Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Uliczki przy kamienicach mieszkalnych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych   21.09.15 23:43

First topic message reminder :

Uliczki przy kamienicach mieszkalnych

Uliczki prowadzące do kamienic mieszkalnych. Okolica jest zamieszkała, wobec czego stanowi jeden z najbezpieczniejszych rejonów Nokturnu, pomimo że wiadomo, jakie osoby decydują się na wynajem. Często słychać tutaj mało wyszukane przekleństwa, na przybyszy łypią ponuro zakapturzone postacie, które doskonale orientują się, kto jest mieszkańcem, a kto tylko gościem - idealnym materiałem do szybkiego zarobku. Wejście w te okolice stróżów prawa jest ryzykowną grą - margines społeczeństwa skrupulatnie szczerze swojej prywatności. W rynsztoku w porze deszczowej zbiera się cały brud z ulicy. Ponure, brudne, z ciemności pojedynczych uliczek można usłyszeć odgłosy walki bezpańskich zwierząt... Dobrze, że masz tyle szczęścia, że to tylko one.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych   14.09.17 1:15

The member 'Mia Mulciber' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 87


Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
5
10
0
0
4
18
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych   20.12.17 22:05

Wiedział, że jego wzrok, głos i alkoholowy odór przypominał jej o owym miejscu – o złowieszczo cichych, mrożących krew w żyłach uliczkach, których przemierzanie rzadko wiązało się ze zdrowym rozsądkiem. Nie szukano tutaj szczęścia, nie zwiedzano w poszukiwaniu nadziei, bowiem ów część miasta była najbardziej znana w swej mrocznej tajemnicy, a nie radosnej pieśni. Rzadko widział nowe twarze, a jeśli już do tego dochodziło to najczęściej byli to młodzi ludzie pozbawieni wyobraźni, przepełnieni pewnością siebie nic nie mającej się do woli przetrwania. Na Nokturnie należało umieć się poruszać, więc brak dobrego przewodnika często prowadził do sytuacji mającej miejsce wówczas, kiedy to rzekomy napastnik znęcał się nad swoją ofiarą. Obraz był bezsprzeczny i dla zewnętrznych „widzów” wymownie klarowny, jednak jak wszystko, co działo się we mgle osadzonej po szczyty starych gmachów, nieprawdziwy. Mulciber zaatakowała pierwsza, szatyn jedynie bronił się szybko doprowadzając do zamiany parszywych ról. Czy jednak na długo?
Każdy dzierżył za sobą przeszłość. Każdy dźwigał paskudne brzemię własnych błędów i kajdany wspomnień, które uderzały do drzwi pragnąc na nowo przedostać się do codzienności. One były bronią, cholerną maszyną do autodestrukcji, która niczym pasożyt atakowała od środka pozostając na długie lata w człowieczej mentalności. Lubiły powracać – najczęściej w najmniej oczekiwanych momentach. Wyprowadzały działa nie szukając sojuszy, nie prowadząc przestarzałej dyplomacji. Były bezlitosne celując sztyletami niczym najperfidniej i najstaranniej wypowiedziane lumino, choć z tą różnicą, że ich celem była psychika – często najsłabsza z punktów każdego „wojownika”. Tajemnica od lat była najgroźniejszym arsenałem, ale ludzie i tak nieustannie popełniali ten sam błąd – dzieląc się nią.
Wpatrując się w oczy wpół sparaliżowanej kobiety nie zamierzał podawać jej ręki, przez myśl nawet mu nie przeszło, aby ulżyć jej w cierpieniach ściągając nałożoną magię. Sama była sobie winna; rozkapryszona, rzucająca się na każdego przechodnia i przede wszystkim cholernie opryskliwa. Spodziewał się wszystkiego, ale nie mógł sam przed sobą ukryć, iż ów atak totalnie go zaskoczył, bowiem codzienne pijaństwo rzadko kończyło się napaścią, częściej on sam odpowiadał za rozboje. Mógł wybaczyć, potrafił zrozumieć, gdyż dostrzegł i zaatakował pędzącą trójkę, ale jaki miał ku temu powód? Po co miał mieszać się w sprawy, które w żaden sposób nie angażowały jego samego? Powstrzymał ich, bowiem przyszła jego kolej, żeby pobawić się i sprawić, że stanie się jej koszmarem – zapewne nie pierwszym ani ostatnim.
Dziki, niepokojący warkot uleciał z jego ust powoli kształtując się w śmiech na dźwięk słów dziewczyny, która patrząc na niego z dołu wyglądała słodko, nie niebezpiecznie. Jeśli ów groźba miała być przemyślana podobnie jak pewny był jej głos, to czy zaklęcie nie sprawiło, że nieco pomieszało się jej w głowie? Była na przegranej pozycji, ale dalej walczyła i tylko dzięki temu jeszcze się jej nie pozbył. -Ciekawe. Naprawdę ciekawe panno…- kąciki jego ust powędrowały jeszcze wyżej, kiedy wypowiedziała swoje nazwisko, a dosłyszalna rosyjska nuta zagłuszyła wszystkie inne dźwięki. -Nie sądziłem, że trafił mi się taki cukiereczek.- zrewanżował się podtrzymując wschodni język, bowiem operowanie nim nie sprawiało mu żadnych problemów; dekada podróży była wystarczająca, aby wyćwiczyć akcent i zapanować nad słownictwem.
-Faktycznie, zło nigdy nie śpi. Moje faux pas.- zachował zimną postawę nieustannie celując różdżką wprost w, wydawałoby się bezbronne, ciało. Miał świadomość powodzenia zaklęcia, lecz wraz z ów siłą zadziałało jej sprawiając, iż zmrużył zniecierpliwiony oczy, gdyż nie miał ochoty bawić się w kotka i myszkę. Znikła, rozpłynęła się w powietrzu pozostawiając za sobą jedynie dwójkę napastników, których przepite głosy można było usłyszeć wzdłuż całej ulicy oraz zirytowanego szatyna niezamierzającego nader szybko odpuścić.
-Nie każ mi siebie szukać kwiatuszku.- zawołał ruszając przed siebie w pełnej gotowości do ataku. Kątem oka zerkał za plecy w poszukiwaniu szczurów goniących chwilę wcześniej kobietę, gdyż chciał ich powstrzymać przed kolejnymi próbami pojmania ofiary. -Jestem Twoją jedyną nadzieją, zawdzięczasz mi życie.- zaśmiał się na ów słowa i wcale nie starał się tego ukryć. Alkohol dawał się we znaki podobnie jak adrenalina będąca jednak już tylko słodkim dodatkiem – wisienką na torcie. - Homenum Revelio!






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych   20.12.17 22:05

The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 75


Powrót do góry Go down
Mia Mulciber
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3609-mia-mulciber-budowa#64835 https://www.morsmordre.net/t3846-dimitry#71894 https://www.morsmordre.net/t3650-uwaga-gryze#67008 https://www.morsmordre.net/f161-grimmauld-place-12-5 https://www.morsmordre.net/t3864-mia-mulciber#72368
byłam
22
Czysta
Panna
And I find it kinda funny, I find it kinda sad
That dreams in which I'm dying are the best I've ever had.
10
20
1
0
0
2
2
6
Czarownica

PisanieTemat: Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych   20.01.18 20:04

Mgielna ciemność, która tak przerażała społeczność poza-nokturnową potrafiła chronić swoje dzieci. Chociaż bywała (albo zazwyczaj była) okrutna bez litości rozprawiając się z bezmyślnością, czy naiwności, ofiarowała dom. Każdemu z wyrzutków, którzy nie wpisywali się w wyznaczony, społeczny rejestr normalności. Mia nigdy sie w nim nie mieściła, nawet jako pięciolatka, gdy przybyła do Londynu wraz z bratem i matką. Już wtedy ścieżka prowadziła na Nokturn, który przygarnął ją z otwartymi brutalnie ramionami. Z równa brutalnością nauczyła się witać obcych. Szorstko, bez naiwnej wiary, że można komuś zaufać. Deficytowy towar w ciemnych, śmierdzących krwią uliczkach.
I tak witała nieznajomego, który paskudnym trafem (świadomie czy też nie) zagrodził jej drogę ucieczki. Atakowała nie zastanawiając się kim był i co robił, a najbliższa odpowiedź sunęła za nią niebezpieczeństwem, z którym igrała. I wpadła w jego kleszcze.
Nie liczyła na pomoc, do głowy jej nawet nie przychodziła absurdalna możliwość, że ktokolwiek - nieznajomy - chciałby dobrowolnie wejść pomiędzy łowców, a ich ofiarę. Czasem tylko wywrotna ciemność przekręcała pionki i ścigana stawała się drapieżcą. Zabawne, nieprawdaż Drew? Śmiałbyś się tak samo dumnie. I ta pewność sprawiała, że stawałeś się bardziej intrygujący. Nokturnowa sylwetka, jedna z wielu, ale mimo brutalności, nie oddał jej ścigającym śmieciom. Nawet jeśli trofeum chciał zachować dla siebie. Ironia. Kto czyim będzie zdobywcą i czy ktokolwiek będzie?
Powietrze wydawało się oscylować wokół sprzeczności. Parne, mdłe gdy chwytała je w usta i przeraźliwie zimne, gdy przenikało pierś unoszącą się wyraźnie. Wzywała niebezpieczeństwo, wołała o ból i ten przyszedł, wytrącając z odrętwienia, które ją więziło. Niebezpieczeństwo nie miało mdłego zapachu ścigających ją opryszków, za to tliły się w zgaszonej zieleni męskich źrenic.
Rodzime tony i słowa wytrącił (znowu?) ją ze sztywnej, gniewnej emocji, która napinała ciało i napędzała dudniącą po skórą adrenaliną. Niewielu rozumiało język, który dla niej kojarzył się z domem. Szare ślepia rozszerzyły się bardziej, intensywniej przecinając przestrzeń, łapiąc obraz wciąż nieznajomego. Umysł zeskoczył na tor szybkiej analizy, wertując twarze i informacje, które spotkała, ale tożsamość nie wychyliła się z odmętów wspomnień. Wycelowana różdżka przestała być tylko zbrodnią wymierzoną w jej wolność, wyznacznik, który budował obraz mężczyzny - Po prostu nie lubi spać - odpowiedziała w tym samym tonie i byłaby się uśmiechnęła, nieprzytomnie, rozpaczliwie? Ale w jednej chwili zadziało się kilka rzeczy. Smuga światła uderzyła w nią, unieruchamiając ciało wraz zaciskająca się na różdżce dłonią. Ale dokładnie w tej samej sekundzie jej wola buchnęła werbalizacją mocy, która pociągnęła już spetryfikowane ciało w ciemność, do góry, na dach jednej z walących się kamienic.
Nie poczuła uderzenia, ale ból przyszedł ze zdwojoną mocą, gdy pęta zaklęcia puściły ciało. Zacisnęła zęby, gdy rozdarte ramię zalśniło krwią. Udało się. Oddychała ciężko, głęboko, przygryzając wargi, by żadne dźwięk nie wydobył się z ust. Wyrwała się ze - zdawałoby się sytuacji bez wyjścia. Nogi wciąż miała niewładne, ale wystarczyło...być cicho. Skryć się w ciemności, która przysłoniła widok bystrych oczu. Słyszała inkantacje zaklęcie i znieruchomiała, ale odchyliła się ostrożnie w stronę brzegu. Nawet jeśli zaklęcie mu wyszło, nawet jeśli magia ujawniała jej obecność, wokół było wystarczająco starych kamienic i kryjówek, by moc odsłoniła fałszywe ślady.
Oddech powoli zwolnił szaleńczy bieg, a spojrzenie skupiła na mężczyźnie na dole. Nie odzywała się, chociaż gniewny strach, który wcześniej ją ogarniał, ustępował miejsca...czemuś zupełnie innemu. Podciągnęła się bliżej krawędzi, ale nie na tyle by można ją było dostrzec przynajmniej bez pomocy magii). Różdżkę wciąż zaciskała w dłoni, a gniewna rysa przecięła czoła, gdy z góry spojrzała na dwie gnidy, które ruszyły - tym razem w stronę szatyna. Brudny filet zaklęcia, który wystrzelił z jednej z różdżek wywołał zimny dreszcz - Orcumiano - warknęła, tym samym odsłaniając swoją obecność. Walka walką, ale ciskanie klątwą w plecy było... niedopuszczalne. Nie w niego. Jeśli już ktoś miał rzucać w niego klątwami, mogła być to tylko ona. A teraz, gdy dwóch idiotów runęło w dół, a promień zaklęcia minął sylwetkę szatyna... - Rachunek wyrównany - wiedziała, że już widział, gdzie jest. Odsunęła sie od krawędzie nasłuchując. Z różdżką gotową do użycia.

(Jasny umysł na lvl II więc nie rzucam, bo pozwala na przełamanie drętwoty)






Ja walcząca z nim, ze światłem, ze świtem.

Nadeszły fale, ukradły go i zabrały
na wojnę.
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
5
10
0
0
4
18
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych   27.02.18 0:29

Nokturn nie był dla niego domem z powszechnych powodów. Macnair lubował się w owym miejscu ze względu na – o dziwo – względny spokój i tajemnicę, której brakowało w przyległych, londyńskich dzielnicach. Ludzie rozmawiali, ściany miały uszy, a on nie tolerując tego typu postępowań po prostu mijał je szerokim łukiem starając się nie wystawiać na pożarcie plotkarskim lwom. Oziębłość w relacjach nie poprawiałaby sąsiedzkich stosunków podobnie jak nocne rozbijanie się o bary, na które większość nie potrafiła spojrzeć z przymrużeniem oka. Oczywiście nie był na tyle popularny, aby jego temat nie schodził z ust, jednak same krzywe, złośliwe przyglądanie się i szeptanie na ucho wystarczająco nadszarpnęłoby stalowe nerwy.
Mroczne uliczki nie zapraszały swym wyglądem, nie koiły zapachem i przede wszystkim nie były nader gościnne z uwagi na notorycznie obijających się o ściany okolicznych oprychów, ale mimo to posiadały swe odstępy od reguły. Faktycznie prościej było tu spotkać pijanego, brutalnego zachlejmordę, niżeli rozsądnego i pomocnego czarodzieja, jednakże błędem było mierzenie wszystkich jedną miarą. Szatyn w tym wypadku nie chciał źle i reagując agresją na agresję zachował jedynie podstawy samoobrony, która w ów dzielnicy była na wagę złota. Mógł winić los – w końcu znalazł się w złym miejscu i czasie, ale gdyby tak się nie stało, czy dziewczyny jedynym problemem byłby paraliż obu kończyn dolnych? W zasadzie można było prawić o szczęściu, cholernym i nieprzewidywalnym darze, który wyrwał ją z sideł nakręconych, nokturnowskich szczurów. Takowi mieli różne pomysły, a zwykle okaleczenie było najdelikatniejszym z ich wszystkich.
Wschodni język budził w nim same pozytywne emocje. Zdradzając swoje pochodzenie, bądź iście perfekcyjnie wyuczony akcent zdobyła kilka plusów niwelujących plan przedwczesnej śmierci w katuszach. Zaintrygowała go na tyle, że nie zamierzał dłużej się znęcać, jednak nim cała zła aura miałaby odejść w niepamięć oczekiwał przeprosin – długich i szczerych. Pięść odciśnięta na skraju jego nosa nieustannie pulsowała tępym bólem przypominającym o mniej lub bardziej przykrym zajściu, który wówczas sprawiał, iż jego wargi wykrzywiały się już tylko w ironicznym uśmieszku. -Widzę znasz je osobiście i bardzo wnikliwie.- rzucił w odpowiedzi lustrując wzrokiem jej zacięty i pewny siebie wyraz twarzy. Przypominała mu zwierzę walczące o swą leże i niezbędne pożywienie, bez którego nie byłoby w stanie przetrwać długiej, srogiej zimy. Może faktycznie tak było? Może naprawdę negował powierzchowność, a sam takową się teraz wykazał? Miało to znaczenie, ale chodziło o zasady – surowe i niepodważalne. Trofeum było jedną z długiej ich listy.
Różdżka słuchała się go, magia stała za nim. Zaklęcia docierały do przeciwnika z ogromną mocą, jakoby pragnienie otrzymania tego, co oczekiwał wzmacniało jego siłę oraz precyzję. Nigdy nie był perfekcyjny, ale owego wieczora wszystko szło po jego myśli potęgując pewność siebie oraz świadomość, że dziewczyna nie mogła mu tak szybko uciec. Mia wcale nie była gorsza. Wypowiedziane słowa w końcu przyniosły zamierzony efekt, a jasny umysł pomógł w wydostaniu się z sieci trudnej do poskromienia drętwoty. Początkowo nie mógł tego wiedzieć, jednak kiedy tylko rozbłysnęła intensywnym blaskiem i uratowała mu skórę przed oprychami zrozumiał, że poskromienie jej wymagało więcej, jak zwykłych uroków. Czyżby czarna magia miała stać się kluczem do sukcesu?
W chwili gdy smugi światła przecięły powietrze tuż nad jego ramieniem momentalnie odwrócił się za siebie odskakując do tyłu, aby wielka dziura nie porwała i jego w swą „otchłań”. Warknąwszy gniewnie pod nosem zapragnął już tylko wrócić do swojego mieszkania, aby uniknąć dalszej walki – która naciągała – zważywszy, że zbliżał się ranek, a wraz z nim większa liczba gapiów i przypadkowych przechodniów. Nie lubił zamieszania, unikał takowe.
-Szkoda, że nie mój nos.- rzucił donośnie, aby mogła go usłyszeć. -Niedługo sprawdzę, czy wymyśliłaś dobry sposób na te trudne i bolesne przeprosiny.- zażartował nie dając tego po sobie poznać, a następnie ściągnął z niej klątwę i ulotnił się teleportując wprost pod drzwi własnego mieszkania.

/zt






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Sigrun Rookwood
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Więzień Azkabanu
27
Czysta
Wdowa
the roses have wilted,
tne violets are dead,
thedemons run circles,
round and round in my head
10
5
0
0
5
15
10
4
Metamorfomag
maybe I'm insane

PisanieTemat: Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych   Yesterday at 22:44

19 maj

Nad dachami kamienic mieszkalnych błąkały się gwiazdy Wielkiego Wozu. Lśniły pośród innych blado, niemal niezauważalnie; przez pomarańczową łunę sztucznych świateł mugolskiego Londynu i nielicznych magicznych lamp Nokturnu trudno było dostrzec ciała niebieskie na granatowym niebie, za wyjątkiem coraz bardziej pełnego księżyca. Za kilka dni miał zaokrąglić się w pełni, a wówczas znów będzie miała noc pełną roboty. Zastanawiała się, czy nie powinna odpuścić tej konkretnej pełni. Po tak długim wyjeździe, ponad rocznym, gdzie pracowała niemal na okrągło, z dala od własnego kraju, rodziny i domu, miała przecież prawo zażądać kilku wolnych dni - choć jednego miesiąca bez stawiania czoła krwiożerczym bestiom. Nie dlatego, że się bała, oczywiście. Naturalnie, czuła niepokój przed tym, że anomalie mogą wzmocnić lyknatropów, uczynić ich jeszcze bardziej agresywnymi, jedynie głupiec lekceważy siłę przeciwnika. Miała na tyle doświadczenia i wiedzy o tych bestiach, by być spokojną o własne umiejętności. Wiedziała jednak jak wysokie jest ryzyko, że coś może się stać, że nie wyjdzie z tego cało - a nie mogła sobie pozwolić na niedyspozycję. Nie teraz, nie na dwa dni przez samobójczą misją, z którą mieli wyruszyć do prawdziwego piekła na tym padole łez - do Azkabanu. Rookwood wiedziała, że musi być przygotowana, skoncentrowana i pełna sił, aby tam przeżyć i stamtąd wrócić; nie mogła sobie pozwolić na kontuzję i obolałe mięśnie, czy inne słabości.
Zanim jednak wyruszą, by rzucić się w ramiona śmierci, mieli sporo innych zajęć. Odbudowa Białej Wywerny ruszyła pełną parą, surowce w dużej części zostały zgromadzone, lecz nie wszystkie. Prace szły wolno, mozolnie wolno, zdecydowanie zbyt wolno; budynek dawnej tawerny powinien stać już gotowy, mijało półtorej miesiąca od wydania rozkazu od Czarnego Pana, a mieli ledwie szkielet - tym samym narażali się na gniew swego Pana. Sigrun nie chciała do tego dopuścić; ubiegłego dnia sama wzięła nawet udział w pracach, lecz to za mało. Nie miała dość krzepy w mięśniach, by naprawdę coś wznieść; posiadała jednak różdżkę i wiedziała jak jej użyć. Wiedziała też, że pracowników było zbyt niewielu - lecz na to mogli coś poradzić.
Spojrzenie miała utkwione w niebie, stała oparta o ścianę jakiejś kamienicy, pogrążonej w ciszy i śnie, paląc papierosa. Miała na sobie czarną szatę, ciężkie buty i gruby płaszcz, podszyty futrem i takim też kołnierzem, który naciągnęła mocniej na policzki, gdy mroźne powietrze jęło je szczypać. Czekała tak na Lyannę Zabini, której nazwisko coś jej mówiło - lecz by przypomniała sobie kim ta dziewczyna była, najpierw musiała ujrzeć twarz.





A witch ought never to be frightened in the darkest forest, because she should be sure in her soul thatthe most terrifying thing in the forest was her

Powrót do góry Go down
 

Uliczki przy kamienicach mieszkalnych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 14 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

 Similar topics

-
» Płacząca wierzba przy stawie
» Stolik przy oknie
» Lvl up i ewolucje
» Łazienka przy barze
» Uliczki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18