Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Jarmark

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 6 ... 8, 9, 10 ... 14 ... 19  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Jarmark   26.09.15 22:22

First topic message reminder :

Jarmark

Na plaży ustawiono drewniane stragany z czarodziejskimi różnościami, ławy uginają się pod ciężarem różnokolorowych fiolek, szlachetnych kamieni, mis z kryształami oraz dzbanów wypełnionych ziołami, płatkami suszonych kwiatów lub owoców wykorzystywanych w alchemii. Wśród różności znajdują się zwoje, manuskrypty oraz inne czarodziejskie przedmioty - nie tylko dla zakochanych...
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 13.05.18 21:49, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Zawód : toksykolog
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
OPCM : 9
UROKI : 0
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 27
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   27.05.18 12:19

- Oczywiście! Nawet widziałem coś co mogłoby mu się spodobać... - rozejrzał się wokół siebie, próbując dostrzec odnalezione wcześniej stoisko, ale nie mógł nigdzie go zauważyć. Zgubił się! Tak wiele było tu ludzi, sprzedawców i budek z kolorowymi produktami. - ...ale myślę, że znajdziesz coś lepszego - dokończył więc, pstrykając Miriam w nos. Zawsze starał się być pogodny w jej towarzystwie, ale odkąd odezwała się w niej Klątwa Ondyny, przechodził samego siebie żeby się nie smuciła ani nie przeżywała większych rozczarowań. Gdzieś z tyłu głowy wiedział, że wychowywanie jej w bezpiecznej bańce nie jest najlepszym pomysłem, ale na chwilę obecną nie potrafił inaczej. Nie sądził, że którekolwiek z jego dzieci odziedziczy jakąkolwiek chorobę genetyczną - w jego rodzinie zdarzały się one wyjątkowo rzadko, a jeżeli już, najczęściej był to nieszczególnie niebezpieczny świniowstręt. Ale Klątwa Ondyny? Nie przewidział tego. Nawet przez moment nie przeszło mu przez myśl, że jego wesoła i rozbiegana Miriam może cierpieć na tak okropne schorzenie. Od pierwszego ataku minął niecały miesiąc - jeszcze się z tym nie pogodził, dmuchał więc na nią i chuchał, byle tylko nic jej się nie stało. - No już, już - westchnął, biorąc ją na ręce. - Teraz widzisz? Tak, ta ładna... Ta też... Ta? Nie, ta nie, mama już ma podobną tylko fioletową - sam przeglądał jedną chustę za drugą, zapewne doprowadzając sprzedawcę do lekkiego szaleństwa przez tworzący się nieporządek, ale przez nazwisko nikt nie śmiał zwrócić mu na to uwagi. - Na pewno nie ta? - Wskazał na jakąś białą chustę w słoneczniki, spoglądając na córkę. Specjalnie ją podpuszczał, widząc jaki miała dylemat przy wyborze odpowiedniego prezentu dla Lorraine. Uśmiechnął się, oczekując na jej ostateczną decyzję.
- Maliny zbierają trochę starsze dziewczynki, ale już niedużo ci brakuje. A pani Solene uszyła ci piękną sukienkę, prawda? Jeszcze nie widziałem drugiej takiej ładnej. Pamiętasz jak nazywały się dwa łabędzie z legendy, którą niedawno wam opowiadałem? - Dotknął palcem łabędziej naszywki. Przed rozpoczęciem festiwalu dbał o to, żeby jego dzieci na pewno znały tę opowieść - tak samo żeby znały historię ich rodziny, ale o to dbał nie tylko on, o to dbali również wszyscy inni Prewettowie. Szczególnie teraz, kiedy wszyscy mieszkali razem w Weymouth. - Puszczaliście latawce? Cudownie! Ten w kształcie ryby musiał być piękny. A wy jaki puszczaliście? - Pewnie nie ten sam co parę miesięcy temu na plaży. Sięgnął do kieszeni w poszukiwaniu pieniędzy, kiedy usłyszał znajomy głos.
Anthony? Wydawało mu się, że widział go w innym życiu. Ile to już lat? Na pewno więcej niż ma Miriam, a przecież Miriam skończy ich już sześć. Naprawdę miał wrażenie, że był wtedy całkiem innym człowiekiem - z pewnością mniej dojrzałym i odpowiedzialnym, ale złość na Anthony'ego pozostała taka sama. Spoważniał, tylko na moment spoglądając na córkę ze strachem, kiedy zakaszlała. Czy to już paranoja? - Lordzie Macmillan - odpowiedział, niemal czując jak powietrze wokół nich staje się coraz cięższe. Kiedyś się lubili, Archibald pamiętał te czasy i było mu przykro, że się skończyły. Jak jednak mogło być inaczej skoro Anthony nie obdarzył go zaufaniem? - Tak - odparł krótko, nie bardzo mając teraz ochotę na pogawędki. - Dlatego nie miałeś okazji poznać mojej córki, mojej i Lorraine - nie potrafił w jego obecności nie podkreślić imienia żony. - Miriam, przedstaw się - szepnął jej do ucha, bo chyba o tym zapomniała!




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
As I arrived I thought I saw you leaving, carrying your shoes. Decided that once again I was just dreaming of bumping into
you
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   27.05.18 14:02

Był w pewnym sensie głuchy na ich rozmowę, nawet jeżeli znajdował się w pobliżu, niemalże znajdował się przy nich. Ogarniały go nerwy i stres, bo okropnie przejmował się reakcją lorda Prewetta na swoją osobę. On, gdyby był na miejscu rudego lorda, zapewne uderzyłby go w twarz albo wyzwał na pojedynek za zniewagę. Sam nie byłby pewny swojej reakcji. Skupił więc swoją uwagę na tej uroczej scence. Nadal jednak do jego uszu nie docierały wszystkie słowa, tylko niektóre, te które najbardziej na niego oddziaływały. Z całej ich rozmowy wyłapał dwie kluczowe informacje. Pierwsza dotyczyła sukienki uszytej przez pannę Baudelaire, z którą przecież się pokłócił, co wywołało u niego dziwny smutek i uczucie pustki. Druga z kolei odnosiła się do latawca trzymanego przez mamę dziewczynki, a żonę samego lorda Prewetta. Tę samą matkę, którą Anthony listownie odradzał swojemu staremu znajomego, gdy Archibald miał ją poślubić.
Z dziwnego zapatrzenia i wygłuszenia wybudziła go swoim pytaniem mała lady Prewett. Uśmiechnął się szeroko, szczerze. Nie wiedzieć dlatego, ale dziewczynka budziła u niego sympatię, właściwie jak każde dziecko, które napotkał w swoim życiu. Uśmiech jednak powolnie zaczął schodzić z jego twarzy, gdy tylko usłyszał jak czarodziej podkreśla pochodzenie własnej córki, a właściwie przypomina o ich konflikcie sprzed wielu lat. Archibald wciąż był zły, a Anthony w ogóle mu się nie dziwił. Z perspektywy czasu rozumiał własny błąd. Wlepił swoje dość smutne spojrzenie w twarz rudego rówieśnika. Potem spojrzał na dziewczynkę, Miriam, jak się okazało, która zadała mu pytanie na które jeszcze nie odpowiedział. To ona sprawiała, że czuł się znacznie przyjemniej w tej wyjątkowo niezręcznej sytuacji.
M-miło mi poznać tak uroczą lady – otrząsnął się ze swojego krótkiego, oby niezauważalnego zamyślenia. – Festiwal jest świetny, naprawdę wyjątkowy – dodał, ponownie uśmiechając się do niej szeroko. Przy jego oczach i przy ustach pojawiły się małe zmarszczki, które zdradzały jego wiek. Mała Prewettówna wydawała się naprawdę uroczym dzieckiem, wyjątkowo pogodnym…
Słysząc jednak jej kaszel, na jego czole pojawiła się ogromna zmarszczka, a uśmiech zniknął. Nie miał najmniejszego pojęcia o jej problemach zdrowotnych, a i tak dźwięk kaszlącego dziecka wydawał mu się złym znakiem. Spojrzał zmartwiony na Archibalda, nie wiedząc czy to zwykły kaszel, czy może coś poważnego. Widać było, że trochę się przejął, choć nie wiedział jeszcze czy słusznie, czy nie. Kaszel jednak szybko ustał, a Anthony uspokoił się.
Był nieświadomy wszystkiego, co wydarzyło się w życiu lorda Prewetta, pomijając drobne informacje, które przesyłała mu matka. W końcu od momentu, w którym się pokłócili, a właściwie od momentu wysłania przez Anthony’ego swojego dość gorzkiego listu, w ogóle przestali ze sobą pisać. Niestety. Wiedział jedynie, że to on popełnił błąd, zachowując się wyjątkowo arogancko i zapominając o tym, że nie wszystko toczyło się wokół Macmillanów; że nawet zaprzyjaźnione rody miały trochę odmienne patrzenie na sytuację rodową. Naprawdę niepotrzebnie tak się stało. Teraz tego żałował i nie wiedział jak z tego wybrnąć. Nie wiedział tylko jeszcze miał to wytłumaczyć Archibaldowi, chociaż wiedział, że powinien to zrobić teraz, tutaj, na festiwalu, który zdawał się idealnym wydarzeniem, okazją do przebaczenia.
Świetne przemówienie, Archibaldzie – niepewnie zwrócił się do niego imieniem. – Świetliki świetnie zgrały się z… bardzo poruszającą opowieścią.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   27.05.18 14:44

The member 'Miriam Prewett' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Miriam Prewett
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4347-miriam-prewett https://www.morsmordre.net/t4371-kremowka#93727 https://www.morsmordre.net/t4362-ile-biedronka-ma-kropek#93426 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4551-miriam-prewett
Zawód : żywa tabliczka do liczenia
Wiek : 6
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
in a world
where you can be
anything
be kind
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   27.05.18 20:27

Co takiego? – żywe zainteresowanie zabarwiło jej głosik czystą nutą czerwieni, słyszalnej niestety tylko przez samą Miriam. Potrafiła określić barwę swojego głosu, ale nigdy nie były to tony kojarzące się z pewnymi kolorystycznymi porównaniami, a tylko czyste, proste kompozycje. Czerwień, błękit, zieleń, żółć, pomarańcz. Nie potrafiła ich ze sobą mieszać albo nadawać im odpowiedniego tonu.
Nie wiedziała, co mógłby chcieć Winnie. Może nowe klocki, bo tamte były już chyba trochę obdrapane, chociaż całkiem niedawno dostał je w prezencie od wujaszka nestora. Może sam je zniszczył, teraz przecież tak dużo rzeczy niszczyło się… samo. Tak po prostu. Jak spalona pani Rowena, jej ulubiona lalka, albo pocięte przez szkło zasłony w sypialni Miriam. Nad domem Prewettów leniwym lotem przemieszczało się z miejsca na miejsce wiele trosk, część z nich dotyczyła samej dziewczynki, ale ta, choć nocami w bezdechach mocniej zdawała sobie z nich sprawę, teraz, gdy znajdowała się tak blisko swojego najmocniejszego filaru, zupełnie się nimi nie przejmowała. Wielobarwne chusty ją sobie zaskarbiły. Zwłaszcza ta pokazana przez papę.
Ładniusia taka… mama lubi słoneczniki – spojrzała na niego z miną wskazującą wyraźnie na gorączkowo podejmowany pod czuprynką temat. – Papo, a jakbyśmy obie kupili? Mama by była szczęśliwa! Najszczęśliwsza! – uśmiechnęła się szeroko. Na chwilę delikatnie podkrążone, błękitne oczy zajaśniały jasno. – Albo jedną moglibyśmy dać babci. To kupmy trzy. Jeszcze dla pani Picks. I dla cioci Julki. To cztery! – nie zapomniała o nikim, kto był jej najbliższy, nawet by nie chciała zapomnieć! Uścisnęła nieco mocniej szyję taty i zerknęła na dół. Jak wysoko! – Prawda! Jest na nich dokładnie dwanaście łabądków! – wzrok jeszcze raz spłynął w dół, dłoń poprawiła fałdki bladoróżowej sukienki, uszytej specjalnie na festiwal. Pani Picks powiedziała jej tylko tyle, że powinna wyglądać pięknie jako młoda lady Prewett. Miała co do tego mieszane uczucia, bo pamiętała jeszcze słowa wujka Brendana. – Aenghus i Caer! Przecież pamiętam, papciu – zachichotała, jednak szybko tego pożałowała. Suchy kaszel na krótką chwilę zajął jej myśli. Kiedy ustał, Miriam zachowywała się tak, jakby go nie było. Przecież była przy tacie, nic jej nie groziło. – Nasz miał kształt takiego dużego ptaka. Ciocia Julia mi o nim opowiadała. Sowa! Tak, mieliśmy sowę! Winnie biegał z latawcem, a ja stałam i tylko patrzyłam – zmarszczyła cieniutkie brewki w geście połowicznego zrozumienia całej tej sytuacji. Wiedziała, że jest chora i nie wolno jej biegać, ale czasami tak bardzo chciała pobawić się na plaży, gonić za pięknym motylem albo bzyczącym bąkiem. Musiała nauczyć się przelewać swój cały czas w malowanie, co, jak się okazywało, nie było aż takie złe.
Dobrze było wciąż trzymać się ojcowskich ramion i patrzeć niemal prosto w oczy dorosłemu czarodziejowi, który nie dość, że tak ładnie wyglądał, to jeszcze tak ciekawie brzmiał. Uśmiech nie spływał z ust Miriam – najwyraźniej nie rozumiała niesnasek dorosłych. Może to i lepiej.
Miriam Prewett, panie lordzie! – policzki oblały się czerwienią, a wątłe ramionka nieco skuliły ku brodzie, no bo jak tak mogła zapomnieć, żeby się przedstawić. – Bardzo mi miło pana lorda poznać! Złapie pan lord jakiś ładny wianek czwartego sierpnia?
Nie wiadomo, czy prowadziła nią zwyczajna, dziecięca ciekawość, czy chęć wsłuchiwania się w ten przedziwnie miły, lekko brązowawy ton głosu.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Zgubiła swe kropki na łące
a może w ogródku na grządce



Ostatnio zmieniony przez Miriam Prewett dnia 29.05.18 22:53, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   27.05.18 20:41

The member 'Miriam Prewett' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 https://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#171505
Zawód : astronom, profesor w Hogwarcie (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
See you on the Western sky
On the best of nights
Out in the dark
You always seem to come my way
Come and take your shape
Out on the stars
I really wanna know your name
See your face
Know who you are, who you are
OPCM : 25
UROKI : 18
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   28.05.18 11:48

|z wybrzeża

Festiwal Lata w Weymouth był okazją, by każdy, dosłownie każdy bez względu na wiek, płeć czy status krwi i bogactwo mógł cieszyć się dobrą zabawą przez wiele dni w akompaniamencie nigdy niecichnącej muzyki, śmiechów i ludzkich głosów przepływających szczęściem. Czy nie tak powinno być też zawsze? W tych ciężkich czasach ludzie jakby zapomnieli czym jest radość, preferując ambicję i dążenie do większej władzy. A przecież nie ona dawała spełnienie, nie ona była wartością, nie ona sprawiała, że człowiek był czymś więcej niż jedynie jedną kroplą w morzu tworzącym wszechświat i jego historię. Vane dostrzegał zanik współczucia i odruchów miłosierdzia na rzecz brutalności i egoizmu, które wielce trapiły jego serce. Okazja do świętowania uczucia, jakim była miłość pod każdą postacią pomogła odbudować mu nieco nadszarpnięte nadzieje, a jego umysł doznał wytchnienia od trosk trapiących profesora. Nie miały ich rozwiązać, ale nawet ktoś tak pozytywnie patrzący w przyszłość i na teraźniejszość, czasami potrzebował podparcia swoich tez. A Festiwal rodziny Prewett był idealnym zawieszeniem broni między nawet śmiertelnymi wrogami. Co prawda Jayden nie odnosił tego do swojej osoby, bo nie miał pojęcia, czy ktoś mu źle życzył, ale polityka zaostrzała się między rodami dość boleśnie, a widok skłóconych czarodziejów i wplątywanie w to młodego pokolenia było iście zasmucające. Chwila zapomnienia była więc mocniej niż wskazana i astronom nie zamierzał jej zmarnować. Już na samym otwarciu przez Archibalda czuł, że będą to przyjemne, pełne zabaw dni, a przemowa rudego towarzysza z Zakonu Feniksa wprost uderzała w zapewnienie pokoju i zaprzestanie waśni. JD może i był naiwny, lecz wiedział, że nie wszyscy mieli się niestety tych dobrych rad posłuchać. Sam jednak był nastawiony inaczej - wędrował po pięknych terenach, spotykał wyjątkowych ludzi i kibicował każdemu znajomemu w atrakcjach, w których brał akurat ten ktoś udział. Sam wątpił w swoje siły, zanudzając zapewne spore grono słuchaczy na swoim wykładzie, ale nie zamierzał chować głowy w piasek i pojawiał się każdego dnia festiwalu. Nawet dzisiaj, a sytuacja, która mu się zdarzyła, budziła jego zainteresowanie do tej pory. To było zabawne - gdy poszedł po wianek i z łatwością go pochwycił, ludzie dokoła zaczęli klaskać i wyglądało to jakby wygrał jakiś konkurs, o którego istnieniu nie miał pojęcia. Chyba czegoś po nim oczekiwali, ale nie miał pojęcia czego. Kilka osób nawet złożyło mu gratulacje, a on uśmiechał się nerwowo, niczego nie rozumiejąc. Z nowym nabytkiem na głowie Jayden wędrował jeszcze jakiś czas wzdłuż plaży, by w końcu zniknąć w centrum festiwalu, a konkretniej skierować swoje kroki na jarmark. Wszak można było tam wyszukać wiele wspaniałych drobiazgów, które normalnie nie były dostępne. A taka okazja zdarzała się raz do roku! Należało skorzystać czym prędzej - z każdym kolejnym dniem zabawy szansa na wyszukanie wyjątkowego przedmiotu malała. Dokoła było wielu światłych czarodziejów i czarownic, którzy wiedzieli dokładnie czego potrzebowali i co było warte swojej ceny. Jay nie przejmował się ciekawskimi spojrzeniami, które niektórzy rzucali mu z rozbawieniem albo kręcąc głowami na wianek na głowie profesora. W końcu było lato! Wszyscy powinni się cieszyć, a nie zamartwiać pierdołami.




She's the flowers
But she's also the rain
She's the beauty of the day
with the smile full of pain


Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 https://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 https://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 https://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 https://www.morsmordre.net/t3831-skrytka-bankowa-nr-838#71331 https://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
Zawód : nauczycielka zielarstwa
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

co to takiego oglądać oczami,
po co serce mi bije
i czemu moje ciało nie zakorzenione.


OPCM : 20
UROKI : 11
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   30.05.18 12:45

Gadam sobie chwilę z Julką na wybrzeżu, a potem każda z nas idzie w swoją stronę. Ja zmierzam do jarmarkowego stoiska, bo chociaż nie mam pieniędzy, to lubię patrzeć na ładne przedmioty. Prewettowie zawsze sprowadzają i produkują najlepsze, magiczne bibeloty - często niektóre z nich okazują się być naprawdę zaskakująco przydatne. Na przykład taki samomieszający kociołek, ile od razu zaoszczędzonej pracy i energii! No cudo. Zamierzam się w niego wgapiać tak długo, aż pensja mi urośnie i wtedy będę mogła sobie na niego pozwolić. Potem tak zrobię z innymi wystawionymi rzeczami - oby tylko wystarczyło mi życia na patrzenie jak wzrasta mi wynagrodzenie w Hogwarcie.
Przechadzam się po łąkach, zakątkach i innych pięknych miejscach całkowicie ignorując ewentualność, że przykre wspomnienia mogą do mnie powrócić. Nie powinnam przejmować się tym teraz, w tym miejscu. Z ciekawością rozglądam się za znajomymi twarzami, ale w tych tłumach trudno jest kogokolwiek dostrzec. Na wszelki wypadek uśmiecham się do wszystkich dookoła, żeby nie pomyśleli, że jestem niemiła lub coś równie absurdalnego. Poprawiam rąbek sukienki, dzisiejszego dnia decydując się na ożywczy pomarańcz połączony z zielono-brązowymi mandragorami drobno utkanymi w funkcji wzoru. Włosy mam rozpuszczone - i chodzę bez kapelusza, bo powinnam chodzić z wiankiem na głowie. Ale od razu założyłam, że nikt go nie wyłowi, mogłam więc skorzystać z dobrodziejstw ronda osłaniającego przed intensywnym światłem latających dookoła lampionów. Nic to, jak zmrużę trochę oczy, to nie jest wcale tak źle.
Niby nie wierzę w zabobony, ale muszę przyznać, że trochę wstrząsnęła mną wczorajsza wróżba w zagajniku. Od tamtej pory trochę się zastanawiam czy aby na pewno nie znajduje się wśród mnie ktoś, kto mógłby okazać się wilkiem w owczej skórze. To trochę paranoiczne, ale wiedząc o niektórych wydarzeniach między innymi w Zakonie, jestem naprawdę przejęta całą sprawą. Schylam się na chwilę, chwytając między palce kilka stokrotek, które później może trochę bestialsko skubię, ale to pomaga mi w koncentracji.
Przynajmniej przez jakieś kilka kroków. Wreszcie wpadam na miejsce ze straganami, a potem niemal na pana astronoma. Uśmiecham się szeroko, przepraszająco. Wyrzucam resztki kwiatków na ziemię i trochę mało elegancko otrzepuję dłonie w poły sukni.
- I znowu się spotykamy - zagajam. - A nawet nie jesteśmy w Hogwarcie - śmieję się, chociaż nie wiem jak Jay, ale ja tęsknię za tymi urwisami. Ciekawe jak spędzają wakacje? Może są gdzieś tutaj? - Byłam na twoim wykładzie, niezwykle ciekawy - rzucam, oglądając w międzyczasie wystawione towary. - Ale szybko się zmyłam, źle się poczułam. To prawda, że i tak spadające gwiazdy można oglądać cały miesiąc? - dopytuję z nieskrywaną ciekawością. Chciałabym w końcu wiedzieć czy przegapiłam to wspaniałe wydarzenie czy mam jeszcze szansę. Jakąkolwiek. - Przyszedłeś kupić coś konkretnego? - Zarzucam kolejnym pytaniem, biedny pan profesor. Trafiła mu się gaduła. Hej, ale zaraz, zaraz… zaczynam przyglądać się głowie Jay’a i nagle przychodzi olśnienie. - Masz na głowie mój wianek! Wyłowiłeś go z wybrzeża? - Tym razem pytaniu towarzyszy dość sporo śmiechu. Aż zasłaniam dłonią usta. To ja powinnam go nosić!




Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Zawód : toksykolog
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
OPCM : 9
UROKI : 0
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 27
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   31.05.18 12:27

Miriam jak zwykle musiała wszystko wiedzieć! Zaśmiał się pogodnie. Dzieci były pod tym względem niesamowite: on dłużej przejmował się swoim świniowstrętem niż Mircia swoją o wiele poważniejszą chorobą. Minęło zaledwie parę tygodni, a ona zachowywała się dokładnie tak samo jak przed diagnozą. Dorośli nie posiadali tej bardzo przydatnej umiejętności nie skupiania się na nieszczęściach, wręcz przeciwnie, to właśnie o nich myśleli najczęściej. Paradoksalnie Archibald uczył się mnóstwa przydatnych rzeczy od swoich dzieci, ale niestety nie zawsze był w stanie wprowadzić te nauki w życie. Jednak trzydziestka na karku przeszkadzała w wielu sytuacjach, chociażby w pozytywniejszym patrzeniu na świat.
- Figurki rycerzy - magicznych oczywiście, ale o tym przecież nie musiał wspominać. Mirci pewnie też by się spodobały, w końcu przez wujka Brendana też chciała zostać jednym z nich. Jeszcze nie wiedział czy w ogóle je kupi, ale jeżeli tak, to pewnie Mirci również weźmie dwie czy trzy. Chociaż chciał znaleźć coś jeszcze ładniejszego - może tym razem to właśnie córka pomoże mu w wyborze. - Aż dwie? - Uniósł wysoko brwi, dotykając dłonią delikatnego materiału. - To cztery? Jesteś pewna? - bo jemu wyszło więcej, ale prędzej spodziewałby się swojego błędu w obliczeniach, w końcu Miriam była żywymi liczydłami. Czy tam kulkoratorem, jak to mówili mugole. - Ale masz rację, weźmiemy i dla mamy, i dla babci, i dla pani Picks! - Szczególnie dla tej ostatniej, złota kobieta, bez niej żadnego miejsca nie potrafił nazwać domem, tak się do niej przyzwyczaił przez te wszystkie lata. A jej jabłecznik? Palce lizać! - I dla cioci Julki - dodał po chwili, markotniejąc na krótką chwilę. Minęło już dużo czasu odkąd się pokłócili. Archibald wciąż uważał, że miał w tym sporze rację, ale ciężko mu było tak długo ignorować siostrę. Może znajdzie ją dzisiaj gdzieś tutaj, na festiwalu...
- Aenghus i Caer, pięknie - pochwalił ją, by po chwili westchnąć nad tymi wszystkimi chustami. Gdzie oni je schowają, żeby nikt ich nie zauważył? Nie miał aż tak dużych kieszeni, a magia działała ostatnio dość przeciętnie.
Jego przyziemne rozmyślenia zostały przerwane przez smutek wyczuwalny w jej głosie. Bo nie mogła pobiegać z latawcem, i już nie będzie mogła, o ile nikt nie wymyśli lekarstwa na tę paskudną chorobę. Łamało mu to serce - pół życia poświęcił zgłębianiu magicznej medycyny, a teraz nie był w stanie pomóc własnej córce. - Chciałabyś mieć aparat? - Zapytał nagle, uważając to dość mugolskie urządzenie za świetne rozwiązanie dla słów tylko stałam i patrzyłam. Skoro lubiła malować, to może polubiłaby również to? Dla Archibalda obie te dziedzin były dość do siebie podobne.
A Anthony go znalazł, zrobił krok więcej niż Archie w przypadku swojej siostry. Chyba dlatego jego złość zaczynała pomału maleć. - To zasługa wuja Eddarda - czy on nie został również zaangażowany w prace nad festiwalem? - Podobno do ciebie też pisał - nie zauważył kiedy znowu przeszedł na ty, ale to było przecież takie naturalne. - Dziękuję - starał się przemówić najlepiej jak potrafił, jeszcze nie miał w tym dużego doświadczenia. Uśmiechnął się do córki, kiedy tak się zawstydziła. Nie miała powodu! - Właśnie? - Spojrzał na niego z lekkim rozbawieniem. - Zamierzasz wziąć udział w Wiklinowym Magu? - Pamiętał, że wiele lat temu oboje próbowali tam swoich sił i żadnemu z nich się nie powiodło - to było dość zabawne wspomnienie, Archibald zdecydowanie wtedy poległ. Ale jego przyszłość wcale nie okazała się taka zła, chociaż ciotka Brunhilda lubiła mu to czasem wypomnieć.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
As I arrived I thought I saw you leaving, carrying your shoes. Decided that once again I was just dreaming of bumping into
you
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   31.05.18 16:21

Obserwował z wyjątkową uwagą rudą czuprynę (jak mu się wydawało) największego szczęścia, jakie mogło spotkać Archibalda. Mała szlachcianka zdawała się być wyjątkowo zainteresowana otaczającym ją światem, nie mówiąc o tym że chyba wyjątkowo mocno kochała swojego ojca . Temu można było jedynie się uśmiechać i życzyć każdemu tacie podobnej córki. Anthony mógłby przysiąc, że poczuł nawet ziarenko zazdrości. W końcu wielu lordów, których znał, miało już swoje pociechy. On z kolei dałby wiele, żeby i jego dosięgło takie szczęście. Pech w tym, że możliwość jego osiągnięcia przeminęła wiele lat temu. Dość boleśnie. Mógł więc jedynie uśmiechać się i cieszyć się szczęściem lorda Prewetta. Nawet nie zwracał uwagę na to, że Miriam była córką także tej lady, którą przecież odradzał swojemu dawnemu dobremu koledze. Kto by się zresztą tym przejmował, mając styczność z tak uroczą, małą czarownicą? Szczególnie gdy ta tak ślicznie potrafiła się przedstawić i tak ładnie go powitać?
Lady Miriam – powtórzył za nią, chcąc wbić sobie jej imię do głowy. Zaraz jednak to on się zarumienił, słysząc jej pytanie. Nie spodziewał się takiego pytania. Poza tym, sprawia wianka była dla niego wyjątkowo drażliwa. Ostatnie dwa lata przed jego wyjazdem były dla niego wyjątkowo bolesne, bo nie mógł łowić wianka czarownicy, na której mu najbardziej zależało. Uśmiech zniknął jego z twarzy, spochmurniał na chwilę. Nie wiedział jak zareagować. Zaraz jednak przypomniał sobie o tym, że dzieci były wyjątkowo spostrzegawcze, więc natychmiast przywrócił swój uśmiech. – Być może, zobaczymy – odpowiedział jej po chwili wahania. – Byłoby miło, gdyby udało mi się cokolwiek złapać.
Zaraz przeniósł spojrzenie na Archibalda. Czy ten, był na niego zły? A może nie był? Trudno było cokolwiek wyczytać z jego twarzy. Przytaknął lordowi, gdy ten wspomniał o swoim nestorze i o tym, że ten także wysłał list do niego. Lord Prewett rzeczywiście wysłał mu list, a on zgodził się, żeby napisać mowę mającą rozpocząć mecz Quidditcha. To z kolei nie było łatwe. Nie lubił publicznych przemów, ale z drugiej strony nie potrafił odmówić nestorowi zaprzyjaźnionego rodu. Lord Sorphon Macmillan na pewno nie spojrzałby przychylnie na taką odmowę… Pozostawało więc jedynie przyjąć propozycję i pokonać swoje drobne lęki.
Tak, zaskoczył mnie. Spodziewałbym się, że lord nestor napisze do kogoś bardziej doświadczonego, nie wiem, do mojego ojca albo moich wujów. Oni przynajmniej latali i mieli swoje osiągnięcia – przyznał. – W każdym razie, mam otworzyć mecz quidditcha – wyjaśnił. Wyraźnie się zawstydził. Nigdy nie spodziewałby się otrzymać listu od samego nestora i to w takiej sprawie. – Chociaż nie sądzę, że wyjdzie mi to tak dobrze jak tobie wyszło otworzenie całej uroczystości – westchnął ze zrezygnowaniem. Może miał zbyt miało wiary w samego siebie. Kiedyś lubił się przechwalać i udowadniać, że może być dobry we wszystkim. Obecnie jednak ten cały entuzjazm trochę się w nim ostudził i tylko czasem zdarzało mu się rozbudzić swoją pewność siebie. Nawet się ucieszył gdy usłyszał pytanie o wiklinowego maga. Uśmiechnął się. Także przypomniał sobie dawne lata, kiedy razem brali udział w pokonaniu tej wielkiej magicznej kukły. – Na pewno! Nie mógłbym ominąć takiej okazji. – I wcale nie dlatego, że miło byłoby stać się kimś interesującym dla pozostałych czarodziejów, ale po to, żeby stanąć naprzeciw swoim lękom i okropnym wspomnieniom.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 https://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#171505
Zawód : astronom, profesor w Hogwarcie (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
See you on the Western sky
On the best of nights
Out in the dark
You always seem to come my way
Come and take your shape
Out on the stars
I really wanna know your name
See your face
Know who you are, who you are
OPCM : 25
UROKI : 18
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   31.05.18 16:43

Parę drobniaków zebrało się w kieszeni profesora, głównie za sprawą wygranego zakładu związanego z porą ukazania się na niebie wieczornych gwiazd. Chociaż absolutnie nie pamiętał, by się zakładał o coś takiego. Przecież to niedorzeczne! A jednak pan Malcolm podszedł do niego i uznał wygraną. Może to pomyłka? Może Jayden wydał mu się znajomy, mimo że wcale nie prowadzili rozmów na podobny temat? Tak naprawdę Vane w ogóle nie znał tego jegomościa. Wyglądał cudacznie nawet jak na czarodzieja, ale z uwagi na dobre wychowanie nic o tym nie wspomniał. Szaty co najmniej szalenie skrojone i wcale nie chodziło o dobry smak, a ekstrawagancję, której JJ jeszcze nigdy nie widział. Szalone... Doprawdy cudaczne. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, mężczyzna zniknął w tłumie śmiejąc się przy tym głośno. Astronom próbował go jeszcze odnaleźć, ale nic z tego. Z jakiegoś powodu nikt nie mógł mu powiedzieć, że widział pana w podomce i cylindrze... Przewidzenie? Na pewno nie - wszak w kieszeni pedagoga znajdowały się monety, a nie był złodziejem. Merlinie, uchowaj! Nie. Nigdy. Czyżby zagubiony amnezjator uciekający przed swoimi przełożonymi? A może śmieszny elf? Bądź co bądź Jayden nie znalazł nikogo kto zgubiłby ostatnio pieniądze. Poniekąd kwota, którą osiągnął wraz ze swoimi drobniaczkami, plasowała się na całkiem niezłym poziomie biznesu. Ruszenie na jarmark było wszak wspaniałym pomysłem i wyszukaniem dobrego towaru. Kto by pomyślał, że będzie miało to taki właśnie koniec? Na dzisiejszą noc Heweliusz zaproponował profesorowi nieco modniejszy zestaw - paskowany garnitur prezentował się naprawdę całkiem nieźle, a cieniutki paski na granacie idealnie oddawały wzrost mężczyzny, dołączając iluzję o jeszcze paru dodatkowych calach. Przechodząc między stoiskami, mijał kilka znajomych twarzy, lecz z żadną nie zamienił więcej niż słowo uprzejmości. Każdy dokądś się spieszył, a on nie zamierzał zatrzymywać żadnego lub żadnej z gości. Gdy obrócił się, by iść dalej, nagle uderzył w coś lub właściwie w kogoś. Zrobił krok w tył i szybko poprawił wianek, który niemal spadł mu z głowy. Na widok Pomony JD uśmiechnął się szeroko, by zaraz zmienić wyraz twarzy na przepraszający.
- Mam nadzieję, że nic ci nie jest - powiedział, patrząc z troską na koleżankę z pracy. Miał nadzieję, że nie było to spowodowane jego przedłużającym się paplaniem. Wszak by sobie nie wybaczył, chociaż najmłodsi widzowie zdawali się być niezwykle zaciekawieni jego elaboratem. Dzieci... I nagle ta dziwna myśl uderzyła w Jaydena jak piorun z jasnego nieba, aż cały się wyprostował jak struna, a ciało spięło. W końcu byli na Festiwalu Miłości, prawda? Zamyślił się na chwilę, a ów teoria spiskowa zagnieździła mu się w umyśle niczym kleszcz, by odzyskać świadomość dopiero po kilku sekundach. Panna Sprout patrzyła na niego wyczekująco, a on nie miał bladego pojęcia o co pytała. - Gwiazdy... Tak. Do dwudziestego sierpnia ten rój będzie widoczny... - wybąkał, czując jak policzki zaszły mu gwałtownie różem. To był szalony pomysł i wiedział o tym, ale jak już mu się zagnieździł... Czy to jego wina, że tak właśnie się stało? Odchrząknął, słysząc o tym, że wianek na jego głowie należał do zielarki. - Co ty opowiadasz?! - wykrzyknął nieco bardziej entuzjastycznie niż powinien, ale musiał skierować gdzie indziej swoje szalone myśli. - Upuściłaś go? Już oddaję! - dodał, przekładają wieniec na skronie uśmiechniętej pani profesor. Teraz wyglądała jak prawdziwa rusałka. Albo driada... Ciężko powiedzieć. W każdym razie bardzo szykownie! JJ pstryknął ją delikatnie w czubek nosa, po czym pokiwał głową. - Szukam czegoś unikatowego... Ale póki co nic mi nie zapada w pamięć. A ty? Mam parę monet na zbyciu. Co kupujemy? Stawiam - zawyrokował, tonem nieznoszącym sprzeciwu.




She's the flowers
But she's also the rain
She's the beauty of the day
with the smile full of pain


Powrót do góry Go down
Leia Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3572-leia-yaxley https://www.morsmordre.net/t3638-ren https://www.morsmordre.net/t6138-what-lies-beneath#148573 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t6144-skrytka-bankowa-nr-907 https://www.morsmordre.net/t3639-leia-yaxley
Zawód : młodszy uzdrowiciel
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
can you remember who you were, before the world told you who you should be?
OPCM : 1
UROKI : 4
ELIKSIRY : 6
LECZENIE : 24
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   03.06.18 19:50

3 sierpnia

Mogła się spodziewać takiej reakcji brata na swoją wróżbę, ale była zbyt zajęta swoim śmiechem, żeby się tym przejmować. Inna sprawa, że Leia w ogóle nie wierzyła w to, że co to przeczytała w jakikolwiek sposób się spełni. Myśl o tym, że do jakiegokolwiek człowieka miałaby się zbliżyć w ten sposób, sprawiała, że miała ochotę śmiać się jeszcze głośniej. Nawet jako nastolatka nie zwracała uwagi na chłopców w ten sposób. W ogóle nie zwracała uwagi na ludzi, bo o wiele bardziej interesowała ją nauka. Ten stan rzeczy utrzymywał się aż po dziś dzień, choć Leia zdawała sobie sprawę z tego, że nestor rodu prędzej czy później upomni się o jej małżeństwo. Przecież nie mogła być panną przez całe swoje życie, mimo że najchętniej właśnie taką ścieżkę by wybrała. Uczucia kojarzyły jej się przede wszystkim z problemami, których nie chciała mieć, a co dopiero, gdyby jakikolwiek członek rodziny miał wybierać jej przyszłego kandydata na męża. Obawiała się, że tak właśnie się to może skończyć, jeżeli będzie odmawiała przedstawienia rodzicom swojej własnej propozycji. Jeszcze przed chorobą ojciec posyłał jej znaczące spojrzenia, czyniąc przy tym jednoznaczne komentarze, ale miała nadzieję, że teraz, gdy dopiero wracała do pełni zdrowia, ten temat zostanie zepchnięty na dalszy plan i będzie miała chwilę spokoju. Nie romanse były jej w głowie, tylko samorealizacja. Chciała uczyć się i poznawać świat, a nie pętać się więzami małżeństwa, które byłoby dla niej jedynie czynnikiem ograniczającym. Zdawała sobie jednak sprawę z tego, że w tej sytuacji nie miało znaczenia to, czego pragnęła, tylko to, czego od niej oczekiwano.
Och, daj spokój — powiedziała jeszcze, zanim wraz z bratem opuściła zagajnik. Najwyraźniej jemu nie było do śmiechu tak samo, jak jej, ale rozumiała to, bo pewnie zareagowałaby podobnie, gdyby znajdowała się na jego miejscu. Poza tym w jego przypadku wróżba miała zupełnie inne, bardziej przyjemne brzmienie, bo przecież był zaręczony, a o co nie prosić w narzeczeństwie, jak właśnie o uczucie? Morgoth mógł tym gardzić, ale prawda była taka, że Leia zawsze mu tego życzyła, sądząc, że miłość mogłaby być lekiem ja jego cierpiące, zmęczone serce. Wiedziała, że brat nigdy nie przyzna, że tego potrzebuje. Właściwie może rzeczywiście nie potrzebował, ale ona po prostu czuła, że dobrze by mu to zrobiło. Dla siebie nie prosiła o taki sam los, może dlatego, iż myślała, że lepiej byłoby jej samej albo że na to nie zasługiwała. Nie uważała, by była w stanie pielęgnować prawdziwie uczucie, starać się o nie i nie martwić się, że za moment może zniknąć. Bała się, że gdyby rzeczywiście jej serce zabiło mocniej, prędzej czy później zostałaby przez tę miłość zniszczona, dlatego lepiej było się nie angażować i nie prosić w duchu o to, aby ktokolwiek spojrzał na ciebie, jak na centrum swojego wszechświata.
Kroki zaprowadziły ich na jarmarki, zresztą, nie było w tym nic dziwnego, bo Leia zawsze lubiła się przechadzać wzdłuż nich, patrząc na to, co sprzedawcy mieli do zaoferowania. Nie byłaby sobą, gdyby nie zaczęła zatrzymywać się przy niektórych z nich na dłużej, żeby zobaczyć to czy tamto. — O, śliczne — stwierdziła przy jednym ze straganów, obracając w dłoniach czarny kamień, prawdopodobnie onyks, o ile dobrze myślała. Nie znała się na kamieniach, ale kojarzyła niektóre z nich.




her soul is fierce. her heart is brave
her mind is strong

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#168856
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
And as I spoke, my fangs were shown. Taken aback, he smiles and tells me “What you crave will soon be yours. But what I crave is already mine”

Anima vestra.
OPCM : 1
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 27
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 5/72
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   03.06.18 20:36

Wiedział, że Leia świetnie się bawiła, ale on był zupełnie inny. Inaczej patrzył na niektóre sprawy, a podobieństwo do burkliwego ojca, tak zresztą idealnego w opisach męskich przedstawicieli rodziny Yaxley, nie pozwoliło mu tego przyjąć inaczej jak właśnie pewnym obruszeniem się i szybkim odejściem z grymasem niezadowolenia wypisanym na twarzy. Jego siostra natomiast bawiła się świetnie i nie mógł mieć jej tego za złe, rozumiejąc, że jej charakteru nie dało się zmienić, a próba jakiejkolwiek ingerencji źle się kończyła. Zresztą nikt tego nie chciał dopóki nie sprawiał problemow. Morgoth wiedział, że czeka go poważna rozmowa z dziewczyną o tym, że nie powinna pojawiać się już w Szpitalu Świętego Munga z uwagi na swój wiek jak i pozycję. Wszak leczenie każdego nie powinno być zadaniem dla arystokratki z poważanej rodziny. Obrana przez nią ścieżka zresztą była wyraźnie nie w smak ojcu, lecz Leon Vasilas miał do niej słabość. I potrafił okazać jej więcej uczucia niż synowi, któremu nigdy go nie okazał. Młodszy Yaxley nie potrzebował takich gestów, nie odnajdując w nich większego sensu. Starczyło mu jedynie widzieć na twarzy ojca dumę z podejmowanych przez jedynego męskiego potomka odpowiednich decyzji. Ostatnio zresztą zobaczył to spełnienie podczas przyjęcia zaręczynowego, gdzie spełnił jeden z ważniejszych obowiązków względem rodziny. Był to jedynie jeden z wielu, lecz od czegoś należało zacząć. Oboje narzeczeni byli bardzo młodzi, ale najwidoczniej dostrzeżono wiele profitów, które miały nadejść z połączenia obu rodów i Morgoth je dostrzegał, chociaż mógł być pewien, że nie wszystkie przed nim odkryto. Coraz szybciej nakręcające się koło zmian politycznych zmuszało ich do bardziej radykalnych działań niż przyspieszenie ślubów. Yaxleyowi to nie przeszkadzało; zdawał sobie sprawę z odpowiedzialności, która zaczęła na nim ciążyć, ale równocześnie część zmartwień odeszła, by zostać zastąpiona nowymi. Chociażby teraz udając się na jakiekolwiek zadanie związane z Rycerzami Walpurgii, miał mieć w świadomości nie tylko rodzinę, dla której robił to wszystko, lecz również i Marine. Ona również miała na niego czekać, chociaż był to inny rodzaj oczekiwania niż ten, który stawiał przed pozostałymi bliskimi. Bo jej obecność sprawiała, że nie był już sam. To było dziwne, a równocześnie uświadamiało go, że każdy następny ruch powinien wykonywać po kolejnym namyśleniu się. Nie mógłby sobie wybaczyć, gdyby odebrał jej nadzieję na dalszą przyszłość. Nie musiał tego mówić na głos, ale jego siostra na pewno wyczuwała, że wraz z nowym statusem, brat nabrał innego rodzaju zmartwień. One miały jeszcze nadejść. I tak jak ona chciała dla niego jak najlepiej, on również. Miał nadzieję, że przynajmniej będzie miał jakieś słowo, gdy nadejdzie czas, by wybrać dla Lei narzeczonego. Ojciec nie pozwoliłby, by został nim jakiś pierwszy lepszy szlachcic bez odpowiedniej reputacji, lecz miałby ogromny uraz do rodzica, gdyby odebrał mu udział w tym wszystkim. Nigdy nie rozmawiał z Leią o uczuciach, a przynajmniej nie w kontekście, które podesłały im wróżby. Od tego w życiu dziewczyny była matka; zresztą jakakolwiek rozmowa na ten temat sprawiłaby, że między rodzeństwem narosłoby pewne dziwne, niewypowiedziane niezrozumienie, którego oboje chcieli uniknąć. Cieszył się, że miał taką siostrę. Która rozumiała jego podejście, a ona również nie wymagała od niego podobnego zainteresowania w tych kwestiach. Zgrywali się więc idealnie.
Przejście między stoiskami odegnało myśli o nieadekwatnych wróżbach i pozwoliło rodzeństwu na przeglądanie przeróżnych świecidełek o silniejszych lub mocniejszych działaniach. Yaxley zatrzymał się, patrząc nad ramieniem siostry na jej znalezisko. - Chciałabyś taki? - spytał, widząc zainteresowanie siostry onyksem. Sam nie znał jego działania, ale wystarczyło spojrzenie na sprzedawcę, by pospieszył im z wyjaśnieniami. Pod pewnym względem był to bardzo trafiony pomysł. Nie wiedział jednak czy Leia by go chciała, czy było to jedynie wypowiedzenie słów zachwytu. - Pomogłabyś mi coś wybrać dla Marine? - spytał po paru chwilach przeglądania przedmiotów. Dobrze było zaciągnąć kobiecej rady w tych kwestiach. Zresztą może i uzdrowicielka miała bystrzejsze oko od brata i dostrzeże coś unikatowego?





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Leia Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3572-leia-yaxley https://www.morsmordre.net/t3638-ren https://www.morsmordre.net/t6138-what-lies-beneath#148573 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t6144-skrytka-bankowa-nr-907 https://www.morsmordre.net/t3639-leia-yaxley
Zawód : młodszy uzdrowiciel
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
can you remember who you were, before the world told you who you should be?
OPCM : 1
UROKI : 4
ELIKSIRY : 6
LECZENIE : 24
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   03.06.18 21:19

Sen, który miała, będąc dzieckiem, był zbyt piękny, aby miał szansę na spełnienie się w rzeczywistości. Jeszcze kiedyś sądziła, że być może będzie w stanie żyć na własnych warunkach, nie stosując się do tego, co nakazywało jej szlacheckie pochodzenie, ale im starsza się stawała, tym bardziej zdawała sobie sprawę z tego, że to niemożliwe. Opór nie miał najmniejszego sensu, a poza tym w tych niepewnych czasach Leia nie chciała sprawiać swojej rodzinie dodatkowych problemów. Co prawda w pewien sposób kłóciło się to z wyznawanymi przez nią wartościami, bo nie sądziła, że powinna podporządkować się swojemu pochodzeniu, w każdym razie nie w pełni, ale nie zamierzała się sprzeciwiać. Szczególnie teraz Yaxleyowie powinni się jednoczyć, nie ze sobą walczyć. Poza tym prawda była taka, że na Leia nie miała na to siły, bo wciąż była wątła pod względem fizycznym i psychicznym. Kłótnie byłyby jedynie marnotrawieniem energii, a poza tym to nie było tak, że zrezygnowanie z pracy w Mungu oznaczało, że nie będzie mogła dalej się rozwijać. Możliwe, że będzie to dla niej właśnie szansą, a nie podcięciem skrzydeł. O tym, że taka rozmowa zostanie z nią przeprowadzona, wiedziała właściwie od momentu, w którym oznajmiła swojej rodzinie, jaki zawód wybrała. Zdawała sobie sprawę z tego, że ktoś o jej statusie nie powinien przebywać razem z chorymi, a co dopiero zajmować się ich ranami, ale mimo wszystko się na to zdecydowała, wiedząc, że rodzice wyświadczają jej przysługę, zgadzając się na to. Oczywistym było jednak, że to nie potrwa wieczność, dlatego Leia starała się wykorzystać maksimum czasu spędzonego w Mungu i z tego też powodu żałowała, że te kilka miesięcy zostało jej odebranych przez chorobę. W tym czasie mogłaby się przecież nauczyć wielu nowych rzeczy.
Słysząc pytanie brata, zwróciła głowę w jego stronę i uśmiechnęła się lekko. Następnie przeniosła wzrok na kamień, który trzymała w dłoni. — Tak, chyba bym chciała — zdecydowała, wciąż obracając onyks i przyglądając mu się z różnych stron. Już teraz czuła, że trudno byłoby jej się z nim rozstać, a gdy usłyszała, jakie było jego działanie, tym bardziej przekonała się co do decyzji, że chciałaby go zabrać ze sobą do domu. Możliwe, że tak naprawdę nie działał w sposób, w jaki opisywał go sprzedawca, ale Leia czuła, że czułaby się lepiej, gdyby miała coś takiego przy sobie, tak na wszelki wypadek. Póki co miała serdecznie dosyć chorób. Pragnęła cieszyć się życiem, a w szczególności trwającym właśnie Festiwalem. — Oczywiście, nie ma problemu — odparła i ponownie zaczęła przyglądać się rzeczom zgromadzonym na straganie. Gdy dostrzegła pewien medalion, zapytała o niego sprzedawcę i kiedy usłyszała, jak ten działa, zaśmiała się. — Widzisz, idealny prezent! Marine będzie miała czym cię uspokajać, gdy staniesz się nieznośny — stwierdziła, dając bratu lekkiego kuksańca w bok. Później jednak wróciła do rozglądania się za czymś, co byłoby bardziej odpowiednie dla przyszłej pani Yaxley. — Hm, może coś takiego? — zaproponowała, wskazując na świece, których wosk według sprzedawcy miał nigdy się nie topić. — Wiesz, to brzmi praktycznie — dodała po chwili, tłumacząc dokonany przez siebie wybór. Co prawda kobiety zazwyczaj lubiły kamienie, naszyjniki i inne tego typu rzeczy, ale coś jej mówiło, że Marine byłaby zadowolona również z takiego prezentu. Diamentami mógł ją obdarować podczas ślubu!




her soul is fierce. her heart is brave
her mind is strong

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#168856
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
And as I spoke, my fangs were shown. Taken aback, he smiles and tells me “What you crave will soon be yours. But what I crave is already mine”

Anima vestra.
OPCM : 1
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 27
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 5/72
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   03.06.18 22:40

Wolność w ich świecie nie istniała. Ograniczeni swoimi zwyczajami, tradycjami, manierami nie byli równie swobodni co reszta magicznego społeczeństwa, do którego przynależeli. Równocześnie czerpali ze statusu, które dało im urodzenie, ale przede wszystkim mieli obowiązki. Należało je przekładać ponad własne zachcianki, bo to lojalność wobec rodu stanowiła priorytet. Odkąd ich ojciec został nestorem, musieli uważać na to, by być przykładnymi dziećmi jeszcze bardziej niż wcześniej. Uważnie się im przyglądano i stawiano być może jako wzór lub jego przeciwieństwo, a oni musieli być idealni. Morgoth zdawał sobie sprawę z tego, że jego siostra może i o tym nie mówiła, lecz przeczuwała, że nadeszły zmiany, do których będzie musiała się ustosunkować. Liliana jego pod naciskiem zrezygnowała z pracy w Ministerstwie Magii, które odbierało jej godność. Leia nie mogła mieszać się z wątpliwymi przedstawicieli klasy niższej - wszak w Mungu trafiało wielu czarodziejów, których nie było stać na prywatne leczenie, a obraz siostry zajmującej się nimi był nie do przyjęcia. U mężczyzny jeszcze to przechodziło, lecz u kobiety? Szlachcianki, która miała być przede wszystkim damą? Jakie świadectwo wystawiała rodzinie? Choroba była pewnym pretekstem by podjąć ów temat i jeśli nie ojciec, to na pewno Morgoth miał go poruszyć z młodą uzdrowicielką.
- To nie jest zabawne - stwierdził, słysząc uwagę siostry o medalionie i poznając jego działania. Nie wiedziała, że jej brat zauważył w tym odmienne jeszcze znaczenie, które miało pozostać jego tajemnicą jeszcze długi czas. Zapewne Leia nigdy nie miała się dowiedzieć o podwójnej tożsamości brata, która przy okazji dawała mu niezwykłe poczucie swobody i oczyszczała nawet najbardziej skomplikowane myśli sprawiając, że Yaxley potrafił skupić się tylko na jednym odczuciu. Żałował, że nie mógł się tym z nią podzielić, ale co jeśli byłaby zmuszona wyznać prawdę? Nie. Nie mógł jej na to narażać. Poprosił więc sprzedawcę, by spakował onyks, a później przeniósł uwagę na wymienione przez siostrę świece. Co prawda sam odczytał ów zakup za dość prowokacyjny, ale nie zamierzał sprawiać Lei zawodu. Ona widziała w nich praktyczność, on patrzył nieco szerzej ponad tę materię. I właśnie w tej chwili poczuł się wyjątkowo staro... Ona jeszcze nie musiała się przejmować rzeczami, które go dotyczyły. Wkrótce miało się to zmienić, ale chciał by ta jej niewinność trwała jak najdłużej. Skinął głową mężczyźnie, by również i świece znalazły się w pakunku, a następnie zapłacił odpowiednią sumę, by od razu przekazać prezent siostrze. - Co myślisz o tej chuście? Mamie by się spodobała - stwierdził, dostrzegając ciekawy materiał na stoisku obok. Prawdę powiedziawszy chciał również zostawić temat narzeczeństwa i nie pozwolić Lei na kontynuowanie urwanej myśli. Oboje doskonale zdawali sobie sprawę, że pomimo wyraźnego porozumienia między Marine i Morgothem wciąż była to kwestia należąca do delikatnych. Poniekąd duża ilość zaręczyn sprawiła, że odsunięto ich na dalszy plan, co odpowiadało niechcącemu przyciągać zbytecznej uwagi Yaxleyowi. Widział w ludziach chęć szukania nowinek, czego niestety w arystokratycznym świecie nie można było uniknąć. Często wystarczyło jednak jedno złe słowo, by puścić w obieg fałszywe wotum, którego nie dało się wymazać z ludzkich pamięci. Nawet jeśli później okazywało się nieprawdziwe, zapamiętywano pierwsze, silne wrażenie. Nie bał się o swoją reputację, bo mężczyznom łatwiej było odnaleźć się w tym świecie. Leia zdawała się być niedotknięta tymi zmartwieniami i unosić się ponad tym wszystkim, ale Morgoth zdawał sobie sprawę, że inni tego tak nie postrzegali. Dlatego tym bardziej uważał na siostrę. O Lilianie już było wystarczająco nieprzyjemnych podszeptów.

|uiszczam





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Leia Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3572-leia-yaxley https://www.morsmordre.net/t3638-ren https://www.morsmordre.net/t6138-what-lies-beneath#148573 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t6144-skrytka-bankowa-nr-907 https://www.morsmordre.net/t3639-leia-yaxley
Zawód : młodszy uzdrowiciel
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
can you remember who you were, before the world told you who you should be?
OPCM : 1
UROKI : 4
ELIKSIRY : 6
LECZENIE : 24
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   03.06.18 23:10

Nie było takiego dnia, podczas którego Leia nie pamiętałaby o swoich obowiązkach. Od dzieciństwa zdawała sobie sprawę z tego, że nigdy nie będzie żyła, jak czarodzieje o niższym od niej statusie i nawet jeżeli wyjdzie za mąż, nazwisko Yaxley wciąż będzie stanowiło swego rodzaju ciężar na jej barkach. Od tego nie było ucieczki, tak samo jak od sprostania wymaganiom, które stawiała przed nią rodzina, od tych wszystkich nakazów i zakazów, znanych jej właściwie od momentu, w którym nauczyła się mówić i rozumieć to, co inni do niej mówią. Niegdyś był taki czas, gdy oszukiwała się, że może jednak jej życie będzie wyglądało inaczej, ale teraz wiedziała, że od samego początku była skazana na bycie osobą, którą widzieli w niej rodzice. Właściwie i tak zdołała zachować sporą część swojego indywidualizmu, a także zrealizować wiele własnych celów, które z dobrem rodu nie miały właściwie nic wspólnego. Natomiast z roku na rok sznur na jej szyi coraz bardziej się zaciskał i wiedziała, że pewnego dnia ten temat się pojawi, a ona nie będzie miała innego wyboru, jak tylko dostosować się do tego, czego pragnęła jej rodzina. Jednakże była do tego przygotowywana właściwie od samego początku, a w dodatku miała sporo czasu na przemyślenie sobie tego wszystkiego, więc to nie było tak, że była wyrywana z dmuchanej, bezpiecznej bańki mydlanej. Nie była głupia, naiwna również nie. Do tego właśnie punktu zmierzało jej życie i tylko od niej zależało, jak bardzo swoją sytuację wykorzysta na własną korzyść, bo przecież obowiązek wcale nie oznaczał przegranej. Był tylko tym – obowiązkiem do wypełnienia.
Między nią a jej bratem był tylko jeden rok różnicy, ale szczerze mówiąc, Leia często miała wrażenie, że Morgoth jest od niej o wiele, wiele starszy. Było tak zapewne dlatego, że nie dość, że był starszy, to na dodatek był mężczyzną, a więc rodzice wymagali od niego o więcej niż od niej. Z tego powodu starała się go zawsze wspierać, wiedząc, że niesie na barkach ogromne brzemię, którego nie da się tak po prostu wymazać. Nie mówiła jednak nigdy o tym, iż zdaje sobie sprawę z tego, że musi zmagać się z o wiele większym bagażem niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić. Wiedziała, że nie powinna poruszać z nim tego tematu, bo jedynie sprawiłaby mu tym kłopot, a i tak niczego by się nie dowiedziała. Była jednak jego siostrą, a więc wiedziała takie rzeczy, nawet jeżeli nie mówiła o nich głośno. Liczyła tylko na to, że może kiedyś Morgoth opowie jej o tym wszystkim. Jeśli nie, nie zamierzała pytać, bo decyzja ta należała do niego, nie do niej.
Trochę jest — odparła, przekrzywiając lekko głowę w bok. Miała nadzieję, że brat nie miał jej za złe tych żartów, ale nie miała przyjemności spędzać z nim czasu od tak dawna, że aż nie mogła się powstrzymać przed byciem siostrą swojego brata. Nie byłaby sobą, gdyby się nad nim trochę nie poznęcała. Była mu jednak wdzięczna za to, że kupił jej ten kamień, dlatego gdy sfinalizował zakup, ucałowała go lekko w policzek, aby okazać swoją wdzięczność. Później posłała mu szeroki, szczery uśmiech, mówiący, by nie gniewał się na nią za bardzo. — O, czemu nie? Myślę, że będzie nią zachwycona! — zgodziła się z nim, biorąc chustę między palce, tak aby wypróbować materiał i zobaczyć czy był odpowiednio miękki, a także przyjemny w dotyku. W końcu ich matka nie mogła nosić na sobie byle czego. — Moglibyśmy kupić też coś dla taty — zaproponowała, posyłając bratu szybkie spojrzenie. Jemu o wiele trudniej było dogodzić, ale nie chciała, by nestor ich rodu pozostał bez prezentu, w czasie gdy oni obdarowywali siebie nawzajem. A skoro o tym mowa… — Ty nie chcesz niczego? — spytała, a chociaż domyślała się, że odpowiedź będzie negatywna, to jednak nie chciała, by Morgoth sobie czegokolwiek odmawiał, a miał to w zwyczaju. Bibeloty raczej go nie interesowały, ale kto wie, może coś przykuje jego uwagę na tych wielobarwnych straganach! — Może te zapachowe mieszki? W sensie, dla taty. Mogłyby mu się przydać w gabinecie — zasugerowała, tym bardziej, że był to taki prezent, który równie dobrze można było położyć w innym pomieszczeniu, jeżeli mężczyźnie nie spodoba się ten zapach.




her soul is fierce. her heart is brave
her mind is strong

Powrót do góry Go down
 

Jarmark

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 19Idź do strony : Previous  1 ... 6 ... 8, 9, 10 ... 14 ... 19  Next

 Similar topics

-
» Jarmark - LOTERIA
» Jarmark - ŁAPANIE ŚWINIAKA
» Jarmark Walentynkowy - Budka z Całusami!

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18