Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Wrzosowisko, Derbyshire
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Wrzosowisko, Derbyshire

Wielkie, charakterystycznie tylko i wyłącznie dla siebie fioletowe pola wrzosu, których zapach zna każdy z mieszkańców Derbyshire, zwykł szeptać po cichu oraz tajemniczo;  wrzosowisko rozpościera się na północ od Derby i zajmuje znaczną część hrabstwa. Cieszy się zainteresowaniem zarówno mieszkańców, jak i przejezdnych oraz rzecz jasna leśnej zwierzyny, która na złość wszystkim polującym w gęstwinach bardzo często zapuszcza się na wrzosy. Przez wrzosowisko wiedzie droga dojazdowa do rodowej posiadłości Greengrass'ów.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wrzosowisko, Derbyshire - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Obudził ją ból. Tak jej się przynajmniej wydawało, bo nie wiedziała, co innego – w końcu dookoła panowała względna cisza – mogło wyrwać ją ze snu. Nie zastanawiała się zresztą nad tym, przez kilka pierwszych, świadomych sekund, skupiona na nieprzyjemnym pulsowaniu skroni, trudnym do umiejscowienia łupaniu w plecach i pieczeniu skóry na dłoniach, która zdawała się mocno podrażniona, choć nie mogła sobie przypomnieć, by robiła coś, co mogłoby ją uszkodzić. Nie pamiętała zresztą prawie nic; wspomnień nie przywoływał ani mokry zapach ziemi, ani odległa woń wrzosów, choć przed oczami migały jej niepowiązane ze sobą urywki obrazów oraz dźwięków, bardziej przypominających senne mary, niż rzeczywistość. Nie potrafiła jednak poskładać ich w całość, a przeszywające echo przenikliwego wrzasku skutecznie zagłuszało jej myśli, nie pozwalając skupić się na czymkolwiek.
Powoli otworzyła oczy, spodziewając się oślepienia światłem, ale dookoła było prawie tak samo ciemno, jak pod zasłoną powiek; zamrugała, podnosząc się ostrożnie do pozycji siedzącej i dopiero wtedy orientując się, że znajduje się… właśnie, gdzie? Obróciła obolałą głową, wędrując wzrokiem po nierównych ścianach głębokiego dołu, wykopanego w chłodnej ziemi i zatrzymując spojrzenie na jaśniejącej niedaleko sylwetce, w której rozpoznała Inarę. Salwa nowych pytań rozbrzmiała w jej umyśle, na żadne jednak nie znajdowała odpowiedzi, bo jej pamięć nadal przypominała strukturą poszatkowany materiał. To wywołało lekkie ukłucie paniki gdzieś za mostkiem. Wzięła dwa głębokie wdechy, starając się ignorować przytłaczający zapach ziemi. Zadarła głowę do góry (szyja i górna część kręgosłupa zaprotestowały boleśnie), zauważając, że spory kwadrat nieba, widocznego nad krawędzią wyrwy, pokryty był już różowawą barwą poranka. Na zewnątrz było już najprawdopodobniej jasno, ale słońce, nadal wiszące dosyć nisko nad horyzontem, miało problemy z przedarciem się do głębokiego… Grobu, przemknęło jej przez myśl, lecz uciszyła ją natychmiast, podnosząc się z miejsca i na czworakach zbliżając się do Inary. Która chyba też zaczynała odzyskiwać przytomność, a przynajmniej tak wydawało się Margaux. Może po prostu widziała to, co chciała zobaczyć?
Inara – powiedziała do niej łagodnie. Głos miała zachrypnięty, a między głoskami dźwięczało wyraźne zaniepokojenie i dezorientacja. Wyciągnęła rękę, żeby potrząsnąć delikatnie ramieniem przyjaciółki, ale zamarła, gdy zobaczyła własną dłoń – podrapaną, pokrytą zaschniętą mieszanką krwi i błota, z brudnymi, połamanymi paznokciami. Co, na miłość Roweny, się tutaj wydarzyło?


sorrow weighs my shoulders down
and trouble haunts my mind
but I know the present will not last

and tomorrow will be kinder


Margaux Vance
Margaux Vance
Zawód : starszy ratownik magicznego pogotowia ratunkowego
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

all those layers
of silence
upon silence

OPCM : 19
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance https://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie https://www.morsmordre.net/t1791-margo https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4449-skrytka-bankowa-nr-479#95033 https://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance

Powrót do góry Go down

Ostatnią rzeczą, jaką zapamiętała z labiryntu, był przygniatający ją ogromny ciężar, wyduszający powietrze z płuc. Runęła na ziemię, boleśnie obijając całe ciało i mając wrażenie, że nie może się poruszyć nawet o cal... i wtedy nastała ciemność.
Gdy się obudziła, dookoła było chłodno, a powietrze było świeższe niż zapamiętała z wędrówki korytarzami. Przez powieki widziała też, że było jaśniej, ale mocno kręciło jej się w głowie, więc jeszcze przez chwilę wstrzymała się z ich otworzeniem. Gdy to zrobiła, zauważyła jednak, że wcale nie była w labiryncie. Leżała na wilgotnym podłożu w miejscu, które przypominało raczej łąkę, podobną do tej, na której pojawiła się z zamiarem szukania zejścia do podziemi. Co jeszcze dziwniejsze, była cała obolała; najmocniej bolały chyba dłonie. Gdy uniosła je do oczu (mając wrażenie, że obraz przez chwilę zafalował, a dopiero później się wyostrzył), mogła dostrzec, że są całe brudne od zaschniętego błota. Opuszki zostały zdarte praktycznie do krwi, a kilka paznokci było połamanych. Wyglądały, jakby przez dłuższy czas kopała nimi w ziemi. Tylko w jakim celu?
Wspomnienia z labiryntu wydawały się dziwnie nieostre, a gdy próbowała przypomnieć sobie szczegóły, umykały. Usiadła, zastanawiając się, gdzie była i co tu się w ogóle działo. Odkryła również, że nie była sama; w pobliżu leżało na ziemi kilka innych sylwetek, część twarzy mgliście pamiętała. Może oni rozumieli coś więcej z tej całej sytuacji i mogli jej odpowiedzieć, czy to, co działo się w labiryncie, naprawdę miało miejsce, czy może wszyscy padli ofiarą halucynacji?
Z racji obecnego dziwnego stanu, wstawanie miało dwa etapy; najpierw uklękła i podparła się poranionymi dłońmi (czemu towarzyszyło stłumione syknięcie, gdy zdarta skóra zetknęła się z szorstkim podłożem), a dopiero później podźwignęła się, niemal natychmiast zataczając i potykając o nogi jakiegoś mężczyzny. Jej mięśnie protestowały, niezbyt zadowolone z tego, że w gorącej wodzie kąpana Alice już wstała i chciała się jak najszybciej dowiedzieć, co tu zaszło. Sądząc po tym, że było już jasno, i że była taka głodna, musiało minąć dużo czasu.
Z jej ust wyrwało się mugolskie przekleństwo, na tyle głośne, że ci, którzy byli przytomni, z pewnością to usłyszeli.
- Wiecie, co tutaj się dzieje? – zapytała po chwili. Nieopodal zauważyła wgłębienie w ziemi; pewna, że to wejście do labiryntu, ruszyła w tamtą stronę, ale zobaczyła tylko parumetrowy dół, na dnie którego leżały dwie kobiety z równie zdartymi dłońmi jak jej własne. Ani śladu zejścia do podziemi, a przecież wydawało jej się, że powinno tu być. – Gdzie jest ten cholerny labirynt? Co to za... dziwne czary?
Znowu przysiadła na ziemi w pobliżu dołu. Jej myśli pędziły jak szalone, zastanawiając się po raz kolejny, czy to była jawa, czy może wyjątkowo dziwaczny sen. To, co czuła teraz, wydawało się wyjątkowo prawdziwe, ale wcześniej? Nie miała pojęcia. Przesunęła dłońmi po kieszeniach koszuli i spodni, ale nie znalazła różdżki. Zaczęła więc rozglądać się po otoczeniu, pewna, że po prostu jej wypadła.
Alice Elliott
Alice Elliott
Zawód : brak
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
...
OPCM : 4
UROKI : 8
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Czarodziej
Wrzosowisko, Derbyshire - Page 4 K31FNDR
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott https://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 https://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott

Powrót do góry Go down

Wyczarował patronusa! Tak, stuprocentowo cielesnego, namacalnego, świecącego wyraźnie w półmroku labiryntu. Potężny ogier szybko poradził sobie z nadciągającym dementorem - szast prast i po bólu...tak przynajmniej sądził, odwracając się do trojga towarzyszy z wyrazem absolutnego zadowolenia wypisanego na brodatej twarzy. Nie zdążył jednak wypowiedzieć żadnego głupkowato dumnego słowa, stawiającego go w pozycji nadczłowieka, ratującego tym miernotom tyłki, gdy każda głoska jaka chciała opuścić jego usta zamarła a sam Ben poszybował na ziemię. Lub - bliższe prawdy - łupnął na nią z gruchotem podłoża jak i biednej Alice, przygniecionej nadmuchanym mięśniami ego Wrighta. Łaskawie utrata przytomności pozbawiła go zmysłu wzroku na tyle szybko, że nie mógł zauważyć co spowodowało ciąg przykrego domina. Odpłynął w ciemność.
Przytulną, ciepłą ciemność, powoli (lub drastycznie szybko - stracił kompletnie poczucie czasu) zmieniającą swe parametry na te mniej przyjemne. Najpierw poczuł przenikający go chłód, potem potężny ból barków, jakby całą noc spędził na siłowaniu się z półolbrzymami na rękę. Ostatnie w kolejności pojawiły się zmysły węchu (wilgotna ziemia), dotyku (wilgotna ziemia) i smaku (wilgotna ziemia). Zdezorientowany otworzył oczy, widząc podeptane wrzosy, na których przemiło leżał. Odruchowo zacisnął prawą dłoń na różdżce...lecz różdżki nie było.
Właśnie niepokój o najważniejszy przedmiot w jego życiu popchnął go do pionu. Zadziwiająco zgrabnie jak na swoje gabaryty podniósł się z ziemi, próbując znaleźć wśród krzewinek swoją różdżkę. Po chwili - i po nadepnięciu na ciągle nieprzytomnego Vasyla oraz czarnomagicznego teriera Russella - miał ją znów w dłoni. Głowa nadal niestety pulsowała tępym bólem, tak samo jak poobdzierane dłonie. W czasie krótkiej chwili skupienia zdiagnozował swój stan, lecz oprócz ogólnego potłuczenia i paluszków wymagających wizyty u magicznej manikiurzystki nie stwierdził żadnych urazów. Odkaszlnął kilka razy błotkiem i zielenią, po czym zogniskował wzrok na tej małej nieznajomej, chwiejącej się w oddali.
- Eeeeej, raczej nie chcemy tam wracać...o ile tam cokolwiek było - zawołał do Alice a jego głos zabrzmiał niezwykłym echem w jego własnym umyśle. Ruszył w stronę dziewczyny, a wrzosy mieniły się pod jego stopami różnymi fascynującymi barwami. Czyżby coś brał? Czyżby brał udział w zbiorowej halucynacji z niedożywienia? W brzuchu mu burczało, w głowie grała karuzela...a w dole wielkości grobu jaśniały główki jakichś dwóch blondynek.
- Margaux....i Inara...co tu robicie? Piknik? - spytał donośnie, niezwykle ucieszony tym nagłym spotkaniem. Przyklęknął na brzegu dołu, wpatrując się to w ukochaną Garretta (nie widział jej naprawdę długo!) to w lady Carrow, posyłając obydwu nieco zakręcony uśmiech. - Chyba musisz zdjąć ciuchy. Zrobimy z nich linę - rzucił przez ramię do Alice, mrugając zalotnie, co w przypadku oblepionego błotem brodacza wyglądało raczej groźnie niż filuternie. Wytrzymał jednak tę grę spojrzeń tylko chwilę. Wyczyścił brzegiem kurtki różdżkę i uniósł ją w kierunku Margaux, wypowiadając zaklęcie przenoszące.
- Mobilicorpus - zarecytował, mając nadzieję, że zawroty głowy nie przeszkodzą w rzuceniu udanego zaklęcia.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 45
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej
Wrzosowisko, Derbyshire - Page 4 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright

Powrót do góry Go down

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : rzut kością


'k100' : 79
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wrzosowisko, Derbyshire - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Nieprzyjemny szum w głowie, był ostatnim co pamiętała...i pierwszym co poczuła. Chwile potem dotarł do niej fakt bolesności, który pulsował w skroniach proporcjonalnie mocniej, do prób otworzenia oczu. Gdzie ona była?
Coś na kształt poplątanej, sennej wizji wariata - kołatał się w jej głowie, ale aktualnie, nie potrafiła wyciągnąć z nich nic sensownego. Pamiętała wąskie korytarze, szklane przestrzenie...intensywny odcień fioletu w oczach nieznajomego i...skarb? Jakim cudem miała to wszystko połączyć w jedną sensowną całość? Oczywiście, w miarę, jak wracała jej świadomość własnego ciała (które zdecydowanie boleśnie przypominało o swojej obecności), skrawki wspomnień układały się w większe informacje.
Labirynt.
Otworzyła powoli oczy, akurat, by usłyszeć słaby głos, wymawiający jej imię, Margo? Przekręciła głowę, czując nagły impuls w karku, promieniujący aż na szczękę, dlatego na jej wargach pojawił się grymas bólu.
- Gdzie my jesteśmy? - wydusiła w końcu z gardła, które zdawało się dziwnie wysuszone, przekształcający jej głos w zachrypniętą salwę kaszlu. Czuła nawet ustach chrzęszczący piasek, nie mówiąc o tym, że jej dłonie stanowiły istne, ziemne pobojowisko. Mimo to, nieco po omacku, wyciągnęła rękę, by sięgnąć palcami dłoni przyjaciółki, jakby chciała się upewnić, że nie jest sama w ...dole?..Grobie? nagła myśl, ożywiła jej myśli, gdy macki strachu zaplątały się wokół jej serca.
Kolejny głos, który dotarł do jej uszu zmieszał się z obrazem, który rozmyta falą dotarł do jej oczu. Potężna sylwetkę mogła przypisać tylko jednej osobie.
- Smoku... zabierz nas stąd! -  odezwała się zduszonym głosem, nie będąc pewną, czy została w ogóle usłyszana. Dostrzegła za to, że jej jasnowłosa przyjaciółka, uniosła się nagle do góry, wywołując w alchemiczce nagłe palpitacje i tak coraz mocniej pędzącego serca. Zrozumienie sytuacji przyszło jej dopiero po chwili, a mimo to - czuła nieprzyjemny chłód i ciemne myśli, które sugerowały nieznośnie, że zostawią ją tutaj samą.
Oparła się podrapanymi dłońmi o ciemną ścianę dołu, czując, jak nogi jej drżą z wysiłku i chłodu.
Nie zapomnijcie o mnie.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 39
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Wrzosowisko, Derbyshire - Page 4 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow

Powrót do góry Go down

Alice dostrzegła podnoszącą się z ziemi zwalistą, brodatą postać i mimowolnie zwróciła wzrok w jego kierunku, na moment zapominając o poszukiwaniach różdżki.
Może i miał trochę racji; czy chciała tam wracać? Chyba nie. Choć bardzo ciekawiło ją, jakie tajemnice skrywał labirynt i żałowała, że nie udało jej się tego dowiedzieć, bo cała ta zabawa urwała się tak nagle, niczym sen. Może to rzeczywiście był tylko sen? To one często lubiły się tak kończyć w najmniej oczekiwanym momencie i pozostawiały pewien niedosyt, szczególnie, jeśli były tak emocjonujące, jak wędrówka przez labirynt i mierzenie się z przeszkodami... I jeśli, tak jak ten sen, kończyły się pobudką pośrodku niczego z grupką obcych ludzi.
- Tak, to pewnie był po prostu dziwaczny sen – mruknęła. – Ale to nie tłumaczy, co my tutaj wyprawiamy, i skąd się wzięła ta dziura w ziemi. Och, to jest takie dziwaczne!
Znowu zerknęła na budzące się w dole kobiety. Przebudzenie się w takim miejscu nie mogło należeć do przyjemnych, Alice pewnie sama najadłaby się stracha.
- To chyba nie będzie konieczne, lepiej użyć czarów. Tylko znajdę różdżkę...
Może i była prawie-szlamą, ale w pewnych sytuacjach magia jednak bywała przydatna... Na przykład wtedy, kiedy niekoniecznie chciała wyskakiwać z ciuchów przy obcych facetach. Po chwili odnalazła swoją różdżkę i postanowiła naśladować mężczyznę, który już wylewitował z dołu jedną z pechowych kobiet, które najwyraźniej wpadły tam pod osłoną ciemności. Nawiasem mówiąc, Alice widziała ją już kiedyś w ministerstwie, ale postanowiła pomyśleć o tym później. Podeszła bliżej dołu.
- Niestety, też nie mam pojęcia, gdzie jesteśmy i co my tu robimy, ale mam nadzieję, że jakoś się dowiemy. – Nie wiedziała tylko, w jaki sposób, ale to szczegół. – Mobilicorpus – mruknęła po chwili, celując w Inarę, by także pomóc jej się wydostać.
Alice Elliott
Alice Elliott
Zawód : brak
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
...
OPCM : 4
UROKI : 8
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Czarodziej
Wrzosowisko, Derbyshire - Page 4 K31FNDR
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott https://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 https://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott

Powrót do góry Go down

The member 'Alice Elliott' has done the following action : rzut kością


'k100' : 9
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wrzosowisko, Derbyshire - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Nieustające łupanie w głowie skutecznie udaremniało jej wszelkie próby zrozumienia sytuacji, gdy raz po raz tracąc i odzyskując ostrość widzenia, przyglądała się swoim poturbowanym dłoniom. Czując się jak w sennym koszmarze, powoli roztarła między palcami grudkę błota, pozostawiającego na skórze ciemną smugę i sprawiającego, że wydawała się chorobliwie jasna. Nie to jednak najmocniej wytrącało ją z równowagi, a fakt, że nie była sobie w stanie przypomnieć, jaki ciąg szalonych wydarzeń doprowadził ją do tego miejsca. Poprzedni wieczór wracał do niej w postaci pourywanych klatek; pamiętała, że obie z Inarą uczestniczyły w zleconej przez ministerstwo misji, i że był z nimi jeszcze ktoś… Rozejrzała się, jakby spodziewała się dostrzec kryjącą się w kącie parę łamaczy klątw, ale dół rzecz jasna był tak samo pusty jak wcześniej.
Z roztargnienia wyrwał ją cichy głos. Przeniosła spojrzenie na twarz przyjaciółki, tym razem zamiast przymkniętych powiek, napotykając na parę żywych tęczówek, z których biła ta sama dezorientacja, która szalała w umyśle Margaux. Otworzyła usta, jednocześnie kręcąc głową i dając brunetce jasno do zrozumienia, że nie wiedziała wiele więcej od niej, ale zanim jakiekolwiek słowa zdążyły opuścić jej usta, zupełnie inny dźwięk przeszył powietrze.
Odruchowo poderwała głowę do góry, płacąc za ten manewr kolejnym, tępym uderzeniem irytującego bólu. Zamrugała, przez sekundę oślepiona jasnością nieba nad wrzosowiskiem i dopiero kiedy jej oczy przyzwyczaiły się do zmiany natężenia światła, rozpoznała w pochylającej się nad wyrwą sylwetce Benjamina. I znów kawałek rzeczywistości, który z trudem udało jej się sensownie ułożyć, rozpadł się na tysiąc niepasujących do siebie elementów. – Ben? Co... – odezwała się, nie kończąc jednak myśli, bo nagle poczuła, jak jej ciało unosi się w powietrze, lewitując ponad brzegiem dołu i lądując na porośniętej wrzosami ziemi trzy metry wyżej. Na to nie była przygotowana ani ona, ani jej wciąż drżące nogi, bo w chwili, w której jej stopy dotknęły twardego podłoża, kolana ugięły się pod nią niebezpiecznie.
W automatycznym odruchu chwyciła za ramię mężczyzny, przytrzymując się go kurczowo, dopóki świat nie przestał wirować. Dopiero wtedy odzyskała resztki godności, prostując się nieco i starając się nie pamiętać, że od stóp do głów pokrywały ją ślady brązowo-szarego błota, a długie włosy posklejały się w bezładne strąki. – Co to wszystko znaczy? Co tu… robicie? – zapytała, zauważając nagle drobną sylwetkę piegowatej blondynki, którą kojarzyła z korytarzy ministerstwa, próbującą (bezskutecznie?) pomóc wydostać się z pułapki Inarze. A później zrobiło się jeszcze dziwniej, bo jak się okazało, nie byli na łące sami; z rosnącym zdziwieniem dostrzegła więcej osób, leżących w porastającej okolicę roślinności, wśród których rozpoznała Neila i… Gwen. – Dasz radę wyciągnąć też Inarę? – podniosła spojrzenie na Bena. – Jesteś ranny? Jesteście ranni? Ktoś potrzebuje pomocy? – Sięgnęła po różdżkę, orientując się nagle, że nie miała jej przy sobie. – Poczekaj… - Rozejrzała się bezradnie, dopiero po chwili zauważając zgubę nieopodal krawędzi rowu i ruszając chwiejnie w tamtym kierunku, a w następnej sekundzie już trzymała ją dzielnie w prawej dłoni, gotowa do niesienia pomocy… ewentualnym poszkodowanym.


sorrow weighs my shoulders down
and trouble haunts my mind
but I know the present will not last

and tomorrow will be kinder


Margaux Vance
Margaux Vance
Zawód : starszy ratownik magicznego pogotowia ratunkowego
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

all those layers
of silence
upon silence

OPCM : 19
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 33
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance https://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie https://www.morsmordre.net/t1791-margo https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4449-skrytka-bankowa-nr-479#95033 https://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance

Powrót do góry Go down

Zaklęcie okazało się strzałem w dziesiątkę, bo po zaledwie kilku chwilach Margaux stała tuż obok niego na wilgotnym wrzosowisku. Co prawda wyglądając jak siedem nieszczęść i plag Merlina, ale przynajmniej nie gniła w głębokim grobie. Obdarzył ją lekkim uśmiechem i podtrzymał, gdy zachwiała się niczym wyjątkowo jasnowłosa mimoza. Albo inne drzewko o chudziutkich korzonkach. Dziwne, że w ogóle utrzymywała się na tych pęcinkach - nie, żeby przyglądał się nogom blondynki. Vance należała bezspornie i na zawsze do Garretta. Co do tego Benjamin nie miał żadnych wątpliwości: w przeciwieństwie do wątpliwości, jakie targały uroczą dwójką, nie pozwalając im godnie powrócić do wspólnego życia. Gdyby tylko spotkali się w innych okolicznościach, Wright z pewnością rozpocząłby perorowanie na ten temat, wykazując się absolutnym brakiem wyczucia oraz niedoinformowaniem.
- My...nie wiem co tutaj robimy. Chciałem odnaleźć jakiś skarb, wiesz, na Nokturnie dobrze się sprzedają takie bibeloty...ale coś chyba poszło nie tak - poinformował Margaux wyjątkowo konkretnie, wolną dłonią próbując choć trochę otrzepać ją z grubej warstwy błota. Co czynił mało delikatnie, wprawiając ciało Vance w jeszcze większe rozchwianie niż lewitacja. Zaprzestał więc ogarniania jej wyglądu, ponownie zerkając do głębokiego dołu. - Lady Carrow, co to za pochmurna mina. To nie przystoi takiej damie - powiedział żartobliwym, ciepłym tonem, dalej dziwnie obolały, przy jednoczesnym coraz lepszym humorze. Dość...grobowym. Wątpił, by zaklęcie udało mu się drugi raz z rzędu, zwłaszcza przy ciągłym pulsowaniu żelaznej obręczy, zaciskającej się rytmicznie (i fantomowo) dookoła skroni, ale przecież musiał spróbować. Stojącej obok niego dzierlatce się nie powiodło, ale Benjamin znów wycelował różdżkę w dół, tym razem w ledwie widoczną Inarę.
- Mobilicorpus - powiedział z pełną, naiwną nadzieją na sukces, postanawiając, że odszukaniem Gwenny i ulubionego psiaka zajmie się już po misji ratunkowej.
-


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 45
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej
Wrzosowisko, Derbyshire - Page 4 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright

Powrót do góry Go down

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : rzut kością


'k100' : 52
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wrzosowisko, Derbyshire - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Niestety, zaklęcie nie powiodło się. Być może Alice ciągle była zbyt rozkojarzona po nagłej pobudce, być może rozpraszało ją nieznośne pulsowanie w głowie, a może po prostu nie potrafiła się skupić; w każdym razie, jej czar był wyjątkowo słaby i młoda czarownica nadal tkwiła w głębokim dole, nie mogąc się z niego samodzielnie wydostać. Było jej trochę głupio, bo w sumie zaklęcia były jedną z nielicznych rzeczy, do których przykładała się w Hogwarcie.
- Czy wy też pamiętacie te omamy z labiryntem? – zapytała, zerkając na drugą z kobiet, która chwilę temu została wyciągnięta z dołu przez rosłego brodacza. – Wydawało mi się, że krążyłam korytarzami i czegoś szukałam, a potem obudziłam się już tutaj, cała brudna i z podrapanymi rękami. – Zerknęła na dłonie pozostałych; wszyscy mieli je brudne i podrapane. – Zupełnie, jakbyśmy sami wykopali tę dziurę. Dziwne, nie?
Westchnęła, zdmuchując z twarzy pojedynczy jasny kosmyk, który wymknął się spod gumki. Miała nadzieję, że może tamci pamiętają coś więcej, choć wyglądało na to, że są równie zdezorientowani, jak ona.
- Spróbuję jeszcze raz... Mobilicorpus!
Cóż, oby teraz się udało; raz, że trochę wstyd zepsuć w sumie proste zaklęcie, a dwa, naprawdę chciała pomóc nieznajomej wyjść. Była też ciekawa, co dalej; czy pozostali będą chcieli rozwiązać tajemniczą sprawę labiryntu, czy może zdecydują się wrócić tam, skąd każde z nich przybyło. Sama była rozdarta; ciekawość walczyła w niej z chęcią zażycia długiej kąpieli i położenia się spać we własnym łóżku, bo snu na łące nie można było nazwać szczególnie udanym.
Alice Elliott
Alice Elliott
Zawód : brak
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
...
OPCM : 4
UROKI : 8
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Czarodziej
Wrzosowisko, Derbyshire - Page 4 K31FNDR
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott https://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 https://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott

Powrót do góry Go down

The member 'Alice Elliott' has done the following action : rzut kością


'k100' : 69
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wrzosowisko, Derbyshire - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

-Co tu się dzieje? - z czyimś buciorem odbitym na czole, włosami potarganymi we wszystkie strony świata i z dziurą (dziwnie znajomą) w pamięci wepchnął się między zajęte towarzystwo – przy okazji potykając się o, czy może kopiąc, leżącego po drodze Crispina – aby zatrzymać się tuż przed skrajem dziwnego dołu, do którego ledwo, a runąłby wraz z... Inarą? Cofnął się natychmiast pozwalając swoim kamratom wyciągnąć znajome mu dziewczę z wgłębienia obrzucając wszystkich pytającym, tęskniącym za rozumem spojrzeniem i miną świadczącą o stuprocentowym skumulowaniu wszystkich komórek odpowiadających za myślenie – skupieniem rzeźbiącym pomiędzy brwiami głęboką zmarszczkę.
Co tu się stało...? Dzieje? Cokolwiek? Ktoś wie?
Wtem znów ją zobaczył i nie rozumiał niechęci i irytacji, która obudziła się na widok obsypanego piegami, blondwłosego paniska.
-Onienienienie – zaśmiał się histerycznie kręcąc głową i cofając się jeszcze bardziej w głąb stałego lądu, z dala od nich wszystkich kotłujących się nad dziwacznym dołem o niezidentyfikowanym źródle, choć... coś, ten cichy niewinny i prawdomówny głosik – i piekące, obolałe dłonie – podpowiadał mu, że brał w tym czynny udział. Przy okazji znów trafił na ciało Russela i niemal runął jak długi, lecz udało mu się odzyskać równowagę! – Przepraszam– zwrócił się do nieprzytomnego mężczyzny przybierając wybitnie kulturalny ton, aby zaraz potem zwrócić się do Alice, Bena i wszystkich trzeźwych/obecnych -To jest dziwne, masz całkowitą rację. Dlatego proponuję zostawić to w spokoju – zaproponował wspaniałomyślnie, jak gdyby, po raz kolejny, tłumaczył dziecku, ile równa się dwa plus dwa. Na usta cisnęło mu się jasne i proste usprawiedliwienie, gdyby ktoś faktycznie dwa do dwóch próbował dodać i z tego prostego obliczenia wywnioskował, że jednym z tych, który mógł ich zabrać to tej narkotycznej bajkowej krainy, był właśnie przeklęty Mulciber. I zastanawiał się, czy faktycznie przyłożył do tego ręce. Przyłożył?
Nic nie pamiętał. I to nie było takie zaskakujące. Wręcz niepokojące i wybitnie irytujące jak kamień w bucie. Którego, swoją drogą, należałoby wyciągnąć, bo zaczynał uwierać.
Gość
Anonymous
Gość

Powrót do góry Go down

Przez jedną długą chwilę, mogła bezradnie przyglądać się na kolejne zaklęcia, które - ku drążącemu niepokojącemu uciskowi w klatce piersiowej - wciąż nie wychodziło, jakby dziki los kpił sobie z Inarowej sytuacji. Gdyby alchemiczka miała swoją różdżkę w ręku - sama spróbowałaby - pomimo zawrotów głowy - wydostać się z pułapki, a jednak musiała liczyć na towarzystwo ...nad nią. Jej limbowa gałązka leżała prawdopodobnie gdzieś powyżej u Benowych stóp.
Nie do końca słyszała o czym rozprawiały głosy na górze, a dźwięk konkretnych wyrazów trafiał do niej dopiero, gdy pojawiła się na widoku zaglądająca ku niej głowa. Nie dziwiła się więc kpinie, jaką zaserwował jej Jaimie, bowiem na jej ustach, zamiast znajomego uśmiechu, pełgał dziwny, chmurny wyraz, nadający jej twarzy nienaturalną bladość.
- Smoku...nie przystoi mi także tkwienie w tym grobowcu, podczas gdy ty się ze mnie naigrawasz - odgryzła się szybko - co, wbrew pozorom świadczyło, że prawdziwy, wartki charakter dziewczęcia, wracał na właściwe tory. usta znowu zadrgały, gdy czar przyjaciela uniósł ją dosłownie na centymetr, by zaraz opaść na miejsce - ..gdyby nie sytuacja, byłabym skłonna uwierzyć, ze zrobiłeś to specjalnie - wydęła wargi starając się odrobinę chociaż uśmiechnąć, ale przenikający ją chłód, bijący od kleistej ziemi, szybko przegonił zamiary. jednak dziewczyna, która już raz próbowała czarować - tym razem bez problemu użyła zaklęcia, które uniosło pannę Carrow na górę, by - na chwiejnych nogach, postawić na ziemi...a właściwie, na mężczyźnie, który akuratnie pojawił się w miejscu, którym miała postawić stopy.
- Dziękuję - odezwała się z ulgą ku piegowatej dziewczynie, którą - rozpoznawała. Nie pamiętała jednak skąd.Zachwiała się, próbując złapać równowagę, ale - nieznajomy, w którego twarzy rozpoznała jednak znajomego - odsunął się, ratując dziewczynę (i jego samego) przed upadkiem w dół. Silne ramiona przytrzymały jej talię, nie pozwalając na powrót w mroczna przestrzeń...wykopanego grobu.
- Vasilly - odezwała się, równoczesne opadając na kolana, by zaraz usiąść na ziemi - ..aż głupio pytać kolejną osobę, jak się tutaj znalazła..ale...co Ty tu robisz? - nie było w słowach dziewczyny rozkazu, wyrzutu, czy przesłuchania. Chciała tylko wiedzieć...bo - wspomnienia ulokowały się na tyle stabilnie, by mieć świadomość, że ona, Margo i..Neil i...Ariadna? zostali wysłani z konkretna misją do zbadania... - labirynt - odwróciła głowę w bok, próbując rozejrzeć się po otoczeniu. Gdzieś musiała być wskazówka...czy, powinna szukać w dole? Na samą myśl, aż drgnęła. Po omacku, odnalazła swoją różdżkę, przyjmując z ulgą płynące z niej ciepło. Podparła się dłonią, by w końcu podnieść się na nogi i - rozejrzeć się raz jeszcze.

Rzucam kostką za ewentualna próbą znalezienie wejścia do labiryntu, jak przykazał Miszczu <3

I dwa - podczas fabuły, Inara znalazła składnik alchemiczny, smoczą łuskę, czy będzie ja mieć nadal, czy..jednak inne są wyroki Miszcza?



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 39
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Wrzosowisko, Derbyshire - Page 4 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow

Powrót do góry Go down

The member 'Inara Carrow' has done the following action : rzut kością


'k100' : 54
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wrzosowisko, Derbyshire - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Wrzosowisko, Derbyshire

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach