Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Jarmark

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 11 ... 18, 19, 20, 21  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Jarmark   26.09.15 22:22

First topic message reminder :

Jarmark

Na plaży ustawiono drewniane stragany z czarodziejskimi różnościami, ławy uginają się pod ciężarem różnokolorowych fiolek, szlachetnych kamieni, mis z kryształami oraz dzbanów wypełnionych ziołami, płatkami suszonych kwiatów lub owoców wykorzystywanych w alchemii. Wśród różności znajdują się zwoje, manuskrypty oraz inne czarodziejskie przedmioty - nie tylko dla zakochanych...
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 13.05.18 21:49, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cressida Fawley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Jarmark   20.10.18 12:56

Cressida pewnie by tak robiła, gdyby miała wyjść za kogoś, kogo nie znała, a kto wydawał się zimny i ponury. Była delikatnym dziewczątkiem, ale koniec końców nie zaryzykowałaby narażenia się na gniew ojca i nestora, i zrobiłaby co jej kazali – w końcu nawet taki ślub byłby lepszy niż poślubienie czarodzieja o nieszlachetnej krwi, albo utrata względów najbliższych. Padło na Williama Fawleya – w czasach, kiedy oba rody miały podobnie neutralną politykę, a Flintowie najwyraźniej uznali, że to dobry pomysł oddać najdelikatniejszą i najbardziej artystyczną latorośl do rodu artystów, dlatego przystali na propozycję zainicjowaną przez Fawleyów. Teraz ojciec pewnie by go nie wybrał. Nawet Cressida czuła pewne zmiany i snuła obawy co do tego, że ścieżki jej nowego rodu oraz tego panieńskiego mogą się rozejść; jeszcze nie wiedziała, że za dwa tygodnie ogłoszony zostanie sojusz, a Fawleyowie podążą ścieżką Flintów, dzięki czemu już nie będzie musiała się bać utraty względów rodziny.
Cressida nie mogła narzekać na brak miłości i uwagi. Matka okazywała ją bardziej czule, ojciec był surowy i konserwatywny, ale nie mogłaby powiedzieć, żeby jej los go nie obchodził, bo byłoby to bardzo niesprawiedliwe. Flintowie nie należeli jednak do szczególnie emocjonalnych, wylewnych i ciepłych rodów, ale więzi rodzinne były dla nich ważne. Niemniej jednak to surowość i wymagania ojca w sporej części przyczyniły się do powstania pierwszych dziecięcych kompleksów dziewczątka. Była najmłodsza z trójki rodzeństwa i zawsze czuła się mniej doskonała niż jej brat i siostra, którzy zawsze mogli liczyć na więcej uwagi ojca. Dla Cressidy siłą rzeczy pozostawało jej najmniej, zwłaszcza odkąd stało się jasne, że była zbyt delikatna i wrażliwa na niektóre tradycje Flintów. Płakała kiedy kazano jej pozbawiać życia niewinne leśne stworzenia, nienawidziła polowań i zamiast doskonalić się w strzelaniu z łuku wolała malować. Ojciec był nią wtedy zawiedziony, wiedziała o tym, choć bycie kobietą i tak dawało jej większe przyzwolenie na odstępstwa i bycie słabą. Po tym, jak kiedyś ostrzegła leśne ptactwo, nie mogąc patrzeć jak jej zwierzęcy przyjaciele giną, ojciec już jej na polowania nie zabierał. Ale nawet jeśli było to często irracjonalne, kompleksy czuła zawsze. Przede wszystkim wobec rodzeństwa i kuzynostwa, bo bardzo nie chciała odstawać, a być bardziej jak oni. Również w latach szkolnych czuła że odstaje, co było dodatkowo wzmagane przez jej nieśmiałość i niepewność siebie. Nakrapiane piegami policzki często pokrywały się rumieńcem zawstydzenia, ale w małym serduszku tliło się mocne pragnienie bycia taką jak reszta rodziny i niewyłamywania się. Na buntujące się panny spoglądała z niechęcią i obawą, bo sama wiernie i bez sprzeciwu podążała ścieżkami wytyczonymi przez rodzinę, i robiła to nawet po ślubie. Bez względu na to jakie nazwisko nosiła teraz, urodziła się jako Flint i w sercu zawsze nim pozostanie.
Tym też różniła się od Elodie jeszcze w szkole. Kontrast między śliczną i pewną siebie panienką Parkinson a nieśmiałą, zahukaną Flintówną o zarumienionej buzi i płochym spojrzeniu zielonych oczu od samego początku był widoczny, ale mimo tej ogromnej różnicy z czasem nawiązała się między nimi relacja z biegiem czasu stająca się coraz bardziej pozytywna i ciepła.
Uśmiechnęła się do niej lekko, mając nadzieję, że młodziutka lady Parkinson również odnajdzie w swym małżeństwie szczęście i nie zmarnieje wśród ponurych Burke’ów, a wniesie w mury ich posiadłości blask. Jej ród niewątpliwie miał swoje powody, dla których oddawał ją właśnie jednemu z Burke’ów, a Elodie nie miała innego wyboru jak tylko się dostosować, co na swój sposób było smutne, ale tak już wyglądało życie szlachcianek. Oby rzeczywiście było w nim więcej radości niż goryczy; bo choć Cressida już miała za sobą zaręczyny i ślub, to anomalie i widmo rozłamów w magicznym świecie spędzały jej sen z powiek i napełniały serduszko ściskającym lękiem.
Obie dokonały swoich zakupów. Cressie starannie spakowała do torby paczuszki z zakupami, zarówno tymi dla siebie, jak i dla bliskich. Zamierzała obdarować ich możliwie jak najszybciej; musiała na dniach poprosić męża o świstoklik i udać się do dworku Flintów, koniecznie. Uśmiechnęła się i podziękowała, kiedy Elodie podarowała jej jeszcze słoiczek z muszelkami, a później razem opuściły jarmark, kontynuując swoją rozmowę i spędzając razem czas, dopóki po Cressidę nie przyszedł jej mąż.

| zt.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Zawód : Pracownica sklepu ze zwierzętami
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Charłak

PisanieTemat: Re: Jarmark   20.10.18 23:59

Szlajała się. Chyba lubiła się szlajać. Lubiła wychodzić. Lubiła nie wracać. Polubiła. Nie, żeby bardzo miała gdzie wracać. Oczywiście - Ben nigdy by jej nie wykopał, a wręcz sam chciał by ona mieszkała u niego. Podobnie było wcześniej z Duncanem. Więc... niby miała gdzie tylko, że żadne z tych miejsc nie było jej miejscem. Nie mogła się w pełni odnaleźć chyba i chyba nie bardzo się nad tym zastanawiała. Nie lubiła nadmiernie myśleć, po prostu - jest jak jest, filozofia jest dla ludzi którzy na prawdę nudzą się swoim życiem, lub mają na tyle mało realnych problemów, że poszukują zajęcia dla umysłu w tych średnio realnych.
Sam festiwal z resztą był spoko. Muzyka dookoła. Tłumy. Tańczyła z Titusem, tak po prostu, między ludźmi. I mogła, bo wylosował jej wianek, przez chwilę mogła zapomnieć, że dzieje się masa złych rzeczy, że ona robi ludziom krzywdę i, że oni muszą się ukrywać. Po prostu było wesoło i świat dookoła nie istniał. Istniała fryzura którą Ben pomagał jej zmajstrować, a którą potem poplątał bezlitośnie wiatr, liczył się ogień który ich ogrzewał i liczyła się ta chwila, kiedy razem wznieśli się delikatnie nad ziemię i tańczyli trochę bliżej gwiazd.
Przystanęła przy jakimś stoisku. Nie bardzo było jej na cokolwiek stać. Co prawda anomalie z Zaułka zniknęły więc niedługo wróci do pracy, jednak niedługo to jeszcze nie teraz. Niczego z resztą nie potrzebowała. Nie miała wielkich wymagań od życia. Lubiła jednak oglądać. Podziwiać. Czasem brała coś do ręki chcąc sprawdzić czy mogłaby wyczuć magię artefaktu - co oczywiste, te działały nawet przy jej braku magii. Lubiła to uczucie. Delikatny dreszcz na skórze. I myśl, że niektórzy odczuwają tę energię, ten jakby delikatny dreszcz w sobie, w swoich żyłach.
I wszystko było w porządku, kiedy między innymi postaciami dostrzegła... kogoś. Kogoś kto nie odezwał się od dawna. Kto namieszał jej w głowie, rzucił idiotycznymi obietnicami i zniknął. Zacisnęła usta w cienką linię. Chciała wyjaśnień. Choć nie była pewna. Powinna mieć to gdzieś. Powinna go olać i po prostu pójść w swoją stronę, jednak wtedy nadal dałaby sobie furtkę do łudzenia się, że to wszystko co on mówił było prawdą. A ona potrzebowała prawdy - choć trochę.
Stanęła mu więc na drodze, może trochę gwałtownie wiedząc, że się nie spodziewał, dosłownie zrobiła krok w bok, kiedy on szedł przed siebie. I nie bardzo jej obchodziło czy się wywróci, byle jej nie wywalił. Uniosła lekko brodę, patrząc na niego z chłodem który w sobie miała, który był doskonałą przykrywką dla żalu czy złości które były emocjami zdecydowanie zbyt intymnymi by odkrywać je przed tym błaznem.
- To jak braciszku? - jedna z jej brwi lekko uniosła się ku górze, dłonie założyła na piersi i patrzyła na niego trochę wyczekująco, nie próbując nawet kryć się z sarkastycznym tonem. - Wydaje ci się, że twój żarcik był zabawny?




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   20.10.18 23:59

The member 'Charlotte Moore' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Alexander Farley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
OPCM : 38
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 16
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Jarmark   21.10.18 12:45

Kątem oka wychwyciłem przed sobą ruch, a moje zmysły zadziałały instynktownie. Stanąłem jak wryty, odruchowo sięgając do miejsca, w którym znajdowała się moja różdżka. Nim jednak palce w ogóle zdołały musnąć jasne drewno położyłem wzrok na personie, która zastąpiła mi drogę - i to był moment, w którym poczułem się całkowicie zgubiony i zagubiony zarazem. Spojrzenie na rudowłosą dziewczynę wywołało we mnie ogromną falę emocji - wprawiła mnie w osłupienie tak wielkie, że zastygłem w pół ruchu, patrząc się na nią zdziwiony. Jej widok napawał mnie jednocześnie niezrozumiałym szczęściem i rozgoryczeniem, żalem i nadzieją. Miałem przy niej wrażenie, jakbym coś stracił i zyskał jednocześnie: jakby w moim sercu w tym samym czasie powstawała dziura i się zapełniała. Nie wiedziałem co powiedzieć, skołowany nadmiarem emocji, do tego będących jeszcze do siebie w takiej opozycji. Otworzyłem raz usta, jednak szybko zrozumiałem, że to za szybko - jeszcze nie byłem w stanie sklecić niczego składającego się w sensowną całość, zwłaszcza że pytania zakłębiły się w mojej głowie niczym burzowe chmury na horyzoncie, pędzące, nieposkromione, drżące od grzmotów. Zamiast tego uważnie przyjrzałem się twarzy znajomej-nieznajomej. Szczupła, piegowata, o przenikliwym spojrzeniu szaroniebieskich tęczówek. To właśnie to spojrzenie, a nie wygięte w sarkastycznym uśmieszku usta ani wysoko uniesiona brew przykuło mą uwagę najmocniej. Ten wzrok... Merlinie, czy przecież tęczówki w takiej samej barwie nie patrzyły na mnie codziennie z odbicia w lustrze? Przeanalizowałem jeszcze raz jej słowa, które wcześniej wychwyciłem nieświadomie - tak jakby zza grubej tafli szkła.
- Jaki żart? - zapytałem, nie mogąc zrozumieć, co właśnie zaszło. - Nie pamiętam niczego. Straciłem pamięć w połowie czerwca, przykro mi - pokręciłem głową, a w moim spojrzeniu pojawił się smutek. Szlag by to, miałem niepodważalną wręcz pewność, że powinienem ją pamiętać. - Ale czuję, że się znamy. I że byłaś dla mnie kimś ważnym - powiedziałem, po czym zagryzłem wargi nie będąc pewnym, co teraz zrobić. Chyba pozostawało mi jedynie to, co przy wszystkich innych, podobnych tej, sytuacji. - Jeśli chciałabyś mi wytłumaczyć, co nas łączyło to byłbym bardziej niż wdzięczny - dodałem jeszcze, próbując spod tego całego skonfundowania uśmiechnąć się ciepło. Wyczytałem w rodzinnych kronikach, że kiedyś miałem mieć siostrę, jednak ta była już martwa przed przyjściem na świat.




- I'm made of ivory, I'm a cannibal.

- What have you done? You're not a weapon, are you?
Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Zawód : Pracownica sklepu ze zwierzętami
Wiek : 16
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Charłak

PisanieTemat: Re: Jarmark   21.10.18 21:04

Nie żart więc co? Była zła. Zła, że ktoś zabawił się jej uczuciami tak po prostu, bez powodu. A nawet jeśli nie dla zabawy czy żartu a z jakichś innych nieznanych jej przyczyn, nie bardzo ją to obchodziło, bo nie można tak po prostu wejść komuś w życie, zamieszać i zniknąć całkowicie zapominając o sprawie. To nie w porządku.
Kolejne słowa Alexandra jednak trochę... cóż sprawiły, że zaniemówiła. Dało się jednak wyczuć od niej pewną nieufność, przyglądała mu się doszukując się jakichkolwiek przejawów tego że mógłby kłamać. Nie mogła być pewna. Ale niby po co? Właśnie: po co to wszystko? Nie odpuszczała jednak dość bojowej postawy i na pewno wciąż wyglądała na złą czy niezadowoloną.
- Nic nas nie łączyło. - oznajmiła mu więc. - Ledwo cię kojarzyłam bo raz na siebie wpadliśmy. - wywróciła oczami. Byli dla siebie nikim, przecież nawet nie zapamiętała jego imienia. Ot, kolejny człowiek z ulicy. Miły, pomógł jej, jednak nadal - po prostu kolejny człowiek.
- Dopóki nie oznajmiłeś mi, że jestem twoją siostrą, ale twoja rodzina postanowiła się mnie pozbyć. - dodała. Czekała na jego reakcję. Zastanawiała się nad opcją utraty pamięci. Jak? Dlaczego? I czemu akurat w takiej chwili? To wszystko było zbyt dziwne, na tyle dziwne, że przecież nie mogła mu tak po prostu zaufać.
- W jaki sposób straciłeś pamięć? - spytała po chwili. - Trochę dziwny zbieg okoliczności.
Czemu miałaby mu tak po prostu ufać? Nie ufała. Nie do końca też mu wierzyła. Nie wiedziała chyba po prostu co w tej kwestii myśleć i chciała zrozumieć co tak właściwie się działo. Wpatrywała się w chłopaka który jeszcze chwilę temu chciał stać się częścią jej życia, a zaraz po tym po prostu zniknął w czeluściach reszty świata nie zostawiając żadnej informacji. A ona? Jak to ona, w pierwszej chwili postanowiła zapomnieć o sprawie. Tylko że teraz mogła otrzymać jakieś wyjaśnienia.
- Z resztą ta sytuacja cała jest popieprzona.
Mruknęła tak na dodatek. Spodziewała się, że Selwyn zaraz odciągnie ją trochę z tłumu. Czarownica niewątpliwie węszy. Oh tak, pewnie dlatego udaje, że nie wie o co jej chodzi. Unika problemów.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   21.10.18 21:04

The member 'Charlotte Moore' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :


Powrót do góry Go down
Tangwystl Hagrid
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : 29
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   21.10.18 21:10

Tangwystl miała coś w sobie. Coś, co przyciągało ku niej dziwne przypadki. Czasem nawet całą serię. I to nawet wtedy kiedy wcale nie miała tego w zamiarze. To zamiar jakoś znajdował ją samą i w ogóle nie pytał o zdanie. Tak jak to było w tym przypadku. Bo wcale jej nie uśmiechało się, żeby brać i przytulać się do podłoża. Właściwie najlepiej by jej było, jakby mogła w pionie pozostać. Ale Zamiar, razem ze Wszechświatem postanowili za nią i postanowili inaczej.
Chyba czuła wszystkie kości, jak odbijają się od twardego podłoża. A fakt, że trochę ludzi mogło podziwiać jej brak umiejętności w poruszaniu się zdecydowanie nie pomagał. Do tego chyba obiła sobie siebie tu czy tam. Dlatego leżała, próbując bez ruchu sprawdzić, czy jeszcze w ogóle żyje i się rusza. Głos docierający do niej jednak jasno potwierdzał pozostawanie na świecie, którego znała. No, chyba że Prang też się na drugi świat wybrał przez tą swoją szaleńczą jazdę - ale wątpiła.
- Cholibka. - zamamrotała pod nosem w końcu zwracając swój wzrok w kierunku mężczyzny, który kucał przed nią. Zmarszczyła brwi mocniej na te jego słowa wykrzywiając usta, już nie wiedząc czy z bólu, czy też z tego, co wydobywało się z jego ust.
- Biały się szybko brudzi. - odpowiedziała jedynie, bo tylko na tyle była w stanie się zdobyć. Pozwoliła by pociągnął ją ku górze. Jednak zrobił to na tyle szybko, że zakręciło się w jej głowie, a zgięcie i wyprostowanie kolan rozlało falę bólu po niej całej. Ale zamiast zerknąć w dół i odkryć co to powodowało nagle dziwnie zamarła odkrywając nagle, że znajduje się zdecydowanie za blisko. A jej oczy są w stanie dostrzec każdą jedną rzęsę i plamki w jego oczach. Zamrugała kilka razy by odgonić to dziwne, nienaturalne uczucie, które owinęło się wokół niej i skupić się na tym, co do niej mówił. Bo coś mówił, słyszała, że tak. Zmarszczyła brwi, próbując sobie przypomnieć, co to było. I chwilę jej to zajęło nim w końcu odnalazła słowa, które uciekły jej. Wredne, wredne wszystko właściwie.
- Boleśnie. - odburknęła, krzywiąc się znacznie i nie ukrywając tego wcale. Dłonie Pranga zniknęły gdzieś, pozwalając jej odkrywać, że jest w stanie stać na własnych nogach. A gdy on wskazywał coś palcem, ona uświadomiła sobie, że nadal czuje ból promieniujący z jej dolnych kończyn. Spojrzała w dół, czując jak blednie znów. Widok krwi nigdy nie zderzał się z nią przyjemnie. Zacisnęła zęby walcząc znów z pionek jednak pochyliła się, by dotknąć palcem jednego ze zranionych kolan. To drugie chyba wyglądało gorzej, ale nie znała się na tym za bardzo, nie to Cecily.
- Ernie. - mruknęła słysząc znów jego głos, uniosła na niego spojrzenie, dłonie opierając na udach. - Chyba, chyba kręci mi się w głowie. - powiedziała nie odrywając od niego spojrzenia. Z jednego z kolan nadal leciała krew, to drugie chyba było tylko powierzchownym zranieniem. Chyba. - Powinnam to przemyć? - zapytała go, licząc na jakąś radę. Może wiedział więcej o ranach niż ona. Jej właściwie zazwyczaj niewiele się działo, chociaż dzisiaj czuła wyraźny ból.


Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Zawód : Współwłaścicielka lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror!
Look a little closer!
Stare a little longer!
THEY WERE WRONG
OPCM : 4
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   23.10.18 22:51

- Myślę, że jednak trochę będzie się to różnić. Podczas wyścigu na pewno nikt nie będzie strzelał w konie ognistymi kulami - pokręciła głową. Wcale nie była zadowolona, kiedy Florean powiedział jej, że chce wziąć udział w zmaganiach z magiem. Wielka, wiklinowa kukła budziła respekt nawet zanim została podpalona, a zagrożenie, które wiązało się z przebywaniem w jej pobliżu było jak najbardziej realne. Powietrzny wyścig na grzbietach aetoanów na pewno nie oferował atrakcji w postaci deszczu ognia śmigającego nad głową (Florence nie potrafiłaby sobie wyobrazić, jak przerażone musiałyby być zwierzęta w takiej sytuacji. Gdyby dowiedziała się, że właśnie w ten sposób odbywają się te zawody, chyba sama udała by się do odpowiedniego departamentu ministerstwa, by zgłosić przypadek okrucieństwa wobec zwierząt!). Mogła się jednak założyć, że były to zawody równie niebezpieczne.
- Wypluj to, Florku, bo jeszcze zapeszysz! - upomniała go, sama nie odnajdując niczego śmiesznego w tym, co powiedział. Zwykle nie była przesądną osobą, chociaż zdarzało jej się czasem myśleć, czy aby konkretne zdarzenia nie były czasem wynikiem złośliwości losu, gdy powiedziała lub zrobiła coś niewłaściwego. Aby więc już o tym nie myśleć i przypadkiem czegoś nie zapeszyć, skupiła się razem z bratem na zakupach. W końcu przecież po to tutaj przyszli. - Ale idąc na żywioł na pewno coś pominiemy! - chciała zaprotestować, ale dała się zaraz pociągnąć bratu. No i co miała począć, podążyła za nim, bo przecież zaraz by jej się w tym tłumie zgubił - i tym razem już by go pewnie nie odnalazła. Kolory, dźwięki i zapachy unoszące się w powietrzu skutecznie utrudniały orientację a co dopiero szukanie braci zgubionych gdzieś po drodze! Tak więc swoim zwyczajem, Florence próbowała - choć z miernym skutkiem - robić zakupy z głową. Przeglądała właśnie kolekcję pięknie zdobionych, porcelanowych kubeczków, kiedy na jej głowie wylądowało coś bardzo czerwonego i bardzo miękkiego.
- Ojej, Florku - odezwała się, oglądają piękną chustę. Była śliczna, musiała to przyznać. I choć na co dzień Florence nie za bardzo lubiła się stroić, ten prezent bardzo przypadł jej do gustu. - Bardzo ci dziękuję! - zawołała i jednocześnie zaraz zaczęła się rozglądać za czymś, co również mogłaby sprezentować bratu. Właściwie to nawet zastanawiała się przez chwilę nad tą statuetką elfa, ale ten śpiew trochę ją odstraszył. Finalnie znalazła mu kilka par skarpetek dosłownie we wszystkich kolorach tęczy.
- Och, braciszku, ale każ jej śpiewać po cichu, dobrze? - poprosiła, wręczając mu prezent i zerkając niepewnie na elfa.




What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   24.10.18 11:14

- Florence, daj spokój, przecież nic mi nie jest - walka z Wiklinowym Magiem była pestką w porównaniu z odsieczą czy naprawą anomalii. Jeszcze parę miesięcy temu uznałbym podobny konkurs za szaleństwo, ale teraz mój punkt widzenia na podobne sprawy uległ znacznej zmianie. Przecież walka była zorganizowana jako jedna z atrakcji konkursu i na pewno czuwało nad nią wielu uzdrowicieli - nie byliśmy pozostawieni sami sobie, chociaż na pewno rzucanie zaklęć było utrudnione przez te niespodziewane wybuchy z różdżek. W każdym razie to było wciąż bezpieczniejsze od rzeczy, którymi zajmujemy się w Zakonie, a ja chciałem się sprawdzić. I jestem zadowolony ze swojego występu, chociaż daleko było mi do wygranej.
- Masz rację - wzdycham, bo przecież takie rzucanie słów na wiatr faktycznie potrafi przynieść nieszczęście. Nie życzę żadnemu ze swoich znajomych pobytu w skrzydle szpitalnym, miałem okazję parę razy tam się znaleźć, i to żadna przyjemność. Zresztą Florence wie o tym lepiej, w końcu przeleżała tam wiele długich tygodni. Gdyby nie ja, pewnie umarłaby z nudów!
- To chyba dobrze? Będzie mniejszy wybór - śmieję się, wszak tych straganów były tu dziesiątki jeżeli nie setki, więc jeżeli parę ominiemy to nic się nie stanie. Zresztą zdążyłem już wydać większość galeonów, które przeznaczyłem na zakupy, a przecież to był dopiero początek. - Mam nadzieję, że ci się podoba - bo niby jesteśmy bliźniakami, ale gust mamy inny. W zasadzie wbrew pozorom różni nas wiele rzeczy, nawet do domów w Hogwarcie trafiliśmy różnych, ale to nie przeszkadza nam w świetnym dogadywaniu się. Wytrzymaliśmy ze sobą już dwadzieścia siedem lat, wytrzymamy i drugie tyle. - Florence, są cudowne! - Zareagowałem żywo na skarpetki, ale przecież były w każdym kolorze jaki bym sobie wymarzył, więc jak tu się nie cieszyć. Żółte, zielone, bordowe, różowe, brązowe, białe, czarne, szare, niebieskie, błękitne... Teraz chyba nie zabraknie mi skarpetek do końca życia.
- Będzie nas codziennie budzić zamiast tego starego budzika - stwierdziłem, bo to mugolskie urządzenie było chyba starsze od nas, a ta figurka miała być powiewem świeżości w naszym niedużym mieszkanku.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Zawód : Współwłaścicielka lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror!
Look a little closer!
Stare a little longer!
THEY WERE WRONG
OPCM : 4
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   26.10.18 2:00

- No i masz szczęście - bo inaczej sama bym ci zrobiła krzywdę. Tej drugiej części już jednak nie wypowiedziała na głos a tylko o niej pomyślała. Ech, ilekroć Florean wpadał na jakieś szalone pomysły, czasem jego siostra musiała stawać na głowie, by go przystopować. Na szczęście w tym przypadku rzeczywiście cała impreza była nadzorowana, a w pobliżu czuwali magomedycy, gotowi nieść pomoc ewentualnym poszkodowanym. Kolejny powód, dla którego mogła pochwalić lorda Archibalda za całokształt organizacji festiwalu. Była zadowolona, że udało jej się go złapać po odbytym konkursie kulinarnym - wtedy przecież osobiście mogła mu powiedzieć kilka miłych słów.
- Teraz tak mówisz, a jak wrócimy do domu, będziesz mi narzekać, że nie byłeś w stanie zobaczyć wszystkiego! - zawołała, kręcąc głową i jednocześnie rozglądając się znów po straganach. Miała zamiar kupić trochę słodyczy, bo sprzedawali tu takie rodzaje cukierków i ciastek, których nie sposób było dostać potem nigdzie indziej! Wiedziała, że brat poprze ją w tym pomyśle, więc wybrała trochę najzabawniej wyglądających łakoci i zaraz za nie zapłaciła.
- Jest piękna, Florku. No i jest czerwona! - zaśmiała się, otulając się jednocześnie chustą. Florence lubiła czerwień (było się w końcu kiedyś dumną gryfonką!), nawet jeśli niezbyt często ją nosiła. Podziękowała więc bratu całując go w policzek, chociaż doskonale wiedziała, że te skarpetki ucieszą go bardziej. Niby taki prosty prezent, a ile mu dał radości! Niektóre rzeczy się nie zmieniają - Cieszę się, że ci się podobają.
Na elfa jednak nadal patrzyła nieco sceptycznie. Miała chociaż nadzieję, że nie będzie w kółko śpiewał jednej piosenki, bo tego by chyba zwyczajnie nie zdzierżyła.
- Ale ja bardzo lubię nasz stary budzik - zaprotestowała, chociaż bardziej dla podroczenia się z bratem, niż dla samego sprzeciwu. Chociaż fakt faktem, nie zamierzała pozbywać się tego mechanizmu. Był w końcu jedną z nielicznych pamiątek, które zostały po ich rodzinnym domu. Elf mógł więc im śpiewać nad ranem, ale stary zegarek też się nigdzie nie ruszał.




What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Zawód : opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
OPCM : 16
UROKI : 0
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   01.11.18 16:23

Nie spodziewała się, że nieznajomy (ach, już teraz znajomy) chłopiec przejdzie na podobny ton, co ona sama, dlatego burkliwa i nieprzyjemna odpowiedź wcale nie wywołała zaskoczenia. Starała się nie uśmiechać zbyt pogodnie ani szeroko żeby nie drażnić złodziejaszka - w żadnym wypadku nie było to jej celem. Pokręciła głową w zaprzeczeniu, kiedy próbował jej wmówić, że wie, na czym polega dobro.
- Gdybyś wiedział, nie rozmawialibyśmy właśnie w tej chwili - stwierdziła, wierząc w swoje słowa. Były prawdziwe - gdyby nie ukradł jej własności, prawdopodobnie nie mieliby kontaktu. Teraz była już bardzo poważna.
Mały zabieg z odwróceniem uwagi mogła uznać za udany, teraz pozostawało jednak poprowadzić sprawę dalej, nim sama zacznie się w niej plątać. - Właśnie - nie znam, dlatego nie wiem do kogo powinnam cię odprowadzić, nie powinieneś pozostawać w takim miejscu bez opieki - odparła lekko, kierując spojrzenie na nieznajomego mężczyznę - ten jednak zniknął już z zasięgu ich wzroku, dlatego ponownie skupiła się na młodzieńcu. - Wracając do dobra. Bardzo źle trafiłeś, Antoninie - zabierając moją własność, również tracisz. To może być jedna rzecz, dwie, a nawet siedem - nie mogę ci tego powiedzieć. W dodatku wcale nie musiałeś mieć tego przy sobie - przestrzegła. - Na dowód mogę pokazać ci to - sakiewkę ze złotem leprokonusów uniosła wyżej, od razu przekazując ją chłopcu. - Na pewno jest twoja. Nie lubię, gdy tak się dzieje. Nie lubię mieć rzeczy, które nie należą do mnie - to nie jest dobre - dlatego oddaję ją właścicielowi - skinęła głową z subtelnym uśmiechem, widząc, że jakiś niecny plan tworzy się w głowie Antonina. Była uważna cały czas, dzieci potrafiły być niesamowicie sprytne i trzymała ten fakt w pamięci. Pamiętała swoje cudaczne pomysły, te mniej i bardziej oczywiste. - Niestety, nie mogę pozwolić, by taki uczynek uszedł ci płazem. Reszta twoich rzeczy wróci na swoje miejsce, jeżeli oddasz mi moją własność - zapowiedziała, mając nadzieję - skutecznie przekonując rozmówcę o działaniu niezwykłej magii. - Byłoby mi przykro, zgaduję że tobie także, gdyby coś twojego zniknęło bezpowrotnie - zastanów się, czy chciałbyś być okradzioną osobą? Dobra decyzja pociągnie za sobą dobre rzeczy, również dla ciebie - może była w tym gadaniu jakaś szansa? Nie zamierzała odpuścić, póki ją widziała. Drgnęła, kiedy szkło pękło nieopodal - najbliższa znajdowało się na stoisku w pobliżu, lecz zamieszanie pozostało poza jej zasięgiem. Możliwe, że winnym tej drobnostce pozostawał Antonin.




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Blaithin Fawley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6537-blaithin-fawley#166787 https://www.morsmordre.net/t6543-galahad#166862 https://www.morsmordre.net/t6542-b-e-fawley#166859 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t6545-skrytka-bankowa-nr-1654#166865 https://www.morsmordre.net/t6544-blaithin-e-fawley#166863
Zawód : kuratorka i krytyk muzyczny
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Cofnęłabym się tysiąc razy i straciła go tysiąc razy, żeby tylko usłyszeć jego snute opowieści albo tylko głos. Albo nawet bez tego. Jedynie wiedzieć, że gdzieś tutaj jest. Żywy.
OPCM : 12
UROKI : 22
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   08.11.18 2:32

Kącik jej ust zadrżał w bardzo subtelnym grymasie. Nie czuła się zabawiana w jego towarzystwie, choć tak to mogło wyglądać. Obserwując ich z boku można było odnieść wrażenie, że jej wyraz był okazaniem rozbawienia i uznaniem dla jego żartu. Lysander stał bliżej i jeśli potrafiłby sięgnąć spojrzeniem głębiej niż tylko na płytką fasadę, jaką na siebie narzuciła, z łatwością dostrzegłby coś ironicznego i cynicznego w jej uśmiechu.
Dbaj, żeby zawsze były to dobre niespodzianki — niegłośna wypowiedź opuściła jej usta, kiedy akurat zsuwał okulary z jej nosa. Zastanawiała się, co w nim kiedyś uznawała za urzekające. Potrafiła przyznać, że jego pewność siebie była atrakcyjna.  Brak zawahania w zachowaniu, nawet w chwilach takich jak ta, w których zakrawało ono o niestosowność. Niebezpiecznie balansował na granicy przyzwoitości i etyki szlacheckiej, a jego bezkarna postawa była tak przekonująca, że niemalże mu uwierzyła, że nie robił nic złego, choć właśnie łamał jej strefę komfortu. Tylko przez nadmierną czujność, tym razem, nie dała się na to złapać. Obserwowała jego ruchy, wyraz jego twarzy, jego krytyczne spojrzenie i niezadowolenie. Kiedyś poczułaby się urażona. Zdruzgotana? Teraz zaśmiała się, prawie idealnie insynuując szczere rozbawienie.
Nie jesteś teraz poważny, prawda?
Lawirowała pomiędzy pozą jaką przyjmowała, a tym co naprawdę teraz zajęło jej myśli, bo zaraz później uśmiech na ustach zelżał, a twarz, dotychczas łagodna, nabrała większej obojętności.
Udam, że tego nie słyszałam. W innym razie musiałabym ci powiedzieć, że chciałabym żeby na twoją odrzucającą osobowość istniało tak samo łatwe rozwiązanie, jak kapelusz na moją obrzydzająca fryzurę. A przecież tego bym nie chciała.
Uśmiechnęła się do niego łagodnie, odnajdując w sobie nowe pokłady cierpliwości, żeby wrócić do żartobliwego tonu i pobłażania jego osobie. Zebrała w sobie na tyle opanowania, że nie wyrwała się mu kiedy pociągnął ją za sobą, chociaż przeczuwała, że kierunek, w którym ją prowadził jej się nie spodoba. Mimo wszystko odpowiedziała z pełnym przekonaniem:
Bezdyskusyjnie.
Chociaż słowa te można było odebrać dwuznacznie. “Bezdyskusyjnie zachwycona” jego planem, bądź “bezdyskusyjnie”, bo nie dał jej wcale wyboru co do wyrażenia dezaprobaty zanim wcielił ten plan w życie. Choć mogło się wydawać, że nie użył w tym celu żadnej siły, Blaithin miała na tą kwestię nieco inną sprawę. Nie mając szansy na protest, po prostu szła za nim. Przez przestrzeń nieco bardziej odosobnioną i oderwaną od ogólnego zgiełku jarmarku. Jej wzrok automatycznie wędrował za ramieniem mężczyzny po twarzach mijanych osób i wąskich uliczek pomiędzy straganami. Oceniała wzrokiem otoczenie, zapamiętując drogę i upewniając się, że podążając za lysanderem, sylwetki innych osób dalej pozostają w zasięgu ich wzroku.
Myślałam, że wolałbyś takie miejsca pokazywać swojej narzeczonej, Lysander. Nie ukrywam, że zasmucił mnie fakt, że nie dowiedziałam się tego od ciebie. Lady Lestrange? Czy to coś poważnego, Lys?
W pozornie niewinnym – pełnym troski o jego przyszłość – pytaniu przemyciła zarówno rozgoryczenie, złośliwość, jak i zwykłą ciekawość.





Rodzimy się w jeden dzień. Umieramy w jeden dzień. W jeden dzień możemy się zmienić. I w jeden dzień możemy się zakochać. Wszystko może się zdarzyć w ciągu zaledwie jednego dnia.


Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   13.11.18 23:03

- Co ty mówisz za głupoty, przecież ja rzadko narzekam - to akurat było prawdą, jako Puchon z krwi i kości najczęściej dawałem radę zachować pogodę ducha, aczkolwiek Florence znała mnie na wylot i faktycznie miała rację co do straganów - prawdopodobnie przez najbliższy rok zastanawiałbym się co ominąłem, prawdę mówiąc, dalej męczy mnie takie jedno stoisko z zeszłego roku, a prawdopodobnie już nigdy nie uda mi się dowiedzieć, co mogłem tam nabyć. W każdym razie musiałem sprzeciwić się siostrze, tak już miałem w zwyczaju, nawet jeżeli ostatecznie i tak dochodziliśmy do konsensusu.
- Tak myślałem, że ci się spodoba - uśmiechnąłem się, szczerze rozradowany - od zawsze lubiłem dawać ludziom prezenty, choćby to był najmniejszy drobiazg, ale sprawiający uśmiech na twarzy obdarowywanego. A właśnie taki pojawił się na twarzy Florence, dla mnie to naprawdę wystarczające podziękowanie. Zresztą skarpetki również były strzałem w dziesiątkę - zdecydowanie nie jestem wymagający jeżeli o prezenty chodzi, ucieszę się nawet z małej naklejki, choćby była dana mi z miłością. A te skarpetki przecież były tak kolorowe i miękkie, że aż chciało się je natychmiast założyć, chociaż temperatura na zewnątrz raczej sprzyjała rozbieraniu. Słońce tak dawało po plecach, że byłem pewny, że po powrocie do domu spojrzę w lustro i zobaczę brązową opaleniznę.
- No wiem, wiem. Przecież wcale nie mam zamiaru go wyrzucać, żartuję tylko - pocieszyłem siostrę, bo doskonale rozumiałem skąd się u niej wzięło to przywiązanie do budzika. Sam nie byłbym w stanie go wyrzucić, tak jak tego starego zegarka ojca, który zawsze mam przy sobie. Westchnąłem cicho, zatrzymując się przy kolejnym straganie. Przeszłość chyba zawsze będzie nam ciążyć.
- A co ci na wróżbach wyszło? - Zapytałem, diametralnie zmieniając temat, bo przecież spotkałem ją tam z Josephem i chciałem dowiedzieć się więcej. Jak jakaś stara plotkara albo przynajmniej nasza sąsiadka z trzeciego piętra - cóż, trudno, jako brat bliźniak miałem swoje prawa, a wścibskość była jedną z nich.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Lysander Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6435-lysander-nott#164145 https://www.morsmordre.net/t6486-cornelius#165528 https://www.morsmordre.net/t6487-wieczny-chlopiec#165550 https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6483-skrytka-bankowa-nr-1625#165520 https://www.morsmordre.net/t6484-lysander-nott#165521
Zawód : mistrz tańca
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Almost nobody dances sober, unless they are insane.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   17.11.18 9:07

Lysander był święcie przekonany, że jego dawna, urocza sympatia, raczy żartować. Sygnowane nazwiskiem Nott niespodzianki zawsze zasługiwało na miano dobrych, ba, wręcz doskonałych. Sekretne bale maskowe, i tak znajdujące się na językach wszystkich. Wystawne Sabaty, wzbogacane nagłą obecnością magicznej trupy cyrkowej wysokich - dosłownie - lotów, złożonej z wyjątkowo utalentowanych czarodziejów. Koncert muzyki klasycznej płynącej prosto z niewidzialnych instrumentów, co dodawało czaru każdemu dźwiękowi, pozwalając skupić się na najdrobniejszych niuansach. Uwielbiał zaskakiwać, wprowadzać w zachwyt, prowokować westchnienia, wydobywające się z delikatnych ust panienek. Pozostawał niewrażliwy na nawet najmniej subtelną ironię: faktycznie pewność siebie Notta należała do tych niedorzecznie trwałych.
Zaburzanych odrobinę niegrzecznym zachowaniem Blaithin. Nie przywykł do takich reakcji nadobnych dziewcząt, arystokratki przyuczono do tego, by z pokorą i uśmiechem znosiły fanaberie swych ojców, braci oraz mężów - i tak powinno zostać, Lysander nie był przyzwyczajony do toczenia dyskusji z kobietą, która śmie odpowiadać na dobre rady sykiem złośliwości. Ubranym w przemiły uśmiech, ale nie był aż tak zadufany w sobie, by nie zorientować się, że właśnie został obrażony. - To chyba lady raczy sobie żartować - odparł od razu, nieco niższym, groźniejszym tonem. Pozornie nie zdołała wyprowadzić go z równowagi, lecz tak naprawdę zirytował się niepomiernie tym pokazem braku manier. Pozostawał ślepy na to, że obiektywnie i on zachował się dość obcesowo, ale - na litość Merlina - chciał dobrze. W tych dziwacznych okularach i przykrótkiej fryzurce Blaithin prezentowała się jak jakaś nawiedzona mieszczanka a nie reprezentantka artystycznego rodu. To bolało go najbardziej, szanował Fawleyów i pomimo niesnasek związanych z niedokończonymi zaręczynami, pragnął dla nich jak najlepiej. Nawet jeśli oznaczało to delikatne wychowanie ich krnąbrnej latorośli. - Takie słowa nie przystają dobrze wychowanej damie. Obrażanie lorda, który pragnie dla lady dobrze, jest niezwykle haniebne - odparł poruszonym tonem, mrużąc nieco oczy. - Na pewno twoi krewni, droga lady, nie ucieszą się z mej opinii na temat panienki - uśmiechnął się czarująco, nie zamierzając nawet skrywać pogróżki pod woalką pozornej sympatii czy żartu. Był Nottem, cholernym Nottem, trzymającym w ryzach cały skorowidz błękitnej krwi; liczono się z jego zdaniem, zwłaszcza, że prawie zerwane zaręczyny i tak stawiały Fawleyównę w gorszym świetle. W szowinistycznym, patriarchalnym świecie szlachty, dobrze było być mężczyzną, Lysander nie miał co do tego żadnych wątpliwości.
Nie wyobrażał sobie innego świata - ani innego zachowania dość opornej Blaithin, prowadzonej w bardziej dyskretne miejsce. Zaciągnięcie jej na jakąś polanę nie wchodziło w grę, ciągle znajdowali się w przyzwoitym zasięgu ludzkich spojrzeń, ale mogli rozmawiać znacznie swobodniej. Z boku mogło wydawać się, że troskliwy lord wyprowadził omdlewającą damę z tłumu, pozwalając jej zaczerpnąć świeższego powietrza i wspierając ją swym silnym ramieniem. Kurczowo przytrzymywał jej rękę, prychając tylko na krótkie, bezdyskusyjne stwierdzenie. - Czyżbym cię rozzłościł, Blaithin? - spytał słodko, gdy znaleźli się już na obrzeżach głośnego jarmarku. Sugestię, że narzeczona mogłaby nie być zadowolona z ich bliskiego towarzystwa, zbył wybuchem krótkiego, przyjemnego dla ucha śmiechu, skrywającego jednak irytację. Drażnił go temat narzeczeństwa, powinności wobec ukochanej, i chociaż piękna półwila zawróciła mu w głowie, to gdy znajdował się poza zasięgiem jej uroku, otrzepywał się z chłopięcego zauroczenia. - Jesteśmy zaręczeni, niedługo planujemy ślub. Oczywiście otrzymasz zaproszenie - odparł pozornie lekko, przystając pod jednym z drzew, zacieniającym ich i gwarantującym nieco więcej prywatności. - Alix jest oszałamiająco piękna, nie sądzisz? - spytał po prostu, akcentując największą zaletę lady Lestrange. - A ty, moja droga? Kiedy twoją dłoń obciąży jakiś niesamowicie drogi kamień szlachetny? - Puścił jej ramię, obejmując dłonią drobny nadgarstek Blaithin, by przyjrzeć się jej delikatnym, długim, szczupłym palcom.


Powrót do góry Go down
Blaithin Fawley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6537-blaithin-fawley#166787 https://www.morsmordre.net/t6543-galahad#166862 https://www.morsmordre.net/t6542-b-e-fawley#166859 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t6545-skrytka-bankowa-nr-1654#166865 https://www.morsmordre.net/t6544-blaithin-e-fawley#166863
Zawód : kuratorka i krytyk muzyczny
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Cofnęłabym się tysiąc razy i straciła go tysiąc razy, żeby tylko usłyszeć jego snute opowieści albo tylko głos. Albo nawet bez tego. Jedynie wiedzieć, że gdzieś tutaj jest. Żywy.
OPCM : 12
UROKI : 22
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   19.11.18 11:05

Poczekała z udzieleniem mu jakiejkolwiek odpowiedzi aż przystaną w końcu w miejscu. Nie wiedziała czy zdawał sobie z tego sprawę, ale szedł zdecydowanie za szybko jak na towarzystwo kobiety, która poruszała się obok niego w długiej, wyjątkowo niewygodnej, choć za to przykuwającej spojrzenia, spódnicy. Tak, mogłaby się zgodzić z jego myślą, że czasami dobrze było w tym magicznym świecie być mężczyzną. Chociaż i na lordach spoczywały obowiązki, z jakimi kobiety nie musiały się zmagać. Osobiście nie zamieniłaby swoich powinności na ciężkie tematy polityczne i aktywne reprezentowanie rodu. Dobrze czuła się w pielęgnowaniu swojego rozwoju artystycznego. Szlachecko urodzonym kobietom, w przeciwieństwie do lordów, wybaczało się brak zainteresowania polityką. Co więcej, nie spodziewało się po nich żeby mogły się w nią mieszać.
W której dokładnie części swojej wypowiedzi uraziłam twoje lordowskie mienie? W tej, w której zaakceptowałam fakt, że twoim zdaniem jestem, cytuję: “obrzydzająca”, czy w następnej, w której zwróciłam ci uwagę na wydźwięk twoich słów, których może nie jesteś świadomy? Skoro traktujesz mnie jak pierwszą, obojętnego pochodzenia płotkę z ulicy.
Surowość jego tonu i oskarżające słowa byłyby dla niej policzkiem, gdyby wcześniej sam nie dopuścił się wielu uchybień w swoim zachowaniu. Nie czuła się winna swojej postawie, ani swoich słów, bo przecież w ani jednym momencie nie obraziła go w sposób jednoznaczny, a jedynie dała mu odnieść takie wrażenie. Choć utrzymywała zdanie, że interpretacyjnie to była jego decyzja żeby tak odebrać jej słowa. Za każdym razem pozostawiała mu dwie możliwości odbioru jej słów. Sam wybierał tą gorszą. Mimo wszystko, miała pełną świadomość faktu, że pomimo jego błędu, to ona powinna go za to przeprosić. Podwójne standardy… nie spodziewała się usłyszeć od niego tego samego. Chociaż jego słowa można było odebrać jako dotkliwe, nieprzyjemne i godzące w jej szlachecki tytuł.
Za oba przypadki, przepraszam. Nie powinnam była nadużywać twojej uprzejmości.
Wątpliwej uprzejmości, dodałaby, ale znów zwróciłby uwagę na jej nietakt, a nie planowała przepraszać dwukrotnie za ten sam zarzut.
Następnym razem będę spodziewać się twojej głęboko ukrytej troski w tak przykrych słowach, jakie do mnie kierujesz. Nie rozumiem dlaczego mogłam je odebrać inaczej.
Co do swoich krewnych, nie odniosła się do tej kwestii. Jej krewni, pomimo dbałość o szlachecką etykietę, kochali ją bardziej niż jakiegokolwiek lorda spoza ich rodu, nawet jeśli był nim sam Nott. Jej krewni ufali jej ocenie. Jej krewni, wbrew jego założeniom, nie mieli podstaw wątpić w jej wychowanie. Nigdy im takowych nie dała. Jej krewni z pewnością znali pojęcie delikatnego ego i nadwrażliwości lordów. A spełnieni lordowie nie mają czasu na podważanie nienagannego wizerunku dam. Blaithin pozostała spokojna. Nie bała się jego groźby. Wypowiedzianej poważnie, czy w żarcie.
Nie, Lysander. Nie jestem zła. Jestem zawiedziona.
W istocie, była. Jego podejściem do jej osoby. Spodziewała się, że po tym, jak potraktował ją przed laty, nie żywił do niej głębszych uczuć, ale nie sądziła, że będzie czuł do niej odrazę. Ona, wbrew swojej postawie, zażenowaniu, darzyła go jeszcze sentymentem. Nie wydawałaby się tak bardzo sfrustrowana jego słowami, gdyby jego zdanie przestało mieć dla niej znaczenie. Była zawiedziona nim, ale otwarcie musiała przyznać coś zupełnie odwrotnego.
Nie tobą. Sobą. Spodziewałam się, że po tylu latach będziesz mógł mnie traktować jak przyjaciółkę. Nie wroga.
Zwróciła twarz na moment na swoje ramię. Dalej krępował jej ruchy. Nie chciała się wyrywać, odgrywać scen. Dlatego przyjęła to ze zwykłym westchnieniem. Kiedy ją puścił, intuicyjnie cofnęła się o krok, wychodząc spod cienia rzucanego na nią przez gałęzie drzewa. Nie oddaliła się jednak bardziej, bo chwilę później ściągnął jej uwagę kolejny dotyk. Ciężar jego palców na jej dłoni wywołał spięcie jej mięśni i gwałtowne ich rozluźnienie. To drżenie nie miało nic wspólnego z onieśmieleniem. Nie nazwałaby tego w ten sposób. Co robisz? Miała na końcu języka żeby o to zapytać. Ostatecznie jednak powstrzymała się od komentarza, prawie pewna, że znów odbierze to jako atak. Pomimo, że nie powinien jej dotykać w ten sposób. Prowokować.
W przeciwieństwie do mnie? To kolejna nauka dla mnie? Powinnam brać z niej przykład?
Zgięła palce chowając je przed jego skupionym spojrzeniem.
Lysander… puść.
Tym razem jej głos był łagodny. Nie chciała być niegrzeczna. Nie chciała też żeby naruszał jej komfort w ten sposób. W tej rozmowie.
Podobny do tego, jakim niegdyś mnie obdarowałeś? Nigdy.
Chciałaby, ale nie to miała na myśli, chociaż chwilowe wybrzmienie tych słów sprowadziło na nią większy spokój. Zaraz jednak wyjaśniła tą kwestię, bo Lysanderowi nie można było pozostawiać otwartych wątków. Miał przykrą umiejętność wyciągania z jej słów wszystkiego co najgorsze.
Mam na myśli, że żaden kamień szlachetny nie zastąpi tamtego.
Musiał mieć świadomość, jak wielką krzywdę wyrządził jej wizerunkowi, choć wyjazd do Francji pozwolił go jej odbudować i obejść się bez większych kontrowersji. Mimo wszystko, zamierzał wypierać się przykrości, jaką jej sprawił?
To było tak proste?





Rodzimy się w jeden dzień. Umieramy w jeden dzień. W jeden dzień możemy się zmienić. I w jeden dzień możemy się zakochać. Wszystko może się zdarzyć w ciągu zaledwie jednego dnia.


Powrót do góry Go down
 

Jarmark

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 19 z 21Idź do strony : Previous  1 ... 11 ... 18, 19, 20, 21  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19