Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Bar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Bar   10.09.15 1:32

First topic message reminder :

Bar

Kontuar z trunkami, przy którym od wielu dekad rządzi pomarszczony już barman, o wybrakowanym uśmiechu. Niezależnie czy jesteś strudzonym pracownikiem Ministerstwa, czy może masz wygląd rzezimieszka, który wyrwał się poza Nokturn, a może dopiero co dowiedziałeś się o zdradzającej żonie, Tom znajdzie odpowiedni alkohol dla ciebie, a także czasami zaproponuje jeden z pokoi na piętrze. Skrupulatnie dba o to, by nieletni dostali co najwyżej kremowe piwo.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Charles V. Rogers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3772-charles-v-rogers#69430 https://www.morsmordre.net/t3858-omega#72209 https://www.morsmordre.net/t3857-czarls-prysl#72204 https://www.morsmordre.net/f146-fleet-street-120-1 https://www.morsmordre.net/t4037-charles-v-rogers#78586
Amnezjator
35
Półkrwi
Żonaty
mam w sobie tyle uroku co zdechła dżdżownica
6
12
0
0
3
0
0
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar   16.12.16 20:05

To było zadziwiające, że traumatyczne przeżycia wyciągają z nas to co najgorsze. Nie twierdzę, że kiedy żył w pozornie szczęśliwym małżeństwie nigdy nie sięgał po alkohol. Nie mogę też powiedzieć, że w kieszeni jego płaszcza nie znalazłbyś w tamtym czasie paczki papierosów, albo, że jego wzrok nigdy nie padał na piękną twarz jakiejś kobiety. Teraz jednak te wszystkie elementy spotęgowały się do granic. A czasami… czasami aż poza wszelkie granice. Nie miał wyrzutów sumienia. Nie żałował. Wiedział, że nie ma słów jakie może powiedzieć sam sobie by zmienić stosunek do tego co mu się przytrafiło. Wiedział, że ludzie nie patrzą na niego przez pryzmat udręczonego, ale przez pryzmat stoczonego. Na dno. Masz tak czasem? Wiesz, że do dna brakuje Ci tylko kilka centymetrów, ale nie wyciągasz nogi by się odbić? Bo niby po co? On tak właśnie ma. Wisi kilka centymetrów wiedząc, że odbicie się to zbyt dużo. Wyjście na powierzchnię też. Za późno. Słysząc słowa barmana prychnął tylko. Nigdzie się nie wybierał. Butelka w jego dłoni była zbyt ciężka by móc pozostawić ją samej sobie. Wypił duszkiem to co miał w szklance i przychylił butelkę by złoty trunek mógł znaleźć się w odpowiednim dla swojego przeznaczenia miejscu. Na kobietę przestał zwracać uwagę. Przynajmniej przez te kilka sekund, które prawdopodobnie w rzeczywistości były długimi minutami. Dopiero słysząc, że zaczyna coś mówić przeniósł na nią wzrok. Nadal był czujny. Nadal reagował na wszelkie bodźce. Tego też chętnie by się pozbył. Po chwili dotarło do niego o co tak naprawdę kobieta właśnie go zapytała. Już dawno nikt nie połączył go ze słowem „żona”. Mało tego. On sam sobie tego nie robił. Przecież wiedział, że to najgorszy sposób ze wszystkich. Pamiętać. Na początku odwrócił wzrok skupiając się na falującej w szklance tafli brązowego trunku. Butelkę odstawił na blat i poruszył się nerwowo na krześle. Widzisz to Grace? Powinnaś się cieszyć. Jesteś jedyną osobą, która widzi jak naprawdę to wszystko na niego działa. Wszystkie wspomnienia zaatakowały jego umysł. Potarł nerwowo czoło jakby chciał pozbyć się tych wszystkich obrazów.  Nie trwało to zbyt długo, bo po chwili mężczyzna wyprostował się i zaśmiał bez krzty wesołości. Sięgnął po szklankę i wypił całą jej zawartość opuszczając pustą szklankę z głuchym brzdękiem na blat baru. - Żona? - zapytał spoglądając na kobietę i odsuwając krzesło by mógł wstać. Kiedy się podniósł chwycił za blat by utrzymać równowagę. Uśmiechnął się do brunetki. - Ja nie mam żony. - odpowiedział machając jej dłonią, na której brakowało obrączki. Został tylko ślad po noszeniu jej przez wiele lat. Zrobił krok w bok, ale nogi się pod nim ugięły i znowu potrzebował chwili by złapać równowagę. - Błąd. Ona bardzo chce mnie widzieć w takim stanie. Ona… - parsknął śmiechem i oparł się o krzesło, na którym siedziała kobieta. Przymknął oczy i wyciągnął dłoń by dotknąć jej policzka, ale zaraz ją opuścił. - Masz racje. Czasss do domu. - odpowiedział uśmiechając się szeroko. Nawet w takich momentach, kiedy wszystko powinno być widoczne jak na dłoni potrafi grać.

z/tx2





Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar   27.12.16 12:13

/z Nokturnu

Nigdy jakoś specjalnie nie ciągnęło go na Nokturn, ale skoro Marcel zechciał zwiedzić owy zakątek, to przecież Titus nie mógł mu odmówić! Miał być grzeczny, miał się trochę uspokoić i oddać pracy, a oczywiście wyszło jak zwykle i zamiast wracać do domu, żeby z rana być wypoczętym i gotowym do dalszej nauki, sterczał na rogu wraz z Floreanem, czekając na inicjatora całego zdarzenia, szanownego lorda Parkinsona, którego już za moment powitał szerokim uśmiechem. Puścił swoich towarzyszy przodem, bo tak szczerze powiedziawszy trochę się bał tego, co może spotkać ich na Śmiertelnym Nokturnie, szczególnie, że już tutaj czuł smród gorszy niż w rzeźni i słyszał tę przerażającą ciszę - jakby gwar ulicy Pokątnej nie miał wstępu na sąsiednią aleję... O, albo jakby nawet dźwięki bały się tam zabłądzić...
Z początku nie było nawet tak źle - ot, szli przed siebie mając w pogotowiu różdżki, Ollivander rozglądał się dookoła, badając wzrokiem architekturę Nokturnu, dziwnie podobną do tej z Pokątnej, a jednak całkiem różną, nawet nie patrzył pod nogi, ale może to i dobrze, bo zanim powrócił do obserwowania pleców Floreana, ten stanął jak wryty, a Titus o mało na niego nie wpadł.
- Flo...? - zaczął. Nie musiał jednak kończyć, bo i jego spojrzenie osunęło się w dół, na coś, co kiedyś było chyba człowiekiem... W pierwszym odruchu zasłonił usta dłońmi, bo poczuł jak żołądek podchodzi mu do gardła... ba! Wszystkie trzewia wywróciły się na drugą stronę, jakby chciały wyrwać się na zewnątrz! Ollivander pokręcił głową, tym razem obiema rękami zasłaniając oczy - może jak uda, że go tu nie ma to nagle się obudzi w swoim pokoju? Albo przynajmniej gdzieś w Lancashire... Kolana to mu się trzęsły gorzej niż galareta, a stopy same niosły w przeciwnym kierunku, byle jak najszybciej znaleźć się z dala od Nokturnu...
Ciepło Dziurawego Kotła wreszcie sprawiło, że przestał dygotać - pomimo późnej godziny w kominku trzaskał ogień, kilku niedobitków zajmowało stoliki; jedni wciąż toczyli żywe dyskusje, inni przysypiali na blatach z kielichem w dłoni, a Tom, stary barman, którego znało chyba całe magiczne społeczeństwo (i vice versa), stał za ladą co rusz omiatając wzrokiem całe pomieszczenie, zaś kiedy kolejna trójka przybyszów wpadła do wnętrza pubu, to w nich ulokował wzrok. Titus dopadł do lady, kilkukrotnie uchylił i zamknął usta, ale wydobyło się z nich tylko coś niezrozumiałego... Walnął więc otwartą dłonią w ladę, wreszcie zdobywając się na krótkie lej do pełna, Tom, bo chyba wszyscy potrzebowali przepalić przełyk ognistą. Zaraz odwrócił się do swoich towarzyszy - pomachał głową, wskazał na siebie i gdzieś w przestrzeń, a ostatecznie machnął ręką bo pewnie i tak nie wiedzieli o co mu chodzi, zaś on chciał im tylko zakomunikować, że idzie na stronę i za moment wraca. Czuł krople zimnego potu na twarzy i karku, musiał je zmyć, koniecznie.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Marcel Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3606-marcel-parkinson https://www.morsmordre.net/t3826-eros https://www.morsmordre.net/t3641-i-m-so-cool-and-totally-awesome https://www.morsmordre.net/f107-egerton-crescent-44 https://www.morsmordre.net/t3988-pan-ladny
Doradca wizerunkowy "he he"
27
Szlachetna
Kawaler
Dziewczyny tkwiły w tej układance
układ ze smukłą dupą uwypukla bycie samcem
10
0
0
0
19
0
20
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar   28.12.16 11:23

Na początku sądził, że to naturalny smród Nokturnu i jego mitycznych mieszkańców, którymi straszono go w dzieciństwie. Woń niemytych ciał (od dawna stykał się wyłącznie z tymi perfumowanymi), zgniłego jedzenia, zwietrzałego potu, fekaliów. W momencie, kiedy spojrzał pod nogi szczerze żałował, iż nie było to żadne obrzydlistwo z gatunku tych, o których pomyślał. Treść marcelowego żołądka podjechała mu do gardła, a sam organ postanowił gwałtownie się zbuntować. Parkinson jedną ręką zaparł się śliskiej ściany (nie chciał nawet się zastanawiać, czym była ubrudzona), ale i tak zachwiał się dość konkretnie, z przerażeniem wpatrując się w rozkładające się ciało. Na które nadepnął.
Nie zdołał powstrzymać zawartości żołądka, która z impetem wyleciała wprost na martwego jegomościa oraz ochlapała marcelowe pantofle. Śliczne, błyszczące trzewiki, ręcznie szyte przez jakiegoś włoskiego szewca w tym jednym, wyjątkowym egzemplarzu. Do wyrzucenia! Najpier zdezorientowany i blady próbował ustalić, co w ogóle się stało. Nokturn, trup, wymioty - zerknął kątem oka na swych towarzyszy, którzy wyglądali co najmniej tak samo niewyraźnie jak i on.
-Zmywamy się stąd, chłopaki - udało mu się wybełkotać, po czym wierzgnął nogami, żeby zrzucić ze stóp ubrudzone buty. Kiedy tylko się ich pozbył, puścił się biegiem po śliskich kamieniach, jakimi wybrukowana była ulica, ufając, że tak samo prędko pognają za nim Titus i Florean. Zatrzymał się dopiero przy Pokątnej tuż przy znajomych witrynach, przyjaznych sklepach oraz miłym zapachu - umm, czy to bułeczki drożdżowe? - który naprawdę docenił po zderzeniu się ze smrodem rozkładającego się ciała. Drżące nogi pokierowały go jednak w stronę Dziurawego Kotła; posłusznie dreptał za Ollivanderem, zdaje się najbardziej rozsądnym z ich trójki. Trzęsąc się ze strachu, obrzydzenia i zaskoczenia wkroczył do baru i zasiadł na wysokim stołku, obojętnie pozwalając, by Titus zamówił także i za niego. W normalnych okolicznościach pewnie by się przekomarzał, ale teraz... Pochwycił kufel z Ognistą i upił łyk łapczywie, zachłannie, z przyjemnością odczuwając znajome drażnienie przełyku, niemające zgoła nic wspólnego z nie do końca strawionym obiadem, lądującym na zewnątrz. Alkohol przynosił ulgę, no i... rozgrzewał zmarznięte i przemoczone stopy.
-Ej - zagadnął nagle, z dziwnym błyskiem w oku, zupełnie trzeźwo spoglądając na swych towarzyszy i prostując się gwałtownie. Teraz, gdy siedzieli w ciepłym barze a w dłoni ściskali kufle wypełnione whisky... Poczuł przypływ odwagi - w sumie to... było całkiem w dechę! - wykrzyknął, zarumieniwszy się z emocji. Ohydne, obrzydliwe, z całą pewnością nieprzeznaczone dla jego lordowskich oczu, ale... Pierwszy raz oglądał coś takiego i wzbudziło to w Marcelu jednocześnie mieszankę ekscytacji jak i przerażenia. Zabójcza kombinacja, powodującą chęć sięgnięcia po jeszcze więcej.


Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar   30.12.16 0:30

Nigdy nie ucieszyłem się na widok ulicy Pokątnej tak jak po wyjściu z Nokturnu. Zacznę inaczej patrzeć na świat! Naprawdę. Ciągle przed oczami miałem te nadgryzione zwłoki i wciąż miałem wrażenie, że zaraz ponownie zwrócę zawartość swojego żołądka. Nawet jeżeli niewiele w nim zostało. Wszedłem blady do baru i, tak jak reszta moich towarzyszy, miałem ogromną ochotę się napić. Po prostu. Nie zdarzało mi się to często, ale po takim wydarzeniu byłem jak najbardziej usprawiedliwiony. Ciepło i spokój Dziurawego Kotła pomału zaczynały i na mnie wpływać kojąco, ale jeszcze trochę brakowało do całkowitego wyleczenia. Na moje oko jakiś dwóch tygodni i dziesięciu wizyt u magipsychiatry. Chwyciłem kieliszek z Ognistą Whiskey od razu po podaniu i od razu go wypiłem, prosząc o dokładkę. Spojrzałem na Marcela jakby był z lekka nienormalny, ale po chwili wyraz mojej twarzy złagodniał i nawet pojawił się na niej lekki uśmiech, bo... W zasadzie miał rację. Bycie na Nokturnie to jest coś! Nie miałem zamiaru tam wracać, ale przynajmniej zaspokoiłem swoją ciekawość i wiedziałem dlaczego ta ulica ma taką renomę. - Było - zgodziłem się więc, uśmiechając się jeszcze szerzej. - Za nas, pogromców Nokturnu - rzuciłem, unosząc wysoko podany przed chwilą kieliszek. Stuknąłem nim o kieliszki Titusa i Marcela. - Nie wierzę, że to zrobiliśmy - powiedziałem rozbawiony, kręcąc lekko głową. Ja, Florean, całkiem nieszkodliwy Puchon i Nokturn. Będę miał o czym opowiadać swoim ewentualnym wnukom, ha! - Ale nie zamierzam tam wracać - zaznaczyłem, robiąc z lekka przerażoną minę i znowu poczułem jak zbiera mi się na wymioty, więc czym prędzej wziąłem łyka whiskey. Odwróciłem się tyłem do lady i zawiesiłem wzrok na kominku. Płomień i charakterystyczny odgłos palonego drewna działały na mnie uspokajająco. Z tych emocji zdążyłem na moment zapomnieć o spotkaniu Zakonu i o tym, że jutro po tym wszystkim czeka mnie całkiem normalny dzień. Taki jak wczoraj, a miałem wrażenie, że to wczoraj to było setki lat temu i ja zdążyłem się przez te sto lat trochę zmienić.


Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar   07.01.17 23:13

Titus wrócił akurat w momencie, w którym Marcel wygłaszał swą ekscytację i... załamał ręce. Najpierw pokręcił głową zerkając na Parkinsona, a później zrobił to samo tym razem spoglądając w kierunku Floreana.
- W dechę? Jesteście nienormalni. - westchnął, wsuwając swoje zacne cztery litery na barowy stołek - No, wasze zdrowie, panowie. - dołączył się do toastu stukając o szkło swoich towarzyszy i wypił alkohol jednym haustem - zapiekło, więc nieznacznie się skrzywił, ale jeno przetarł usta wierzchem dłoni, już za moment machając na Toma by lał następną kolejkę. Ollivander wsparł łokcie na blacie stolika, otoczył dłońmi policzki i zerkał to na jednego to na drugiego.
- Nooo, wreszcie gadasz z sensem, Florean! - roześmiał się - Ja też tam nigdy nie wrócę, a jak jeszcze raz będziesz mnie próbował na coś takiego namówić, Marcel, to obiecuję, że ostudzę twój zapał soczystym plaskaczem. - trochę groźnie (o ile Titus mógł w ogóle wyglądać groźnie z tym swoim gładkim licem nastolatka) zmrużył oczy. Uwielbiał Parkinsona i dogadywali się świetnie odkąd pamiętał, ale - na Godryka! - ostatnimi czasy namawiał go na same dziwaczne eskapady! Najpierw wypad do burdelu, teraz to... Oby za miesiąc nie zamarzyła mu się wycieczka do Tower, albo zwiedzanie cel w Azkabanie, bo znając życie Ollivander nie potrafiłby mu odmówić. Serio, lord Parkinson był chyba jedyną taką osobą.
- Przypomnij mi o tym w razie czego, najlepiej też plaskaczem. - zwrócił się do lodziarza, w międzyczasie na nowo zaciskając palce na naczyniu pełnym trunku i znowu walnął go na raz, znowu się nieco skrzywił, a na koniec odetchnął - Jeszcze mi niedobrze jak o tym pomyślę. - wykrzywił usta w wyrazie zniesmaczenia, wspierając jedną dłoń na swoim brzuchu, a później opuścił spojrzenie na skarpetki Marcela i nie mógł powstrzymać się od śmiechu, bo to była najbardziej komiczna scena w całej tej tragikomedii.
- Ech, tylko butów szkoda... - z rozbawieniem pokręcił czerepem.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Marcel Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3606-marcel-parkinson https://www.morsmordre.net/t3826-eros https://www.morsmordre.net/t3641-i-m-so-cool-and-totally-awesome https://www.morsmordre.net/f107-egerton-crescent-44 https://www.morsmordre.net/t3988-pan-ladny
Doradca wizerunkowy "he he"
27
Szlachetna
Kawaler
Dziewczyny tkwiły w tej układance
układ ze smukłą dupą uwypukla bycie samcem
10
0
0
0
19
0
20
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar   10.01.17 15:19

Po jakże nudnych dwudziestu siedmiu latach, Marce nareszcie zrobił coś, co było nie tylko szalone, ale w stu procentach obmyślone przez niego. Zazwyczaj to nudne, szlacheckie życie szarpało coś z zewnątrz. Jakiś wujek, stryjek, czy pociotek wtrącał się w jego zamysł, ustawiając wszystko po swojemu, bo tak na pewno będzie lepiej. Nawet jego własne projekty, które sporadycznie ukazywały się na pokazach mody organizowanych przez jego rodzinę już na samym wybiegu okazywały się zmienione w tajemnicy przed ich autorem. Młodemu Parkinsonowi było to wybitnie nie w smak, więc mimo tego, że eskapada przecież się nie udało, szczerze zachwycał się całym przedsięwzięciem. Odwaga, brawura, przygoda, adrenalina... Chyba nigdy nie biegł równie szybko, jak umykając z Nokturnu, ale przecież wystawił za tę magiczną granicę znacznie więcej niż duży palec u nogi! To było coś!
-Odezwał się świętoszek. Wcześniej jakoś nie oponowałeś - zamarudził Marcel, przewracając oczami. Trup pozostał daleko, siedzieli w ciepłym barze, popijali dobry alkohol, cieszyli się swoim towarzystwem. Czyż przy opowieściach i whisky nie należało wręcz nieco koloryzować? Wzniósł toast, stukając się zarówno z Titusem, jak i Floreanem, po czym wziął pierwszy łyk orzeźwiającej Ognistej. Palenie było znajome, przyjemne i takie... bezpieczne, swojskie w Dziurawym Kotle.
-Jak myślicie, czym Ognista z Nokturnu różni się od tej naszej? - palnął, w zamyśleniu obracając w rękach szklankę - dodają do niej krwi? - zastanawiał się na głos, całkiem na poważnie, wpatrując się na przemian w Ollivandera i Fortescue.
-Nie ośmielisz się! - odparł wyzywająco, krzyżując ręce na piersi - mam bardzo wrażliwą skórę. Przez długi czas zostałby mi ślad, nie mógłbyś mi tego zrobić - dodał z zadziwiającą pewnością siebie. Chociaż... nie, miał nadzieję, że ruszył sumienie Titusa, bo gdyby przyszło mu paradować po Londynie z odciśniętymi na policzku pięcioma palcami przez kilka tygodni, to pewnie w ogóle nie wstawałby z łóżka, woląc udawać martwego niż patrzeć na skazę na swej urodzie.
-Eee, to nic - wzruszył ramionami; prawdopodobnie nie znał takiej liczby, określającej ilość par butów w jego garderobie - Florean - rzucił nagle - nie odwracaj się. Albo zrób to za chwilę, dyskretnie. Za nami siedzi jakaś dziunia, cały czas się na ciebie patrzy. I się rumieni - wyszeptał podekscytowanym tonem, samemu aż się czerwieniąc - zagadaj do niej - poradził mu, uśmiechając się zachęcająco.


Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar   08.02.17 18:25

O, MERLINIE! JA BYŁAM PRZEKONANA, ŻE TERAZ PORA TITUSA. TRZEBA BYŁO MNIE KOPNĄĆ, ODPISAŁABYM Z MIESIĄC TEMU tears PRZEPRASZAM.
Wypiłem zawartość swojej szklaneczki jednym haustem, stawiając ją z łoskotem na blacie. Wtedy padło pytanie Marcela, a ja przecież nie miałem się nad czym zastanawiać, więc czym prędzej zamówiłem u barmana kolejną kolejkę. Dostałem ją zaskakująco szybko, więc złapałem ją w dłoń i zacząłem się jej przyglądać jakbym widział ją pierwszy raz w życiu. - Nie zdziwiłbym się - stwierdziłem. - Albo kości, żeby uderzały o szkło podczas picia - dodałem bez sensu, chyba procenty pomału zaczynały mi mieszać w głowie, ale dzisiejszego wieczoru kompletnie mi to nie przeszkadzało. Zaraz potem roześmiałem się głośno, obserwując oburzenie Marcela. Pociągnąłem go za policzek niczym prawdziwa stereotypowa ciotka, po czym obserwowałem czy zostaje mu na nim ślad. I... chyba zostawał. - Wy, arystokraci - mówię, teatralnie wywracając przy tym oczami. Wypijam część zawartości swojego kieliszka, ale i tak trudem powstrzymuję się, żeby jej nie wypluć - a wszystko przez tego Marcela! Oczywiście odwróciłem się od razu, a nie tak jak polecił, i faktycznie moje spojrzenie spotkało spojrzenie jakiejś dziewczyny. Automatycznie oboje się odwróciliśmy. - Jeszcze nie ochłonąłem po Nokturnie. Zacznę jej opowiadać o zgniłych ciałach i pomyśli, że jestem chory psychicznie - powiedziałem, dopijając swój kieliszek. Nie posądzałem siebie o taki brak wyczucia, ale faktycznie nie miałem teraz ochoty na podrywy, więc musiałem znaleźć jakąś wymówkę.


Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar   08.02.17 22:55

Titus wzruszył ramionami - prawda była taka, że mógł sobie gadać co chciał, a do kolejnych głupot Marcel pewnie nawet nie musiałby go namawiać. Nie wygrasz z naturą!
- Krwi, kości i jadu bazyliszka. Serio, czytałem o tym. - pokiwał głową z taką powagą na twarzy, że przez chwilę wyglądał jak jakiś zupełnie stateczny brat bliźniak Titusa Ollivandera, który co prawda łeb miał taki sam, ale pod kopułą już coś całkiem przeciwnego - Nie no, żartuję... Chociaż wcale bym się nie zdziwił, oni są pewnie odporni na takie rzeczy. Wiecie, samo nokturnowe powietrze jest jakieś zatrute, normalnie aż czuję jak wraca mi świerzb. - znowu kiwnął łbem, racząc się kolejną porcją alkoholu. Chlali w takim tempie, że jak tak dalej pójdzie to zabraknie im ognistej i będą się musieli raczyć skrzacim winem albo nalewką Hagrida...
- No w sumie to pewnie bym się nie ośmielił. - ponownie wzruszył ramionami, śmiejąc się w głos gdy Florean sięgnął policzka Marcela. Trochę jednak spoważniał gdy panicz Parkinson dostrzegł rumianą młódkę i się Titus aż wychylił żeby na nią spojrzeć, co pewnie zauważyła, bo w tym wszystkim było zero jakiejkolwiek dyskrecji.
- Chyba sobie kpisz! - otworzył szeroko oczy słysząc wymówki pana Fortescue - Czy ty ją widzisz Florek? Dziesięć na dziesięć, postaw jej chociaż drinka, albo zaproponuj, że pokażesz jej jak się robi lody. - parsknął śmiechem (i prawie się przy tym zasmarkał tak go to rozbawiło), szturchając Marcela w bok bo miał nadzieję, że doceni ten wyborny żarcik. I że Florean jednak odważy się wyrwać tę laskę, bo mniemał, że to będzie całkiem zabawne. Nie to, żeby nie wierzył w możliwości przyjaciela! Po prostu... z tej trójki to Marcel znał się na kobietach, a pozostała dwójka raczej średnio...




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Marcel Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3606-marcel-parkinson https://www.morsmordre.net/t3826-eros https://www.morsmordre.net/t3641-i-m-so-cool-and-totally-awesome https://www.morsmordre.net/f107-egerton-crescent-44 https://www.morsmordre.net/t3988-pan-ladny
Doradca wizerunkowy "he he"
27
Szlachetna
Kawaler
Dziewczyny tkwiły w tej układance
układ ze smukłą dupą uwypukla bycie samcem
10
0
0
0
19
0
20
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar   18.03.17 9:26

Makabryczne domniemania rozochociły Marcela do reszty, bo zaczął już snuć w głowie barwną opowieść dla nieznanych sobie jeszcze kompanów jego przyszłego barringu, który zacznie się prawdopodobnie od tego czwartku (tylko frajerzy zaczynali zabawę od piątku) a potrwa pewnie do... kolejnego czwartku? Zależy, jak długa będzie jego historia, wzbogacona o niezaistniałe detale. Musiał dać sobie trochę czasu i sprawdzić fakty, zależało mu na wiarygodności.
-Może... - zastanowił się chwilę nad sugestią Floreana, marszcząc ciemne brwi - bo na pewno dają takich rozdrobnionych, wtedy ten pył tak się unosi, wiecie, jak w gold wasser - rzucił, z zafrapowaniem wyobrażając sobie spektakl powoli opadających prochów na dno kielicha.
-Szkoda, że od przyjmowania jadu bazyliszka nie można nabrać jego super mocy. Rozumiecie, tak paraliżować samym spojrzeniem? Wtedy nikt by nie podskoczył, bo wiecie, udajesz uprzejmego, odsłaniasz rondo kapelusza i pach! Gość palcem nie mógłby już kiwnąć - wybełkotał Parkinson, dokładnie nie nadążając za własnym tokiem myślowym. Zgubił się już od dawna, więc kurczowo czepiał się słów-kluczy, mających naprowadzić go na jedyną słuszną ścieżkę.
-Na rany Merlina, miałeś świerzb?! - wrzasnął, nieco za głośno, gwałtownie odsuwając się z krzesłem od Titusa (jednocześnie uśmiechając się przepraszająco, że nie chciał mieć z nim do czynienia) Drewniany stołek szurnął po podłodze, na nieszczęśćie trafiając w jakąś przerwę w parkiecie - i Marce poleciał do przodu, wprost na zarażonego Ollivandera. Od którego od razu odskoczył jak oparzony, z przerażeniem podwijając rękawy koszuli i dokonując dokładnych oględzin swych ramion - No i teraz to już po harpiach[b] - westchnął, chociaż nie można powiedzieć, by pałał zadowoleniem - [b]ale jak złapię jakiegoś syfa, to twoja wina. Będziesz musiał zrekompensować mi domową kurację... może wizytą w Wenus? - rzucił zaczepnie i uśmiechnął się szeroko, machając ręką do barmana, by podał im od razu kolejną butelkę whisky. Co trzy głowy, to nie jedna.
-Ej! - oburzył się, kiedy nagle zaatakował go Florean, korzystając najwyraźniej z okazji, bo Marce w ogóle nie rejestrował jego poczynań, biedząc się nad własnym stanem, prawdopodobnie już dotkniętym wirusem paskudnego świerzbu. Uszczypnięty policzek nie zabolał, ale był to niezbyt lubiany przez niego gest (zwłaszcza, że jako chłopiec był nieco pulchny), no i wiedział, że zostanie po nim chwilowy, zarumieniony ślad. - nie, nie arystokraci. Moja skóra jest po prostu ogromnie wrażliwa. Zobacz, spróbujmy na Titusie - zainicjował eksperyment, szczypiąc w chudy policzek Ollivandera. I tak jak zapowiedział, nie stało się nic. - A nie mówiłem? - wyprężył się dumnie, czując się jak odkrywca, jak innowator, może i nawet jak sam Merlin.
-Och, idź, opowiedz koniecznie! Uzna cię za prawdziwego bohatera! - Marce przyklasnął Titusowi, zaraz jednak wracając do rzeczowego tonu - i spraw jej komplement. Możesz wspomnieć o lodach - porozumiewawcze spojrzenie wymienione z Ollivanderem i Parkinson ponownie zmieniał się w eksperta - kobietom podobają się przedsiębiorcy - uściślił - przyprowadź ją do nas, niech usiądzie ci na kolanach! - dodał podekscytowanym szeptem, nawet nie będąc zazdrosnym, że jakaś panienka wybrała sobie Floreana, a nie jego. Cóż, bez butów, z potarganymi włosami i czerwonym śladem na policzku pewnie spadła mu atrakcyjność.


Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bar   25.03.17 1:05

- Ale to byłoby też na swój sposób męczące. Nie mógłbyś na nikogo spojrzeć, bo od razu by umierał - aż mu się zrobiło żal bazyliszka. Taki bazyliszek to musiał się czuć strasznie samotny skoro nikt nie chciał na niego patrzeć. A może one tylko na zewnątrz wydają się takie groźne, a wewnątrz są potulne jak baranki? A może właśnie tak powstały? Zdenerwowały złą czarownicę, która za karę zamieniła je w tak okrutne stworzenia? Procenty chyba zaczęły szaleć w głowie Floreana, skoro zaczynał mieć takie poważne rozkminy.
Mógł śmiać się z błękitnej krwi swoich towarzyszy, ale jednak i dla niego świerzb nie był niczym przyjemnym, dlatego nieznacznie odsunął się od Titusa w tym samym momencie, w którym Marcel na niego runął. Ups. - Titus miał świerzb, nie jest wiarygodnym obiektem do eksperymentów - stwierdził, wzruszając ramionami. Kto wie jakie jeszcze choroby mógł mieć - a to mogło zmienić wrażliwość jego skóry. Ot, taka medyczna wiedza Floreana. Spojrzał całkiem poważnie na Titusa i na Marcela i znowu na Titusa i jeszcze raz na Marcela i patrzył tak przez chwilę, myśląc, że sami dopowiedzą sobie to co Florean chciał powiedzieć. Stwierdził jednak, że warto byłoby ich uświadomić, bo chyba niczego nie rozumieli. - Haha, dobre, faktycznie - mruknął ironicznie. - Lody, hoho - dodał, wywracając oczami. Przez te lata zdążył się nasłuchać podobnych żartów i już dawno przestały go bawić. Niemniej jeszcze raz odwrócił się w stronę nieznajomej, dopił swój kieliszek ognistej, i zaczął iść w jej kierunku. Prawda była taka, że miał za sobą dwa poważne związki i każdy z nich efektownie nieudany. Przez to jakoś nie mógł nabrać ochoty na następny i unikał podobnych sytuacji, ale ognista w połączeniu z miłym towarzystwem sprawiły, że jednak się przemógł i podszedł. Nałożył na twarz firmowy uśmiech, ale nie zdążył niczego powiedzieć, bo kobieta powiedziała mu, że już na kogoś czeka. Florkowi wyrwało się krótkie ah, jednak i tak zaproponował jej postawienie drinka, na co ona powtórzyła, że niczego od niego nie chce, bo na kogoś czeka. Florek prychnął, bo jak to tak można być takim niekulturalnym, i wrócił na miejsce. - Z bliska wcale nie była taka ładna - mruknął i zamówił jeszcze jedną porcję alkoholu. - Wasza kolej - wzruszył ramionami, w zasadzie czując ulgę, że mu dobitnie odmówiła.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Luke Larson
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f315-langley-street-25 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Barman w Dziurawym Kotle, przemytnik
24
Czysta
Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
5
6
4
0
2
7
9
9
Czarodziej
 This is my game!

PisanieTemat: Re: Bar   24.04.17 12:29

  Zapowiadało się, że to będzie kolejny normalny wieczór w Dziurawym Kotle. Larson przyszedł jak zwykle piętnaście minut przed czasem kiedy miał zaczynać swoją zmianę. Musiał sobie wszystko poukładać na barze tak jak lubił. Nie był pedantem, nic z tych rzeczy. Po prostu niektóre przedmiotu musiały leżeć w odpowiednim miejscu aby miał do nich łatwy dostęp. Kiedy wszystko już leżało na swoim miejscu z zadowoloną miną podwinął rękawy białej koszuli poluzował lekko czarny krawat, po czym rozejrzał się po barze.
Było tutaj dzisiaj sporo ludzi, z resztą jak co wieczora. Kocioł był bardzo uczęszczanym miejscem. Zauważył kilka dobrze znanych twarzy, tzw. stałych gości, których preferencje alkoholowe znał już na pamięć. Przy stolikach siedziało również kilku gości, których jedynie znał z widzenia.
Młody mężczyzna przybrał na usta uśmiech numer trzy, czyli wyuczony uprzejmy, po czym podszedł do pierwszej lepszej osoby przy barze z pytaniem "Co podać?". Po otrzymaniu odpowiedzi, od razu zabrał się za przygotowywanie drinka. W międzyczasie jakiś dzieciak za wszelką cenę chciał kupić sobie drinka, twierdząc, że to dla jego taty. Nie było opcji aby to przeszło, gdyż Luke już zdążył tego chłopca zobaczyć wcześniej i wcale nie był tutaj z ojcem. Spławił go mówiąc, że może mu jedynie sprzedać sok z dyni, bo na jego oko to nawet na kremowe piwo był ten dzieciak za mały.
Po przygotowaniu kilku drinków, nalania kilku ale, na razie obsłużył wszystkich, którzy tej obsługi potrzebowali. Nie mając jak na razie za dużo do roboty zabrał się za polerowanie szkła, cały czas obserwując wszystko co działo się w barze.
Kilku gości było już całkiem nieźle upojonych alkoholem. Rzadko kiedy podczas jego zmiany dochodziło do jakiś burd, ale jednak zdarzały się takie sytuację. Odpowiadał nie tylko za bar, ale też za porządek, więc nie miał problemu z przywołaniem ewentualnych awanturników do porządku.
Tak, definitywnie, zapowiadał się kolejny, względnie normalny i raczej nie wyróżniający się niczym specjalnym, wieczór w Dziurawy Kotle.




Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
23
0
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Bar   24.04.17 23:22

| pierwsza połowa kwietnia? Może 9/10.04?

Po zakończeniu dzisiejszego dnia pracy postanowiła jeszcze zajrzeć na ulicę Pokątną. Od pewnego czasu zbierała się, żeby udać się do paru sklepów i kupić kilka drobiazgów, ale ciągle były pilniejsze zajęcia i tym sposobem ciągle przekładała swój wypad do magicznej dzielnicy. Kiedy jednak zdziwaczały kot matki pogryzł jej ostatnie pióra, postanowiła udać się po nowe i przy okazji zajrzeć także do księgarni.
Zmaterializowała się bezpośrednio w kominku Dziurawego Kotła. Nie lubiła przechodzić przez mugolski Londyn, jeśli nie było to absolutnie konieczne. Ich świat wydawał jej się niesamowicie głośny i poniekąd obcy, więc wolała trzymać się tego, co znane i bezpieczne. Samego Dziurawego Kotła nie mogła jednak zaliczyć do swoich ulubionych miejsc, szczególnie po południu i wieczorami, kiedy stawał się bardziej zatłoczony. Co innego rano; wtedy mogła przejść przez pub nie musząc ocierać się o ludzi w drodze do ceglanej ściany, za którą znajdowało się przejście na Pokątną.
Tak jak się spodziewała, pub o tej porze był tłoczny i hałaśliwy. Po opuszczeniu kominka odsunęła się na bok, nie chcąc, żeby wpadł na nią i przewrócił ją kolejny czarodziej dostający się tutaj tą drogą. Otrzepała płaszczyk z resztek popiołu, który lubił przyklejać się do ubrań podczas podróży tym środkiem transportu i powoli ruszyła w stronę tyłów, gdzie miała zamiar szybko przedostać się na Pokątną. Chciała zdążyć z zakupami przed zachodem słońca; w ostatnich miesiącach miała wrażenie, że nawet bywanie tam za dnia może być ryzykowne, a co dopiero po zmroku. Czasy nie należały do najbardziej spokojnych, sporo zmieniło się w stosunku do tego, co było jeszcze rok temu. Teraz nawet w Kotle mogła wyczuć pewną nerwowość unoszącą się w powietrzu. Nie podobało jej się to.
Przechodziła obok baru, kiedy usłyszała głośne chrząknięcie, po którym nastąpił pijacki rechot, najprawdopodobniej skierowany w jej stronę. Uniosła dumnie podbródek i udając, że niczego nie usłyszała, przyspieszyła kroku, chcąc jak najszybciej znaleźć się przy przejściu, ale wtedy najbardziej pijany mężczyzna z tego towarzystwa wstał i zawołał do niej, żeby z nimi usiadła. Kiedy nie zareagowała, nagle ruszył szybko w jej stronę, chwytając ją za rękaw płaszcza.
- Taka ładna panienka nie powinna chodzić sama – zaczął; Josie owionął jego oddech przesycony intensywną i odrzucającą wonią alkoholu. – Chodź do nas, dotrzymamy ci towarzystwa.
Szturchnął Jocelyn, która odruchowo szarpnęła ręką i próbowała się odsunąć. Ani trochę jej się to nie podobało.
- Proszę mnie zostawić – powiedziała stanowczo, starając się zamaskować drżenie w swoim głosie. Nie była przyzwyczajona do tak niegrzecznego traktowania i nie do końca wiedziała, jak powinna się teraz zachować. Miała nadzieję, że mężczyzna, widząc jej chłód i niechęć, zostawi ją w spokoju i zaniecha dalszych ordynarnych zaczepek.


Powrót do góry Go down
Luke Larson
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f315-langley-street-25 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Barman w Dziurawym Kotle, przemytnik
24
Czysta
Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
5
6
4
0
2
7
9
9
Czarodziej
 This is my game!

PisanieTemat: Re: Bar   25.04.17 10:22

Praktycznie co chwilę ktoś pojawiał się w barze. Jedni wchodzili frontowymi drzwiami, inni materializowali się od razu w środku, a jeszcze inni wychodzili z kominka. Tłok był dość spory, ale Larson jakoś sobie radził.
Jego uwadze nie umknęła rudowłosa kobieta, która w pewnym momencie wyszła z kominka. Nie znał jej osobiście, nigdy nie miał okazji z nią rozmawiać, ale z widzenia mniej więcej ją kojarzył. Raczej nie była częstym gościem w Kotle, a jeśli już się w nim pojawiała to tylko po ty, by przemknąć między stolikami i zniknąć na tyłach, gdzie znajdowało się przejście na Pokątną.
Mężczyzna przez moment ją obserwował, po czym lekko wzruszył ramionami i wrócił do wcześniej przerwanej czynności. Szkła na barze były niesamowicie brudne i jemu po prostu było wstyd podawać trunki w czymś takim. Chyba będzie musiał wziąć dodatkowe zmiany, bo kiedy go nie ma, za barem panuje sodoma i gomora, a przecież tak się pracować nie da.
Słysząc chrząknięcie, mimowolnie się odwrócił, myśląc, że ktoś go woła by go obsłużono. Okazało się jednak, że to wcale nie było skierowane do niego. Jednak nie odwrócił się tym razem chcąc wrócić do przerwanej pracy.
Jego wzrok padł na obleśnego i doszczętnie pijanego jegomościa, który definitywnie próbował swoich sił u wcześniej wspomnianej rudowłosej. Larson pokręcił głową z rozbawieniem widząc co tamten wyprawia. Mężczyzna był stałym gościem w Kotle więc Luke wiedział do czego jest zdolny. Już nie raz wyrzucał go z baru za nieodpowiednie zachowanie.
Tym razem miał jednak nie zareagować, jednak słysząc drżący głos kobiety doszedł do wniosku, że pomoc się przyda. W końcu miał dbać o porządek w tym przybytku.
Przewiesił sobie szmatę przez ramię, po czym wyszedł zza baru. Podszedł do nich i położył dłoń na ramieniu mężczyzny.
- Panie Gorlac...panienka prosiła aby zostawiono ją w spokoju. Nie sądzę aby w tym stanie był pan odpowiednim towarzystwem dla tej pani - powiedział spokojnie, jednocześnie drugą dłonią łapiąc rękę mężczyzny, którą trzymał kobietę za ramię. - Z resztą ta pani nie życzy sobie aby pan sie do niej zbliżał. Więc jeśli nie chce pan znów wylecieć na zbity pysk, to radzę się uspokoić i wracać do swojej kompanii - dodał jeszcze patrząc na mężczyznę uważnie.




Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
23
0
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Bar   25.04.17 18:36

Jocelyn prawdopodobnie po prostu miała pecha, że mężczyzna akurat spojrzał w jej stronę, kiedy mijała bar. Może był to tylko pijacki odruch, lub przyzwyczaił się, że zaczepiane kobiety zwracały na niego większą uwagę, więc jawne lekceważenie ze strony dziewczyny tylko bardziej podjudziło go do dalszych zaczepek. Jocelyn nie miała zamiaru w tym uczestniczyć; przybyła tu w konkretnym celu i z pewnością nie było nim szarpanie się z podchmielonym czarodziejem, który pozwalał sobie na stanowczo zbyt dużą poufałość względem nieznajomej kobiety.
Nigdy nie należała do najbardziej pewnych siebie, w dodatku była młoda i wyraźnie brakowało jej doświadczenia w radzeniu sobie z takimi sytuacjami. Nie była stałą klientką pubów, zamiast nich woląc wybierać bardziej kulturalne miejsca, gdzie do takich rzeczy nie dochodziło. Dziurawy Kocioł był jednak niezbędnym przystankiem w drodze na Pokątną, swego rodzaju przejściem prowadzącym do serca magicznego Londynu. Ale jak się okazuje, nawet tutaj, w miejscu o takim znaczeniu dla londyńskiego magicznego światka nie można było liczyć na brak problemów tego rodzaju.
Nagle za plecami zaczepiającego ją czarodzieja pojawił się barman, którego wcześniej widziała przelotnie jak polerował naczynia. Położył dłoń na ramieniu zamroczonego alkoholem awanturnika i zwrócił mu uwagę. Ale mężczyzna nie chciał tak łatwo odpuszczać. Mocniej zacisnął łapsko na drobnym ramieniu Josie i nachylił się nad nią; dziewczyna znowu mogła poczuć nieprzyjemną, gryzącą woń przetrawionego alkoholu, a także smród jego niezbyt czystych ubrań.
Ponowiła prośbę o pozostawienie jej, jednocześnie niemal prosząco spoglądając w stronę barmana, który nie zbył sytuacji obojętnością, a postanowił się wtrącić widząc potencjalne kłopoty. Kiedy jednak pijany mężczyzna nazwany panem Gorlacem chwycił swoją brudną dłonią kosmyk jej włosów, mamrocząc do niej, że naprawdę chciałby ujrzeć ją przy swoim stoliku, spoliczkowała go. Był to odruch, o który sama by się nie podejrzewała. Jej jasne oczy początkowo rozszerzyły się ze strachu, gdy spojrzała najpierw na swoją delikatną dłoń, a potem na mężczyznę, który warknął na nią, prawie opryskując ją kropelkami śliny, po czym mocniej ją szarpnął, tak, że plecami wpadła na znajdującą się kawałek za nią ścianę. Mimowolnie się wystraszyła, a jej dłoń musnęła przez materiał trzonek różdżki ukrytej w kieszeni. Wolałaby nie musieć jej używać, ale poczuła się nieznacznie pokrzepiona myślą, że ma ją przy sobie i zapewne potrafiłaby z niej zrobić lepszy użytek niż ten bełkoczący, uparty mężczyzna za nic mający jej odmowę oraz słowa próbującego go uspokoić barmana. Josie znowu na niego spojrzała, niemo prosząc, by zabrał stąd tego typa.


Powrót do góry Go down
Luke Larson
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f315-langley-street-25 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Barman w Dziurawym Kotle, przemytnik
24
Czysta
Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
5
6
4
0
2
7
9
9
Czarodziej
 This is my game!

PisanieTemat: Re: Bar   25.04.17 21:03

Szczerze powiedziawszy, nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Był przekonany, że wystarczy zwrócenie uwagi, aby mężczyzna odpuścił. Okazało się kompletnie inaczej.
Ten jegomość dość często działał mu na nerwy i nie raz miał ochotę użyć w stosunku do niego siły. Jednak jakby nie patrzeć nie specjalnie mógł to zrobić. Po pierwsze dlatego, że z pewnością zaszkodziłby wizerunkowi baru, a po drugie mógłby stracić pracę, a na niej mu zależało. Nie zmieniało to jednak faktu, że nie tolerował takiego zachowania w barze, tym bardziej w stosunku do kobiet.
- Proszę wrócić do swojego stolika- powtórzył w miarę uprzejmym tonem, choć na jego twarzy było wyraźnie widać, że cała ta sytuacja zaczyna go irytować.
Kiedy zobaczył co robi nietrzeźwy czarodziej, zacisnął mocniej dłoń na jego ramieniu. Już miał się ponownie odezwać, kiedy kobieta zrobiła coś, czego się nie spodziewał. Mimowolnie nikły uśmiech pojawił się na jego ustach kiedy usłyszał plask, który spowodowała dłoń tej drobnej kobiety, trafiająca w policzek pijaczka. Po chwili jednak, gdy czarodziej odepchnął od siebie niewiastę, a Luke kątem oka zauważył, że kobieta sięga do kieszeni, stanął między tą dwójką.
- Panie Gorlac, proszę natychmiast wracać do swojego stolika i zostawić tą panią w spokoju. Jeśli pan tego nie uczyni, będę zmuszony wyprosić Pana z baru... I może mi pan wierzyć, że nie zawaham się się użyć siły jeśli będzie to potrzebne. - powiedział ostrym tonem, marszcząc przy tym brwi, jednocześnie piorunujące mężczyznę wzrokiem.




Powrót do góry Go down
 

Bar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Dziurawy Kocioł-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18