Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Zima 1941, Hogwart
AutorWiadomość
Zima 1941, Hogwart [odnośnik]27.09.15 16:02
First topic message reminder :

Siedzi na drewnianym łóżku w dormitorium. Opiera głowę o miękką poduszkę. Przykrywa nogi, ciężkim, wełnianym kocem, zatrzymującym upragnione ciepło. Na podsuniętych pod brodę kolanach, trzyma bordowy, skórzany pamiętnik. Pióro spoczywa w lewej dłoni, gotowe do działania. Chwilowo zagłębia się we wspomnieniach, przekładając kolejne, zapisane drobnym pismem kartki. Przekręca, do momentu znalezienia wolnej, nieco pożółkłej. Zaczyna przelewać na papier wewnętrzny monolog:

Nie cierpię poniedziałków. Przygnębiające, zabierające ochotę do życia dni, zatruwają byt niewinnym uczniakom. Pogoda nie rozpieszcza. Zimne, przesiąknięte wilgocią, kamienne mury podziemnych katakumb, wywołują we mnie paraliżujące dreszcze. Śnieg zalega na obszernych parapetach. Chodzimy ubrani w grube, mało stylowe swetry, wełniane czapki czy długie, kolorowe szaliki. Czy tak ciężko zadbać o jeden, destruktywny szczegół? Od kilku dni, targają mną skrajne emocje. Jestem naładowana energią, której nie mogę właściwie spożytkować. Rozkojarzona, nieuważna, gotowa na wszystko. Za dużo myśli, wdziera się w mój umysł. Powinnam zaprzestać ciągłych kalkulacji, rozważań, dzielenia wszystkiego na pół. Szukania dziury w całym. Zbliżają się egzaminy, trzeba wziąć się w garść, nieprawdaż? Przyłożyć do nauki. Wybrać konkretne przedmioty, które pomogą rozwinąć upragnioną karierę. Kim naprawdę, chciałabym zostać: aurorem, uzdrowicielem, znawcą magicznego prawa, cukiernikiem, może Ministrem Magii?

Ale nie o tym chciałam Ci opowiedzieć. Pamiętasz TEGO Carrowa, o którym pisałam kilkadziesiąt stronic temu? Tak, tego samego, który niemalże za każdym razem wyprowadza mnie z równowagi. W tym momencie, nie mam zamiaru oszczędzać w słowach. Drażni mnie jego bezkarność, bazowanie na reputacji starszego brata. Arystokrata z krwi i kości, bezwzględnie umykający wszelkiej odpowiedzialności. Cóż za osobowość!  Lubi przejmować inicjatywę, gdy ciągnie nas do złego.  Tak było i tym razem. Kręcąc się po szkolnych korytarzach, szukaliśmy wrażeń. Uwielbialiśmy siać zamęt, swego rodzaju terror. Naszej uwadze nie umknęła zagubiona, puchońska duszyczka.  Chłopiec, prawdopodobnie delikatnie młodszy ode mnie. Trzymał w rękach sterty opasłych tomów oraz pojedynczych pergaminów.  Bez skrupułów, popychając go bez wysiłku, wytrąciliśmy zawartość, która rozsypała się po kamiennym korytarzu.  Echo głośnego, kpiącego rechotu, rozniosło się po pomieszczeniu.  Nieprzyjemnościom nie było końca! Przejęliśmy kilka, bezwładnych stronic, wczytując się w ich zawartość. Z drwiącym półuśmieszkiem, towarzysz niedoli, podpalił zapisany materiał. Szybko poszłam w jego ślady, aby po niespełna chwili poczuć na swoim ramieniu mocny uścisk profesora Historii Magii. - Panno Dolohov, nie za dobrze się panna bawi? - mówi mocnym, surowym głosem. Jego oddech owiewa moją szyję. Pojawiają się dreszcze, uczucie niepokoju. Stoję jak sparaliżowana. Szukam błędnym, metalicznym wzrokiem sylwetki mego współtowarzysza, jednakże: ZNIKNĄŁ. To niemożliwe, czyżby został niezauważony? Marszczę brwi z dezaprobatą, wzdychając ciężko, mozolnie. Historia lubi się powtarzać. - Radziłbym wziąć się za naukę. Z tego co wiem, historia nie jest panny mocną stroną. - jego kpiący, rozbawiony głos wrzyna się w podświadomość. Wiedziałam co mnie czeka. - SZLABAN panno Dolohov! Minus pięćdziesiąt punktów dla Slytherinu. Zapraszam wieczorem do mojego gabinetu. - puszcza moje ramię, a ja odczuwam przenikliwy, klujący ból, wykrzywiający mimikę mojej twarzy. Wymija mnie z gracją, zahaczając hebanową szatą o moje stopy. Zatrzymuje się, aby dodać: - Aha, radziłbym się przebrać. Mokra robota czeka! -  nienawidzę tego obrzydliwego śmiechu.


Zamyka pamiętnik z widocznym zdenerwowaniem. Schodzi z łóżka gwałtownie, ciężko o mały włos nie potykając się o zalegający kufer. Zmierza na odbycie kary.

Siedziała pod klasą dysząc ze zmęczenia. Nabuzowana negatywną energią, czekała na ofiarę. Miała potargane włosy, lekko zwilżone na końcach. Twarz oraz ubranie było w opłakanym stanie. Przemoczone, ubrudzone pyłem kurzu.  Pod nogami spoczywało metalowe wiadro oraz mała szczotka, ledwo mieszcząca się w zimnej dłoni. Była wściekła na cały świat. Miała ochotę krzyczeć, demolować, niszczyć. Profesor przeszedł samego siebie, każąc czyścić wszystkie łazienki, znajdujące się na piętrach. Dzisiaj odbębniła pierwszą część kary.  Kręciła głową z niedowierzaniem. Chwilę wcześniej, wyczarowała małą, szarawą chmurkę burzową. Gdy ktoś przechodził korytarzem, posyłając jej współczujące, ewentualnie rozbawione spojrzenie, wysyłała za nim ów wytwór. Zjawisko atmosferyczne zlewało rzęsistym deszczem ciekawskiego uczniaka. Pioruny dopełniały efektu. Dzięki temu, co jakiś czas jej twarz wykrzywiał nikły półuśmiech.


Wszystko czego się obawiamy kiedyś nas spotka.
Milburga Dolohov
Zawód : łowczyni wilkołaków, muzyk, towarzyszka eskapad poszukiwawczych
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Podobno zło triumfuje, podczas gdy dobrzy ludzie nic nie robią.
Ale to nie prawda. Zło zawsze triumfuje!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t883-milburga-dolohov https://www.morsmordre.net/t1133-edgar#7523 https://www.morsmordre.net/t1130-nie-wygladam-dzis-przesadnie-ladnie#7494 https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-13-13 https://www.morsmordre.net/t1132-milburga-dolohov#7519

Re: Zima 1941, Hogwart [odnośnik]24.01.16 10:03
-Nie wydzieraj się na mnie, tylko dlatego ze kilka talerzy sie potluklo - odpowiadam na jej krzyki, swoimi krzykami. Umiejscowiłem je w kącie w którym szukam szczotki. Nie znam sie za bardzo na szczotkach, ale ta wygląda na taką, która się nada. Waże ją w dłoni i wracam do rozwścieczonej Milburgii. Ona rzuca slowami, które w efekcie mnie zdenerwowały. -Nie zamierzam tego robić - wtedy jednak ta łapie się za figurkę, posążek brzydki jaki noc, mówię jej -Chyba sobie żartujesz - ona jednak kontynuuje. Słucham jej jak nigdy. Nagle pojmuję wszystko. Mieć Milburge na rozkazy. Zrobić jej wszystko, kazać jej wszystko. Nie zatrzymuje się w myślach na tym przystanku, lecę dalej. Widzę, jak upokarzam ją w każdy możliwy sposób. Wykona każde z zadań? Jak daleko zajdziemy. To zabawa, gra, chce grać. - I jak sprzatne, to zrobisz mi wszystko?- teraz dopiero się uśmiecham okrutnie. Czy Milburga ma pojęcie, czy na pewno gotowa jest? Może w jej kobiecym mózgu narodziła się jakaś wizja romantyczna w której daje jej zadanie "caluj mnie", ale to mogę sam sobie wziąć. Z innymi rzeczami, aż nimi będzie gorzej. Chyba, ze wstąpię do gry.
Wbijam w nią spojrzenie. Jej usta życzą mi źle, jej usta mnie rozkojarzyly na moment. Mam to robić na kolanach? Tylko jeżeli wszystko dostanę później, a to mi ona już o b i e c a l a.
-Na twoim miejscu bałbym sie konsekwencji - jeszcze się odgraża, ale zaraz spełnia jej zadanie, pada na kolana i zaczyna zamiatać miliony kawleczków potluczonych polmiskow. Kaleczy dłonie, tortura upokorzenia jest jednak bardziej dobijajaca.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Zima 1941, Hogwart [odnośnik]19.04.16 0:23
- Kilka talerzy? Potłukłeś połowę zastawy!
Chwila, która nakazała podjęcie nietypowej, ryzykownej decyzji, trwała ułamek sekundy. Nieprzemyślane słowa, nacechowane prowokacją, chęcią wyzwania, uznania, pokazania innego oblicza? Co chciała przez to osiągnąć? Udowodnić swoją wyższość, brak przynależności, niewypowiedzianego uzależnienia? Pokazać, że jest w stanie, podjąć ryzyko, nie zwracając uwagi na ogrom konsekwencji? Mieć go na wyłączność? Strach, odpowiadający za uczucie straty, bezsilności, braku umiejętności, zatrzymania, istotnej jednostki, blisko siebie. A może wyładowanie frustracji, związanej z powolnym, mozolnym, zatracaniem się w niepoznanych zakamarkach ludzkiej osobowości. Udowodnienie światu, bezmiaru nagromadzonej wewnątrz, niespożytkowanej siły. Przybranie, niezwykle bojowej miny, wytarcie bladych, wilgotnych dłoni o miękki materiał, czarnych spodni. Nieznaczne wyprostowanie, dodanie niepozornej posturze, kilku cennych centymetrów. Usta, zaciśnięte w wąską linię, dodające powagi, stanowczości i konsekwentności. Wzrok, przenikliwy, świdrujący, utkwiony w towarzyszu mokrej niedoli, trzymającym nieatrakcyjne, pozłacane, dzieło sztuki.

Słysząc słowa, wyrażające, sfrustrowaną niechęć, dezaprobatę, przymknęła oczy, aby opanować rozdrażnione, drżące ciało. Westchnęła ciężko, aby móc kontynuować: - Nie żartuję. - odpowiedziała w między czasie, zachrypniętym, lecz zasadniczym głosem, wskazującym na autentyczność ów słów. Nieznaczna, zmiana w mimice twarzy współtowarzysza, spowodowała nieznaczne cofnięcie. Czyżby go zaintrygowała? Czy, aby na pewno nie popełniła okrutnego błędu? Na jak długo, pozostaną w tej nietuzinkowej komitywie. Czy, osoba pokroju, nienaruszonego, nieskażonego szlachcica, pozwoli na takową zabawę? Dobrze, wiedziała z jak ogromną fascynacją, przyjmuje wyzwania. Jak ogromne zaskoczenie, wrażenie, wywarła na nim jej propozycja. Podczas gdy z ust bruneta, padło kolejne, upewniające pytanie, nie zawahała się, aby odpowiedzieć: - Wszystko, co przyjdzie ci do głowy. - czy miała jakieś oczekiwania, nieposkromione wizje, które chętnie wprowadzi w życie? Umysł, nie pracował na najwyższych obrotach. Poddał się, kłębkom wszelakich myśli. Głowa, pulsowała nieznacznie, od nadmiaru niefortunnych zdarzeń. Zmęczone kończyny, dawały o sobie znać w postaci, niekomfortowego, pulsującego bólu. Dostrzega, cwaniaczy uśmiech, konfrontuje spojrzenia, zaplatając ręce na klatce piersiowej. Patrzy, wyzywająco, wręcz nakazująco. Zmusza, aby wykonał upokarzające zadanie. - Nie mam się czego obawiać. Radzę ci, brać się do roboty. - z satysfakcją, wymalowaną w metalicznych tęczówkach, patrzy na niezadowoloną minę szlachcica. Na płynne ruchy, zmierzające ku miejscu, odbycia okrutnej kary. Pada na kolana, niczym podporządkowany sługa. Dokładnie, mozolnie, wybiera najdrobniejsze kawałeczki ostrego szkła. Dziewczyna, przybliża się nieznacznie, stając nieopodal. Duma, rozpiera lodowate serce, okrutny uśmiech nie znika z bladych policzków. Nie pokazuje twarzy, czy ów decyzja, doszczętnie zrujnuje resztę, marnego żywota?


Wszystko czego się obawiamy kiedyś nas spotka.
Milburga Dolohov
Zawód : łowczyni wilkołaków, muzyk, towarzyszka eskapad poszukiwawczych
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Podobno zło triumfuje, podczas gdy dobrzy ludzie nic nie robią.
Ale to nie prawda. Zło zawsze triumfuje!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t883-milburga-dolohov https://www.morsmordre.net/t1133-edgar#7523 https://www.morsmordre.net/t1130-nie-wygladam-dzis-przesadnie-ladnie#7494 https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-13-13 https://www.morsmordre.net/t1132-milburga-dolohov#7519
Re: Zima 1941, Hogwart [odnośnik]27.04.16 20:48
- To może wreszcie ją wymienią na mniej obleśną - denerwuje sie, nie lubi, kiedy ktoś zwraca mu uwagę. Szczególnie ona. Przecież jest mniej ważna od niego, jest tylko Dolohov - to nie jest nazwisko, które powinien zapamiętać. A to nie ona, a on się zajmuje sprzątaniem. Bo to jego kara, jego wkład, jego co? Robi to co musi.
Przesuwając dłońmi po posadzce cedzi kolejne myśli. Udusić ją, zmusić do rozpusty, użyć do zemsty, rozkazać niewybaczalne. Na co się zdecyduje, na kogo padnie na tego benc. Nie idzie mu wcale szybko, bo nie umie, nigdy tego nie praktykował, a bez ćwiczeń, ciężko być szybkim. W końcu jednak, po milionach sekund, kończy. Wstaje i idzie w kierunku tryumfującej Milburgii. Rzuca ścierą na ziemię i w nienawiści spojrzeń tak się spierają. Aż dostał od niej figurkę i jego powazna twarz wykrzywia się w złośliwym uśmiechu.
- Widzę, że w tym czasie dokończyłaś sprzątanie? Zdolna dziewczynka - pochwalił ją i czując ciężar, przyjemny ciężar władzy, zadaje jej zadanie, które będzie musiała uczynić. - To teraz masz to wszystko na nowo rozwalić i sprzątnąć sama. A ja idę - powiedział i żeby pomóc jej w rozwalaniu przewrócił jakąś szafę z konfiturami, które powybuchały na ziemię i zawaliły całą podłogę, a poźniej tylko zostawił jej posążek na stoliku i mruga i wychodzi.

Był na tyle kochany, że zaczekał na nią w Pokoju Wspólnym Ślizgonów. Siedział po nocy i prawie zasypiał, ale wziął sobie jakąś kawę i z kawą siedział i patrzył jak wszyscy pokolei ich opuszczają. Milburga wróci na noc do spania, prawda?
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Zima 1941, Hogwart [odnośnik]02.05.16 1:25
Pulsujące światło, energooszczędnej żarówki, drażniło, przemęczone, opuchnięte powieki. Kolejny dzień, pełen wymagającej nauki, okaże się bezużyteczny, poprzez ogrom wewnętrznego przemęczenia. Mozolna praca, odciskała złowieszcze, okrutne piętno. Zabierała cenny czas, poświęcony ciekawszym sprawunkom. Pojedynkom, zgłębianiu upragnionej wiedzy. Uzupełnianiu pamiętnika, szlifowaniu wyjątkowego głosu. Pogłębianiu ideologii. Niesieniu destruktywnych działań na szarych, szkolnych korytarzach. Obecnie, skazana na niesprawiedliwą, niegodną karę w nieznamienitym, przyspieszającym ciśnienie krwi towarzystwie. Jak długo, będzie znosić te piekielne męczarnie?

Przekręca teatralnie oczami, wzdychając z zażenowania, zdenerwowania, całkowitej bezsilności. Opiera dłonie na biodrach, przyjmując nieco bardziej komfortową pozycję. Przez chwilę, konfrontuje stanowcze spojrzenie, iskrzących, metalicznych tęczówek z żądnym zemsty, rozwścieczonym, upokorzonym błękitem. Nie miała pewności, podjęcia wyszukanego, nietypowego zadania. Wiedziała, że w szlacheckim umyśle, zrodzi się hańbiąca odpłata. Podchodzi do kuchennego blatu, aby zająć wygodne miejsce z idealną widocznością. Pozwala na chwilę wytchnienia. Nogi, nie dotykają podłogi. Wystukują dziwny, nieznany rytm, dopasowany do wewnętrznie skomponowanej symfonii. Śledzi każdy, nieudolny ruch, przypominający nieoczekiwany poślizg. Wylana wcześniej woda, pozostawia mokre ślady na eleganckich, dobrze dobranych szatach, wnikając głęboko w bawełniane włókna. Drobne, potłuczone odłamki, wyślizgują się z dużych dłoni, powodując, niekiedy, delikatne zadraśnięcia. Perfidny, cyniczny półuśmiech, ozdabia przezroczyste lico. Ciemne kosmyki, opadają bezwładnie, zakrywając większą  część twarzy. Nie omieszka, dorzucić jeszcze kilku, ośmieszających, drażniących, sprawiających ogromną radość słów: - Co tak słabo. - niezgrabne ruchy rąk. Brak doświadczenia w domowych pracach. Czyż nie był to, uroczy widok? Głos ponaglający, stanowczy, lekko zniecierpliwiony. - Chcesz, żebyśmy siedzieli tu do rana? - opiera plecy o zimną ścianę. Ziewa teatralnie, napawając się nieskończonymi momentami władzy absolutnej. - Nie zapomnij o powierzchni, niedaleko, tego mniejszego stołu. Nie chcemy, żeby praca była niedokładna, prawda? - ileż ironii, złośliwości, zmienionej intonacji, słyszano w głosie ciemnowłosej czarownicy. Satysfakcja z perfekcyjnie wymierzonej kary, napawała bezgraniczną, uskrzydloną dumą. Nieudolne poczynania towarzysza niedoli, trały dobre kilkanaście minut. Przekonanie o opuszczeniu cierpiętniczego poligonu, wzięło górę. Zsunęła się z drewnianego blatu. Przemoczona szmata, ląduje tuż pod ociężałymi stopami. Marszczy brwi podejrzliwie, aby następnie wsłuchać się w nieoczekiwane, przygotowane zadanie. - Słucham? - odpowiada zdezorientowanym półszeptem. Zawartość dębowych, kilku rzędowych półek, rozbryzguje się na kamiennej posadzce, powodując okrutny bałagan. Triumfujący, szlachecki grymas, nagłe zdenerwowanie. W tej jednej chwili, była w stanie, pozbawić życia, tego cynicznego, bezczelnego, znienawidzonego Śizgona. - Taki jesteś cwany? - krzyczy ochryple, kiedy ciemna sylwetka, powoli opuszcza pomieszczenie. - Myślisz, że wygrałeś, masz nade mną władzę? - biorąc metalowy garnek, stojący nieopodal, ciska nim w ciemną otchłań. - Pożałujesz tego!

Przekracza próg z impetem, nie zwracając uwagi, na towarzyszący przy tym hałas. Opustoszałe pomieszczenie z dogasającym, rozmigotanym płomieniem. Od razu go dostrzega. Zatopiony w miękkim materiale fotelowego podszycia. Krew pulsuje wewnątrz cienkich, niebieskawych żył. Nabiera powietrza, marszczy brwi w niezadowoleniu. Staje na przeciwko przysypiającego jegomościa, rzucając z impetem, obrzydliwe dzieło sztuki. Aby zabolało. - Nie mogę na ciebie patrzeć. -  niesmak. Już miała wychodzić. Przełożyć zabawę na następny dzień. Dać upust emocjom. Zaznać kilkugodzinnego odpoczynku, którego tak potrzebowała. Odwracając się na pięcie, robiąc niejednoznaczne, kilka kroków do przodu, wycedziła przez zęby: - Wyjdziesz na środek pokoju. Zaśpiewasz piosenkę. Tę z dzieciństwa o dziurawym, skaczącym kociołku. Pamiętasz? - satysfakcja narastała. - Na cały głos. Tak, aby każdy, mógł usłyszeć twój, niezmiernie... – prześmiewcza pauza. - Melodyjny, dźwięczny głos. I zatańczysz. - odwraca się, aby spojrzeć na jego twarz. - Najbardziej nieudolnie, jak tylko potrafisz. Oczywiście do rytmu. - jak ci się to podoba, lordzie Carrow?


Wszystko czego się obawiamy kiedyś nas spotka.


Ostatnio zmieniony przez Milburga Dolohov dnia 23.05.16 0:22, w całości zmieniany 1 raz
Milburga Dolohov
Zawód : łowczyni wilkołaków, muzyk, towarzyszka eskapad poszukiwawczych
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Podobno zło triumfuje, podczas gdy dobrzy ludzie nic nie robią.
Ale to nie prawda. Zło zawsze triumfuje!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t883-milburga-dolohov https://www.morsmordre.net/t1133-edgar#7523 https://www.morsmordre.net/t1130-nie-wygladam-dzis-przesadnie-ladnie#7494 https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-13-13 https://www.morsmordre.net/t1132-milburga-dolohov#7519
Re: Zima 1941, Hogwart [odnośnik]02.05.16 22:06
Dostał w brzuch. To bardzo bolesna pobudka, lecz czego miałby się spodziewać po wściekłej Milburdze Dolohov.
- To po co mnie budzisz - odpowiada równie wkurzony, co zadowolony. Jak widzi Milburgę w takim stanie to wie, że dobrą karę jej dał. Przeciąga się na kanapie i opuszcza ręce wzdluż siebie bezwładnie. - Posprzątałaś ładnie, nie musze sprawdzać?
Znów chce go opuścić, spogląda w ślad za nią. Czy raczej na jej dolną część pleców, stwierdzając, że nieco urosła od ostatniego lata. Może dlatego miał ochotę ją dziś całować, może to dzieki temu? Ale widok został przeslonięty, Milburga wraca w bojowym nastroju. Ciskając słowami, za które będzie miała wielką karę. Przecież doskonale wie, że dla Deimosa ośmieszanie się było najgorszą z możliwych kar. Już wolałby zrobić coś odwaznego. Jak zdobycie podkoszulki pana Dyrektora. Albo... no cóż, z drugiej strony w pokoju nie było nikogo, a on mógł zawsze później się wyprzeć wszystkiego. Chociaż już widział, jak się przez tydzień będą z niego śmieli.
Oddycha powoli, ale wstaje z siedzenia. Rusza w jej stronę, chociaż posążek zostawił daleko za sobą, na tej kanapie na której na nią czekał (a przecież mógł iść spać). Staje przed nią tylko na sekundę. Tylko po to, żeby znów połączyć ich usta i odsuwa się zaraz po tym krótkim pocałunku. - Za to będziesz przez tydzień musiała witać mnie bijąc przedemną trzy pokłony i wołając wszystkie superlatywy, które wymyślisz - jeszcze przesuwa palcem po tych ustach, zamiast zabawy najchętniej by się w nie znów wpił i dlaczego mieliby nie spędzić miłego końca dnia na wolnych kanapach?
A później robi to co mu kazała. Staje na pufie i zaczyna wydzierać się w głos. Przeskakuje na stolik, ciska pantolami, przelatują przez pokój, jeden z nich strącił jakąś miskę z kominka. Jest w połowie piesni, kiedy pierwsi wychylają się ze swoich dromitoriów. Przecierają oczy i oglądają to dziwne zjawisko, szepcząc że chyba zgłupiał w końcu, że to Carrow, ktoś krzykął coś chamskiego, ale dostał kapciem w głowę. Koniec pieśni to Deimos zmęczony, ludzie zdziwieni, zażenowany wykonawca kłania się nisko i w odbiciu stołu widzi jak Milburga podchodzi bliżej. Schodzi ze stołu na fotel i mówi, że koniec przedstawienia. I chociaż chcieli zostać, pewni bisu, wreszcie znów zostawili ich samych. Bo to jednak środek nocy był. Deimos unosi spojrzenie na dziewczynę, która taką mu karę dała.
- Ty jesteś nienormalna - informuje ją, jakby nie miała tej świaodmosci.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Zima 1941, Hogwart [odnośnik]03.05.16 2:23
- Bo mam taki kaprys?  - przeciąga pytająco, przypisując ironiczny akcent, każdej następnej sylabie. Przechyla głowę na prawą stronę. Spogląda na spoczywające, skąpane w niewypowiedzianym komforcie ciało, wyczekującego towarzysza. Złowrogie spojrzenie, przeszywa rozleniwioną sylwetkę. Doznaje ochoty, zaciśnięcia przemęczonych dłoni, na wąskiej szyi przeciwnika, aby wyładować wszelkie, nagromadzone wewnątrz frustracje. Kolejną, uszczypliwą uwagę, puszcza mimo uszu, kręcąc głową z niedowierzaniem. Za jakie grzechy, przyszło jej spędzać czas z tym, bezczelnie cynicznym jegomościem? Bez zastanowienia, przechodzi kilka kroków do przodu, kierując się do dziewczęcego Dormitorium. Skłębione, rozdygotane myśli, fantazjowały o ciepłej, miękkiej pościeli. Jutrzejszym, obfitym śniadaniu. Chwili błogiego, upragnionego wytchnienia. Obcowania z wyrozumiałą samotnością. Czeka. Na kolejny ruch, niespodziewany krok. Fala, przyjemnego, wewnętrznego ciepła, rozgrzewa, przemęczone wnętrzności. Krew, uderza w okolice mózgu, przywracając utraconą trzeźwość umysłu. Hamuje, delikatny, triumfalny półuśmiech, wyrażający kolejne, minimalne zwycięstwo. Przeciwnik, ustala taktykę. Nie spodziewał się ów zadania? Liczył, na coś zupełnie innego? Kolejny raz trafiła w subtelny, czuły punkt zdenerwowanego Ślizgona. Wyrażała sobie prześmiewczy, teatralny widok, rozśpiewanego szlachcica. Czy kiedykolwiek, demonstrował umiejętności taneczne? Mija ułamek sekundy, który wytrąca z euforycznej równowagi. Podchodzi nieznacznie, aby po chwili złożyć na ustach silny, zachłanny, czyżby wyczekiwany pocałunek, doprowadzający do złowieszczego szału. Odrywa pospiesznie, przykładając dłoń do pulsujących, naznaczonych piętnem, bladych ust. Krzywi twarz w niezadowolonym grymasie, fukając pod nosem, serię obraźliwych, niecenzuralnych zwrotów. - Dobrze się czujesz? - pyta z pretensją, kiedy wymija bez słowa, wypowiadając kolejne, beznamiętne zadanie. Dotyka, po raz kolejny, powodując niespodziewane drżenie, przewrócenie oczami, chęć znalezienia w innym wymiarze.

Próbuje zwieść pozory.  Poskromić właściwe reakcje spragnionego, nieuniknionego. Czyż nie oczekiwała tego z wymownym utęsknieniem? Wszystkie, członki ciała domagały się jeszcze większej, dłuższej, częstszej interakcji. Duma, zawsze zwycięża? Szczupłe palce, niepostrzeżenie, krążą w okolicy naznaczonych warg. Rozpraszają uwagę, podczas gdy sprawca, rozpoczyna długo oczekiwany występ. Głos, pozbawiony rytmiki, właściwej intonacji, rozbudza współdzielony salon. Wyśpiewuje kolejne wersy dziecinnej, niezwykle prostej przyśpiewki. Brunetka, nie może powstrzymać gromkiej salwy śmiechu. Czuje jak stróżki łez spływają po bladych policzkach, kiedy ten ukazuje figlarne pląsy. Zgina w pół, podczas gdy pierwsze, zaciekawione persony, przekraczają próg nieziemskiego widowiska. - Cudownie baletnico! - na chwilę, zapomina o rozpraszającym incydencie, dołączając do gromkich krzyków. Spektakl, chyli się ku końcowi. Gromkie, zapewne prześmiewcze brawa wypełniają obszerną salę. Niektórzy z nich domagają się wspaniałego bisu, jednakże Ślizgon, efektywnie wypędza rozochocone towarzystwo. Po raz kolejny -  sami. Ciemnowłosa, podchodzi nieznacznie, nie przestając, składać rąk w gromie, jednakże mniej intensywne brawa. - Fenomenalne. - rozpoczyna, zmniejszając odległość. - Jestem pod... - umieszcza wymowną pauzę, zastanawiając się nad właściwym doborem słów. Stawia nogę na krawędzi fotela, aby po chwili znaleźć się w minimalnej odległości od rozgrzanego ciała współtowarzysza. Wyczuwa przyśpieszone bicie serca. Pulsujący oddech, narastające emocje? Jego stwierdzenie, doprowadza do kolejnego rozbawienia, kontrastującej odpowiedzi: - A ty bezczelny. - zakończonej tym samym. Ponownym, silnym, zachłannym, wyczekiwanym złączeniem ust, który nie jest kolejnym, przelotnym momentem. Wyraża w nim wszystkie, ciążące frustracje. Nagromadzone emocje. Skrywane uczucia. Łapie za skrawek materiału, przyciągając jeszcze bliżej. Czy skórzany fotel, okaże się na tyle stabilny?


Wszystko czego się obawiamy kiedyś nas spotka.
Milburga Dolohov
Zawód : łowczyni wilkołaków, muzyk, towarzyszka eskapad poszukiwawczych
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Podobno zło triumfuje, podczas gdy dobrzy ludzie nic nie robią.
Ale to nie prawda. Zło zawsze triumfuje!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t883-milburga-dolohov https://www.morsmordre.net/t1133-edgar#7523 https://www.morsmordre.net/t1130-nie-wygladam-dzis-przesadnie-ladnie#7494 https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-13-13 https://www.morsmordre.net/t1132-milburga-dolohov#7519
Re: Zima 1941, Hogwart [odnośnik]08.05.16 18:44
Milburga nie była zagadką. Była kimś, kto pomagał mu przekraczać granice. Nie zastanawiał się nad tym, kto ją wychował i dlaczego tak wiele czasu lubią ze sobą spędzać. Byli parą, nie byli parą. Ale jeżeli chciał komukolwiek cokolwiek powiedzieć pierwszemu, to prawie zawsze była Milburga. Chyba, że był to akurat Fobos. Milburga w jakimś sensie zastąpiła mu tego śmiecia Lycusa. Wydziedziczonego syna Malfoyów. Który kiedyś był jego najbliższym przyjacielem. Dziś awansował na stanowisko śmiecia.
Szalony taniec wydawał się być najbardziej nieoczekiwaną karą, którą wykona, ale w tej czarnej główce musiało się już coś nowego urodzić, skoro tak się cieszyła. Bo on, Deimos Carrow, nie umiałby przecież tak normalnie śmiać się. On zawsze musi kontrolować sytuację. Nawet jeżeli dotyczy właściwie rozrywki. Dlatego nie grywa w Quiddicha i dlatego zadał jej zadanie nim swoje wykonał. Musi mieć pretekst, podkładkę, nigdy nie umie zaryzykować wszystkiego. Zupełnie inaczej niż brat. Fobos się kocha w niepewności. Przecież grywa w takie zakłady, które pozbędą go wszystkiego niedługo.
A później przyszedł czas na odpoczynek. Na wyczekiwane od tygodni czy miesięcy uściski na kanapie w pokoju wspólnym. Najpewniej oburzają się własnie wszystkie myśli Deimosowe na ten fakt, że obcałowywują się na tej samej kanapie na której tysiące dzieciaków puszcza bąki, lecz myśli do głowy mu nie dochodzą, wszak ma w ramionach swoją Milburgę. Swoją, nie niczyją inną. Za to w innych się sferach ciała pobudza i zaraz żałuje tego, że wcale nie ma już kontroli. Swoje myśli kieruje ku obrzydliwej fasolce, która była dizś na obiedzie i ku temu jak szlamy się nią zajadały. To miało ostudzić jego zapędy, ale trochę słabo mu poszło, więc na chwile przestaje ją całować i się rozgląda.
- Dokończmy to jutro, nie podoba mi się ta kanapa - dokończmy co? Całowanie? Deimos po prostu chciał już chyba zakończyć tulanki, bo przecież zaraz dojdzie do tego, że zaśnie i sie rano obudzi a nad nim pół Slytheriunu i wszyscy patrzą jak obejmuje Milburgę. Bez stanika.

Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Zima 1941, Hogwart [odnośnik]21.05.16 15:48
Lubiła, gdy zasypywał informacjami. Mimo niezadowolenia, wykrzywiającego blade policzki, z ogromnym zapałem chłonęła, zapamiętywała, analizowała każdy, wyodrębniony szczegół. Uważała się za najlepszego powiernika wszelkich, skrywanych głęboko tajemnic, pobudek, sensacji magicznego świata. Chętnie wypowiadała swoje zdanie, utożsamiając współtowarzyszowi inny punktu widzenia oraz słuszne racje.

Nieoczekiwane szaleństwo, dobiegło końca w zaskakującym tempie. Przejście do meritum sprawy, nie potrzebowało zbyt wiele cennego, upływającego czasu. Kanapa w pokoju wspólnym, okazała się najlepszym narzędziem do oddania, tłumionych od kilku tygodni, uciemiężonych, wykręcających wnętrzności emocji. Spragnione, ciasne uściski, zwieńczenie okrutnego i parszywego dnia. Odreagowanie wszelkich, złych emocji. Zawiązanie swoistego paktu, czyżby utęskniony rozejm? Skupienie rozstrojonych, rozchwianych myśli, okazało się niewykonalne, podczas gdy kolejna część garderoby, spadała na drewnianą podłogę. Dłonie, coraz zachłanniej błądzą po plecach, nietypowego kochanka, aby po chwili zatrzymać się nieznacznie, czując podnoszące się, zdezorientowaną sylwetkę. Brunet, zaprzestał przyjemności, odsuwając się od rozgrzanego ciała, osoby, leżącej tuż obok. Przerywa, cudowne odczucia, powodując nieprzyjemne pieczenie warg w kolorze malinowej czerwieni. Twarz wyraża zdezorientowanie, zniesmaczenie, niepokój? Czyżby zrobiła coś nie tak? Wzdycha ciężko, czując jak czar niespotykanej chwili, znika w przemijającej sekundzie. Marszczy brwi w niezadowoleniu, słysząc wypowiedziane słowa. Spogląda przelotnie na zdegustowaną twarz, współtowarzysza. Prychnęła tylko z niedowierzaniem, pośpiesznie wyswobadzając się spod chłopięcego ciężaru. Zwinęła z podłogi utraconą część garderoby, aby pośpiesznie założyć na szybko wyziębiające ciało. Stanęła przy kanapie, przyjmując charakterystyczną, bojową postawę. Wzrok przeszywający, głos pełen zniecierpliwienia, irytacji, zdegustowania: - Niczego nie dokończymy. Nie będzie żadnego jutro! - stanowcze zapewnienie, skwitowane odejściem w stronę Dormitorium dziewcząt. Zatrzymanie przed schodami w akcie nieoczekiwanego zapomnienia. - AHA, zapomniałabym. - brunetka, kłania się do samej ziemi w dość teatralny i prześmiewczy sposób. Posyła ostatnie, zdenerwowane spojrzenie. Znika za plątaniną schodów. Jak zwykle. Czy ty Deimosie Carrow, zawsze musisz wszystko zepsuć?!

[koniec]


Wszystko czego się obawiamy kiedyś nas spotka.
Milburga Dolohov
Zawód : łowczyni wilkołaków, muzyk, towarzyszka eskapad poszukiwawczych
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Podobno zło triumfuje, podczas gdy dobrzy ludzie nic nie robią.
Ale to nie prawda. Zło zawsze triumfuje!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t883-milburga-dolohov https://www.morsmordre.net/t1133-edgar#7523 https://www.morsmordre.net/t1130-nie-wygladam-dzis-przesadnie-ladnie#7494 https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-13-13 https://www.morsmordre.net/t1132-milburga-dolohov#7519

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zima 1941, Hogwart
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach