Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Główne ognisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Główne ognisko   26.09.15 22:23

First topic message reminder :

Główne ognisko

Stos beli otoczony kamieniami na piasku jest miejscem, w którym co roku na cały tydzień rozpala się jedno z największych ognisk w Anglii  - podczas otwarcia organizowanego przez rodzinę Prewettów tygodniowego festiwalu celebrującego lato, miłość oraz płodność natury. Celebracje w tym okresie rozpoczynają się wieczorami i trwają aż do białego rana. W okół ogniska odbywają się nieskrępowane tańce; bose stopy, zwiewne stroje, podczas święta każdemu wolno więcej. Przy głównym ognisku śpiewają najwięksi artyści, przypominając słowa dawno zapomnianych irlandzkich ballad. 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Joseph Wright
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright
Zawód : ścigający Zjednoczonych z Puddlemere
Wiek : jeszcze 27 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : 14
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   02.07.18 10:04

Nabijanie się ze szlachcianek szybko mu się znudziło, za to bez reszty pochłonął go taniec. Ta muzyka, trzaskający obok ogień, szum morza i blask ogniska tańczący we włosach Maxine sprawiły, że Joe zapomniał o całym merlińskim świecie. Miał wrażenie, że byli tu, na tej plaży, całkiem sami - jakby cała reszta w wyniku anomalii po prostu... znikła. Chyba udzielił mu się klimat tego miejsca, a może... sama magia festiwalu?
Okręcona dziewczyna ponownie wpadła w jego ramiona, a ich twarze znalazły się może odrobinę zbyt blisko. Dlaczego? Bo zdążył bez reszty utonąć w jej modrych oczach, rumieniec na jej twarzy tylko podkreślił ich kolor.
- Mówiłem już, że ślicznie dziś wyglądasz? - zapytał nim wciąż w tańcu pozwolił jej się od siebie odsunąć na odpowiednią odległość. Lekki uśmiech jednak nie zniknął z jego twarzy.
To ten wianek. To dziwne uczucie, które nim zawładnęło na tą jedną chwilę, to z pewnością sprawka tego jej wianka... Może był rzucony nań jakiś urok?
- Każdy Wright tańczy - sprostował jej pytanie i uśmiechnął się szerzej. - Ale tak tańczę tylko ja - posłał jej swój łobuzerski uśmiech numer pięć, a jakże! Przecież bez swojej bajery nie mógłby się obyć, prawda? Czasami można było sądzić, że lepszy z niego podrywacz niż zawodnik qudditcha... ale wystarczało zazwyczaj, że sam o tym pomyślał, a chwilę później dostawał po mordzie i zostawał sprowadzony na ziemię. Cóż... ani trochę go to nie zrażało.
W tańcu nie dostrzegł zmiany nastroju Maxine, kiedy mówił o rodzinie. Szczerze mówiąc na moment sam pogrążył się we wspomnieniach. Posiadanie tak licznej rodziny miało oczywiście swoje zalety i w przypadku Joe takowe przeważały, ale jak wszystko - nie było też pozbawione wad. Wieczna walka o uwagę, wieczna rywalizacja, pamiętanie o wszystkich świętach wszystkich członków rodziny (dobra, o wszystkich nie pamiętał, bo na to nie było szans), brak nawet chwili świętego spokoju (chociaż na szczęście jemu to aż tak bardzo nigdy nie przeszkadzało) i wiele, wiele innych. Choć prawda była taka: jako jedynak raczej nie byłby szczęśliwy.
- Ach, Presley! - uśmiechnął się wyrwany z zamyślenia. - A więc to on ci gra w duszy? Panno Desmond, czyżby panna chodziła na mugolskie dyskoteki? - zapytał przekornie, ale i z ciekawością. Osobiście na tych mugolskich nierzadko bawił się lepiej niż na czarodziejskich, choć ostatnimi czasy na żadnej z takich potańcówek nie był. Teraz te anomalie, wcześniej zawody quidditcha, jeszcze wcześnie przygotowania do sezonu... a może to tylko wymówki i po prostu jest już za stary na takie zabawy?




Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Powrót do góry Go down
Siergiej Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4641-siergiej-dolohov-budowa#99812 https://www.morsmordre.net/t4729-iwan#101309 https://www.morsmordre.net/t4728-ruska-mafia#101308 https://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 https://www.morsmordre.net/t4782-skrytka-bankowa-nr-1199#102283 https://www.morsmordre.net/t4783-siergiej-dolohov#102284
Zawód : Przemytnik, rozbójnik i awanturnik
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I didn't do it,
but if I did,
I was drunk
OPCM : 5
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   02.07.18 13:20

- Nu, Syberia - przytaknął Siergiej. Nie czuł się oburzony, że nie wie. Na przestrzeni lat zdążył już przywyknąć do tego, że Anglicy, Szkoci, czy Irlandczycy mają średnie pojęcie o geografii - w przeciwieństwie do niego, tytana intelektu, dla którego Austria i Australia to było to s a m o. Zamierzał ją jednak łaskawie oświecić. O rodzinnej krainie opowiadał przecież każdemu, kto zechciał słuchać. - Dobrze słyszała. To wielka, zimna kraina za Uralem. W Rosji - wytłumaczył, nie potrafiąc oderwać oczu od jej słodkich minek; była naprawdę urocza, taka niewinna, młoda i świeża - podobała mu się coraz bardziej. - Zimą jest taki mróz, że prawie czysty spirytus zamarza - dodał z powagą. Miał nadzieję, że nie wie co to spirytus - albo przynajmniej, że nie wie jak smakuje. Takie urocze dziewczyny jak ona nie powinny pić spirytu. Ani za dużo wódki. - No pewnie - przytaknął, oburzony, że kwestionuje siłę jego mięśni. Podrzucił ją jeszcze raz, aby nie miała najmniejszych wątpliwości.
Zlustrował ją spojrzeniem, aby sprawdzić, czy aby na pewno nie jest zbyt opasła; w porę ugryzł się w język, by nie skomentować, że tak naprawdę mogłaby podjeść trochę pączków, by zaokrąglić się tu i ówdzie, by było za co złapać... Zamierzał jednak uwieść ją swoim prawdziwie dżentelmeńskim zachowaniem.
Zwłaszcza, że skoro gra w quidditcha to musi mieć galeonów jak lodu. Ciakawe, czy miała ze sobą sakiewkę?
On przy ognisku nie dostrzegł znajomych, to dobrze. Jeszcze by jakiś gamoń wystartował z pytaniem o żonę, albo syna, a wtedy musiałby się zacząć tłumaczyć. Ruda sprawiała wrażenie niegłupiej jak dotąd, sprawa nie byłaby taka prosta... Na całe szczęście jak dotąd wszystko szło zgodnie z planem. No, może prócz tego, że w ramionach trzymał Weasleya i na pewno się na tym nie wzbogaci. Nie można jednak mieć wszystkiego.
- Pierwszy raz? - zdziwił się. To nawet on, wychowany w głębkiej Syberii Rosjanin, bywał na Festiwalach Lata w ostatnich latach.
Za to prawie wszyscy mężczyźni w mojej rodzinie to aurorzy, to zdanie sprawiło, że zmarszczył brwi, jakby w zamyśleniu. Niedobrze, pomyślał. Nie musiał mieć nawet niczego na sumieniu, aby wystrzegać się tych patałachów. Nie, żeby był z niego nie wiadomo jaki czarnoksiężnik... Liznął trochę ciemnych mocy, potrafił zadać ból, lecz raczej nie był w tym rozmiłowany jak sadysta; Siergiej Dolohov należał do pokroju materialistów, złodziejów, oszustów - którym bardziej zależy na zagarnięciu dla siebie dóbr, niż władzy. Aurorzy jednak kilkukrotnie pokrzyżowali mu plany, zwłaszcza w przemycie czarnomagicznych artefaktów, wciąż nienawidził ich mniej niż czarodziejskiej policji, ale psy to psy - ot co. Każdy Dolohov szczerze nienawidził wszystkich przedstawicieli organów ścigania, a tfu.
- Taka ładna dziewczyna, a bierze się za walkę? A co jak ci noc połamią? - zapytał cmokając z dezaprobatą, ale wciąż z uśmiechem - nie ganił jej przecież na poważnie. - Siergiej - przytaknął zdziwiony; jak dotąd wydawała mu się dość bystra, nie zapamiętała jego imienia? Nieładnie. Następne pytanie nieco zbiło go z pantałyku, lecz nie dał po sobie tego poznać - był dobrym kłamcą.
Prędko połączył także fakty. Wszyscy mężczyźni z jej rodziny to aurorzy, wiklinowy mag, ten rudy dryblas, którego szkalował, a okazał się aurorem... Cóż, nie trzeba było być geniuszem pokroju Merlina, aby dojść do wniosku, że najpewniej byli spokrewnieni - nawet, gdy miało się iloraz inteligencji odwrotnie proporcjonalny do wagi jak Siergiej.
- Ja? Nie, ale mój brat Stefan owszem - skłamał gładko, nie odwracając od niej spojrzenia ani na moment, nie przestając się uśmiechać; kłamał na tyle często i gęsto, by robić to bez mrugnięcia okiem. Łgał jak z nut. - Nie mogłem, ktoś musiał się zająć chorą matką... - westchnął ciężko, z żalem. Kobiety uwielbiają troskliwych mężczyzn.
Przecież nie wiedziała, że jego matka nie żyła od dekady.
Musiał prędko skierować myśli Weasleyówny na inne tory, aby uniknąć podobnie grząskich tematów. Zamknął jej drobną sylwetkę w ciaśniejszym uścisku, zbliżył swoją twarz do jej. Dobrze, że nie pił jeszcze dziś wódki, więc pachniał wodą kolońską, a nie alkoholem - o dziwo.
-Byłem ze dwa razy na meczu Harpii - to akurat była prawda! Tylko dwa razy, bo nie stać go było na bilety, ale do tego nie zamierzał się przyznawać. - Świetnie gracie - wymruczał niskim głosem, spoglądając w jej oczy. Tak po prawdzie to uważał, że te wszystkie Harpie powinny tymi miotłami zamiatać kuchnię (kto je w ogóle z nich wypuścił?), czuł jednak, ze gdyby wygłosił tę prawdę głośno, to nie tańczyłaby już z nim tak chętnie... A chciał przecież dzisiaj przerzucić kafla przez jej obręcz.
Dłoń, która dotychczas podtrzymywała Rię za udo zsunęła się nieco niżej, jeszcze dalej od kolana. Nieustannie kołysał się dziwacznie w takt muzyki.




I'm here to tell ya honey
That I'm bad to the bone

Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-charlie https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Czy to kocimiętka?
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/35
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   02.07.18 19:21

Była głęboko skonsternowana i onieśmielona. Nie rozumiała do końca, co się dzieje, dlaczego wraz z nadejściem Druelli i Cygnusa atmosfera tak bardzo zgęstniała. Pozostawało też faktem, że nagle poczuła się tu obca, bo nie miała nic wspólnego ze szlacheckim światem. Ich ewentualne rodowe niesnaski były dla niej tajemnicą, podobnie jak to, czy się znali, czy też nie, ale szczególnie mężczyzna zdawał się budzić w Anthonym złe uczucia, choć Charlie nie wiedziała, dlaczego. Miała przeczucie, że chodzi o coś więcej niż ewentualny konflikt między rodami, o coś bardziej osobistego. Tylko o co?
Wodziła wzrokiem od jednego do drugiego. Nie należała do śmiałych, wyszczekanych dziewcząt, które zawsze miały gotową odpowiedź na wszystko. Była raczej nieśmiała, szczególnie wobec ludzi z tak innego świata. Druella i Cygnus zdawali się nie pasować do tego sielankowego obrazka i w rzeczy samej Charlie dużo lepiej bawiła się, zanim przyszli. Teraz i jej udzieliło się napięcie, miała ochotę po prostu odejść, woląc unikać nielubianej osoby niż szukać z nią kontaktu i zmuszać się do podtrzymywania tej niezobowiązującej pogawędki. To przypominało próbę chodzenia po bardzo kruchym lodzie, gdzie każde słowo mogło okazać się poważnym uchybieniem towarzyskim, ale Charlie miała zerowe pojęcie o szlacheckiej etykiecie. Dla tak prostolinijnej osoby jak ona wszelkie gierki były obce, ostatecznie jej nikt nie uczył od dzieciństwa gry pozorów, poruszania się w zawiłościach wyższych sfer, nie uczono jej, jak manipulować ludźmi i przybierać na twarz maski. Nie potrafiła zbyt dobrze kłamać, zawsze przychodziło jej to opornie i niezbyt naturalnie, tak, że nie trzeba było być bardzo spostrzegawczym, żeby to wyczuć. Była zwyczajną dziewczyną z kornwalijskiej wioski, nikim więcej.
I teraz stała tak, prosta dziewczyna z przeciętnej czarodziejskiej rodziny, pośród trójki błękitnokrwistych najwyraźniej nie darzących się ciepłymi uczuciami. Znalazła się między młotem a kowadłem i chciała się instynktownie wycofać, ale Anthony chwycił ją za rękę i nie pozwolił jej chyłkiem się oddalić. Została więc, czując zresztą, że ktoś musi być obok i łagodzić jego nastrój; można było odnieść wrażenie, że gdyby nie obecność Charlie i Druelli Macmillan od razu rzuciłby się na Blacka. Na szczęście poza nimi byli tu też inni tańczący ludzie, wśród twarzy mignęła jej nawet ruda czupryna Rii. Widok panny Weasley podziałał na nią kojąco, bo wiedziała, że należała ona do tych dobrych i była całkowitym przeciwieństwem Druelli. Charlene o wiele bardziej wolałaby porozmawiać z nią niż tkwić tutaj.
Zaproszenie Blacka z pozoru zdawało się brzmieć niewinnie, ot, propozycja wobec znajomego, ale coś bliżej nieokreślonego kazało jej się dopatrywać w tym drugiego dna, podobnie jak w słowach i spojrzeniu Druelli, która najwyraźniej liczyła na okazję do podrwienia z dziewczyny z pospólstwa, jaką dla nich z pewnością była, bo nie łudziła się, że którekolwiek z przybyszów traktuje ją jak równą sobie i szczerze chce ją poznać.
Najbezpieczniej było po prostu milczeć, by nie pogorszyć i tak niezwykle napiętej sytuacji.
Kiedy odniosła wrażenie, że się spiął, krótko zacisnęła palce na jego przedramieniu. Byli znajomymi zapoznanymi w dość niecodziennych okolicznościach, nie łączyła ich głęboka zażyłość, ale nie chciała, żeby niepotrzebnie się denerwował lub stracił panowanie nad sobą, ten drobny gest miał za zadanie go uspokoić i przywrócić do rzeczywistości. Z utęsknieniem czekała na moment, kiedy będzie mogła uwolnić się od niechcianego towarzystwa i miała nadzieję, że Druella i Black szybko się nimi znudzą i postanowią zająć się sobą, pozostawiając ją i Anthony’ego w spokoju. Charlie martwiła się o niego; może kiedyś wypyta go o to, co się tu działo tak naprawdę, pod fasadą pozornie uprzejmych słów. O ile mężczyzna będzie chciał powiedzieć, co wzbudzało w nim taką reakcję.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
Ria Weasley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
inhale courage
exhale fear
OPCM : 25
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   06.07.18 23:17

Syberia. Nazwa tego miejsca brzmiała równie pięknie co egzotycznie, ale kiedy Ria próbowała wyobrazić sobie dom rodzinny Siergieja, to przed oczami pojawiała jej się wielka, biała plama. Nigdy tam nie była, w Związku Radzieckim chyba raz - na początku swojej kariery jako rezerwowa podczas pucharu mistrzostw świata. Nie widziała za wiele, bardzo przejęta oraz rozentuzjazmowana toczącą się grą. Cały dzień przesiedziała w boksie dla zawodników zastępujących rozgrywających mecz, ale Weasley nie czuła się w żaden sposób poszkodowana tamtą decyzją. Dzięki niej mogła przyzwyczaić się do wyjazdowej tremy oraz podpatrzeć technikę zagranicznych drużyn, które na co dzień nie gościły na brytyjskich boiskach. Rudzielec miło wspominał tamtejsze chwile - to za ich sprawą miejsce urodzenia Dolohova oraz on sam skojarzył się czarownicy bardzo pozytywnie. Jednak wzmianka o wielkiej, zimnej krainie wywołała w kobiecie pewne obawy. Zasmuciła się lekko sądząc, że w takim razie mężczyzna musiał mieć bardzo ciężkie życie. Śnieg był fantastyczny, ale nie jeśli okalał krajobraz w nieskończoność. - Zimą? Czyli są tam pory roku? I śnieg leży tylko pod koniec i na początku roku? - dopytała zaciekawiona. Błysk zainteresowania pojawił się w ciemnych oczach Rhiannon - niestety przemienił się on w zmartwienie kiedy trzymający ją w ramionach czarodziej dobitnie zwizualizował potęgę siarczystego mrozu. Wiedziała czym był spirytus, Tony’emu zdarzało się coś o nim wspomnieć; jednak nigdy nie próbowała poznać smaku tegoż trunku. W ogóle nie przepadała za alkoholem, a przynajmniej nie w nadmiernych ilościach - rudowłosa wierzyła, że jako używka wpływał negatywnie na kondycję, której ona jako sportowiec nie mogła pogrzebać tak lekkomyślnym działaniem. Skrzywiła się z tego powodu; życie na Syberii po prostu musiało być niezwykle trudne. - Nie chciałabym tam mieszkać. Zamarzłabym pierwszej nocy! - zaśmiała się mimo wszystko, ponieważ nie chciała urazić swojego towarzysza. Jak dotąd był dla niej bardzo miły, co więcej, okazał się także bardzo uczynnym czarodziejem - z dobroci serca wziął ją na ręce, żeby nie musiała dodatkowo ranić swej stopy narażając się na narastający ból. Ria odczuwała względem Siergieja niewypowiedzianą wdzięczność, jaką okazywała mu w przepięknych uśmiechach. Naiwne dziewczę sądziło, że to wystarczy na pokrycie kosztów poniesienia przez Rosjanina strat w komforcie - trzymanie piórka przez długi okres czasu nie mogło szczycić się wysokim poziomem wygody.
Spomiędzy ust Weasley’ówny wydobył się śmiech kiedy została potrząśnięta niczym piegowaty wór ziemniaków; odruchowo mocniej objęła szyję wybawiającego ją gentlemana. - Przepraszam, już nigdy nie zwątpię w twoją siłę - zapewniła solennie jak tylko turbulencje ustały. To po nich wypatrzyła na horyzoncie znajome twarze. Niestety spoglądając na Tony’ego oraz Charlie nie spodziewała się tego, co nastanie. Macmillan przyciągnął swą towarzyszkę do siebie, a Rhiannon posłał chłodne spojrzenie. No tak, dlaczego tego nie przewidziała? Mężczyzna był zmęczony sławą, jaka dopadła go z powodu zwycięstwa w konkurencji, a dodatkowo złapał wianek Leightonówny - rudowłosa dodała dwa do dwóch i odebrała mającą miejsce scenkę zupełnie odmiennie od prezentującej się rzeczywistości. Oni byli tu razem - dosłownie i w przenośni. Na randce. A ona, głupia Ria, przeszkadzała im bezsensownym machaniem; szlachcic musiał mieć już dość wszelkich zaczepek i czarownica nie mogła się temu dziwić. Szczególnie, że zamierzał spędzić ten wieczór z ukochaną. Co za wtopa! Harpia momentalnie poczerwieniała na policzkach - tak bardzo, że złociste plamki stały się niemalże niewidoczne. Czuła palące uczucie wstydu piekące w policzki. Jak mogła być tak głupia, tak lekkomyślna i niedomyślna? Z emocji zapomniała posłać im przepraszającego spojrzenia. Utkwiła je w przystojnej twarzy Dolohova, jakby szukała w niej oparcia. Przez to zamieszanie nie dostrzegła strapionej miny mężczyzny, tak jak początkowo zignorowała jego udawaną dezaprobatę. Zamrugała szybko, trzepocząc przy tym rzęsami. Zapomniała języka w gębie. Ach, tak walka. Weasley zaśmiała się, choć brzmiało to trochę nerwowo. - To ja łamię nosy. Brat mnie nauczył - powiedziała dumnie, bardzo starając się powrócić do dawnego stanu równowagi. Kiedy jeszcze nie czuła się jak skończona kretynka. Prowadzone przez nią śledztwo okazało się niezwykle pomocne w zamierzeniach czarownicy. Zmrużyła oczy przyglądając się uważnie Rosjaninowi. Słuchała jego tłumaczeń, ale tak jak on był dobrym kłamcą, tak ona posiadała niezgorszą spostrzegawczość. Nieco przytłumioną przez powoli znikające poczucie wstydu, ale nadal obecną. - Stefan? - spytała bez przekonania. - Mogłabym przysiąc, że słyszałam Siergiej. Stałeś tam z takim… - Półolbrzymem. - …bardzo wysokim mężczyzną - uzupełniła wypowiedź, nie chcąc wyjść na niedelikatną. Prawdopodobnie Rhiannon drążyłaby niewygodny temat bardzo długo, gdyby nie sprytne zagranie czarodzieja - chora matka. Nikt nie kłamałby w tak paskudny sposób, na równie poważny temat, prawda? - Och, tak mi przykro! – zreflektowała się od razu. - Co u niej? Czy już wszystko w porządku? - spytała zmartwiona oraz przejęta. Czuła się winna - oni sobie beztrosko tańczyli przy ognisku, a tam cierpiała matka Siergieja! To straszne. Przez to rozemocjonowanie w pierwszej chwili Ria nie zrozumiała działań Rosjanina - ani jego niskiego głosu, ani zbliżenia do jej twarzy. Spłoszyła się niczym dzika łania nie wiedząc jak na to zareagować. Czy on ją podrywał? Będąc beznadziejną z flirtów oraz relacji damsko-męskich nie mogła rozszyfrować nieznanych sobie znaków dawanych jej przez trzymającego ją w ramionach osiłka. - Dziękuję? - rzuciła niepewnie, słabym głosem. Zagubiona - tak się właśnie czuła.




Her courage was her crown
she wore it like a queen



Powrót do góry Go down
 

Główne ognisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

 Similar topics

-
» Boczne ognisko
» Płonące ognisko

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18