Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Palarnia opium
AutorWiadomość
Palarnia opium [odnośnik]27.08.15 0:52
First topic message reminder :

Palarnia opium

★★★
Największe pomieszczenie w piwnicach pod sklepem Borgina & Burke'a. Do palarni można dostać się trzema drogami. przechodząc przez zaplecze sklepu, przez tunele w piwnicach Śmiertelnego Nokturnu oraz przy pomocy sieci fiuu. Drewniany, zdobiony sufit, dźwiga ciężar brylantowych żyrandoli sprowadzonych z najdalszych zakątków świata. Każdy rozpalany jest tylko na okazyjne spotkania. Palarnia liczy sobie kilkanaście stolików otoczonych fotelami obitymi czerwonym materiałem. Pomimo tego, że palarnia znajduje się w piwnicy, sufit jest na tyle wysoki, co umożliwiło stworzenie drewnianego półpiętra. Wystrój zawiera również bar z alkoholem wszelkiej maści. Od czasu do czasu w palarni organizowane są koncerty na żywo.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:46, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Palarnia opium  - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 11:30
Być może właśnie w tym był problem. W monotonii magii, która zdecydowała przerwać ów łańcuch i zadziałać po swojemu. A być może problem leżał w fakcie, że emocje profesora, jego przemyślenia oraz wspomnienia z rana wciąż były niestabilne. Kotłowały się w ciągłej frustracji, wracając do odbytej wówczas rozmowy, która nie tylko tyczyła się ciężkich skutków rzeczywistości, ale również zakończyła się w nieprzyjemny sposób. Wyjście na dwór, poświęcenie godziny na próbę spętania zaklęcia w dziecięcej zabawce miało otrzeźwieć mężczyznę, odciągnąć go od zaprzątania sobie głowy wszystkim, co działo się w ostatnim czasie. Najwyraźniej jednak przecenił swoje umiejętności i cokolwiek wpłynęło na przebieg tworzenia świstoklika, Jayden nie był w stanie zapanować nad kursem magicznego węzła - pozbawionego odpowiedniej linii, równowagi. Znał jego ścieżki. Poznał je dość dobrze przy teorii oraz praktyce stabilizacji sieci kominkowej, lecz równocześnie zdawał sobie dzięki temu sprawę z komplikacji wynikających z ich wielowymiarowości. Jedna ścieżka mogła rozdzielać się w nieskończoną ilość drobniejszych, a ich zadaniem jako naukowców miało stać się wyselekcjonowanie tych szkieletowych. Tych budujących. Na jaką trafił tym razem - nie miał pojęcia? Cięciwa zaklęcia zadrgała, promieniując przez ramię mężczyzny, informując na ułamek sekundy wcześniej o nadchodzącym wypadku. Zbyt krótko jednak aby człowiek mógł zareagować. Tuż przed niespodziewaną teleportacją mały aetonan najprawdopodobniej musiał wyczuć potencjalne zagrożenie, bo zanim Vane zrobił cokolwiek, drewniana zabawka skryła się w rękawie jego płaszcza, by zniknąć wraz z czarodziejem z terenu przed irlandzkim domem i wyrzucić ich w nieznane.
Gwałtowne szarpnięcie przypominało teleportacyjny skok, lecz nie tak stabilny i zbilansowany jak przeniesienie się na życzenie, wywołane wolą użytkownika. Przypominało to teleportacyjną czkawkę i trwało tyle samo czasu, gdy zachodzące na horyzoncie za górami zmieniło się w ostre światło rażące astronoma prosto w twarz. Jayden instynktownie podniósł dłoń, chcąc ochronić się przed nienaturalną jasnością i zmrużył oczy, czując, jak nieprzygotowane na to nerwy emitowały fizyczny ból. Jeszcze zanim jego wzrok dostosował się do nowych okoliczności, słyszał w tle przygłuszoną muzykę, ale większą uwagę zwracał jego własny rękaw, pod którym wyczuwał telepanie się drobnych skrzydeł. - Przestań - rzucił krótkie polecenie, a przerażony aetonan zaprzestał się szarpać, nieśmiało wytykając drewniany łeb na zewnątrz rękawa. Parskając, przepłynął w powietrzu, by osiąść na ramieniu właściciela. Dopiero też wówczas Jay przeniósł wzrok na otaczającą go rzeczywistość - tak odmienną od przestrzeni otaczającej rodzinny dom. Z wyraźnym niezrozumieniem wypisanym na twarz dostrzegł malujące się przed nim sylwetki i twarze, które wciąż pozostawały dziwnie zamglone za ścianą świateł skierowanych w jego stronę. Dość prędko rozszyfrował muzyków, ich instrumenty, zdając sobie sprawę, że przerwał coś niesamowicie wzniosłego. Jako syn pianistki umiał rozpoznać koncertową oprawę, chociaż nie miał bladego pojęcia, czego ów występ mógł dotyczyć. Nie czekając na zaproszenie, przesunął się szybko na skrajny, prawy koniec sceny, by z niej zejść i znaleźć się na parterze z daleka od świateł i przynajmniej starać się zrozumieć, gdzie się znajdował. Skierował jedynie krótkie Przepraszam najmocniej w stronę instrumentalistów. Nie było jednak potrzeby robić jeszcze większego zamieszania, dlatego usunął się w cień, czując palący wstyd i nie wiedząc, jak to wszystko się wydarzyło. Cokolwiek jednak spowodowało jego teleportację, po powrocie do domu Jayden na pewno miał rozłożyć ów wypadkową na czynniki pierwsze, próbując doszukać się znaczenia w numerologicznym rozpisie. Teraz musiał się po prostu przestać pogarszać zamieszanie, które się dokonało i zminimalizować szkody. Jakoś...

|witam zgromadzonych, wyciągamy karteczki


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 12:29
Xavier chciał zamienić kilka słów z przyjacielem, wymienić się uwagami na temat karygodnego zachowania Lorda Carrow’a, bo wiedział, że przy Mathieu nie musi się w żaden sposób powstrzymywać. Jednak zostało mu to w pewien sposób uniemożliwione.
Kiedy usłyszał trzask odruchowo sięgnął dłonią do kieszeni w poszukiwaniu różdżki, jednocześnie rozglądając się bacznie po Sali chcąc zlokalizować zagrożenie. Zagrożenia jednak nie było, ale był nieproszony gość. Aż go zmroziło, jak on śmiał się pojawić na ich koncercie, jak śmiał zepsuć coś co została tak dokładnie, tak szczegółowo przygotowane. Nie wierzył własnym oczom, po raz drugi tego wieczoru i to w bardzo krótkim czasie jego oburzenie prawie sięgnęło zenitu.
- Przepraszam cię Mathieu… - położył na moment dłoń na ramieniu przyjaciela, po czym nie spuszczając wzroku z nieproszonego gościa ruszył przez salę w jego kierunku.
Po drodze złapał kelnera za ramię.
- Mamy intruza, proszę wezwać odpowiednie służby. – powiedział mu konspiracyjnym szeptem, po czym skinął głową by ten działał jak najszybciej.
W kilka sekund, mimo lawirowania między gośćmi, znalazł się przed człowiekiem, który śmiał zakłócić ich wieczór. Potrzebował krótkiej chwili aby zidentyfikować przybysza.
- Profesorze… - powiedział cicho, spokojnie, o dziwo totalnie opanowany – Cieszę się, że Pana widzę, jednak nie przypominam sobie aby Pana nazwisko widniało na liście osób, do których zostały wysłane zaproszenia na dzisiejsze wydarzenie. – spojrzał na mężczyznę twardo.
Nie interesowały go okoliczności dlaczego się tu znalazł, interesowało go to, że w ogóle się tu znalazł. To właśnie była jedna z tych sytuacji, których Xavier nie cierpiał. Zdarzyło się coś czego nie przewidział. Xavier oddychał głęboko, w ten sposób chcąc opanować aktualnie opanowującą go wściekłość.
- Z tego też powodu proszę Pana, aby udał się Pan spokojnie wraz z obsługą w kierunku drzwi. Nie potrzebujemy większego zamieszania, które z pewnością już powstało, po Pana nieoczekiwanym pojawieniu się. – odparł zerkając w kierunku mężczyzny z obsługi, który robił im tutaj niejako za bramkarza.
Mężczyzna podszedł do niego.
- Andrew, proszę skierować Profesora do drzwi. – powiedział opanowanym tonem, chociaż jego oczy doskonale mówiły bramkarzowi, co ma zrobić…ma zabrać go do pomieszczenia, w którym ten poczeka na pojawienie się odpowiednich służb.
Owszem, ich gość był profesorem, ale w obecnych czasach nie można było być niczego pewnym. Zwłaszcza ludzi, więc rutynowa kontrola w niczym nie wadziła. Ostrożności nigdy nie za wiele.
Kiedy Andrew odprowadzał profesora do odpowiedniego pokoju, Xavier wziął kilka głębokich wdechów, po czym wszedł na scenę.
- Szanowni goście, bardzo przepraszam za to małe zamieszanie. Sytuacja jedna została opanowana i na spokojnie możemy na spokojnie i z uśmiechami na twarzach powrócić do naszego koncertu. - powiedział spokojnie patrząc na wszystkich zgromadzonych, z lekkim uśmiechem widniejącym na ustach.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 10 +2
UROKI : 11 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 18 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 14:02
Edgar zasiadł przy stoliku w towarzystwie kilku członków swojej rodziny, nie włączając się w ich dyskusję. Co jakiś czas jedynie kiwał głową lub wydawał z siebie ciche mruknięcia, świadczące o tym, że przysłuchuje się rozmowie, choć tak naprawdę myślami był gdzie indziej. Nie był w stanie skupić się na mowie powitalnej Xaviera, ani tym bardziej na koncercie Primrose i Adeline – ledwie z instrumentów wydobyły się pierwsze dźwięki, kiedy poczuł, że jest na sali zupełnie sam. Rozejrzał się wyraźnie zdezorientowany, od jakiegoś czasu coraz trudniej było mu rozróżniać rzeczywistość od halucynacji czy sennych mar. Wkrótce zniknęła również sala. Edgar poczuł pod stopami miękką trawę, a dźwięki wygrywanego utworu mieszały się ze śpiewem ptaków, lecz ciężkie powietrze pozostało bez zmian: charakterystyczna mieszanka papierosowego dymu z narkotycznymi oparami opium i drogimi perfumami gości. Tylko ta jedna rzecz łączyła go jeszcze z rzeczywistością, podświadomie mocno się jej trzymał. Wtedy usłyszał za plecami śmiech, przez który ciarki przebiegły mu plecach. Momentalnie się odwrócił, żeby ujrzeć odpowiedzialną za niego osobę, wiedział kim ona jest. Czuł to. Ale nikogo nie zobaczył, nie było też już drzew ani miękkiej trawy, ucichły ptaki i muzyka. Znowu znajdował się w palarni, a za jego plecami stał stolik z resztą gości. Dopiero wtedy zauważył, że dołączył do nich Minister. Przywitał się z nim uprzejmym skinieniem głowy, po czym odwrócił się w stronę sceny. Odebrał od kelnera kieliszek z alkoholem, mocno zaciskając wokół niego palce. Nie mógł teraz odpłynąć, nie teraz. Starał się przekierować całą swoją uwagę na siostrę i jej słowa, wciąż był pod wrażeniem tego pomysłu i jego wykonania, a przede wszystkim tego, że jej się chciało. Problemy innych ludzi nigdy nie spędzały mu snu z powiek.
Hm? – Słowa Xaviera wyrwały go z zamyślenia. – Dobrze – dodał niemalże mechanicznie, nie do końca zdając sobie sprawę, co przed chwilą usłyszał. W tamtej chwili lord Carrow nieszczególnie go interesował.
Dopiero nagły trzask i towarzyszące mu zamieszanie na scenie sprawiło, że Edgar ożył. Sięgnął za pazuchę po różdżkę, mierząc wzrokiem nieznajomego mężczyznę, który zdawał się być równie zdezorientowany całym zajściem, co on sam. Widząc jak posłusznie schodzi ze sceny, Edgar pozwolił sobie schować różdżkę z powrotem do kieszeni, żeby nie wzbudzać jeszcze większego niepokoju. Spokojnie wstał od stolika i ruszył w stronę wyjścia, uprzednio pytając kelnera, dokąd zaprowadził intruza. Zerknął na Xaviera, słysząc, że ten kazał wezwać policję – czujne posunięcie, dobrze będzie go sprawdzić, nagła teleportacja na zgromadzenie szlachty w obecności nestorów i samego Ministra Magii była podejrzana. Czy tamta wizja w lesie miała z tym coś wspólnego?
Wtargnął pan na nasz teren, panie... – spojrzał na niego pytająco, oczekując, że mu się przedstawi. – Teraz poniesie pan konsekwencje – dodał, licząc na sprawne przybycie odpowiednich służb. Do tego czasu zamierzał mieć na niego oko.

rzut


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 15:08
Cordelia Armanda Malfoy na Śmiertelnym Nokturnie - coś, co wydawało się do niedawna więcej niż niemożliwe, iściło się w najdziwniejszy ze sposobów. Sama arystokratka nie mogła wyjść z podziwu: nad rodziną Burke, która zaryzykowała organizację wydarzenia w tak brudnym i cieszącym się złą sławą miejscu oraz nad sobą, że w swej łaskawej wspaniałości zgodziła się zaryzykować własnym życiem (bo jakżeby inaczej), aby uświetnić koncert charytatywny swoją nieskromną obecnością. Przed dniem wydarzenia nie spała dwie noce, zdenerwowana i przejęta tym, co mogło czekać na nią w tej krainie mroku i niegodziwości, głucha na racjonalne argumenty piastunek. Dopiero ostra reprymenda, jaką otrzymała od najstarszej siostry, sugerującej jej nieoczytanie (Burke rządzą na Nokturnie, Cordelio, prowadzą tam wspaniały biznes, wstyd, że nie wiesz takich rzeczy!), jakoś przetrawiła cały ten chaos, a obecność rodziny gwarantowała bezpieczeństwo. Oczywiście dalej kręciła nosem na dosłownie wszystko, co stanęło na jej drodze, począwszy od zbyt stromych schodów, przez szatnię, na stałym wzdychaniu nad jakością powietrza skończywszy. Karmazynowe ozdoby oraz piękno pomieszczenia robiły na damie wrażenie, ale nie okazała zadowolenia. Uśmiechała się tylko uprzejmie i nieco przygłupio podczas wszelkich powitań, pozwalając innym Malfoyom, w tym Cronusowi, na czynienie poważniejszych przemów oraz uprzejmości. Podążała za ojcem w stronę wybranego stolika, pilnując, by nie zaczepić suknią o żadne z mijanych krzeseł. Miała na sobie ubranie zdecydowanie zbyt strojne jak na wieczór na Nokturnie: intensywnie szmaragdowa sukienka poprzetykana była srebrzystymi zdobieniami, a ilość biżuterii na piersi i nadgarstkach dziewczyny mogłaby z powodzeniem spłacić dług małego mugolskiego kraju. Mimo to Cordelia nie wyglądała na zachwyconą: mina szlachcianki nie przynosiła wstydu, lecz gdy w końcu zasiadła na krześle, wyglądała na niezbyt zadowoloną. Jedynym pocieszeniem wydawała się obecność Aquili. Odwzajemniła uścisk dłoni, taksując wzrokiem wygląd swej przyjaciółki. - Kochana, czerń ci nie służy, zdecydowanie powinnaś postawić na coś bardziej słonecznego - poradziła troskliwie, wymieniając uprzejmości również z pozostałymi osobami przy stoliku. W końcu, gdy jej spojrzenie padło na lorda Parkinsona, zarumieniła się tak, jakby oglądała co najmniej nagi posąg w muzeum. Wyglądał oszałamiająco, lepiej nawet niż gdy poznała go w czasie pracy, nic więc dziwnego, że zaniemówiła. Zamrugała gwałtownie, będąc na tyle pod wrażeniem elegancji Parkinsona, że nie wdała się w pierwsze towarzyskie konwersacje, zaskakująco cicha. Również pierwsze dźwięki pieśni pogłębiły to wrażenie - Cordelia odetchnęła głęboko, nieświadoma, że wciąga do płuc opium. Zapach był przyjemny, nieco gorzki, ale luksusowy, co nie przeszkadzało później Malfoyównie w uznaniu, że palarnia po prostu śmierdzi. Wsłuchała się w dźwięki, formujące się w obrazy. Dziwne, niepokojące wrażenie zepchnięcia poza rzeczywistość, jakby ktoś zaklął ją w uwięzioną w lesie sarenkę. Drgnęła gwałtownie, przejęta smutkiem i lękiem, zapominając na moment o wrażeniu, jakie zrobił na niej Edward - z tego paskudnego uczucia wybudził ją dopiero znajomy głos. Zjadliwy, słodki, melodyjny, piękny, nienaturalnie piękny: głos Evandry. Tej okropnej półwili, która miała dosłownie wszystko! Cordelia obróciła się gwałtownie na krześle, powracając do tu i teraz akurat przy końcu utworu. Spojrzenie lady Malfoy pognało do stolika naprzeciwko, gdzie lśniące włosy Evandry zdawały się przyciągać uwagę. Usta szlachcianki wykrzywiły się na moment ze złości, ale szybko się rozpogodziła, nie chciała przecież prowokować zmarszczek; zresztą, lord Parkinson zwrócił się do niej bezpośrednio. Pamiętał! Pamiętał ich spotkanie, pamiętał też zapach, który przywdziała także i na ten wieczór.
- Och, są wspaniałe, czuję się w nich jak prawdziwie dojrzała kobieta - odparła szybciutko z ujmującym uśmiechem, naiwnie nieświadoma, że jej słowa mogą mieć drugie, dość nieodpowiednie dno. - Bardziej od lorda Aresa martwi mnie fakt, że chyba widziałam gdzieś na korytarzu szczury. Uwierzycie, szczury! Ale właściwie nic to szokującego, jesteśmy wszak na Nokturnie - zwróciła się szeptem do współtowarzyszy, świadoma, że zajęty występem ojciec jej nie słyszy. Ostatnie słowo wypowiedziała zaś bezgłośnie, tak, jakby przywoływała niegodne przekleństwo. Naprawdę dałaby się pokroić za to, że na schodach przed szatnią mignęło jej coś futerkowatego! - Ale tak, to haniebne zachowanie jak na adoratora. Cóż jednak mówić, Primrose nie jest najpiękniejszą damą na świecie, może lord Carrow się po prostu rozmyślił? - kontynuowała beztrosko, zachwycona możliwością poplotkowania. Lubiła lady Burke - jak większość dam - ale nie uznawała jej za wystarczająco oszałamiającą. Zresztą, najmłodsza lady Malfoy właściwie każdą kobietę uznawała za niewyględną, jak na głupiutką arogantkę przystało. Chętnie ciągnęłaby dalej nieskromne komentarze dotyczące strojów i zachowań, lecz jej uwagę przykuło zamieszanie na scenie. Wysiliła wzrok, by nie umknął jej nawet detal przedstawienia nowego artysty, w którym rozpoznała...pana Jaydena.- To mój profesor, z Hogwartu! Od astrologii! Albo anatomii, nieważne. Nie wiedziałam, że potrafi śpiewać - podzieliła się spostrzeżeniem ze zgromadzonymi przy stoliku, szczerze zdziwiona i zarazem pewna, że profesor Vane lada moment rozpocznie swój szalony recital.

| wybaczcie, że chaos i że pominęłam interakcje, nadrabiam na szybko nieobecność Sad + ćpanie
Cordelia Malfoy
Zawód : Arystokratka, córka swego ojca
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
pretty shiny thing
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9354-cordelia-armanda-malfoy https://www.morsmordre.net/t9413-ksiezniczka#286128 https://www.morsmordre.net/t9414-sweet-summer-child https://www.morsmordre.net/f383-wiltshire-wilton-rezydencja-rodu-malfoy https://www.morsmordre.net/t10314-skrytka-bankowa-nr-2152#311771 https://www.morsmordre.net/t10138-cordelia-armanda-malfoy#307321
Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 15:22
Wraz z pozostałymi zgromadzonymi przywitała brawami wchodzące na scenę artystki. Kiedy zajęły swoje miejsca i popłynęły pierwsze dźwięki Octavia przymknęła nawet oczy, by móc bardziej skupić się na muzyce. I tak jak koncert był doprawdy doskonały tak nieco dziwne uczucie przeszkodziło jej w pewnym momencie. Gdy otworzyła oczy zamiast sali koncertowej dostrzegła swój pokój. Stara, dawno wyrzucona wiolonczela czy dodatki uświadomiły jej jednak, że jest to obraz sprzed dobrych kilku, a nawet kilkunastu lat. Co ważniejsze jednak, nie była w pokoju sama. Ktoś zajmował jej łóżko, jednak nim zdążyła cokolwiek zrobić, a jedynie otworzyć usta by coś powiedzieć pokój rozmył się  a ona znów była przy stoliku obserwując konczący się występ. Dojście do siebie zajęło jej nieco czasu, zdążyła z tym jednak na oklaski dla artystek oraz toasty i szampana. Musiała wziąć nieco większy jego łyk, aby przywrócić typowy sobie humor i już z szerokim uśmiechem odpowiedzieć na pytanie kuzynki.
-Coś cudownego tak jak się spodobałam. Solowi artyści muszą być doskonali w swej sztuce ale to dopiero wspólna gra wymaga współpracy i synchronizacji, a ewentualne potknięcia nie utoną tak łatwo jak w występie całej orkiestry. Duety, tercety i kwartety są zawsze najciekawsze do słuchania - nieco się rozgadała, ale w sumie cóż innego mogło się wydarzyć, kiedy o opinię muzyczna pytało się Lestrange? W końcu jednak się zorientowała, że wypada zamilknąć i dać dojść do głosu innym przy stoliku, w czym pomógł, a jakże, szampan. Doprawdy był to nieoceniony trunek.
Kątem oka dostrzegała mniej lub bardziej dyskretne spojrzenia oraz towarzyszące im ciche szepty. Zamiast jednak spłonąć rumieńcem i próbować się zakryć tym bardziej poprawiła sukienkę. W tej chwili piekła dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze, może lekko, ale przesuwała pewne sztywne i archaiczne standardy, które powinny zniknąć dawno temu. W końcu teraz była to sensacja, ale za drugim, piątym, dziesiątym razem będzie to temat niewarty plotek. A kiedy inna dama przyjdzie w podobnej kreacji nie będzie to takie wydarzenie. A potem kolejna, kolejna... ale do tego trzeba było pierwszego kroku. Drugi powód był już znacznie bardziej krótkowzroczny i miała nadzieję, że jednorazowy. Łatwiej jest plotkować o czymś, co widać tu i teraz niz zeszłych wydarzeniach, nawet poważniejszych. Mały skandalik jest też dużo przyjemniejszy do omawiania niż cięższe tematy. Stąd też kiedy przy stoliku siedziała ona i Evandra to na Octavii skupi się większość uwagi i ja dotyczyć będzie większość plotek. A przynajmniej taką miała szczerą nadzieję.
Rozważała właśnie odejście od stolika by złożyć datek, kiedy na scenie pojawił się... ktoś. Ktoś, kogo chyba nie powinno być. W sumie po atrakcjach jakie mieli przed chwilą można było oczekiwać kolejnych zaskoczeń, ale miny organizatorów nie wskazywały na celowe działanie, a tym bardziej szybkie próby wyprowadzenia nagłego gościa. Jedno trzeba było przyznać, nikt z obecnych nie będzie mógł narzekać na nudę.


Opium
Octavia A. Lestrange
Zawód : Konsultant artystyczny w rodzinnej operze
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Odrobina szaleństwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9793-octavia-lestrange#297025 https://www.morsmordre.net/t9802-nutka#297514 https://www.morsmordre.net/t9801-let-s-play#297510 https://www.morsmordre.net/t9803-skrytka-bankowa-nr-2239#297516 https://www.morsmordre.net/t9804-o-lestrange#297521
Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 17:53
Zasiadając w pierwszym rzędzie, miał niemal doskonały widok na scenę; na dekoracje zdobiące piwnicę sklepu. Nie potrafił odmówić Burke'om swoistego kunsztu, choć miejsce to przypominało Zachary'emu namiastkę czegoś, co zwykło się nazywać nielegalnym, nieuczciwym w stosunku do innych? Zamknięty pokaz jedynie dla elitarnej garstki. Uświetnienie wieczoru przy dźwiękach muzyki. Raptem kilkanaście nut wystarczyło, aby oddał się jej bez reszty. Bezwiednie, bezwolnie. Całkowicie sprzecznie wobec własnej świadomości odpłynął, nienaruszenie obserwując spektakl dłoni, klawiszy fortepianu, smyczka oraz skrzypiec na scenie. Rzadko kiedy muzyka działała na niego w tak dosadny sposób, niemal przeszywając na wskroś niczym bełt wystrzelony z kuszy z ogromną mocą. Nie wiedział, w którym momencie się to stało. Stolik zniknął. Może wcześniej też go tu nie było? Może to wszystko było iluzją, pokazem magii. A może trucizną sączoną nie tyle w ich uszy, co serca?
Parokrotnie zamrugał w zaskoczeniu. Odgłos zza pleców był niewiarygodnie znajomy, lecz nie potrafił przypomnieć sobie, do kogo tak naprawdę należał. Zamglony chłód, wyciszona logika nie utrzymały emocji na wodzy. Złość i gniew ogarnęły go, gdy uzmysłowił sobie, kim był wróg. Nie odwrócił się. Pozostał nieruchomo, dłonie zawijając w pięści na kolanach tak długo, aż ostatnie dźwięki utworu rozbrzmiały w pomieszczeniu. Dopiero po upłynięciu ich wszystko gwałtownie powróciło; głos wroga jedynego słusznego porządku zniknął, a Zachary odetchnął z ulgą. Niezbyt energicznie złożył oklaski wykonawczyniom utworu, choć tej ekspresji raczej nikt nie powinien mieć mu za złe. Nie było to z resztą dla Shafiqa aż tak istotne. Wychował się w zupełnie innych warunkach, które nie sprzyjały nadmiernemu wyrażaniu emocji. Te przeżywał wewnątrz. Marzł. Płonął. Na zewnątrz pozostawał obojętną skorupą nawet, gdy dopadały go skrajności takie jak ta, której doświadczył już przy pierwszym utworze.
Chwilę oddechu złapał w trakcie przemówienia lorda Burke'a. Uważnym spojrzeniem śledził skrzynię na datki, lecz nie zamierzał brnąć w grupkę arystokratów. Wciąż był czas na pozostawienie gestu ze strony Shafiqów. Był nawet gotów to uczynić, lecz wtedy na scenie pojawił się ktoś jeszcze. Zaintrygowany nagłym zdarzeniem, pozostał na zajmowanym miejscu. Spojrzał po pozostałych przy stole. Być może któraś z lady Rosier kojarzyła tego człowieka, może sam Mathieu. Liczył, że mieli jakąś wiedzę na ten temat.


kostka



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 21 +1
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26 +2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 18:32
Był oparciem, idealnym bratem, perfekcyjnie sztucznym arystokratą. Pojawił się tutaj nie dla siebie, ale dla siostry; tej dziwnie onieśmielonej, trochę przygaszonej dostojnością zdarzenia słodkiej istoty przyciskającej się do jego boku. Tajfun energii stał się jakby za sprawą niemożliwego do wypowiedzenia uroku ledwie zefirem wzruszającym taflę jeziora i tylko jej oczy zdradzały co jakiś czas potok myśli, który musiał przelewać się przez umysł Eurydice. Leander zerkał na nią z ukosa w dół – nie za często, żeby nie wyglądać na przewrażliwionego – bez słowa i dawał tyle czasu, ile tylko potrzebowała.
A mimo że przez całą drogę milczał, tuż przed progiem nachylił się nieznacznie nad siostrą, żeby cichym szeptem wypowiedzieć kilka lakonicznych słów:
Wiem, że doskonale dasz sobie radę.
Leniwy, uprzejmy uśmiech skrywał się w nieznacznie uniesionych kącikach warg i gdzieś w błysku oka mężczyzny, kiedy znaleźli się oboje w przyjemnie zaciemnionym, klimatycznym pomieszczeniu wypełnionym gwarem stonowanych rozmów śmietanki towarzyskiej Londynu. Każde wypowiedziane słowo miało odpowiednią intonację, każde powitanie szło w parze z szarmancką mimiką. Przywitał się z gospodarzem, przysłuchał się słowom siostry, a następnie oboje ruszyli w głąb sali, wciąż obok siebie. I tylko ledwie widoczna surowość spojrzenia toczącego się po twarzach zebranych mogła sugerować, że debiutującej na salonach Eurydice należy okazać odpowiedni szacunek.
Stolik wybrali, cóż, niewymagający. Leander przywitał się ze wszystkimi zgodnie z konwenansami, a jeżeli poczuł coś więcej niż tylko uprzejme zainteresowanie rozmową i koncertem charytatywnym – przy powitaniach z jego twarzy nie dało się tego wyczytać. Miał nadzieję, że to był dobry wybór; że Eurydice poczuje się pewniej w gronie kobiet ledwie starszych od niej i ośmieli się na resztę wieczoru, a także na kolejne publiczne pojawienie się w gronie arystokracji.
Nawet jeśli Leander miał przy tym znosić nieco zbyt długie spojrzenia Vivienne Bulstrode posyłane w jego kierunku.
Nawet jeśli sam musiał się od takich spojrzeń siłą woli powstrzymywać.
Wypowiadane frazesy przychodziły mu łatwo, zaś damskich plotek na temat ubioru lady Lestrange nijak nie skomentował. Poświęcił tą chwilę na ponowne, dyskretne zlustrowanie otoczenia i przyglądnięcie się zebranym na uroczystości arystokratom.
Wreszcie zaczął się właściwy koncert. Mający na co dzień kontakt ze sztuką Leander potrafił docenić kunszt. Wiedział, że piękna melodia mogła wzruszyć wrażliwość – o ile wciąż posiadano wrażliwość. Mogła też przy odpowiedniej dozie wyobraźni przenieść słuchającego w miejsce odległe nie tylko w przestrzeni, ale również czasie... Tyle tylko, że zupełnie metaforycznie. Tymczasem świat zakołysał się przyjemnie, światła zdawały się pulsować hipnotyzująco, a dźwięki rozmywać w gęstniejącym powietrzu i Leander nagle znalazł się w miejscu, do którego nigdy nie wracał wspomnieniami. A przynajmniej nie z własnej woli.
Sekundy mijały, dłużąc się niemiłosiernie, a on nie mógł się wyrwać. Nie szarpał się jednak. Tkwił tak w bezruchu, sztywno – gdziekolwiek i na jakkolwiek irracjonalnych zasadach się nie znalazł – i tylko spojrzenie mimowolnie biegało po znajomych aż do bólu ścianach pomieszczenia, które już nie istniało w tym kształcie. Wzrok uciekał na boki, byle tylko nie spocząć na osobie siedzącej na miękkim materacu szerokiego łóżka, którego zapach nagle uderzył go nieprzyjemnie w nozdrza.
Nie mógł patrzeć, nie chciał tego robić, a jednak wiedział, kim jest ów postać. Widział to po pozie, ułożeniu nóg, charakterystycznym sposobie przekrzywienia głowy, nawet jeśli twarz skryta była przed jego wzrokiem całkiem dosłownie. Zdał sobie sprawę, jak bardzo to niemożliwe i wtedy znów znalazł się przy stoliku w półmroku.
Najwyraźniej to nie było tylko jego odczucie; kiedy tylko wizja minęła, natychmiast dostał potrójne potwierdzenie. Swoimi słowami zrobiła to lady Fawley, dziwnym zachowaniem Eurydice, zaś tylko spojrzeniem – na które odpowiedział po raz pierwszy tego wieczora – lady Bulstrode.
Imponująca — odparł swobodnie na pytanie lady Fawley, nawet jeśli w głębi ducha był od swobody bardzo daleko. Spojrzenie przeniósł na siedzącą obok siostrę. — Nie sądzę, raczej zwykła sztuczka. Czy nie przypadła ci do gustu, siostro? — zapytał głosem łagodnym, podszytym przyjaznym rozbawieniem, które miało rozładować stres kumulujący się w słabym spojrzeniu podejrzanie zaszklonych oczu Eurydice.
W międzyczasie Leander sztywnym skinieniem przywołał do siebie służbę, przekazał mężczyźnie wypisany czek i spojrzeniem odprowadził go aż do chwili, w której datek zniknął w specjalnej skrzynce. W międzyczasie powstało jakieś zamieszanie, któremu poświęcił nie więcej niż kilka uderzeń serca. Odwrócił się do stolika w idealnym momencie, żeby kulturalnie się wtrącić w poruszony  przez Vivienne temat.
Masz rację — podjął wręcz niewinnie, znalazłszy przypadkiem świetną okazję do pierwszej gierki mającej urozmaicić ten wieczór. — To z pewnością wielkie emocje dla młodej arystokratki. Czy dobrze wspominasz swój towarzyski debiut, lady? — To pytanie skierował wraz ze spojrzeniem na lady Bulstrode.
Ktoś spostrzegawczy mógłby zauważyć trochę zbyt wyraźny błysk w oku i nieco za ostry uśmiech malujący się na jego twarzy, kiedy lord Nott wypowiadał ów niepozorne słowa dla nieświadomych brzmiące wyłącznie na uprzejme podtrzymanie rozmowy o niczym.

Przepraszam za takie pobieżne opisanie wszystkiego ale chciałam jeszcze dzisiaj dodać ;-; następny post będzie już ogarnięty!
Leander ma przy sobie różdżkę, tutaj rzut na opium
Leander Nott
Zawód : mecenas sztuki, handlarz dziełami sztuki
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
You might think that you can hurt me but the damage has been done.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9796-leander-nott#297151 https://www.morsmordre.net/t9825-vivacity#297951 https://www.morsmordre.net/t9818-i-was-good-but-then-i-quit#297820 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9877-leander-nott#299087
Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 19:54
- Naturalnie. - powtórzyła po siostrze jedno ze słów, a jej wargi mimowolnie, ledwie na krótką chwilę uniosły się w porozumiewawczym uśmiechu. Nie spodziewała się po Fantine właściwie niczego innego. Wiedziała, że najbardziej zadowolona będzie, kiedy sama wybierze miejsce, ona prawdopodobnie zatrzymałaby się bliżej środka. Skinęła jej krótko głową, ruszając kawałek za nią na miejsce. Jeszcze z daleka obserwowała zachowanie kuzyna mrużąc odrobinę oczy, w końcu spoglądając bezpośrednio na kobietę.
- Lady Carrow. - odpowiedziała jej posyłając krótki poprawny uśmiech - Lordzie Shafiq. - przywitała się odpowiednio, częstując mężczyznę krótkim, nienagannym uśmiechem w końcu zajmując wolne miejsce. Poprawiając czarną suknię, skupiając się na Xavierze, kiedy odezwał się z desek sceny. Jasne spojrzenie zawisło na nim uważnie, by później z tym samym skupieniem wsłuchiwać się w wygrywaną melodię. Ale obraz zaczął się zamazywać. Zmieniać. Stawać niewyraźny. I nagle go zobaczyła, jednostkę znajdującą się w oddali, zmierzającą w jej kierunku. Dłoń mimowolnie zacisnęła się na materiale suknie, zgarniając ją, zaciskając tak mocno, że właściwie zbielały jej knykcie. To nie było możliwe, ale była pewna, nie mogła pomylić jasne bladej skóry i okalających ją ciemnych włosów. Złapała powietrze w pierś, która uniosła się mimowolnie, czując jak robi jej się duszno. Z ulgą przyjęła koniec utworu powracając do miejsca w którym znajdowała się wcześniej. Choć twarz pozostała niezmienna, serce nadal obijało się boleśnie w pierś.
- Hm? - krótki pomruk wymknął się z ust, głos i szampan, który wyrwał ją bardziej do realności za sprawą kuzyna przyjęła z niewidoczną dla oka ulgą. Rozprostowała palce puszczając materiał sukni, nie sięgając jeszcze po szampana, uniosła je, by złożyć krótkie oklaski.
- Nie inaczej, lordzie Burke. - potwierdziła, kiedy chwilę później pojawił się obok nich mężczyzna. Odkrywając, że na nowo panuje nad samą sobą, sięgnęła po kieliszek z szampanem mocząc w nim usta.
Nagłe pojawianie się nieznajomej sylwetki na drewnianych deskach przyjęła komentując zmarszczeniem brwi. Nie poruszyła się jednak, czując wzrok Zachary’ego. Wyszła naprzeciw jego tęczówką, ale dostrzegając w nich tak samo niewiele informacji jak sama niosła nie patrzyła na niego zbyt długo.
- Powinniśmy go kojarzyć? - zapytała siostry, kierując ku niej swój wzrok. Była prawie pewna, że twarz była dla niej obca, niepodobna do nikogo kogo znała i kogo powinna pamiętać.  

| zostaje na swoim miejscu, rzut na opium
przepraszam że tak marnie i krótko Embarassed



the whole new world just behind
one breath.

Melisande Rosier
Zawód : badacz-behawiorysta smoków, przyszły dyplomata rezerwatu Kent
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : n/d
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 20:19
Na pomoc dla wdów i sierot, powoli zaczynało to brzmieć jak dziecięca wyliczanka, powtarzana co dnia, bo na wojnie ginęli ludzie. A wojna - tak naprawdę dopiero się zaczynała. I niosła spustoszenie, które było ceną, jaką musieli ponieść, które było konieczne. Może nie było w tym nic zaskakującego - na kogo mieli je zbierać, na rodziny dezerterów? Bycie siostrą jednego z nich nie niosło wcale chluby. Odcinał od siebie myśl, że w jakiś sposób to on zabił Francisa: poprzez słowa przysięgi, które sam ułożył, ich przełamanie było przecież decyzją szwagra. Przygaszone spojrzenie nie umknęło jego uwadze, choć Evandra nawet w takim stanie zachwycała perfekcyjną prezencją.
- Wygląda na to, że zostałaś szarą eminencją tego koncertu. Czujesz dumę? - zapytał żony, tonem lekkiej pogawędki, nim jeszcze uroczystości zostały dopięte. Primrose była częstym gościem Evandry, z pewnym zaskoczeniem przyjął, że była początkująca.
Skinięciem głowy powitał Rigela, który wkrótce znalazł się przy ich stoliku. Po prawdzie niewiele poświęcał mu dotąd uwagi, wiedział, że był bliski Evandrze, choć niewiele nadto. Wydawał się dotychczas skryty cieniem starszych braci, jeden z tych cieni zniknął: czy najmłodszy z nich był dość dobry, by ponieść ciężką schedę Alpharda? Z pewnością próbował się tego podjąć, o czym świadczył ostatni list, który od niego otrzymał. Wkrótce dołączyła do nich również Octavia, uchwyciwszy dłoń, którą podała, nachylił się ku tej dłoni, by musnąć powietrze nad nią ustami.
- Ależ zapraszamy - gestem zachęcił jej do zajęcia miejsca przy stoliku, jego spojrzenie omsknęło się o jej nieco zbyt krótką suknię, brew powędrowała wyżej. Nie była to bynajmniej ceremonia adekwatna na podobne ekscesy, choć pewnie jeszcze dwa lata temu uniósłby na jej widok kącik jest z rozbawieniem. Kiedy między stolikami pojawili się kelnerzy, zdjął z tacy dwa kielichy szampana, jeden z nich stawiając przed Evandrą. Występ rzeczywiście wyszedł jej dość płynnie, pomimo prostoty melodii uznał ten czas za przyjemnie spędzony - a może uznałby, gdyby nie wizje, które nawiedziły go wkrótce potem; jego komnaty, kiedy był młodym chłopcem, prędko przeobraziły się we francuskie dormitorium Bexubatons, łózko z baldachem obleczone elegancką błękitną pościelą zajmowała dziewczyna, jej twarz była skryta w dłoniach, zakryta kurtyną ciemnych włosów barwą bliźniaczą do barwy włosów Fantine. Marianne? Jego dłoń drgnęła w przód, do niej, natrafiwszy na ramię Evandry w momencie, w którym z przestrachem oglądała się na niego; jej duże oczy zeszły się z jego, nieznacznie mniej zlęknionymi. To tylko mara, zły sen, nic się w tym nie zgadzało. W zmieszaniu chwycił kieliszek szampana, by wznieść toast zaintonowany przez artystkę i upić łyk, pozwalając orzeźwić się chłodnemu alkoholowi. Potrzebował chwili, by dojść do siebie, ale jego małżonka doskonale sobie radziła z przerwaniem ciszy, jaka zapadła nad stołem, by finalnie wychwycić strzępy wypowiedzi Octavii.
- Duety, tercety czy kwartety są w takim razie najtrudniejsze? - zapytał, w jego głosie mniej jednak wybrzmiewało artystyczne zacięcie i rzeczywista ciekawość świata, co lekki ton pogawędki. Ciekaw był jej zdania, a mądrych w temacie zawsze warto było posłuchać. - Opowiesz nam więcej o tym utworze? - zapytał, przenosząc spojrzenie na Rigela. Po prawdzie jego - jako czarodzieja - miał powody ciekaw być najbardziej. Nie umknęło mu zagadkowe napięcie towarzyszące tej ceremonii, którego znaczenia nie rozszyfrował. - A pan, lordzie Black, przepada pan za muzyką? - zapytał, i choć jego ton pozostał taki sam, to znaczenia nabrał zgoła innego; dziś wszystko, co mówił, miało mówić o nim samym.
Ze szczerym zaskoczeniem przekierował spojrzenie na centralny punkt sali, zastanawiając się, czy czarodziej, który się na niej pojawił, był kolejną atrakcją, czy jeszcze jedną marą przywianą przez narkotyczne opary. Odpowiedź przyszła sama, gdy gospodarze ruszyli z interwencją, czyniąc to zdarzenie znacznie mniej interesującym, niż pierwotnie się zapowiadało.

3



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 06.05.21 10:27, w całości zmieniany 1 raz
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

o b e y

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Palarnia opium  - Page 7 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 20:39
Była pewna obaw, gdy podążali ponurą i brzydką ulicą Śmiertelnego Nokturnu co do zaplanowanego wydarzenia. Ród Burke, cóż... nie słynął z szampańskich przyjęć i sabatów, a urządzając koncert charytatywny w miejscu słynącym z czarnej magii składali obietnicę niezapomnianych wrażeń, lecz Fantine miała wątpliwości, czy aby na pewno wpasują się w gust jej i pozostałej części magicznej socjety... Musiała jednak przyznać, że eleganckie wnętrze palarni opium zrobiło na niej wrażenie, tak jak i cała oprawa koncertu, który miała lada chwila się rozpocząć. Z ciekawością rozejrzała się po sali, szukając wzrokiem znajomych twarzy, a widząc samego Ministra Magii i wiele innych, szlachetnie urodzonych dam poczuła się nieco pewniej.
- Dziękuję, lady Carrow - odpowiedziała, nieco wyżej unosząc podbródek - oczywiste, że miała niezwykłą kreację. - To zasługa mego drogiego kuzyna, lorda Parkinsona. Edward jest niezwykle utalentowanym wizjonerem - pochwaliła krewnego, spoglądając w jego stronę i posyłając mu słodki uśmiech. Mało które suknie nosiła tak chętnie jak te jakie powstały z jego projektu. - Lady również prezentuje się pięknie - wyrzekła uprzejmym tonem. Była to prawda, przyznawała ją jednak wyjątkowo niechętnie - nigdy nie była skora, by chwalić kogokolwiek z rodu Carrow. Krytykowała ich przy każdej możliwej okazji, łapała za słówka i wypominała każdą wpadkę - tak jak nieszczęsnej Isabelli, której jedyną winą było wyjście za zdrajcę własnej krwi. Uwagę od córki znienawidzonego rodu odciągnął swoim przybyciem lord Shafiq, gdy zajął miejsce obok. - Lordzie Shafiq, dobry wieczór - rzekła, zerkając nań z ciekawością, badając spojrzeniem egzotyczne rysy twarzy i orientalną szatę - nigdy nie miała okazji, aby poznać bliżej jego, bądź kogokolwiek z jego krewnych. Wydawało jej się, że egipski ród nie zamierza asymilować się z angielską socjetą, trzymali się na dystans - a i ona sama, przez uprzedzenia, nigdy nie dążyła do tego, by dowiedzieć się o nich więcej. Miała w sobie jednak zwykłą kobiecą ciekawość.
Lady Rosier umilkła, kiedy palce Adeline Burke uderzyły w klawisze fortepianu, zaś krewna jej męża, Primrose, dołączyła do niej grając na skrzypcach. Wsłuchała się w melodię i przyznać musiała, że rozbrzmiała wyjątkowo przyjemnie dla ucha jak na dwie amatorki. Zdecydowanie powinna była złożyć gratulacje artystkom, których muzyka wprowadziła ją... w dziwny stan. Czy aby na pewno to była tylko melodia? Fantine poczuła słodki zapach kwiatów, zaś przed jej oczyma pojawił się ogród Chateau Rose. Kroczyła nim w rytm melodii, lecz wtedy na horyzoncie dostrzegła... tamtą kobietę z bezimiennej wyspy nieopodal wybrzeża Dover, gdzie przeszło półtorej roku wcześniej przeżyła prawdziwy koszmar. Kobietę z czerwonymi oczyma i pionowymi źrenicami. Fantine zdusiła okrzyk, unosząc dłoń by zasłonić usta, a jej klatka piersiowa zafalowała niespokojnie. Chciała zerwać się z miejsca, lecz gdy tylko melodia się skończyła, znów znajdowała się w eleganckiej sali palarni opium, a wokół miała siostrę, kuzyna, lady Carrow i lorda Shafiq. Zerknęła niepewnie na Melisande i pod stołem uścisnęła jej dłoń, gdy powstał lord Burke i zaczął przemawiać, wyjaśniając dlaczego właściwie się tu zgromadzili.
Nieszczególnie Fantine obchodziła sytuacja biedniejszych, słowa te nie wywarły na niej wrażenia, nie wzbudziły współczucia. Ważne, że ona i jej krewni byli bezpieczni i tak miało pozostać. Zawsze przecież inni mieli i będą mieć gorzej, czyż nie? Tak już był skonstruowany ten świat. Dobrze to jednak wyglądało, gdy człowiek chociaż udawał, że to go zajmuje - zwłaszcza wspaniale oddziaływało to na reputację młodej damy, dlatego w odpowiednim momencie Fantine wstała z miejsca, aby podejść do skrzyneczki, zaraz za lady Carrow, by wrzucić do niej sporo monet wyjętych z torebki.
Powróciwszy do stołu wygładziła materiał spódnicy i wzięła głęboki oddech, znów biorąc do ręki kieliszek szampana, który wcześniej podał jej Mathieu. Chciała już odpowiedzieć coś na jego słowa o tej wspaniałej inicjatywie, pochwalić ród Burke, gdy w palarni pojawił się ktoś obcy - zerknęła w stronę Jaydena z niepokojem w oczach.
- A jeśli to sabotaż? Tak jak na Connaught Square albo podczas zeszłorocznego szczytu? - wyszeptała zaniepokojona, przenosząc spojrzenie na Mathieu i lorda Shafiq.


wynik kości na opium - 1


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.


Ostatnio zmieniony przez Fantine Rosier dnia 04.05.21 20:42, w całości zmieniany 1 raz
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 20:41
Uspokoił się, dopiero kiedy wybrzmiały pierwsze takty utworu. Cały niepokój oddalał się, odchodził w zapomnienie, zabierany przez muzykę. W końcu Rigel mógł się skupić na innych zmysłach, które obudziły się do życia, kiedy tylko jego umysł przestał pracować na pełnych obrotach, odbijając się od niewidocznych, metafizycznych szklanych ścian. Czarodziej poczuł otulający go gorzki i ciężki zapach… perfum? Nie, to było co innego. Zwróciłby przecież uwagę na coś tak wyrazistego, tak znajomego. Po chwili zapach stał się inny, i już nie drażnił, tylko dusił słodyczą kwiatów. Kojarzył je. Były dokładnie takie same jak te, co znajdowały się w ich szkolnej szklarni. Wtedy zobaczył bezkresną łąkę, usłaną po horyzont kolorowym kwieciem. Gdzieś tam w oddali, gdzie jasne błękitne niebo, dotykało ziemi, stał on. Jasne włosy z rudawym odcieniem błyszczały w słońcu... Mimo dzielącej ich odległości rozpoznał go od razu. Potrzebował sekundy, żeby znów poczuć ból i wstyd, który niczym ostry kolec albo jadowite żądło wbijało się gdzieś głębiej w duszę. Każdego dnia próbował zapomnieć. Wymazać ze swojej pamięci znajome rysy twarzy, brzmienie głosu, zapach. I kiedy już się łudził, że się udało, on powracał, jak duch. Jak świadectwo błędu, o jakim będzie żałować do końca życia.
Zacisnął palce na kieszonkowym zegarku.
Powinien uczyć się na błędach. Powinien…
Obraz rozmył się, jednak Black miał wrażenie, że nadal czuje ten dziwny, słodkawy zapach.
Co to było?
Dźwięk oklasków pomógł odegnać resztki dziwnej wizji.
Trochę z opóźnieniem również przyłączył się do głośnych braw, uśmiechając się ze szczerą radością. Muzyka była jak nie z tego świata. I gdyby ktoś go zapytał, o wrażenia, to zwyczajnie brakłoby mu słów.
-Pozory często mylą. - odpowiedział Evandrze, kątem oka rozglądając się po pomieszczeniu. - To jak z małżami. Kto by pomyślał, że wewnątrz czegoś pokracznego, przypominającego kamień, można odnaleźć piękną perłę.
Słysząc słowa Lorda Rosiera, kiwnął twierdząco głową.
-Oh, tak, bardzo. To jak zaglądanie wprost do duszy i kompozytora, i muzyka na raz. Pomaga poznać historię danej osoby i tym, jaka jest. Żałuję tylko, że los nie obdarzył mnie podobnym talentem, ale cóż. - powiedział spokojnie z przyjaznym uśmiechem na ustach. - Nie można mieć wszystkiego.
Nagle pośrodku sceny z trzaskiem zmaterializował się mężczyzna.
Kolejna wizja ze szkoły?
Przecież nie mogło być tak, że tak po prostu pojawił się tu jego nauczyciel astronomii.
-Pan Profesor? - wypowiedział pytanie, które zaginęło, zagłuszone przez szepty na sali i donośny głos Xaviera.
Kiedy jego szkolny nauczyciel został odprowadzony na zaplecze, wziął w dłoń kieliszek z szampanem i zwrócił się do Octavii.
-A już myślałem, że to również element występu. Ciekawe, co tu się w ogóle wydarzyło.

w oparach absurdu


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 13 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 21:12
- Niestety, nie mogę przypisać sobie tej zasługi. Wszystkim zajmowali się mój brat oraz kuzynka - odparł. Jeśli chodziło o wystrój, stawiał raczej na Xaviera, w końcu to on był gospodarzem w palarni, również na co dzień. Ta dwójka stawała na głowie, by wszystko było perfekcyjnie. Craig niewiele mógł im pomóc, choć gdy mieli do niego jakieś pytania, robił co w jego mocy by ich wesprzeć. Dzięki temu mogli cieszyć się tym wieczorem. A póki co wszystko wyglądało na to, że koncert ten będzie prawdziwym sukcesem.
Nie chciał wdawać się w dłuższe rozmowy, jako że muzyka miała zaraz rozbrzmieć - choć kątem oka bardzo łatwo dostrzegł... dość intrygującą czynność, której poddała się lady Black. Właściwie odrobinę go to zaskoczyło, dlatego odrobinkę uniósł jedną z brwi. Nie powiedział jednak ani słowa, nie zamierzał też jej oceniać. Fakt, że Aquila postanowiła wręczyć mu swoją piersiówkę pod stołem wywołał w nim jeszcze większe zdziwienie. Przyjął ją jednak - choć głównie po to, by móc ją potem oddać. Zawsze był to jakiś pretekst do nawiązania rozmowy. A istotnie, jeśli pokazywali się publicznie razem, były zdecydowanie mniejsze szanse na to, że na horyzoncie pojawi się jakiś inny adorator.
Zdarzało się że Craig słyszał grę Primrose, kiedy przemierzał korytarzami Durham. Oczywiście że tak. Zamczysko było duże, a dźwięk niósł się po nim bardzo dobrze, choć zwykle echo zniekształcało go, przez co nie można było w pełni cieszyć się z wygrywanej melodii. Ale tym razem miał okazję by w końcu posłuchać pięknego duetu. I cóż to było za widowisko! Craig przymknął na moment oczy, ale kiedy je otworzył, zamiast sali palarni ujrzał kwiecistą łąkę - a gdzieś w oddali zamajaczyła mu postać osoby, której nie chciał już nigdy oglądać. Ale nie byli to aurorzy, prze których wylądował w Azkabanie. Nie był to nawet rycerz, który dopuścił się potwornej zdrady. Nie. Była to kobieta. Ta, z którą dzielił łoże przez tyle lat, a która wcale w nie tak dalekiej przeszłości roztrzaskała wszystko dobre, co ich łączyło. Nie chciał jej już oglądać. Miał przed sobą przyszłość, a tuż obok zasiadała ta, która miała, jak wierzył, miała być jej częścią.
Oddychał głęboko, gdy muzyka się skończyła, a wizja zniknęła. Przez moment nawet nie czuł, że kobieca dłoń ściska go za kolano. Gdy się w końcu zorientował, był przez kilka sekund nadal zbyt skołowany, by odczuć i okazać szok spowodowany czynem Aquili - lub by ten czyn docenić. Potrzebował minuty by się ogarnąć, dopiero potem mógł posłać lady Black lekki uśmiech. Cóż, powiedzmy że nie spodziewał się takich atrakcji tego wieczora.
Nieobecność Aresa zaintrygowała również samego Burke'a. Odczuł wyraźną irytację na samą myśl, że Carrow miał czelność nawet nie pokazać się na koncercie, podczas którego jego narzeczona występowała na scenie po raz pierwszy. Już wcześniej nie lubił tego fircyka, a podobnym zachowaniem Carrow zdecydowanie nie zyskiwał w oczach Craiga. Miał tylko nadzieję, że istniało dobre wytłumaczenie dla podobnego zachowania. Eh, gdyby chodziło o kogokolwiek innego, Burke zwyczajnie machnąłby ręką, ale tutaj chodziło o szczęście oraz przyszłość Primrose. Edgar powinien nieco dłużej zastanowić się, zanim oddał rękę swojej jedynej siostry takiemu paniczowi. Stajenny od siedmiu boleści. Niestety, zanim zdołał choćby otworzyć usta, żeby odpowiedzieć Aquili i podzielić się z nią swoimi przemyśleniami na temat lorda z Yorku, do jego uszu dotarły inne słowa. Które z resztą, jeszcze bardziej go rozsierdziły.
- Najsłodsza Cordelio, czy jest coś, czym lady zechciałaby się podzielić ze mną wprost? - mężczyzna zwrócił się do Malfoyówny z wyraźnym chłodem w spojrzeniu. Nikt nie będzie przecież obrażać lokalu należącego do jego rodziny. Nie zamierzał na to pozwolić. Może i znajdowali się na Nokturnie, może też Burke'owie nie należeli do najczęstszych bywalców bali i przyjęć, ale czy ktokolwiek naprawdę miał wątpliwości, że dołożyli wszelkich starań o to, by zapewnić swoim znamienitym gościom luksusowe warunki podczas czerpania radości z koncertu? Byli szlachtą do cholery. Może tym czymś futerkowym, co przemknęło jej pod nogami, był jej własny płaszcz? Albo godność. W przypadku tej drugiej opcji, już raczej nie było szansy na jej odnalezienie. Szczególnie że kontynuowała swoje ploteczki, nadal zupełnie nie zważając, w jakim znajduje się towarzystwie. Bo następne słowa dziewczyny ubodły go mocno. Naprawdę mocno. Doprawdy, co za niewyparzony język! Co za chamstwo i tupet!
- Lady Malfoy, to jest zwyczajna potwarz! Nie wstyd panience na głos obrażać gwiazdę dzisiejszego wieczora? Do tego tuż przy uchu jej bliskiego krewnego? - gdyby tuż obok nie było jej ojca, prawdopodobnie zebrałaby dużo gorszą burdę. Miała szczęście - a może wręcz odwrotnie? Craig miał cichą nadzieję, że Malfoy senior sam ukarze później córkę za tak paskudne plotkowanie.
Co za potworne faux pas!
Atmosfera miała być już zdecydowanie gęsta również podczas dalszej części koncertu, jednakże nagłe pojawienie się jakiegoś nieznanego mu osobnika na środku sceny, odwróciło na moment uwagę Burke'a od bezczelnej, młodej Malfoyówny. Craig, którego nerwy nadal nie były w najlepszej kondycji, odruchowo sięgną ręką za pazuchę - to tam miał ukrytą różdżkę. Nie wyciągnął jej jednak. Okazało się, że Xavier potrafił bardzo szybko opanować sytuację. Craig posłał jednak za intruzem nieprzychylne spojrzenie. Na włócznię Gudrøda, to miał być kulturalny, ekskluzywny i elegancki koncert charytatywny, a już na samym starcie doświadczali takich nieprzewidzianych zdarzeń. Kim był ten mężczyzna? Profesorem...? Jak do ciężkiej cholery się tutaj w ogóle dostał?
- Potrzebuję się napić - stwierdził cicho, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego. Dostał co prawda do ręki kieliszek z szampanem, ale cóż... powiedzmy że potrzebował czegoś mocniejszego. Dlatego też, nie krępując się zbytnio, uznał że pociągnie kilka łyków z piersiówki, którą wcześniej wręczyła mu lady Black.



kość


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 22:14
Koncert trwał w najlepsze, a śmietanka towarzyska, która zebrała się tego wieczora należała do najznamienitszej w całej Anglii. Stoliki zostały zajęte, a po przemówieniu lady Burke rozdano szampana, goście zaś mogli cieszyć się chwilą przerwy. Szmery rozmów, połączone z brzękiem kieliszków, stukotem obcasów, szelestem wieczorowych kreacji tworzył istną symfonię arystokratycznego świata. Pomimo tego, że palarnia mieściła się na ulicy okrytej złą sławą to miejsce należało do ekskluzywnych, o czym świadczył wystrój, dopieszczone detale w zdobieniach i obsługa, która działała jak w idealnie nakręconym zegarku. Rodzina Burke nie należała do tych, którzy brylują na salonach ani biorą udział w głośnych festiwalach, ale kiedy decydowali się na zorganizowanie przedsięwzięcia takiego jakim był chociaż rzeczony koncert dopracowywali każdy szczegół i stawali na wysokości zadania. Datki powoli były wpłacane zarówno przez wspaniałe damy jak i przez znamienitych dżentelmenów. Każdy chciał mieć udział w pomocy czy to z odruchu serca czy wykalkulowanej przebiegłości, aby stworzyć pozory osoby, która w jakiś sposób się przejmuje. Niezależnie od intencji liczył się gest oraz to co mówią mieszkańcy Londynu i okolic. Liczyło się, że to wśród zwykłych mieszkańców pójdzie wieść, że arystokracja nie śpi tylko na pieniądzach, ale pochyla się nad maluczkimi a nad ich bezpieczeństwem czuwają Rycerze Walpurgii wraz z Ministrem Magii na czele. Gdy artystki zniknęły za scenę by przygotować się do kolejnego utworu jeden z pracowników palarni podszedł do sceny i ułożył na niej bukiet białych róż, które w trakcie występu zostały przyniesione na koncert, następnie zniknął za sceną trzymając w dłoni zapieczętowany liścik. Zdawało się, że nic nie może zakłócić dobrze zapowiadającego się koncertu, a jednak nagły trzask przeszył głośno powietrze by na scenie pojawił się niezapowiedziany gość, który był równie zaskoczony co sami goście. Xavier Burke wraz z Edgarem, nestorem rodu zerwali się ze swoich miejsc aby jak najszybciej opanować nagły wypadek. W pomieszczeniu zapanował gwar, a pomiędzy szumem rozmów dało się słyszeć słowa: Profesor oraz Hogwart. Część gości kojarzyła nagłego intruza, który sam z siebie zszedł ze sceny chcąc się jak najszybciej ulotnić. Nim się goście zorientowali został wyprowadzony, a Xavier Burke, jeden z gospodarzy koncertu zapewnił wszystkich, że sytuacja została opanowana. W tym momencie na scenę ponownie wyszły artystki tego wieczoru, a światła przygasły zaś obsługa ponownie ustawiła się pod ścianami czekając aż kolejny utwór wybrzmi.

Repertuar został dokładnie wybrany aby oddawał charakter w jakim się tu zebrali oraz nawiązywał swoją stylistyką do dwóch przedstawicielek rodu, które prezentowały je na scenie.
Adeline ostrożną i powolną nutą rozpoczęła drugi z trzech utworów jaki miał zostać zaprezentowany widowni. Już na samym początku melodia informowała, że tym razem nuty będą sączyły się niespiesznie, a fortepian stanowi jedynie oprawę dla skrzypiec, które będą wieść prym. Ucho, które były zaznajomione z muzyką mogło od razu wyłapać charakterystyczną dla Schuberta manierę budowania napięcia pierwszymi akordami. Skrzypce dołączyły na początku dość nieśmiało i delikatnie, lecz z każdą następującą chwilą ich moc przybierała na sile. Melodia płynęła leniwie i spokojnie niczym mały strumyk na polanie kojąc i uspokajając. To minimalistyczne dzieło wymagało odpowiedniej techniki, tak aby oddać należytą monumentalność utworu, a przy okazji „nie dać się pokonać” powtarzalnym, wieloskładnikowym akordom. Obydwie kobiety idealnie się ze sobą zgrywały, nie było żadnych wahań czy przestojów, a ruchy artystek były ze sobą idealnie zsynchronizowane. Można było rzecz, że poczuły się pewnie na scenie skupiając się całkowicie tylko na tym aby jak najlepiej przekazać emocje jakie towarzyszą w czasie grania. Dźwięki nagle się zerwały, ale nie w sposób drażniący, lecz niczym lekki wiatr, który zwiastuje chwilową zmianę nim wszystko wróci do poprzedniej sekwencji. Wyrównana artykulacja połączona z doskonałym wyczuciem klawiszy dodawały wyjątkowej aury wykonywanym utworom. Bardzo wyraźnie można było zauważyć zróżnicowanie partii akompaniującej z fragmentami solistycznymi. Piękny, ciepły i głęboki dźwięk fortepianu wykazywały dojrzałość emocjonalną pianistki. Potrafiła ona pokazać sugestywnie wiele planów, wykazała się doskonałym wyczuciem polirytmii. Zaś skrzypaczka dodawała energii oraz witalności, która odzwierciedlała poniekąd młody jej wiek i chęć zdobywania oraz poznawania świata. Na samym końcu przeciągły dźwięk skrzypiec i ich delikatne wyciszenie wraz z fortepianem oznajmiły ukończenie utworu. Adeline wraz z Primrose ukłoniły się widowni i ponownie udały się na tyły sceny, aby złapać oddech i przygotować się do ostatniego utworu tego wieczora.

Kelnerzy na ten sygnał znów pojawili się między stolikami tym razem prezentując wielokolorowe drinki jakimi mogli się uraczyć tego wieczora goście koncertu. Na tacach pyszniły się napoje i koktajle od kolorowych i słodkich poprzez kwaśne i wytrawne w wysokich szklanicach. Dźwięk kostek obijających się od szklanych ścianek idealnie współgrał z oklaskami i szeptami pomiędzy zebranymi. Na stołach postawiono również drobne przekąski, które można było zjeść jednym kęsem nie obawiając się pobrudzenia rękawiczek czy też eleganckich kreacji. Przerwa zapowiadała się na dłuższą niż poprzednia, więc goście mogli swobodnie przemieszczać się między stolikami aby prowadzić dyskusje nie tylko dotyczące samego koncertu i artystek, które raczyły ich uszy wspaniałą muzyką ale również innych palących tematów jakie ostatnio pojawiały się na salonach.
Obsługa była na zawołanie każdego, kto tylko potrzebował uzupełnienia kieliszka. Atmosfera stawała się luźniejsza i bardziej swobodna z każdym wypitym drinkiem. Zaś słodkawy zapach opium nadal był obecny choć nikt w tej chwili go nie palił. Osiadał na włosach, ubraniach i wachlarzach niewidzialną powłoką.



Mikromechanika

Kolejny utwór wybrzmiał, a kelnerzy ruszyli z drinkami pomiędzy gośćmi abyście mogli spędzić przyjemnie czas w trakcie kolejnej przerwy.
Drinków jest wiele i to różnych smaków i kolorów. Możecie rzucić kością, jaki drink wam się trafił oraz jak smakuje. Rzut w tej turze nie jest obowiązkowy a dla chętnych. Rzucacie kością k6 w szafce zniknięć na to jaki drink przyniósł wam kelner. Rzut należy zalinkować w poście. Do efektu kości odnosicie się w dowolnie wybranym momencie. Nie macie ograniczenia ilości postów. Nie ma ograniczenia w ilości rzutów na drinki.


Drinki:

|Na odpis macie 72 h, do dnia 7.05 do godziny 20.00, nie ma limitu postów.


I show not your face but your heart's desire


Ostatnio zmieniony przez Ain Eingarp dnia 04.05.21 23:59, w całości zmieniany 1 raz
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Palarnia opium  - Page 7 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 23:57
Nie spodziewał się, że jego pojawienie się pozostanie niezauważone, szczególnie że za swoimi plecami przy fortepianie dostrzegł wyraźnie twarz Adeline Burke, która mignęła mu w chwili prędkiego zejścia z podestu. Nie znał się na konwenansach i zwyczajach arystokratycznych aż tak, ale co nestorowa robiła na scenie? Przed publicznością? Nie miał też czasu zaprzątać sobie tym głowy, gdy przed nim stanął nieznany mu mężczyzna najwidoczniej po chwili rozpoznający w nim hogwarckiego nauczyciela. - Najmocniej przepraszam, ale nawet nie wiem, co tu robię - powiedział jedynie, krótko, by nie przeszkadzać. Nie zamierzał pytać, gdzie był. Przynajmniej jeszcze. Sam chciał zejść gdzieś na bok i gdy usłyszał kolejne słowa, nie protestował. - Rozumiem. - Nie zamierzał się szarpać ani robić widowiska. W sumie chyba było na to już za późno, ale zebrani na sali goście nie wyglądali mu na zbyt... Trzeźwych? Obecnych? Może jednak nie zwracali na niego specjalnie uwagi. Przeszedł więc w odpowiednie miejsce za kolejnym z mężczyzn, zastanawiając się, gdzie go wyrzuciło. Przejechał dłonią w lekko zawirowanych włosach, dostrzegając kątem oka, iż jego mały towarzysz, wciąż usilnie trzymał się jego ramienia, rżąc cicho raz po raz. Cóż... Przynajmniej nie był osamotniony w tej cudacznej wyprawie. Całe szczęście Roselyn tego wieczora miała wolne i została w domu. A przynajmniej słyszał, jak krzątała się po kuchni. Na ten moment Jayden został wyprowadzony z głównej sali i sądził, iż zmierza ku drzwi, gdy po prostu wskazano mu boczny pokój i nakazane w nim zostać. Nie czekał zbyt długo, nim ujrzał brodatą twarz o ciętym spojrzeniu, któremu najwidoczniej musiał się przedstawić. - Vane. Jak rozumiem mam do czynienia z lordem Burke. Najmocniej przepraszam, ale ta teleportacja nie była zamierzona - wyjaśnił, widząc, że jego rozmówca chyba był trochę w innym świecie. Pił? Tym bardziej zamierzał zachować spokój. Ale rozpoznawał go. Stojący przed nim czarodziej definitywnie był mężem lady Adeline, ojcem jego potencjalnych uczennic. Jednym z młodych nestorów ustanowionych przed tragedią w Stonehenge. Astronom nie znał całej szlachty, lecz te rysy mignęły mu swego czasu wśród papierzysk gazetowych rewelacji. I co rozumiał przez ich teren? Czyżby był w Durham? Jak to się stało, że wylądował właśnie tam? Może chodziło o coś związanego z pamięcią miejsca? Tak jak za sprawą czkawki, która prowadziła go do osób z przeszłości, może ta teleportacja wiązała się z miejscami? Wszak w pewnym momencie lady Adeline prowadziła z nim rozmowy odnośnie uczenia jej dzieci. Wszystko jednak rozmyło się wraz z narastającym konfliktem, a plany razem z nim. A po narodzinach chłopców Jayden w ogóle nie miał już czasu na prowadzenie prywatnych zajęć. Teraz poniesie pan konsekwencje. - Rozumiem - powtórzył jedynie, nie wiedząc też, o jakie konsekwencje miało się rozchodzić, ale dopóki nie wiedział, co kryło się za ów groźbą, zachowywał względny spokój. Nikt raczej nie miał go oskarżyć o morderstwo. To wszystko było jedynie nieporozumieniem. - Nie mogę jednak zostać długo - o północy zaczynają się zajęcia trzecich klas - poinformował uprzejmie, planując już w głowie ewidentne wysłanie posłańca do dyrektora, iż nie miał się pojawić w Hogwarcie, gdyby to wszystko się rozciągnęło. W końcu jeśli wyrzuciło go na spotkaniu arystokratów, niektóre z dzieci szlachciców znajdowały się na jego zajęciach. Tłumaczenie, dlaczego go nie było, okazałoby się dziwnie skomplikowane...


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Palarnia opium [odnośnik]05.05.21 10:08
Przed dwoma laty oburzyłaby się, mianowana szarą eminencją, chciała wszak stać na czele, jawnie podziwiana i uwielbiana. Zbierać wszystkie spojrzenia i owacje, do bogatej kolekcji przyjmowała zachłannie każdy posłany jej uśmiech czy komplement. Dzieląc się swoimi pomysłami z Aquilą oraz Prim, nawet przez moment nie sądziła, że będzie grać w nich pierwsze skrzypce, to miało być ich wspólne dzieło.
- Jak sądzisz, czy moje zasługi przypadną do gustu lady Nott, by poprosiła mnie o merytoryczne wsparcie przy organizacji najbliższego sabatu? - podjęła ton lekkiej pogawędki. Kiedyś praca u jej boku brzmiała jak marzenie, to z jej pomocą zdołała wybić się w towarzystwie, lśniąc przy każdej możliwej okazji. Oprawa muzyczna, wybór menu dla gości oraz poszukiwanie nowych atrakcji dla szlachty, którą coraz ciężej było zaskoczyć i wprawić w zachwyt; każde z zadań brzmiało jak wyzwanie, jakiego chciała się podjąć. I choć teraz myśl o zabawach nie napawała jej radością ani motywacją, to ten stan nie będzie trwać przecież wiecznie, ani wojna, ani też żałoba, a wypracowanie sobie funkcji następczyni lady Adalaide. W zeszłym roku świętowali jej setne urodziny, czy to był dla niej czas, by zacząć usuwać się na bok na rzecz młodszych pokoleń?
Przy stoliku zasłuchała się w prowadzonej na temat muzyki dyskusji. W takich miejscach nie zwykła siedzieć w milczeniu, jeszcze ktoś uznałby, że osoby znajdujące się w jej towarzystwie są skrępowane, bądź - co gorsza - znudzone. W naturalny sposób podsuwała temat, jaki byłby bliski wszystkim zgromadzonym, subtelnie zachęcając do wymiany zdań. Z lekkim niepokojem przyglądała się Rigelowi, który zresztą bardzo odważnie wybrał miejsce przy ich stoliku, decydując się na konfrontację z Tristanem. Minął miesiąc od dnia, w którym wysłał list, oznajmiając swoją chęć wzięcia Melisande za żonę. Sojusz z Blackami wciąż był im potrzebny, ale czy Rigel był prawdziwie gotów, by iść śladem zmarłego brata? Mogła mu pomagać zza kulis, ale teraz, przy stoliku, zdany był na siebie.
Doszedł ją głos Craiga, zmusił ją, by odwróciła głowę i zerknęła na stolik za nimi. Nie był to pierwszy raz, gdy lord Burke dawał popis swym wątpliwym manierom. Poprzednim razem uniósł się podczas pogrzebu Alpharda, co dziś było powodem jego zdenerwowania?
- Lord Burke zdaje się nieczęsto przebywać w towarzystwie - odezwała się dyskretnie do Tristana, ale nie miała pewności czy siedzący z nimi Rigel oraz Octavia też usłyszą jej słowa. Wciąż spoglądała na Craiga, który właśnie bezceremonialnie sięgnął do piersiówki, racząc się trunkiem we własnym lokalu. - Czy to obecność Ministra wpływa tak na jego zdenerwowanie? - Nie słyszała szczegółów, trudno było więc jej wyciągnąć dalsze wnioski, ale liczyła na to, że małżonek przyjdzie jej z pomocą.
I nagle stało się coś dziwnego, co z pewnością nie zostało zaplanowane w harmonogramie dzisiejszego spotkania.
- Profesor Vane? - Jej głos był jednym z szeptów, jaki wspomniał nazwisko astronoma. Pierwszego mentora nie sposób zapomnieć, zwłaszcza że widzieli się pod koniec sierpnia w podobnych, zaskakujących okolicznościach. Odprowadziła go wzrokiem, gdy ze sceny usuwał się pospiesznie w cień. Zerknęła od razu na Rigela, który tak jak ona miał okazję poznać profesora w Hogwarcie, lecz z wyrazu jego twarzy wyczytała, iż także nie wie, co się właśnie wydarzyło. Opanowała w sobie ciekawość i chęć podejścia w kierunku, w jakim Xavier prowadził nauczyciela.
Schubert, mimo przynależności do sławnych, austriackich kompozytorów, nie należał do faworytów Evandry, dobrze znany był za to pannie Burke, której teczka wypełniona była utworami tegoż artysty, nic więc dziwnego, że pojawił się także w dzisiejszym repertuarze. Ponowne brawa, tym razem na ustach półwili pojawił się szerszy uśmiech. Rzeczywiście odczuwała dumę.
Tego, co miało znaleźć się w jej kieliszku, nie pozostawiała przypadkowi. Kir Royal, nie mogło go zabraknąć w menu, na pewno Primrose o to zadbała, mając na uwadze gust przyjaciółki, która nie przepadała za ciężkimi i wytrawnymi alkoholami. Otrzymawszy kieliszek z drinkiem w kolorze intensywnej czerwieni, zamoczyła w nim usta, rozkoszując się porzeczkowym smakiem. Przywoływał beztroskie wspomnienia, w których mogła zatopić się na krótką chwilę.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654

Strona 7 z 15 Previous  1 ... 6, 7, 8 ... 11 ... 15  Next

Palarnia opium
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach