Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Winiarnia
AutorWiadomość
Winiarnia [odnośnik]11.09.15 20:52
First topic message reminder :

Winiarnia

★★★★
Elegancka winiarnia znajdująca się na uboczu dzielnicy, skryta przez wzrokiem mugoli dzięki silnym zaklęciom maskującym i upodobniającym do kamienicy w wiecznym remoncie. Na co dzień najczęstszą klientelą jest arystokracja, głównie z powodu wysokich cen w karcie. Można tutaj dostać najstarsze i najrzadsze gatunki win, delektować się w otoczce luksusu i subtelnej magii wyczuwalnej w powietrzu.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 21:14, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Winiarnia - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Winiarnia [odnośnik]20.05.20 20:56
Borgia potrzebowała chwili do namysłu, by wybrać odpowiedni zestaw win, co wbrew pozorom nie było wcale takie proste. Nie dlatego, że się nie znała; czerwone wina bowiem nie przypadały do gustu każdemu, zwłaszcza te wytrawne, pozostawiające na języku gorzkawy posmak a w żuchwie specyficzne mrowienie. Ostatecznie poprosiła o trzy, odkryte przez nią w Toskanii o równie wdzięcznej nazwie i długoletnim czasie dojrzewania, i niewielkie przystawki, które były nieodłącznym elementem każdej degustacji.
Mam nadzieję, że przypadną lordowi do gustu – westchnęła w lekkiej obawie, spoglądając na prezentowaną przez kelnera butelkę. – Wybrałam trzy wina z tego samego szczepu. Główną cechą charakterystyczną jest długowieczność, dopiero po minimum pięciu latach leżakowania w dębowych beczkach a potem kilku kolejnych w butelkach, uzyskuje się to, co właśnie kosztujemy – ujęła kieliszek za nóżkę i uniosła na wysokość oczu, pod światło, po czym po chwili przechyliła szkło nieco w bok – sposób przechowywania wpływa na klarowność i efekt końcowy, właściwie na tej podstawie możemy się upewnić, czy wino było przechowywane odpowiednio... tak samo kolor, to jest najmłodsze z całej trójki, co oznacza, że dojrzewało nieco krócej, barwa nie jest tak głęboka i intensywna – przysunęła kieliszek do nosa i zaciągnęła się aromatem, który zdecydowanie poprawił jej nastrój. Miłe wspomnienia rodzinnego domu w ojczystym kraju, słońca i słodkiego lenistwa były tym, czego potrzebowała w tej chwili. – Proszę skupić się na zapachu. Co lord czuje? – spytała wyraźnie zaciekawiona i odstawiła kieliszek na stół, wstrzymując się ze skosztowaniem.
Tak jak podejrzewała, uwadze lorda nie umknęło skaleczone włoskim akcentem słowo, kiedy jednak poprawił ją, wyprostowała się mimowolnie, ledwo dostrzegalnie. Chociaż nie miała mu tego za złe, jak i rzeczywiście nie wyczuła w męskim tonie krzty krytyki, nie przepadała za poprawianiem w żadnej dziedzinie życia. We wszystkim co robiła musiała zachowywać nienaganny perfekcjonizm, niezależnie od tego, czy właśnie układała włosy w ciasny kok, czy wymawiała obce nazwy kamieni przed osobą, która posługiwała się ów językiem jako ojczystym.
Cóż, w ustach lorda brzmi ona niewątpliwie lepiej – przyznała z zawadiackim uśmiechem. – Cena była korzystna, ale muszę przyznać, że w targowaniu się nie mają sobie równych. Z pewnością jednak wiele się nauczyłam podczas tej podróży – Egipt pozostawiał w głowie Franceski słodko–gorzkie wspomnienia i w głębi duszy prosiła, by nie kontynuowali tematu, gdy jej myśli niebezpiecznie powracały do rzeczy, o których wolałaby zapomnieć. Sama wizyta, miejsca i napotkani ludzie z pewnością wywarli na niej duże wrażenie, poza jedną, jedyną osobą, która chcąc nie chcąc pomogła jej w utargowaniu najlepszej ceny. W zasadzie do teraz dziwiła się, że pomimo burzliwej znajomości i rozejścia się w ciężkiej, bojowej atmosferze, kamień został u niej. Ale wiedziała, że ten gest nie był bezinteresowny i niósł za sobą zaciągnięty dług, który prędzej czy później będzie musiała spłacić. – Niestety odnoszę wrażenie, że tutaj, w Anglii, na nikim nie robi wrażenia – kamień był drogi, jednak niezaprzeczalnie piękny, warty swojej ceny i wyróżniający się na tle pospolitszych choćby pereł, ale nie poddawała się, uznając, że po prostu nie trafił jeszcze na odpowiednią osobę. Sięgnęła po kieliszek z winem, nieśpiesznie delektując się ledwie wyczuwalną goryczką czerwonych winogron.
Naturalnie, wszystko tkwi w szczegółach, sir – nauczyła się tej zasady już dawno, jeszcze w dzieciństwie, od tamtej pory nieustanne zwracając uwagę na z pozoru nic nie znaczące detale. – Czerpię inspirację z każdej podróży, ale też z tego, co widzę na co dzień – odparła, przesuwając nienachalnie spojrzeniem po męskiej twarzy a palcami po nóżce kieliszka. – Przyznam szczerze, że część projektów inspirowana była moim rodzinnym krajem. Dla wielu osób rubin będzie zwykłym, czerwonym kamieniem. Tymczasem ja dostrzegam w nim winogrona dojrzewające w słońcu... jeśli spojrzysz pod odpowiednim kątem, zauważysz, że wino w kieliszku posiada taką samą barwę – dodała, zachęcająco wskazując podbródkiem na szkatułę i kolczyki, o których przed chwilą opowiadała.


My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me


Francesca Borgia
Zawód : handlarz, jubiler
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I was born to run
I don't belong to anyone
OPCM : 10
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091
Re: Winiarnia [odnośnik]11.06.20 20:48
Shafiq przez cały monolog panny Borgii pozostawał pod dziwnym wrażeniem. Nie umiał go opisać w żaden znany mu sposób, ale nie przeszkadzało to w oddaniu się słuchaniu tego, co miała do powiedzenia w kwestii win. Choć znacząco temat ten odbiegał od interesu, który zamierzał zrobić z Francescą, to za przyjemne uważał możliwość wplecenia odrębnych zagadnień umilających tak rozmowę, jak i całe spotkanie.
Ich słodycz jest wyjątkowo delikatna, niemal niewyczuwalna przy pierwszej próbie. — Odpowiedział, kiedy już poświęcił dostatecznie długą chwilę na obejrzenie wina w kieliszku oraz powąchanie aromatu sfermentowanych owoców. Sztuka winiarstwa była mu całkowicie obca i nigdy nie zamierzał jej zgłębiać, wiedzę w tym zakresie oddając służbie. Tym niemniej był mile zaskoczony, iż otworzyła przed nim kawałek nowego świata. Łyk poleconego przez nią wina smakował równie długo, próbując wychwycić jak najwięcej drobnych szczegółów, detali umykających komuś takiemu jak on, jeśli chodziło o alkohol. Przyzwyczajony do picia wszelkich odmian herbaty oraz wina z egipskiego lotosu nie posiadał wyrobionych gustów – wprost polegał na tym, co serwował Tahir i jego obwiniał, jeśli coś mu nie smakowało.
Może zabiorę butelkę każdego do degustacji w zaciszu posiadłości — odparł w niewypowiedzianej bezpośrednio aprobacie. Prawie komplementów nie było czymś, czemu oddawał się pasjami. Nie chwalił w oczywisty sposób, swoje poparcie przemycał tak samo obojętnym tonem, jakim wygłaszał słuszne w jego ocenie reprymendy. Ku własnej uldze nie musiał tego robić tutaj. Wystarczyło jedno spojrzenie na zamkniętą szkatułkę, by wrócić na właściwe tory i nie ulec pokusie odepchnięcia tematu.
Wierzę, że w twoich rękach ta biżuteria odzyska swój blask — rzekł w końcu, uchylając wieko. Na atłasowej poduszeczce spoczywała kolia, a przynajmniej tym była w rozumieniu Zachary'ego. Trzy cieniutkie obręcze zbiegały się ku środkowi rombu. Miejsce na kamień było puste, lecz jasno wytyczało kształt, jaki miał się weń znaleźć. Oryginał dla spokoju własnego sumienia pozostawił w domu, zdając sobie sprawę, że naprawienie tak kosztownego kawałka biżuterii mogło wywrzeć działania, z którymi nie chciał mieć styczności. Dlatego zdecydował się na znalezienie jubilera na własną rękę i to z tym postanowieniem odwrócił szkatułkę w stronę Francescki. — Jak widzisz, jest uszkodzona. Brakuje kamienia oraz zapięcia. To moje zlecenie. — Zwieńczył krótko, nie bardzo wiedząc, w jaki sposób powinien ubrać słowa. Dowiedział się o niej dostatecznie wiele, by ze spokojem serca powierzyć jej pamiątkową kolię. Wierzył, że obejdzie się z nią z należytym szacunkiem i nie uszkodzi oraz wprawi nowy kamień, który przywróci utracony blask. — Niech Egipt będzie dla ciebie inspiracją. Stamtąd pochodzi i prawdopodobnie tam wróci, gdy nadejdzie właściwa pora. — Dodał jeszcze, nieco nakreślając własne oczekiwania. Nie chciał poświęcać zbyt wiele czasu na to, co sama wiedziała najlepiej. Własne uwagi oraz wskazówki traktował jedynie jako nakreślenie warunków zlecenia.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Winiarnia [odnośnik]14.06.20 16:21
Uśmiechnęła się wraz ze słowami lorda wyraźnie zadowolona z podjętej przez niego próby. Nauczona tego, że znaczna część mieszkańców Wysp raczej nie wykonywała całego rytuału ani przed doborem trunku ani skosztowaniem wina, cieszyła się zawsze, gdy chociaż jedna osoba wkraczała do jej świata.
Różnica pomiędzy nimi to czas – wyjaśniła, uprzedzając wszelkie pytania o to, dlaczego wybrała trzy czerwone wina z tego samego szczepu – czas nadaje winu charakter, osobowość... wpływa znacznie na jego smak, co można zauważyć pomiędzy młodszym a dłużej trzymanym w beczkach – skosztowała trunku, rozkoszując się rozchodzącą po języku goryczką, zaraz po której pojawiła się wyczekiwana, słodka nuta dojrzewających we włoskim słońcu czerwonych winogron. Zawoalowany komplement – a przynajmniej tak potraktowała słowa Zacharego – przyjęła z lekkim skinieniem głowy i wewnętrznym ukłuciem satysfakcji, której jednak nie okazała na zewnątrz. Z łatwością dostosowywała się do rozmówcy, gestami ciała odpowiadając na jego gesty, czasami kopiując jego ruchy, chociaż podobnej rzeczy nauczyła się stosunkowo niedawno, godząc w naturalne, niepohamowane włoskie gestykulacje. Gestykulacje, których nie rozumiał prawie nikt.
Cieszę się, że ci mój wybór cię nie zawiódł, sir – posiadała wiedzę, wprawę i doświadczenie w dobieraniu alkoholi, w wynajdowaniu pereł i ściąganiu ich z daleka do Anglii tak, by zyskały uznanie pośród przedstawicieli klasy wyższej, jak i zwykłego śmiertelnika, i chociaż zawsze pojawiała się weń ta sama obawa, że z czyimś gustem nie wygra, rzadko kiedy natrafiała na negatywny odbiór – jedynie nie polecam picia go w połączeniu ze deserami, niestety – zasugerowała jeszcze, chociaż jej porada równie dobrze mogła nie znaczyć już nic.
Rozmowa z Zacharym, pomimo jego oszczędności w słowach, była miłym doświadczeniem i dzięki próbie poznaniu jej podejścia do swojej pracy od innej strony, zaskarbił sobie dodatkową sympatię u czarownicy. Dotychczas nikt nie zainteresował się tym, skąd właściwie brała inspirację do biżuterii, która wychodziła spod jej dłoni, a zamiast tego większą moc miała informacja skąd pozyskiwała kamienie i co na ich temat wiedziała. A wiedziała wiele, dokształcając się niemal codziennie, chociaż niejednokrotnie czuła się już znudzona wygłaszaniem tych samych informacji na dany temat. Kiedy przyniesiona przez Zacharego szkatuła została zwrócona w jej kierunku, oddała głos swojemu zleceniodawcy i skupiła wzrok na kolii bez trudu dostrzegając uszkodzenie, brak kamienia i przede wszystkim zaśniedzenie, dzięki któremu biżuteria utraciła blask i nie prezentowała się tak pięknie, jak powinna.
Nie ma najmniejszego problemu, sir – ani zapięcie ani wprawienie kamienia nie stanowiło dla niej żadnego problemu, lecz problematycznym mógł się okazać sam wybór odpowiedniego wypełnienia. Posiadając pośród swoich zbiorów rozmaite piękne minerały a tylko miejsce na jeden z nich, ze smutkiem znów musiała dokonać ciężkiego wyboru – dodatkowo pozwolę sobie wyczyścić kamienie, widać, że już dawno nie opuszczały szkatuły – powstrzymała się już przed dopytywaniem czy leżąca naprzeciwko kolia była pamiątką rodzinną, jak starą i ile kobiet do tej pory prezentowało ją z dumą. Kiedy nacieszyła oczy zawartością szkatuły, uniosła spojrzenie z powrotem na twarz lorda.
Czy zależy lordowi na czasie? – spytała, chcąc upewnić się, ile będzie miała czasu na pracę i ewentualnie, czy będzie musiała na nowo przebudować swój kalendarz, który w ostatnich tygodniach wprost pękał w szwach. Mimo tego, że cieszyła się z podobnego obrotu sytuacji, ze smutkiem jednak przyjmowała fakt, że jak na razie nie miała perspektywy na daleką podróż i pozostawienie pochłoniętego wojną Londynu za sobą.


My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me


Francesca Borgia
Zawód : handlarz, jubiler
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I was born to run
I don't belong to anyone
OPCM : 10
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091
Re: Winiarnia [odnośnik]23.06.20 23:14
Zatem powinienem wziąć po dodatkowej butelce i skosztować ich za rok? — Postawił pytanie, choć nie oczekiwał na nie jednoznacznej odpowiedzi. Pozwalając sobie na kupno kilku butelek wina nie nadwyrężał w żaden sposób swoich finansów, nigdy specjalnie się nimi nie przejmując. Sprawienie sobie takiej przyjemności, nawet jeśli przez większość czasu miała zdobić półkę w piwniczce, było czymś, na co rzadko miał ochotę. Tknięty impulsem oraz chęcią doznania czegoś nowego, nikłym gestem dłoni polecił spełnić zamówienie powstałe w zadanym pytaniu.
Uprzejmie skinął głową, potwierdzając słowa Francesci. Nie musiał nic dodawać w tej kwestii, wszak to ona wiodła prym pośród winnic, polecając jemu, szajchowi dumnego rodu Shafiqów, wina godne uwagi. Naturalnie zamierzał ich skosztować, gdy tylko czas na to pozwoli. Póki co, konsekwentnie powstrzymywał się przed spuszczaniem z tonu wobec ciążących na nim obowiązków. Wpierw musiał uporać się z tym, co działo się teraz oraz w najbliższej przyszłości. Nie mógł tak po prostu odpuścić i porzucić tego, czym się zajmował. Przyświecał mu cel znacznie wyższy niż zaspokojenie własnych pragnień oraz potrzeb. Na wszystko przyjdzie odpowiednia pora.
Zrób z nią, co uważasz za konieczne — zgodził się, w zasadzie nie mając nic przeciwko temu, aby dała upust swym jubilerskim talentom. — Chciałbym podarować ją w prezencie, oczywiście — dodał jeszcze tylko, choć nie przypuszczał, aby miało to większe znacznie w pracy panny Borgii. Chociaż, gdy nieco dłużej zastanawiał się nad tym, jedno z jej dzieł miało zabłysnąć w miejscach, w których bywali tylko nieliczni. Może nawet więcej, skoro już podjął mentalną decyzję, by poprosić ją o naprawienie biżuterii, którą nosił. Jeszcze nie zdążył tego zakomunikować, jedynie zaczął bawić się jednym z prostszych pierścieni, aż w końcu ściągnął go z palca oraz sygnet z lewego kciuka, po czym ułożył na stole przed Borgią ze spokojnym wyrazem twarzy. Śledził ruchy jej oblicza, oceniając, czy myśli czarownicy podążyły w tym kierunku, w którym przypuszczał.
Je też możesz naprawić. Zapłacę, oczywiście. — Stwierdził dość krótko i wrócił do kieliszka z winem, upijając niewielki łyk. Nie sądził, by dodatkowe zlecenie spotkało się z odmową. Już od samego początku tego dość osobliwego spotkania rozważał, czy powierzyć Francesce swoje pierścienie; w końcu się zdecydował, nie odczuwając żalu, lecz dziwną lekkość na palcach. Nawykł poruszać nimi w określony sposób, gdy wykonywał każdą drobną czynność z ich udziałem, a teraz niemal czuł się nagi, nie mając ich ze sobą, choć zdjął zaledwie dwa. Wręczenie wszystkich pannie Borgii byłoby jak otwarcie księgi i dobrowolne odczytanie wszystkich skrywanych weń tajemnic. Na to nie mógł sobie pozwolić, dlatego stopniowo dzielił się fragmentami siebie.
Masz tyle czasu, ile potrzebujesz — odpowiedział uprzejmie, nie chcąc jej w żaden sposób pośpieszać. Zależało mu na naprawdę dobrze wykonanym zleceniu; czymś, czym mógł chełpić się, chwalić, traktować jako dopełnienie piękna. O tym jednak nie musiała wiedzieć. Plany Zachary'ego wobec kolii wciąż klarowały się, z każdą minutą stając czystsze i bardziej przejrzyste, lecz jeszcze nie tak doskonałe, jak w jego wyobrażeniu miały być.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Winiarnia [odnośnik]25.06.20 22:55
Im starsze wino, tym lepsze, lordzie Shafiq – odparła niejednoznacznie i uśmiechnęła się przyjaźnie, powracając do kieliszka z winem. – Jeśli zechciałby lord inny rodzaj, dobór smakowy, chętnie służę pomocą; moim głównym źródłem dochodu wciąż jednak pozostaje handel – zaproponowała nienachalnie, chociaż nigdy nie przepuszczała okazji do zdobycia następnego potencjalnego kupca. W tym przypadku zresztą kierowała się też czystą sympatią, którą poczuła do siedzącego naprzeciwko niej mężczyzny; wiedziała, że na wina w lokalach, do których je dostarczała, była nakładana wyższa, niekoniecznie adekwatna cena, ale na to nie miała wpływu. Każdy chciał zarobić, w tym ona, zwłaszcza teraz, w niepewnych i okropnych czasach.
Wizja na kolię wraz z kamieniem, który chciała umieścić pośrodku pustego miejsca, pojawiła się niemal natychmiastowo i nie potrzebowała wcale dużo czasu na wykonanie swojego zlecenia. Była skłonna odłożyć swoje własne projekty na rzecz powierzonego zadania, i faktycznie, nie miała nic przeciwko kolejnemu zleceniu. W ostatnich dniach wprawdzie nie miała zbyt wiele czasu na przyjemności, do których zaliczała prace z kamieniami szlachetnymi, zmuszona do kontrolowania pracy ludzi, lecz odepchnęła od siebie tę myśl.
To piękny prezent – przyznała, zerkając później na wręczone pierścienie – czy kryje się za nimi jakaś historia? – spytała szczerze zainteresowana, jednak powątpiewała w to, że Zachary zechce podzielić się z nią odpowiedzią i, kto wie, historią ze swojego życia. W końcu pozostawała nieznajomą kobietą, z którą spotkał się tutaj w interesach, nie zaś na pogaduszki, a szkoda. Była ciekawa odczuć lorda w związku z przeprowadzką do Anglii, tym, czy tęsknił za rodzinnym krajem i jak czuł się pośród Anglików, do których ona z kolei nie była w stanie przywyknąć. Wstrzymała się jednak, tłumiąc kobiecą ciekawość i pakując wszystko ostrożnie głęboko do torby. Stres związany z tym, jak cenny posiadała przy sobie pakunek, dopiero do niej zaczynał docierać.
Myślę, że nie zajmie mi to więcej niż tygodnia – wiedziała, że orientacyjne pytanie nie tylko uspokajało zleceniodawcę, ale czyniło ją w jego oczach jeszcze bardziej profesjonalną, a tego przecież potrzebowała w wybijaniu się pomiędzy konkurencją. Gdy wszystkie szczegóły zostały określone, zaś kieliszki próbnych win opróżnione, opuściła winiarnię wraz z lordem, rozchodząc się we własnych kierunkach.

ztx2


My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me


Francesca Borgia
Zawód : handlarz, jubiler
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I was born to run
I don't belong to anyone
OPCM : 10
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091
Re: Winiarnia [odnośnik]23.08.20 20:05
| 14 lipca 1957 r.

Nie sądziła, że kiedyś się tu jeszcze pojawi – jej pierwszą styczność z elitarną winiarnią była bowiem dość niefortunna. Było to podczas kolacji z jej pierwszym kandydatem na męża. Nawet teraz na nieskalanej niczym twarzy pojawiała się pojedyncza zmarszczka, kiedy jej właścicielka o nim myślała. Prezentował się dobrze – szarmancki, bogaty, a do tego niezwykle szczodry. Zabrał ją do naprawdę luksusowego miejsca; wiedział, co robić. Cała ta wizja rozpłynęła się jednak w powietrzu, kiedy w drodze na miejsce usłyszała, jak chwali się nią niczym nową zdobyczą. Była dla niego tylko płotką wśród tysiąca innych ryb. Nic dla niego w rzeczywistości nie znaczyła – stanowiła po prostu kolejny okaz do kolekcji. Ugodziło ją to do żywego, ale szczęśliwie znalazła rozwiązanie, jak pięknie mu odpłacić bez używania ognistej mocy. Musiał być niezwykle rozdrażniony, kiedy zawsze przekładała lub odwoływała zaplanowane spotkania w ostatniej chwili.
Zostawiwszy jednak przeszłość za sobą, zorientowała się, że cały lokal był całkiem przyjemny – drogi, ale niezaprzeczalnie robiący duże, a co najważniejsze dobre wrażenie. Pomijając cały uroczysty wystrój, wygląd tutejszych gości również zachwycał –  i ani trochę nie ustępował panującemu tu podniosłemu klimatowi. Czyżby to dlatego, że roiło się tutaj od lordów? Często słyszała, że stałymi bywalcami byli arystokraci, nigdy jednak nie miała okazji tego sprawdzić. Zresztą, po co miałaby to w ogóle robić? Nie licząc czystej ciekawości, oczywiście.
Ona również nie ustępowała tej rozkosznej otoczce – przywdziała tego dnia długą muślinową suknię wyciętą w koło z ozdobną koronką przy rękawach. Jej włosy były misternie upięte w dużego koka i udekorowane gdzieniegdzie kwiatami. Wybitne koafiury nie były potrzebne. Prosty styl ewidentnie odpowiadał jej delikatnej urodzie.
Celem dzisiejszej wizyty nie była kolacja połączona z degustacją wina wraz z adoratorem, lecz co innego – była więc poniekąd trochę podekscytowana, ale i zdenerwowana. Została zaproszona na przez swojego starego znajomego na przyjęcie z okazji jego urodzin. A jako że nie wypadało przyjść z pustymi rękami, miała wybrać wino dla jubilata w ramach, nie była jednak do końca pewna, jaki rodzaj lubią mężczyźni. Postanowiła zatem spytać kogoś o opinię, zanim asystent sprzedawcy przyniesie kolejne butelki trunku.
 – P-przepraszam – skierowała swoje słowa do przypadkowego stojącego nieopodal mężczyzny. – Czy zechciałby… lord pomóc mi w wyborze wina? To prezent dla mojego znajomego na urodziny, nie bardzo jednak wiem, który gatunek mu sprezentować. – Nie wiedziała co prawda, czy miała przed sobą potomka rodów szlacheckich, ale naprawdę bezpieczniej było się w ten sposób zwrócić w takich okolicznościach. Nie chciała nikogo obrazić. Wskazała dłonią na stojące na blacie trzy butelki. Może powinna poprosić o więcej, może coś z gatunku białego wina zamiast czerwonego?
Sama dotąd próbowała wielu różnych win, ale jaki gust mieli mężczyźni? Woleli średnio wytrawne czy wytrawne? A może woleli likiery? Albo szampan? Nie, szampan zwykle i tak był podawany podczas wszelkich przyjęć, chyba nie wypadało. Piwo kremowe natomiast raczej odpadało ze względu na to, że gospodarzem był ktoś z jej klasy – mało który absolwent Beauxbatons gustował w tego typu trunkach. Im dłużej tu przebywała, tym bardziej myślała, że przyjście tutaj było błędem. Mogła po prostu kupić jakieś czekoladki czy coś takiego. Czemu wszystko musiało się tak skomplikować?




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : 3
UROKI : 11
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półwila
Winiarnia - Page 10 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Re: Winiarnia [odnośnik]27.08.20 22:10
Powtórne odwiedzenie Winiarni znanej i szanowanej w całym Londyni w tak krótkim odstępie czasu z pewnością nie było dobrym pomysłem. Przynajmniej pozornie, choć co do tego Zachary nie miał całkowitego przekonania. Minęło raptem kilka dni od otrzymania nominacji z rąk Lowe'a, czarodzieja, za którym nieszczególnie przepadał, mimo braku odpowiedniej argumentacji. Nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad tym i dopiero teraz, kiedy znalazł się wyżej w szpitalnej hierarchii, dotarły do niego myśli, których wcześniej do siebie nie dopuszczał. Być może stały się kulminacją wszystkich wrażeń przeżytych w ostatnim czasie, a jedyną słuszną odpowiedzią na to było zakupienie kilku butelek mocnego wina – Syrah, ściślej rzecz ujmując. Porzeczkowy aromat tego konkretnego trunku zaciekawił go już przy pierwszej lampce podczas degustacji. Wystarczyło jedno spojrzenie wymienione z obsługą lokalu, by decyzja zapadła. Liczył, że do wybranego okazu dojdzie kilka innych, równie wykwintnych butelek i ani trochę nie martwiło go czekanie na odebranie zakupu, ani to, że niechybnie popadał w coraz częstsze raczenie się winem zamiast ulubionej herbaty.
W czasie oczekiwania, ze świadomością, że nie zajmie to dużo czasu, stąpał powoli po lokalu, palcem wodząc po kolejnych etykietach przytwierdzonych do butelek na regałach. Starał się nie utrzymywać z nikim nadmiernie długiego kontaktu wzrokowego; potrzeba izolacji pośród arystokratycznego tłumu ponownie się w nim obudziła. Musiał jednak subtelnie manewrować między własnymi potrzebami i pragnieniami, a tym, czego od niego oczekiwano. Doskonała prezencja, klasa oraz czysta elegancja miały liczyć się w tych nikłych kontaktach, toteż nie odmówił sobie przywdziania skrojonych na miarę szat oraz cienkiego szala przerzuconego przez kark. Zapięty pod samą szyję czuł się nieco sztywno – choć nie bardziej niż zwykle – ale przez to nie odstawał zbytnio od klienteli, z wyjątkiem skóry naznaczonej ciemniejszym odcieniem odcinającym go jasno i wyraźnie od bladych Anglików.
Na dłuższą chwilą zatrzymał się przy jednym z regałów, przy którym uważnie prześledził etykiety. Zdecydowanie włoskie akcenty oraz regiony dziś nie znajdowały się pośród pragnień Zachary'ego. Wzbudziły jednak wspomnienie czarownicy, z którą ostatnio miał przyjemność spędzić tutaj dłuższą chwilę, degustując i poznając świat wina z zupełnie innej perspektywy. Wspominałby to spotkanie znacznie dłużej, gdyby nie damski głos zwracający się niewątpliwie ku niemu. Ze zwyczajowym, obojętnym wyrazem zwrócił się ku intruzowi zakłócającym rozmyślania i omiótł spojrzeniem, milcząc. Uważnie śledził każdy gest mimiki czarownicy proszącej go o pomoc, wpatrując się w nią może nieco zbyt intensywnie, mając w świadomości myśl, iż oderwanie wzroku było zbyt trudne.
Panno... — zrobił pauzę, przez chwilę oczekując, że wyjawi mu swoje imię. Spersonalizowanie obcej osoby stanowiło dość istotny krok w tym, jak przez lata komunikował się z innymi, gdy ich poznawał czy spotykał po raz pierwszy. — Z pewnością jest tu wielu lepszych amatorów wina ode mnie, ale może coś z tej półki? — Odpowiedział dość szczerze, finalnie postawione pytanie zwieńczając ruchem dłoni ku regałowi z włoskimi winami. Nie sądził, aby taka propozycja spotkała się z pełną akceptacją. Wybór wciąż był wielki i trudny. Nie dziwił się, że dama, którą zapewne była, nie wiedziała, w którym kierunku podążyć. — Może opowiedz co nieco o swoim przyjacielu? Co lubi? Czym się interesuje? — Zasugerował, nakreślając kierunek rozmowy, od której zależało to, co byłby w stanie zaproponować. Pozyskane w ten sposób informacje, nawet jeśli byłyby całkowicie zmyślone, postanowił przyjąć jako cichą i niewypowiedzianą zapłatę.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Winiarnia [odnośnik]14.09.20 1:01
Pierwszym co rzuciło jej się w oczy, kiedy miała okazję zobaczyć nieznajomego w pełnej krasie, była znacznie ciemniejsza od jej białej jak śnieg cera. Naturalnie, ani trochę jej to nie przeszkadzało, mimowolnie jednak egzotyczna uroda zawsze wzbudzała w Anglii pewną dozę zainteresowania – Londyn bowiem w przeciwieństwie do Paryża aż tak cudownie nie tętnił życiem, a i liczba cudzoziemców była tu znacznie mniejsza niż we francuskiej stolicy. Miała więc wrażenie, że każdy przypadek jakiejkolwiek wyjątkowości był na ziemi Celtów zawsze szybko zauważany. Nie poświęciła jednak temu zagadnieniu zbyt dużej ilości czasu, szybko odnotowując w myślach, że ma zapewne do czynienia z kimś ze Wschodu – jeżeli był lordem to może nawet miała przed sobą prawdziwego przedstawiciela rodu Shafiq? Taka okazja rzadko się jej zdarzała, nie była w końcu prawdziwą lady, bardziej dziewczyną, którą ubierano, dbano i chciano, by nią była. Wilkiem w owczej skórze. Zachowała jednak pewne nawyki, które odróżniały ją od typowej szlachcianki.
Początkowo miała wątpliwości, czy powinna w ogóle kogoś tutaj zagadywać… A już zwłaszcza mężczyzn. Jak ćwierćwila, w dodatku śpiewaczka operowa, powinna być już przyzwyczajona do tego, że gdy już na nią spojrzeli, to patrzeli bardzo długo. Dla niej jednak te sytuacje dalej były dość zawstydzające, może nawet trochę krępujące. Nie pomagał wcale fakt, że w odpowiedzi nie zauważyła uśmiechu... Niby nic, ale jednak wzbudziło to w niej uczucie, iż może zrobiła coś nie tak – wbrew powszechnym normom w arystokratycznych kręgach. Długie lata pracowała na to, aby odpowiednio zwracać się do szlachetnie urodzonych i zachowywać się adekwatnie do sytuacji, nawet jeśli ta była szczególnie trudna. Nie była jednak damą od urodzenia.
Mężczyzna jednak ostatecznie normalnie odpowiedział, więc mogła odetchnąć w myślach z ulgą. Może rzeczywiście nie była taka zła w udawanie lady.
Blythe – odpowiedziała szybko z lekkim, zakłopotanym uśmiechem. Miała tylko nadzieję, że jegomość odruchowo nie przerwie rozmowy, dowiadując się, że jego towarzyszka nie pochodzi z arystokratycznego rodu. Mogłaby co prawda wyjawić mu zamiast nazwiska swoje imię… Ale uznawała to za bardzo personalną informację. Pozwalała się tak zwracać do siebie tylko najbliższym, większość czarodziejów mówiło do niej po prostu „panno Blythe” lub „pani Blythe”.
Pokiwała głową na słowa nieznajomego. Chciała, żeby ten prezent był specjalny. Oczywistym więc było, że zwykłe włoskie wino nie wystarczy. Może nie znała swojego dawnego znajomego tak bardzo, żeby nazwać go przyjacielem… Ale i tak chciała sprezentować mu coś, co na długo zapadnie mu w pamięć. Nawet jeśli o niej samej szybko zapomni.
Zamyśliła się przez chwilę, by udzielić pełnej wypowiedzi. Pytanie było dość trudne, bo od kilku lat nie widziała tego chłopaka… Ale zawsze mogła ograniczyć się do czasów szkolnych, prawda? W takim odstępie czasowym nie powinien się przecież aż tak znowu zmienić.
Lubił tańczyć walca i grać na skrzypcach… Ale wątpię, czy to jakkolwiek pomoże. Chyba że istnieje jakieś wino szczególnie lubiane przez artystów – odparła odrobinę przekornie, główkując dalej. – Hm… Jego rodzina częściowo pochodzi z Francji, więc myślę, że wszelkie francuskie wina dawno musiały mu się już znudzić. – W końcu jej również by się znudziły na jego miejscu. Dla Anglików z reguły francuskie trunki i przysmaki były rarytasem i czymś nowym, ale na pewno nie dla tych, którzy często spożywali je u swoich wujów i dziadków we Francji.
Zastanawiała się, czy jeszcze mogłaby o czymś wspomnieć. Hobby, korzenie… Zdawało się, że wszystko już padło. Nagle jednak wpadło jej do głowy jeszcze coś, choć nie była do końca pewna, czy okaże się to jakkolwiek przydatne.
Jest dość młody… – dodała, chcąc jeszcze dopowiedzieć „i jest w moim wieku”. Po chwili jednakże zorientowała się, że przecież tajemniczy jegomość nie wiedział, ile miała lat. – Powiedzmy, że ma ze dwadzieścia lat.




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : 3
UROKI : 11
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półwila
Winiarnia - Page 10 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Re: Winiarnia [odnośnik]26.01.21 23:49
Uprzejmym skinieniem głowy przyjął podane mu nazwisko przez czarownicę. Nie pochodziła z arystokracji, to było pewne. Miała w sobie jednak pewien przyciągający uwagę czar, który dotarł do niego po chwili; nie zamierzał głośno przyznawać się do odrobiny słabości wywołanej w ten sposób. Podjął milczenie za najlepsze rozwiązanie z tej sytuacji, nie obnażając samego siebie bardziej niż to konieczne, w zamian przyjmując rolę obserwatora, cichego rozmówcy nie tyle pozyskującego jakieś szczególnie cenne informacje, co poznającego nową, całkowicie przypadkową osobę w tak luksusowym miejscu. Przez kilka chwil zastanawiał się także, czy owa czarownica rzeczywiście zamierzała kupować tutaj wino i nie zbankrutować przy okazji. Nazwisko Blythe'ów mgliście świeciło w jego pamięci – musieli być jedną z długowiecznych rodzin, ale to w żaden sposób nie świadczyło ani o statusie panny Blythe, ani tym bardziej o tym, że była z nim absolutnie szczera. Każdy mógł wejść do tego miejsca, dosłownie każdy. To z pewnością potrafiła uczynić. Ale czy naprawdę była zainteresowana butelką dobrego wina? Nie wiedział.
Skoro jest z Francji, to pewnie znane mu są wina włoskie i hiszpańskie. — Stwierdził, gestem dłoni nakazując przejście nieco dalej wzdłuż regałów. — Może Bułgaria? Słyszałem, że wina z tego regionu Europy mają w sobie specyficzny urok i trafiają w smaki wielu osób — zaproponował, cały czas spoglądając na pannę Blythe z odrobiną dystansu, ale i żywego zainteresowania jej osobą. Dopiero przy właściwej półce, dość skromnej w niewypowiedzianej opinii Zachary'ego, odwrócił się do rzędów butelek wina. Ściągnął z niej dwa egzemplarze, kolejno wręczając je czarownicy, by mogła spojrzeć na etykiety oraz ceny. — Nie są też szczególnie drogie... w porównaniu do innych półek. Kupno drogiego wina w ramach prezentu może być tylko niepotrzebną stratą galeonów. — Wygłosił jeszcze, po czym sięgnął po jeszcze jedną butelkę. Półwytrawne, zaledwie czteroletnie wino, jeśli wierzyć etykietom, miało bogaty smak owoców przy zachowaniu delikatnej równowagi między kwaśnym a słodkim. — Nie boi się próbować nowych rzeczy? — Zapytał, przechylając butelkę wina pod światło. — Zechciałaby panna spróbować przed podjęciem decyzji? — Padło kolejne pytanie ze strony Zachary'ego, gdy spojrzeniem ponownie wrócił do czarownicy. Decyzja leżała w jej rękach i był prawie pewien, że zamierzała się zgodzić. Albo odmówić w ramach przekory, z którą ostatnimi czasy spotykał się dosyć często w kobiecym wydaniu.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Winiarnia [odnośnik]01.03.21 0:43
Najwyraźniej jej pochodzenie mu nie przeszkadzało – co za ulga. Tylko to ją interesowało. Nie przejęła się zbytnio samym faktem, że poznał jej tożsamość. Nawet jeśli zupełnie się nie znali, przypuszczała, że coś już o niej słyszał. Co prawda, może nie była celebrytką na skalę światową, ale była całkiem sławna w Londynie – w końcu ile półwil jest szanowanymi śpiewaczkami operowymi? Prędzej czy później poznałby, z kim ma do czynienia. Była naprawdę charakterystyczna – wiedziała o tym.
Być może nie zarabiała tyle co przeciętny arystokrata, więc winiarnia nieczęsto była celem jej wizyt, ale zdecydowanie mogła sobie pozwolić na korzystanie z uroków tego miejsca. W końcu praca w operach i teatrach miała to do siebie, że zarabiało się niemało na jakimkolwiek stanowisku… A już zwłaszcza w jej przypadku – była przecież zawsze gwiazdą wieczoru, najlepszą solistką. To dzięki niej wszyscy przychodzili na występy. Poza tym może Angelique nie przyznałaby tego głośno, ale często zapraszano ją do takich miejsc jak to w ramach „spraw zawodowych”, a ona musiała cierpliwie to znosić. Jak mogłaby wszak odmówić respektowanemu mecenasowi sztuki, który utrzymuje jej miejsce pracy? Dyrektor na pewno nie byłby zadowolony.
Ach, rzeczywiście – przyznała, kiwając z uwagą głową. Uniosła kącik ust speszona. – Nie pomyślałam o tym. – Położyła sobie dłoń na policzku zmartwiona. Jej nastrój jednak znacząco się poprawił, kiedy zauważyła, że nieznajomy znalazł rozwiązanie jej problemu, a przynajmniej próbował. Musiał naprawdę znać się na winach – ona zdecydowanie wolała szampana, choć nigdy nie była koneserką alkoholi, bo po prostu czuła się, jakby piła lekko mocniejsze soki.
Uniosła brwi, śledząc każdy ruch nieznajomego. Nie za bardzo wiedziała co powiedzieć. Słyszała wiele na temat bułgarskich win i podobno były tylko dla wyjątkowych osób – bo nie wszystkim smakowały. Nie chciała ofiarować przyjacielowi z czasów szkolnych czegoś, co – choć niezaprzeczalnie odznaczające się klasą – przyprawi go o ból żołądka. Szpital Świętego Munga miał już zdecydowanie zbyt wielu pacjentów.
Och – skwitowała cicho. Odniosła dziwne wrażenie, że mężczyzna wziął ją za odrobinę biedniejszego członka społeczeństwa. Czy chodziło o jej nazwisko? Nie, wykluczone, przecież Blythe’owie jak nikt zawsze mają w rękach prawdziwe diamenty. A może o ubranie? Tak, na pewno. Ta żółta sukienka była zbyt skromna, to na pewno przez nią. Inaczej po co wspominałby o cenie?
Miała ochotę westchnąć. Co powinna w tej sytuacji zrobić? Nie mogła przecież powiedzieć: „Zarabiam całkiem duże pieniądze i to robiąc to, co lubię”. Nie wypadało. Poza tym nawet gdyby tak odparła to co z tego? Pewnie w ogóle go to nie obchodziło. Nie było sensu ciągnąć tematu, choć niezaprzeczalnie ta wypowiedź sprawiła, że ćwierćwila poczuła się nieco niezręcznie.
Ale nic to, czas zbyć zakłopotany wyraz twarzy jak zawsze uroczym uśmiechem. Była do tego przyzwyczajona.
Prawdziwy klejnot jest wart wszelkich pieniędzy – oświadczyła tylko prosto, po czym zwróciła się w kierunku butelek. – Hm, co do próbowania nowych rzeczy… nie jestem pewna, czy jest tego rodzaju osobą. Zawsze uchodził za indywidualistę, z drugiej zaś strony umiał porwać tłumy. Myślę, że coś wyjątkowego w swojej prostocie… coś, co mogłoby go zaskoczyć, byłoby doskonałym podarunkiem. W końcu nie będę tam jako jedyna – inni czarodzieje na pewno będą się prześcigać w doborze lepszego prezentu.… albo raczej dziwniejszego, dopowiedziała w myślach. Beauxbatons wszak od niepamiętnych czasów wychowywało dzieci na wyjątkowych, żeby nie powiedzieć odrobinę niezrozumiałych czarodziejów. Pozwalało poznać talent i rozwinąć go, nawet jeśli oznaczało to niekoniecznie dobre nastawienie społeczeństwa, które od francuskiej szkoły znacznie bardziej Hogwart.
Uśmiechnęła się w odpowiedzi. W tym jednym mogli się zgodzić – głupio byłoby sprezentować komuś coś, co sama do ust by nie włożyła.
Sądzę, że to świetny pomysł.




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : 3
UROKI : 11
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półwila
Winiarnia - Page 10 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Re: Winiarnia [odnośnik]13.10.21 1:50
15.01

Czekał pod winiarnią, by wprowadzić kuzynkę do środka niczym prawdziwy gentleman. Od dawna nie rozmawiał z drogą Maureen, ale wiedział, że matka Lyssy nie wybaczyłaby mu braku dobrych manier.
Ciotka chyba niewiele wybaczała - zdążył się tego nauczyć, obserwując zależność jej relacji ze znajomymi, z marszandami, z artystami i protegowanymi. Nigdy nie podzielał zamiłowania Maureen do sztuki, ale kłamał - cierpliwie i wytrwale, idealny lizus, idealny Sallow. Dlatego nigdy nie spadł na niego jej gniew, ale nie był przecież ślepy.
Czasem zastanawiał się, jak wychowywała potomstwo, ale nigdy nie pytał. Jego ojciec rządził strachem i milczeniem, każdy Sallow miał pewnie na to własny sposób. Rodzinne dramaty zostawiali za zamkniętymi drzwiami, nawet w gronie rodziny. Odkąd Lyssa przeszła pod protekcję Valhakisów, Cornelius się nie wtrącał - badawczym wzrokiem rejestrował jedynie fałszywe uśmiechy jej matki i z ciekawością spoglądał czasem w poważne oczy kuzynki. Ciemne, po rodzinie jej ojca. Tylko w odcieniach brązowych loków przebijało się czasem angielskie ciepło ze Shropshire.
Płynie w nas krew Rzymian i druidów, a w młodej Lyssie także i Greków. - myślał, zmierzając na spotkanie i zastanawiając się, czy to ze względu na rodzinne upodobanie do antyku dziadkowie oddali Maureen Jazonowi. Nie, pewnie nie. W rodzinnej polityce Sallowów próżno było szukać romantyzmu, wygrywały interesy, pieniądze i prestiż.
Chociaż dzieci karmiono pięknymi historiami o druidach, którzy stawiali opór rzymskiej inwazji, to dorosły Cornelius rozumiał coraz więcej z rodzinnych niedopowiedzeń. Dumni przodkowie Sallowów stanęli w końcu po stronie wygranych, a gdzieś między meandrami historii czaiła się zdrada. Rzymianie, Normanowie, Avery, a teraz Czarny Pan.
Zawsze po stronie wygranych.
Lub tych, których uważali za wygranych. Odkąd kariera Corneliusa nabrała rozpędu i odkąd proces związany ze śmiercią Solasa poróżnił go z rodzicami, polityk rozluźnił kontakt ze swoją drogą ciotką. Maureen nie była mu już do niczego potrzebna.
Za to Lyssa - Lyssa była zagadką. W młodości darzył kuzynkę szczerą sympatią, ale później zniknęła z kraju. W ciągu tych kilku lat zdążył się stać trochę innym człowiekiem - jak bardzo zmieniła się ona?
Kimkolwiek nie byłaby teraz - była młodością, była przyszłością. Płynęła w niej jego krew, nawet jeśli nosiła inne nazwisko. A że po kolei stracił wszystkich, z którymi dzielił więzy krwi - czy to na własne życzenie, czy to na skutek nieszczęśliwych wypadków - tym bardziej chciał poznać Lyssę na nowo. Przekonać się, czy jest przyszłością i czy widzi przyszłość w podobnych barwach, jak on.
Przyszłość Anglii rysowała się w bieli oczyszczenia i zieleni ślizgońskich wartości.
Zupełnie, jak historyczne barwy Sallowów.
Dostrzegł ją z daleka - wysoką i dumną, o rysach twarzy swojego ojca. Czy mu się zdawało, czy poruszała się z większą pewnością siebie niż przed laty?
Poprawił futrzany kołnierz czarnego płaszcza i skłonił się lekko kuzynce, a następnie zaoferował jej ramię.
-Lyssa, jak dobrze cię widzieć. - piękny uśmiech, piękne słowa. Musiała do nich przywyknąć, przynajmniej mając kontakt z jego krewnymi. Czasemi niewiele znaczyły - zwłaszcza w obliczu coraz rzadszych listów.
-Cieszę się, że wróciłaś do Anglii. Zapraszam, mają tutaj najlepsze wino w Londynie. Plotki głoszą, że podobno podają je czasem na arystokratyczych Sabatach. Nie jestem sommelierem, ale zaproszono mnie na tegoroczny Sabat - nie wplótł tego w rozmowę arcysubtelnie, ale wystarczyło -i faktycznie trunki wydawały się znajome. - otworzył przed Lyssą drzwi, wpuszczając ją do środka. Kelner czekał już przy zarezerwowanym stoliku, gotów odebrać od kobiety płaszcz.
-Wiesz, że teraz mieszkam w Chelsea, właściwie po sąsiedzku? - upewnił się. Pewnie wiedziała, od swojej matki - dom kupił kilka lat temu, gdy zaręczył się z Deirdre, wzbudzając pewne oburzenie rodziny. Chyba do tej pory myśleli, że wróci kiedyś do rodzinnego Shropshire.
Nie miał takiego zamiaru.
-Białe czy czerwone? - wino, rzecz jasna. Spojrzał wyczekująco na Lyssę, oczekując nie tylko decyzji - mówił już wiele, miał nadzieję, że ośmieli i ją.
Nie licząc legilimencji, najłatwiej czytało mu się z ludzi, gdy z nim rozmawiali.


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made



Ostatnio zmieniony przez Cornelius Sallow dnia 08.02.22 8:04, w całości zmieniany 1 raz
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Winiarnia - Page 10 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Winiarnia [odnośnik]22.10.21 0:46
Szary nieboskłon z wolna nasiąkał barwą nasyconego granatu, nieśmiało ukazując prawdziwe odcienie serca Anglii. Kensington i Chelsea z rzadka zrzucały maski, zbyt bardzo lubowali się w nich ci, którzy najczęściej odwiedzali ten zakątek Londynu. Pozorna harmonia miała odwzorowywać całkiem nowy, lepszy stan rzeczy. Nowy, lepszy, czystszy Londyn prężnie rozwijający się pod dyktando Cronosa Malfoya i Ministerstwa Magii. Wystarczyło jednak zatracić się w labiryncie wąskich uliczek, na chwilę stracić z oczu reprezentatywne dzielnice miasta, by dostrzec go takim jakim był - brzydki, cuchnący, zepsuty. Z jego zakamarków toczyła się chora, wojenna desperacja, jarzmo ciężkich, wojennych czasów mieszało ludziom w głowach, biedota zaś wciąż tam była, jedynie skryta wśród mnogości ślepych uliczek, ciasnych wyniszczonych kamienic. Szlamista woń Tamizy wciąż unosiła się w powietrzu czy to pod rządami szalonych rewolucjonistów czy szlachetnych potomków Armanda. Przemyślenia tej natury należało jednak zachować na końcu języka. Zagłębiając się w zepsute trzewia stolicy magicznej Wielkiej Brytanii, jedynie chłonęła przejęty degradacją klimat. Chołota wypływa na ulice, ta bogata i ta biedna. W witrynach lokali, które jeszcze się ostały majaczyły się eleganckie sylwetki mężczyzn i towarzyszących im kobiet, a a duszący dym ulatniał się się wraz z każdym uchyleniem drzwi. Ulicami wędrowali ci, którzy zazdrośnie zerkali w ich kierunku - wszakże nie każdy mógł sobie pozwolić na spędzanie wieczorów w restauracjach, większość musiała zadawalać się smakiem rozwodnionych trunków i smrodem toczących się w portowych barach - przynajmniej w tych, które przetrwały starcie z ekonomicznymi trudnościami, jakie postawiła przed nimi wojna.
Miękki szal dusił symfonię wątpliwej jakości doznań, a zapach perfum skutecznie chronił przed oddechem londyńskiego powietrza. Winiarnia usytuowana w jednej z kamienic zapraszała do swojego wnętrza ciepłem i obietnicą mile spędzonego wieczoru. Jakże zgryźliwe, wyzbyte złudzeń nie towarzyszyłyby jej myśli, musiała przyznać się do własnej hipokryzji. Była taką samą hołotą jak ci, których mijała w drodze, rozpieszczoną komfortem, nie godząca się z tym, że życie stało się cięższe. Jak oni wszyscy nosiła maski i przebrania. Te jej miłe dla oka, dumne i eleganckie, nie było wcale mniej żałosne od obdartych szat napotkanej przy winklu ladacznicy.
- Ciebie też, Corneliusie - przywitała Sallowa, obdarzając go przelotnym pocałunkiem. Wargi zaledwie musnęły teksturę policzka kuzyna w ciepłym, rodzinnym geście, kontrastując z jego oficjalną manierą. Ostrożnie, by nie pozostawić na jego policzku nieeleganckiego śladu szminki. Przyjęła jego ramię, pozwoliła by zaprosił do środka winiarni. Świadomie podjęła grę społecznych kurtuazji i grzeczności - jakże obrzydliwą by się nie wydawała, musiała przyznać się przed sobą sama, że było coś sentymentalnego we wspomnieniach jakie dzieliła ze zmarłym mężem. Nie jego sylwetka przywoływała te uczucia. Życie jakie wiedli.
- Winszuję - skomentowała, a kącik ust wygiął się w krótkim uśmiechu. Bardziej zaczepnym niźli pochlebczym. Spojrzenie zaraz jednak przemknęło po wnętrzu lokalu, na chwilę odrywając się od towarzysza. - Belgrave - odpowiedziała mu krótko - Zdecydowałam się nie sprzedawać domu po Ericu, przynajmniej na razie - dodała po chwili, oczekując aż pomoże ściągnąć jej płaszcz. W skrywanych w głąb serca fantazjach rozmyślała o spieniężeniu pamiątki po byłym mężu, porzuceniu za sobą swądu Londynu, Anglii, ich. Jej rodziny. Chociaż właśnie na ich wezwanie przebyła. Teraz jednak ucieczka zdawała się być zbyt niewygodna. Opuszczenie Anglii, pozbycie się domu za psi grosz, którzy oferowali kupcy przy wojennej ekonomii. Zdawało się, że nie czekało jej nic ani tam, ani tutaj.
Gdy w końcu zasiedli do stolika, spojrzenie na nowo skupiło się na twarzy kuzyna. On też należał do rodziny. Tej nierozerwalnie połączonej z sylwetką matki. Tej części niemalże zazdrośnie odsuniętej na bok przez wuja. Po kądzieli spokrewnieni z druidami z Shropshire, wciąż dzielili ich cenną dla Valhakisów brytyjską krew. Wuj jednak nie miał zamiaru wychowywać nowego pokolenia Sallowów, ani dzielić się z nimi owocami swojej pracy. Maureen tęsknie jednak spoglądała w stronę swoich krewnych, wyszła za mężczyznę, która za nic miał swe angielskie korzenie - ona wciąż w sercu pozostawała  kobietą z domu Sallow. Być może dlatego tak uwielbiała Corneliusa - reprezentował to wszystko z czego ją obdarto. Rodzinną dumę, dziedzictwo, które jej mąż wyrwał  siłą, przesadzając na delfickie ziemie. Lyssa jeszcze nie zadecydowała kim dla niej był. Rodzina porzuciła ją tak szybko jakli padły słowa małżeńskiej przysięgi. Nie zdecydowała jeszcze czy miała wielkodusznie wybaczyć czy czekać na możliwość odwetu. On jednak był nieobecny. Jego sylwetka majaczyła się na tle ciepłych wspomnień młodości, a chłodnego, zdystansowanego postrzegania rzeczywistości. - Czerwone, zdam się na twój gust - odpowiedziała mu uprzejmie, nie spuszczając wzroku z twarzy kuzyna. Próbując dopatrzyć się śladów zmian. Czas obszedł się z nim łagodnie, zaznaczając swój wpływ zmarszczkami, które nadawały jego rysom dojrzałości. Daleko było mu do już do młodzieńca, ale równie daleko jeszcze do starca. Słyszała o jego ekscesach miłosnych - zaręczynach i ich zerwaniu. Wciąż pozostawał kawalerem, robił karierę w ministerstwie, mimo że z rzadka przywiązywała uwagę do słów matki, to wszystko zapamiętała.
- Mama - zabrzmiało niemalże pieszczotliwie - mówiła, że błyszczysz w ministerstwie i pracujesz dla samego ministra. Nie może odżałować tego jak rzadko ją ostatnio odwiedzasz - napomknęła, wyginając wargi w trudnym do ukrycia wyrazie satysfakcji. Historia jej matki ostatnimi czasy nabrała uniwersalnej wartości - dramatyczna opowieść o mężu zamordowanym przez rebeliantów nie mogła być bardziej aktualna. Mimo wszystko tego rodzaju małe zawody sprawiały jej córce nieprzyzwoitą przyjemność. - Ty z pewnością opowiesz mi o tym z większą dozą skromności.





the chains are broken
but are you truly free?
Lyssa Valhakis
Zawód : runistka, badaczka, zaklinaczka
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
not yet corpses.
still, we rot.
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9437-lyssa-valhakis-budowa#286941 https://www.morsmordre.net/t10509-atlanta#318453 https://www.morsmordre.net/t10503-p-a-r-a-s-i-t-e#318274 https://www.morsmordre.net/t10511-skrytka-bankowa-nr-2169#318466 https://www.morsmordre.net/t10510-lyssa-valhakis#318461
Re: Winiarnia [odnośnik]03.11.21 18:42
Nie lubił formalnych czułości, pocałunków, dotyku, przekraczania własnej strefy komfortu. Zawsze był cichym dzieckiem, a potem wycofanym młodzieńcem - niezręcznym, krzywiącym się lekko pod pocałunkami cioć (w tym matki Lyssy), wzdrygającym się od bliskości.
Minęło tyle lat, że nauczył się z tym żyć. Nie dał nic po sobie poznać, twarz zastygła w masce uprzejmego uśmiechu, tak jakby cieszył się z kurtuazyjnej bliskości kuzynki. Cieszył się zresztą, szczerze. Mieli dziś budować mosty.
-Też lubię duże domy. - puste domy, gdy mieszka się samotnie, odparł z uśmiechem, przypominając sobie jej dawny adres. Rzadko ich tam odwiedzali, Lyssa i Eric sporo zresztą podróżowali, zupełnie jak ja i Deirdre. Szczęśliwe pary i małżeństwa rzadko pragnęły towarzystwa nudnych kuzynów, choć nie mógł się opędzić od wrażenia, że jego kuzynka i jej mąż byli zupełnie inną parą. Nie znał ich za dobrze, ale legilimencja nauczyła go pewnej... intuicji. Na przykład teraz, wychwycił zaczepkę w tonie i uśmiechu Lyssy, ale nie potrafił jeszcze odgadnąć intencji. Jak zwykle w chwilach niepewności, korciło go sięgnięcie po różdżkę, szybkie sprawdzenie emocji, nikt by tego nie wykrył ani nie poczuł... ale trudno to zrobić, trzymając damski płaszcz w dłoniach, a poza tym obiecał sobie jak najrzadziej lustrować rodzinę. To w końcu wspólna krew.
Oddał płaszcz kelnerowi, odsunął przed Lyssą krzesło, usiedli.
-Francuski Pinot Grigio, rocznik 53, dwie lampki. - zamówił pewnym siebie tonem, rad, że kuzynka pozostawiła mu decyzję.
Dobrze wychowana, jak każda młoda dama z ich rodziny. Uległa, a przynajmniej fałszywie uległa - Sallowowie byli dobrymi aktorami. Matka na pewno ją tego nauczyła. A skoro o niej mowa...
-Przekaż jej, proszę, moje pozdrowienia. Niestety, jestem bardzo zapracowany. - pijąc z tobą wino. W głosie zadźwięczał niemalże szczery żal, ale Lyssa pewnie mogła się domyślić prawdy. Jej matka nie była mu już potrzebna, zaszedł za wysoko.
Siła leżała w młodszym pokoleniu.
-Jestem Rzecznikiem Ministra Magii, odpowiadam za propagandę, jego przemowy, część planów na zimowy jarmark... - odpowiedział, wzruszając skromnie ramionami, z nieskromnym uśmiechem. -Nastały bardzo... dynamiczne czasy, łatwo prężnie rozwijać karierę. To przełomowy moment dla Anglii, moment chwytania okazji. - moment dla oportunistów. Skrzyżował spojrzenia z Lyssą, świadom, że ta nie spuszcza z niego wzroku. Uśmiechnął się szerzej, w zielonych oczach zatańczyły ciekawskie iskry. Była wdową, miała majątek - to roztaczało przed młodą kobietą szereg możliwości.
-A ty, moja droga? Czym będziesz się zajmować po powrocie do ojczyzny? - wymówił słowo "ojczyzna" z charakterystycznym przekąsem, jakby chcąc podkreślić jego ważność. Honor, tradycja, ojczyzna, wojna - to one wytyczały im teraz nowe możliwości.
Wzniósł kieliszek do toastu.
-Za czas - krwi i pogardy, pożogi i chłodu dementorów, poświęceń i zwycięstw -przełomów i nowych możliwości.


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Winiarnia - Page 10 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Winiarnia [odnośnik]19.11.21 1:59
Jakże łatwo było zdominować czyjąś sferę komfortu, nie bojąc się jej przekraczać. On był uprzejmy, zdystanowany, ona ciepła, czuła, kobieca. Niemal rodzinna w serdecznym przywitaniu. Ona mogła, wszak pasowało to przedstawicielce płci pięknej. Otaczać afektem, zachęcać do bliskości. Lyssa wolała jednak badać granicę i je przekraczać. Czy miała w tym cel? W tym momencie absolutnie żadnego. Mdła codzienność była nie do zniesienia. Samotne ściany wielkiego domu swoim chłodem wyrażały to co kryło się w piersiach ich właścicielki. Pustka. Zimno. Brakło jej tu korzeni. Rodzina zdradziła. Życie toczyło się daleko za morzem Tu więc po prostu była. Dopadała ją nuda, Prozaiczność. Pustka. Ta ostatnia zmuszała, aby stawić czoła własnym demonom. Rozpierzchłym skrawkom osobowości jakie pozostawiło po sobie odejście Erica. Wszakże przez tak wiele lat to on o niej stanowił. Kim była. Jaką miała wartość. Gdzie. Kiedy. Jak. On był wszystkim. Nienawidziła potwora kryjącego się w jego wnętrzach. W jakiś sposób kochała. Można było wiele mu zarzucić, ale w jakiś pokrętny sposób nauczył ją tego. Nie zawsze był zły. Był szczodry. Lubił stawiać wyzwania, wydobywać z niej to co najlepsze. Lubił gdy dla niego brylowała w towarzystwie, lubił gdy była czymś więcej niźli przywiązaną do niego żoną. Paradoksalnie, lubił również pociągać za sznurki.
Stworzył chaos. Przestała rozumieć kim była bez niego.
- Cóż, ja tylko duże - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Szum dominował pustkę. Zagłuszał ją. Wypełniał brak poczucia braku celu, braku możliwości. Dziś chciała wypełnić umysł Corneliusem. Jego towarzystwem, słowami, obecnością. Wieściami ze świata, którego nie czuła się częścią.
Cień uśmiechu zatańczył na twarzy Greczynki. Przez chwilę ważyła słowa, a może bardziej analizowała wydźwięk tych kuzyna. To jak niegdyś byli blisko z jego matką. I to jak łatwo zrezygnował z niej, gdy zdawała się mu już niepotrzebna. To mówiło więcej niż żal rozbrzmiewający w jego głosie. Tacy jak on. Oni. Z rzadka mówili szczerze. Robienie dobrej miny do złej gry spijali wraz z mlekiem matki. Pozory, kłamstewka, własne zależności. Nazbyt była cyniczna, aby ich nie dostrzegać. Zbyt bardzo w nie jednak wsiąkła. - Powtórzę jej to, gdy znajdę czas, aby się z nią spotkać - zawtórowała mu w podobnym tonie. Wszak ciężko było ukryć nawet przed nieobecnym kuzynem fakt, że relację z matką nigdy nie były ciepłe. Jakże niezrozumiałe bywało jej serce. Kochała tych samych ludzi, których nienawidziła, którymi gardziła. Życzyła jak najgorzej, aby potem żałować ich losu. - W takim razie, drogi kuzynie, muszę zasmakować rozrywek, które nam zaoferowałeś - odpowiedziała kurtuazyjnie. Posmakowała łyka wina, gasząc pragnienie jego smakiem. - Tak, czasy są dynamiczne, a ty zdajesz się rozwijać w tym chaosie - wspomniała bez cienia zgorszenia. Czemu miałaby to krytykować? Chwytał okazję. Wykorzystywał ją. - Zupełnie jakby był twoim żywiołem - pełne wargi, rozciągnęły się w krótkim uśmiechu. - W tym jesteście podobni, wiesz? Ty i moja matka. Zadajcie się rozkwitać tam gdzie większość więdnie. Krew, instynkt czy wychowanie? - rozbrzmiało, a pełne wargi rozciągnęły się w zaczepnym uśmiechu.
Ojczyzna w jego ustach brzmiała obco. Wciąż jeszcze nie odkryła w sobie tego kim była. Greczynką? Angielką? Dorastała chłonąć kulturę jej przodków. Bogowie nie szczędzili im piękna. Morze nigdzie nie było tak lazurowe, zapierające dech w piersiach jak na wybrzeżach Grecji. Tam wszędzie rozbrzmiewały ich błogosławieństwa. Anglia zaś była mglista jak dotyk jej bogów. Wtłoczono jej wiarę w nią siłą. Tak dominującą, że stała się jej częścią.
- Nie wiem - rozbrzmiało szczerze - Jestem pewna, że wuj zastanawia się co ze mną zrobić. To  w końcu on mnie tu ściągnął - odpowiedziała, unosząc brew w grymasie niezadowolenia. Odpowiedź nie była ciężka do przewidzenia. Szukał przyjaciół, koneksji. Szukał jej męża. Chociaż nie była młoda, to mogła myśleć o zamążpójściu. Miała majątek, który, rzecz jasna, mógł być zachęcający dla przyszłego męża. Była też przybraną córką wpływowego człowieka, a takie przyjaźnie warte był. Wyczuwała opary jego niechybnej woli w powietrzu. - Ja z kolei aktualnie postanowiłam kontynuować dzieło mojego męża. Badam runy, kreślę przeszłość magicznych przedmiotów o nieznanym pochodzeniu, a jeśli ktoś ładnie poprosi pozostawiam po sobie na nich własne piętno.
- Za ciebie, Corneliusie. Żeby twoja passa trwała jak najdłużej - uniosła kieliszek, w końcu pozwalając sobie aby wino zdusiło smak pochlebstwa. Jakie plany miał on? I czego mógł chcieć właśnie od niej? Znała go na tyle, aby nie przypisywać mu nie podobnej do niego sentymentalności.





the chains are broken
but are you truly free?
Lyssa Valhakis
Zawód : runistka, badaczka, zaklinaczka
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
not yet corpses.
still, we rot.
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9437-lyssa-valhakis-budowa#286941 https://www.morsmordre.net/t10509-atlanta#318453 https://www.morsmordre.net/t10503-p-a-r-a-s-i-t-e#318274 https://www.morsmordre.net/t10511-skrytka-bankowa-nr-2169#318466 https://www.morsmordre.net/t10510-lyssa-valhakis#318461
Re: Winiarnia [odnośnik]27.11.21 19:20
Być może w ich żyłach krążyła skłonność do badania i przekraczania granic bez celu, a może do podobnych zachowań skłaniała ich ambicja lub nuda - indywidualnie, każdego z osobna. Cornelius miał teraz jasno wytyczony cel - własną karierę - ale wielu pokusom w życiu uległ bez wyraźnego powodu. Szlifował własne umiejętności przy każdej okazji, czy chodziło o legilimencję, czy o urok osobisty, czy o kłamstwo. Dla zabawy wchodził w cudze wspomnienia, wyczuwał emocje, badał granice podatności na manipulację. Gdyby nie te treningi nigdy nie osiągnąłby tak wiele w sytuacjach, które naprawdę były grą o wysoką stawkę.
W przeciwieństwie do Lyssy, zawsze doskonale rozumiał jednak, kim jest i dla kogo gra. Grał na siebie.
Zmusił się do uśmiechu, choć ten trudno było utrzymać na twarzy, gdy rozmawiali o domach. Do głowy cisnęły się różne nieproszone myśli, wspomnienia własnych porażek. Zaprosiłbym cię do naszego wielkiego domu w Shropshire, gdyby rodzice nadal się do mnie odzywali. Mój duży dom w Chelsea kupiłem w trakcie boomu ekonomicznego, a teraz miałbym podobny za półdarmo, wprowadzając się do willi po zamordowanych mugolach. Nigdy nie zaprosiłaś mnie do siebie - dlaczego? Każdy z tych tematów zdawał się w jakiś sposób nieodpowiedni, czas zmienić temat.
-Powinnaś odwiedzić mnie, gdy już się napijemy. To tylko kilka przecznic, a w domu mam Toujours Pur na aperitif. - zaproponował, wiedząc, że nawet tutaj nie mają takich rarytasów. Zdobył kilka butelek cennej, wężowej nalewki dzięki koneksjom w Ministerstwie i podświadomie pragnął zaimponować kuzynce - pokazać, jak doskonale mu się powodzi.
Lyssa miała rację - chaos był jego żywiołem, choć z pozoru Cornelius kochał porządek.
-To chaos jest okazją dla takich ludzi, jak my. - odpowiedział bez najmniejszego skrępowania. Z nią mógł sobie pozwolić na odrobinę szczerości i zapewne doskonale wiedziała, co miał na myśli. W ich żyłach nie płynęła błękitna krew, majątki nie dorównywały najbogatszym elitom, a pewne wpływy nie mogły ochronić ich przed zagrożeniem - ojciec Lyssy skończył wszak marnie. Wszyscy musieli walczyć, by utrzymać się na powierzchni, a w wojennej zawierusze łatwiej wypłynąć.
-Wszystko. - skwitował, wzruszając lekko ramionami. Krew druidów, instynkt przetrwania, konserwatywne wychowanie w świecie plotek i kłamstw. To wszystko pomagało. -A ty, Lysso? Jak znajdujesz sobie Wielką Brytanię po powrocie, jak ci się podoba nowy Londyn? - jak odnajdujesz się w chaosie?
-A ty? Zastanawiasz się, co ze sobą zrobić? - uniósł lekko brew. -Wdowieństwo oferuje pewną... swobodę, nieprawdaż? - zagaił bezpardonowo. Gdyby naprawdę była pogrążona w żałobie, słowa zabrzmiałyby niewrażliwie - ale rozmawiali przecież o planach, nie o uczuciach. Tym razem nie pytał już o to, co porabiała - na co właśnie odpowiedziała. Zdawał się wnikać głębiej, a zielone oczy błyskały ciekawością. Jakie jest twoje miejsce w nowym, wspaniałym świecie, Lysso?
-Podziwiam twój zapał naukowy. Jeśli masz jakieś teksty do publikacji, podeślij mi je, proszę. Niedługo przedstawię redakcji Horyzontów Zaklęć portfolio naukowców o wartościowych nazwiskach. - zaproponował.
Własne piętno? - oczy rozbłysły jaśniej, a uśmiech stał się nieco szerszy.
-Jak ładnie musiałbym poprosić? - wychrypiał cicho, wznosząc kieliszek do góry.
-Za rodzinne spotkanie. - poprawił toast, tak jakby autentycznie cieszył się z jej powrotu. Może nawet tak było.


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Winiarnia - Page 10 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155

Strona 10 z 11 Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

Winiarnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach