Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet
AutorWiadomość
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]13.09.15 22:17
Była wczesna wiosna, kiedy w końcu udało mi się skorzystać z zaproszenia i odwiedzić pana Carrow... znaczy, jego konie. Dzień był jeszcze dosyć chłodny, jednak od środka rozgrzewała mnie myśl, że już niedługo spędzę z mężczyzną kilka miłych godzin na podziwianiu jego terenów, zwierząt i wspólnej rozmowie. Od naszego ostatniego spotkania minęło trochę czasu, ale jego zaproszenie nadal było aktualne, z czego bardzo się cieszyłam.
Ubrana w ciepły płaszczyk zjawiłam się przed jego posiadłością punktualnie, drzwi otworzono mi niemal momentalnie. Stał w nich sam Deimos. Przystojny jak zawsze. Na dzień dobry posłałam mu uroczy uśmiech, a kiedy tylko mnie zaprosił, weszłam do środka.
- Dzień dobry, panie Carrow. Mam nadzieję, że się nie spóźniłam? Ne mogłam oderwać wzroku od tej pięknej okolicy, miła odmiana. U mnie widać tylko bagna, które jednakże o tej porze roku również mają jakiś swój urok. A przynajmniej ja po tylu latach nauczyłam się go odnajdywać - mówiłam ściągając płaszcz.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu, które było bardzo ładnie urządzone. Sam Deimos żył w tak pięknych terenach, że i dom musiał mieć piękny, inaczej sobie tego nie wyobrażałam.
- Jestem pod wrażeniem posiadłości, jest naprawdę piękna - kontynuowałam. - Dziękuje za zaproszenie, już nie mogłam doczekać się, aż będę mogła pana odwiedzić.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem


Ostatnio zmieniony przez Rosalie Yaxley dnia 11.10.15 11:57, w całości zmieniany 1 raz
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]15.09.15 14:04
Nie miałem najmniejszej ochoty wstawać dzisiaj z łóżka. Wieczorem otworzyliśmy z koleżankami arystokratkami (więc zero przyjemności) kilka win, ktoś je później odwiózł do domu, ja zaś zaległem na kanapie i chrapałem do jedenastej. O tej godzinie obudził mnie skrzat, który tykał mnie w ramię i mówił PANIE PANIE PANIE, a ja odpowiadałem ODEJDŹPOKRAKO, co wcale go nie zniechęciło. Przekazał mi informację, czy pamiętam, że dziś przychodzi w gości panna Yaxley. Kurwa, przebiegło mi przez głowę. Podciągnąłem się i spojrzałem na zegarek było w pół do dwunastej. Miałem dwie godziny do jej przyjazdu, a jedyny sposób, żeby do tego czasu być pięknym i pachnącym, to natychmiastowa dawka whisky. Oporządziłem się tak, że nawet zdążyłem jeszcze skoczyć do jadalni i ugryźć trochę jajek sadzonych, aż słyszę że już nadjeżdża Rosalie. Ostatnie spojrzenie w lustro potwierdziło tylko moje obawy, że nie wyglądam na największy okaz zdrowia. Może i dobrze, że to moja zwykła twarz, to nikt nawet nie zauważy różnicy. Upewniłem sie, że nie zionę już alkoholem stanąłem w drzwiach i zanim zdążyłem pomyśleć sobie, że dzisiaj jest wyjątkowo paskudna pogoda, już uśmiechała się do mnie panna Yaxley. I nagle cały poranek poszedł w zapomnienie, a i pogoda wydała się jakby nieco lepsza. Odrzuciłem wszystkie myśli, które w obliczu rozłąki z ową panienką, zwymyślały mnie za podobny pomysł co zaproszenie jej. Odkładaliśmy sobie to spotkanie nawzajem, ale kiedy teraz przestąpiła próg mego domu, uderzyło mnie, że marnowałem czas. Powinienem naciskać na jej wizytę na sylwestrze, podczas pierwszego tygodnia każdego miesiąca. A nie czekać do marca, cóż ze mnie za... troll? Spojrzałem na stworzenie, które szło za Rosalie Yaxley. Najwyraźniej jej ojciec nie widział powodu, dla którego miałby puszczać swoją córkę samą do obcego domu. Wykrzywiłem usta w dziwnym uśmiechu i zwróciłem wzrok ku milszemu widokowi.
- Oczywiście się panienka nie spóźniła, a nawet jeżeli to czekałbym nawet dużo dłużej - odrzekłem, a skoro już ściągała płaszczyk to wziąłem, chociaż zastanawiam się gdzie przeklęty lokaj, który powinien to za mnie robić. Ach tak, zwolniłem go. Muszę znaleźć innego. Dziś tak trudno o dobrą służbę! - Zapraszam - pokazałem jej  drogę do saloniku w którym mogliśmy cicho porozmawiać. Ona nie mogła oderwać wzroku od pięknego otoczenia, ja zaś nie mogłem oderwać wzroku od niej. Sterczałem w wejściu jak kołek jakiś, bo nie czułem się ani trochę normalnie, kiedy zamiast zimnej obojętności, moje ciało kierowane było magią czarownej wili. Dopiero po chwili zdecydowałem się wejść do pomieszczenia. Jako jedyne miało mało poroży na ścianach, więcej miejsca zajmowały obrazy. - To zasługa mej matki. Przyłożyła wiele starań, żeby ten dom prezentował się pięknie. Wydaje mi się, że rzeczywiście udało jej się zagospodarować przestrzeń bardzo znośnie - uśmiecham się, bo ta udawana skromność, nie wiązała się ze skromnym spojrzeniem, ono było tak głodne widoku Rosalie, że zaraz odrywało się od kolorowych, bogato zdobionych ścian. Mój wzrok pada na służącego, który stoi w drzwiach, nie zaprosiłem go do środka. - Czy.. będziemy jeździć z nim?
Nie potraktowałem tego jako policzka, to dla mnie najnormalniejsze na świecie, że mając tak piękną córkę, wysyła się z nią obstawę. I wolałem, żeby był to jakiś troll, niż przystojny czystokrwisty chłopiec, który pachnie, a nie śmierdzi.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]15.09.15 18:58
Słuchałam jego opowieści o tym, jak to jego matka zadbała o wystrój domu. Kiwałam co jakiś czas głową, spoglądając na kolejne interesujące mnie przedmioty. Co nieco o tym wiedziałam, wygląd posiadłości, u nas na bagnach, nie zmienił się odkąd pamiętam. Nie do końca byłam pewna, czy był on taki za sprawą babci czy mojej matki, natomiast żaden z mężczyzn, a tym bardziej mój ojciec, raczej się w to nie mieszał. Gdy Deimos wspomniał o trollu stojącymi w holu, odwróciłam się lekko się krzywiąc. Miałam wyjść z domu nie informując papy o tym, gdzie idę, ale uparł się i gdy usłyszał, że idę do Carrowa, stwierdził, że ma iść ze mną troll. Protestowałam, bo przecież nie lubię trolli, ale jak się uparł, tak nic nie wskórałam.
- Uhh… On. Nie wiem czy może stać przed domem, więc jeśli może zostać w holu albo gdzieś na trawie na powietrzu, to bym go tam zostawiła. Mój ojciec się uparł, że samej mnie nie puści – stwierdziłam podchodząc bliżej Deimosa. – Nie lubię tych trolli, znaczy nie przeszkadzają mi, ojciec je dobrze urobił, ale trochę się ich boje. Miałam niemiłe spotkanie jak byłam mała.
Nie było tu, czego ukrywać. A może i nawet na dobre wyszło? Dzięki temu wykryli u mnie chorobę i nie zmarłam tak jak siostra mojego papy, u której Ondyme wykryli zbyt późno. Tata zawsze jak o tym opowiadał, widać było, że bardzo cierpi z tego powodu. To musiała być dla niego ogromna trauma, kiedy dowiedział się, że i ja choruję na tą przeklętą chorobę. Constance to miała dobrze, nic jej nie dolegało.
Słyszałam, że ostatnio odbyły się kolejne mistrzostwa w szermierce, a ja znowu nie mogłam się pojawić. Na pewno wiele mnie ominęło. Jak mniemam, był pan na zawodach, prawda? Mógłby mi pan opowiedzieć, co się działo? Ani ojciec, ani Constance się nie wybrali i nie miałam skąd zaczerpnąć prawdziwych informacji – powiedziałam.
Szermierka to był akurat taki sport, na którego temat mogłam słuchać bardzo długo, a oglądać to już w ogóle. Na mój pech jednak, w dniu zawodów miałam duszności i źle się czułam trochę, a przez to, ojciec kategorycznie zabronił mi się tam wybrać. Bardzo mnie to zabolało, liczyłam, że spotkam tam Deimosa, ale szanując decyzje ojca musiałam zostać w domu.
Wspominał pan też o pucharach za wygrane. Jestem ich bardzo ciekawa – przypomniałam mu.
Mieliśmy trochę czasu, chciałam się trochę rozgrzać przed naszym wyjściem do koni i poświęcenie go o rozmowie na temat sportu, bardzo mi się podobało.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]20.09.15 21:27
Obserwuję zmianę na twarzy mej wizytorki. Wyraźnie przeszkadza jej obecność trolla (właśnie wyszukałam w google, że te trole są na prawdę ogromne!), co zresztą i mnie zaczęło nieco doskwierać. Jakoś nie mogłem podzielić jej lekceważącego tonu, może z tego powodu, że troll prócz nieestetycznego wyglądu wydzielał smród, który był nie do zniesienia? Stoję i patrzę na obleśnego trolla, wysuwam się do przodu, nie przewidując że i ona się do mnie przysunie.
- To nieprzewidywalne stworzenia - wymądrzam się, bo nie lubię trolli. Niby nie mam większych powodów, ale czy smród nie jest wystarczającym powodem? - Nie wątpię jednak, że ojciec chce panienkę trzymać w jak największym bezpieczeństwie. Może jednak pozbędziemy sie go... - tu niezręcznie chcę jej pokazać, żeby go wypędziła. Mnie się troll nie posłucha, byłem tego pewien, bo trolle nie są posłuszne, chyba, że akurat są pod czyimś zwierzchnictwem. W każdym razie mam nadzieję, że niepożądany gość opuścił holl, bo chcieliśmy pooddychać świeżym powietrzem. - Zastanawiam się czy chciał panienkę chronić przede mną, czy przed moimi końmi? - uśmiecham się, uszczypliwie chcąc zawiązać jakąś rozmowę, która przybliżyłaby mnie chociaż trochę do tej czarownej osóbki. Prawdę mówiąc miałem i tak wielki problem ze zdaniem sobie sprawy z tego, że właśnie zostałem sam na sam z nią, na swoim terenie. Gdybym był typem zdobywcy, mogłoby to mieć dla mnie przeogromne znaczenie. Sęk w tym, że nie należałem do tego typu mężczyzn. Czuję się zmieszany zaistniałą sytuacją, nie wiem jak mam się zachować. Jest tyle rzeczy, które mógłbym w kontekście fantazji, ale w rzeczywistości nie ma ani jednej, którą rzeczywiście mógłbym. - Może zanim wyjdziemy zaproponuję herbatę? - wypadało zaproponować wino? Skąd mam wiedzieć, nikt mnie nie przygotował na obcowanie z półwilą. Spojrzałem tęsknie na barek, wiedząc, że gdybym tylko spróbował upić panienkę arystokratkę, zaraz pojawiłby się tu mój brat i zdzielił mnie tak, że przypomniałbym sobie co można, a czego nie można. Byłem trzeźwy i nie było obawy, że nie będę tego wiedział teraz. Unosze głowę i uśmiech, którego nie pokazywałem, pojawia się na mym obliczu - Byliśmy razem z bratem i moim kuzynem, Adrienem. To były bardzo przeciętne zawody, więc nie ma panienka za bardzo czego żałować. Przewidywalnie rozgerała się konkurencja do lat 23, aczkolwiek jedną z niesamowitości była obecność kobiety w zawodach. Oczywiście odpadła w przedbiegach, rzecz jednak niesłychana, żeby coś podobnego miało miejsce. Ale oczywiście było kilka perełek, na przykład po raz pierwszy od trzech lat wygrałem z Abraxasusem Malfoyem - pochwaliłem się, bo ktokolwiek śledzi wyniki mistrzostw, dobrze wie, że ja i Malfoy od dawna rywalizujemy. Nie udawało mi się wygrać z nim w ostatnich trzech latach, a jednak teraz musiało się to zmienić. Pocieszyłem przegranego informacją, że on ma synka, ja mam puchar. Gorzkie pocieszenie. - A właśnie, w takim razie musimy się przenieść - uśmiecham się do niej zamroczony wszystkim co ją otacza, co ją określa, wskazałem drogę do przylegającego pokoju. Wejdziemy do niego jedno za drugim, skradam się za nią i wciągam w nozdrza piękny zapach, chcę go mieć już na zawsze. Na przeciwległej ścianie stoi szafa z ciemnego drewna. Półki uginają się od rodowego złota, którego kształty są jedynie zwycięzkie, prowadzę ją pod gablotę i wskazuję na najnowsze cacko. - Nazbierało nam się przez wiele lat - uśmiecham się z dumą, wiedząc jak zaimponować dziewczynie. - A to najnowsze - łapię puchar z zielonymi kamieniami.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]27.09.15 20:08
Nasze trolle są bardzo dobrze wychowane – powiedziałam szybko. – Ojciec bardzo dba o to, aby potrafiły się zachować. Tak więc nie ma co się obawiać, o ile nie będzie dziać mi się krzywda.
Zapewniłam go, ponieważ nie chciałam, aby obawiał się naszych trolli. W gruncie rzeczy były to, z tego co mówił tata, całkiem pożyteczne stworzenia, tylko uraz z dzieciństwa nie pozwalał mi do końca w to uwierzyć. Szybko wypędziłam trolla przed dom, każąc mu tam na mnie poczekać, ten posłusznie wyszedł i po chwili w pomieszczeniu zrobiło się o wiele przyjemniej.
No właśnie sama nie wiem, co papa miał na myśli – zaśmiałam się cicho pod nosem.
Sytuacja była dosyć dziwna, oboje jakoś tak zbliżyliśmy się do siebie, o wiele za bardzo i sądzę, że nie tylko ja to wyczułam. Kusiło mnie jednak, aby zostać tak blisko przy nim, dorosły, tak miły mężczyzna nie mógłby być dla mnie jakimkolwiek zagrożeniem. Czułam się przy nim nadzwyczaj bezpiecznie. Po dłuższej chwili niezręcznego milczenia, odsunęłam się lekko z rumieńcem na twarzy. Na propozycję herbaty, zareagowałam bardzo ochoczo.
Z miłą chęcią, zimno na dworze trochę – poinformowałam go.
Wtem Deimos rozpoczął swoją opowieść o ostatnich zawodach szermierki, słuchałam go bardzo uważnie, starając się chłonąć jak najwięcej informacji. Gdy usłyszałam o kobiecie na zawodach, aż zasłoniłam usta ze zdziwienia, bo nie wypadało tak z szeroko otwartą buzią patrzeć na mężczyznę. Tego się nie spodziewałam, kobiety i to w zawodach typowo dla mężczyzn. Od razu zachciałam o nią zapytać, pozwoliłam mu jednak dokończyć.
Wygrał pan z panem Malfoyem? Gratuluję, to musiało być cudowne przeżycie. Szkoda, że nie było mi dane tego zobaczyć – stwierdziłam z wyczuwalnym żalem w głosie. – A proszę mi powiedzieć, a propos tej kobiety, wie pan, kto to? I właściwie jak sobie poradziła? Miała jakiekolwiek szanse?
Naprawdę zainteresowała mnie ta kwestia i jak tylko wrócę do domu, to na pewno podzielę się tym faktem ze swoim ojcem. Ciekawa byłam, co on sądzi na ten temat. Prawdę mówiąc, gdyby nie moja choroba i zakaz przemęczania się, to kto wie, czy sama potajemnie nie starałabym się ćwiczyć?
Mężczyzna zabrał mnie do pokoju obok, w którym znajdował się cały jego dobytek z mistrzostw. Podziwiałam ten widok, dokładnie przypatrując się pucharom i ich opisom. Znalazłam kilka, na których byłam, wiedziałam, że skądś pana Deimosa kojarzyłam.
Na tych dwóch, byłam na pewno – wskazałam na puchar sprzed pięciu i trzech lat. Następnie przerzuciłam wzrok na nowy jego nabytek. – Oh! Jest przepiękny. Te zielone kamienie, idealnie pasują do złota. To chyba malachit, tak, zdecydowanie tak – dodałam przyglądając się bliżej.
Cóż, byłam kobietą, która bardzo chętnie nosiła zieloną biżuterię. Taka pozostałość po nauce w Slitherinie, gdzie bardzo dumnie obnosiłam się ze swoją przynależnością, nie tylko barwą szaty, ale i dodatków.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]07.10.15 21:20
Uśmiech nerwowy, trwający dwadzieścia sekund, nie więcej. Ten uśmiech splamił me oblicze, gdy uświadamiam sobie, co też najlepszego własnie się stało. Troll stał w drzwiach do salonu, zajął prawie całe, mam nadzieję, że nie powybijał witraży, które je zdobią, bo moja matka przewraca się właśnie w grobie. Co będzie krzywdą wyrządzoną Rosalie, czy mowa tu jedynie o fizycznych przykładach? A na przykład uszczerbek psychiczny? Jak trolle, jako gruboskórne stworzenia, mogą wyczuć, co się w drugim stworzeniu ugotowało przez zdarzenia. Czy stojąc przed domem, zoriętuje się zawczasu, że należałoby się zająć psychiką młodej panny, nim będzie zbyt późno? Bo przecież została pozostawiona ze mną sam na sam. Jest tak delikatna, tak bezbronna. Mogę bez trudu wejść w jej podświadomość i zrobić krzywdę wielką. Zacznę od małych rzeczy, jak wspomnienia. Przejdę do wielkich radości, upodobań i preferencji, aż skończę na ukochanych jednorożcach. Je zostawiłbym i tak w spokoju, przynajmniej z wyglądu przypominały ukochane konie. Gdybym chciał, mógłbym zacząć to wszystko w tej chwili, a jednak jej wrodzony czar, każe mi przestać snuć mroczne myśli. Skupiam się na idealnym owalu twarzy, oglądam go centymetr za centymetrem. Zaczynam zastanawiać się nad możliwością zaproponowania jej wspólnej przyszłości, jest wszak tak idealna. Nie widzieliśmy się całą wieczność, trzy miesiące ale niedługo nadarzy się okazja. Będzie wielki bal u sąsiadów, miałem nadzieję ją tam spotkać. Moja fascynacja zamieniała się jednak powoli w coś niepokojącego. Nie dla mnie, powinna być dla niej. Kiedy staliśmy obok, zaczynałem przebierać nerwowo palcami. Ile to jeszcze potrwa, będzie tu stała i zachwycała się drogimi kamieniami? A ja mam kiwać głową i udawać ułożonego arystokratę. Nie przywykłem do tej roli, mierzi mnie, nie pasuje mi. Przecież ja kocham przebywać w stajni, pilnować koni i to mi w zupełności wystarcza. Nigdy nie umiałem usiedzieć w ławce szkolnej, wiecznie wpakowywałem się w kłopoty i prawdę mówiąc byłem tym bardziej niepokornym synem. Nie lubiłem bawić się w poważnego arystokratę. Chciałem odrzucić tę maskę, pokazać się takim jaki jestem na prawdę. Kąpany w gorącej wodzie, podrażniony konwenansami, stojąc tu, umierałem.
Herbaty. Mi się marzy tona whisky, ale tak, pijmy herbatę. Macham ręką, żeby skrzat się tym zajął. Przed chwilą zdarzyło nam się być tak niestosownie blisko, a teraz znów mogę myśleć. I z tego powodu się denerwować, bo chodze skołowany, odkąd ją poznałem. Wydaję się więc nieco rozdrażniony, kiedy odpowiadam : - Nie, chyba odpadła dość prędko. Jako nowicjuszka musiała walczyć z innymi, równymi sobie. Prawdę powiedziawszy, nie interesowałem sie tym, była ciekawostką, o której niedługo wszyscy zapomnimy - minąłem Rosalie i odetchnąłem innym powietrzem, a myśli o poślubieniu jej, znikły. Powinienem zostać w wielkim salonie, ale zamiast tego poprowadziłem ją do miejsca z trofeami. I wystarczyło znów znaleźć się z nią sam na sam w mniejszym pomieszczeniu, by wszystko co w niej czarowne powróciło.
- A jednak - ucieszyłem sie na wieść, że chodzi na niektóre zawody. - Wielka szkoda, że wcześniej się nie poznaliśmy, na tych zawodach Malfoy był lepszy, ale nagrodą pocieszenia było poznanie wielkiego mistrza Kleofasa, kto wie, może gdybyśmy się znali wcześniej i panienka miałaby z nim przyjemność - tak jej opowiadam, że prawie zapomniałem, żeby dodać coś o kamieniach. Kiwam głową i wyobrażam ją sobie w biżuterii z tych kamieni. Samej biżuterii.  Nagle zachwiałem się nad jej uchem, to od oddychania zapachem jej włosów.
- Rosie - jęczę cicho, niedosłyszalnie dla postronnych, ale jej pewnie zabrzmi to w uchu, poprawiam się szybko i głośniej już mówię - Panno Rosalie, może jeszcze zanim wyjdziemy, pokażę resztę domu? Może więc drinka - by jakoś ustrzec się od odpowiedzi, dlaczego przez chwilę poczułem się tak luźno, żebym chciał się z nią na ty wymieniać uprzejmościami, otwieram szafkę i nalewam czegoś mocniejszego. Dla siebie, bo znając panny i damy, to Rose nie uraczy się nawet kapką.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]11.10.15 21:36
Byłam tak zajęta kamieniami, że nawet nie zauważyłam, kiedy pan Deimos zaczął zachowywać się inaczej. Widziałam jego skołowanie już wcześniej, tam na spotkaniu u profesora Slughorna, było jednak ono dla mnie tak bardzo normalne, że nie zwróciło mojej większej uwagi. Prawie każdy mężczyzna reagował tak samo, jedni mniej, a inni bardziej, ale każdemu w mojej obecności zawróciło się w głowie i potrafił odwrócić wzrok od najukochańszej ukochanej, aby podążyć nim za mną. Nie było w tym ich winy, to naturalna kolej rzeczy. Bycie willą było szczęściem i przekleństwem, znalezienie prawdziwej miłości graniczyło z cudem. Dlatego, gdy tak cichutko, ledwo słyszalne nad moim uchem rozbrzmiało „Rosie”, aż ciarki przeszły mnie po plecach. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz ktoś się tak do mnie zwracał, ktoś inny niż rodzina. Odwróciłam wzrok, było widać moje zdziwienie na twarzy, szybko jednak przemieniło się to w uroczy uśmiech.
Bardzo chętnie obejrzę resztę domu, panie Carrow – odpowiedziałam uprzejmie. – I dziękuje, herbata wystarczy.
To było oczywiste, że alkoholu nie tknę, jestem panną z dobrego domu, ale niech Deimos się nie krępuje, nie będę zabraniać pić mu alkoholu. Po za tym, czułam się z nim nad wyraz swobodnie i bezpiecznie. Nie wiem od czego to zależało, ale intuicja podpowiadała mi, że z jego strony nie powinno mi nic grozić i tego się trzymałam. Rozpoczęliśmy swoją podróż po jego domu, zwiedzając różnorakie pokoje. Były one naprawdę piękne, jednak uważałam, że mój dom wygląda zdecydowanie lepiej. Cóż, chociażby dlatego, że był w stylu naszej rodziny i regionu, z którego pochodzimy. Co jakiś czas zatrzymywaliśmy się, aby coś obejrzeć, ale naszą podróż i tak skończyliśmy w salonie.
Ma pan naprawdę piękny dom i przede wszystkim piękną okolicę. Był pan kiedyś u nas na bagnach? Nikogo zbytnio ten widok nie zachwyca, zresztą, na pewno pan wie, jak nas, mnie i Constance nazywali bądź nadal nazywają. Nie wiem, staram się nie zwracać na to uwagi – zaczęłam, chociaż nie do tego chciałam zmierzać.
Podeszłam do okna, wydawało się, że jest strasznie zimno. Szyba zaparowała od oddechu, ale ja skupiona byłam na widoku, który był oszałamiający. Ile bym dała, by codziennie rano budzić się i w zwiewnej koszulki podejść do okna, otworzyć go i wziąć kilka wdechów świeżego powietrza. Tutaj na pewno działałoby to na mnie i moją chorobę zdecydowanie lepiej.
Nie mogę się doczekać, aż pójdziemy obejrzeć pańskie konie – powiedziałam radośnie.
I taka była prawda, z drugiej jednak strony bałam się zimna, nie chciałam zmarznąć, więc miałam nadzieję, że gdy tylko wrócimy z powrotem do domu, ponownie dostanę cieplutką herbatkę.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]01.11.15 10:14
Speszony swoim zachowaniem, odwracam się i postanawiam pójść skołować sobie drinka. W tym celu wyjmuję z zabytkowego kredensu ustawionego gdzieś w przejściu do salonu, kryształowe szklanki, jedną szklankę, bo drugą odstawiam. Przesuwam dłonią po czole i dopiero wtedy wlewam ciemnozłoty napój, który już po chwili moczy me usta. Zrobiłem to niepozornie prędko, więc Rosalie wyjdzie z pokoju zdobyczy (czy to nie zabawne, że zaprowadziłem ją do pokoju Zdobyczy? Jakbym liczył, że i ona stanie się moją zdobyczą) i będzie chciała iść spowrotem do salonu, ja już będę w jego połowie. Zabieram go ze sobą - Zapraszam - mówię i ruszamy w drogę po parterze. Na pietro nie wchodzimy. Nie wyobrażam sobie, żebym miał jej pokazywać sypialnie w których dzieją się niecne rzeczy i nie myśleć o tym, żeby spróbować i ją na nie namówić. A przecież obowiązywały nas zasady, już spotkanie bez przyzwoitki mogło podsuwać wątpliwości.
Przyjmuję pochwałę domu tak, jakbym sam go zbudował tymi ręcyma. Napawa mnie dumą, że tak piękna kobieta wyraziła zachwyt miejscem w którym żyję. Jak różne było zachowanie Rosalie od tego beznamiętnego wzroku Megary. Chodziła obrażona po domu, jakby zlękniona - bała się, że ściany ją pogryzą? Jej cały dom zmieściłby się w moim hallu. Zdecydowanie mogłaby się poduczyć u Rosalie kilku rzeczy. - Niestety nie miałem okazji gościć w samej rezydencji, ale niejednokrotnie towarzyszyłem ojcu podczas wyjazdów. Myślę, że przebywała panienka wtedy w Hogwarcie, stąd nie mieliśmy przyjemności - jaki ten mój wzrok jest łatwy do zrozumienia. Kiedy na nią patrzę, to praktycznie płaczę ze świadomości, że niemożliwe są wszystkie moje wydumane z nią spotkania po nocy.
- Królewnami bagien? - rzucam pomysłem, ale słysząc coś w głosie, że nie przepada za tymi imionami, przesuwam spojrzeniem wymijająco po suficie. Tylko winni się tłumaczą, więc nie zamierzałem się tłumaczyć, ale co poradzić. - Uważam, że nie jest to tytuł o wydźwięku prześmiewczym i powinnaś pilnować tytułu królowej z dumą. My na przykład, potomkowie króla Ryszarda Lwie Serce, nie ukrywamy, że tytuł królewski mógłby znów do nas wrócić - przechwalam się, bo wspomnienie o królewskim przodku zawsze mnie jakoś tak lepiej nastrajało.
Gorzej, że miałem podobne do niej marzenia o przyszłości, tylko oczywiście nie mogłem nic z tym zrobić, bo zanim ujrzałbym ją w oknie w półprzeźroczystej koszuli, musiałbym się najpierw nachodzić do wszystkich włascicieli dłoni Rosalie, wyczekać do ślubu i dopiero później czerpać przyjemność. I właśnie dziś postanowiłem, że powinienem się jak najprędzej wybrać do jej ojca.
Nie wiedziałem o jej chorobie, ale to nie musiało mieć na nic wpływu. Mój własny brat miał żonę chorą na serpentynę, a dziecko mają zdrowe.
- Tak więc myślę, że możemy już do nich iść, szczególnie, że pogoda jeszcze na to pozwala
I poszliśmy. Rosalie wyraźnie podobało się to, że ma tu tak wiele miejsca i wyglądała na pobudzoną, a od zimna nawet nieco poróżowiały jej policzki. Wkraczam do stajni jako pierwszy, krząta się tu kilkoro sług zajmujących się oporzadzaniem przy koniach, wszyscy się ze mną witają i witają również piękną pannę Yaxley. Poprzez stanowiska różnych koni, prowadzę ją do młodego atenonana.
- To zaś najmłodszy z tego grona. Jest dość narwany, jeżeli wyczuwa niebezpieczeństwo, ale nie sądzę, żeby zrobił krzywdę - tu sięgam dłonią do łba zwierzęcia i zwierze rzeczywiście potulnie przymyka oczęta, awtedy zachęcam Rosalie do pogłaskania młodego okazu. - Słucha tylko mnie i mam nadzieję, że wyrośnie na potężnego.
Po jakimś czasie otrzepuje dłonie i zagaduje ją o jednorożce o których mówiła mi ostatnio.
- A jak u panienki jednorożców? Mają dobre warunki?
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]01.11.15 10:46
Gdy wspomniał o towarzyszeniu mojemu ojcu w wyjazdach spojrzałam na niego zainteresowana. Prawdopodobnie tak właśnie było, że przebywałam wtedy w Hogwarcie. Jaka szkoda, że nie było nam dane poznać się wcześniej, może cała nasza znajomość potoczyłaby się w zupełnie innym kierunku?
Rezydencję mamy piękną, nie mogę narzekać. Aczkolwiek tereny pozostawiają wiele do życzenia. Mój ojciec uwielbia bagna, ja jednak uważam, że nie jest to miejsce dla dorastających panien. Aczkolwiek terenu, który zajmuje dany ród, nie można sobie wybrać – stwierdziłam.
„Królewny z bagien” brzmiało u niego zdecydowanie lepiej niż u całej reszty społeczeństwa, które obgadywały nas za naszymi plecami. Myśleli, że nic nie wiemy, nic nie rozumiemy i na bagna nic nie dociera. Ale bardzo się mylili, a potem dziwią się, że nie mamy praktycznie z nikim pozytywnych relacji. Jak zacieśniać więzy, gdy ktoś ma do nas taki stosunek?
Sądzę, że pański królewski tytuł ma się nijak do mojej królewny z bagien – dodałam uśmiechając się delikatnie. – Został on nam nadany ze zwykłej złośliwości i pogardy, chociaż może, aby zrobić na złość tym wszystkim głowom rodów, którzy tak krzywo patrzą na moją rodzinę, jednak powinnam zacząć się tak tytułować? Ich miny były by bezcenne!
Nie chciałam zabrzmieć niegrzecznie, czasami jednak moja druga natura, wrednej laleczki z różkami, próbowała się ukazać. Nigdy jej jednak na to zbytnio nie pozwalałam, wiedziałam, że jest to nie odpowiednie zachowanie i nie powinno się tak zachowywać.
Następnie pan Carrow zaproponował wyjście. Przytaknęłam mu ochoczo, pozwoliłam, aby pomógł mi założyć mój płaszcz i oboje wyszliśmy z domu do stajni. Przyjęłam powitania od służby pana Carrowa i ze zdziwieniem stwierdziłam, że naprawdę wiele osób ma zatrudnionych do pracy przy stworzeniach. Deimos pokazał mi najmłodszego z koni i pozwolił pogłaskać. Położyłam dłoń na końskim łbie, gładziłam go delikatnie po sierści, przez przypadek dwa razy dotykając dłoń pana Carrowa.
Oh, są takie piękne. Jak żałuje, że nie miałam okazji poznać tych stworzeń wcześniej. Widać, że mają u pana bardzo dobrze. Pańska służba bardzo dobrze się sprawuje – pochwaliłam ich, co miało być też komplementem dla samego Deimosa. Dobra służba powinna być dumą dla ich pana.
Gdy wspomniał o jednorożcach, odwróciłam się w jego kierunku, co jakiś czas skupiając też uwagę na aetony. Myślami jednak zaczęłam krążyć wokół rezerwatu Parkinsonów i moich ukochanych jednorożców, za którymi de facto zdążyłam się już stęsknić.
Jednorożce przebywają w rezerwacie u rodziny Parkinsonów. Często przychodzę tam, pomagam przy nich czasami, najbardziej lubię je czesać. Wiem, że nie jest to praca dla mnie, jednak bardzo mnie to uspokaja i czasami wyganiam służbę, aby móc się nimi pozajmować – zaczęłam opowiadać. – W rezerwacie oprócz normalnych pracowników, mamy też wielu wolontariuszy. Wszyscy jednak bardzo się starają i jednorożce mają tam naprawdę dobrze. Wszyscy jednak dążymy do tego, aby zapewnić im odpowiednie miejsce do życia na wolności i tym się głównie zajmuje.
Miałam nadzieję, że swoim monologiem go nie zanurzyłam. Ponownie zaczęłam głaskać konia, aż w końcu wpadłam na genialny pomysł. Nikt nas nie widział, a ta chwila wolności zostałaby to więc tylko między nami.
Panie Carrow, pozwoli pan, że zapytam. Byłaby możliwość, abyśmy ucięli sobie małą przejażdżkę? – zapytałam, widać było iskierki ekscytacji w moich oczach.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]01.11.15 11:56
- Pański ojciec to wspaniały człowiek. Lady Rosier niezwykle go ceni - sypię uprzejmościami jak z kapelusza, przypominając sobie nagle matkę Tristana i Darcy, która zjawiskowo skradła mi serce, kiedy miałem dwanaście lat. Do dziś z tęsknotą spoglądam na jej pełne wdzięku ruchy i marzę o tym (skrycie o tym marze), żeby kiedyś uciec od swojego nazwiska i porwać ją od jej nazwiska. Moglibyśmy być szczęśliwy, a w każdym razie JA mógłbym być szczęśliwy. Jakkolwiek mówiłem o Lady Rosier niczym o najlepszym przykładzie na osobę, której zdanie sobie cenię, musiało to zabrzmieć zgoła zabawnie z ust Carrowa. Uśmiecham się widząc jak bojowo jest nastawiona wobec nieżyczliwych ludzi. Rozczuliło mnie to, nie powiem. - Obiecuję, że jeżeli kiedykolwiek ktoś będzie tak tytuował przy mnie panienkę bądź siostrę, to sprawię, że już nigdy tego nie powie - składam te obietnice, które pewnie nie będą miały pokrycia, gdyż Yaxleyowie nie zwykli występować w spisie powszechnym tematów, które poruszam z ludźmi z którymi rozmawiam przeważnie. Kwestia tego, że nie uczestniczę w gierkach dworskich.
Przy koniach nasze dłonie się złączyły, ale starałem nie okazywać jaki i czy ma to na mnie wywrzeć jakiekolwiek wrażenie. Później stało się to jeszcze raz, ale kiedy spojrzałem na nią, nie widziałem, by ją to poruszyło. Musiałem dotrzymać jej kroku, przecież nie wypadało się tak zdradzać na zaledwie drugim spotkaniu.
Wypowiedziałem podziekowania, następnie słuchałem opowieści o jednorożcach, których z jasnych przyczyn nie mogłem hodować, chociaż słyszałem, że to dobre pieniądze.
- Nie boicie się, że przyjmując wielu wolontariuszy narazicie się na obecność niezaufanych osób w pobliżu tak specyficznych stworzeń? Przyznam, że osoby, które zajmują się moimi podopiecznymi to moi wieloletni pracownicy i nie wyobrażam sobie przyjmować kogokolwiek nowego - unoszę brodę i brew także - Rozumiesz, że jednorożce są bardzo kuszącymi stworzeniami, których zarówno włosie jak i rogi mogą być przez niezaufanego człowieka niecnie skradzione?
Na pewno rozumiała, ja wciąż jednak nie mogłem wyjść ze zdziwienia. Tym większe ono się stało, kiedy zaporponowała przejażdżkę.
- Myślę, że nie będzie problemu. Ale czy jeździłaś już kiedykolwiek, panienko Yaxley?
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]03.11.15 21:19
Wysłuchałam jego obawy na temat zatrudnionych przez nas ludzi i z delikatnym uśmiechem pokręciłam przecząco głową. Miło było jednak ze strony pana Carrowa, że rozumiał zagrożenie i przejął się losem naszych ukochanych jednorożców. Co jak co, były one miłością mojego życia i nie wiem jak zniosę moment, kiedy przestaną lgnąć do mnie i pozwalać mi na tak dużo. Przeżyję wtedy okropną tragedię, która na pewno stworzy wielką dziurę w moim sercu, którą niezwykle trudno będzie mi załatać.
Dziękuje za troskę, panie Carrow, jednak nie ma się czego obawiać. Nie przyjmujemy byle kogo, każda osoba jest niezwykle dokładnie sprawdzana pod względem pochodzenia jak i w kartotekach w Ministerstwie. Nie przyjmujemy kogoś, kto miał już jakieś problemy z prawem – zaczęłam tłumaczyć. – Po za tym, jak pan pewnie dobrze wie, jednorożce nie lubią przebywać z mężczyznami oraz kobietami zamężnymi, które utraciły już swoją czystość. Tak więc wolontariuszkami zazwyczaj zostają młode dziewczyny, na przykład na czas wakacji, nigdy też nie zostają bez opieki kogoś bardziej doświadczonego i zaufanego.
Jednorożce miały to do siebie, że wystarczyła krótka chwila z nimi, a nawet czas potrzebny na dojście do zagrody, aby dowiedzieć się z kim mamy do czynienia. Mężczyzn wyczuwały z daleka. A ile mieliśmy par, które przyszły obejrzeć jednorożce. Mężczyzna z tyłu, przyglądał się swojej kobiecie, a tu klops, bo jednorożce absolutnie nie chciały do niej podejść. Potem płacz, zgrzytanie zębami i bękarty, niszczące całe związki.
Czy jeździłam? Zdarzało mi się dosiąść jednorożce, one jednak nie są zbyt skore do osiodłania – stwierdziłam. – Ale na pewno z pańską pomocą, szybko nauczę się chociaż podstaw, aby móc z panem pojeździć spokojnie po okolicy.
Może nie byłam ubrana typowo na przejażdżkę konną, bo sukienka raczej do takich rzeczy nie była przeznaczona. Nie przejęłam się jednak tym zbytnio, bo przy panu Carrowie czułam się nadzwyczaj swobodnie i chociaż na chwilkę przestawałam być tą niezwykle ułożoną panną Yaxley, odsłaniając trochę swoje prawdziwe JA.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]04.11.15 22:25
- Oczywiście. Zresztą, z tego co się orientuję, byłoby zresztą niezwykle ciężko oszukać zwierzęta. To stwarza w gruncie rzeczy świetny sposób na przeprowadzenie rozmowy kwalifikacyjnej, prawda? Jeżeli jednorożec ucieknie, to nie należy zatrudniać osoby - zauważyłem jakże bystro, nagle zdając sobie sprawę, że poprzednio zadałem przygłupie pytanie. A później już zaczynam się zastanawiać, czy taka Rosalie nie uważa tego za ciężar, że musi być czysta do ślubu dla swojego wybranka. Ogólnie młode panienki szlachcianki miały dość ciężkie życie. Mi wybaczano, ale one mogły okryć się hańbą. 
Niczym zaczarowany spoglądam w twarz przejętej pytaniem Rosie, od kórej dowiaduję się rzeczy o które nie pytałem. 
- Chodziło mi oczywiście o aetenony - przypominam jej z uśmiechem głupca, któremu się wydaje, że kobieta obdarzona tak wyjątkowym pięknem, mogłaby się kiedykolwiek zgodzić na uchodzenie za jego wybrankę serca. Podśmiechując pod nosem z niezrozumienia, wyrażam jednakowoż zadowolenie z nowej informacji, która o niej pozyskałem: - Nie sądziłem, że ktokolwiek miał szansę rzeczywiście wsiąść na jednorożca. Panienka musi mieć bardzo czyste serce, ale muszę spytać jak właściwie to się udało? Był tam ktoś trzeci? Mógłby spłoszyć zwierze, więc... jak? - nie wyobrażam sobie, żeby ktoś jej wzrostu, bez odpowiedniego przygotowania umiał wskoczyć na wysokie zwierze. Ale ja też jeszcze nie odkryłem wszystkich rzeczy, które z nią w roli głównej umiem sobie wyobrazić. 
- Przygotujemy panience siodło damskie - oceniam strój, no i czekamy na kogoś kto nam przygotował zwierzę, po czym przedstawiam panience Yaxley jej nowego znajomego, pomagam na niego wsiąść i pytam, czy wszystko jest dobrze?
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]07.11.15 13:11
Tak, można tak powiedzieć – stwierdziłam.
Cóż, może nie koniecznie jednorożce wykorzystywałyśmy do tego, jednak może by się nadawały. Zarumieniłam się, czy pan Carrow stwierdził, że nie o ty pytał. Zaśmiałam się delikatnie pod nosem, zasłaniając usta dłonią. Troszkę głupio było, i aż zrobiło mi się wstyd, że nie do końca zrozumiałam, o co mu chodzi.
Przepraszam, myślałam, że chodzi panu o to, czy jeździłam ogólnie. Nie, na Aeteonach jeszcze nie jeździłam – odpowiedziałam, więc z pełną szczerością na odpowiednie pytanie. – Pomogła mi wsiąść jedna z wolontariuszek, jeżeli zwierzę jest przyzwyczajone, to osoby, które zna, tak szybko go nie spłoszą. Wydaje mi się, że ta zasada dotyczy wszystkich zwierząt, koni również. Prawda, panie Carrow?
Spojrzałam na niego zarumieniona. Rozmowa o moim podboju jednorożców i próby ich osiodłania może nie należały do najciekawszych i do najznakomitszych wyczynów, ale przecież sama sprowadziłam rozmowę na ten tok.
Po za tym, panie Carrow. Zajmuje się jednorożcami odkąd skończyłam Hogwart, zapewniam pana, że trochę na temat jednorożców już się nauczyłam i nie sprawia mi problemu podejście do nich i zrobienie czegoś. Gorzej z zaufaniem, je zdobywa się dosyć długo, dlatego najlepiej przyzwyczajać do siebie od małego – kontynuowałam rozmowę. – Ten jednorożec, na którym siedziałam, zaczęłam się nim opiekować, kiedy był jeszcze mały. Bynajmniej nie jest jeszcze dorosłym zwierzęciem, ale mi ufa.
Ucieszyłam się, gdy Deimos zauważył moje jakże czyste serce. Czasami się zastanawiałam, po kim to mam. Czy moja matka też taka była? Ojciec nigdy nie był tak wrażliwy, delikatny, w końcu to porządny mężczyzna. A może przejęłam te cechy od cioci, która starała się zastąpić mi matkę?
Pan Carrow polecił swojej służbie przygotować konia, którego uprzednio pozwolił mi poznać. Następnie pomógł mi na niego wsiąść. Usadowiłam się wygodnie, zadowolona, że będę miała dzisiaj taką atrakcję.
Dziękuje, wszystko dobrze – stwierdziłam. – Panie Carrow, mam nadzieję na miłą przejażdżkę – stwierdziłam, gdy oboje wyjeżdżaliśmy ze stajni.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]23.11.15 15:20
- Oczywiście - kiwam głową, nie chodzi mi bynajmniej o to, by nie mówiła, niech mówi coraz więcej. Lubiłem dźwięk jej głosu i to, jak się denerwowała, że jej nie doceniam. Lubiłem, kiedy spoglądała na mnie z uśmiechem i zachwycona świergotała o jednorożcach. Nie chciałem, by było cicho, wiec przechodząc obok boksu nowego nabytku oświeciłem ją:
- Mam teraz w stajni młodego Al Buraka. Będziemy go przygotowywać na przyszłoroczny turniej na festynie u Prewettów, mam nadzieję, że przybędziesz kibicować - tak, miałem wtedy nadzieję na wiele rzeczy - Póki jednak nie przestanie wierzgać za każdym razem, kiedy ktoś go dosiada, nie możemy go wystawiać. Mógłby spowodować wiele problemów
Wielka szkoda, że nie wiedziałem o chorobie panny Yaxley. Możliwe, że byłbym wtedy o wiele ostrożniejszy i dał jej spokojniejszego konia. Sądziłem jednak, że jej problemy ze zdrowiem, o których słyszalem, nie były aż tak poważne. Zawsze zresztą gwizdałem na takie rzeczy, uznając, że skoro ja jestem zdrów jak koń, to i wszyscy inni też są.
Rose od dołu prezentowała się tak wspaniale, że trudno było mi się skupić na tym, by dosiąść innego konia i tym samym znów zrównać się z nią pozycją. Wyjechaliśmy ze stajni, trzymałem się blisko.
- Możemy przejechać nieopodal moich stawów, znajduje się tam tak piękny zakątek, że koniecznie musisz go zobaczyć, panno Yaxley - już sobie wyobrażam: ja, ona i polana oddalona tak bardzo od trola i świata. Mógłbym posunąć się do wszystkiego co mi chodzi po głowie i tym samym.. pewnie przekreślić widoki na dużo więcej. - Nie powinnaś mieć problemu z prowadzeniem, ale na wszelki wypadek proszę - wychylam się i podaję jej szkatułkę ze słodkościami, którymi można przekupić posłuszne zwierzę. - Nie wykorzystaj wszystkiego na raz, zostaw trochę na kolejną przejażdżkę - tym sposobem zapraszam ją na całą masę wycieczek, gdyż szkatuła chowała okołu dwuziestu kawałków słodkości.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]16.12.15 20:18
- Naturalnie, że się pojawię - odpowiedziałam radośnie. - Jak mogłabym ominąć tak ważne wydarzenie? Z tego co słyszałam, ma pojawić się wiele różnych atrakcji, mam nadzieję, że uda nam się wspólnie wziąć udział, chociaż w jednej z nich.
Gdybym wiedziała w jakiej sytuacji przyjdzie mi się spotkać z panem Carrowem już za pół roku, a to nasze “wzięcie udziału” ograniczy się do jedynie przykrej rozmowy, za pewne ugryzłabym się teraz w język, szybko zeszła z konia i przestała z nim kontaktować, aby nie zrobić sobie złudnych nadziei, bo takie ewidentnie mnie nawiedziły.
Wyjeżdżając ze stajni, Deimos zaproponował przejażdżkę niedaleko stawów, na co przytaknęłam mu ochoczo. Taka okolica, zapewne skrywała wiele cudownych zakątków, a ja im dłużej tutaj byłam, tym bardziej miałam ochotę na poznanie ich wszystkich. Dlatego nie zaprotestowałam, gdy pan Carrow, w sposób dość delikatny dał mi do zrozumienia, że liczy na moje kolejne odwiedziny.
- Ależ oczywiście, zachowam coś na następne razy - uśmiechnęłam się do niego i ruszyłam tuż obok niego w miejsce, w które nas prowadził.
Rozglądałam się co chwilę podziwiając okolicę. Nie spodziewałam się, że pan Carrow mieszka w tak cudownym miejscu. Jego przyszła żona, na pewno byłaby niezwykle zadowolona z faktu posiadania takich terenów. A przynajmniej ja byłabym wniebowzięta.
- Jest tu niezwykle pięknie, ta wiosenna aura dodaje tylko uroku. Nawet zimno nie przeszkadza, kiedy ma się u boku takiego towarzysza - zaczęłam. - Musi pan bardzo dbać o te tereny, szkoda by było, gdyby zostały zmarnowane. Czy w okolicy mieszka cała pańska rodzina?
Cóż, może byłam troszkę ciekawska, ale lubiłam dużo wiedzieć. Na szczęście nie było to pytanie z tych bardziej wścibskich, które czasami padały z ust moich i Darcy, gdy byłyśmy same. Obgadywanie innych, szczególnie w śród kobiet, było na porządku dziennym.
Zastanawiałam się, czy daleko jeszcze do naszego celu. W pewnym sensie chciałam jechać i jechać, zostawiając za sobą wszystko i spędzić jak najwięcej czasu z Deimosem, z drugiej strony czułam, że powinnam chwilę odpocząć. Niby jazda konna, w dodatku taka spokojna, nie wymaga aż tyle energii, jednakże dla osoby, która nie ma kompletnie kondycji, a jej jedynym zajęciem w domu jest granie na fortepianie, czytanie książek i odpoczywanie, jest pewnego rodzaju wysiłkiem.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach