Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kącik kawiarniany
AutorWiadomość
Kącik kawiarniany [odnośnik]13.09.15 18:56
First topic message reminder :

Kącik kawiarniany

★★
Zastawa z indyjskimi ornamentami, imbryczki latające wysoko nad sufitem, by móc uzupełnić herbatę w filiżance, pobrzękiwanie widelczyków o opróżnione talerzyki, aromat słodkich ciast i drobnych deserów, pachnąca para unosząca się nad głowami zakochanych w piciu herbaty czarodziejów. Czujesz ten klimat? Na pewno masz ochotę wejść i zamówić jedną filiżankę lub dwie. Wygodne, skórzane fotele i stoliki przykryte białymi obrusikami jeszcze cię do tego zachęcają. Usiądź, rozgość się i czekaj na gorący napar.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:33, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kącik kawiarniany - Page 12 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kącik kawiarniany [odnośnik]26.05.19 22:29
| 20 grudnia

Powietrze pachniało zupełnie tak, jak pamiętał z czasów, gdy Anglia była jego domem. Płatki śniegu spadały powoli z nieba, osiadając miękko na jego ubraniach, pokrywając chodniki, dachy oraz drzewa białym puchem. Pomimo wszystkiego, co działo się w ich życiu, nie potrafił ukryć radości. Być może do czasu powrotu nie był świadomy tego, jak bardzo tęsknił za domem, za ukochaną siostrą, za ulicą Pokątną, która pod wieloma względami mogła być przecież uznana za początek jego wielkiej przygody. Wciąż pamiętał ukłucia bólu, które nawiedzały go za każdym razem, gdy odwiedzał Londyn – to właśnie wtedy najbardziej brakowało mu wszystkiego, z czym wiązało się rodzinne miasto. Wisząca nad głową konieczność powrotu do Rumunii napawała go smutkiem, chociaż nie mógł zaprzeczyć, że tamto miejsce również szybko stało się jego drugim domem.
Teraz wiedział, że nie musi wyjeżdżać. Postanowił zapuścić korzenie, pozostać w Londynie na zawsze, napawając się tym, co było tak dokładnie znajome, i odkrywając wszystko to, co zmieniło się od czasu jego wyjazdu.
Przechodząc wzdłuż sklepików przyozdobionych świątecznymi dekoracjami nie mógł więc powstrzymać uśmiechu wślizgującego się na jego wargi. Od czasu do czasu rzucał krótkie spojrzenia w stronę kroczącej u jego boku Maeve, podobnie jak on sam obładowanej torbami pełnymi prezentów, wciąż nie mogąc uwierzyć, że po tylu latach ich kontakt przestanie ograniczać się jedynie do wymiany listów. W dzieciństwie byli przecież nierozłączni, ich dwójka oraz Caleb, najstarszy z rodzeństwa, tworzyli wyjątkowo zgrany zespół. Być może nie był to najlepszy czas na wspominanie przeszłości, choć z drugiej strony może właśnie tego tak naprawdę potrzebowali. Chociaż od śmierci Caleba minęło już trochę czasu, rany nie zdążyły się jeszcze do końca zagoić, ich rodzina wciąż pogrążona została w żałobie i jedynym, co mogli uczynić, było wspominanie lepszych czasów, gdy żadne z nich nie było przytłoczone problemami, których nie mogli w prosty sposób rozwiązać.
Jednocześnie każda rozmowa poruszająca temat ich brata sprawiała, że serce Ronana ściskało się boleśnie, a jego umysł nawiedzany był przez wyrzuty sumienia. Nie dało się ukryć tego, jak bardzo Maeve zależało na odkryciu prawdy i fakt, że on sam posiadał fragment, który mógłby rozwiać kilka dręczących ją pytań, nie ułatwiał niczego w ich relacji. Nie było nic dziwnego w tym, że przez lata rozłąki ta uległa pewnej zmianie – oni sami się zmieniali i listy, bez względu na to jak szczegółowe, nie były w stanie wynagrodzić braku rozmów twarzą w twarz i możliwości obserwowania zupełnie nowych osób, którymi powoli się stawali. Nie chciał, by ich relacja budowana była na kłamstwie, ale jednocześnie nie był również gotów by stawić czoło prawdzie. Czy naprawdę mógł być odpowiedzialny za śmierć ich brata? Czy to właśnie on sprowadził na całą rodzinę niewyobrażalny ból?
Zmusił się do odpędzenia tych myśli, chcąc skupić się na tym, co działo się tu i teraz. Ulica Pokątna w okresie przedświątecznym bez wątpienia należała do jednego z jego ulubionych miejsc. Szmer rozmów, kolorowe światła, przyozdobione wystawy i dobywające się z kawiarenek i restauracji zapachy wprowadzały go w wyjątkowo dobry nastrój. Powoli skierowali swoje kroki w stronę jednej z kawiarenek, wchodząc do środka i zajmując wolne miejsca przy jednym ze stolików. Ułożywszy torby na ziemi, Ronan zdjął płaszcz oraz szalik, dmuchając w zmarznięte ręce i po raz kolejny karcąc się w myślach za to, iż zapomniał zabrać ze sobą rękawiczek. Opadł ciężko na fotel, oddychając ciężko ze zmęczenia, jednocześnie posyłając Maeve radosny uśmiech.
- Jestem wykończony – powiedział, rozglądając się wokoło po pozostałych klientach – Bez względu na to, jak bardzo uwielbiam święta, zakupy nigdy nie będą moją ulubioną czynnością – zaśmiał się krótko, upijając łyk gorącej czekolady, która właśnie została postawiona przed nim na stoliku. Być może dobrze się złożyło, iż zbliżały się święta. Rodzina Clearwater z pewnością potrzebowała okazji, by zapomnieć o bólu i skupić się na tym, co przynosi uśmiech na ich twarze.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Kącik kawiarniany [odnośnik]02.06.19 15:51
To było dziwne uczucie, móc przemierzać Pokątną ramię w ramię z obładowanym torbami Ronanem; nie pamiętała, kiedy ostatnio mieli okazję, by spędzić ze sobą więcej czasu, nie mówiąc już o okazji do swobodnej rozmowy. Z jednej strony, była mu wdzięczna za decyzję o powrocie do Londynu. Straciła jednego brata, lecz odzyskała drugiego, który miał ją wesprzeć w dotarciu do prawdy oraz podtrzymywaniu pogrążonych w żałobie rodziców na duchu. Oburzała się na tę myśl, na mimowolne szukanie pozytywów w śmierci Caleba, wiedziała jednak, że Ronan nie wróciłby do kraju, gdyby nie tragedia, która położyła się cieniem na całej ich rodzinie. Czy miała prawo cieszyć się, gdy zabójca ich brata wciąż przebywał na wolności? Z drugiej strony, zapomniała już, jak to jest rozmawiać z nim twarzą w twarz, nie zaś wymieniać długie, wylewne listy. Mimo woli obawiała się tej chwili, gdy ruszą na przedświąteczne zakupy, zaczną rozmawiać, a ona nie będzie już mogła chować się za pergaminami i ubierać swych uczuć w piękne, zwodnicze słowa. Nie okłamywała go, nigdy by się na to nie zdecydowała - po prostu nie mówiła mu całej prawdy. I nie chciała, by wyszła ona na jaw przez zmarszczone w grymasie bólu brwi czy krzywy uśmiech. Była w rozsypce, coraz częściej wydawało jej się, że nie powinna mieszkać sama, że jest samotna wśród tłumu i nie ma już siły na tę złość, która pojawiła się wraz z wiadomością o odejściu najstarszego z ich trójki. Nienawiść zżerała ją od środka, wypaczała wszelkie uczucia i nawet te pozytywne, jak chociażby opiekuńczość, przekuwała w ich niebezpieczne ekstrema. Nie chciała jednak zadręczać tym Ronana, by znów nie uciekł, nie oddalił się, nie wrócił do Rumunii, dlatego milczała. Milczała również dlatego, gdyż nie wiedziała, jak ubrać swoją dolegliwość w słowa. Święta zbliżały się wielkimi krokami; wbrew szalejącej nad Anglią burzy, która po czasie przemieniła się w uciążliwą śnieżycę, życie płynęło dalej. Czas nie zatrzymał się wraz z tą oburzającą zbrodnią, która odebrała im Caleba, zaś ona - oni - musieli nauczyć się trwać na nowo.
Posłusznie podążała za górującym nad nią bratem wzdłuż Pokątnej, bezwiednie przenosząc wzrok między kolejnymi witrynami sklepowymi; wisiały w nich iglaste wieńce, jemioła czy błyszczące, zachęcające do zakupów slogany. Oni jednak mieli to już za sobą, przytulali do siebie torby pełne prezentów, słodyczy i innych niezbędnych rzeczy, o które poprosiła ich mama. Mimo nie najlepszej pogody ulicę wypełniały tłumy. Przez chwilę można było zapomnieć o niedawnym wiecu w Stonehenge i objawieniu się tego, który kazał nazywać się lordem Voldemortem. Dzieciaki kręciły się pod nogami, ich rodzice próbowali za nimi nadążyć, dookoła panował gwar i zamęt, mimo to widok różnokolorowych lampek, zapach wypieków czy obecność brata sprawiały, że spacer ten sprawił jej pewną przyjemność. Musiała jednak poświęcić część energii na to, by nie zgubić się wśród natłoku czarodziejów i nie dać oddzielić się od uśmiechającego się co jakiś czas smokologa. Z ulgą podążyła jego śladem ku Czerwonemu Imbrykowi, by odpocząć chwilę, nim ruszą w drogę powrotną; bolały ją nogi, łudziła się też, że we wnętrzu kawiarni będzie nieco ciszej. Oznaczało to jednak, że będą mieli czas i okazję do dialogu, co napawało ją niemałym lękiem. Czy wciąż umiała z nim rozmawiać?
Ostrożnie odstawiła torby na podłogę i powoli pozbyła się szczelnie owiniętego wokół szyi szalika, wodząc dookoła nieco nieobecnym wzrokiem; nie rozróżniała twarzy kolejnych klientów, myślami była zupełnie gdzieś indziej. Następnie pozbyła się oprószonych śniegiem płaszcza i beretu, by umieścić je na stojącym nieopodal wieszaku. Sapnęła cicho, gdy opadła w końcu na wolny fotel na przeciwko brata; miał rację, maraton po zatłoczonych sklepach był naprawdę męczący.
- Ja również, ale najważniejsze, że udało nam się znaleźć wszystko, co mieliśmy kupić i nie musimy już tam wracać - odpowiedziała cicho, mimowolnie wyginając usta w uśmiechu, choć nie tak radosnym, jak ten brata. Czasem zastanawiała się, jak on to robi. Nie poddaje się, nie pogrąża w rozpaczy. Choć może tylko krył się ze swoimi prawdziwymi uczuciami? Nie wiedziała. Musieli spędzić ze sobą więcej czasu, by znów mogła bezbłędnie odczytywać jego gesty i mimikę twarzy, zajrzeć do jego głowy bez używania legilimencji. - Powinniśmy dzisiaj załatwić coś jeszcze? I czy masz dzisiaj cały dzień wolny, czy musisz jeszcze wrócić do rezerwatu? - kontynuowała, nie chcąc dopuścić do tego, by zapadła chwila ciszy. Wpatrywała się w niego z uwagą, próbując zamaskować zaniepokojenie i niechęć, którą odczuwała względem obecnego miejsca pracy brata. Nie rozumiała, dlaczego postanowił pracować dla Rosierów, tych samych, którzy otwarcie poparli lorda Voldemorta. Nie chciała jednak robić mu wyrzutów czy próbować nakłonić go do ponownego rozważenia tej decyzji, przynajmniej nie teraz.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Kącik kawiarniany [odnośnik]04.06.19 21:46
Nie skłamałby mówiąc, że powrót do domu napawał go pewnym lękiem. Na pozór mogłoby przecież wydawać się, że powinien cieszyć się z możliwości bycia blisko rodziny, z okazji do spędzenia w ich towarzystwie odrobiny więcej czasu, niż miał okazję przez ostatnie lata. Z drugiej jednak strony, Ronan dobrze wiedział, że przez te lata jego nieobecności każdy z nich się zmienił. Stali się zupełnie nowymi ludźmi, i w pewien sposób musieli na nowo nauczyć się porozumiewać ze sobą. Chociaż wierzył, że łączące ich blisko więzi, szczególne jego i Maeve, wciąż pomiędzy nimi istniały, jego uwadze nie umknął fakt, iż wszystko wyglądało odrobinę inaczej. Rozmowy twarzą w twarz były odrobinę cięższe, niż lata temu, gdy spędzali ze sobą niemalże każdą wolną chwilę. Teraz nie umieli wdawać się w długie dyskusje, lawirując między wypowiadanymi słowami i krocząc wokół siebie na palcach, zupełnie tak, jakby istniały tematy, których nie powinni ze sobą poruszać.
Problem stanowiły również sekrety. Ronan wiedział, że sam był temu winien - trzymanie w sobie pewnej tajemnicy zżerało go od środka i musiał naprawdę się wysilać, by nie wyrzucić z siebie dręczących go informacji. Miał jednak wrażenie, że czasem Maeve nie była do końca szczera. Znał swoją siostrę niemalże tak dobrze, jak znał samego siebie, a przynajmniej miał nadzieję, iż przez czas ich rozłąki nie zmieniła się na tyle, by jej typowe zachowania były nie do rozpoznania. Czuł, że było między nimi wiele niewypowiedzianych rzeczy, jednak nie starał się w żaden sposób przyspieszać zwierzeń. Ich serca, złamane rodzinną tragedią, były jeszcze zbyt kruche. Nie zdążyły jeszcze złożyć się w całość, a on nie zamierzał być tym, który zaryzykuje ich roztrzaskanie.
Po części chciał, by wszystko było jak dawniej; tęsknił za możliwością spojrzenia w oczy ukochanej siostry i byciem w stanie powiedzieć dokładnie, o czym myślała. Teraz, jedyne co zauważał to głęboki smutek - bez względu na to, co wypowiadały jej usta czy w jak szerokim uśmiechu wyginały się jej wargi, on widział jedynie cierpienie. Jedyne, czego pragnął, to złagodzić jej ból, zrobić coś, co mogłoby sprawić, że choć na chwilę zaśmieje się szczerze i zapomni o wszelkim źle, które ją spotkało. To wszystko jednak mieli już za sobą - otaczanie się ramionami i głaskanie po włosach, zapewnianie, że poradzą sobie ze wszystkim tym, co los rzuci im pod nogi. Najwyraźniej teraz przyszedł czas, by każde z nich radziło sobie ze swoimi uczuciami w samotności. Chciał jednak, by wiedziała, że zawsze będzie przy niej.
Czasem miał wyrzuty sumienia, głównie przez to, iż nie okazywał swojego bólu w konwencjonalny sposób. Łatwo było mu przybrać na twarz uśmiech, nie zawsze wtedy, gdy był naprawdę szczęśliwy. Nie chciał jednak obciążać wszystkich wokoło swoim smutkiem. Dlatego zagryzał zęby i w towarzystwie najbliższych starał się być tym, który tworzył lżejszą atmosferę. Liczył, że będzie w stanie, chociaż na chwilę, pomóc im zapomnieć o tragediach, smutkach oraz łzach.
Musiał przyznać, że spacerowanie wraz z Maeve po zatłoczonej ulicy było dość surrealistyczne. Nie tylko dlatego, że tak niedawno dzieliły ich od siebie tysiące kilometrów. Anglia ostatnimi czasy targana była dość szokującymi wydarzeniami, które wstrząsnęły całym światem czarodziejów, jednak mimo wszystko obecni na ulicy ludzie zdawali się niewzruszeni wszystkim tym, co działo się wokoło. Zupełnie tak, jakby okres świąt, dopływające do ich uszu melodie śpiewanych kolęd i miękki śnieg zatrzymały na chwilę czas. Wiedział, że ciemne moce nie zwracały uwagi na takie drobnostki, jednak chciał wierzyć, że większość czarodziejów miała w sobie wystarczająco dobra oraz radości, by w nawet najciemniejszych momentach dojrzeć powód do uśmiechu. Chciał, by to samo tyczyło się jego rodziny. Choć cieszył się na świąteczną kolację oraz wymianę prezentów, jednocześnie obawiał się tego, jak to wszystko przebiegnie. Niemalże potrafił wyobrazić sobie puste miejsce przy stole, na którym zazwyczaj siedziałby Caleb - z pełną zastawą, jakby jego matka spodziewała się, że w każdej chwili wpadnie spóźniony przez drzwi, z płatkami śniegu we włosach i uśmiechem na twarzy, przepraszając, że znów zagapił się w czasie. Te święta nie miały być najweselsze, a mimo wszystko Ronan w duchu obiecał sobie, że uczyni wszystko, by jego rodzina spędziła je jak najspokojniej.
- Przynajmniej nie w tej chwili. Jestem pewien, że gdy tylko dostarczymy zakupy mamie, z pewnością przypomni sobie o czymś, o co zapomniała nas poprosić - powiedział, siląc się na jak najlżejszy ton. Być może w przeszłości byłaby to prawda - ich matka już teraz krzątałaby się po kuchni, upewniając się, iż wszystkie potrzebne składniki są gotowe do przygotowania świątecznych potraw. I chociaż teraz zdawała się nie zaniedbywać tradycji, nie było w niej tej samej pogody ducha i ekscytacji, która czyniła ten okres prawdziwie wyjątkowym - Wydaje mi się, że nie - odpowiedział, sięgając do kieszeni i wyjmując z niej ręcznie spisaną listę zakupów. Przebiegł po niej wzrokiem, upewniając się, że każdy punkt został pozytywnie zaznaczony - Nie, nie muszę. Nie chciałem, żeby cokolwiek mnie dzisiaj ograniczało. Właściwie myślałem, że zostanę dzisiaj w domu, zamiast wracać do siebie... - dodał powoli, patrząc uważnie na siostrę. Czuł, że powinien powiedzieć coś więcej - wypełnić ciszę słowami, nie pozwolić, by choć na moment któreś z nich pozwoliło na odpłynięcie myślami zbyt daleko i głęboko do miejsca, z którego nie było powrotu - Powinnaś mnie kiedyś odwiedzić. Myślę, że naprawdę by Ci się spodobało. Oczywiście w żaden sposób nie przypomina to rezerwatu w Rumunii, jednak w dalszym ciągu jest dość imponujący. Gdybyś mogła tylko zobaczyć smoki bawiące się w śniegu! - zaśmiał się krótko, starając się poruszać neutralne oraz lekkie tematy. Podejrzewał, że praca u Rosierów nie jest czymś, co Maeve pochwalała i sam często miał z tego powodu wyrzuty sumienia, jednak póki co nie mógł narzekać na swoich nowych pracodawców. Ponadto zawsze starał się przekładać dobro smoków ponad wszystko inne, i wierzył, że ze swoimi umiejętnościami może uczynić dla nich wiele dobrego.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Kącik kawiarniany [odnośnik]21.06.19 11:36
Odruchowo ujęła szklankę z gorącą czekoladą w obie dłonie, zarówno po to, by je czymś zająć, jak i w celu ogrzania zgrabiałych palców. Nie nawykła do noszenia rękawiczek, przez co skóra stała się przesuszona i nadwrażliwa - nie miała jednak głowy, by przejmować się takimi drobnostkami. Jej myśli stale krążyły między śledztwami prowadzonymi na rzecz ministerstwa magii a tym prywatnym, dotyczącym losu Caleba. Z trudem przychodziło skupienie się na czymkolwiek innym, święta wciąż jawiły się jej jako odrealniona mara senna. Czy powinni je obchodzić? Wszak wciąż pogrążeni byli w żałobie, nie potrafiła zapomnieć o tym dniu, gdy ciało brata złożono w grobie na obrzeżach Londynu, wolała sobie nawet nie wyobrażać, jak czuli się z tym ich rodzice. Śmierć krewniaka zawsze była bolesna, lecz żegnanie własnego dziecka - to brzmiało zbyt abstrakcyjnie, zbyt przerażająco. Czy mieli siłę, żeby je obchodzić...? Była to odmienna kwestia, zaś Maeve nie potrafiła sobie odpowiedzieć na takie pytanie. Wierzyła jednak, że powrót Ronana przyniesie ulgę nie tylko jej, ale i zaszywającym się na obrzeżach miasta rodzicom.
Każda wizyta w domu, w którym się wychowali, przypominała te pełne beztroski chwile, gdy razem bawili się w ogrodzie, wyrywali sobie dziecięce miotełki i nawoływali mamę, by rozstrzygnęła jeden z jakże poważnych sporów - czasy sprzed Hogwartu, rozjazdów i dorosłego życia. Starała się pielęgnować te wspomnienia, a jednocześnie unikać ich jak ognia, przynajmniej ostatnimi czasy. Siedzący przed nią mężczyzna, bo już nie dzieciak, nie podrostek, był częścią tamtego życia, które nigdy nie miało wrócić. Znała go jak nikogo innego, ufała mu, choć lata rozłąki sprawiły, że podchodziła do niego z mimowolną rezerwą. Nie potrafiła zachowywać się naturalnie, nie teraz, gdy próbowała utrzymać nerwy na wodzy, powstrzymać się przed egoistycznym obciążeniem go wszystkim, co zaprzątało jej głowę. O niektórych rzeczach po prostu nie mogła mu powiedzieć, nawet gdyby przełamała się i stłamsiła powstrzymujące ją skrupuły - spotkanie na szkockich wzgórzach wciąż nie dawało jej spokoju, budziło sprzeczne emocje, lecz musiało pozostać ścisłą tajemnicą. Zarówno dla jej dobra, jak i dobra wielu innych czarodziejów.
Atmosfera, jaka panowała na całej Pokątnej, wyraźnie kontrastowała z niepokojami, które dręczyły Anglię od wielu długich miesięcy. Pożary, anomalie, zamachy - przez chwilę można było o tym nie myśleć, gdy spacerowało się od sklepu do sklepu, walczyło o ostatni egzemplarz najnowszej książki poczytnego autora czy uszycie odświętnej szaty jeszcze przed świętami. Jednak gdy świadomość stale czyhającego zagrożenia powracała, ta dążność do spędzenia nadchodzących świąt jak wszystkich poprzednich wydawała się jej tragicznie śmieszna. Co dawało im poczucie, że zamaskowani ekstremiści nie wykorzystają tej sytuacji, przebywających na Pokątnej tłumów, by dać pokaz swej siły i bezwzględności? By przypomnieć, że nadchodzące dni nie muszą oznaczać spokoju? Mimo to siedziała tu, przy witrynie jednej z licznych kawiarenek, i ignorowała swój uzasadniony sceptycyzm, by spróbować spędzić ten czas z Ronanem, dać mu namiastkę normalności, przekonać się, jak potoczy się rozmowa, której tak bardzo się bała.
- Pewnie masz rację - przytaknęła uprzejmie, siląc się na niewielki uśmiech, choć i ona zdawała sobie sprawę z faktu, że mama nie była sobą. Brakowało jej pogody ducha, entuzjazmu, chęci. Nie chciała dać za wygraną i pogrążyć się w rozpaczy, a jednocześnie nie potrafiła zachowywać się tak, jak jeszcze rok temu. Maeve nie miała jej tego za złe, wprost przeciwnie, doskonale rozumiała, skąd się to bierze. Obwiniała siebie - za to, że powinna być lepszym wsparciem, spokojniejszym i cierpliwszym słuchaczem. Dlatego tak bardzo wierzyła w brata, jego nieodłączny uśmiech i ulgę, jaką musiał przynieść jego powrót. Powoli uniosła szklankę do ust, by wziąć pierwszy łyk przyjemnie ciepłej czekolady; śledziła wzrokiem ruchy Ronana, gdy ten sięgał po spisaną na kartce listę zakupów. - Chcesz, żebym ja też została? - zapytała odruchowo, próbując podchwycić jego spojrzenie; odniosła wrażenie, że tego właśnie od niej oczekuje. Możliwe, że chciał spędzić z nią więcej czasu... Albo nie chciał zostawać sam z całkowicie rozbitymi rodzicami. Pokiwała krótko głową, gdy kontynuował swój wywód; cieszyła się, że mówi, że bierze na siebie ciężar podtrzymania rozmowy. Nie zamierzała jednak zrzucać całej odpowiedzialności na jego barki. - Na pewno kiedyś cię odwiedzę, jeśli tylko władze rezerwatu nie będą mieć żadnych obiekcji. Nadal żałuję, że nie wybrałam się do Rumunii, kiedy jeszcze tam pracowałeś, ale wiesz, jak trudno mi się stąd wyrwać. - Niestety, trwające od wielu lat szkolenie i obowiązki wiedźmiego strażnika znacznie ograniczały jej mobilność. Dopóki ministerstwo nie wymagało od niej wyprawy za granicę, nie mogła sobie pozwolić na dłuższe zniknięcie. - Chciałabym zobaczyć to na własne oczy - dodała, przelotnie wyginając usta w niespodziewanie szczerym uśmiechu; taki widok musiał być prawdziwie magiczny, możliwość codziennego, tak bliskiego obcowania ze smokami wciąż jawiła się jej jako coś niezwykłego. - A może nawet narysować. - Przypomniała swą pierwszą i ostatnią wizytę w rezerwacie Rosierów, w trakcie której próbowała dowiedzieć się czegoś o przemycie, a która zakończyła się fiaskiem. Gdyby tylko Ronan ją wtedy widział... Przemienioną w dziennikarkę Proroka, narzucającą się lordowi Yaxleyowi. Na samo wspomnienie poczuła uścisk w dołku, nie chciała jednak tego rozpamiętywać, nie teraz. - Ty też musisz mnie kiedyś odwiedzić - odezwała się po krótkiej chwili, za wszelką cenę wystrzegając się milczenia. - Choć przyznaję, że moje mieszkanie nie kusi równie interesującymi widokami.
Zastanawiała się, co kryje się pod pogodnym obliczem Ronana. Skoro ona nie mówiła mu o pewnych rzeczach, z pewnością i on miał swoje sekrety, które postanowił zachować dla siebie. Jednak tak jak w przypadku tematu pracodawców, tak i teraz nie zamierzała na niego naciskać - nie była w pozycji, by naciskać, choć wrodzona ciekawość podsuwała liczne pytania, które mogłaby mu zadać. Czy nie bał się wracać? Czy nie bał się poglądów Rosierów? I co sądził o samozwańczym Lordzie Voldemorcie? Zachowywała je na później, poruszając zamiast tego tematy lekkie, mało wymagające czy niezbyt przykre.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Kącik kawiarniany [odnośnik]25.10.19 6:39
Annabelle nie tak wyobrażała sobie swoją pracę w wieku dwudziestu pięciu lat. Zatrudniła się jako kelnerka dorywczo, na wakacje, tuż po skończeniu Hogwartu. Miała znaleźć potem lepszą pracę, ale właściciel kawiarni zaproponował jej więcej godzin i podwyżkę... i nawet się nie obejrzała, jak minęło tyle lat. Teraz była już chyba starą panną, miała mało interesującą pracę, a jej jedyną rozrywką było podsłuchiwanie rozmów gości kawiarni.
Oraz zauroczenia.
Kochała się w wielu bywalcach tego miejsca - lordach, cudzoziemcach, kiedyś nawet w młodszym od siebie absolwencie Hogwartu, który pracował z nią na zmianie i zwolnił się zaraz po sezonie letnim (mądry chłopak). Przychodzili, odchodzili, a Annabelle zapominała o nich, gdy przestawali być regularnymi bywalcami kawiarni. Jednak nie zapomniała o Ronanie, o jego ciepłym uśmiechu, o błysku w oku, gdy opowiadał o smokach. Prowadzili tutaj krótkie pogawędki, gdy Clearwater przebywał w Londynie, a kiedyś nawet zaprosił ją na herbatę gdy skończyła zmianę. Poszli jednak tylko na jedną randkę, niedługo potem chłopak zniknął, a Annabelle trawiła w sobie gorycz odrzucenia.
A teraz pojawił się znowu i sprawił, że zapomniała natychmiast o przystojnym Francuzie, który opuścił lokal godzinę temu. Poprawiła blond włosy i podeszła bliżej, podsłuchując jego rozmowę. Znów opowiadał o smokach, ale innej kobiecie. Uśmiechniętej, ładnej brunetce, która chciała go odwiedzić.
Annabelle zacisnęła mocno usta i zareagowała instynktownie. Ciekawość i zraniona niegdyś duma zwyciężyły nad zdrowym rozsądkiem. Sprzątała akurat ze stołu, na którym pozostała niedopita, czarna kawa jednego z klientów. Zgarnęła filiżankę, szybkim krokiem ruszyła w stronę stołu Ronana i udała, że się potyka, po czym wylała zimny już napój prosto na kolana brunetki. Z satysfakcją zobaczyła, że zachlapała również dekolt i kobiety, po czym zaczęła przekonująco przepraszać.
-Najmocniej przepraszam, doprawdy nie wiem, dlaczego tu tak ślisko! - zerknęła przelotnie na Ronana, ale najwyraźniej jej nie rozpoznał. No nic, i tak chciała się skupić na brunetce i dowiedzieć, kim ta ślicznotka jest dla przystojnego łowcy smoków. -Pozwoli pani, że odprowadzę panią do toalety i wszystko wyczyszczę! - anomalie minęły, ale Chłoszczyść i inne zaklęcia i tak wyglądałyby nieco niezręcznie przy reszcie gości. No i w toalecie mogłaby pociągnąć brunetkę za język i dowiedzieć się, kim właściwie jest. Jego dziewczyną? Narzeczoną? Koleżanką, której stara się zaimponować przy herbacie?


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Kącik kawiarniany - Page 12 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kącik kawiarniany [odnośnik]16.11.19 18:37
Nie potrafiła się rozluźnić. Z jednej strony czuła się z nim blisko, z drugiej jednak - długa rozłąka zrobiła swoje, utrudniając prowadzenie swobodnej rozmowy. Żałowała, że nigdy nie odwiedziła go w Rumunii, może wtedy wyglądałoby to inaczej, mniej nienaturalnie... W kółko odrzucała od siebie te myśli, skupiając się na tu i teraz. Najważniejsze, że postanowił wrócić do kraju. Że choć straciła jednego brata, to odzyskała drugiego. Chciała wierzyć w lepszą przyszłość.
Była zbyt zajęta swoimi myślami - a także uważnemu przyglądaniu się Ronanowi - by zauważyć przysłuchującą się ich wymianie zdań Annabelle. Kątem oka widziała ruch, lecz jeszcze więcej ruchu wabiło ją zza okna; Pokątna, wbrew temu, co działo się z Anglią, tętniła życiem. I już otwierała usta, żeby powiedzieć coś jeszcze, odpowiedzieć na zapewnienia o możliwości wizyty w rezerwacie Rosierów, kiedy drgnęła i wydała z siebie niezrozumiały dźwięk, najpewniej wyraz dogłębnego zaskoczenia. Zdziwił ją nie tylko prędkie zbliżenie się kobiety - na szczęście nie uderzyła jej przy tym fatalnym potknięciu - ale i chłodna kawa wylana na dekolt i podołek. - O nie - jęknęła cicho, rozpaczliwie sięgając po wystawione na blacie stoliczka serwetki, wiedziała jednak, że to na nic. Bezmyślnie przyciskając skrawki papieru do ochlapanych ubrań wzniosła wzrok na stojącą przy nich blondynkę, z poruszeniem wsłuchując się w jej tłumaczenia. Tak musiało tu być strasznie ślisko, kto wie dlaczego - może to z powodu naniesionego przez gości śniegu? - Nic się nie stało, to nie pani wina - odpowiedziała grzecznie, nie przypuszczając nawet, że Annabelle działała z premedytacją. Że doskonale wiedziała, co robi i ktoś powinien przemówić jej do rozsądku. - Ja... Och, w porządku. Niedługo wrócę, dobrze? - zwróciła się to do niej, to do brata, nie rozumiejąc, co oznacza wyraz jego twarzy. Zanim cokolwiek odpowiedział, żwawym krokiem ruszyła śladem kelnerki w kierunku toalety, próbując zasłaniać powstałe na materiały ciemne plamy z kawy. Wyglądało jednak na to, że goście Czerwonego Imbryka nie poświęcali im większej uwagi, zbyt zajęci własnymi sprawami, listami świątecznych zakupów, upominkami do zakupienia.
Westchnęła głośno i boleśnie, gdy tylko drzwi łazienki się za nimi zamknęły. To nie powinno potrwać zbyt długo. Nie wiedziała, dlaczego ten wypadek tak ją poruszył.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Kącik kawiarniany [odnośnik]27.11.19 3:54
Zauważyła, że brunetka wyglądała na bardzo poruszoną tym "wypadkiem" - może oblała jej ulubione ubranie, albo skompromitowała ją na oczach Ronana? Zdusiła w sobie jednak wyrzuty sumienia. Ubranie zaraz się wyczyści, a jeśli chodzi o kompromitację to... nie było czego żałować, ot co!
-Spokojnie, zaraz sobie ze wszystkim poradzimy. - zapewniła łagodnie, prowadząc dziewczynę do toalety. Zamknęła drzwi, chcąc poradzić sobie przede wszystkim z własnym złamanym sercem.
Ale najpierw konkrety.
-Chłoszczyść! - zaklęcie sprawnie usunęło plamy kawy, a materiał znów wyglądał świeżo i czysto. Annabelle zagradzała jednak wyjście z toalety, więc wbiła w Maeve natarczywy wzrok, zanim ta zdążyła uciec.
-W ramach przeprosin oferuję państwu jeszcze jeden imbryczek herbaty, na koszt kawiarni! - zaoferowała z przylepionym do twarzy uśmiechem. Była gotowa poświęcić dzisiejsze napiwki w imię odpowiedzi.
-Bo zdążycie wypić jeszcze jeden imbryczek, prawda? - upewniła się z fałszywą troską. -Pamiętam pana Ronana, był u nas niegdyś stałym klientem, a potem zniknął! - dlaczego, dlaczego, dlaczego? Poszedł do konkurencyjnej kawiarni? Czy to brunetka zaciągnęła go do Czerwonego Imbryka? Ale jej przecież nigdy tutaj nie widziała. Może była jakąś wieśniaczką z Walii, a szarmancki Ronan chciał jej pokazać modne miejsca?
-Długo się państwo znacie? - spytała Annabelle najbardziej naiwnie i niewinnie jak umiała. Ze wszystkich sił starała się nie okazywać zazdrości ani nadmiernego wścibstwa, choć ciekawość trawiła jej trzewia. Sama nie wiedziała, dlaczego powrót przystojnego łowcy smoków tak ją poruszył. Był miły i przystojny, ale flirtowała przecież z wieloma ciekawymi klientami tej kawiarni, współpracownikami, a nawet z własnym szefem. Może to konkurencja podziałała na nią jak płachta na byka, a sam Ronan był nieistotny? Jej w końcu nigdy nikt nie zapraszał do rezerwatu smoków, a - co tu dużo mówić - nieskromnie uważała, że miała lepsze warunki niż ta drobna brunetka. Kim była, że tak swobodnie i wręcz nonszalancko podchodziła do perspektywy zobaczenia rezerwatu Rosierów? Jakie były jej własne perspektywy i doświadczenia? Z pewnością bardziej interesujące, niż monotonna praca kalnerki - czyli Ronan wolał światowe kobiety?


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Kącik kawiarniany - Page 12 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kącik kawiarniany [odnośnik]02.12.19 20:17
Przykładała do tego większą wagę niż powinna. Ostatnimi czasu była zbyt podatna na takie drobne nieprzyjemności, a już zwłaszcza w chwilach, gdy schodziła ze służby, przestawała być wiedźmią strażniczką, a zamieniała się w pogrążoną w żałobie, sfrustrowaną i samotną czarownicę. Robiła co mogła, by poradzić sobie z tą niecodzienną sytuacją, by być wsparciem dla rodziców i powracającego do kraju brata, lecz te usilne starania sprawiały, że kiedy nie patrzyli pozwalała sobie na więcej. Więcej smutku, złości, otępienia... Teraz jednak nie mogła pozwolić sobie na taką swobodę. Skrzywiła się, gdy nieznajoma sięgnęła po różdżkę; anomalie wciąż dręczyły ich swoją destrukcyjną obecnością, nie podobał jej się ten pomysł, lecz niewątpliwie skorzystanie z zaklęcia było najnaturalniejsze, najprostsze i najwygodniejsze. Odetchnęła z ulgą dopiero w chwili, gdy plamy po kawie zniknęły, a nic w ich najbliższym otoczeniu nie wybuchło. Lecz zaraz po tym kelnerka zaczęła trajkotać jak katarynka - panna Clearwater miała jednak problem z określeniem, czy jej gadulstwo było wynikiem stresu, czy może raczej cechą charakterystyczną dla pracownicy Imbryka. - Dziękuję, jednak nie wiem, czy damy radę... - urwała, rozmówczyni nie czekała na jej odpowiedź, zbyt zajęta formułowaniem kolejnego zdania. - Doprawdy? - odpowiedziała tylko, siląc się na uprzejmy uśmiech, mimowolnie poprawiając fałdy doprowadzonej do porządku spódnicy. Nie miała bladego pojęcia, czy Ronan był ich stałym klientem, czy nie, jednak o jego zniknięciu wiedziała aż za dobrze. I wcale jej się ten temat nie podobał. Wolała skupiać się na tu i teraz, na tym, że w końcu wrócił. Dopiero kolejne pytanie, choć zadane niewinnym tonem głosu, przelało czarę goryczy. Nie chodziło o sposób, lecz o to, co stanowiło obiekt jej zainteresowania. Czy długo się znają...? - A co pani do tego? - odezwała się po krótkiej chwili milczenia; była zbyt zdziwiona, by zareagować od razu, jednak nie zamierzała tego tak zostawić. Już nie siliła się na uprzejmość. Nie przybierała na usta bladych uśmiechów, nie spoglądała na rozmówczynię z mieszaniną skrępowania i tłumionego poddenerwowania. Pozwoliła, by emocje wzięły górę. - Nasza relacja z panem Ronanem jest tylko i wyłącznie naszą sprawą - oświadczyła lodowato, czerpiąc swego rodzaju satysfakcję z przesycania głosek wyniosłością i niechęcią. Co ona sobie wyobrażała? I czego chciała od jej brata? Wścibska, perfidna... - Radziłabym również, by skupiła się pani na na nieoblewaniu klientów zimną kawą, nie zaś na ich życiu prywatnym. Wtedy może nie tracilibyście stałych klientów. A teraz wybaczy pani, ale... na nas przyszła już pora - zakończyła szybko, zbyt szybko, po czym nie czekając na odpowiedź, która musiała przecież paść, obróciła się na pięcie i skierowała w stronę stoliczka, przy którym czekał na nią brat. Była zbyt zła, by zastanowić się, jak bardzo przesadna i niesprawiedliwa była jej reakcja; czas na wyrzuty sumienia przyjdzie później.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Kącik kawiarniany [odnośnik]02.12.19 20:50
Kto by się spodziewał, że nowa dziewczyna pana Ronana jest taka...nerwowa, i w dodatku z powodu takiej błahostki! Przecież wyczyściła jej spódnicę, o co tyle zachodu?
Annabelle wydawała się mądra i sprytna - samej sobie. Myślała, że jej rozlanie herbaty wyglądało na przypadkowe i że jej pytanie o znajomość z Ronanem jest wyjątkowo dyskretne. Nie wiedziała jednak, że nie ma do czynienia z pierwszą lepszą sekretarką, a z członkinią wiedźmiej straży, która przejrzy jej kłamstwo. Najwyraźniej Maeve nie przejrzała tylko jej motywu. O ileż prościej byłoby przedstawić się kelnerce jako siostra i stłumić tym samym przejawy jej irracjonalnej radości! Świadomość, że oblała kawą niewinną siostrę Ronana, byłaby dla Annabelle równie dokuczliwa, jak zimna tyrada Maeve. A nawet bardziej zawstydzająca, bo nie pozwoliłaby jej obwiniać za nic dziewczynę i zmusiła do wzięcia winy na siebie. Maeve zdecydowała się jednak pozostać enigmą i zarzucić kelnerkę gniewnymi słowami. Tym samym, Annabelle doszła do błyskotliwego wniosku, że ma do czynienia z nieuprzejmą i zimną kobietą, niegodną towarzystwa serdecznego pana Ronana! Co za... co za... dziwna dziewczyna! Cóż on w niej widzi?
-Nie wiem, o czym pani mówi. - zmarszczyła brwi, brnąc w zaparte. -Przykro mi, że wizyta w Czerwonym Imbryku nie spełniła pani oczekiwań i mam nadzieję, że da nam pani kolejną szansę. - wyrecytowała, z przylepionym do twarzy sztucznym uśmiechem. Może i była zazdrosną i plotkarską dziewczyną, której największą rozrywką było wtykanie nosa w życie prywatne klientów kawiarni. Ale była również profesjonalistką i nie chciała podpaść swojemu szefowi. Całkiem szczerze, nie chciała też narazić reputacji Imbryka. Pracowała tutaj już tyle lat, że kawiarnia stała się jej drugim domem!
-Przepraszam...? - zawołała niepewnie do pleców oddalającej się Maeve, a potem spuściła głowę i zacisnęła piąstki. Co za okropny dzień! Odkąd zobaczyła Ronana, jej humor pogarszał się z minuty na minutę. Może to znak, by dać sobie z nim spokój?
Wzruszyła ramionami i udała się na zaplecze, gniewna niczym chmura gradowa. Jeśli Maeve kiedykolwiek wróci tutaj na herbatę podczas zmiany Annabelle, to może być pewna, że ktoś napluje jej do filiżanki.

/zt


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Kącik kawiarniany - Page 12 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kącik kawiarniany [odnośnik]12.12.19 19:37
Opuszczała łazienkę wzburzona, od nadmiaru emocji głowa zaczęła pulsować jej tępym bólem. Mimo to nie żałowała tego, w jaki sposób zareagowała na podejrzanie wścibskie pytanie kelnerki - bo niby dlaczego interesowała się Ronanem? Dlaczego wciąż go pamiętała, chociaż przestał być ich stałym klientem lata temu? Nie wierzyła już, by oblanie jej kawą było jedynie nieszczęśliwym przypadkiem, winą śliskiej posadzki. Bezimienna pracownica Imbryka zachowywała się dziwnie, żeby nie powiedzieć bezczelnie i ktoś powinien jej to uświadomić. Nie sądziła, by wybuch przypadkowo spotkanej klientki miał cokolwiek zmienić - to było za mało. Może powinnam poprosić o pomoc Ronana?, pomyślała ze złością, złośliwością, prędko odnajdując go wzrokiem. Wciąż siedział przy tym samym stoliczku, przy którym go zostawiła, zaś wyraz jego twarzy niewiele się zmienił. Wyglądał, jak gdyby nagłe pojawienie się Annabelle było dla niego równie wielkim zaskoczeniem, co i dla samej Maeve.
- Ja... chciałabym już stąd iść. Dobrze? - odezwała się od razu, kiedy tylko podeszła bliżej. Nie siadała nawet na zajmowanym wcześniej miejscu, nie spoglądała ku ledwie co nadpitej czekoladzie, zamiast tego próbowała podchwycić spojrzenie Ronana. Choć próbowała ukrywać emocje, choć nie chciała, by odczuwany w tej chwili gniew negatywnie wpłynął na ich spotkanie, to nie potrafiła zapanować nad nim w pełni. - Dokończymy tę rozmowę - dopowiedziała po krótkiej chwili, obiecując tym samym, że nie urwą w tym momencie, że nie uciekała przecież od rozpoczętych tematów. Nie czekając na jego reakcję odszukała swój płaszcz, próbując udawać, że nie widzi przemykającej w stronę zaplecza kelnerki. Bezzwłocznie sięgnęła po torbę, następnie po część przyniesionych ze sobą zakupów. W jej ruchach czaiła się nerwowość, daleko im było do naturalności i swobody. Co oni sobie myśleli, kiedy wybierali to miejsce? Czy raczej co on sobie myślał, kiedy przekraczał próg kawiarni? Zapomniał już o zazdrośnicy Annabelle, czy może raczej zakładał, że dawno przestała roznosić kawy zmęczonym zakupami czarodziejom? Nie, nie chciała wiedzieć.
Posłała mu ostatnie spłoszone spojrzenie, po czym skierowała się ku wyjściu, mając nadzieję, że brat pozostawił na blacie stolika należność za ich zamówienie.

| zt <3


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Kącik kawiarniany [odnośnik]24.01.20 21:34
10 Marca 1957 roku

Panna Burroughs uwielbiała perfekcję i wszystko, co było z nią związane. Z pewnością można było stwierdzić, że ma na tym punkcie istną obsesję - opuszczając dom pilnowała aby jej fryzura i delikatny makijaż prezentowały się idealnie, cichy były czyste, dopasowane i wyprasowane. Wszystkie czynności chciała wykonywać z jak największą dokładnością i starannością. Nikogo nie powinien więc dziwić fakt, że dbała również o podarki, jakie miała wręczać (mimo iż czasem, posiadała wielki problem z wybraniem odpowiedniego upominku).
Kwiecień był miesiącem odznaczającym się dużą ilością urodzin osób z jej najbliższego otoczenia i mimo iż do kwietnia pozostało jeszcze wiele dni, Frances miała już dokładnie zaplanowane co i komu wręczy. Natchnienie co do dwóch, najważniejszych prezentów pojawiło się w niej podczas czytania mało istotnego artykułu na łamach "Czarownicy" którego szczerze mówiąc, już nie pamiętała. W tym wszystkim jednak potrzebowała pomocy kogoś, z odpowiednią wiedzą; doświadczonego i potrafiącego wytworzyć piękne przedmioty, które miały wytrwać długie lata, może nawet i dekady przypominając właścicielowi o nadawcy prezentów.
I tak wylądowała tutaj.
Mimo zapewnień wuja (który z racji podejrzanych znajomości i jeszcze bardziej podejrzanych interesów) Frances nie była pewna czego, ani tym bardziej kogo powinna się spodziewać. Zwykle wszystkie sprawunki załatwiała stacjonarnie. W fizycznych, sprawdzonych sklepach bądź z osobami, które znała już wcześniej. Nigdy wcześniej nie przyszło jej umówić się na spotkanie z kimś, kogo nie znała; kimś kto jawił się jedynie jako imię i nazwisko, nie powiązane z żadną twarzą czy odczuciami. W tym wszystkim miała nadzieję, że tajemnicza kobieta dzieląca z nią inicjały w niczym nie przypomina standardowych znajomości wuja. Niczym dziwną mantrę dziewczyna powtarzała sobie, że nic jej nie grozi, a nieznana jubilerka nie jest zagrożeniem.
Czerwony Imbryk zdawał się być miejscem idealnym na takie spotkanie: na tyle kameralny i spokojny, abym można było spokojnie porozmawiać oraz na tyle zatłoczony, by w razie jakiegokolwiek, złego dla niej obrotu spraw, nie pozostawała sama na pastwę losu. Ta świadomość dolewała pewności do zajęczego serca blondynki, która w herbaciarni pojawiła się już piętnaście minut przed umówioną godziną spotkania. Nigdy nie lubiła się spóźniać a fakt, że mogła wyjść dziś wcześniej z pracy jedynie działał na jej korzyść. Roztaczając wokół siebie przyjemną woń lawendy, mięty i fiołków młoda czarownica rozejrzała się po kawiarence, by w końcu zająć miejsce przy jednym ze stolików. Tym, ustawionym trochę z boku; przy oknie, co zezwalało na spokojne obserwowanie rytmu, jakim żyła Ulica Pokątna.
Beżowy płaszczyk został przewieszony przez oparcie wysokiego, wygodnego fotela a z książka, mająca być znakiem rozpoznawczym wylądowała na brzegu stolika. Cóż, Frances nie posiadała wielkiej wprawy w takich spotkaniach, naczytała się jednak o szpiegowskich spotkaniach w książkach przygodowych i sposób identyfikacji sam wcisnął się w jej umysł. Nie czekając na towarzyszkę, zamówiła zieloną herbatę z dodatkiem jaśminu oraz kawałek ciasta, wyjątkowo zachwalany przez sympatyczną, starszą kelnerkę. Blondynka założyła nogę na nogę, palcami prostując materiał dłuższej spódnicy na jej udzie. Szaroniebieskie spojrzenie niemal odruchowo powędrowało w kierunku dużego okna, by zatracić się w beznamiętnym obserwowaniu przechodniów. Dla zabicia czasu, blondynka zgadywała czym się zajmują, bądź snuła domyślania, czy któraś z panien przechodzących koło kawiarni może być tą osobą, z którą była umówiona.



Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kącik kawiarniany [odnośnik]26.01.20 20:05
Francesca nie dzieliła podobnych obaw, co panna Burroughs, a po krótkiej listownej korespondencji nie zastanawiała się ani nad nieznaną dziewczyną ani na sposobie, w jaki dowiedziała się o jej zdolnościach jubilerskich. Widniejąca w kalendarzu jako data, godzina, miejsce i imię nieznajoma była niczym więcej niż kolejnym zleceniem, które miało przynieść jej zysk i wypełnić czas spędzany tutaj, w Anglii, gdy akurat nie podróżowała – a tego ostatnimi dniami miała aż nadto. Kiedy jednak kierowała się do wyznaczonej kawiarni z zaskoczeniem musiała przyznać, że mimo tak niedalekiej odległości dzielącej Pokątną od jej mieszkania, nigdy nie zagłębiała się w miejsca, które mogła tu odnaleźć – poza tymi, które poznała przed każdym kolejnym rokiem nauki w Hogwarcie i tymi, które były przydatne w jej pracy. Będąc przekonana, że w parzeniu dobrej kawy byli jednie Włosi a herbat jako naród nie uznawali, skrzętnie omijała wszelkiego rodzaju kawiarnie i bary, poza Wenus, którą częściowo zarządzała jej siostra. Drugą kwestią, która zaprzątnęła na moment jej głowę był wygląd osoby, z którą miała się spotkać. Jedynym czego była pewna była jej płeć i dziwne przekonanie, że trafiła na kolejną niesamowicie ułożoną osobę – ale nie spodziewała się jak bardzo.
Kiedy tylko przekroczyła próg kawiarni a spojrzenie zielonkawych tęczówek w miarę szybko odszukał człowieka, z którym miała się spotkać, niewidzialne ręce w wyobraźni właśnie przyklaskiwały na znak uznania, że jej wyobrażenie okazało się przynajmniej częściowo trafne. Wyginając pomalowane czerwoną pomadką usta w lekki uśmiech, powolnym krokiem pokonała dzielącą je odległość licząc, że stukot niewysokich obcasów wystarczająco ściągnął uwagę blondynki na ziemię.
Frances? – przywitała się, przesuwając wzrokiem po leżącej na stole książce. Rzeczywiście, tak jak wspomniała, zabrała obiecany w liście tomik baśni, chociaż Włoszka uznała to za żart, którego w gruncie rzeczy nie zrozumiała. Ale potrafiła docenić w pewnym sensie to zaskakujące zamiłowanie do opowieści szpiegowskich i sposobów na rozpoznanie się bez problemów. Nie poświęcając jednak więcej uwagi na baśnie niż należało, rozpięła guziki ciemnozielonego płaszcza i kiedy tylko przewiesiła go przez oparcie, zajęła miejsce naprzeciwko. Darowała sobie również wszelkie grzeczności; przedstawiły się w sobie w liście.
Przyznam, że jestem ciekawa skąd się o mnie dowiedziałaś – powiedziała następnie i nie spuszczając nienachalnego wzroku z twarzy swojego towarzyszki, oczekiwała odpowiedzi. W końcu sława ją wyprzedzała i tylko głupiec nie byłby ciekawy kto, skąd i dlaczego. A już na pewno nie ona. Oczekując na odpowiedź, w duchu uznała, że były przeciwieństwami. Nieznajoma – blondynka z porcelanową cerą, w jasnych kolorach w teorii wskazujących na czystość, niewinność, z nienagannymi manierami, jak podejrzewała; ona – ciemnowłosa o wyrazistej, egzotycznej włoskiej urodzie, której nie chowała a wręcz przeciwnie, podkreślała na każdy możliwy sposób. W tym przypadku był to ubiór. Nie tylko ona, ale i Giovanna, ubierała się zupełnie inaczej niż napotykane na ulicy dziewczęta i różnica nie dotyczyła jedynie jakości materiałów zwożonych z daleka; w tym przypadku, wprawne oko było w stanie dostrzec długie spodnie – co samo w sobie było kontrowersyjne – w typie palazzo, które na pierwszy rzut wyglądały jak zwykła spódnica.


My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me


Francesca Borgia
Zawód : handlarz, jubiler
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I was born to run
I don't belong to anyone
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091
Re: Kącik kawiarniany [odnośnik]27.01.20 0:44
Blondynka widząc zmierzającą w jej kierunku kobietę, ostrożnie wstała z miejsca, by należycie się z nią przywitać. W końcu, nie wypadało witać kogoś, jednocześnie cały czas siedząc przy stole. Panna Burroughs przywiązywała bardzo dużą uwagę do tego, jak była postrzegana nie tylko przez osoby trzecie, ale i te bliskie jej sercu. Nie było osoby, przed którą nie chowałaby się za swoimi maskami, w jej pojęciu gwarantując sobie bezpieczeństwo.
Szaroniebieskie spojrzenie powiodło po sylwetce kobiety. Och, to z pewnością była ona! Pani Borgia w oczach blondynki była idealnym uosobieniem podróżującej kobiety sukcesu ( a za kobietę sukcesu panna Burroughs uważała każdą kobietę, prowadzącą własny interes zwłaszcza w zmaskulinizowanej gałęzi biznesu). Piękna, pewna siebie, sprawiająca wrażenie osoby która sięga po to, czego chce… Zupełna przeciwność tchórzliwej, trochę zahukanej dziewczyny która zawsze zmuszona była do przekładania dobra swojej matki i rodzeństwa wysoko ponad własne potrzeby i tęsknoty serca.
Strój kobiety również przykuł uwagę blondyneczki, była jednak zbyt nieśmiała aby zacząć wypytywać o jakże cudowną spódnicę… A może jednak spodnie? Och, panna Burroughs z wielką chęcią by coś takiego uszyła!
- Tak, Frances Burroughs. Miło mi Panią poznać. - Miękko przywitała się z jubilerką. Och, odczuwała delikatne oznaki zdenerwowania, głównie przez fakt, iż przechodziła przez tę sytuację poraz pierwszy. Mimo to, trzymała formę malinowe wargi układając w ciepły, przyjazny uśmiech kryjący wszelkie, ciężkie do zauważenia oznaki nerwów.
Dziewczyna ponownie zajęła swoje miejsce, założyła noge na nogę i uniosła filiżankę z herbatą do ust, by upić z niej dwa łyki stygnącej już herbaty.
- Tak sądziłam, że o to spytasz. - Zwróciła się do kobiety, czując że może odejść od oficjalnych, sztywnych formułek. Blondynka odstawiła filiżankę, by delikatnie nachylić się nad stolikiem tworząc iluzję konfidencjonalności. - Mój wuj prowadzi własny interes w dokach, co sprawia, że codziennie poznaje bardzo wiele osób. Jakiś czas temu, jeden z marynarzy który ponoć pływa z Tobą w rejsy opowiedział mu o Twoich zdolnościach, nawet podał mu dane, dzięki którym można się z Tobą skontaktować. - Kolejny, elikatny uśmiech powędrował w kierunku kobiety. O tym, że interesy wuja nie były do końca legalne a zdobywanie informacji było dla niego chlebem powszednim wolała przemilczeć. I nigdy o nich nie wspominać, starając się wyprzeć to ze swojej świadomości.
- Gdy przyszedł mi do głowy pomysł na prezenty dla rodzeństwa, najpierw poszłam do sklepu na Pokątnej, ale tam prowadzą jedynie sprzedaż biżuterii. Zwróciłam się więc do wuja. On przypomniał sobie o tym, że słyszał o Tobie, podał mi namiary… Ot, prosty przypadek i zbiegi okoliczności. - Zakończyła opowiastkę wychodząc z założenia, że Borgia ma jak największe prawo, aby wiedzieć w jaki sposób uzyskała jej dane kontaktowe. Ona na jej miejscu z pewnością chciałaby poznać te informacje… Chociażby wyciągnąć z niego wnioski. Frances nie była głupia i doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że ktoś rzucający Twoimi danymi na prawo i lewo, może ściągnąć naprawdę poważne problemy. Filiżanka z herbatą ponownie powędrowała do ust panny Buroughs.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kącik kawiarniany [odnośnik]02.02.20 18:51
Borgia zdziwiła się, chociaż nie dała tego po sobie poznać. Zwykle była traktowana w dokach jako konkurencja, intruz, kobieta, która mogła przynieść pecha i kobieta, której w ogóle nie powinno tam być, zwłaszcza piastując pozycję osoby zarządzającej flagowym statkiem swojej rodziny, lecz sława zdawała się ją wyprzedzać, pokazując potencjalnych sprzymierzeńców. Nie spodobało się jej jednak to, że jeden z jej ludzi rozdawał jej dane obcym osobom; mimo ekstrawaganckiego charakteru i specyficznego podejścia do życia ceniła sobie prywatność oraz obracanie się w małych, zaufanych kręgach, które dobierała sobie sama według własnych kryteriów – chociaż mogła teraz przymknąć na to oko, wiedziała, że gdy tylko spotka się z załogą, będzie musiała naprostować pewne kwestie. Słuchając uważnie blondynki, przytakiwała i uśmiechnęła się na koniec ledwo zauważalnie.
Nie wierzę w przypadki – powiedziała spokojnie, ale bez złych intencji i liczyła, że Frances nie odbierze jej słów w ten sposób. Sama zresztą zdziwiła się, że pierwszą osobą, która odezwała się do niej z szeptanych rekomendacji była dziewczyna o imieniu podobnym do jej; większe zdziwienie budził w niej jeszcze fakt, że człowiek, który współpracował z jej siostrą również nosił męską odmianę jej imienia i do tej pory nie znalazła żadnego racjonalnego wyjaśnienia dla tego że wcześniej nie napotkała innej Francesci ani Francesco. Nie doszukiwała się w tym jednak żadnego podstępu i zrządzenia losu. – Ale doceniam to, że się ze mną skontaktowałaś; trafiłaś na właściwą osobę – dodała i wreszcie w żartobliwym geście dygnęła usłużnie. Chociaż nie znała siedzącej naprzeciwko dziewczyny i potrzebowała jeszcze chwilę na rozgryzienie jej charakteru, nie zamierzała stracić potencjalnego kupca. Wiedziała jednak, że miała specyficzny charakter, który przysparzał jej wielu wrogów, ale czarownica zyskiwała przy bliższym poznaniu; sobie z kolei powtarzała od lat, że to dzięki temu wyróżnia się spośród pozostałych kobiet i traktowała jako niepisaną zaletę. A ci, którzy uciekali, cóż, wiele tracili. W jej mniemaniu, oczywiście.
W takim razie powiedz mi proszę jaki masz pomysł; zobaczymy czy będę w stanie ci pomóc – nim się zorientowała, przejęła zdolność do szybkiego przechodzenia do konkretów bez zbędnych gadek od ludzi, w których towarzystwie przebywała, ale po jakimś czasie przestała uważać to za coś złego; nawet nie wiedziała ile cennego czasu zachowywała. W międzyczasie zamówiła czarną kawę, do której smaku i sposobu parzenia nie potrafiła się przyzwyczaić, i wyjęła z torby notes.
Jeśli dobrze pamiętam posiadasz szczegółowe rysunki? – przypomniała sobie, unosząc zielonkawe tęczówki znad kartek na bladą twarz dziewczyny.


My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me


Francesca Borgia
Zawód : handlarz, jubiler
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I was born to run
I don't belong to anyone
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091
Re: Kącik kawiarniany [odnośnik]03.02.20 22:06
Panna Burroughs nie wnikała w szczegóły, czemu wujek Boyle postanowił zachować kontakt do Francesci. Szemrane, parszywe interesy wuja zawsze były rzeczą, którą Frances starała się omijać szerokim łukiem. Nie pytała, nie zwracała na to uwagi, udawała, że nie istnieją i nigdy nie zadawała pytań, gdy potrzebował jakiś, niezbyt przyjazny eliksir.
Frances kiwnęła delikatnie głową, gdy kobieta wspomniała, że nie wierzy w przypadki. Nie odebrała tego źle, lecz nie miała również zamiaru tego komentować, przekonana, że każdy ma swoje przekonania w które ma prawo wierzyć.
- Mam nadzieję, że trafiłam na właściwą osobę. - Odpowiedziała, posyłając kobiecie delikatny uśmiech. Dopóki nie pokaże pani Borgia tego, jak wygląda zamówienie i co jest do zrobienia nie będzie miała stuprocentowej pewności, czy faktycznie Francesca poradzi sobie z zamówieniem.
Kolejne słowa sprawiły, że panna Burroughs wygrzebała plik kartek z torebki, oraz niewielki woreczek, w którym krył się zegarek kieszonkowy, z uszkodzonymi drzwiczkami. Dziewczyna przesunęła go w kierunku jubilerki.
- To pierwsza rzecz. Bardzo zależy mi na tym, aby go odnowić, tak aby jak najbardziej przypominał stan sprzed popsucia. Mechanizm nie jest uszkodzony, chodzi o tę przykrywkę. - Chwilę później, Frances podsunęła kobiecie dokładne rysunki tego, jak wyglądało zdobienie, teraz będące w kawałkach. - Tu są dokładne rysunki tego jak wyglądały zdobienia, na jednej kartce przestawione są w skali rzeczywistej, na drugiej i trzeciej są w ukazane w przybliżeniu, bardziej szczegółowo. Mam nadzieję, że w jakiś sposób pomogą. - Wyjaśniła, mając nadzieję, że odpowiednio przygotowała się do tego spotkania i odnowienie zegarka nie będzie stanowiło większego problemu.
- Drugą rzecz trzeba by było zrobić od podstaw… - Ponownie, kilka kartek wylądowało przed Borgią. - To ma być wisiorek, który dałoby się otworzyć, a w środku umieścić zdjęcie. Bardzo zależy mi, aby na frocie wyglądał jak zwykły wisiorek z postacią niuchacza. Oczywiście, on również przedstawiony jest rysunku. W tym wypadku, jeśli chciałabyś zmienić narysowaną formę czy zdobienia, nie widzę najmniejszego problemu. Pewnie wiesz lepiej, co będzie dobrze wyglądać. Zależy mi jednak na niuchaczu i możliwości ukrycia w nim zdjęcia. Z pewnością nie może być złoty, moja siostra mieszka w dokach, chciałabym aby mogła go nosić codziennie, ale żeby nie korciło złodziei. - Najstaranniej jak mogła opisała o co jej chodzi, gotowa na ewentualne pytania, które mogą paść. Domyślała się, że specjalista może wymagać większej ilości informacji. Miała jedynie nadzieję, że Francesca będzie w stanie wykonać obie rzeczy.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806

Strona 12 z 14 Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13, 14  Next

Kącik kawiarniany
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach