Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Mniejsza sala
AutorWiadomość
Mniejsza sala [odnośnik]21.09.15 22:39
First topic message reminder :

Mniejsza sala

★★
"Biała Wiwerna" podzielona jest na mniejsze i większe salki służące spokojniejszym rozmowom, jak i większym popijawom, czasami nawet i nielegalnym interesom, lecz o tym się nie mówi, obsługa dyskretnie nie zwraca uwagi na podejrzane osoby tak popularne na wiecznie mrocznym Nokturnie. Mniejsza sala znajduje się w podpiwniczeniu o ostro ciosanych kamiennych ścianach i łukowatym stropie. Klimatu dodają jej wiecznie palące się świece na niewielkich, drewnianych stolikach.

Możliwość gry w kościanego pokera
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:44, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Mniejsza sala - Page 18 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Mniejsza sala [odnośnik]17.04.19 1:07
W oddali słyszał stłumione głosy gości Wywerny, ale nie odwrócił spojrzenia za siebie, ani razu. Czujny, wyprostowany i skupiony, oczekiwał. Był do tego przyzwyczajony, jak podczas każdego polowania, chociaż dziś - nie czekał na ofiarę, a innych łowców, którzy toczyli plan pochwycenia.
Pozostawał wciąż w podróżnej szacie, w łowieckim płaszczu, wilgotnym od bezowego deszczu, który szalał za murami lokalu. Wolno przetarł policzek, na którym osiadły krople ze zsuniętego kaptura. Czuł w skroni pulsowanie krwi, w oczekiwaniu na głos, bądź też jego brak, jako sygnał dla jego odejścia. Myśli wszak pędziły do przodu, do powinności, jaka spoczywała na jego barkach, na obowiązku do ochrony tego co czyste. Do celu, który jawił się nie tylko w kategorii działań koniecznych, ale i mocy, którą mógł osiągnąć. Ciemna moc nęciła, wołała go, chociaż wciąż nie poruszał się w jej granicach tak płynnie, jak chciał i mógł. O ty, jaka potęgę oferował Czarny Pan, wykluczało pomyłkę. Komuś o takiej władzy i możliwościach do poprowadzenia ich czarodziejskiego świata do zwycięstwa, gotów był złożyć na szali własne życie i posłuszeństwo.
Pierwsze, co pociągnęło jego zmysły, był cichy, ledwie słyszalny szmer przy obrazie, a tuż po nim wystarczająco wyraźne polecenie, które poruszyło jego ciałem. Podniósł dłoń obleczoną w rękawiczkę, by nacisnąć płótno i otworzyć wejście do sali. Przekroczył próg po raz pierwszy i po raz pierwszy, w łowczym odruchu, przemknął przez twarze zebranych, zaznaczając w myśli obecność brata, Tristana i Magnusa, ale zatrzymując się dopiero u wezgłowia długiego stołu na ciemnowłosym mężczyźnie i na jasnowłosej kobiecie, której piękne, choć surowe spojrzenie mierzyło jego oblicze. Miała w sobie coś bardzo drapieżnego. Łowca - Dorian Avery - nie silił się na lodrowanie, skłonił głowę i wyprostował się z powagą - Proszę mi wybaczyć. Właśnie wróciłem do kraju - powtórzył gest, po czym bez zawahania ułożył dłoń na piersi w szlacheckim geście przeprosin. Opuścił dłoń powoli, układając ją wzdłuż ciała i ponownie się prostując - Przybyłem gdy tylko otrzymałem wieści - utrzymał wzrok i błyskającą w ciemnym oku iskrę i dopiero, gdy otrzymał gestem pozwolenie, ruszył bezgłośnie z miejsca, kroki kierując do siedziska, przy którym trwał Lexaundre, zatrzymując się za jego plecami. Nie odezwał się jednak słowem, skupiając całą uwagę na prowadzących spotkanie.

Zakładam, ze Dorian dostał pozwolenie, by dołączyć do pozostałych, jeśli jednak było inaczej, to ostatnie zdania proszę uznać za niebyłe.
Dorian Avery
Zawód : Łowca magicznych stworzeń
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
And he'll brace for battle in the night
He'll fight because he knows he cannot hide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6775-dorian-avery#200339 https://www.morsmordre.net/t7352-anskari https://www.morsmordre.net/t7354-lowca#200811 https://www.morsmordre.net/f230-shropshire-ludlow-castle https://www.morsmordre.net/t7353-skrytka-bankowa-1704#200792 https://www.morsmordre.net/t7351-dorian-avery#200786
Re: Mniejsza sala [odnośnik]17.04.19 15:29
Zdumienie w sali było wyczuwalne, konsternacja obecnych na sali czarodziejów, że najwyższej łaski ponownie dostąpiła kobieta, choć absurdalna, to po części zrozumiała. Jego najmocniej zastanawiało - dlaczego na to pozwolili. Na to, by kobieta okazała się silniejszą od nich. Po wypowiedziach kolejno zabierających - lub właśnie co gorsza nie - głos czarodziejów pojął, że sytuacja ta nie nastąpiła im szczególnie na odcisk i nie próbowała wywołać ambicji pomimo ich zdumienia. Cóż, szkoda.
Pierwsze przekazane wieści były raczej niefortunne.
- Dlaczego? - Należało sobie zatem postawić pytanie co właściwie zawiodło, a jeśli nie co to kto i dlaczego. Zrobił wszystko, co do niego należało, choć na swojej drodze napotkał jednego z najpotężniejszych aurorów, pomógł też Drew dopełnić swojego dzieła - nie mógł mieć sobie nic do zarzucenia. Niefortunny zbieg okoliczności, błąd, przecenienie sił, za które nie mogli szukać kozła ofiarnego, a może zdrada: ostatnimi czasy nie docenili potencjału tej ostatniej kwestii, a osoba Percivala wciąż stała mu źdźbłem w oku. Lekkomyślnie zignorował sygnały, które ten dał im wcześniej - wiedział, że po raz drugi tego nigdy nie zrobi.
I własnie dlatego: po raz drugi nie mogli zignorować niczyjej nieobecności. Nie spodziewał się co prawda zdrady Salazara, był na to zbyt głupi i za mało wyrachowany, ale z pewnością mógł zlekceważyć Czarnego Pana. Jego wuj był w pewien sposób po prostu niefrasobliwy.
- Nie sądzę, by Salazar był zagrożeniem - ozwał się w końcu - na niedawnym szczycie zadeklarował swoje stanowisko na tyle jasno, że choćby chciał, trudno byłoby mu się z niego wycofać. - Jako pierwszy stanął jawnie po stronie Lorda Voldemorta, na oczach wszystkich zgromadzonych czarodziejów, chroniąc go przed czczymi oskarżeniami. Głos Tristana naznaczony był obojętnością, Salazar był jego wujem, lecz nie była to więź nazbyt silna. Kierował nim czysty pragmatyzm i konkretna kalkulacja, nie chęć ochrony krewnego. - Zapewne jest na morzu - co nie stanowiło usprawiedliwienia dla jego braku obecności tutaj, wszak wybrał priorytety - ale on sam nie zamierzał zajmować się tą kwestią.
Skinął ledwie dostrzegalnie głową, gdy Deirdre wyliczyła ich czyny.
Nowe twarze, wśród nich lord Bulstrode, wybitny ekonomista; przeniósł lekko uniesioną brew na Deirdre, jednak milczał. Nie powinien go zdumiewać fakt, że tak szybko przygruchała sobie mężczyznę o zasobnej sakiewce. Oby spisał się w ich wspólnej sprawie lepiej niż Isolda. Na dłużej utkwił spojrzenie na Averym. Był taki czas, że ród Avery służył Lordowi Voldemortowi z oddaniem i dumą. Samael jednak zbłądził i ostatecznie okazał się słaby, oby bliźnięta zastąpiły go z dumą - prezentując się tak, jak sam Samael za czasów swojej świetności. Crouchowie, z którymi - choć próbował - nie zdołał zakopać topora wojennego; nie zamierzał raczyć ich nieprzychylnością, ale i nie okazywał spektakularnego fałszu zapewniając o swojej przyjaźni. I Zachary, z którym niedawno miał okazję pomówić w warunkach sprzyjających ustaleniom, że był właściwym czarodziejem we właściwym miejscu. Głos zabrał też Matheu, na którego - siedzącego tuż obok - spojrzał w zamyśleniu, wiedząc, że jego cioteczny brat nie pozwoli sobie na bierność. Nie sądził, by tłumaczka była w stanie przejąć stery nad Ministerstwem Magii, jej pozycja była ku temu zbyt niska, ale ostatecznie wiedział też, że świat nie doceniał kobiecej broni.
Postęp Valerija nie zaskakiwał - zdolny alchemik zdumiewał swoimi odkryciami i tempem ich osiągania tak wiele razy, że kolejne dokonania wydawały się naturalnym porządkiem wszechrzeczy. Zapamiętał jednak jego deklarację - wiedząc, że powinien zwrócić się do niego w sprawie swojej różdżki.
Gdy w ostatniej spóźnionej duszy, która dołączyła do ich zgromadzenia, dostrzegł twarz Doriana - poczuł raczej ulgę niż znużenie; wiedział, że dołączy do swojego brata. Skinął mu głową, oszczędnie.
Nie wtrącał się w rozmowę o Zakonie, o Bathildzie wiedzieli już od pewnego czasu - nie była dla nich zagadką. Czy była głową tej hydry, być może, lecz tylko jedną z wielu - najsilniejszymi były głowy Zakonników.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

o b e y

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Mniejsza sala - Page 18 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Mniejsza sala [odnośnik]17.04.19 15:46
Wysłuchał tego, co Sigrun miała im wszystkim do zakomunikowania. Siedział spokojnie, wpatrzony w blat stołu, kiedy wyrażała niezadowolenie Czarnego Pana. Nie był przy tym, ale nie próbował sobie wyobrazić jego gniewu w zimnych, przenikliwych oczach ani mrożącego tonu głosu. Wystarczyło mu, że nie wykazali się tym razem. Stworzona przez nich wszystkich bariera została pokonana przez członków Zakonu Feniksa. Byli przekonani, że nie dadzą im rady, ich czary nie są w stanie przedrzeć się przez czarnomagiczną osłonę, a jednak. Albo plan  był niedostosowany i źle przygotowany, zawodząc już od samego początku, albo wykonanie części z Rycerzy Walpurgii przyczyniło się do tej porażki. Wiedział, że wszystko dziś sobie wyjaśnią i wszystkiego dowiedzą, dlatego nie wyprzedzał faktów. Nieobecność niektórych wiązała się z zaskoczeniem, szybko dostrzegł wyraźne braki w ich szeregach; nieobecność Quentina nie mogła mu umknąć, brak alchemicznego wsparcia stawiała ich w niewygodnym położeniu. Kiedy glos zabrał Morgoth, nie podniósł na niego wzroku. Był pewien, że nestor Yaxley teraz szczególnie musi dbać o interesy swojego królestwa, ale z pewnością zdawał sobie sprawę, jak potrzebni byli im sojusznicy, tu, na miejscu, kiedy wróg zalęgał się po kątach.
— Mała, zaczepna blondynka? Justine Tonks. To jej patronusem jest koziorożec. — Zdawało mu się że to już padło.— Miałem szczęście być tego świadkiem w połowie października. Spotkałem ją w towarzystwie innego zakonnika, Bertiego Botta. Tego od cukierków. — To od Cassandry wiedział, jak się nazywał, nie wzniósł jednak ku niej spojrzenia; wiedział, że kiedy to uczyni zrobi to zbyt długo, nie chciał by zostało to zauważone. Kiedy głos zabrała Deirdre pokiwał głową. Nie mogło być przecież inaczej, śmierciożerczyni doskonale radziła sobie z powierzonymi jej zadaniami. Mimochodem uniósł ku niej wzrok, na moment, by zaraz później przenieść go na Tristana, a później siedzącego po jej drugiej stronie nowego sojusznika, Rinnala Bulstrode, który podziękowawszy czarownicy wyraził wsparcie dla Lorda Voldemorta i Rycerzy Walpurgii. Młodemu lordowi Avery skinął głową, od razu myślami wybiegając do jego małej krewniaczki, którą więził w nokturnowej piwnicy. Po nim odezwał się lord Crouch, którzy przyprowadził na spotkanie własnego brata., Hesperosa. Był też Matheiu, w którego lojalność i wierność nie ośmieliłby się zwątpić.
— Czarny Pan z pewnością to doceni — przyznał otwarcie w odpowiedzi na prezentację nowych członków, sojuszników. Chciał myśleć o tym, że nowe twarze będą owocować wzrostem siły i potęgi, ale ile w nich było chęci do aktywnego działania i angażowania się w sprawy najwyższej wagi, a ile sępiej chęci znalezienia się po wygranej stronie? Nie wiedział.
Na wieść o zakończonych badaniach Valerija jego spojrzenie ożywiło się. Zwrócił się ku niemu z zainteresowaniem, kiedy opowiadał o efektach swojej pracy. Jego odkrycie mogło wspomóc alchemików, tych zaawansowanych i tych nieco mniej biegłych w alchemii.
— Po spotkaniu będziesz mógł rozdać to, co przyniosłeś. Na pewno większość z nas ma ze sobą ingrediencje, które wam, badaczom, zostaną przekazane jak już skończymy, abyście mogli nimi dysponować wedle potrzeb i uznania.— Zachować dla siebie lub rozdać innym jeśli tak zadecydują. Mieli pierwszeństwo w dysponowaniu ich zasobami, najlepiej orientowali się co będzie potrzebne.
— Pamiętacie jak wyglądali? Wyróżniali się czymś? — Ale nie tylko Craig poskąpił informacji o napastnikach. Również i Alphard, mógł rzucić światło dzienne na tamte poczynania. Ktoś mógłby ich skojarzyć, to mogło okazać się istotne.Craig zabrał głos, wtedy też przechylił się na lewą stronę, wspierając przedramieniem o podłokietnik.  Burke odpowiadał za przedstawienie propozycji Shafiqowi, znali się już, to u niego szukał pomocy kiedy anomalia obezwładniła Macnaira. Skinął mu tylko głową. Zajął się jednym z nich najlepiej jak mógł, był cennym sojusznikiem.
Słowa wypowiedziane przez Caelana wywołały w nim rozdarcie. Momentalnie przeniósł na niego spojrzenie, w głowie odświeżając niedawne wspomnienia; ledwie skończył się październik, z Ignotusem nie miał kontaktu od Festiwalu Lata i zakładał, że dokądkolwiek wyruszył nie ma go właśnie od tamtej pory. Zacisnął szczękę, nie zamierzając poruszać tej kwestii, zamiast niej skupiając się na nieobecnym Cadanie. — Cadan— podjął, patrząc zimno na Goyle'a. — towarzyszył mi w wyprawie do Danii dwudziestego września. Wskazówki badaczy bezbłędnie doprowadziły nas na miejsce, uporałem się z drobną przeszkodą, a później z jednym z naszych sojuszników pomyślnie dokonaliśmy wzmocnienia bariery. A Cadan przepadł. Jak kamień w wodę.— Uciekł? Nie zamierzał zrobić tego, co było jego obowiązkiem. I dziś nie było go na spotkaniu, bo obawiał się konsekwencji? Zmył się, jak tchórz? Zdrajca, który porzucił swój obowiązek bez słowa?
—Komu się nie powiodło?—Kto odpowiadał za porażkę, kto nie przystąpił do działania lub wykazał się nieudolnością? Powinni uczyć się na błędach, redukować szanse na kolejne podobne wpadki, ale do tego potrzebowali konkretów. Eddardowi i Lyannie nie powiodła się naprawa, jedna z wielu, zabawa z niestabilną magią nie należała do  najprostszych, ale to postać Caley go zainteresowała. Była alchemiczką i legilimentką. Jej umiejętności z pewnością okażą się bardzo przydatne. Przyglądał jej się przez chwilę uważnie, pozostawiając Sigrun wyrażenie o tym opinii.
— Ma dzieci — potwierdził słowa Cassandry, dopiero teraz kierując ku niej spojrzenie jasnych oczu.  I zaprowadzi je do Azkabanu. Wiedział to już, ale nie dodał tego; uzdrowicielka miała słuszność, powinni zrobić wszystko, by im przeszkodzić i zmienić przeznaczenie — Ale to prawda, musimy wykorzystać wszystkie możliwości by zapobiec doprowadzeniu ich do anomalii.— Badacze już przedstawili możliwe konsekwencje, powinni wiedzieć, by nie traktować tego zadania po macoszemu. To Czarny Pan miał je dostać. Skończone badania uzdrowicielki były w jego mniemaniu przełomem, ale ani przez chwilę nie wątpił w jej zdolności. Skrzyżował z nią spojrzenie na moment, był jej wdzięczny za to odkrycie. Obca czarownica, Esther, nie odezwała się. Mieli okazję się spotkać niedawno, poznać, a jednak jej obecność w kręgach Rycerzy Walpurgii wciąż pozostawała dla niego zagadką. Każde milczenie było wymowne, ale to Sigrun przewodziła dzisiejszemu spotkaniu. Zerknął na nią wymownie, nie odzywając się jednak słowem na ten temat.
Zignorował kpinę Magnusa, posyłając mu krótkie, wymowne spojrzenie i zwrócił się do Macnaira:
— To pewna informacja?— Skądś musiał ją zdobyć. Widział gromadzących się zakonników, mógłby rozpoznać takie miejsce, gdyby się w nim znalazł. – Udam się z tobą na miejsce, by to sprawdzić.— Podjął od razu, bez zbędnej zwłoki.— Ten drugi to Benjamin Wright — przypomniał Magnusowi, przy okazji relacji z tamtego spotkania w Mungu.
Pukanie i zgoda Rookwood na to, by spóźnialski wkroczył do sali. Jego spojrzenie, jak pewnie wiele innych podążyło właśnie w stronę drzwi. Uważnie zmierzył wzrokiem młodego przybysza, po czym wskazał mu krzesło, tuż obok siebie. Kolejny Avery.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew


Ostatnio zmieniony przez Ramsey Mulciber dnia 21.05.19 16:22, w całości zmieniany 1 raz
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Mniejsza sala - Page 18 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Mniejsza sala [odnośnik]18.04.19 20:25
Przeniosła spojrzenie na Tristana, zadawała sobie to samo pytanie: dlaczego utkana przez nich bariera była na tyle słaba, by wróg przedarł ją jak pergamin. – Czary były zbyt słabe, spętano niewiele dusz, za mało, by uczynić ją silną – odpowiedziała. Uchwyciła spojrzenie Cassandry, doskonale rozumiejąc jej zdenerwowanie, jako jedna z nielicznych zdawała się być porażką przejęta. To ona wraz z Lupusem i Valerijem opracowała plan ochrony Azkabanu; lecz do innych należało jednak jego wypełnienie co do joty. Gdzie tkwiła przyczyna porażki? – Na minionym spotkaniu badacze powierzyli w nasze ręce eliksiry tropiące. Gdzie was zaprowadziły? Co się wtedy stało? Komu się nie powiodło? – pytała Sigrun, oczekując od zgromadzonych zdania raportów z wykonania powierzonych zadań. Odnalezienie przyczyny porażki, wszystkich błędów mogło im pomóc uniknąć ich w przyszłości. Nie mogli sobie już na nie pozwolić.  – Cyneric zawiódł w Skara Brae – powiedziała, przenosząc wzrok na Morgotha. Wykonywał jego rozkazy? Jakie? – Powinien tu być. Dobro naszej wspólnej sprawy powinno być priorytetem. – Interesy rodzinne nie mogły stać wyżej. Żadna rodzina, żaden ród nie zazna dobrobytu, jeśli dosięgnie ich gniew Czarnego Pana.
Skinęła z uznaniem głową Morgothowi, opowiadającemu o sukcesie nad rzeką Severn i potyczce w teatrze Palladium. Zerknęła na Ramseya, mówiącym o Justine Tonks, a więc mała szlama miała koziorożca za patronusa? Do niej miała jednak odnieść się dopiero za chwilę. - To dobre wieści – odpowiedziała Deirdre, mówiącej o ukojonych wraz z lordem Rosierem anomaliach; zdziwiłaby się, gdyby było inaczej, dla dwojga tak potężnych Śmierciożerców było to już niemal formalnością. Ramsey sformułował pytanie, cisnące się jej samej na usta, spojrzała to na Craiga, to na Alpharda, ciekawa, czy byli w stanie powiedzieć o napastnikach coś więcej, co ułatwiłby im identyfikację. Słowa Caelana po części przyniosły zawód. Dobrze, że zdołał ustabilizować energię, domyślała się, że była to lodowa góra, gdzie kilka tygodni wcześniej próbowali się z nią uporać we dwoje – bardziej doświadczony i potężniejszy Ignotus był mu większym wsparciem. Nieobecność starszego Mulcibera ją zastanawiała, nie pytała jednak o nią, snując przypuszczenia, że może wykonywać rozkazy Czarnego Pana, o których ona wiedzieć nie musiała. Prawda o Cadanie sprawiła, że skrzywiła usta w niezadowolonym grymasie. Jeśli stchórzył, jeśli bał się dziś tu przed nimi stawić i odpowiedzieć za swoje błędy, jeśli uciekł – jedynie pogorszył własną sytuację. Konsekwencje dosięgną każdego, prędzej, czy później. Eddard i Lyanna podjęli choć próbę, w obliczu gniewu Czarnego Pana, było to zbyt niewiele. Przytaknęła dalszym słowom czarownicy w potwierdzeniu. – W tym… metrze? – nazwy mugolskich wynalazków wypowiadała z obrzydzeniem – Stanęła nam na drodze szlama Tonks. W najbliższym czasie daleko nie zajdzie. Przez anomalię zniknęła mi z oczu, myślałam, że się wykrwawi, zaskakujące jak wytrzymały może być mały karaluch. Magia w tym miejscu będzie nam sprzyjać. Mam krew szlamy. Razem z Drew zrobimy z niej użytek – wyrzekła, zwracając spojrzenie na Macnaira; kontaktowała się z nim już w tej sprawie listownie, nazajutrz miała zamiar go odwiedzić.  Kiwnęła mu głową na słowa o udanej naprawie w okolicach fontanny.  – Co z Lucindą Selwyn? Mówiłeś, że masz jej krew -  spytała, przypominając sobie jego słowa z minionego spotkania. W milczeniu przyjęła słowa Edgara o gorszym stanie zdrowia Quentina; potrzebowali jego alchemicznych talentów i tęgiej głowy, był im nieocenionym wsparciem.  Spojrzała na Tristana, mówiącym o Salazarze, kiwnęła jedynie głową; jeśli istniała konieczność, najbliższy Panu Śmierciożerca z pewnością wyciągnie konsekwencje tej nieobecności.
Słuchając opowieści Magnusa o potyczce z Weasleyem i – jak uzupełnił Ramsey – Wrightem zmarszczyła brwi w zamyśleniu. – Ich patronusy potrafią działać jak tarcza, mają uzdrawiające właściwości – podsumowała rewelacje z tego i wrześniowego spotkania o potyczkach z członkami Zakonu Feniksa. – Musimy odkryć ich sekret. Albo znaleźć sposób, by je unieszkodliwić. Discute Patronum powinno je przegnać – zastanowiła się, nie mając jednak pewności, czy owe potężne patronusy również będą podatne na to zaklęcie.
- Skąd masz te informacje? – zawtórowała Ramseyowi, zwracając się do Drew, pragnąc poznać ich źródło. – Jeśli jest ktoś jeszcze, Bathilda Bagshot powinna wiedzieć kto. Ma osiemdziesiąt lat, wyciągnięcie informacji ze staruszki nie powinno być trudne, musimy ją znaleźć. Jeśli dowodzi Zakonem Feniksa, będzie też wiedziała gdzie są dzieci – stwierdziła Rookwood. Nie mogli pozwolić, aby wrogowie zaprowadzili dzieci do Azkabanu. Należały do Czarnego Pana.
- Valeriju, Cassandro, należą wam się gratulacje, to dobre wiadomości – zwróciła się do alchemika i uzdrowicielki, siedzących po jej lewej stronie, skinąwszy im głową z uznaniem. Bardzo dobrze było słyszeć o ich sukcesach, nie mogła jednak powiedzieć, by było to bardzo zaskakujące; oboje byli wybitnymi specjalistami w swej dziedzinie i była pewna, że to nie ostatnie ich odkrycia. Ich obecność w kręgu sług Czarnego Pana była bezcenna. - Każdy, komu udało się z sukcesem zapanować nad anomalią, powinien zwrócić się do naszych badaczy. Potrzebujemy wzmocnienia bardziej, niż kiedykolwiek - przypomniała.
Wielu Rycerzy Walpurgii opowiedziało o sukcesach, bądź choć próbach, niektórzy jednak milczeli uparcie.
- Czy milczenie interpretować mam jako bierność? Brak podjęcia chociaż próby? – spytała surowo, obdarzając Esther i Antonię lodowatym spojrzeniem. Kobiety milczały, choć zadała im pytanie – a one miały obowiązek odpowiedzenia Śmierciożercy. To krąg najwierniejszych sług miał rozliczyć ich z dokonanych – i niedokonanych – działań. A oni przed Czarnym Panem.
Wsłuchała się w słowa nowych sojuszników. Lorda Bulstrode, zaproszonego w ich krąg przez Deirdre, Lexaundre, którego sama poinformowała o dzisiejszym spotkaniu i pragnęła, by wsparł ich swoją różdżką w walce, brata lorda Amadeusa, Hesperosa; zwerbowanego przez Craiga lorda Shafiq, krewnego lorda Tristana. Oprócz zapewnień gorliwego poparcia i chęci działania z ich słów nic więcej nie wynikało. Bardziej wylewna była Caley, która jako jedyna zdecydowała się opowiedzieć jak może im się przysłużyć. Uniosła lekko brew słysząc o legilimencji. Znały się od kilku miesięcy, lecz ta informacja była dla niej zaskoczeniem. Miłym zaskoczeniem. – Twoje umiejętności będą nieocenione, gdy schwytamy wroga. Dobrze, że znalazłaś się dziś przy tym stole – podsumowała, a kącik ust drgnął w uśmiechu. Caelan podjął dobrą decyzję, decydując się na więcej wiary we własną siostrę.
Do komnaty, za jej pozwoleniem, wtargnął elegancki młodzieniec, a jego twarz od razu wydała się Sigrun znajoma; podanie nazwiska rozwiało wszelkie wątpliwości, musiał być bliskim krewnym Lexaundre. – Usiądź, Dorianie – odpowiedziała jedynie; Ramsey wskazał mu już krzesło obok siebie. Surowe spojrzenie, jakie na nim skupiła na kilka chwil, mówiło wyraźnie, że spóźnienia nie będą tu tolerowane.
- Wsparcie waszych rodzin będzie nieocenione – skomentowała, powiódłszy spojrzeniem po wszystkich lordach, którzy zdecydowali się odezwać. Przy stole nie zasiadali jednak wyłącznie przedstawiciele arystokracji. Ich imiona, tożsamość wciąż były niektórym obce. – Co jednak ponad słowa poparcia? Co wy jako czarodzieje możecie nam zaoferować? Jakie kroki pragniecie podjąć, by nas wesprzeć? – dopytywała, pragnąc dowiedzieć się więcej. Czy posiadali umiejętności i talenta, które mogły im się przydać? – Dziś potrzebujemy konkretów, nie tylko słów poparcia – zaznaczyła Sigrun. Czarny Pan nakazał im naprawić błąd, zrehabilitować się. Jak nowi sojusznicy mogli im w tym pomóc? Wzięła głębszy oddech, nim znów zaczęła mówić. – Dobrze, że jesteście wśród na.  Ostatnimi czasy jednak nasze zaufanie zostało nadwyrężone, wśród nas znalazł się pieprzony zdrajca – nie starała się nad ukryć cienia złości, jaki przemknął po jej twarzy. - Zanim obdarzymy was zaufaniem i powierzymy wam nasze tajemnice, musicie dowieść tego, że jesteście go godni. Wykażcie się. Działajcie na naszą korzyść. Zostanie to docenione. – Służba Czarnemu Panu mogła zaoferować im więcej, niż śmieliby przypuszczać. Była honorem i zaszczytem. Przekonają się o tym. – Musimy być ostrożniejsi, dlatego odtąd każdy, kto zechce zaprosić w nasz krąg nowego sojusznika, będzie potrzebował zgody Śmierciożercy – i to do nas należeć będzie decyzja, czy stanie się Rycerzem Walpurgii. – Nie mogli pozwolić, aby wśród z nich znów znalazł się byle kto. Nie teraz, gdy potrzebowali pewnych i zaufanych czarodziejów, naprawdę pragnących służyć Czarnemu Panu.
- Percival posłuży za przykład tego, jakie konsekwencje ma zdrada. Musimy go znaleźć jak najszybciej. Zbyt wiele wie. Zdradził nas i poniesie za to karę. Jeśli ktokolwiek wie, gdzie może się ukrywać, niech podzieli się tą wiedzą. Czas działa na naszą niekorzyść. – Percival publicznie wypowiedział posłuszeństwo Czarnemu Panu, Tristanowi, nowemu Ministrowi Magii, a wśród słuchaczy znaleźli się ci, o których wiedzieli już, że należą do Zakonu Feniksa. Jeśli tylko zdecydowali się z Percivalem skontaktować… - Eddardzie, znasz go lepiej, niż ktokolwiek - domyślasz się, gdzie mógł zbiec? - zwróciła się bezpośrednio do lorda Notta. - Anthony Skamander i Anthony Macmillan. Muszą ponieść karę za bezczelność. – Głupcy nie mili szans w starciu z najpotężniejszym czarnoksiężnikiem, jaki kiedykolwiek stąpał po tej ziemi, a mimo to podnieśli nań różdżkę, stwarzając zagrożenie dla innych – członków rodzin, których wsparcia i wpływów dziś potrzebowali.  – Minister Magii stoi dziś po naszej stronie. Powinniśmy to wykorzystać. – Sigrun nie miała zbyt wielkiego pojęcia o polityce, jej zawiłościach i meandrach, dlatego powiodła spojrzeniem po szlachetnie urodzonych lordach, politykach i pracownikach Ministerstwa Magii, którym temat powinien być bliższy. - Niektórzy jednak buntują się przeciwko niemu. Knują spiski, popierając tego głupca, Longbottoma. On sam się ukrywa.


| Czas na odpis do poniedziałku 22.04, godz. 18.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Mniejsza sala [odnośnik]18.04.19 22:13
Surowe nuty w wypowiedziach Mulcibera oraz Rookwood upewniły go w słuszności wspomnienia nawet o nieudanej próbie naprawienia anomalii. Przyznanie się do porażki nie było łatwe, zwłaszcza w momencie, kiedy gniew Czarnego Pana unosił się nad ich głowami. Lecz niepowodzenie po stokroć lepsze było od bezczynności. Kontynuowanie tematu starcia na Ulicy Pokątnej przy sklepie z kociołkami dalej pozostawało czymś bardzo niewygodnym, budzącym dyskomfort, lecz musiał ostatecznie zamknąć ten rozdział. Spotkanie było czasem rozliczeń, więc i jego działania musiały zostać podsumowane.
To były dwie czarownice, świadczyły o tym ich postury i głosy – wyjawił w końcu ten szczegół, który nie stawiał w zbyt dobrym świetle dwóch lordów posługujących się czarną magią. Nawet jeśli zawsze doceniał umiejętności niewiast, to jednak w tym przypadku bycie pokonanym przez przedstawicielki płci rzekomo słabszej było zbyt wielką ujmą. Jednak nie śmiał zignorować pytania ze strony Śmierciożercy, pytania zadanego przez człowieka, który wyjawił mu tajemnicę istnienia organizacji wspierającej słuszną sprawę u boku Czarnego Pana. – Podały się za pracownice Ministerstwa, jednak to było ewidentnym kłamstwem, bo nie potrafiły nawet odpowiednio się wylegitymować – gdyby były pracownicami brytyjskiego Ministerstwa Magii, po wypowiedzeniu nazwisk podałby organ, w którym są zatrudnione oraz swoje stanowiska. Być może zaczął składać zbyt szczegółowe wyjaśnienia, powinien zatem jak najszybciej przejść do złożenia konkretnych odpowiedzi na zadane pytania. – Ciemność i dystans sprawiły, że nie mogliśmy dostrzec wzajemnie swoich twarzy czy innych znaków charakterystycznych. Jednak nie wykorzystały w trakcie walki potężnych patronusów, choć łatwo było zauważyć, że bliższe im były zaklęcia defensywne.
Porażka przy anomalii wydawała się niczym przy niepowodzeniu w zabezpieczeniu Azakabanu przed Zakonem. Milczał, kiedy słuchał o całej tej sprawie. Sam nie pomógł przy tym dziele, zbyt późno niestety wtajemniczony, aby móc zdziałać więcej. Ustalenie przyczyn kiepskiego efektu końcowego wszystkich starań było istotne. W przyszłości nie mogą popełniać takich błędów. Również on, lord Black, po szczycie w Stonehenge jawny już zwolennik Lorda Voldemorta, powinien unikać potknięć.
Kiedy poruszone zostały kwestie tyczące się szerokiej polityki, wreszcie mógł zabrać głos, będąc pewnym swoich słów i postawionych tez. Od kilku już lat płynnie poruszał się pomiędzy ministerialnym instytucjami, doskonale zapoznając się z zasadami ich funkcjonowania. Jeśli potrzebne były zagrania polityczne, mógł przy nich pomóc. Już i tak nawiązał kontakt z różnymi zagranicznymi dyplomatami, tłumacząc im sytuację polityczną panującą w Wielkiej Brytanii. Cronusa Malfoya prezentował jako człowieka kryształowego, który poradzi sobie z wyzwaniami w jakże niespokojnym czasie.
Minister Magii z całą pewnością wspiera naszą sprawę, jednak na drodze staje mu Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Opozycja wobec nowych rządów skupiła się wokół Wizengamotu, gdzie niegdyś Longbottom miał niezwykle wysoką pozycję jako jeden z sędziów. Nie zdziwiłbym się, gdyby chciał wykorzystywać zdobywane przez długie lata wpływy. Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów zawsze był strefą wpływów Abottów i Longbottomów, ale również Malfoyów. Skoro powinniśmy dopatrywać się gdzieś spisku, to właśnie tam – wyjaśnił spokojnie, trzymając emocje na wodzy, nie oddając panowania nad sobą własnej niechęci do osoby byłego już Ministra. Longbottomowie często stawali się stróżami prawa, Abottowie walczyli o wydumane idee równości, z kolei Malfoyowie chcieli władzy, więc trzymali się jak najbliżej rządu. Te zawiłości wpajano Alphardowi już od dziecka. Rody Black i Crouch budowały swoją pozycję poprzez działania w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. – Inicjatywa likwidacji Biura Aurorów nie powiodła się z powodu sprzeciwu Wizengamotu. Choć aurorzy dostali jasne wytyczne, że zająć się mają poplecznikami Grindelwalda, to pewnie znajdą się jacyś nadgorliwi, co nie dostosują się do tych zaleceń. Wystawionego listu gończego za byłym Ministrem nie traktują poważnie, notorycznie gubiąc wszelkie tropy. Już na wcześniejszym spotkaniu padła konkluzja, że członkowie Zakonu znajdują się pośród aurorów. Wszelkie działania niezgodne z prawem, jeśli zostaną ujawnione, zdyskredytują ich w oczach społeczeństwa – po tych słowach, które podkreśliły istotne znaczenie opinii publicznej, pomyślał o wykorzystaniu mediów. Spojrzał otwarcie na Magnusa z myślą złożenia mu propozycji. – Być może to Walczący Mag powinien w odpowiedniej chwili opisać patologiczne zachowania aurorów nadużywających swojej władzy. Prorok Codzienny stał się ostatnio głównym krytykiem poczynań nowej władzy.
Kolejny problem, z którym należało zrobić porządek. Alphard gotów był podjąć się tego zadania. Wiedział, że zrobi wszystko, aby nie zawieść. Dzisiejsze obrady pokazywały, że lepiej nie znaleźć się na celowniku Rycerzy. Nieobecni odczują konsekwencje braku zaangażowania, zdrajcy zaś zapłacą własnymi głowami.
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Re: Mniejsza sala [odnośnik]18.04.19 22:15
Nazwiska nowych chętnych do wsparcia ich sprawy mówiły same za siebie i nie potrzebowały dalszych tłumaczeń. A przynajmniej tak było dla każdego, kto kręcił się w świecie arystokracji; dla każdego innego byli jedynie pustymi twarzami, które odmawiały im konkretów. Owszem, każdy z nich tak gorąco zapewniał o swoim wsparciu, lecz co chcieli im dać, czego jeszcze nie mieli? Ludzie byli potrzebni, lecz umiejętności również. Pieniądze już posiadali, tak samo jak Ministerstwo Magii, które po wydarzeniach w Kamiennym Kręgu było wznoszone tylko dzięki pokaźnym skrytkom konserwatywnych rodów. Słuchając każdego nowego głosu, Morgoth mógł uplasować ich mniej więcej w zajmowanej pozycji bez unoszenia na nich swojego nieobecnego spojrzenia. Avery — łowca. Bulstrode — kolejna szara eminencja. Crouch — Ministerstwo Magii. Rosier — Kent. Kolejne nazwiska, kolejne stanowiska. Jego uwagę na dłużej zwróciły słowa Craiga, wspominającego Shafiqa, który wykazał się elokwencją i wprawnym słowem podczas szczytu nestorów; także Goyle przyprowadził siostrę. Wojowanie w Ministerstwie Magii nie ogniskowało się tak jak jeszcze kilka tygodni temu, dlatego pozycja kobiety nie wywołała wrażenia, ale każda nowa zdolność mogła im otworzyć kolejne, zamknięte drzwi. Tak samo dobrze było słyszeć o alchemicznych upodobaniach nowego nabytku Rycerzy Walpurgii. Słysząc słowa Rookwood, nie zareagował. Wciąż pozostawał niewzruszony i zamknięty jakby we własnym świecie. Podniósł na moment spojrzenie na Edgara dopiero, wtedy gdy wyjaśniał przyczynę nieobecności swojego młodszego brata. Całkiem niedawno widział się z Quentinem i nie wyglądał na chorego. Genetyczne niedoskonałości potrafiły być jednak zwodnicze.... Morgoth ufał, że drugi z Burke'ów nie miał pozostać w niedyspozycji zbyt długo. Szczególnie że ich niespisany pakt wciąż obowiązywał, a nieme porozumienie wiązało losy dwójki małomównych arystokratów. Zareagował na wypowiedź Mulcibera, gdy ten wymieniał charakterystykę jednej z członkiń Zakonu Feniksa. Skinął prawie niezauważalnie głową i chociaż nie mógł potwierdzić koloru włosów kobiety, opis pasował do tego przedstawianego na poprzednim spotkaniu. - Większość z nas już ją zna. Nie mogę powiedzieć tego o jej towarzyszu - zawiesił na moment głos, jakby zastanawiając się nad pewną kwestią, ale zdecydował się po chwili kontynuować:
- Uważajcie na jedno z zaklęć - kierował swoje słowa do Śmierciożerców, patrząc po każdym z nich uważnie. Musieli być przygotowani na każdą możliwość, a ostrzeżenie wybrzmiało. - Reparifarge cofa skutki transmutacji. Może być dla nas niebezpieczne podczas przemiany we mgłę. - Pamiętał jak nieznany mu mężczyzna próbował je rzucić parę razy, lecz zawiódł. Gdyby mu się powiodło, upadek z wysokości byłby ostatnim zmartwieniem Yaxleya. Jeśli w chwilach zagrożenia ktoś odebrałby im sposobność wyratowania się, mogło się to dla nich skończyć tragicznie. - Nie rzuci go amator, ale tamten mężczyzna sięgał po silne zaklęcia transmutacyjne - doprecyzował, milknąc ponownie. Domyślał się, że Zakonnicy nie byli jedynie wytresowanymi psami Bones i Longbottoma, dlatego spotkanie się z kimś, kto potrafił docenić dziedzinę, w której sam się specjalizował, było interesujące.
Kolejni Rycerze zabierali głos, by zdać relacje ze swoich napraw. W międzyczasie pojawił się również drugi z bliźniaków Avery, jednak Morgoth nie poświęcał mu zbyt wiele czasu. Gdyby to jemu przypadło prowadzić spotkanie, Dorian nie wszedłby w ogóle. Sojusznicy byli jednak potrzebni i Yaxley mógł jedynie z ulgą przyjąć świadomość, że to nie na jego barkach ciążył obowiązek przekazania wiadomości Rycerzom. - Gdyby ktoś szukał wsparcia przy anomaliach, służę pomocą - rzucił w pewnym momencie, gdy cisza wybrzmiewała przez krótką chwilę. Jednak trwała zaledwie mrugniecie zagłuszana przez kolejne głosy. - A co z drugim miejscem ich spotkań? - spytał, patrząc na Macnaira. Dobrze wiedzieli, że Hogsmeade nie leżało w obrębie Londynu, a posiadali informacje o tym jak jeszcze jakiś czas temu Zakon Feniksa gromadził się na przedmieściach. Nigdy nie dotarli do tej lokalizacji. Dlaczego więc wypłynęła zupełnie inna? Spotykali się w dwóch różnych? Podobnie jak oni, gdy Biała Wywerna potrzebowała odbudowy? - Podobno na Cmentarzu Poległych gromadzą się czarodzieje, którzy chcą obalić nowe Ministerstwo - zaczął. - Pójdę sprawdzić to miejsce - dodał, podnosząc spojrzenie. Nie wiedział, na ile ta informacja była prawdziwa, jednak pogłoski mogły mieć w sobie ziarno prawdy. - Jako animag mogę przeszukać ziemie Longbottomów bez wzbudzania podejrzeń i sprawdzić, czy Longbottom nie ukrywa się w okolicy. Zna te tereny jak nikt inny, dlatego od tamtego miejsca bym zaczął poszkiwania - odezwał się, przenosząc wzrok ku Rookwood prowadzącej spotkanie.  - Longbottomowie to sąsiedzi Burke'ów - kontynuował, patrząc na Edgara. - Będę potrzebował schronienia - W nagłych przypadkach. Durham leżało znacznie bliżej niż Cambridgeshire.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Mniejsza sala [odnośnik]19.04.19 7:02
Milczenie niektórych, zwłaszcza kobiet, wzbudzało w niej niechęć - w tym gronie nie było odebrane jako cnotę czy złoto, a brak szacunku i zaangażowania w wspólną sprawę. Prowadzący spotkanie śmierciożercy zadali pytanie, oczekiwali więc raportu ze swych działań, a jeśli tych nie było - wyjaśnienia. Przeniosła spojrzenie także i na omijającego kwestię anomalii Amadeusa oraz innych, ze spokojem, ale i czymś w rodzaju zawodu. - Pamiętajmy, że służymy wspólnej, wspaniałej sprawie - nie jesteśmy tu tylko po to, by przyjmować honory oraz szczycić się służbą dla Niego; by czerpać profity wynikające z bycia częścią Rycerzy Walpurgii - powiedziała bez pretensji, niewzruszenie, nieśpiesznie przesuwając spojrzeniem po siedzących przy stole czarodziejach i czarownicach. - Czy jest wśród nas ktoś, kto w ogóle nie podjął próby naprawy anomalii? Pomijając badaczy, którzy poświęcili ostatnio czas i talenty na niezwykłe odkrycia - skinęła głową reprezentantom jednostki badawczej, osiągnęli wielki sukces, lecz była pewna, że nie osiądą na laurach. Nie rozumiała bierności, gładkich słów; pytanie zawisło w powietrzu, ale nie ponawiała go, czekając na odpowiedzi. Również wspomnienie o różdżkach wydawało się jej czymś miałkim. - Gdybyśmy potrzebowali tylu różdżek, zwrócilibyśmy się do Ollivanderów- swoją drogą, to wielki zawód, że stanęli po nieodpowiedniej stronie. Czy istnieje szansa, by powrócił im zdrowy rozsądek? By z nimi porozmawiać, oświecić, wpłynąć na to, jak ważną są częścią arystokracji i uśiadomić ich błędy? - skomentowała beznamiętnie; nie wątpiła że każdy z nowych osobników przy stole posiada wielki talent, inaczej nie zostaliby wtajemniczeni w sprawę Rycerzy: więc dlaczego milczeli? Spojrzała wymownie na Rinnala, powinien zaznaczyć swe koneksje, umiejętności, talenty. - To nie czas na przesadną skromność - dodała, spoglądając z uznaniem na Caley: legilimencja była trudną, wymagającą sztuką, niezwykle jednak przydatną - i chociaż potrafili wyrwać prawdę innymi, krwawszymi sposobami, to ten niewidoczny dawał im przewagę. - Dobrze mieć kogoś, kto doskonale panuje nad urokami i zarazem umysłem - spojrzała na pannę - panią? - Goyle, pewna, że ta będzie przydatną sojuszniczką, być może przełamując złą passę dotyczącą płci pięknej.
Później, zamieniła się w słuch, uważniej przyglądając się Morgothowi, przestrzegającego przed transmutacyjnym zagrożeniem. Musieli na to uważać, czarna mgła stanowiła doskonałą formę ucieczki i obrony, niezwykle trudną do opanowania - sądziła, że nie istniała możliwość, by ograniczyć jej działanie, ale Yaxley słusznie otworzył na to rozwiązanie oczy. Z uznaniem spojrzała na Alpharda, wypowiadał się szczegółowo, widać w nim było ikrę prawdziwego polityka. Na spóźniającego się Avery'ego nawet nie spojrzała, nie rozumiała beztroski w podchodzeniu do spotkań, choć cieszył ją widok reprezentantów starego rodu, być może odkupią słabość Samaela.
-Dotarły do mnie wieści o pewnej grupie młodzieży, która - zapewne zainspirowana Zakonem - pragnie walczyć z obecnym rządem. Nie stanowią większego zagrożenia, ale za ich działalnością zapewne stoi ktoś potężniejszy; warto byłoby to sprawdzić - dodała po chwili milczenia, przenosząc spojrzenie na Sigrun, wspominającej o krwi Tonks i na Drew, poruszającej temat Lucindy. Robiła wszystko, by zignorować obecność Tristana obok siebie - i zignorować wyraźnie niezadowolone z bezruchu dziecko, postanawiające gwałtownie wykopywać sobie drogę na wolność pod napiętą skórą brzucha.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Mniejsza sala [odnośnik]19.04.19 13:00
Ich obrady przerwało pukanie -  do sali wpuszczono jeszcze jednego przybysza, kolejnego Avery’ego. Amadeus obdarzył spóźnionego lorda krótkim spojrzeniem, wspominając poprzednie obrady, które swoim szumnym przybyciem przerwał Salazar Travers. Widocznie punktualność nie była mocną stroną niektórych Rycerzy Walpurgii i ich sojuszników, lecz ostatecznie nie to liczyło się w tym momencie najbardziej.
Słuchał wypowiedzi zgromadzonych przy stole popleczników Czarnego Pana, świadom, że porażka, którą odnieśli, mogła pociągnąć za sobą kolejne, a przede wszystkim zadziałać na korzyść wroga. Słowa Sigrun były jasne – ich działania okazały się słabe, nieefektywne, a wspólny wysiłek włożony w wypełnienie rozkazu Czarnego Pana przerodził się we wspólną porażkę. Mimo to nie próbował traktować jej jako usprawiedliwienia dla niepowodzenia jego własnej misji; był gotów zmierzyć się z konsekwencjami nieudanej wyprawy do Kumbrii.
Jak również tego, że nie podjął się naprawy anomalii – bo nie umknęło mu znaczące spojrzenie Deirdre i słowa zawoalowanej dezaprobaty. Zerknął na nią przelotnie, z pewnym zaskoczenie zauważając tak odmienny stan, w którym się znajdowała.
Czyżby priorytetem nagle stało się dla niej rodzenie dzieci, zamiast służba Czarnemu Panu, czym tak się do tej pory chełpiła?
- Z nieukrywanym żalem muszę przyznać, że nie podjąłem jeszcze próby naprawy anomalii. Misja w Kumbrii, a także tragiczny w skutkach szczyt w Stonehenge odbiły się na moim zdrowiu. Chętnie wesprę jednak naprawy, by nie powtórzyć tego błędu – zwrócił się zarówno do Deirdre, jak i Sigrun, ale jego spojrzenie padło także na Morgotha, który wyraził podobną chęć. W głosie Amadeusa brzmiał spokój; nie zamierzał ukrywać niepowodzenia ani zasłaniać się przesadnymi tłumaczeniami, lecz ostatnie wydarzenia faktycznie odbiły się na jego kondycji fizycznej. - Tak jak jednak wspomniałem, poświęciłem czas, aby wraz z Lukiem Larsonem wybrać się do Kumbrii. Zawiedliśmy, dusza okazała się zbyt silna – wypowiedziawszy te słowa, zorientował się, że nie dostrzegł nigdzie Larsona. - Swoją drogą, jeśli mowa o nieobecnych, nie widzę go tu nigdzie – nie miał pojęcia, gdzie mógł przebywać Larson, nie wiedział o nim prawie nic, lecz uznał to za stosowne, by wspomnieć o jego nieobecności. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, każdy brakujący Rycerz Walpurgii budził słuszne wątpliwości.
Zamilkł, by znów wysłuchać wypowiedzi pozostałych – zapamiętywał każde nazwisko, każdy szczegół i każdą informację, którą dzielili się Rycerze Walpurgii. Wszystko to mogło się okazać przydatne w bliższej lub dalszej przyszłości. Gdy Rookwood przywołała imiona sprawców tragedii w Stonehenge, Crouch skrzywił się mimowolnie; już dawno powinni byli gnić w Tower… lub też w ziemi.
- Jeśli ktoś pragnie złożyć Macmillanowi bądź Skamanderowi wizytę, bardzo chętnie do niego dołączę – rzucił, po czym przeniósł spojrzenie na Alpharda, tłumaczącego właśnie zawiłości obecnej sytuacji politycznej. Mimo naturalnej niechęci, jaką do niego żywił, musiał zgodzić się z jego słowami. - Lord Black ma rację – prawie udławił się tym stwierdzeniem. - Cokolwiek uczynimy, musimy upewnić się, że prawo zawsze będzie stało po naszej stronie, nie po stronie wroga. Bez wątpienia możemy też liczyć na Ministra Magii, ale kluczowe jest pokazanie mu, że i on może liczyć na nasze wsparcie. Zagraniczne rządy już interesują się jego osobą, wysyłają swoich dyplomatów i dopytują, czy Malfoy zdoła ustabilizować sytuację. Wraz z obecną tu panią Goyle gościłem w ostatnim czasie podobną delegację, podczas której zadbaliśmy o to, by przedstawić Malfoya w dobrym świetle – dodał, przez moment spoglądając na Caley.
Amadeus Crouch
Zawód : znawca prawa, dyplomata, poliglota po godzinach
Wiek : 40
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony

I had a taste for you, once

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6411-amadeus-crouch https://www.morsmordre.net/t6576-romulus https://www.morsmordre.net/t6440-pan-dyplomata https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6577-skrytka-bankowa-nr-1610#167556 https://www.morsmordre.net/t6575-amadeus-crouch#167554
Re: Mniejsza sala [odnośnik]19.04.19 18:36
Anotnia wiedziała, że Czarny Pan nie mógł być zadowolony z ich ostatnich działań. Chociaż rośli w siłę, a ich liczebność w ostatnim czasie zwiększyła się o nowych członków to jednak ciągle ktoś im uciekał. To nie mogła być dobra wróżba chociaż na wróżbach przecież w ogóle się nie znała. - Więc co możemy teraz zrobić? - zapytała wyrzucając na głos własne zmartwienie. Była gotowa by razem z innymi naprawić porażkę dzięki której Zakon Feniksa był w stanie teraz podjąć działania dla nich zagrażające. Nie do końca jednak wiedziała jak się do tego zabrać. Nie była strategiem. Wolała działać niżeli planować. Czuła, że w ich szeregach znajdą się tacy, którzy swoimi umiejętnościami pomogą im obrać prawidłową ścieżkę. Chciałaby też wiedzieć czego teraz oczekiwał od nich Czarny Pan, a te informacje prawdopodobnie miały paść z ust śmierciożerców w najbliższym czasie. Bez względu na to co mogło to być miała zamiar się temu poddać. W końcu ona swoją część zadania wykonała. Udało jej się razem z Dei spętać duszę. Błąd jednak należało traktować całościowo i dla brunetki także była to ujma na honorze, którą dobrze by było teraz zmyć.
Na pytanie śmierciożerczyni przeniosła na nie spojrzenie. Borgin nie była ignorantką. Wiedziała, że nie wywiązała się z zadania należycie i że powinna podjąć się chociaż próby naprawy anomalii. Nie zrobiła tego i to był jej błąd, który miała w zamiarze naprawić. - To prawda – zaczęła spokojnie – Nie podjęłam się próby naprawy żadnej anomalii co jest moim błędem i jeżeli tylko będę miała okazję go naprawić właśnie tak zrobię. Zawsze jednak wypełniałam wszystkie powierzone mi zadania i stawiałam się na każdym spotkaniu, nie uważam swojej postawy za bierną pomimo popełnionego z anomaliami błędu. - dodała. Nie chciała się tłumaczyć, ale jeżeli już mówili o bierności to przecież wcale bierna nie była. Zawsze oddana sprawie nawet nie pomyślałaby, żeby któregoś z zadań nie wykonać. Czasami zwyczajnie na takie miejsca nie trafiała, a czasami brakowało jej potrzebnych ku temu umiejętności. O tym jednak mówić nie miała zamiaru.
Borgin wiedziała, że to co wydarzyło się na szczycie będzie miało swoje konsekwencje. Nie rozumiała dlaczego Nott postanowił ich zdradzić, ale to już nie było teraz ważne. Najważniejsze było to, że wiedział wystarczająco dużo by ich pogrążyć. - Czy Percival wiedział o naszych najbliższych planach? - zapytała chcąc przekonać się jak głęboko mogła sięgać jego zdrada.
Słysząc słowa nestora Yaxleya przeniosła na niego spojrzenie. - Dość dobrze znam to miejsce, mogę pomóc w rozpracowywaniu tej grupy – zaoferowała się wiedząc, że czasem nie wystarczy jedna różdżka nawet jeśli należy ona do śmierciożercy.



   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Antonia Borgin
Zawód : pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t4722-nie-wszystko-zlo-to-co-sie-swieci https://www.morsmordre.net/f319-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t4733-skrytka-bankowa-nr-1201#101427 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
Re: Mniejsza sala [odnośnik]19.04.19 20:34
Jeśli istniała jedna rzecz, której Esther wręcz nie potrafiła znieść, byli to inni ludzie próbujący z góry oceniać ją bez posiadania stosownej wiedzy. Przekładało się to na wiele dziedzin jej życia – poczynając od płci, przez wykonywany zawód, a teraz najwyraźniej również na jej milczenie, które zdawało się zostać odebrane w nieodpowiedni sposób. Nie mogła się jednak dziwić – podczas gdy w większości przypadków milczenie zazwyczaj wiązało się z próbą ukrycia prawdy, u niej było jedynie oczekiwaniem na odpowiedni moment, w którym mogłaby ujawnić coś, co wydawałoby się stanowić dość silną kartę przetargową, będącą w stania zabrać część winy z jej ramion.
Owszem, była w pełni świadoma rozkazów, które jako Rycerze otrzymali od Czarnego Pana, jednak jej bierność, czy raczej nieangażowanie się we wszystkie aktywności, których wymagał, nie wynikały z jej braku posłuszności. Były raczej efektem tego, iż pani Trelawney postrzegała niektóre rzeczy jako wymagające więcej uwagi niż inne, a spełnianie poleceń odbywać mogło się na różnych płaszczyznach i nie wierzyła w to, iż istniał jedynie jeden sposób na okazywanie swojego oddania.
Wysłuchiwała w uwadze słów osób, które zostały zaadresowane wcześniej i doszły do głosu szybciej niż ona. Starała się spoglądać na każdego z mówiących, jednocześnie chłonąc z ich słów odpowiednie informacje mogące uzupełnić jej wiedzę odnośnie tego, co działo się ostatnimi czasy w Anglii. Chociaż zazwyczaj starała się pozostać na bieżąco, szczególnie w kwestiach istotnych dla Czarnego Pana, musiała przyznać, iż brak rozległych znajomości oraz bliższych relacji z innymi członkami, których nie zdążyła jeszcze tak naprawdę nawiązać podczas swojej dość krótkiej przynależności, czasem stanowił przeszkodę. Obecność w czasie zebrania wydawała się być jednak dość korzystna i Esther dość szybko była w stanie uporządkować swoją wiedzę.
Jej uwadze nie uszło spojrzenie posłane w jej stronę przez mężczyznę, którego rozpoznała z przypadkowego spotkania na Nokturnie. Odwzajemniła je, utrzymując jednak dość beznamiętny wyraz twarzy i nie okazując ani zdenerwowania, ani tym bardziej zawstydzenia tym, iż najwyraźniej nie znajdowała się tego wieczoru w czołówce najlepszych i najwierniejszych Rycerzy. Miała jednak przeczucie, iż z biegiem czasu mogło się to zmienić.
Gdy prowadząca zebranie kobieta posłała w jej stronę chłodne spojrzenie, Esther jedynie przytrzymała je przez chwilę nie pozwalając dać po sobie poznać, iż w jakikolwiek sposób to a nią wpłynęło. Z jakiegoś powodu nie obawiała się tego, co wyżsi rangą Śmierciożercy byliby w stanie jej uczynić, gdyby uczyniła coś złego. Być może wynikało to z faktu, iż nie uważała, że robiła cokolwiek źle. Jednocześnie, rozważając swoje kolejne słowa, podczas gdy głos zabierała kobieta, która zdawała się otrzymać od Sigrun to samo spojrzenie, miała wrażenie, iż informacja, którą chciała się podzielić z resztą mogła być dla nich naprawdę przydatna.
- Owszem, od dołączenia do tego grona nie wzięłam udziału w naprawie anomalii. Muszę przyznać, że sztuka czarnej magii jest dla mnie wciąż dość nowa i choć posiadam pewne umiejętności, wolałam pozostawić to w rękach bardziej doświadczonych czarodziejów, którzy mieliby mniejsze szanse na odniesienie porażki – zaczęła, spoglądając nie tylko na Rookwood, ale również kilka innych osób, które zdawały się być dość przejęte brakiem zaangażowania w naprawę anomalii. Z tego co słyszała nie była jedyną, więc nie czuła potrzeby zbytniego tłumaczenia się – Nie uznałabym jednak swojej obecności w szeregach Rycerzy Walpurgii bierną, czy też wynikającą z chęci odnoszenia płynących z tego korzyści – tutaj zwróciła się do Deirdre, bliżej jej jednak nieznanej, która chwilę wcześniej wyraziła swoje niezadowolenie. Jej głos był jednak spokojny i dość melodyjny, zdając się nie pasować zbytnio do intensywnej atmosfery panującej w pomieszczeniu – Zgodzę się, iż służba Czarnemu Panu jest ogromnym zaszczytem, dlatego też jestem i zawsze będę skłonna wykonywać powierzone mi zadania. Jestem świadoma, iż wielu obecnych nie zna mnie osobiście – kontynuowała, spoglądając krótko w stronę Caley, której spojrzenie odwzajemniła chwilę wcześniej będąc zaskoczoną informacjami, którymi podzieliła się z ich gronem. Szybko jednak jej wzrok przesunął się po pozostałych obecnych wokół stołu, by w końcu spocząć na Rookwood, do której chciała zaadresować resztę swojej wypowiedzi jako do osoby, która sprawowała kontrolę nad zebraniem – Płynnie posługuję się zarówno językiem czeskim jak i francuskim. Kilka lat mieszkałam We Francji oraz Czechach, gdzie nawiązałam kontakty z ludźmi, którzy słyszeli o Czarnym Panu i z pewnością byliby w stanie do nas dołączyć, zarówno przenosząc się do Anglii czy też działając na terenie Europy – zaczęła od mniej istotnych informacji, które nie zdawały się wnosić zbyt wiele. Podczas gdy kontakty oraz znajomość języków czasem wydawały się przydatne, Esther nie sądziła, iż właśnie tego Czarny Pan tak naprawdę potrzebował – Imię Percivala zdążyło już zostać tutaj wspomniane, i sama chciałabym na chwilę odnieść się do tej kwestii. Jestem zaznajomiona z tym, co uczynił i osobiście uważam, że jest on większym priorytetem niż fakt, iż nie wszyscy z nas brali udział w naprawach anomalii. Nie tak dawno temu sama otrzymałam sowę od Isabelle Carrow, z którą łączy mnie krótka znajomość z czasów szkolnych, z prośbą o przepowiedzenie przyszłości jej nienarodzonemu jeszcze dziecku. Dziecku, w którego żyłach płynie krew Percivala. Zamierzam udać się do jej posiadłość i spełnić jej prośbę i uważam, że jeśli jest jedna osoba, którą można wykorzystać do manipulacji tym zdrajcą jest nią właśnie Isabelle oraz jej… płód – powiedziała, krzywiąc się nieznacznie. Sama nie miała najlepszych wspomnień z okresu własnej ciąży, jednak nie zamierzała się nad tym rozdrabniać – Bez względu na to, iż Percival uczynił to co uczynił bez rozważenia skutków, jakie jego działanie przyniesie dla jego rodziny, nie znaczy to, że ich los zupełnie ich nie obchodzi. Być może ktoś z tu obecnych ma inne zdanie, jednak wydaje mi się, iż Isabelle Carrow może okazać się dość przydatna, jeśli tylko wykorzysta się ją w odpowiedni sposób – dokończyła, opierając się na swoim miejscu i rozglądając się po twarzach obecnych, czekając na jakąkolwiek reakcję z ich strony.


Saw the stars out in front of you
Too tempting not to touch but even though it
shocked you something's electric in your blood
Esther Trelawney
Zawód : wróżbitka
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
but in all chaos, there is calculation
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6445-esther-trelawney https://www.morsmordre.net/t7399-lilith https://www.morsmordre.net/t6460-glory-and-gore https://www.morsmordre.net/f173-eyemouth-berwick-east-dom-nr-13 https://www.morsmordre.net/t7308-esther-trelawney
Re: Mniejsza sala [odnośnik]19.04.19 20:38
Słuchał kolejnych wypowiadających się postaci z uwagą. Czarny Pan nie był z nich zadowolony, nic dziwnego; zawiedli, tym samym pozwalając Zakonowi na swobodne działanie. Lecz choć Caelanowi nie udało się wzmocnić bariery, to wiedział, że towarzyszący mu lord Yaxley stanął na wysokości zadania. Nie było to jednak wielkim pocieszeniem, gdy teraz musieli opracować plan działania, którym mogliby pokrzyżować plany szlamolubów. Żeglarz skrzywił się na tę myśl; wszak to oni powinni wyprzedzać tamtych o krok. Czarny Pan objawił się na wiecu w Stonehenge, pomógł w wyborze oddanego sprawie ministra... A mimo to nie potrafili wykorzystać sytuacji.
Widział grymas, który wygiął usta Sigrun, gdy wyjawił prawdę o nieobecności Cadana. W chwilę później usłyszał też o losach misji, na którą ten został wysłany z Ramseyem. Wytrzymał zimne spojrzenie śmierciożercy, wiedział, że to nie on zawinił, że nie miał wpływu na postępowanie młodszego Goyle'a, mimo to wypowiedziane przed chwilą słowa sprawiły, że sposępniał. Czuł się zdradzony - wszak Cadan nadwyrężył nie tylko zaufanie ich wszystkich, ich Pana, ale i reputację samego Caelana. W ten sposób podpisał na siebie wyrok; lepiej, by nie wracał do Anglii, by trzymał się od niej z daleka.
- Nie wiedziałem o tym - odpowiedział cicho, nie odejmując wzroku od twarzy Ramseya. - Nie miałem z nim kontaktu od kilku miesięcy - dodał cierpko; łudził się, że Mulciber nie obarczy go odpowiedzialnością za przewiny brata. Cadan skutecznie się od niego odcinał, zwłaszcza od tego felernego wypadku na morzu, w wyniku którego zginął jego przyjaciel. Niezależnie jednak od tego, w jakiej sytuacji nieobecny krewniak postawił ich rodzinę, jego i Caley, nie powinni się na nim skupiać. Było wiele innych tematów do omówienia, wiele spraw do załatwienia.
Uniósł do ust szkło z rumem, upewnił się też, że siedząca obok siostra ma co pić. Wiedział, że dobrze zrobił, gdy nie wyręczył Caley w przedstawieniu wszystkim zebranym jej talentów; odczuł też dumę na słowa Sigrun oraz Deirdre - legilimencja, którą mogła poszczycić się jego siostra, z pewnością została opłacona niemałym cierpieniem, jednak dla nich, dla Rycerzy, powinna się ona stać cennym atutem.
Kiwał w milczeniu głową, gdy lordowie jęli opisywać sytuację Departamentu Przestrzegania Prawa; wybranie Malfoya ministrem nie rozwiązywało wszelkich problemów, wciąż musieli mieć się na baczności. Skrzywił się ponownie, gdy wspomniano aurorów, wśród których z pewnością było przynajmniej kilku członków Zakonu Feniksa; choć próbował swych sił z wieloma anomaliami, to jeszcze nigdy nie natrafił tam na nikogo spośród nich. Zapamiętywał wszelkie rady, odnotowywał martwiące informacje o patronusach; w końcu nadejdzie dzień, że i on stanie z wrogiem twarzą w twarz.
Znów spojrzał na siedzącą u szczytu stołu śmierciożerczynię, by po chwili odezwać się cicho, pozornie spokojnie, choć ciągle bawił się swą wypełnioną alkoholem szklanką.
- Czy wiadomo coś więcej o tej grupie młodzieży? Gdzie powinniśmy ich szukać? - zapytał, próbując odsunąć na bok wszelkie emocje, skupić się na tu i teraz. - Mogę z nimi pomóc - dodał jeszcze. Deirdre daleko było od wzbudzania w nim cieplejszych emocji, mimo to miała na swym przedramieniu mroczny znak, Czarny Pan obdarzył ją swym zaufaniem. To więc było teraz najważniejsze, nie zaś ich prywatne animozje. Chciał działać, przydać się, spróbować zmazać skazę, którą zniknięcie Cadana pozostawiło na ich nazwisku.



paint me as a villain
Caelan Goyle
Zawód : Zarządca portu, kapitan statku
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I must go down to the sea again, to the lonely sea and the sky.

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Re: Mniejsza sala [odnośnik]21.04.19 22:02
Zdawała sobie sprawę, że podczas misji ponieśli porażkę. Nie wiadomo było, które z nich było bardziej winne, a może po prostu oboje zawiedli tak samo, porywając się z motyką na słońce i zachłannie próbując spętać jak najwięcej dusz. Lyanna nie była mistrzynią czarnej magii, a ledwie adeptką, która dopiero uczyła się tej mrocznej sztuki, zaś podobną procedurę jak przy pętaniu dusz przeprowadzała po raz pierwszy – i poniosła porażkę, która paliła ją nieznośnie. Jej magia była za słaba i rozproszyła się, więc przywabiła zbyt niewiele dusz. Czuła się w tamtym momencie nieudolna, teraz także, kiedy okazało się, że nie udało im się stworzyć dostatecznie mocnej bariery. Czy nie udałoby się również, gdyby Lyannie i Edgarowi powiodło się zadanie? Nie wiadomo. Może okazałoby się, że i wtedy bariera nadal byłaby zbyt słaba. Czarny Pan był zły, oczekiwał efektów, a oni go zawiedli. Okazała się tamtego dnia zbyt słaba, chociaż zależało jej na zadaniu, nie zlekceważyła go. Podeszła do niego z należytą uwagą, choć w najważniejszym momencie umiejętności ją zawiodły. Zresztą początkowo wszystko szło jak z płatka, cudownie było czarować na obczyźnie, w kraju którego nie dotknęły anomalie – i dopiero główna część zadania okazała się przerosnąć ich oboje.
Oczywiście, że obawiała się konsekwencji swojej porażki, tylko głupiec by się nie bał, ale nie mogła tego zataić, skoro nakazano im opowiedzieć o tym, co zrobili i czego dokonali.
- Razem z Edgarem Burke wybraliśmy się do Holandii, gdzie udało nam się zlokalizować dusze w okolicach Gieten. Pokonaliśmy przeklęte zabezpieczenia, ale nie udało nam się spętać dostatecznej ilości dusz. – Przyznanie się do porażki paliło ją w gardle, tamto niepowodzenie było dla niej plamą na honorze, zwłaszcza że tak bardzo chciała być przydatna. Przez większość życia była lekceważona z powodu płci i statusu krwi, nie chciała więc, by i teraz zrzucano jej porażki na karb tego, że była brudnym mieszańcem, niegodnym tego, by służyć sprawie walczącej o dominację czystej krwi. Zabini chciała być godna.
- Naprawiłam jednak kilka anomalii i mam zamiar w tym miesiącu zrobić to ponownie – zapewniła. Chociaż tak mogła zatrzeć gorycz porażki. – Chętnie też skorzystam z możliwości wzmocnienia swojej różdżki – spojrzała w stronę badaczy, którzy zaoferowali się, że mogą w tym pomóc.
Niestety nie mogła zaoferować pomocy w żadnych sprawach wymagających koneksji. Nie była szlachetnie urodzona ani nie pracowała w ministerstwie, więc ta materia była jej obca. Rozumiała też ostrożność, jeśli chodzi o dobieranie nowych sojuszników, uzasadnioną przez obecność zdrajcy w szeregach. Wciąż zadziwiało ją, że zdrady dopuścił się akurat Nott, ale jak się okazywało, niektórzy szlachetnie urodzeni również nasiąkali zgubnymi równościowymi ideami i wcale nie było tak, że tylko mieszańcy pozostawali bardziej niepewnymi elementami. Lyanna zresztą zawsze solidaryzowała się z tą czystą połówką swojej krwi i wyznawała konserwatywne wartości, a zdrajcami gardziła. Także dlatego, że sama zawsze pragnęła mieć czystą krew i płynące z niej przywileje, a niektórzy mieli to i odrzucali dla byle szlam. Nie rozumiała, dlaczego los poskąpił jej czystości krwi, kiedy tak wielu czarodziejów miało ją i marnowało taki dar, spoufalając się z mugolskim brudem. Nie pozostało jej jednak nic innego jak mimo braku czystego statusu robić swoje, by uczynić ten świat lepszym dla prawdziwych czarodziejów.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Mniejsza sala [odnośnik]22.04.19 14:49
Niepowodzenie oznaczało jedno – działali. W życiu tak już było, że jedne sytuacja się udają, a inne nie. Należało przeanalizować sytuacje niezadowalające, wysunąć konkretne wniosku i podjąć kolejnych prób, aby tym razem nie popełnić błędów. To, że raz coś nie wyszło, nie oznaczało, że kolejny raz również się nie uda. Rosier był pewien, że jeśli tym razem podejdą do sprawy inaczej, wszystko zadziała na ich korzyść, a Czarny Pan będzie mógł wyrazić swoje zadowolenie, być może puścić w niepamięć to, co zdarzyło się wcześniej. Wszyscy zebrani mieli jeden cel i będą go realizować, miał co do tego pewność.
Wysłuchiwał słów wszystkich zgromadzonych, głównie uwagę przywiązując do tych, którzy mieli największe doświadczenie. Powiódł wzrokiem w stronę Deirdre, która w swej wypowiedzi wspomniała o grupie młodzieży, inspirującej się Zakonem, chcącej działać. Nie bagatelizując przeciwnika… dzieci stanowiły mniejsze zagrożenie. Ich zdolności i umiejętności nie pozwalały na władanie pewnymi aspektami magii, co czyniło je jednocześnie mniejszym zagrożeniem dla nich. Niemniej jednak, nie można było traktować tego, jako drobnego buntu, bo podchodząc do spraw w ten sposób, ryzyko wzrastało, a na to nie mogli sobie pozwolić. Nie zdążył się wypowiedzieć, kiedy Caelan podjął tematu, uśmiechnął się jednak pod nosem i postanowił zabrać głos.
- Anomalie próbowałem rozgryźć w nieco inny sposób, zdobyć więcej informacji, które ułatwiłyby działania. Nie natknąłem się jeszcze na nic konkretnego, ale jestem pewien, że to przyniesie finalnie pozytywne skutki. – zaczął od tej kwestii, która była dość istotna. Mathieu nie przepadał za działaniem bez odpowiedniego zaplecza, bo to dla niego ważna kwestia. Owszem, miał świadomość, że odpowiednie grupy rozgryzały ten problem dogłębnie, jednak on sam wolał nabrać pewności, szukając u innych źródeł. Był niezadowolony z faktu, że szczątkowość informacji i możliwości zwalczania problemu była tak nikła, jednak musiał istnieć jakiś inny sposób. Gotów był do podjęcia prób, kwestią było jednak konkretne przygotowanie do działania. Nie był głupcem, by ryzykować życiem.
- Warto sprawdzić tą grupę, młodzież nie powinna teoretycznie stanowić zagrożenia, jednakże nie należy niczego bagatelizować i lepiej zniszczyć jeszcze w zalążku. Z chęcią będę towarzyszył w działaniach w tej kwestii. Skoro Caelan wyraził chęć, dołączę do niego. – dodał jeszcze, przesuwając wzrok z Caelana na Deirdre. To wszystko leżało w ich rękach, musieli się odpowiednio postarać, a działania były w tym wszystkim kluczowe. Skoro wszyscy tu należeli do grona Rycerzy, musieli odłożyć na bok prywatne niesnaski i skupić się na dobru całej sprawy. Rosierowi daleko było do bratania się z kimkolwiek, ale miał świadomość, że współpraca uczyni ich silniejszymi.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death


Ostatnio zmieniony przez Mathieu Rosier dnia 07.06.20 12:18, w całości zmieniany 1 raz
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Mniejsza sala [odnośnik]22.04.19 15:20
Pozwolił Alphardowi opowiedzieć więcej o tamtej nocy na Pokątnej. Niestety, nie mieli zbyt wiele do powiedzenia, tamta potyczka, nie tylko skończyła się dość prędko, gdy zostali zmuszeni do odwrotu, ale także nie zdołali w żaden sposób skłonić napastniczek do jakiegokolwiek zdradzenia chociażby poszlak dotyczących ich tożsamości.
- Potyczka w domu Petriego była jednak zbyt krótka, aby owa dwójka zdołała w jakiś sposób zdradzić się ze swoją tożsamością. - ani nie użyli swoich patronusów, ani nie udało się ściągnąć im z głów kapturów, które zasłaniały twarze. - Jedyne co mogę powiedzieć więcej, to to, że głos mężczyzny już na pewno gdzieś słyszałem. Nie jestem jednak w stanie przypasować go do żadnej konkretnej osoby - dodał po chwili, krzywiąc się wyraźnie. Zastanawiał się czy w ogóle powinien o tym wspominać, jako że nie wnosiło to zupełnie nic - nie mogło podpowiedzieć innym, kogo szukali. Nie pozwoliło także Craigowi samemu domyślić się, przeciwko komu walczyli razem z Drew.
Gdy temat zszedł na kwestię ich porażki, Burke usiadł prościej w fotelu, rozglądając się po zebranych. A w momencie gdy głośno padło pytanie, był ciekaw, czy zgromadzeni będą mieli dość odwagi, by przyznać się do swojej porażki - i tak nie było sensu jej ukrywać, prędzej czy później prawda wyszłaby na jaw. A ktoś zawiódł na pewno, w przeciwnym wypadku ich wysiłki przyniosłyby lepsze rezultaty.
- Ja i Magnus udaliśmy się do Myre, misja była sukcesem. Uwolniona moc była naprawdę potężna, wiązka zaklęcia posłana do Azkabanu również. - zdał krótki raport, zawierający tylko najistotniejsze elementy.
Ich wyprawa do Norwegii była zdecydowanie męcząca i niebezpieczna, ale okazała się spektakularnym sukcesem. Burke z żalem dowiadywał się o kolejnych porażkach rycerzy. Westchnął ciężko, gdy okazało się, że zarówno Amadeus jak i Edgar nie byli w stanie w pełni wywiązać się z powierzonego im zadania.
- Niestety, Ollivanderowie jasno wyrazili się co do poparcia Longbottoma. Nie sądzę, by prędko się nawrócili - westchnął cicho, odpowiadając na pytanie Deirdre. Taka postawa lordów różdżkarzy doprowadziła także do znaczącego pogorszenia się ich stosunków rodowych z Burke'ami, czego Craig bardzo żałował. Ten ich młodziak, Titus, był całkiem obiecującym wytwórcą różdżek, może jakby go trochę przycisnąć, to przejrzałby na oczy? Nie spodziewał się jednak, by to było możliwe, niestety.
- Skoro pierwotny plan zawiódł, jakie są nasze opcje działania? - zapytał głośno, ciekaw, czy udało się ustalić już coś więcej. Jeśli zakonnikom udało się przebić przez ich zaklęcia ochronne, z całą pewnością już szykowali się do wyprawy mającej na celu zagarnięcie całej mocy głównej anomalii dla siebie. Plan A nie wypalił, czy więc mieli w zanadrzu jakiś plan B? Zerknął w kierunku Cassandry, ciekaw czy ten temat został już przedyskutowany, czy może - tak samo jak większość obecna na zebraniu - ona także dopiero teraz dowiedziała się o porażce.
Zerknął także w kierunku Morgotha. Jego pomysł przeszukania terenów Longbottomów był ciekawy, a do tego dość prawdopodobny. Chociaż w kwestii udzielenia gościny to Edgar miał ostatnie słowo, Craig nie sądził, by były z tym jakieś problemy, dlatego lekko porozumiewawczo skinął Yaxleyowi głową. - Co powiesz na wspólne polowanie na anomalie? - zaoferował się. Nie miał ich na swoim koncie jeszcze zbyt wielu, a bardzo chciał skorzystać z umiejętności Valerija, był pewien, że jego różdżkę da się wzmocnić chociaż odrobinę. Ale najpierw musiał się oczywiście wykazać.
Pomysł aby do ukarania Percivala za jego zbrodnie wykorzystać jego nienarodzone dziecko był wręcz oczywisty. Okazji było naprawdę wiele, Isabelle nie była tak chroniona, jak zapewne myślała, że była. I jak Percival myślał że jest. Okazja do zemsty była jednak znacznie bliżej, niż rycerze się mogli spodziewać. Słysząc słowa Esther, Burke aż wychylił się lekko, wbijając wzrok w kobietę. - Owieczka sama pcha się w paszczę lwa. Idealnie!


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Mniejsza sala [odnośnik]22.04.19 16:46
Z wolna podążał za kolejnymi słowami padający przy stole. O wielu rzeczach dowiadywał się w trakcie, inne wyciągał z kontekstu, zdając sobie sprawę z tego, że nadrobienie niuansów było tak samo ważne jak planowanie przyszłych działań mających doprowadzić ich do zaprowadzenia ładu. Między deklaracjami próbował odnaleźć równowagę ‒ znajdowanie się na cienkiej granicy było niebezpieczne; emocje wymykały się spod kontroli, traciły respekt wobec chłodnego spojrzenia, którym obdarzał wszystko wokół począwszy do przekroczenia progu komnaty, trwając niezmiennie przy boku przyjaciela, odnajdując w nim należyte wsparcie, choć to najwyraźniej miało być niedostateczne i niewspółmierne do wymagań stawianych przez pozostałych, na co mógł jedynie bezsilnie wzruszyć ramionami, a czego istotnie nie zamierzał czynić.
Uzdrowiciel Świętego Munga, zatrucia eliksiralne i roślinne — stwierdził sucho, lekko kiwając głową, jakby składał stosowne powitanie, nie mając szczególnie więcej do dodania. Samo to stwierdzenie mówiło dostatecznie wiele o nim i powinno zostać odebrane w sposób, którego oczekiwał, licząc na choć krztę zrozumienia. Nie potrzebował więcej niż cicha ta cicha akceptacja, by swobodnie działać w przyświecającym wszystkim celu. Nie zamierzał roztaczać wokół siebie oczekiwań, których nie byłby w stanie spełnić; wolał w dalszym ciągu skupiać się na roli słuchacza zabierającego głos jedynie wtedy, gdy będzie miał coś konkretnego do powiedzenia. Nie wątpił, że okazja ku temu się nadarzy. Działo się naprawdę dużo i niemal w każdej kwestii mógłby wyrazić stosowną opinię bądź jakąkolwiek propozycję, lecz tkwił w skupieniu, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej.
Gdy sprawy podążyły ku szczytowi w Stonehenge, słuchał jeszcze uważniej. Był świadkiem przewrotu, poniekąd jawnym uczestnikiem pewnych zdarzeń, które miały tam miejsce, jednakże nie sądził, aby ktokolwiek wypominał mu podjęte wtedy kroki. Spoglądał ku Alphardowi, gdy podjął wątek aurorów sprzeciwiających się nowemu porządkowi Ministerstwa, samemu sobie przypominając własne działania związane ze stróżami prawa, którymi wypadało podzielić się, za które być może zostałby choć nikle doceniony, jeśli w ogóle okazałyby się przydatne w sprawie sprowadzającej ich do tego stołu.
Końcem października oddelegowano mnie do aurorów znalezionych w mugolskim szpitalu w Norwich — odezwał się nieco głośniej, gdy miał okazję zabrać głos. — Sophia Carter i Samuel Skamander. Twierdzili, że wypełniali swoje obowiązki, nie chcieli powiedzieć nic więcej. — Wyjaśnił pokrótce, oszczędzając im zbędnych szczegółów. Nie posiadał zbyt wiele informacji, którymi mógłby się podzielić, ale posiadał swoje sposoby, aby nadrobić te braki. Nie śmiał wprawdzie afiszować się z tą możliwością, wychodząc z założenia, że im mniej osób wiedziało o tej możliwości, tym zdobywane sekrety dawały znacznie większą przewagę w ogólnym rozrachunku, powracając do rozmów o byciu praworządnym wobec aktualnego Ministerstwa.
Jeśli ktoś będzie potrzebował legalnego usprawiedliwienia co do odniesionych ran, służę pomocą — zaoferował cicho, ponownie zerkając w stronę Macnaira. Wiedział, że mężczyzny nie chroniły żadne poważne koneksje ani tym bardziej potężne nazwisko i sądząc po tym, kto znajdował się przy stole, w podobnej sytuacji znajdowało się kilka innych osób. Jeśli posiadali jakiekolwiek plecy, wciąż mogli skorzystać ze złożonej oferty. Pozostawała bezgranicznie aktualna, bowiem tyle mógł zaoferować w obecnej chwili.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 21 +1
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26 +2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732

Strona 18 z 25 Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19 ... 21 ... 25  Next

Mniejsza sala
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach