Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Stoliki w głębi sali

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Stoliki w głębi sali   10.09.15 1:45

First topic message reminder :

Stoliki w głębi sali

Stoliki dla gości, przy których najtrudniej o miejsce wieczorami, gdy pomieszczenie wypełniają śmiechy, dźwięki rozmów, szelest stronic gazet, książek. Dziurawy Kocioł jest idealnym miejscem, by spotkać się ze znajomymi po pracy, bez obawy o spotkanie z jakimś uważnym mugolem.
Możliwość gry w czarodziejskie oczko, darta, gargulki, kościanego pokera

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 18.09.15 16:38, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
15
0
0
5
1
6
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   26.08.17 22:28

Na lewym ramieniu miałem białe lilie. Obok nich zaplatały się ze sobą gerbery, które w swojej czerwieni zdawały się niepokojąco wyblakłe. Dalej goździki, astry, kilka drobnych hiacyntów i creme de la creme, czyli ogromne narcyzy na piersi, układające się w kształt serca.
Ktokolwiek nie wymyślił tego patternu, albo był zapalonym zielarzem, albo spędził zbyt dużo czasu w ogrodzie własnej babki.
Za karę.
W zasadzie ten fantazyjny wzór można było jeszcze przetrawić; urodziłem się metamorfomagiem, a w wieku lat czternastu otrzymałem niezapomnianą lekcję. Przetrwanie kilkunastu tygodni w kobiecej skórze, gdy hormony przejęły kontrolę nad moimi cudownymi zdolnościami, było prawdziwą szkołą życia. To nie tak, że mam jakąś traumę z dzieciństwa, albo brakuje mi teraz pierwiastka męskości. Zwyczajnie musiałem zdystansować się do samego siebie, akceptując tę niechcianą metamorfozę. Nabrałem wówczas tak ogromnej pewności siebie, że ta cała moja zniewieściałość wywołała niespodziewaną falę listów miłosnych od sekretnych wielbicielek... Niemniej, bujny ogród, który zakwitł w miejscu mojej szaty, byłby jeszcze całkiem do zniesienia. Nawet pobiegłbym pochwalić się Frankowi swoim ekstrawaganckim stylem. Ale skąpa natura mojego nowego odzienia zdecydowanie nie była mi na rękę.
Nie po wczorajszym dniu.
Jakby wiatr w oczy i kanapka masłem do ziemi nie wystarczyły, by mnie pogrążyć.
Nie miałem nawet sił na to, by awanturować się z zapijaczonymi klientami, którzy wszczęli burdę. Jedyne, o czym byłem w stanie myśleć, to świeże rany, którymi zdecydowanie nie chciałem się chwalić. Z bruzdą wzdłuż lewej ręki musiałem wyglądać co najmniej na samobójcę – więc w ludzkim odruchu zacząłem trzaskać zaklęciami transmutującymi w kwiecista koszulę, próbując przywrócić ją do pierwotnego stanu. Gdzieś za uszami słyszałem salwy śmiechu, Sue chyba też w pewnej chwili szarpnęła mnie za sobą w bardziej ustronne miejsce (w jakim celu?!), a ja tylko mamrotałem formułki czarów, wpatrując się w lśniący materiał, skrojony na damska koszulę nocną. Być może alkohol, być może rozkojarzenie, być może drżąca dłoń lub wszystko naraz, ale koszuli nie odczarowałem.
Zamiast tego zostałem przebadany i wymacany z każdej strony przez Lovegood. Nie tę, co trzeba. A, no tak. Lovegood. Przecież przed chwilą żartowałem sobie z tego, że pogryzł mnie ponurak...
- Pełni... chodziło mi o pełne butelki w Kotle, tak. - Trzeba było jakoś wybrnąć z własnego kłamstwa. Zdecydowanie nie chciałem, by mój żart obrócił się przeciwko mnie. - Zawsze jak Frank ma dostawy, spiżarnia jest pełna. I muszę mu wtedy pomóc. - O, tak, brawo, Lisie, mieszaj w ten futrzany ambaras jeszcze Creswella, który w temacie pełni ma najwięcej do powiedzenia. - Selina? - Wyplułem z siebie, chyba nie do końca łapiąc się w tym, jak właśnie rozpędziła się cała akcja. Stałem pod schodami, w pidżamie, lekko ukołysany przez alkohol, rozważając głównie beznadziejność własnych działań i masową zagładę ludzkości, podejrzany o wilkołactwo zesłane na mnie przez Selinę. Co poszło nie tak? - Zaraz, dlaczego akurat ona? - Przecież wczoraj pozwoliłem jej umrzeć i jeszcze nie miałem wystarczająco odwagi, by spojrzeć jej w oczy. Sue zresztą raczej nie miała prawa wiedzieć... chyba, że zbyt często widywała mnie owianego etanolową mgiełką. bełkoczącego peany na temat Seliny.
Czy naprawdę byłem w swoim życiu aż tak żałośnie monotematyczny?





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
10
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   01.09.17 7:51

To serce - serce z narcyzów - szczególnie pięknie podkreślało całą sytuację, a w świetle przemykających promieni zaklęć, prawie biło własnym rytmem - pewnie gdzieś w rejonach foxtrota. Niezależnie od pobudek i motywów twórcy wspaniałych wzorów, Sue była nimi zachwycona, a przynajmniej była jej część, ta nie do końca obecna i ustępująca zmartwieniu i podejrzliwości. Szczególnie po przebrnięciu pod schody i krótkiej, zdystansowanej (a może nie do końca, zważając na ilość miejsca prowizorycznej kryjówki) obserwacji - wcale nie wspomaganej żadnym obmacywaniem! Mogłaby zająć się odczarowaniem cudownego stroju, ale jeszcze na to nie wpadła, nie zauważając, że po drodze Frederick sam próbował to zrobić. Miała inne priorytety. Na przykład pytania - jakim cudem stał na nogach ze świeżymi ranami? I dlaczego doprawiał to alkoholem? Nie wiedziała dużo, ba, nie wiedziała nic na temat leczenia, ale sądziła, że każdy ostatni cep był świadomy, jak procentowe trunki działają na krew. Zacisnęła usta w niezadowoleniu, konsekwentnie ignorując głosy w głębi lokalu. Spojrzenie miała zacięte i podejrzliwe, mierzyła nim mężczyznę uparcie, ale musiała wyglądać przy tym niezmiernie komicznie, blada na tle barwnego stroju, jasna i niska. Coś kręcił. I to nie były zgrabne piruety w tańcu. Wzruszyła ramionami, zbywając pytanie - ech, Lisie, kogo próbowałeś oszukać? Przecież wszyscy wiedzieli, że pracujesz z Seliną nad jakimś super tajnym planem. Lovegood - ta młodsza, dla ścisłości - musiała się jeszcze dowiedzieć, nad czym dokładnie pracowali. Teorie spiskowe zachowała jednak dla siebie, teraz zajmując się sprawą bardziej świeżą - Frankiem i pełnią w spiżarni. Włączyła tryb detektywa. Przez chwilę przyglądała się Lisowi z karykaturalnie długim podejrzeniem w jasnych tęczówkach, skrytych w cieniu pod zmarszczonymi brwiami.
- Tylko ty mu pomagasz, czy macie wspólnika? - zapytała, niby poważnie, ale jednak trochę niedowierzająco, przez co ciężko było wywnioskować, na ile było to żartem, a na ile poważnym pytaniem. - Oni wszyscy pomogą mu bardziej niż ty sam, jeden - skomentowała obruszona, krótkim skinięciem głowy wskazując na tłumek wokół, rozdzielonych już, awanturników. - Mógłbyś chociaż wymyślić bardziej wiarygodną wymówkę - westchnęła, rozczarowana jego postawą. Ale w porządku, zamierzała mu pomóc! - Na przykład - Frank jest wilkołakiem, Sue, i pomagam mu nie rozszarpać klientów podczas pełni, ale nikomu, ni-ko-mu nie mów - cóż, nawet nie podejrzewała, że w jej wymówce kryło się więcej prawdy niż w tej podsuniętej przez Gwardzistę. - Poza tym znam się na stworzeniach i ponurak nie ma nic do pełni. Próbuj dalej - zachęciła, czekając na pobudzenie kreatywności w bardziej wiarygodny sposób. Poprzednie wytłumaczenia były widocznie za mało wiarygodne i za mało abstrakcyjne równocześnie - bo w te drugie, co wiedzieli wszyscy jej znajomi, zdarzało jej się wierzyć.




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
15
0
0
5
1
6
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   01.11.17 12:42

To nie miało prawa się udać.
Plątałem się w zeznaniach, a alkohol najwyraźniej nie pomagał, by uczynić mój bełkot bardziej wiarygododnym. Próbowałem to wszystko jakoś zmyć nonszalanckim uśmiechem, ale ten w zestawieniu z moim aktualnym odzieniem musiał wydać się co najmniej groteskowy. Trudno było wyglądać poważnie w takim stroju. Byłem sceptycznie nastawiony do wszelkich przesądów, ale być może liczba trzynaście rzeczywiście niosła ze sobą jakieś fatum... Szukając jasnej strony medalu ostatecznie mogłem się cieszyć, że na miejscu Sue nie stała Selina, albo co gorsza – Ben, który najpewniej nie dał by mi o tym zapomnieć do końca moich dni.
Co wcale nie musiało oznaczać jakiejś bardzo odległej daty, a niezbyt subtelne rany na ciele najwyraźniej miały być moim memento mori.  
Alkohol trochę sponiewierał mój organizm, dlatego zanim zdążyłem otworzyć usta, Sue zdołała już odpowiedzieć na własne pytanie, tym samym odbierając mi oręż w postaci argumentów. A jakby tego było jej mało, podważyła prawdziwość moich słów, kierując dyskusję na niebezpieczne tory. Czyżby nazwisko Lovegood prześladowało mnie jak jakieś fatum, mimowolnie zawsze zwiastując katastrofę?
Oscylując w tematach wilkołactwa - w piewszej chwili zrobiłem się blady jak księżyc w pełni, a przez moje plecy przebiegł lodowaty dreszcz. Gdzieś z tyłu głowy pojawił się głow, który powtarzał ona wie. Ale nie mogła wiedzieć. Ani ona, ani nikt inny w tym pubie. Nie mogła wiedzieć, że całego tego wieczoru nie padła jeszcze ani jedna, równie prawdziwa sentencja.
- Bardziej wiarygodną? Nigdy nie słyszałem większej głupoty. - Trzeba było ratować sytuację, choć mój głos nie brzmiał zbyt przekonująco. Przychodząca mi lekko błyskotliwość została skutecznie uśpiona etanolem. - Ale sza, bo jeszcze ktoś nas usłyszy i coś źle zinterpretuje. A później dorobią Dziurawemu rogi, zła fama rozejdzie się po Londynie, a my będziemy mieli Creswellów na sumieniu. - Moje spojrzenie wykonało salto, jakbym wcale nie mówił poważnie, podczas gdy w rzeczywistości błagałem Merlina, aby Sue nie poznała się na tej farsie.
- A muszę? - Gdy kończyły się argumenty, należało szybko rozproszyć uwagę rozmówcy. Albo skupić ją na czymś innym – bo nawet gdybym chciał, zwyczajnie nie mogłem powiedzieć Cześć Sue, postanowiłem zostac Gwardzistą, więc dałem się rozszarpać wilkołakowi i otworzyłem sobie żyły. - Zamiast mnie przesłuchiwać, mogłabyś... spróbować mi pomóc? Wiesz, zanim zza któregoś stolika wyskoczy jakaś miłośniczka domu mody Parkinson i zacznie rozprawiać się nad moim strojem. - Jakby nie było, paradowanie w kwiecistej koszuli nocnej wcale mi się nie uśmiechało.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
10
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   28.11.17 0:08

Podejrzliwie lśniące tęczówki przeszywały podchmielonego Lisa. Lekko wytrzeszczone, duże oczęta prowadzone były teraz niczym więcej niż teatralnością, ot - udawaniem, niewinnym, w mniemaniu Sue zabawnym. Mężczyźnie mogło być mniej zabawnie, ale nagły odpływ krwi Lovegood przypisała nietrzeźwości kolegi - nie żeby wszystko było z tym wnioskiem w porządku; należało wziąć na poprawkę, że pod czerepem Susanne było więcej szalonych zdobień niż równych powierzchni sufitowych. Westchnęła, głowiąc się chwilę nad tym, czy warto spryciarza ciągnąć za język, czy może lepiej sobie odpuścić. Fakt, miała w głowie przynajmniej siedem nowych wymówek, podobnie genialnych jak poprzednia, niepodobnie mniej prawdziwych niż rzucona historyjka, ale Lisek, bądź co bądź, znalazł się w dosyć niewygodnym położeniu. Pod schodami, tak.
- Kły, co najwyżej. Wilkołacze - odpowiedziała z zastanowieniem. - Dorobi znaczy. Dziurawy Kieł to też całkiem niezła nazwa, może powinnam zaproponować Frankowi zmianę - rzuciła rześko i wesoło, zadowolona z nowego pomysłu. Zmiany były czasem dobre. - Tylko trochę myląca, kieł kojarzy się z wampirami - brnęła dalej w tej grze w skojarzenia. Czy ktoś kiedyś nie mówił jej, że powinna zająć się marketingiem? Nie? - Fred... - zaczęła znów, sprowadzając ton do konspiracyjnego szeptu, rozglądając się dyskretnie. Na wszelki wypadek. Nie żeby jasnowłosa, blada i ekscentryczna panna z facetem-lisem w kwiecistej koszuli nocnej, schowani pod schodami, nie przyciągali wzroku; kryjówka była genialna. - Nie mów mi tylko, że Magnolia jest wampirem - może zabrnęła za daleko w swojej historii, ale czy nie powinien być przyzwyczajony?
- Hmm - odpowiedziała na sugestię, zwlekając z podjęciem decyzji. - Wiesz, Parkinsonowie nie znają się tak na modzie - logiczny ciąg podpowiedział jej, że Parkinsonowie to ta rodzina od domu mody, czymkolwiek to było. Nie miała rozeznania w tej całej szlachcie. Ani domach mody. Dom mody Lovegood byłby domem mieszczącym wszelkie możliwe skrawki materiału, połączonych w dowolne kombinacje. - ale ja doceniam twój styl, nawet jeśli jest bardziej kontrowersyjny niż mój - kiwnęła dziarsko głową. Mógł na nią liczyć. Dlatego właśnie uniosła różdżkę, zezując na wzorzysty materiał wdzięcznego wdzianka. - Reparifarge - spróbowała wesoło.




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   28.11.17 0:08

The member 'Susanne Lovegood' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 12


Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
15
0
0
5
1
6
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   28.11.17 17:15

Czułem, jak spojrzenie Susanne przeszywa mnie na wskroś, docierając do najpilniej strzeżonych sekretów – i jakoś tak przez wzgląd na dobro Franka nawet zapomniałem o tym szykownym wdzianku, które cały czas oblepiało moje ciało (i to dosłownie oblepiało, bo było dość... przyciasne; przysiągbym nawet, że wypełniający oberżę czarodzieje wskazują na mnie palcem, ściągając coraz więcej ciekawskich oczu). Czy z dziewczynami Lovgoodów zawsze musiały być s a m e problemy?
- Nie sądzę, aby był to dobry pomysł. Wiesz, jacy są czarodzieje. Zawsze do tyu z nowościami. Nikt by tu nie trafił, gdyby Frank przemianował nazwę lokalu. Już sobie wyobrażam te nieporozumienia a biurze sieci Fiuu i zażalenia od tych, którzy żądają do Dziurawego Kotła, a lądują gdzieś na drugim końcu kraju. - Mów cokolwiek, Lisie. Cokolwiek, byleby tylko nie nawiązywało do wilkołactwa. - Czy ty właśnie planujesz zrujnować mu biznes? - Rzucam podejrzliwie, próbując odwrócicić uwagę w kierunku Sue. - Najpierw fałszywe plotki, teraz niekorzystny marketing... - Brnę dalej – i tym razem to ja podejrzliwie mrużę powieki. - Odpada. - Wchodzę Lovegood w słowo, gdy fantazja ponosi ją za daleko. A ponoć to ja byłem tutaj nietrzeźwy. - Widziałem ją w ciągu dnia na zewnątrz. - Pokręciłem energicznie głową, wzmacniając swój komunikat.
W tej całej pokręconej konwersacji zacząłem się nawet cieszyć, że Lovegood miała tendencję do puszczania wodzy fantazji oraz skłonność do szybkiej zmiany tematu, gdy tylko pojawiało się coś bardziej interesującego. Może jeszcze mogłem uratować honor Franka. I własny przy okazji – choć kwiecista koszula nocna skutecznie mi to uniemożliwiała...
- Nie trzeba się znać, żeby obsmarować kogoś na łamach Czarownicy. A to na pewno potrafią. - Jakoś nie uśmiechało mi się dołączenie do grona szokujących guru modowych, co zdaje się spotkło już jednego Gwardzistę... - Inni chyba tez powoli zaczynają go doceniać – Napomknąłem, nie mając już najmniejszych złudzeń co do tego, że mimi ustronnego miejsca, wszyscy goście, mający nas w zasięgu wzroku, nie odrywali od nas oczu. Do tego – jak na złość – zaklęcie Sue odmówiło posłuszeństwa, a ja chyba miałem dość tej karuzeli śmiechu. - Mam świetny pomysł. Pomożesz mi. Ale nie tutaj. Chodź. Na zaplecze. - Rzucam rzeczowo, po czym zaczynam odważnie maszerować w stronę kontuaru w towarzystwie Sue. Mijając Franka rzucam krótkie cokolwiek myślisz, to nie to, co sobie myślisz i razem z Lovegood znikam z oczu wszystkim gapiom.
Przedstawienie skończone.

zt





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
10
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   23.01.18 19:03

W jej głowie wszystko było jakieś prostsze. Pseudologiczne rozumowania ruszały z kopyta, gdy tylko umysł dostawał pokarm w postaci argumentu, tezy albo przypuszczenia. Tak i teraz widziała rozwiązania, by nikt nie pominął lokalu o nowej nazwie. Nie wpadła nawet na to, ze wystarczyło dodać napis "czyli stary Dziurawy Kocioł" pod nowym szyldem. Wolała iść naokoło, nie dlatego, że tak było dłużej - tak mogło być barwniej i ciekawiej, przecież po drodze czekało tyle niespodzianek i mentalnych artefaktów!
- Wiesz, Fox, wystarczą tylko odpowiednie ulotki. Krzykliwe, zwracające uwagę i zachęcające, ja się tym wszystkim chętnie zajmę - zobowiązała się, brnąc w farsę. Wiedziała, że nie będzie musiała, choć rzeczywiście mogłaby być gotowa na podobne wyzwanie. Gorzej, że jej twórczość plastyczna szybciej odegnałaby klientów, którzy marzyli tylko o dziurze do zaszycia się i schlania na umór, kiedy problemy życia zaczynały ich przerastać. Mogłaby za to przyciągnąć klientelę ekscentryczną na zupełnie inny sposób. Choćby taką, która miała upodobanie do odziewania się w kwieciste, skąpe szaty. Westchnęła na te pomówienia. - Masz mnie - przyznała teatralnie, z miną skarconego szczeniaka. - Ale to wszystko dla dobra Creswellów! Takie tajemnice są ważniejsze niż biznes - zapewniła z wyszczerzem godnym Irytka. Większość populacji wolałaby jednak nie wiedzieć, gdzie wyobraźnia Susanne mogłaby zaprowadzić ją w stanie upojenia alkoholowego - naprawdę lepiej dla wszystkich, że stroniła od podejrzanie pachnących trunków, w których inni znajdowali ukojenie.
Była naprawdę rozczarowana, że zaklęcie nie wyszło - na litość, co się działo? Martwiła się nie tyle stylowym wdziankiem Fredericka, co licznymi bliznami, znaczącymi jego ciało, wciąż wystawionymi na ciekawskie spojrzenia gapiów. Rozejrzała się - w swoim mniemaniu dyskretnie. Faktycznie, niektórzy zaczynali błądzić wzrokiem tuż obok nich, a kiedy Lis zaczął ciągnąć ją na zaplecze, chcąc odwrócić uwagę zainteresowanych, zaczęła recytować zmyślony poemat od tyłu - i tak niewiele kto był w stanie szybko przetworzyć ten kod, w którym była tak biegła.
- ... okjaj an okkęim - zakończyła w chaotycznym ukłonie, prawie znikając za drzwiami, mając nadzieję, że recytacja spełniła swoje zadanie. Oklasków nie usłyszała, pewnie przez to, że wrota już zdążyły się zatrzasnąć. Palcami zabłądziła wokół kolorowych piórek, nim podjęła kolejne próby zmiany stroju Lisa w jego prawdziwe wdzianko.

| zt




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
30
0
0
0
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   05.02.18 0:12

| 20.06.1956r


Dawno już po prostu nie wyszedł na piwo, tak po prostu jak gdyby nigdy nic. Dobry moment żeby lekko odłączyć myślenie (jeszcze bardziej?), po prostu się pośmiać pogadać, nie siedzieć w pracy ani w remoncie (nawet jeśli i to i to są w sumie całkiem w porządku zajęcia). Jego towarzystwo jednak rozeszło się szybciej niż on miał ochotę wracać, wtedy jednak w knajpie pojawiła się względnie znajoma twarz. Względnie, bo bardziej się widywali niż miewali ze sobą bardziej do czynienia, jednak podpity człowiek to komunikatywny człowiek a jako, że Bert i na trzeźwo nie ma problemu z tym, by odezwać się do kogoś kogo ledwo zna, po chwili siedzieli przy barze nad kolejnym piwem, a starsza wersja odrobinę bardziej mu znanego Skamandera okazywała się całkiem fajnym człowiekiem.
Nawet się kleiło, a auror zaczął coś dawać o swojej pracy i w sumie to nawet Bertowi nie przeszkadzało, bo i ten zawód był całkiem imponujący i na pewno musiał dać mu wiele anegdot dobrych na taki właśnie moment. Anegdot o łapaniu ludzi których złapać trzeba czy jakichś akcjach rodem z porządnego filmu. I między tym wszystkim padło nawet kilka co ciekawszych w tym coś związanego z Nokturnem którego ostatecznie młody Bott był ciekaw. Jasne, każdy wie że Nokturn jest niebezpieczny, ale właśnie przez to jest też w jakiś sposób pociągający i może i Bertie wie, że to kompletnie nie jest miejsce dla niego i chyba dlatego ostatecznie nigdy tam nie wlazł, ale... no, chyba powoli zaczynał o tym zapominać i pytając o kolejne miejsca w końcu stwierdził że chce zobaczyć.
Wpadła mu przy tym do głowy Ana, która chyba zawsze tliła się gdzieś z tyłu jego świadomości. Chyba tylko tam nie szukał, choć wydawało mu się absurdalne że miałaby tam być, jakiś czas temu w końcu o tym myślał. Może na chwile jakby spoważniał. Napił się jednak.
- A nie jest trochę tak że więcej tego całego zła i w ogóle to raczej legendy? W sensie gdyby to było realne że przejście przez tę jedną uliczkę w samym centrum magicznej dzielnicy w pięćdziesięciu procentach wiąże się ze śmiercią lub kalectwem to chyba już dawno wpadłoby tam ze stu aurorów i tyle? No, jest was dużo, na pewno nie mniej niż ludzi tam, trudno uwierzyć że to aż taka nietykalna potęga.
Wzruszył ramionami bo i czasami myślał, że ta ulica jest raczej demonizowana. Mówił trochę żywiej niż zazwyczaj, o ile to realne to chyba z większym entuzjazmem, niewątpliwie spowodowanym przez procenty, choć raczej nie był szczególnie pijany, raczej po ludzku ożywiony alkoholem.
- Poza tym przecież nie każdy kto tam żyje to zaraz taka znowu menda. - dodał. No, Matt to menda na przykład ale nie zły człowiek, raczej narwany, raczej nie pasuje do stereotypowego kolesia który zamorduje każdego kto zobaczy bo wszedłeś na nie ten teren. Choć w sumie był chyba jedyną osobą jaką Bertie znał, która bywała w tym miejscu tak-o.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Auror
29
Czysta
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
10
20
1
0
1
1
5
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   12.02.18 18:32

standardowo miejsce w głębi moszcząc się w kącie z kuflem ciemnego piwa. Niedługo później dostrzegł znajomą twarz.  
Kojarzył Bertiego. Słyszał o nim nie mało przez wzgląd na siostrę Samuela. Wujek często narzekał na fascynację Judith konkretnie tym czarodziejem. Tylko wujek miał w związku z tym problem. Nie od dziś było wiadome, że miał ambicje na to by nieco podnieść status rodziny. Niestety w tych zamiarach był w rodzinie osamotniony  i nikt poza nim nie przyjmował wagi do podobnych pragnień.
Jeśli chodzi o samego Botta Anthony dopiero poznawał go bliżej tak jak ostatnimi czasy każdego członka zakonu. Będąc ciekawy jego osoby chętnie przystał na towarzystwo zwłaszcza, że również należał do typu ludzi, którzy po prostu lubili rozmawiać, poznawać innych. Młody okazał się przyjemnym kompanem, zabawnym, na pewno wesołym - chociaż to ostatnie trudno było stwierdzić przez wzgląd na to, że alkohol płynął.
Zaśmiał się.
- I tak, i nie - przekiwał głowę to na prawo, to na lewo - Tak bo oczywiście, że to trochę legendy. W tym co mówisz jest dużo prawdy. To nie jest tak, że Nokturn jest wyjątkowym miejscem na skalę światową. W każdym większym mieście znajdzie się taka dzielnica na której postawienie nogi to - ujmując to na wyrost - wyrok śmierci. - pracował za granicą i tam nie było bardzo inaczej więc to nie tak, że tworzył teorię. Widział, wiedział, ot co - Ludzie tam żyją tak jak w każdym innym miejscu - jedzą, śpią, pracują. Przeważnie względnie legalnie w magicznym porcie. Dlatego też nikomu nie przyszło do głowy równać z ziemią Nokturn tylko dlatego że ktoś postanowił mieszkać na mniej zadbanej ulicy za mniejszy czynsz. Przynajmniej kiedyś. Teraz... - wzruszył ramionami, upijając nieco trunku - Teraz...właśnie, teraz wychodzi ta kwestia na nie. Nokturn padł ofiarą samospełniającego się proroctwa. Tyle się mówi, że to nieciekawe miejsce i to wystarcza by przyciągnąć nieciekawych ludzi, którzy faktycznie czynią to miejsce... nieciekawym. Potem swój przyciąga swego lub kogoś gorszego i idąc tym tropem dalej wyobraź sobie jak to wszystko może wewnątrz wyglądać skoro w nokturnową ziemię bardzo głęboko zapuściła korzenie taka rodzina jak Burke odcinając dostęp do tej ulicy dla ludzi z zewnątrz, zwłaszcza teraz gdy poglądy ulegają radykalizacji - kończąc wypowiedź uniósł brwi wyżej by zrobić większe wrażenie, a potem wygiął usta w półuśmiechu. Przeniósł wzrok na wpół pusta szklankę. Wesołość znikła z jego twarzy - Powiesz pewnie - dlaczego w takim razie teraz nikt tam nie zainterweniuje? Próbowano. Może nie wpadło tam stu lecz oddział siednmiu z szefem biura na czele. Trzech zostało ciężko rannych, czterech, niestety również z szefem biura na czele, zginęło na miejscu. Pewnie słyszałeś. Sprawa była głośna. Pierwsze strony każdej gazety o tym krzyczały - dosłownie - Zatem pięćdziesiąt procent szans na kalectwo bądź śmierć...? Optymistycznie - Podrapał się kciukiem, zacisnął potem dłoń w pięść i podparł o nią skroń, a łokieć ręki na blacie stołu




What some folks call impossible, is just stuff they haven’t seen before.
I'll show them.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
30
0
0
0
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   16.02.18 14:27

Słuchał. Wbrew pozorom całkiem lubił słuchać ludzi, a aurorzy z reguły należeli do tych którzy faktycznie mają coś ciekawego do powiedzenia. Jedną ręką powoli kręcił swój kufel dookoła, od czasu do czasu go podnosząc, jednocześnie zastanawiał się nad tym co mówił Skamander. W jakiś sposób był ciekaw tego miejsca. Ciekaw, jak powstawała jego legenda i ile z tego to fakty a ile właśnie bajkowe opowieści.
Słuchał więc uważnie, mieląc informacje przez własne obserwacje, może mniej wartościowe bo i w gruncie rzeczy wiedział na prawdę niewiele, jednak zawsze to własne.
- No dobra ale dookoła tych Burke'ów i innej śmietanki towarzyskiej są też normalni ludzie, nie? No... jakkolwiek to brzmi, jasne, wiem że bieda przyciąga patologię i jakoś tak te dwie rzeczy często idą w parze, ale po pierwsze: nie zawsze, nie jest to wcale jakaś reguła, po drugie: patologia patologii nie równa. - napił się znów swojego piwa. - Rany, ostatnio zdecydowanie nadużywam tego słowa.
Dodał trochę tym faktem rozbawiony, może bardziej niż bawiłoby go to na trzeźwo, jednak kto by się przejmował. Spojrzał na Skamandera, zaraz jednak ciągnąc swoją myśl.
- Mam na myśli, jest różnica między chociażby mordercą a drobnym złodziejaszkiem. - wzruszył lekko ramionami. - No i od czasu do czasu da się zauważyć chodzące tam dzieciaki, w sensie dzieciaki stamtąd. Nie są przerażone, znaczy wiadomo, zależy od osoby i sytuacji ale wyglądają zwykle jakby czuły się mocno... na swoim terenie? A to nadal bezbronne dzieciaki, to sprawia że znowu trochę przestaje się wierzyć we wszystkie te makabryczne opowieści.
No, wierzyć raczej nie przestawał, nadal nie wybrał się na przechadzkę w poszukiwaniu dziwnych rzeczy, choć nie raz żartował na ten temat z Tito, nie raz mieli tam iść jak to dwa chojraki. Ciekawe, który pierwszy by uciekł, oczywiście obaj byli przekonani że ten drugi. I zapewne każda para dobrych przyjaciół z jakimś ubytkiem na mózgu czasami myślała podobnie.
- W sensie nie twierdzę że kłamiesz, raczej to brzmi jakby tam były... nie wiem, punkty zapalne. Poza tym gdyby na jakąkolwiek inną ulicę wpadło siedem osób zamykać biznesy i aresztować wszystkich niezależnie czy słusznie czy nie, pewnie też nie skończyłoby się to dobrze.
Stwierdził. Jasne, Skamander wiedział na ten temat zdecydowanie więcej, jednak Bertie nie chciał przyjmować informacji tak po prostu, skoro cokolwiek mu w tym nie pasowało. Jego mózg był z resztą chyba odrobinę zbyt mocno ukierunkowany ku konkretnemu myśleniu by być w stanie przyjąć, że może istnieć miejsce pełne po prostu złych ludzi, skoro... on chyba nie wierzył w złych ludzi?
Jasne, widział wiele przykładów, jednak dzielił ich na osoby chore, psychopatów których powinno się izolować i leczyć oraz na osoby które ku złym czynom pchnęły konkretne wydarzenia, traumy, wychowanie, z których także zło możnaby wyplenić.
- Ciekawe co by wyszło z postawienia przypadkowo złapanego na Nokturnie typa na stołku ministra. - dodał swoim zwyczajem, po prostu lubiąc zastanawiać się nad często głupimi, abstrakcyjnymi rzeczami.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Auror
29
Czysta
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
10
20
1
0
1
1
5
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   18.03.18 10:45

- To są dzieci Nokturnu, Bertie. Nie muszą się bać, bo wiedzą, że nic im tam nie grozi. Swój swego kijem czy łopatą nie ruszy. Same często miewają już swoje za uszami - po chwili zamyślił się, uznając, że może to zabrzmieć co najmniej nieodpowiednio - Nie zrozum mnie źle, rozumiem o co ci chodzi - człowiek człowiekowi nie równy, a Nokturn też może być miejscem do życia dla ludzi dobrych, tak jak każde inne. Nie mówię, że nie. To na pewno statystycznie możliwe. Też nie twierdzę, że ludzie rodzą się źli, lecz nie oszukujmy się, środowisko w którym się dorasta ma wpływ, a Nokturn ni jest dobrym miejscem. Nawet jeżeli część historii jest wyolbrzymiona, stworzona po to by obcy trzymali się na dystans to jednak o żadnym innym miejscu w Londynie nie usłyszysz podobnych opowieści - zresztą go nie trzeba było przekonywać. Większość czarnoksiężników chowała się na Nokturnie, a wiedźmiej straży nieraz miesiące zajmowało wykurzenie tych szczurów poza tereny tej przeklętej ulicy. Ludzie tam znikali bez śladu, nie pozostawiając często po sobie choćby kości.
- Słusznie czy nie, zamknąć biznes, nie skończyłoby się dobrze...? - W jego głosie zakołysała się niedowierzanie. Irytacja i złość zawiły się wewnątrz niego chcąc się wydostać. Opanował te nieprzyjemne uczucia i choć nie dał im dojść do głosu to wyraźnie spoważniał - Naprawdę uważasz, że aurorzy odwiedzają sobie od tak bez żadnych podstaw pierwsze lepszego miejsce, mając bądź nie mając ku temu podstaw coby zamknąć kilku czarodziei którzy sprzedają cukierki pod ladą nie odprowadziwszy wcześniej podatków? Że wszędzie indziej również skończyłoby się to nieciekawie - przykładowo serią niewybaczalnych, śmiertelnych zaklęć i pożogą? - nie było to pytanie retoryczne, chciał uzyskać odpowiedź. Jego zmysły wyostrzyły się zaś chcąc ją wycenić. Posłuchaj siebie, Bott - wypominało jego spojrzenie, którym lustrował cukiernika - Bądź sobie niepoprawnym idealistą, jeżeli nie boisz się umrzeć młodo i głupio. To na swój sposób będzie wówczas godne jakiejś chwały jednak bądź przy tym również tak bardzo naiwnym. - może Thony psuł luźną atmosferę wieczoru, może była w tym wina tego, że alkohol nie miał nad nim tak wielkiej władzy oraz tego, że niezwykle poważnie podchodził do podobnej tematyki. Był aurorem, a z ludźmi którzy tamtego dnia zginęli zaczynał karierę. Nie widział nic zabawnego w umniejszaniu ich roli i przyrównywania ich pracy do słusznego czy nie zamykania biznesów. Nie zmieniłoby się to bez względu na upity alkohol.
- Zamierzam się tam dostać. Zbadać sprawę - na własną rękę, na Nokturnie.




What some folks call impossible, is just stuff they haven’t seen before.
I'll show them.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   18.03.18 10:48

The member 'Anthony Skamander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 15


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
30
0
0
0
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   20.03.18 1:55

- Nie powiedziałem, że to nie było słuszne. - odpowiedział spokojnie. Nie przejmował się nagłą irytacją, po części rozumiał. Chodziło o osoby które nie żyją, które poległy i być może powinien być bardziej uważny. Nigdy zbytnio nie przejmował się tym jak formułuje swoje wypowiedzi, później musiał się z nich tłumaczyć..
- Teoretyzuję. Staram się zrozumieć miejsce. Tamtej sytuacji nie znam, nic o niej nie wiem. - dodał dla jasności. - Nie wiem, co się tam działo, kiedy weszli ci aurorzy. Chodzi mi tylko o to, że trudno uwierzyć że to miejsce aż tyle determinuje.
Siedlisko zła wykraczało poza jego pojęcie. Jak wiele innych rzeczy, z których część miał nie tak dawno okazję oglądać. W ostatnim czasie jego światopogląd był wystawiany na wiele prób, a sam Bott usiłował go sobie w jakiś sposób układać. Przez chwilę przyglądał się Skamanderowi, zaraz znów napił się swojego piwa.
- Jestem idealistą. - przyznał. Nie trzeba aurorskiego zmysłu, by to zauważyć. - Możliwe, że jestem też idiotą. - możliwe. Uśmiechnął się pod nosem i wzruszył przy tym ramionami. - Ale nie zamierzam młodo umierać i kilka rzeczy staram się poukładać sobie w głowie.
Wszystko na czym stoi jego świat było od jakiegoś czasu atakowane z każdej strony, a on stał i bronił się przed tym z uporem maniaka, zamierzając dalej wierzyć w ten świat i dobro jakie w nim tkwi. Mimo wszystkich dowodów świadczących przeciwko.
Na kolejne słowa Skamandera uniósł lekko brwi. Nie pytał czy to polecenie służbowe. Gdyby tak było, nie mówiłby o tym w pubie.
Nie znali się - to fakt. A jednak rozmawiał z drugim Zakonnikiem. I był głupim idealistą który wierzył w dobro i walkę o dobro. Podobnie wierzył w sprawiedliwość i w to, że trzeba o nią dbać. Gdyby zginął ktoś z jego bliskich, też chciałby wiedzieć wszystko. Gdyby tylko miał na to jakąkolwiek szansę. Przez chwilę milczał, zastanawiając się nad tym, co miał zamiar powiedzieć - a nie zdarzało mu się to szczególnie często, szczególnie przy alkoholu.
- Jeśli będziesz chciał towarzystwa, lepszy idiota niż nikt. - zaoferował jedynie. Nie zamierzał się narzucać, to nie miałoby sensu, nie mógł jednak tak po prostu nie zaoferować pomocy. Nawet jeśli nie był pewien na co się pisze, nie mógł wiedzieć. - Mówię poważnie.
Dodał, bo i przywykł do tego, że ludzie czasami biorą jego słowa za głupie żarty nawet kiedy tak nie jest. Nie spodziewał się w gruncie rzeczy że rozmówca przyjmie jego ofertę - nie znali się za dobrze i Bott nie zdziwiłby się gdyby jawił się w jego oczach jako dzieciak. Przywykł do tego. Był jednak dorosły i mówił całkowicie poważnie.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Auror
29
Czysta
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
10
20
1
0
1
1
5
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   01.04.18 14:45

Podchodzili do życia w wyraźnie skrajny dla siebie sposób. Thony zbyt mocno trzymał się ziemi po której stąpał wyjątkowo mocno. Nie miał zamiaru się od niej odrywać. Chociaż jakiekolwiek chęci nie miały tu nic do rzeczy - już zwyczajnie nie umiał. Dlatego też o ile potrafił zaakceptować fakt, że możliwym jest to by coś odbiegało od normy, o tyle nie potrafił zgodzić się z tym, że wartość tego odchyłu nie jest marginalna. Miał swoje zdanie dotyczące Nokturnu, które nie wzięło się znikąd. Lata służby, liczne akcje, historie zasłyszane z pierwszej ręki, statystyki, suche fakty - to wszystko sprawiało, że nie umiał zmienić zdania i tak jak Berie się dziwił, tak Anthony dziwił się, że ten się dziwił. Auror nie potrafił też zrozumieć tych jego beztrosko formowanych myśli dotyczących dość ponurych wydarzeń. Może był za sztywny, może już za stary (Merlinie broń). Na pewno próba ubrania przez cukiernika w słowa tego co złe w sposób jak najbardziej lekki nie przemawiała do aurora. To było dla niego już zbyt wielka próba koloryzowania rzeczywistości.
- Mi zaś trudno uwierzyć, że potrafisz mieć wątpliwości pomimo iż fakty mówią same za siebie. Sprawiasz wrażenie człowieka, który po dostaniu czarnej kartki pergaminu byłby w stanie z wiarą głosić, że znajduje się w niej gdzieś biel - nie była to szykana, a jedynie podsumowanie klarującego się z chwili na chwilę obrazu Bertiego tworzącego się w głowie aurora. Wiele jego cech i przywar wynikało niewątpliwie z młodego wieku. Stad też prawdopodobnie brała się ta tendencja do próby wynajdywania dobra tam gdzie próżno byłoby go na co dzień gdziekolwiek poszukiwać. Plusem było to, że cukiernik najwyraźniej był tego wszystkiego świadomy.
- Przynajmniej szczerym ze sobą idiotą - a więc takim którego można było jeszcze odratować. Tacy ludzie, jego zdaniem, prędzej czy później łamali się pod naporem rzeczywistości. Tym bardziej, gdy pchali się pod jej ostre szpony. Bott to robił od momentu przystąpienia do Zakonu, tak samo jak czynił to każdy inny zakonnik.
Zgodnie z przymuszeniem, Anthony nie wziął od razu na poważnie zapewnienia Botta, choć te wybiło na jego zmyśle dźwięk niezwykłej szczerości. Skamander uznał to jednak za jeden z tych zrywów - szczerych lecz pozbawionych grama rozsądku. Po pojawieniu się zapewnienia deklaracji spojrzał na niego uważniej.
- Dobrze. Czemu by nie - jeśli chcesz. - zgodził się nie mając nawet w zamiarze podejmować się zadania opowiedzenia o tym, jak to może się skończyć. Zawsze wychodził z założenia, że każdy może decydować o sobie i on w to nie zamierzał ingerować. Dlatego, jeżeli Bertie uważał że chce to on nie zamierzał go od tego odwodzić. Tym bardziej, że to mogło im pomóc - zakonowi. Nie wiele wiedzieli o swoim przeciwniku - Trzeba byłoby się gdzieś umówić przed by się przygotować i dogadać szczegóły. To miejsce nie jest do tego najlepszym - zauważył z lekkim rozbawieniem, by chwilę później dać barmanowi sygnał na to by mu napełnić naczynie tym samym co już zdążył spożytkować.




What some folks call impossible, is just stuff they haven’t seen before.
I'll show them.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
30
0
0
0
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   15.04.18 0:42

- To całkiem możliwe. I możliwe że na prawdę bym ją znalazł.
Bertie w to wierzył. Wierzył w dobro, wierzył w świat, wierzył w ludzi. I, choć świat zdawał się krzyczeć, że się myli, on nie zamierzał przestawać, trzymał się swojego światopoglądu i weryfikował go, nadal jednak ostrożnie. Widział wiele zła w bardzo krótkim czasie, szczególnie wiele jako, że niemal dwadzieścia jeden lat przeżył w zadziwiająco wręcz sielski sposób. Coś nie pozwalało mu jednak dopuścić do siebie pesymizmu czy też realizmu, on po prostu chciał wierzyć że w każdym człowieku znajduje się dobro i, że pod wpływem różnych zdarzeń po prostu bardziej się ono zakopuje - jednak gdzieśtam jest.
Bardzo możliwe, że miał z tym związek wiek, czy wychowanie, możliwe że po prostu własna, naturalna tendencja do zakładania różowych okularów zaraz po wyjściu z łóżka.
Chyba nawet się zdziwił, kiedy Skamander się zgodził. Nie spodziewał się tego, był jednak zadowolony, chciał iść. Zobaczyć. Być może pomóc, o ile mu się uda. Słyszał plotki, wiele plotek, co do tego co może ich tam spotkać, straszenie więc zapewne nic by nie dało. Chyba z resztą był dość niereformowalny w kwestii niedopuszczania do siebie myśli o realności zagrożenia, dopóki do nie znajdowało się bardzo blisko.
Bo jak się przekonał, jednak był w stanie uwierzyć, że nie dożyje poranka.
- Ani miejsce ani pora. - przyznał, bo i nawet on ze swoim nastawieniem do życia i głupawymi pomysłami nie mógł uznać planowania podobnego wypadu pod wpływem alkoholu za sensowne. Wziął więc kufel i napił się, trzeźwiejszy się w chwilę nie stanie, nie było sensu więc sobie odmawiać. Wyszedł z resztą dzisiaj w innym celu.
- Najgłupsze co odwaliłeś odkąd poszedłeś na kurs? - zaczął więc inny temat. Nie sądził by Skamander mógł się równać z Bottowym Rankingiem Przypału, jednak każdy od czasu do czasu robi jakieś debilizmy czy to celowo, czy - częściej - przez przypadek, ale chociaż wychodzą z tego niezłe historie, czy coś od czego można zacząć rozmowę. Cóż, z jakiejś przyczyny było to pierwsze pytanie na jakie wpadł, kiedy uznał że najwyższa pora po prostu zmienić temat i wrócić do luźnego spotkania przy piwie.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
 

Stoliki w głębi sali

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

 Similar topics

-
» Stoliki w głębi sali
» Stoliki
» Klasa eliksirów
» Sala segregacji
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Dziurawy Kocioł-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18