdzie na języki większości elitarnego towarzystwa. Chodziło mu o rozgłos? O uwagę? Nawet jeśli, nie powinien tego robić kosztem Primrose, to było wysoce niestosowne.
Towarzystwo rodziny było mu zawsze miłe, kuzynki były dla niego wsparciem, bliskie niczym siostry, na które mógł liczyć w każdej sytuacji. Dlatego w momencie, kiedy zjawił się nieproszony gość wolał działać zachowawczo, aby przede wszystkim chronić swoich bliskich. Znajomość z Zachary’m to wiele dni, tygodni, wypraw i zadań spędzonych wspólnie. Na przyjaciela mógł liczyć bez względu na okoliczności i sytuacje, szczególnie, że był mu ogromnie wdzięczny za uratowanie życia kilka tygodni temu. Gdyby nie jego szybka i sprawna interwencja, zapewne byłoby już po nim. Towarzystwo Lady Carrow było za to czymś zupełnie nowym, niespodziewanym i pełnym pokus. Mathieu lubił wędrować na nieznane wody i zastanawiał się… jak daleko był w stanie zabrnąć, aby sprawdzić jak dalece posunięte mogą zostać granice.
- Każda okazja jest odpowiednia, aby spędzić czas w tak wspaniałym towarzystwie. – odpowiedział Calypso i uśmiechnął się dość tajemniczo. Ich spotkania wychodziły spontanicznie, żadne nie było zaplanowane i nie powinno potoczyć się w taki, a nie inny sposób. Nienawiść między ich rodami była czymś wrodzonym, pielęgnowana przez lata niechęć to coś naturalnego. Dlaczego i ten stereotyp postanowił złamać i zaskakiwać wszystkich dookoła? Zauważył liczne spojrzenia. Pewnie wszyscy zastanawiali się jak do tego doszło.
- Zachary zasłużył na ten awans, a muszę przyznać, że jest w tym najlepszy. – powiedział zaraz po słowach Fantine, która wcześniej nie miała okazji osobiście pogratulować Lordowi Shafiqowi jego niewątpliwie wielkiego osiągnięcia. To wspaniałe patrzeć jak przyjaciele rozwijają skrzydła i pną się ku górze. Na szczęście Mathieu nie groziły awanse i nie wiadomo co jeszcze z tym związane, on się czuł dobrze w swojej bezpiecznej przystani. – Wciąż zdarza mi się odczuwać nieprzyjemny ból, niestety. Najważniejsze jednak, że żyję, dzięki Tobie przyjacielu, i mogę być tutaj z Wami. – uniósł kielich ku górze, patrząc na Zachary’ego. To dzięki niemu tu był, w istocie, to dzięki jego działaniu i interwencji mógł stanąć na nogi. Nie wiedział czy kiedyś przyjdzie mu odwdzięczyć się za to, co dla niego zrobił.
Poczuł nagły dreszcz, przeszył jego ciało dając dziwne uczucie chłodu, kiedy rozmawiali o koncercie i wspaniałej inicjatywie. Poruszył nerwowo palcami, mając ważenie, że zamarzają mu od samych paliczków, a chłód sięga każdej komórki jego ciała. Zmarszczył brwi, a jego twarz stała się poważniejsza. Próbował jednak ukryć to, co działo się z jego organizmem. Czyżby to efekt Opium? A może sama myśl o tym, co działo się w jego komnatach po wizycie na Bezimiennej Wyspie nagle sprawiła, że zaczął czuć zimno, które czuł wtedy. Zapewne dlatego nie skupił się na wzruszającym momencie, ani na tej rozmowie o pięknej inicjatywie. Nie przepadał za chłodem, a ten doskwierał mu coraz bardziej i coraz intensywniej.

Rzut



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Palarnia opium [odnośnik]11.05.21 20:49
Spojrzał zaskoczony na Xaviera, bo nie sądził, że usłyszy dzisiaj o tym wspomnieniu. Parsknął śmiechem, wracając pamięcią do naiwnych młodzieńczych lat – teraz z perspektywy czasu podejrzewał, że na miejscu ojca zachowałby się dokładnie tak samo, bo przyjście na rodzinny odświętny obiad pod lekkim wpływem narkotycznych oparów opium nie miało nic wspólnego z odpowiedzialnością czy szacunkiem do pozostałych osób siedzących przy stole. Szczególnie z jego strony, przecież był z nich wszystkich najstarszy. – Ciężko o nim zapomnieć – przyznał, kończąc swój drink. Czasem zastanawiał się kiedy jego własne dzieci będą wpadać na tak głupie pomysły, bo szczerze wątpił, by wyrosły na tak ułożone jak by sobie tego życzył. Grunt, żeby znały granicę, po której zabawa staje się problemem. W ich rodzinie już zdarzały się takie wypadki, które na szczęście w porę zostały zamiecione pod dywan. Kiedyś to może się nie udać. – Stajnia wydawała się wtedy zdecydowanie większa. Zastanawiam się czy ktoś nie rzucił na nią zaklęcia powiększającego... – zamyślił się, odbierając od kelnera kieliszek z tym samym drinkiem; zasmakował mu.
Wkrótce po tym jak Xavier odszedł porozmawiać z kimś przy innym stoliku Edgar poczuł, że robi się śpiący. Powieki stały się coraz cięższe, a zapanowanie nad nimi stawało się wręcz niemożliwe. Przetarł oczy dłonią, jakby miało mu to pomóc w pozostaniu na jawie – w końcu zaczął się obawiać, że to znowu problemy z głową, a przecież nie mógł teraz odpłynąć w niewiadomy świat. Nie mógł... Głowa niekontrolowanie mu upadła, ale szybko się wyprostował, chcąc sprawiać wrażenie, że wszystko jest w porządku. Dość szybko doszedł do wniosku, że to może być wina oparów opium, unoszących się w powietrzu, choć nigdy tak silnie na niego nie wpływały. Na wszelki wypadek wstał od stolika i podszedł do skrzynki na datki, żeby się rozbudzić – nawet on wiedział, że zaśnięte przy stoliku byłoby niezapomnianym przez nikogo z obecnych faux pas.

Śpię
Stoję przy skrzyneczce


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 30
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 31
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Palarnia opium [odnośnik]11.05.21 21:49
Na słowa Rigiela zachichotała cicho. To by była naprawdę dobra historia, aż kusiło, by wziąć choćby minimalny udział w procesie jej tworzenia. Już widziała burzliwe dyskusje, gdzie jedni przekonują, że pojawienie się smoka nad Nokturnem byłoby jak najbardziej możliwe, a inni próbowaliby wyciągać nazbyt wydumane fakty, by teorii tej zaprzeczyć. Czasami ci, którzy nie wierzyli w takie dosyć nieprawdopodobne historie potrafili być bardziej zabawni od tych, którzy nie mieli co do nich obiekcji.
Zdawało się już, że atmosfera przy stoliku była dosyć lekka i spokojna, a rozmowa zapowiadająca się na problematyczną przebiegała gładko. Ba, pojawił się nawet jakiś komplement, który można było przecież odebrać jako zapowiedź dalszego, pozytywnego rozwoju sytuacji. Wtedy jednak Tristan postanowił ukrócić sielankę i zadać pytanie, delikatnie rzecz ujmując, niewygodne. Octavia westchnęła tylko lekko i spojrzała niemal ze współczuciem na Blacka. Wszystkie odpowiedzi typu "no nie wiem, nie lubię wysiedlać i zabijać niewinnych ludzi" ewentualnie "jesteście jak sekta, nie lubię sekt" raczej odpadały. No, przynajmniej tak odpowiedziałaby ona sama, ale to akurat Rosier wiedział i bez zadawania jej pytań. Zostawało więc pewnie kręcenie o samorozwoju, skupieniu na pracy i takich tam. Spojrzała na Evandrę licząc, że jest jakaś szansa na taktowną, ale i szybką zmianę tematu, raczej jednak w tym momencie jej mąż nie odpuści.
Po raczej nerwowych momentach z ratunkiem nadeszła znów muzyka i chociaż ten konkretny utwór nie należał do najradośniejszym to swym nastrojem porywał duszę i przenikał do głębi. Dokładnie czegoś takiego było jej właśnie potrzeba. Za melodią pianina można było popłynąć, a skrzypce przyprawiały o szybsze bicie serca. Wyczuwała jednak, że Primrose nie daje się tutaj ponieść jak przy poprzednich utworach i stawia na bezpieczniejsze, znane już interpretacje. Mimo wszystko odegranie było mistrzowskie, a harmonia bez zarzutu, co czyniło utwór niezwykle przyjemnym do wysłuchania.
Gdy nadszedł koniec występu nie minęło wiele, kiedy zjawiła się przy nich gwiazda wieczoru we własnej osobie, na widok której Lestrange uśmiechnęła się promiennie.
-Prim, dla ciebie wszystko, w końcu musiałam się szczególnie postarać - komplement z tej strony był wart więcej niż wszystkie plotki za plecami. Dobrze było mieć koło siebie kogoś, kto spoglądał na świat w podobny sposób i nie trzeba się było przy nim ograniczać i krępować. - Oceny? Najwyższa nota! To było doprawdy doskonałe, niesamowite zgranie przy naprawdę wymagających utworach - ożywiła się na słowa Tristana - Niesamowity dobór utworów, włożyłyście w to tyle serca... - gdy to mówiła barwy palarni stawały się coraz bardziej wyraziste, w końcu wręcz jaskrawe. Ciężko jej było na nie spoglądać i musiała przymrużyć oczy, a wierzchem dłoni szybko starła łzy, które się w nich pojawiły. Chciała teoretycznie jeszcze coś dodać, ale w obecnym momencie było to lekko utrudnione. Czy ten moment wzruszenia pojawił się za sprawą występu? Niewątpliwie był on niesamowity, ale chyba jednak było w tym coś więcej. Nie wiedziała tylko co tym razem obwiniać i próbowała jedynie jak najszybciej doprowadzić się do porządku.
Gdy przy ich stoliku pojawiła się Eurydice uśmiechnęła się szeroko na jej widok.
-Przeszkadzać? Ależ w żadnym razie, bardzo się cieszymy widząc cię przy nas - od razu jej odpowiedziała. - Ty również wyglądasz fenomenalnie. Salony bardzo zyskały na twojej obecności.
Jej obecność była prawdziwym powiewem świeżości w tym skostniałym miejscu. Nawet jeżeli panna Nott była z tych, które trzymają się zasad i konwenansów robiła to z prostotą i szczerością. Nie było w niej jeszcze zapalczywości, jadu i złośliwości, który wkradał się u wielu osób im dłużej te przebywały w towarzystwie. Miała szczerą nadzieję, że to się nigdy nie zmieni, a przez tak spokojne i miłe usposobienie nikt nie będzie chciał jej wykorzystać. Niech tylko zresztą spróbuje, a zobaczy, że miła i spokojna Octavia też potrafi pokazać pazurki. Od tego też zresztą Euridice miała brata, który zapewne również na podobne zakusy nie pozostałby obojętny.



Aż się wzruszyłam
Octavia A. Lestrange
Zawód : Konsultant artystyczny w rodzinnej operze
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Odrobina szaleństwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła
OPCM : 4
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 21
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9793-octavia-lestrange#297025 https://www.morsmordre.net/t9802-nutka#297514 https://www.morsmordre.net/t9801-let-s-play#297510 https://www.morsmordre.net/t9803-skrytka-bankowa-nr-2239#297516 https://www.morsmordre.net/t9804-o-lestrange#297521
Re: Palarnia opium [odnośnik]11.05.21 22:00
Ostatni z utworów był prawdziwie magiczny, obie z artystek wkładały w niego całe serce - inaczej przecież być nie mogło. Muzyka zawsze była niesamowitą formą wyrażania sztuki. Szkoda, że trwała tak krótko, że nuta wybrzmiewała i zanikała, pozostając tylko w pamięci słuchacza. Z drugiej strony, wywoływało to niesamowitą tęsknotę i tym bardziej świadczyło o kunszcie muzyka - im był zdolniejszy, tym bardziej pragnęło się po raz kolejny usłyszeć jego grę. Craig z pewnością bardzo pragnął jeszcze kiedyś, oby jak najprędzej, wysłuchać koncertu Primrose i Adeli. Miał nadzieję, że inni widzowie także. Gdy więc ostatni z utworów dobiegł końca, nagrodził artystki brawami. Naprawdę zasłużyły, były wspaniałe! O tym występie z pewnością będzie się mówiło tygodniami.
Ale niestety nie tylko o tym. Obowiązki zawodowe lorda Carrowa, tak? Wieści, które przekazała mu Aquila były nad wyraz ciekawe. Warto je było zapamiętać. Po raz kolejny także była to wiadomość, która miała wpływ na jego ocenę o rzekomym lordzie. I bynajmniej nie była to ocena pozytywna. Całe to narzeczeństwo lorda Carrowa z Primrose wydawało się być jedną wielką niefortunną sprawą. Miał co do tego złe przeczucia. Być może potrzebne będą jedna lub dwie rozmowy. Albo chociaż jakiś list.
Craigowi także nagle zrobiło się chłodno. Lekko zaniepokojony rozejrzał się po pomieszczeniu, próbując zlokalizować źródło chłodu, które go ogarnęło. Czy gdzieś pozostawiono otwarte okno? Drzwi? Czy ci durni kelnerzy zapomnieli zamknąć za sobą zaplecze, kiedy zaprowadzili tam tego całego profesora, który nagle zjawił się na scenie? Zadrżał wyraźnie i zaraz też rozejrzał sie po gościach. Jeśli ktoś jeszcze zauważy ten chłód, jak nic zaraz wszyscy zdecydują się wyjść. Koncert już co prawda niemal się skończył, wciąż czekała ich jednak licytacja. Poza tym Burke nie mógł pozwolić aby wydarzenie to zyskało łatkę klapy. A jeśli goście zaczną wychodzić, tak z pewnością by się stało. Gorączkowe spojrzenie posłane najpierw Xavierowi, a następnie Edgarowi nie przyniosło mu jednak żadnej podpowiedzi. Nie zorientowali się, jak chłodno się robi?
Jego przerażenie wzrosło jeszcze bardziej, kiedy to nagle nachyliła się ku niemu lady Aquila. Jej słowa były bardzo jasne i klarowne - faktycznie robiło się zimno. Musiał działać od razu, skoro Xavier niczego nie dostrzegł. - Niezwłocznie, moja droga - właściwie wystarczył jeden ruch ręki, a kelner praktycznie zmaterializował się u jego boku. Craig nachylił się ku mężczyźnie, półgłosem wydając mu bardzo wyraźne i klarowne polecenia. Zamówił herbatę dla lady Black oraz dla lady Parkinson, która najwyraźniej też marzła (to musiał być przeciąg, jak nic!) - a także dla siebie, zieloną z miodem - a także kazał natychmiast zlokalizować źródło chłodu. Minę miał przy tym bardzo poważną, zignorowanie jego rozkazu mogło zakończyć się nawet utratą głowy. Pracownik pobiegł zatem załatwić co trzeba, choć gdy mowa była o zimnie, miał odrobinę zmarszczone brwi - tak jakby nie do końca rozumiał, co się do niego mówi. Niemniej, herbata już po kilku minutach zmaterializowała się na ich stoliku. Trzy parujące filiżanki na spodkach, zestawy wykonane z delikatnej, zdobionej porcelany, do tego złote łyżeczki i miód w uroczych, maleńkich słoiczkach - do zastosowania wedle własnego gustu. - Jedną czy dwie łyżeczki? - dopytał, oferując się posłodzić lady Black jej napitek. On słodził tylko jedną. Gdy napój był już gotowy, Craig z przyjemnością napił się rozgrzewającej herbaty. Tego mu było trzeba. Tylko czy to źródło zimna zostało zlokalizowane? - Najmocniej lady przepraszam i pokornie błagam o wybaczenie. To musiało być gapiostwo któregoś z kelnerów. Za krótką chwilę ten problem zniknie. - zapewnił gorąco, choć dyskretnie. To faktycznie musiał być jakiś przeciąg, bo nikt inny nie drżał z zimna, tylko ich stolik! - a przynajmniej Craig nie dostrzegł, by się tak działo. Miał tylko nadzieję, że Aquila oraz Odetta wybaczą mu tę małą wpadkę - nawet jeśli nie była ona do końca jego winą.
Gdy dostrzegł, że do ich stolika zmierza Xavier, Craig uznał że to doskonała okazja by podpytać brata o to przenikliwe zimno. Lub poinformować o problemie, jeśli ten nie wiedział. - Mój drogi, powiedz mi proszę, że zadbano należycie o ciepło naszych gości. Lady Black i ja odczuliśmy w pewnym momencie straszne zimno. Nie możemy pozwolić przecież by nam goście pouciekali. Posłałem już kelnera by to sprawdził, ale uznałem, że i ty powinieneś o tym wiedzieć - poinformował go dyskretnie, tak by słowa te trafiły tylko do uszu młodszego z braci Burke. Zaraz jednak zostawił brata w spokoju. Bo czy był to wpływ herbaty, czy też może faktycznie przeciąg został opanowany, od razu zrobiło mu się cieplej na widok osóbki, która zmierzała w stronę ich stolika. Rozpromienił się widząc ją, gotów posypać pochwałami pod jej adresem, ona jednak go uprzedziła.
- Primrose, moja najsłodsza kuzynko! - zawołał, wielce oburzony, słysząc jej żart. Cóż, jego oburzenie też nie było autentyczne, były to zdecydowanie zwykłe przekomarzania. - Jak możesz tak mówić, ranisz moje serce. Grałaś niczym prawdziwy wirtuoz. Pewny jestem, że wkrótce swoim talentem będzie zachwycać się cała Europa. A zaraz potem świat. - wstał na moment, aby dodać swoim słowom powagi. Primrose była wyjątkowa, kuzyn zawsze jej to powtarzał, pilnując by przypadkiem nie popadła w zwątpienie. Ucałował ją serdecznie w oba policzki, chcąc dodać otuchy. Wiedział, że ten występ był dla niej nie lada wyzwaniem, ale dała radę! - Odpocznij, moja droga. Zasłużyłaś. Na pewno jesteś skonana. Daj teraz Xavierowi zabłysnąć - zaśmiał się cicho, klepiąc brata po ramieniu.

ćpanie


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me


Ostatnio zmieniony przez Craig Burke dnia 11.05.21 22:10, w całości zmieniany 1 raz
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Palarnia opium [odnośnik]11.05.21 22:02
Choć te czcze plotki przekazywane z ust do ust w miejscach takie jak to zazwyczaj bardziej go bawiły i wprawiały w stan pobłażania – a czasem były  nader przydatne, nawet jeśli zdecydowana większość powstawała jako romantyczna lub chora fantazja w głowach znudzonej arystokracji, którą należało porządnie zweryfikować – to jednak tym razem temat dotyczył jego kuzyna. I dlatego Leander nie zamierzał brać w tym udziału, niezależnie jak bardzo niektórym na tym zależało w ów pięknej grze aktorskiej, gdzie wszyscy zebrani nosili maski.
No, może poza jedną Eurydice, która z racji swojego skromnego doświadczenia na salonach i wrodzonej wrażliwości zdawała się być zupełnie szczerze przejęta każdym tematem, który poruszano przy stole.
Ale kiedy siostra nachyliła się w jego stronę i wyszeptała kilka słów, na jasnym horyzoncie pojawił się pojedynczy cień. Doprawdy dziwne to były słowa, ale Leandrowi ciężko było się skupić na czymkolwiek, bo z każdym łykiem jego myśli stawały się cięższe i wolniejsze, a ledwie rozleniwienie sprzed kilkunastu minut wyjątkowo się nasiliło, urastając do rangi ogarniającej go, przemożnej senności. Ciężko byłoby mu utrzymać oczy otwarte, gdyby jego spojrzenie nie zatrzymało się nagle – ponownie – na twarzy lady Vivienne. I gdyby ta akurat nie zerkała właśnie na niego. Chciał zamrugać, ale powstrzymał się i oczy aż go zapiekły nieprzyjemnie, kiedy z całej siły woli przytrzymywał powieki w górze; byle tylko nie spuścić spojrzenia jako pierwszy. Pragnął wygrać. Z głupiej, dziecinnej przekory nie przystającej nie tylko szlachcie, ale też osobom dorosłym w ogólności. A może z zupełnie innego powodu?
I w końcu wygrał.
Ale nie mógł świętować zbyt długo ani, co oczywiste, zbyt hucznie, bowiem Eurydice poruszyła się na swoim miejscu, a jej prośba spowodowała wzmożony wysiłek zachowania przytomności.
Koniecznie musimy zamienić z nimi chociaż słowo. — Leander wstał z krzesła swoją wygodną bardziej przypominającego luksusową kanapę i podał dłoń siostrze, po czym obrócił się do stolika. — Proszę wybaczyć, lady i lordzie Fawley, lady i lordzie Flint — mruknął i zgodnie z obowiązującymi zasadami skinął każdemu głową w wyrazie szacunku mimo pozostawiania ich przy stole samych i przerywania rozmowy, która co prawda byłaby zupełnie nudna, gdyby nie obecność jednej szczególnej osoby. — Lady Bulstrode — dodał po ledwie wyczuwalnej pauzie, choć kobieta już dawno na niego nie patrzyła.
Przeszli razem do stolików stojących bardziej na przodzie. Spojrzenie Leandra przesunęło się wyjątkowo kulturalnie po zebranych tu osobach. Potrzeba koncentracji i czujności drastycznie wzrosła, kiedy znaleźli się w takim towarzystwie. Przywitał się z każdym z osobna zachowując wszelkie konwenanse i odpowiednie tytuły, a twarz poważną; nawet jeśli przy kilku osobach zgromadzonych przy stole miał ochotę dodać coś więcej, niż suche słowa powitania.
Prawdopodobnie to obecność tych niezaliczających się do ów grona powstrzymała go od luźnych komentarzy, aluzji i gier słownych. Zwłaszcza, że plotka dotycząca Aresa z pewnością zdążyła obiec salę szybciej niż najnowocześniejszy model miotły za sprawą samych uprzejmych dusz poruszających się sprawnie w eleganckim zgromadzeniu.
To my jesteśmy niezwykle wdzięczni za zaproszenie i możliwość wzięcia udziału w tak doniosłym wydarzeniu, lady Burke. Doprawdy, wspaniała okazja do wyrażenia swojego poparcia prawdziwie wymiernymi działaniami— odparł na słowa Primrose, po czym zerknął na stojącą u jego boku siostrę, która radziła sobie zaskakująco dobrze, komplementując grę debiutującej na scenie damy. — Rzeczywiście, cóż za dojrzałość i ekspresja. Jestem pod wrażeniem kunsztu, lady — dodał, po czym skłonił się lekko, kiedy kobieta pożegnała się z nimi i przeszła dalej, w stronę kolejnych stolików i gości, jak na idealną gospodynię wieczoru przystało. Wtedy spojrzenie Leandra znów skupiło się na twarzach arystokratów siedzących przy stole. Uśmiechnął się dopiero na dźwięk słów Octavii. — Wspaniała kreacja, lady Lestrange, lady Rosier — rzucił, ale bez uszczypliwości, nawet jeśli kobietom na sali usta się nie zamykały w temacie sukienki Octavii. — Niedługo powinna zacząć się licytacja, a ja jestem niesamowicie ciekaw jej przebiegu oraz artefaktów, które mają zostać wystawione. Czy planujecie wziąć udział? — zapytał uprzejmie, spoglądając przy tym jednak głównie na lorda Rosiera i lorda Blacka.

opium


the fire can't touch me,
for i have burned one too many times & the sea can't harm me, for i've been drowning all my life. Oh but you could rip my heart open, darling,for i have never known love before.
Leander Nott
Zawód : mecenas sztuki, handlarz dziełami sztuki
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
You might think that you can hurt me but the damage has been done.
OPCM : 8
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 14
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9796-leander-nott#297151 https://www.morsmordre.net/t9825-vivacity#297951 https://www.morsmordre.net/t9818-i-was-good-but-then-i-quit#297820 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9877-leander-nott#299087
Re: Palarnia opium [odnośnik]11.05.21 22:54
Koncert dobiegł końca, jednak wieczór nadal trwał. Nadeszła pora na licytacje, która również została odpowiednio przygotowana. Na scenie już pojawiły się dwie, zasłonięte eleganckim materiałem, sztalugi, a na szerokim stole leżały, również zakryte, trzy przedmioty, które miały iść również pod młotek.
Goście otrzymali czas by ochłonąć po przeżyciach związanych z muzyką i innymi niespodziankami, jakie przygotowali dla nich gospodarze dzisiejszego wieczoru. Każdy odczuł inne lub podobne działanie połączonego alkoholu z unoszącym się w powietrzu opium. Ta używka miała to do siebie, że wsiąkała we wszystko, w oparcia krzeseł, w żyrandol, w materiał płócien wiszących na ścianach obrazów jak również w drewno. Nic więc dziwnego, że nawet osoby, które nigdy nie miały z nią do czynienia poczuły się dziwnie. Jedni lepiej drudzy gorzej, jedni mocniej, drudzy mniej. Nie było jednak nikogo kto by nie poczuł nic. Nawet gospodarze, którzy tak naprawdę codziennie mieli z nią do czynienia poczuli na własnej skórze jej działanie.
Wśród gości pojawiła się Lady Primrose, jedna z gwiazd dzisiejszego wieczoru i skierowała się w kierunku stolika, przy którym siedział Lord Rosier z małżonką, Lady Lestrange oraz Lord Black. Jako gospodyni musiała się przywitać z gośćmi. Podobnie Xavier Burke ruszył miedzy stoliki by porozmawiać z gośćmi, zwłaszcza chciał pochwalić lorda Parkinsona za świetny garnitur, jak również nie omieszkał skomplementować damy siedzące przy stoliku.
Wszyscy na Sali również poczuli kolejne działanie opium, chociaż nie wszyscy zdawali sobie sprawę z tego co powodowało u nich te dziwne objawy. Jedni byli wrażliwi na światło co powodowało łzawienie oczu, w tym Lady Fantine Rosier oraz lord Shafiq, co po mistrzowsku oboje zrzucili na wzruszający występ artystek innych wyrazistość kolorów również raziła w oczy w tym Lorda Parkinsona, Lady Lestrange oraz młodziutką Lady Malfoy. Kilku osobom, w tym Nestorowi rodu Rosier i Nestorowi rodu Burke, Lady Bulstrode oraz Lordrowi Nott’owi, a nawet samemu gospodarzowi przyszło na myśl, że przyjemna drzemka nie jest złym pomysłem, a oczy zrobiły się ciężkie. W przypadku Lady Black, Lady Parkinson i Lorda Craiga Burke’a jak również Lorda Mathieu Rosiera przeszywający chłód zawładną ich ciałem, a chęć ogrzania się stała się priorytetem w tym momencie. Jeszcze inni poczuli nieprzemożną potrzebę podzielenia się z osobami najbliżej nich jakimś sekretem, co wyjawiła Lady Evandra czy młoda Lady Nott wiedzą tylko osoby siedzące po ich prawicy. Nieliczni mieli to szczęście, że opium pomieszane z wonią alkoholu jedyne co zrobiło to lekko zaswędziało i podrażniło nosy, tymi szczęśliwcami była gwiazda wieczoru oraz przemiła Lady Fawyley. Wyjątkowo dziwnie poczuł się również lord Black, który jako jedyny doszedł do wniosku, że świat wiruje mu przed oczyma.
Wieczór mimo wszystko trwał dalej, a szanowni Lordowie i Lady starali nie dać po sobie poznać tych dziwnych odczuć, nie do końca zdając sobie sprawę z tego co je powoduje.
W końcu na scenie pojawił się Lord Xavier Burke. Poczekał na spokojnie aż wszyscy go dostrzegą, po czym delikatny uśmiech wpłynął na jego usta.
- Szanowni Państwo, rozpoczynamy naszą dzisiejszą licytację. Przygotowaliśmy dla Państwa kilka ciekawych przedmiotów, które nie tylko mogą stanowić ozdobę wnętrz, ale również przydać się podczas codziennej egzystencji. – odparł spokojnie wodząc wzrokiem po Sali – Pragnę z całego serca podziękować Lady Evandrze Rosier, która również przekazała na poczet licytacji pewien przedmiot. Myślę, że zwłaszcza naszym pięknym Paniom przypadnie on do gustu. – skinął delikatnie głową w kierunku Lady Rosier siedzącej w pierwszym rzędzie. – Za moment obok każdego z Państwa pojawi się specjalne tabliczki, które proszę unosić w celu przebicia oferty poprzednika. Będzie nam dzięki temu zdecydowanie wygodniej i łatwiej.
Po chwili Burke podszedł do stolika, po czym odkrył pierwszy artefakt leżący pod eleganckim materiałem, po czym wziął go do ręki.
- Pierwszą rzeczą, a właściwie rzeczami, jakie dzisiaj kieruję pod młotek są Kule z Ottosdal. Znalezione w kopalni srebra w Republice Południowej Afryki, zrobione z srebra kule posiadają właściwości namierzające. Zawsze są dwie, jedna dla jednej, druga dla drugiej osoby.  Kule są przypisane do miejsca i do osoby. Jeśli się ktoś opuści dom wtedy kula staje się ciemna i druga osoba wie, że przebywamy poza domem. Jeżeli zaś osoba posiadająca jedną z dwóch kul przebywa w domu. druga staje się jasna. Przeznaczenie może być różne, pozostawiam to już do Państwa inwencji twórczej. Z pewnością dzięki tym artefaktom będziecie wiedzieć czy domownik przebywa w domu czy może właśnie opuścił bezpieczne mury – przedstawił pierwszy przedmiot, po czym położył go na małym stoliku przed sobą – Cena wywoławcza to 40 galeonów.





Licytacja odbywa się w szafce zniknięć, więc każda chętna osoba proszona jest o przejście do szafki. Każda licytacja trwać będzie tylko 48 godzin, a jej przebieg zostanie pod koniec umieszczony w głównym wątku dla postaci, które nie uczestniczą bezpośrednio w licytacji, ale ją obserwują.
Kwota, jaką dysponuje postać przy sobie zależna jest od statusu zamożności oraz otrzymuje dodatkowe środki jeżeli posiada ekonomię.
Status zamożności bogaty - 150 galeonów

Bonus z poziomu ekonomii 0- brak bonusu
Bonus z poziomu ekonomii I- + 15 galeonów
Bonus z poziomu ekonomii II- + 20 galeonów
Bonus z poziomu ekonomii III- +30 galeonów

(Przelicznik oparty na tym, że na Turnieju Trójmagicznym można było wygrać 1000 galeonów, a kwota ta wystarczyła aby Fred i George założyli swój sklep, różdżka zaś kosztowała 3 galeony)

Każda postać ma 3 przebicia. Przebicia mogą być pomiędzy 10 galeonów a 30 galeonów. W pierwszym poście Xavier prezentuje przedmiot wystawiony na licytacji i podaje cenę wywoławczą. Następnie goście koncertu mogą przebijać cenę, aż do 3 przebić. W pierwszym poście należy naznaczyć poziom swojej ekonomii i status oraz po każdym poście zaznaczyć, które jest to przebicie. Prowadzący licytację czeka 48 godzin, po tym terminie oznajmia, kto wylicytował przedmiot, czyli ostatni post z najwyższą kwotą.

Goście w głównym wątku mają nieograniczoną ilość postów.

Piszemy do 13.05 do 22:00.


I show not your face but your heart's desire


Ostatnio zmieniony przez Ain Eingarp dnia 12.05.21 9:24, w całości zmieniany 1 raz
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Palarnia opium  - Page 10 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Palarnia opium [odnośnik]12.05.21 0:07
Ciepła dłoń trochę ją otrzeźwiła, wyciągnęła z wizji w której się znajdowała w tej jednej, za długiej chwili. Mrugnęła raz, spoglądając na rękę a później unosząc wzrok na siostrę. Tym spojrzeniem przekazując jej, że wszystko jest w porządku. Rozejrzała się wokół, mając jednak nadzieję, że słowa jej siostry nie niosą ze sobą prawdy. Nie było jej na Cannaught Square, była jednak na Stonehenge, miała nadzieję jednak, że Burkowie zadbali o ich bezpieczeństwo. Patrzyła na mężczyznę, nie rozpoznając w nim nikogo znajomego. Brew uniosła się ku górze gdy spoglądała na całe zajście. Przeniosła wzrok na kuzyna, potakując jedynie głową. Milczała, nadal nie potrafiąc się wyrwać całkowicie z dziwnego transu w który wpadła wcześniej. Dopiero słowa wypowiadane przez Fantine zwróciły jej uwagę na jej własny stolik i to, co działo się przy nim. Wysłuchała słów siostry, przenosząc spojrzenie na siedzącego z nimi przy stole mężczyznę - lorda Shafiq.
- Nie jest jednak lżej, pomimo niej? - zapytała kierując tęczówki ku mężczyźnie o ciemniejszej karnacji. - Więcej czasu dla tych, którzy naprawdę potrafią docenić trud twoich wysiłków, sir. - stwierdziła spokojnie i po prostu. Bez szlam plątających się po piętrach szpitala, bez tych, którym właściwie nie należała się żadna pomoc, czy nawet spojrzenie posłane z odległości korytarza.
- Lady Carrow, mniemam że wasza hodowla niezmiennie cieszą się zainteresowaniem? - swój wzrok jak i słowa skierowała do siedzącej z nimi kobiety. Nie uszły uwadze wymienianie zdania między nią, a kuzynem. Na razie obserwowała, jak to miała w zwyczaju od zawsze, nie pozostając głuchą na padające niedaleko słowa, chociaż nie dało jej się wyłapać niczego konkretnego. Jej spojrzenie przyciągnął Rigel, który znalazł się przy stole razem z Tristanem i Evandrą. Niebiesko-stalowe tęczówki zawisły na nim na chwilę dłużej. Jej twarz nadal pozostawała pozornie uprzejma - pozornie, bo nie dało się odróżnić jej od prawdziwej i szczerej uprzejmości. Ale ten widok mimo wszystko odrobinę ją zaskoczył. Na tyle, że spoglądała w jego kierunku sekundę, może dwie dłużej zaraz zwracając spojrzenie w kierunku siostry.
- Dobra muzyka, potrafi poruszać serca. - zgodziła się z siostrą i Zacharym, nie spoglądając ku niej. Tęczówki przeniosły się na scenę obserwując uważnie przedmiot, o którym była mowa. Przez chwilę zastanawiała się w końcu jednak decydując się poczekać na coś, co przykuje całkowicie jej oko. Może gdyby była inna - bardziej romantyczna, zakochana, zamężna, skusiłaby się na wspomniane kule. W tej chwili, nie były jej do niczego potrzebne - a ona, ponad wszystko, zawsze była praktyczne.

Embarassed wybaczcie



the whole new world just behind
one breath.

Melisande Rosier
Zawód : badacz-behawiorysta smoków, przyszły dyplomata rezerwatu Kent
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : n/d
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Palarnia opium [odnośnik]12.05.21 11:48
Cordelia siedziała grzecznie, z dłońmi ułożonymi na podołku, z wyżej niż dotychczas uniesioną brodą, starając się nie dać po sobie poznać urażenia. A że starała się słabo, to każdy przy stoliku mógł dostrzec melancholijne spojrzenie oraz delikatnie wygięte w dół kąciki ozdobionych różaną pomadką ust. Wargi drżały czasami, gdy powstrzymywała się od skomentowania poruszanych przez towarzyszy plotek. Korciło ją, by dorzucić swoje trzy knuty do opowieści o Aresie Carrowie, dzieląc się niezwykle wnikliwymi podejrzeniami odnośnie do nieobecności szlachcica(może kopnął go koń i złamał mu ten arystokratyczny nos? albo uciekł na swoim rumaku z jakąś stajenną?), lecz była zbyt dumna, by zniżać się do takich pogawędek. Każdy komentarz wypowiedziany przez Aquilę i Odettę sprawiał jej masochistyczną przyjemność, zerkała więc z góry zwłaszcza na przyjaciółkę, bliska wywrócenia oczami. Przyganiał kocioł garnkowi! Jak one śmiały, zwracać jej uwagę, a potem samej komentować nieszczęście Primrose! Do tego lady Black również dzieliła się krytyką tego miejsca. Uraza, jaką odczuwała wobec przyjaciółki, rosła z każdą chwilą, lecz Cordelia była zbyt troskliwa wobec bliskich jej osób, by zignorować nagłą bladość oraz wstrząsające przyjaciółką dreszcze. Pochyliła się ku niej, na moment porzucając obrażoną minkę. – Wszystko w porządku, moja droga? – upewniła się, na moment kładąc na dłoni ciemnowłosej czarownicy własną, chcąc rozgrzać delikatną skórę gorącymi opuszkami palców, po czym pochyliła się do ucha Aquili, szepcząc jej kilka słów, przed którymi nie mogła się powstrzymać. Gdy te padły z jej ust, wyraźnie poczuła ulgę, wyprostowała się więc znowu, gotowa władczym gestem przywołać służbę, mającą spełnić zachciankę damy, lecz lord Burke okazał się szybszy. I dobrze, niech zachowuje się jak mężczyzna, a nie jak karcący niewinne niewiasty nadęty profesor. Musiała przyznać, że reagował skutecznie a z opiekuńczością wobec niewiasty było mu do twarzy. Lady Malfoy postanowiła więc łaskawie dać mu kredyt zaufania oraz wybaczyć poprzednie oburzające faux pas. Szybko jej mały mózg został zresztą przejęty bardziej palącym tematem: sukniami.
- Okropne są te nowe trendy. Odsłanianie łydek, co jeszcze? Może suknie bez rękawów? Albo prześwitujące materiały na dekolcie? – zaperzyła się, tracąc samokontrolę nad udaniem obrażonej i zdystansowanej. Moda wzbudzała w niej duże emocje, a jeśli przy okazji można było skrytykować czyjeś ubraniowe wybory, tym lepiej. Rumieńce wróciły na pobladłą buzię szlachcianki, a oczy znów rozbłysły zainteresowaniem. Chętnie perorowałaby dalej, lecz spostrzegła, że w ich stronę zmierza gwiazda wieczoru, lady Primrose we własnej, skromnej wyglądowo osobie. Cordelia zacisnęła usta w ciup, westchnęła, po czym posłała występującej szlachciance przyjazny uśmiech. – Jakże mogłabym przegapić takie wydarzenie, uwielbiam działalność charytatywną, a moja rodzina zawsze bierze udział w działaniach na rzecz naszego czarodziejskiego społeczeństwa– odparła gładko, miękko i tonem tak czarującym, że nawet ta okrągła wypowiedź brzmiała w jej ustach naturalnie. – Twój występ oczarował publikę, lady Primrose. Prezentowałaś się wprost – urwała na moment, rzucając spojrzenie Aquili; trochę wyzywające, trochę uspokajające – zjawiskowo – skinęła głową z uznaniem, w myślach tylko dodając, że zjawiska są niekoniecznie ładne. Taka burza: ponura i brzydka, ale bez wątpienia zjawiskowa. A niektórzy nawet lubili te całe grzmoty i wilgoć. Widocznie Burke’owie mieli specyficzne pojęcie urody, jasne brwi dziewczyny lekko się uniosły, gdy usłyszała, że Prim nazywa Craiga przystojnym, lecz nie zmieniła wyrazu twarzy na tyle gwałtownie, by zostało to zauważone. Sięgnęła po kieliszek z wodą, upijając łyczek i wsłuchując się w dalsze atrakcje wieczoru. Licytacja! Jak wspaniale! Prawie klasnęłaby w ręce, ale nie wypadało się tak entuzjazmować. Zresztą, zupełnie nie znała się na pieniądzach, zostawiała więc tę rozrywkę bratu oraz starszym siostrom, mając nadzieję, że upolują dla siebie coś na tyle wyjątkowego, że wzbudzi to zazdrość każdego gościa Wilton. Na razie spojrzała znad kieliszka na Edwarda, uśmiechając się do niego nieśmiało. – Ma lord coś ciekawego na oku? – zagadnęła łagodnie, mając na myśli oczywiście tylko licytację, a nie coś lub kogoś innego.

jakkogośpominęłamprzepraszam
Cordelia Malfoy
Zawód : Arystokratka, córka swego ojca
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
pretty shiny thing
OPCM : 3
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9354-cordelia-armanda-malfoy https://www.morsmordre.net/t9413-ksiezniczka#286128 https://www.morsmordre.net/t9414-sweet-summer-child https://www.morsmordre.net/f383-wiltshire-wilton-rezydencja-rodu-malfoy https://www.morsmordre.net/t10314-skrytka-bankowa-nr-2152#311771 https://www.morsmordre.net/t10138-cordelia-armanda-malfoy#307321
Re: Palarnia opium [odnośnik]13.05.21 16:49
Na początku nawet bawiło ją całe zamieszanie, które wywołała tym, że zasiadła przy stole razem z Mathieu. Był to stan przyjemnego chaosu, który najwyraźniej im obojgu sprawiał radość. Niemniej martwiła się równocześnie nieobecnością brata. Doskonale wiedziała, w jakim stanie się obecnie znajduje, jednak sądziła, że dla świętego spokoju zjawi się na koncercie. Głównie po to, żeby właśnie uniknąć niewygodnych pytań po samym koncercie. Najwyraźniej jednak nie był w stanie… Porozmawia z nim w domu. Ale teraz chciała się skupić na koncercie przynajmniej częściowo. No dobrze… koncercie i Lordzie Rosier, który nieustannie przykuwał jej wzrok. Była dzisiaj reprezentacją rodu Carrow i tylko Merlin raczy wiedzieć, jak ten koncert wpłynie na postrzeganie ich rodu przez resztę śmietanki. Nie zamierzała robić do żadnych z byłych koleżanek wycieczek personalnych. Wręcz przeciwnie — uśmiechała się uprzejmie, chociaż był to uśmiech zdecydowanie zarezerwowany na salony — jej także ciążyła śmierć Francisa, ale skoro nawet Evandra tutaj była, to mogła chyba znaleźć dla swojego sumienia jakieś usprawiedliwienia.
Dlatego, gdy Mathieu stwierdził, przynajmniej tak dość ogólnikowo, że i jemu jej towarzystwo jest miłe, uśmiechnęła się. Nie ma co udawać, że nie dostrzegała tego, że Lord Rosier jest mężczyzną niezwykle przystojnym, więc patrzenie na niego było czystą przyjemnością, ale właśnie ich słowne gierki dostarczały jej rozrywki na tym koncercie — oprócz muzyki rzecz jasna. Upiła łyk drinka, podczas gdy siedzący po obu jej stronach mężczyźni rozmawiali o ranach, jakie odniósł Mathieu. Wspomniał jej o tym podczas ich pierwszego spotkania, gdy to nie mógł podjąć jej wyzwania w wyścigu. Na samą myśl tego, do czego zobowiązał się w zamian, musiała się uśmiechnąć.
Z zamyślenia wyrwał ją głos Lady Rosier, która była dla niej niezwykle uprzejma. Calypso nigdy nie była zwolenniczką chowania urazów rodowych — po co mieć starych wrogów, skoro sama była mistrzynią w tym, żeby pozyskiwać nowych. Niemniej jednak już od dawna nie bawiła się w niemądre sprzeczki. Ceniła sobie bardziej dyskusje, chociaż w jej głowie nadal mogłaby wyzwać na pojedynek szermierczy kogoś, kto by próbował obrazić ją i jej rodzinę. A wyglądało na to, że wielu dziś zwróciło uwagę na brak Aresa.
Niemniej jednak lady Rosier wydawała się uprzejma, więc Calypso nie widziała powodu, by nie zachować się z wzajemnością. Nim jednak odpowiedziała Lady, zwróciła się do obu mężczyzn przy jej stoliku. - Lordzie Rosier… Pozwolę sobie zaproponować krótką zmianę miejsca — porozmawiam wtedy z Lady Rosier, a Lordowie nie będą musieli dyskutować nad moimi kolanami. - Uśmiechnęła się do mężczyzn.
Ujęła również drink w dłoń, ale kiedy tylko wzięła łyk, przed jej oczami pojawiły się mroczki. Potrzebowała chwili i kilkunastu mrugnięć, żeby nieco opanować skutki opium. Nie była pijana, bo wciąż sączyła pierwszy drink. To musiały być opary tego całego opium.
Mogąc teraz swobodniej rozmawiać z Lady Melisandre Rosier, zwróciła się do niej, chociaż twarz jej była jakby osnutą mgłą.
- Dziękuję Lady… Ma się wręcz świetnie. Na wiosnę z miłą chęcią zaproszę Lady na teren hodowli. Ostatniej wiosny przyszło na świat niezwykłe źrebię i zaręczam, że nigdzie indziej takiego Lady nie zobaczy. - Zaproszenie nie było jedynie grzecznościowe. W ostatnim czasie Calypso sama wybrała się przecież na zwiedzanie hodowli na ziemiach Kent. Nie było w tym żadnego podstępu, a uprzejma dyskusja prowadzona do momentu, aż znów nie zabrzmi muzyka. Była jednocześnie ciekawa, co się stało z nauczycielem z Hogwartu. Miała szczerą nadzieję, że całe zamieszanie zostanie szybko wyjaśnione, bo lubiła jego lekcje, a sam przedmiot uważała za jeden z ciekawszych.
Zwróciła po chwili uwagę, że mężczyźni przerwali lub zakończyli rozmowę, więc zwróciła swoją uwagę na Mathieu.
- Nie umknęło mojej uwadze Lordzie Rosier, że nadal doskwiera Lordowi ból… Jeśli będzie to Lordowi bardziej na rękę, to może wizytę w rezerwacie przeniesiemy na cieplejsze miesiące? Słyszałam, że chłód niekorzystnie wpływa na zdrowie. - Miała na myśli oczywiście jego zaproszenie do rezerwatu smoków. Czy jednak powinna była wspominać o tym przy stole pełnym jego rodziny i przyjaciół? No cóż… Nie przekona się o skutkach, dopóki nie sprawi przyczyny.

rzut na efekt opium z alkoholem

Proponuje zamianę miejsc z Lordem Rosier, żeby mógł siedzieć obok Lorda Shafiq

Przepraszam jeśli kogoś pominęłam



Calypso Carrow


But he that dares not grasp the thorn
should never crave the rose

Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672
Re: Palarnia opium [odnośnik]13.05.21 21:58
Rigel nie skomentował słów Tristana, dotyczących Craiga. Nie był to czas ani miejsce, żeby zaczynać rozmowę i snuć przypuszczenia co do stanu zdrowia wszystkich, którzy byli na misji razem z Alphardem. Black w ogóle zdecydował, że nie będzie dawać po sobie poznać, że wie więcej, niż zostało powiedziane oficjalnie. Dlatego z pewną ulgą przyjął zmianę tematu rozmowy, kiedy ta wyraźnie skręciła w stronę żyjątek morskich.
-To bardzo ciekawe, lordzie Rosier. - powiedział, unosząc lekko brwi. - Byłoby cudownie, jeśli by można było popatrzeć na nie… ot, chociażby w akwarium. Czy można je tam trzymać?
Chwile się zamyślił, wpatrując się w swój kieliszek.
-Szkoda, że wiele cudownych stworzeń, tak szybko umiera, kiedy trafia do niewoli.
O ile nie urodziły się w niewoli i nie znają innego życia. Ludzie w wielu aspektach przypominają zwierzęta, ale również i tego tematu wolał nie poruszać. Z nieznajomymi osobami ciężko jest rozmawiać na filozoficzne tematy, szczególnie kiedy rozmyślania mogą zostać zrozumiane w niewłaściwy sposób.
-Właściwie, to tak. - przytaknął. - Zawsze interesowało to, jak działa świat i ludzie.
Rozmowa ponownie weszła na tory raczej mało interesujące dla reszty osób, zebranych przy stole. Dobrze, że kelnerzy roznosili alkohol.
-Dobrze słyszeć, że już jest spokojniej. - Rigel wolałby zająć się jedzeniem niż odpowiadać na kolejne pytania. Niestety, przerwa jeszcze trwała i do tego czas zaczął się rozciągać, jak jakaś gumiasta substancja.
-Byłem wsparciem dla swojego brata. Wiem, że to jest zupełnie co innego, niż bycie na pierwszej linii, ale to również jest potrzebne. - tu zerknął na Evandre. Black nie wiedział, jak inni Rycerze traktują tych, którzy chcą być dla nich wsparciem. Czy szanują to? Doceniają?
-Teraz sytuacja się zmieniła.
Na szczęście w końcu rozbrzmiała muzyka. Melodia płynęła po sali, sprawiając, że rozpoczęte rozmowy, zaczynały milknąć. Rigel również postarał się wyłączyć i skupić na muzyce. Na szczęście udało się odrobinę zaspokoić głód, przez co wrażenie pustego żołądka więcej nie rozpraszało. Niestety, czy to przez stres, czy poprzez chroniczne niewyspanie nagle poczuł się słabo, jakby nagle ktoś mocno chwycił go aż za same płuca.
Chwilę mu zajęło, żeby ponownie złapać oddech. Rzucił też szybkie spojrzenie czy inni przy stole coś zauważyli.
Czy Rosier… śpi?
Szybko ukrył uśmiech w szklance z resztką drinka, gdyż wolał nie ryzykować, że bystre oko nestora Polluxa wyłapie, że jego syn wydaje się zbyt szczęśliwy.
Dobrze się złożyło, że w tym samym czasie podeszła Primrose i uśmiech stał się czymś bardzo na miejscu.
-To było przecudne! Masz naprawdę wielki talent. - pochwalił wylewnie przyjaciółkę. Rigel miał wrażenie, że za cokolwiek Prim by się nie brał, dosłownie wszystko wychodziło jej bardzo dobrze.
-Magia bywa kapryśna. - zwrócił się do Evandry. - Ale to dobrze, że nic mu się nie stało.
Na słowa o Aresie ponownie spojrzał gdzieś na dno swojej szklanki. Teraz to dopiero roznoszą się plotki… i na bank będzie z tego ogromny skandal. Ludzie już szepczą po kątach.
Było trudno, ale za wszelką cenę Rigel starał się sprawiać pozory, że wszystko jest w porządku. Tym bardziej że do ich stolika podeszli Eurydyka i Leander, z którymi przywitał się przyjacielskimi uśmiechem.

opium
sorry za spóźnienie Sad jak o kimś zapomniałam, to też sorry


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Palarnia opium [odnośnik]13.05.21 22:07
Wrzucił ciężkie monety do drewnianej skrzyneczki, korzystając z okazji, by lepiej przyjrzeć się sali. Zauważył wśród obecnych kilka nieznanych twarzy, ale nie był pewny czy faktycznie nie miał jeszcze okazji ich poznać czy po prostu dzisiaj ich nie pamiętał. Przez ostatni miesiąc nauczył się mniej więcej (częściej mniej niż więcej) żyć ze swoją dolegliwością. Nie potrafił walczyć ze swoimi wizjami i utratą pamięci, tym bardziej nie był w stanie im przeciwdziałać. Niemniej czasem udawało mu się je przewidzieć – nie miały żadnych konkretnych objawów, ciężko było to wszystko opisać, ale zdarzało mu się czuć, że coś jest nie tak. Tak jak dzisiaj – nie był do końca sobą, nie potrafił chodzić między stolikami i rozmawiać z gośćmi, dlatego cieszył się, że to Xavier i Primrose są w pełni odpowiedzialni za ten koncert. Dzięki temu on mógł po prostu być, niczym eksponat w muzeum, który trzeba odhaczyć. Choć miał nadzieję, że jego nieobecność nie wzbudziłaby większego skandalu – łudził się, że mrukliwa renoma Burke'ów trochę by go usprawiedliwiła.
Ledwie wrzucił pieniądze do skrzyneczki, kiedy ze sceny rozległ się głos, zwiastujący początek licytacji. Kule z Ottosdal... Widział je ostatnio w sklepie, ale nie sądził, że zostaną wykorzystane na dzisiejszym koncercie. Nie był pewny czy ich potrzebuje, pewnie w normalnej sytuacji by ich nie licytował, ale w dzisiejszym koncercie nie o przydatność tu chodziło. Podniósł dłoń, podbijając stawkę o dwadzieścia galeonów, zmierzając z powrotem w stronę swojego stolika. Wtedy usłyszał za sobą kobiecy głos – oho, ktoś podchwycił zabawę. Zerknął na sąsiednie stoliki, zastanawiając się który z gości przebije zaproponowaną ofertę. Kule brzmiały jak ciekawy artefakt, szczególnie dla kogoś, kto nie posiadał ich zbyt wiele. Każdy taki gadżet fascynował, przynajmniej jego, ale nazwałby to po prostu skrzywieniem zawodowym. Sam w tym czasie chwycił za niewielką tabliczkę, która już wcześniej leżała przygotowana na stoliku. Zaczął nią cicho stukać o blat, ten rytmiczny dźwięk nieco uspokajał jego skołatane myśli. Senność już minęła.

Wracam na swoje miejsce


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 30
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 31
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Palarnia opium [odnośnik]14.05.21 1:21
Skinął głową, dziękując Evandrze za wyjaśnienia, powiązania profesora z dworem wyspy Wight były interesujące, choć nie powinny być zaskakujące; ktoś podobnej renomy naukowej z całą pewnością pochodził z równie renomowanej rodziny. Przeciągnął za spojrzeniem małżonki ku twarzy Primrose, kiedy wzięła w obronę Aresa i nawet nie mrugną, gdy wspomniała o tajemniczym odejściu, ktoś, kto nigdy nie istniał, nie mógł budzić emocji ani tym bardziej reakcji. Zastanawiała go słabość tego człowieka, gdy w obliczeniu tragedii znikał w żałości za zdrajcą, gdy jego narzeczona usiłowała przysłużyć się sprawie. Występ w kameralnym, ale zaszczytnym gronie wymagał odwagi. Evandra miała w sobie zbyt dużo wyrozumiałości, ale widział w tym słabość kobiecej natury.
Skinięciem głowy powitał młodziutką dziewczynę - Eurydice - która znalazła się przy ich stole, a której nie potrafił skojarzyć z żadnym nazwiskiem, sytuację rozjaśniła sylwetka Leandra, który towarzyszył zapewne krewniaczce.
- Skądże - odpowiedział jej bez krzty zawahania. - Prawdę powiedziawszy wszyscy tu pozostajemy pod wpływem tego uroku - zapewnił ją, po części szczerze, po części z przekorą niedostrzegalną dla obcego ucha, rozdarty gdzieś między talentem Primrose i imponującą prezencją Evandry a odważnym strojem Octavii. - Naturalnie - odpowiedział na słowa lorda Notta. - Co myślicie o kulach? - Idąc za myślą Leandra zwrócił się do obu mężczyzn. - Wydają się dość toporne, Evandro? - Czy jego żona życzyła sobie podobnego bibelotu? - Po prawdzie liczę na coś, co będzie niosło większy przekaz artystyczny, nawet jeśli to pamięć o kolebce naszego świata - wyznał, tonem lekkiej pogawędki, bo taką też była. - Wiadomo, ile przedmiotów będzie licytowanych? - zwrócił się do stolika jako takiego, zastanawiając się nad tym, na ile powinien wykazać cierpliwość.  
Skinął głową Primrose, gdy podziękowała za komplementy, koncentrując się w pełni na wyznaniach skrzypaczki. W grzecznościowej rozmowie radziła sobie nie gorzej, niż na scenie, dbając tak o dobór słów, jak o maniery. Jeśli chciała wybić się w towarzystwie, dziś pokazała się od najlepszej strony z pełnym sukcesem - co mogłoby chyba zacząć niepokoić wielkiego nieobecnego. Rząd konkurów rósł, gdy rosła i dostępna stawka. Roześmiał się, uprzejmie, nie kpiąco, na żywiołową ocenę występu wystosowaną przez Octavię. - Zatem niech zachwyt lady Lestrange przemówi również w naszym imieniu - czy miała w oczach łzy? dość to zaskakujące, musiał przyznać, on przysypiał - Wiszuję raz jeszcze, lady Burke - Pożegnał ją skinięciem głowy, gdy odeszła zabawić kolejnych gości.
Kiedy Rigel podniósł kwestię akwarystyki, Tristan umilkł, przez moment przyglądając się jego twarzy z powagą wypisaną na własnej. Odzyskał głos dość prędko, odpowiadając na zadane pytanie:
- Ależ tak - przytaknął - nie byłoby to może najbardziej pasjonujące akwarium do obserwacji, ale jakże ciekawe w swojej unikalności. Małże przejawiają znikomą aktywność tak dzienną jak nocną, trzeba się też liczyć ze zobowiązaniem na całe życie, żyją bowiem niewiele krócej od czarodziejów - Co prawda szansa na to, by małże były w stanie przywiązać się do swoich właścicieli wydawała się raczej niewielka, ale Tristan wciąż zachowywał powagę. - Trzeba też baczyć na ich towarzystwo. Często zdarza się, że są umieszczane w tych samych zbiornikach z innymi stworzeniami, co może doprowadzić do koszmarnej tragedii. Krwawa Helena - gatunek cenionego ozdobnego ślimaka - bez problemu upoluje małża, ale jeśli w tym dynamicznym boju małż okaże się szybszy, może zdążyć zamknąć muszlę - Wyciągnął dłoń do brody, przecierając ją w zamyśleniu, nie odejmując spojrzenia od twarzy Rigela, snując ten osobliwy wywód nie mrugnął ani razu. - A wtedy uszkodzi Krwawej Helenie trąbkę - oznajmił, z powagą, wyraźnie oczekując reakcji na tę krzywdę. Najwyraźniej powściągliwość arystokraty wynikająca z obawy wejścia na minę nieszczególnie go przekonała - i nie dawał za wygraną. - Przepada pan za akwarystyką, lordzie Nott? - zapytał Leandra, jakby pytał o pogodę za oknem lub coś równie codziennego.
- Lordzie Black, zwierzęta jak ludzie oczekują wolności. Niewola nigdy jej nie zastąpi, bo zawsze ogranicza, niekiedy jednak stanowi jednak mniejsze zło. Zostaliśmy zmuszeni, by odizolować gatunki w pomniejszych rezerwatach, bo rozrastające się siedliska mugoli nie pozwalały na ich dalszy żywot. Zaczęli wycinać lasy, zanieczyszczać środowisko, niszczyć ziemię z dokładnością wyjątkowo wyrafinowanego pasożyta. Tymczasem, kto daje nam prawo osądzić, że te szkodniki mają większe prawo do życia od majestatycznych smoków lub pięknych jednorożców? - Naturalnie, że ludzie przypominali zwierzęta. Spętani normami społecznymi jak kajdanami i kagańcami w ramach cywilizacyjnej tresury zajęli swoje miejsca w społeczeństwie, swoją drogą, w społeczeństwie znacznie gorzej zorganizowanym niż doskonałe formacje owadów społecznych. Pobieżnie spojrzał na Leandra, ciekaw, co i on miał do powiedzenia w tym temacie. W przeciwieństwie do Rigela pojmował przecież sens toczącej się walki, czynnie w niej uczestnicząc. - Niewola nie będzie potrzebna, gdy te stworzenia będą mogły żyć na wolności prawdziwie wolno. Powszechnie. Kiedy jednorożce wrócą do angielskich lasów - Na tyle gromadnie, by ich obserwacja nie stanowiła problemu. Kodeks Tajności nakazywał je ukrywać, bo mugole zagrażali ich istnieniu. Lecz skoro tak - które z nich należało wyeliminować z przestrzeni? - I czego dowiedział się pan o ludziach, lordzie Black? - dopytał, kiedy wspomniał o Departamencie i swoich motywacjach. Niechęć do rozmowy Rigel zdawał się mieć wypisaną na twarzy, ale Tristan wcale nie sprawiał wrażenia, jakby ten fakt odnotował.
Wsparciem dla Alpharda: czyżby? Wsparciem była mu żona, to dobre dla kobiet, czy jego starszy brat rzeczywiście potrzebował trzymania go za rękę? Nie był pewien, co Rigel miał na myśli, mówiąc o wsparciu, chwycił się ostatniej myśli: przyszedł czas na zmiany. Ktoś musiał reprezentować Blacków w toczącym się konflikcie, czy on, Rigel Black, był do tego zdolny? Słyszał westchnienie Octavii, ale i tym razem w zasadzie żaden grymas jego twarzy o tym nie świadczył.
- Czy za zmianą sytuacji pójdą inne zmiany? - zapytał wprost, nie odpisał na list, który otrzymał przed koncertem, bo nie był pewien, co odpisać powinien. Miał pewne jasno określone wymagania, które, biorąc pod uwagę jego pozycję i pozycję jego rodziny, były raczej łatwe do przewidzenia. Na jego twarzy nie pojawił się uśmiech ani przyjazny gest, wyłącznie powaga.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Palarnia opium  - Page 10 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Palarnia opium [odnośnik]14.05.21 21:50
Atmosfera na sali była dobra. Rozmowy toczyły się swoim rytmem. Zrodziły się nowe plotki, stare nabrały nowych kolorów, było pewne, że nadal będą one na ustach socjety. Ale przecież o to chodziło, takie właśnie wydarzenia sprzyjały rozprzestrzenianiu się takich informacji i pozwala im ewoluować w rożny sposób.
Lady Primrose witała gości, zabawiając ich również krótką rozmową, jak należało. Lady Carrow dzielnie siedziała przy stoliku pełnym róż nie wzruszona tym, jakie stosunki panują między tymi dwoma rodami. Jedni nazwa jej postawę mianem odwagi inni głupoty. Jaka była prawda? Najprawdopodobniej leżała gdzieś po środku. Nie zmieniało to jednak faktu, że z pewnością w żadnym wypadku nie przeszkadzało jej towarzystwo Lorda Rosiera. Ciekawa rozmowa również toczyła się przy stoliku na lewo od sceny, gdzie nestor Rosier wymieniał się zdaniem na temat małży z lordem Blackiem. Czy gdzieś za niby to niewinną rozmową o akwarystyce kryło się jeszcze coś? Może jakieś niedopowiedzenia, o których wiedzieli tylko rozmówcy? No cóż, możliwe, że nigdy się nie dowiemy.
Edgar Burke również wspomógł datkiem sprawę, jednocześnie postanawiając wziąć udział w licytacji. Na początku myślał ze zgarnie pierwsza nagrodę, jednak do aukcji postanowiła dołączyć Lady Black. Nic w tym dziwnego, przecież powszechnie było wiadomo, że jest miłośniczką historii, taki okaz,  który jest kawałem historii, mający prawie 3 miliardy lat było smakowitym kąskiem. Nikt inny nie skusił się by przebić ofertę Lady Black.
I choć Xavier był trochę zawiedziony, licząc, że tak stary i jego zdaniem przydatny artefakt pójdzie za większa kwotę, pokiwał głową i uśmiechnął się łagodnie.
- Lady Black moje gratulacje, w tym momencie wchodzi Pani w posiadanie Kul z Ottosdal. Mam nadzieje, że będą Pani dobrze służyły. - powiedział spokojnie, po czym skinął na kelnera, który zapakował elegancko kule do drewnianego pudełko wykładanego satyną, po czym zaniósł do Lady Aquili.
- Szanowni Państwo, kolejnym przedmiotem, który dla Państwa przygotowaliśmy to Amulet Bes. Udało mi się go znaleźć podczas mojej podróży do Egiptu, a dokładniej w świątyni Bes. W starożytności bóg Bes był domowym bóstwem odstraszającym demony. Amulet ma właściwości uspokajające, niweluje stres, wspomaga skupienie, a przede wszystkim odpędza złe sny. - powiedział spokojnie odkrywając kolejny przedmiot i biorąc go ręki.
Amulet można było używać jako broszki lub wisiorki. Był to czerwony rubin w srebrnej oprawie. - Cena wywoławcza 40 galeonów.

Licytacja odbywa się w szafce zniknięć.
Termin do 16.05 do godziny 22:00.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Palarnia opium  - Page 10 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 10 z 14 Previous  1 ... 6 ... 9, 10, 11, 12, 13, 14  Next

Palarnia opium
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach