Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Jarmark

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13, 14, 15  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Jarmark   26.09.15 22:22

First topic message reminder :

Jarmark

Na plaży ustawiono drewniane stragany z czarodziejskimi różnościami, ławy uginają się pod ciężarem różnokolorowych fiolek, szlachetnych kamieni, mis z kryształami oraz dzbanów wypełnionych ziołami, płatkami suszonych kwiatów lub owoców wykorzystywanych w alchemii. Wśród różności znajdują się zwoje, manuskrypty oraz inne czarodziejskie przedmioty - nie tylko dla zakochanych...


Sklepik festiwalowy

PrzedmiotOpisCena (PD)Cena (PM)
Amulet z jeleniego porożaWskazuje właściwą i bezpieczną drogę na łonie natury.50100
Biała perłaChroni przed pożarem (+5 do zaklęć związanych z wodą). Jest talizmanem umożliwiającym bezpieczny powrót, informuje o chorobie - zmienia zabarwienie, pełnym zaś blaskiem połyskują, gdy ich właściciel jest zdrowy.100200
Białe kryształyPara bliźniaczych kryształów, tradycyjnie jeden z nich ofiarowuje się ukochanej osobie. Kiedy jeden z nich zachodzi czerwienią, oznacza to, że właścicielowi drugiej dzieje się krzywda.50100
Broszka z alabastrowym jednorożcemAmulet epatuje pozytywną energią (+10 przeciwko zaklęciom z zakresu czarnej magii).350700
Buty PogardyWysokie skórzane kamasze o wyjątkowo twardej podeszwie. Podbicie obcasa jest wzmocnione szlachetną stalą, co sprawia, że każdy krok wykonany w tych butach roznosi się echem. (+5 do zastraszania).50100
Cukierki fałszu (jednorazowe)Słodko-kwaśne słodycze. Sprawiają, że wszystkie wypowiedziane przez czarodzieja słowa brzmią prawdziwie; (+50 do kłamstwa; trwa 5 tur).50100
Czarna perłaTrzymana blisko ciała (może być w kieszeni, choć niektórzy wolą z nich robić wisiory, są często przerabiane na spinki do mankietu) dodaje męskiego wigoru (+3 do sprawności).100-
Czerwony kryształCzerwony kryształ pokryty runami oznaczającymi poświęcenie, przyłożony do rany tamuje krwotoki zewnętrzne i zasklepia rany (+3 do magii leczniczej, leczy powierzchowne rany). 200-
Fioletowy kryształKryształ oprawiony w srebrze, wzmacnia siłę tworzonych eliksirów (+3 do eliksirów, kiedy postać nosi go na szyi).200-
FluorytZwiększa intuicję (+1 do obrony przed czarną magią).65-
Jastrzębie serceKawałek ptasiego serca zatopiony w nierozmrażalnym lodzie. Wyjątkowość tego przedmiotu polega na tym, że kawałek odcięto żyjącemu, lecz choremu zwierzęciu, doprowadzając tym samym do jego śmierci). Zawarta w nim energia życia wspomaga uzdrowicieli i ratowników. (+5 do anatomii).50100
Juchtowa szarfa Niezwykły, skórzany pas, według handlarzy stworzony ze skóry Nundu, który zwiększa wytrzymałość czarodzieja. (+30 do PŻ)300-
Kamień runicznyDrobny kamień, który pokryty jest legendarnymi inkantacjami spisanymi w alfabecie runicznym. Nikt nie wie, co oznaczają owe zaklęcia, nikt nie potrafi ich poprawnie wymówić. Jednak noszenie tego kamienia przy sobie poprawia koncentrację i pamięć. (+5 do starożytnych run)50100
Kolorowe świeceZestaw trzech świec w dowolnym kolorze, ich wosk nigdy się nie topi. Wydzielają przyjemny, naturalny zapach różnych afrodyzjaków, od imbiru po morele i mleczko pszczele. Świecę zdmuchnąć może jedynie osoba, którą ją zapaliła, a jej światło rozjaśnia nawet najgłębsze ciemności – w tym zaczarowane.50100
Koral Zmiennokształtny Koral samoistnie zmieniający kształt w różne figury, noszony wyłącznie w lewej kieszeni wspomaga zaklęcia transmutacyjne. (+3 do transmutacji).200-
Latawiec Czarnego Lądu (z licencją)Dywan, który przenosi gości z jednego pomieszczenia do drugiego w bardzo krótkim czasie. Często układany w holach dworków szlacheckich podczas spędów. Dzięki swoim właściwościom wygodnie i szybko transportuje towarzystwo do odpowiedniego pomieszczenia, nie pozwalając wścibskim gościom na naruszenie prywatności gospodarzy. Jedyny taki dywan dopuszczony do użytku w Wielkiej Brytanii, po raz pierwszy pojawił się na jarmarkach festiwalu lata w Weymouth 1956 r.50100
Magiczna uprząż końskaSprawia, że jeździec nigdy nie spadnie. Szczególnie ceniona podczas polowań (+10 do jeździectwa).100300
Malachitowy pierścieńBiżuteria dla panów i pań. Wydobyty u podnóża Uralu malachit wkomponowano w obręcz z poczerniałego srebra. Jest nielegalny i posiada mroczne właściwości. Noszenie go osłabia jednak trzeźwość umysłu. (+2 do zaklęć z czarnej magii, -5 do jasnego umysłu)150-
Medalion z pozytywkąZaczarowany medalion, który po otwarciu zaczyna grać kojącą magiczną muzykę. Łagodzi nastroje agresywnych zwierząt.150300
MeteorytOdłamek ciała niebieskiego. Jego niezwykła kosmiczna energia wspomaga alchemików i podróżników. (+5 do astronomii)50100
Miniaturowy pantofelekZałożenie go na stopę (jest bardzo mały, zwykle tylko dzieci wkładają go bez trudu) upiększa i odświeża wszystkie noszone w danej chwili szaty. Wyglądają na nowe, drogie i pięknie pachną.1020
Odłamek spadającej gwiazdyMoże zastąpić dowolny składnik eliksiru. 10-
Onyks czarnyChroni przed zapadnięciem na ciężkie odmiany chorób oraz przed działaniem podstawowych trucizn.50100
Para turkawekSymbol miłości i przyjaźni; wisiorki w kształcie białych turkawek. Jedna zostaje u właściciela, drugą należy oddać osobie, którą uważa się za niezwykle bliską. Turkawki lekko drżą, gdy jedna z osób pomyśli o drugiej.2550
Pazur gryfa zatopiony w bursztynieTalizman, który trzymany przy sobie wspiera magię czarodzieja. Pomieszczenie, w którym się znajduje wypełnia się pozytywną energią, dobrze nastraja, poprawia koncentrację. (+ 1 do zaklęć)65-
Samomieszający kociołekKociołek wspomagający tworzenie eliksirów (+5 do eliksirów).300-
Senesowy trzosikMaleńka sakiewka wypełniona wyjątkową mieszanką sproszkowanych ziół leczniczych. Mieści w dłoni kilkuletniego dziecka. Noszona przy sobie wspomaga rekonwalescencję i metody leczenia. (+1 do leczenia)65-
Susz z grzybówNiegdyś wykorzystywany przez druidów do wywoływania wizji. Halucynogenny. Zastępuje jedną dowolną używkę wymaganą do osiągnięcia "Hedonista".1020
Świetlny bursztynKwiat paproci zatopiony w bursztynie, który można oprawić w wisior albo pierścień lub rozbić na bransoletę albo naszyjnik. Legenda głosi, że podarowana od ukochanej osoby zaklina w sobie miłość i ogrzewa (bije ciepłem, działa tylko na obdarowaną osobę) - chroni przed zimnem, a nawet zamarznięciem. Rzucenie zaklęć związanych z zimnem na osobę posiadającą bursztyn wymaga o 10 oczek więcej.50100
Szarlatański Kaptur Niezwykłe nakrycie głowy, które chroni przed pogodowymi anomaliami, zabezpiecza przed deszczem i silnym wiatrem. Wygląda przeciętnie i nieciekawie, nie ściąga niczyjej uwagi na czarodzieja, który go nosi. (+5 do ukrywania się)50100
Turmalin czarnyWycisza, sprowadza dobry, głęboki sen, chroni przed duchami - zmarły nie może dostać się do pomieszczenia, gdzie znajduje się ten kamień. Zwykle noszony w oprawie srebra lub platyny. Chroni przed koszmarami wywołanymi również zaklęciami lub eliksirami. 50100
Wisiorek z agatemAgat, kamień wierności, rzeźbiony w dowolny kształt, ponoć nosząc go na szyi czarodzieje rzadziej dokonują zdrad. Czy to prawda – nie wiadomo, tak mówi tradycja. Niewątpliwie chroni jednak przed zaklęciami zauroczającymi, ponoć nawet przed imperiusem. +10 do jasnego umysłu.300-
Włos syreny (bransoleta)Bransoleta z włosów syreny, noszona na nadgarstku lub kostce poprawia płynność ruchów (+3 do zwinności).100-
Woreczek z pyłem czarnej rozgwiazdyPrzystawiony do nosa natychmiast uspokaja, usypia. Większa dawka wzmacnia efekt działania. 75150
Wszystkowidzące okularyEleganckie, choć bardzo skromne okulary, które poprawiają wzrok i ukazują to co do tej pory było niedostrzegalne. (+5 do spostrzegawczości)50100
Złoty sierpUłatwia zbieranie ingrediencji roślinnych (cena w sklepiku -15 PD i -30 PM).150300



Sklepik fabularny
Przedmioty mają charakter fabularny, nie dopisujemy ich do ekwipunku postaci, postaci mogą jedynie wykorzystywać je w swoich wątkach - bez zgłaszania tego faktu gdziekolwiek, nie kosztują ani PM ani PD, są darmowe.

PrzedmiotOpis
Chusta haftowana włosem jednorożcaPodkreśla urodę.
Czarne jagodyDodane do gorącej kąpieli działają jak afrodyzjak.
Czarodziejska wstążkaObwiązanie nią włosów lub jakiejś części ciała wzmaga zainteresowanie płci przeciwnej.
Czerwone czekoladkiBombonierka pralinek z czerwonej czekolady, ponoć doskonały afrodyzjak.
Malinowe cukierki przywołujące wspomnieniaZjedzenie jednego cukierka wystarczy, by przywołać najbardziej zapomniane wspomnienie z dzieciństwa.
Para złotych rybekSprzedawane razem w szklanej kuli. Wierzy się, że póki żyją, zapewniają domownikom miłość, a co wieczór rybki ponoć wzmacniają chęć wspominania starych, dobrych czasów.
Pył złamanych sercSilnie uzależniający proszek, który jest pochodną amortencji. Dodaje się go odrobinę do herbaty, której nie wolno wypić, a jedynie wdychać jej opary z zamkniętymi oczami. Gdy specyfik zacznie działać, ma się wrażenie, jakby osoba, którą kochało się nad życie, a która odeszła (lub zmarła), pozostaje przy nas, czujemy jej dotyk, zapach i obecność. Gdy otworzy się oczy, wrażenie pryska.
Słoiczki z muszelkamiMuszelki zostały zebrane z plaży tuż przed zachodem słońca. Po potrząśnięciu i przyłożeniu ucha do denka słychać muzykę graną wieczorami, niosący się śmiech oraz syczące skry sypiące się z ogniska.
Statuetka elfaPo dotknięciu go różdżką elf rozbudza się i zaczyna śpiewać melodyjnym głosem "Kociołek pełen gorącej miłości".
Zaczarowane zwierzęPrzypomina ducha zwierzęcia, patronusa, ma srebrzystą, niecielesną formę, płynnie unosi się w powietrzu; zachowuje się jak żywe zwierzę, jest jednak tylko jego zaklętym cieniem. Zabawka, upominek, nie ma większego zastosowania. Na festiwalu sprzedawane są tego rodzaju małe leśne zwierzęta, np. zając, wiewiórka.
Zapachowe mieszkiW środku znajdują się wiecznie żywe, wielobarwne płatki kwiatów zerwanych na terenie Weymouth. Po otwarciu uwalniają zapach festiwalu - dominują nuty palonego drewna, morskiej bryzy, mokrego, plażowego piasku oraz frezji.
Zasuszony kwiat paprociTrzymany w domu poprawia nastrój wszystkich gości i lekko wpływa na zmianę nastawienia z negatywnego na pozytywne. Piękny, romantyczny prezent.
Zwój z receptą na Zniewalające Bańki Pierwszej MiłościBańki do kąpieli o różanym zapachu. Osoba, która zażyje takiej kąpieli, czuje się znów jak nastolatek przy pierwszym zauroczeniu wobec osoby, która podarowała płyn, wcześniej umieszczając w niej kroplę swojej krwi. Działa na wszystkich, niezależnie od wieku.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 13.05.18 21:49, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Jarmark   30.06.18 22:20

Oczywiście, że nie. Na pewno lady Prewett doceniła twoją odwagę – chociaż dalej nie rozumiała czemu ktokolwiek zgodził się na wpuszczenie chłopca do wody. Dostrzegła biegnącą w ich kierunku kobietę, jednak nie odezwała się, z zaciekawieniem spoglądając na jej zachowanie. Ta widocznie nie zauważyła, że chłopiec wcale nie był sam a na kopnięcie prądem opiekunki Francuzka zareagowała niezwykle złośliwym uśmiechem.
Ach, a jednak nikt pani nie porwał, to dobrze, już się martwiliśmy – nie zamierzała zwracać jej uwagi, chociaż czuła, że powinna to zrobić; nie chciała jednak być niemiła przy dziecku, zresztą, kobieta dostała karę za swoje przeoczenie. Z drugiej strony poniekąd ją rozumiała – w końcu wokół był tłum ludzi a Heath nieszczególnie zważał na bliskie otoczenie. – Na szczęście wszystko w porządku. – Dodała, mając na myśli ogólny stan dziecka, nie anomalie, które dzisiaj nie odpuszczały.
Możemy kupić Miriam te mieszki, co ty na to? – Zaproponowała, zwracając się już do chłopca; sama zresztą zastanawiała się nad ich zakupem, więc mogła przecież dokupić jeszcze jedną paczuszkę. Wpadła też na pomysł, że dodatkową mogłaby podarować Aydenowi, szybko jednak odrzuciła od siebie tę myśl; przecież skutecznie go unikała. Dokończyła wiązanie niewielkiego bukietu, wnet podnosząc się z ziemi i ruchem dłoni strzepując niewidzialny brud z materiału ciemnozielonej sukni. – Chodź skarbie, tylko złap mnie za rękę i nie puszczaj, w porządku? – Uśmiechnęła się zachęcająco, nie pokładając szczególnego zaufania w zawstydzonej młódce. Kolejne kopnięcie prądem wydało jej się już słabsze, lecz wciąż odczuwalne, w mimowolnym więc odruchu zacisnęła palce na dłoni chłopca odrobinę mocniej. Z miną pozbawioną szczególnych emocji i próbą głębszego oddechu, który miał poniekąd odwracać jej uwagę od przechodzących po ciele mrówek, podeszła do straganu.
Popatrz, to ten elf, o którym ci mówiłam – przykucnęła obok, tuż nad ramieniem Heatha, palcem wskazując na figurkę elfa, który zaraz po dotknięciu różdżką przez sprzedawcę zaczął śpiewać – myślę, że to idealny sposób na straszenie nieświadomych osób w środku nocy – dodała konspiracyjnie, wiedząc, że chłopiec zrozumie o kogo jej chodziło; opiekunka tym razem nie oddalała się na krok, choć wyglądała na zniechęconą dzisiejszym dniem – to są te zwierzątka? – Spytała, kierując spojrzenie na srebrzystego zająca. Próbowała wciąż nie zwracać uwagi na lekkie osłabienie, choć nie przeoczyła tego, że z każdą kolejną chwilą nieprzyjemnego kopania było coraz mniej.

126/216




are you something real or just the shell of one who's left this world behind?
Powrót do góry Go down
Heath Macmillan
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6203-heath-macmillan#151883 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : n/d
Wiek : 5
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   30.06.18 22:47

Och nikt się nie zgadzał. Teoretycznie młody chciał tylko zobaczyć wianki, ale gdy zobaczył co się dzieje uznał, że on też chce i zanim ktokolwiek się obejrzał był już w wodzie. Opiekunka, która wtedy akurat z nim była uznała, że nie ma co się z dzieciakiem szarpać w wodzie i tylko uważnie obserwowała co się dzieje. Chociaż młody zaserwował jej mini zawał gdy wpadł na chwilę pod wodę. Dlatego teraz do towarzystwa miał inną guwernantkę, która chyba jeszcze nie miała do końca wypracowanych metod na Heatha.
Na słowa Solene kobieta była nieco zdziwiona. W końcu kto miał ją niby porywać, ale wyczuła, że Francuska sobie kpi, więc się nie odezwała. W końcu jakby nie było francuzka prawdopodobnie uratowała jej posadę. Kiwnęła tylko głową słysząc, że Heathem wszystko w porządku.
-Na prawdę? - Heath zerwał się na równe nogi słysząc słowa Solene. - Super! - dorzucił jeszcze już zupełnie zapominając o swoim nosie.
-No... dobrze- zgodził się i z ociąganiem złapał czarownicę za rękę. Nie lubił tego, bo wtedy musiał iść tam gdzie dorośli, mimo że po drodze było mnóstwo ciekawych rzeczy. Na szczęście Solene była lepsza niż większość dorosłych, tak więc poszedł razem z nią do straganów.
-Strasznie zawodzi, dlaczego ktoś miałby go kupować... - zapytał patrząc na śpiewającego elfa. Gdy usłyszał opinie francuzki, aż podskoczył z zachwytu. - Racja! Do tego byłby idealny!- zgodził się z opinią Solene nie zachowując zbytniej dyskrecji. Jeszcze nie był za dobry w te klocki. No i dzięki czarownicy zapomniał, że mają dodatkowe towarzystwo w postaci guwernantki. Ciekawe czy gdyby chciała zmienić pracę dzięki temu, że pracuje u Macmillanów będzie mieć od razu zapewnione mnóstwo ofert? Taki survival dla guwernantek, przetrwają najsilniejsze.
Heath odwrócił wzrok na kram, który wskazywała Sol.
-Mhm, to one. Najfajniejsze są wiewiórki i gronostaje- objaśnił wodząc wzrokiem za zającem. W sumie ten futrzak też nie był zły.
-O, a tam są te mieszki zapachowe. Są ich całe stosy! - wskazał ręką gdzieś na prawo od nich.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   30.06.18 22:47

The member 'Heath Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Jarmark   30.06.18 23:15

Zaśmiała się perliście, kiedy usłyszała wyrok dziecka – wiedziała zresztą od dawna, że dzieci były najlepszymi osobami do wystawiania opinii; niewymuszenie szczerej, bezpośredniej, niepodszytej żadnymi złośliwościami i przekonaniami. Za to właśnie kochała pracę z najmłodszymi.
Niektórzy lubią słuchać zawodzenia, zobaczysz, że i ciebie to kiedyś czeka. – Skwitowała krótko. Wszystko ustało, zauważyła, gdy jej mięśnie przestały odczuwać ból związany z obejmowaniem dziecka, by nie oddalił się od niej nawet na pół metra. Wiedziała, że jego ojciec był wprost przewrażliwiony na punkcie bezpieczeństwa swojej rodziny, szczególnie syna, dlatego nie mogła pozwolić, żeby po raz kolejny chłopiec zagubił się w tłumie – nieważne czy przypadkowo, czy nie. Uśmiechnęła się z zauważalną ulgą i wreszcie swobodnie, chłodną dłonią zgarnęła poprzyklejane do dziecięcego czoła kosmyki kręconych, niesfornych blond włosków. W połączeniu z chustką zakrywającą nos, wyglądał dość zabawnie, ale nie zamierzała się śmiać; przynajmniej nie teraz, nie przy nim.
Podniosła się z ziemi, z niewielkim trudem, odczuwając niewielkie zawroty głosy – co zrzuciła na karb walki z anomaliami przez ostatnie kilka minut – żeby przesunąć się nieco w bok kramu.
Pomożesz mi wybrać? Dla ciebie, Miriam, może sobie sama też takie kupię do pracowni? – Zaproponowała, spoglądając na niewielkie paczuszki. Musiała przyznać, że niewielkie zawiniątka prezentowały się niezwykle uroczo i estetycznie, była więc pełna podziwu dla osób zajmujących się zaopatrzeniem jarmarku.
Ostatecznie po kilku minutach dokonała zakupu kilku opakowań mieszków i zaczarowanej wiewiórki, którą podarowała Heathowi. W zwyczajnym, miłym prezencie.
Teraz musimy znaleźć Miriam. Dasz jej mieszki i ten bukiet kwiatów, to bardzo miły prezent, który spodoba się każdej dziewczynce. Jestem pewna – Zgodnie z tymi słowami udali się na mały spacer, jednak wyglądało na to, że prezent musiał zostać przesłany sową, gdy jak na złość wokół nie było żadnej blisko związanej z lady osoby. Potem postanowiła, że dopilnuje powrotu opiekunki i Heatha do domu, i właściwie nie żałowała, że to zrobiła, gdy po drodze anomalie znów postanowiły spłatać im psikusa.

zt oboje




are you something real or just the shell of one who's left this world behind?
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Jarmark   03.07.18 21:32

1 sierpnia

Malinowa konkurencja okazała się porażką, jedynie pod względem zajętego w rankingu miejsca a dzban pełen owoców, wysypujących się zresztą ze środka, był zaskakujący nie tylko dla niej; nie śpieszyła się przecież, jak i wcale nie podejrzewała, że okoliczny las będzie tak urodzajny pod tym względem – malin niestety zatrzymać nie mogła, a żałowała, bo wprost uwielbiała te owoce i oczyma wyobraźni widziała upieczony przez ciocię placek nimi wypełniony. Po konkurencji postanowiła odwiedzić jarmark, jedynie w celu czysto poznawczym, chociaż tłum ludzi nieco ją przeraził. Zawracała już do wyjścia z polanki, na której poustawiane były stragany, gdy dostrzegła w oddali dobrze znajomą kitkę włosów. Szybko zwróciła wzrok w tamtą stronę i niewiele myśląc – postanowiła się przywitać, nie mogąc przepuścić okazji do spotkania ze swoją ulubioną małą damą. Obecność Anthony'ego, z którym wciąż była pokłócona była w stanie jakoś znieść, kiedy niemal całą uwagę i tak poświęciła trzymanej na rękach Miriam; nie zamierzała się przecież kłócić i robić kolejnych scen przed Archibaldem i jego córką, na zorganizowanym przez jego ród festiwalu, liczyła więc, że Anthony miał podobne podejście do sprawy.
Lordzie Prewett, Lordzie Macmillan, miło panów widzieć – przywitała się dostojnym skinieniem głowy i neutralnym wyrazem twarzy, który zmienił się na szeroki, wesoły uśmiech, kiedy tylko skonfrontowała swoje spojrzenie z nieco zarumienioną twarzyczką dziewczynki. – Biedroneczko, wszystko w porządku? Wyglądasz na śpiącą. – Wiedziała, że najpewniej przeszkodziła mężczyznom w jakże zajmującej i poważnej dyskusji, równie nieodpowiedniej i nużącej dla dziecka, dlatego postanowiła uratować Miriam z opałów, zapewniając jej chociaż odrobinę zabawy; na przykład spaceru po łące tuż za straganami i zebrania kwiatów, czy oglądnięcia po raz kolejny rozmaitych przedmiotów, znajdujących się na blatach budek.
Czy mogłabym zabrać Miriam na spacer? Panowie porozmawiają, my również, na tajne, kobiece tematy – w odruchu zgarnęła z twarzy dziewczynki niesforny kosmyk włosów, wzrokiem wiodąc na panią Picks, która stojąc nieopodal z inną kobieciną, wyraźnie zainteresowała się jej przybyciem; jednak nie pamiętała, by się jej naraziła w żaden sposób, skoro nie napisała niczego złego w żadnym z listów, poza tym, że brukselki wcale nie są dobre, ale najlepiej wyobrażać sobie, że smakują jak cukierki – o czym zamierzała zresztą za chwilę porozmawiać i podpowiedzieć jak wyrzucać te niemiłe brukselki, żeby nikt się nie zorientował.




are you something real or just the shell of one who's left this world behind?
Powrót do góry Go down
Aldrich McKinnon
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4821-aldrich-mckinnon https://www.morsmordre.net/t5110-poczta-aldricha https://www.morsmordre.net/t4830-al-mckinnon https://www.morsmordre.net/f123-earl-s-court-road-17-3 https://www.morsmordre.net/t6054-aldrich-mckinnon
Zawód : uzdrowiciel
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I am and always will be the optimist. The hoper of far-flung hopes and the dreamer of improbable dreams.
OPCM : 8
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 19
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   05.07.18 17:53

Było nieznośnie wcześnie, przed siódmą, zimowe słońce dopiero zbierało się do wschodu w pełnej okazałości. Aldrich McKinnon, lat sześć i Millie McKinnon, lat cztery, jak to małe dzieci, wolni od potrzeby snu tak bliskiej zmęczonym dorosłym, stoją na drewnianych taboretach przed pulpitem, gdzie ich mama rozkładała swoje niedokończone szkice. Mali McKinnonowie byli dziećmi psotnymi zaledwie średnio, za to uczynnymi nad podziw, gdy tylko znaleźli więc kilka porzuconych przez mamę kawałków węgla, zdecydowali się pomóc w uchwyceniu zimowego wschodu słońca, korzystając ze swych dopiero rozwijających się zdolności plastycznych. Artystyczne wysiłki Adeli McKinnon zostały w tym procesie oczywiście doszczętnie zniszczone – zarys jeziora i lasu pokrył się grubymi liniami, które czyniły z nich – łagodnie mówiąc – abstrakcyjną sztukę nowoczesną. Ostatnim, co Aldrich zobaczył w tym wspomnieniu była roześmiana twarz matki otulonej szlafrokiem. Wydawało mu się nawet, że poczuł dotyk jej dłoni na ramieniu i włosach, ale w tej chwili wspomnienie rozmyło się, a on wrócił całym swoim jestestwem do dorosłości i chwili wytchnienia na letnim jarmarku.
Jak łatwo przychodzi ludziom zapominanie? Po tym, jak wspomnienie zniknęło mu sprzed oczu, poczuł ukłucie żalu – nie chciał zapominać takich momentów; wtedy wydawały się pospolite, a teraz, gdy miał już nowy dom, mnóstwo obowiązków i wiele trudnych przeżyć za sobą, chciałby mieć więcej takich wyjątkowych wspomnień. Na pocieszenie miał chyba tylko świadomość, że jedno przynajmniej się nie zmieniło. Gdyby teraz miał namalować wschód słońca, na pewno wyszedłby mu tak samo nieporadnie jak wtedy, gdy miał sześć lat.
- Mamę. – odpowiedział. Taką, jaka była kiedyś, a nie tylko cień kobiety, ukryty teraz w uzdrowisku w szkockich górach. – I Millie, o taką małą. – podążył spojrzeniem w ślad za siostrzenicą zajętą zabawą. Gdzie umknął mu czas miniony od pierwszych dni jej życia aż do teraz? Wydawało mu się czasem, jakby dopiero wczoraj przejął nad nią opiekę – w większości przypadków na szczęście było to zaskoczenie pod postacią niepewności, jak właściwie się nią zająć, a nie nadejścia nowej fali żalu po stracie siostry. Tamta tęsknota prawie już się zabliźniła, a Aldrich potrzebował, by proces ten już się zakończył, jeśli chciał żyć chociaż we względnym spokoju. Musiał chociaż spróbować zrozumieć, że trzy lata to jednak szmat czasu, a gdy podejmie próbę normalnego życia, bez poczucia winy, że nic wtedy nie zrobił – to już nie będzie krzywda dla pamięci po Millie. Jego siostra zginęła w wypadku, a on miał teraz lepszą szansę na uczczenie jej pamięci niż zamartwianie się przeszłością.
- Malowaliśmy. – podjął po chwili, nie kierując słów w stronę niebezpiecznie bolesnych i z gruntu nudnych rozmyślań o żałobie (w końcu Sophia wiedziała już o niej wszystko, niezależnie od tego, co mógłby jej powiedzieć). Otrzymał taką piękną okazję do zatracenia się na chwilę w części życia pozbawionej trosk i wątpliwości – szkoda byłoby ją zmarnować tuż przed powrotem do trudnej rzeczywistości. – A raczej bazgraliśmy po jej niedokończonych pracach. Pewnie już ci mówiłem, że była artystką. Malowała głównie portrety na zamówienie, ale bardzo lubiła też rysunek węglem. Mam w domu jeszcze kilka jej prac, a część zabrała ze sobą. – przemilczał fakt, że większość malutkich, ale przeuroczych dzieł jego matki zwyczajnie się zgubiła lub uległa zniszczeniu w trakcie wyprowadzki rodziny z Banchory. – Pokażę ci je, kiedy wpadniesz następnym razem, jeśli chcesz. – były już nieistotnym drobiazgiem, nieżywą pamiątką, i to po osobie, której Sophia nawet nie poznała, ale coś – może jego własna potrzeba, by wcielać ją, jak i innych swoich przyjaciół, do rodziny, a może jej ponura samotność, której nie umiał naprawić w żaden inny sposób – skłoniło go do wypowiedzenia tych słów.
- A ty? Co ci się przypomniało?


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3765-skrytka-bankowa-nr-925 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
OPCM : 36
UROKI : 23
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   05.07.18 23:32

Niestety tak to już było, że wspomnienia z dzieciństwa z czasem blakły i rozmywały się. Sophia też nie pamiętała wszystkiego, jedynie urywki i pojedyncze zdarzenia, jak każdy. Z każdego kolejnego roku życia pamiętała coraz więcej, ale poniżej piątego były to właśnie pojedyncze urywki i fragmentaryczne wspomnienia, i czasem traciła rozgraniczenie między tym, co zdarzyło się naprawdę, a co było tylko snem. Czasem tego żałowała, bo chciałaby mieć jak najwięcej wspomnień z udziałem rodziców, każde z nich było dla niej cenne, ale nie mogli przeskoczyć pewnych właściwości ludzkiego umysłu jak to, że nie był w stanie pamiętać każdego zdarzenia z życia.
Smakowała ten urywek wspomnienia wraz z cukierkiem, sycąc się tym małym fragmentem swojego życia, który mogła sobie przypomnieć i zapamiętać teraz, jako osoba dorosła i świadoma. Zalała ją fala tęsknoty i nostalgii i uśmiechnęła się lekko do Aldricha, zdając sobie sprawę, że on zapewne przeżywał to samo, przypominając sobie jakiś wycinek swojego dzieciństwa i rodziny.
- Zobaczyłam tatę, uczył mnie latać na dziecięcej miotełce. Obok była też mama. Zobaczyłam ich oboje, uśmiechali się i zachęcali, bym oderwała się od ziemi – powiedziała, wciąż widząc to przed oczami, tę sielankową scenę z salonu, od której minęło jakieś dwadzieścia jeden lat i której nie pamiętała już od dawna, bo była zbyt mała, by jej umysł zachował ten obraz na dłużej. – Przeżyłam na nowo swój pierwszy lot po salonie na tej małej miotle dla dzieci, która lata nad podłogą.
To samo w sobie było cudowne uczucie – pierwszy lot, nawet jeśli na małej dziecinnej imitacji miotły. Zaśmiała się cicho do tego wspomnienia, bo choć strata rodziców była dla niej bolesna tak, jak dla niego strata siostry i oboje doskonale znali swoje żałoby i smutki, to cieszyła się, mogąc zobaczyć tak szczęśliwe wspomnienie.
- Chętnie je zobaczę. Sama nigdy nie umiałam ładnie malować, ale wierzę, że twojej mamie wychodziło to znacznie lepiej – powiedziała, ciekawa tego fragmentu jego przeszłości. Był jej przyjacielem, więc interesowała się jego życiem i skoro miał ochotę jej pokazać coś, co było dla niego ważne, chciała to zobaczyć, mimo że jej pojęcie o sztuce było zerowe. Nawet teraz, gdyby tak wzięła w dłoń ołówek lub kredki, wychodziłyby jej gryzmoły bliskie tym dziecinnym, bo nigdy nie miała talentu do niczego bardziej skomplikowanego niż jakieś wykresy czynione na potrzeby aurorskich spraw. – Stwierdzam, że te cukierki są wspaniałe – rzekła po chwili, gdy jego działanie już minęło, ale była naprawdę pozytywnie zaskoczona magią zaklętą w tych słodkościach. – Wiesz co, chyba kupię trochę więcej i poczęstuję też innych znajomych – dodała, nagle wpadając na taki pomysł, że dobrze byłoby ich mieć trochę więcej i zachować po festiwalu, choć pewnie nie powinna folgować swojej nostalgii i szukać takich drobnych okazji do oderwania swoich myśli od okropieństw dnia codziennego. Wierzyła jednak, że przecież nic złego się nie stanie bo nie wpłynie to na nią nijak poza tym, że przypomni sobie kilka wspomnień, przecież nadal doskonale wiedziała, kim jest i co jest w jej życiu najważniejsze.
Czuła się teraz przyjemnie rozluźniona, nawet wcześniejsze zakłopotanie po ujrzeniu Aldricha z jej wiankiem dawno już uleciało, odnosiła się do niego dokładnie tak, jak zawsze, choć tlący się w niej bunt kazał jej omijać okolice ogniska, nie miała bowiem chęci na żadne romantyczne tańce a wolała spacer z przyjacielem i jego siostrzenicą, której zresztą nie mogli zostawić samej.
Na chwilę jeszcze wróciła do straganu, ostatecznie, po krótkich pertraktacjach ze sprzedawcą zachęcającym do kupienia czegoś na jego straganie, oprócz cukierków i kupionego już wcześniej fluorytu niosła też w dłoni paczuszkę z onyksem czarnym.
- Chodźcie, możemy iść dalej – powiedziała do niego, po czym razem opuścili jarmark, udając się na przechadzkę po terenach Weymouth.

| zt.





Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Flavien Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5559-flavien-lestrange#129850 https://www.morsmordre.net/t5572-jean-claude#130040 https://www.morsmordre.net/t5570-flavienowe#130037 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5579-skrytka-nr-1373#130152 https://www.morsmordre.net/t5578-flavien-lestrange#130148
Zawód : pomocnik dyrektora artystycznego rodowej opery
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
De la musique avant toute chose,
Te pour cela préfère l’Impair.
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   06.07.18 10:40

Problemy z operą były wyłącznie moimi problemami, co dobitnie dał mi do zrozumienia wuj. Nie kłóciłem się z nim, byłem tylko jego pomocnikiem, nie miałem prawa. Owszem, sugerowałem mu pewne rzeczy, namawiałem, przedstawiałem argumenty, ale decyzja należała do niego. Wykonywałem jego wolę; być może kiedyś, za parę lat, zrezygnuje ze stanowiska i przekaże mi pełnię władzy nad działalnością artystyczną naszego rodzinnego dziedzictwa. Na razie musiałem uzbroić się w cierpliwość i czekać na moment, w którym moje wpływy wzrosną. Przyjmowałem pokornie zarówno krytykę jak i pochwałę, choć przez mój perfekcjonizm oraz wybrzydzanie ostatnio dostawałem więcej niepochlebnych słów niż tych dobrych. Najwyraźniej nikt nie rozumiał mojej potrzeby zapewnienia śpiewakom idealnych warunków, ale nie mogłem mieć na to większego wpływu. Z tego powodu wolałem nie poruszać drażliwego tematu mojej pracy. Na Festiwalu Lata pragnąłem oddać się sielskiej atmosferze, być może ostatniej, jaką nam przyjdzie tutaj odczuwać. Polityka zmieniała się szybko i dynamicznie, toczących się zawirowań w magicznym świecie trudno było przeoczyć i nawet ja, choć nie interesowałem się zagraniami ludzi u władzy, wiedziałem, że sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Powinniśmy korzystać z tych chwil beztroski jakie nam pozostały. Szczególnie, że krążyły wieści o zaręczynach Aurelii, jakie miały się odbyć; to również znacząco wpływało na dzisiejsze nastroje, wiedziałem o tym. Tak samo jak na wolność mojej drogiej kuzynki. Uważałem, że zasługiwała wreszcie na księcia z bajki po śmierci niedoszłego męża, którą tak bardzo przeżyła. Nie wiedziałem jedynie czy Black aby na pewno był dobrym wyborem. To znaczy, ten konkretny Black.
- Tak. Nie powinnaś się dziwić, uwielbiam latać na aetonanach – odpowiedziałem z uśmiechem. To jedno, co odziedziczyłem po Carrowach, absolutne uwielbienie skrzydlatych wierzchowców. Niestety niczego innego matka nie mogła mi przekazać, bo nawet jej nie pamiętam. – Wątpię, bym zdążył zakupić go przed wyścigiem. To nie wybór kociołka na zajęcia, a żywego stworzenia. Obaj musimy się polubić – dodałem gwoli wyjaśnienia, choć przez chwilę miałem ochotę zacząć się droczyć z moją towarzyszką. – Ciebie nikt nie pokona. Jedyne szanse mają Adrien i Inara – powiedziałem zamiast tego. Naprawdę uważałem, że w tej dziedzinie nikt nie zdołałby pokonać Carrowów. Ubolewałem nad tym, ale nie można było mieć wszystkiego.
Szliśmy spokojnie wzdłuż wystawionych straganów a ja zastanawiałem się, czy my jako szlachta w ogóle potrzebujemy zaopatrywać się w rzeczy, które posiadaliśmy. Przynajmniej dopóki nie zauważyłem, że zaprezentowane towary były naprawdę unikatowe oraz cenne, przynajmniej niektóre. Nim skończyłem własną myśl, a Aurelia już ją podchwyciła, lecąc do magicznej uprzęży. Uniosłem kąciki ust wyżej, nie spodziewając się, by mogła podejść do czegokolwiek innego. – Uważam, że zasłużyłaś – przytaknąłem podchodząc do wypatrzonego przedmiotu. Stanąłem obok kuzynki. Zerkałem właśnie na wisiorek z agatem kiedy padło pytanie. Powinienem się go spodziewać, ale i tak przez ułamek sekundy stałem nie wiedząc co odpowiedzieć. – Upatrzyłem – potwierdziłem nie bez zadowolenia. – Zamierzam rzucić się po wianek damy, z którą spędziłem ostatni sabat – dodałem, naiwnie wierząc, że nieobecnej wtedy Carrowównie nic to nie powie. Nie wiedziałem, że zdążyłem już zostać obgadany przez własne krewne. Musiałem jednak naprowadzić kobietę na trop, na pewno nie omieszkałaby mnie dopytywać o personalia rzeczonej czarownicy.




na brzeg
wpływają rozpienione treny
w morzu płaczą syreny,
bo morze jest gorzkie

Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Zawód : opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 23
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Jarmark   14.07.18 20:03

Po pierwszej sekundzie od włożenia nowego nabytku do lewej kieszeni, pragnęła sięgnąć tam ponownie, zacisnąć dłoń na chłodnym przedmiocie i wyciągnąć na światło dzienne żeby sprawdzić, czy już zmienił swój kształt - miał tyle możliwości! W ciągu paru sekund entuzjazm dziewczyny prawie sięgał zenitu, tonąc w rozmyślaniach na temat transmutacyjnych umiejętności artefaktu, jego zależności od nastroju i charakteru właściciela - czy po czasie będzie przeistaczał się w to, co ma na myśli? Czy kiedykolwiek przybierze postać tego, w co już kiedyś się zamienił? Znakomite odciągnięcie uwagi - wystarczył nowy zakup i już nie mogła myśleć o niczym innym, wreszcie niecierpliwość zwyciężyła i drobną dłonią sięgnęła do materiałowej skrytki, tym samym natrafiając na jeszcze mniejsze palce, wyślizgujące się właśnie z kieszeni. Serce zabiło mocniej, białe włosy omiotły twarz, kiedy zwracała się od razu za siebie, dostrzegając młodego chłopca, najwyraźniej winnego kradzieży. Cóż za tupet! Musiał być pogubiony, biedny malec! Nie zwlekała, puściła się biegiem póki nie dzieliła ich duża odległość - skubaniec wyglądał na szybkiego i choć Sue nie chciała wydawać pochopnych wniosków, także na doświadczonego w złodziejskim fachu.
- Stój! - krzyknęła rozpaczliwie, bo serce aż ściskało jej się ze smutku - nie miała aż tyle pieniędzy, zaś na festiwal rzeczywiście oszczędzała, znając możliwości jarmarku oraz licząc na różnorodność wyboru. Na szczęście taneczna zwinność ułatwiła jej wymijanie oglądających się za pogonią postaci, kolorowe stragany rozmywały się obok, nieważne w obliczu kradzieży. Różdżkę miała schowaną - początkowo przez myśl przeszło użycie zaklęcia zwalniającego albo - nawet lepiej - transmutacyjnego - lecz tłum był zbyt duży, podobnie jak ryzyko. Zdążyła się lekko zasapać, ale wreszcie dorwała spryciarza, zaciskając palce na materiale jego bluzki, drugą dłonią prędko chwytając rękę i trzymając tak mocno, na ile miała siły. Zawsze chciała wierzyć, że w dzieciach kryje się najprawdziwsze dobro, nawet jeśli już zaczynały błądzić w tym strasznym świecie. Patrzyła na nieznajomego uważnie, bez złości, lekko prosząco. Zastanawiający wydawał się brak rodziców - prawdopodobnie sam im uciekł, lecz martwiła się, że wysłali go na połów. Może powiedzieli, że ma nie wracać bez żadnego łupu?
- Jesteś szybki, ale nie wydałeś ani knuta na ten kamień - powiedziała, kucając obok, ale nie zwalniając uścisku. Teraz mógł oglądać jej nietypową urodę do woli. - Dlaczego to zrobiłeś? - zapytała, choć nie podejrzewała chłopca o skłonności do mówienia prawdy. - Kto cię tego nauczył? - dlaczego to zrobił? Dlaczego ludzie są tak podli?




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 https://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 https://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 https://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 https://www.morsmordre.net/t3831-skrytka-bankowa-nr-838#71331 https://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
Zawód : nauczycielka zielarstwa
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

co to takiego oglądać oczami,
po co serce mi bije
i czemu moje ciało nie zakorzenione.


OPCM : 20
UROKI : 11
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   15.07.18 23:32

Jest tak przyjemnie. Nawet na chwilę zapominam o tym, co wydarzyło się na początku lipca. Uśmiecham się lekko, chcąc dodać sobie otuchy. I utwierdzić nas oboje, że nic się nie stało. I wszystko jest jak dawniej, prawda Jay? Och, przecież o tym nie pamiętasz. To nic, dalej się lubimy, zgadza się? Powiedz, że tak. Nie możesz, bo to tylko moje chaotyczne myśli. Nie czytasz w nich, a przynajmniej nic o tym nie wiem. To dobrze, umarłbyś z zażenowania gdybyś tylko mógł dostać się do mojego umysłu. Zostawmy to tak, jak jest - a jest zwyczajnie. Już prawie nie niezręcznie. Odrzucam wszystkie wątpliwości oraz pesymistyczne wizje. Jest Festiwal Lata, piękne święto, czas pokoju i spokoju; możemy odetchnąć, na chwilę. Krótką, ulotną, ale jednak. Oglądam się niepewnie na stoiska, zaraz jednak powracając spojrzeniem na profesora. Nie wiedząc, że biedny Vane zgubił wątek - ale nie zdziwiłabym się. Znam go już na tyle, żeby wiedzieć o jego bujaniu w chmurach. Tam na pewno jest piękniej niż na ziemi, pełnej brutalności oraz wojny. Żałuję, że tak twardo po niej stąpam, ale z drugiej strony… czy nie zrobiłoby się zbyt tłoczno, tam u góry, gdyby każdy wolał odciąć się od przyziemnej rzeczywistości? Niektórzy musieli walczyć, żeby inni mogli oddawać się ukochanym pasjom. Nie ma w tym niczego złego.
Widzę, jak policzki mężczyzny pąsowieją, a ja nie wiem dlaczego. Czyżby rozmowa na temat gwiazd wydała mu się tak bardzo wstydliwa? Niemożliwe. Wyginam kąciki ust, nadając wyrazowi twarzy dobrodusznego charakteru, a spojrzenie staje się bardzo wyrozumiałe. Chyba naprawdę Jayden zamyślił się, a teraz starał mi się to wynagrodzić. Miło z jego strony.
- Nie, to była tylko chwilowa niedyspozycja - wyjaśniam oględnie, ale za to konkretnie. - Podobał mi się twój wykład. Rzeczowy, pełen niespodziewanej wiedzy. Ale zauważyłam, że większość laików wolała piękną, nieprawdziwą otoczkę, bajkę na dobranoc. Wielka szkoda - dodaję, nie wiem nawet dlaczego. Kręcę głową. Sama nie jestem zbyt biegła w astronomii, ale doceniam wiedzę. Ona sama w sobie jest piękna, nie potrzebujemy do niej ozdobnej kokardki, jaką obwiązuje się prezenty. To bezsensowne.
- To dobrze, zdążę go jeszcze zobaczyć - rzucam cicho, bardziej do siebie niż do mężczyzny. Poprawiam włosy, aż zamieram nieco skonsternowana krzykiem astronoma. Uśmiech przybiera dość pobłażliwego wyrazu. - Naprawdę nie wiesz nic o tradycji dotyczącej wianków? - pytam trochę podejrzliwie, ale w spojrzeniu lśni rozbawienie. - Kobiety zaplatają kwietną koronę i układają ją na morskie fale, a mężczyźni je wyławiają. Mawia się, że wtedy będą ze sobą - śmieję się, bo to w naszym przypadku aż absurdalne. Mam tylko nadzieję, że Jay nie wystraszy się tych słów i nie ucieknie z krzykiem. Ja z wdzięcznością przyjmuję na głowę moją własność, po czym ruszamy wzdłuż straganów. - Jeszcze nie wiem dokładnie co tu sprzedają - stwierdzam zgodnie z prawdą, po czym kręcę przecząco głową. - Nie, nie, nie mogę się na to zgodzić. Ale chętnie będę organem doradczym - decyduję, czemu towarzyszy energiczne klaśnięcie w dłonie.




Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 https://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#143987
Zawód : astronom, profesor w Hogwarcie (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
See you on the Western sky
On the best of nights
Out in the dark
You always seem to come my way
Come and take your shape
Out on the stars
I really wanna know your name
See your face
Know who you are, who you are
OPCM : 24
UROKI : 17
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   18.07.18 22:42

Jayden nie pamiętał niczego, co działo się na początku lipca. Nie miał pojęcia, jakie drugie życie prowadził, jakie decyzje podejmował, z kim u boku walczył. Ale gdyby miał wybierać drugi raz - postąpiłby dokładnie tak samo. Jego sumienie mówiło mu wyraźnie, co miał czuć i co robić. Był szczery sam ze sobą i mógł być z tego faktu jedynie dumny. Nie wszyscy posiadali umiejętność stanięcia twarzą w twarz z okrutną prawdą i pozbyciem się złudzeń. Ale nie pamiętał. Wtedy wiedział, że tak będzie lepiej. Że nie będzie pamiętał tych strasznych słów, które padły z ust bliskich mu osób. Że nie pamiętał gniewu, który w nim wzrastał. Nie miał pojęcia, że był do tego zdolny, a jednak tak się wydarzyło. Zostawił to jednak za sobą i żył w świecie, gdzie nie istniał Zakon Feniksa i ci, którzy mieli go za zdrajcę. Człowiek pozbawiony zdradzieckiego oręża nie był głupcem, skoro jad przesiąkał również uchwyt i krzywdził nie tylko wrogów, ale również i jego samego. Chciał trwać przy swojej astronomii, przy swoich uczniach, przy rodzinie i przyjaciołach. Właśnie dlatego mógł oddać się błogiej radości, nieświadomości, chociaż jak inni zdawał sobie sprawę z komplikacji, które występowały jedna po drugiej. Nie był już tak doinformowany jak niegdyś, ale nie był ignorantem. Idąc przez tłumy zebrane na Festiwalu, wiedział, że wiele osób również nimi nie było. Coś wisiało w powietrzu.
- Dziękuję. Twoje słowa wiele dla mnie znaczą - odparł po krótkiej chwili, zaraz po tym jak Pomona umilkła. To prawda, że wiele osób oczekiwało od niego wydumanych frazesów. Prawdą również było to, że druga połowa wykładu była niezwykle techniczna, lecz nie pojawił się tam by snuć opowieści o tym, że meteoryty to kochankowie Księżyca. Ale to nie był on. To nie była astronomia. Nie zamierzał jej mieszać z fikcją, którą można było sobie snuć gdzie indziej. Przykrym faktem było dla niego to, że wiele osób tego nie zrozumiało. Miał jednak również głosy, które mówiły mu, że nie powinien był się przejmować. Pomony również do nich należał, co wprowadziło nieco ciepła na jego delikatne serce. Zaraz jednak inny temat stał się pierwszym planem. - Naprawdę? - spytał prawdziwie zaskoczony i równocześnie zlękniony wiadomością o wiankach. Jednak nie żartem dotyczącym byciem kimś więcej niż przyjacielem dla Pomony, ale z uwagi na fakt, że mógł komuś przeszkodzić w wykorzystaniu tej tradycji dla własnych celów. - Przepraszam... Pewnie zepsułem ci wieczór... W końcu skoro taki jest zwyczaj to... Gdybym wiedział... A co jeśli ktoś chciał złowić twój wianek? Ojeju. Na pewno na kogoś czekałaś, a ja to zepsułem. Przepraszam jeszcze raz. Da się to jakoś naprawić? - mówił i mówił, czując jak stresował się coraz bardziej. W końcu dopiero teraz widział te roześmiane pary, które szły za ręce lub tańczyły dokoła ogniska, której mijał. JD nie był panikarzem, ale w podobnych sytuacjach zawsze czuł się zagubiony. Do tego istniała szansa, że coś popsuł... Tego by sobie nie wybaczył. Zapomniał nawet po co już przyszedł na jarmark, ale nie odstępował nauczycielki na krok, ciesząc się w głębi, że na nią trafił. Lub ona na niego. Ostatnio czuł się wyjątkowo samotny. I nie chodziło o brak ludzi dokoła profesora. Absolutnie. Po prostu Evey nie dawała znaku życia, rzucając się w wir pracy. Nie tylko zresztą ona. Siostra, kuzynki... Zawsze obracający się w kobiecym towarzystwie, nie wiedział, w którą stronę się zwrócić, by zapełnić pustkę. - Mogę się przytulić? - spytał cicho, nachylając się w stronę Pomony, by go usłyszała, a przy okazji czując jak wspomnienia Mii i Pandory pojawiły się nagle w jego umyśle. Zatęsknił za obiema czarownicami, wciąż nie mając od nich żadnych wiadomości. Nie miał pojęcia, że nigdy już nie miały odpisać na jego namiętnie wysyłane w ostatnim czasie listy. Zakupy musiały chwilę poczekać.




I BELIEVE A TRUE  sacrifice

IS A
 victory
Powrót do góry Go down
Antonin Dolohov
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4891-antonin-dolohov#120670 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5248-antonin-dolohov#116831 https://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 https://www.morsmordre.net/t5246-antonin-dolohov#116631
Zawód : nicpoń, hultaj, urwipołeć
Wiek : 6
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Stała czujność!
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   21.07.18 0:17

Jego małe nóżki były przyzwyczajone do podobnych sprintów, szczególnie wśród takich tłumów ludzi. Niejednokrotnie okradał miłe panie lub naiwnych panów na ulicy Pokątnej, a tam warunki dokładnie przypominały te na jarmarku. Parno, głośno, tłoczno - w zasadzie takie Antonin lubił najbardziej, bo jego warunki fizyczne pozwalały na szybką ucieczkę. Był niewysoki, szczupły i piekielnie zwinny - dorosły rzadko miał szanse go dogonić, po prostu nie będąc w stanie przeciskać się przez tłum tak zgrabnie jak robił to on. A jednak niezwykła pani go dogoniła, co go zaskoczyło, ale nie przestraszyło. Jeszcze miał szanse wyrwać się z jej uścisku. Zaczął się szamotać jak dzikie zwierzę, którym w zasadzie w pewnym stopniu był. Spoglądał na nią ze złością, jakby to ona była wszystkiemu winna - nie żeby to on ją okradł i dał początek całemu zajściu. - Puść mnie! - Krzyknął, mając nadzieję, że teraz nie widzi go ojciec. Bądź co bądź to była porażka, powinien był szybciej uciekać albo w ogóle pobiec w drugim kierunku. - Puszczaj! - Nie spodziewał się, że kobieta okaże się taka silna. W końcu się zmęczył i na moment przestał się szamotać, ale wciąż patrzył na nią butnie. - I co z tego? Pani go nie pilnowała - odpowiedział odważnie, krzyżując ręce na piersi. Często tak robił, kiedy się z kimś przekomarzał, ale nie był głupi - wciąż mocno ściskał kamień, żeby go nie wyrwała z jego drobnej dłoni. - To nie pani sprawa - powiedział, ale tak naprawdę po prostu nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Zrobił to, bo... chciał. Tak robił, po prostu. Dlaczego miałby kraść z innego powodu? Nie rozumiał skąd te pytania. Zazwyczaj po prostu na niego krzyczano i wyzywano od najgorszych bachorów. Brakowało mu tego, nie wiedział jak się zachować. - Tata - odpowiedział z dumą, bo to właśnie Siergiej był dla niego najważniejszą osobą pod słońcem i bez przerwy chciał mu się przypodobać. A taki kamień, ach! Na pewno byłby z niego dumny. - No puść w końcu, psidwacza kość! - Gdzieś to usłyszał na ulicy, chyba w takich momentach należało tego używać. Jeszcze raz szarpnął, ale słabiej, już nie miał siły ani ochoty. Niech ona po prostu da mu spokój.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   21.07.18 0:17

The member 'Antonin Dolohov' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Miriam Prewett
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4347-miriam-prewett https://www.morsmordre.net/t4371-kremowka#93727 https://www.morsmordre.net/t4362-ile-biedronka-ma-kropek#93426 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4551-miriam-prewett
Zawód : żywa tabliczka do liczenia
Wiek : 6
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
in a world
where you can be
anything
be kind
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   21.07.18 0:39

Lubiła dostawać prezenty, ot, jak każda mała dziewczynka, której rodzice posiadali odrobinę więcej galeonów, niż przewidywała to średnia krajowa. Za wszystkie jednak była bardzo wdzięczna, bo ci sami rodzice zawsze powtarzali jej, żeby doceniała to, co ma. Zresztą, nie tylko rodzice. Do tych drobnych pouczeń dołączali się też dziadkowie i pani Picks. Dlatego, kiedy tata powiedział, że kupi jej nie tylko figurki rycerzyków, ale również i tajemniczy aparat, o którym nie miała jeszcze bladego pojęcia, ucałowała go w policzek.
Dziękuję! – uśmiechnęła się szeroko, zaraz jednak ten uśmiech zbladł, kiedy papa zaczął wyliczać na palcach jeszcze-nie-kupione chustki. – Dla mamy dwie! – zawołała, rozumiejąc swój błąd i zaraz machnęła łapką przed nosem, bo okropecznie nie lubiła pstryczków w nos. Uśmiechnęła się jednak i objęła papę nieco mocniej za szyję. – Naprawdę?! – zrobiła wielkie oczy. Malowała tradycyjnymi metodami, pędzle w dłoń, ceramiczny dzbanuszek z wodą, farbki wylane na paletę i proszę bardzo, zestaw dla malarza gotowy. – Można tak? Ciocia Margie mi nie mówiła! Ja bym chciała, papciu, bardzo bym chciała tak malować! Tak pstryk i gotowe!
Nie zdawała sobie sprawy z tego, że takie urządzenia mogły mieć coś wspólnego z mugolami. Przecież to, co brzmiało na tak magiczne, musiało mieć też magiczne pochodzenie!
Rozmowa dorosłych zaczynała ją nużyć, chociaż przeplatających się ze sobą głosów słuchało się wyjątkowo przyjemnie. Ich tematy całkiem do niej nie trafiały, nie rozumiała o jaki list chodzi, ani dlaczego tak chłodno na siebie patrzą. Jej papa i pan Macmillan było jak morze szykujące się do sztormu. Jak ta chwila, kiedy babcia mruczy pod nosem, żeby jeszcze chwila i zagrzmi. Uśmiechnęła się tylko do pana Anthony’ego, kiedy pochwalił jej głos. To było akurat bardzo miłe! Poprosiła cicho papę, żeby postawił ją na ziemi i złapała go za rękę. Niedaleko była pani Picks, może poprosi ją, żeby pochodziły po plaży i zbudowały piaskowy zamek? Zanim jednak zdołała zainicjować wykonywanie własnych myśli, na horyzoncie pojawiło się jedyne w swoim rodzaju rozwiązanie problemu.
Pani Solene! – ucieszyła się szczerze, natychmiast tuląc się do niej mocno. – Papo, mogę iść z panią Solene? Pomogłaby mi wybrać chustki! Proooszę! A dałbyś mi może kilka monet? Tylko kilka! – uśmiechnęła się do papy najurokliwiej jak tylko potrafiła, jaśniejącymi tęczówkami prosząc o kilka galeonów na drobiazgi. Jak tylko dostała je do swojej rączki, schowała je do drobnej, obszytej haftami w kształcie biedronek torebeczki i złapała za dłoń panią Solene. – Papo powiedział, że kupi mi aparat! A wie ciocia, co to jest aparat? – wymsknęło jej się. – To takie coś, co robi obrazy bardzo szybko, że pstryk i już!
Jednak z kobietami rozmawiało jej się o wiele swobodniej.




Zgubiła swe kropki na łące
a może w ogródku na grządce

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   21.07.18 0:39

The member 'Miriam Prewett' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
 

Jarmark

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 12 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13, 14, 15  Next

 Similar topics

-
» Jarmark - LOTERIA
» Jarmark - ŁAPANIE ŚWINIAKA
» Jarmark Walentynkowy - Budka z Całusami!

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18