Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet
AutorWiadomość
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]13.09.15 22:17
First topic message reminder :

Była wczesna wiosna, kiedy w końcu udało mi się skorzystać z zaproszenia i odwiedzić pana Carrow... znaczy, jego konie. Dzień był jeszcze dosyć chłodny, jednak od środka rozgrzewała mnie myśl, że już niedługo spędzę z mężczyzną kilka miłych godzin na podziwianiu jego terenów, zwierząt i wspólnej rozmowie. Od naszego ostatniego spotkania minęło trochę czasu, ale jego zaproszenie nadal było aktualne, z czego bardzo się cieszyłam.
Ubrana w ciepły płaszczyk zjawiłam się przed jego posiadłością punktualnie, drzwi otworzono mi niemal momentalnie. Stał w nich sam Deimos. Przystojny jak zawsze. Na dzień dobry posłałam mu uroczy uśmiech, a kiedy tylko mnie zaprosił, weszłam do środka.
- Dzień dobry, panie Carrow. Mam nadzieję, że się nie spóźniłam? Ne mogłam oderwać wzroku od tej pięknej okolicy, miła odmiana. U mnie widać tylko bagna, które jednakże o tej porze roku również mają jakiś swój urok. A przynajmniej ja po tylu latach nauczyłam się go odnajdywać - mówiłam ściągając płaszcz.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu, które było bardzo ładnie urządzone. Sam Deimos żył w tak pięknych terenach, że i dom musiał mieć piękny, inaczej sobie tego nie wyobrażałam.
- Jestem pod wrażeniem posiadłości, jest naprawdę piękna - kontynuowałam. - Dziękuje za zaproszenie, już nie mogłam doczekać się, aż będę mogła pana odwiedzić.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem


Ostatnio zmieniony przez Rosalie Yaxley dnia 11.10.15 11:57, w całości zmieniany 1 raz
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet - Page 2 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley

Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]01.01.16 22:23
- I ja mam taką nadzieję - bo byliśmy tak oderwani od rzeczywistości, że zachciało nam się wybierać myślami do przodu. Ja już nawet nie pamiętałem dlaczego rozmowa nasza przerodziła się nagle w snucie marzeń o wspólnej zabawie na festiwalu u Prewettów. - Liczę, że będziesz mi kibicować na zawodach pod Łukiem Durdledoor, panno Yaxley. Wyścig to jak się domyślasz najważniejsza rozrywka dla każdego członka rodu Carrow - przypominam i sobie i jej, bo kiedy patrzę na delikatne szczupłe nadgarstki, nachodzą mnie wizje, jak przelewany wspólnie wosk przez klucz. Zamroczyła mnie trochę ta wizja, ale to z grubsza wina czaru wili który roztaczała Rosalie. Bo chyba mniej miało tutaj do roboty faktyczne planowanie podobnych zachowań. Zresztą, jeżeli bym się tak zastanowił, to na pewno gdybym miał więcej do czynienia z Rosalie, mógłbym się uodpornić na jej sztuczki. Tak sądzę. I co, kiedy poznałaby moją naturę już nie musiałbym być jej ulubionym panem Carrow.
Przyjmuję jednak wieść o tym, że panna Yaxley ma ochotę spędzać tutaj kolejne dni. To jakbyśmy żyli we śnie. Ona ze mną i ja z nią. Moglibyśmy urządzać sobie podobne przejażdżki do końca naszych dni. Moglibyśmy wspólnie wybrać imiona na każdego mijanego pagórka. Moglibyśmy zasadzić jabłoń - jedną, osiem, hektar. Moglibyśmy mieć dla siebie całe życie. Roztacza się przed nami tak piękna wizja jutra. Przyszłości. Której nigdy nie zaznamy.
Mam te myśli złudne, fantasmagoryczne, właśnie w tym samym czasie, kiedy brakuje mi Milburgii najmocniej. A Rosalie wydaje się nagle być najlepszą kandydatką na jej miejsce. Może ją zastąpić, bo już wyobrażam sobie wszystko. A przynajmmniej nigdy ode mnie nie odejdzie. Nie tak jak Dolohov, której nie ma - a powinna być. Pojechala na sam koniec świata, zostawiła mnie i wróci za kilka miesięcy. Wtedy jednak ja będę już kimś zupełnie innym. I z innymi zobowiązaniami powitam ją w swych progach. Wielka szkoda, że nie ze zobowiązaniami dotyczącymi panny Yaxley.
- Bardzo dziękuję, rzeczywiście mamy się czym chwalić. Yorkshire to jedno z piękniejszych hrabstw w całym Królestwie, jeżeli nie najpiękniejsze. Ja będę oczywiście utrzymywał, że tak jest, chociaż przyznam, że i ziemie na południowym zachodzie ostatnio miałem okazje zwiedzić i są to urokliwe przestrzenie - czy ufałem Rosie na tyle, by wypowiadać tak dwuznaczne zdania, czy to uniesienie spowodowane chwilami niespotykanej szczęśliwości, tak nam nie zadziałało. Przecież mowię tak, ze zorientowana w Carrowowych zapędach osoba, z łatwością połączy fakty i zauważy, że ostrzę sobie ząbki na obce terytoria. I jakkolwiek dwuznacznie mogło brzmieć moje uznanie dla terenów zachodnich, teraz przy boku Rosalie, paplałem językiem jak narwany.
- Najbliżej mieszka mój drogi brat Fobos Lord Carrow razem z synem są rodziną do której najczęściej jeżdżę z odwiedzinami. Większość spadkobierców trzyma się Yorku, jakkolwiek lord Adrien Carrow wybrał miejskie życie i przeprowadził się z córką pod Londyn. Oczywiście dla każdego Carrowa, najważniejszy jest kontakt z naturą, więc nie dziwią mnie częste wizyty kuzyna.
Na chwilę milknę, dając Rosalie sposobność do mówienia, gdyż to jej głos w tym spotkaniu wydawał mi się milszy niż mój. Wkrótce spytałem: - Może zrobimy sobie mały postój? - i wskazałem malowniczy staw gdzieś nieopodal.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]09.01.16 18:24
- Oczywiście, że będę. Aczkolwiek jestem pewna, że pobije pan konkurencję o głowę - zapewniłam go przytakując.
Już nie mogłam doczekać się, aż rozpocznie się festiwal lata. W ogóle nie mogłam doczekać się letniej pory roku, noszenia sukienek, ciepłego powietrza. Zdecydowaniem byłam osobą ciepłolubną, więc lipiec i sierpień były dla mnie najlepszymi miesiącami. Podziwiając tak tereny należące do Carrowa, zaczęłam sobie wyobrażać jak pięknie musi tu być podczas lata. Świecące słońce, zakwitające kwiaty, a w powietrzu unosząca się delikatna, przyjemna woń, otulająca nas ze wszystkich stron. Zerknęłam na Deimosa, lekko rozczulona. Miałabym tu cudowne życie, czułabym się tu wspaniale, w jego posiadłości, na jego terenach, przy jego koniach. Idealne miejsce dla szlachcianki takiej jak ja, wymagającej najwyższych standardów.
- Ziemie na południowym zachodzie? - zapytałam. - Niestety nie dane było mi zwiedzić tych terenów, jednakże uwierzę panu na słowo, że są wyjątkowo piękne. Być może powinnam się tam wybrać?
Wysłuchałam go uważnie, gdy wspominał o swojej rodzinie. Jego brata, Fobosa udało mi się poznać. Bardzo ciekawa osoba, miałam wrażenie, że był bardzo podobny do Deimosa, chociaż może trochę bardziej statyczna i zdystansowana?
- Lord Adrien Carrow? Wydaje mi się, że prędzej poznałam kiedyś jego córkę, niż samego Lorda. Dziwi mnie jego wyprowadzka do Londynu, ja nigdy nie opuściłabym rodzinnej posiadłości, aby zamieszkać w mieście - powiedziałam, częstując konia przysmakiem. - Zbyt dużo ludzi, za głośno i nieświeże powietrze. Miasto to nie miejsce dla nas, arystokratów.
Podążyłam za dłonią mężczyzny wskazującą staw. Uśmiechnęłam się radośnie i z miłą chęcią przytaknęłam. Już po chwili ruszaliśmy właśnie w tamtym miejscu. Zeszłam z konia kawałek wcześniej, aby móc ten odcinek pokonać pieszo. Pozostawiłam konia przy drzewie, samej, unosząc delikatnie suknię, aby się nie zabrudziła, podeszłam do stawu.
- Jak pięknie - zachwyciłam się znowu, stojąc nad brzegiem. - Często pan tu przychodzi? Gdybym ja miała taki piękny staw, tak blisko swojej posiadłości, prawdopodobnie bywałabym tu codziennie.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet - Page 2 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]19.01.16 8:54
-Zdaje się jakbyś prócz wielkiego piękna przejawiają również skłonności jasnowidza - tu Deimos komplemenyuje już bardzo otwarcie wspaniałości, które świadczą o tym, co to kręci w Rosalie Yaxley. Jak wiele miał szczęścia, że nie przeprowadziła dziś ze sobą tej Rosierowej przylepy, która maltretowalaja swoją obecnością kiedy tylko się dało. Byla świadkiem wszystkich zalotów jakie mężczyźni do Yaxley wysuwali, na szczęście nigdy nie Carrowa. Na szczescie, bo kierując się własnymi rodowymi uprzedzeniami, gotowa była poświęcić szczęście Rosie. Może nawet uczyniła to, ingerowala i dlatego Rosalie chociaż tęskni do pól Marseet, nigdy tu nie zamieszka na zawsze.
- Nie radziłbym, roi się tam od barbarzyńców. - postanawia zagrać na tych dziewczyny emocjach i stać się materiałem na bohatera. Wpierw musi pannie wmówić, że niebezpieczeństw czycha za rogiem, nastepie zaznaczyć swoją odwagę i to, jak to wypedzi i w jękach zachwytu młodej panny, tryumfowac w tyej wyimaginowanej bitwie. -Potrzeba tam silnego zarządcy, który zrobi porządek. Ale ponieważ jest tam tak pięknie, ty Pani, powinnaś się tam z pewnością wybrać. Ale przynajmniej z tuzinem trolli - bądź z nim jednym.
Widok wili karmiącej piękne konie, przyprawić Deimosa o szybsze serca bicie. Cóż za widok, marzenie. Niezwykle ciężko mu się skupić na skonstruowaniu odpowiedzi. -Tak, zdecydowanie i jemu to wadzi. Mówisz, że poznałam mą kuzynke? Rozpieszczona panienka, nie sadzisz?- smieje sie i zbliża konia, lecz Rosie podłapala postój, więc zeszli z grzbietow. Na pewno zaraz pomógłby jej z konia zejść, jeżeli tylko potrzebowała takiej pomocy. W międzyczasie zajął się glaskaniem pięknych zwierząt, które od dziś staną się jego ukochanym jezeli wszystko dobrze się ułoży. Ze spojrzeniem śledzacym najdrobniejsze krajobrazu części, Deimos stał obok pięknej panny.
-Tak, to jedno z piękniejszych miejsc- nagle Deimos widzi oczyma wyobraźni (czyli posiada takową) zamarznięte zimowy staw i Rosalie kręcącą piruety na jego środku. - Chociaz powinniśmy kiedyś wybrać się na przejażdżkę nieco dłuższą, aż do granic Shire'u. Jest tam na prawdę piękne miejsce na letnie... spacery - odrywa spojrzenie od krajobrazu i spogląda na piękna Rosalie. Czy zechciałby zostać z nim tu na wieczność? Mieliby na prawdę piękne życie. Może pozwoliłaby mu nawet na widywanie sie z Milburgą. Zaprzyjaznilyby się z Cynthia. Marzenie. Zanim ona zorietowala się, ze on się na nią patrzy, on już przychyla się do jej ucha i wskazuje jakis kierunek przed jej twarza -To byloby w tamta strone. Co jest dość zabawne, bo jeżeli wytężysz wzrok...-tu czuje jak nagle wszystkie wilowe sposoby otumaniają go. To przyjemne. Tak bardzo przyjemne. Przemyka mu przez myśl, żeby zaraaz rzucić się do jej kolan i prosić o rękę. Tu cichnie jego głos, a usta konczą nieśpiesznie- ...ujrzysz jak prosta jest tam droga
Zdania niemające sensu, i jego dziwnie mętne spojrzenie. Skierowane na usta Rosalie, które nim jeszcze pomyślał, już pocalował. Jedno wielkie foux pas, Panie Carrow.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]27.02.16 15:42
- Niestety lordzie Carrow, zdolności jasnowidzenia w naszej rodzinie nie występują, albo przynajmniej ja nic o tym nie wiem - odpowiedziałam mu rozbawiona.
Jego stwierdzenie, że na południowym zachodzie żyją barbażyńcy, wywarło na mnie szczególne wrażenie. Teraz już wiedziałam, że nie będę miała ochoty, aby wybierać się tam na jakiekolwiek wyprawy z własnej woli.
- Lordzie Carrow, był pan tam na wyprawie sam? Skoro jest tam tak niebezpiecznie, nie powinien pan tak podróżować. Naprawdę jestem pełna podziwu, że udało się panu nie wdać w żadne niebezpieczeństwa - powiedziałam poważnym tonem. - Z tuzinem trolli? I z tuzinem zapewne bym się obawiała.
Wystraszył mnie lord Carrow. Nigdy nie sądziłam, że jeszcze na jakiś ziemiach może być tak niebezpiecznie, że rodowe niechęci dochodzą aż do takiego poziomu, by obawiać się wybrać na jakiś teren, dla zwykłej wyprawy krajoznawczej. Głowiłam się tak nad tym tematem przez chwilę, aż usłyszałam słowa mężczyzny, na temat panienki Carrow.
- Nie jestem pewna, czy wolno mi się wyrażać w taki sposób na temat lady Carrow, lordzie. Nie mi oceniać jej zachowanie - miałam nadzieję, że wybrnęłam z tego tematu jak najbardziej profesjonalnie.
Zeszłam z konia i bez pomocy lorda Carrowa, chociaż z wejście na jego grzbiet, będę jednak musiała poprosić o pomoc. Po chwili już staliśmy oboje nad brzegiem stawu, ja trochę rozmarzona, kompletnie nie zwróciłam uwagi na to, że i Deimosa pochłonęły jego myśli.
Dopiero jego słowa mnie wybudzają. Spoglądam na niego i przytakuje, bo również uważam, że to najpiękniejsze miejsce, jakie dotąd miałam okazje zobaczyć.
- Do granic Shire’u? - dopytuje, aby się upewnić.
Już wyobraziłam sobie, jak wycieczka zajmuje nam cały dzień. W cieple słoneczka rozkładamy koc na trawie, popijamy pyszne wino i zajadamy się owocami. Jesteśmy pogrążeni w rozmowie, śmiejemy się. Dookoła nas biegają konie, skubią trawkę. Taka piękna sielanka.
Słysząc jego głos w swoim uchu, jak zaczarowana spoglądam dalej, za jego ręką. Widzę kolejne piękne obrazy, wysilam wzrok, aby zobaczyć tę ścieżkę o której mówi.
Nagle zamiast ścieżki widzę twarz Deimosa, która zbliża się do mnie. Przymykam oczy, szalona pozwalam mu, aby złożył pocałunek na moich ustach. Atmosfera, piękne miejsce, bliskość zadziałały. Nie wiem jak długo to trwało, aż w końcu ocknęłam się lekko. Już nie pamiętam jak dawno, jakiś mężczyzna był tak blisko mnie. To dziwne uczucie, wystraszyło mnie. Przerywam pocałunek, niechętnie odsuwam swoją twarz od jego twarzy, chociaż sama nie zrobiłam nawet pół kroku w tył. Biorę głębszy wdech, patrzę mu w oczy zaskoczona.
- Panie Carrow - zaczynam nie wiedząc co powiedzieć. - Nie powinien pan…
Słowa wychodzą mi z ust, ale jakby zduszone. Zamieniają się w cichy szept, a nie pełne pewności zdania, które miały by na celu odsunięcie ode mnie tegoż mężczyzny. Wiem, że powinnam, ale to tak bardzo trudne.
- Oh, lordzie Carrow, gdyby ktoś nas zobaczył, proszę, proszę się opanować, bo łamie mi pan serce, gdyż nie mogę zgodzić się na pańskie zachowanie, a tak bardzo mi jest ono miłe - mówię, wpatrując się w mężczyznę.
Czy rozumie on moje słowa? Czy docierają do niego? tak bardzo bym chciała, aby nie był na mnie zły, by się przypadkiem nie poczuł urażony. Ale cóż ja mogłam? Tak nie wolno, nie wypada bez oficjalnej zgody. Ojciec byłby bardzo zawiedziony.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet - Page 2 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]08.03.16 22:02
Uśmiechów było co niemiara, dalej jednak nastąpił ten moment, kiedy miód spływa na serce Deimosa. Wspaniała Rosalie, tak żywo interesuje się sprawą niebezpiecznej wyprawy.
- Ale w moim towarzystwie mam nadzieje, że by się panienka nie bała - zagaduje flirciarsko, wiadomo. Deimos może się pochwalić i z uśmiechem opowiadać, jakby to było i jak będzie i jak było.
Elegancja panny Yaxley nie pozwoliła jej na wypowiedzienie sie na temat Inary, inteligencja (!) lorda Carrow nie pozwoliła na kontynowanie niewygodnych tematów.
Atmosfera była rzeczywiście wyjątkowo dobrze zaaranżowana. Najprawdopodobniej pod tym drzewem pan Carrow wszystkim pannom mówi te same historie. To nawet byłoby do niego podobne. Na szczęście może być pewny, że Milburga nie będzie z Rosalie dyskutować o miejscach romantycznych pana Carrow. Już samo wspomnienie Milburgii w kontekście osoby Rosie staje się dość karykaturalne.
Natomiast niczym dla Deimosa była atmosfera, kiedy w końcu mógł smakować tych ust różowych, ręką jedną starać się obiąć to ciało (co mu w końcu nie wychodzi, bo nim się zoriętował, Rosie chce się od niego uwolnić), którego przecież pożąda niesamowicie. Niestety, ten moment nie trwa tak długo, jak przewidywał.
Jej słowa każą mu się otrząsnąć. Ma rację, że tak nie można. Ale mimo wszystkich tych reguł, czy nie ma potrzeby, by kontynuować to co przerwała? Dlaczego się wymawia słowami nieistotnymi. O ojcu myślami, o rodzie. Czy nie czuje tego samego, czy nie pragnie.
- Panno Yaxley, proszę wybaczyć, ale tak długo sie powstrzymywałem. A tu przecież nikt nas nie widzi, spokojnie... - stara się dotknąć jej ramienia w uspokającym geście. Lecz kiedy to robi, zaraz palce zaciskają się na ramieniu, z nieokresaną pożadliwością. Bo wolałby oddać całą reszte swojego życia tej tutaj panience, niż nigdy nie poznać wszystkich zakamarków jej ciała, duszy, myśli. Czy to kwestia chwilowego przebywania przy emanującej urokiem niewieście, czy to głębsze uczucie - czas pokaże. Tak czy siak, zaraz musi się zreflektować i przestaje ściskać jej to ramię, chociaż pewnie oboje woleliby, by był to zaczątek do kolejnych pocałunków. One jednak nie mogą nastąpić, bo... bo co?
- Poza tym, proszę się nie obawiać, mogę panienkę zapewnić, że nie robię tego by cię znieważyć - tu sięga po jej dłoń i staje naprzeciwko - Proszę mnie tylko zapewnić, że nie jest panienka z nikim zaangażowana - w narzeczeństwo?
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]16.03.16 19:46
Chciałam wierzyć w jego uspokajające słowa. Chciałam wierzyć, że naprawdę nikt nas nie zobaczy, a mnie będzie mogła ponieść swoboda. Jednak surowe wychowanie ojca, zakazy i nakazy wpajane już od małego, wraz z zasadami dobrego wychowania nie pozwoliły mi się tak łatwo poddać. To było bolesne uczucie, kiedy serce tak mocno chciało, a umysł tłamsił wszystkie głębsze odczucia, od razu przypominając o zasadach, których nigdy nie wolno było łamać.
Czując jego dłoń, zaciskającą się na moim ramieniu, znowu wzięłam głębszy wdech. Czekałam na jego reakcje, na dalszy krok. W głębi serca liczyłam na kolejny pocałunek, chociaż sama przed sobą wstydziłam się do tego przyznać.
- Lordzie Carrow... - wyszeptałam znowu.
Speszona spuściłam wzrok, na policzkach zagościł rumieniec. Męskie usta, tak blisko moich, zaciśnięte w pocałunku. Miałam wrażenie, że czułam je cały czas, chociaż już od dłuższej chwili, były ode mnie oddalone. Ale ich smak, zapach jego skóry, działał na mnie… sama nie potrafiłam powiedzieć jak. Już nie pamiętałam tego uczucia, ale dzisiejszego dnia wróciło, przypomniało mi się i nie będzie dawało mi teraz zasnąć.
Lord Carrow chwycił moją dłoń, odsuwając się o pół kroku, a to co powiedział, przyprawiło mnie o palpitacje serca. Wolną rękę przyłożyłam sobie do piersi, patrzyłam na niego z niedowierzaniem, z zachwytem, ze wszystkimi emocjami jakie teraz odczuwałam. Strach, czy ojciec się zgodzi, szczęście, że ktoś w końcu się mną zainteresował tak naprawdę, zauroczenie mężczyzną, który traktował mnie jak królewnę. To było takie piękne, że aż nie prawdziwe. Miałam ochotę uszczypnąć się i sprawdzić, czy to nie jest tylko i wyłącznie sen. Zapłakałabym się, gdyby okazało się, że tak.
- Nie, nie jestem - odpowiedziałam.
Trochę niepewnie, trochę łamiącym się głosem. Czy lord Carrow zechce mi się oświadczyć? Czy poprosi o moją rękę? Najchętniej wzięłabym go pod pachę, zabrała do siebie na bagna i postawiła przed ojcem. I lord Carrow ukłoniłby się wtedy nisko i całym swoim sercem zapytał, czy mój ojciec zechce oddać mu moją rękę. Oh, jak byłoby cudownie!
- Lordzie Carrow, ale nie mnie powinien pan o to pytać, nie mnie o tym decydować - rzekłam w końcu. - Proszę jednak wiedzieć, że byłabym chyba najszczęśliwszą damą w całym czarodziejskim świecie, mogąc stać u pana boku.
Stać u jego boku, jeść z nim śniadanie i kolację, przygrywać mu na fortepianie, dzielić nocami wspólne łoże, by w końcu urodzić mu potomka. Na tę chwilę, ten moment, ten dzień, to było moje największe marzenie i tak bardzo liczyłam, że to o czym teraz myślałam i sobie wyobrażałam, naprawdę się spełni.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet - Page 2 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]18.03.16 21:12
Najpiękniejsza Rosalie, cóż więcej mógłbym chcieć niż spędzenie z tobą każdej kolejnej minuty życia. Kiedy tak wisisz kilka centymetrów nad ziemią, podtrzymywana przez moje dłonie na swoich plecach, wydajesz się być uniesiona na niewidzialnych nitkach, pływającą w chmurach siódmego piętra szczęścia, wspaniałą młodą kobietą, która sprawi, że mój świat stanie się jedną wielką różą.
- Rosalie - wdech, wydech. Wciągając jej zapach w każdy zakamarek nosa, tak słabo umiem bronić się przed kolejnym pocałunkiem. On nadejdzie, zawsze nadchodzi.
Chociażby teraz.
I wiem, że nie powinienem był, ale i tak jesteś królewną, której chciałbym uchylić nieba skrawek. Dla której sprzedałbym wszystkie swe złota, jeżeli chciałaby ubrać suknię z diamentów. I królewną, która na każde skinienie będzie miała mnie i będę z lubnością całował twe stopy, a także ziemię po których stąpały. I mógłbym ci zacząć pisać listy i bajki opowiadać. Zgodziłbym się na przebudowę rezydencji, na nowe skrzydło, nawet na to, żebyśmy mieli same córki. Jeżeli będą tak piękne jak ty, każda z nich dostanie najdzielniejszego męża i będę pilnował, by żadna nie cierpiała.
- Znów muszę... - przerywam pocałunek pragnąc ukoić jej ból spowodowany łamaniem zasad i spoglądam na nią w zamyśleniu rozkojarzeń. - Jakich wad we mnie mógły upatrywać lord Yaxley, które mogłyby nam przeszkodzić, panno Yaxley - zastanówmy się, bo ja nie widzę ich zbyt wielu. Może prócz tego, że jestem jak każdy inny Carrow, w sile wieku, bogaty i niesamowicie przystojny, to jeszcze lord Yaxley pozwolił jej tutaj przyjechać bez przyzwoitki. No dobrze, wziął wysłał z nią jednego trolla. Lecz czym jest ten jeden trol, skoro mogliśmy zostawić go w znacznej odległości i nie przejmować sie. - Myślę, że nie odnajdzie ich wiele, a ja wolałbym usłyszeć z twoich ust zapewnienie, że zechcesz spędzić ze mną reszte życia - a więc jak ma to wyglądać, klękam i chociaż nie mam nic innego pod ręką, sięgam po skromny kwiatuszek, który rósł tuż obok jej bucika. - Rose? -  nim jako pierścionkiem chce się jej oświadczyć.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]28.03.16 20:15
Kolejny pocałunek nadszedł tak samo szybko jak poprzedni. Znów miałam wrażenie, że przenoszę się do innego świata. Jego usta przytknięte do moich, tak blisko, że mogłam czuć jego oddech. Nie broniłam się zbytnio, wiedziałam, że potem będę tego żałować, a lady Rosier dobitnie pokaże mi, jak bardzo źle zrobiłam, pozwalając mu na to, ale lord Carrow był jedynym mężczyzną, od tak dawna, w którego ramionach czułam się tak dobrze.
Byłam dla niego jak księżniczka, czułam, że mogłabym jednym skinieniem palca sprawić, że będzie klękał u mych stóp, że będzie przenosił mnie na rękach, bym tylko nie zamoczyła pantofelka w najmniejszej kałuży, że będzie dbał o to, abym miała wszystkiego pod dostatkiem, żebym mogła się rozwijać, będzie mnie słuchał, kiedy będę do niego mówiła, że będę mogła razem z nim podejmować decyzje, wpływać na nie i nigdy nie zrobi niczego czego bym nie chciała. Mógł uchylić mi cały świat i położyć mi go pod stopami.
- Oh, nie wiem lordzie, oby żadnych - powiedziałam, z wyczuwalną nadzieją w głosie.
Obserwowałam jak wpatrywał się we mnie zaczarowany, tak bardzo chciałam wierzyć, że to co mi mówi, jest spowodowane jego miłością do mnie. Że jego słowa płyną prosto z jego serca i nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłaby być to sprawka tylko i wyłącznie moich genów.
Łzy pojawiły się w moich oczach, widząc jak klęka przede mną, zasłoniłam usta jedną dłonią, drugą sięgając po najpiękniejszego kwiatka, jakiego dane było mi kiedykolwiek zobaczyć i delikatnie kiwam głową.
- Tak, tak lordzie Carrow - przytakuje. - Lordzie Carrow…
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Łzy szczęścia płynęły mi po policzkach, czułam się taka szczęśliwa, jakby już wszystko było przesądzone, a przecież mój ojciec nawet nie wiedział, że lord Carrow jest mną zainteresowany. Kiedy w końcu ochłonęłam, położyłam mu rękę na ramieniu.
- Lordzie Carrow, ja będę musiała zaraz wracać do domu. Proszę, proszę najlepiej już jutro pojawić się u nas w Fenland i porozmawiać z moim ojcem. Proszę nie zwlekać... - dodałam jeszcze, głęboko wierząc w to, że jutro już wszystko będzie jasne.
Gdybym wiedziała, jak bardzo się myliłam.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet - Page 2 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet [odnośnik]17.05.16 8:20
Wolałby nie wiedzieć, ani wcześniej ani później ani teraz nawet, więc dobrze, że nie wie, że Rosalie, jego porzadna, niewinna, czysta Rosalie byla kiedykolwiek w ramionach innego. Nie pasowało mu to do niej absolutnie, zresztą zamierzał się napawać tym, że miałby jako pierwszy mieć jakąś arystokratkę. Gdyby jego oczekiwania okazały się niepodparte żadną prawdą, a informacjami których się nie spodziewał  - mógłby się zdenerwować mocno, a przecież nikt nie chciałby oglądać zdenerwowanego Deimosa. On ma wtedy na prawdę mało racjonalne myślenie.
Nie wyobrażał sobie innej odpowiedzi z ust Rosalie. Jakoś odrzucenie przez kobietę nigdy nie kwalifikowało się do sytuacji, które są prawdopodobne w życiu Carrowa. Było to tym bardziej lekkomyślne myślenie, bo miał do czynienia z pół-wilą. I jakkolwiek akurat o tym fakcie Deimos nie był poinformowany, tak chyba wciąż można uznać za zbyt beztroskie jego przekonanie o tym, że panna Yaxley tak na niego działa, mimo że wcale a wcale jej nie znał za dobrze. No i że sądził, że ma prawo być tak pewny siebie co do zawarcia tego małżeństwa, że aż przed nią klękał, nim spytał jej ojca o zgodę.
Ujmuje jej dłoń i wstaje, ona zaś mówi, że musi już stąd iść.
- Przybędę - obiecuje, przychylając się do niej, jak już chciałby, aby było po ślubie - Lecz jutro wyjeżdżam w interesach, wróce za tydzień i odrazu udam się do Twego ojca, Rosalie
No i rzeczywiście, nie udał się tam odrazu, a później to już samo się potoczyło.

[koniec]
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Wczesna wiosna, 1955. Dworek Marseet
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach