Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Witryna (wejście)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Witryna (wejście)   10.03.12 22:25

Witryna (wejście)

Szpital dla czarodziejów pod patronatem świętego Munga został umieszczony w obszernym budynku wzniesionym z czerwonej cegły. Przypomina będący w ciągłej budowie dom handlowy, nad którym widnieje tablica z ozdobnym napisem Purge & Dowse Ltd. - dla odwrócenia uwagi niepożądanych oczu. Za obszerną, nieco brudną i zakurzoną witryną, stoi manekin; to jemu należy zdradzić cel swojej wizyty. Jeżeli przytaknie, wejście do placówki stanie otworem, szyba na ułamek sekundy rozpłynie się w powietrzu. Powszechnie wiadomym jest, iż nie zostanie przepuszczony nikt, kto mógłby znaleźć się w szpitalu przypadkiem, bądź kto przybywa z nieszczerymi intencjami. Zabezpieczenia medycznej placówki zostały wykonany przez najznamienitszych aurorów naszych czasów.
Od czasu, gdy Albus Dumbledore zginął, do Munga trafia coraz więcej pacjentów z magicznymi obrażeniami, których nabawili się w tajemniczych okolicznościach. Często zdarza się tak, że ranni nie chcą, bądź nie mogą opowiadać o swoim wypadku. Nie oznacza to jednak, że nie zostają przyjęci do szpitala. Tutaj nie odmawia się pomocy żadnemu potrzebującemu.

Szpital Świętego Munga jest chroniony potężnymi zaklęciami uniemożliwiającymi bezpośrednią teleportację do jego wnętrza.


Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/u731contact https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Witryna (wejście)   12.02.17 3:43

Para nr VII

W godzinach porannych na jednym z oddziałów szpitala św. Munga pojawili się funkcjonariusze policji antymugolskiej, poszukując swojego podejrzanego. Niechętnie udzielono im informacji, gdzie się znajduje, a gdy do niego dotarli okazało się, że nie zamierzali go przesłuchiwać w szpitalnej sali. Pomimo protestów personelu, biedaka zaciągnięto siłą do Tower of London, pozostawiając na korytarzach panikę i chaos. Nawet w takim miejscu jak to, czarodzieje o promugolskich poglądach i stosunkach ze światem niemagicznym nie mogli czuć się bezpieczni.
Spokojny powrót do domu uniemożliwiły Samaelowi drobne zamieszki przy wejściu. Kilku przeciwników obecnej polityki wszczęło awanturę o to, co wydarzyło się tego dnia na jednym z oddziałów. Policja antymugolska pojawiła się przed właściwymi służbami bezpieczeństwa, zamierzając odpowiednio zająć się atakiem na ich instytucję. Przepychanki zmieniły się w walkę, a jako pierwsi czarów użyli funkcjonariusze, z góry zakładając, że wybronią się argumentem o obronie koniecznej. Dwóch czarodziejów zostało rannych, a jeden stracił zupełnie przytomność, będąc w ciężkim stanie. Samael, który właśnie rezygnował z opuszczenia budynków drzwiami, został zatrzymany przez jednego z funkcjonariuszy, który najwyraźniej uznał, że trup pod szpitalem będzie przyczyną kolejnych awantur.  
— Pan jest uzdrowicielem— stwierdził bez pytania, nie znając nawet tożsamości Avery'ego. — Trzeba mu pomóc natychmiast — rozkazał, wyciągając Samaela na zewnątrz i wskazując czarodzieja w ciężkim stanie. Stanął obok, jak służbista, nie zamierzając odpuścić. Wydał polecenie i trzeba było je spełnić, o ile Avery chciał uniknąć problemów.

Zupełnym przypadkiem w zamieszkach udział wzięła Rowan Yaxley, która w przeciwieństwie do Samaela próbowała dostać się do środka. Jeden ze służbistów pracujących w policji antymugolskiej okazał się być jej znajomym, a właściwie jednym z cichych wielbicieli pani koroner. Szybko wyciągnął ją z tłumu, ale gdy udało się opanować sytuację, wypchnął ją na środek tłumu wyraźnie rozzłoszczonego stanem nieprzytomnego człowieka.
— Będziesz musiała mu pomóc — powiedział, nie spuszczając z niej wzroku. Trudno było stwierdzić, czy chodziło mu o umierającego czarodzieja, czy Avery'ego, który już nad nim stał. — Ale on nie zasługuje na to, by przeżyć, rozumiesz?— szepnął jej na ucho, zaciskając mocno palce na jej przedramieniu. — Powinien umrzeć. Powinniśmy się pozbyć problemu. Musisz pozbyć się szlamu— wycedził, na krótko wtapiając twarz w jej pachnące włosy. Stanął przy niej, niewzruszony wynikiem cierpiących. Zamierzał patrzyć jej na ręce, pilnując by wykonała swoje zadanie.

Samael i Rowan muszą podjąć decyzję, czy uratować rannego czarodzieja, czy ukrócić jego męki(zamordować go). Otrzymali sprzeczne ze sobą komendy od dwóch różnych pracowników policji antymugolskiej, którzy stali obok, pilnując, by wypełnili rozkaz. Nie mogli jednak słyszeć cichych rozmów, wciąż panował względny hałas.

Mechanika

Sytuacja może zakończyć się na różne sposoby. Samael oraz Rowan mogą zdecydować się na współpracę bądź działać wyłącznie na własną korzyść. Jeżeli zdecydujecie się uleczyć lub zabić czarodzieja, decydujący jest rzut osoby, która jako pierwsza osiągnie sukces.

1. Czarodziej może zostać uratowany (na korzyść Samaela).

opis opcji 1:
 
rozwiązanie opcji 1:
 

2. Czarodziej może zginąć (na korzyść Rowan).
opis opcji 2:
 
rozwiązanie opcji 2:
 

UWAGA, jeżeli jedno z was zdecyduje się na opcję 1, a drugie na opcję 2, przed podjęciem jakiegokolwiek działania należy wykonać test sporny.
test sporny:
 

3. Możecie podjąć próbę przejęcia kontroli nad sytuacją za pomocą rozmowy.
opis opcji 3:
 
rozwiązanie opcji 3:
 


Datę spotkania możecie założyć sami. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy!  




Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 https://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 https://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love https://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 https://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Witryna (wejście)   12.02.17 10:49

Ustawiczny bałagan. Harmider. Bajzel.
Brakowało mu eleganckich określeń na to, co wyprawiało się w Świętym Mungu, który powoli zaczynał przypominać prędzej szpital polowy niż normalną placówkę. A przecież wojna j e s z c z e się nie toczyła, nie rozgorzała na dobre, a to, co działo się obecnie, stanowiło ledwie przedsmak, słodko-mdłe preludium dla prawdziwego chaosu, jaki miał zapanować wkrótce. Ministerialne decyzje, pozornie dobre, odbijały się rykoszetem, zaprowadzając wyłącznie panikę. Avery miał przykre wrażenie, że do nowo powołanej policji antymugolskiej zaciągnięto wyłącznie pozbawionych mózgu rębajłów tudzież byłych kryminalistów, usiłujących wykpić się od więzienia pracami społecznymi. Nienawidził takich rewolucji, jeśli brali się do nich ludzie skrajnie nieodpowiedzialni. Szybka, krwawa akcja i natychmiastowe efekty: taki rozwój wypadków najwyraźniej dotyczył wyłącznie historii, bo w teraźniejszości brakowało wodzów tak charyzmatycznych, by udźwignąć na swych barkach ciężar swoich własnych decyzji. I tutaj jak się potwierdzało: brzemiennych w skutkach. Samael doskonale wiedział, że stara Tuft nie panowała w ogóle nad sytuacją polityczną, ale póki decyzje żałosnej góry pozwalały mu na spokojny sen, krytykował ją wyłącznie w salonowych kuluarach. Bliskie spotkanie z rzeczywistym i namacalnym dowodem nieudolności rządu wyłącznie rozsierdziło Avery'ego, doprowadzając go do stanu skrajnego poirytowania. Słyszał od innych pracowników Munga (plotki roznosiły się zawsze z szybkością błyskawicy), że funkcjonariusze wtargnęli dziś do szpitala i aresztowali kilkoro pacjentów - idioci. Podejrzewał grupę nadambitnych młodzików, ścigających się po zaszczyty i uznania. Nadgorliwość w tym wypadku wypadała żałośnie, lecz Avery wiedział, że takich ludzi lekceważyć nie należy. Mimo że raczej nie grzeszyli inteligencją, to fanatyczne wypełnianie obowiązków czyniło ich niebezpiecznymi i nieprzewidywalnymi.
Zamierzał wrócić prosto do domu, jak najszybciej, unikając zbędnych pogaduszek i kłopotów. Julienne już na niego czekała: uśmiechnął się z rozczuleniem, kiedy rozrywał kopertę z listem od guwernantki dziewczynki, która pisała, że jego córeczka od dłuższego czasu siedzi przy wielkim oknie w salonie i uporczywie wypatruje, kiedy się pojawi. Miał dla kogo się śpieszyć, więc zgrabnie lawirując między grupą petentów czekających na swoje przyjęcie, przedostał się do wyjścia. Przy czym natrafił na jakże obiecujący spektakl, zwiastujący jedynie kłopoty. Funkcjonariusze ulubionego organu i trzech rannych, w tym jeden wyjątkowo poważnie. Obok tego, Rowan Yaxley odbierająca instrukcje od wysokiego bruneta w uniformie. Tyle zanotował na pierwszy rzut oka, zanim jeden z umundurowanych mężczyzn nie zwrócił się bezpośrednio do niego. Tonem pozostawiającym wiele do życzenia.
-Lordzie Avery - poprawił go głośno, donośnie, starając się chłodnym, wyważonym tonem zaprowadzić ciszę. Wszyscy powinni go słyszeć. Młodzik, co przyjął z dyskretnym uśmiechem, wybałuszył oczy i nieco spokorniał. A powinien zgiąć się w pas i przepraszać na kolanach - jestem ordynatorem, a tych ludzi trzeba natychmiast przenieść do szpitala. Trzeba im pomóc, ale fachowo, nie byle jak. Podejrzewam, że nie chcecie państwo kłopotów za nieumyślne spowodowanie śmierci? I nadużywanie swego stanowiska? - zakpił, unosząc lekko brew i skinął głową Rowan, aby go wsparła.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Witryna (wejście)   12.02.17 10:49

The member 'Samael Avery' has done the following action : rzut kością


'k100' : 18


Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Witryna (wejście)   12.02.17 15:09

Jeśli ktoś sadził, że wynik referendum i wchodzące za nim nowe rozporządzenia choć trochę ustabilizują sytuację w czarodziejskiej Anglii był w błędzie. Niestety jest coraz gorzej czego najlepszym przykładem są wydarzenia rozgrywające się przed nią.
Wychodziła właśnie zza rogu z zamiarem wejścia do budynku tym samym wchodząc w sam środek przepychającego się i wzburzonego tłumu. Wystarczyła jej chwila by zorientować się z tego co zauważyła i zasłuchała w aktualnej sytuacji, która za dobrze się nie prezentowała. Wielka Policja Antymugolska... więcej z niej problemów, niż użytku, ale zresztą tak samo jest ze wszystkimi pomysłami nie do końca zrównoważonej Pani Minister.
Nie było jej dane długo rozwodzić się nad tą sytuacją gdyż już po chwili poczuła mocne szarpnięcie za ramię. Przeniosła wzrok na napastnika rozpoznając w nim jednego z funkcjonariuszy, który wyprowadził ją z tłumu. Miała być mu wdzięczna? Dość szybko dostała swoją odpowiedź gdy mężczyzna zauważając, że zamieszki na chwilę ustały, a w środku grupy ludzi byli ranni z powrotem razem z nią przedarł się przez tłum. Przekląć go, czy uderzyć?
Przeleciała wzrokiem po rannych zaniepokojona szczególnie stanem jednego z nim. Chciała do niego podejść, ale wciąż czuła zakleszczoną na swym ramieniu rękę mężczyzny. Zapewne w tamtym miejscu zostanie jej siniak. Wciąż wpatrując się w rannego słuchała słów funkcjonariusza wzdrygając się na niechciany, zbyt bliski kontakt namolnego mężczyzny.
Nie miała zamiaru nikogo zabijać! Nie obchodziły ją aktualnie poglądy mężczyzny, był ranny i bezbronny, a ona przysięgała takim ludziom pomagać. Zresztą, co przyniosłaby jej jego śmierć? Satysfakcję? Na pewno nie. Zabicie kogoś w takim stanie nie mogło przynosić choćby jej odrobiny. Pozbycie się szlamu? To nie było jej zadaniem, a już na pewno nie w tym momencie.
Wyrwała swą rękę z uścisku mężczyzny odsuwając się od niego i patrząc w jego stronę z oburzeniem. Jakim prawem jej rozkazywał? Jakim prawem jej dotykał? Gdyby nie ważniejsze sprawy tak łatwo by tego nie zostawiła.
Przeniosła wzrok na wybijający się spośród innych głos. Avery. Przynajmniej jedna osoba, która starała się to wszystko w jakiś sposób uporządkować. Pochwyciła jego wzrok odpowiadając mu również skinieniem głowy.
-Rowan Yaxley. - Przedstawiła się podchodząc bliżej Samaela oraz stojących tam funkcjonariuszy i innych osób podkreślając przy tym dobitnie swoje nazwisko. 
-Czy naprawdę tego typu metody są konieczne? Utrudniacie funkcjonowanie Świętego Munga, nie dajecie nam pracować, a ci ludzie wymagają natychmiastowej pomocy, której ani my, ani inni pracownicy przez was nie są w stanie im udzielić. - Kiedyś ci sami funkcjonariusze mogą być na miejscu tych rannych i kto im wtedy pomoże? Na pewno nie ona. Mung to nie miejsce na na toczenie tego typu waśni, czy wyciąganie z łóżek chorych, bądź rannych osób, aby móc zabrać ich na przesłuchanie do Tower. Takie rzeczy niech załatwiają gdzie indziej, a nie w miejscu przeznaczonym do leczenia i rekonwalescencji.
- Proponuje załagodzić tą sytuację, rozejść się i zająć się tymi, którzy wymagają natychmiastowej pomocy.- Nie miała zamiaru z nimi dyskutować, czy się przepychać tym bardziej, że niektórzy nie mieli czasu aby czekać na efekt tego starcia, gdyż mogłoby być już dla nich za późno.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Witryna (wejście)   12.02.17 15:09

The member 'Rowan Yaxley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 98


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Witryna (wejście)   22.07.17 14:09

Cher od jakiegoś czasu siedziała za swoim biurkiem z typową czapeczką pielęgniarki i wodziła spojrzeniem za przechodzącymi ludźmi. Co prawda wcale nie zauważała ich obecności. Jedynie gdy podchodzili i prosiliby pomogła lub gdy miała wskazać im gdzieś drogę. Ten dzień nie zasługiwał na miano intensywnego, ale nie miało to znaczenia. Liczyło się to, że miała dużo czasu na przyglądanie się latającemu w tę i z powrotem ordynatorowi Carrowowi. Zawsze bawiło ją jego roztrzepanie, a przy okazji odpowiedzialność i łączenie tych dwóch rzeczy wychodziło niezwykle uroczo. I co z tego że miała niecałe trzydzieści lat, a on był o praktycznie piętnaście lat starszy? Posiadał autorytet i nie stracił energii jak inni czarodzieje w jego wieku, zdecydowanie zmęczeni swoim nudnym życiem. Co prawda opinie wśród personelu, szczególnie tego starszego, krążyły o nim przeróżne. Szczególnie szefowa pielęgniarek miała z nim na pieńku i potrafiła nawet na niego nakrzyczeć. Na lorda! To naprawdę było niespotykane. I Cher nie wiedziała czy godne podziwu, czy wręcz przeciwnie. Ona jednak nigdy by na niego nie krzyknęła ani nie powiedziała mu przykrości. Nie chciałaby go oglądać smutnego. Co innego ten paskudny Avery. Niby taki idealny, ale tylko z pozoru. Raz tak paskudnie na nią nawrzeszczał i oznajmił, że jest niekompetentna, że się popłakała. Ona! Zawsze pogodna i uprzejma rudowłosa, która nikomu nie wchodziła w drogę. Znaczy najczęściej była rudowłosa, bo jako metamorfag zdarzało się, że kierowana nawet najdrobniejszymi emocjami stawała się tęczową pigułą. Chyba kiedyś nawet trafiła tutaj na podobną dziewczynę, której trudno było zapanować nad włosami. Zabawne... Chociaż przy ordynatorze Carrowie to zawsze gubiła wątek i loki mieniły się na każdy kolor. Jak jakiś neon. Westchnęła i oparła się łokciami na blacie, przesuwając spojrzeniem za kolejną osobą. Wydymała usta z nudów, aż nagle wyprostowała się jak struna, gdy zobaczyła jakichś pracowników Ministerstwa, którzy zaczęli się panoszyć w szpitalu. Nawet jeden z nich dość nieuprzejmie potraktował Averyego. Nie, żeby się tym przejmowała, ale czy oni wiedzieli do kogo mówią? Poprawiła fartuszek lekko podenerwowana zaciekawiona całym zajściem. Zaraz też zdecydowała się sprawdzić, co się działo. Wybiegła przed wejście do Munga i zobaczyła spory tłum gapiów. Jakaś pikieta?, przemknęło jej przez myśli, ale dopiero po chwili zrozumiała, co się działo. Podniosła różdżkę, by jasne płomyki wystrzeliły w górę i przyciągnęły uwagę dość nieprzychylnie nastawionych ludzi.
- Proszę o spokój i rozejście się. Uzdrowiciele potrzebują miejsca - zaczęła spokojnie, ale pewnie. No i nie chciała, żeby ktoś zobaczył jej zaczynające trząść się kolana. Nie lubiła takich spojrzeń. A na pewno jeszcze nie czuła się pewnie przy ordynatorze oddziału magipsychiatrii.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.


Ostatnio zmieniony przez Ain Eingarp dnia 28.07.17 16:08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Witryna (wejście)   23.07.17 16:58

Jej ciche nadzieję jednak się ziściły. Pracownicy Ministerstwa odpuścili i pomału zaczęli oddalać się spod drzwi Świętego Munga. Zanim wszyscy zdążyli się rozejść zdążyła pochwycić krótkie spojrzenie rzucone w jej stronę przez funkcjonariusza, który jeszcze chwile temu składał jej niezbyt ciekawą propozycje. Człowiek, który leży przed nią niczym jej nie zawinił. Ba! Nawet nie miała zielonego pojęcia kim on jest, a miałaby go zabić? Skoro tak bardzo chce pozbyć się problemu i "szlamu" droga wolna, ale sama za nic nie przyłoży do tego ręki. Nienawidziła mugoli i wszystkiego co się z nimi wiązało. A przynajmniej miała nadzieję, że właśnie tak jest i lata wychowywania jej w antymugolskim środowisku nie poszły na marne. To nie tak, że stała się ich obrończynią. Przez wiele dekad mugole mordowali czarodziejów bojąc się nieznanego, magii, o którą byli tak zazdrośni. Nie potrafiła jednak zdobyć się na to, aby całkowicie nimi gardzić. Nie byli winni temu, że urodzili się tacy, a nie inni. Jeśli nie wchodzili jej w drogę, ona również nie miała takiego zamiaru.
Może i problemu ze strony funkcjonariuszy już się pozbyli, ale co z tym całym tłumem? Z kamienną twarzą rozejrzała się po otaczającą ją wściekłych, zniecierpliwionych i wystraszonych ludziach. Nie pomoże im wszystkim, a już szczególnie gdy będą jej to utrudniać. Właśnie wtedy zobaczyła wystrzelony płomyk z różdżki jakiejś kobiety. Sądząc po jej ubraniu jest pracowniczką Munga. Korzystając z okazji, że uwaga wszystkich skupiła się na kimś innym przeniosła wzrok ponownie na najbardziej poszkodowanego.
Nie czekając dłużej uklęknęła przy leżącym na ziemi mężczyźnie pobieżnie sprawdzając jego stan. Nie wyglądało to za dobrze...  
- Surgito - Kierując różdżkę na mężczyznę wypowiedziała cicho słowo mając nadzieję, że zaklęcie powiedzie się i mu pomoże. Jeśli uda jej już się go trochę poskładać trzeba będzie przenieść go do Munga. Oby do tej pory cała ta chora sytuacja się uspokoiła. Jeśli tłum będzie dalej sprawiał problemy Uzdrowiciele nie będą mogli pracować.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Witryna (wejście)   23.07.17 16:58

The member 'Rowan Yaxley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 5


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Witryna (wejście)   24.07.17 10:26

Ciężko było się jej skupić, gdy miała za plecami samych szlachetnie urodzonych i stojących w hierarchii szpitalnej wyżej od niej. Nie była osobą śmiałą i butną, jednak swoje zadania wypełniała przykładnie i sumiennie. W końcu właśnie taka powinna być pielęgniarka - przyjaźnie nastawiona do innych, ale również pewna podejmowanych decyzji. Cher nie przechodziła żadnego szkolenia, które miało jej powiedzieć jak zachowywać się i opanować wściekły tłum. Potrafiła wydawać polecenia w razie wypadku w jakimś ruchliwym miejscu, ale z gapiami, a nie złymi ludźmi i rzucającymi na prawo i lewo wyzwiskami. Widząc te nieprzyjazne twarze, które łypały groźnie w jej kierunku, zlękła się lekko. Nigdy nie musiała stawać sama przeciwko wielu nieżyczliwym jej osobom. Ale najwyraźniej właśnie się to zmieniło. Na szczęście zaklęcie, które rzuciła na chwilę odwróciło uwagę wszystkich i zamiast zabijać spojrzeniem pracowników szpitala Świętego Munga, podnieśli głowy, by niczym w transie obserwować opadające delikatnie cząstki czerwonego światła. Przypominało to nieco flarę, o której mówił jej były narzeczony. Flara? Tak to się właśnie mówiło? Podobno rozpraszała ciemności i pomagała skupić się na kolorze jak i wolnym opadaniu. Wykorzystała ten ciekawy pomysł, chociaż na wspomnienie Jessego nieznacznie się skrzywiła. Zaraz jednak przyszedł jej do głowy lord Carrow i wszystko nabrało innych barw. Usłyszała jakiś głos za plecami, oczywiście należący do Averyego i zacisnęła rękę. Jeszcze tego pajaca tu brakowało, ale nie zamierzała okazywać słabości właśnie przy nim. Możliwe że wracał do szpitala lub robił cokolwiek innego. Nie obchodziło jej to. Nie zamierzała znowu pozwolić mu pomyśleć, że kolejny raz nie potrafiła wykonać powierzonych jej zadań. Co prawda Cher sama wybiegła z pomocą - tym bardziej musiała zdawać sobie sprawę z konsekwencji tych działań. Gdy ludzie tak patrzyli w górę, przetrząsnęła pamięć w poszukiwaniu odpowiedniego zaklęcia, które mogłoby jej pomóc. Musiała szybko zareagować, bo jakiś mężczyzna ruszył w jej stronę z dość groźną miną.
- Fluctus - rzuciła nieco zlękniona. Podłoże pod stopami nadchodzącego zaczęło falować i uniemożliwiło mu utrzymanie się na nogach. Ten zachwiał się i ciężko upadł na pośladki, ale Cher zaraz skierowała różdżkę w stronę tłumu i dodała:
- Cofnąć się powiedziałam!
Pozbyła się już miłego wyrazu twarzy i niepewnego głosu. Jej włosy nabrały czarnego koloru i falowały, chociaż wiatru jako takiego nie było w okolicy. Do tego oczy nabrały głębi, a źrenice rozszerzyły się. Zdolność metamorfagii jednak się przydała, bo napierający tłum cofnął się i obserwował uważnie pielęgniarkę.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Witryna (wejście)   01.08.17 13:54

Dzicz... inne słowo stety, bądź niestety nie przychodzi jej na myśl słuchając krzyków i wyzwisk płynących z ust osób zebranych pod Świętym Mungiem. W ich zachowaniu nie ma za knut logiki. Wznoszą awantury o to, aby im pomóc nie dając sobie pomóc. Niezwykle trafne posunięcie. Odpędziła szybko jednak te myśli z głowy. Ma teraz dużo poważniejszy problem, niż próba zrozumienia idiotycznego zachowania otaczających ją ludzi.
Ścisnęła mocniej różdżkę obserwując ze zmarszczonym czołem mężczyznę przed sobą. Niestety jej zaklęcie na nic się zdało. Co prawda wydobyło się ono z jej różdżki, ale nie przyniosło żadnych skutków. Dlaczego magia musi ją zawodzić właśnie w takich momentach? Zupełnie jak z ludźmi... Gdy jest najbardziej potrzebna, po prostu znika. Może to nie koniecznie magia zawiodła, a ona sama? Nerwy nie pomagają się skupić, a rozjuszony tłum nijak nie pomagał. Cieszyła się, że chociaż on nie był na jej głowie. Jeszcze tego by jej brakowało. Nie zmieniało to jednak faktu, że był uciążliwy i zdecydowanie nie ułatwiał jej pracy.
Nie była uzdrowicielką. Co prawda uczyła się podstaw magii leczniczej, ale na własne życzenie w życiu nie postawiłaby się w sytuacji takiej jak teraz. Życie tego mężczyzny zależało wyłącznie od niej, a to było bardziej, niż przytłaczające. Co miała jednak robić? Stać bezczynnie? Czekać na bardziej wykwalifikowane osoby, które aktualnie próbowały przebić się przez mur niepotrzebnie stojących tu ludzi? Bezsilność jest uczuciem, którego szczerze nienawidziła, dlatego też wolała choć spróbować mu pomóc, zrobić coś, aniżeli po prostu odejść. Gdyby tak zrobiła równie dobrze mogłaby skazać go na pewną śmierć. Ale czy już teraz nie jest na nią skazany?
Widząc, że zaklęcie nie przyniosło oczekiwanych efektów nie czekała dłużej. Od razu przystąpiła do udzielenia mężczyźnie pierwszej pomocy. Oby chociaż to odniosło jakiś skutek...




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Witryna (wejście)   01.08.17 13:54

The member 'Rowan Yaxley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 29


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Witryna (wejście)   01.08.17 17:36

Jej zadaniem w tej chwili było trzymanie tych wszystkich ludzi na odpowiednią odległość. I szło jej całkiem nieźle trzeba było przyznać. Tłum odsunął się kilka kroków, gdy wyciągnęła w ich stronę różdżkę, nie zamierzając odpuszczać. Jeśli nie zamierzali sami się opanować, ktoś musiał to zrobić za nich i tym kimś była właśnie ona. Co prawda nie prezentowała się z postury za szczególnie, ale teraz, po lekkiej modyfikacji metamorfagicznej, robiła wrażenie. I nie zawahała się tego użyć. Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, ze ona była jedna... Nikt nie zamierzał jej pomagać, ale nie chciała się poddawać. Przykuła uwagę zgromadzonych przed nią ludzi i o to chodziło. Żeby tylko wytłuc im z głów naskakiwanie na pracujących. Powinna istnieć automatyczna blokada czy coś w tym guście... Chyba taśma? Tak to się nazywało. Ten imbecyl, były narzeczony też o tym mówił, że tak się zabezpiecza miejsca zbrodni i inne... Westchnęła, widząc, że wszyscy zaczynali wskazywać palcami poszkodowanego i szeptać między sobą. Więc i ona odwróciła się, by zobaczyć jak rudowłosa nieudolnie próbuje pomóc mężczyźnie. Pokręciła głową nieświadomie i schowała różdżkę do kieszonki fartuszka. Uspokoiła się, a wraz z nią włosy, chociaż teraz już nie była zła, a niespokojna i niepewna. Oddychała nieco szybciej, próbując jakoś poukładać sobie w głowie wszystko, co musiała zrobić.
- Tak, ja... - zaczęła, patrząc na mężczyznę, którego starano się jakoś uratować. Stała jak wryta, chociaż głównie spowodowane to było dramaturgią całego zajścia. Taka walka... Po nic. - Pójdę do pomoc! - rzuciła, po czym zniknęła w witrynie, mając tylko jedno w głowie - zlokalizować odpowiedniego uzdrowiciela, który może zdołałby coś poradzić w tej sytuacji. Cokolwiek. Serce pracowało jej jak oszalałe, gdy krzątała się po korytarzach. Jak na złość wszyscy gdzieś zniknęli lub byli zajęci. W końcu dorwała któregoś i wszystko mu opowiedziała. Ten jedynie przyjął informację i kazał jej iść na oddział zatruć eliksiralnych i roślinnych. Cher nie przyjęła tego za dobrze, ale co miała zrobić? Była tylko pielęgniarką.

|zt




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Witryna (wejście)   01.08.17 19:43

Próbowała... naprawdę próbowała. Niestety zdało się to na nic. Przy pomocy zaklęcia sprawdziła tętno mężczyzny, którego niestety już nie było. Nie pomogła mu... nie była w stanie. Jej dłoń skierowała się w stronę głowy mężczyzny, a następnie palcami zamknęła mu na wpół otwarte oczy. Głos pielęgniarki stojącej obok niej docierał do niej niczym przez mgłę. Pomoc? Jest już zbędna.
Teraz naprawdę będzie mogła się nim profesjonalnie zająć. W kostnicy, jako jednym z jej denatów. Cóż... bywa. Każdy z nas kiedyś umrze, żałowała jednak, że mężczyzna ten musiał zginąć na jej oczach, bez względu na jej pomoc.
Nie miała jednak zamiaru użalać się nad sobą. Zadawać puste pytania: Czy zrobiłam wszystko, aby go uratować? czy gdzieś popełniłam błąd?
Nie uratowała go i koniec. Starała się, ale to zdało się na nic. Nie cofnie już czasu. Zapewne myślałaby o tym wszystkim inaczej gdyby leżały przed nią zwłoki kogoś bliskiego, a nie nieznajomego mężczyzny. Ale tak nie było... Po raz pierwszy widziała go na oczy, więc jakkolwiek to okrutnie mogłoby nie zabrzmieć jego śmierć jakoś szczególnie jej nie dotknęła. Stało się... Wstała oglądając się naokoło po pomału rozchodzącym się tłumie. Najwyższy czas... szkoda, że wcześniej nie pomyśleli o tym, aby się rozejść i dopuścić choć jednego Uzdrowiciela do rannego mężczyzny, teraz już nieżywego.
Wytarła swoje dłonie poplamione krwią w chustkę przenosząc swój wzrok ponownie na denata. Przynajmniej już wie jakie posiada obrażenia. To w czasie autopsji znacznie ułatwi jej sprawę.
Okrutne, lecz prawdziwe. Rowan jest bardziej praktyczną osobą, a przynajmniej w odniesieniu do obcych. Jeśli ktoś spodziewał się, że wpadnie w lament, bądź z nieogarniętym smutkiem będzie spoglądać na zwłoki mężcyzny, którego nie była w stanie uratować, to był w błędzie.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Witryna (wejście)   01.08.17 20:03

Już wszyscy wiedzieli, że przed wejściem do Munga wybuchły zamieszki, w których uczestniczyła policja antymugolska, jak zawsze posiadająca wyczucie czasu i miejsca. Zakazano personelowi wychodzić z budynku ze względu na agresywność władz i przybierającego na liczbie tłumu. Pozostało więc im tylko bezczynnie czekać, a to nie było w jego stylu. Przechadzał się po salach, sprawdzał stan chorych, aż w końcu nie wytrzymał. Najszybciej jak się dało zszedł na parter i doszedł do drzwi. Nie zauważył przez nie policji, a i tłum zdecydowanie stał się mniejszy i spokojniejszy. Gdy miał właśnie otworzyć drzwi wpadła na niego jedna z pielęgniarek. Cher... urocza i śliczna, a do tego zabawna i troskliwa. Skłamałby mówiąc, że mu się nie podoba, ale to nie był czas na tego typu gdybania i ciche pragnienia.
- Co się stało? - Zapytał spokojnie starając się uspokoić młodszą od niego kobietę, która szukała jakby kogoś wzrokiem.
- Tak! - Stwierdziła szybko spanikowanym głosem. - Ludzie potrzebują pomocy Uzdrowicieli, szczególnie jeden mężczyzna. Leży na bruku, kilka metrów przed wejściem. - Opisała dokładnie w skupieniu na niego spoglądając.
- W porządku. Zajmę się tym - Zapewnił ją zdecydowanie za długo spoglądając jej w oczy. - Idź po pomoc. Przyda się każda para rąk. - Mówiąc to wyminął ją i otworzył drzwi prowadzące do wyjścia. Tłum zdecydowanie zmalał i stał się dużo bardziej potulniejszy. Bez większego problemu wyminął pozostałe zbiorowisko  dochodząc do miejsca wyznaczonego przez Cher.
Wystarczyło mu jedne spojrzenie, aby domyśleć się co musiało się tu wydarzyć.
- Wszystko w porządku? - Zapytał podchodzący do rudowłosej kobiety i patrząc na nią z troską. Nie znał jej za dobrze. W zasadzie wcale. Wiedział tylko, że jest koronerem i niejednokrotnie widział ją na Szpitalnych korytarzach. Stanął obok nie, aby móc przenieść wzrok na leżącego na bruku mężczyźnie. Eiwdentny brak funkcji życiowych.

|
zt




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
 

Witryna (wejście)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Wejście główne
» Brama wejściowa [Podwórze]
» Wejście do kryjówki Ghosta w piwnicy.
» Hall Wejściowy
» Wejście Główne

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18