Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Mniejsza sala
AutorWiadomość
Mniejsza sala [odnośnik]21.09.15 20:39
First topic message reminder :

Mniejsza sala

★★
"Biała Wiwerna" podzielona jest na mniejsze i większe salki służące spokojniejszym rozmowom, jak i większym popijawom, czasami nawet i nielegalnym interesom, lecz o tym się nie mówi, obsługa dyskretnie nie zwraca uwagi na podejrzane osoby tak popularne na wiecznie mrocznym Nokturnie. Mniejsza sala znajduje się w podpiwniczeniu o ostro ciosanych kamiennych ścianach i łukowatym stropie. Klimatu dodają jej wiecznie palące się świece na niewielkich, drewnianych stolikach.

Możliwość gry w kościanego pokera
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 18:44, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Mniejsza sala - Page 17 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Mniejsza sala [odnośnik]15.04.19 20:57
Sala powoli się wypełniała, ale chociaż pod koniec wszystkie krzesła były zajęte, Craig i tak nie mógłby powiedzieć, że jest zadowolony z ich ilości. Obserwował kątem oka każdą kolejną osobę i szczerze powiedziawszy, kilka twarzy wyraźnie go zaciekawiło - wśród nich między innymi jego własny kuzyn, Hesperos, którego się tu nie spodziewał. Burke spojrzał ze skrywanym zainteresowaniem w kierunku Amadeusa. Wiedział o niechęci istniejącej pomiędzy dwoma braćmi, więc ucieszyło go, gdy zobaczył, że odnaleźli wspólny język.
Dostrzegł jednak również braki i chociaż takich nieobecności jak chociażby Traversa, się spodziewał, zadziwił go brak Cadana oraz Cynerica. Poczuł lekkie, niekomfortowe ukłucie niepokoju, ale zaraz je stłamsił. Tak samo jak nie pozwolił sobie na okazanie zdziwienia, gdy teraz, na spokojnie rozejrzał się po przybyłych i dostrzegł charakterystyczną krągłość brzucha Deirdre. Nie było to tematem ich spotkania, dlatego też swój wzrok utkwił w kobiecie znajdującej się po drugiej stronie stołu.
Był rozczarowany. I po raz pierwszy od chyba dość dawna, to nie jego osoba była powodem tego rozczarowania. Bo Burke i Rowle wywiązali się ze swojego zadania śpiewająco. Pamiętał, jak potężna była magia, którą uwolnili ze szczątek dementora i skierowali ku Azkabanowi. Czy naprawdę inni potraktowali to zadanie po łebkach?
- Na sam koniec października razem z Drew natknęliśmy się w domu Petriego na dwójkę ludzi, kobietę i mężczyznę. Zaczęliśmy walkę, ale anomalia rozdzieliła nas bez wyłonienia zwycięzcy. - z tego oczywiście dumny nie był. Nie udało im się nawet rozpoznać napastników. Nie wspomniał więc też o tych wszystkich innych porażkach, które ponieśli razem z Macnairem, nie było warto.
Gdy w powietrzu zawisło imię Quentina, Craig westchnął cicho. Prawdopodobnie to on powinien usprawiedliwić kuzyna, czuł się w obowiązku, jako śmierciożerca. Z drugiej jednak strony, Edgar był nestorem, te sprawy dotyczyły także jego, pozwolił więc jemu zabrać głos. On sam postanowił skupić się na innej kwestii, tym samym swoje spojrzenie skierował ku swojej prawej stronie: - Nie tak dawno temu, zaraz po zgromadzeniu szlachty w Stonehenge, zaoferowałem swojemu drogiemu przyjacielowi, lordowi Shafiqowi, dołączenie do naszego grona. Nie zawahał się ani chwili - odezwał się, kładąc dłoń na ramieniu Zachary'ego. Doskonale wiedział, jak długo Shafiq dusił w sobie obrzydzenie do coraz śmielej poczynającego sobie szlamu. Craig nie miał wątpliwości, że gdy tylko Czarny Pan objawił swoją obecność podczas szczytu, ich szeregi zasili nowa krew. I był bardzo zadowolony z faktu, że mógł być tym, który zaoferuje Zachary'emu dołączenie.
Kiedy w powietrzu rozległo się ciche pukanie, Burke zwrócił spojrzenie ku drzwiom. Czyżby to znów pijany Travers próbował się wbić na spotkanie spóźniony?


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Mniejsza sala [odnośnik]15.04.19 21:54
Kiedy drzwi mniejszej sali zamknęły się, a spotkanie Rycerzy można było uznać za rozpoczęte, Antonia rozejrzała się po obecnych dzisiejszego wieczoru czarodziejach. Chociaż mogłoby się wydawać, że większość miejsc przy stole jest zajęta to jednak nadal brakowało ich wielu. Co się stało z tymi wszystkimi członkami ich organizacji? Brunetka miała wrażenie, że wraz z upływem każdego miesiąca było ich coraz mniej. To nie świadczyło o niczym dobrym. Chociaż w ostatnim czasie udało im się wiele zyskać to jak widać i wiele stracić. Niezadowolenie Czarnego Pana było tym czego należało się nie tylko obawiać, ale także spodziewać. Borgin nie miała pojęcia, że aż tak fatalnie poszły im ostatnie zlecone misje. Co mogło być tego powodem? Właśnie wykruszanie się reszty popleczników czy może po prostu ogólny brak umiejętności? Powinno być ich więcej. Nigdy nie powinno dojść do sytuacji, w której przegrywają i to z tak wielkim rozmachem. Pytanie tylko co mogli zrobić teraz by to naprawić. Anomalie były jednym, przepadający jak kamień w wodę Rycerze byli drugim, ale ciągle czegoś w tym wszystkim brakowało. Może niektórzy zatrzymali się na otrzymanych wcześniej laurach i zignorowali wroga w momencie, w którym nie powinni? Antonia nie chciała wchodzić w to głębiej. Nic tak naprawdę nie można było już zrobić z przeklętą przeszłością. Musieli się skupić na odbudowaniu tego co zostało zmarnowane i na pozyskiwaniu nowych członków. Jeszcze trochę i zostanie ich tylko garstka, a Merlin jej świadkiem, że to armia wygrywa wojny nawet jeżeli mogło wydawać się inaczej.
Nie miała problemu z przyznaniem się do własnego niepowodzenia. Wiedziała, że powinna, ale anomalie zawsze były specyficzne. Niejednokrotnie brakowało jej ku temu odpowiednich umiejętności. Niejednokrotnie już ktoś ją w tym wyprzedził lub wyręczył. Zamiast mówić o tym czego nie zrobiła wolała się skupić na tym, że powinna się tym zająć i tym razem nie będzie obchodzić się z anomaliami tak biernie.
Brunetka zaczęła przyglądać się nowym członkom organizacji. Szczyt na pewno podzielił zwolenników Czarnego Pana od ich wrogów i Borgin się to podobało. Dawało to pewien obraz tego z jak wielką siłą mieli się mierzyć. Bez dwóch zdań ta była wielka, ale czy niepokonana? W to akurat mocno wątpiła.



   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Antonia Borgin
Zawód : pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t4722-nie-wszystko-zlo-to-co-sie-swieci https://www.morsmordre.net/f319-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t4733-skrytka-bankowa-nr-1201#101427 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
Re: Mniejsza sala [odnośnik]16.04.19 0:54
Czekał ze spokojem, odliczając w myślach minuty. Nie wiedział czego się spodziewać, co może usłyszeć, jednak był świadom, że przyjście tutaj niesie ze sobą pewne zobowiązania. Rozumiał to doskonale, ale po tym, co wydarzyło się w Stonehenge, nie miał już żadnych wątpliwości, że właśnie w tym miejscu powinien być. Dla niego nie było żadnych innych opcji, nie mógł stać z boku i udawać, że nie dotyczy go to w żadnym stopniu.
Kiedy drzwi w końcu zostały zamknięte, a kobieta stojąca u szczytu stołu zabrała głos, przeniósł na nią spojrzenie. Słuchał, pojmując, że niewiele się pomylił w ocenie nastrojów. Chociaż chyba zakładał, że nie jest aż tak źle. Milczał, przysłuchując się, a kiedy nowi zostali wywołani, aby po części przedstawić, po co i z czym tu są, nie odezwał się od razu. Nie zwykł wyrywać się przed szereg w sposób całkowicie bezmyślny, nauczył się już, że może to być zgubne. Odczekał kilka chwil, zerkając krótko na brata, kiedy ten w pewnym sensie wprowadził go. Skinął mu minimalnie głową w podziękowaniu, pozwalając sobie na cień uśmiechu.
- Zgodnie z tym, co powiedział, Amadeus, chcę zapewnić również we własnym imieniu, że opowiadam się za sprawą i zamierzam konsekwentnie służyć Czarnemu Panu – w pewnym sensie poparł słowa brata, aby nie było cienia wątpliwości. Zarówno ród, jak i on sam, mieli to samo stanowisko wzgledem tego za kim stoją. Inaczej, nie było by go tutaj.- Wspomogę wszelkie działania, jak tylko będę mógł – dodał bez wahania, bo na razie tylko tak mógł zapewnić. Zamierzał w najbliższym czasie to zmienić, być realnie przydatnym. Nie znosił w końcu pustych słów i bezczynnego tkwienia w miejscu. Po wypowiedzeniu ostatnich słów umilkł. To co było obecnie poruszane, przynajmniej na razie, nie tyczyło się go w żaden sposób. Nie wątpił, że jeszcze przyjdzie czas na podejmowanie tematu, ale nie teraz i możliwe, że nie dziś. Zamiast tego, słuchał i zapamiętywał przydatne informacje o problemach, jakie pojawiły się, o wszelkich komplikacjach. Chciał wiedzieć co, w najbliższej przyszłości może być najbardziej uciążliwe dla wszystkich.
Hesperos Crouch
Zawód : znawca prawa międzynarodowego, tłumacz
Wiek : 38 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Jeśli twoje marzenia zaczynają się nagle spełniać, strzeż się.
Bo wkrótce czeka cię bolesne rozczarowanie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7293-hesperos-crouch https://www.morsmordre.net/t7328-talassa https://www.morsmordre.net/t7331-hes-crouch https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7401-skrytka-bankowa-nr-1781 https://www.morsmordre.net/t7375-hesperos-crouch
Re: Mniejsza sala [odnośnik]16.04.19 8:41
Anomalie pogodowe, coś z czym musieli się zmagać, a wszelkie zdobywanie informacji było czasochłonne i wyczerpujące. Rosier wiedział co nieco, choć jego wiedza była ograniczona. Do Rycerzy należał od niedawna, nie posiadał wszystkich informacji, musiał budować zaufanie wobec swojej osoby. Nigdy nie był wylewny, ani też rozmowny. Szanował wszystkich, no, może prawie wszystkich, którzy należeli do tego zgromadzenia i chcieli walczyć w jednej słusznej sprawie. Wiedział, że osoby z dłuższym stażem działały wiele więcej niż młodziki, mieli do tego pełne prawo, a jako, że Mathieu mógł dumnie wstąpić w te szeregi niedawno, jego działania były znacznie ograniczone.
To nie jest tak, że nie robił kompletnie nic, pochłonięty pracą w Rezerwacie. Działał, interesował się, choć należał do tych, którzy raczej trzymali się w cieniu. Całkiem nieźle radził sobie z analizowaniem sytuacji, w których się znajdował. Uznał, że skupienie się na anomaliach nie ma większego sensu w przypadku jego osoby, bo Rycerze mieli wyznaczony szereg osób, które działały w tej kwestii. On sam zbierał informacje i próbował dojść do konsensusu, bezowocnie co prawda, jednak jego działa nie mogły zostać nazwane bezczynnością. Służba Czarnemu Panu była najważniejsza. Sigrun miała rację, musieli służyć jak najlepiej, choć zdarzało się zawalić sprawy. To powodowało dyskomfort, skoro ich Pan był niezadowolony, zły na nich… jasno dawało im do zrozumienia, jak źle podeszli do kwestii.
- Oferuję swą pomoc przy naprawie. Cala sprawa jest dla mnie najistotniejsza. – odparł na słowa Sigrun. Skoro Czarny Pan oczekiwał prędkiego naprawienia błędu, nie mieli na co czekać. Im więcej osób zacznie działać, tym szybciej doprowadzą do jego zadowolenia, a przecież o to chodziło, prawda? Zawiedli, musieli zrekompensować straty, pokazać się od tej lepszej strony. W końcu nie byli bandą szczeniaków z Hogwartu, która niewiele potrafiła.
Po tych słowach znów zamilkł. Niewiele mówił, wszyscy zdążyli do tego przywyknąć. W tym wszystkim była jeszcze jedna kwestia, której chwilowo nie planował poruszać. Zaintrygowało go nietypowe zainteresowanie pewnej osoby, nabrał podejrzeń, ale wolał poobserwować, zanim zacznie wysuwać oskarżenia i działać na poważnie. To nie było nic pewnego, więc nie było sensu o tym mówić, mogłoby to wprowadzić jedynie niepotrzebne zamieszanie, a w tym momencie było im to najmniej potrzebne.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death


Ostatnio zmieniony przez Mathieu Rosier dnia 07.06.20 10:17, w całości zmieniany 1 raz
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Mniejsza sala [odnośnik]16.04.19 9:29
Odgłos zamykanych drzwi nie przeraził go, choć znów wydał mu się złowieszczy, tak jak ostatnim razem. To było jak ostrzeżenie, przestroga dla obecnych, że brak uczestnictwa w zgromadzeniu to błąd niewybaczalny, za który trzeba surowo karać. Czarny Pan był absolutem. Za dobre wynagradza, a złe karze. Jednak słowa Sigrun nie pozostawiały złudzeń, Lord Voldemort był wściekły za ich niepowodzenie. Black wiedział, że sam nie przyczynił się do tej porażki, ale to chyba było jeszcze gorsze, nie zrobił przecież nic. Za to Lupus, dziś nieobecny, zrobił o wiele więcej, doprowadzając badania do końca. Jego praca i innych członków jednostki badawczej wydawała się pójść na marne. Nie podołali zadaniu, więc Azkaban mógł zostać zdobyty przez Zakon.
Choć na ostatnim spotkaniu jego wiedza była mocno ograniczona, zdołał już naprawić ten błąd, jak i bardziej zaangażować się we wspólną sprawę. To właśnie ona połączyła tak wiele osób, które zasiadły przy jednym stole. Widział nowe twarze pomiędzy Rycerzami, lecz wcale mu nieobce. Nie szło nie zauważyć, że szeregi organizacji zasilili przede wszystkim lordowie, których Alphard przelotnie widywał na salonach. Kolejny Crouch i Rosier, Avery, Shafiq. Po jego lewej stronie również zasiadał nowy nabytek w postaci czystokrwistej czarownicy, do której żywił szacunek za profesjonalizm. Swego czasu przecież współpracował z Caley. Czy po śmierci męża powróci w końcu na stałe na ministerialne łono? Po prawej również miał nową twarz wśród tego wyjątkowego zgromadzenia. Największa część jego uwagi spoczęła na Rinnalu, na którego jawnie spojrzał, kiedy to Deidre bez choćby zająknięcia przyznała się do wtajemniczenia lorda Bulstrode’a. To był dobry znak, że kolejny lord z szanowanego rodu dołączył do wielkiego dzieła Czarnego Pana, jednak Black mimowolnie zmartwił się jego obecnością. Wsparcie finansowe i polityczne z pewnością jest ważne, ale czy jego przyjaciel nie będzie musiał w przyszłości oddać jeszcze więcej?
Wraz z lordem Craigiem jedenastego października udaliśmy się w miejsce anomalii do sklepu z kociołkami – zaczął nad wyraz spokojnie, wręcz beznamiętnie, dobrze pamiętając swoją pierwszą i ostatnią próbę okiełznania skupiska niestabilnej magii. – Natknęliśmy się na inne osoby. Przez odniesione obrażenia musieliśmy wycofać się z walki – dokończył z chłodem pobrzmiewającym na końcu jego wypowiedzi. Nie był dumny ze swojego kiepskiego popisu, choć mógł przed wszystkimi przyrzec, że zrobił wszystko, co było w jego mocy. Ale nie podołał, wciąż zbyt słaby. Dlatego musiał jeszcze bardziej się rozwijać i to w każdej dziedzinie magii.
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Re: Mniejsza sala [odnośnik]16.04.19 13:06
Dość tępo wpatrywał się w bliżej nieokreślony punkt komnaty przeznaczonej na spotkanie, całkowicie ignorując kolejne osoby wkraczające do środka. Uważał za absolutnie konieczne zachowanie ciszy – nie wiedział, czego spodziewać się po wstąpieniu do grona Rycerzy sprzecznie do tego, kogo oczekiwał tu spotkać. Rody, które opowiedziały się jednomyślnie podczas Stonehenge gościły także tutaj; tego jednego był pewien i tej konkretnej myśli trzymał się, dostrzegając w niej porozumienie dla działań oraz planów układanych na najbliższe tygodnie, jedynie zdawkowo kiwając głową w ramach powitania, gdy przelotnie uchwycił ich spojrzenia. Dostrzegał ich ciekawość wobec niego, będąc dość wyrazistą osobą rzucającą się w oczy pośród bladych Anglików. Sam był ciekaw, jak odbierali jego obecność tutaj, lecz nie zamierzał głośno o to pytać. Tkwił w przekonaniu, że wspólny pogląd na sprawę będzie mostem pozwalającym dojść do godnego porozumienia i jedynie świadomość, że znajdowały się pośród nich kobiety, napawała go zmartwieniem, czy posiadały w sobie dostateczną siłę, by ponieść ogromny ciężar spoczywający na ich barkach. Było ich niewiele, żadnej z dam, zatem i żadna nie przyciągnęła jego uwagi nim nie poczuł znacznego spojrzenia, które pochwycił, wpatrując się w azjatycką urodę tak znaną z korytarzy, którymi już nie podążał, nie mając powodu gościć w Ministerstwie. Uprzejmie skinął głową w stronę Deirdre, nie okazując tej odrobiny zaskoczenia nie tyle wobec niej samej co stanu, w którym się znajdowała. Przez moment śledził jej ruchy, upewniając się, że to, co widział, rzeczywiście było objawami dość zaawansowanej ciąży. Skinął także Tristanowi, w pamięci mając spotkanie oraz otrzymany niedawno list. Sprawa równie istotna, którą należało rozwiązać jak najszybciej, choć wątpił, by lorda nestora w tej właśnie chwili frapował stan brzemiennej małżonki.
Podobnym skinieniem powitał każdego, kogo spostrzegał i uznał za wartego uwagi, jedynie parę osób dość chłodno pomijając, na moment zatrzymując wzrok na Macnairze, upewniając się, że po tygodniowej absencji wyglądał po prostu zdrowo. Gdy tylko dostrzegł Mulcibera zajmującego miejsce obok kobiety u szczytu stołu, spojrzał nań z uwagą po raz pierwszy, poświęcając jej swoją uwagę. Słuchał cierpkich w odbiorze słów. Nie brał ich do siebie zbyt mocno, nie mogąc odnaleźć pośród nich miejsca dla samego siebie. Nie wiedział zbyt wiele o działalności Rycerzy, lecz przejął się, gdy usłyszał o porażce. Czymkolwiek ona była, stanowiła potwarz; winę, którą należało jak najszybciej zmazać niczym plamę na honorze, przystępując do działania.
Czekał w ciszy; uważnie słuchał innych. Na zadane przez kobietę pytanie zaledwie zerknął na Craiga, zrzucając nań obowiązek wyjaśnienia tego, jak Zachary znalazł się w tym miejscu, w milczeniu przytakując słowom przyjaciela, zdając sobie sprawę, że taktownie przemilczał oczywiste atuty wynikające z zawodu uzdrowiciela jak i te, o których wiedzieli nieliczni. Jeśli ktokolwiek miał zapytać o szczegóły, nie zamierzał milczeć, lecz nie mógł ze spokojem oddawać się osobistym wynurzeniom oraz obietnicom składanym bez pokrycia.
Jeśli cokolwiek mogę zaoferować, z pewnością będzie to moja różdżka wymierzona we właściwym kierunku — odezwał się cicho, nie zamierzając zwracać na siebie zbytniej uwagi ani zakłócać przebiegu spotkania. Wierzył, że istniały dużo ważniejsze sprawy niż składanie deklaracji czy oświadczeń dotyczących jego kwalifikacji, które w jego własnym odczuciu stanowiły sprawę na tyle błahą, by nie poświęcać jej zbyt wiele uwagi, w zamian całym sobą pochłaniając informacje będące użytecznymi, gdy rzeczywiście przyjdzie mu skierować różdżkę we wrogów prawdziwej czarodziejskiej społeczności.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 21 +1
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26 +2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Mniejsza sala [odnośnik]16.04.19 17:30
W milczeniu raczył się alkoholem, bezwiednie wodząc wzrokiem za kolejnymi pojawiającymi się w sali sylwetkami; wiele z nich znał od długich miesięcy, inne kojarzyć mógł co najwyżej z gazet. Najwidoczniej siedząca obok Caley nie miała być jedynym nowym nabytkiem Rycerzy - i dobrze, wszak trudno było udawać, że nie zauważa się nieobecnych, do niedawna oddanych sprawie sług Czarnego Pana. Jak powinni to odbierać? Czyżby lord Voldemort rozesłał ich po świecie, by tam, w dalekich krajach, wciąż wypełniali jego rozkazy? A może zostali zatrzymani przez coś innego, chociażby przez próbujących pokrzyżować ich plany członków Zakonu Feniksa...? Caelan westchnął cicho, mimowolnie, wyrywając się tym samym z zamyślenia; świadomość rażącej nieobecności niektórych uwierała go tym bardziej, im dłużej myślał o tym, że brakowało tego wieczoru jego brata, Cadana. Przetarł ze zmęczeniem oczy, wziął kolejny łyk rumu i odstawił szkło z cichym stuknięciem. Wciąż nie zdołał całkowicie zagłuszyć wyrzutów sumienia, które odczuwał w związku z przyprowadzeniem na spotkanie Caley; nie był również pewien, czy nie zrobił tego - egoistycznie, nie do końca świadomie - by zmniejszyć zawód, dziurę powstałą po przebywającym poza granicami Anglii bracie. To on go wtajemniczył, on wprowadził w ich szeregi - i musiał konsekwencje jego niespodziewanego odejścia. Przyprowadzał im w zamian innego Goyle'a.
W końcu drzwi do sali zostały zamknięte, a stojąca u szczytu stołu Rookwood zaczęła mówić. Z piersi Caelana wyrwało się kolejne westchnięcia. Wiedział, że zadanie powierzone im przez Czarnego Pana nie powiodło się również z jego winy - w trakcie wyprawy do Norwegii okazał się słaby, zbyt słaby. Lord Yaxley, najmłodszy spośród śmierciożerców, a teraz także i nestor swego rodu, nie uraczył go złym słowem, mimo to żeglarz zdawał sobie sprawę z faktu, że powinien okiełznać tamtą mroczną moc, nie zaś rozpraszać się wywołaną przez anomalie gorączką.
- Cadan opuścił granice kraju - odezwał się w końcu, niechętnie, przenosząc wzrok na mówiącą do tej pory śmierciożerczynię. Nie mógł jednak ukrywać tej niewygodnej informacji; i tak by się dowiedzieli. - Nie wiem, czy powróci. - Był zły, że dowiedział się o tym po fakcie, że nawet nie mógł spróbować go powstrzymać, przemówić mu do rozsądku, bo nie miał świadomości problemu. Czy w ten sposób Cadan podpisał na siebie wyrok? - To zaś jest Caley, moja siostra - dodał po chwili, spoglądając w stronę siedzącej obok kobiety; nie chciał opisywać jej dokonań i zdolności za nią, a jedynie ułatwić jej wdrożenie się w obrady. - Na początku października wraz z Ignotusem - również nieobecnym, co zauważył z zawodem - udało nam się naprawić anomalię na otwartym morzu - zakończył swój wywód, znów powracając wzrokiem ku czarownicy, która przewodziła temu spotkaniu, a przynajmniej do tej pory. Zasiadający obok Ramsey z pewnością miał przejąć pałeczkę, gdy nadejdzie na to odpowiednia chwila.
W ciszy wysłuchiwał słów padających z ust nowych, przyprowadzonych na to spotkanie osobników; było w nich zaskakująco mało informacji. Co mogli im zaoferować? Co było ich mocną stroną? Posiadali jakieś szczególne dary? Czy znali się na czarnej magii? Te pytania wciąż pozostawały bez odpowiedzi. Upił kolejny łyk rumu, pozornie spokojnie oczekując dalszego przebiegu obrad.



paint me as a villain
Caelan Goyle
Zawód : Zarządca portu, kapitan statku
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I must go down to the sea again, to the lonely sea and the sky.

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Re: Mniejsza sala [odnośnik]16.04.19 18:14
Siedział wyprostowany, elegancki i uważnie słuchał wypowiadanych słów przez kolejnych Rycerzy. Czyli nie tylko on zaznał smaku porażki podczas naprawiania anomalii. To mogłoby sprawić, że uczucie niedosytu wiążące się ze wspomnieniem powrotu z Teatru byłoby mniejsze. Niestety, obok uznania dla sukcesu innego duetu Rycerzy znajdowało się też rozczarowanie własnym niepowodzeniem. Sukces podczas anomalii chociaż trochę mógłby zakryć jego największą porażkę - zdradę starszego brata.
Spojrzenie posłane mu przez Sigrun wcale nie zdziwiło Eddarda, niemniej jednak nie odwrócił wzroku, nie miał też zamiaru udawać, że tego nie widzi. Czyż nie był Nottem? Nie był lwem? A lwy nie uciekają i on też nie zamierzał. Jasno określił swoje stanowisko wobec sprawy. Nie zamierzał się wychylać, przeskakiwał wzrokiem z jednej na drugą osobę, która była nowa wśród szeregów Rycerzy chociaż niekoniecznie nowa dla samego Eddarda. W dużej mierze byli to lordowie, mniej lub bardziej znani Eddardowi, ale jednak ich twarze kojarzył z przeróżnych bankietów i innych uroczystości podczas których przedstawiciele szlachetnych rodów zbierali się, aby debatować godzinami o wszystkim i niczym przy szklance ognistej czy lampce wina, wedle uznania. Wstyd palił go w gardło, za każdym razem kiedy pojawiła się chociażby chęć wspomnienia o kiepskim rezultacie podjęcia przez siebie próby naprawy anomalii. - Pod koniec września razem z panną Zabini podjęliśmy próbę naprawienia anomalii w Teatrze Palladium, którą jak możecie się domyślić po sukcesie lorda Rosiera i panny Mericourt, próba nie zakończyła się pomyślnie - być może powinien oddać głos Lyanne, być może powinien poczekać na to aż ona ogłosi ich porażkę. A on sam? On powinien odezwać się w momencie, kiedy rozmowa zejdzie na temat Percivala. Być może.
Eddard Nott
Zawód : quia nominor leo
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
So crawl on my belly 'til the sun goes down
I'll never wear your broken crown
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6094-eddard-nott https://www.morsmordre.net/t6134-icarus https://www.morsmordre.net/t6133-you-can-t-be-trusted-around-me https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6135-eddard-nott
Re: Mniejsza sala [odnośnik]16.04.19 18:39
Pomieszczenie powoli zapełniało się osobami, które ofiarowały swoją różdżkę i umiejętności słusznej sprawie. Pośród nich Goyle rozpoznawała coraz więcej znajomych twarzy, lecz tym, których widziała pierwszy raz, także poświęciła odpowiednią chwilę uwagi. Antonia i Deirdre dopełniły grona kobiet, pojawili się Alphard i Hesperos, a Caley poczuła się naprawdę wyróżniona, mogąc przebywać w towarzystwie osób, które nie tylko szanowała, ale w pewien sposób także podziwiała – świadoma ich talentów, mająca teraz potwierdzenie odnośnie ich poglądów, uwierzyła jeszcze bardziej w Rycerzy Walpurgii i wszystko, co mogli razem osiągnąć.
Posłała zasiadającemu obok Blackowi uprzejme spojrzenie, a później obserwowała, jak drzwi piwnicznej Sali zamykają się. Godzina spotkania wybiła, a ona wyprostowała się na krześle, pragnąc chłonąć jak najwięcej z rozpoczynającego się właśnie posiedzenia. Donośny głos Sigrun rozległ się w pomieszczeniu, a Rookwood nie owijała w bawełnę – Czarny Pan nie był z nich zadowolony. I chociaż Caley nie była jedną z osób, które nie wykonały swojego zadania, zasiadając przy stole z innymi Rycerzami czuła się już współodpowiedzialna za sprawę, w imię której przyszło im walczyć. Wiadomość o porażce przyjęła więc do siebie mając nadzieję, że już nie tylko chęć wykazania się zmotywuje ją do działań w przyszłości.
Słuchała o barierze ochraniającej Azkaban, przez którą udało się przebić siłom wroga, z zainteresowaniem zwracała głowę w stronę każdego, kto wspominał o naprawie anomalii – miała ogromną ochotę udać się kiedyś do jednego z ognisk, by przekonać się, czy będzie potrafiła okiełznać niestabilną magię. Wzmianka o nowopowstałym eliksirze zaintrygowała ją – spojrzała na Valerija i obiecała sobie, że kiedyś dopyta go o ten alchemiczny sukces.
Wreszcie jednak nadszedł moment, którego się spodziewała. Sigrun poprosiła nowoprzybyłych o przedstawienie się, z wyszczególnieniem kwestii, w których mogliby przydać się Rycerzom. Caley przełknęła ślinę, bo chociaż była pewna siebie, w takim gronie nie trudno było pozostać pod wrażeniem cudzych umiejętności. Wypowiadający się przed nią lordowie dość lakonicznie określali swoje podejście, a Goyle miała wrażenie, że nie tego oczekiwała Śmierciożerczyni prowadząca spotkanie. Gdy więc Caelan wymówił jej imię, poczuła, że nadszedł odpowiedni moment, by przybliżyć zebranym swoją sylwetkę.
- Pracuję jako tłumaczka dla Ministerstwa Magii, specjalizuję się w języku norweskim oraz goblideguckim – zaczęła spokojnym, lecz silnym tonem – Jestem gotowa działać w rządowych strukturach na korzyść Rycerzy, wspierając ład powstały po niedawnych roszadach – Malfoy był tylko marionetką Czarnego Pana, wiedzieli o tym wszyscy zebrani w piwnicznej Sali, dlatego czarownica zaoferowała swoje wsparcie w próbach całkowitego przejęcia kontroli nad Ministerstwem i wszystkimi, nawet najbardziej krnąbrnymi departamentami.
Odetchnęła, spoglądając po kilku najbliżej zlokalizowanych twarzach, lecz nie zatrzymywała wzroku na nikim konkretnym. Nie zawahała się, zdradzając dalsze informacje o sobie.
- Choć nie posiadam zbyt wielu informacji o naszych wrogach z Zakonu, być może mogłabym pomóc w zmianie tego stanu rzeczy. Jestem legilimentką i jeśli mój talent mógłby się przydać, chętnie go wykorzystam – cień uśmiechu przemknął po jej twarzy i przez moment spoglądała tylko na Esther, która przecież nie wiedziała jeszcze o jej szczególnej umiejętności – Przyniosłam też ze sobą kilka eliksirów, chętnie podzielę się nimi pod koniec spotkania.
Zamilkła już na dobre, oddając głos następnej osobie. Spojrzała na Caelana, by odnaleźć w jego spojrzeniu oznakę aprobaty; nie chciała go zawieść, nie w momencie, w którym musiał wspomnieć o zniknięciu Cadana, który przecież nie pozostawił rodzinie szczegółów swojej wyprawy. A co, jeśli będzie musiała w jakiś sposób odpłacić za grzechy brata? Nie obawiała się wyzwań, nie chciała też wyjść na słabeusza, dlatego ponownie przyjęła swoją pierwotną, wyprostowaną pozycję i słuchała tego, co do powiedzenia mieli pozostali Rycerze oraz ich sojusznicy.




Drag me down to the water and
hold me down until I'm full.
Until I struggle no longer,
until I've drowned in my

sinful will

Caley Goyle
Zawód : tłumaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
but it's in my roots, it's in my veins, it's in my blood and I stain every heart that I use to heal
the pain
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
our dead drink the sea
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5536-caley-spencer-moon https://www.morsmordre.net/t5568-idun https://www.morsmordre.net/t5569-cry-little-sister https://www.morsmordre.net/f218-dzielnica-portowa-orchard-place-9 https://www.morsmordre.net/t5567-skrytka-bankowa-nr-1368 https://www.morsmordre.net/t5566-caley-spencer-moon
Re: Mniejsza sala [odnośnik]16.04.19 19:33
W sali pojawiało się coraz więcej osób. Lyanna witała ich w milczeniu, na dłużej zawieszając spojrzenie na osobach, które znała, a także na nowych. Niektóre twarze były w tym pomieszczeniu obce, widziała je po raz pierwszy, ale to dobrze, że ich szeregi się powiększały, że kolejne osoby popierały sprawę, również kobiety. Skinęła głową Caley, która zasiadła przy stole po drugiej stronie, prawie że naprzeciwko niej. Właściwie to mogła się spodziewać, że kiedyś ją tu ujrzy.
Miejsca przy stole w końcu się zapełniły, chociaż niektórych twarzy pamiętanych z poprzednich spotkań brakowało. Nie mogli tu dziś być, czy może zlekceważyli obowiązki? Drzwi zostały zamknięte, a spotkanie miało się rozpocząć. Prawdopodobnie była w mniejszości, ale podobało jej się, że spotkanie prowadzi kobieta, zdolna czarownica jaką była Sigrun, wywyższona spośród nich przez Czarnego Pana. Lyanna zwróciła wzrok w jej stronę, słuchając tego, co Rookwood miała im do powiedzenia na początek.
Jak się okazało, Czarny Pan był na nich zły. Zawiedli, bariera okazała się zbyt słaba. Czy porażka jej i Edgara Burke’a miała w tym swój udział? Czy gdyby im się powiodło, mieliby większą szansę zatrzymać wroga? Niestety żadnemu z nich tamtego dnia nie udało się wzmocnić bariery, magia ich obojga okazała się zbyt słaba, choć podejrzewała, że Burke obarczał winą właśnie ją. Była kobietą i w dodatku nieczystej krwi, stała więc na dość niskiej pozycji i od dawien dawna była lekceważona przez szlachetnie urodzonych oraz przez mężczyzn w ogóle. A może w ogóle nie mieli tamtego dnia wpływu na przebieg misji jako całości? W końcu bariery nie tworzyła tylko ich dwójka, a wielu innych rycerzy. Musiał zawieść więcej niż jeden element. Wierzyła przecież, że byli silniejsi niż żałośni miłośnicy szlamu.
- Podejmowałam próby ujarzmienia anomalii. Z Eddardem Nottem w Teatrze Palladium – spojrzała w stronę Notta, niestety wtedy ponieśli porażkę, ale próba została dokonana, a jak się okazało, później anomalię i tak naprawili rycerze. – I z tobą, Sigrun, próba w tunelu oraz udane naprawy na opuszczonym placu zabaw w Londynie oraz na opuszczonej stacji metra. – Czymkolwiek to metro było. Niemniej jednak Rookwood doskonale wiedziała, jak obie naprawy anomalii przebiegły, uczestniczyła w nich razem z nią i był to ich wspólny sukces. Opowiadała o nich jednak przede wszystkim innym, udowadniając tym samym, że mimo porażki na misji działała w inny sposób. Poddawała magię anomalii władzy rycerzy Walpurgii, nie czekając, aż zajmą się tym inni. – W tej drugiej lokalizacji napotkałyśmy towarzystwo – skinęła w stronę Sigrun; w końcu pokonanie owego towarzystwa było jej zasługą, więc Lyanna nie zamierzała przypisywać sobie sukcesu, skoro nie popisała się wtedy zbyt mocno, a głównie patrzyła, jak Sigrun upojona mocą eliksiru z łatwością pokonuje przeciwniczkę. Sama wykazała się dopiero przy naprawianiu magii.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Mniejsza sala [odnośnik]16.04.19 19:45
Zasiadłszy na krześle przesunęła spojrzenie na Sigrun, która zabrała głos - bez zbędnych przeciągnięć, to dobrze, nikt nie lubił marnować czasu. Zwłaszcza, jeśli atmosfera nie miała być nazbyt przyjazna - zawiedli? W pierwszym odruchu jej usta drgnęły w pragnieniu zapewnienia wszystkich, że ich plan był bezbłędny, w drugim instynkt samozachowawczy zdławił te słowa, nakazując milczeć i słuchać dalej. Ich plan był dobry, to bariera okazała się zbyt słaba - na krótki moment przesunęła spojrzenie na Mulcibera, zastanawiając się, czy śmierciożerca po raz kolejny przecenił swoje umiejętności - ale to nie był na to czas ani miejsce. Krótko później przeniosła wzrok na profil Valerija, nie mogąc odnaleźć pośród nich jeszcze Lupusa - nie przygotowali się na taką ewentualność, nie mieli zapasowego planu. Jeśli Zakon jakimś cudem pojął, w czym tkwi istota skarbu kryjącego się w duszy trójki dzieci, byli zgubieni. Pamiętała na sobie spojrzenie Czarnego Pana, mrożący krew w żyłach głos, a to wystarczało, by zwizualizować sobie jego niezadowolenie. To był ich plan, jej, Valerija i Lupusa. Czy to nie na nich skupi się gniew? Wyprostowała się na krześle bezwiednie, wypuszczając powietrze, które - nie wiedziała nawet kiedy - zastygło w płucach.
- Zakon Feniksa najprawdopodobniej ma dzieci, które nie mogą dostać się do Azkabanu. Jeśli bariera jest zbyt słaba, musimy ochronić go inaczej - przypomniała, choć głos sechł w gardle - odnajdując wzrokiem Sigrun; nie miała pojęcia, na ile poważnie czarodzieje potraktowali przekazane przez nich rewelacje podczas poprzedniego spotkania.  
- Ja również - odezwała się, kiedy Valerij wspomniał o postępie swoich prac - wpierw poszukując twarzy nestora Burke'ów, który bardzo ją w tym wspomógł początkowo, później lokując wzrok na twarzy Magnusa. Wedle wiedzy, którą posiadała, był ostatnim pośród rycerzy, którego nie zdążyła uleczyć - obok Ignotusa, którego jednak nie było dzisiaj z nimi. I którego prędko nie będzie. - Ukończyłam prace nad moim medykamentem, z nieocenioną pomocą Valerija, Eir i Lupusa. Potrafię uleczyć sinicę - i podzielę się tą wiedzą z każdym członkiem naszej organizacji, który będzie w stanie zrobić z niej odpowiedni użytek. Większość rycerzy, o których chorobie było mi wiadome, została już uleczona. Pozostałych - proszę o kontakt. - Dopiero teraz spojrzała na twarz Ramseya. Uzdrowiciele Munga uważali tę wiedzę za niedostępną, a samą sinicę - za całkowicie nieuleczalną. Cóż, mylili się, nie pierwszy i nie ostatni raz. - Pod protekcją lorda Rowle'a przyjrzałam się jednym z anomalii na Pokątnej - i choć zdarzenie to nie poniosło za sobą dalszych wniosków, dzięki naszej interwencji jej moc posłuży naszej sprawie. Tym samym oferuję swoją pomoc każdemu, kto będzie potrzebował mojej wiedzy w przyszłości. - Nie władała czarną magią na tyle sprawnie, by rzucać się na anomalie samodzielnie - oczywistym było, że jej atuty czyniły ją silną na innych polach. Ale robiła, co mogła, by wspiąć się bliżej najpotężniejszego czarnoksiężnika ich czasów. Z lekką dezorientacją powiodła po czarodziejach, którzy wybrali milczenie, zastanawiając się, czy naprawdę było ich stać na mniej niż brzemienną kobietę, zgrabnie pomijając wątek swojego aresztu - na koniec jedynie przytakując słowom Dolohova. - Również pomogę wam nasycić różdżki mocą anomalii - proszę, nie obciążcie tym tylko jednego czarodzieja. - Nawał pracy był przyjacielem pośpiechu, a pośpiech wrogiem dobrego. Dobra organizacja pracy była gwarantem sukcesu. Krótko przeciągnąła wzrokiem po nowych twarzach, wiele z nich nie było jej mniej obcymi niż twarze pozostałych rycerzy - ale z wolna siłą rzeczy zacieśniała z nimi więzy. Na dłużej uktwiła szmaragdowe tęczówki na śniadym licu Shafiqa; jej prababka, a może babka, pozostawiła ponoć w jego rodzie dobre wrażenie. Powinna o nim przypomnieć - w wolnym czasie.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

i am my mother's savage daughter

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Mniejsza sala [odnośnik]16.04.19 20:31
Sala pomału zaczęła się napełniać Rycerzami. Każdy zajmował swoje ulubione miejsce w ciszy, co Edgarowi przypadło do gustu. Takie pogawędki o niczym strasznie go męczyły; zawsze wolał pomilczeć niż chlapać ozorem bez ładu i składu. Uszu używaj częściej niż języka - tak głosiła jego rodowa dewiza i starał się według niej żyć, co nie było znowu aż tak skomplikowane, zważając na jego powściągliwy charakter. Witał się lakonicznie z wchodzącymi Rycerzami, większą uwagę poświęcając dopiero swojemu kuzynowi, który postanowił zająć miejsce obok niego. To dobrze, Quentina i tak miało dzisiaj nie być. Oczywiście nie umknął mu zaskakujący stan Deirdre, choć nieszczególnie się nim przejął; nie jego sprawa. Odwrócił wzrok w stronę Sigrun, która w końcu rozpoczęła spotkanie.
Nie zdziwiła go złość Czarnego Pana. Nie ulegało wątpliwości, że nawalili. Nie wiedział kto dokładnie - sam mógł wstać i przyznać się do sromotnej porażki jaką poniósł podczas misji, chociaż do tej pory go męczyła. Może gdyby bardziej się skupił, może gdyby inaczej machnął różdżką. Niestety magia tamtego dnia nie była po jego stronie, lecz najwidoczniej nie znalazł się w tej grupie sam. Oczywiście zamierzał naprawić swój błąd kiedy tylko będzie miał taką możliwość, a ze słów Sigrun wywnioskował, że takowa nadarzy się szybciej niż się tego spodziewał. Chciał się dopytać co takiego mają robić, ale doszedł do wniosku, że na pewno zaraz podzieli się z nimi tą informacją. Wtedy też poczuł na sobie jej ciężkie spojrzenie, kiedy zapytała o jego brata. - Pogorszyło mu się zdrowie, musiał zostać w posiadłości - wyjaśnił pokrótce, nie zamierzając wdawać się w szczegóły. Niektórzy z obecnych byli świadomi jego choroby genetycznej - niestety trauma krwi dawała o sobie znać stosunkowo często i w najmniej oczekiwanych momentach, chociaż Edgar odniósł wrażenie, że pogorszyło mu się zaraz po urodzinach. Może to było zbyt duże przeciążenie dla jego, mimo wszystko słabego, organizmu. Ale był on, był Craig - postarają mu się przekazać wszystkie najważniejsze informacje.
Dalej słuchał słów pozostałych - jemu nie udało się w poprzednim miesiącu naprawić żadnej anomalii, niestety zawalił sprawę nie tylko na poziomie misji, wolał więc zamilknąć.


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Mniejsza sala [odnośnik]16.04.19 20:48
Na krótko skupiał wzrok na kolejnych osobach, które wchodziły do sali. Wiele nowych twarzy było dobrym znakiem, organizacja rosła w siłę, jednak czy wszystkim im należało powierzać na tyle zaufania, by wpuścić na ważne obrady? Był tu każdy poplecznik, a swoisty przełom i napędzenie zdarzeń z pewnością zrodziło wielu pragnących wejść w szyki wroga – w końcu była to najprostsza droga do informacji. Czym grunt pod nogi robił się bardziej grząski, tym na bardziej ryzykowne ruchy stać było ludzi. Większość wydawała się mocnym punktem, przemawiało za nich same nazwisko, a w kwestii pozostałych pozostawało wierzyć, iż wcielający mieli wobec ich pewność; wybór Śmierciożerców był jednak oczywisty. Mimo to nie chciał podchodzić do sprawy z góry, byłby wtem hipokrytą, bowiem w końcu pamiętał jak sam zjawił się na pierwszym spotkaniu niedługo po tym jak wcielił go Mulciber. Koniecznością było powiększać swe grono, bowiem Zakon Feniksa nie próżnował, co mógł wywnioskować z ilości nazwisk, które przyszło mu poznać.
Chwycił w dłoń kielich, a następnie upił z niego trunku, gdy Sigrun rozpoczęła obrady. Nie przyszło mu dostąpić zaszczytu spotkania z Czarnym Panem, więc mógł sobie tylko polegać na wyobraźni jak wielki gniew ogarnął go na wieść, iż go zawiedli – on sam także. W końcu stać go było na więcej, mógł rozsądniej podejść do pojedynku polegając na swych atutach, ale w pewnym momencie spotkał się ze „ścianą”, której nie był w stanie obejść. Wróg był silny i traktując go obezwładniającym zaklęciem zmusił do wyjątkowo trudnej próby pokonania własnych słabości, co z czasem okazało się wręcz niemożliwe. Tylko dzięki Rosierowi, a następnie skradzionym eliksirom pozornie stanął na nogi i wykrzesał z siebie resztkę sił by zwieńczyć zadanie. Takowe okazało się sukcesem, ale nie takim jakiego pragnął.
Słysząc swe imię powędrował wzrokiem do Craiga i skinął w jego kierunku głową. -Moc anomalii służy nam w okolicy Fontanny w London Borough of Enfield. Udaliśmy się tam wraz z Ramseyem.- przeniósł wzrok na Mulcibera, a następnie na Rookwood. Nie wspominał o nieudanych próbach, nie było sensu, w końcu takowa informacja nie była nikomu przydatna. Zaraz po tym znalazł spojrzeniem Zacharego, któremu wciąż dłużny był solidny trunek za uratowanie życia. Najwyraźniej tutejsi uzdrowiciele musieli przywyknąć do jego częstych wizyt.
-Myślę, że śladów dzieci, jeśli Zakon faktycznie je przetrzymuje, należy poszukać w Gospodzie Pod Świńskim Łbem.- dodał, gdy Cassandra wspomniała o takowych. -To jest miejsce ich spotkań.- zaznaczył, a następnie upił wina starając ułożyć sobie wszystko w głowie, by niczego nie pomylić, a tym bardziej nie pominąć. -Bathilda Bagshot dowodzi Zakonem Feniksa, zatem dotarcie do niej lub miejsca jej pobytu też może rzucić światło na nurtujące kwestie.- zwieńczył nie posiadając w tej kwestii więcej informacji.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Mniejsza sala [odnośnik]16.04.19 21:19
Komnata powoli się zapełniała, przesyciły ją szmery i szelesty zdejmowanych okryć, skrzypnięcia masywnych krzeseł oraz ten specyficzny rodzaj ciszy nieprzyjaźnie wiszącej w powietrzu. Gęstej, widocznej, uwypuklającej grzechy tego, kto dźwigał je na swym sumieniu. A nikt z nich bez winy nie był, zawiedli siebie nawzajem oraz Czarnego Pana - to nie mogło ujść bez konsekwencji. Nowe twarze nie trafiły dobrze: Rowle przeczuwał, że poruszą jakże gorący temat zdrajcy. Wprawiając w ruch wahadło, wybijające subtelne ostrzeżenie co do losu niezdecydowanych i nielojalnych naukom Lorda Voldemorta oraz czystokrwistej tradycji, cóż, przy tym stole nie było miejsca dla słabych i głupich, a taki niestety okazał się Percival. I oby na nim ta wyliczanka się zakończyła, szeregi winny się zacieśniać, a nie kruszyć, a patrząc po tej zbieraninie Magnus wiedział, że tak naprawdę więcej ich dzieliło niż łączyło. Brakowało Quentina, szczegół wydał mu się znaczący, zwłaszcza w perspektywie ostatniego awansu jego brata. Edgarze, posłał mu pytające spojrzenie jeszcze przed rozpoczęciem się obrad, pewnie coś musiało go zatrzymać - może inferiusy, nad którymi tak skrupulatnie swego czasu się pochylał. Nieco niezadowolony rozparł się wygodniej na krześle, a właściwie rozwalił się na nim nadzwyczaj nieelegancko, nawyk którego nabrał za gówniarza i dotąd się nie pozbył. Pokładał się w Durmstrangu, pokładał się i tutaj, do pełni szczęścia brakowało mu tylko podnóżka, na którym mógłby wyłożyć stopy, ale ostatecznie obywał się bez niego. Te debaty nie trwały nigdy dłużej niż kilka godzin, tyle wytrzymywał bez narzekania. Ostatecznie wcale nie był taki wygodnicki.
Spojrzał na szczyt stołu, ku Sigrun zasiadającej tuż obok Ramseya. Kolejna kobieta wyróżniona przez Niego i uhonorowana Mrocznym Znakiem - doskonale. Ona i Deirdre miały więcej jaj niż niektórzy mężczyźni przy tym stole, a zajmując uprzywilejowane miejsce w szeregach Śmierciożerców powinny dać im to odczuć dobitnie. Nie musiał dobrze znać tej kobiety, by nie wątpić w jej intencje, partnerował jej nie raz, widział możliwości oraz śledził ciężką agresję i ideologiczną niechęć, intensywną, naturalną jak oddychanie powietrzem. Brutalność była jednym ze sposobów, jedną z odnóg względnie relatywnej ścieżki, jaką mieli podążać bez zająknięcia. Tu wiodąc niepodważalny prym nad Zakonnikami: czkawką odbijało im się wspomnienie Stonhenge i żałosny popis sił wyrywających się przed szereg czarodziejów zakochanych w prawie, porządku i reżimie Longbottoma. Ich sprawiedliwość zatrzęsła ziemią i pogrzebała niewinnych ludzi żywcem, to był pokój, który obiecywali. Magnus powstrzymał prychnięcie, Czarny Pan nie przysięgał nikomu długiego i szczęśliwego życia, a dawał pewność, że będzie ono takie, na jakie zasługiwali.
-Ramsey i ja podjęliśmy próbę naprawy anomalii w Mungu, natrafiliśmy tam jedna na... - zawahał się przez moment, bo nazwanie chłopa dwa metry na dwa drobną komplikacją nagle zdało mu się nie dość wymowne - spory problem. Weasley i jeszcze jeden mężczyzna, nie pamiętam nazwiska. Wysoki, brodaty, muskularny. Weasley już dogorywał, a wtedy ten drugi przywołał patronusa i - Magnus znowu urwał, chcąc jak najwłaściwiej dobrać słowa, by opisać to, co widział - strażnik jakby natchnął Weasleya swoją energią. Nasycił go nią, uzdrowił w jakiś sposób - zdradził, marszcząc brwi, bo niechętnie wspominał tę przygodę. Dlatego, że nieudaną, mieli olbrzymiego farta, że udało im się ujść stamtąd z życiem. Patrząc na tamtego dzikusa, Rowle gotów był się założyć, że je małe dzieci.
-Udało nam się za to przywrócić właściwy rytm magii w palarni w Kensington. Zabezpieczyliśmy to miejsce, aura będzie nam przychylna - dodał, Cassandra wspomniała o ich wspólnym sukcesie, więc tu jedynie przytaknął. Salon wróżbity był w pełni ich, a drobne komplikacje po ujarzmieniu mocy nie powinny zostać wywlekane do wspólnego stołu. Nadstawił uszu, gdy Vablatsky mówiła o zakończeniu prac nad lekiem na sinicę - możliwe, że to chciała mu przekazać - mieli co świętować, anomalie i czarna magia w tym połączeniu nie rozpieszczały.
-Spotykają się w Gospodzie pod Świńskim Łbem? A potem co, wymieniają się kartami z Czekoladowych Żab z dzieciakami, które wyskoczyły z Hogwartu na kremowe piwo? - zakpił, spojrzawszy na Drew. Skądś musiał posiadać te informacje, lecz wizja była abstrakcyjna, każdy przecież mógł się tam dostać i podsłuchać ich narady, nawet studenci ze szkoły, wyrywający się akurat na beztroski weekend do wioski nieopodal zamku.
-Bagshot jest historyczką i ma pewnie ponad lekko osiemdziesiąt lat. Musi być ktoś jeszcze. Coś jeszcze - mruknął nieco ciszej. Nawet najbardziej szalona starsza pani nie sformowałaby oddolnej grupy sąsiedzkich "dobrych" morderców. Nie skomentował słów Valerija o jego alchemicznym sukcesie, wierzył, że bardziej utalentowani w tej dziedzinie niż on należycie go docenią. Do uszu Magnusa dotarł za to nikły dźwięk uderzenia o drewno - pukanie?
Magnus Rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Mniejsza sala - Page 17 GleamingImpressionableFlatfish-small
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Re: Mniejsza sala [odnośnik]16.04.19 22:22
Przewodzenie obradom Rycerzy Walpurgii było nobilitacja, honorem, tak jak służba Czarnemu Panu z wypalonym Mrocznym Znakiem na przedramieniu. Od miesięcy pragnęła znaleźć się w tym miejscu, zyskać głos, lecz jej początek nowej drogi niefortunnie zbiegł się z odniesioną przez nich, druzgoczącą porażką. Tamtej nocy, nieco ponad dwa tygodnie wcześniej, gdy stała przed Czarnym Panem, mierzącym ją zimnym, rozgniewanym spojrzeniem, bała się. Powierzył jej poprowadzenie dzisiejszego spotkania, zamiast jednak zachłysnąć się zaszczytem, zamartwiała się, czy udźwignie na swych barkach ten ciężar; wymagał od nich naprawienia błędu, oczekiwał nie działania, a osiągnięcia celu - nieważne jak. Podczas minionych spotkań mogli radować się wspólnymi sukcesami i cieszyć zadowoleniem Pana; tego wieczoru musieli skupić się na odnalezieniu sposobu, by złagodzić Jego gniew i zatuszować niewybaczalny błąd.
Ledwie oddała głos innym, a rozległo się pukanie do drzwi, ukrytych za obrazem. Postronni, obcy, nie mieli prawa wiedzieć co się za nim znajduje, tajemnica została powierzona nielicznym, w większości tym, którzy znaleźli się już przy stole - niektórych jednak zabrakło. Sigrun przeniosła spojrzenie z lorda Yaxleya, na drzwi, zastanawiając się kto znajduje się za nimi. Czy to znów niepokorny Salazar Travers? Raz już wpadł na spotkanie spóźniony, jeszcze w podwodnym balecie należącym do lorda Tristana Rosiera, La Fantasmagorie, do tego niemal wciąż pijany i nieświeży. Rookwood wyprostowała się na krześle, zerkając przelotnie na siedzącego obok Mulcibera, po czym uniosła różdżkę, szarpnęła nadgarstkiem, by czarem zwolnić mechanizm nie pozwalający pchnąć obrazu.
- Wejść - powiedziała głośno, donośnie, tak, by ktokolwiek tam był, mógł usłyszeć zdecydowane pozwolenie.
Oby intruz miał na swe usprawiedliwienie wystarczająco dobre wytłumaczenie; nie tolerowali spóźnień, braku szacunku do ich sprawy, do nich wszystkich. To, czym mieli się dziś zająć, było istotniejsze i ważniejsze, powinno stać na pierwszym miejscu. Sigrun utkwiła na kilka chwil zimne, surowe spojrzenie w nowo przybyłym gościu, wyraźnie oczekując od niego wyjaśnień.

| To tylko post uzupełniający, kolejka toczy się dalej.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544

Strona 17 z 25 Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18 ... 21 ... 25  Next

Mniejsza sala
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach