Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Rozlewisko

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rozlewisko - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Rozlewisko - Page 7 Empty
PisanieTemat: Rozlewisko [odnośnikRozlewisko - Page 7 I_icon_minitime27.09.15 11:55

First topic message reminder :

Rozlewisko

Nadbrzeżny las odgrodzony od morza skałami, podlany morską wodą. Czuć w okolicy zapach morskiej bryzy zmieszany z orzeźwiającą wonią iglastych drzew. To ciche i ustronne miejsce, nieco oddalone od bardziej turystycznych części wybrzeża, w którym można oddać się swobodnej kontemplacji przyrody w intymnej atmosferze. Bogata fauna mogłaby zaprzeć dech w piersi; oddalone od cywilizacji miejsce zamieszkują nie tylko sarny i jelenie, ale przede wszystkim drapieżne ptaki, których loty nad morzem lub nad koronami drzew można obserwować z pobliskich skał.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/f267-cockerell-road-3-14 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Zawód : Włóczykij
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

rage, rage
against the dying of the light

OPCM : 20
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Rozlewisko - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Rozlewisko [odnośnikRozlewisko - Page 7 I_icon_minitime27.02.21 12:28

Sama nie była pewna, czego się spodziewała. I czy w ogóle czegokolwiek. Że jej słowa padną na podatny grunt? Że swym koślawym wywodem przedrze się przez skrupulatnie pielęgnowane mury, dotrze do niego, tak naprawdę, i pozwoli spojrzeć na siebie z innej perspektywy…? Naiwnie wykroczyła poza granicę komfortu, rzuciła na głęboką wodę, odkrywając się przed nim ze swymi myślami, dopiero teraz, w jego obecności, stając oko w oko z powracającymi za dnia i w nocy obawami, układając sobie wszystko w głowie – to jednak na nic. Dotknął ją komentarz o nieprawdziwości tego, co powiedziała, jednak ulotna, trzepocząca w piersi złość szybko stopniała pod naporem czegoś jeszcze gorszego, ściskającego serce smutku. Im dłużej rozmawiali, tym trudniej byłoby jej zgodzić się z jego odpowiedzią, pozbawioną nerwów, lecz podszytą niezachwianą pewnością. On naprawdę w to wierzył. Że jest taki sam, że nic ich nie różni. Nie przerywała mu, lecz kręciła głową, z początku niemrawo, z każdym kolejnym słowem coraz wyraźniej, nie do końca świadomie wyrażając brak zgody; opór narastał w niej wbrew zdrowemu rozsądkowi i osłabionej woli. Zaraz jednak przestała, nagle i bez żadnego ostrzeżenia, wciąż uparcie milcząc, wznosząc na niego przepełniony niewypowiedzianym żalem wzrok. Bolała nad tym, że ich losy nie splotły się wcześniej, zanim świat stanął na głowie, ograbił ich z prawa do szczęścia i beztroski. Zanim zmusił do rażenia innych śmiercionośnymi inkantacjami, a później – mierzenia się z konsekwencjami tego zatrważającego czynu. – Wiem, Fox. Wiem, że nie odpuścisz. Wiem też, że oddałeś swe życie Zakonowi – odezwała się ze słabością, która zaskoczyła nawet ją samą. Czasem myślała, że dostrzega w jego oczach coś więcej niż należną sojusznikom sympatię, uczucie, którego nie potrafiła nazwać, a które sprawiało, że czuła się wyjątkowo. Później jednak, w chwilach takich jak ta, pojawiało się zwątpienie. Słyszała, że przeszedł Próbę. Był Gwardzistą. Bojownikiem o lepsze jutro, którego równie dobrze mógł nie dożyć. Czy mógł pozwalać sobie na luksus obdarzenia kogoś zainteresowaniem? Na przyjemność posiadania słabości? Bezwiednie zgarbiła ramiona, przytłoczona ciężarem podsuwanych przez umysł odpowiedzi; zaśmiała się krótko, bez choćby cienia prawdziwej wesołości, gdy zgodził się z nią w jednym. Nigdy wcześniej nie sądziła, że słowa mogą sprawiać fizyczny ból. Może miał rację. Może powinna nim wzgardzić, obarczyć winą za obrazy, przez które bała się wieczorów i nocy. Oburzyć się na nich wszystkich, tupnąć nogą i przypomnieć sobie, co myślała na Zamglonych Wzgórzach o Skamanderze i Stonehenge, o planach zamachów. Odejść. Coś jednak trzymało ją w miejscu, nie tylko przy Zakonie, ale – przy nim. – Nie chcę się kłócić. Nie chcę też, żebyś żył w kłamstwie. Nie mogę jednak myśleć, że my i oni, że jesteśmy tacy sami. – Wzięła głębszy, drżący oddech i zamrugała kilka razy, próbując powstrzymać napływające do oczu łzy. Czuła się słaba i bezbronna, stan ten wprawiał ją w palące zawstydzenie, to jednak nieważne. Chciała dokończyć myśl. – Rozumiem cię. Co chcesz mi przekazać. Że efekt jest taki sam. Że ktoś, czyjś syn, mąż, ojciec, ginie. Że masz krew na rękach. Ale kieruje tobą, nami, coś zupełnie innego. I mam nadzieję, że gdzieśtam, w głębi, ty też o tym wiesz, że nie stawiasz się w jednym szeregu z kierowanymi bezpodstawnymi uprzedzeniami... ślepą nienawiścią... fanatykami. – Próbowała wzruszyć ramionami, by przełamać powagę, patos, stanowczość, które zakradały się w kolejne zgłoski, zabarwiały głos dziwnym, obcym brzmieniem. – Nie wiem. Może jestem naiwna. Może jestem w błędzie. A może widzę w tobie coś, czego sam nie dostrzegasz. Po prostu… ja tak o tobie nie myślę – dodała na koniec, godząc się z porażką, z tym, że jej słowa najpewniej miały odbić się od niego jak od ściany. Gdyby tylko zechciał, wysłuchałaby spowiedzi i zdjęła z barków choćby część ciężaru, została jego myślodsiewnią, a także zwierciadłem, w którym mógłby przejrzeć się bez lęku, że ujrzy same pęknięcia i rysy. Gdyby. Może jednak nie tego potrzebował, by przetrwać. – Jeśli naprawdę chcesz, powiem ci. Co tylko będziesz chciał – odpowiedziała ostrożnie, nie mogąc jednak oderwać wzroku od jego oczu, była jak ćma, która lgnęła do ognia, mając nadzieję, że nie spłonie; topniała pod naporem lisiego spojrzenia, w tej jednej chwili nie chowając się za żadną z masek. – Po prostu nie dzisiaj. I nie tutaj – obiecała, walcząc z gonitwą myśli, podskórnym lękiem, że im więcej mu zdradzi, tym bardziej go do siebie zniechęci; że im bliżej go dopuści, tym większy narośnie między nimi dystans. Naprawdę chciała wierzyć w zapewnienia o braku strachu. Skąd jednak miałby wiedzieć, czy jest się czego bać, jeśli nie poznał jeszcze ciężaru prawdy…? A mimo to niczego tak nie pragnęła, jak móc wesprzeć się na jego ramieniu, zrobić kolejny krok na przód – już nie sama.
Martwa więźniarka wciąż majaczyła na granicy wzroku, gdy próbowała odgonić kłębiące się nad jego głową czarne chmury, uspokoić bieg serca i zapewnić, że nie mają się czego obawiać. Przejęła inicjatywę, z rozedrganej ofiary stając się tą, która niosła pocieszenie. I przynosiło namiastkę ulgi, że może coś, cokolwiek, dla niego zrobić. Nawet jeśli źródło problemu było tak przytłaczające, bolesne. Nigdy nie powinni tego doświadczyć, żadne z nich, a teraz jeszcze na jawie i w snach wracać do wyrazistych wspomnień Tower, dementorów, dzwoniącego w uszach wybuchu. Czy mogła jednak uczynić coś, by naprawdę załagodzić objawy? Ujrzeć na jego twarzy uśmiech, którym oczarował ją tamtego sierpniowego wieczoru?
Ruszyła za nim w milczeniu, uparcie ignorując widmo czarownicy, której pozwoliła umrzeć, zamiast tego skupiając się na nim, na tym, w jaki sposób stąpał – z laską, a później też bez jej wsparcia – i czy między jego brwiami nie pojawiła się przypadkiem zmarszczka niepokoju. Trzymała się blisko, lecz nie zbyt blisko, dając mu dość przestrzeni, by mógł z pełną swobodą rozglądać się za zostawianymi przez zwierzęta wskazówkami. Sama nie wiedziała, czego powinna szukać, co dokładnie oznaczały nieprawidłowości, które udawało jej się dostrzec wśród zaściełających ziemię liści, naruszonych gałązek i obdartych pni drzew. Dlatego też w objaśnienia Fredericka wsłuchiwała się z niekłamanym zainteresowaniem, dokładając przy tym wszelkich starań, by poruszać się możliwie jak najciszej, nie spłoszyć mogących znajdować się w okolicy mieszkańców puszczy. Ufała jego ocenie sytuacji, pewności, z którą prowadził ją coraz dalej i dalej. Kiedy ostatnio polował? Posługiwał się kuszą? Zamarła w bezruchu w reakcji na jego wymowny gest; chciała zadać jakieś pytanie, nie odezwała się jednak nawet słowem, skinąwszy tylko krótko głową. Posłusznie wzniosła dłonie wyżej, dla komfortu Fredericka przesłaniając nimi oczy, nie wytrzymała tak jednak długo. Przez palce spoglądała w stronę, w którą celował, nie walcząc z przejmująca kontrolę masochistyczną ciekawością; mimowolnie wstrzymała oddech na widok niewielkiego, nieświadomego nadciągającej zguby królika – a w końcu odnajdującego go bezbłędnie bełtu.




We will no longer fear
Sirens and despair
Powrót do góry Go down
 

Rozlewisko

Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21