Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Jarmark

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19, 20, 21  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Jarmark   26.09.15 22:22

First topic message reminder :

Jarmark

Na plaży ustawiono drewniane stragany z czarodziejskimi różnościami, ławy uginają się pod ciężarem różnokolorowych fiolek, szlachetnych kamieni, mis z kryształami oraz dzbanów wypełnionych ziołami, płatkami suszonych kwiatów lub owoców wykorzystywanych w alchemii. Wśród różności znajdują się zwoje, manuskrypty oraz inne czarodziejskie przedmioty - nie tylko dla zakochanych...
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 13.05.18 21:49, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jessa Diggory
Jessa Diggory

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5856-skrytka-bankowa-nr-1442#138516 https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
Zawód : łowczyni talentów
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
if it means
something to you
fight for it!
OPCM : 35
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   17.10.18 22:31

7.08

Festiwal Lata nie był dla niej łaskawy. Dręczył ją widmami przeszłości i sprawiał, że podejmowała decyzję, jakich żałowała niemal od razu, lecz na wycofanie się i uniknięcie ich haniebnych skutków ubocznych było już o wiele za późno. Jakże wygodnie było zrzucić całą winę na wydarzenie, które w domyśle miało być świętem miłości i przyjaźni, symbolem zjednoczenia, skoro stało się jedynie tłem do przykrych wydarzeń.
Przygnębiona Jessa stwierdziła, że idealnym uwiecznieniem tych kilku ostatnich dni będzie szał zakupów, dlatego świadomie zawędrowała na jarmark i gdy tylko z daleka dostrzegła liczne stragany, nie marnowała ani chwili i szybko zaczęła badać ich zawartość. A ta była naprawdę rozmaita i ograniczone fundusze w sakiewce były jedyną barierą, która powstrzymywała rudowłosą przed wydaniem połowy pensji na błyskotki.
Nie mogła jednak przejść obojętnie wobec kilku rzeczy, a pierwszą z nich był pazur gryfa zatopiony w bursztynie. Sprzedawca zachwalał go jako talizman idealny do wspierania magii czarodzieja, który miał pomóc między innymi w umiejętnej koncentracji. Rudowłosa uznała, że będzie idealnym naszyjnikiem; pięknie odbijał od siebie światło, a pozytywna energia na zawsze już miała pozostać blisko niej.  Diggory uiściła więc stosowną zapłatę i ruszyła dalej.
Mijała znajome twarze i co jakiś czas zatrzymywała się, by pozdrowić ludzi, z którymi od dawna już się nie widziała. Rozmowy nie były nigdy specjalnie długie, lecz zanim dotarła do końca rzędu straganów, zdążyła się już zmęczyć i uznać, że naprawdę powinna wracać. Kupiła Amosowi zaczarowanego pieska-patronusa, słoiczek z muszelkami i kilka saszetek cukierków, a z lekkim rumieńcem na twarzy zdecydowała się także na wybór zasuszonego liścia paproci. Wiedziała już co z nim zrobi, lecz wolała nie żyć tą myślą na Festiwalu, a przeanalizować ją dopiero wieczorem, gdy znajdzie się już w czterech ścianach własnego domu.
Na sam koniec jej wzrok spoczął na przepięknej bransoletce z włosów syreny i nie musiała zastanawiać się dwa razy nad tym, czy powinna sięgnąć po sykle by ją zakupić. Zadowolona z jarmarkowych zbiorów udała się w drogę powrotną, pragnąc jak najszybciej opowiedzieć synkowi o przebiegu meczu Quidditcha.

|zt




when the river's running red and we begin to falter, we'll hang on to the edge...
come hell or high water
Powrót do góry Go down
Marcel Parkinson
Marcel Parkinson

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3606-marcel-parkinson https://www.morsmordre.net/t3826-eros https://www.morsmordre.net/t3641-i-m-so-cool-and-totally-awesome https://www.morsmordre.net/f107-egerton-crescent-44 https://www.morsmordre.net/t3989-skrytka-bankowa-nr-916#77266 https://www.morsmordre.net/t3988-pan-ladny
Zawód : Doradca wizerunkowy "he he"
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Na górze wino
na dole dwa
jestem przystojny
soł chapeau bas
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 19
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   17.10.18 22:58

05.08

Ślub za pasem, a im bliżej było do porzucenia kawalerskiego stanu, tym bardziej Marcel się denerwował. Roztargniony i rozdrażniony łatwo prowokował drobne dramaty, najczęściej z udziałem niewinnych garderobianych lub cukierników. Wszystko zostało idealnie zaplanowane, więc wykonanie też miało wypaść perfekcyjnie. Mężczyzna nie potrafił już w zasadzie myśleć o czymkolwiek innym, niż wesele i bankiet: wszystko kręciło się dookoła Odette i jej sukni, jego szaty wyjściowej z dodatkami akcentującymi szlacheckie pochodzenie i elegancko odzianych gości, którzy jednak nie mogli przyćmić swoją prezencją uroku młodej pary. Prócz wyglądu występował też szereg innych zmartwień, słodko-gorzkich, z jakich zapewne po upiciu się szampanem z bąbelkami będzie śmiać się do rozpuku w towarzystwie przyjaciół i żony. Obecnie drobne wątpliwości aspirowały do miana tragedii - śniły my się pomyłki kucharza doprowadzające do tego, że warstwy dziesięciopiętrowego tortu nie zostały ułożone kolorystycznie, niedopatrzenia jakiegoś idioty, przez którego wstążki przy krzesłach zamiast barwy szmaragdowej okazywały się malachitowe, faux pas popełniane przez mistrza ceremonii, przekręcającego godność Odette. Marce liczył, że samotna przechadzka pozwoli mu uporządkować rozbiegane oczekiwania, wyciszyć wręcz młodzieńczy entuzjazm, ale zawiódł się okrutnie, pesymistyczne wróżby dostrzegając nawet w szarym ptaszku, przecinającym mu drogę. Łatwiej pocieszył oczy: drewniane stragany pełne były najróżniejszych błyskotek i ciekawostek zapewne przywiezionych z daleka. Każdy sprzedawca oferował rozmaite towary, które na moment odciągnęły uwagę Marcela od snucia ponurych i przerażąjących wizji nieudanej ceremonii. O Odette jednak nie zapomniał - białe kryształy od razu odbiły mu jego niewinną i nieskalaną ukochaną, więc bez zmrużenia oka wyłożył przed handlarzem żądaną cenę. Ponadto znalazł parę interesujących przedmiotów, jakie w przypływie dobrego humoru postanowił zakupić, jako prezent dla najemnika. Goyle naraził własną skórę, aby zdobyć obrączkę dla Odette. Pierścień zaręczynowy przechodził z pokolenia na pokolenie, ale obrączka miała być szczególna - sprowadzana z wybrzeży Afryki, możliwe, że wykradziona Shafiqom. Marce ujarzawszy kiedyś fotografię klejnotu, zapragnął ujrzeć go na palcu Odette bez względu na cenę, a tylko po długich pertraktacjach zgodził się na tę wyprawę. I spisał się na medal, toteż Parkinson hojnie sypał groszem, wybierając spośród świecidełek czarną perłę oraz wisiorek z agatem. Męska biżuteria była w cenie, miał powody sądzić, że Cadan ucieszy się z podarunku. Na równi z Odette.

zt


Powrót do góry Go down
Robin Hawthorne
Robin Hawthorne

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f141-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 33
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   18.10.18 0:27

Chyłkiem wycofał się z polany, zły i zalany rumieńcem: publiczne wyciągnięcie go na podest, nieszczere gratulacje, wlepione w niego oczy, uściski cudzych, lepkich dłoni. Fuj. Stres nadal trzymał Robina w swoim władaniu, wcią nie przestawał dygotać, kiedy przeciskał się między rozbawionymi czarodziejami, modląc się w duchu, by nikt nie zapragnął nagle uścisnąć jego ręki, czy poklepać go po plecach. Przyjacielskich gestów doświadczył już w stanowczym nadmiarze - wyrobił normę na co najmniej rok - a triumf w konkursie nie był tego wart. Mierzenie umiejętności śmiesznymi, miłosnymi miksturkami, żenująca nagroda, Hawthorne pluł sobie w brodę (naplułby i w oko, gdyby dał radę), że tak brawurowo i bezmyślnie wciągnął się w niekomfortową sytuację. Przynajmniej nie musiał łazić po Weymouth z dziewczyńskim kociołkiem: gar z pleców, od razu lżej.
Zgarbił się, chociaż w prądzie tłumu czuł się przyjemnie anonimowy, bezpłciowy i kompletnie niezauważalny, wolał dmuchać na zimne, niż naprawiać skutki zlekceważenia Szatańskiej Pożogi. Nie chciał, by szersze grono ludzi łączyła jego nazwisko z twarzą, więc asekuracyjnie skrywał się za kapturem pocerowanej szaty, targając sobie włosy tak, by spocona, przydługa grzywka opadała na oczy i zasłaniała jak największy procent jego oblicza. Siedem nieszczęść, zabiedzony młokos, może chłopak na posyłki surowego pana albo pospolity złodziejaszek; głęboko gdzieś miał nieprzychylne spojrzenia sprzedawców. Kręcił się między kramami z rękami przy sobie, po pierwszej wpadce tego dnia pilnował się skrupulatnie, by nie zaliczyć kolejnego żenującego potknięcia. Świecidełka, drobne amulety i żartobliwe specyfiki oglądał z dużą dozą ostrożności oraz delikatnego zaciekawienia, nie wykraczającego jednak ponad uprzejmość potencjalnego kupca. Nie kipiał entuzjazmem, oczy mu się nie świeciły, nie wyciągał zachłannych rąk ku rozłożonym na ladzie błyskotkom, pragnąc je dotknąć i ocenić, koniecznie korzystając z nieomylnego zmysłu dotyku. Zupełnie przypadkowo uwagę Robina zdołał przykuć przejrzysty kryształ o intensywnej, fioletowej barwie, zamknięty w oprawie z ciemnego srebra. Bez dwóch zdań był magiczny, chociaż nie dałby głowy za właściwości szajsu wystawianego na byle jak kleconych straganach. Handlarz, stary wyga w mig podchwycił moment słabości Hawthrone'a i jął mu opowiadać o niezwykłych właściowściach kamienia, potencjału, jaki można z niego wykrzesać przy warzeniu eliksirów. Sceptyczność Robina już prawie się ulotniła, choć wciąż stał z rękami założonymi na piersi, niezbyt przekonany do zakupu. Znał on za dobrze parszywych kłamców, wciskającym klientom syrop na kaszel z odrobiną wódki w miejsce eliksiru słodkiego snu. Czy ten amulet posiada certyfikat? wydukał, kiedy zorientował się, że trzyma w rękach ładnie wykonany wisior na długim łańcuszku. Kiwnięcie głową musiało wystarczyć, dokładnie odliczył każdą monetę wydobytą ze skórzanej sakiweki, próbując się nie krzywić, gdy należność powędrowała do kieszeni handlarza. Miał teraz nową zabawkę na pocieszenie - doskonały pretekst, by zamknąć się na poddaszu i nie wychodzić nigdzie przez kolejny tydzień.

zt


Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
Josephine Fenwick

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 https://www.morsmordre.net/t3429-poczta-josephine#59532 https://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 https://www.morsmordre.net/f129-enfield-lavender-hill-145-8 https://www.morsmordre.net/t3519-skrytka-bankowa-nr-855#61428 https://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
Zawód : przyszła aurorka
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W całym magicznym świecie gasną światła. Nie ujrzymy ich już za naszego życia.
OPCM : 32
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   18.10.18 21:04

Tyle tu cudności, że nie wiem na czym skupić wzrok - stoiska uginają się pod pachnącymi, błyszczącymi, wartościowymi mniej lub bardziej rozmaitościami. Jarmark wyraźnie dzieli się na miejsca, przy których przystają dzieci, młode szlachcianki czy sportowcy. Handlujący sprzedają wszystko - od bibelotów po najprawdziwsze amulety ochronne. Oczywiście to ma być także mała pamiątka z tego niezwykłego festiwalu, pierwszego, który zapamiętam - początkowo ulegam pokusie i wydaję kilka sykli na małe, srebrzyste zwierzątko.
Pomimo że nigdzie się nie śpieszę i pozwalam sobie na powolne przeglądanie towarów, notując w pamięci, co mogłoby być najprzydatniejsze, czasami tłum porywa mnie ze sobą, a czasami muszę się przez niego przepychać, by przejść dalej. W końcu docieram do stanowiska, które przyciąga moją uwagę na dłużej - blask ognia odbija się w powierzchni niezliczonych kamieni o przeróżnych właściwościach, o które w mig wypytuję sprzedawcę. Mogłabym słuchać o każdym po kolei i nie zdecydować się na żaden konkretny, dlatego skierowuję tory rozmowy na dziedziny ochronne - przyglądam się ich kolorom, badam opuszkami palców strukturę - gładką, porowatą, nieregularną, z niektórych bije przyjemne ciepło, inne są chłodne. Niektóre spoczywają w towarzystwie szlachetnych metali, przez dłuższą chwilę zachwycam się nad pięknie wykonaną broszką z alabastru w kształcie jednorożca. Jest niezwykła i na pewno warta swej ceny. Cóż, może za rok? W końcu decyduję się na fluoryt o kilku odcieniach niebieskiego w otoczeniu srebra. Płacę i już mam odchodzić, gdy mój wzrok przykuwa niewielki, czarny, opalizujący kamień z wyrytym runicznym pismem. Nie rozpoznaję słów, które przypominają zaklęcia - pytam o nie sprzedawcę, lecz i on kręci bezsilnie głową. Kamień jest więc niezwykły - wiedziona impulsem, lekką ręką dołączam go do kolekcji dzisiejszych nabytków.
Wieczorne powietrze jest rześkie, dolatuje do mnie zapach wilgotnej ziemi i płonącego drewna - łańcuszek z fluorytem wieszam na szyi, a kamień runiczny chowam do kieszeni, zanim ruszam w kierunku dalej w kierunku płonących ognisk.

| zt.





these violent delights have
violent ends...


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
Bertie Bott

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, cukiernik
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 20
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   18.10.18 21:55

Już dokonał jednych zakupów, drobniejszych. Długo zastanawiał się nad znacznie większym wydatkiem - w obliczu długów jakie miał nie było to rozsądne, przedmiot który sobie upatrzył wydawał się być jednak najlepszym z możliwych wydatków. Zakładając oczywiście słuszne działanie, czy jednak na festiwalu Prewettów spodziewać się bubli? Wątpił w to, szczególnie że przedmiot dosłownie zionął pozytywną energią i… pasował do niego w jakiś sposób. Szczególnie teraz, kiedy czarna magia stanowiła dla niego jeszcze większy problem. Niezależnie czy przyjdzie mu ponownie walczyć przeciw komuś kto się nią posługuje - choć w tę możliwość akurat nie wątpił, a wręcz był pewien że taka konieczność zajdzie. Liczył, że artefakt pomoże mu chronić się także w chwilach kiedy jego choroba atakuje w wyniku anomalii która ją do niego przyciągnęła, lub innych owianych złą siłą.
Wybrał się więc na jarmark ponownie. Lubił jego nastrój. Gwar dookoła. Śpiewy, kłótnie, dźwięk brzęczących monet. Wiedział, że jeśli kupi tę broszkę, może zabraknąć mu pieniędzy dosłownie na to, żeby jeść każdego dnia do wypłaty, jednak… nadal w jakiś sposób wydawało mu się to rozsądne i wcale nie uważał owego poświęcenia za jakieś wybitne.
Zatrzymał się przy stoisku na którym dostrzegł właśnie broszkę z alabastrowym jednorożcem. Nie była duża, jednak w chwili kiedy wziął ją w dłoń, poczuł jakieś przyjemne, delikatne dreszcze, dobrą energię.
Decyzja zapadła właściwie już dawno. Skinął lekko sprzedawczyni - niskiej, dość chudej kobiecie z lekkim garbem - i uśmiechnął się w jej kierunku przyjaźnie, odkładając przedmiot by wyjąć swoją sakiewkę i oddać jej olbrzymią większość zawartości. Choć i tak niesamowite, że udało mu się wyliczyć taką kwotę, biorąc pod uwagę pieniądze jakie musiał odłożyć na rzecz lokalu.
Tak czy inaczej zapłacił za przedmiot i po chwili odszedł, wkładając go do kieszeni. Po jego twarzy błądził lekki uśmiech - tak, to zdecydowanie najlepiej wydane przez niego pieniądze od dłuższego czasu.

zt.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Jarmark   18.10.18 22:54

Cressida skinęła głową. Bystre spojrzenie jednocześnie obserwowało wystawione na straganach szpargały, gdzie, starając się nie myśleć o smutkach, wypatrywała czegoś odpowiedniego dla siebie, męża i może dla rodzeństwa, jak starczy monet w sakiewce. A jeśli nie starczy, William na pewno nie poskąpi jej pieniędzy na podarki dla bliskich, rozumiejąc jak ważną wartością jest rodzina w życiu jego młodziutkiej żony.
- Na szczęście nie natknęłam się na nic nieprzyjemnego – rzekła. Kiedy szukała kwiatów na wianek znalazła za to przyjazne zwierzęta, ale mogła to być po prostu zasługa jej zwierzęcoustości. Jej dar przyciągał do niej ptaki, często znajdowały ją i mówiły do niej.
Kiedy Cressie miała wyjść za mąż, także czuła sporo obaw towarzyszących perspektywie opuszczenia rodzinnego domu i zamieszkania z mężem. To było zrozumiałe, tym bardziej że między Parkinsonami a Burke’ami istniała większa przepaść niż między Flintami i Fawleyami. Elodie była młodziutką artystyczną duszą, która miała znaleźć się w zimnym, obcym dworze wrogiego rodu. Cressida na jej miejscu pewnie często popłakiwałaby ze strachu, ale jak przystało na dobrą córkę pokornie wypełniłaby obowiązek wobec rodziny. Była wierna szlacheckim tradycjom i nie wyłamałaby się, nawet gdyby ojciec kazał jej poślubić kogoś znacznie mniej przyjemnego niż William. Ale najwyraźniej konserwatywny rodziciel mimo swojej szorstkiej powierzchowności okazał córce dobroć, oddając ją komuś, kto tak dobrze ją traktował.
Słysząc słowa Elodie znowu się zarumieniła. Choć Cressie była tak zakompleksiona, lubiła czuć się podbudowywana. Nie ulegało też wątpliwości, że podobało jej się to adorowanie ze strony Williama, które nie zakończyło się wraz z chwilą ślubu. Mąż wciąż dbał o młodą żonę i zabiegał o jej względy oraz nie szczędził czułości i troski. Choć wyznawał godne, tradycyjne poglądy, pod wieloma względami różnił się od jej ojca, który był dość chłodny i praktyczny, skupiony na konkretach i patrzący z pobłażaniem na czcze artystyczne dyrdymały. Mimo otoczki aranżowanego małżeństwa William od pierwszego spotkania był dla Cressidy ujmująco miły i uprzejmy, na długo przed tym zanim młódka dowiedziała się, że to on zostanie jej mężem.
- To cudownie. Mam nadzieję, że wasze narzeczeństwo oraz małżeństwo będą układać się równie pomyślnie. Wielu mężczyzn pewnie mogłoby tylko marzyć o narzeczonej takiej jak ty, jesteś piękna i zdolna – powiedziała; rzeczywiście tak uważała, była pewna, że Elodie jest śliczna i utalentowana, na pewno nie narzekała na brak adoratorów i nie musiała odczuwać kompleksów, jakie od dziecka towarzyszyły Cressidzie. Rudej, piegowatej Flintównie, najmniej doskonałym dziecku swego ojca. – Jeśli tak uważasz i myślisz, że twój narzeczony będzie zadowolony z podarku, to jak najbardziej – dodała z uśmiechem, widząc, że Elodie najwyraźniej bardzo spodobał się ten bursztyn. Sama wyraźnie się zawahała, ale ostatecznie poprosiła sprzedawcę, by oprócz chust i paru wstążek spakował też onyks czarny (nie była pewna, jakie naprawdę były jego właściwości i na ile wierzyć handlarzowi, ale spodobał jej się) i śliczną bransoletę zawierającą w sobie włosy syreny, a także parę drobiazgów dla męża i rodzeństwa.
- Jasne, bardzo chętnie. Myślę, że także dobrze mi zrobi odpoczynek – zgodziła się. Wciąż była trochę poobijana po wczorajszym upadku z konia, poza tym długie przebywanie na słońcu nie wpływało dobrze na jej mlecznobiałą skórę. Miała ochotę usiąść w spokojnym miejscu i napić się herbaty z koleżanką.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Billy Moore
Billy Moore

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f106-hartlake-road-18-2 https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Zawód : szukający Jastrzębi z Falmouth
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler


I have no hope in solitude


OPCM : 23
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   18.10.18 23:49

| 6 sierpnia

To nie był pierwszy raz, gdy pojawiał się na festiwalowym jarmarku. Uginające się od osobliwości stragany, kolorowe owoce, magiczne bibeloty i zaczarowane zwierzątka, przyciągały jego uwagę w jakiś naturalny, zabarwiony podekscytowaniem sposób, charakterystyczny bardziej dla kilkuletniego dziecka, z rozdziawioną buzią przyglądającego się barwnej wystawie, niż odpowiedni poważnemu graczowi Quidditcha. Billy jednak nie przejmował się pozorami; odwiedzał plażę niemal codziennie, początkowo jedynie uważnie obserwując różnorodne towary, później – starannie planując, zastanawiając się, na co rozsądnie byłoby wydać zgromadzone ostrożnie fundusze. Gdyby mógł, pozostawiłby u jarmarkowych kupców małą fortunę, minęły już jednak dni beztroskiej nieodpowiedzialności; odkąd sporą część zarobionych galeonów przekazywał najbardziej potrzebującym, a większość z tego, co zostawało, zaczął odkładać na założone specjalnie na potrzeby Amelki konto, musiał zacząć rozważniej traktować czynione inwestycje. Po długich mentalnych bojach z samym sobą z żalem porzucił więc pomysł zakupienia nowej miotły wyścigowej, specjalnej pasty poprawiającej zwrotność oraz kryształowej pozytywki w kształcie psidwaka, która szczekała, merdała ogonem i odśpiewywała hymn angielskiej drużyny narodowej, postanawiając skupić się na przedmiotach obłożonych mocą magiczną, których energia miała poprawiać koordynację ruchową oraz zdolności rzucania uroków. Pierwsze pieniądze pozostawił przy stoisku z błyszczącymi kamieniami właśnie, kupując od bardzo miłej czarownicy z dołeczkami w policzkach czarną perłę – według jej zapewnień dodającą siły. Zanim schował ją do kieszeni, przyjrzał się lśniącej powierzchni dosyć krytycznie – nie miał pojęcia, jak taki drobiazg miałby pomóc mu, przykładowo, w walce na pięści – ale postanowił póki co zachować sceptycyzm dla siebie, przynajmniej dopóki nie nadarzy się okazja na przetestowanie nabytku. Ten bardzo krótko był zresztą samotny, bo chwilę później dołączył do niego zatopiony w bursztynie pazur gryfa – teoretycznie mający poprawiać koncentrację – oraz bransoleta z włosów syreny. Co do tej ostatniej miał najwięcej wątpliwości, dosyć długo wahając się nad tym, czy w ogóle ją założyć (zdecydowanie bardziej wolałby coś mniej rzucającego się w oczy), ale gdy oferujący ją czarodziej przekonał go, że zamiast na nadgarstku, może nosić ją na kostce, skrupulatnie skrytą pod nogawką spodni, ostatecznie zdecydował się na zakup. Na koniec w prezencie dla Amelki kupił jeszcze srebrzystą zabawkę, przypominającą mu trochę patronusa, która – przyjąwszy formę niewielkiego zająca – skakała wesoło wokół jego stóp, towarzysząc mu przez całą drogę do miejsca, z którego odjeżdżał Błędny Rycerz.

| zt




soldier keep on marching on
head down till the work is done


Powrót do góry Go down
Craig Burke
Craig Burke

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
OPCM : 5
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 23
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   19.10.18 1:09

Nie byłoby chyba na wyspach brytyjskich osoby, która nie słyszałaby o cudownościach, które można było znaleźć na jarmarku zorganizowanym na Festiwalu Lata. Możliwość zrobienia tu zakupów i nabycie prawdziwie wyjątkowych przedmiotów często wręcz głównym powodem, dla którego pospólstwo ściągało w rejony Weymouth niemal z całej Anglii. I można by powiedzieć, że Burke należał właśnie do tej kategorii. Sam festiwal był prawdziwą gratką i w poprzednich latach Craig nawet nieźle się tu bawił, korzystając z różnych atrakcji, nie tylko z jarmarku. Po niedawnych wydarzeniach jednak, czuł się w zbyt zatłoczonych miejscach bardzo źle. Głośny hałas i migające zewsząd kolory sprawiały, że stawał się bardzo nerwowy. W przeludnionych przejściach pomiędzy kolejnymi stoiskami chwilami miał wrażenie, że ktoś go bacznie obserwuje - co przecież wcale nie musiało być urojeniem, w takim tłumie ludzi ktoś faktycznie mógł wodzić za nim wzrokiem. Inną rzeczą było - czy był to przypadek, a może coś się za tym kryło?
Tym też sposobem, chociaż dość niechętnie, Craig postanowił się jednak na jarmark wybrać. Nawet on uległ pokusie nabycia wyjątkowych przedmiotów, na co dzień zwyczajnie niedostępnych! I choć zanurzenie się w tłumie kosztowało go trochę nerwów, już wkrótce bardzo sprawnie lawirował pośród straganami, wybierając kilka co ciekawszych, interesujących go przedmiotów. Finalnie drogą kupna nabył kamień runiczny, a kilka stoisk dalej wypatrzył całkiem szykowne wszystkowidzące okulary. Ciężko było mu się też oprzeć błyskotkom, tym samym do jego sakwy wpadły kolejno fluoryt oraz pazur gryfa zatopiony w bursztynie. Na tym miały się skończyć jego zakupy, Burke całkiem zadowolony ze swoich znalezisk, teraz bezpiecznie ukrytych w sakwie, miał się już oddalić. Na sam koniec jednak jego uwagę przykuło stoisko na którym oferowano różne zioła - i w chwilę później już był bogatszy o susz z grzybów. Nie wiedział co go podkusiło.
I na tym Burke definitywnie zakończył już swoją wizytę na jarmarku.

zt




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
Ramsey Mulciber

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 35
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 52
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Jarmark   19.10.18 8:24

Wyglądała na zdumioną jego widokiem. Na tyle, że na moment odebrało jej dech w piersi. Patrzyła tylko na niego w całkowitym milczeniu. Speszył ją — dobrze. Uśmiechnął się szerzej, przez chwilę mierząc się z nią na spojrzenia. Iskrzące, elektryzujące. Jakby chciała mu coś powiedzieć, ale nie była w stanie wyrzucić słów pełnych gniewu, czy nienawiści. Skinął jej głową w końcu, na pożegnanie, na znak, że nie zamierza jej dłużej niepokoić. Cisza zaczynała go nużyć, a ona nie potrafiła wykonać żadnego kroku, nie uczyniła zupełnie nic. Minął ją powoli, lekko obracając sylwetkę, by nie potrącić jej przy przechodzeniu. Nie chciał marnować dłużej cennego czasu. Pozostało mu kilka rzeczy do zrobienia podczas festiwalu. Chciał wykorzystać to, że wszyscy, nie przeczuwając kompletnie niczego, gromadzili się beztrosko wokół ognisk, na wybrzeżu i zagajnikach. Liczył na to, że natrafi na kilka osób, że będzie mógł się mu przyjrzeć.
Było jeszcze kilka ciekawych miejsc, tu, na jarmarku. Trzymał pierścień w ręku, powoli, niezauważalnie dla postronnych wsunął go na palec gładząc go delikatnie, obracając wkoło tuż przy kości. Zdawał się pasować idealnie na jego szczupłą rękę. Osiadł na długim palcu bez szans na to, by zsunął się niepostrzeżenie. Trudno mu było przywyknąć do tego uczucia.
Zatrzymał się przy niezwykłych kamieniach. Niezbyt się znał na minerałach i ich wyjątkowych właściwościach, ale kilka z nich wpadło mu w oko. Zawiesił wzrok na parze białych kryształów, marszcząc brwi. Słyszał o nich dawniej, o tym, jakie miały zastosowanie i co potrafiły. Zamyślił się, biorąc do ręki jeden z nich — był praktyczny, lubił mieć kontrolę lubił wiedzieć. To mogło mu się przydać, był tego pewien. Ruchem głowy potwierdził sprzedawcy zakup, ale na tym nie zamierzał kończyć. Poszukiwał czarnej perły, potrzebował jej, szczególnie teraz, w tym okresie. Słabł, tracił wigor, Azkaban wysysał z niego energię, chudł. Nie mógł sobie na to pozwolić. Nie teraz, kiedy rozpoczynała się wojna, gdy Zakon Feniksa rósł w siłę. Ujrzawszy ją ukrytą pomiędzy innymi klejnotami wziął ją między palce. Zabrał se sobą wszystko i przekazał mężczyźnie monety. A potem się oddalił. I już nie wracał w to miejsce.

| zt





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
Samuel Skamander

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 50
UROKI : 22
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   19.10.18 14:48

6 sierpnia

W pewien sposób czuł się głupio, wracając na jarmark, ale po głowie wciąż chodziły mu dwie, dostrzeżone wcześniej "błyskotki". Czarna perła, która - zgodnie z zapewnieniem sprzedawcy, zapewniała właścicielowi porcję fizycznej witalności. Chyba nikt nie zaprzeczał, że to co aktualnie działo się w Anglii, zakrawało o szaleństwo. A przez to i wszelkie działania wymagały pomocy odpowiednich narzędzi. Magiczne wspomagacze i talizmany, nadawały się do tego idealnie.
Drugi w kolejności, nieco mniej oczywisty wybór - bransoleta z włosów syreny. nie widział siebie obklejonego świecidełkami, ale srebrzysta nić oplatająca prostą obręcz, nawet nie rzucała się mocno wo czy, jeśli dodatkowo opleść ją rzemieniem. Własność za to, musiał przyznać, była mu mocno przydatna, a mecz quidditcha przypomniał o zwinnościowych brakach, jakie jego ciało posiadało. Czas było popracować nad sobą.
Oba przedmioty schował do kieszeni kurtki, zawijając każda z osobna w oferowana chustkę. Zanim odszedł od rozstawionych straganów, usłyszana cicho rozmowa na temat właściwość jednego z oferowanych przedmiotów, zatrzymała Skamandera w miejscu. nie powinien tego zapewne robić, ale coś niemiłosiernie ostro zakołatało go w piersi. Wspomnienie. Tylko tyle już po niej miał. Nic więcej mieć już nie mógł. Zaczekał, aż grupka dystyngowanych, starszych dam odeszła od stolika i opuściła stanowisko, przelotnie lustrując aurora zbyt ciekawskim spojrzeniem. Samuel odpowiedział uniesieniem kącika ust, wywołując tym samym, nagłe odwrócenie głowy. Czasem tak niewiele wystarczyło. Przesunął się bliżej sprzedawcy i bez zbędnych pytań poprosił o zapakowanie Pyłu złamanych serc. Może miał pożałować decyzji, ale nie zamierzał się wracać. Na to - jak zawsze, było już za późno.

zt






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
Cassandra Vablatsky

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Zawód : Szeptucha
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kruk źrenice swe ogniste utkwił we mnie, jak szachista, gdy szyderczo syczy:
s z a c h
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 8/38
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Jarmark   19.10.18 22:06

Powłóczysta spódnica ciągnęła się po suchej, piaszczystej ścieżce, wzbudzając drobne tumany kurzu, niknące od razu wśród dziesiątek stóp, nóg, spodni, szat i niekiedy egzotycznych ubrań przyjezdnych sklepikarzy. Kto żyw, wśród brytyjskich i nie tylko, czarodziei, stawiał się w Weymouth, na Festiwalu Lata, chcąc wziąć udział w atrakcjach i zdobyć coś unikalnego, wystawianego na magicznym jarmarku. Różnobarwne wystawy przyciągały wzrok a drewniane obramowania podkreślały najcenniejsze przedmioty, niektóre poukładane na atłasowych materiałach, inne, bardziej cenne, ułożone za szklanymi gablotkami bądź obłożone zaklęciami ochronnymi. Cassandra również wybrała się na zakupy, trzymając we własnej dłoni malutką rączkę Lysandry. Spokojnej, nieco zdezorientowanej otaczającym ją tłumem, w niczym nie przypominającym odwiedzających lecznicę pacjentów.
Uzdrowicielka powoli przeglądała bardziej ustronne stragany, szukając czegoś odpowiedniego. Przydatnego. Pozwalającego wzmocnić swe czarodziejskie siły i wspomóc ją w magicznych działaniach, zarówno w uzdrowicielskim fachu jak i w ramach jednostki badawczej. I ładnego zarazem. Odgarnęła gruby warkocz z prawego ramienia, dłuższą chwilę przyglądając się fioletowemu kryształowi, lśniącemu w ostrym świetle letniego popołudnia. Kupiła go a także zmiennokształtny koral barwy czerwonej pomarańczy - obydwa zakupy włożyła do torby przewieszonej przez ramię i ruszyła dalej. W oko wpadł jej złoty sierp, ostry, przydatny przy zbieraniu ingrediencji. I on znalazł się w sakwie, ciężkiej już od wibrujących czarodziejską aurą przedmiotów. Ostatnia w oko wpadła jej ozdobna bransoleta, lśniąca, z delikatnego włosia syreny, mogąca opleść łydkę lub nadgarstek. Podała sklepikarzowi garść sykli i od razu założyła na lewą rękę ozdobę, mieniącą się srebrzystą poświatą. Najważniejsze sprawunki zostały zrobione, spacerowała jednak jeszcze jakiś czas, odpowiadając na pytania Lysandry i próbując znaleźć coś jeszcze, coś, co mogłoby przykuć jej uwagę lub okazać się przydatne. W końcu opuściła teren jarmarku, poprawiając pas przytrzymujący nieco już zakurzoną spódnicę i skierowała swe kroki ku większemu z ognisk, rozpalającymi się już przed wieczornymi uroczystościami, w których także zamierzała wziąć udział, wprowadzając córkę w czar Festiwalu Lata.

/ zt





bo ty jesteś
prządką


Powrót do góry Go down
Ernie Prang
Ernie Prang

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6139-ernest-prang https://www.morsmordre.net/t6223-keto https://www.morsmordre.net/t6226-good-guy-ernie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6224-skrytka-bankowa-nr-1526 https://www.morsmordre.net/t6225-ernest-prang
Zawód : Kierowca Błędnego Rycerza; Szatan nie człowiek
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Yesterday is gone and you will be ok,
Place your past into a book,
Burn the pages, let them cook!

OPCM : 20
UROKI : 11
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej
nanananana Ernie!

PisanieTemat: Re: Jarmark   19.10.18 22:27

Nigdy nie wierzył we wróżby, podobna rzecz miała się z przeznaczeniem i jedynie przypadek, zdawał się należeć do zdarzeń akceptowalnych przez młodzieńca o włosach przez wiatr czesanych. Gdyby jednak wierzył i w jakimś stopniu zdolny był przejmować się czymś szczerze, tak obawą mogłaby napawać go niedawna wizyta w zagajniku, podczas której towarzyszyła mu urocza — a przy tym z lekka przerażająca, jeśli obierano złe słowa bądź gesty — panienka Poppy. Tam bowiem wosk przez dziurkę od klucza obrał kształt ponuraka, złowróżbnie na wodzie pływającego. Omen śmierci oraz nieszczęść wszelakich, sprowadzający zagładę wszelką powinien sprawić, iż zabunkruje się przed światem w swym pokoju i tam dane mu będzie przeczekać wszystko, co złe. Jednak Ernest tego nie zrobił, miast tego roześmiał się szczerze, białą figurkę postawił na zaszczytnym miejscu na parapecie, a potem trwał dalej. Bo jakoś tak sądził, że nawet jeśli jakieś najdrobniejsze ziarnko prawdy tkwiło w tych wszystkich zabobonnych bajdurzeniach, to on i tak nie zauważyłby różnicy. Problem tkwił w tym jednak, a on nie potrafił tego dostrzec, że pewne niespodziewane wypadki faktycznie miały od tego czasu miejsce, choć nie skupiały się one bezpośrednio na osobie kierowcy, a na wszystkich wokół. Na przykład taka panna Hagrid, idzie sobie drogą prostą, kamieni pozbawioną i łup! Nawiązuje gorący romans z podłożem, tuż przed Prangowymi butami całymi w błocie umorusanymi. Przypadek? Być może!
A to jak duch złamany, to mogiła. Nie ma jednak tego złego, znam super cmentarz, tylko od czasu do czasu ludzie w dziwnych kapturach lubią się wokół niego zbierać. Dlatego to ważne, co sądzisz o kolorze białym? — kiedy tak papla, delikatnie swoją dłoń zaciska na tej nieco mniejszej i lekkim szarpnięciem podnosi siebie oraz dziewczynę. Najwyraźniej znalezienie się w pionie musiało być sporą niespodzianką, bo wydawało się, że Tangie ponownie zaraz runie, dlatego też Ernest w pasie ją złapał i do siebie przyciągnął — No ale tego, hej Wysie. Jak życie? — zadając pytanie, porusza brwiami w zabawny sposób. Puszcza też zaraz brunetkę, gdy tylko ma pewność, że ta stabilnie stoi i nie zamierza wracać do obściskiwania się z glebą. O krok się odsuwa, bo przecież przestrzeń osobista ważna rzecz i w stronę straganu jakiegoś uprzejmie się odwraca. A potem aż oczy mu jaśnieją, gdy zauważa całkiem niezłe cacko. W sumie niepotrzebne, lecz kiedyś zaszaleć trzeba!
O panie! Biorę to cudo — oświadcza, palcem wskazując na onyks czarny. Teoretycznie lepiej by mu było, jakby susz z grzybów zakupił, ale rok temu coś było nie tak i chodził po sąsiadach, o żarcie żebrząc w dosyć żałosny sposób, mówiąc coś o tym, że powietrze smakuje fioletem. Wolał tego nie powtarzać, jakoś tak wykonywanie tego samego numeru po raz kolejny już tak nie śmieszyło. Gdy transakcja została dokonana, odwrócił się w stronę Tangwystl — Szukasz czegoś, czy to mnie już znalazłaś?




The risk I took was calculatedBut man, I'm so bad at math...

Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
Anthony Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Zawód : Auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15
UROKI : 30
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   19.10.18 22:54

4 sierpnia

Każdy czarodziej bez względu na swoje zainteresowanie czy też uczestnictwo w festiwalu kończył właśnie tutaj, na jarmarku. Nie było wszak tajemnicą, że właśnie w to miejsce przybywali najróżniejsi rzemieślnicy by pochwalić się swoim rękodziełem nie rzadko będącym w jakiś sposób magiczny, a co za tym idzie - przydatnym. Mając to ostatnie na uwadze Skamander skierował swe kroki ku straganom starając się wybierać przesmyki pomiędzy gęsto rozsianym czarodziejami. Trochę utrudniało to przemieszanie się, lecz auror był cierpliwy bo dziś nadzwyczajnie mu się nie spieszyło. Obejrzał zatem prezentację zaczarowanych pantofelków nie rozumiejąc dlaczego sprzedawane są wyłącznie w jednym rozmiarze. Przedarł się również przez alchemiczną część jarmarku. Zaraz po minięciu jego ekspozycji skusił się na zakup zasuszonego kwiatu paproci po tym, jak usłyszał, że poprawia nastrój gburom. Znał jednego upierdliwego, a nuż może tym sposobem poprawi standard jego żywota. Idąc dalej trafił na stragan oferujący magiczne amulety i inną biżuterię. Prawdopodobnie można było się tego domyślić -Anthony lubił się ozdabiać. Często zakrywał się tłumaczeniem, że drobne dodatki wzmagają prezencję, a ta była istotną w odbiorze i faktycznie, była to jakaś część prawdy. Koniec końców naturalnym było dla niego to, że skusił się na czarna perłę zaklętą w formę sygnetu. Nie był to popularny sposób jej noszenia, jednak tak się składało, że auror nie korzystał ze spinek - te niezwykle łatwo gubiły się podczas różnorodnych akcji oraz pościgów. Kolejną ozdobą na jaką sobie pozwolił to była broszka z alabastrowym jednorożcem. Nieco pretensjonalne w swej formie, lecz potężna ze względu na swoje właściwości. Jeszcze nie wiedział, że w tym momencie będzie żałował jej braku podczas nocy, która miała dopiero nadejść. Ostatnim zakupem stał się pazur gryfa zatopiony w bursztynie do którego auror dostał w prezencie również zaczarowaną wstążkę w odcieniu ecru. I to by było w zasadzie na tyle. Teraz pozostawało mu jedynie wrócić do domu i nastrajać się na oburzenie przyjaciół odnośnie ogromu poniesionych wydatków dla paru błyskotek.

|zt




What some folks call impossible, is just stuff they haven’t seen before.
I'll show them.

Powrót do góry Go down
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I was once told that
walking through a doorway
could cause someone to forget
even the most precious
memories they had
OPCM : 40
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 18
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Jarmark   19.10.18 23:32

7. sierpnia '56
Ostatniego dnia tego trwającego siedem dni święta zdecydowałem się w końcu postawić stopę na terenie przeznaczonym na jarmark. Od razu uderzyła mnie feeria barw, śmiechy, okrzyki zadziwienia oraz podenerwowane burknięcia jegomościów, którzy nie zamierzali tyle zapłacić za jakieś świecidełko. Ja może i nie miałem za bardzo powodów do takich obaw - w końcu moja prywatna, nie rodowa skrytka w Gringotcie była dość pękata - jednak byłem w stanie zrozumieć, ze co niektórzy na pewne cenowe ekstrawagancje wystawców oferujących swe towary na jarmarku mogli reagować różnie. Nie wszyscy mieli tyle finansowego szczęścia i swobody co ja. Wprawiło mnie to też w rozważania - jak by to było, gdybym nie posiadał majątku? Czy w jakiś sposób wpłynęło by to na moje postrzeganie świata, na to w jakim stopniu byłem szczęśliwy? Pieniądze nie dawały szczęścia, jednak w połączeniu z nazwiskiem sporo rzeczy były w stanie ułatwić, temu zaprzeczyć nie byłem w stanie. Powoli odnajdywałem się już w tym świecie, rzeczy powracały do mnie wraz ze słowami i przekazywanymi wspomnieniami. Doceniałem fakt, że dzięki mojemu statusowi byłem w stanie ułatwiać działanie Zakonu, dostać się w miejsca, w które nie mogli ci, którzy nie mieli tyle szczęścia, by urodzić się w umożliwiającej to rodzinie. Chociaż, jaby spojrzeć na to z innej strony: czy aby na pewno było to szczęście? Czy nie lepiej byłoby mi na przykład z całkowitym nieskrępowaniem żyć anonimowo, móc nie zastanawiać się nad opinią starszych, pojąć za żoną tą, którą bym pragnął...
Potrząsnąłem głową, bojąc się kierunku, w którym zmierzały moje myśli. Zamiast tego postanowiłem skupić się na prezentowanym tu kramie. Nie zastanawiałem się zbyt długo, kiedy mój wzrok padł na malinowe cukierki - ponoć przywracające nawet te najbardziej zapomniane wspomnienia. Może były warte wypróbowania? Na pewno nie zaszkodzi spróbować. Za pozwoleniem sprzedawcy wziąłem jednego i umieściłem na języku. Smakowały naprawdę świetnie, lecz dopiero po chwili odsłoniły przede mną pełnię swojego działania. Miałem przez chwilę wrażenie, że zatopiłem się w zupełnie innej chwili, odległej, z innego życia. Widziałem buzujący na kominku ogień, czułem dotyk palców w swoich włosach, ciepło czyjegoś ciała obok, melodyjny głos nucący dziecięcą piosenkę. Trwało to zaledwie chwilę, wizja rozmyła się w rudości loków, która przysłoniła mi wzrok gdy miałem wrażenie, że na swoim czole poczułem złożony pocałunek. Stałem tak chwilę, całkowicie oniemiały. Cukierki faktycznie działały. Zamówiłem więc zapas, dość pokaźny, żeby podzielić się również z Josephine. Ruszyłem dalej, wciąż nie mogąc wyjść z podziwu dla słodyczy, zatrzymując się przy kolejnym stoisku - tym razem z magicznymi kamieniami. Moją uwagę przykuł fluoryt na rzemyku, który wedle zapewnień sprzedawcy miał wspomagać działanie białej magii. Kupiłem go, bowiem co mi szkodziło? Kolejny przystanek nastąpił przy stoisku, na którym oferowano wisiory i amulety - w tym bransoletę z włosem syreny. Przypomniawszy sobie niedawną potyczkę z Magnusem Rowle zdecydowałem się również i na zakup tejże - może mała pomoc sprawiłaby, że uniknąłbym połamania żeber? Ostatnią rzeczą, na którą postanowiłem wydać pieniądze, była para turkawek - bielutkich jak śnieg. Pomyślałem, że spodobają się Josephine. Nie do końca wierzyłem w ich magiczne właściwości, jednak jeżeli było z nimi tak samo jak z cukierkami... cóż, mogłem tylko się cieszyć. Ruszyłem dalej, jednak mój spokój nie trwał długo - szybko został zakłócony przez pewne szczupłe, rudowłose dziewczę.




- I'm made of ivory, I'm a cannibal.

- What have you done? You're not a weapon, are you?
Powrót do góry Go down
Elodie Parkinson
Elodie Parkinson

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6266-elodie-parkinson https://www.morsmordre.net/t6336-lethe https://www.morsmordre.net/t6343-once-upon-a-time https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t6333-skrytka-bankowa-nr-1568 https://www.morsmordre.net/t6335-elodie-parkinson
Zawód : Szlachta nie pracuje
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Oh dear diary, I met a boy - he made my doll heart light up with joy

OPCM : 12
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   20.10.18 3:16

Mogłaby płakać. Mogłaby zadręczać co i rusz swą duszę, wyobraźnią sięgać ponurych ścian Durham oraz korytarzy skrytych mrokiem, gdzie ciszę przecinają tłumione szepty zsyłające na słuchacza klątwy potworne. Tonąć w milczeniu, którego lękała się jakże straszliwie, tworzyć w myślach dystans znaczony chłodem między parą serc siłą złączonych. Wieczory spędzać wtulona w poduszkę, odmawiać wszelkich dóbr oraz przyjemności na rzecz umartwiania swego ciała — swoisty protest przeciwko okrucieństwu, jakiemu została poddana. Nie czyniła tego, być może wierząc we własny uśmiech znaczony zadowoleniem, w licznych lustrach się odbijający. Albo też świadomość, iż na nic zdadzą się dąsy, zmuszała ją do uniknięcia krzywd, jakie mogła zadać sobie samej, tracąc urodę poprzez zaznawane smutki oraz troski. Została wyznaczona do zaszczytnej roli, jaką było zjednanie zwaśnionych rodzin i winna to czynić z pokorą, a także urokiem osobistym. Cieszyć się narzeczeństwem, które przecież i tak by na nią nieuchronnie czekało, a przede wszystkim musiała zaufać nestorowi. Od zawsze zresztą była nader grzeczną dziewczynką, nawet jeśli zdarzało się jej stąpać pośród chmur, tak zawsze wykonywała z wdziękiem wszelkie powierzone jej zadania. Aż w końcu i nade wszystko, od ronienia kryształowych łez, wilgocią znaczących biel policzków, uchronił ją sam lord Burke. Swoją niezręcznością, przypadkowym spotkaniem, uprzejmością oraz delikatnością w postępowaniu z nią, sprawił, iż bała się jakby mniej. Pragnęła odnaleźć w Quentinie swego sojusznika, kogoś, kto zawsze nieść będzie jej wsparcie i naprawdę liczyła na to, iż nadchodzące miesiące przed ślubem sprawią, że w jakiś sposób się do siebie zbliżą. Tylko to dawało nadzieje na przetrwanie w miejscu, które przecież było całkowitym przeciwieństwem ziem należących do Parkinsonów, a także przymiotów przezeń ceniących. Zastanawiała się czasem, ile dni minie, gdy trel jej głosu stopniowo zacznie zanikać i milczenie skryje to jakże żywe dziewczątko pod swym całunem.
Może właśnie dlatego z takim zaintrygowaniem ośmielała się zaglądać w życie par połączonych węzłem małżeńskim. Jakby chciała się upewnić, że szczęście jest możliwe nawet w zaaranżowanych związkach. Harmonia, porozumienie oraz spokój. Potrzebowała tego na równi z adoracją, jakiej doświadczała niemalże od zawsze. Czy mogła to osiągnąć?
Ja również mam taką nadzieję Cressie. Że przyszłość będzie skropiona w większej mierze słodyczą, niźli goryczą — mówi cicho Ellie, pochylając nieco głowę, przez co karmelowe kosmyki przysłaniają częściowo jej lica — Dziękuję, twoje słowa koją moje obawy — dodała miękko, gdy niziutka rudowłosa dama postanowiła mile połechtać ego artystki. Nie, Elodie nigdy nie czuła się gorsza od swych drogich krewnych, nie doświadczyła także odrzucenia, bądź kompleksów. Była ukochaną perełką rodziny, porcelanową laleczką, którą ubierano wedle upodobań oraz poruszano, jak tylko chciano. Otaczano troskliwą opieką, uwagą oraz troską, mogła rozkwitać na oczach rodu, odwdzięczając się za okazaną dobroć niekończącymi się pokładami miłości oraz wierności. Dbano o jej fizyczność, a także rozwijano zdolności, gdy tylko wykazywała ku czemuś talent. Nie mogłaby więc narzekać na brak atencji i nie zmieniało się to również w przypadku ostatnich lat, gdy coraz częściej spojrzenia śledziły sylwetkę Parkinsonówny. Ach, jakże cudownym był jej pierwszy sabat!
Myślę, iż mógłby docenić mój sentyment oraz pamięć — stwierdza powoli, wpatrując się przez chwilę w inne wystawione bursztyny. Ten, który wybrała miał zdecydowanie lepszy szlif oraz gładką fakturę. Nie było na nim żadnych pęknięć, brzydkich rys oraz uszczerbków. Niemalże widziała, jak wspaniale będzie komponować się ze srebrem broszy, ozdobionej elementami reprezentującymi ród Burke. Aż westchnęła w zadowoleniu, ciesząc się, że spędziła nieco czasu nad księgami prawiącymi o jubilerstwie. Przeprowadziła również kilka intrygujących rozmów, dzięki czemu wiedziała, na co zwracać uwagę przy wybieraniu dla siebie i bliskich poszczególnych błyskotek. Nim opuściły całkowicie wybrane stoiska, Elodie zakupiła również słoiczek z muszelkami ozdobionymi różową wstążką, który niemal natychmiast podarowała lady Fawley, jako podziękowanie za spędzenie z nią tak miłego południa. Wkrótce leniwym krokiem obie damy opuściły teren jarmarku, wesoło wymieniając się najnowszymi plotkami oraz tym, co czeka świat mody w nadchodzącym sezonie. To było przyjemne zakończenie Festiwalu.

| zt




The ugly years of being a fool
...Ain't youth meant to be beautiful?
Powrót do góry Go down
 

Jarmark

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 18 z 21Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19, 20, 21  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19