Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Mniejsza sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Mniejsza sala   21.09.15 22:39

First topic message reminder :

Mniejsza sala

"Biała Wiwerna" podzielona jest na mniejsze i większe salki służące spokojniejszym rozmowom, jak i większym popijawom, czasami nawet i nielegalnym interesom, lecz o tym się nie mówi, obsługa dyskretnie nie zwraca uwagi na podejrzane osoby tak popularne na wiecznie mrocznym Nokturnie. Mniejsza sala znajduje się w podpiwniczeniu o ostro ciosanych kamiennych ścianach i łukowatym stropie. Klimatu dodają jej wiecznie palące się świece na niewielkich, drewnianych stolikach.
Możliwość gry w kościanego pokera


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
When I hear that trumpet sound I'm gonna rise right
out of the ground.
There ain't no grave can hold my body down.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Mniejsza sala   31.08.16 9:06

Jak przyjemne uczucie musiało towarzyszyć Benowi, gdy kość łamała się pod naporem jego siły? Nie było to zbyt trudne, zbyt wybitne osiągnięcie. Wystarczyła precyzja, odrobina energii. Mia łamała nosy facetom bez trudu, była waleczna. Była Mulciberem. A teraz on doznał bolesnej kontuzji, która przyćmiła go całkowicie. Cios jaki wymierzył przeciwnik był naprawdę mocny, wręcz doskonały. Krew trysnęła po raz kolejny, towarzyszył jej głuchy trzask, tępy ból rozszedł się po czole, skroniach. Nie było jeszcze tragicznie, bo przecież Ramsey nie bał się bólu, wierzył, że potrafi formować charakter, hartować każdego. Przykre uczucie dopiero nadejdzie, kiedy emocje opadną, wszystko się uspokoi, a on przetrwa to wszystko. To rozlew krwi sprawiał, że wszystko wyglądało tragicznie, bestialsko. Benjamin był silnym przeciwnikiem z góry skazanym na sukces. Jedynie szczęście mogło uratować Mulcibera, luka, którą mógłby wykorzystać przeciwko niemu, chwila nieuwagi, coś co go rozproszy. W bezpośrednim starciu miał marne szanse, szczególnie po dwóch silnych ciosach, które zaburzyły jego równowagą, zmusiły go do chwiania się. Mimo to jeszcze próbował stać na szeroko rozłożonych nogach, w miarę stabilnie, wpatrując się w sylwetkę Benjamina jak w tarczę, do której winien celować. Nie był ofiarą, nie znosił defensywy.
Weź się, kurwa, w garść
Zrobił zamach, tym razem z prawej strony, celując w szczękę.

(wypadło mi 5 w kościach, nie będę chamsko rzucać 2 raz Sad )

| O lol, Ben Sad





Not a spell gonna be broken with a potion or a priest. When you're cursed, you're always hoping that a prophet would be grieved. When the fires, when the fires have surrounded you. With the hounds of hell coming after you. I've got blood. I've got blood on my name



Ostatnio zmieniony przez Ramsey Mulciber dnia 31.08.16 9:07, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
14
36
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejsza sala   31.08.16 12:01

Działał jak w amoku, choć był to trans niezwykle metodyczny, konsekwentny, wyćwiczony. Precyzyjnie wymierzone uderzenie, dokładnie złamana kość nosa. Wdech i wydech w odpowiedniej chwili, by nie zaburzyć motoryki, spięte ramiona, luźne łokcie. Lata nokturnowej praktyki, poprzedzonej ciężką, fizyczną harówką na boisku Qudditcha, gdzie ścierał się z tłuczkami, pałkami i innymi, napompowanymi eliksirami graczami, nauczyły go zwinności i siły. Późniejsze przygody poza granicami Wielkiej Brytanii także dołożyły swoją cegiełkę do rozwoju Wrighta, czyniąc z niego może i niezbyt inteligentnego, ale jednak twardego przeciwnika. Przynajmniej w walce wręcz. Wolał fizyczne, bezpośrednie starcia od bezsensownego wymachiwania różdżkami: pławił się w brudnej cielesności, otarciach, krwi, ślinie, siniakach, pękających kościach. Czuł, że robi to samodzielnie, że działa ze swoim wyćwiczonym ciałem w idealnej symbiozie, że nie musi polegać na magii, by poczuć się niezawodnym. Doskonale naoliwioną maszyną do przemocy. Tylko tak potrafił poradzić sobie z tragedią ostatnich dwóch miesięcy a każdy dzień rozpaczy, emocjonalnego bólu i zaciśniętych szczęk (byle nie dopuścić do żenującego szlochu) kumulował się właśnie na facjacie Ramseya. Mimo wszystko dość dzielnego: mimo uderzenia zaatakował ponownie a Wright znów odsunął się w bok, by uniknąć pięści.




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejsza sala   31.08.16 12:01

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : rzut kością


'k100' : 22


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
14
36
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejsza sala   31.08.16 12:08

Pięść mężczyzny śmignęła tuż obok twarzy. Nic dziwnego, Wright przy swoich gabarytach był wyjątkowo zwinny - dzięki upierdliwemu trenerowi Qudditcha, boleśnie szkolącego Benjamina z gracza-zawalidrogi na typowego, szybkiego miotlarza - a do tego napędzany rosnącym gniewem. Na Muclibera, który śmiał podnieść rękę na jego dzieci, jego smoki, niewinne, ukochane, wspaniałe. Ramsey stawał się jednak katalizatorem czegoś więcej. Rozpaczy, wściekłości, bólu. Nie mógł stanąć twarzą w twarz z Percivalem, nie mógł także fizycznie znokautować własnego koszmaru, jakim stało się jego życie, dlatego też wylewał to właśnie teraz, w dusznej, nisko sklepionej sali. Zaatakował więc po raz kolejny, nie mając litości, tym razem celując pięścią prosto w spierzchnięte i czerwone od krwi cieknącej z nosa, usta Mulcibera, spomiędzy których błyskały białe zęby.




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejsza sala   31.08.16 12:08

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : rzut kością


'k100' : 69


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
When I hear that trumpet sound I'm gonna rise right
out of the ground.
There ain't no grave can hold my body down.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Mniejsza sala   31.08.16 12:42

Były gracz Quiditcha, suma wszystkich mięśni, ścięgien, kwintesencja siły i skuteczności. To właśnie miał przed sobą, z tym się mierzył, a raczej próbował, w tej chwili już niemalże desperacko i rozpaczliwie próbując go trafić. Jeden cios go otumanił, drugi niemalże zwalił z nóg. Analiza otoczenia, odległości i sytuacji szła mu o wiele gorzej i choćby niewiadomo jak silnie próbował, mógł fizycznie już nie podołać testom, którym poddawał go Benjamin. Podsuwał mu się w ręce dobrowolnie, poddawał zabawie, a przecież był bliski tego, by paść na ziemię tracąc kontakt z rzeczywistością. Ale czuł, przynajmniej coś czuł. Ból, swój i jego gniew, które łączyły się w jeden płomień, raniąc dotkliwie. Resztkami sił lokalizował zimne, ponure spojrzenie Wrighta, wściekle zaciśnięte wargi. Może bawiłoby go to wszystko, gdyby miał chociażby chwilę, aby się nad tym zastanowić. Działał jednak instynktownie, najszybciej jak potrafił, reagując na ruchy Benjamina adekwatnie do sytuacji, w jakiej się znajdował.
Kiedy tylko spudłował, a ręka pociągnęła go w tamtą stronę od razu spróbował się uchylić, wiedząc, że Wright nie będzie czekał aż zaniemoże. Musiał widzieć, że pomimo stanu nie zamierzał się poddać, dopóki on sam nie sprawi, że nie będzie w stanie się ruszyć, odezwać, dopóki będzie mógł patrzeć mu w oczy i zakpić z jego intencji i uczuć, które tak naprawdę z łatwością zrozumiał nawet jeśli okazał zupełnie coś innego.





Not a spell gonna be broken with a potion or a priest. When you're cursed, you're always hoping that a prophet would be grieved. When the fires, when the fires have surrounded you. With the hounds of hell coming after you. I've got blood. I've got blood on my name

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejsza sala   31.08.16 12:42

The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : rzut kością


'k100' : 24


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
When I hear that trumpet sound I'm gonna rise right
out of the ground.
There ain't no grave can hold my body down.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Mniejsza sala   31.08.16 12:57

Ustanie na nogach w tej sytuacji graniczyło z cudem. W jednej chwili, gdy po raz trzeci dostał w twarz, zatoczył się i wpadł na stolik, tym razem przewracając się na ziemię razem z nim. Towarzyszył temu huk, krew rozlała się ponownie, plamiąc już nie tylko ubrania Mulcibera, ale zostawiając Benjaminowi słodką pamiątkę, na twarzy, szyi, piersi.
Najpierw nadeszła silna fala bólu i ciepła, które rozeszło się po twarzy wraz z krwią, ciekącą z ust, rozciętej wargi, złamanego nosa, a później zalała jego kark i zmieniła się w lodowaty dreszcz, biegnący wzdłuż kręgosłupa. Leżał na rozbitym wcześniej szkle, łapiąc gwałtownie powietrze w płuca. Zamrugał dwukrotnie, starając się nie stracić przytomności. A w końcu uśmiechnął się drwiąco, szeroko, patrząc mu w oczy głęboko.
— Tylko... na tyle cię stać?— spytał chrapliwym głosem, powoli wypluwając gdzieś w bok ślinę zmieszaną z krwią. Słabł z każdą chwilą, wiedział, że odpływa. Ale wciąż nie chciał dać mu za wygraną. Sięgnął po różdżkę i wycelował nią w Benjamina. — Vulnerario...





Not a spell gonna be broken with a potion or a priest. When you're cursed, you're always hoping that a prophet would be grieved. When the fires, when the fires have surrounded you. With the hounds of hell coming after you. I've got blood. I've got blood on my name

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejsza sala   31.08.16 12:57

The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : rzut kością


'k100' : 81


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
14
36
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejsza sala   31.08.16 14:23

Kolejny udany cios w ogóle go nie zdziwił. Benjamin po prostu zarejestrował uderzenie, ledwie hamując się od roześmiania się w głos z napływającej ostrą falą satysfakcji. Każdy ruch pięści przynosił niesamowitą ulgę, odsuwając w niepamięć smutek, żal i rozpacz. Teraźniejszość nigdy nie była ostrzejsza, bardziej dokładna i uspokajająca niż wtedy, gdy mógł wyrzucić z siebie negatywne emocje, namacalnie odczuwając ich destrukcyjne działanie. Na kimś innym. Rozpacz niszczyła w końcu nie jego a Ramseya, który zasłużył na całe spektrum bólu, zalewającego jego układ nerwowy cierpiętniczymi drgawkami. Toksyczna frustracja znajdowała ujście i ofiarę: odpowiednią, winną, okrutną. Łamiąc Mulciberowi kolejne kości (zęby?) Wright przywracał jednocześnie sprawiedliwość. Godny, dobry mściciel - tak właśnie się czuł, bez wyrzutów sumienia obserwując, jak przeciwnik zalewa się kolejną porcją krwi a potem pada na zasypaną szkłem posadzkę. Zatrzymał się dopiero wtedy, oddychając płytko choć spokojnie...i ze zdziwieniem obserwując, że pomimo bycia krwawą masą, Ramsey coś mówi. Czcza prowokacja, zachęta a potem...różdżka, błysk światła, paskudna, ohydna inkantacja, której efekt mógł obserwować zaledwie raz w życiu, podczas wyjątkowo nieprzyjemnego pojedynku. Przyglądał się wtedy walczącym mężczyznom, lecz teraz było zupełnie inaczej. Odruchowo także sięgnął po różdżkę, wyciągając ją z płytkiej kieszeni kurtki. - Protego - chrypnął, z nadzieją, że nie przekona się o sile czarnomagicznej klątwy.




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejsza sala   31.08.16 14:23

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : rzut kością


'k100' : 60


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
14
36
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejsza sala   01.09.16 10:11

Reagował instynktownie, nawet nie zastanawiając się nad potencjalnymi szansami obrony. Wściekłość, buzująca w żyłach niczym najtańszy, rumuński szampan - ach, słodkie wspomnienia podobnych bijatyk w karczmach na bezdrożach - pozwalała widocznie magii na szybsze działanie, łaskawie pozwalając Benjaminowi przeżyć. Fantomowo czuł już chłód stali, przebijającej trzewia i ostre krawędzie szkła, na które zapewne widowiskowo by upadł, towarzysząc Ramseyowi w dogorywaniu w pozycji horyzontalnej. Wspaniała śmierć, zawsze razem, pieprzony biurokrata i pieprzony petent, odnalezieni następnego wieczora przez nadąsanego właściciela, zmywającego ich zgniłe zwłoki magicznym szlauchem.
Wright oszczędził mu jednak nudnej pracy. Do sprzątnięcia pozostanie tylko jedno ciało, krwawa masa, suma połamanych kości, wybitych zębów i rozerwanej uderzeniami skóry. Czarnoksięska inkantacja, wypowiedziana ochrypłym głosem Mulcibera, rozpaliła w Benie nowe pokłady agresji. Niewiele myśląc, zrobił krok do przodu i z całej możliwej siły nadepnął Ramseyowi na dłoń władającą różdżkę, mając nadzieję, że połamie mu palce. Lub nadgarstek. Lub uniemożliwi ponowne rzucenie zaklęcia, choć mężczyzna wyglądał raczej marnie. Sam fakt, że w takim stanie zdołał rzucić tak potężne, okrutne zaklęcie - intensywny błysk wskazywał na jego moc - sprawił, że nawet w ogłupionym narkotykami i uczuciami mózgu Wrighta zapaliła się czerwona lampka. Nie miał do czynienia z brudnym chlejusem, z parszywym szczurem, a z kimś naprawdę niebezpiecznym.
Przez sekundę rozważał rozwiązanie tej kwestii ostatecznie. Skopanie Mulcibera do krwi. Wyrwanie różdżki i zabranie jej ze sobą. Skręcenia mu karku. Coś - czyżby resztki zdrowego rozsądku albo dziwnie rozgrzany srebrny pierścień, wręcz parzący zakrwawioną skórę? - pohamowało jednak instynkt mordercy.
- Stać mnie na dużo, dużo więcej, tchórzliwy śmieciu - syknął, łypiąc na Mulcibera ze swojej subtelnej wysokości, naciskając butem mocniej na miękką dłoń leżącego mężczyzny, nie koncentrując się na tym, czy zostawia wyłącznie odcisk podeszwy czy też łamie kruche kości. Patrzył wyłącznie na zakrwawioną twarz Ramseya. Mogli być przyjaciółmi...a skończyli tutaj. Może to i dobrze - paskudna klątwa oznaczała, że Mulciber nie jest kolejnym nudnym biurokratą. - Ale mam swoje zasady i nie marnuje ostatecznych sił na plugawych słabeuszy. Znaj moją łaskę, Mulciber - wychrypiał, pochylając się nad nim, by splunąć gdzieś w stronę zakrwawionego ciała. Wyprostował się gwałtownie, ledwie hamując chęć roztłuczenia czaszki mężczyzny o ziemię, po czym odkopał jego różdżkę w bok. Rzucił Ramseyowi ostatnie, ostre spojrzenie, po czym zniknął na schodach prowadzących do głównej sali Białej Wywerny. Oddychając ciężko i wycierając zakrwawione pięści o - i tak brudny - materiał szaty.




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Mniejsza sala   01.09.16 10:11

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : rzut kością


'k100' : 84


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
When I hear that trumpet sound I'm gonna rise right
out of the ground.
There ain't no grave can hold my body down.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Mniejsza sala   01.09.16 11:40

Żałował, że wyciągnął różdżkę tak późno, że wycelował w niego dopiero teraz, choć i tak, tuż po tym gdy wypowiedział inkantację błękitne światło protego rozbłysło w pomieszczeniu. Był gotów wypowiedzieć od razu kolejne zaklęcie, lecz czas się na moment zatrzymał, a on zastygł w bezruchu, nie mogąc uczynić kompletnie nic. Poczuł na swojej dłoni nie tylko szorstkiego buta tego wątpliwej krwi czarodzieja, ale również i cały jego ciężar, gdy następował powoli coraz mocniej. Robił to po barbarzyńsku, ale niczego innego nie mógł się po nim spodziewać.
Fala gorąca, zawroty głowy, trzask łamanych kości i miażdżonych mięśni. Szybka kalkulacja ciężaru, obliczanie wagi, analiza skutków i dróg możliwego leczenia. Oddychał szybciej i płycej, zduszając w sobie ten dźwięk wyrażający ból. Ni to krzyk, ni jęk utknaął mu w gardle. Jedynie brwi złączyły się niemalże ze sobą, gdy przewracał się na bok. Gdzieś utracił chwilę, w której mu odpowiedział, w której odszedł od niego i zostawił aby się wykrwawił. Uciekły mu momenty związane z nim, jego osoba, sylwetka, ton głosu i słowa. Nie był istotny, nie był w żaden sposób ważny. Kim był? Nikim. Teraz nikim. Wyrzucił to z pamięci i ze świadomości skupiony na tym co odczuwał, na uciekającej z każdą sekundą krwi, na ulatujących siłach.
I nim się zorientował pozostał sam. Przewrócił się tylko na bok, spoglądając na powyginane w różnym kierunku palce lewej dłoni, na wyraźnie wystającą kość przy przegubie. Pozwolił sobie uspokoić oddech, kołatanie serca też ustało. Poczuł nagły przypływ zmęczenia i nie chciało mu się stąd nigdzie ruszać. Chciał po prostu poleżeć, odpocząć. Nie obchodziło go to, co się działo wokół, z nim, z tymi ludźmi poza tą salą. Święty spokój, minuta ciszy. Tylko na to liczył. Przymknął ciążące mu powieki. Niech nikt mu nie przeszkadza, niech pozwolą się zdrzemnąć. Gdy nabierze sił wstanie i pomyśli co dalej, czy udać się do domu, czy do uzdrowicielki. Przyjdzie czas na analizę sytuacji i odpowiednią reakcję. Ale nie teraz, nie w tym momencie. Wiedział, że było kiepsko, nie wiedział jak bardzo, ale poradzi sobie z tym jak ze wszystkim. Za dziesięć minut, może piętnaście, jak organizm się uspokoi, wyciszy, a jedyne co będzie docierać do oszołomionego mózgu to ból płynący z tych wszystkich zniszczonych tkanek, do których ktoś się przyczynił.
Chciało mu się spać. Był  n i e l u d z k o  śpiący, dosłownie padnięty. Zapomniał już o co poszło. O jakąś ogniomiotkę, czy co? Nieważne. Pomyśli o tym później, kiedy nie będzie miał co robić, albo gdy złość w nim zbierze ponownie. Przypomniał sobie o Grahamie. Szlag by to, nie żył. To zabawne. Uśmiechnął się nawet na chwilę, ale wtedy mięśnie twarzy mu zesztywniały z bólu. Powinien już wstać, wziąć się w garść. Jeszcze chwilę poleży, a ktoś z pewnością go znajdzie. Wyrzucą go za próg jak zwykłego śmiecia, którym przecież nie był. Pewnie był w stanie udać się do domu. Może błędnik w końcu się uspokoi, odzyska równowagę, zdolność koncentracji, a przeświadczenie co chwilę traconej przytomności minie. Musiał się jakoś podnieść, zignorować ból i rozszalałe myśli. Nie umiał ich zebrać, ale nie szkodzi. To wszystko później. Poskłada sobie do kupy. Siebie też. A teraz wstanie i wyjdzie, zobaczy się co dalej. Cokolwiek będzie dalej, obojętne.

/zt





Not a spell gonna be broken with a potion or a priest. When you're cursed, you're always hoping that a prophet would be grieved. When the fires, when the fires have surrounded you. With the hounds of hell coming after you. I've got blood. I've got blood on my name

Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Mniejsza sala   18.12.16 20:36

Pił nieprzerwanie, aż do ostatniej kropli, chociaż każdy kolejny łyk sprawiał, że przełyk buntował się, a trzewia zaciskały w węzeł gordyjski. Czuł na języku obrzydliwy smak krwi, smak śmierci, smak zbrodni dokonanej jego ręką, metaliczna woń wgryzała się w jego zmysły, nie oderwał jednak ust od krawędzi pucharu, który upadł na podłogę z donośnym brzdękiem, gdy nagłe torsje zgięły Avery’ego wpół. Niemalże czuł, jak z jego twarzy odpływają wszystkie kolory, a wnętrzności paliły żywym ogniem, jakby wypita substancja przeżerała je na wylot. Zacisnął dłonie na krawędzi blatu, knykcie pobielały gwałtownie, sprawiając wrażenie, że gdyby tylko mógł, wbiłby palce w lite drewno - lub połamał palce, próbując. Spomiędzy strun głosowych wydobyło się pojedyncze jęknięcie bólu, stłumione skutecznie brakiem powietrza w płucach, które nagle zapomniały jak się oddycha. Fala nieznośnego gorąca zalała ciało szlachcica, lecz gdy zagryzł usta, by nie hańbić się krzykiem, do którego nie przywykł, a spod ostrych krawędzi zębów do mdlącej mieszanki dołączyło parę kropli świeżej krwi, spłynął na niego obezwładniający chłód. Niemalże czuł swoje żyły i nie było to uczucie z kategorii przyjemnych. Ciemne linie znaczyły trasy przepływu życiodajnego płynu w jego ciele, wypierając znajomy błękit widoczny pod pobielałą skórą - czy to możliwe, by jego krew faktycznie się zaczerniła? Nieprzytomnym z bólu wzrokiem powiódł w kierunku odsłoniętego, piekącego lewego przedramienia, właśnie do miejsca, w którym kumulowała się czerń, wybrzuszając powierzchowne tkanki i stopniowo formując się w konkretny kształt, znany mu z listów od Czarnego Pana; symbol nowej ery, ich ery, symbol, który świat pozna już wkrótce, klękając przed jego potęgą. Nie widział już wyraźnie kształtującego się tatuażu, jego oczy zaszły mgłą, a każde kolejne uderzenie serca zatapiało go coraz głębiej w ciemność, która obejmowała go ramionami nieznającymi czułości troskliwej kochanki.
Tępy ból zapulsował w jego skroni, odruchowo uniósł dłoń, lecz wtem kolana się pod nim ugięły, opadł z sił, dosłownie i w przenośni, utrzymując się ponad chłodną posadzką tylko bezwiednie, zwieszając się przy stole laboratoryjnym, o który opierał się ciężko łokciem, trzymając się go tak kurczowo, jakby puszczenie się oznaczało wciągnięcie w wir i utonięcie. Może tak właśnie było. Nie widział już nic, całkowicie pochłonięty wizją ciemności rozjaśnianej przez oślepiające, szmaragdowe światło pochodzące z drobnych, wysoko zawieszonych punktów, jaskrawych gwiazd konstelacji nieobecnej na nieboskłonie, choć tak żywo rysującej się pod powiekami Perseusa, który niewidzącymi rzeczywistości oczami wodził po objawiającym mu się znaku węża wysuwającego się w ospałym tempie spomiędzy trupich szczęk połyskującej czaszki. Potworny wrzask rozbrzmiał w jego głowie dźwiękiem, jakiego nie powstydziłaby się szyszymora; nie rozumiał słów, które słyszał, za wyjątkiem jednego, ostatniego, odbijającego się echem w jego uszach i muszącego się wiązać ze znakiem na niebie. Morsmordre. Zapamiętał - zapamięta już na zawsze.
A potem nadeszła błoga cisza. Dziwnie obolałe ciało wciąż odmawiało współpracy, widok przesłaniała mgła, którą zaszły przekrwione oczy. Wspierając się na łokciu próbował dźwignąć się w górę i odzyskać pion, lecz czuł się zniedołężniały niczym stulatek. Czarny Pan zniknął, pozostawiając ich samym sobie, niedomagających, targanych mdłościami i słaniających się na nogach. Avery rozejrzał się na około - wszyscy przetrwali, w lepszym lub gorszym stanie, ale przetrwali. Ile czasu minęło od ich zjawienia się w Białej Wywernie? Zamrugał gwałtownie, nim spojrzał na swoje przedramię. Zionący czernią znak, odciśnięte bezpowrotnie piętno wielkości widniało na zaczerwienionej na obrzeżach skórze, która wciąż piekła. Żołądek po raz kolejny podszedł mu do gardła, lecz nie był w stanie wracać do domu, nie teraz, kiedy zdawał się ledwie trzymać przytomności. Nawet nie skinął głową, po prostu w myślach godząc się z resztą towarzyszy na zmienienie lokalizacji i ruszył ich śladem, powoli i chybotliwie, chwytając się po drodze każdej możliwej podpory i wbijając w chropowatą ścianę palce, byleby tylko wdrapać się na szczyt schodów, które nagle zdawały się być najgorszą przeszkodą, z jaką przyszło mu się zmierzyć w całym życiu.
- Wody… niech nie braknie jej w naszych szklankach - wychrypiał do mijanego barmana, wciąż podpierając się ściany, lecz nie dbał już wcale o to, czy wątpliwej renomy lokal dysponuje w ogóle ofertą trunków bezalkoholowych, ani jak cudowne wrażenie musieli sprawiać po niemalże wyczołganiu się z piwnicy. Nie dbał już o nic, po prostu zwalił się ciężko na krzesło przy stoliku, by przytknąć usta do otrzymanej szklanki i wychłeptać jej zawartość tak łapczywie, jakby całą wieczność spędził na pustyni i w końcu dotarł do oazy. Może tak właśnie było.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
 

Mniejsza sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Mniejsza sala
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji
» Neuschwanstein - Sala Tronowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu :: Biała Wywerna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18