Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Większa sala boczna
AutorWiadomość
Większa sala boczna [odnośnik]21.09.15 20:40
First topic message reminder :

Większa sala boczna

★★
To największa spośród bocznych sal. Znajduje się tutaj duży kominek z dwoma zużytymi fotelami wokół, kilka stolików wraz z ławami z charakterystycznymi futrzanymi narzutami. Cztery skrzypiące schody prowadzą na podwyższenie, gdzie znajduje się kilka miejsc z doskonałym widokiem na salę. Całość sprawia zaskakująco przytulne wrażenie, wręcz należy mieć się na baczności, by nie zapomnieć, że to jednak wciąż Nokturn.

Możliwość gry w kościanego pokera
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 18:44, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Większa sala boczna - Page 22 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Większa sala boczna [odnośnik]16.05.21 18:48
Tematy przeplatały się płynnie, nie było miejsca na czcze rozmówki lub długie wstępy, które nadałyby spotkaniu charakter sztucznej, szlacheckiej podniosłości. Spotkanie różniło się znacząco od debiutu Elviry w gronie Rycerzy Walpurgii; nikt nie milczał, nie czekał pokornie na swoją kolej, atmosfera - choć gęsta - nie zdawała się wnikać nozdrzami do płuc i zatykać najdrobniejsze oskrzeliki. Wymieniali się pomysłami, wchodzili w wyważoną polemikę, szukali rozwiązań i omawiali wyłącznie te sprawy, stanowiące dla nich aktualne problemy wysokiej wagi. Poza sprawozdaniem z własnych osiągnięć i kilkoma pomniejszymi wstawkami nie miała wiele do powiedzenia, nie czuła się dość pewnie w zawiłym świecie polityki i knucia. Chciałaby olśnić wszystkich czymś wystarczająco błyskotliwym, aby zamilkli i spojrzeli na nią z podziwem; dopóki jednak była niedoświadczona, słuchała poleceń wyższych rangą i próbowała zapamiętać najmniejsze szczegóły z ich opisów.
Rozmowa przebiegała spokojnie, poza niewielkimi incydentami związanymi z efektami wyprawy do Locus Nihil oraz widocznym gołym okiem oszołomieniem lorda Burke'a. Zaczęła się nawet zastanawiać, czy mężczyzna zacznie wymagać profesjonalnej pomocy - kogoś, kto sprawnym Paxo lub Ignominią uspokoi jego irracjonalne obawy. Ku wielkiemu niezadowoleniu Elviry uwagi w pierwszej kolejności wymagał Mulciber. Postąpiła według swej najlepszej wiedzy, oceniając jego stan i przechodząc od jednego wniosku do drugiego, decydując się wyrwać go ze stuporu - mógł on wszak wynikać z uderzenia, z oszołomienia. Nie wiedziała, dlaczego lord Rosier kazał jej się zatrzymać wkrótce po tym jak padła inkantacja - nie rozumiała niczego z ciągu zdarzeń, jaki nastąpił i skończył się dla mężczyzny napadem drgawek.
Pomyślą, że mu to zrobiłam z rozmysłem - przemknęło jej przez myśl, zmarszczyła nawet z obawą brwi, ale wtedy zdała sobie sprawę, że na sali był jeszcze obecny Zachary; powinien wiedzieć, że jej zaklęcie nie miało w sobie ni krztyny podłej magii. Pierwsza chciała rzucić się do naprawienia błędu, ale Rookwood powtórzyła rozkaz innego śmierciożercy, więc z zaciśniętymi zębami usunęła się w cień, niezadowolona ich brakiem odpowiedzialności. Tak jakby nie liczył się czas, jakby nie potrafiła zidentyfikować padaczki. Spojrzała szybko na Drew, ale nie zareagował w sposób, na jaki liczyła. Najsilniejszą potwarzą okazały się jednak słowa Zachary'ego, który podważył jej kompetencje na uszach wszystkich zebranych.
- Moje Rennervate było rzucone poprawnie - powiedziała bardzo cicho, prawie niesłyszalnie, nie licząc na to, że ktokolwiek zechce wysłuchać jej wyjaśnień.
Na stojąco i w skupieniu obserwowała ich działania do momentu, w którym Ramsey odzyskał przytomność. Żyje? Żyje.
Później zamknęła oczy na krótką chwilę i z niemym westchnieniem wycofała się, żeby, korzystając z zamieszania Edgara, po cichu zająć miejsce po drugiej stronie stołu. Nie interesowało jej już koło kogo siedzi i czy jest słyszalna; zamierzała znaleźć się jak najdalej od Sigrun, od Mulcibera, od wszystkich, którzy byli dziś dla niej wyłącznie źródłem problemów.

podejmuję próbę klapnięcia tyłka na krzesełku 10 bo jest wolne


i am coming
for everything
they said
i could not have
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Większa sala boczna [odnośnik]16.05.21 20:27
Jeśli cokolwiek było widoczne na twarzy Zachary'ego, którego wzrok niezmiennie pozostawał skierowany na Ramseya to konsternacja wymieszana z troską o jego stan. Najwyraźniej pierwsze odczucie dotyczyło również pozostałych z tu obecnych i nikt nie znał odpowiedzi na to jakże pozornie proste pytanie. Nie wiedząc, co Śmierciożercy dolegało, nie był w stanie zdiagnozować choćby częściowo źródła padaczki. Gdyby coś takiego dolegało mu wcześniej, wiedziałby. Cicha odpowiedź ze strony Sigrun jedynie potwierdzała to przypuszczenie, a Zachary mógł jedynie bezradnie na nią spojrzeć i wrócić do obserwowania ustępującego ataku. Moment, w którym Ramsey otworzył oczy, przyjął z ulgą, lecz jednocześnie spowodował zaostrzenie czujności, gdy podnosił się do siadu i ponownie kontaktował z rzeczywistością.
Miałeś atak. Zesztywniałeś. Może wpadłeś w jakiś trans. Multon rzuciła w ciebie Rennervate i wszystko się zaogniło — wyjaśnił pokrótce, dając tyle szczegółów, ile był w stanie udzielić. Powstrzymał się przy tym od spoglądania w stronę Multon. Jeden jedyny wygłoszony komentarz winien być ostatnim krokiem podjętym w jej stronę, upokorzeniem na oczach wszystkich. Tyle chyba w zupełności wystarczało.
Zabrał abaję, którą okrywał Mulcibera przez te kilka krótkich chwil. Odsunął się, narzucając na plecy okrycie, uważnie obserwując każdy jego krok, kiedy wstawał i z powrotem zajmował swoje miejsce przy stole. Przez moment stał nieruchomo niczym cień, aż wreszcie i on podjął się powrotu do obranego na dzisiejszy wieczór krzesła. Nie spojrzał na Multon. Pominął jej słowa milczeniem, lecz jedynie skinął głową, przyznając jej rację co do jednego. Zaklęcie rzuciła poprawnie. Nie miał absolutnie żadnych wątpliwości, że zrobiła to poprawnie, jednak to nie ona zapłaciła za to cenę. Zasiadłszy na krześle, z już obojętnym wyrazem twarzy, przebiegł po obliczach wszystkich zgromadzonych i finalnie zakończył na Ramseyu, oddając się rozważaniom, co Śmierciożercy mogło dolegać. Podróż myśli od samych podstaw anatomii i najbardziej oczywistych dolegliwości rozpoczęła się. W ledwie kilka-, kilkanaście sekund zawędrował do rozległego, mrocznego świata tajemnic uzdrowicieli. Zmarszczka obrazująca intensywne rozmyślania pojawiła się na czole Shafiqa i najwyraźniej miała tam pozostać do końca tego spotkania.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 21 +1
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26 +2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Większa sala boczna [odnośnik]18.05.21 18:17
Rookwood sama już nie wiedziała, czy Shafiq powinien rzucić jakieś zaklęcie, czy może kolejne jedynie by to wszystko znów pogorszyło. Zerknęła z ukosa na Elvirę, która zapewniła, że jej czar był poprawny - nic na to jednak nie odpowiedziała. Poprawny, niepoprawny... Jedynie Mulciberowi zaszkodził. O tym porozmawiają z nią jednak później.
Wypuściła cicho powietrze z ust, kiedy drgawki targające ciałem Ramseya ustały i otworzył oczy - oboje z Zacharym ujrzeli jego stalowe tęczówki, lekko zdezorientowane, ale przytomne. Atak minął, Śmierciożerca odzyskał przytomność, odezwał się też całkiem sensownie.
- Drgałeś jak po Morbus comitialis - odpowiedziała Sigrun, przypatrując się uważnie twarzy Mulcibera, jakby doszukiwała się w niej oznak zbliżającego się kolejnego ataku. On jednak, skinąwszy im głową - co chyba powinni byli uznać za jedyne podziękowanie - wstał z posadzki i usiadł znów na krześle, pozwalając, aby obrady były kontynuowane. Gdyby jego stan nie uległ poprawie, musieliby je najprawdopodobniej przerwać. Sigrun także dźwignęła się z posadzki i powoli przeszła do swojego krzesła. Zerknęła na Elvirę, która usiadła dalej - nie skomentowała tego ani słowem. Nie wyprosiła jej z sali, mogła zostać, pomimo karygodnego błędu. Za to Edgar Burke wciąż wydawał się kompletnie nie rozumieć co dzieje się wokół. Sigrun zawiesiła więc na nim zniecierpliwione spojrzenie.
- Lordzie Shafiq, mógłbyś pomóc lordowi Burke się opanować? - zasugerowała. Dawała tym samym Edgarowi ostatnią szansę - jeśli zaklęcie lecznicze nie pomoże, to będą musieli zająć się nim uzdrowiciele w inny sposób, ale nie teraz, nie tutaj. Nie mieli na to czasu. Świadoma tego, że Edgar miał bezpośrednią styczność z potężną mocą kamienia, nie zamierzała go karać za niesubordynację, na którą najprawdopodobniej nie miał nawet wpływu - zawsze był przecież rozsądnym i mądrym czarodziejem. Nie wierzyła w to, aby nagle, bez powodu stracił rozum.
Upewniwszy się, że mogą kontynuować obrady, powrócili do dyskusji - tym razem o planach na przyszłość. Przejęli Londyn, zgodnie z wolą Czarnego Pana, lecz co dalej? Mieli do opanowania cały kraj. Każdego, kto zdecydował się podjąć głos, słuchała z uwagą, przenosiła spojrzenie to z Mathieu, to na Elvirę, później Schmidta, Lyannę, Deirdre, Tristana, Craiga. Wszyscy wydawali się raczej zgodni.
- Mamy więc plan - powinniśmy skupić się na wzmocnieniu hrabstw, które obiecały Czarnemu Panu podległość, odciąć półwysep kornwalijski i nie dopuścić, aby Zakon Feniksa panoszył się po Derbyshire - podsumowała Sigrun. Brzmiało to wszystko rozsądnie. Teraz jedynie należało przekuć słowa w czyny. Dość niechętnie musiała się również zgodzić z sugestiami, że powinni zmienić nieco linię działania - na mniej agresywną, bardziej propagandową.
- Nagradzanie dobrej postawy jest niezłym pomysłem - podchwyciła Rookwood, zerkając na Elvirę; dotychczas głównie karali, grozili, zastraszali. Przeprowadzali publiczne egzekucje. Potrzeba im było jednak innych działań - takich, które obrócą społeczeństwo przeciwko Zakonowi Feniksa. - Zgadzam się z tym, że należy tak zmanipulować opinią publiczną, by wszyscy myśleli, że to rebelianci nie chcą spokoju - a kiedy rebelia zostanie stłamszona powróci ład i porządek. - Kto miał się jednak tym zająć? Przeniosła pytające spojrzenie na Deirdre, która wydawała się chyba najlepszą do tego osobą. Mało kto potrafił tak czarować słowem i kłamać jak ona. - Azyl dla czystokrwistych czarodziejów, pomoc dla ofiar wojny mógłby zadziałać na naszą korzyść. Czy w Durham znalazłoby się dla nich miejsce? - Pytanie kierowała do Craiga, który sam wysunął taką propozycję.
Sama Sigrun czuła się w tej dziedzinie dość niepewnie. Była wściekłym psem tej wojny - głównie atakowała, gryzła, niszczyła, przynosiła śmierć. Granie tej dobrej było dla niej trudnością.
Miała też dla Rycerzy Walpurgii jeszcze jedną wiadomość, podobnie jak i Tristan dostała list, którym musiała się z nimi podzielić.
- Goyle przesłał mi wiadomość, że w dniu wczorajszym doszło w Parszywym Pasażerze do jakichś zamieszek. Zaatakowano pracowników Ministerstwa Magii. Komendant policji przesłał mu listę nazwisk... Pólobrzym Rubeus Hagrid, niejaka Celine Lovegood, Johnatan Bojczuk, który ponoć w trakcie policyjnej kontroli wykrzykiwał rebelianckie hasła. Na miejscu był też jakiś chłopak z Prorokiem Codziennym oraz ponoć... sam Alexander Farley, który wdał się z funkcjonariuszami w walkę, później zbiegł. Londyn jest pod kontrolą, lecz jak widać te karaluchy wciąż próbują się do niego wedrzeć, dlatego trzeba mieć oczy i uszy szeroko otwarte - opowiedziała Sigrun. Listy od Caelana przyszły niespodziewanie, w odstępie kilku godzin, ostatni z nich, do którego dołączona była odpowiedź jaką sam otrzymał od komendanta dotarł do niej przed samym spotkaniem. Miała go jeszcze przy sobie. Czuła lekkie zdziwienie, że w magicznym porcie wciąż dochodziło do podobnych zamieszek - sądziła, że zaprowadzili tam porządek i wyplenili sprzeciw wobec nowej władzy. Najwyraźniej jednak ręka Caelana musiała być tam jeszcze cięższa i surowsza. - Parszywym Pasażerem zajmę się z Goylem osobiście, przyjrzymy się temu - powiedziała. Miała ochotę zasugerować, by puścić tę budę z dymem w ramach nauczki, lecz zgodzili się wszyscy, że polityka strachu może obrócić się przeciwko nim.

| na odpis 72h


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Większa sala boczna [odnośnik]18.05.21 19:46
Sytuacja zdawała się uspokajać, Tristan na dłużej zatrzymał spojrzenie na twarzy Ramseya. Nie spojrzał więcej na Elvirę, spodziewając się ciągu dalszego tych zdarzeń już gdzieś poza widownią. Ze znudzeniem wsłuchiwał się w cyrkowe dogryzki, zbywając je milczeniem.  
Obejrzał się w bok na Schmidta, kiedy zgłosił swoją chęć pojawienia się u Bramy Zdrajców, następnie odnalazł wzrokiem Cilliana, który złożył podobna deklarację, by z pewną opieszałością skinąć głową.
- Pójdę z wami - zadecydował. - Oczekujcie mojej wiadomości - dodał, ton jego głosu się nie zachwiał. Miał na miejscu parę spraw do załatwienia, zrobi to przy okazji, nie zamierzał co prawda włazić do kanałów za szczurami, ale wierzył, że rycerze poradzą sobie z brudną części roboty.
Niechętnie wysłuchał słów Lyanny odnośnie wydarzeń z tamtych podziemi, równe niechętnie przyjmując wymienione imię Francisa. Nie powinna o nim mówić, już nie, ale nie mogła tego wiedzieć. Uniósł spojrzenie na Drew, kiedy o niego zapytał.
- Ponieważ nigdy nie dostał zaproszenia, by zasiąść przy tym stole - odpowiedział na pytanie Macnaira, lecz coś w jego oczach zdradzało, że nie było to wszystko, co miał do powiedzenia. Kolejne słowa wybrzmiały pół tonu głośniej, z mocą, barwą przesyconą stanowczością i lordowską władczością: - Nie będziemy o nim więcej mówić. Jego imię zostało zapomniane. Jego nazwisko zostało odebrane. Jego ciało zostało rozsypane. Taka jest kara za zdradę. - Zapomnienie było w jego oczach gorsze jeszcze od śmierci, śmierć miała dopaść każdego, pamięć miała pozostać żywa o tych, dla których wznoszono pomniki. Pragnął tego, zapisać się w annałach historii. Francis był jego szwagrem. Tym bardziej nikt nie mógł mieć wątpliwości co do stanowiska samego Tristana. Sprowadził śmieszność na jego żonę, ale ta śmieszność miała zostać zapomniana razem z nim. Ród Lestrange pozostał wierny ideałom, co podkreślił wydziedziczeniem Francisa. Na dłużej skupił wzrok na Craigu. Był świadkiem zachowań Francisa, dość obojętnym.
Kwestia więzienia nie była wcale mniej newralgiczna. Pokręcił głową przecząco na zapytanie Drew, nie znał człowieka, który zajął stanowisko naczelnika, ale jego wątpliwości odbijały się echem również w głowie Tristana. Dlaczego akurat tamtego dnia? Skąd mogli wiedzieć? Jakim cudem przedarli się przez bariery ochronne? Nie wykrył ich namiar? Nie był pewien, czy między nimi siedziała osoba odpowiednia na stanowisko naczelnika. Zarządzanie tak ogromną placówką wymagało pewnego doświadczenia i umiejętności. Miał je Goyle, ale jego posadzili już w porcie. Schmidt zdawał się być entuzjastą tego typu rozwiązań, ale poradzenie sobie z kwestiami organizacyjnymi mogłyby okazać się dla niego pewnym wyzwaniem.
- Śledztwo trwa - odpowiedział bez entuzjazmu na słowa Deirdre, sytuacja w więzieniu miała zostać opanowana, tak zapewniał go nowy naczelnik. Czy mówił prawdę, czy będzie skuteczny, było jeszcze za wcześnie, żeby to ocenić. - Jeszcze nie wiadomo, co stało się z Tonks - odparł na pytanie Zachary'ego. Craig miał słusznośc, mogła przybrać dowolną formę, ale pewności nabiorą dopiero wtedy, kiedy ujrzą pustą celę, ale Drew prędko rozwiał te wątpliwości. Skinął głową Sigrun, która wspomniała o nieposłuszeństwie funkcjonariuszy. Któryś z nich musiał być kretem, którego nie wykryto. Jeśli odpowiedzialność poniosą przypadkowe osoby, kolejnym razem zastanowią się więcej niż raz, czy nie donieść na niepokojąco zachowującego się kolegę. - Kazałem ściąć po czterech więźniów i jednego strażnika za każdego Zakonnika, który wszedł do Tower of London. Nasi przyjaciele muszą się nauczyć, że igrając z ogniem mogą ściągnąć pożogę na niewinnych. Ponoć to o ich dobro dbają - Jeśli nie zamierzali słuchać uprzejmych próśb, mogli zacząć odpowiadać bardziej zdecydowanymi gestami. - Zakon Feniksa zagrał nam na nosie, chciałbym zaproponować im w odwecie grę, do której egzekucja w więzieniu miała odegrać zaledwie preludium. Zaproponujmy im życie mugoli - wielu mugoli - za życie tych, których poszukujemy. Niech niemagiczni odpłyną na zachód, bezpieczni i niczym nie niepokojeni, ale z dala od Anglii. W zamian za życie poszukiwanych zdrajców i Zakonników. Jeśli odmówią, mugole zginą. Musimy tylko zgromadzić zakładników - Liczył na rycerzy. Na ich zaangażowanie, siłę, odwagę i bezkompromisowość. Ponoć byli skorzy do poświęceń, czy naprawdę? - Cena za wolność musi być kusząca. Dziesięciu na każdy za każdy tysiąc galeonów nagrody? Ilu jesteśmy w stanie zgromadzić? - Złożył dłonie przed siebie w piramidkę, unosząc spojrzenie na prowadzących spotkanie.  - Niewątpliwie nie zbierzemy tylu, by skusić całą plejadę gwiazd równocześnie, ale na jednego z nich lub kilku - na początek - powinno wystarczyć nam środków i sił. - Czy wtedy ludność zacznie obawiać się tych ludzi? Czy wtedy zrozumie, że to właśnie oni, Zakon Feniksa, sprowadzali na nich niebezpieczeństwo?
Bojczuk, świetnie. Wyśle mu sztalugi do więzienia, miał skończyć obrazy na jarmark. Uniósł brew nieco wyżej, Farley w Londynie? Zbyt długo zwlekali ze stanowczą odpowiedzią na ich działania. Kwestia portowej knajpy wydała mu się mało istotna. Podsumowanie wojennych planów przyjął milczącą zgodą.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

o b e y

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Większa sala boczna - Page 22 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Większa sala boczna [odnośnik]18.05.21 21:30
Sytuacja zmieniała się z sekundy na sekundę, a niepokojące zdarzenie, które miało miejsce na szczęście zdołało się uspokoić. To niecodzienne, dziwne i wymuszające pewnego rodzaju zastanowienie się. Czy to efekty po Locus Nihil i silnej magii oddziaływającej na nich? A może to coś zupełnie innego, co ingerowało w ich żywot? Mathieu nie miał pojęcia co powinien o tym myśleć, w milczeniu obserwował każdy fragment wydarzenia, zamyślając się nad tym co właściwie mogłoby się stać. Na całe szczęście wśród nich były osoby, które potrafiły poradzić sobie z tak trudną i niepojętą sytuacją, zaradzić jej konsekwencjom, choć jego zdaniem należało się temu wszystkiemu bardziej przyjrzeć. Nie ingerował w cudze kompetencje, zachował się tak jak zawsze, statecznie i milcząco, choć w jego tęczówkach można było zobaczyć coś innego niż zwykle. Nie chował się już za zasłoną, ale kiedy przychodził czas na milczenie – milczał.
Sigrun ponownie przemówiła. Plan zdawał się być prosty, ale konieczny do zrealizowania większego celu. Każdy powinien dołożyć cegiełkę do przejmowania pełnej kontroli i zgodnie z tym co powiedziano – ludzie powinni myśleć, że to rebelianci są największym wrogiem, który dąży do siania chaosu i kumulowania niezliczonych problemów. Mathieu w zasadzie zamierzał działać na terenie Kent, o czym poinformował już wszystkich zgromadzonych wcześniej. Nie widział innej możliwości, jak zająć się ewentualnymi krzywoprzysięzcami na ziemiach należących do Rosierów. Musieli ponieść karę, konsekwencje swoich czynów i przyjąć odpowiedzialność. Bunt nikomu nie służył, wręcz przeciwnie, pogarszał całą sytuację, a wojna nie dobiegnie końca, jeśli nie stłumią go od razu.
- Zajmę się buntownikami w Kent, zgodnie z tym co powiedziałem. – odparł krótko i zwięźle, nie widząc sensu w ponownym powtarzaniu swoich słów. Przyjmował swoje zadanie i zamierzał dokonać wszelkich starań, aby jego realizacja przebiegła pomyślnie. Dopaść ich i w satysfakcjonujący sposób ukarać, to odpowiednia droga do osiągnięcia celu. Na całe szczęście zaczął już działać w tym kierunku, ze wsparciem Schmidta , którego zdolności doceniał. Nie ważne, w jaki sposób będzie ich odnajdywał, dla niego nie miało to znaczenia. Liczyło się bardziej to, jak szybko uda się zebrać wszelkie tropy i załatwić sprawę do końca.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Większa sala boczna [odnośnik]18.05.21 21:57
Friedrich Schmidt obserwował wydarzenia mające miejsce podczas spotkania z kamienną twarzą, skrywając swoje niezadowolenie z obrotu spraw. Prowadzili pieprzoną wojnę, nie rozgrywkę magicznych szachów i szmalcownik nie potrafił zrozumieć dziwnie lekkiego podejścia reszty czarodziejów do sprawy. To nie był czas na wygłupy, docinki godne pięcioklasisty czy zaniedbywanie poważnych powikłań. Oddanie sprawie wymagało odpowiedniego podejścia, czystości umysłu oraz powagi. Nie odzywał się jednak. Milczał, nie dzieląc się jednak jeszcze swoimi myślami, woląc obserwować dalsze wydarzenia. Spojrzenie szmalcownika powędrowało w kierunku Cilliana, a gdy wyłapał spojrzenie ślepi przyjaciela, uniósł kąciki ust w wilczym uśmiechu, który ten winien rozumieć. Takie towarzystwo mu odpowiadało, znał sposoby działania Macnaira i umiał się z nimi grać. Chwilę później zielone ślepia powędrowały w kierunku lorda Rosier, by kiwnąć mu głową w odpowiedzi. Słowa nie były potrzebne - będą czekać, gotowi by zbadać dokładnie sprawę.
Kolejne słowa Sigrun sprawiły, że pomruk niezadowolenia wyrwał się z jego piersi.
- Ten półolbrzym. Spotkałem go dwa dni temu, pisałem ci o tym. - Zaczął zwracając się do Rookwood. - Musi mieć zaprzyjaźnionego uzdrowiciela i jakichś kumpli, po tym co mu zrobiłem nie powinien być w stanie wszczynać żadnych zamieszek. Napadł na mnie podczas wykonywania szmalcowniczych obowiązków, chodzi z siekierą za pazuchą. Dostał nauczkę. - Słowa dotyczące narzędzia miały być informacją dla Sigrun, aby wiedziała na co powinna się przygotować, aby półgłówek przypadkiem jej nie zaskoczył... Wierzył w jej umiejętności, wolał jednak przypomnieć ten fakt, dmuchając na zimne. - Zgłosiłem sprawę do Departamentu Przegania Praw Czarodziejów, wymagają tego ode mnie procedury. Otrzymałem odpowiedź, że wszystko sprawdzą a sprawa została przekazana oddziałowi zajmującemu się pokrewną sprawą. Najwidoczniej nie spieszyli się. - Mruknął, kończąc krótkie słowa. Skoro mimo kilku zgłoszeń reakcja nie była natychmiastowa, najwidoczniej należało zerknąć również na ręce magipolicji. Przynajmniej w jego pojęciu, Friedrich Schmidt jednak nie miał w zwyczaju ufać komukolwiek. No, może po za własnym psem.
Wsłuchiwał się w kolejne słowa, a gdy do głosu doszedł lord Tristan Rosier, ślepia szmalcownika utkwiły w jego twarzy. No, ten plan nawet mu się podobał, przynajmniej mogło to być jakąś odmianą od monotonnej codzienności.
- Szmalcownicy do tej pory pozbywali się mugoli z miejsca, zapłata za martwego, łatwiejsza robota. Szef nie należy do bystrych, ale sam znam wielu z nich. Rozpuszczę informację, że potrzebujemy żywego towaru. Nie wiem, ilu dokładnie uda nam się zebrać, dopilnuję jednak, by każdy mugol złapany przez szmalcownika został przekazany sprawie. - Mówił spokojnie, jakoby rozmawiali o zbieraniu kwiatków. To było jego codziennością. Pracą. Sposobem na zapełnienie skrytki i nawet jeśli “przełożony” rozumem nie grzeszył, sam Schmidt zdążył nawiązać sieć kontaktów. A fakt, iż oficjalnie zasiadał przy tym stole, jedynie działał na jego korzyść. - Gdzie mamy ich dostarczać? Potrzebujemy miejsca, które nie wzbudzi zainteresowania wroga, przydałoby się również je zabezpieczyć, co by nikt nam ich nie podebrał. - Zielone ślepia powędrowały po zebranych. Musiał wiedzieć, gdzie powinien kierować szmalcowników z towarem, gdy już przyjdzie mu się z nimi rozmówić, samemu również nie chcąc pozostać obojętnym tej kwestii. Zapowiadało się, że w kolejnych tygodniach będzie miał co robić.


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Re: Większa sala boczna [odnośnik]19.05.21 9:30
Wokół niej działy się rzeczy przedziwne, nawet jak na standardy spotkania przy jednym stole tak silnych charakterów. Dotychczas wspólne obrady Rycerzy Walpurgii przebiegały w atmosferze wzajemnego - choć oschłego, to jednak - szacunku, nieprzerywane większymi turbulencjami, oczywiście poza sporadycznymi przypadkami, gdy krew lała się obficie, a Czarny Pan zaszczycał ich swą obecnością. Tym razem jednak konsekwencje Locus Nihil sprawiły, że od samego początku dyskusje nie przebiegały tak, jak powinny. Deirdre z całych sił starała się stłumić palące dalej poczucie wstydu, co utrudniało skupienie się na prowadzonej rozmowie, zwłaszcza w chwili, w której siedzący obok niej Ramsey zaczął drżeć w konwulsjach. Mericourt spięła wszystkie mięśnie, spoglądając na cierpiącego - czy aby na pewno? - czarodzieja tylko raz, potem utkwiła wzrok przed sobą, zaciskając mocno szczęki. Czy to jej wina? Czy uderzenie w tył głowy podczas upadku z przechylonego krzesła sprawiło, że mózg Mulcibera uległ uszkodzeniu? Co, jeśli trwale skrzywdziła lub upośledziła jednego z dwóch najważniejszych Śmierciożerców? Zaschło jej w gardle, na moment paniczne myśli przejęły nad nią kontrolę, ale w miarę szybko sytuacja wróciła do względna normy, opanowana przez Zachary'ego, zajmującego się czarodziejem z wprawą i delikatnością. Norma zawierała jednak w sobie poroża, cyrkowe aluzje Drew oraz dziwaczne, nieprzystające do rangi nestora, zachowanie Edgara; Dei przesunęła po stojącym przy drzwiach mężczyźnie pytającym spojrzeniem, ale nic nie powiedziała, ciągle próbując ochłonąć po wybuchu agresji oraz lęku o stan zdrowia Ramseya.
Mimo to wysłuchała Drew, Sigrun i pozostałych Rycerzy, wypowiadając się w końcu w miarę spokojnie. Wręcz zbyt spokojnie, aż nienaturalnie, jakby zrezygnowała w ogóle z udawania ludzkiej istoty posiadającej jakiekolwiek uczucia. - Oczywiście, mogłabym się tym zająć razem z Corneliusem. Ma do tego niezbędne narzędzia oraz wpływy, a społeczeństwo ciągle skuteczniej słucha czarodziejów niż czarownic, zwłaszcza tych o obcym pochodzeniu - odparła na sugestię Rookwood, postanawiając, że szybko spotka się z Sallowem, by uzgodnić propagandowe działania dotykające wspomnianych hrabstw. Znała swoje ograniczenia, a w sprawach polityki liczył się cel, nie środki powzięte, by go osiągnąć. Stworzenie narracji wzmagającej niechęć do Zakonu Feniksa, a wspierającej działania Ministerstwa Magii na pewno pomogłyby w złapaniu buntowników oraz zwiększeniu wpływów sojuszników Czarnego Pana na kolejne ważne taktycznie rejony.
- Razem z Zachary'm zabezpieczyliśmy zagrodę hipogryfów w ogrodzie magizoologicznym. Przebywające tam zwierzęta oraz cała infrastruktura mogą nam pomóc w dalszych działaniach - odparła, kiwając głową ku Shafiqowi z uznaniem. Radził sobie nie tylko jako uzdrowiciel, ale i jako wprawny czarodziej, potrafiący działać pod wpływem stresu oraz w niespodziewanej sytuacji. W międzyczasie przypomniała sobie pytanie, które padło zanim jak obłąkana wariatka rzuciła się na Ramseya: o Borgina. - Otrzymałam ostatnio list od Caldera Borgina. Proponował, że zostanie posłańcem Czarnego Pana w Skandynawii; wiem, że odwiedzał Norwegię, zapewne badając artefakty i poszerzając swą wiedzę w zakresie starożytnych runów. Pytał mnie o pozwolenie: co o tym sądzimy? Czy jest nam niezbędny tutaj, w Londynie? Według mnie tak, potrzebujemy tutaj zdolnych czarodziejów, zanim zdołamy rozszerzyć swe wpływy na Europę - wypowiedziała, zwracając się do śmierciożerców, ale i do pozostałych Rycerzy, wszak wszyscy walczyli po jednej stronie. Przeciwko niesprawiedliwości, słabości, terroryzmowi. I przeciw tchórzostwu ubranemu w heroizm. Kiedy Rosier opowiadał o Tonks, nie zareagowała, dziwnie pewna - naiwnie? - że Justine nie zdołałaby opuścić swego więzienia; że jest już zaledwie cieniem dawnej siebie, zapewne błagając los o zesłanie śmierci. I tak miała samobójcze skłonności, cóż, los się do niej uśmiechnął. Dopiero propozycja nestora z Kent wywołała jej reakcję, w zastanowieniu, nieświadomie, przygryzła dolną wargę.
- To dobry pomysł. Dający do myślenia społeczeństwu. Pokazujący, że jesteśmy gotowi na odstępstwa, ale to Zakon Feniksa pluje na tych, których zamierza ochronić. Według mnie nie ma szans na to, by poszukiwani wystąpili przed szereg, oddając się w nasze ręce, ale nawet jeśli nie - to dla nas pomyślne propagandowo - skomentowała powoli, w zastanowieniu. Życie za życie, tak czy siak, wygrywali, pozbywając się z terenów Królestwa brud i szlam, w zamian zyskując buntowników. A jeśli nie: oręż do propagandowej walki z terrorystami. Można to było wykorzystać na wiele sposobów. - Jak rozwiązalibyśmy to logistycznie? Przetrzymywanie mugoli mogłoby się źle skojarzyć, a informacja o tym, że zakładnicy będą pochodzić z jakiejś wioski dałaby im szansę na ucieczkę - dopytała, marszcząc w zamyśleniu nos. Propozycja wymagała dopracowania, ale obudziła w niej podekscytowanie. Nie musiała mówić, że byłaby zainteresowana udziałem w tym szlachetnym procederze: spojrzenie kocich oczu mówiło samo za siebie.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Większa sala boczna [odnośnik]19.05.21 17:00
Udało jej się przemknąć na odległe krzesło niezauważoną; a w każdym razie nikt nie ośmielił się zwrócić jej na głos uwagi ani dla czystej złośliwości przywołać z powrotem na poprzednie miejsce. Nie chciała dłużej patrzeć w twarz Zachary'emu, czuć pod stołem obijającą się o kostkę nogę Sigrun ani czuć na policzku nierównego oddechu Ramseya. To wszystko była farsa, od początku do końca farsa, żadne z nich nie zdołało wydobrzeć po podjętej we wrześniu misji, a teraz siedząc przy stole próbowali udawać silniejszych i bardziej rozsądnych od reszty. Parszywe gęby bez krztyny autentyczności.
Czekała, aż chaos zelżeje, emocje opadną, a Mulciber doprowadzi się do porządku. Obrady musiały, prędzej czy później, wrócić na właściwy tor - niech żesz przedyskutują już wszystko, co mieli do przedyskutowania i wrócą w miejsca, gdzie zbyt wielki współczynnik wariatów na powierzchnię pomieszczenia nie wpływał niszcząco na umysły. Po fiasko z zaklęciem przebudzającym Elvira sądziła, że Sigrun prędzej wskoczy nago na stół niż przyzna jej w czymś rację, a jednak proszę, niedojrzałość nie sięgała tak daleko, podchwyciła jej pomysł z równym zaangażowaniem, co reszta. W odpowiedzi uzdrowicielka milcząco kiwała głową, przyglądając się ślepo dłoniom najbliższego czarodzieja. Wsłuchiwała się jak Rycerze modyfikują i udoskonalają jej tezę, nie wtrącając się dopóty, dopóki lord Rosier nie zaproponował gry w poszukiwanie zakładników.
- Nie jestem pewna... - zaczęła cicho, ale szybko pokręciła głową, oblizując suchą wargę. Nie, nie miała zamiaru nie zgodzić się jawnie z tak ważną personą. Musiała znaleźć w tym planie punkty zaczepienia, do których dałoby się odnieść z szacunkiem. - Musielibyśmy zaplanować propagandę bardzo dokładnie, aby nie dać Zakonowi szansy na obrócenie jej na swoją korzyść. Setki mordów za to, że zdrajcy z listów gończych pozostają nieuchwytni? To nie może wyglądać w ten sposób - Zaczęła wystukiwać cichy, nieregularny rytm paznokciami na blacie drewnianego stołu. - Ten plan jest dobry, ale musi być jasne kto jest odpowiedzialny za co. Niech świadomość tego, że zakładnicy zginą za brak kooperacji dojdzie tylko do tych, do których trzeba. Zwykłym ludziom spodoba się bardziej informacja, że za każdego ujawnionego Zakonnika pewna liczba mugoli zostanie odratowana... dajmy na to tym biletem w jedną stronę - Machnęła dłonią, mając na myśli zsyłki na zachód. - Wtedy przekaz będzie jasny; łaskawe ministerstwo i tchórzliwi terroryści, dla których dobro innych nie jest wystarczająco wartościowe. - Skrzyżowała ramiona na piersi, chowając twarz za jasnymi kosmykami. Niechętnie spoglądała w twarze swoich pobratymców, nie chciała widzieć, czy za poprzednią sytuację wciąż żywią do niej wrogość. - Oczywiście zaangażuję się. Znam czarownice, które tropią zwierzynę. - Choćby Wren, tak przecież zdolna w wynajdywaniu sobie dziewczynek do biznesu.
Niewiele miała do powiedzenia na temat ucieczki Justine Tonks z Azkabanu poza tym, że niezmiernie ją ona zdenerwowała. Jak każdy oczekiwała zapłaty za popełnione błędy, wizja straconych strażników i więźniów była więc łyżką cukru w całym garze dziegciu. Zamieszki na terenie portu ominęły ją, gdyż poruszała się po tym terenie wyłącznie wtedy, gdy miała w tym cel - siedziała więc w ciszy z podpartą na dłoni brodą, przesuwając spojrzeniem od jednego mówcy do drugiego.


i am coming
for everything
they said
i could not have
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Większa sala boczna [odnośnik]19.05.21 22:47
Craig nagle poczuł ból; paraliżujący, straszliwy, przenikliwy, ciągnący się przez klatkę piersiową aż ku stopom, przypominające wpierw porażenie prądem, potem coś straszliwszego: jakby coś, a może ktoś, wysysało z niego wszelką siłę i wszelką witalność; głos otaczających go czarodziejów cichły, przytłumione piskiem, który zadzwonił w uszach przeciągle, zbyt długo, po chwili zamieniając się w złowieszczy szept dobiegający go - skąd? nie był pewien - zza ramienia, z tyłu głowy, z innego świata. Słowa wypowiadane były wyraźnie, ale w języku, którego Burke nie potrafił zrozumieć. Tylko on je słyszał. Przez komnatę przeszedł wiatr, który ugasił świece w pomieszczeniu, a po tym, jak prowadzący spotkanie Sigrun lub Drew oświecili je na nowo, każdy pośród rycerzy mógł poczuć przedziwną gęstą atmosferę grozy. Rogi wyrastające z czaszki Craiga przybrały czarnej smolistej barwy, oplótł je ulotny czarny dym, mgła, która wnet rozmyła się w powietrzu; tak rogaty czarnoksiężnik jak Edgar mogli poczuć metaliczny zapach krwi, który wkrótce wypełnił również dalszą przestrzeń. Craig poczuł, jakby coś rozsadzało jego czaszkę od wewnątrz, czarne kości poroża wygięły się nienaturalnie, a sękate tyki wygięły się i złożyły w demoniczną cierniową koronę nad głową czarnoksiężnika. Ból obezwładniał, stawał się coraz silniejszy, gdy poroże wbiło się w jego głowę; strugi krwi zalały jego skórę, a stopiona z ciałem korona pobłyskiwała nad jego skronią metaliczną czernią, a zła, plugawa magia zdawała się wręcz pulsować w powietrzu. Śmierciożercy mogli poczuć, jak opętujące ich duchy zaczynają się przebudzać, usiłując w pełni przejąć kontrolę nad ich ciałami - byli jednak dość silni, by to powstrzymać.
Szepty, które słyszał Craig, mieszały się w jego głowie z kilku stron, jakby szeptało je tuzin różnych bytów, coraz szybciej, coraz głośniej, aż wybrzmiały w pomieszczeniu tak, że mógł usłyszeć je każdy. Nikt nie potrafił rozpoznać języka, którym mówiły, nikt oprócz Craiga, dla którego szepty zaczynały nabierać znaczenia. Był w stanie je zrozumieć.
Rzucany przez niego cień wydłużył się nienaturalnie, rozszedł na troje, pierwszy pozostał na Edgarze, drugi wyruszył na lewo, trzeci na prawo, sunąc wzdłuż ściany. Cień zaczynał odbijać się od ścian, od podłogi, kłębił się czarną mgłą z wolna nabierającą wyraźniejszych kształtów. Minęła krótka chwila, nim cienie przybrały humanoidalnych kształtów: ich ręce i nogi wydłużyły się nienaturalnie, przygarbiona sylwetka kroczyła na długich ugiętych nogach, a dłonie zakończone sękatymi czarnymi pazurami, podobnymi tymi, których koronę niósł na głowie Craig, rozłożone miały na boki. Zamiast głów złowieszcze stworzenia miały czaszki jeleni o czarnych kościstych porożach.

Pierwsza z istot stanęła przed Edgarem, zasłaniając mu drogę do wyjścia. Druga przechodziła właśnie za krzesłami 1, 2 i 3, trzecia za krzesłami 12, 11 i 10.

Czas na odpis - 48 godzin od tego posta, wątek niniejszym został wątkiem z zagrożeniem życia; Craig otrzymał informację uzupełniające drogą prywatnej wiadomości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Większa sala boczna - Page 22 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Większa sala boczna [odnośnik]20.05.21 20:35
Edgar od początku czuł, że coś tutaj nie gra. To, jak ci ludzie się zachowywali, co mówili. Opętana Azjatka, która nagle rzuciła się na siedzącego obok mężczyznę. I ten mężczyzna, który chwilę później dostał podejrzanego ataku i padł na ziemię. To wszystko było bardzo niepokojące. Po plecach Edgara przebiegł dreszcz – coraz bardziej chciał stąd wyjść, znaleźć się w innym miejscu, które znał i w którym czuł się bezpiecznie. Ta sala go przytłaczała, choć momentami łapał się na myśli, że wydaje mu się znajoma. Jego odczucia pełne były sprzeczności. Na widok stojącego naprzeciwko mężczyzny czuł charakterystyczne ciepło, ale przecież widział go pierwszy raz w życiu. A choć ten znał jego imię i przynależność do Rycerzy, nie wzbudzał jego zaufania. Poza tym nie miał prawa wiedzieć o wyprawie po Locus Nihil, o tym wiedzieli tylko jego towarzysze. A ich tutaj nie było. To nie byli Rycerze Walpurgii, rozpoznałby ich. Nie miał pojęcia jak się znalazł w tym miejscu, czuł się tak, jakby nagle teleportował się do tej sali, ale wiedział, że musi z niej wyjść. Jak najszybciej, zanim siedzący tutaj ludzie obrócą się przeciwko niemu. Bo z jakiego innego powodu tak zależało im na tym, by tutaj został?
Różdżkę wciąż miał wycelowaną w rogatego mężczyznę, kiedy zaczęło się dziać coś dziwnego. Jeszcze dziwniejszego niż to, co działo się tutaj wcześniej. Nagle poczuł jak opanowuje go strach. To było specyficzne uczucie, przez które od razu wrócił wspomnieniami do podziemi Banku. Spojrzał zaskoczony na mężczyznę – czy to możliwe, żeby był tamtejszym demonem? Jego rogi zaczęły rosnąć i nienaturalnie się wyginać. Edgar odruchowo zrobił krok w tył, nie luzując uścisku na różdżce. Rozejrzał się nerwowo po sali, próbując zrozumieć co się dzieje. Czy ci ludzie byli z nim? W dodatku ten metaliczny zapach krwi. Skąd się wziął? Czy to jego krew? Zaczął wpadać w paranoję. Przyjrzał się swoim dłoniom, potem dotknął twarzy. Wtedy spostrzegł, że krew leje się z twarzy stojącego naprzeciw mężczyzny... Czy aby na pewno mężczyzny? Jego cień podzielił się na trzy części. Nie mógł być człowiekiem. Musiał być demonem. Edgar z początku nie miał zamiaru walczyć, chciał po prostu stąd uciec. Zdawał sobie sprawę, że nie ma szans z tymi wszystkimi czarodziejami, którzy przecież musieli być po jego stronie. Wszyscy byli demonami? Przewidzeniem? Kolejną halucynacją z podziemi? Lecz kiedy postąpił krok w stronę drzwi, które momentalnie zostały zastawione przez straszną zjawę, zrozumiał, że to nie będzie proste. Niewiele myśląc skierował swoją różdżkę na rogatego mężczyznę, upatrując w nim źródło problemów.
Luminis virtute – dobrze wiedział, że sam nie jest w stanie przepędzić tak potężnej istoty, lecz miał nadzieję, że ta łuna światła zrodzona z białej magii zapewni mu trochę czasu.


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Większa sala boczna [odnośnik]20.05.21 20:35
The member 'Edgar Burke' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 10
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Większa sala boczna - Page 22 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Większa sala boczna [odnośnik]21.05.21 17:53
Na słowa Schmidta skinęła głową. Pamiętala o liście Schmidta. Sama poradziła mu, aby to zgłosił - prawo stało po ich stronie.
- Teraz w Tower na pewno dostanie nauczkę. Twoje zgłoszenie zapewne również nie zostanie pominięte. Na wolność pewnie już nie wróci - odpowiedziała. Lepiej późno, niż wcale.
Ton w jakim Tristan wypowiadał się o Francisie, pełne pogardy słowa jakie padły sugerowały, że za brakiem zaproszenia kryło się o wiele więcej i bardzo chciała poznać szczegóły, choć miała wrażenie, że Rosier kolejnych pytań sobie nie życzy. Jeśli powiedział, że Lestrange zdradził - zdradził na pewno. Chciała tylko wiedzieć jak, ale uznała, że będzie lepiej, jeśli w tej chwili nie będzie o to pytać. Lestrange nie był już zmartwieniem, mieli do omówienia znacznie istotniejsze problemy.
Włamanie się przez Zakon Feniksa do Tower w Londynie było jednym z nich. Sigrun także nie rozumiała jak udało im się tego dokonać, ominąć wszystkie patrole, magiczną policję, strażników, dementorów. Mieli te swoje potężne patronusy, lecz nie dawały im one przewagi sił wobec tak licznych funkcjonariuszy. Zdrada przez jednego z pracowników wydawała się bardziej niż pewna.
- Trzeba sprawdzić co nią. Co, jeśli udało się im do niej dotrzeć, dlatego siły Ministerstwa Magii nie odnalazły portalu w Zakazanym Lesie, bo ich ostrzegła? - spytała SIgrun, spoglądając na Tristana, później Ramseya, Deirdre, Drew i Craiga. Śmierciożercy wiedzieli o czym mówiła.
Skinęła głową na wieści o rozkazach jakie wydał Rosier. W pełni je popierała, sama nakazałaby ściąć więcej, lecz Tristan miał w sobie więcej rozsądku niż ona. - W pełni to popieram, lordzie Rosier - powiedziała, unosząc na niego wzrok, a brązowe oczy rozbłysły. - Postaram się złapać tyle tych robaków ilu zdołam. Kto mi pomoże? Kto także się zorganizuje? - podjęła temat, powiódłszy spojrzeniem po pozostałych Rycerzach Walpurgii; to był plan, który wymagał większego zaangażowania, lecz wart poświecenia, czasu i trudu jaki mieliby w niego włożyć. W temacie złota czekała na propozycje najzamożniejszych przy tym stole - to oni dysponowali pełnymi skarbcami, jej majątek wydawał się zbyt skromny na nagrody o jakich mówił Rosier.
- Ludzie sami zechcą ich wydać, byleby tylko wreszcie nastał spokój. A tym idealistom może ciążyć wina, że z ich powodu pochłonie się tyle żyć - odparła na słowa Elviry, starając się brzmieć beznamiętnie; o wiele bardziej interesowała ją kwestia logistyczna. - W tym momencie to Londyn wydaje się miejscem najbardziej dla nich zamkniętym - zastanowiła się Sigrun, podchwytując wątpliwości Deirdre. Chciała mocniej pochylić się nad tym planem, gdyby nie...
Nagle przez większą salę boczną przemknął niespodziewany wiatr, pogasił wszystkie świece. Rookwood natychmiast, w zaniepokojeniu, poderwała różdżkę, by rozpalić świece na nowo. Coś się jednak zmieniło. Powietrze jakby zgęstniało. Powoli przeniosła wzrok na Craiga, którego rogi przybrały barwę smoły, wokół nich zaczęła kłębić się czarna mgła. Od razu wstała z miejsca, dostrzegłszy jak po jego twarzy spływa krew, działo się coś niedobrego - czuła to w samej sobie.
- Co do kurwy - spytała niemal bezgłośnie, unosząc różdżkę, lecz jeszcze przez chwilę nie robiąc z niej użytku - coś chciało przejąć nad nią kontrolę, musiała to zwalczyć. - Też to słyszycie? - zerknęła w stronę Śmierciożerców, zaciskając na cisowym drewnie mocniej, coś jednak kazało jej znów odwrócić wzrok - cień Craiga rósł i rósł, aż zaczął kroczyć, niby osobny byt. Wyczuwała w tym czarną magie, to miało źródło w porożu Craiga - a ono w Locus Nihil.
- Veritas Claro - powiedziała, odwracając się, gdy jeden z cieni przeszedł za jej plecami, znalazł się za Ramseyem i Deirdre. Musiała wiedzieć czym to było, co ukrywało w swoich ciemnościach.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Większa sala boczna [odnośnik]21.05.21 17:53
The member 'Sigrun Rookwood' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 95
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Większa sala boczna - Page 22 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Większa sala boczna [odnośnik]21.05.21 19:38
Friedrich Schmidt uważnie wsłuchiwał się w słowa, jakie padały podczas spotkania, nie do końca będąc zadowolonym z jego przebiegu, lecz swoje osobiste odczucia postanowił pozostawić dla siebie. Przynajmniej na razie, gdy jeszcze nie uzyskał informacji, których potrzebował. Zielone ślepia uważnie wodziły po wszystkich zebranych przynajmniej do momentu, w którym nie zapadła ciemność, okrywająca całą salę. Soczyste: - scheiß! - Wyrwało się z jego ust, jako niezwykle elokwentny oraz odpowiedni komentarz dotyczący panującej sytuacji. Jeszcze nie wiedział, co się wydarzyło czuł jednak, że coś z pewnością jest nie tak jak powinno. W sposób zupełnie inny, niż poprzednie przedstawienia. I z pewnością nie przypadało mu to do gustu, chociaż ciężko powiedzieć, aby cokolwiek kiedykolwiek do tego gustu mu przypadło - Friedrich z natury bywał zwyczajnie gderliwy. I rzadko czymkolwiek zadowolony. Dłoń szmalcownika odruchowo powędrowała w kierunku różdżki, by zacisnąć na jej rękojeści w gotowości do działania. Światło ponownie rozświetliło salę, dziwna atmosfera zaległa w pomieszczeniu. Atmosfera znana szmalcownikowi, przynajmniej w pewnym stopniu, różne bywały oblicza grozy, część z nich spotkał nie raz. Zielone ślepia powędrowały w kierunku Craiga, przez chwilę przeglądając się temu, jaki kształt przyjęło jego poroże. Dziwne szepty dobiegły do jego uszy w języku, którego nie przyszło mu znać. Szkoda. Wolałby usłyszeć dźwięki swojego ojczystego języka, niezależnie od sytuacji.
-Mhm. - Mruknął w odpowiedzi na pytanie Sigrun, dotyczące szeptów, a zielone ślepia niemal od razu powędrowało w kierunku dziwnej, cienistej istoty jaka wędrowała tuż obok niego. Humanoidalnej, o łbie przypominającym jelenią czaszkę z czarnym, kościstym porożem. Friedrich Schmidt wiedział jedno - nigdy wcześniej nie widział podobnej istoty, mimo długich lat polowań z męską częścią jego rodziny. Uważne spojrzenie ponownie powiodło po zebranych, próbując wyczytać coś z twarzy znajdujących się przy stole. Nie był z nimi na wyprawie, nie wiedział, czego miał się spodziewać. Finalnie zielone ślepia utkwiły w istocie znajdującej się najbliżej niego, próbując dostrzec w niej coś co pomogłoby mu rozwiązać zagadkę.

| Spostrzegawczość II


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t8783-come-little-mudbloods#261286 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Re: Większa sala boczna [odnośnik]21.05.21 19:38
The member 'Friedrich Schmidt' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 10
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Większa sala boczna - Page 22 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 22 z 35 Previous  1 ... 12 ... 21, 22, 23 ... 28 ... 35  Next

Większa sala boczna
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach