Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Somerset House

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Somerset House   10.03.12 22:21

First topic message reminder :

Somerset House

Duży budynek położony po południowej stronie ulicy Strand w dzielnicy City of Westminster, po prawej stronie Waterloo Bridge. Centralna część utrzymana jest w stylu neoklasycystycznym, dobudowane po latach skrzydła zaś w stylu wiktoriańskim. Pierwotnie miała pełnić funkcję "narodowego gmachu", skupiając w sobie urzędy publiczne z całego Londynu.
Przez około dwieście lat był siedzibą najważniejszych urzędów w państwie – służb skarbowych, morskich, podatkowych, Ministerstwa Księstwa Lancaster oraz Kornwalii, Urzędu Generalnego Kontrolera Ziem Królewskich i wielu innych. Przez około sto lat miała tu swoją główną siedzibę Royal Academy, prestiżowa królewska instytucja artystyczna. Do ważnych instytucji, których biura mieściły się w tym miejscu należy również Royal Society (będące odpowiednikiem akademii nauk) oraz Society of Antiquaries of London (zajmujące się m.in. badaniami historycznymi, archeologią, historią sztuki, architektury, konserwacją zabytków). Część pomieszczeń zajmował także Uniwersytet Londyński. Przez krótki czas mieściły się tu biura Admiralicji. Ostatecznie jednak miejsce urzędów zajął Courtauld Institute of Art, który w Courtauld Gallery wystawia imponującą kolekcję sztuki europejskiej. Galeria posiada bezlik płócien, rysunków czołowych światowych artystów, a także rzeźby, ceramikę, meble i tkaniny. Na dziedzińcu, który do późnych godzin wieczornych jest otwarty do publicznego użytku, odbywają się koncerty muzyczne i pokazy filmowe. Zimą pełni funkcję lodowiska.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
26
18
5/22
8/40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Somerset House   02.01.17 19:57

Nie lubił tłoku w żadnym wymiarze, jednak lubił stare budowle. Lubił przechadzać się po ich korytarzach w ciszy, słysząc odgłosy swoich kroków. Może dlatego tak dobrze się czuł w mauzoleum lub w podziemiach pałacu. Ale lubił też przestrzeń. Jak tę w Peak District. Jednak nawet ona była zbyt mała, żeby trzymać ich z daleka. Morgoth musiał przyznać, że to spotkanie miało wymiar bardzo oficjalny. Nie wyczuwał frustracji, która rosłaby z każdą chwilą. A może już niedługo miał się przeliczyć co do tego? Sam nie wiedział. Na razie oboje zachowywali się zgodnie z oczekiwaniami - zimni i mówiący bez ogródek. Pokojowo, wymuszenie uprzejmi. I chociaż mogłoby go to zdecydowanie drażnić, jej stosunek do niego - nic takiego się w nim nie obudziło. Może dlatego że był tego dnia pewny, że wcześniej wszystko się już rozeszło między nimi? Całe napięcie związane z pracą we dwójkę i mogli się skupić na zadaniu zamiast na swojej frustracji i żalu. Tak mogło się to prezentować, a może Yaxley odpuścił? Było to zdecydowanie niezgodne ze wszystkim co sobą prezentował i jak był wychowany. Nie zapominał, nie wybaczał i nie odpuszczał. To dlaczego nie zrobił tego samego z Lynn? Pierwszy raz pozwolił komuś się wymknąć - pozwolił jej odejść, chociaż wcale tego nie chciał. Ale Selwyn nie była żadnym smokiem, rzeczą, artefaktem. Nie przypominała nawet nikogo, kogo poznał przez całe swoje życie. Bo była anomalią i traktował ją inaczej niż wszystkich. Koniec tej znajomości również nie skończył się tak jak on tego chciał, a tak jak ona postanowiła. Z szacunku do niej przyjął jej decyzję, wiedząc, że nie chciała by jej towarzyszył. W końcu wierzyła we wszystkie słowa, które mu wtedy powiedziała. Na wybrzeżu i w teatrze. Skupił się na jej głosie tym razem mówiących bezuczuciowe frazesy. Zupełnie jakby dyktowała mu wcześniej wyuczoną formułkę. Ale wiedział, że zapewne tak miały wyglądać ich relacje dopóki... Jeśli kiedykolwiek miały być neutralne.
Jakieś inne ślady, które byłby pomocne?
- Nie - odparł krótko na jej pytanie. I taka też była prawda. Chociaż osobiście kręcił się tam jeszcze po nocy jak i nad ranem nic nie wskazywało na coś użytecznego. Wiedziałby, gdyby było tam coś jeszcze. Po prostu wiedziałby. Jak z tą łuską. - Znaleziono jedynie ślady jeszcze przez pół mili. Potem już nic - zakończył, chociaż nie mógł wytrzymać, by nie zadać jej nurtującego pytania:
- Łuska. Czy to z nią jest związany trop?
Podejrzewał, że tak właśnie było, chociaż nie miał pojęcia jak połączyć mapy z danym fragmentem naturalnej zbroi smoka. Pozwolił sobie zawiesić spojrzenie niego dłużej na jej twarzy. Nic dziwnego że poczuł się przy niej inaczej. Potrafiła uspokajać samą swoją osobą. Zacisnął żuchwę, po czym wyprostował się. Jeśli chciała obejrzeć mapę, musiała to zrobić razem z nim. Inaczej nie mogło się udać.
- Proszę mi wybaczyć, ale nie wspominałem w liście, że mapę mogę otworzyć tylko ja. Mam nadzieję, że... - powiedział spokojnie, chociaż chciał kończyć. A jednak. - Nie chciałem cię przestraszyć ostatnim razem.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Somerset House   04.01.17 11:00

Lynn naprawdę chciała wierzyć, że potrafią razem pracować. Próbowała sobie wmawiać, że nie zaangażuje się w to emocjonalnie, nie podejdzie do tego uczuciowo i nie będzie sobie pluć w twarz, kiedy po prostu im się nie uda. Jednak gdzieś głęboko w podświadomości wiedziała, że wymaga od siebie zbyt wiele. Nie chodziło tylko o to, że pracowała z jedyną osobą, z którą pracować po prostu nie mogła. Chodziło o to, że do każdej pracy podchodziła uczuciowo i emocjonalnie. Empatia była w niej zbyt wyrazista by móc ją w jakikolwiek sposób ignorować. Chęć zbawienia świata i ukryta głęboko wrażliwość nie pozwalała jej na to by przejść obojętnie obok tego co czuła. Lucinda nie widziała w nim tego, że odpuścił chociaż prawdopodobnie dla kogoś kto patrzyłby na ich znajomość z boku mogłoby to tak wyglądać. Tylko dla niej nie było to takie proste. Sama nie była przyzwyczajona do rezygnowania z czegoś na czym jej zależy. Zwykle potrafiła szybko odnaleźć się w sytuacji, w której ktoś ją stawiał nawet jeśli było to coś czego nie potrafiła do końca zrozumieć. Ktoś mógłby jej powiedzieć, że powinna to zrobić również dla niego skoro jej na nim zależało. Skoro zależało jej na zaufaniu i przyjaźni. Odnalezienie się w takiej sytuacji dla niej było niemożliwe. A może zwyczajnie była ślepa i naiwna myśląc, że on jest jedynym człowiekiem, który bez mrugnięcia okiem może zabić człowieka. Nie miała zamiaru się już dłużej nad tym głowić. Wierzyła, że ludzie nie rodzą się dobrzy, albo źli. To sposób w jaki żyją ich określa, to sposób wychowania, to sposób w jaki wyznają wartości i normy. A przecież zgadzając mu się pomóc za pierwszym razem nie przeprowadziła wywiadu z pytaniami o jego preferencje. Pewnie nawet gdyby to zrobiła to nigdy by w to nie uwierzyła. Skinęła głową wyrzucając z głowy te wszystkie zbędne jak na tą chwile myśli. - Nie mógł wyparować. - mruknęła, ale bardziej do siebie niż do niego. Zwykle to jej pomagało. Zmaterializowanie problemu. Kiedy widziała wielkiego smoka biegającego po rezerwacie nie mogła sobie wyobrazić momentu, w którym po prostu znika. Tak się nie da i łuska jest tego dowodem. Odetchnęła słysząc jego pytanie. - Tak. Myślę, że tak, ale… nie chciałabym mówić gdy nie jestem pewna czy to nie jest tylko kwestia mojej wyobraźni. - odparła czując jak na jej policzek wypływa lekki rumieniec. Nie wiem gdzie straciła pewność siebie. Gdzie ulotniła się wiara, że to co robi jest zgodne z jej intuicją i nią samą. Nie mogła zrozumieć jak wiele urywków informacji starała się złapać w locie. To było do niej niepodobne, ale czy powinna się sobie dziwić?  Daleko im było do stworzenia jakiejkolwiek komfortowej sytuacji. Spuściła na chwile wzrok chcąc wrócić do wcześniejszego spokoju. Jego kolejne słowa zaskoczyły ją na tyle by zapomnieć o chwilowej dezorientacji. Musiał zobaczyć w jej oczach chwilowe wahanie. Pewnie gdyby wiedziała… nie robiłaby mu z tym kłopotu. Następne słowa także prowadziły ją w lekkie zdezorientowanie. Skinęła głową bo zawsze tak robiła kiedy nie była do końca pewna co powiedzieć. - Gdybym wiedziała to prawdopodobnie nie robiłabym kłopotu. W końcu moglibyśmy to załatwić już w rezerwacie. W takim razie skoro… skoro już tutaj jesteśmy to możemy się tym zająć. - oczywiście nie na środku tego placu, ale tego mówić mu nie musiała. - I mam nadzieje, że już wszystko w porządku. - dodała niepewnie.

z/t x2




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
27
Szlachetna
Kawaler
I need someone to show me my place in all this.
10
9
2
0
3
11
9
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Somerset House   11.04.18 20:26

25 VI, 20:00

Stos dokumentów obecny na jego biurku piętrzył się na jego oczach od godzin porannych, jakby szydząc z braku jego wydajności, choć dokładał wszelkich starań, aby wykonywać wszelkie postawione przed nim zadania na bieżąco. Papierowa budowla, przeklęta wieża skrywająca w sobie pisma – sporządzone w różnych językach – swą wielkość osiągnęła w godzinach popołudniowych i do godzin wieczornych zdołała zmaleć w niewielkim stopniu. Nie wiedział, która właśnie godzina mijała, lecz był w pełni świadom upływu czasu, po prostu czuł, że wieczór już nadszedł. Uparł się jednak, żeby nie spoglądać za siebie na tarczę zegara, to byłby pierwszy krok do poddania się i dopuszczenia do siebie myśli o powrocie do rodzinnego domu. Chwycił niecierpliwie za kolejne pismo, pierwsze z góry, a gdy tylko zerknął na uprzejme powitanie po włosku zmarszczył brwi mocno rozdrażniony. Kolejne zdania odczytywał coraz bardziej niechętnie, ledwo już zmuszając się do utrzymania oczu otwartych. Przecierał je często, przesuwał dłońmi po bladej, zmęczonej twarzy, a potem odrywał je od siebie, aby lewą zacisnąć na brzegu biurka, zaś prawą objąć mocno pióro.
Ciepło obecne w pomieszczeniu nie ułatwiało zadania, zachęcało raczej do złożenia głowy na biurku i przymknięcia oczu. Wiele siły woli kosztowało go odparcie tej pokusy, lecz zdecydował się na pewien kompromis – nie zważając na ewentualne straty wizerunkowe zdjął z siebie marynarkę. Ale to nie było wystarczające, w gabinecie wciąż było zbyt ciepło, zapanowała wręcz niezmierna duchota, co zachęciło go wreszcie do poderwania się zza biurka. Musiał się ruszyć, rozruszać ciało, ale również tym samym zmusić umysł do wysiłku. Poluzował krawat i rozpiął kołnierz koszuli, biorąc głębszy wdech. Kątem oka dostrzegł położenie wskazówek zegara. Kwadrans po dziewiętnastej. Wizja szukania odpoczynku we własnym domu stawała się coraz bardziej kusząca. Najpierw jednak postanowił spróbować zrobić wszystko, aby się rozbudzić. Ruszył ku drzwiom z zamiarem otworzenia ich szeroko, aby pozwolić chłodowi z ministerialnego korytarza wkraść się do środka. Temperatura jednak znów się podniosła, było to jeszcze bardziej wyczuwalne i nie mógł oprzeć się wrażeniu, że ogromne ciepło biło z dołu, gdzieś pod nim.
Pochylił się, aby zbadać bliżej grunt własną dłonią, lecz już przy muśnięciu posadzki palcami cofnął je gwałtownie, zaskoczony tym, że przez krótki kontakt z powierzchnią prawie się poparzył. Gorąco bijące od podłogi nie pozwalało ustać w miejscu; podeszwy butów nie chroniły przed nim w żaden sposób, więc jednym sposobem ucieczki przed nim było ciągłe poruszanie się. Instynktownie pierwsze kroki poczynił ku wyjściu i tylko dzięki temu udało mu się uniknąć nieszczęścia. Fragment podłogi zapadł się tuż za nim, zaś z dziury buchnął ogień – dziki, potężny, trawiący wszystko na swej drodze. Tylko magia mogła stworzyć coś tak niszczycielskiego. Szatańska Pożoga. Kilka sekund przyglądał się żywym językom ognia, ta bardzo majestatycznym w tym, jak wielką groźbę ze sobą niosły. Jednak w końcu ogarnęła go trwoga, jakiej jeszcze nigdy nie uświadczył w swym życiu. Miał zostać pogrzebany w zgliszczach Ministerstwa? Musiał działać szybko, jeśli chciał przeżyć. Natychmiast rzucił się do ucieczki, z mocno bijącym w piersi sercem wypełnionym przerażeniem. Dopadł drzwi, potem pomknął korytarzem ku windom, choć miał obawy, że te w pewnym momencie mogą zawieźć. To była najszybsza droga ucieczki, więc jej wybór warty był ryzyka.
W jego głowie pełno było różnych myśli. Mnóstwo strachliwych, kilka bardziej trzeźwych. Kto mógł rzucić czarnomagiczne zaklęcie i dlaczego? Może… Nie potrafił dojść do logicznych wniosków, gdy słyszał huk dochodzący z dołu. Kolejne ściany padały, coraz więcej pomieszczeń pochłaniał ogień, który piął się w górę. Teraz przyszła kolej na Departament Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów.
Słyszał bolesne, rozpaczliwe krzyki, czuł swąd palonych ciał, widział zastygłe w przerażeniu twarze i truchła. Odór śmierci bijący od przygniecionych ścianami ofiar łączyły się z zapachem dymu. Rozgrzane powietrze chętnie unosiło tę mieszankę. Nie było czasu na spoglądanie na innych nieszczęśników, na nawoływanie poszczególnych współpracowników. Lecz mijaną w biegu kobietę, mocno zdezorientowaną całą sytuacją, złapał za rękę i pociągnął stanowczo za sobą, nie tłumacząc jej niczego, ona zaś również poczęła biec. Był w zbyt wielkim szoku, aby móc układać wypowiedzi choćby we własnej głowie, a co dopiero w myślach. Wepchnął ją do windy, do której sam wpadł i ruszyli ku górze, wsłuchując się w krzyki. Przy każdym mijanym piętrze posyłał zaledwie spojrzenia, nie wykrzykując żadnego komunikatu. Szok czy znieczulica, trudno mu było cokolwiek z siebie wykrztusić, tylko odgłos nieco świszczącego oddechu cały czas mu towarzyszył. A kobieta płakała, twarz chowając w dłoniach.
Winda stanęła, dotarli na ostatnie piętro. Ledwo zdołał rozsunąć kratę, a gdzieś za jego plecami winda po prostu wybuchła. Ogromna siła wyrzuciła go do przodu, a ciało po kilkumetrowym locie w końcu padło na grunt bezwładnie. Nastała ciemność.
Ile czasu wychodził z tego mroku, jaki go ogarnął? Podniósł się i przeszedł na czworaka niezwykle powolnie metr, może dwa. Bolało go wszystko, lecz to od prawego obojczyka promieniował ogromny ból. Świat wirował, obraz był rozmazany, a drapanie w gardle nie ustawało. Dostrzegał zniekształcone sylwetki ludzkich ciał leżących dookoła, słyszał krzyki, błagania o pomoc. Nie myślał o innych poszkodowanych, gdy jakimś cudem udało mu się stanąć na własnych nogach i nie upaść. Chwiejnym krokiem uciekł od dymu, budynku pogrążonego w chaosie, ciał, z których uszły już dusze. Zachłysnął się powietrzem, czemu towarzysz bolesne uczucie, jakby płuca napierały na żebra. Szedł przed siebie oszołomiony, rozdygotany, cały obolały, po drodze łapczywie łapiąc kolejne hausty powietrza. Nie był pewien, kiedy pełen strachu, jak i z cieniem ulgi upadł na kolana, a potem zamknął oczy, żeby chaotyczne obrazy z ostatnich chwil wróciły i uderzyły w niego ponownie, jeszcze mocniej. Próbował oddychać spokojniej, lecz nie potrafił, to wciąż był zbyt wstrząsające. Co się wydarzyło i dlaczego?
Szatańska Pożoga – rzucił w myślach. Szatańska Pożoga. To była Szatańska Pożoga. Pożoga.

Obrażenia: złamany obojczyk, podrażnione dymem oczy i płuca – 20 (tłuczone), 25 (psychiczne)
PŻ: 177/222




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again

Powrót do góry Go down
 

Somerset House

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Wielkie rody Westeros
» Royal Opera House

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18