Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Większa sala boczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Większa sala boczna   21.09.15 22:40

First topic message reminder :

Większa sala boczna

To największa spośród bocznych sal. Znajduje się tutaj duży kominek z dwoma zużytymi fotelami wokół, kilka stolików wraz z ławami z charakterystycznymi futrzanymi narzutami. Cztery skrzypiące schody prowadzą na podwyższenie, gdzie znajduje się kilka miejsc z doskonałym widokiem na salę. Całość sprawia zaskakująco przytulne wrażenie, wręcz należy mieć się na baczności, by nie zapomnieć, że to jednak wciąż Nokturn.
Możliwość gry w kościanego pokera


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jude Skamander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t924-judith-skamander http://morsmordre.forumpolish.com/t961-hey-jude#5162 http://morsmordre.forumpolish.com/t1425-judith-skamander
hodowca aetonanów
19
Czysta
Zaręczona
You're lost little girl
You're lost
Tell me who
Are you?
7
5
0
0
0
0
0
3
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Większa sala boczna   18.10.15 12:33

Choć bardzo chciałaby dopytać o szczegóły jego kontaktów z aetonanami, nie chciała przekroczyć niewidzialnej granicy, by nie narazić się na jego gniew - lub podejrzliwość. Nokturn rządził się swoimi prawami, niepisaną zasadą dyskrecji, poufności i powściągliwości. Nikt nie przychodził tu, by spowiadać się z całego swego życia, nikt nie przychodził tu, by przeprowadzać z innymi wnikliwe wywiady... O ile oczywiście nie chciał skończyć marnie, porzucony na łaskę losu w jednej z ciemniejszych uliczek.
Dlatego właśnie poprzestała na krótkim kiwnięciu głową i utrzymaniu swej ciekawości na wodzy. Zakręciła wyszczerbioną szklaneczką, obserwując wirujący w jej wnętrzu alkohol, nim znów podniosła ją do ust, znieczulając się na kilka kolejnych chwil.
Powstrzymała drgnienie, które wywołał w niej nieprzyjemny, cyniczny i wilczy uśmiech Sylvaina. Nie znała go, nie wiedziała, czego i kiedy winna się po nim spodziewać, dlatego każde kolejne pytanie stawiało ich rozmowę pod znakiem zapytania, zaś jego reakcje zdawały się być wynikiem jakiejś magicznej ruletki.
- Oczywiście - odparła cicho, nieco zawiedziona, że nie otrzymała prawdziwej, szczerej odpowiedzi. Próbowała jednak nie dać po sobie poznać, że zrobiło to na niej jakiekolwiek wrażenie. - Jest bajką opowiedzianą przez głupca, pełnego furii i wrzasków, które nic nie znaczą - zacytowała, spoglądając na rozmówcę ze swego rodzaju melancholią. Czy wiedział, do kogo się odnosiła? Czy rozpoznawał cytat mugolskiego klasyka? Skoro grał od zawsze...
Wtedy ktoś zatoczył się w ich stronę i brutalnie wsparł na zajmowanym przez nich stoliku, wprawiając młódkę w przestrach. Nie wiedziała, co się dzieje, serce waliło jej głucho, ręce zadrżały mocniej; szklaneczka z alkoholem rozbiła się na drewnianej podłodze przybytku. Nieznajomy wychrypiał coś niewyraźnie, albo to ona, zdjęta paniką, nie potrafiła rozpoznać jego słów. Spojrzała na Sylvaina, jakby nie wiedząc, co robić i co myśleć na ten temat - w końcu to on był stałym bywalcem tego rodzaju lokali... Czy to było normalne?


Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1108-sylvain-crouch http://morsmordre.forumpolish.com/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://morsmordre.forumpolish.com/t1154-sylvain-silver-crouch http://morsmordre.forumpolish.com/t1383-mieszkanie http://morsmordre.forumpolish.com/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Większa sala boczna   18.10.15 15:12

To prawda, na Nokturnie lepiej było wiedzieć mało... niż za dużo. Trzeba było na to uważać, jak w sumie na większość rzeczy w tym miejscu. Właśnie dlatego nie powinny się tu zapuszczać młode, niewinne istoty jak Judith na przykład. 
Jeśli myślała, że otrzyma od niego jasną, dokładną odpowiedź, to się przeliczyła i to w przedbiegach. Sylvain nie miał w zwyczaju częstować obcych ludzi swoją historią, bo i dlaczego miałby? Nie pomogłoby mu to, za to wręcz przeciwnie: mogłoby tylko zaszkodzić. I tak powinna się cieszyć, bo właściwie jej nie okłamał. Mówił półprawdami, przemilczał pewne informacje, ale to była część gry
Kiedy ponownie się odezwała, mięśnie jego twarzy drgnęły nieznacznie, jakby miał zmarszczyć brwi, ale zanim zdążył zrobić coś ponad to, przerwał im jakiś nokturnowy pijaczyna. Sylvain zareagował szybko głównie przez wzgląd na wyraźnie przestraszoną dziewczynę. Normalnie nie przejąłby się specjalnie tego typu wtargnięciem w przestrzeń osobistą, ale brzdęk rozbijanego szkła popchnęła go do działania. Błyskawicznie znalazł się z drugiej strony mężczyzny, zasłaniając przy tym Judith swoją osobą. Uśmiechnął się przyjacielsko, choć jego oczy wyrażały stanowczość. Nie bał się go, ale wolał załatwić całą sprawę polubownie, bez zbędnej bijatyki. 
- Heej, stary, pomyliłeś stoliki - powiedział niemal miło, kładąc rękę na jego ramieniu. - Siedzisz gdzieś tam - dodał wskazując mu przeciwną stronę pomieszczenia brodą. Liczył na to, że to wystarczy, choć... pewności nigdy się nie miało. Jeśli ktoś szukał zwady, to zawsze znajdował do tego powód. Sylvain coś o tym wiedział, bo nie raz sam wywoływał burdy w nokturnowych pubach. Tak czy siak wolał, żeby pijaczyna nie zobaczył strachu w oczach Judith. Nie wiedzieć czemu lęk innych, zwykle tylko napędzał takie kreatury. Prowokował i napędzał, jakby sprawiało im przyjemność przyprawianie innych o ataki paniki. Hm... pewnie tak właśnie było. Dlatego trzeba było panować nad sobą i pozostać niewzruszonym.


Powrót do góry Go down
Felix Tremaine
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1475-felix-tremaine https://www.morsmordre.net/t1556-papierowe-wspomnienia#15039 https://www.morsmordre.net/t1522-nieistotny-dysonans#14241 https://www.morsmordre.net/f177-smiertelny-nokturn-13-poddasze https://www.morsmordre.net/t1577-felix-tremaine
goni mnie przeszłość
27
Półkrwi
Kawaler
w środku pękają struny
chwil, pulsuje rzeka
czerwienią moich win,
gonię sam siebie i znów
zamiera świat.
12
11
0
0
0
3
0
10
Czarodziej
maybe I deserve all of this.

PisanieTemat: Re: Większa sala boczna   10.11.15 23:05

Gdy goście z mniejszej sali opuścili Białą Wywernę, Felix rozpoczął mozolny proces po raz kolejny – tym razem zwracając się do ludzi zasiadających przy ukrytych stolikach. Nie obyło się bez niezbyt miłego incydentu, kiedy to urażony pijaczyna uznał, iż wyproszenie go z lokalu to pogwałcenie przysługujących mu praw - chciał dochodzić ich argumentem siły (gdyż siły argumentu zdecydowanie mu brakowało). Jednak jakimś cudem Tremaine załagodził sytuację i mógł w końcu udać się do większej sali bocznej.
Uznał, iż nie ma już czasu na podchodzenie do każdego z osobna, więc po prostu wszedł po znajomo skrzypiących schodkach na dość spore podwyższenie i odchrząknął znacząco.
- Proszę państwa o uwagę… – zaczął, wypowiadając słowa na tyle głośno, że spokojnie powinni go usłyszeć wszyscy przebywający w tym pomieszczeniu – drewniana konstrukcja, na której stał, znajdowała się w dogodnym położeniu.
Gdy odnotował, iż płynący po sali leniwym nurtem szmer rozmów ustał, i poczuł na sobie wzrok większości osób, podjął temat, mając nadzieję, że już po raz ostatni wypowiada te same słowa. – Jest mi niezmiernie przykro, ale muszę państwa poprosić o opuszczenie lokalu, ponieważ niestety jesteśmy zmuszeni zamknąć dzisiaj Białą Wywernę wcześniej – osiągnął chyba wyżyny kurtuazji, przesycając swoją wypowiedź formami grzecznościowymi. Przybrał również pozę skruszonego człowieka, jakby zamknięcie Wywerny przed czasem było co najmniej przestępstwem porównywalnym z rzuceniem avady.




what matters most is how well you walk through the f i r e.
Powrót do góry Go down
Sylvain Crouch
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1108-sylvain-crouch http://morsmordre.forumpolish.com/t1240-niesowia-poczta-sylvka http://morsmordre.forumpolish.com/t1154-sylvain-silver-crouch http://morsmordre.forumpolish.com/t1383-mieszkanie http://morsmordre.forumpolish.com/t1360-sylvain-crouch
aktor
24 lata
Zdrajca
Kawaler
Shadows are falling and I’ve been here all day
It’s too hot to sleep, time is running away
Feel like my soul has turned into steel
I’ve still got the scars that the sun didn’t heal
10
9
3
0
0
2
0
5
Wilkołak
We should be able to kill ourselves in our heads and then be reborn

PisanieTemat: Re: Większa sala boczna   11.11.15 10:22

Pijaczyna nie był zachwycony, ale okazał się niezbyt groźnym typem, któremu nawet dało się wytłumaczyć pewne kwestie jak to, że to naprawdę nie jego stolik. Po dłuższej przeprawie słownej, kiedy obcy już zaczął zabierać tyłek i omal zostawił ich w spokoju... zabawa się skończyła. Aktorzy zgranym chórem rozpoczęli protesty rozochoceni już niemałą dawką alkoholu... ale Sylvain uznał, że taki obrót spraw będzie nawet lepszy. Dla tej całej Judith przynajmniej. Sam już swoje wypił, z jej trunku nic nie zostało... mogli iść.
Uniósł brwi spoglądając na dziewczynę.
- Chyba nic nie będzie z twojego dzisiejszego planu podboju Wywerny - poinformował ją bez większych emocji. - Idę w stronę Pokątnej - dodał niby bez związku. 
Powinna się uczyć na swoich błędach... ale już pal licho, odprowadzi ją, a następnym razem jak przyjdzie tu szukać kłopotów, to może nie spotka akurat jego.

[ztx2]


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Większa sala boczna   03.12.15 10:40

Stąpając po trzeszczącej podłodze... lokalu, tuż za oddalającą się sylwetką Riddle'a, nawet nie próbował opanować gonitwy przeróżnych uczuć, emocji i myśli, które szaleńczo przebiegały mu przez głowę. Nie próbował i nie chciał; nie był to wszak powód do wstydu, gdy otwierało się drzwi do nowego, nieznanego świata, w którym kryć się mogło spełnienie wszelkich oczekiwań i gdzie w mrokach przyszłości czaiła się nagroda. Nie był jeszcze pewien, czy Riddle jest odpowiednią osobą, by stanąć na czele tej zaskakującej mieszanki osób - różnych charakterów i różnych ideałów - ale widząc zastanawiające posłuszeństwo, zgodność i bezwarunkowy brak sprzeciwu, jaki cechował tę wybuchową mieszankę, Colin nie mógł zaprzeczyć, że w tym młodym mężczyźnie jest coś, co pociągało i jego. Wewnętrzny autorytet? Nie, to było czymś innym, czym mniej konkretnym, nieopisanym; inspirującym magnesem, który wybierał z tłumu jednostki wybitne (przynajmniej w jakiejś konkretnej dziedzinie), ciągnąc je do siebie. Wyglądało na to, że Tom niczego nie proponował - to jego poplecznicy musieli jemu coś zaproponować, okazać, że są warci poświęconego im czasu. I że są gotowi okazywać mu bezwzględne posłuszeństwo.
Prawie się uśmiechnął, w ostatniej chwili tłumiąc uśmiech i zachowując poważny wyraz twarzy. Nie, z posłuszeństwem Colin nie miał najmniejszych problemów, jeśli tylko uzna, że przysięga wierności nie służy głupiej zabawie w tajne stowarzyszenie, a dąży ku większym celom, które miały stać się ogniskiem do płomienia, jaki rozpali nowy czarodziejski świat. Młody wiek Toma mierził odrobinę, ale to również potrafił zwalczyć - wybitne jednostki nie są wszak wybitne przez swoje doświadczenie z samym istnieniem na świecie, ale przez doświadczenie wynikające z tegoż istnienia. Wszedł do środka, kierując się od razu w bok, by przepuścić idące za nim osoby, ale oparł się pokusie beztroskiego oparcia się o ścianę w geście znudzonego wyczekiwania. Wiedział, że nie będzie na co czekać, a marnowanie czasu na bezsensowne dyskusje nie jest czymś, co charakteryzowało tego mężczyznę.


Powrót do góry Go down
Abraxas A. Malfoy
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1189-abraxas-malfoy http://morsmordre.forumpolish.com/t1273-malfoyowy-spis-powszechny#9597 http://morsmordre.forumpolish.com/f166-wiltshire-dwor-malfoyow
xxxxxxxxxxxxx
34
Szlachetna
Żonaty
xxxxxxxxxxxxx
5
7
0
0
0
5
0
5
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Większa sala boczna   04.12.15 9:38

Abraxas wszedł do bocznej sali kierując się za poleceniem Toma Riddle'a. Był skłonny przyłączyć się do Rycerzy ze względów czysto ekonomicznych, mając nadzieję na to, że jego decyzja okaże się dobrą inwestycją. Nie był zainteresowany pozostałymi osobami. Koncentrował się jedynie na młodym czarnoksiężniku.




Ostatnio zmieniony przez Abraxas Malfoy dnia 07.01.16 20:40, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Isolde Bulstrode
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t918-isolde-bulstrode https://www.morsmordre.net/t936-oktawiusz https://www.morsmordre.net/t933-czesc-isolda https://www.morsmordre.net/f149-whitehall-10-4 https://www.morsmordre.net/t1307-isolde-bulstrode#10005
magipsychiatra
24
Szlachetna
Zaręczona
Ne puero gladium
5
5
4
7
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Większa sala boczna   04.12.15 11:49

W głowie zaczęły kotłować się wątpliwości i pytania. Wszystkie dotyczące persony Riddle’a.
Nigdy wcześniej nie miałam z nim do czynienia – znacznie młodsza, obiekt krążących na szkolnych korytarzach, w żaden sposób nie dotykających małej pierwszoklasistki. Jego istnienie w żaden sposób nie wpływało na moje życie, ot, od czasu do czasu jego nazwisko padało na salonach. Zawsze szeptem, zawsze z pewnym rodzajem czci i nabożności. Powoli zaczynam rozumieć tego przyczynę – i zaczyna mnie to przerażać. Jak jeden człowiek potrafił podporządkować sobie grupę zadufanych w sobie arystokratów? Przecież jesteśmy tacy wygodni. Przekonani o własnej wartości, miłujący się we władzy – jak sprawił, że tyle jednostek, do tej pory skupionych tylko na sobie, zjednoczyło się w jego imieniu? Przecież nawet nie ukrywa, że to jego rozkazy są spełniane, jego zachcianki. W imię większej sprawy, owszem, ale to on stoi na czele. To on zdecyduje o ostatecznym rezultacie.
Powoli zaczynam też rozumieć jak czują się ćmy. Kierowane destrukcyjną pożądliwością, lecące w stronę światła, nawet jeśli zetknięcie z nim oznacza koniec. Tom Riddle jest takim światłem. Jednocześnie przeraża, ale przyciąga do siebie, fascynuje. Jest jak nierozwiązywalna zagadka, chociaż dobrze wiesz, że nigdy nie podołasz – i tak próbujesz. Nie możesz inaczej. Nie możesz pozostać obojętny.
Zapewne powinnam wyjść. Słowa Caesara i Tristana wciąż palą od środka, zbyt bardzo by zauważyć w nich coś więcej niż tylko obelgi, ale pewna część mnie chce to zrobić. Wyjść. Przezwyciężyć przyciąganie, posłuchać strachu.
Więc wstaję. I dumnie przechodzę do drugiej Sali.
Nie tylko dlatego, że powoli wpadam w sidła Toma Riddle. Rozsądek podpowiada, że to nie jest z d r o w e, ślepe podążanie jego rozkazem. Każe zadawać sobie kolejne pytania – jak i dlaczego to zrobił, jaki ma w tym cel – swój, personalny. Każe spojrzeć na niego krytycznie, przyjrzeć się, zbadać, zanalizować, jak ciężki przypadek medyczny. Każe się nie poddawać czyjejś władzy. Wystarczy, że w swoim życiu będę musiała dbać o interesy jednego mężczyzny, męża, dlaczego oddawać swoje życie jeszcze innemu, dlaczego dawać mu nad sobą władzę?
Ale jeśli jest to cena za wiedzę, za możliwości o których do tej pory tylko marzyłam, za szansę odpowiedzi na wszystkie pytania które mnie gnębią - jestem gotowa ją ponieść. Nie pierwszy to raz naukowiec zapłaci szaleństwem na swoje poszukiwanie – moim szaleństwem niech będzie Tom Riddle.


Powrót do góry Go down
Czarny Pan
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
https://www.morsmordre.net/t3051-r-tom-riddle#50095 http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry https://www.morsmordre.net/t3051-r-tom-riddle#50095 https://www.morsmordre.net/f303-piwnica https://www.morsmordre.net/f303-piwnica
Czarnoksiężnik
30
Półkrwi
Kawaler
Ja, który zaszedłem dalej niż ktokolwiek inny na drodze do nieśmiertelności...
99
99
99
99
99
99
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Większa sala boczna   12.12.15 22:42

Jednym ruchem różdżki zamknął za nimi drzwi. Trzasnęły z łoskotem.
- Chciałbym... dowiedzieć się o was więcej - szepnął powoli, oświetlona bladość twarzy budziła niepokój. - Nim podejmiemy współpracę.
Wpierw uderzenie odczuł Colin - potem Abraxas, a na samym końcu Isolda. I choć wszystko trwało ledwie kilka krótkich sekund, zbyt krótkich i zbyt bolesnych, by jakkolwiek zareagować, mogliście to poczuć - jak wdziera się w najczarniejsze zakątki waszych umysłów, penetrując najstraszliwsze ze swoich tajemnic. Każde z was taką miało, każde z was miało w głowie myśl, o której nie powinien dowiedzieć się nikt. Teraz już ktoś wiedział - o kontaktach z mężczyznami, o ludzkim mięsie, o rodzinnych kłamstwach, o czym więcej? Czy... o wszystkim? Teraz już ktoś wiedział - i bez wątpienia mógł się tą tajemnicą podzielić ze światem. Tom Marvolo Riddle miał w sobie moc charyzmy, coś, co przyciągało ku niemu ludzi, lecz najwidoczniej był również zdania, że samo zaufanie to zbyt mało.
Nie odezwał się jednak ani słowem, lustrując spojrzeniem wpierw Isoldę -  z pewną dozą uznania w czarnej jak ciemność źrenicy - potem Colina, nie zdradzając już mimiką żadnej emocji. Najdłużej taksował wzrokiem Abraxasa.
- Trzy bystre jak brzytwa umysły - przyznał w końcu, niejako z uznaniem. - Będziecie cennymi nabytkami dla naszej sprawy. Potęga... znajduje się w waszym zasięgu, jeśli tylko jesteście wystarczająco cierpliwi, aby po nią sięgnąć. Przywrócimy światu lepszy byt. - Czyżby legilimencja miała mu również udowodnić, że w istocie ma do czynienia z wartościowymi ludźmi? - Możecie dołączyć do pozostałych. Powiadomcie ich, że musiałem was pilnie opuścić. - Skinąwszy na pożegnanie głową, deportował się z Białej Wywerny.


Powrót do góry Go down
Marin Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2276-marin-ollivander https://www.morsmordre.net/t2317-blysk#35423 https://www.morsmordre.net/t2315-marin-marin
nadzorca eksportu różdżek
23
Szlachetna
Zaręczony
wychodzę poza ramy jak Gruba Dama
13
10
0
0
0
4
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Większa sala boczna   17.02.16 1:43

Towarzystwo tajemniczych spojrzeń i stłumionych szeptów nie zaskoczyło Marina. Po drodze do Białej Wiwerny poznał już okolicę i domyślił się, że zasłyszane informacje prędzej mu zaszkodzą niż pomogą. Nokturn to ten typ miejsca, gdzie powinieneś po prostu zrobić swoje i iść przed siebie, chyba, że szukałeś kłopotów. Bywały też takie momenty, że to kłopoty znajdywały nas. W ostatnim czasie życie Marina było wyjątkowo... nudne. Cóż, ciężko prowadzić ekscytujące życie siedząc za biurkiem i wykonując pracę, która tak naprawdę nie miała żadnego znaczenia poza tym, że jego ród wychwalał jego działania, bo zyskiwali coraz więcej pieniędzy.
Biała Wiwerna to jeden z tych pubów w którym załatwisz wszystko i nic. Jeżeli potrzebujesz płatnego zabójcy to na sali na pewno się jakiś znajdzie. Kradzież? Żaden problem. Marin nawet nie wiedział, że chcąc kupić opium powinien kierować się własnie do swojego rudego przyjaciela.
Będąc w środku Marin nie był zbyt rozmowny dopóki po zamówieniu szkockiej nie zwilżył ust.
- Wiem, że miało być piwo, ale sam rozumiesz! - roześmiał się nerwowo Marin nie czując się jeszcze w stu procentach pewnie w miejscu, które odwiedzili. Cóż, można powiedzieć, że potrzebował kilku kolejek by odwrócić uwagę od niewątpliwie szemranego towarzystwa.
- Dlaczego akurat tutaj? Nigdy nie posądziłbym Cię o Nokturn. Może to zabrzmieć agresywnie, ale Ty i Twoja osoba nie pasujecie do tego krajobrazu. - zaczął się sciszonym głosem zastanawiać Marin w kierunku Barry'ego. Sam prędzej pasowałby do tego miejsca niż on.
- Poza tym.. Co u Ciebie? Jak Ci się wiedzie? Czuje jakbyśmy nie gadali szmat czasu.. Moze po prostu to ja za rzadko pije?


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Większa sala boczna   17.02.16 2:14

Chłopak bezpiecznie zaprowadził do Wywerny i zajął im dwa miejsca. Sam sobie zamówił piwo, którego nie chciał odmawiać w towarzystwie swego przyjaciela. Chociaż... nie. Zaraz gdy zamówił piwo, zmienił zamówienie na Ognistą. Jedynie później jutro zjawi się w pracy. I tak przecież nie będzie zbyt wielkiego ruchu, więc Ollivander powinien sobie poradzić, gdy ktoś się zjawi. Przeżyje. Dlatego rudzielec zaraz machnął ręką w stronę swego przyjaciela i skosztował wysokoprocentowego trunku.
- A tam, nie przejmuj się tym. - niech się nie przejmuje brakiem piwa. Nawet to i lepiej, że piją coś mocniejszego. Przyda im się to od szczeniackiego moczu, którym było piwo. A Weasley'owi przyda się w dodatku odprężenie po szalonej koncówke października. Jego rodzina zaszalała, nie ma co.
- Ciszej mów.- mruknął swoim gburowatym tonem chcąc jemu przypomnieć, aby nie wychwalał się tymi wiadomościami zbyt głośno. Jeszcze ktoś jego usłyszy i co wtedy? Barry będzie miał przerąbane, a to jest ostatnia rzecz, jaką Weasley chce.
- Pij więcej, to częściej będziemy się spotykać. Albo częściej zjawiać się u Ollivandera. Teraz nie ma zbyt wielkiego ruchu - sam rozumiesz. Jesień, deszcze, i te sprawy.- powiedział uśmiechnięty, lecz jego uśmiech nieco zaraz zmalał. - Mieszkam niedaleko, ale nie chciałbym, aby te wieści się rozniosły. Kto ci powiedział o mnie na Nokturnie? - zaraz dodał bacznie obserwując twarz Ollivandera. Barry odpowiedział na jego pytania, więc niech on chociażby powie z wyglądu bądź z nazwiska. Musi to potem załatwić po cichu. Ciekawe czy też by powiedział o Barrym, gdyby aurorzy wypytywali. Pewnie tak. Dlatego trzeba raz na zawsze uciszyć tę osobę. Nie po to mieszka na Nokturnie, aby miewał gości w postaci aurorów. Skamander dostatecznie wyczerpał limit wizyt na co najmniej pół roku. Teraz żaden nie powinien przyjść do jego mieszkania. Tylko by spróbowali.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Marin Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2276-marin-ollivander https://www.morsmordre.net/t2317-blysk#35423 https://www.morsmordre.net/t2315-marin-marin
nadzorca eksportu różdżek
23
Szlachetna
Zaręczony
wychodzę poza ramy jak Gruba Dama
13
10
0
0
0
4
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Większa sala boczna   17.02.16 2:26

Kwestia pracy Barry'ego zawsze zostawała sprawą otwartą. Może Marin nie był kluczową postacią w rodzie Ollivanderów i jego zasługi nie były ogromne, ale resort, którym zajmował się w Handu Magicznym był o tyle kluczowy dla jego rodziny, że z pewnością mogli docenić zdanie Marina. Oczywiście wszystko po to, żeby mógł się wstawić za swoim kumplem, który był jednym z pracowników w rodowym biznesie. Wystarczyła jedna czy dwie sowy i jeden dobry uczynek w przyszłości a wszelkie waśnie pójdą w niepamięć.
- Wolisz mocniejsze trunki? Nawet nie zapytałem co preferujesz, wybacz brak manier. - zaśmiał się na samą myśl o tym, że nawet podczas luźnej rozmowy z Barrym pilnuje się, żeby zachować pewną klasę, którą przez lata wpajano mu w domu. To nie tak, że miał coś przeciwko temu. Ba, uważał, że klasa z jaką kojarzona jest osoba to bardzo ważna sprawa i pozwala całkowicie zmienić zdanie na Twój temat osób postronnych.
Pewne rzeczy jednak nie mogły zostać przez Marina wyuczone, nigdy nie wiedział jak przebywać w towarzystwie, które tak naprawdę nie sprzyja innym gościom. Miał na mysli oczywiście miejsca takie jak Biała Wiwerna, gdzie tak naprawdę każdy łącznie z obsługą mógł wyrządzić gościom sporo krzywdy.
- W czasie kiedy Ty sprzedajesz różdżki ja zastanawiam się ile nabywców znajdziemy na Wschodzie i czy w ogóle opłaca się do Chińskiej Republiki Ludowej eksportować takie towary. Ale nie będę zamęczał Cię moimi problemami! - w moment Marin przypomniał sobie, że wyszedł dawno z Ministerstwa i nie powinien nawet myśleć o takich rzeczach, bo to niezdrowe. Cichy ton zaczynał go powoli drażnić, ale rozumiał, że dobro jest najważniejsze.
- Szczerze? Nie wiem, ktoś mi powiedział, że widział rudą czuprynę w tych stronach, więc skorzystałem z tropu. Jak to mówią.. Kto nie ryzykuje ten nie ma zabawy, nie?


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Większa sala boczna   17.02.16 12:31

Rudzielec starał się wypełniać dobrze swe obowiązki, aby nikt się nie zorientował, że dorabia u boku. Na to jest za wcześnie, a raczej w ogóle nie powinno to wyjść na jaw. - Dziś przyda się coś mocniejszego. W końcu ciebie widzieć to jest święto.- rzucił wesoło w stronę przyjaciela i wypił kilka łyków ognistej ze swej szklaneczki. Barry różnie podchodzi do alkoholu, ale jak z kimś wychodzi i jest przy galeonach, to raczej coś droższego, a mocniejszego kupi, aby nie pić ciągle tych słabszych i potem paść. Chociaż kto wie, jak skończy się dzisiejszy wieczór z przyjacielem.
Barry nie miał problemu z wyczuciem, czy z zachowaniem. Nauczył się tutaj żyć, właściwego zachowania i sposobu mówienia. Nie przeszkadzał jemu szept, którym teraz się posługiwał. To było tutaj normalne, jeśli się chciało nie być podsłuchanym przez podejrzanych i dziwnych ludzi. Cicho zaśmiał się darując już uwagi na temat tego, czym Marin się zajmuje. Niech temat pracy się zakończy i świętują wspólne spotkanie. Może nie piją w najlepszym miejscu, lecz ważne, że piją, no nie? Jest co świętować.
- No dobra, to wypijmy za nasze spotkanie.- powiedziawszy lekko podniósł szklaneczkę i zaraz wypił kolejnego łyka. Zaczął już odczuwać ciepło, które wywoływał trunek. Alkohol zaczął działać na rudzielca, któremu na twarzy gościł uśmiech.
- To mów, z jakim celem mnie szukałeś.- powiedział przytakując głową, aby swobodnie, lecz nadal nieco ściszonym tonem zaczął mówić. Skoro szukał jego i przyszedł aż na Nokturn, to musiało być coś ważnego. Chyba. Niech powie co chciał, co będzie się im łatwiej rozmawiać.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Marin Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2276-marin-ollivander https://www.morsmordre.net/t2317-blysk#35423 https://www.morsmordre.net/t2315-marin-marin
nadzorca eksportu różdżek
23
Szlachetna
Zaręczony
wychodzę poza ramy jak Gruba Dama
13
10
0
0
0
4
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Większa sala boczna   18.02.16 9:22

Marin odkąd pracował w Ministerstwie Magii zaczął dużo więcej zarabiać niż podczas tułaczki po świecie. Ważną sprawą było też to, że z wujami porozumiał się do tego stopnia, że Ci byli w stanie uiścić mi pewne rekompensaty wywołane działaniami, które podejmował na ich korzyść. Śmiało można powiedzieć, że interes rodowego biznesu kwitł z każdym dniem. Pieniądze jednak były bardzo ważną rzeczą i chęć bogacenia się nie była czymś złym. Barry nie mógł zarabiać u Ollivanderów tyle co Marin w Ministerstwie, więc logicznym był fakt, że jakiekolwiek dodatkowe źródło dochodu było wręcz pożądane. Tylko czy nielegalna praca była na miejscu?
– Już nie rób ze mnie takiego wyrzutka, wiesz przecież, że moja praca nie zawsze należy do lekkich i przyjemnych, ba, mógłbym powiedzieć, że w każdej chwili może się wydarzyć coś, co mnie totalnie pogrąży. – skwitował z uśmiechem wypowiedź Barry’ego. Chociaż faktycznie, przez ostatni czas jego życie towarzyskie naprawdę leżało pod znakiem zapytania. Jedyne co robił to po cichu spotykał się z Keirą, która bardzo angażowała się w tę znajomość. I to był jeden z problemów, ciężko byłoby mu się wytłumaczyć z tego, że spotyka się z kimś kto nie jest szlachetnie urodzony.
- Oczywiście, za nasze spotkanie! – Marin zaakceptował toast swojego rudego przyjaciela i upił należną część płynu. Nic tak nie smakowało jak Ognista. Miało to też swoje skutki, nierzadko zdarzało się, że po tym alkoholu jego umysł przesłaniała mgła. Można śmiało powiedzieć, że był podatny na Ognistą.
- Po jakimś czasie kazdy człowiek ma dość dotychczasowego życia i melancholii dookoła. Zdałem sobie sprawę, że praca przesłoniła mi umysł i poza papierkami moje życie towarzyskie jest nudne jak czyrakobulwa. Czasami mam wrażenie, że powinienem coś zmienić ale nie wiem od czego, cholera, zacząć. – zamyślił się na chwilę Marin. Owszem, miał ostatnio problem. Nie widywał się prawie z nikim co odbijało się na jego samopoczuciu. Po prostu nie miał za bardzo komu się wygadać i zdany był sam na siebie. Jasne, ze utrzymywał relację ze znajomymi z pracy. Ale to były bardziej formalne znajomości, a kontakt z rodem nie dawał mu tyle satysfakcji, żeby poprawić mu na stałe humor.


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Większa sala boczna   18.02.16 16:34

To, czy nielegalna praca u Barry'ego była pomysłem, jest kwestią raczej zamkniętą. Został w to wciągnięty i raczej nie ucieknie od swych obowiązków. Tutaj Marin może akurat niewiele zdziałać. I lepiej, aby się nie wtrącał, bo jeszcze i jemu pewnie się dostanie. A rudzielec nie chce mieć nikogo na sumieniu.
- Myślisz, że tu, na Nokturnie, jest lepiej?- powiedział wesoło unosząc brew rozbawiony, po czym wziął kolejnego łyka. Coś sumienie mu szeptało, że zbyt szybko pije i że powinien się opamiętać. Ale to jest niczym narkotyk, jak się wciągnie, to chce się tego coraz więcej. A spragniony nie baczy na konsekwencje. Niech Marin sobie przemyśli, co powiedział i zacznie częściej chodzić do pubów. Niekoniecznie z rudym, bo pewnie ma kilku innych przyjaciół, ale jeśli zechce się spotkać z Barrym, to nie będzie żadnego większego problemu. Jeśli trafi oczywiście w dobry moment, bo Weasley nie zawsze będzie mógł wyjść na piwo czy coś mocniejszego z druhem.
- Co chcesz zmieniać? Przecież zawsze po pracy możesz wyjść z kumplami na piwo. nie mów, że chcesz się wmieszać w walkę z Grindelwaldem.- był zaciekawiony, dlaczego Marin chce coś zmienić swym życiu? Czy to było spowodowane wojną? Bo chęć rozrywki to takie średnie tłumaczenie. Barry umiał znaleźć pomiędzy dwiema pracami i dilerką czas na rozrywkę. Co prawda, to było spowodowane jego nałogiem, ale nie nudził się. A Marin? Co on chciałby robić, skoro obecne stanowisko jemu niezbyt pochłania jego zainteresowanie? Może Barry będzie jemu w stanie pomóc? Nie rzuci chłopaka w wir narkotyków, ale jeśli będzie potrzebował czegoś, to może zwróci się do kogoś o prośbę?





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Marin Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2276-marin-ollivander https://www.morsmordre.net/t2317-blysk#35423 https://www.morsmordre.net/t2315-marin-marin
nadzorca eksportu różdżek
23
Szlachetna
Zaręczony
wychodzę poza ramy jak Gruba Dama
13
10
0
0
0
4
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Większa sala boczna   19.02.16 6:58

Praca w czarnej strefie zależała od wielu czynników, a głównym z nich był pewnie przypadek. Nie licząc grupy osób, które uważały omijanie prawa jako sposób na życie, część osób nie uważała konfliktu z prawem jako ambitny plan na życie. Po prostu znajdowali się w pewnym miejscu w pewnym czasie, które wpływało na to, że odmówienie mogło okazać się dużo większym ryzykiem.
- Nie, Barry, wiem, że tak nie jest. Ale tutaj wiesz czego możesz się po ludziach spodziewać, wiesz, że są nieobliczalni i na każdego trzeba uważać. Ja w pracy nie mogę pochwalić się głośno przedwczesnymi rezultatami, bo ktoś mnie podpieprzy, ktoś podpieprzy pomysł, ktoś wykorzysta do wybicia się. Istny wyścig zbyt ambitnych szczurów, które miały szczęście, że w ich krew płynie kilka miligramów magii. - podjął temat Marin i to co mówił było smutną prawdą. Inaczej sobie wyobrażał pracę w Ministerstwie i gdyby nie to, że jego kariera szybko się potoczyła i awansował na niezależne od prawie nikogo stanowisko to pewnie dawno dałby się wciągnąć w inną pracę, która oferowałaby mu szansę na większy zysk. Istniała jeszcze definicja ryzyka, która w potencjalnym biznesie była bardzo spora.
Marin w ostatnim czasie zmagał się z problemami emocjonalnymi i dlatego nie wychodził do ludzi. Miał dość towarzystwa, które w jego oczach najchętniej by wymordował. Ludzie stali się dla niego zbyt ambitni, zbyt nachalni i zbyt przesyceni żądzą poznania. Młody Ollivander jednocześnie pogubił się trochę w tym co miało być dla niego najistotniejsze w życiu. Już dawno powinien sobie kogoś znaleźć, bo spoczywała na nim odpowiedzialność co do przedłużenia rodu i przekazania genów ojca.
- Nie mów nawet o takich rzeczach głośno. Po prostu czuje, że moje życie dryfuje, zamiast płynąć pełną parą. Nie robię poza pracą nic, co mogłoby w przyszłości dać jakiekolwiek efekty. Wszyscy się zaręczają i żenią, a ja dalej nie myślę nawet o spotykaniu się z kimś. Dobrze wiesz, że nie zostało mi dużo czasu. Poza tym... Ale o tym porozmawiamy już w cztery oczy. - powiedział upijając kolejny łyk Ognistej i rozglądając się po sali. Nie ufał gościom, którzy w każdej chwili mogli coś podsłuchać. Mimo wszystko dbał o reputację i nie chciał, żeby do Ministerstwa doszły pogłoski o tym, że jego zainteresowania są podejrzane i groźne.


Powrót do góry Go down
 

Większa sala boczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Boczna uliczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu :: Biała Wywerna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18