Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Miejsca przy kominku
AutorWiadomość
Miejsca przy kominku [odnośnik]10.09.15 1:37
First topic message reminder :

Miejsca przy kominku

★★
Od kominka bije przyjemne ciepło, może dlatego miejsca przy nim są wyjątkowo okupywane, pomimo panującego przy nim ruchu. Znajdują się tutaj wygodniejsze krzesła i dwa przetarte fotele w szkocką kratę. Wielki kominek w Dziurawym Kotle podłączony jest do sieci fiuu i stanowi jedną z najszybszych form transportu do centrum Londynu. Najwyraźniej klientom zajmującym miejsca w pobliżu paleniska nie przeszkadzają wychodzący z niego ludzie, a także sadza, która pomimo starań barmana, nigdy nie jest dostatecznie usunięta.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:19, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Miejsca przy kominku  - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Miejsca przy kominku [odnośnik]21.07.19 22:52
Z jednej strony, Lucana nawet rozbawiło to, w jak prosty sposób gwardzista zakonu dał się zahukać - chociaż oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że dziś nie siedzieli tu jako gwardzista i zakonnik, a jako dwójka przyjaciół. To zupełnie zmieniało charakter całej sytuacji. I właściwie to wcale nie fakt zniszczenia tej zapalniczki tak go rozgniewał. Już bardziej te próby wmówienia mu nieprawdy i wykręcenie się jakimiś głupimi wymówkami, w które i tak nie było szans by uwierzył. Nawet Benjamin powinien się domyślić, że to nie zadziała. Naprawdę, nawet on.
- To było pytanie retoryczne, Ben. Takie, na które się nie odpowiada - wyjaśnił, bo nie był pewien, czy Wright zrozumie. - Zwykle używa się go, by podkreślić swoje niedowierzanie. - dodał jeszcze, po raz kolejny wzdychając cicho. Ale szczerze, chyba w pewien sposób sam Lucan też dostał nauczkę. By nie dawać Benjaminowi drobnych, drogich i misternie zdobionych przedmiotów. Na pewno otrzymanie tamtej zapalniczki sprawiło Wrightowi radość, ale był to po prostu przedmiot niedopasowany do osoby. Niestety, szkoda że Lucan widział to dopiero teraz. Następnym razem, kiedy już przyjdzie do obdarowywania gwardzisty, Abbott postawi na coś zdecydowanie praktyczniejszego, trwalszego i ... większego?
- A po co miałbyś mi ją oddawać? - zdziwił się szczerze, słysząc tak dziwny pomysł Benjamina. - Ja mam swoją. Nie potrzebuję drugiej - wyjaśnił, sięgając po wspomniany przedmiot. Prędko też schował go bezpiecznie do kieszeni. Nie, żeby podejrzewał Benjamina o celowe działanie, ale wolał uniknąć sytuacji, gdy i ta zapalniczka uległaby destrukcji. Zniszczenie tej podarowanej Wrightowi mógł jakoś przełknąć. Ale ta konkretna była dla niego szczególnie wyjątkowa - jedna z niewielu rzeczy, które zostały mu po jego pierwszej miłości, lady Longbottom. Pilnował jej jak oka w głowie.
- No dobra, nie rób już takiej zbolałej miny - skomentował w końcu, machnąwszy ręką. Przykro mu było, że prezent od niego zamienił się w nierozpoznawalną kupkę metalu, ale przecież to nie był kamień wskrzeszenia albo jajo feniksa, żeby Abbott miał się na śmierć obrażać na Wrighta. Od siedzenia w ponurej atmosferze, Lucan wolał powrócić raczej do rozmowy o paleniskach i domkach w lesie. W końcu Ben nie był jedynym, który potrzebował odrobiny rozrywki przed zbliżającą się misją w Azkabanie. Dlatego też szlachcic uniósł dłoń, dając znać kelnerce, by ta ponownie napełniła ich kufle.

zt x2


We carry on through the stormTired soldiers in this war
Remember what we're fighting for


Lucan Abbott
Zawód : Znawca prawa, pracownik Służb Administracyjnych Wizengamotu
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
If you can't fly, run
If you can't run, walk
If you can't walk, crawl!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6172-lucan-havelock-abbott https://www.morsmordre.net/t6437-loki#164163 https://www.morsmordre.net/t6439-obys-nie-mial-zatargow-z-prawem#164173 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-rezydencja-abbottow https://www.morsmordre.net/t6547-l-h-abbott
Re: Miejsca przy kominku [odnośnik]17.09.19 3:07
15.01?

Steffen pojawił się w Dziurawym Kotle z teczką, wypełnioną po brzegi notatkami, oraz w głębokim kapturze na głowie. Następnie rozpoczął poszukiwania jakiegoś ustronnego miejsca, ale niestety był przecież piątek wieczór i wszystko było zajęte! W panice stanął na środku pubu, przeklinając długie godziny pracy w Ministerstwie - w bitwie o fajne miejsca ubiegli go małomiasteczkowi biznesmeni, którzy mogli zamknąć swoje interesy nieco wcześniej, by iść do pubu. Przynajmniej lorda pana Weasley też jeszcze nie było. Rozglądał się bezradnie, aż ujrzał dwójkę starszych gentlemanów, którzy zbierali się z foteli przed kominkiem. Najwyraźniej noc już się dla nich kończyła, w końcu starsi ludzie mają jakiś inny zegar biologiczny czy coś. Steff ostrożnie podszedł w ich stronę, zaczaił się na wolne miejsca i klapnął ciężko w fotelu, gdy tylko obaj gentlemani odeszli o krok. Uff, nikt inny go nie uprzedził!
Bardzo nie chciał zdejmować kaptura w trosce o dyskrecję, ale w końcu poddał się i zrzucił okrycie wierzchnie aby zająć Brendanowi miejsce swoim płaszczem. Poczekał cierpliwie jeszcze pięć sekund, a potem nie wytrzymał i zamówił dwa wielkie piwa. Nie był pewien, czy wypada mu stawiać, ale skoro lord się jeszcze nie pojawił to nie będą mieli jak się o to pokłócić, a poza tym Steff słyszał w "Czarownicy" plotki o kiepskich finansach Weasleyów, a poza tym chyba wypiją jeszcze jedną kolejkę (albo parę)? W końcu był piąteczek!
Poderwał się, widząc w drzwiach rudowłosego aurora i pomachał mu energicznie, by ten mógł dojrzeć go wśród tłumu.
-Dobry wieczór! Przepraszamchciałemnam zająćcośdyskretniejszego, alewszystkiestoliki są zajęte! - wyrzucił z siebie na jednym wydechu, po czym klapnął na fotel. Zanim Brendan też klapnął na fotel, Steff zwinnie ściągnął z niego własny płaszcz, a potem wyjął zza pleców (przyjmijmy, że zza pleców i że wcale na niej nie siedział) sfatygowaną teczkę, wypełnioną pustymi kartkami papieru.
-Tutaj jest wszystko o Mindy i eksperymentach, ale atrament pojawi się dopiero na hasło "marchewka". - wyszeptał do Brendana konspiracyjnie. W ostatniej chwili uświadomił sobie, że marchewka to trochę niefortunne hasło w przypadku rudzielca, więc szybko uciekł wzrokiem. Niezręczność uderzyła go dopiero teraz, bo po prostu jadł gotowaną marchewkę, gdy przygotowywał te notatki!
-Umm, wypijmy za... jej bezpieczeństwo? - usiłował błyskawicznie zmienić temat, a najlepszym tematem było stojące pod ręką piwo.


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 30 +4
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 35 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Miejsca przy kominku [odnośnik]22.09.19 0:13
Trudno było go nie zauważyć. Ledwie minął próg Dziurawego Kotła, ledwie zrzucił z twarzy kaptur chroniący go przed opadającym śniegiem, a dostrzegł energicznie machającą rękę Cattermole'a; stolik, który wybrał, nie wydawał się zbyt dyskretny, ale Dziurawy Kocioł w piątkowy wieczór był tak gwarny, że ciche rozmowy łatwo umykały w powszechnym hałasie - wystarczyło uważać na słowa. Przeszedł w jego kierunku, ściągając brew, gdy usiłował doszukać się sensu w zbyt szybko wypowiadanych słowach, ostatecznie przyjmując ich - jak mu się wydawało - sedno.
- Steffen - wypowiedział jego imię, aby go powitać; nadając tej rozmowie porządku, jaki powinna mieć - wyciągnął lewą dłoń, by uścisnąć jego dłoń, nie oglądając się już nawet za siebie, gdy zbierał płaszcz z jego fotela - Cattermole wydawał się bardzo młody, zapewne był przejęty poważną rolą, z jaką przyszło mu się mierzyć. Być może pierwszą w życiu, choć sądził, że łamacze klątw nie narzekali w życiu na brak większych wrażeń. Jeszcze nim się dobrze rozsiadł, przyjął od niego teczkę, przeglądając ją w trakcie jego słów; początkowo wydawał się zmieszany brakiem liter w raporcie, jednak słowa Steffana prędko objaśniły problem. Uniósł lekko brew, słysząc hasło i spojrzał na swojego towarzysza ponad kartkami, na krótko, by po chwili wyartykułować:
- Marchewka? - Nie było w jego głosie przekonania, ale papier wnet zalał się tuszem, który złożył się w litery, litery w słowa, słowa w zdania, a zdania w komplety raport z uprowadzenia biednej Mindy. Brendan obejrzał się wokół, upewniwszy się, że nikt nie zagląda mu przez ramię - sprawa zaczynała nabierać powagi. Zdawał się jednak nie zwracać uwagi na pomięte fragmenty stron i nie był tym faktem wybitnie zdegustowany. Dopiero gdy usłyszał propozycję, uświadomił też sobie, że przed nim stał kufel piwa - nie wypadało odmówić, kiedy już go zamówił; złożywszy papiery do teczki - lepiej zrobi, jeśli przejrzy to w domu - zrzucił też z ramion płaszcz, przewieszając go niedbale przez tylne oparcie. - Jej zdrowie, Cattermole - odparł, unosząc lekko kufel - i wypijając łyk alkoholu. Po chwili zawahania nachylił się w kierunku stolika i skinął mu głową, by uczynił ten sam gest - jakby chciał mu zdradzić właśnie wielką tajemnicę - i tym samym konspiracyjnym szeptem odparł: - Jeśli chciałeś być dyskretny, używanie jej imienia nie było raczej najrozsądniejszym pomysłem - Choć nie sądził, by ktokolwiek je usłyszał; gwar w Dziurawym Kotle go nie zawiódł, sam ledwie słyszał szept Steffena, choć przecież siedzieli blisko siebie.
- Co się z nią właściwie stało? - zapytał, już bardziej neutralnie, podnosząc się do prostej pozycji; rozmowa bez kontekstu, nawet podsłuchana, nie mogła nieść wskazówki, jeśli sami nie podadzą jej na tacy. - Pisałeś, że jest bezpieczna - Odnaleźli ją przyjaciele? Rodzina? Miała dach nad głową, schronienie? - Wyglądasz dobrze, a Bertie pewnie o ciebie zadbał... więc rozumiem, że obyło się bez... komplikacji?


Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Brendan Weasley
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
if thou gaze long into an abyss, the abyss will also gaze into thee
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Re: Miejsca przy kominku [odnośnik]22.09.19 22:55
Jak zwykle, zapomniał o powitaniu!
-Panie Weasley. - poprawił się szybko. Pierwszy raz w życiu pił piwo z lordem, a w dodatku dowódcą (? Steff trochę gubił się w hierarchii, a Bertie był nieco chaotycznym przewodnikiem; ale Cattermole wiedział, że lord Weasley to Ktoś Ważny) Zakonu Feniksa. Trudno nie być onieśmielonym, nie?
Z niepokojem obserwował chmurną i nieco groźną mimikę lorda Brendana, ale na szczęście ten chyba nie skojarzył hasła ze swoim kolorem włosów. I słusznie, Steff bardzo cenił rudzielców, na przykład Julię Prewett, swój najnowszy ideał kobiety (przeważnie miał kilka ideałów równolegle, ale nie widział w tym żadnego problemu).
Uniósł piwo, upił łyk i nachylił się do Brendana, oczekując jakiegoś spektakularnego sekretu. Zamiast niego, otrzymał pouczenie i oblał się lekkim rumieńcem.
-Och, tak, oczywiście. Przepraszam, jestem w tym nowy... - odszepnął, gryząc się w język odrobinę za późno. Chciał być silny i pewny siebie, jak inaczej mógł służyć Zakonowi? Przecież lord Weasley wie, że Steff jes nowy, nie musiał mu tego mówić i głupio się usprawiedliwiać. W ślad za rozmówcą, wyprostował się szybko i upił kilka łyków piwa, aby ukryć zażenowanie. Faktycznie, musiał bardziej myśleć o tym, co mówi i postanowił sobie solennie, by z uwagą wypowiadać każde słowo. Piwo co prawda tego nie ułatwiało; zaraz zacznie mu szumieć w głowie i skłaniać do spontaniczności, ale na razie ignorował ten fakt, bo kufel w dłoniach pomagał mu ukryć stremowanie. Lord Weasley był w końcu taki ważny, poważny i doświadczony; Steff czuł się przy nim jak prawdziwy gówniarz. Co prawda, dzieliło ich zaledwie kilka lat różnicy, ale Cattermole zupełnie o tym zapomniał. Coś w Brendanie sprawiało, że wydawał się starszy niż był w istocie - ciężar, który ten człowiek wziął na swe barki, odbijał się powagą w jego oczach.
-Do końca grudnia była trochę u mnie, a trochę u mojej mamy... - przyznał szeptem, czując jak płoną mu policzki. Czy to było bardzo głupie, narazić w ten sposób panią Cattermole? Ale z drugiej strony, matczyne ciepło naprawdę pomogło wtedy biednej Mindy, a szukanie charłaczki u mugolki nie wpadło chyba nikomu do głowy. Zwłaszcza, że Bertie i Steff pojmali jednego z jej oprawców, a drugiego... drugiego...
...cóż, Steff wolał o tym nie myśleć. O tym, jak jego przyjaciel rzucił potężne zaklęcie bez wahania, o tym jak obojętnie Bertie minął zakrwawione ciało. Tak było trzeba, prawda?
-No, ale to nie mogło trwać wiecznie... - jeszcze Willowi wpadło by na myśl kogoś odwiedzić, czy coś. Nigdy nie wiadomo było, co zrobi Will, na przykład czy nie wpakuje się w jakieś tarapety na Pokątnej. Koniec grudnia był u Cattermole'ów ciężki, wiadomość o pobycie brata w Mungu zbiła Steffena z tropu i z pewnością dobiłaby panią Cattermole. -...więc potem Bertie powiedział mi, jak zorganizować jej transport do naprawdę bezpiecznego miejsca, nie wiem do końca o jakie chodzi, ale podobno pan wie. - słyszał, że razem z Marcellą ma niedługo zająć się sprawą zaopatrzenia dla jakiejś Oazy, ale nie miał śmiałości wymówić nazwy na głos, wolał na razie nie wiedzieć zbyt wiele.
-Tak, wszystko w porządku! - zapewnił Steff nieco zbyt szybko, bo wolał nie myśleć o tym, że chyba stanął oko w oko ze śmiercią, że uratowały go efekt zaskoczenia i udana interwencja Bertie’ego. -Znaczy… byli tam… no, oni, ale pozbyliśmy się ich. - odchrząknął nerwowo i szybko wypił łyk z kufla.
-Cieszę się, że mogłem pomóc. - dodał szybko i zupełnie szczerze. -Że udało się jej pomóc. - utkwił na moment wzrok w podłodze, przypominając sobie koszmarny stan Mindy. Przerwali pseud-naukowcom na samym początku kolejnego eksperymentu - kilka godzin zwłoki i kto wie, czy znaleźliby dziewczynę żywą?
-Jak… jak pan sobie z tym radzi? Że nie każdemu udaje się pomóc? - spytał cicho, nie wiedząc, czy ponure wizje podsuwa mu wzruszenie, czy też alkohol zbyt szybko zaczął mu szumieć w głowie. Bo myśląc o Mindy, przypomniał sobie Isabellę, wchodzącą do gniazda żmij Rosierów; przypomniał sobie też własną mamę i niebezpieczeństwa grożące mugolom związanym z czarodziejami; Willa, który o mało nie zamarzł na Pokątnej.
-Że pomagamy komu trzeba, ale czasami nie udaje się ochronić tych nam najbliższych? - podniósł oczy, spoglądając ufnie na lorda Brendana. On też miał rodzinę, ale przecież był taki odważny i spokojny, na pewno miał wszystko pod kontrolą.


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 30 +4
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 35 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen

Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Miejsca przy kominku
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach