Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Witryna (wejście)
AutorWiadomość
Witryna (wejście) [odnośnik]10.03.12 22:25
First topic message reminder :

Witryna (wejście)

Szpital dla czarodziejów pod patronatem świętego Munga został umieszczony w obszernym budynku wzniesionym z czerwonej cegły. Przypomina będący w ciągłej budowie dom handlowy, nad którym widnieje tablica z ozdobnym napisem Purge & Dowse Ltd. - dla odwrócenia uwagi niepożądanych oczu. Za obszerną, nieco brudną i zakurzoną witryną, stoi manekin; to jemu należy zdradzić cel swojej wizyty. Jeżeli przytaknie, wejście do placówki stanie otworem, szyba na ułamek sekundy rozpłynie się w powietrzu. Powszechnie wiadomym jest, iż nie zostanie przepuszczony nikt, kto mógłby znaleźć się w szpitalu przypadkiem, bądź kto przybywa z nieszczerymi intencjami. Zabezpieczenia medycznej placówki zostały wykonany przez najznamienitszych aurorów naszych czasów.
Od czasu, gdy Albus Dumbledore zginął, do Munga trafia coraz więcej pacjentów z magicznymi obrażeniami, których nabawili się w tajemniczych okolicznościach. Często zdarza się tak, że ranni nie chcą, bądź nie mogą opowiadać o swoim wypadku. Nie oznacza to jednak, że nie zostają przyjęci do szpitala. Tutaj nie odmawia się pomocy żadnemu potrzebującemu.

Szpital Świętego Munga jest chroniony potężnymi zaklęciami uniemożliwiającymi bezpośrednią teleportację do jego wnętrza.
W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Rycerzy Walpurgii i +10 dla Śmierciożerców.


[bylobrzydkobedzieladnie]
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Witryna (wejście) - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Witryna (wejście) [odnośnik]08.02.22 5:37
Kątem oka zauważył, że przechodnie dziwnie się uśmiechali. Niektórzy skryli usta za dłonią, jakby kaszleli, albo w fałdach szalika. Inni nie kryli nawet chichotu. Śmiali się z niego - zrozumiał, a choć podobna realizacja zaowocowałaby kiedyś falą gorącego upokorzenia, może nawet złości, to teraz policzki nawet nie spąsowiały. Skrzyżował ramiona na piersi, usiłując oszacować szkody. Własne samopoczucie nic dla niego nie znaczyło, kupidyn nie zepsuje mu dnia, cudze kpiny też. Był jednak doskonale świadom, że buduje karierę na reputacji. Rozejrzał się po zebranych - czy ktokolwiek mógł być jego pacjentem, czy ktokolwiek był skory do plotek? Wszyscy byli skorzy do plotek - uświadomił sobie pragmatycznie, to szpital świętego Munga. Od lat budował tutaj pozycję i liczył na to, że pielęgniarki polecą jego osobę pacjentom, których nie można było zatrzymać na oddziale zamkniętym. Żenujące plotki to wszystko... skomplikują.
Kupidyn nie wysłuchał wyjaśnień, najwyraźniej zaklęty po to, by dokończyć serenadę. Hector wziął głęboki wdech, licząc na to, że piskliwe dźwięki zaraz umilkną. Faktycznie, kupidyn zakończył piosenkę triumfalnym szarpnięciem za struny harfy i...
-Pewna panna złakniona miłości,
z mężczyznami szukała bliskości.
By nie zrażać klientów,
użyczała im wdzięków,
z odroczonym terminem płatności
.
- zadeklamował kupidyn a capella, a Hector aż cofnął się na dźwięk wysoce dwuznacznego limeryku. Kupidyn mówił dalej - tym razem o tym, że Hector może mieć jej wdzięki zupełnie za darmo, a Vale'owi całkowicie poważnie przemknęło przez myśl, czy może chodzić o kogoś z Wenus? Nie - z powodu zamrożonej emocjonalności dopiero z opóźnieniem dotarło do niego, że wierszyk jest po prostu na tyle zły, by kojarzyć się z prostytucją, że to chyba tylko jakaś chora metafora.
Usłyszał za plecami męski śmiech, ale zanim obejrzał się przez ramię, skrzyżował wzrok z Belviną. Mówiła coś do niego. Chciała mu poradzić, chyba.
-Tam zobaczy mnie cały personel, tutaj mogę się chociaż łudzić, że część to nieznajomi. - odpowiedział pragmatycznie, nie dziękując jej za tą radę. Po co dziękować za złe rady?
-Nie mam pojęcia, czemu się do mnie przyczepił. Masz pomysł, jak się go pozbyć? - zagaił, bo skoro już uznała za stosowne się odezwać, to może mogła się na coś przydać. Patrzył na nią zimno i wyczekująco, a na twarzy próżno było szukać śladów zażenowania - co najwyżej wytężonego skupienia, bo naprawdę chciał pozbyć się problemu.
-Proszę pana, ależ proszę mnie słuchać! Nikt nie ma takich iskier w oczach, niczyje palce nie są tak zwinne i smukłe... - kupidyn natychmiast do niego podfrunął, tym razem zatrzymując się tuż obok głowy Belviny aby mieć lepszy widok na Hectora. Komplementy wcale nie były mnie dwuznaczne od wierszyka i każdego innego człowieka przyprawiłyby o gorący rumieniec zażenowania.
Hector tylko zamrugał, podnosząc nieruchomy wzrok na kupidyna.
-Proszę odfrunąć. To naprawdę pomyłka. Kim jest pańska zleceniodawczyni? - zmarszczył brwi, ale kupidyn pokręcił zażarcie głową.
-Pani Isabelle obwieściła, że mam nie odfrunąć, o ile nadal jest jej pan jej wierny! A na pewno jest, mówiła, może i błądził, ale w jego spojrzeniu kryje się namiętność... - zaprotestował, a Hector podchwycił kontakt wzrokowy z Belviną i pokręcił lekko głową. Naprawdę nie znał żadnej Isabelle...


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Witryna (wejście) [odnośnik]18.02.22 3:32
To, co miało miejsce, bez wątpienia przyciągało uwagę i było niewątpliwą atrakcją w ponurym dniu. Drący się na całe gardło kupidynek i jak wmurowany magipsychiatra, przykra ofiara owego śpiewu oraz wyznania. Z trudem zdławiła w sobie śmiech, kiedy o tym pomyślała. Powstrzymywało ją głównie to, że nie znała się jakoś lepiej z Vale, więc nie zamierzała pozwolić sobie na przyjacielską złośliwość. Zerknęła w kierunku jakiegoś mężczyzny, który miał mniej wyczucia, parskając śmiechem na głos. Zaraz jednak powiodła wzrokiem na Hectora, gdy postanowił zareagować na jej słowa.
Uniosła lekko brew, nieco zdziwiona tym, co właśnie z siebie wyrzucił.
- Naprawdę? Właśnie to Cię powstrzymuje? – prychnęła z lekkim niedowierzaniem. Obejrzała się nieco na okna szpitala.- Więcej niż połowa personelu jest już przyklejona do szyb, a ta garstka nieświadomych za kilka minut dowie się o tym incydencie. Wejście do szpitala, nie jest najgorszą opcją.- stwierdziła, by rozwiać jego wszelakie wątpliwości.- Pracowałeś tutaj, zapomniałeś, że szpital chronią zaklęcia? Przy odrobinie szczęścia nie przepuszczą twojego nowego kolegi.- dodała zaraz z nikłym uśmieszkiem.
Przekrzywiła nieco głowę.
- Najwyraźniej rozkochałeś w sobie jakąś pannę, której teraz złamiesz serce.- nie interesowało jej to szczególnie, chociaż może powinna nieco współczuć kobiecie, która wybrała sobie tak źle? W tej typowej solidarności płci? Sama nie wiedziała, czasami nie rozumiejąc wyborów nawet swoich koleżanek, a co dopiero obcych kobiet.- Nie wiem. Nikt mnie nigdy nie uraczył takim kupidynkiem ani nie byłam dość zdesperowana, aby wysyłać komukolwiek podobnego.- przyznała, ignorując jego chłód, którego ciężko było nie zauważyć. Cofnęła się o krok, kiedy marny śpiewak podfrunął bliżej i zawisł w powietrzu obok niej. Machnęła dłonią, chcąc odgonić go, trochę jak natrętną muchę, która latała gdzieś koło głowy. Patrzyła przez moment, jak ten raz jeszcze drze się w niebogłosy, jakby chciał co najmniej zagłuszyć Ich rozmowę.
Przyłożyła lekko dłoń do ust, próbując ukryć uśmiech, który wkradł się na ustach. Panna Isabelle. Uroczo. Owa panna musiała być pomysłowa, skoro sprezentowała Hectorowi coś podobnego.
- Zapewnij go o swej miłości do pięknej Isabelle, może się odczepi. Jeśli Ona darzy cię takim uczuciem, musisz jej się odwdzięczyć.- stwierdziła, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Nie miała lepszego pomysłu, ale to, co się działo wypadało ukrócić jak najszybciej.- Albo przyznaj, którą kochasz bardziej, niech przekaże jej smutną wieść.- dodała zaraz z lekkim wzruszeniem ramion.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Witryna (wejście) [odnośnik]18.02.22 23:11
Nawet nie czując wstydu, był świadom, że sytuacja była wysoce niestandardowa i z pewnością wzbudzała spore poruszenie. Im dłużej trwa, tym większa szansa, że wszyscy zapamiętają to poniżające wydarzenie, że dłużej będą o nim plotkować. Jeszcze to dotrze do pacjentów, nie mogę na to pozwolić. - pomyślał z pragmatyczną jasnością. Odruchowo zacisnął palce na różdżce, ale kupidyn zauważył ten gest i wykonał fikołka w powietrzu - tak zwinnie, że Hector przestał mieć złudzenia. Ta zaklęta istota ani nie przestraszy się jego magii, ani nie da się ot tak trafić, a publiczne czarowanie i polowanie na kupidyna uczyni scenę jedynie bardziej niecodzienną, jeszcze śmieszniejszą. Poza tym, jak wytłumaczyłby ewentualnemu patrolowi policji chaotyczne czary pod szpitalem? Popłakaliby się ze śmiechu, a plotki rozsiałyby się jeszcze dalej.
Zerknął w stronę szyby, dostrzegając kolejnych gapiów, a następnie przeniósł spojrzenie na Belvinę i skinął lekko głową. Pomysł z zaklęciami był dobry i gdyby był sobą to na jego twarzy zapewne odmalowałaby się wdzięczność - za cenną radę, za to, że pomimo wszystkiego się z niego nieśmiała. Dzisiaj mimika Hectora pozostawała jednak całkowicie bezbarwna.
-Niedoczekanie! Proszę się nie wtrącać, panienko! Niech pan nie ucieka, jestem magio-odporny i jeszcze nie skończyłem pana komplementować! Hectorze, bez twych oczy niebieskie, Isabellą oszaleeje... - zaprotestował jednak kupidynek, jeszcze zanim Hector zdążył cofnąć się o krok i zwrócić w stronę wyjścia. Magipsychiatra opuścił z kapitulacją ramiona, orientując się, że jeśli kupidyn wleci to szpitala i rozpocznie swoją serenadę, to zakłóci spokój pacjentów i skupienie lekarzy. Jeszcze ktoś obarczy za to odpowiedzialnością Hectora, z dwojga złego lepiej stać już tutaj. Pokręcił z desperacją głową, próbując nie odnosić się do słów kupidyna - może wystarczy go zignorować, a sam się podda?
-Owdowiałem pół roku temu i od tego czasu nie poznałem żadnej panny. - zaprotestował, zwracając się do Belviny, ale na tyle głośno, by słyszał go kupidyn. Belvina chyba nie wiedziała o śmierci jego żony, z tonu głosu nie miała zresztą szansy wywnioskować nic więcej. Wraz z emocjami stracił motywację do udawania smutnego wdowca, mówił o Beatrice zupełnie bezemocjonalnie, jakby zamiast rodzinnej tragedii opisywał zeszłotygodniową prognozę pogody. -A już na pewno nie znam żadnej Isabelli. - dodał dla porządku, mając nadzieję, że jego słowa dotrą również do plotkarskich gapiów. Pozbawiony emocji, nie rozumiał jeszcze intuicyjnie, że to za mało - że wyparcie wcale nie sprawi, że inni mu uwierzą, ani że zrobi to zaklęty i uparty kupidyn.
Uniósł lekko brew, gdy Belvina zaproponowała kolejną niegłupią radę (może kobiety faktycznie znają się lepiej na miłości i na kupidynach) i prędko podniósł wzrok na fruwającego nad nimi kupidyna. Ten znów sięgał po harfę, a Hector musiał działać szybko, więc powiedział pierwsze, co przyszło mu do głowy:
-Przekaż pannie Isabelle, że nie odwzajemnię jej uczuć, bowiem - to jest dama mojego serca. - wskazał podbródkiem na Belvinę, a kupidyn zamarł na moment, ale prędko zafurkotał skrzydełkami i z oburzeniem pokręcił głową.
-Przecież słyszę wasze knucie! Proszę nie wymawiać się przypadkową kobietą - swoją damę serca by pan.. całował, albo chodził z nią pod rękę, a nie tak stał! Nie odejdę stąd, póki nie przekonam się, że pana serce naprawdę jest zajęte! - krzyknął z pasją kupidyn, a Hector spojrzał tylko na niego chłodno i przenikliwie.
-Ależ proszę bardzo. - wypalił, rozumując pragmatycznie i chłodno. Chwila konsternacji dla całego popołudnia spokoju, do dobra cena.
Nie spytał Belviny o zdanie - pozbawiony empatii, myślał wyłącznie o sobie i o społecznej korzyści z pozbycia się z miejsca publicznego tego głośnego natręta. Spojrzał jej tylko w oczy, chyba porozumiewawczo - i zanim zdążyła zareagować, chwycił ją za ramię i przyciągnął do siebie, by złożyć na jej ustach pocałunek. Głęboki i przekonujący. Żaden całus, to jeszcze nie usatysfakcjonuje kupidyna, a miał tylko jedną szansę zademonstrować, że jest zakochany. Całował ją więc tak, jak całował niegdyś Beatrice - całkiem przekonująco, ale bez żadnej pasji, bez żadnych uczuć, wargi miał zimne, a Blythe mogła niemalże wyczuć chłodny pragmatyzm tego praktycznego gestu.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Witryna (wejście) [odnośnik]08.03.22 20:57
Nie wiele mogła zaradzić, a nawet na logikę nie powinna się w to mieszać. Magipsychiatra nie był kimś, kogo darzyła sympatią wykraczającą poza tą specyficzną, jaką żywili do siebie uzdrowiciele. Chociaż nazywanie tego nawet w podobny sposób, było odważnym podejściem. Tolerowali się na tyle, aby pomagać sobie, ale nie szli za sobą w ogień. Może dlatego, kiedy kupidynek zawodził, zaczynała rozważać, aby odwrócić się na pięcie i odejść. Niech mężczyzna sam walczy z tym problemem, niech mierzy się z piwem, które sobie naważył. Założyła powoli ręce tuż pod biustem, przenosząc ciemne spojrzenie z latającej pokraki na Hectora. Czas mijał i działał bardzo na niekorzyść Vale, który miał coraz większą szansę zostać najgorętszą plotką szpitala, która nie zniknie tak szybko. Poniekąd ciekawiło ją czy to mogło przysporzyć mu dobrego rozgłosu... czy istniała taka, nawet minimalna szansa?
- Nie uciszaj mnie, pokraczny kurduplu.- rzuciła z niezadowoleniem. Był uciążliwy i denerwujący, może z zewnątrz nie zakłócał spokoju wewnątrz budynku, ale można było spróbować pozbyć się go z pomocą kogoś ze szpitala. To był jakiś plan, ale nie zdecydowała się zaproponować tego na głos.
Spojrzała z uwagą na psychiatrę, gdy ten powiedział coś, czego nie spodziewała się. Był wdowcem. I to nie tak, że powątpiewała, że jakakolwiek kobieta chciałaby związać się z takim zimnym gburem, nie jej było to oceniać. Bardziej zdziwiło ją, że nie wiedziała, lecz z drugiej strony, dlaczego miałaby.
- Przykro mi.- odparła z lekkim wahaniem, gryząc się w język, zanim przeprosiła go jeszcze. Nie śmiała się z niego otwarcie, nie kpiła ostro, a niewiedza nie była czymś, co wymagało przeprosin.- Więc tym bardziej okropna pomyłka.- dodała, ale zdecydowanie do siebie, unosząc wzrok na brzydkiego kupidyna. Wątpiła, aby ten to zrozumiał i odpuścił, nie wydawał się dość bystry. W sumie nie wiedziała, czy istniały inteligentniejsze od tego tutaj? To jakiś specjalny przypadek czy wszystkie były takie zaciekłe w wykonywaniu swoich zadań?
Była gotowa dawać rady, skoro najwyraźniej ich słuchał i analizował, ale nie zamierzała uczestniczyć bardziej w rozwiązywaniu. Dlatego zamarła na krótki moment, kiedy mężczyzna skinął na nią głową, określając jako damę swego serca. Nie tak to miało wyglądać i oh, cholera, czy naprawdę nie mógł wybrać sobie innej? Jakiejkolwiek dziewczyny czy kobiety, które przystawały w okolicy, by się pogapić. Nie chciała znajdować się w centrum tej sceny w taki sposób. Mimo całego oburzenia, jakie odczuła, nie drgnęła z miejsca. Niech już brnie w to kłamstwo, mogła biernie potowarzyszyć mu.
Niech ktoś go odstrzeli. Zdążyła pomyśleć, słysząc oburzenie i upór kupidyna, zanim stojący Hector postanowił zabrać się za udowadnianie tego. Złapała jego spojrzenie, ale ciemne tęczówki nie zdradzały aprobaty, a czysty sprzeciw. Cofnęłaby się, gdyby nie złapał jej za ramię, nie zmusił do stania w miejscu. Źrenice rozszerzyły się w reakcji na ten absurd, a brązowe oczy zdawały się wręcz czarne i gniewne. Przeklęty szok na chwilę zatrzymał ją w miejscu, nie pozwolił wyszarpnąć się i robić tylko większej sceny pod miejscem pracy. Oparła delikatnie dłoń na męskim boku, palce zacisnęły się mocno na materiale płaszcza, zdradzając złość, którą starała się ukryć. Dostał te parę sekund, zanim rozsądek wygrał, a ona gwałtownie odwróciła głowę. Cedząc pod nosem przekleństwo. Spojrzała na niego kątem oka, milcząc, bo wiedziała, że nie ukryje złości. Może wcale nie powinna? Za długo już zabawiła tutaj, robiąc coś w co nie musiała się mieszać. Nic mu nie była winna, a za to chyba okazywała się głupia.- Wystarczy tego.- burknęła, wiedząc, że ciężko było określić, co naprawdę ją zdenerwowało. Pocałunek czy robienie tego tutaj na oczach wszystkich, jakby bardziej publicznie się tego nie dało.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Witryna (wejście) [odnośnik]09.03.22 4:05
Problem w tym, że Hector Vale nie nawarzył sobie żadnego piwa. Padł ofiarą tej kompromitacji całkowicie niesprawiedliwie. Nawet mając carte blanche na zdradzanie żony nie zrobił tego, nawet w Wenus ograniczał się raczej do przemocy niż pożądania, w pracy zachowywał się profesjonalnie i nawet nieświadomie nie flirtowałby z żadną Isabellą. Nawet gdyby czuł się normalnie, poczucie niesprawiedliwości sprawiłoby, że nie miałby dla kupidyna wyrozumiałości i empatii. Od kilku dni nie miał zresztą empatii niezależnie od okoliczności, sumienie pozostawało uśpione, nic nie mogło wywołać w nim poczucia winy - nawet tak bezwzględne i pragmatyczne wykorzystanie Belviny do osiągnięcia celu i wciągnięcie jej we własną kompromitację. W imię czego? Hipotezy, niczego więcej. Logicznej i opartej na słowach kupidyna - ale przecież Hector nie mógł mieć nawet pewności, czy zadziała. Oszacował szanse w głowie, uznał, że są całkiem spore i postanowił spróbować.
Gdy odwróciła głowę, natychmiast zobaczył jej złość - oczy iskrzyły, gniew był wręcz namacalny, szarpnęła płaszczem, a potem się cofnęła. Nie spodziewał się zresztą niczego innego. Włożył w pocałunek jedynie tyle energii, ile było konieczne do pokazania kupidynowi, że całują się. Nie wiedział nawet, czy umie się dobrze całować, a nawet jeśli, to zwyczajnie mu się nie chciało. Z Blythe nie łączyło go nic ponad zawodowe uprzejmości i nie sądził, by kiedykolwiek się jej podobał. Jesteś kaleką wycedziła bardzo dawno temu jedyna kobieta, której kiedykolwiek szczerze się podobał, a on zapamiętał te słowa i od tamtej pory nie dało się w nim znaleźć typowej dla niektórych młodych mężczyzn próżności.
-Wystarczy. - przyznał, kalkulując zimno. Mógłby drążyć dalej, była drobna, a on prawdopodobnie był silniejszy - ale szarpanina nie przekona kupidynka, a policzek jedynie bardziej go upokorzy. Zwrócił lodowate, nienaturalnie spokojne spojrzenie (Belvina mogła dostrzec, że nie zareagował na jej gniew ani wstydem ani skruchą, niczym) na kupidyna.
-Widzisz? Oto pani mojego serca. - powiedział z naciskiem, a kreatura zamrugała, w oczach nasłanego kupidyna pojawiły się łzy.
-Pani... Isabellą będzie rozczarowana. Ale rozumiem. Honor zabrania mi rozbijania... zakochanej pary. - przyznał smętnie i wzbił się w powietrze. Hector odprowadził go wzrokiem, jakby nie wierząc, że to naprawdę koniec.
-Zdumiewające, że akurat to wystarczyło. Nauczyliśmy się dzisiaj czegoś nowego o kupidynach. - stwierdził czysto analitycznie, wzruszając lekko ramionami. Przechylił lekko głowę, zastanawiając się, czy powinien dodać coś jeszcze. -Dziękuję za pomoc. - dodał kurtuazyjnie, choć bez śladu wdzięczności. Znajomość dobrych manier podpowiadała mu po prostu, że wypadało.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Witryna (wejście) [odnośnik]19.03.22 18:36
Nigdy nie pozwalała, aby ktokolwiek wykorzystał ją jako środek do osiągnięcia swoich celów. Nie potrzebowała uwagi ludzi ani ich aprobaty poza miejscem pracy. Wypracowała w sobie niezależność i poczucie posiadania własnego zdania. Dlatego skończyła, odsuwając się od rodziny oraz łamiąc pewną szablonowość, która była narzucona kobietom. Chciała przeżyć życie na własnych zasadach, przełykając nie raz gorycz, gdy zderzała się z rzeczywistością, która tego nie akceptowała. Od paru miesięcy było to trochę łatwiejsze, od kilku tygodni wracała do domu, gdzie nie zastawała pustego mieszkania. Życie z kimś nabrało przyjemniejszych odcieni, wprowadzając w codzienność nieco inną rutynę. Czuła się nadal jednak dość swobodnie, wystarczająco dobrze. Właśnie dlatego, teraz kiedy zostało to wszystko naruszone przez tak naprawdę, obcego jej mężczyznę, czuła złość. Pomoc innym czasami okazywała się nieopłacalna, stawiała ją na pozycji stratnej i skłaniała do zmierzenia z konsekwencjami. Ilość gapiów nie poprawiała sytuacji, a wręcz potęgowała rozdrażnienie, którego przyczyną był Hector. Przerywając ten beznamiętny pocałunek, mimowolnie zazgrzytała lekko zębami. Całował okropnie, chociaż nie miało to większego znaczenia, gdy przez te parę sekund pozostawała całkowicie bierna. Nigdy jej nie interesował, był jak cień przemykający gdzieś na skraju pola widzenia, chociaż nie robił tego zbyt zgrabnie. Nie oceniała go pod względem kalectwa, nie wnikając również w historię, która szła za tym. Teraz tym bardziej nie chciała mieć z nim więcej do czynienia, nie po tym, co zrobił i jak.
Milczała, nie wierząc, że odważył się na podobne działanie, bez zgody, jakby miał do tego jakiekolwiek prawo. Gdyby byli gdzieś indziej, wygarnęłaby mu wszystko, co właśnie o nim sądziła, ale tutaj była cicho. Nie spojrzała nawet w kierunku kupidynka. Spięła się mimowolnie, kiedy usłyszała, jak Vale ją nazwał. Nie czuła ani odrobiny satysfakcji, że po części jej pomysł okazał się słuszny, ale to nie ona miała być w niego zaangażowania. Jednak tyle wystarczyło, aby latająca pokraka poddała się z darciem wniebogłosy.
Słuchając spokojnego i zimnego głosu mężczyzny, czuła jak jej opanowanie i zacięcie, by nie zrobić większej sceny, zaczyna się rozsypywać. Uniosła na niego wzrok raz jeszcze, kiedy podziękował jej za pomoc. Bezemocjonalność tych słów, rozsierdziła ją. Za spojrzeniem ku męskiej twarzy podążyła otwarta dłoń. Celnie wymierzony policzek, mógł roznieść się echem i bólem, a teraz właśnie tego pragnęła. Nie interesowało ją, jak to będzie wyglądać, bo gapie już się rozchodzili. Istotne było tylko dać upust złości.

| łagodny cios w boczną część głowy? (policzek)

[bylobrzydkobedzieladnie]



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.



Ostatnio zmieniony przez Belvina Blythe dnia 19.03.22 19:02, w całości zmieniany 2 razy
Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Witryna (wejście) [odnośnik]19.03.22 18:36
The member 'Belvina Blythe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 7
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Witryna (wejście) - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Witryna (wejście) [odnośnik]19.03.22 22:45
Nigdy nie robił podobnych rzeczy bez niczyjej zgody, nawet w burdelu ustalał metodycznie warunki interesu - duszenie tak, bicie nie do krwi, bez czynności seksualnych, i tak dalej i tak dalej. Nawet na żonę nigdy nie podniósł ręki, choć czasami tak bardzo go korciło. Po prostu taki niegdyś był: uporządkowany i wbrew pozorom wrażliwy.
Ta wrażliwość jednak z niego wyparowała i teraz, spoglądając na Belvinę, myślał tylko beznamiętnie o tym, że przecież powinna się z tym liczyć - że ktoś dotknie ją bez jej zgody, wykorzysta do osiągnięcia celu, zachowa się w nieodpowiedni sposób. Była w końcu młodą kobietą, obiektywnie rzecz biorąc ładną kobietą. Nie aż tak narażoną, jak pokojówka jego ojca o bezsprzecznie gorszym majątku i nazwisku (biedna dziewczyna, którą i Anselm i Ulyssess dotykali w nieodpowiedni sposób gdy matka nie widziała - gdyby Hector zajął się nią, a nie Valerie, pewnie nigdy nie spadłyby na niego żadne konsekwencje. Nigdy nie chciał i z dzisiejszej perspektywy, bezemocjonalnej, nie rozumiał czemu) - ale wciąż, samotną kobietą, niechronioną ani pierścionkiem zaręczynowym ani obrączką. Jeśli faktycznie był pierwszą osobą, która postąpiła wobec niej bez skrupułów, to najwyraźniej była w czepku urodzona.
Gentleman przyjąłby policzek, ale w obecnym nastroju Hector dbał tylko o własny interes. Dlatego, widząc uniesioną dłoń Belviny, spróbował cofnąć się do tyłu - o wiele za wolno, rzecz jasna. Nigdy nie był szybki ani zwinny. Przyjął policzek i choć w jasnych tęczówkach na moment rozbłysła stłumiona emocja (chyba gniew, ale od tak dawna nie czuł nic, że trudno mu było określić i rozpoznać to niejasne wspomnienie porywczej żony) to zachował pokerową twarz. Zmrużył oczy, jakby coś analizując.
-Pewnie zasłużyłem. - uznał wreszcie chłodno, choć policzek go piekł. Zacisnął lekko usta, niezadowolony. Kupidyn oraz panna Blythe zdołali popsuć mu dzień. Co prawda, Blythe wcześniej go uratowała, ale nie było powodu do scen. Brakowało mu empatii, by zrozumieć, że ratowała teraz własny honor.
-Do widzenia. - rzucił chłodno i odwrócił się na pięcie. Odszedł, postukując lekko laską w bruk, nie czując żadnych wyrzutów sumienia - jak niegdyś własny ojciec, jak własny brat, jak tylu mężczyzn, którzy zawsze brali co chcieli. Z tą różnicą, że on nigdy nie pragnął Belviny Blythe - pragnął chyba po prostu świętego spokoju, albo właściwie niczego. Po chwili zapomniał już o irytującym w kupidynie i rozgniewanej kobiecie, a w głowie i w sercu miał tylko pustkę.

/zt podkówka


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Witryna (wejście) [odnośnik]27.03.22 16:27
Wiedziała, że świat rządzi się swoimi nieprzejednanymi prawami, a mężczyźni mają w nim o wiele większą przewagę. Nie była głupia, nie udawała, że było inaczej i ma jakiekolwiek prawo ignorować ów fakt. Jednak mimo to nie pozwalała sobie skończyć, jak biedna dziewczyna wykorzystana przez otoczenie. Unikała towarzystwa w którym nie czuła się pewnie, chociaż to wcale nie znaczyło, że uciekała przed wszystkimi. Nie była przestraszoną panienką. Z drugiej strony nie miała nigdy wątpliwej okazji skończyć w podobnej sytuacji, kiedy ktoś narzucał jej swoją wolę i swoją decyzję, która nie mogła spotkać się z aprobatą. Była zła i nie sądziła jedynie, że wymierzony cios faktycznie sięgnie celu z charakterystycznym dźwiękiem. Czyżby zaskoczenie było elementem, który przeważył? Czy to jednak słaby refleks Hectora. Widziała przecież, jak spiął się i próbował odchylić, ale stracił cenne sekundy. Policzek wymierzony został bezbłędnie, ale w kontrze sama poczuła pieczenie w dłoni. Nie żałowała, powtórzyłaby to bez wahania. Patrzyła na twarz mężczyzny, dostrzegając subtelną zmianę w spojrzeniu, tak delikatną i całkowicie inną od gniewu w jej własnych oczach. Nie ukrywała emocji, bo była zła i miała całkowite prawo do tego.
- Pewnie? – wycedziła cicho, ledwie słysząc własny głos. Zagotowała się raz jeszcze, kiedy najwyraźniej nie miał pewności, co do tego. Tak postępował wobec innych kobiet? Wcześniej była obojętna wobec niego, nie miała żadnej konkretnej opinii wobec tego człowieka. Teraz to się zmieniało. Tracił w jej oczach, chociaż nie łudziła się, że jego to jakkolwiek przejmuje. Nie była osobą ważną w żadnym środowisku, jeszcze nie, może kiedyś.- Mam nadzieję, że jednak nie.- odparła ostro, kiedy spróbował być miły. Nie chciała więcej go widzieć, licząc, że kolejnej rozmowy już nie będzie.
Odeszła w swoją stronę, zamierzając zapomnieć o tym wydarzeniu. Nie chciała bardziej psuć sobie dnia i może cicho liczyła, że powrót do domu, nie okaże się przywitaniem z pustymi ścianami mieszkania. Cała nadzieja, aby uratować ów dzień paradoksalnie pozostawała w rękach jednego mężczyzny.

| zt



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Witryna (wejście)
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach