Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Posiadłość Baudelaire'ów, lato 1952
AutorWiadomość
Posiadłość Baudelaire'ów, lato 1952 [odnośnik]03.09.15 23:52
First topic message reminder :

lato 1952 roku

Raven nienawidziła powrotów do domu na letnie wakacje. Przynajmniej od czasu, kiedy zrozumiała, że ojciec jest szalony, wręcz zły. Będąc dzieckiem, pozwalała jeszcze się mamić i wmawiać sobie, że ojciec robi to wszystko dla jej dobra. Pobyt w Hogwarcie i zetknięcie się z zupełnie innym środowiskiem pomogło jej jednak zrozumieć, że to, co działo się w jej rodzinnym domu, nie było zdrowe. A kiedy ojciec podczas wymierzania jej jednej z kar pod koniec ubiegłych wakacji wyznał jej prawdę na temat jej prawdziwego pochodzenia, coś w niej pękło.
Oczywiście nie wydała go. Nadal dochowywała tajemnicy, obawiając się konsekwencji. To jednak jeszcze bardziej uzmysłowiło jej, do jak chorych praktyk jest zdolny posunąć się jej ojciec, byle tylko osiągnąć swoje cele i realizować wybujałe ambicje i chorą obsesję na punkcie pochodzenia. Nie mogąc doczekać się dziecka ze związku z Theresą Fawley, porwał młodą mugolkę i zmusił ją do urodzenia dziecka, które oficjalnie było córką Theresy. Nikt poza Williamem i od tamtego dnia także Raven, nie wiedział, jak było naprawdę, bo Theresa od kilku lat nie żyła. Zresztą i tak nie wydałaby męża, bo dla niej ta intryga także była bardzo korzystna towarzysko.
Dziewczyna w ciągu ostatniego roku często rozmyślała o swojej prawdziwej matce, młodziutkiej i naiwnej mugolce nie znającej świata magii, a skrzywdzonej w tak obrzydliwy sposób. Nie mogła nikomu o tym powiedzieć, ale to wszystko nie dawało jej spokoju, zatruwało jej myśli i zasiewało wątpliwości na temat ojca, do którego wcześniej, mimo lęku przed karami, miała pewien szacunek i poważanie.
Ale w końcu, po dziesięciu miesiącach cudownej wolności, musiały nadejść wakacje i czas powrotu do posiadłości Baudelaire’ów. Raven podczas podróży powrotnej czuła wypełniający ją coraz silniejszy lęk, a stare blizny pozaklęciowe, ukryte pod zaklęciami ochronnymi oraz warstwą ubrań wydawały się mrowić. Starała się ukryć swoje emocje, nie chcąc, by ktoś się domyślił, że tak bardzo bała się powrotu do domu i spotkania z ojcem.
Ojciec odebrał ją ze stacji i wspólnie teleportowali się w okolice posiadłości. Raven szybko skorzystała z okazji, żeby czmychnąć do swojego pokoju i zaszyć się w nim, ale wiedziała, że rozmowa będzie nieunikniona, że ojciec i tak się u niej pojawi, i może ukarze ją za ten spontaniczny przejaw buntu. Im była starsza, tym częściej próbowała się stawiać nawet mimo kar. I nawet zaczynała już snuć myśli o tym, żeby po skończeniu Hogwartu spróbować się od Williama uwolnić, nie musieć znowu znosić tego lęku i niepewności, jakie towarzyszyły jej, kiedy znajdował się w pobliżu, zwłaszcza gdy byli sami. W towarzystwie udawał przecież dobrego, przykładnego ojca. Gra pozorów zawsze była najważniejsza, w końcu nikt nie mógł się dowiedzieć o tym, co mężczyzna robił w zaciszu swojego domostwa. Ale już za rok miała ukończyć Hogwart. Będzie mogła odejść, uciec od swojego życia. A przynajmniej spróbuje. Były to w końcu naiwne nadzieje. Bo niby jakim cudem ona, marna nastolatka miałaby dać radę gdziekolwiek ukryć się przed kimś takim, jak William, czarodziejem posiadającym rozległe wpływy oraz znajomość czarnej magii?
Raven Baudelaire
Zawód : brak
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Posiadłość Baudelaire'ów, lato 1952 - Page 2 CFbqa8o
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire

Re: Posiadłość Baudelaire'ów, lato 1952 [odnośnik]08.09.15 18:57
Uśmiechnął się, gdy zobaczył swoją córkę w drzwiach. Nie było po nim widać jeszcze niedawnej złości, nie miał różdżki w dłoniach i jeżeli Raven go nie zmusi, to jej nie użyje. Nastroje u Williama zmieniały się jak w kalejdoskopie, trudno było przewidzieć jak będzie za chwile. Odłożył gazetę na bok, podszedł do dziewczyny i potrzymał ją. Objął ją ramieniem i wspólnie podeszli do kanapy, na której ją posadził.
Punktualnie, dobra z ciebie dziewczyna. Spokojnie, wychodzimy dopiero za godzinę. Dam ci chwilę odpocząć i jeszcze sobie porozmawiamy – powiedział.
Odszedł od niej na chwilę. Podszedł do barku, nalał tam jakiegoś eliksiru do szklaneczki a potem podał ją Raven. W środku znajdowało się coś na siły witalne, aby dziewczyna jakoś wyglądała w towarzystwie. Usiadł obok niej cały czas obejmując ją ramieniem i patrzył jak wypija. Głaskał ją po włosach, po ramieniu, z uśmiechem spoglądał na jej pojawiające się rumieńce na twarzy. Wyglądała bardzo ładnie, sam nie wiedział, kiedy tak szybko dorosła.
Pamiętam, jak kilka lat temu kręciła mi się pod nogami taka malutka dziewczynka, a teraz to taka młoda kobieta. Mądra, bystra… z roku na rok robisz się coraz piękniejsza – prawił jej komplementy. – Pij, pij…
Gdy Raven opróżniła kubeczek, William zabrał go i odłożył na bok. Chwycił jej dłonie, przyglądał im się gładząc je delikatnie. Chwycił za różdżkę, skierował ją w stronę głowy córki, ale tylko po to aby odświeżyć jej włosy i zrobić jakąś małą, skromną fryzurę.
Tak lepiej, to nie będzie zwykły obiad. Będą tam młodzi panowie Carrow, chciałbym, żebyś zrobiła na nich jak najlepsze wrażenie… Ciiii – powiedział, kładąc swój palec na jej ustach, aby nie mogła nic powiedzieć. – Niedługo będzie trzeba znaleźć dla ciebie męża. Chciałbym, żebyś wyszła za kogoś porządnego, kto zapewni ci dobre życie i wszystko to, czego będziesz pragnąć. Mam coś dla ciebie…
Wstał. Podszedł do komody, otworzył ją i wyciągnął malutkie pudełeczko. Wrócił do córki, otworzył je tuż przed nią. Był to medalion. Gdy William przechadzał się uliczkami ulicy Pokątnej i zobaczył go, od razu pomyślał, że będzie on idealny dla jego córki. Kupił go bez zastanowienia, a teraz zawieszał go na jej szyi. Wyglądał cudownie, a na ciele Raven jeszcze piękniej.
Idealnie… Therese by się bardzo spodobał. Mam nadzieję, że tobie też? – zapytał.


//medalion
Gość
Anonymous
Gość
Re: Posiadłość Baudelaire'ów, lato 1952 [odnośnik]08.09.15 20:27
Zdumiewające, jak bardzo William potrafił być zmienny. W jednej chwili wpadał w szał i miotał w córkę klątwy, karząc ją z byle powodu i napawając się jej cierpieniem, by niedługo później zachowywać się niemalże troskliwie.
Była zbyt osłabiona, by się wyrywać, więc pozwoliła, by podszedł do niej i podprowadził ją do kanapy. Dziesięć miesięcy spokoju sprawiło, że jej ciało zdążyło odwyknąć od skutków klątw. Pierwsze dni po powrocie ze szkoły były więc najtrudniejsze, potem znowu stopniowo się przyzwyczajała.
Patrzyła na niego, gdy szedł w stronę szafek. Mimo że wydawał się być już znacznie spokojniejszy, była ostrożna, zdystansowana, nie pozwalała sobie na rozluźnienie i utratę czujności. Ojciec po chwili wrócił, niosąc w dłoni niewielką czarkę z eliksirem. Czasami, w akcie łaski, podleczał córkę po karach, choć teraz pewnie chodziło mu głównie o to, by nie straciła przytomności przy jego znajomych. Coś takiego źle wyglądałoby w towarzystwie. Dziewczyna wzięła naczynie w drżącą dłoń, wpatrując się ponuro w eliksir. Czy powinna przyjmować taką łaskę od ojca w obecnej sytuacji? Jednak, mimo swojej dumy, po chwili wahania go wypiła i rzeczywiście poczuła się trochę lepiej. Mikstura zawierała też część leczącą, więc dyskomfort, jaki odczuwała po zaklęciu, nieco się zmniejszył. Jak miło.
Później jednak odsunęła się nieznacznie od ojca. Nie wstała z kanapy, jednak zwiększyła dzielącą ich odległość. Jego dotyk budził w niej wstręt, nie chciała, żeby tak robił. W ogóle nie lubiła być dotykana. Nie dowierzała też w jego komplementy. Co niby chciał w ten sposób osiągnąć? Wymamrotała coś tylko. Odpowiadała półsłówkami, lakonicznie.
Rzeczywiście, kiedyś była dosyć żywym, bystrym dzieckiem. Jak na osóbkę, która przyszła na świat w zimnej, ciemnej piwnicy, urodzoną przez wycieńczoną, kompletnie złamaną mugolkę, była zaskakująco żywotna i ciekawa świata. Dopiero później zaczęła rozumieć, że ani ojciec, ani Theresa nie aprobują tego typu zachowań, więc stała się bardziej zamknięta w sobie, przeżywała wszystko wewnątrz, i chętnie uciekała w świat książek.
Kiedy jednak wspomniał o znalezieniu męża, spojrzała na niego ze zdziwieniem. Przecież była jeszcze taka młoda. Miała przed sobą jeszcze rok szkoły. Choć z drugiej strony, w rodach czystej krwi szybko wydawano dziewczęta za mąż, i William pewnie nie chciał być gorszy. W końcu po to spłodził Raven – żeby móc wydać ją za kogoś o odpowiedniej pozycji, i tym samym wbić się w towarzystwo czystokrwistych. Ale nie spodziewała się, że akurat teraz zacznie taką rozmowę.
- Nie wiem, czy jestem gotowa na tak poważny krok – powiedziała ostrożnie, mając w pamięci dzisiejszą karę.
Raven chciałaby mieć kogoś bliskiego, komu mogłaby ufać i czuć się bezpieczna, ale wątpiła, by potrafiła się tak czuć przy kimś, kogo wybrałby dla niej ojciec. W ogóle nie miała zamiaru wychodzić za kogoś wybranego przez ojca, bo wtedy nigdy by się nie uwolniła od jego wpływów, jednak tym razem już ugryzła się w język, byle uniknąć kolejnej kary.
Patrzyła więc w ciszy, jak zawieszał na jej szyi medalion.
- Therese nie była moją matką, ojcze – powiedziała cicho. – Ale podoba mi się. Dziękuję.
Tak naprawdę niezbyt przepadała za drobiazgami od ojca, które jej dawał dla udobruchania jej, bo wiedziała, że momentami niby próbował być dobry, a później i tak ją krzywdził. Pozwoliła jednak naszyjnikowi opaść na przód swojej ciemnej, dopasowanej szaty, w której rzeczywiście prezentowała się bardzo ładnie nawet mimo tego, że była tak drobna i krucha. Miała jednak nadzieję, że ojciec wyżył się już dzisiaj wystarczająco, i pozwoli jej ochłonąć i dojść do siebie, zanim zabierze ją do znajomego, którego tak naprawdę wcale nie miała ochoty odwiedzać.
Raven Baudelaire
Zawód : brak
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Posiadłość Baudelaire'ów, lato 1952 - Page 2 CFbqa8o
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
Re: Posiadłość Baudelaire'ów, lato 1952 [odnośnik]09.09.15 13:52
Oczywiście, że jesteś. Wszystkie młode panienki w twoim wieku są już na to gotowe, a ty jesteś dojrzałą i mądrą kobietą, więc na pewno sobie poradzisz – powiedział.
Strach Raven był zupełnie nieuzasadniony. Przecież nie oddałby jej komuś nieodpowiedniemu. Akurat dla swojej córki ma zamiar wybrać kogoś najlepszego, kto zapewnił dobre i dostatnie życie. Miał na oku parę rodzin, na początku chciał jednak, aby Raven je poznała, im lepsze wrażenie zrobi, tym łatwiej będzie ją komuś oddać i przypisać się do szlacheckiej rodziny. Jedną z nich byli właśnie Carrowie, do których jeszcze dzisiaj się wybierali. Nie było czasu do stracenia, trzeba było działać.
Z medalionem wyglądała naprawdę bardzo ładnie. Trzeba przyznać, że William miał gust, zawsze trafiał tak, że wszystkie prezenty wyglądały na Raven idealnie. To samo zresztą było z Therese, którą przed chwilą wspomniał. Stwierdzenie córki bardzo go zasmuciło, jej matka nie byłaby zadowolona z takiej odpowiedzi. Chwycił jej podbródek i delikatnie skierował w swoją stronę, aby spojrzała mu w oczy.
Twoją matką jest ta osoba, która cię wychowywała, a to Therese nosiła cię w ramionach i to pod jej rozkazem byłaś tak dobrze traktowana przez guwernantki. Przy tym zostańmy – powiedział ostro.
Miał nadzieję, że Raven ma już dosyć kar na dzisiaj i nie będzie zmuszała go do kolejnych ataków. Była przecież taka mądra, a nadal nie nauczyła się jak zachowywać się przy ojcu. Puścił jej brodę i wstał. Zaczął krążyć dookoła córki, mamrotał coś pod nosem mniej lub bardziej zrozumiałego. Do wyjścia mieli jakieś pół godziny, a jego już trochę nosiło od tego siedzenia. Podszedł więc znowu do barku, nalał ponownie alkoholu i napił się patrząc przed siebie w lustro.
Jutro wybieram się na chwilę do Ministerstwa, pójdziesz ze mną, przejdziemy się po dwóch departamentach, abyś mogła je lepiej poznać. Powiesz mi, które najbardziej cię interesują, może rozświetli to trochę twoją sytuację. Będziesz mogła pomyśleć o tym poważnie w ciągu roku szkolnego – zaczął mówić. – Jak będziesz znać swój cel, to łatwiej będzie ci się uczyć do egzaminów, by zdać je wyśmienicie.
Odwrócił się w stronę córki, nie dając jej czas na odpowiedź żwawym krokiem ruszył w stronę holu, poprawił swój krawat, koszulę, w końcu jeszcze przed chwilą gimnastykował się przy córce. Wrócił do salonu i podszedł do córki, podając jej rękę.
Złap mnie, już nie udawaj, że nie masz siły. Mamy jeszcze trochę czasu, ale najpierw przejdziemy się wspólnie kawałek. Świeże powietrze dobrze ci zrobi – powiedział kierując się z nią w stronę drzwi.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Posiadłość Baudelaire'ów, lato 1952 [odnośnik]09.09.15 18:51
Ojciec nie rozumiał lęku Raven. W zasadzie nawet nie chodziło o samą kwestię gotowości na małżeństwo, a o to, że nie chciała poślubiać kogoś wybranego dla niej przez ojca. Wtedy William nadal mógłby mieć realny wpływ na jej życie, mógłby ją kontrolować, i znając go, wybrałby dla niej męża pod kątem tego, by zapewnić sobie wyższą pozycję towarzyską. Jej dobro i szczęście stały na dalszej pozycji, nie były tak istotne dla wybujałych ambicji jej ojca. Bała się więc, że wpadnie z deszczu pod rynnę, od ojca trafi do męża, któremu niekoniecznie będzie zależało na jej szczęściu. W końcu kto normalny utrzymywałby bliskie kontakty z kimś takim, jak jej ojciec?
Naprawdę bała się wizji małżeństwa zaaranżowanego przez ojca, więc tym bardziej musiała uciec, jednak póki co zachowywała się spokojnie, choć w środku wypełniała ją panika.
Westchnęła cicho, kiedy William, delikatniej niż wcześniej, chwycił jej podbródek i zmusił do podniesienia na niego wzroku. Powoli utkwiła w nim spojrzenie zmęczonych oczu.
- Oczywiście, ojcze – wymamrotała tylko, żeby nie drażnić bardziej ojca.
Nie miała ochoty na rozmowy o tym, jak to naprawdę było z jej matką, ten temat wciąż bardzo ją uwierał i nie dawał spokoju, zwykle więc wolała o nim nie myśleć. Odkąd znała prawdę, czuła do ojca jeszcze większe obrzydzenie, i właściwie to był jeden z głównych czynników, dla których przejrzała na oczy i teraz w ogóle myślała o uwolnieniu się od jego wpływów, i nie była już bezwolną, stłamszoną dziewczyną spełniającą zachcianki ojca.
William w końcu oddalił się od kanapy, na której wciąż siedziała, odprowadzając go wzrokiem.
- Dobrze, ojcze. Z przyjemnością odwiedzę z tobą ministerstwo – powiedziała na jego słowa o wyprawie do ministerstwa; zamiast uległości, na jaką liczył, tak naprawdę kryła się w tym leciutka ironia, ale liczyła, że ojciec nie zwróci na to większej uwagi. Naprawdę nie widziała sensu swojej wizyty w ministerstwie, ale skoro się upierał, nie było sensu się stawiać. Ten pomysł i tak był dużo mniej szkodliwy, niż przenosiny do Durmstrangu czy zaaranżowane małżeństwo.
Znowu do niej podszedł. Nieco się wystraszyła, że nie spodobał mu się jej ton i znowu jej coś zrobi, ale ten tylko wyciągnął rękę, zachęcając do wstania z kanapy.
Wstała więc, jednak nie przytrzymywała się go. Choć eliksir zrobił swoje i ból był dużo mniejszy, nadal czuła się słabo, ale już chyba wolałaby się przewrócić, niż narażać na dłuższy tak bliski kontakt z ojcem.
- Dam sobie radę – zapewniła. W końcu w ciągu całego jej życia karał ją tyle razy, że dochodziła do siebie dosyć szybko. Choć tak naprawdę najchętniej po prostu wróciłaby do pokoju i wpełzłaby pod ciepłą kołdrę, by jeszcze bardziej przyspieszyć proces zbierania się po dzisiejszej karze. Nie zamierzała jednak wyjść na miękką, słabą mameję, więc dzielnie wyszła na zewnątrz tuż za ojcem, nadal jednak go nie trzymając.
Trochę obawiała się czekających ją odwiedzin u jego znajomych. Będzie zupełnie sama z ojcem i osobami będącymi po jego stronie. Niezbyt przyjemna wizja.
Świeże, rześkie powietrze dobrze jej zrobiło. Chociaż zdecydowanie wolałaby spacerować przez okazałe, ładnie urządzone podwórze bez kroczącego u jej boku ojca, obserwującego każdy jej ruch i zapewne czekającego, aż da mu pretekst do ponownego ukarania jej.


zt.
Raven Baudelaire
Zawód : brak
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Posiadłość Baudelaire'ów, lato 1952 - Page 2 CFbqa8o
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Posiadłość Baudelaire'ów, lato 1952
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach