Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Stoliki w głębi sali

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Stoliki w głębi sali   10.09.15 1:45

First topic message reminder :

Stoliki w głębi sali

Stoliki dla gości, przy których najtrudniej o miejsce wieczorami, gdy pomieszczenie wypełniają śmiechy, dźwięki rozmów, szelest stronic gazet, książek. Dziurawy Kocioł jest idealnym miejscem, by spotkać się ze znajomymi po pracy, bez obawy o spotkanie z jakimś uważnym mugolem.
Możliwość gry w czarodziejskie oczko, darta, gargulki, kościanego pokera

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 18.09.15 16:38, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Luke Larson
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f156-langley-st-25 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Kierownik Wodopoju w Dziurawym Kotle, przemytnik
24
Czysta
Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
5
9
4
0
2
10
5
14
Czarodziej
 This is my game!

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   25.04.17 23:06

6.04

Skończył się kolejny męczący dzień. Dawno nie cieszył się tak z faktu, że jeszcze maksymalnie godzina i będzie mógł wrócić do domu i po prostu położyć się spać.
Ostatnio miał w pracy okrojony zespół i musiał pracować za dwóch, a nawet za trzech. Powodowało to, że każdego dnia wracał do domu zmęczony i nie miał na nic siły.
Kiedy ostatni klient opuścił bar, z westchnieniem ulgi wyszedł zza baru i zamknął drzwi. Rozejrzał sie po sali i załamał ręce. No cóż, wychodziło na to, że godzina to za mało na ogarnięcie tego całego bałaganu. Wszędzie stały kufle po piwie lub szklanki i drinkach. Podłoga wołała o pomstę do nieba, była cała ubłocona i mokra, ale czego się spodziewać kiedy za oknem było urwanie chmury. Stoliki pod pewnym względem wyglądały podobnie, ubrudzone od napoi czy jedzenia. A przecież musiał jeszcze zamknąć bar i policzyć pieniądze.
Ze zrezygnowaną miną podwiną rękawy i podszedł do pierwszego lepszego stolika. Z tylnej kieszeni spodni wyjął ścierkę, którą zawsze miał przy sobie i zabrał się sprzątanie. Co prawda mógł to zrobić za pomocą różdżki, ale nie miał dzisiaj już siły na czary i był przekonany, że nawet najłatwiejsze zaklęcie mogłoby mu nie wyjść przy jego poziomie zmęczenia.
Ponownie ogarnął wzrokiem salę i skrzywił się nie widząc, jedynej osoby, która powinna być z nim jeszcze w pracy. Co prawda nie rozmawiał z nią za dużo, no chyba, że nie miał innego wyjścia, ale jednak ogarnęła go lekka irytacja, kiedy nie zauważył jej na sali.
- Lily! - zawołał donośnie i wyczekiwał jakiegoś odzewu.




Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   28.04.17 0:17

|17.04 by Ci pasował? Jakoś tak wyleciało mi z głowy, że oficjalnie pracuję w Kotle od połowy miesiąca *szczegóły*

Nowa praca, nowe miejsce, nowe obowiązki. Ale nie było źle. Była... poddenerwowana. Już od dawna. Reagowała bardziej nerwowo niż normalnie, niż normalnie jak na nią, im bliżej było sądnego dnia, tym bardziej wszystko ją przerażało. A to miejsce... cóż, było lepiej niż się spodziewała. Niewiele osób wyrażało jakiekolwiek zainteresowanie jej osobą. Nie ma co się oszukiwać, wyglądała raczej źle, raczej nie jak jedna z dziewcząt, które zaczepiają mężczyźni w takich miejscach, a przynajmniej ci, którym już nie jest wszystko jedno. Była blada, jednak nie atrakcyjnie blada, a nieprzyjemnie jakby chorowicie. Włosy jej zmatowiały, spojrzenie wiecznie błądziło gdzieś nerwowe, rozproszone, wystarczył byle trzask, by podskoczyła. Schudła do tego w ciągu tego miesiąca, co także nie dołożyło jej atrakcyjności.
Nikt więc za bardzo jej nie zaczepiał, o dziwo nikt też nie bił się w ostatnich dniach jakoś wybitnie między sobą. Najgorszy popis do tej pory dał sam Matt, mimo to dni choć pełne pracy mijały całkiem nieźle, choć na wszelki wypadek kiedy widać było, że zaczyna się jakaś burda, chowała się na zapleczu, żeby zmyć zebrane wcześniej naczynia - akurat ta praca była zawsze na zawołanie!
Choć w swoim poddenerwowaniu niejedno już natłukła (dzięki Ci Merlinie za reparo). Tutak z resztą była i teraz. Był środek nocy, klienci którzy wynajmowali pokoje są już u góry, bar powinien się zamykać, zalane mordy zapewne są wyprowadzane przez Larsa, jeśli jakiekolwiek zostały. Zabawne, jak w ciągu dwóch dni można nabrać nawyku co do określeń, jakich wcześniej by się nie użyło. Kiedy usłyszał jego głos, uniosła lekko brwi.
- Zaplecze!
Odpowiedziała jedynie jeśli czegoś by od niej chciał. Nie kontaktowali się wiele, jednak też nie mieli ze sobą problemów. Żadne najpewniej ich po prostu ne szukało, a już na pewno MacDonald. Umyte - tym razem za sprawą zaklęcia - naczynia zaczęła odkładać w odpowiednie miejsca, zanim wyszła na salę pomóc w ogarnianiu jej.
Różdżką wskazała na szmatkę w ręku Larsa, by ta sama zaczęła przecierać stoły. Była kiepska jeśli chodzi o zaklęcia ofensywne, czy defensywne, jednak jak przyzwoita kura domowa, te właśnie domowego użytku znała bardzo dobrze i używała bez problemu. Zazwyczaj.
- Zamieciesz? Miotła trochę się buntuje, postrącała ostatnio krzesła. - przyznała nauczona, że niektóre przedmioty magii po prostu nie lubią. Sama zaczęła właśnie krzesła ustawiaćna stołach, którymi szmatka już się zajęła, żeby ułatwić Larsonowi zadanie.
- Jak wracasz?
Zagadnęła po chwili ot, żeby mówić cokolwiek, zająć w jakiś sposób myśli. Dla niej samej był to bardzo trudny wybór. Nieznosiła teleportacji, zwyczajnie bała się rozszczepienia. Kominek? Nie ma opcji, za bardzo bała się ognia, nawet mimo że widziała jak inni wiele razy to robią, dla niej samej było to zawsze traumatyczne przeżycie. Rycerz wydawał się najrozsądniejszym wyjściem, choć zawrotna prędkość wcale jej nie kusiła, było to chyba jednak lepsze niż samotny, nocny spacer ulicami Londynu.
- Już myślałam, że dzisiaj postanowią chlać do białego rana. - dodała, bo i jeśli klienteli jest sporo, zazwyczaj jednak siedzieli dłużej. Tak przynajmniej słyszała, od początku jej pracy jednak było całkiem spokojnie i w okolicy czwartej zamykali.




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Luke Larson
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f156-langley-st-25 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Kierownik Wodopoju w Dziurawym Kotle, przemytnik
24
Czysta
Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
5
9
4
0
2
10
5
14
Czarodziej
 This is my game!

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   28.04.17 0:43

Może być, nie ma sprawy Smile

Słysząc odzew z zaplecza znów westchnął ciężko. W sumie mógł się tego spodziewać. Panna MacDonald bardzo często urzędowała na zapleczu i sam Merlin wie co tam robiła. Co prawda zawsze sprawdzał potem po niej to miejsce, ale nic nie brakowało czy coś. No cóż, nie ma co ukrywać, ale Larson do ufnych ludzi nie należał. Zwłaszcza jeśli chodziło o pracę, czy to w Kotle czy tez jego druga fuchę. A może zwłaszcza o tę drugą? Tam nie można było być niczego pewnym.
Kiedy nagle ścierka wymsknęła mu się z dłoni mimowolnie, automatycznie się wyprostował. Ostatnio był wyczulony na takie rzeczy, więc nic dziwnego, że w tym momencie był nawet gotów na atak. Co prawda, nie miałby pewnie szans z powodu swojego zmęczenia, ale jak to mówią, do odważnych świat należy.
Gdy zlokalizował, że sprawcą ucieczki jego ścierki jest ruda, odetchnął. Przeciągnął sie leniwie i przez moment się jej przyglądał. Wyglądała naprawdę marnie, chuda, blada... definitywnie wyglądała jakby była chora... do tego to rozbiegane spojrzenie. Gdyby nie umiał rozpoznać człowieka na tak zwanej "fazie", stwierdziłby, że coś brała. Chociaż z drugiej strony, pewnie sam nie wyglądał lepiej. Nie był fakt faktem taki blady i chudy jak ona, ale na jego twarzy i w ruchach można było zauważyć zmęczenie.
- Ta miotła od dłuższego czasu fiksuje... - stwierdził, po czym zaczął podnosić krzesła, by poustawiać je nogami do góry na stołach.
Gdy się z tym uporał, chwycił miotłę i zaczął na spokojnie, nie spiesząc się, zamiatać.
- Na piechotę. Nie mam jakoś specjalnie daleko do domu, więc szkoda energii na teleportację czy kominek- odpowiedział na jej pytanie, lekko przy tym wzruszając ramionami. - Szczerze mówiąc nie zdziwiłbym się. Jeszcze rok czy dwa lata temu to było na porządku dziennym. Teraz jakoś tak w granicach 3, najpóźniej 4 zaczęli się ulatniać. - dodał zerkając na nią.
W zasadzie nigdy jakoś specjalnie z tą dziewczyną nie rozmawiał. Nie pracowała tutaj długo, ale wydawała się być osobą, która pomimo bycia kelnerką, nie specjalnie ciągnęła do ludzi. Dlatego też nie spodziewał się, że tak go zagada kiedy będą sprzątać. Przeważnie robili to w ciszy, a potem każe zmywało się do domu.




Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   28.04.17 1:21

Skinęła głową, zerkając w stronę miotły. Magia nigdy nie przestała jej zadziwiać. Lil nauczyła się żyć w tym świecie, nauczyła się na czym stoi, widziała pewne zależności, wiedziała czego się spodziewać, w końcu potrafiła czarować i wcale nie była głupia. Minęło już wiele lat, odkąd po raz pierwszy, choć z wielkim lękiem pozwoliła się przeprowadzić na słynny peron dziewięć i trzy czwarte, rozpoczynając swoją przygodę. Chyba nigdy jednak w pełni nie przywyknie do wszystkich niesamowitości tego świata.
Kiedy krzesła była na miejscu, a Luke zajął się miotłą, ona przeszła za bar, żeby podokręcać w razie czego butelki i zrobić tam porządek. Do pieniędzy się nie zbliżała, nie lubiła mieć z nimi do czynienia w pracy, szczególnie kiedy sama doskonale czuła, że była potwornie rozproszona.
- Mieszkasz gdzieś w centrum? Ja na Fleet Street. - stwierdziła, bo i jeśli mają w tę samą stronę, byłoby jej to zdecydowanie na rękę. Nie chciała się jednak narzucać, skupiła się więc w spokoju na butelkach dając przy tym rozmówcy szansę na zignorowanie pytania.
- Tak długo tu pracujesz? - sama nie wiedziała, czemu ją to zdziwiło. Minęły zaledwie trzy dni odkąd dołączyła do małego grona tutejszych pracowników, jednak póki co to miejsce wydawało się jej znacznie bardziej przyjazne, niż nie raz słyszała w opowieściach, lub wypadało w jej oczach, kiedy już tutaj zachodziła.
Nie było to jednak coś, co chciałaby robić zawsze, tego była pewna. To był... cóż, przystanek. Choć w głębi duszy wciąż liczyła, że kiedyś będzie mogła bez obaw powrócić do iluzjonizmu.
- Bałam się, że będzie tu znacznie gorzej tak szczerze. Nie szlajam się nocami po pubach, nasłuchałam się jedynie, ale... póki co wydaje się właściwie całkiem spokojnie. - praca na noce jej nie przeszkadzała, zmieniali się z resztą co jakiś czas, nie zawsze więc praca miała odbierać jej cenne godziny snu. Póki co... cóż, wszystko wydawało się zadziwiająco dobrze układać.
Nawet byłaby zadowolona, ale zbliżające się wielkimi krokami przesłuchanie skutecznie jej to utrudniało.




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Luke Larson
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f156-langley-st-25 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Kierownik Wodopoju w Dziurawym Kotle, przemytnik
24
Czysta
Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
5
9
4
0
2
10
5
14
Czarodziej
 This is my game!

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   28.04.17 13:14

-Tak, mieszkam w centrum. - odpowiedział krótko na jej pytanie.
Nie miał zamiaru podawać nazwy ulicy. Mało kto wiedział gdzie on mieszkał i najlepiej by było, gdyby tak zostało. Nie chciał mieć w domu nieproszonych gości, miał tam za dużo nielegalnych ksiąg czy też innych rzeczy. Jeszcze tego brakowało, żeby ktoś mu wpadł i zobaczył to wszystko.
Zamiótł jedną część sali i wziął się a drugą. Szło mu to strasznie powoli, ale co tu się dziwić. Zmęczony człowiek nie jest jakoś specjalnie produktywny.
- No już jakiś czas. Ale wcześniej, nawet zanim zacząłem tu pracować, często tu bywałem, więc wiem jak było. - odparł spokojnie kiwając przy tym głową.
Westchnął cicho i oparł się na moment. Miał tylko 24 lata, a czuł się jakoś dziwnie staro. Co prawda, fizycznie mu nic nie dolegało, był w doskonałej formie, ale jakoś ostatnimi czasy doszedł do wniosku, że praktykowanie czarnej magii wyciąga z niego coraz więcej energii.
- Jakby nie patrzeć Dziurawy Kocioł to jedno z najspokojniejszych miejsc. Jeśli bierzemy pod uwagę tego rodzaju przybytki. - powiedział patrząc na nią.
Stała za barem i nie specjalnie mu się to podobało. To było jego królestwo, miał tam wszystko poukładane i jeśli mu coś poprzestawia to się z pewnością zirytuje.




Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   02.05.17 23:55

Nie kontynuowała tematu, nie zamierzając się z niczym narzucać. Nie była mistrzynią, ani zwolenniczką przełamywania narzucanego przez inne osoby dystansu, a właśnie w ten sposób odbierała postawę swojego rozmówcy. Ponadto oboje niewątpliwie byli zmęczeni i chcieli skończyć pracę jak najszybciej. Poodkładała wszystkie butelki na miejsce i ostatni raz przetarła blat. To miejsce nie jest niczyim królestwem, wszyscy pracują tam na równi, mają takie samo wynagrodzenie i pracują na podobnych pozycjach, nie sądziła więc że powinna pod tym względem na kogokolwiek uważać. Nie ruszała kasy, bo i bała się tego obowiązku, choć pewnie i on jej z czasem wskoczy, miała nadzieję jedynie, że w odrobinę spokojniejszym okresie. Tak czy inaczej zajęła się po prostu swoją pracą.
- Rozumiem. Sama raczej... unikałam do tej pory tego miejsca. Bywałam, ale niezbyt często.
Jedna burda była straszna. Do teraz miała dreszcze jak myślała o tym, co wyprawiał tutaj niedawno Matt. Jakby była zbyt mało poddenerwowana.
- Jeśli nikt akurat nie trzaska naczyń na twarzach innych pijących to faktycznie. - rozejrzała się, kiedy wszystko było gotowe. -Ogarniesz kasę? Mam ostatnio dość nerwowy okres, wolę się nie brać za liczenie pieniędzy, trudno mi się skupić. Mogę to potem parę razy robić.
Nie określała kiedy owo potem będzie, chwilami wątpiła w jakiekolwiek potem po przesłuchaniu, choć przecież najpewniej chcą tam tylko kilku rutynowych informacji. Czego innego? Pokręciła głową i uznając, że wszystko jest uporządkowane: zapleczem zajęła się na początku, podłogi ogarnęli, ona zajęła się butelkami, barem, przetarła resztę - zaczęła się ubierać do wyjścia.




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Luke Larson
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f156-langley-st-25 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Kierownik Wodopoju w Dziurawym Kotle, przemytnik
24
Czysta
Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
5
9
4
0
2
10
5
14
Czarodziej
 This is my game!

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   03.05.17 15:22

- Nie każdy musi lubić takie miejsca. - odparł spokojnie, lekko przy tym wzruszając ramionami.
Poukładał wszystkie krzesła na stołach, po czym raz dwa pozamiatał. Naprawdę chciał to wszystko skończyć jak najszybciej i wrócić do domu. Tak, jego marzeniem w tym momencie było łóżko.
Co jakiś czas zerkał na Lily, która sprzątała za barem. Miał w głowie plątaninę myśli. Z jednej strony chciał iść jak najszybciej do domu, z drugiej zastanawiał się czy ta młoda kobieta wróci bezpiecznie do domu. Mógłby ją w zasadzie odprowadzić, ale czy jemu się chciało? Odpowiedź brzmiała nie... jednak jeśli nie daj Merlinie coś jej się po drodze stanie, to zostanie bez pomocnika w pracy. A ostatnio mieli dość duży ruch i Luke wiedział, że jeśli zostanie sam to może sobie nie poradzić.
Kiedy skończył zamiatać, odstawił miotłę i wszedł za bar.
- Policzę, spokojnie. Zajmie mi to chwilę. - skinął głową, otworzył kasę i zaczął wszystko liczyć, jednocześnie sprawdzając zapisy z paragonów. - Jak daleko masz do domu? - spytał po chwili zerkając na nią.
Już sobie postanowił, że jednak odprowadzi ją do domu, żeby mogła jutro normalnie przyjść do pracy.




Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   08.05.17 18:06

Skinęła głową na jego słowa, bo i taka była prawda. Nie zagadywała więcej, nie chcąc się narzucać. Była raczej cicha z natury, nie zagadywała ludzi, jeśli nie musiała, wydarzenia tego miesiąca z resztą sprawiły, że zamknęła się w sobie odrobinę mocniej.
Kiedy wszystko było gotowe, a Larson zgodził się zająć kasą, skinęła lekko głową.
- Dzięki.
Wiedziała, że to tak samo jej obowiązek, jak jego, po prostu musi być zrobione, była jednak pewna, że nie dałaby rady się skupić na tym, była zbyt rozkojarzona i bałaby się, że coś pomieszała - a pewnie ostatecznie tak by się stało.
Sięgnęła po swój płaszcz trochę zdziwiona pytaniem współpracownika, odwróciła się w jego stronę. Nie znali się jeszcze prawie wcale, jednak Lil zdawało się, że raczej nie szuka sobie on towarzystwa, a już na pewno nie w niej.
- Niecałe pół godziny. - odpowiedziała. Daleko, czy blisko - pojęcie względne. Droga, którą byłaby w stanie przebyć pieszo i jedynym problemem była późna pora i demony kłębiące się w jej umyśle. Nocą pokonywała tę odległość nawet szybciej, pędzona swoimi lękami, jeśli nie postanowiła wsiąść w Rycerza, który wcale nie zawsze wydawał jej się bezpieczniejszą opcją.




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Luke Larson
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f156-langley-st-25 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Kierownik Wodopoju w Dziurawym Kotle, przemytnik
24
Czysta
Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
5
9
4
0
2
10
5
14
Czarodziej
 This is my game!

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   08.05.17 19:36

Policzenie pieniędzy i inne formalności zajęły mu zaledwie pięć minut. Pozamykał wszystko, pogasił światła i jeszcze upewnił się czy standardowe zaklęcia ochronne działają. Potem przeszedł na zaplecze. Ubrał na siebie marynarkę, a potem płaszcz.
- No to masz kawałek. - pokiwał głową sięgając do swojej szafki po kapelusz i parasol - Odprowadzę cię, co ty na to? Jest późno, a na dworze o tej porze kręcą się podejrzane typy... nawet pogoda im nie przeszkadza. - dodał widząc jej minę.
A pogoda na zewnątrz była koszmarna. Jak na kwiecień przystało, padało, a wręcz nawet lało. Do tego wszystkiego okrutnie wiało i wcale by się nie zdziwił, gdyby ją zwiało. W końcu była tak chuda, że czasami aż strach człowieka oblatywał, że się połamie jak weźmie coś cięższego.
- Od twojego domu odbije do siebie, bo to wcale nie jest tak daleko. - powiedział po dłuższej chwili milczenia.
Było to co prawda kłamstwem, bo od niej miał spory kawał, ale w końcu mógł się po prostu teleportować do domu. Pewnie tak zrobi, ale najpierw upewni się, że panna MacDonald dotrze do domu w jednym kawałku.




Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 https://www.morsmordre.net/t3545-kukulka https://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 https://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 https://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   08.05.17 21:23

Dopięła własny płaszcz i zerknęła na zewnątrz. Było nieprzyjemnie, mroźno i mokro. Wyjęła różdżkę, by chronić się dzięki niej przed deszczem w drodze i skinęła głową. Nie wiedziała, jak to się dzieje, że nocą z ludzi często wychodzą przerażające rzeczy, jednak tak właśnie było. Kiedy gasły światła i większa część społeczeństwa kładła się do snu, z różnych zakątków wydobywały się szemrane, przerażające typy z którymi nikt prócz im podobnych nie chciał mieć na codzień do czynienia.
- Dzięki. Przyda się, nie lubię się szwendać po nocach. - przyznała mu. Mógł już zauważyć, że była strachliwa, trudno tego nie dostrzec spędzając z nią choćby i kilka godzin, a ostatnimi czasy miała wrażenie, że przechodzi jakieś apogeum. Uśmiechnęła się więc lekko, wdzięcznie, ciesząc się z oferowanego towarzystwa i ruszyła do wyjścia, czekając tylko aż Larson także się ubierze.
Kiedy i on był gotowy, ruszyli więc na dwór, różdżkami chroniąc się przed deszczem. Starała się nie rozglądać zanadto i nie zwracać uwagi na szmery, czy hałasy z oddali. Towarzystwo ją uspokajało, czas starała się zapełnić rozmową - skierować tym samym własne myśli na spokojniejsze, neutralne tory. Nie pytała jednak o zbyt osobiste sprawy, szybko załapała, że Luke za tym nie przepada, mówiła więc o czymkolwiek neutralnym - a pierwsze, bo wpadło jej do głowy to był quidditch. Kiedy dotarli pod jej dom, posłała mu nieznaczny uśmiech.
- Dzięki za odprowadzenie. Do jutra.
Dodała tylko i przeszła przez właściwą bramę.

zt




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Luke Larson
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4583-luke-larson-w-budowie https://www.morsmordre.net/t4671-larson#100330 https://www.morsmordre.net/t4670-moze-drinka-z-odrobina-czarnej-magii#100327 https://www.morsmordre.net/f156-langley-st-25 https://www.morsmordre.net/t4677-luke-larson#100364
Kierownik Wodopoju w Dziurawym Kotle, przemytnik
24
Czysta
Kawaler
Sarcasm is not my only defence...
5
9
4
0
2
10
5
14
Czarodziej
 This is my game!

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   08.05.17 21:37

- Mało kto lubi się po nocach szwędać...zwłaszcza teraz. - zgodził się z nią.
Taka była prawda, w dzisiejszych czasach mało kto wychodził z domu po zmroku. Tylko ci co nie mają innego wyjścia chodzili nocami, ewentualnie ci, którym życie nie miłe, bądź to oni byli zagrożeniem w ciemnościach. Larsonowi nie przeszkadzało akurat chodzenie po nocach. Mugole nie stanowili dla niego zagrożenia, a był przekonany, że pewnie z nie jednym czarodziejem też by sobie poradził.
Kiedy wyszli z baru i Luke go zamknął ruszyli do jej domu. Pogoda była jeszcze gorsza niż wydawało mu się przez okno. Naprawdę wyczekiwał już lata, mając nadzieję, że będzie ciepło. Chociaż z drugiej strony to Londyn, tutaj dzień bez deszczu zdarza się bardzo rzadko, ale jednak się zdarzał.
Musiał przyznać, że droga minęła mu nawet całkiem miło, pomijając pogodę. Akurat Quidditchem się jako tako interesował, więc mogli porozmawiać na ten temat.
- Nie ma sprawy. Widzimy się jutro w pracy. - skinął głową na jej podziękowanie.
Kiedy ona przeszła przez bramkę prowadzącą do jej domu, on poprawił kołnierz płaszcza, po czym teleportował się prosto do domu.

zt




Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
20
0
0
5
1
6
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   09.08.17 17:40

13 kwietnia

Trzynasty kwietnia – gdyby nie mój paskudny humor, prawdopodobnie nie przywiązałbym do tej daty najmniejszej wagi, choć największy udział w tej karuzeli goryczy zdawał się mieć fakt, że niespełna dwadzieścia cztery godziny temu zostałem Gwardzistą. Rany, choć dzięki pomocy magii zostały zasklepione od razu, piekły jeszcze niemiłosiernie, nie pozwalając zapomnieć ani o słowach przysięgi, ani o wyrzeczeniach, których się podjąłem. A ja, jak nigdy wcześniej, zdecydowanie potrzebowałem zapomnienia. Choćby chwilowego, złudnego, wywołanego dużą dawką alkoholu – a ten zawsze czekał na mnie w czterech ścianach Dziurawego Kotła, podobnie jak posępny Frank, nieugięcie stojący za kontuarem. Jego milczące towarzystwo zwykle działało na mnie kojąco, ale wyjątkowo nie miałem ochoty na rozmowę z kimkolwiek. Potrzebowałem uporządkować myśli. Wyłączyć się. Zrestartować. Wziąłem więc butelkę ognistej i powlokłem się do stolików oddalonych od wysokiego baru, przypominając sobie wieczór sprzed niespełna dwóch tygodni. To wtedy – na przeciwległym końcu sali - rozmawiałem z Leonardem o słuszności działań Zakonu Feniksa, o koniecznym poświęceniu, przekonany o tym, że w życiu zdołałem utracić już wszystko – i że nic nie było w stanie mnie złamać.
Byłem w błędzie.
Pierwsza szklanka pozwoliła rozluźnić mięśnie. Dopiero druga uczyniła to samo z umysłem pozwalając mu oderwać się od obrazów, które nie chciały mnie opuścić. Błysku wilczych kłów. Rozszarpanego ciała siostry. Zawiedzionych i oskarżycielskich spojrzeń przyjaciół. Aż w końcu krwi lisa na moich dłoniach. Mojej krwi. Najgorszą karą wydawało mi się jednak milczenie. I fakt, że musiałem uporać się z własnymi demonami sam, raz jeszcze przewartościowując swój kręgosłup moralny.
Zdążyłem już wypić niemal połowę butelki samemu, kiedy z letargu wyrwał mnie znajomy głos, a wraz z nim zmaterializowała się przede mną znajoma sylwetka Sue. Lovegood. Powinienem być wdzięczny Merlinowi, że nie ta, która była wściekłą Osą - bo zdecydowanie nie chciałem, aby Selina oglądała mnie w tej niezbyt wyszukanej formie.
- A.- Uniosłem głowę, uśmiechając się do niej blado. - Dzisiaj nie tańczę. - Odparłem mechanicznie, choć w gruncie rzeczy nie wiedziałem, jak brzmiało pytanie.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
10
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   10.08.17 14:38

Cienki sweterek o barwie pogodnego nieba okazał się zbyt lekki. Pogoda nie dopisywała tak, jak się tego spodziewała - ze spaceru z Panią Sową wracała więc nieco przemarznięta, choć szczęśliwa, że mogła spędzić ze staruszką kolejny dzień. Gęsia skórka pokryła blade ramiona, gdy chłodny wiatr zetknął się z nią, aż wzdrygnęła się i zatrzymała, pocierając je dłońmi; rozejrzała się, wypływając z głębokich wód zamyślenia na brzeg realnego świata. Statek wyrzucił ją pod Dziurawym Kotłem. Zazwyczaj starała się wracać do domu tuż po pracy, ale wizja gorącej czekolady - uszy aż od niej dymiły - przedstawiała się zbyt kusząco, by z niej rezygnować. Zastanawiała się chwilę, z zainteresowaniem wpatrując się w znajomy szyld, jakby widziała go pierwszy raz w życiu, a szczupłe palce zaplątała we włosy, natrafiając w nich na zielone piórko, wystające z warkoczyka. Zerknąwszy na nie, zezując nieco na lewo, wiedziała już, że los chciał podstawić jej pod nos ten ciepły napój. Skoro trafiła akurat na zielone piórko - musiała przekroczyć próg.
Wyróżniała się, jak zawsze, strojem i ogólnym wizerunkiem - granatowa spódnica w malowane ręcznie, potwornie koślawe gwiazdy o jaskrawożółtym odcieniu, zmyślny amulet na szyi oraz brązowa torba, wypchana po brzegi, zwracały uwagę nie mniej niż bladość i białe włosy. Na tle rosłych mężczyzn wyglądała jak drobna, jasna myszka, ale przemykała wesoło, machając przy okazji do pojedynczych znajomych. Złożyła zamówienie przy ladzie, powierzając je w ręce Franka. Zrobiła kilka kroków, lekko i tanecznie przemieszczając się wgłąb sali. Liczyła stoliki, przekonana, że dziś powinna zasiąść przy czwartym z kolei - lecz liczyła je na wyrywki, w powietrzu losowo uderzając palcami w nieistniejące punkty. Szczęśliwa czwórka okazała się zajęta, ale nie przejęła się tym zupełnie, od razu rozpoznając postać przy drewnianym blacie. Nie krępowała się z podejściem.
- Hmm, dopadły cię? - zapytała, przyglądając się ponurej aurze, jaka krążyła wokół Foxa. Na myśli miała oczywiście wredne chandruny, lecz nie przyswoił jej słów - nie powtarzała. Usiadła naprzeciw, pochylając się lekko w jego stronę. Czuła alkohol. Nie rozumiała, po co i dlaczego. Nie udzielała się w Zakonie tak często, jakby chciała i miała w pewnych tematach zaległości - zresztą członkowie nie trąbili na prawo i lewo, że zostali poprzedniego dnia Gwardzistami.
- Szkoda. Smutne lisy powinny spróbować się rozpogodzić. Co cię chmurzy, smutny Lisie?




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
20
0
0
5
1
6
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   13.08.17 13:34

Nawet Lisom z rodziny Fantastycznych sierść czasem bladła. Umieranie nieszczególnie służyło podtrzymaniu dobrego samopoczucia. Plany miałem ambitne – posłanie na pohybel Grindewalda, odebranie władzy rasie panów, wysadzenie Wilhelminy Tuft wraz z jej wszystkimi dekretami i tym podobne zagadnienia, oscylujące w tematyce ratowania świata. Zamiast tego dostałem od Bathildy Bagshot po twarzy zimnym balneo, które zmyło ze mnie cały idealizm, pozostawiając wyłącznie piętno gorzkiej rzeczywistości. W tym wszystkim nie mogłem zapomnieć o swojej prywatnej misji zatruwania burego Londynu uśmiechem, ale mój dobry nastrój, bez ostrzeżenia, wziął sobie wolne. Dzień, dwa, może tydzień – a może udał się na permanentne wakacje, licząc na to, że tym samym zmusi mnie do opuszczenia szeregów Zakonu Feniksa.
Musiałem jakoś to wszystko przetrawić. Złożyć sobie nowy kręgosłup moralny, bo ten, który funkcjonował dotychczas, roztrzaskał się pod naciskiem Próby. Miałem jednak doświadczenie w odbudowywaniu własnego świata z gruzów, choć skrycie liczyłem, że proces ten zajmie mi mniej niż kilka długich lat... Spojrzałem na Sue, próbując się uśmiechnąć, ale moje usta nikaj nie chcialy się wygiąć, ograniczając się do nienaturalnych drgań, przypominających raczej grymasy. Z chęcią wyrzuciłbym z siebie wszystkie czarne plamy, które zżerały mnie od środka, ale profesor Bagshot najwyraźniej miała po dziurki w nosie mojego pogodnego nastroju, zamykając mi buzię na kłódkę.
- Tak się składa, że właśnie próbuję. - Przyznałem z powagą, dumnie – lecz bez entuzjazmu – unosząc szklaneczkę ze złotym płynem ku górze. - Musisz mi obiecać, że dochowasz tajemnicy. - Posłałem Sue analityczne, choć niezbyt trzeźwe spojrzenie. Wprowadzenie suspensu sprawdzało się za każdym razem, gdy potrzebowałem ukraść trochę czasu na znalezienie dobrej alternatywy dla prawdy. Bo przecież nie mogłem powiedzieć jej, że kilkanaście godzin temu podciąłem sobie żyły, by w przyszłości móc ubić Grindewalda – a że wszelkie starania Zakonu najpewniej i tak spełzną na niczym. Nie ma co, Bathilda Bagshot wiedziała, jak zadbać o wysokie morale. - Zostałem porwany i ugryziony przez ponuraka. - Zniżyłem głos do teatralnego szeptu. - Teraz jestem naznaczony. Aby przetrwać, muszę zapijać smutki podczas każdej pełni.
Ostatecznie chociaż abstrakcja trzymała się mnie nieugięcie.
Dalszą rozmowę ucięły odgłosy dobiegające ze stolika znajdującego się nieopodal, które coraz trudniej było ignorować. Dwójka czarodziejów w stanie, któremu daleko było do trzeźwości, kłóciła się o coś zawięcie, podnosząc głosy – ale na głosach się nie skończyło, bo chwilę później w ruch poszły różdżki. Pierwsze zaklęcie mignęło gdzieś ponad ramieniem Sue – czego chyba sama się nie spodziewała, stojąc tyłem do całego zajścia. Cóż, aferki w Dziurawym Kotle się zdarzały – ale nim Frank czy Magnolia zdołali spacyfikować niesforną klientelę, całe pomieszczenie wypełniło się od błysków zaklęć. Jedno z nich mknęło prosto na Sue – i mimo iż alkohol już lekko szumiał mi w głowie, podniosłem się, chcąc odbić urok przed nieświadomą niczego Lovegood.
- Prot... - zacząłem, ale zanim zdołałem wybełkotać inkantację, snop światła ugodził mnie w pierś, transmutując moje odzienie w skąpą, kwiecistą koszulę nocną, która perfekcyjnie kontrastowała z moim grobowym nastrojem.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
10
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   18.08.17 22:41

Podejrzliwe spojrzenie wbiła w szarawe, lisie oczy, ale kiwnęła entuzjastycznie głową, zgadzając się na tajemnicę - niezrażona alkoholowym woalem, tylko trochę przysłaniającym tęczówki. Póki co jego próby przedstawiały się marnie, a złoty płyn nie wyglądał wcale jak Felix Felicis. Nie dostrzegała w nim żadnego rozwiązania, ale los był w jej życiu na tyle łaskawy, że sumiennie oszczędzał bagaży, jakie mogły spocząć na chudych ramionkach - może dlatego nie doceniała tajemnych mocy gryzących w nozdrza trunków. Otoczyła palcami gorący kubek, w niecierpliwości, zaraz odrywając opuszki od rozgrzanej porcelany, ale na słowa Gwardzisty wytrzeszczyła lekko oczy i postukała paznokciami o uszko. Sprawa była naprawdę poważna. Tkwiła chwilę w bezruchu, szukając w głowie rozwiązania na ponuraki, ale poza tworzącym się planem rytuału oczyszczenia, nic konkretnego nie świtało w odmętach pamięci. Może byłaby w stanie uwierzyć, gdyby nie drobny, ale istotny fakt. - Lisie, dziś nie ma... - zaczęła, ale promień zaklęcia skutecznie przerwał zdanie, ze świstem mijając lewe ucho i porywając przy tym zielone, decyzyjne piórko. Drgnęła, ale pozostała w bezruchu, zdębiała z zaskoczenia - zerkała tylko na mężczyznę, którego pole widzenia nie ograniczało się do drewnianej ściany, teraz poznaczonej świetlistymi iskrami, dogorywającymi z wolna. Świat nagle rozpędził się jak najnowszy model miotły i nie potrafiła - przeciwnie do Fredericka - za nim nadążyć. Czekolada rozprysnęła się na stole, parując lekko, kubek wypadł z rąk, a ona obracała się, gdy jej dzisiejszy bohater wziął na klatę zaklęcie, w wyczynie zupełnie nieprzystającym byłemu Ślizgonowi. Prawdopodobnie dokładał w ten sposób kilka punktów triumfu do własnej, bogatej już, kolekcji. Chętnie wcisnęłaby mu za to w ręce kilka rubinowych kryształów z klepsydry Gryffindora, ale w tej sytuacji bardziej absorbujące były widoki, jakie zaczynały się roztaczać na jej niskim horyzoncie. Wzrok miała mniej więcej na linii barków Foxa, stojącego tyłem do niej, po swoim wyskoku. Przechyliła głowę i spojrzała krótko na pstrokatą koszulę nocną - w zasadzie mogłaby nosić na sobie takie kwiatki, dlatego inicjatywa aurora nie była wcale potrzebna, ale mimo wszystko było jej miło.
Dopóki nie dostrzegła okropnych szram... świeżych.
- ...pełni - dokończyła zdanie pustym głosem, jakby cała energia odpłynęła w zastanowienie. Woń czekolady i alkoholu wpłynęła gładko w odczucia, gdy pociągnęła lekko nosem, ale zapach niespecjalnie pasował jej do ran - wcale nie byle jakich. Chwyciła mężczyznę za lewy nadgarstek i pociągnęła w stronę schodów, przy okazji chyląc się przed kolejnym świstem. Może to zaklęcie zamieniłoby włosy Lisa w trawę? Do kwiecistej koszuli - kompozycja idealna. Dostrzegła bliznę na przedramieniu, gdy puszczała rękę.
- Ugryzł cię pazurami? Nadrabiasz pełnię z marca, czy szykujesz się do tej, która będzie za dwa tygodnie? - zapytała podejrzliwie, nawet nie próbując wierzyć w historię. Stało się coś niedobrego. Skakała wokół niego, próbując wyłapać wszystkie zranienia - najgorzej przedstawiały się plecy i ta okropna blizna na karku. Ciarki powędrowały mimowolnie po plecach. Pędziły jak stado mrówek. - Nie mów mi tylko, że Selina jest wilkołakiem - burknęła, naprawdę rozważając tę możliwość. Wolała nie wnikać w tak prywatne relacje, ale przecież... pełnia, szramy. Wychyliła się zza schodów, żeby skontrolować, czy nikt ich nie widzi. Wszyscy zdawali się pochłonięci zamieszaniem.




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
 

Stoliki w głębi sali

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Stoliki w głębi sali
» Stoliki
» Klasa eliksirów
» Sala segregacji
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Dziurawy Kocioł-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18