Wydarzenia


Ekipa forum
Komnaty Melisande
AutorWiadomość
Komnaty Melisande [odnośnik]12.07.23 22:51
First topic message reminder :

Komnaty Melisande

W głównej sypialni, przy jednej za ścian postawiono obszerne, małżeńskie łoże, obok którego znajdują się niewielkie, granatowe szafki noce. Po drugiej stronie stoi toaletka, wraz z parawanem, obok którego znajduje się przejście do garderoby wypełnionej sukniami w kolorze morza, uzupełniona odcieniami pomarańczu. Przed łożem ustawiony jest szezlong. Przy ścianach kilka dość prostych regałów, które wypełniają książki. Bliżej okien ustawiono okrągły stolik z ciemnego drewna przy którym stoją obite granatem fotele. Okienne wyjście prowadzi na współdzielony z przylegającymi komnatami taras. Wśród przynależnych do Melisande pomieszczeń znajduje się jeszcze niewielka łazianka z wanną mieszcząca się za garderobą. Główne pomieszczenie posiada łączenie z salonem z którego przejść można do komnat Manannana. Całość utrzymana jest w surowym klimacie całego zamku, jedną ze ścian zdobi obraz morza.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Melisande - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Komnaty Melisande [odnośnik]30.06.24 0:11
Właściwie to obudził się w doskonałym nastroju. Spał głęboko, spokojnie, snem czarodzieja sprawiedliwego – a może zwyczajne zmęczonego i spełnionego, od chwiejnego powrotu do komnat nie przebudzając się ani razu. W snach jego wspomnienia mieszały się z utkanymi z wyobraźni majakami, jednymi niemożliwymi do odróżnienia od drugich; żywszymi jednak niż zwykle, zupełnie jakby wypity szampan krążył w jego żyłach jeszcze na długo po opuszczeniu szkockiej plaży. Nad przebiegiem wydarzeń poprzedniej nocy nie zastanawiał się wcale, nie mając jeszcze ku temu sposobności; po przekroczeniu progów zamku udając się od razu do własnych komnat, nie chcąc budzić (z całą pewnością śpiącej) Melisande. Wiedział, że powróciła z łaźni przed nim, wypytał o to służbę, zresztą – nie spodziewał się czegokolwiek innego; gdy padał ciężko na łóżko, morze za oknami zaczynało już odbijać pierwsze promienie słońca.
Nie był pewien, co zbudziło go pierwsze: lekkie, tępe pulsowanie w skroniach, czy poruszenie gdzieś obok, niewyraźne, kołyszące się na krawędzi świadomości. Zamrugał powiekami, czując się trochę tak, jakby wygrzebywał się z wanny wypełnionej czymś gęstym – a kiedy wreszcie obraz przed jego oczami się wyostrzył, dostrzegł odwrócony od niego profil Melisande. Przekrzywił głowę, przesuwając policzek po rozgrzanej poduszce, czy nadal śnił? Myśli formowały się w jego umyśle powoli, otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale w tej samej chwili jego żona się odwróciła – spoglądając na niego w wyrazie, którego nie potrafił jednoznacznie zinterpretować. – Melisande – odezwał się, głosem zachrypniętym bardziej niż zwykle, jakby w jego gardle utknął gwiezdny, przyoblekający plażę popiół. Nachylił się ku jej dłoni odruchowo, słowa o śniadaniu przemknęły gdzieś obok; był głodny, ale to mogło poczekać, najchętniej przyciągnąłby ją do siebie, żeby dołączyła do niego na tych parę błogich, spędzonych w łóżku momentów – ale wyciągnięta w jej stronę ręka natrafiła na pustkę, a Melisande zniknęła tak szybko jak się pojawiła, wydzierając spomiędzy jego warg ciężkie westchnięcie. Opadł na poduszki, przez parę sekund przyglądając się zamkniętym drzwiom prowadzącym do części wspólnej, walcząc z pokusą odwrócenia się na drugi bok i skradnięcia jeszcze kilkunastu minut snu. Wspomnienia poprzedniej nocy zaczynały do niego wracać, w innych okolicznościach wątpiłby, czy były prawdziwe – ale wciąż był w stanie przywołać z pamięci echo przesuwających się po jego skórze palców, gorącego oddechu i wbijających się w mięśnie paznokci; jego wyobraźnia była bogata, ale nie aż tak, coś się wczoraj wydarzyło – choć co dokładnie, nie był w stanie jeszcze pojąć. Czy szampan mógł był zaklęty? Czy kieliszek był świstoklikiem, który wyciągnął go z gorącej wody, wpychając go w odmęty chłodnego jeziora? A jeśli tak: to czy ktoś go zauważył? I dlaczego? Kto zaklął napój, i gdzie leżały jego motywacje?
Co z całej tej nocy pamiętała Deirdre?
Mruknął cicho; jego głowa zaczynała pulsować mocniej, zsunął się więc z łóżka, ostatecznie otrząsając się z sennych majaków. Doprowadzenie się do porządku zajęło mu nieco więcej czasu niż zwykle, a kiedy wszedł do wspólnej części małżeńskich komnat, włosy nadal miał w lekkim nieładzie. Spodziewał się znaleźć tam Melisande gotową do zejścia na wspólne śniadanie, sens jej wypowiedzi o przygotowaniu go dla nich mu umknął, dlatego widok zastawionego stołu go zaskoczył. Zwolnił kroku, przyglądając się paterom i zastawie z sekundową konsternacją, w następnej sekundzie przenosząc wzrok na żonę. Jedzenie wyłącznie w jej towarzystwie mu nie przeszkadzało, wprost przeciwnie, preferował taki bieg wypadków, ale nie mógł nie okazać zdziwienia; Melisande zawsze nalegała na przestrzeganie godzin wspólnych posiłków. – Nie schodzimy do jadalni? – zapytał z brzęczącym między głoskami zaskoczeniem, bez protestów zajmując jednak miejsce przy stole. Sięgnął po kanapkę, w drugą dłoń biorąc kubek z czarną herbatą, mając nadzieję, że była zaprawiona rumem.
Zawieszone w przestrzeni pytanie sprawiło, że zawahał się na jedno uderzenie serca, dając sobie chwilę na przełknięcie solidnego kęsa chleba; ale przecież Melisande nie mogła wiedzieć. – Całkiem dobrze, chociaż wybór trunków mógłby być większy – odparł, odchylając się wygodniej na siedzeniu i spoglądając na żonę. – Mam nadzieję, że te kąpiele rzeczywiście mają ochronne działanie – wspomniał, bo to był główny powód, dla którego postanowił się tam pojawić. Po zasłyszanej od syren przepowiedni o niosących śmierć, spadających gwiazdach, nie miał zamiaru pozostawiać niczego przypadkowi. – I że ty również przyjemnie spędziłaś wieczór – dodał, nie biorąc nawet pod uwagę, że mogła zakończyć go gdzieś indziej niż w cieple bezpiecznych łaźni. Z jakiegoś powodu towarzyszyło mu przekonanie, że zaklęty szampan był jednorazowym incydentem; nie przyszłoby mu do głowy, że jego ofiarą padli wszyscy uczestnicy kąpieli.
Kolejnego pytania się spodziewał, zerknął na Melisande kontrolnie; nie wiedział, jak ją odczytać. – Właściwie to sam planuję się dowiedzieć – odpowiedział, odstawiając na blat szklankę, żeby podrapać się po brodzie. To była prawda; chociaż nie mógłby powiedzieć, że przebieg poprzedniej nocy mu nie odpowiadał, miał zamiar dotrzeć do żartownisia i sprawić, by nie było mu już tak wesoło. – Nie wiem, jak to się stało, ale w którymś momencie deportowałem się do Szkocji. Podejrzewam, że ktoś zrobił mi dowcip. Trochę mi zajęło, zanim znalazłem różdżkę i wróciłem do Anglii – wyjaśnił. Opowieść brzmiała na tyle nieprawdopodobnie, że aż sam nie mógł uwierzyć, że nie wyssał jej z palca; zwłaszcza, że w tajemnicy zachował najdziwniejszą jej część. – Zostałaś w łaźniach do końca? Ktoś jeszcze stamtąd zniknął? – zapytał, biorąc do ust kolejny kęs kanapki, zaciekawiony, jak wyglądała dalsza część kąpieli.




some men have died
and some are alive
and others sail on the sea
with the keys to the cage
and the devil to pay
we lay to fiddler's green

Manannan Travers
Manannan Travers
Zawód : korsarz, kapitan Szalonej Selmy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
so I sat there,
beside the drying blood
of my worst enemy,
and wept
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 30 +4
CZARNA MAGIA : 12 +4
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10515-manannan-travers https://www.morsmordre.net/t10605-zlota-rybka#321117 https://www.morsmordre.net/t12133-manannan-travers https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10596-skrytka-bankowa-nr-2306#320992 https://www.morsmordre.net/t10621-manannan-travers
Re: Komnaty Melisande [odnośnik]30.06.24 13:58
- Nie dziś. - odpowiedziała krótko na zawieszone przez męża pytanie w którym rozbrzmiało zaskoczenie. Nie zdziwiło jej ono - fakt, że zdecydowała się na śniadanie tutaj, nie leżał w repertuarze jej standardowych zachowań na co dzień nalegając i pilnując by w tej godzinie znajdowali się już w jadalni - wspólnie, jeśli Manannan znajdował się na zamku. Nie uniosła jednak tęczówek znad pozornie czytanej książki. Przewróciła jedną stronę, przysuwając filiżankę z kawą do malinowych warg, unosząc spojrzenie i odrywając się od lektury dopiero w momencie w którym jej mąż rozpoczął konsumpcję.
- Czego miałeś okazję spróbować? - zapytała uprzejmie w kontekście trunków, jednocześnie chcąc sprawdzić, czy otrzymał ten sam który znalazł się w jej dłoniach. Wspomnienie o ochronnym działaniu kąpieli uniosły jej brwi w łagodnym niedowierzaniu - wątpiła w nie, ale mimo wszystko rozciągnęła usta w potwierdzającym jego nadzieje uśmiechu. Coś w jej spojrzeniu było innego, rozedrganego, może dlatego że kiedy patrzyła w niebieskie tęczówki jej męża raz po raz wracało do niej spojrzenie ze snu, który dziś do niej przyszedł. Zawisła tak, patrząc na niego z trudną do opisania manierą, twarzą z której zniknął promienny uśmiech, tęczówkami, które przemykały po twarzy z uwagą ale i czymś w rodzaju niepewności - może smutku nawet; jakby sprawdzając ile miała wspólnego z tą wyśnioną - mimowolnie zastanawiając się nad tym, jak wiele mógł mieć wspólnego z prawdą (a może bardziej samą przyszłością). Drgnęła na kolejne ze stwierdzeń wyrwana z ciągu własnych myśli, poruszając statycznym wcześniej ciałem, wyciągając rękę po bułkę, sięgając po nóż, by rozkroić ją na dwie połówki.
- Fenomenalnie. - odrzekła więc na pozostawione między nimi nadzieje. W ruchy też wkradała się nerwowość, roztargnienie, gubiąc rytm zazwyczaj statecznej i dumnej pozy - tej drugiej nadal jej nie brakowało. - Planowałam morderstwo. - dopowiedziała poważnie, unosząc na męża tęczówki, nakładając słodką konfiturę na kawałek oderwanej bułki by zaraz wsunąć kęs między wargi nie sięgając od razu po kolejny wykrzywiając usta w krótkim niezadowoleniu smakiem - nie na to miała ochotę - zamiast tego zadając pytanie, które obijało się w jej głowie - może nie dokładnie to, ale takie które pozornie mogło doprowadzić ją do miejsca w którym chciała się znaleźć.
Uniosła brwi w uprzejmym zaskoczeniu - a może niewerbalnym pytaniu - swoją uwagę kierując ku małżonkowi, krzyżując z nim tęczówki, kiedy spojrzał ku niej, obserwując jak unosi rękę do brody. Milcząco oczekując na dalszą część - szczerze wierząc, a może licząc bardziej, że nie zostawi jej jedynie z tym marnym zdaniem. Wypowiedziane dalej słowa rozszerzyły odrobinę jej tęczówki, serce ścisnęło się nieprzyjemnie, usta wygięły odrobinę w niezadowoleniu.
- Sam? - zapytała uprzejmie melodyjnie brzmiącym głosem nawet, pomimo łagodnej chrypki, która osiadła na jej gardle, niemal grzecznie, choć na końcu krótkiego pytania zadrgały zgłoski. Zmarła - choć tylko wewnętrznie - mimowolnie wstrzymując oddech, nim nakazała nabrać sobie powietrze ponownie. Bo jej myśli - a może bardziej wizje, zdawały się uzasadniono podążać torem, którego miała nadzieję nie spotkać dziś przy stole. Fakt, że Manannan mówił o deportacji, był potwierdzeniem, że nie była jedyną którą wyrwało z ciepła łaźni, albo niezaprzeczalnie nieśmiesznym splotem przypadków. Coś nieprzyjemnie skręciło się w jej środku. Zrobiło jej się niedobrze. Poczuła rodzącą się wściekłość, kiedy myśli mimowolnie pomknęły ku myśli, że w owej Szkocji nie przyszło mu być samotnie. Odwróciła spojrzenie, sięgając po kawałek ananasa, który uniosła do warg - w ciszy i prywatności własnych komnat nie kłopocząc się nakładaniem go wcześniej na talerzyk i używaniem sztućców. Spiła z palca wskazującego słodki sok który pozostawił. Nie, to też nie do końca to. Oderwała kolejny kolejny kawałek bułki którą jak wcześniej posmarowała dżemem, ale nie poprzestała na tym sięgając po plastry żółtego sera i wędliny ułożonych na paterach odrywając po niewielkich kawałkach konstruując osobliwy dość połączenie kompletnie nie komplementarnych pozornie ze sobą smaków nie wiedząc czego dziś właściwie poszukiwała. Wsunęła całość w wargi z zastanowieniem badając czy jest bliżej tego na co miała ochotę.
- Nie. - odpowiedziała na pierwsze z padających przy stole pytań. Nie została - jak nieprawdopodobnie by to brzmiało, zdawało się, że nie tylko Manannowi zrobiono kawał. Czuła rozlewającą się w niej wściekłość - na niego, na siebie, na tego kto ośmielił się igrać z nią w taki sposób. Na Yaxleya też w jakiś sposób wdzięczna dziś sobie za uwielbienie do zasad. A jednocześnie złość która iskrzyła cichutko w spojrzeniu zdawała się być przelatana niejasnym smutkiem. W ten sposób też na niego patrzyła czasem, jakby nie spodziewała się dziś znów go ujrzeć. Jakby zapisywała w głowie najprostsze najzwyczajniejsze gesty, mimowolnie, nie rejestrując nawet, nie pojmując jak mocno się z nim związała już teraz. Rozejrzała się po stole (wcześniejsze połączenie - choć smaczne - nie było tym czego chciała najbardziej) niezdecydowana co dalej. Ale chyba nie tylko w samym jedzeniu nie mogła podjąć decyzji, mimowolnie dawała sobie czas na odpowiedź na kolejne z pytań. Bo tak, ktoś jeszcze stamtąd zniknął. Ona. “Nie” było więc kłamliwym zaprzeczeniem. “Nie wiem” jedynie połowiczną prawdą. Sięgnęła po kolejny kawałek zakwaszanego ogórka unosząc ciemne spojrzenie ku Manannanowi. - Tak. - potwierdziła więc krótko, nie rozwijając się na razie bardziej,  nie zamierzając dziś wykładać od razu wszystkich kart na stół ciekawa dokąd doprowadzi ich krótkie potwierdzenie. Ciekawa jego reakcji. Jednocześnie pozostając w swoim postanowieniu by obdarowywać małżonka jedynie prawdą. Zmrużyła odrobinę oczy, unosząc brodę, racząc się warzywem w końcu z zadowoleniem uznając, że było to bliżej tego czego pragnęła niż cokolwiek co w wsunęła w usta wcześniej. Sięgnęła po kawę opierając wygodniej w krześle. Odkładając ją zaraz, ramiona układając na podłokietnikach, dłonie splotła ze sobą umieszczając na brzuchu.
Co dalej, Manannanie?


I've heard allegations 'bout your reputation
I'll show you my shadows if you show yours
Let's get it right dear, give a good fight dear
We'll keep it all up behind
closed doors
Melisande Travers
Melisande Travers
Zawód : badacz; behawiorysta smoków; początkujący twórca świstoklików
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I do not chase. I conquer.
You will crumble for me
like a Rome.
OPCM : 10
UROKI : 0 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 10 +7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t12140-melisande-travers https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Komnaty Melisande
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach