Wydarzenia


Ekipa forum
Uliczki przy kamienicach mieszkalnych
AutorWiadomość
Uliczki przy kamienicach mieszkalnych [odnośnik]21.09.15 23:43
First topic message reminder :

Uliczki przy kamienicach mieszkalnych

Uliczki prowadzące do kamienic mieszkalnych. Okolica jest zamieszkała, wobec czego stanowi jeden z najbezpieczniejszych rejonów Nokturnu, pomimo że wiadomo, jakie osoby decydują się na wynajem. Często słychać tutaj mało wyszukane przekleństwa, na przybyszy łypią ponuro zakapturzone postacie, które doskonale orientują się, kto jest mieszkańcem, a kto tylko gościem - idealnym materiałem do szybkiego zarobku. Wejście w te okolice stróżów prawa jest ryzykowną grą - margines społeczeństwa skrupulatnie szczerze swojej prywatności. W rynsztoku w porze deszczowej zbiera się cały brud z ulicy. Ponure, brudne, z ciemności pojedynczych uliczek można usłyszeć odgłosy walki bezpańskich zwierząt... Dobrze, że masz tyle szczęścia, że to tylko one.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Uliczki przy kamienicach mieszkalnych - Page 20 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych [odnośnik]12.04.20 21:22
Do ustalenia
Ostatnio Hjalmar siłą rzeczy nie oddalał się zbyt daleko od domu na Nokturnie. Właściwie to większość swoich „spacerów” zawęził jedynie do obszaru tej ulicy. Chwilowo wypady w okolice portu nie byłyby najmądrzejszym posunięciem. Na szczęście na razie zdrowy rozsądek brał górę, ale jeśli to całe zamieszanie dłużej potrwa to pewnie w końcu nie wytrzyma i wybierze się na eskapadę w dalsze rejony Londynu. Chociaż może udałoby mu się namówić za jakiś czas Yanę? Wtedy na pewno byłoby bezpieczniej niż gdyby wyprawił się samotnie. Nie był jednak pewien czy w ogóle zawracać czarownicy głowę tym tematem. Ostatnio sprawiała wrażenie mocno zapracowanej, nie chciał jej dokładać zajęć.
Młody Goyle chyba najbardziej żałował tego, że życie na Pokątnej całkowicie zamarło. Taki niefart. Już prawie gdy miał wrażenie, że załapał na czym polegają sztuczki kieszonkowców, kiedy mógłby się przerzucić na nieco trudniejsze cele… wszystko wzięło w łeb. Pewnie, gdyby był bardziej narwany próbowałby swoich sił na Nokturnie. Nie był jednak głupi. Wpadka na Pokątnej w najgorszym wypadku wiązałaby się z jakimiś nieprzyjemnościami ze strony wiedźmiego patrolu, ale że Hjalmar miał ledwie siedem lat… to żadne poważniejsze konsekwencje mu nie groziły, prawda? Na Nokturnie jednak sprawy miały się zgoła inaczej. Wystarczyłoby nacisnąć na odcisk nieodpowiedniej osobie… Lepiej nawet o tym nie myśleć, nie miał ochoty się rozstawać ze swoim życiem w najbliższym czasie.
Nie próbując żadnych swoich sztuczek mały czarodziej snuł się po okolicy odkrywając nowe tajemnice swojego nowego adresu zamieszkania. Może nie było tu przyjemnie, ale nie można było powiedzieć, że Nokturn był nudny. W ciągu ostatnich paru miesięcy zdążył już poznać z widzenia większość tubylców, przedziwna zbieranina, to trzeba było przyznać.
Nie kojarzył za to jednego z czarodziejów który przechodził akurat w pobliżu. Znudzony Goyle… normalnie zostawiłby w spokoju, nieznajomego, ale że się nudził to postanowił zorientować się kto to taki i czego tu szukał. Od myśli zaraz przeszedł więc do czynów.
-Nie jesteś stąd- bardziej stwierdził niż zapytał – Kogoś szukasz?- zapytał o pierwszą rzecz która mu przyszła do głowy.
Hjalmar Goyle
Zawód : n/d
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6246-hjalmar-goyle#155131 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych [odnośnik]14.04.20 22:42
Nie planował tego dnia opuszczać swego nokturnowskiego apartamentu, jednakże otrzymał list z prośbą o pilne spotkanie w Białej Wywernie. Nie zwlekając dłużej udał się we wskazane miejsce będąc ciekaw co spowodowało, iż sprawa nie cierpiała zwłoki – czyżby jego towarzysz narobił sobie problemów i potrzebował pomocy? Była to pierwsza i właściwie ostatnia myśl, albowiem po krótkiej chwili przyszło mu dowiedzieć się o sprawie i tym samym zaproponować możliwe jej rozwiązania. Zawładnęło nim lekkie poirytowanie, albowiem był przekonany, że mogli załatwić to za pomocą krótkich wiadomości, lecz nie dał tego po sobie odczuć zważywszy na wartość owej znajomości. Ranghar był jego stałym klientem o niekończących się finansowych zasobach i szczodrym geście, więc zależało mu, aby mężczyzna nie zaprzestał korzystać z jego usług. Mimo nowego interesu związanego z Karczmą Pod Mantykorą wciąż potrzebował dodatkowych źródeł dochodu, a takimi były klątwy oraz szmuglowanie artefaktów. Czasami zastanawiał się, czy mężczyzna hobbistycznie przechowywał tyle zaklętych przedmiotów, czy też miał naprawdę długą listę wrogów. Nie był to jednak jego problem, nie miał w zwyczaju zadawać pytań – co również ceniono – dlatego rozważania pozostawił jedynie sobie, nigdy nie porywając się na żadne uszczypliwości.
Opuściwszy lokal nie teleportował się od razu do swego mieszkania. Skoro już zmuszony był wyjść poza jego obręb postanowił udać się do własnego baru i upewnić, czy wszyscy pracownicy dotarli na miejsce. Zakupując akt własnościowy zakładali z Goylem, że ruch będzie znacznie mniejszy, ale jak widać czystka w Londynie podziałała wyjątkowo dobrze na lokalnych obszczymurków. Nierzadko do późnej nocy knajpa pękała w szwach, a co za tym szło ich profity. Nie żałował tego ruchu, mimo wszelkich wątpliwości i niewielkiego zysku lokal był swego rodzaju uciechą, a do tego jego piwnice zapewniały mu nowe możliwości. Nie musiał już zagracać własnego mieszkania i ryzykować spaleniem go podczas kolejnych prób warzenia baz pod klątwy – to był ważny plus.
Zaciągając się Stibbonsem szedł wzdłuż brudnej uliczki z kapturem naciągniętym na głowę. Nie rozglądał się, nie szukał problemów wzrokiem, do momentu w którym jego uszu doszła pewna zaczepka wypowiedziana iście… dziecinnym głosem. Zatrzymał się w miejscu zastanawiając się, czy aby na pewno ów słowa padły w jego kierunku i kiedy odwrócił się zyskał tego pewność. Mały gnój stał jak ten bezdomny psidwak i wpatrywał się w niego swymi ślepiami z zaciętym wyrazem twarzy. Zabrakło mu kolegów, którym mógłby dać w mordę? -Gnojka, którego mógłbym sprać na kwaśne jabłko. Jesteś chętny?- rzucił unosząc pytająco brew, a jego wargi wygięły się w kpiącym wyrazie. Miał dzieciak jaja, skoro w bezczelny sposób zaczepiał nieznajomych.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych [odnośnik]15.04.20 20:05
Gdyby Hjalmar wiedział, że na Nokturnie są mieszkania, które przy odrobinie dobrej woli można było nazwać apartamentami to niechybnie od razu założyłby sobie śmiały plan, że w bliżej nieokreślonej przyszłości przeniesie się z Yaną do takowego. Nie żeby mu było źle pod obecnym adresem. Obecnemu mieszkaniu Dolohov nie można było nic zarzucić, problem polegał na tym, że jego dawny dom na Grimmaud Place… przy porównaniach wypadał lepiej. No ale tam prawdopodobnie od jakiegoś czasu mieszka inna czarodziejska rodzina.
Normalnie mały Goyle nie próbowałby zaczepiać nieznajomego jegomościa. Co jak co, ale dzieciak posiadał instynkt samozachowawczy. Zazwyczaj. Czasem jednak w taki dzień jak dzisiejszy, nuda brała nad nim górę i w pewnym momencie szukał zaczepki z kimkolwiek. Pech chciał, że padło na Drew.
Gdy czarodziej się zatrzymał, Hjall przyjrzał mu się uważnie. Trochę nie spodobało mu się to co widzi. Zdał sobie sprawę, że wyjątkowo pechowo wybrał swój cel do zaczepki. Mężczyzna nie wyglądał jakby był pierwszym lepszym popychadłem. No ale co miał zrobić? Słowo się rzekło, przecież nie wycofa się tak po prostu. Duma by mu na to nie pozwoliła.
-Hympf- prychnął pod nosem w odpowiedzi -To musisz w takim razie szukać dalej- wzruszył niedbale ramionami. Co prawda, gdyby nieznajomy zechciał posłużyć się magią to blondynek nie miałby zbyt wiele do powiedzenia. Chociaż kto wie, może miałby nieco szczęścia i zdołałby uciec przed wiązką magii wystrzelonej z różdżki? Wolałby co prawda nie testować takiej możliwości w praktyce, ale gdyby trzeba było to na pewno nie stałby w miejscu jak baran i czekał, aż czarodziej wyceluje, prawda?
Dopiero teraz spojrzał w stronę, w którą podążał mężczyzna. Możliwości, dokąd zmierzał było wiele, ale jedno z miejsc na mapie Nokturnu przyciągało nieco więcej osób niż inne.
-Idziesz do Mantykory?- strzelił nawet nie łudząc się, że mu odpowie. W zasadzie, to on sam tam jeszcze nie zawitał. Może dzisiaj był dobry dzień na odkrycie nieznanego mu miejsca w sąsiedztwie? Co mu w sumie szkodzi? Jak będzie źle to zwieje i już.
-Też tam idę- oznajmił jakby chodziło o przechadzkę w malowniczych okolicznościach przyrody. W końcu odkleił się od muru, przy którym stał i ruszył w stronę knajpy. Najpierw oczywiście musiał podejść bliżej Drew.
Hjalmar Goyle
Zawód : n/d
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6246-hjalmar-goyle#155131 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych [odnośnik]21.04.20 23:29
Apartament to rzecz jasna nader wiele powiedziane, jednak Drew lubił sobie drwić w podobny sposób. Sama kamienica nie budziła entuzjazmu, podobnie jak pnące się na sam strych schody, które z pewnością pamiętały jeszcze zeszły wiek. Poobdzierane ściany, brudne i zabarwione, nierzadko krwią, deski prowadziły do małego mieszkania, które w środku potwierdzało wizję wyglądu wnętrz lokali w najgorszej dzielnicy miasta. Szatyn na tyle ile był w stanie dbał o porządek, ogólny ład, jednakże nie zmieniało to ogólnego wizerunku i wszechobecnego zapachu stęchlizny mieszanej z wilgocią. Postanowił szybko wyrwać się z tej dziury i wówczas jego budżet już mu na to pozwalał, jednak wpierw wolał zainwestować jeszcze sporą ilość gotówki – na rozkoszowanie się zacnymi zdobieniami miał jeszcze czas. Nie należał do grona nader wymagających czarodziejów, bowiem wystarczył mu dostęp do źródeł, a mianowicie manuskryptów, miejsce do pracy i pokaźny barek.
Właściwie to dzieciak miał fart, gdyż nie trafił w iście zły humor szatyna. Wtem z pewnością na długo zapamiętałby lekcję, iż nie należy zaczepiać nieznajomych, a szczególnie w miejscu podobnym temu. Szybko przekonałby się, że utrata mleczaków była najłagodniejszą ze wszystkich kar – w końcu ząb mu jeszcze urośnie, ręka czy noga już nie bardzo. Nie wspominając o głowie.
-Jestem dość niecierpliwy.- rzucił wpatrując się w gagatka z ironicznym uśmiechem, który nie schodził z jego twarzy. Czyżby jednak zabrakło mu odwagi? Macnair wbrew pozorom nie był taki straszny, bowiem mógł trafić na takiego Goyla, który jednym sierpowym wysłałby małolata na księżyc.
Kiedy jego uszu doszło kolejne pytanie ściągnął brwi wyraźnie zdziwiony, lecz nie mógł przy tym ukryć rozbawienia. -Do Mantykory powiadasz.- odpowiedział zastanawiając się przez moment czy mówił na poważnie, czy tylko chciał zabłysnąć. -Na dobrą szkocką czy panienki?- spytał mierząc go od stóp do głów, gdy ten podszedł do niego pewnym krokiem. Nie miał dzisiejszego wieczora już żadnych spotkań, nie planował też wracać do domu, zatem z chęcią zobaczy jak młody odnajdzie się w ów miejscu. -Często tam bywasz? Podoba Ci się lokal?- rzucił, po czym zaciągnął się papierosem. Nie trawił dzieci, działały mu na nerwy, lecz o dziwo gnojek jeszcze nie zdążył go zirytować, dlatego wbrew wszelkim zasadom postanowił nie sprzeciwiać się jego towarzystwu.
-Właśnie tam idę, więc możesz zabrać się ze mną, ale pamiętaj że nie będę Twoją niańką.- dodał ruszając w ustalone miejsce i gdy tylko dotarli do drzwi otworzył je, po czym wszedł do środka. Widok wielu zajętych stolików wywołał lekki uśmiech na jego twarzy, albowiem czym więcej trunku się rozleje, tym cięższa będzie jego sakwa. Czego chcieć więcej?




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych [odnośnik]10.05.20 20:30
Och, Drew mógłby się zdziwić, gdyby chciał postraszyć młodziaka Goylem. Owszem, Hjalmar nie chciałby trafić na podły humor wuja, ale z drugiej strony miał znacznie mniej powodów do obaw niż jakiś randomowy dzieciak z ulicy. Poza tym… był Goylem, okej? Spojrzenia spode łba, groźne burknięcia i inne takie nie robiły na nim większego wrażenia. Zdążył się już przyzwyczaić. Chociaż fakt, nie powinien zaczepiać byle kogo na ulicy, szczególnie takiej jak Nokturn nigdy nie było wiadomo na kogo trafi. Na szczęście dzisiaj nie musiał się o tym dosadnie przekonywać. Następnym razem może będzie nieco mądrzejszy.
-Podobno nad wadami charakteru trzeba pracować- odgryzł się jeszcze, ale bez większego przekonania. Po prostu musiał wcisnąć swoje trzy grosze. Dla zasady.
-Do Mantykory- powtórzył, a na pytanie po co konkretnie tam się wybiera wzruszył tylko ramionami. -Nie, mieszkam tutaj od niedawna. Chcę zobaczyć, jak wygląda ta cała karczma- odpowiedział po prostu. Ostatnio bywał w różnych miejscach, niekoniecznie takich w których pozwoliłaby mu bywać Eir. Jej zdanie niestety nie miało już większego znaczenia.
-Nie potrzebuję niańki- burknął w odpowiedzi typowo po Goylowemu. Skąd w ogóle ten pomysł, że jakiejś potrzebował. Radził sobie doskonale sam, okej? Słysząc propozycję postanowił z niej skorzystać.
Po wejściu do środka Hjalmar jakby siłą rozpędu dalej szedł za czarodziejem. Równocześnie rozglądał się z ciekawością dookoła. Może w środku nie było dzikiego tłumu, ale sporo zajętych stolików świadczyło o tym, że lokal cieszył się jako taką popularnością. Kto wie… może powinien poczekać i spróbować swoich sił trochę później, jak jeden z drugim wypiją o ten jeden kufel za dużo. Co prawda próbując przywłaszczyć sobie cudze sakiewki w takim miejscu sporo by ryzykował, ale… nie miał za bardzo innego wyjścia. Na Pokątnej jakoś ostatnimi czasy ciężko było spotkać roztargnionych spacerowiczów, nad czym młody Goyle ubolewał. O ile jego życie byłoby prostsze. Albo gdyby chociaż port był nieco bliżej, tam też mógłby spróbować swoich sił, ale nie miał zbytnio odwagi by przejść spory kawał drogi przez Londyn. Nie wiadomo na co mógłby się władować.

||rzucam na dziecięcą magię- ciekawość
Hjalmar Goyle
Zawód : n/d
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6246-hjalmar-goyle#155131 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych [odnośnik]10.05.20 20:30
The member 'Hjalmar Goyle' has done the following action : Rzut kością


'k10' : 10
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Uliczki przy kamienicach mieszkalnych - Page 20 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych [odnośnik]21.05.20 22:20
Gdyby tylko wiedział, że dzieciak pochodzi z jego rodziny pewnie udałby obrażonego, bowiem jakim cudem nie przyszło mu go wcześniej poznać? Czyżby wstydził się swoich kumpli? Istniała taka możliwość, ale w końcu szatyn nie był jednym z tych rzezimieszków, którzy leją do swego kubka, a następnie częstują rzekomym piwem nową twarz w lokalu. Miał swoje wady, pewnie nawet było ich więcej niżeli zalet, ale poradziłby sobie w rozmowie z brzdącem, który sięgał mu ledwie do przedramienia.
Zaśmiał się pod nosem na szybką ripostę małolata, po czym szturchnął go lekko łokciem.
-Dogadamy się. Lubię jak ktoś ma niewyparzoną gębę.- pokręcił głową z niedowierzaniem, bowiem faktycznie musiał być stąd. Żaden inny łobuz nie wkroczyłby w świat Nokturnu z taką pewnością siebie i równie dzielnie udawał lokalnego buraka, dla którego ważniejsze jest utrzymanie tonu rozmowy jak siniak pod okiem.
-No odkąd skończyłeś robić w pieluchę nie mogło wiele czasu minąć.- uniósł nieznacznie brew, a na jego wargach pojawił się ironiczny uśmieszek. Ciekaw był gdzie byli jego rodzice, czyżby przepijali ostatnie galeony w zapchlonych czterech ścianach? Gnojek przypominał mu trochę jego samego, kiedy za czasów smroda krzątał się po niebezpiecznej okolicy zamiast przyswajać wiedzę przekazywaną przez matkę. Miała go totalnie gdzieś, byli dla siebie właściwie obcymi ludźmi. Całe szczęście, że ów chwasty przeszłości zdążył już wyplewić i tym samym oczyścić własne nazwisko.
Słyszał za sobą kroki, stąd miał pewność, że jego nowy towarzysz nie uciekł zaraz po przekroczeniu progów Mantykory. Skinąwszy głową w kierunku barmana udał się w bardziej opustoszałe miejsce karczmy, gdzie mogli w spokoju usiąść i kontynuować jakże interesujący dialog. Był ciekaw co dzieciak miał do powiedzenia, być może gotów był się nawet przedstawić? -Dwie szkockie.- rzucił, gdy jedna ze skąpo ubranych kelnerek zatrzymała się przy drewnianym stole. Zignorował jej zdziwione spojrzenie, w końcu nigdy wcześniej nie miała okazji widzieć go w towarzystwie jakiegokolwiek smarkacza. -Najpierw pijemy potem robimy biznesy, czy wolisz odwrotnie?- zaśmiał się pod nosem wysuwając z kieszeni szaty paczkę papierosów, którą rzucił na blat. Wysunąwszy jednego potarł palcami kraniec, by finalnie móc zaciągnąć się nikotynowym dymem.
Po chwili podziękował gestem za przyniesiony trunek i chwycił szkło w drugą dłoń.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych [odnośnik]09.08.20 11:02
Powiedzmy, że jak do tej pory sam Hjalmar widział Caelana ledwie parę razy w życiu. Nie byłoby niczym dziwnym, gdyby jego wuj nie miał pojęcia o tym, co się dzieje z małym czarodziejem, a młody Goyle wcale nie miał zamiaru szukać pomocy u krewnych. Poradzi sobie, co nie?
- To masz nieco dziwne upodobania- mruknął tylko. Tak dla zasady tylko, bo w sumie sam poczuł się nieco dumny, że dorosły czarodziej w ogóle chciał z nim gadać.
Skrzywił się nieco, gdy czarodziej wspomniał o pieluchach
-Wcześniej mieszkałem na Grimmauld Place- dodał jakby dla wyjaśnienia. -Na Nokturnie mieszkam dopiero od paru miesięcy- w zasadzie do blondynek miał sporo szczęścia, że trafił na swojej drodze akurat na Yanę. Pozostawiony sam sobie mógł wylądować o wiele gorzej niż w domu na Nokturnie. Poza tym miał całkiem sporo swobody w tym jak spędzał swój czas, a czarownica zdawała się o niego nawet troszczyć na tyle na ile mogła. Hjalmar zaś nie miał zbyt wielkich problemów do zaadaptowania się w nowym miejscu. Zawsze był dość… elastyczny. To chyba akurat ta cecha, którą odziedziczył po swej matce.
Chłopaczek bez zawahania usiadł przy stoliku, do którego zaprowadził go czarodziej. Przygryzł nieco wargę słysząc zamówienie jakie złożył mężczyzna. Do tej pory nie bardzo miał okazję próbować alkoholu, nie był pewien czego ma się spodziewać, ale przecież się nie wycofa tak w pół kroku. Ostatnio Mały Goyle dużo większą wagę przywiązywał do tego jak jest postrzegany i na pewno nie chciał wyjść na tchórza.
-Uhm… a nie możemy i pić i robić biznesy na raz? Chyba, że to za dużo do ogarnięcia dla Ciebie? - wypalił zanim zdążył się ugryźć w język. Kto wie? Może testował Drew na ile sobie może przy nim pozwolić? Zresztą, sam powiedział, że lubi jak ktoś ma niewyparzoną gębę, prawda?
Hjalmar zaabsorbowany rozmową z czarodziejem nie spostrzegł, że jego dziecięca magia zaczęła działać. Zresztą i tak nie była zbyt efektowna. Co najwyżej, któraś kelnerka dostanie burę za zostawienie gdzieś otwartego zamka. Goyle był zbyt zainteresowany jego rozmówcą by zwrócić większą uwagę na to co się działo dookoła. No a do tego jeszcze podano im tę nieszczęsną whisky. Dzieciak spoglądał na szklankę nieco niepewnie, ale starał się wyglądać jakby już nie raz brał udział w popijawie. Gdy Drew chwycił jedną ze szklanek chłopiec poszedł jego śladem i złapał drugą z nich po czym przysunął nieco bliżej siebie. Może nie będzie tak źle? W końcu dorośli ciągle pili alkohol. Musiał być przynajmniej smaczny, co nie?
Hjalmar Goyle
Zawód : n/d
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6246-hjalmar-goyle#155131 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych [odnośnik]03.11.22 0:46
24/06/1958

Od pewnego czasu trudno było złapać ze mną kontakt. Setki zaległych spraw do załatwienia na wczoraj, dziesiątki olanych listów z ważnymi pieczątkami czy sporadyczne wizyty gości, z których ci mniej natrętni mogli najwyżej pocałować klamkę — a Merlin niech czuwa nad tymi, którzy nie dali mi spokoju. W okresie niedoli najlepszym kompanem była mi butelka: koiła skołatane serce, uważnie słuchała spowiedzi z wnętrza duszy i rozgrzeszała nawet za największe życiowe błędy. Takie pijackie ciągi potrafiły się toczyć przez jebane tygodnie, w których na pustym żołądku przeznaczałem każdego sykla na kolejne litry taniego alkoholu — i kończyły wraz z forsą, której zarobienie wymagało względnej trzeźwości umysłu.
Przed kilkoma dniami udało mi się stanąć na nogi i ogarnąć zaległy syf. Już na wstępie rzuciły mi się w oczy nagłówki z pogróżkami od lichwiarzy, u których się zadłużyłem — to chyba ich ludzie musieli mnie nawiedzać — a także nowe zlecenia od kontaktów z Ministerstwa i wyjce od rozgoryczonych wdów życzących mi śmierci za wykonanie tych poprzednich. Za drobnymi wyjątkami ze sterty korespondencji stworzyłem kominkową podpałkę, odławiając z nich jedynie intratną robotę, list od przyjaciółki i pewną... zakodowaną wiadomość, która na chwilę postawiła moje życie na głowie. Uznałem, że warto zaczepić się o nią przy spotkaniu z Claire.
Aleja Śmiertelnego Nokturnu nie sprzyjała nowym twarzom i każdy musiał mieć tu na siebie szczególne baczenie, więc z rzadka decydowałem się na sprowadzanie w tę okolicę swoich znajomych. Tym razem zrobiłem wyjątek, na miejsce spotkania z Fancourt proponując wejście w zaułek prowadzący na Nokturn z Pokątnej. — Przepraszam, że nie odpisałem na list, byłem zajęty — chlaniem przez łzy w żałobie po stracie córki i żony. Ciekawe czy pamiętała, że to kolejna rocznica? — Chodź, tym razem pogadamy u mnie. Muszę Ci kogoś przedstawić — ponagliłem, a z wyrazu mojej twarzy dało się wyczytać, że sprawa nie cierpiała zwłoki. — Tędy — wskazałem ręką, ruszając tuż obok, by swoją prezencją odgonić od dziewczyny niechcianych gapiów łypiących za okazją do zrobienia łatwej forsy, czy choćby obmacania nowej dupy. — No, a teraz opowiadaj. Jak Ci się wiedzie? Chciałaś się spotkać w jakimś konkretnym celu? — w drodze mieliśmy jeszcze chwilę na pogawędki, więc słuchałem jej uważnie i odpowiadałem angażującymi pytaniami, by nieco odwrócić jej uwagę od tutejszego motłochu. Była już noc, a uliczki rozświetlał jedynie blask gwiazd i świateł z mijanych okiennic. Nokturn wprost ział agresją i choć od jakiegoś czasu mogłem przestać obracać się za siebie na każdym kroku, bo czułem się tu swojakiem — to nawet mi robiło się nieprzyjemnie, gdy czułem na karku złowrogie spojrzenia. Claire nie obcowała na co dzień z tym zjawiskiem, potrafiłem sobie wyobrazić jej strach — dla jej komfortu i bezpieczeństwa trzymałem więc różdżkę w pogotowiu. Na szczęście, z wyjątkiem kilku dotykalskich, których niecne intencje zdołałem stłamsić w zarodku karcącym spojrzeniem, wędrówka przebiegła bez większych komplikacji, aż drzwi do mojej kamienicy stanęły otworem.
Kiedy przekroczyliśmy próg mieszkania, było mi nieco wstyd, że nie pomyślałem wcześniej, aby w nim trochę posprzątać — pod nogami walały się puste butelki i skruszone szkło, śmierdzącą woń alkoholu wietrzyła tylko szpara w uchylonym oknie, a ogólny bajzel, pozasychane naczynia i brud wołał o pomstę do nieba. Gdyby jeszcze się nie domyśliła, to cały ten obrazek był już chyba ewidentną poszlaką, dlaczego ostatnimi tygodniami ją ignorowałem. — Eh, na razie patrz pod nogi, a ja zaraz tu posprzątam. Chłoszczyść — machnąłem różdżką, a magia zaczęła mniej więcej porządkować wszechobecny syf. — No dobra, co do gościa, którego chciałem Ci przedstawić... — podszedłem spokojnym krokiem do szafy, którą otworzyłem z użyciem klucza na oścież. Nim Fancourt zdołała się zbliżyć, wyciekający z szafy ślad, wcześniej kojarzony raczej z rozlanym winem — teraz nabrał jakby bardziej wyrazistej barwy i kształtu, w upaćkanym meblu znajdując swoje źródło. — Stary skurwielu, od zawsze robiłeś wokół najwięcej syfu, który musiałem po Tobie sprzątać — zwróciłem się do nieboszczyka, dostrzegając odpowiedź w jego żałosnym, przedśmiertnym grymasie szoku i strachu. — No dobra, Claire - oto Pan Anders Lindström, jeden z założycieli Awangardy Zaprzedanych Dusz i zarazem sprawa, z którą najpierw muszę się uporać, żebyśmy mogli spokojnie pogadać — sprzątnięcie ciała to jedno, z tym po prawdzie umiałem poradzić sobie sam — ale chciałem podzielić się z dziewczyną opowieścią, jak w ogóle do tego spotkania doszło. Kryła się za nim nieco bardziej zawiła historia... i pomysł, który przebąkiwałem pod nosem już od dawna. — Skoro już się poznaliście, to możesz mi pomóc albo zaczekać, póki nie wrócę — wydawało się jasne, że musiałem go stąd zabrać i wiedziałem zresztą dokąd.
Gilroy Wilkes
Zawód : zniesławiony badacz run; szmalcownik
Wiek : 40
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : -
ALCHEMIA : -
UZDRAWIANIE : -
TRANSMUTACJA : -
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11336-gilroy-wilkes#348785 https://www.morsmordre.net/t11382-ponurak#350333 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11383-skrytka-bankowa-nr-2476#350334 https://www.morsmordre.net/t11381-g-wilkes#350331
Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych [odnośnik]07.11.22 13:19
Na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu bywała sporadycznie, tylko po to, by dotrzeć do sklepów, które handlowały potrzebnymi jej ingrediencjami. No i w sklepie dla osób lubujących się czarną magią, bo jak się okazało pan Burke zdecydował się podjąć współpracę z niezależną łamaczką klątw, zainteresowany zarówno jej umiejętnościami, jak i dostępem do zasobów Banku Gringotta. Także i poznana na przyjęciu u kuzynki panna Burke zyskała przychylność Fancourt swoją rozległą wiedzą, zachęcając Claire do zaryzykowania bliższym kontaktem z niewątpliwie stojącym po stronie nowej władzy rodem. Dotąd wolała trzymać się na uboczu, nie stawać po żadnej ze stron, lecz z każdym spotkaniem z kimś bliskim, dochodziła do wniosku, że na tym neutralnym uboczu stoi już sama.
Stojąc na skrzyżowaniu Pokątnej i Nokturnu trzymała ręce w kieszeniach, w jednej z nich mocno ściskając różdżkę. Przed dwoma miesiącami mniej więcej w tej okolicy została zaatakowana przez chłopaka, który zmyślnie wykorzystał okazję. Miał on jednak więcej pecha, niż Claire, bo przedmiot, na jaki się zasadził, był bibelotem zaklętym i daleko z tym fantem nie uciekł. Rozglądała się dziś czujniej niż zwykle, ze ściskającym żołądek niepokojem wyciągając długą szyję w każdą stronę, by wreszcie niemo odetchnąć z ulgą na widok starego przyjaciela.
- Chciałam sprawdzić czy żyjesz. Nie dajesz żadnego znaku i nie wiedziałam czy skreślić cię z listy świątecznych prezentów - mówiła oschle, posiłkując się ironią. Ona i życzenia czy prezenty? Niedoczekanie. Starała się trzymać nerwy na wodzy. Nie przyzna mu się przecież, że zwyczajnie się o niego martwi. Zbyt dobrze znała Wilkesa, by wiedzieć, że ją po prostu wyśmieje. Dobrze wiedziała też o minionej dacie i wiążącej się zeń rocznicy nieszczęśliwych dla czarodzieja wydarzeń. Był to zresztą jeden z powodów, dla których do niego napisała, nie chcąc, by spędzał ten czas sam. Wszystko wskazywało na to, że radził sobie równie beznadziejnie, co podczas ich ostatniego spotkania.
Podążyła za nim uliczką, starając się nie łapać kontaktu wzrokowego z mijanymi postaciami. Tego jeszcze brakowało, by dać się wplątać w jakąś nic nie wnoszącą dyskusję i narobić sobie kłopotów. Idąc z wysoko uniesioną głową i wzrokiem utkwionym przed siebie, szła trzymając się blisko Gilroya. Starała się ignorować wyciągane w swoją stronę łapczywe ręce i powstrzymywać podnoszące żołądek do gardła obrzydzenie. Jak można mieszkać w takim miejscu? Jak miało się ono do szumnych obietnic Ministra Magii co do poprawy bytności czarodziejskiej społeczności, do rosnącego w siłę pięknego, pozbawionego szlamu Londynu?
Przekroczyła próg mieszkania i zatrzymała się w miejscu, nie pokusiwszy się o zdjęcie płaszcza. Wiele z bałaganu potrafiła zrozumieć, ale zastany syf był świadectwem beznadziejnego stanu Wilkesa, a temu także trudno się było dziwić.
- Przetrzymujesz tu kogoś wbrew jego woli? - spytała raczej neutralnym tonem, nawet nie próbując ugryźć się w język, gdy zauważyła, że mimowolnie nawiązuje do bałaganu. Kiedy Gilroy wspomniał o kimś, kogo chciał jej przedstawić, była zaskoczona, spodziewając się najprędzej przygarniętego z ulicy psidwaka, nawet jeśli litość czy podobne emocjonalne zaangażowanie nijak miało się do obrazu Wilkesa. Ostrożnie przestąpiła kilka kroków, zbliżając się do szafy. Wyciekająca spomiędzy drzwi plama nasunęła kolejne wątpliwości, jakie okazały się być niedalekie od pierwszego skojarzenia Claire.
- Ayeyni ishak siksin! - zaklęła po goblidegucku, od razu przysuwając dłoń do twarzy, by nie wdychać stęchłego zapachu nieboszczyka. Awangarda Zaprzedanych Dusz była nazwą wiele jej mówiącą, poznaną z opowieści Wilkesa grupą zrzeszającą sympatyków nauki. A przynajmniej tak siebie nazywali i tak też o nich myślała, niegdyś marząc o dołączeniu do badaczy magii zaawansowanej. - Pomóc ci? - powtórzyła zaraz za nim z mocnym zdziwieniem, jak i wyrzutem. Spodziewała się, że w dobie wojny, wypraw z Drew i sekcji zwłok z Elvirą będzie już w stanie przyzwyczaić się do podobnych widoków. Nic bardziej mylnego, z każdym razem szokowały ją równie mocno. - Co-co mam zrobić? - spytała z konsternacją, nie potrafiąc uciec wzrokiem od wykrzywionej w grymasie twarzy Andersa Lindströma. - Nie ma mowy, że zostawisz mnie tu samą. Gdzie chcesz go zabrać? - Odetchnęła wreszcie ciężko, zerkając z ukosa na Wilkesa. - Sąsiedzi nie zdziwią się spacerowi z trupem? - Słowa te wybrzmieć mogły ironią, ale dokładnie odzwierciedlały wątpliwości Claire.
Claire Fancourt
Zawód : klątwołamaczka w banku Gringotta
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
if it scares you it might be
a good thing to try
OPCM : 14 +4
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +1
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10616-claire-fancourt https://www.morsmordre.net/t10763-atena#326881 https://www.morsmordre.net/t10764-claire#326882 https://www.morsmordre.net/f404-gloucestershire-cranham-the-mulberry-house https://www.morsmordre.net/t10762-skrytka-bankowa-nr-2336#326880 https://www.morsmordre.net/t10765-claire-fancourt#326891
Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych [odnośnik]14.11.22 1:03
Nokturn nie należał do miejsc, do których wracałoby się z choćby cieniem dobrych wspomnień. Niegdyś regularnie opróżniałem ustami zawartość żołądka z każdą wizytą w tym przeklętym miejscu, dziś — w znieczulicy stanowiłem powód, dla którego inni opróżniali własne. Gdy moje życie zatraciło swój koloryt, mroczna aura Alei Śmiertelnego Nokturnu przestała robić na mnie wrażenie; spoglądając nań przez denko opróżnionej butelki, stoczyłem się w jej otchłań, stałem elementem paskudnego pejzażu i kolejnym z powodów, dla których mroczna aleja nosiła swoją nazwę. Okupiona wieloma wyrzeczeniami, głównie moralnymi, decyzja — miała jednak swoje plusy. Otuliłem się namiastką (ułudnej) wolności, a wraz z nią, w imię prawa silniejszego wywalczyłem sobie respekt, swobodę działań i upragniony spokój. Z tej perspektywy nowy dom spełniał moje najśmielsze potrzeby, ale... nawet one nie potrafiły wymazać resztek wstydu przed tymi, którzy mieli dla mnie jeszcze jakieś znaczenie.
Natomiast potrafiłaby to uczynić butelka.
Potrafiłaby, ale nie teraz; dziś byłem trzeźwy — i na trzeźwo mierzyłem się ze wstydem, którego chyba nawet nie próbowałem maskować przed Claire. Szczerze nie wiedziałem, co jej odpowiedzieć — przedstawiony przez nią scenariusz nie był daleki od prawdy; jeśli dalej będę tak pić, w końcu sam się wykończę. Mogłem się jej odgryźć, mogłem obrócić to w żart, ale tlące się w głębi duszy poczucie winy i odpowiedzialności za cały ten syf ostatecznie przeobraziło się w niemą skruchę i bezwiedne podążanie do celu, gdzie czekało mnie wyłącznie więcej wstydu.
Smród stęchlizny i rozkładu musiał się tu dostać przez szparę w oknie. Kilka zaklęć transmutacyjnych, z którymi ewidentnie miałem trudności, pozwoliło mi nieco zatuszować odór i przywrócić w domu bardziej 'znośne' powietrze, choć wciąż praktycznie stało w miejscu — jak atmosfera, którą dałoby się ciąć nożem, gdy odegrałem swoją, według mnie potrzebną, szopkę. — Bynajmniej. Śmiem twierdzić, że znajduje się tu wyłącznie na własne życzenie — zaprzeczyłem sucho, cisnąc na usta przedwczesną odpowiedź, bo trudno było mi utrzymać okoliczności tego niecodziennego spotkania w tajemnicy. Powstrzymałem się jednak do momentu, w którym trup wypadł z szafy, a Fancourt poznała jego tożsamość. Ciało leżało tu dopiero od kilku godzin; bliższe przyjrzenie się mu pozwoliłoby jej ocenić, że zadane obrażenia pochodziły z najmroczniejszej z gałęzi magii i wysunąć bezbłędną sugestię, że byłem za to odpowiedzialny. — Od kiedy Ty się zrobiłaś taka delikatna? — wlepiłem w nią swoje ślepia w pochyleniu nad zwłokami dawnego przyjaciela; w moim spojrzeniu widać było wyraz krytyki. — Żyjemy w czasach, w których trupy stosami układa się jeden na drugim i podpala dla oszczędności kosztów na pogrzebach, a Ty trzęsiesz się na widok jednego trupa? — to niedorzeczne zachowanie, którego bym się po niej nie spodziewał, jakoś zmyło ze mnie wszelkie poczucie wstydu za zaistniałą sytuację, niosąc bodaj odwrotny skutek, niż można byłoby przypuszczać. — Takich jak on kroją na stołach, żeby te twoje klątwy miały z czego czerpać swoją moc. Czarna magia nie służy do łaskotek, do kurwy, Claire. Dobrze to wiesz, oboje dawno zaprzedaliśmy jej swoje dusze — westchnąłem ciężko, nie zdając sobie sprawy z podprogowego odwołania do Awangardy; drugiego, największego z niespełnionych marzeń, które czasami podsuwały mi myśl, że wciąż jest dla mnie jakaś nadzieja. — Zresztą, ten tutaj narobił niezłego szamba i jego śmierć była nieunikniona, więc korzystaj z sytuacji, żeby nieco się z nią oswoić — czarna magia to nie przelewki; nawet najłagodniejsze zaklęcie rzucone przez czarodzieja z potencjałem może pozbawić kogoś życia. Claire musiała mieć tego pełną świadomość, jeśli decydowała się ją eksplorować.
Gdy spytała wreszcie, co ma zrobić, znalazłem czarną folię, w której umieściliśmy zwłoki i wytroczyliśmy trupa na zewnątrz, kierując się do najbliższego rynsztoku, do którego nawigować było łatwo po stężeniu smrodu — właśnie tam spoczywali podobni Andersowi Lindströmowi. — Aleja Śmiertelnego Nokturnu nie zawdzięcza swojej nazwy z mitów i legend, to pospolity widok — wzruszyłbym ramionami, gdyby nie dość ciężki pakunek w dłoniach, przy którego przenoszeniu dostałem małej zadyszki. — Poza tym... jeśli pojawiają się tu ministerialni, a robią to bardzo sporadycznie za dnia, wystarczy, że nadmienię, że to ofiara ich zlecenia — nawet bycie psem na ich smyczy ma swoje korzyści.
Załatwienie tej sprawy było zwykłą formalnością. Gdy wróciliśmy, dom za pomocą magii był już wysprzątany i dało się tu nawet swobodnie pogadać w blasku kilku zapalonych świecy. — Wokół Awangardy od dawna toczyło się międzynarodowe aurorskie śledztwo, które nieco przygasło na przestrzeni ostatnich lat z braku jednoznacznych dowodów. Doszły mnie wieści, że jeden z byłych członków poszedł z norweskimi służbami na współpracę i wsypał kilka nazwisk — rozpocząłem wyjaśnienia, biorąc oddech i zbierając myśli do kupy. — Lindström miał znajdować się na liście. Przybył do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu azylu, zasłyszawszy plotki o podejściu naszych władz do czarnej magii. Po tym wszystkim, co zrobiła mi Awangarda, miał pieprzoną czelność spojrzeć mi w oczy — uderzyłem pięścią w stół, choć zaraz tego pożałowałem — nabrzmiałe żyły na prawym przedramieniu dały mi się we znaki uporczywym bólem. — Taka była jego historia, ale znajoma z brytyjskiego Ministerstwa pomogła mi go rozpracować. Norwedzy drogą nieoficjalną chcieli dopaść mnie — świadomość, że Lindström zdradził mnie po raz drugi, kurewsko bolała. — Wiesz, gdyby chodziło o prywatne porachunki... zrozumiałbym. Ale świat zajebał się jak wisielcza pętla na tej pieprzonej czystej krwi i nawet Awangarda, która na przełomie lat trzydziestych przysięgała zachować pierdoloną neutralność, musiała stać się ubabranym w politycznym łajnie bytem — spuścizna tej organizacji była jak moje dziedzictwo; to, jak jej wartości zostały zbrukane na przestrzeni lat, łamało mi serce. — Przekreślili dekady naszych starań, MOICH starań, wymięli je jak bezużyteczny zwitek papieru i spuścili w latrynie. Nie taką spuściznę chciałem po sobie zostawić — wlepiłem w Claire swoje rozżalone spojrzenie. — Muszę się napić — zmierzyłem w kierunku szafki, z której wyciągnąłem dwa czyste kieliszki i wino, które ostatnio zakupiłem na przysłowiową czarną godzinę. — To, co zostało z Awangardy Zaprzedanych Dusz, wciąż snuje się po świecie i wymaga utylizacji, jakiej poddałem Andersa Lindströma — usiadłem, a paleta emocji na mojej twarzy za sprawą kilku łyków z butelki zamieniła się wyłącznie w znieczulicę.
Gilroy Wilkes
Zawód : zniesławiony badacz run; szmalcownik
Wiek : 40
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : -
ALCHEMIA : -
UZDRAWIANIE : -
TRANSMUTACJA : -
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11336-gilroy-wilkes#348785 https://www.morsmordre.net/t11382-ponurak#350333 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11383-skrytka-bankowa-nr-2476#350334 https://www.morsmordre.net/t11381-g-wilkes#350331
Re: Uliczki przy kamienicach mieszkalnych [odnośnik]24.11.22 10:30
Paranie się trupami inspirujące i ciekawe było wyłącznie w teorii. Opasłe tomiszcza pełne zakazanej wiedzy były świetną lekturą, jaką pochłaniać chciała w ilościach, zgłębiając tajniki i ciekawostki, jakich nie sposób znaleźć w innych źródłach. Brudzenie rąk do pozyskiwania własnych ingrediencji? Nadal wolała w tej kwestii zwracać się do handlarzy, a cenny czas poświęcić na pracę. Teraz, poznawszy podstawy anatomii, wiedziała już w jaki sposób mogą chcieć ją oszukać podczas sprzedaży. Nie sądziła, że przyjdzie jej oglądać świeżo zmarłych, zwłaszcza gdy celowo starała się unikać miejsc z najbiedniejszymi, gdzie choroby i ubóstwo zabierają kolejnych czarodziejów.
- Ja wrażliwa? - oburzyła się od razu, widząc już jak Wilkes zaczyna się zapędzać w tej swojej paplaninie starego wygi. Claire wsparła się dłońmi na biodrach, a ciemne brwi powędrowały ku górze, czekając tylko aż ten odszczeka swoje słowa - marzenie ściętej głowy. - To ty stałeś się syfiarzem. Miejsce trupów jest głęboko pod ziemią, na stosie, albo wcześniej, tak jak mówisz, na stole w prosektorium. Nie zaś w szafie, skąd krew cieknie na podłogę - rzuciła ostrzejszym tonem, nie widząc w swojej postawie niczego alarmującego. To, że niespodziewane spotkania z trupami wprowadzały ją w obrzydzenie, a palenie ciał dla ogrzania domu nie groziło jej dzięki wysokiej pensji z Gringotta, nie sadzało jej niżej w hierarchii czarodziejów parających się czarną magią. Tej zresztą nadal nie zagłębiła na satysfakcjonującym ją poziomie. - Rozumiem, że oboje lubimy zabierać swoją pracę do domu, jednak jest pewna subtelna różnica między fiolką krwi czy słoikiem gałek ocznych, a starym dziadem, który pokrzyżował ci plany. - Bo ewidentnie musiało dojść do sytuacji konfliktowej, zwłaszcza znając porywczą naturę Wilkesa, który już w pierwszych minutach goszczenia u siebie Fancourt wykazał się niezaskakującym brakiem taktu. - Z ludźmi się zwykle rozmawia, a nie morduje. - Musiała wtrącić swoje trzy knuty, broniąc się przed lawiną niezapowiedzianego ataku. Spodziewała się, że spotkanie z Gilroyem przebiec może w… specyficzny sposób. Przypuszczała jednak, że pokaże jej zastanawiający przedmiot, że udadzą się w miejsce, w którym złożony jest artefakt, do którego aby się dostać, potrzeba więcej osób. Poza tym, skoro przypomniał sobie o jej istnieniu tylko dlatego, że trzeba było przenieść ciało, nie zamierzała dać tak sobą pomiatać.
Bez słów dodatkowego komentarza wyjęła różdżkę, by pomóc mężczyźnie w pakowaniu ciała w folię. Nie rozumiała dlaczego Gilroy nie chce sięgać po magię, zamiast tego nosząc zwłoki w rękach. Pewną wskazówką była myśl, jakoby gorzołka na tyle uderzyła mu już do głowy, że tracił z wolna zmysły. Szczęśliwie po drodze nie złapał ich żaden z ministerialnych - tych to jeszcze brakowało, by zaczęli węszyć nie tam, gdzie trzeba. Choć zwykle nie miała problemu z pracownikami Ministerstwa, zwłaszcza, że nie wchodzili jej w paradę, krzyżując plany, to dziś wyjątkowo wolała na nich nie trafić. Po powrocie do lokalu mieszkalnego odetchnęła z ulgą. Jeszcze chwila w tak zasyfionej przestrzeni, a zaraz coś by ją zaczęło brać. Zajęła miejsce na krześle przy blacie i zawiesiła wzrok na mężczyźnie, słuchając opowieści. Wprawdzie nie spodziewała się wspominek ani bajek na dobranoc, ale zawsze dobrze było wiedzieć jaki jest kontekst problemu. Wzdrygnęła się na trzask uderzanej o stół dłoni zaskoczona nagłym ruchem. W ostatnich miesiącach zdążyła już zapomnieć, że Wilkesowi zdarzały się napady gwałtowności.
- Ciebie? - wyrwało jej się, gdy historia nieco zmieniła bieg. Ściągnęła naraz ciemne brwi, na moment przenosząc wzrok na podłogę, na której to jeszcze przed kwadransem spoczywał martwy Lindström. - Jaki masz wobec tego plan? - Wolała podejść ostrożnie i sceptycznie do opowieści Wilkesa. Powiodła za nim spojrzeniem, kiedy podniósł się po wino. Nawet nie drgnęła, gdy zamiast uzupełnić kieliszki, pociągnął kilka łyków prosto z butelki. Kim była, by go oceniać? Także i jej zdarzały się przecież chwile słabości, do jakich nie zamierzała się przed nikim przyznawać. - Chyba nie zamierzasz podróżować teraz po świecie w poszukiwaniu reszty Awangardy? Czy masz pewność, że wszyscy chcieli cię zdradzić, czy to wyłącznie pomysł Lindströma? - Wielkie ideały niekoniecznie do niej przemawiały. Wprawdzie pasja oraz fascynacja nauką towarzyszyły jej od dziecka, pięcie się po kolejnych stopniach kariery miało służyć udowodnieniu swoich racji, ale to pieniądz ją napędzał - a przynajmniej tak utrzymywała. - Chcesz sprawiedliwości? Oczyszczenia imienia Awangardy? Nie obawiasz się walki z wiatrakami? - Zabębniła palcami o blat stołu, rzucając kolejne pytania, by poznać tok rozumowania Gilroya. Potencjalnie aby mu pomóc w dążeniu do celu, albo powstrzymać przed kolejną kompromitacją.
Claire Fancourt
Zawód : klątwołamaczka w banku Gringotta
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
if it scares you it might be
a good thing to try
OPCM : 14 +4
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +1
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10616-claire-fancourt https://www.morsmordre.net/t10763-atena#326881 https://www.morsmordre.net/t10764-claire#326882 https://www.morsmordre.net/f404-gloucestershire-cranham-the-mulberry-house https://www.morsmordre.net/t10762-skrytka-bankowa-nr-2336#326880 https://www.morsmordre.net/t10765-claire-fancourt#326891

Strona 20 z 20 Previous  1 ... 11 ... 18, 19, 20

Uliczki przy kamienicach mieszkalnych
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach