Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Stoliki w głębi sali
AutorWiadomość
Stoliki w głębi sali [odnośnik]10.09.15 1:45
First topic message reminder :

Stoliki w głębi sali

★★
Stoliki dla gości, przy których najtrudniej o miejsce wieczorami, gdy pomieszczenie wypełniają śmiechy, dźwięki rozmów, szelest stronic gazet, książek. Dziurawy Kocioł jest idealnym miejscem, by spotkać się ze znajomymi po pracy, bez obawy o spotkanie z jakimś uważnym mugolem.

Możliwość gry w czarodziejskie oczko, darta, gargulki, kościanego pokera

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:19, w całości zmieniany 3 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stoliki w głębi sali - Page 12 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Stoliki w głębi sali [odnośnik]01.11.18 22:04
Scott liczył na samotny, spokojny, i cichy wieczór, ale przez szybę dostrzegł twarz...twarz kobiety, którą znał. Może nie tak dobrze jak by sobie tego życzył, ale kilka razy się spotkali. I o dziwo nawet w pewien sposób doszli ze sobą do swego rodzaju porozumienia. Błękitne tęczówki jedynie wodziły za nią, aż ta doszła do jego stolika.
-Antonia...- Powiedział spokojnie i uśmiechnął się nawet do niej łagodnie. Chociaż jego uśmiech bardzo często należał do tych wymuszonych, to do niej uśmiechnął się szczerze. Z tego co pamiętał była myślącą kobietą, potrafiła dzielnie stać przy swoim, na dodatek umiała podeprzeć swoje stanowisko sensownymi argumentami.
-Jedyna kobieta, która jeszcze mnie nie zirytowała, i dzięki której po każdej rozmowie wychodzę z dodatkowymi przemyśleniami- Czy mogła to traktować jako komplement. Oczywiście, że tak. Scott rzadko kiedy uważał, że kobiety były odpowiednie do prowadzenia politycznych dyskusji. Antonia, już kilkukrotnie udowodniła to, że jak najbardziej była godna tego, aby pochylić się nad jej przemyśleniami. Scott już chciał jej wskazać miejsce przy stoliku, ale ta najwyraźniej postanowiła sama zdecydować o tym, że może się przysiąść. Spencer oczywiście nie miał nic przeciwko temu. Lubił towarzystwo ludzi, z którymi mógł porozmawiać na w miarę równym poziomie. A Antonina taki poziom właśnie prezentowała. Może nie zgadzali się dokładnie we wszystkim, ale nie była bezmyślna, i to on sam przed sobą musiał przyznać.
-Taka dawka alkoholu dla kobiety może być niebezpieczna, a ja nie odprowadzę ciebie do domu- Odpowiedział spokojnie po czym wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i wyciągnął ją w stronę kobiety. Wolał jej wcześniej dać do zrozumienia, że nie jest księciem z bajki, który weźmie wpół przytomną księżniczkę i ułoży w ciepłym łóżku. Prędzej ją zostawi na pastwę losu.
Bez względu na to czy kobieta wzięła od niego papierosa, czy też nie, sam wyciągnął z paczki jednego, aby potrzeć jego końcówkę dłonią. Tytoń momentalnie zajął się ogniem, a gryzący dym, od razu zaczął ogarniać okolice stoliku, a kelnerka...bądź barmanka, przyniosła zamówienie tej dwójki, stawiając ją tak mocno na stoliku, że część szklanki wylała się na blat, ale sama tajemnicza czarownica wydawała się tym kompletnie nie przejmować. Scott natomiast wzruszył lekko ramionami, i chwycił w dłoń swoją szklankę unosząc ją lekko w górę wznosząc niemy toast, po czym upił łyk trunku.
-Więc...jaką to teorię tym razem mi przynosisz?- Zapytał się wyraźnie zaciekawiony odstawiając łagodnie szklankę na stolik.
Scott Spencer
Zawód : Departament transportu magicznego - Komisja kwalifikacyjna teleportacji
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15
UROKI : 14
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6210-scott-spencer https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6244-scott-spencer#154997 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6243-scott-spencer#154995
Re: Stoliki w głębi sali [odnośnik]08.11.18 22:04
Ona także liczyła na spokojny wieczór. Towarzystwo zawsze wiązało się z problemami. W ostatnim czasie miała też już zwyczajnie dość innych ludzi. W Ministerstwie ciągle tłumy, na ulicach ciągle tłumy. Tyle mówiło się o tym, że ludzie porzucili Londyn uciekając przed trwającą wojną, ale Borgin nie zdążyła tego zauważyć. Dla niej zawsze będzie chyba ich po prostu za dużo. Towarzyska dusza z niej żadna, ale czasami należało łamać własne schematy, postanowienia, nawet reguły. Nikt w końcu nie był stały jak kamień, każdego można było w końcu złamać.
Kobieta uśmiechnęła się delikatnie słysząc słowa Scotta. - Na szczęście przede mną krótka droga – odparła. Nie była zwolennikiem upijania się, ale nie gardziła czymś na dobry sen. Na Nokturnie ciężko było po prostu zasnąć. Zwykle sen przerwany był krzykami lub śpiewami, a alkohol skutecznie tłumił wszystkie odgłosy pozostawiając umysł tam gdzie było jego miejsce. Każdy w końcu zasługiwał na trochę odpoczynku, a ona nie była człowiekiem, który lubił tracić czas, nawet kiedy chodziło o sen.
Antonia nie znała zbyt dobrze Scotta, jednakże od początku wydawał jej się być człowiekiem, z którym można było poruszyć niemalże wszystkie tematy. Nie szczędziła się w doborze słów, opowiadała jawnie o tym co myśli o dzisiejszym świecie i o tym czego od niego oczekuje. Prawdopodobnie przez wypowiedziane do niego słowa mogłaby trafić w ręce aurorów, ale była ostrożna. Ostrożna i konkretna. Ceniła to, że jej słuchał nawet jeśli nie zawsze się z nią zgadzał. Potrafiła to zrozumieć, nawet uszanować. Wierzyła w końcu, że na każdego przyjdzie pora zrozumienia. Niektórzy zwyczajnie potrzebowali na to trochę więcej czasu.
Za papierosa podziękowała tylko skinieniem głowy. Nie był to jej świat chociaż skłamałaby gdyby powiedziała, że nigdy nie próbowała, ale dym ją odrzucał. Nauczyła się go tolerować, ale zbyt mocno kojarzył jej się z ojcem i dzieciństwem spędzonym w Yorku. To było przecież tak dawno. Kiedy kelnerka przyniosła im trunek Antonia ujęła swoją szklankę w dłonie by zagrzać alkohol. Sama lubiła kiedy był ciepły. Wydawał jej się wtedy smakować dymem. - Właśnie wracam z Ministerstwa. Przeraża mnie to co się tam dzieje. Jak Ty reagujesz na nową władzę? - zapytała naprawdę ciekawa tego jakie odczucia względem nowego Ministra ma Scott. Każdy mógł tę zmianę ocenić na własny sposób, ale jak dla niej była to porażka, której nawet nie należało zbytnio komentować.



   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Antonia Borgin
Zawód : pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
OPCM : 7
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 16
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t4722-nie-wszystko-zlo-to-co-sie-swieci https://www.morsmordre.net/f319-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t4733-skrytka-bankowa-nr-1201#101427 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
Re: Stoliki w głębi sali [odnośnik]12.11.18 14:27
-Ponoć im krótsza droga, tym więcej na niej się może wydarzyć- Odpowiedział spokojnie po czym odwzajemnił uśmiech kobiety. Scott zazwyczaj był osobą, która miała odpowiedź tak naprawdę na wszystko, a przynajmniej tak było do tej pory. Nie zdarzyło się jeszcze, aby padło jakieś pytanie, zdanie, czy chociażby zarzut, na który on sam nie miałby odpowiedzi. Była to cecha, którą on sam w sobie naprawdę lubił, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę z tego, że ludzi niezwykle to irytowało. Nie ma o się dziwić. Każdy lubił kiedy jego zdanie było na wierzchu, kiedy tylko jego racja się liczyła. W chwili kiedy spotyka się kogoś takiego jak Scott należy liczyć się z tym, że on sam również lubił kiedy jego było na wierzchu.
Scott błękitnymi tęczówkami obserwował to jak dziewczyna dosiada się do niego. On cenił ludzi, którzy potrafili myśleć, a Antonia całe szczęście do takich ludzi się zaliczała, chociaż nie zawsze zgadzał się z jej poglądami, to zdecydowanie szanował to, że potrafił poprzeć swoje stanowisko jakimiś sensownymi argumentami. Nie była to walka dla samej walki, miała ona jakiś sens, i kobieta potrafiła to udowodnić.
-Nowy minister hmmm...- Mruknął cicho odchylając głowę w tył, aby spojrzeć na drewniane deski na suficie. Przysunął do ust dłoń z tlącym się papierosem, aby po raz kolejny zaciągnąć się gryzącym dymem, i wypuścić go w postaci białej chmury, która poleciała do góry, i rozbiła się o drewniany sufit. Zaczął się zastanawiać nad tym jak by tutaj najlepiej opisać swoje odczucia którymi darzył ministra.
-Na pewno jeżeli będzie chciał sprawować funkcje ministra przez dłuższy czas, to wywołanie stanu wojennego już na samym początku nie wpłynie najlepiej na jego poparcie- Scott nie był za bardzo zaangażowany w to co się działo. On miał swoją pracę, swoje życie. Nie miał zamiaru być samozwańczym strażnikiem sprawiedliwości.
-Tym bardziej...- Dodał po chwilce milczenia i skierował wzrok na swoją towarzyszkę. Odłożył papierosa do popielniczki, i nachylił się nad swoją szklanką z trunkiem. Chwycił ją w dłoń i uniósł delikatnie przyglądając się bursztynowemu płynowi w niej.
-Tym bardziej, że wydaje mi się być to mało przemyślana decyzja, podjęta na szybko, bez pomyślunku jakie konsekwencje ze sobą będzie to nieść- On domyślał się, że ogłoszenie stanu wojennego wywoła paranoję u niektórych czarodziejów, być może zapanuje jeszcze większy zamęt niż wcześniej.
-A efekty tego możemy już teraz oglądać- Dodał i wskazał dłonią na prawie opustoszały dziurawy kocioł. Ludzie normalnie bali się wychodzi z domu, a teraz? Scott odnosił wrażenie, że ryglowali drzwi, domy chronili kolejnymi zaklęciami ochronnymi, a innych ludzi z góry traktowali jak potencjalne zagrożenie. To było chore, i z tym w żaden sposób się nie sprzeczał.
-No oczywiście jeżeli ktoś chce się bawić w obrońcę uciśnionych to może mieć powód do zmartwień. Ja zawsze preferowałem pozycję biernego obserwatora, dlatego jakoś to wszystko mnie nie rusza- Robił to co do niego należało, nie wychylał się, nie zgrywał bohatera bo przecież nim nie był. Znał się na teleportacji, a nie na organizowaniu rewolucji. Tym bardziej, że nigdy nie miał powstańczych ciągot. Chciał to życie przeżyć w miarę godny sposób, i to wszystko. Niektórzy powiedzą, że to egoizm, on również był tego zdania, ale nazywał to zdrowym egoizmem, zdrowym dla niego.
Scott Spencer
Zawód : Departament transportu magicznego - Komisja kwalifikacyjna teleportacji
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15
UROKI : 14
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6210-scott-spencer https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6244-scott-spencer#154997 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6243-scott-spencer#154995
Re: Stoliki w głębi sali [odnośnik]28.11.18 19:37
Antonia nie martwiła się o samą siebie. Znała własne umiejętności. Wiedziała, że jej magia pomoże gdy będzie to konieczne. Nigdy nie obchodziły ją te wszystkie zakazy dotyczące kobiet. Nie była zwykłą kobietą. Miała swoje własne prawa i swój własny kodeks, którym się kierowała. Nawet jeśli działo się coś co sprawiało, że czuła się zagrożona to wiedziała, że może liczyć tylko na siebie. Jej brat wyjechał zostawiając ją zupełnie samą. Nikomu innemu nie ufała. Wiedziała, że wszystko co robi było jej decyzją i w tym świecie było to o wiele bardziej pomocne niż cokolwiek innego. Niewiele było osób, które mogły powiedzieć o sobie coś podobnego.
Kobieta wierzyła, że po to istniały trudne tematy by z się z nimi konfrontować. Wiele osób w ich świecie wolało żyć w niewiedzy. Udawać, że wszystko jest w porządku. Nie widzieli problemu i właśnie dlatego za każdym razem gdy spotykała kogoś z kim mogła normalnie porozmawiać to z tego korzystała. Poruszenie tematu Ministra było celowe. Zastanawiała się co o nim myślą ludzie całkowicie bezstronni. Wiedziała, że czasami ukierunkowanie na jedną ze stron psuje punkt widzenia. Chociaż liczyła, że każdy mający jakiekolwiek pojęcie o tym co dzieje się obok będzie wiedział co jest złe, a co jest dobre. Reakcja mężczyzna była chyba tą na którą kobieta liczyła. – No tak… stan wojenny raczej nie mógł nikogo uspokoić – odparła wzruszając delikatnie ramionami. Czasami irytował ją fakt, że ciągle wszyscy patrzyli na zwolenników Czarnego Pana jak na największe zło. Ich działania były przede wszystkim skuteczne i nie wierzyła, że to co kryło się za ich „dobrem” było lepsze od tego co oni robili. To nie był pierwszy raz gdy świat musiał najpierw coś zrozumieć.
Na Scotta nigdy nie naciskała. Szanowała jego autonomię. Jeżeli uważał, że woli pozostać z boku to ona nie miała zamiaru w to ingerować. Uważała, że finalnie i tak każdy będzie musiał opowiedzieć się za którąś ze stron. Kobieta upiła łyk kiwając ze zrozumieniem głową i uśmiechając się delikatnie. – Jak myślisz czego ludzie się boją? Przed czym uciekają? – zapytała w sumie ciekawa jego zdania. Zaczęła się zastanawiać czy chodziło o to, że śmiałe działania Rycerzy spowodowały to co spowodowały czy bardziej o to, że świat desperacko szukał pokoju nawet w ramionach wariata. – Zbyt pusto tu jednak. Dobrze chyba, że przyszłam. – dodała unosząc szklankę i wyciągając ją w stronę mężczyzny. – Za coś lepszego niż to co obecnie mamy – odparła z delikatnym uśmiechem.



   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Antonia Borgin
Zawód : pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
OPCM : 7
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 16
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t4722-nie-wszystko-zlo-to-co-sie-swieci https://www.morsmordre.net/f319-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t4733-skrytka-bankowa-nr-1201#101427 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
Re: Stoliki w głębi sali [odnośnik]12.12.18 18:56
-Źle zadane pytanie, może dostarczyć niejasnej odpowiedzi- Mruknął spokojnie po chwilce namysłu. Wgniótł delikatnie resztkę papierosa w szklane dno popielniczki po czym przeniósł błękitne spojrzenie na kobietę, która dotrzymywała mu towarzystwa.
-Powinna czuć się zaszczycona- Przez głowę Scotta przebiegła taka myśl. Pozwolił jej na to, aby się dosiadła do niego, uraczył ją nawet rozmową. Przecież nie każdego człowieka uważał za kogoś...odpowiedniego do tego, aby mógł dotrzymać mu towarzystwa.
-Czego się boją?- Odparł pytająco i przez chwilę zrobił dłuższą pauzę. Kochał to robić, tworzyć złudne napięcie, nastroić słuchacza na to, że za chwila usłyszy sentencję która odmieni jego życie. Prawda niestety była znacznie bardziej brutalna. W ustach Scotta nigdy jeszcze takowa sentencja nie zagościła, nie odmienił niczyjego życia. Ani razu nie powiedział niczego odkrywczego, teraz najpewniej również tak będzie.
-Boją się życia, śmierci, siebie albo teściowych- Odpowiedział na jej pytanie, ale Scott był świadom tego, że Antonia nie dokładnie o to się pytała, a raczej nie o to jej chodziło.
-A uciekają również przed wieloma rzeczami -Mężczyzna pochwycił szklankę, w której leniwie kołysała się resztka bursztynowego płynu, po czym po szybkim przechyleniu szkła wlał w siebie resztkę. Przyjemne ciepło rozeszło się po jego ciele, by po chwilce zapłonąć w jego gardle zmuszając go do odchrząknięcia i przymknięciu oczu.
-Czasami jest to prawo, czasami uciekają przed własnym cieniem, albo przed zazdrosną żoną, która po dwudziestu latach małżeństwa przestała być modelką- Scott zawsze był bardzo dosadny, i raczej nie bawił się w pół środki. Myśli, które pojawiały się w jego głowie przeważnie wychodził z jego ust w niezmienionej wersji. Czasami dostawał za to w pysk, a czasami po prostu rozmowa się kończyła. Tym razem, jednak wiedział, że mógł sobie pozwolić na swego rodzaju swobodę wypowiedzi.
-Natomiast gdybyś zapytała się - czego teraz się boją i przed czym teraz uciekają - odpowiedziałbym, że do tej listy dojdzie teraz tylko wojna, a więc nie wiele się zmieni- Ludzkość zawsze będzie przed czymś uciekać, bez względu na to czy nad ich głowami zawiśnie ryzyko wojny czy też nie. Tym bardziej, że pojęcie wojny dla wielu ludzi może być względne. Spencer przeniósł wzrok na szybę, która wychodziła na ulicę. Co jakiś czas ktoś przebiegł tamtą drogą, spiesząc się najwyraźniej do domu. Scotta najwyraźniej to rozbawiło, bo nawet uśmiechnął się lekko sam do siebie.
-Wiesz jak wyobrażam sobie tę całą wojnę. Ludzie będą panikować, uciekać...a ja...tak jak dzisiaj i niezmiennie będę tutaj siedzieć. Krótko mówiąc tak długo ja będę mógł, nie mam zamiaru się tym przejmować- Inni ludzie nie bardzo go interesowali w tej chwili. Z każdym razem kiedy czytał informacje o tym, że znaleziono kolejne ciało czarodzieja lub mugola, nie czuł tego ścisku w gardle. Po prostu przewracał stronę i skupiał się na czymś innym. Czy był nienormalny? nie po prostu nie przejmował się rzeczami które go nie dotyczą. On nie miał już rodziny, nikogo kogo mógłby stracić, więc nie pamiętał już uczucia lęku przed utratą kogoś kogo się kocha.
-Ale może rozwiniesz tę moją listę...czego ty się boisz, przed czym uciekasz?- Zadał zaciekawiony pytanie i ponownie skierował wzrok na kobietę i uśmiechnął się odrobinkę złośliwie. Był ciekaw teraz jej odpowiedzi. Powie, że to nie jego sprawa, uzna go za chama, który zadaje zbyt prywatne pytania, a może po prostu wyjdzie nie udzielając żadnej odpowiedzi?
Scott Spencer
Zawód : Departament transportu magicznego - Komisja kwalifikacyjna teleportacji
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15
UROKI : 14
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6210-scott-spencer https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6244-scott-spencer#154997 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6243-scott-spencer#154995
Re: Stoliki w głębi sali [odnośnik]05.01.19 21:29
Słuchając słów mężczyzny musiała przyznać mu rację. Ludzie ciągle się czegoś bali. Nawet jeśli udawali, że jest inaczej. Nie da się żyć w całkowitej obojętności. Nie istnieli ludzie pozbawieni uczuć. Nigdy nie istniało tylko szczęście. Zawsze było coś jeszcze gdzieś w środku głowy. Lęk przed istnieniem. - Przed wojną uciekają – odpowiedziała na zadane przez samą siebie pytanie. - Masz rację. Ciągle się czegoś boją, ale uciekają przed tym na co myślą, że nie mają wpływu. A mają. - dodała jeszcze zamykając temat. Trunek w jej szklance pięknie się mienił obiecując swoim bursztynowym kolorem chwile szczęścia, dobry sen i zapomnienie.
Polityka w ostatnim czasie była tematem wiodącym, ale nie jedynym. Oczywiście byli ludzie, z którymi o niczym innym rozmawiać nie chciała i nie potrzebowała. Zawsze należała do osób konkretnych. Nie lubiła zwykłej paplaniny. Jej rozmowy zwykle miały określony cel. Czasami jednak pozwalała sobie na to co zwyczajne. Nazywała to wzięciem głębokiego oddechu. Odcięciem się od zajmujących jej głowę spraw nie do rozwiązania na ten moment. Może nawet i nigdy.
- Jest coś czym w ogóle się przejmujesz? - zapytała z czystą ciekawością w głosie. Wyobrażała go sobie właśnie takiego. Tkwiącego tutaj kiedy świat stawał na głowie i tkwiącego tutaj kiedy wszystko upadało. Nie przejmował się toczącą się wojną, podziałami, tym o co walczyli tacy ludzie jak ona. Nie miał jednak świadomości, że… - Wojna upomni się o każdego – odparła ze wzruszeniem ramion. To był fakt. Nie było czemu tak naprawdę się sprzeciwiać. W końcu każdy będzie musiał się opowiedzieć po jakiejś ze stron i w końcu każdy stanie twarzą w twarz z decyzją. Nie było to myślenie maniaka. Była po prostu tego pewna. To był fakt. W końcu… byli tylko ludźmi i tak jak każdy się czegoś bał tak samo każdy w końcu dostosowuje się do sytuacji szukając w niej swojego miejsca. - Czemu to miejsce wydaje się być twoje? Dlaczego zawsze je wybierasz? - zapytała bo choć Dziurawy Kocioł był ostoją dla wielu czarodziei to jednak przy niewielu czuło się podobną aurę. Wydawało się, że mężczyzna po prostu wtapiał się w tłum i w cały lokal. Obserwował wszystko i wszystkich nie dając samemu powodu do obserwacji. Choć nie chciała myśleć o wojnie i sprawie, którą wspierała to jednak nie mogła przejść obojętnie obok tego, że mężczyzna idealnie pasowałby do ich szeregów. Pełno było indywidualistą, bo w końcu jedno nie wykluczało drugiego.
Zanim odpowiedziała na jego pytanie upiła łyk trunku. - Niebezpiecznym jest mówić o własnych obawach, wiesz? Lęk, strach, słabości… w nieodpowiednich rękach są zabójcze. - odparła spoglądając mu w oczy z lekkim uśmiechem. Nie miała zamiaru zdradzać tego czego się boi. Nigdy tego nie robiła. Nawet gdyby ufała w stu procentach nie byłaby w stanie zdradzić własnych słabości. Wystawić się na odstrzał.



   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Antonia Borgin
Zawód : pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
OPCM : 7
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 16
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t4722-nie-wszystko-zlo-to-co-sie-swieci https://www.morsmordre.net/f319-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t4733-skrytka-bankowa-nr-1201#101427 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
Re: Stoliki w głębi sali [odnośnik]07.01.19 20:57
-Wpływ na wojnę jest dla wybranych- Odpowiedział pewien siebie. Chciał wierzyć w to, że niektórzy ludzie urodzili się do tego, aby zmieniać świat. Tacy ludzie jak on...urodzili się dla samego istnienia. Nie przeszkadzało mu to w żaden sposób. Nigdy nie chciał być tym o którym prorok codzienny wypisywał na pierwszych stronach, nie chciał być znany, i o tę sławę nigdy się nie ubiegał. Nawet w szkole, wolał skupić się na szachach czarodziejów, niż na odkrywaniu tajemnic zamku.
-W tych wszystkich walkach o "lepszy świat" jestem ja. Człowiek, który obserwuje wszystko z bok i umie się dostosować. Uwierz, jest to przydatna umiejętność...szczególnie wśród tych wszystkich wojowników, których ostatnio jest pełno - Bierność nie była zła, była bezpieczna, oraz bardzo często rozsądna. Może Scott był jednym z tych ludzi, którzy po za swoim życiem nie maja już tak naprawdę nic do stracenia. Dlatego też nie wieloma rzeczami się przejmuje. Na pytanie kobiety jedynie uśmiechnął się delikatnie.
-Przejmuje się rzeczami na które mogę mieć wpływ. Przejmuję się tym, aby nie stracić pracy, aby nie stracić domu. Nie chcę też umierać, dlatego też nie robię rzeczy które mogą mnie przybliżyć do śmierci- Dla niego było to oczywiste. Ludzie, którzy cenili sobie swoje życie nie powinni byli robić niebezpiecznych rzeczy. Naturalnie jak każdy miał swój światopogląd, ale po o się nim od razu chwalić wszystkim na lewo i prawo.
-Nie przeczę, że się upomni o każdego, ale po co ją otwarcie zapraszać do swojego życia- Dla Scotta świat był prosty. Bardzo często w biało-czarnych barwach. Nie był ani optymistą, ani pesymistą. Zdecydowanie bardziej wolał realne spojrzenie na rzeczywistość. Uważał, że przynosiło to znacznie więcej korzyści.
W momencie w którym zapadła krótka cisza mężczyzna wykorzystał ją do tego, aby po raz kolejny wyciągnąć z paczki papierosa i po przez potarcie jego końca rozpalić. Na nowo otulił go ten gryzący zapach nikotyny. Scott do tego przywykł dużo palił, jak sam mówił odprężało go to i pozwalało zebrać myśli, które nie zawsze były takie uporządkowanie. Był przecież tylko człowiekiem.
-Bo niczym się nie wyróżnia...może oprócz grochowej. No i...może się zdarzyć, że pojawi się tutaj czarownica z którą bardzo miło się rozmawia- Sam nie wiedział dlaczego wybierał to miejsce. Może dlatego, że po prostu je lubił...darzył czystą niczym nie zmąconą sympatią i to wszystko. A może było w tym coś więcej, to już pozostawi domysłom Antoniny.
-Z tego co mówisz, mogę już wywnioskować, że boisz się tego, że ktoś pozna twoje sekrety. A to już samo w sobie daje sporo do myślenia- Odpowiedział i uśmiechnął się lekko. Nawet nie odpowiadając bezpośrednio na pytania, można już jakiejś odpowiedzi udzielić. Dlatego kiedy Scott nie chciał na jakiś temat rozmawiać, to po prostu nie odpowiadał na pytania i udawał, że niczego nie słyszał.
Scott Spencer
Zawód : Departament transportu magicznego - Komisja kwalifikacyjna teleportacji
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15
UROKI : 14
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6210-scott-spencer https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6244-scott-spencer#154997 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6243-scott-spencer#154995
Re: Stoliki w głębi sali [odnośnik]17.01.19 17:07
Antonia wcale tak nie uważała. Wojna była dla wszystkich i zmiana też była dla wszystkich. Choć nie zgadzała się z jego słowami to jednak nauczyła się już do niczego go ślepo nie przekonywać. Każdy miał swoje zdanie, widział jakiś cel dla siebie i swoje miejsce w tym pokręconym jeszcze świecie. Wbrew wszystkiemu potrafiła to uszanować. Dla niej nikt nigdy nie był na tyle łaskawy. Wystarczająco dużo od niej wymagano, wystarczająco dużo w swoim życiu musiała odpuścić na rzecz innych. Dlatego właśnie potrafiła sama uszanować czyjeś wybory wierząc, że w końcu każdy odnajdzie swoją rolę w toczonej wojnie. Brunetka skinęła jedynie głowa i uśmiechnęła się pod nosem. Żadne słowa nie były im tutaj potrzebne. W końcu znał ją wystarczająco by wiedzieć, że jej ingerencje w jego sprawy są minimalne. Zwykle po prostu słuchała. - No wojowników teraz dopiero poznamy - opowiedziała z kpiną mając na myśli to całe pozwolenie Ministra na używanie zaklęć niewybaczalnych przez aurorów. Dla Antoni najgorsze było to, że dla niej nie było problemem sięgniecie po czarną magię. Znała ją lepiej niż tą najzwyklejszą. Studiowała ją wystarczająco długo by równoważyć jej plusy i minusy. Jak ktoś kto nigdy po tak ciężka magię nie sięgnął ma sobie niby z nią poradzić? Było to niezwykle nieprzemyślane. Wręcz głupie. To nie hańba płakać nad bezsensem wroga. - Wcale nie uważam, że nie masz racji. Dość w tym świecie myślicieli. Dość ludzi myślących, że wszystko mogą zmienić i wszystko jest tylko w ich rękach. Właśnie ich nadmiar sprawił, że znajdujemy się w takim, a nie innym miejscu. - powiedziała w sumie długo się nad tym nie zastanawiając. Była ciekawa co Scott zrobi kiedy naprawdę się o niego upomni. Jakoś nie chciało jej się wierzyć, że będzie w stanie odmówić którejś ze stron. Miała tylko nadzieje, że wybierze dobrze.
Dziurawy Kocioł był miejscem, do którego przychodziło mnóstwo czarodziejów. Dla niej po prostu zbyt tłocznie. Choć swoje życie na Nokturnie naprawdę lubiła to jednak tam tez w niektóre rewiry po prostu by się nie zapuszczała. Była typem samotnika i nic na to nie można było poradzić. Z tego co widziała on tez nie był najbardziej towarzyską osobą w świecie. Może właśnie dlatego tak łatwo im się czasami rozmawiało. - Wiec jeśli nie będę wiedziała gdzie Cię szukać wystarczy, że zajrzę tutaj? Jest duża szansa na to, że właśnie tutaj będziesz - odparła, a kącik ust uniósł się jej w leniwym uśmiechu.
Nigdy nie mówiła, że mówienie o słabościach jest dla niej łatwe. Wręcz przeciwnie. Nie mówiła o nich zbyt często. Pozostawała w cieniu. Nikogo w końcu nie powinno to obchodzić. Jeżeli już miała coś powiedzieć to zwykle miało to drugie dno. Kolejna tajemnica podana na tacy ukradkiem. Słysząc słowa mężczyzny uśmiechnęła się delikatnie i sięgnęła po szklankę wypijając z niej resztę zawartości. - To dobrze - zaczęła zasuwając za sobą krzesło. - To znaczy, że będziesz o mnie myślał - powiedziała i zaraz odwróciła się na pięcie by ruszyć w swoją stronę.

z.t



   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Antonia Borgin
Zawód : pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
OPCM : 7
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 16
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t4722-nie-wszystko-zlo-to-co-sie-swieci https://www.morsmordre.net/f319-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t4733-skrytka-bankowa-nr-1201#101427 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
Re: Stoliki w głębi sali [odnośnik]28.01.19 22:37
Pub. Trochę brudno, trochę głośno. Gry i śmiechy dookoła. Czasem ktoś się z kimś pokłóci. Tak po prostu - pub. O tym starała się myśleć, pragnąc chwili normalności, chwili zwyczajności przed którą tak bardzo uciekała jeszcze kilka miesięcy temu, aż w tej chwili wydawało jej się to zabawne i głupie. Gdyby dziś miała wrócić do swojej powieści, wszystko byłoby inne, wszystko co tworzył jej umysł do tej pory wydawało jej się błahe, miałkie, nijakie.
Ktoś gra w rzutki. Te rzutki są jakby inne, ale jednak podobne do tych w które ona grała z przyjaciółmi. Louis ją ostatnim razem strasznie ograł i musiała stawiać mu piwo. Akurat zaczęła pracę.
- Hej, przystojniaczku, czekasz na kogoś?
Dosiadła się do kogoś, nie czekając na odpowiedź. Była po jednym piwie, nie była pijana ale jednak lekko jej w głowie szumiało i bardzo lubiła to uczucie. Spojrzała na faceta obok siebie, w pierwszej chwili myśląc o tym, że zaraz zwyzywa ją jego dziewczyna, narzeczona lub żona. Przystojniak, sporo starszy od niej więc pewnie ustatkowany. Ale co tam, nie chciała siedzieć sama. Potrzebowała towarzystwa przy którym mogłaby poudawać, że świat wcale nie oszalał, a ona sama wcale nie jest bliska paniki i nie chce się upić do nieprzytomności, żeby udawać że to zwykła impreza. Potańczyć. Eh, jak bardzo poszłaby gdzieś potańczyć!
Żadna dziewczyna tu nie zerkała póki co chyba, choć z drugiej strony w tym tłumie trudno się zorientować.
- Samotne piwo najlepiej zmienić w piwo w towarzystwie. Wtedy daje więcej radości, podobno. - stwierdziła, kiedy faktycznie wyglądało na to, że nikt w ich stronę nie ruszy i najwidoczniej jej się dziś pofarciło. No, jeszcze może zostać olana ale lepsze to niż napad zazdrosnej narzeczonej.
- Jestem Meg. - dodała z braku laku. Nie po to się w końcu dosiadła żeby siedzieć cicho. - Megara. Ponoć po tej z mitologii, choć jak dla mnie to to nie jest za dobra wróżba. Rodzice zawsze dziwnie patrzyli na świat. - bawiło ją to nawet, przynajmniej od chwili w której przyszło jej greckie mity czytać i wyszło na to że imię wróży jej ukochanego herosa który ostatecznie ją zamorduje. - Choć możliwe, że miało to jakiś głębszy sens, co autor miał na myśli w końcu zwykle wie tylko autor, nie?
Oparła łokcie na stoliku i spojrzała na rozmówcę czy faceta do którego mówiła uważniej. Jakoś chyba już wręcz odruchowo ciekawiąc się przy tym gdzie może być jego portfel i ilu piw potrzeba, żeby stał się łatwym celem. Póki co jednak zamierzała po prostu... spędzić fajny wieczór?


Październik jakoś?
Meg Attenberry
Zawód : Złodziejka
Wiek : 19
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Niestety, nie mogę się wytłumaczyć, ponieważ nie jestem teraz sobą.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Mugol
https://66.media.tumblr.com/325c8e1a7af4b4ef1851975e09687ecd/tumblr_ohj9mzZcl31veydt5o1_500.gif
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6727-meg-attenberry https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Stoliki w głębi sali [odnośnik]28.01.19 22:37
The member 'Meg Attenberry' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :
Stoliki w głębi sali - Page 12 BAs31bM
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stoliki w głębi sali - Page 12 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stoliki w głębi sali [odnośnik]08.03.19 20:13
Jakoś sam początek października

Nie był pewien, co podkusiło go, żeby wejść o takiej porze w progi Dziurawego Kotła. całkiem spory tłum przemykał między stoikami, gwar rozmów, śmiechy, trochę komentarzy, szum melodii cisnącej się z magicznej rozgłośni i szum jego własnych, pierzchnących myśli.
Nie zamawiał piwa. Ognista w półprzezroczystej szklance całkiem szybko znalazła się przy jego stoliku. Wyjątkowo nie zajętym przez klejące się do siebie pary. Kilka par oczu podążyło zanim, gdy wędrował między zebranymi. Kobiece spojrzenia - mniej lub bardziej nachalne, rozpoznawał bardzo szybko, ale - nie obdarzył żadnej z nich zapewnienie, czy tez potwierdzeniem. Zignorował nawet całkiem bezczelna młódkę, która zatrzymała go przy barze, prowokująco układając smukłą dłoń na jego piersi. Spojrzał w dół, zatrzymując się na kobiecych źrenicach, usta rozciągnęły się w uśmiechu. Nachylił się powoli, podnosząc własną rękę i obejmując drobne palce - Nie dotrzymasz mi tempa w nocy - szepnął niemal do ucha, po czym odsunął dłoń, uwalniając się z uścisku i wymijając, nie czekał nawet na reakcję. Za odpowiedź wystarczyły mu pąsowiejące lica kobiety. Sposób jeden z lepszych na pozbycie się niechcianego towarzystwa. Wiedział, kiedy działało.
Usiadł przy wolnym stoliku, prawdopodobnie uprzedzająca jakieś zamówienia, ale szczęśliwie nikt nie zdecydował się go wypraszać. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i rzucił ją na stolik, wcześniej wsuwając między żeby jeden z tytoniowych zwitków. Odchylił się, obszukując kieszenie, by w końcu znaleźć mugolską zapalniczkę. Przejechał kciukiem po grawerowanej powierzchni, przez moment zastanawiając się, czy rys miał jakiekolwiek znaczenie. Zanim jakikolwiek pomysł przyszedł mu do głowy, odpalił żar i nachylił się nad ogniem, by nadpalić końcówkę papierosa. Zaciągnął się dymem i schował pamiątkę na powrót do kieszeni.
Hej, przystojniaczku, czekasz na kogoś?
Odwrócił twarz w stronę źródła całkiem uroczego głosu - To zależy - przechylił się, upewniając, że młodziutka kobieta o nieco zamglonym spojrzeniu, rzeczywiście kierowała słowa do niego. Nie uśmiechnął się chociaż coś błysnęło mu w ciemnym oku, gdy zlustrował bladolice oblicze okolone blond lokami. Gdyby mignęła mu w tłumie, bez zastanowienia nadałby jej miano lalki. tego jednak nie mógł uczynić. Nieznajoma miała w oczach coś bardzo nieuchwytnego, iskra, czy też skrywaną drapieżność, kłębiącą się na dnie jasnych tęczówek.
Być może błędem było brak protestu, gdy dziewczyna przysiadła się. Nie bawiła się w ceregiele. Jak na tak młoda osobę, była bardzo pewna siebie, albo... wystarczająco podpita, by nie pamiętać o hamulcach. Zdecydowanie należała do kobiet pięknych i o tym - zapewne musiała sobie doskonale zdawać sprawę - Jeśli nie masz nic przeciw ognistej, to ta smakuje lepiej niż piwo - podjął rzucona mu grę jakoś naturalnie, gdy któryś z dawnych nawyków odezwał się szybciej, niż planował - Samuel - uśmiech w końcu wdarł się na usta aurora, unosząc lew kącik. Kobieta w naturalny sposób wybijała się ponad otaczający ich tłum, ale przewrażliwiona czujność nie pozwalała podążyć za impulsem, który pociągał go po każdym słowie. To było proste - poddać się chwili i ulotnemu zapomnieniu, ale wypracowane przez ostatnie lata nawyki, brały górę. Nie opuszczał gardy, gdy nieznajoma przedstawiała się i ciągnęła historię swego imienia. Doszukiwał się fałszu, ale ten - wymykał się - Znałem kiedyś kogoś o tym imieniu - nie opuścił spojrzenia. Śledził ruch rzęs, które falowały, gdy mrugała. na moment nawet utkwił ślepia na zgrabnie wykrojonych wargach, nieco bezczelnie znacząc usta uśmiechem. Przerwał jednak zabieg, sięgając do trzymanego w palcach papierosa - Co mitologia mówi twoimi imieniu? - Znał niektóre legendy, ale sposób w jaki mówiła, podciągał nieco inne - niż czarodziejskie - aspekty rzeczywistości. Być może mógł się mylić, ale gdy ponownie odwrócił głowę, zobaczył coś, czego kompletnie się nie spodziewał. jasne, blond włosy, do tej pory uroczo okalające drobne lica kobiety, tym razem miały w sobie coś bardzo ostrego. Spoglądał wprost w ciemne - jak jego ślepia - oczy. Widział te same, rysujące się pod zarostem blizny, podobny rys szczęki. patrzył na swoją własna twarz, karykaturalnie otuloną jasnymi pasmami włosów. Zapewne mógł się cieszyć, że przed momentem wypuścił z płuc powietrze mieszane z dymem, bo poczuł nagłą potrzebę kaszlu. Ten powstrzymał, wstrzymując oddech. Zmusił wargi, by nie zatańczył w najdziwniejszym grymasie tego wieczoru - Meg - powiedział powoli, zerkając w dół na trzymany gdzieś obok kapelusz? - Twoja twarz brzmi znajomo - odetchnął głębiej i sięgnął po szklankę z zawartością. Przechylił alkohol, wypijając połowę jednym haustem. ostry smak ognistej rozlał się na języku i w pewien sposób rozjaśnił umysł. Miał przed sobą mugolkę. Tylko im zdarzały się tak niecodzienne zjawiska. Albo - spotkał bardzo rozrywkowego metamorfomaga - Chcesz się przejść? - zakończył, wracając do oczu swojej towarzyszki i tym razem, poczuł coś na kształt dzikiego rozbawienia. Nie powinien, a mimo to czuł się jak bohater nagrywanej przez mugoli komedii. Zdecydowanie musiał wyprowadzić ją z lokalu.


Darkness brings evil things
the reckoning begins


Ostatnio zmieniony przez Samuel Skamander dnia 13.05.19 18:54, w całości zmieniany 2 razy
Samuel Skamander
Zawód : Rebeliant, auror
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I've come too far, to go back now
I'll never close my eyes
OPCM : 54
UROKI : 31
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
Stoliki w głębi sali - Page 12 9l89Y7Y
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#280340
Re: Stoliki w głębi sali [odnośnik]09.03.19 21:56
Dopiero po chwili zauważyła zapalniczkę. Obserwowała z uwagą jak jej płomień zostaje zduszony, a jego resztki pozostają na papierosie. O dziwo lubiła ich zapach. Gorzki, ale nie przesadnie, miał w sobie coś co ją intrygowało nawet jeśli sama raczej nie paliła. Zaraz siadła, odwracając spojrzenie z zapalniczki znów na twarz faceta którego zagadywała, znów uśmiechnęła się pod nosem nie przejmując się nadmiernie tym, że nie otrzymała zainteresowania jakiego oczekiwała. Nie próbował jej też spławiać, więc zagrajmy w grę.
Przesunęła lekko palcami po lokach, naprostowując pasemko i wypuszczając z dłoni. Ruch nie był wyuczony, raczej w jakiś sposób odruchowy choć ten odruch - co niekiedy jej wypominano - aktywował się raczej w konkretnych sytuacjach.
- Powoli przekonuję się do wyrazistych smaków. - przyznała. - To całkiem ciekawe swoją drogą, że są rzeczy których właściwy smak odkrywamy dopiero za którymś razem, jakbyśmy najpierw musieli przedrzeć się przez warstwy odstraszające niecierpliwy motłoch.
Dodała. Bardzo lubiła odkrywać smaki, próbować na nowo, wyczuwać kolejne nuty. Tak było z whisky - pierwszym co odczuła było silne palenie w przełyku i cierpkość w ustach. Z czasem jednak palenie obracało się w miłe grzanie, a cierpkość pokazywała swoje nuty, stawała się ciekawsza, dawała dostrzec w sobie słodycz, czy goryczkę w zależności od typu trunku.
Otrzymała uśmiech - punkt dla niej. Sama odpowiedziała tym samym całkiem zadowolona z toru na jaki wkraczali. Przysunęła się odrobinkę, słuchając jego kolejnych słów.
- Więc może staram się ciebie poznać już drugim wcieleniem? - krótki uśmiech. Ryzykowny ruch, nie wiedziała jaka relacja łączyła go z poprzednią Megarą, ale siedząca tutaj Meg czasem lubiła mały hazardzik. A w tej chwili bardzo miała ochotę na taki którego porażka może wiązać się z utratą zainteresowania przystojniaczka, a nie z utratą przytomności przez wszystkich dookoła.
Widziała jego spojrzenie i nie peszyła się pod nim. Może powinna, może źle to o niej świadczyło, choć może bardziej lubiła po prostu bawić się pozorami. Lubiła czuć zainteresowanie, to na pewno. Znów lekko się uśmiechnęła - w odpowiedzi na jego grymas. Nie była rozweselona, jednak nerwowość kryła się już gdzieś za odrobiną alkoholu i sytuacją jaką sobie wykreowała. Możliwe, że choć chwilowo wpadła w dobry nastrój.
- Megara to śmiertelniczka, właściwie księżniczka. Została wydana za mąż za Heraklesa, pół boga pół człowieka o niesamowitej sile. Wszystko przez jakiś czas było szczęśliwe, wspólne życie, dzieci i tak dalej. Aż do dnia, kiedy opętany przez boginię, właściwie to swoją macochę, wpadł w furię i pozabijał całą rodzinkę. - przechyliła lekko głowę. - Masz zadatki na herosa lub psychopatę?
Spytała, znów się uśmiechając, tym razem weselej, opierając się wygodniej na swoim siedzeniu, a palcem przesuwając po brzegu stolika. Obserwowała swojego rozmówcę szczerze ciekawa odpowiedzi. Nie była pewna, czy opowiadanie mugolskich mitów nie jest trochę niebezpieczne, z drugiej strony chyba miała dość myślenia w kółko o zagrożeniach. Mugolski przedmiot w jego dłoni też troszkę wzbudzał jej zaufanie - choć to akurat mogło o niczym nie świadczyć. Jeśli przystojniaczek jest psychopatą, to może być równie dobrze trofeum. - A twoje imię?
Spytała wprost widząc, że rozmówca nie spieszy się zbytnio by je zdradzić. Podpadła lekko twarz na ramieniu i przesuwała powoli palcem po policzku, kiedy poczuła się... dziwnie. Jakby pełna energii. Wiedziała też, że coś się w niej zmieniło, nie miała jednak pojęcia co. Powoli błądziła palcem dalej po policzku w stronę nosa.
- Zepsuła mi się cera? - dostrzegła zagłębienie w miejscu w którym do wcześniej nie było. Po chwili przesunęła palcami po nosie, jakimś takim dłuższym i mniej zaokrąglonym na końcu, usta też nie były jak jej, stały się jakby szersze i węższe. - Eh, znowu.
Westchnęła wiedząc, że już jej gadanie o mitologii traci na znaczeniu, bo rozmówca musi wiedzieć doskonale z kim ma do czynienia. Nie wydawał się jednak zniechęcony - a ona nie zamierzała uciekać.
- Wygląda na to, że teraz mogę cię oczarowywać już tylko moją powalającą osobowością. - stwierdziła, odwzajemniając jego uśmiech. Bogu dzięki, że to nie napaść tych cholernych ciem. - Choć z drugiej strony popatrz, dwie najładniejsze twarze w knajpie znajdują się przy jednym stoliku. - puściła mu oczko. Wiedziała, ze ten efekt trochę się utrzyma i trochę nie wiedziała co robić. Wyjście na ulicę byłoby w tej chwili tak samo ryzykowne jak zostanie tutaj. A najbezpieczniej jest zostać przy kimś z różdżką, kto w razie czego odgrodzi ją od kłopotów.
- Czyli jednak psychopata? - wróciła do wcześniejszych myśli, choć poważnie się zastanawiała. Co robić? - W porządku, ale na magiczną stronę.
Dodała pewnym, zdecydowanie poważniejszym tonem. Jeśli jej odmówi - poszuka kogoś innego, albo przyczai się przy przejściu. Nie ma szans by wróciła na mugolską część, miała dość tego co się tam działo.


Tym razem brak anomalii!
Meg Attenberry
Zawód : Złodziejka
Wiek : 19
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Niestety, nie mogę się wytłumaczyć, ponieważ nie jestem teraz sobą.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Mugol
https://66.media.tumblr.com/325c8e1a7af4b4ef1851975e09687ecd/tumblr_ohj9mzZcl31veydt5o1_500.gif
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6727-meg-attenberry https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Stoliki w głębi sali [odnośnik]14.05.19 0:17
ehehehehehe

Cisnął mu się na usta żart. prosty i niewybredny, ale wystarczająco skutecznie trzymał język za zębami. Młodziutka kobieta nie ułatwiała mu zadania i gdyby nieco opuścił gardę, prawdopodobnie podjąłby grę, w której nieznajoma tak łatwo lawirowała. Skamander nie był tylko pewien, czy była to tylko poza, jedno z jej wcieleń zaserwowanych na podobne okazje, czy też podłożem był jakiś ukryty cel.
Żar z papierosa zatlił się jaśnie i nie umknęło mu spojrzenie, które spoczęło na zapalniczce. Pozwolił sobie na moment ciszy, skupienia, które kierunkowało jego dalszą rozmowę. I czy była to naleciałość męskiej natury, jego wzrok podążył za smukłymi palcami i jasnym paśmie loków, które chwyciła w dłoń. W geście było coś niebanalnie zmysłowego i niewymuszonego. Nie dziwił się, że uwaga męskiego spojrzenia co kilka chwil zatrzymywała się na jasnowłosej.
- Mówi się, że smak zmienia się też z wiekiem - rzucił ogólnikowo, ale słuchał wypowiadanych słów z uwagą, mimowolnie, odszukując dodatkowe, nasuwające się znaczenie - ...a czasem, odpowiadające za smak zmysły potrzebują odpowiednio, stymulujących je bodźców, by zrozumiały jego wartość - kontynuował, zupełnie, jakby opowiadał zabawną anegdotkę, nawet, jeśli kontekst zahaczał o coś zupełnie innego. Być może w jakiś sposób sprawdzał granice rozmówczyni, jak wiele mógł sobie pozwolić, zanim ją spłoszy, albo, odwrotnie, przyciągnie do siebie.
Minimalna zmiana pozy i odległości, która ich dzieliła, świadczyła, że działało bardziej to drugie. Samuel balansował na pewnej granicy. Dziewczyna była zdecydowanie piękna, ale nie był pewien, czy nie zbyt młoda, jak na własne standardy. Prawdopodobnie gdzieś w jej wieku, miał siostrę i to podobne skojarzenie przywoływało go bardziej do porządku - Właściwie - odwrócił głowę mocniej, przyglądając się jej uważnie - jesteś do niej nawet podobna - w zdaniu zabrakło jakiegokolwiek wyzwania, umykała gdzieś łobuzerska nuta z wcześniejszych słów, wyraźniej zaznaczając, że z "pierwszym" wcieleniem, nie wiązało go żadne, romantyczne uczucie. I dlatego tym razem nie odwzajemnił uśmiechu, który krótko zawitał na kształtnych wargach, chociaż w ciemnych źrenicach kryła się niezgaszona przekorna, iskra.
Mieszały się w nim dwie natury. ta dawna, ognista, bardziej nieokiełznana i nabyta przez ostatnie lata, także, oklumencka, wyciszająca tułające się w nim emocje - Interesująca historia - zmarszczył brwi w zamyśleniu, w jakiś sposób, przekładając historię na małżeńską opowieść Megary, jaką znał. Zakołysał szklanicą, gdzie wciąż tkwiła porcja, niewypitego alkoholu, potem zerknął na jasnowłosą, gdy zadała pytanie. Tym razem, uśmiech wdarł się dosyć mocno, odsłaniające nieco wilczy, drapieżny grymas - Ani jedno, ani drugie - a może, lepiej byłoby powiedzieć, i jedno i drugie?. W duchu powinien zaśmiać się głośniej, bo funkcje, które pełnił i w pracy aurora i w zakonie, w jakiś sposób nadawały mu cech i walczącego ze złem herosa i psychopaty, który zbyt długo patrzył w ciemność. Ale z myślą się nie podzielił.
- Samuel - zabawne, bo słyszał akurat, że jego imię miało swoje korzenie właśnie z mugolskiej religii i miało jakieś powiązanie z ich bóstwem. Bóg wysłuchał. Kąciki ust drgnęły, gdy umysł zakołysał się dawno zasłyszanym wspomnieniem. Ale uwaga aurora, bardzo szybko przeniosła się na bardziej wyraziste elementy otoczenia, jak - jego towarzyszka. A gest, który wykonała, unosząc drobne palce do twarzy sprawiły, ze sam miał ochotę sprawdzić, czy jego oblicze tkwiło na właściwym miejscu.
- Zepsuła... to trochę niefortunne stwierdzenie - przez kilka sekund tkwił w zawieszeniu, zastanawiając się, jak przekazać nowinę rozmówczyni, ale wyglądało na to, że nie musiał - Znowu? - powtórzył jak echo, walcząc z kołyszącym się w górę i dół kącikiem warg - Często ci się to zdarza? - podsunął bliżej siebie szklankę z ognistą, by po pierwszym łyku, dopić pozostałą porcję i wrócił uwagę na kobietę - Długo się to utrzyma? - do tej pory miał sporadyczny kontakt z mugolami, ale zazwyczaj spotykał się z dosyć spektakularnymi zmianami rzeczywistości. Na kolejne zdania, parsknął, szczerze, nie powstrzymując już rozbawienia. Dawno nie zdarzyło mu się znaleźć w równie komedianckiej sytuacji, a zachowanie Megary sprawiało, że łatwiej było mu poddać się sytuacji.
- Uznaj to za swój randkowy sukces - podniósł się z miejsca, czekając, aż dziewczyna przesunie się, a on wyjdzie zza stolika. Potem wysunął rękę, sięgając po dłoń i przyciągnął bliżej, zupełnie, jakby rzeczywiście własnie planował zabrać ją gdzieś do siebie. Założeniem było przysłonięcie nie-kobiecego oblicza - Nie, łapię psychopatów - przyznał w końcu cicho, nachylając się nieco - Chodźmy - zgodził się bez namysłu. Bezpieczniej i dla niej i dla niego, było po drugiej stronie. Przynajmniej przez jakiś czas. Efekt musiał minąć.


Darkness brings evil things
the reckoning begins
Samuel Skamander
Zawód : Rebeliant, auror
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I've come too far, to go back now
I'll never close my eyes
OPCM : 54
UROKI : 31
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
Stoliki w głębi sali - Page 12 9l89Y7Y
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#280340
Re: Stoliki w głębi sali [odnośnik]03.07.19 0:35
Kąciki jej ust, delikatnie wciąż wygiętych w uśmiechu drgnęły odrobinkę kiedy jej rozmówca się odezwał. Starała się za wiele nie zastanawiać. Wierzyła w swoje przeczucia nie od dziś i coś jej mówiło, że nie musi się bać, choć możliwe że bardziej mówił jej to w tej chwili alkohol i natłok zdarzeń o których nie chciała myśleć.
- Co powinno więc dopełniać szklaneczkę whisky? - spytała, nie dając się speszyć jawnymi prowokacjami. Być może powinna, powinna być bardziej wstydliwa, jednak Meg od narodzin nie była taka jak powinna i dawno już przestała się tym przejmować. Wypuściła włosy spomiędzy palców. Nie przeszkadzała jej czujna obserwacja jakiej była poddawana, może nawet jej schlebiała, a Megara lubiła i uwagę i pochlebstwa, także te niewerbalne.
Po chwili jednak coś wyparowało. Możliwe, że przegrała w swoim drobnym hazardzie i wspomnienie poprzedniej Megary nie było aż tak dobre, a może zadziałało coś innego. Nie mogła wiedzieć, nie cofała się jednak, zaciekawiona swoim rozmówcą i po prostu zamierzała dobrze się bawić. Ta gra, czy to absolutnie niestosowne zachowanie pozwalało jej nie myśleć o tym, jaki świat jest popaprany.
- To dobre skojarzenie? - postanowiła spytać wprost.
Podobał jej się uśmiech, który otrzymała w odpowiedzi na swoje pytanie. Było w nim coś zwiastującego zagrożenie, raczej nie poważne, ale na pewno nieprzewidywalne. Trochę jakby mówił, że nie powinna mu ufać, a jednocześnie zachęcał do zostania i oczekiwania na to, co może mieć do zaoferowania.
- W takim razie miło cię poznać, Samuelu. - odpowiedziała, jednak cała jej gra została po części przerwana. Zbyt długo było zwyczajnie, powinna się cieszyć że miała choć tyle czasu. I nie zamierzała sobie odpuszczać, była uparta, a postanowiła przecież że to będzie dobry wieczór.
- Od czasu do czasu. - przyznała niezbyt konkretnie, nie wdając się jednak w szczegóły tego co jeszcze jej się zdarza. To nie była opowieść na którą miałaby ochotę. - Pewnie kilka godzin.
Nie bała się. Za pierwszym razem była przerażona, że jej twarz zmieniła się na zawsze, teraz za sprawą przyzwyczajenia była przekonana, że wróci do siebie za jakiś czas. Nie przeszkadzała więc sobie, bo chyba Samuel nie porzuci jej teraz, gdy stała się tak przystojna?
Przyjęła zaraz oferowaną dłoń, pozwalając wyprowadzić się łowcy psychopatów z pubu w którym już zdecydowanie zbyt bardzo zwracali uwagę.
- Więc gdzie mnie zaprowadzisz? - spojrzenia ludzi sprawiły, że trochę mimo wszystko traciła werwę. Oczywiście jej obecny wygląd nie musiał o niczym świadczyć, jednak na pewno zwracał uwagę, a ona nie miała nawet kaptura w którym mogłaby porządnie schować twarz. Liczyła po prostu, że towarzysz faktycznie zaprowadzi ją w bardziej ustronne miejsce - i że faktycznie nie jest psychopatą.


bez anomalki!
Meg Attenberry
Zawód : Złodziejka
Wiek : 19
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Niestety, nie mogę się wytłumaczyć, ponieważ nie jestem teraz sobą.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Mugol
https://66.media.tumblr.com/325c8e1a7af4b4ef1851975e09687ecd/tumblr_ohj9mzZcl31veydt5o1_500.gif
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6727-meg-attenberry https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Stoliki w głębi sali [odnośnik]25.12.19 12:16
20.01.57


Obudził się na zapleczu medycznym już nie pierwszy raz - i żaden z tych które zdążył zaliczyć w ciągu ostatniego roku. Krwawienie z największej z dzisiejszych ran było już zatamowane, zbadano go także pod względem stłuczeń, czy przy którymś z upadków się nie połamał, co nie byłoby szczególnie zadziwiające. Ostatecznie uzdrowiciele pozwolili mu wyjść obolałemu, a jednak względnie zdrowemu, zapewniając że pamiątki po tym pojedynku znikną w ciągu maksymalnie doby za sprawą eliksirów jakie mu podano.
Wahał się co robić, niby zajęć miał sporo, ten dzień wygospodarował sobie jednak jako wolny - zawsze tak robił kiedy walczył, bo człowiek nie może mieć pewności czy tym razem nie będzie się leczył do samego wieczora. Ruszył więc do Trzech Mioteł, by przegonić ból - szczególnie ból w ramieniu w które wbił się ostry sopel lodu - przy pomocy pszenicznego napoju. Kiedy ujrzał przy jednym ze stolików twarz swojego dzisiejszego przeciwnika, uśmiechnął się pod nosem, by zaraz zająć miejsce na przeciwko. Drewniane krzesło zadźwięczało pod jego ciężarem, Bertie zatrzymał się na moment, sztywniejąc. Wcale nie miał ochoty ponownie witać się z podłogą. Kiedy jednak wyczuł w miarę stabilny punkt, na jego twarz wrócił uśmiech.
- Mam nadzieję, że na niego nie czekasz, bo chyba obaj się zgodzimy że po tym mancie należy mi się piwo. - oznajmił swobodnie, bo czemu nie poznać kogoś, a przy okazji nie naciągnąć go na kufelek.
Poza tym chwilami jeszcze kręci mu się w głowie i to za sprawą zaklęć tego o tutaj, więc samo sumienie powinno mu kazać się jakoś odpłacić. Nieistotne, że obaj wiedzieli na co się piszą.
- Bertie Bott. - przedstawił się jeszcze, wyciągając ku niedawnemu przeciwnikowi dłoń. Niby nazwiska są podawane, ale to jednak co innego niż się przedstawić. Tym bardziej, że jak brzmią obco to zaraz człowiekowi z głowy uciekają. - Zawsze jestem ciekaw, kogo usiłuję razić piorunem. Niby poznajesz imię, ale to jednak za mało żeby dojść do tego czemu ktoś ryzykuje oberwanie nożem, soplem lodu, wysadzenie z areną i takie tam. - przyznał z niekrytym rozbawieniem, rozkładając przy tym lekko ręce. - Lubisz ryzyko, czy masz sadystyczne zapędy?
Uśmiechnął się szerzej.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 25
UROKI : 40
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Stoliki w głębi sali - Page 12 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott

Strona 12 z 13 Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next

Stoliki w głębi sali
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach