Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kamienice mieszkalne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Kamienice mieszkalne   07.09.15 23:16

First topic message reminder :

Kamienice mieszkalne

Kamienice mieszkalne piętrzące się wzdłuż odłogi ulicy Pokątnej, niezwykle malownicze, posiadające swój magiczny urok. Dzięki doskonałej lokalizacji mieszkania do wynajęcia są niewielkie, ale przy tym stosunkowo drogie - każdy chce rezydować jak najbliżej najruchliwszej magicznej ulicy. O poranku i w godzinach powrotu z pracy widać tutaj większą ilość czarodziejów i czarownic powracających do domów; w pozostałe godziny jest tutaj spokojniej, tylko czasami można natknąć się na dzieci bawiące się różdżkami z patyków.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Mia Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3609-mia-mulciber-budowa#64835 https://www.morsmordre.net/t3846-dimitry#71894 https://www.morsmordre.net/t3650-uwaga-gryze#67008 https://www.morsmordre.net/f161-grimmauld-place-12-5 https://www.morsmordre.net/t4458-skrytka-bankowa-nr-888#95128 https://www.morsmordre.net/t3864-mia-mulciber#72368
Zawód : byłam
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
And I find it kinda funny, I find it kinda sad
That dreams in which I'm dying are the best I've ever had.
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Kamienice mieszkalne   20.04.18 23:55

Bywało autentycznie - różnie. Zdarzały się na tyle dziwne sytuacje, że Mia powinna była przyzwyczaić się do nieoczekiwanego. A jednak, pogrążona w niejakim odrętwieniu, odcinała się od otaczającej ją ciżby i rzeczywistości, która bardzo efektywnie postanowiła zwrócić swoją uwagę. Nie tylko w postaci wpatrzonych w nią dwóch, wypełnionych strachem źrenic, ale całą galopadą dźwięków, które stawiały w geście pogotowia wszystkie zmysły. Potem było tylko...głośniej.
Do stanu zagrożenia Mia nie musiała się przygotowywać. Ciało trwało w niejakim, bo nieustający pogotowiu. Usypiana przez społeczność "niemarginalną" nie była w stanie zgasić wyuczonych od dzieciństwa nawyków. Wystarczył burzliwy alarm, aby Mia spięła się, gotowa do ewentualnej walki. A ta - szalała przecież wszędzie, gdzie spojrzała. Jakim cudem? Czy rzucono na nią paskudną klątwę? Jeśli ta, co robiła tutaj przerażona dziewczyna?
Materia i ciało, którym szarpnęła było zdecydowanie zbyt realne, by rozpłynęło się w palcach. A znajomy zapach krwi, spalenizny i jęki gdzieś w oddali nie dawały szansy na wpisanie sytuacji w poczet wymyślnych snów. Chyba...
Nic co widziała, nie było znajome. Ostatnie co pamiętała, to ulica na Pokątnej, a teraz? Skąd na Salazara pole bitwy? I czemu znalazła się na nim z uczepioną jej szaty, nieznajomą? - Świetnie - wydusiła ciężko, gniewnie, ale nie wypuściła dziewczęcego ramienia, zanim nie znalazły się za prowizoryczną osłoną. Jakieś zaklęcia śmignęło nad głowami, sugerując że w pobliżu toczy się zażarta bitwa. Myślała intensywnie, analizując tak jękliwe słowa dziewczyny, jak i własną sytuację. Jeśli dziwnym zbiegiem trafiły na...na co? Co tłumaczyłoby podobną zmianę? I gdzie się znajdowały?  - Potem się potknęłam.. - Czekaj, potknęłaś, o co? Gdzie? - Różdżkę wciąż trzymała w pogotowiu, ale wzrok przeniosła na opowiadającą. W jej opowieści musiała być wskazówka, a samo potknięcia wydało się najbardziej realnym źródłem informacji. Może przeklęty przedmiot, który ktoś upuścił? Magiczna anomalia? Tylko jak miało się to zdarzyć na ulicy, w której panował zakaz używania magii? - Myśl dziewczyno - ponagliła ostrzej, niż zamierzała, ale nie planowała się tłumaczyć. Jeśli chciały wyjść...cało z tego bagna, musiała wiedzieć, co właściwie je tu sprowadziło - Mężczyzna, będziesz w stanie go rozpoznać? ... - wychyliła się zza filaru, zerkając na miejsce, w którym jeszcze przed chwilą się znajdowały. Czy ktokolwiek wyróżniał się w otaczających je zawieruchy? - Wychyl się, będę cię osłaniać. Spróbuj sie uspokoić. Widzisz go? - Jeśli przyczyną był ktoś, musiały go dorwać. Jeśli nie...cóż - I wyciągnij różdżkę - zmarszczyła brwi, ale ostra nuta zeszła z tonu. Z przestraszoną i panikującą miała mniejsze szanse na zdziałanie czegokolwiek.






Ja walcząca z nim, ze światłem, ze świtem.

Nadeszły fale, ukradły go i zabrały
na wojnę.
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Kamienice mieszkalne   13.08.18 11:31

| 8 lipca

Przekonanie młodziutkiej Febe by spędziła cały, długi dzień z przyjaciółką ojca, okazało się więcej niż łatwe - dziewczynka znała i ufała Deirdre, dlatego radośnie przystała na tę propozycję, przygotowując się do spaceru bardzo pieczołowicie. Długie włosy ozdobiła czerwonymi kokardami, ubrała też najlepszą, błękitną sukienkę, i chociaż jej cera pozostawiała wiele do życzenia, blada, o niezdrowym kolorycie, związanym z wybuchami anomalii, to na twarzy gościł szczery uśmiech. Po raz pierwszy od dawna mogła opuścić kamienicę przy Pokątnej, wyjść gdzieś dalej, niż za jubilerski warsztat ojca, przebywającego tymczasowo poza granicami Wielkiej Brytanii.
Tuż po opuszczeniu mieszkania, za bramą prowadzącą na boczną uliczkę, oczekiwał je już Magnus. Wahała się, czy poprosić go o pomoc, ale anomalie bywały więcej i nieprzewidywalne. Brakowało tylko, by Febe pozbawiła ją natychmiast przytomności a potem zaaferowała przechodniów, umieszczając bezsilną Deirdre w Świętym Mungu. Znała siłę niespodziewanych wybuchów magii, szanowała nieokiełznaną moc i rzeczowo mierzyła siły na zamiary, wsparcie lorda Rowle'a wydawało się jej więc czymś oczywistym i rozsądnym. Co dwie różdżki, to nie jedna - i co dwoje pseudorodziców, przemykających bocznymi uliczkami na Nokturn, to nie osamotniona, zagubiona mama. Buzia nie zamykała się Febe, opowiadała o amuletach, o nowej książce do historii magii, o jakichś świecidełkach i greckich mitach - na swój uroczy, dziecięcy sposób, doprowadzający Dei do wewnętrznej frustracji - ale Tsagairt uśmiechała się z udawanym zainteresowaniem, ponad głową dziewczęcia zerkając na Magnusa.
- Rozkoszna, prawda? - spytała uprzejmie, chociaż jej wzrok sugerował, że najchętniej rzuciłaby na Febe skuteczne Silencio. - I jaka mądra - poklepała brunetkę po ramieniu, rozglądając się dyskretnie dookoła. Tego wczesnego ranka nie mijało ich zbyt wiele przechodniów, niektórzy dopiero otwierali swoje sklepiki i zaaferowani nie przyglądali się śpieszącej gdzieś rodzince. Kierowali się na Nokturn, sobie znanym przejściem, dość tajemniczym, prowadzącym na tyłach kamienic mieszkalnych. Ten przydługi spacer, mający zakończyć się obiecanym zaznajomieniem z innymi dziećmi - Febe uwielbiała opiekować się swymi lalkami i misiami, przyjęła więc z entuzjazmem perspektywę wspólnej zabawy z młodszym rodzeństwem - stawał się dla Valhakisówny wstępem do brutalnych tortur i bolesnego końca. Z czego radośnie nie zdawała sobie sprawy, kontynuując opowieści, kierowane głównie w stronę Magnusa.



| anomalie za dziecko!




there was an orchid

as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kamienice mieszkalne   13.08.18 11:31

The member 'Deirdre Tsagairt' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kamienice mieszkalne   14.08.18 18:26

Dzieci. Różdżki, na których końcu tlił się płomyczek Szatańskiej Pożogi, niebezpieczne, niezrównoważone, rozchwiane. Dwa takie egzemplarze posiadał na własność, do kaprysów wywołanych niestabilną magią dodając jeszcze grymasy i fumy kilkuletnich dziewczynek chowanych na księżniczki. Na żadne bachory nia spoglądał równie łaskawie, jak na swoje córki - ojcowskie oko było bystre zarówno przy dostrzeganiu sukcesów, doznanych krzywd, ale również i przewin, więc małe lady miały szczęście doświadczyć wypośrodkowanego dzieciństwa, czegoś pomiędzy wojskową musztrą (nierzadką wśród szlacheckich latorośli) a egzystowaniem w mydlanej bańce beztroski. Deirdre zwróciła się do odpowiedniej osoby - czyżby cynk od Ramseya? - wzbudzał zaufanie, dzieci wręcz do niego lgnęły i choćby odpychał je kopniakami, był pewny, że te jak otumanione psy i tak by wracały. Po więcej czułości.
Grzecznie czekał na swe towarzyszki w jednej z bram Pokątnej, natychmiast zważając na ich nagłą materializację. Niezwykle pogodną Deirdre powitał uśmiechem, poszerzającym się wraz ze zderzeniem się spojrzeniami z rozpromienioną dziewczynką. Smagła skóra, ciemne włosy przystrojone czerwonymi wstążkami, porządna sukienczyna, jaka nie mogła zrobić na nim wrażenia. Odwrotnie od śmiałości: Febe nie miała żadnych oporów, by otworzyć się przed nieznajomym i streścić mu więcej, niż by sobie tego życzył. Rodzinne perypetie, sekrety orientalnego pochodzenia; nie udawała Greka, snując historyjki zabarwione podtekstem rasowym. Prawie się wzruszył tą świadomością, ale przypomniało mu się, że dziewczynka już za długo nie pożyje. Marnotrawstwo go nie tknęło, ciałko Febe posłuży do wyższych celów, więc skoro jałowić, to do cna.
-Opowiedz nam mit o Filomeli, Febe - poprosił gładko, rad, że sprawi dziecku przyjemność w tej ostatniej drodze. Krzyże niosła tylko Deirdre, nienawykła do wysokiego trajkotania, acz bolączki kobiety niewiele obchodziły Magnusa. Instynktownie wyciągającego ręce i łapiącego osuwające się ciałko dziewczynki.
-Problem z głowy - skomentował, unosząc bezwładną Febe w górę i umieszczając ją bezpiecznie w koszyku z ramion. Dziewczynka zachowała na twarzy łagodne zdziwienie, jakby niespodziewanie zmorzył ją sen - troskliwszych rodziców ze świecą szukać w całym Londynie, obdarzał ją niesłabnącą uwagą, jakby była całym jego światem. Drżącym w posadach od skumulowanej w niej magii, jaka niedługo zatrzęsie całą Anglią.


Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Kamienice mieszkalne   15.08.18 18:07

Zerknęła ponad ciemną główką Febe prosto na Magnusa, unosząc lekko karcącą jedną z równych brwi. Nie znała się na literaturze tak doskonale, jak lord Rowle, szanowany eseista Walczącego Maga, zaczytany w księgach przeróżnego rodzaju przez całe swoje życie, ale nawet ona kojarzyła tą mitologiczną opowieść. O gwałcie na niewinnej siostrze swej małżonki, o wyhaftowanym peplos, o ucieczce w postaci ptaków. Dawne opowieści o bóstwach i herosach miały w sobie wiele brutalności, ale Deirdre wątpiła, by akurat losy Filomeli powinny zainteresować dziesięciolatkę. W pewien sposób troszczyła się o nią - to nic, że prowadziła ją na rozłożoną w czasie rzeź, przeprowadzaną w wyrafinowany sposób przez duet brutalnych Śmierciożerców. Już miała szybko zmienić temat, oszczędzając dopytywań dziewczynki o treść tego konkretnego mitu, gdy Febe dziwnie pobladła. Zaczęła szybciej oddychać, krew odpłynęła z drobnej twarzyczki a w końcu odziane w grube rajstopki nogi ugięły się pod jej ciężarem i Valhakis osunęła się na bruk.
A raczej osunęłaby się, gdyby nie szybka interwencja Magnusa, zwinnie przechwytującego ciałko zanim Febe zdołałaby się uszkodzić o wilgotny od deszczu bruk. Anomalie, to musiały być anomalie, powietrze roziskrzyło się dziwnie i uspokoiło w momencie, w którym dziesięciolatka straciła przytomność. Deirdre od razu przyłożyła dłoń do ust w wyrazie zaniepokojenia - wokół nie było żadnych przechodniów, ale wolała odegrać odpowiednią scenkę, gdyby jakiś ranny ptaszek postanowił ich obserwować. - Biedna kruszynka. Te przeklęte anomalie tak potwornie krzywdzą dzieci - powiedziała z głębokim smutkiem, pieszczotliwie gładząc głowę Febe. Warkocze wisiały bezwładnie z ramienia Magnusa, bez większych problemów biorącego dziewczynkę w ramiona. Doskonale, mieli wielkie szczęście - wewnętrznie Tsagairt odetchnęła z ulgą, rozbudzona i napędzona anomaliami Febe mogła sprawić im po drodze wiele przykrych niespodzianek. - Zabierzmy ją do domu - dodała i, ciągle z zafrasowaną miną, skierowała się w bok, pewna, że niosący Valhakisównę Rowle jej towarzyszy. Weszła w ciemniejszą bramę, potem w boczną uliczkę i sobie znanymi ścieżkami poprowadziła ich w stronę Śmiertelnego Nokturnu. O tej porze większość mętów jeszcze spała, odpoczywając po igraszkach upojnej, morderczej nocy, ale i tak Dei ściskała w kieszeni płaszcza różdżkę, w ciągłej gotowości.

| ztx2, jednak idziemy tutaj, zaułek za gwiezdnym prorokiem




there was an orchid

as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Zawód : Auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kamienice mieszkalne   26.08.18 1:30

19.07

Po każdej katastrofie następuje pewne unormowanie sytuacji, powrót do normalności. Nie inaczej było w przypadku Departamentu Przestrzegania Prawa. Prace tego, zwłaszcza Biura Aurorów, skupiała się z oczywistych względów wokół tragedii Ministerstwa. Każdy auror choć raz trzymał gruby plik akt jej dotyczącej zostając na odprawach wyczulanym na jej problematykę. Prócz tego były jednak inne sprawy. Przyziemniejsze. Nie można było ich po prostu ignorować – podobne działanie świadczyłoby o niemym przyzwoleniu do bezkarności.
Bridget Leach była młodą, bo ledwie dwudziestotrzyletnią pielęgniarką w św. Mungu. Uzyskała stosowne do tego kwalifikacje ledwie rok wcześniej. Zaginęła w tajemniczych okolicznościach po nieudanej próbie teleportacji 23 maja. Tego dnia, wieczorem mieszkanka Whichford z hrabstwa Warwickshire skontaktowała się za pomocą patronusa z Mungiem, by zgłosić, że pod jej domem znajduje się ofiara rozszczepienia teleportacyjnego. Młoda kobieta wyraźnie straciła panowanie nad magią i skończyła w ogródku mieszkanki Whichford. Drugą osobą od której przybyło takie samo zawiadomienie jednak w formie listownej był wracający z pracy kierowca Błędnego Rycerza, który mieszkał nieopodal. Zatrzymał się, by udzielić Bridget pomocy, lecz ta zapewniła, że nic jej nie jest. Nalegała też, aby nikogo nie zawiadamiał, ponieważ już wszystkim się zajęła. Wiedziony dziwnym przeczuciem mężczyzna postanowił udać się do domu i stamtąd mimo wszystko wysłać sowę. Przypuszczał, że dziewczyna nie była w stanie z podobnymi obrażeniami wyczarować silnego zaklęcia obronnego – patronusa, który wezwałby odpowiednie służby. Tym bardziej gdy ledwie była w stanie ustać samodzielnie na nogach. Sądził, że go okłamała – z tego powodu powiadomił mimo wszystko magopolicje. Gdy patrol magopolicji oraz zespół ratowniczy przybył na miejsce po Bridget nie było ani śladu. Sądząc, że Bridget mogła oddalić się będąc w szoku lub udać się w poszukiwaniu pomocy, rozpoczęto jej poszukiwania. Pomimo, iż była widziana na miejscu wypadku zaledwie parę minut wcześniej, nigdzie nie było po niej śladu. Uznano, że być może faktycznie próbowała podjąć się próby wyczarowania patronusa co spowodowało, że stała się ofiarą anomalii, która mogła teleportować ją gdziekolwiek. Nie wykluczano również możliwości, że była to być może druga z kolei anomalia – pierwsza wyrzuciła ją do Whiichford, a druga gdzieś dalej. Nigdy tego nie ustalono. Od tego momentu słuch o niej zaginął, a sprawa znalazła się w martwym punkcie.
Pomimo mijających tygodni nie pojawiała się w pracy. Ostatni raz kiedy to była widziana oraz miała kontakt ze współpracownikami przypadał na 22 maja. Miała wówczas wieczorną zmianę na wydziale zatruć eliksiralnych i roślinnych. Współpracownicy zeznali, że Bridget rozmawiała przez lusterko dwubiegunowe ze swoją siostrą. Rozmowa dotyczyła głównie problemów owej siostry z jej narzeczonym. Niedługo później Bridget miała załamać się i rozpłakać przy pacjencie. Jedna z bliższych przyjaciółek zastała ją siedzącą w całkowitej ciszy, patrzącą tępo w przestrzeń. Nikomu nie udało się nawiązać kontaktu z Bridget. Była nieobecna i zupełnie nie reagowała na żadne pytania. Gdy jej przełożony odprowadził ją do pokoju, Bridget miała tylko wyszeptać „moja siostra”. Przesłuchanie rodziny również nic nie wniosło do sprawy. Żaden z członków rodziny nie miał pojęcia o stanie psychicznym Bridget. Charakteryzowała się energicznym i wesołym usposobieniem. Zawsze wszystko ubierała w trafny żart. Miała do tego talent. Sama siostra na wspomnienie rozmowy wydawała się być szczerze zaskoczona tym, że ta mogła wywołać w niej tak żywe emocje, gdyż ten był wyjątkowo błahy – miał dotyczyć narzekania na to, jak nieudolnie jej małżonek poszukiwał pracy. Dokładny powód załamania Bridget nie jest znany. Nie wiadomo również dlaczego tej zależało na uniknięciu pomocy, jak również dlaczego nie podjęła się od 23 maja próby nawiązania kontaktu z kimkolwiek.
Na tym urywała się historia przekazana Anthonemu przez pracownika magicznej policji który się sprawą wcześniej zajmował. Stał zresztą obok streszczając pobieżnie to wszystko co najpewniej już jutro w bardziej szczegółowej wersji trafi na biurko Skamandera pod postacią konkretnych akt. Dziś bowiem udało mu się odnaleźć zaginioną. Tutaj, w niewielkiej kamieniczce jej martwe ciało zwisało przed nimi głową w dół będąc podtrzymywanym przez działanie zaklęcia levicorpus. Jej nagie ciało oplatał rozżarzony czarno-magiczny łańcuch. Pracował na skórze ofiary wystarczająco długo by w całym pomieszczeniu, jak również korytarzu unosił się drażniący swąd spalenizny. To właśnie on zaniepokoił sąsiadkę, która wezwała magistrażaków w obawie przed spłonięciem kamienicy w której sama pomieszkiwała. Potem posypało się już lawinowo: ci wezwali magipolicje, a ta widząc, że sprawa sięga dalej przez wzgląd na znamiona czarno-magicznego charakteru przestępstwa skontaktowała się z Biurem aurorów. I teraz, jeszcze przez chwilę wszyscy trzej stali na przeciw zwisającej, martwej kobiety, czekając aż człowiek odpowiedzialny za obfotografowanie miejsca zborni na magicznej kliszy skończy swoją robotę. Strażak trzymał różdżkę w pogotowiu bo przecież żarzący się łańcuch wywołać mógł czarno-magiczny zapłon a usunąć go nie można było jeszcze w tym momencie bo stanowił dowód. Musiał zostać uwieczniony. Policjant zaś trzymał w ręku papierosa, a drugą w rozluźnieniu chował w kieszeni spodni będąc wyraźnie zadowolonym z tego, że to już nie jego burdel. Natomiast auror ręce miał splecione wyczekująco na torsie powstrzymując się od pośpieszania fotografa. Nie chcąc tracić czasu rozglądał się po pokoju. Była to naprawdę niewielka kawalerka. Jeden pokój, osobna kuchnia i wydzielona skromna łazienka. Nie było nigdzie znamion przytulności. Żadnych bibelotów, kredensów wypchanych zastawą dla gości, odpowiedniej ilości sztućców, nie było żadnych przypraw ani chleba w kuchni. Musiała wynajmować to pomieszczanie od niedawna o ile w ogóle. Równie dobrze mogło to być włamanie bo nie znaleziono żadnych prywatnych rzeczy mogących należeć do ofiary. Nawet ubrania. Będzie trzeba skontaktować się z właścicielem kawalerki celem ustalenia, czy ta była zabezpieczona jakimiś zaklęciami, a następnie zbadać czy te zostały naruszone o ile istniały. Jak na razie ustalano kto nim w ogóle był bo sprawa już w tym momencie natrafiła na jakieś zamotanie.
Gdy fotograf skończył robotę Anthony podszedł do wisielca i wraz z pomocą funkcjonariusza pomógł odwiesić odwiesić ciało. Nie było to bardzo skomplikowane. Proste finite zakończyło moc działania i łańcuchów, i lewitacji. Myk polegał na tym, by ciało nie gruchnęło o podłogę. Mogłoby to utrudnić późniejszą pracę koronerowi, jak również być może zatrzeć jakiś istotny ślad. Gdy martwe, nagie ciało leżało już w spoczynku Anthony przykucnął przy nim. Różdżką odchylił podbródek do tyłu odsłaniając poderznięte gardło. Wydawało się, że nie można było mieć wątpliwości co do tego, jak umarła. Głęboka cięta na gardle aż krzyczała – ja temu winna! Zastanawiające było jednak to, że nigdzie nie było krwi. Ta w przypadku podobnych obrażeń powinna być w tym momencie wszędzie, a przynajmniej tyle by lizała podeszwy butów wszystkich znajdujących się w pokoju. Tak jednak nie było. Kobieta była osuszona. I to bardzo. To było jednak za schludne na robotę wampira. Auror przesuwał wzrokiem metodycznie niżej – z gardła na obojczyk, klatka piersiowa, niżej. Zmrużył powieki zupełnie jakby to miało wyostrzyć wzrok. Pomiędzy ciemnymi pręgami spalonego ludzkiego mięsa, na wewnętrznej części uda dostrzegł krew, której nie było nigdzie indziej. Po dokładniejszych oględzinach zjawiska mógł podejrzewać, że być może morderstwo miało podtekst seksualny. Było to jednak przypuszczenie. Z werdyktem zamierzał wstrzymać się do momentu wydania opinii przez koronera. Z ciekawszych spostrzeżeń udało mu się również dostrzec na kostce ofiary ciąg runicznych inskrypcji zapisanych na skórze drobną czcionką oplatającą ją dookoła, jak jakiegoś rodzaju bransoletkę. Jakiegoś rodzaju klątwa...? Będzie trzeba to skonsultować. Nie był jednak w stanie spisać wszystkich znaków. Płonący łańcuch zwęglił część bladej skóry wraz z zapisem.
Nie będąc w stanie wycisnąć już nic więcej z oględzin miejsca zbrodni zostało mu jedynie dopilnowanie by ciało doczekało się przewiezienia do prosektorium. Wracając do biura myślał o tym co widział i z jakiegoś powodu wydawało mu się to znajome. Gdzieś podobny schemat morderstwa przemknął mi przed oczyma lub...myślami. Akta. Być może to właśnie tam, kiedy to porządkował się wraz z Kierianem, mógł się natknąć na coś podobnego. Musiał się upewnić. Kto wie. Może mieli do czynienia z naśladowcą...?

|zt




What some folks call impossible, is just stuff they haven’t seen before.
I'll show them.
Powrót do góry Go down
Neala Weasley
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t4086-neala-weasley-prosze-pana#79724 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Zawód : siostra na pełen etat
Wiek : 15!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kamienice mieszkalne   09.09.18 22:48

15 sierpnia

Właściwie to trochę się zasiedziałam w Esach i Floresach, ale rozważyłyśmy bardzo ważne sprawy z kuzyneczką Franką. Właściwie one zawsze takie były i za każdym razem coś innego zaczynało mnie dręczyć. A jak takie dręczące coś się już do mnie przylepiło, to nie byłam ukontentowana nim nie znalazłam rozwiązania na dany problem. Więc oczywiście musiałam poszukać odpowiedzi. A że obiad był już dawno zrobiony i tylko czekał aż Brendan nie wróci z pracy żeby go zjeść ja mogłam wyjść. Tyle że jakoś źle to wszystko jednak czasowo obliczyłam, bo teraz wracałam do domu w blasku ostatnich promieni słonecznych - a przecież wyraźnie ostrzegał mnie żebym nie chodziła po zmroku sama bo na ulicach zaczęło być niebezpiecznie. Ale znów też nie mogło być aż tak, poza tym - rozsądna nawet byłam i wiedziałam też jak się bronić. Tyle że jakoś tak Horizont Alley - mimo że jak zwykle urocza - to po zmroku przynosiła mi jedynie gęsią skórkę. Doskonale też wiedziałam, że z niej można prosto na Nokturn się dostać który omijałam szerokim łukiem - bo problemów miałam swoich aż nadto, żeby jeszcze chodzić i pod nogi napatoczyć się jakiemuś czarnoksiężnikowi.
Przycisnęłam mocniej do piersi książkę którą dostałam od Frani, prawą dłoń włożyłam w kieszeń znoszonej sukienki zaciskając ją na różdżce, a sama przyśpieszyłam kroku mając nadzieję dotrzeć do domu nim mrok całkowicie pochłonie Londyńskie ulice.
I pewnie dotarłabym, gdyby nie to, że obok tego co działo się w zaułku niedaleko nie mogłam przejść obojętnie. Trochę mieliśmy to w krwi, że obojętnie nie przechodziliśmy obok niczego i byłam niemal pewna, że pewnie właśnie przez to kiedyś wpakuje się w jakieś naprawdę poważne tarapaty i trochę miałam wrażenie, że to będzie właśnie dzisiaj.
W jednej z uliczek odchodzących od Horizont Alley działo się nie za dobrze. Łącznie była ich trójka; dwójka z nich była niewiele starsza ode mnie - a przynajmniej tak wyglądała, ten trzeci zdawał się jednak bliżej mojego wieku. Ale tych dwóch, zdecydowanie górowało nad tym trzecim. Trochę przypominali mi starszych ślizgonów - ta dwójka oczywiście. Ten trzeci zaś, cóż, bliżej mu było do puchona - jeśli mam być szczera. I jeden z tych niby - może kiedyś - ślizgonów popchnął na ścianę tego mniejszego. A je to wszystko widziałam. Widziałam, jak drugi z nich wyciąga różdżkę i wciska mu ją w gardło. Widziałam, więc nie mogłam przejść obok - Weasley nigdy nie uciekał, zawsze pomagał słabszym i tym, którzy tej pomocy potrzebowali. Dlatego weszłam w uliczkę, mając nadzieję, że dzisiaj jeszcze wrócę do domu. Sięgnęłam po różdżkę, którą wyciągnęłam celując w tego wyrośniętego ślizgona który stał bliżej mnie.
- Hej! Dwóch na jednego to średnio sprawiedliwe. - zaczęłam, mając nadzieję, że gdy zrozumieją że szanse się wyrównały, to odpuszczą i uciekną. Bo tacy ludzie zazwyczaj byli tchórzami. Ale chyba oceniali po pozorach, bo jeden z nich nawet roześmiał się, jakbym opowiadała jakiś dobry żart. Zacisnęła mocniej dłoń na różdżce, zerknęłam na chłopaka, który teraz zdawał się interesować ich o wiele mniej niż ja. - Uciekaj. - poleciłam mu, widząc, że uwaga mężczyzn skupiła się na mnie. I trochę się zdziwiłam, że tak od razu i bez zawahania rzucił się w długą mijając mnie z pędem. Poszybowało pierwsze zaklęcie, promień ognia pognał za uciekinierem - stanęłam mu na przeciw. Nie ja, książka, którą rzuciłam by zderzyło się z zaklęciem. Zaraz stanęła w płomieniach z upadając zaraz obok mnie. Nadal się paliła - miałam tylko nadzieję, że kuzyneczka Frania całkowicie się na mnie nie pogniewa za zniszczenie jej książki. Zerknęłam za siebie, chłopaka który wyglądał jak puchon już nie było. Został tylko ja i dwoje mężczyzn, którzy teraz w pogłębiającym się cieniu wyglądali jeszcze bardziej jak ślizgoni. Poprawiłam uchwyt na różdżce i cofnęłam się o krok.
Za późno, dopadli mnie nim zdążyłam rzucić pierwsze zaklęcie. Zaśmiewając się ze mnie. Szarpnęłam się, ale wykręcona ręka bolała. Musiałam szybko znaleźć jakieś wyjście z sytuacji, która zdawała się bez wyjścia. Zacisnęłam zęby zmuszając się do myślenia - przecież coś na pewno byłam w stanie zrobić.




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Wolny strzelec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 13/29
SPRAWNOŚĆ : 28/44
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Kamienice mieszkalne   10.09.18 0:18

Zaczynało zmierzchać, a to oznaczało, że to czas by wypełznąć ze swojej jaskini i udać się, przynajmniej dziś, w innym kierunku niż ten w którym mieściła się Mantykora lub Dziurawy. Portfel był bowiem jakiś taki nieprzyjemnie lżejszy niż powinien, a coś do żołądka innego niż tanie piwo wypadałoby wrzucić. Wolnym bo zaspanym krokiem zmierzałem więc z Nokturnu przez Horizont Alley w stronę Doków wiedząc, że Jerry na pewno coś dla mnie znajdzie. Zwłaszcza teraz, gdy magia robiła wszystkich w chuja, a ja byłem nieco ponad nią. Heh. Podrapałem się po kilkudniowym zaroście pod brodą nie ujmując sobie z ust tlącego się fajka. Zrobiłem to później by wypuścić gęstą chmurę tytoniowego dymu z płuc. Nagle z uliczki przede mną wybiegł jakiś gówniak, który prawie na mnie wpadł.
- Uważaj jak łazisz, do cholery... - warknąłem kapryśnie, a potem z lekkim marazmem przekręciłem głowę w stronę rumoru docierającego z głębin bocznej uliczki. Początkowo ze zwyczajnej ciekawości o to, kto jest tak popierdolony by kręcić się w okolicy późniejszą porą i czy coś z niego zostanie niż z chęci jakiejkolwiek interwencji bo tak właściwie o ile kłopoty mnie lubiły tak ja jednak nie szukałem ich na siłę. No, z drobnymi wyjątkami. Trochę się to pozmieniało, gdy w refleksie magicznego zaklęcia dostrzegłem kłąb płomiennie rudych włosów. Ciągle miałem w pamięci to, jak Lil wyrzuciło na Nokturn. Jak mogłem więc zignorować obrazek w którym jakichś dwóch leszczy próbowało swoich sił?
- E, panienki! - podniosłem głos czekając aż zwrócą na mnie uwagę. Pewnie stawiałem kroki przed siebie podchodząc bliżej. Mieli wyciągnięte różdżki. Ja po swoją jednak się nie fatygowałem. Widziałem po zwątpieniu na ich twarzach, że gówno jeszcze pod nosem mają i tyle samo wiedzą o tym jak się zachować w podobnej sytuacji - czyli kiedy pojawia się ktoś starszy, większy i na kim nie robi wrażenia bycie w mniejszości - Co wy do kurwy odpierdalacie, co...? - warknąłem - U siebie jesteście czy co? Spierdalajcie zanim was przerobie na skarpetki - dodaję i mierzę ich ponuro spojrzeniem doskonale zdając sobie sprawę, że wyglądam jak ponury drab z Nokturnu. Nie dziwi mnie więc, że po chwili wahania chyżo się wycofali. Westchnąłem kręcąc z niedowierzaniem głową. Kiedyś szacun na dzielni zdobywało się pomagając w poważniejszym przemycie, a nie gwałcąc po zacienionych uliczkach kobiety. Tak to przynajmniej wyglądało z mojej perspektywy. Świat na prawdę schodził na psy. Podszedłem do dziewczyny, którą porzucili na bruk
- Nela - zaskoczyło mnie jej obecność tu. - Jesteś cała...? Coś ci zdążyli zrobić? - kucnąłem przy niej, a potem wyciągnąłem dłoń by mogła się dźwignąć - Czy ty się trochę nie zgubiłaś, co? - w moim głosie pobrzmiała nagana i niezadowolenie - Masz ty coś w tej głowie? Źle jest tedy łazić o tej porze. Z Nokturnu się rozlewają męty i łatwo sobie guza zrobić. Powinnaś się trzymać Pokątnej. - mówię jej, chociaż nie do końca mam pojęcie co tu robi. Książka sobie dalej wesoło gdzieś za plecami skwierczała bądź się już tylko żarzyła - Co tu robisz? Brat wie gdzie się szlajasz...?




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Neala Weasley
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t4086-neala-weasley-prosze-pana#79724 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Zawód : siostra na pełen etat
Wiek : 15!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kamienice mieszkalne   12.09.18 2:11

Myśleć, musiałam myśleć. Co Brendan mówił, żeby robić w takich sytuacjach? Bo mówił coś na pewno, o tym byłam przekonana, ale myśli jakby trochę nie chciały współpracować, a wszystko jeszcze przysłaniał ból. Skupić się. Musiałam się skupić. Przecież umiałam myśleć i umiałam działać.
Myśl, Neala - poradziłam sobie, próbując uspokoić oddech i lekko rozszalało przerażone serce. Jak poradzić sobie z dwójką większych i silniejszych przeciwników?
Sprytem.
Odpowiedź przyszła sama, a w głowie powoli zaczął formować się plan. Może nie idealny, ale miał możliwość powodzenia. I już się zabierałam do tego - czy raczej zabierałam się, żeby znaleźć odwagę - zabrać. Ale nagle jakiś głos trochę przerwał ich gadanie i moje myślenie. Odwróciłam lekko głowę, żeby zerknąć kto to od panienek chłopców wyzywa, jednocześnie czując coś w rodzaju ulgi. Chyba trochę nie byłam gotowa na to, żeby sama  z dwójką chłopaków walczyć. Chociaż, pewnie i tak bym spróbowała. Cieszyłam się jednak, że nie muszę. W każdym razie, trochę się zdziwiłam widząc Matta. A potem skrzywiłam lekko na słowa które mówił, to niecenzuralne. Bo przecież języ nas pełen był tylu możliwość, że można było wszystko pięknie i bez przekleństw wyjaśnić. Ale też wyglądał tak jakoś, groźniej, że sama przez chwilę zaczęłam się zastanawiać, czy bezpieczniej to nie byłoby razem z nimi trzymchnąć. Trochę z zaskoczeniem też zarejestrowałam, że ten jeden, co to mnie za tę rękę trzymał to wziął i pchnął mnie, a ja sama na ziemi wylądowałam, zdzierając sobie wierzch dłoni które przeciągnęły przez kamienny i szorstki bruk. Trochę mi to świadomość zabrało, gdy ból rozszedł się od dłoni i dopiero moje imię wypowiadane znanym mi głosem przywróciło mi świadomość. Zamrugałam kilka razy, jakby powracając do rzeczywistości.
- Nie. - zaprzeczyłam od razu, ostrożnie końcówkami dłoni łapiąc za wystawioną rękę. Nie chciała by coś dotykało zranienia. Obróciłam zaraz dłonie chcąc zerknąć czy to tylko powierzchowne zranienia i czy starczą na nie zioła i moje umiejętności, czy też po powrocie powinnam napisać do kuzyneczki Margie, żeby - jak ma chwil kilka - weszła do nas i trochę pomogła. Zmarszczyłam nos na kolejne słowa, a raczej na to jak głos sam brzmiał i uta też lekko skrzywiłam. bo ja doskonale wiedziałam dokąd szłam i wcale, ale to wcale się nie zgubiłam. Rozejrzała się i dostrzegłam tą książkę, co to od kuzyneczki Frani na wypożyczenie wzięłam. Podeszłam butem depcząc zgasiłam te części, które się żarzyły, a potem ostrożnie podniosłam jej resztki uważnie oglądając ją z całej strony. - To dopiero niefart. - mruknęłam wzdychając cichutko. Będę musiała ją przeprosić. Pewnie jak jej opowiem wszystko to powie, że wcale się nie gniewa, ale pewnie jakiś smutek to w jej sercu zrodzi. A książki nie dało się już w żaden sposób naprawić zaklęciem - wiedziałam, że nie. To raczej takie dość nieodwracalne uszkodzenie było.
- Trochę się zasiedziałam w Esach i Floresach u kuzyneczki Frani. - wyjaśniła, nie odejmując zmartwionego spojrzenia od książki. Jej brwi marszczyły się lekko nadal jakby szukając jakiegoś rozwiązania. - Do domu szłam, ale no nie mogłam przejść tak po prostu, jak tych dwóch tak na jednego mniejszego ruszyło. - mówiła dalej, w końcu unosząc spojrzenie na mężczyznę, który mi dzisiaj pomógł. - To mało szlachetne, nieprawdaż? Dwa do jednego, to nigdy dobra statystka. Jeśli szane nie są równe to i walka równa nie jest. Ale nie sądziłam, że jak mu powiem, żeby uciekał, to to zrobi. No a jak rzucili zaklęcie w niego, to ja rzuciłam książkę, żeby to w nią trafiło a nie w niego. Ale na wszystkiego sasanki, nie chciałam jej specjalnie popsuć. Myśli pan, panie Bott, że kuzyneczka Frania zła na mnie będzie? - zapytała, unosząc lekko książkę, widocznie tym faktem najmocniej przejęta byłam. Mocniej niż lekko krwawiącą dłonią. Która teraz mnie już nie bolała, jedynie lekko podszczypywał. Bo tak wziąć i zawieść czyjeś zaufanie to sprawa dość poważna. - Brendan? - zdziwiła się lekko, że w ogóle to wie, że brata mam. Ale jak się znali to chyba dobrze świadczyło.  - Ja dorosła już jestem, problemów Brenowi nie sprawiam większych. Teraz to w pracy jest. Ostatnio więcej jej ma. Oh, właśnie, muszę wrócić, bo to by nie do końca przyjemnie było jakby wrócił i znów tylko tą swoją kawę pił, zamiast obiad jak człowiek zjeść. - zadecydowała, rozglądając się na boki. Już miała ruszać, ale zamiast się zatrzymała. - Może i pan ze mną pójdzie, panie Bott. Chociaż posiłkiem podziękuję, on szybko zrobiony będzie, ale Bren mówi, że dobry jest. A i Brendan się pewnie ucieszy, skoro znacie się. - zaproponowałam, zawieszając spojrzenie na mężczyźnie. Przestąpiłam z nogi na nogę w oczekiwaniu na odpowiedź.




Anything’s possible if you’ve got
enough nerve.

Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Wolny strzelec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 13/29
SPRAWNOŚĆ : 28/44
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Kamienice mieszkalne   14.09.18 14:59

Z różnymi ludźmi należało różnie rozmawiać. Ja sam nie byłem w tym kompletnie biegły jednak w odróżnieniu od większości znałem język ulicy i rządzące nią prawa. Tu kwieciste słowa czy honor nie wiele znaczyły. Im jesteś większy, głośniejszy, straszniejszy, im grubszą masz sakwę tym dalej twój głos sięgał, tym bardziej się z tobą liczono. Ja na szczęście spełniałem dwa wymogi więc nawet jeśli dzieciaki machały różdżkami to nie czułem obawy bo widziałem po ich postawie i zachowaniu, że byli jeszcze nieopierzeni. Szybko więc problem zniknął. Całe szczęście bo coś czułem, że w innym wypadku oberwałbym jakimś zaklęciem z trzy razy nim bym dopadł do ich twarzy.
Pomogłem Neli wstać. Trochę nie mogąc pojąć co ona tu właściwie robiła. Gdy mi zaprzeczyła to nie powiem – trochę zbaraniałem. No w porządku. Nie zgubiła się. Jest tu gdzie chciała być. Rozejrzałem się raz jeszcze po tej ponurej bocznej uliczce nie będąc mimo wszystko co do tego przekonanym. Tak. Na pewno tak jest. Mhm.
- No...to chyba zależy jak droga to była książka – rzucam trochę bez pomyślunku patrząc na tą zwęgloną księgę. Nie znałem jej kuzynki ale jeżeli to było coś cennego to bym się wkurwił. Lepiej by było jak dla mnie gdyby jakiś mało rozgarnięty gówniarz który nie wie gdzie powinien być, a gdzie nie oberwał, a nie niewinna, kosztująca książka. Albo i nie? – I to raczej głupie przeliczać siły na liczebność. Nie wiem czy takie to by było szlachetne jakby na trzech cherlaków zasadziło się trzech typa z krwi i kości – zaśmiałem się pod nosem mocniej gdy rzuciła, że gość któremu kazała uciekać...uciekł. Ciekawe czego oczekiwała. Że zacznie nastawiać pranie? Heh.
- No Brendan, Brendan. Trochę kwadratowy, rudy, bez poczucia humoru i lewej... - schowałem dłoń za rąbek lewego rękawa i uniosłem imitację jednego kikuta, a potem to samo zrobiłem dla drugiej w chwili w której złapała mnie wątpliwość - ...albo prawej dłoni..? To twój brat, czy coś się zmieniło...? - rzucam lekko rozbawiony. Znałem przecież Brena. Razem w Hogu byliśmy w tym samym czasie. Na nieszczęście. Wiedziałem, że ma siorkę. Właściwie po obozie nie miałem wątpliwości, że to Nela – Chodziliśmy razem do Hoga. Nawet do tego samego domu. Czasem widujemy się w jego pracy – Wyjaśniam ignorując fakt że nieco różnym charakterze te spotkania przebiegały no ale co tam. Uśmiechnąłem się pod nosem na wspomnienie pofestiwalowego zamieszania przez które oboje wylądowaliśmy w Tower.
Ucieszy się.
Moje usta nie mogły się nie wygiąć w szerokim uśmiechu. W to nie wątpiłem, że by się ucieszył. Właściwie uważałem to za bardzo tragiczny pomysł.
- Pewnie – rzuciłem od razu poddając się jakiemuś ocierającemu się o samobójstwo kaprysowi. Ostatnio tych miałem wiele. Uśmiechnąłem się pozytywnie, włożyłem ręce w kieszenie – Skoro to nie byłby problem. Akurat przyda mi się przed pracą coś zjeść – zawsze lepiej włóczyć się o pełnym niż pustym żołądku, co nie – Jak tam nastroje przed powrotem do Hogwartu? Wakacje chyba jakoś niedługo się kończą, co nie? - zagaduję, gdy tak już zaczynamy iść ulicą.




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
 

Kamienice mieszkalne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

 Similar topics

-
» Kamienice mieszkalne

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18