Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Szczypta szaleństwa, cztery lata temu
AutorWiadomość
Szczypta szaleństwa, cztery lata temu [odnośnik]29.09.15 15:32
First topic message reminder :

W rytmie walca raz, dwa, trzy - to się na pewno śni.
Nie mam pojęcia, jak długo wiruję w Twoich ramionach, śmiejąc się prawie nieprzyzwoicie głośno i uważając, by nie rozlać szampana. W głowie szumi mi już bardziej, niż znacznie, a jednak stopy z gracją pozwalają prowadzić Ci się po całym parkiecie. Lubię dotrzymywać Ci towarzystwa na tych wszystkich bankietach, gdzie zaproszeniem jest Twoje nazwisko. Chełpisz się wtedy jak paw, mając mnie u boku, obejmujesz moją talię tak mocno, jak gdybyś bał się, że ktoś z zebranych nie zauważy, że jesteśmy razem. Wcale Ci się nie dziwię, Perseusie. Wiem, że w czarnej koronkowej sukni prezentuję się widowiskowo, a wszystkie męskie spojrzenia bezwarunkowo zatrzymują się na moich odsłoniętych mlecznobiałych ramionach. Pochlebia Ci, że mogłeś przyprowadzić tu najświeższy nabytek pierwszego Harpii z Holyhead? Och, Persie, a co ja będę z tego miała? Zbyt dużo szampana mi przyniosłeś, bym mogła pożegnać Cię czułym pocałunkiem w policzek i zacząć polować na kolejną ofiarę, wśród śmietanki towarzyskiej Wielkiej Brytanii. Dobrze wiesz, że nic nie robię bezinteresownie.
Może poza tańcem.
Nawet nie wiem kiedy chwytasz moją drobną dłoń i w połowie tańca, wyprowadzasz mnie z sali bankietowej, ciągnąc za sobą w miejsce ustronne. Bardzo dobrze, mój drogi, potrzebuję zaczerpnąć powietrza, pozbyć się z policzków tych nieznośnych rumieńców. Gdzie mnie przyprowadziłeś? Okręcam się z gracją wokół własnej osi, nawet kilkukrotnie. A wszystko po to, by podziwiać. Chłonąć. Nacieszyć oczy. Aż wreszcie znowu wpadam w Twoje ramiona. Poprawiam Ci białą koszulę, a potem w usta całuję, bo taki mam kaprys. I kropka.
- Już nigdy nie pozwolę Ci zajmować się alkoholem, Avery - śmieję się rozkosznie, wargami błądząc po Twej szyi i czerwoną szminką burząc biel Twej koszuli.
Helena McKinnon
Zawód : Obrońca harpii i felietonistka
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
But you'll come back each time you leave
'Cause, darling, I'm a nightmare dressed like a daydream
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1186-helena-mckinnon http://morsmordre.forumpolish.com/t1210-kleopatra#8947 http://morsmordre.forumpolish.com/t1213-femme-fatale#8958 http://morsmordre.forumpolish.com/f146-west-country-dolina-godryka-12 http://morsmordre.forumpolish.com/t1211-helena-mckinnon#8951

Re: Szczypta szaleństwa, cztery lata temu [odnośnik]09.10.15 19:58
Owszem, mogłabyś mnie mieć w każdej chwili, chyba nigdy tego nie ukrywałem. Jedyną rzeczą, która stoi na przeszkodzie jesteś Ty sama ze swoimi pokręconymi zasadami, które pozwalają Ci już któryś rok bezczelnie wodzić mnie za nos, bawić się mną bez końca, bezwstydnie uwodzić również przy dużej publiczności i urywać wszystko w momencie, w którym dochodzimy do najciekawszej części. Jeśli oferuję Ci podróż do Nibylandii, gdzie czekałoby nas wieczne szczęście i beztroska, jesteś wyjątkowo oporną i niekooperatywną Wendy. Wszak powinnaś rzucić wszystko i trzymając mnie za rękę, szybować w kierunku drugiej gwiazdy na prawo.
Jeśli jednak zamierzasz trwać u mojego boku na polu bitwy, jesteś niewątpliwie lepsza od oryginału jako Helena Trojańska 2.0. Zapewniam Cię, że szacunku do siebie samej znajdziesz u mnie aż nadto. Przecież to nie jego brak sprawia, że moje usta niecierpliwie szukają Twoich ust, ża dłonie bezwiednie przemykają po Twojej skórze ściśle otulającej smukłe, wysportowane ciało, że w moich oczach pojawia się ten charakterystyczny błysk, gdy jesteś blisko. Znasz mnie, więc wiesz już sama, że wielkie, romantyczne gesty nie są moją rzeczą, szczere wyznania odmawiają przejścia przez gardło, a miłość, trwałą czy chwilową, najlepiej okazuję fizycznie.
- Przyszło nam żyć w naprawdę ciężkich czasach. - kiwam ze smutkiem głową, chociaż święcie wierzę w to, że moi drodzy rodzice przedstawią mi, jako swojemu pierworodnemu, kilka zacnych kandydatek i wezmą pod uwagę również jakieś moje preferencje co do aparycji czy usposobienia przyszłej żony. Najprawdopodobniej jest to wiara wyjątkowo naiwna, ale cóż, śpi mi się lepiej w nocy z myślą, że faktycznie mam wolną wolę w istotnych dla mnie kwestiach. - Nigdy mi się nie podobało, wiemy to nie od dzisiaj. Po prostu nie lubię myśleć o tym, że naprawdę zdarza mi się obejść smakiem czegoś, czego chciałem. Kompromisy są dobre tylko, jeśli opierają się na moich pragnieniach. - twierdzę z pełnym przekonaniem, zupełnie wypaczając słownikową definicję kompromisu i przedstawiając go w swojej wizji, która polega na absolutnej kapitulacji drugiej strony i nagięcia się do mojej woli. Och jakiż świat jest idealny w mojej głowie! Szczególnie teraz, gdy przez materiał ubrań czuję bicie Twojego serca, które zdaje się być idealnie zsynchronizowane z moim i ten jeden jedyny wieczór nie myślę o tym, że moje serce jest wadliwe, nieprawdziwe, niedziałające naturalnie i zgodnie z przykazaniem podręcznika do anatomii. Przy Tobie, piękna Heleno, mógłbym nawet zapomnieć o swojej porannej dawce eliksiru wlewanego do herbaty i któregoś dnia po powrocie z treningu znalazłabyś mnie leżącego bez życia w naszym nienagannie urządzonym salonie. Może więc to prawda, co mówią, że piękne kobiety są źródłem nieszczęścia.
Chcę tylko tego, byś straciła dla mnie głowę tak bardzo, jak ja straciłem swoją na Twoją korzyść, krzywię się więc nieco za każdym razem, gdy stawiasz wydumane warunki i opierasz się przed czymś, co wydaje mi się być normalną koleją rzeczy. Twoje bezustanne ucieczki nauczyły mnie życia chwilą, teraz jednak każesz mi wybiegać myślami w przyszłość i zapisać kolejne puste karty naszą wspólną historią, chociaż nie mam nawet gwarancji na to, jak potoczą się następne minuty. Możesz sama sobie podziękować za to, że Twoje słowa traktuję jak kolejną gierkę, kolejną obiecankę, którą złamiesz ze śmiechem na ustach, bo przecież nigdy nawet nie zamierzałaś jej dotrzymać. Nie lubię się upokarzać.
- O tej porze może być ciężko znaleźć urzędnika. - zauważam, kierowany resztkami trzeźwego osądu, a ponieważ resztki te poświęciłem nad dywagacjami nad szukaniem kogoś z odpowiednimi uprawnieniami, nie ma już sposobu, by mój zamroczony umysł stwierdził jednak, że chociażby rozważanie przystąpienia na Twoje warunki jest czystym szaleństwem. Tu, na przestronnym tarasie, gdzie całuję Cię bez opamiętania, jakbym chciał nauczyć się na pamięć każdego skrawka Twojej skóry i gdzie naszymi świadkami są tylko iskrzące w oddali gwiazdy, wszystko wydaje mi się być już oczywiste. Proszę więc, przestań chociaż na chwilę prawie że mi się oświadczać i pozwól mi to zrobić, zachowując przy tym resztki męskości. O ile szampan już mi ich nie odebrał.


stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Perseus Avery
Zawód : wiedźmia straż
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
vicious
vengeful
victorious
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
nothing good ever stays with me
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2783-skrytka-bankowa-nr-318#44957 https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
Re: Szczypta szaleństwa, cztery lata temu [odnośnik]13.10.15 16:16
To Twoje zdanie, kochanie. I tylko uświadamiasz mi nim, że mam rację. Czasami zachowujesz się jak rozpieszczony panicz, który pragnie wszystkiego na już i ze złością tupie nóżką, gdy czegoś mu się odmawia. Nie masz w sobie nawet odrobiny empatii ani szacunku do drugiej osoby, nikt nie jest Ci wystarczająco drogi, byś jego dobro potrafił postawić ponad własne zachcianki. I właśnie dlatego, Piotrusiu, nie polecę z Tobą do Nibylandii.
Gdybym miała polegać jedynie na Twym dotyku, żarliwości pocałunków i błysku w oczach, gdybym to im miała zaufać i bazując tylko na nich zbudować swoją przyszłość, oddałabym Ci się w tym momencie. Ale nie jesteśmy już dziećmi, kochany. Rozsądek nieustannie wtrąca swoje trzy grosze, irytująco przypomina, jak zmienny być potrafisz. Nie chcę romantycznych gestów i zapewnień, wiesz dobrze, że budzą we mnie jedynie rozbawienie.
Daj mi coś, czego będę mogła trzymać się już do końca życia i nigdy nie puszczę.
- Może i ciężkich, ale dopiero teraz można dostrzec światełko w tunelu - to Twoje dłonie są spętane, mój drogi. Nazwiskiem, rodziną i konwenansami. I podczas gdy Ty wciąż tkwisz w tym socjalnym średniowieczu, dla mnie zaczynają się otwierać kolejne drzwi. Powiadam Ci, że za kilka lat kobiety nie będą musiały już uważać na swoje zdanie, że powszechnie staną się równe mężczyzną i nikt nie będzie zmuszać ich do zamążpójścia. A wy, arystokraci, nigdy nie przestaniecie gnić we własnym zacofaniu. - Jeśli opierają się tylko na Twoich pragnieniach, wcale nie są kompromisami, Persie. Czasami musisz coś poświęcić, by zyskać coś innego... lub nie stracić czegoś wartościowszego - nie jestem Twoją matką by tłumaczyć Ci, jak wygląda dorosłe życie. Skończyłeś już szkołę, jesteś dumnym dziewiętnastolatkiem, a jednak wciąż nie zdajesz sobie sprawy z podstawowych rzeczy. Świat jest brutalny, kochanie. Nawet wtedy, gdy na nazwisko masz Avery.
Zapominasz o tym, że przy mnie nie musiałbyś się trudzić wlewaniem porannej dawki eliksiru do herbaty, bo sama pilnowałabym byś zażywał go o właściwiej porze. Wbrew temu, co możesz sądzić, twoje serce jest mi naprawdę drogie, nie dopuściłabym by coś mu się przytrafiło.
Chyba, że sama świadomie zmuszona byłabym zadać mu cios.
Piękne kobiety nie przynoszą nieszczęścia, gdy nie muszą.
Bawi mnie, jak ślepy potrafisz być, Perseuszu. Naprawdę nie dostrzegasz, że i ja straciłam głowę dla Ciebie? Chcąc wciąż więcej i więcej, zapominasz o tym, jak daleko pozwoliłam Ci zajść, nie mając z tego właściwie nic. Uważasz, że pozwalam, by obce dłonie dotykały mnie tak jak Twoje? Mój drogi, inni muszą zapłacić cenę o wiele wyższą za sam mój uśmiech, o czymś więcej nie wspomniawszy. Ale niech tak będzie, to lepiej dla mnie, że nie dostrzegasz, jak dawno temu i ja wpadłam w Twoje sidła. Sądź dalej, że dla mnie to wszystko jest grą, z której zawsze wychodzę na wygranej pozycji, każąc obejść Ci się smakiem, a ja nigdy w życiu nie przyznam się, że za każdym razem czuję niedosyt.
- Zawsze szukasz dziury w całym, Avery - kręcę głową z dezaprobatą i tu porzucam temat. Nie chcę zastanawiać się, czy na poważnie rozważasz moje słowa, po prostu całuję Cię dalej. Zmierzamy do widowiskowego finiszu, Perseuszu. Droga, którą zmierzasz jest coraz gęściej zasiana minami, wystarczy zaledwie jeden fałszywy krok, by wszystko rozpadło się na drobne kawałeczki. Za moment zdrowy rozsądek na moment przyćmi zamroczony alkoholem umysł i uświadomię sobie, jak wiele mogę stracić, jeśli ktoś nakryje mnie tu w Twoich ramionach. Po raz kolejny wyślizgnę się pomiędzy Twoimi palcami i wrócę na salę, by szukać innego naiwnego arystokraty, który pojmie mnie za żonę i zapewni godziwe życie.
Ciało jest tylko narzędziem, mój drogi. Nie zawsze można je oddać temu, komu by się chciało.
Helena McKinnon
Zawód : Obrońca harpii i felietonistka
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
But you'll come back each time you leave
'Cause, darling, I'm a nightmare dressed like a daydream
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1186-helena-mckinnon http://morsmordre.forumpolish.com/t1210-kleopatra#8947 http://morsmordre.forumpolish.com/t1213-femme-fatale#8958 http://morsmordre.forumpolish.com/f146-west-country-dolina-godryka-12 http://morsmordre.forumpolish.com/t1211-helena-mckinnon#8951
Re: Szczypta szaleństwa, cztery lata temu [odnośnik]15.10.15 1:18
Wydaje Ci się, że z naszej dwójki to ja jestem tym rozpuszczonym, tupiącym gniewnie nóżką, gdy coś idzie nie po mojej myśli, a prawda jest taka, że wcale nie różnisz się ode mnie aż tak bardzo, jak sądzisz. Też lubisz, gdy nie dostajesz czegoś, co Ci się należy, też chcesz wiele i chcesz tego natychmiast. W naszym wypadku jednak nie chodzi tylko o moje hedonistyczne zachcianki, wiem przecież, czuję to każdym skrawkiem swojej miękkiej, podatnej na Twoje słowa i czyny tkanki, że i Ty również pragniesz tego, co ja. Nibylandia to nie tylko moja kraina szczęścia, wiem, że Cię coś do niej ciągnie, tylko opierasz się dumnie, próbując mi coś udowodnić. Chcę dla Ciebie tylko wszystkiego, co najlepsze.
- Po co mi światełko w tunelu, jeśli mogę mieć rozgwieżdżone niebo nade mną? - pytam niemalże filozoficznie, gdy pod wpływem bąbelków odpływam już od głównego tematu i po prostu zachwycam się wszystkim, jakbym pierwszy raz w życiu otworzył oczy, pierwszy raz w życiu zaczerpnął w płuca świeże powietrze i pierwszy raz w życiu dotknął Ciebie. Ty jesteś moim rozgwieżdżonym niebem i nie wiem, dlaczego kiedykolwiek miałbym chcieć siedzieć w ciemnym tunelu i czekać na światełko na jego końcu, chociaż to, co nazywasz gniciem we własnym zacofaniu, ja dumnie nazwałbym szanowaniem wiekowej tradycji. W genach mam przecież umiłowanie do zwyczajów arystokratycznych i dumę ze swojego pochodzenia.
- Dlaczego miałbym z czegoś rezygnować, jeśli mogę mieć wszystko, jeśli wystarczająco się postaram? - nie tłumacz mi jak działają kompromisy, o których nie chcę słuchać ani nie mów mi, jakimi wartościami powinienem się kierować w życiu. Jestem egoistą, wiesz o tym nie od dziś, ale wiesz również to, że potrafię, szczególnie dla Ciebie, zrobić coś bezinteresownie, byleby tylko zobaczyć na Twojej twarzy uśmiech przeznaczony tylko dla mnie.
Nie chciałbym, byś taktowała mnie jak chorego i potrzebującego opieki, bo jeszcze sam takim bym się poczuł i dopiero wtedy prawdziwie się rozchorował. Nie chcę Twojej litości ani poczucia obowiązku do dbania o mnie, jakbym był u schyłku życia, kiedy nie chcę nawet przyjąć do wiadomości tego, że jestem obciążony poważną chorobą. Masz być moim promykiem słońca, ulotnym szczęściem, zbiorem pięknych chwil, a nie prywatną pielęgniarką, zajmującą się całkiem przyziemnymi sprawami. Może boję się trochę naszego podobieństwa i tego, że gdy raz zobaczysz mnie słabego, stracę w Twoich oczach już na zawsze. A z tym byłoby mi ciężko sobie poradzić.
Jak na razie nie masz z tego nic, bo taki był Twój świadomy wybór. To, że mam gest, nie jest żadną tajemnicą, że lubię ułatwiać i uprzyjemniać życie ważnych dla mnie osób również. Zabierałbym Cię jeszcze na większą ilość uroczystości i przedstawiał jeszcze większej ilości znaczących ludzi, gdybyś tylko tego chciała. A na dzień dzisiejszy nie jestem nawet pewien, jak mam Cię przedstawiać, bo teoretycznie nie łączy nas nic poza przyjaźnią, a jednak moja dłoń idealnie pasuje do zagłębienia Twojej talii, gdy prowadzę Cię przez sam środek sali balowej, by wszyscy tylko posyłali mi zazdrosne spojrzenia.
- Taki już mój urok. - wzruszam lekko ramionami, racząc Cię kolejnym ciepłym uśmiechem i chociaż moje usta dalej suną po Twojej zgrabnej szyi, a Twój zapach otula mnie szczelnie, moje myśli galopują jak szalone. - Możliwe, że coś dałoby się załatwić. - Bo może jednak taki urzędnik by się znalazł. Bo mam znajomości w ministerstwie i znam przydatnych ludzi dostępnych o każdej porze dnia i nocy. Bo dlaczego nie. Bo możemy tylko wygrać. - Bądź moja i tylko moja. Oficjalnie. Zostań moją żoną, przestań wiecznie uciekać, skoro oboje wiemy, że chcesz zostać tu, gdzie Twoje miejsce, przy mnie. Wyjdź za mnie i przestań szukać szczęścia gdzie indziej, uczynisz każdy mój dzień piękniejszym, a ja zrobię wszystko, by to odwzajemnić. Teraz, wyjdź za mnie teraz. Będziemy razem obrzydliwie szczęśliwi. - w miejscu, w którym moje myśli przestają galopować, potok słów wydobywa się samoistnie z moich ust, a ja ściskam Twoją dłoń, chociaż nie mam przy sobie żadnego pierścionka. Bądź moja, a niedosyt minie. Bądź moja i przestańmy oboje głodować.


stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Perseus Avery
Zawód : wiedźmia straż
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
vicious
vengeful
victorious
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
nothing good ever stays with me
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2783-skrytka-bankowa-nr-318#44957 https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
Re: Szczypta szaleństwa, cztery lata temu [odnośnik]15.10.15 21:28
Kochanie, jestem całkowicie pewna, że z naszej dwójki to właśnie ty jesteś rozpuszczonym, gniewnie tupiącym nóżką dzieckiem. I trzymać się tego będę aż do znudzenia. Ja swoją kapryśność i impulsywność mogę zrzucić na to, co podkreślają w każdym urzędzie i wytykają mi właściwie na każdym kroku. Jestem półwilą, mój drogi, i za każdym razem, gdy wytkniesz mi nie logiczność, z radością użyję tego jako argumentu. Ustalmy więc, że chcę Cię już i teraz, ale tylko na moich warunkach. Bo nie zwykłam iść na kompromisy, zwłaszcza jeśli chodzi o mężczyzn. To ja jestem myśliwym, nie pozwolę nikomu na zamianę miejsc. Nawet Tobie. A może zwłaszcza Tobie.
- Rzeczywiście, cudownie rozgwieżdżone - odchylam się do tyłu, w pełni ufając sile Twoich ramion. Bo nie pozwolisz mi upaść, prawda Perseuszu? Zawsze mnie złapiesz, przytrzymasz na chwilę przed upadkiem i wtulisz w swoje rozgrzane ciało, by upewnić się, że nic się nie stało. I choć jesteś moim bohaterem, jesteś też cholernym hipokrytą. Pragniesz nieba, a nie ośmielisz się nawet po nie sięgnąć, tak samo jak i Twoje dłonie błądzą po moim ciele, nigdy nie mając znaleźć finiszu. Raz, dwa, trzy - może powinniśmy po prostu wrócić do tańca, bym w mieszaninie kroków i piruetów mogła jeszcze mocniej zamieszać Ci w głowie.
- Bo nigdy się nie postarasz, Perseuszu. Wolisz, gdy przynosi Ci się wszystko na srebrnej tacy, nie potrafisz walczyć o coś, czego pragniesz - a właśnie, że będę. Będę Ci tłumaczyć, upominać Ci i otwierać oczy na to, na co pozostajesz ślepy. Nie myśl, że nie dostrzegam tego, jak specjalne miejsce zajmuję w Twoim życiu. Skoro jednak dałeś mi palec, nie dziw się proszę, że zaczęłam pragnąć całej ręki. Całego Ciebie. Bywam naprawdę łapczywa.
Mój drogi, nic nie stoi na przeszkodzie, bym była jednym i drugim. Nadzieją i przyziemnością. Twoją i moją słabością jest ta choroba. Obawiasz się, że dostrzegę ją w Tobie, a ja drżę na samą myśl, że coś może mi Cię odebrać i już nie zwrócić. To nie litość, kochanie. To nie zajmowanie się potrzebującym opieki. Jesteś niewielką, ludzką częścią mnie i jeśli Cię stracę, nie pozostanie mi już nic. I obawiam się, Perseuszu, że gdy pewnego dnia dostrzeżesz, jak drogi mi jesteś, postanowisz wykorzystać to przeciwko mnie.
Podpowiadam Ci na ucho, jak powinieneś mnie przedstawiać. To Helena, moja żona. Powtórz za mną, tylko uważnie. Zaakcentuj ostatnie słowo, zaciśnij palce na mojej talii, obnosząc się tym, że jestem tylko Twoja. Napawaj się zazdrością innych i ucałuj mój policzek, by z niej aż zzielenieli. Przyznaj, podoba Ci się. Chciałbyś móc powtarzać to codziennie. To Helena, moja żona.
Nie mówię już nic. Nie odpowiadam, nie komentuję. Tylko palce wplatam w Twoje włosy, przyciągając Cię mocniej do siebie. Szampan wciąż szumi mi w głowie, burząc idealną konstrukcję moich myśli. Pozwól mi skupić się na chwilę. Nie pozwolisz, prawda? Gdy oświadczasz mi się, przypieczętowujesz moją klęskę. Milczę, Perseuszu. Świat galopuje w rytmie walca z Jeziora Łabędziego, a Twoje słowa z echem rozbijają się po mojej głowie. Teraz, wyjdź za mnie teraz. Nie klękasz, nie wsuwasz na mój palec drogiego pierścionka, nie jesteś nawet trzeźwy. A jednak mam tylko jedną słuszną odpowiedź.
- Tak - mówię cichutko i z całkowitą powagą.
Przyprowadź tu urzędnika, a powtórzę to przy nim, nawet teraz.
Helena McKinnon
Zawód : Obrońca harpii i felietonistka
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
But you'll come back each time you leave
'Cause, darling, I'm a nightmare dressed like a daydream
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1186-helena-mckinnon http://morsmordre.forumpolish.com/t1210-kleopatra#8947 http://morsmordre.forumpolish.com/t1213-femme-fatale#8958 http://morsmordre.forumpolish.com/f146-west-country-dolina-godryka-12 http://morsmordre.forumpolish.com/t1211-helena-mckinnon#8951
Re: Szczypta szaleństwa, cztery lata temu [odnośnik]16.10.15 13:53
Wychodzi więc na to, że kolejnym elementem nas łączącym jest wymawianie się pochodzeniem - moim argumentem uniwersalnym jest szlacheckie wychowanie w myśl zasady "co tylko chcesz, to możesz mieć, bo należy Ci się wszystko na tym świecie", Ty z kolei polegasz na swoich genach, które niedość, że otwierają przed Tobą niezliczoną ilość przeróżnych drzwi, to jeszcze powinny wytłumaczyć wszystkie kaprysy, humorki, wzloty i upadki. Lubię Cię jednak właśnie taką, jaką jesteś i nie marzyłbym o zmienianiu żadnego szczegółu w Twoim całokształcie. Mdłe, szare i zwyczajne kobiety bez wyrazu nigdy nie były w moim typie.
- W Shropshire zawsze widać gwiazdy.- moglibyśmy je oglądać już każdej nocy, gdybyś tam ze mną zamieszkała. Sięgnij po niebo razem ze mną. Na cóż by mi ono było w pojedynkę? Ten jeden raz chcę przeczyć prawom matematyki i zyskiwać poprzez dzielenie wszystkiego na pół. Bo przecież jesteś tego warta. Nie pozwolę Ci spaść z powrotem na ziemię.
- Nie. Lubię wyzwania. Lubię zdobywać, ale muszę widzieć w tym cel. Żal mojego czasu na coś pozbawionego sensu. - jesteś moim wyzwaniem, w którym pokładam nadzieje, inaczej już by mnie tu nie było. A może po prostu omotałabyś sobie mnie dookoła swojego małego palca jeszcze okrutniej, gdybyś zorientowała się, że odgrywanie przypisanej przez Ciebie roli przestaje mi pasować?
Jesteś ideałem, nie daj się zbrukać prozaicznością życia. Kiedyś jeszcze pożałuję tego, że wiesz o mojej chorobie, która wywierca bezlitośnie dziurę w nie tak już spójnym wizerunku mojej silnej, niezależnej osoby. Kiedyś poczuję się gorzej i znienawidzę samego siebie za to, że widzę w Twoich oczach swoje zniedołężniałe odbicie, że na Twojej twarzy maluje się troska, gdy widzisz, jak moja witalność opuszcza mnie jak powietrze z przebitego balonika. Chciałem być przecież źródłem Twojego szczęścia, a nie zmartwienia.
To Helena, moja żona. Mógłbym z tym żyć. Wypowiem każde słowo głośno i wyraźnie, z prawdziwym namaszczeniem, niemalże pieszczotą. Niech patrzą, niech patrzą wszyscy i nazywają Cię Heleną Avery, idealną żoną przyszłego Ministra Magii. Niech nazywają mnie najszczęśliwszym żyjącym człowiekiem, niech zgrzytają zębami z zazdrości, niech nienawidzą. Już ich nie widzę, już ich nie słyszę, moje oczy są przecież zwrócone tylko ku Tobie, moje uszy słuchają tylko muzyki, jakiej są Twoje słowa. To Helena, moja żona.
Tak. Wcale nie żartem, wcale nie ze śmiechem, wcale nie z ironią. Patrzę w Twoje błyszczące oczy i w nich również widzę "tak", mimo że moim oświadczynom daleko do romantycznych, właściwie nawet nie zadałem ani jednego pytania, tylko ponaglająco wypowiedziałem swoją propozycję, nie chcąc dawać Ci innej opcji, jak tylko konieczność zaakceptowania. Całuję Twoje usta tak, jakbym całował Cię po raz pierwszy i ostatni w życiu, a kiedy odsuwam się od Ciebie, zamraczające bąbelki mówią mi, że jednak nie tak to powinno wyglądać, więc puszczam Twoje dłonie tylko po to, by prawie się potykając o własne nogi, oderwać od rosnących w pobliskiej doniczce peonii gałązkę, zwinąć ją w pętelkę i pospiesznie przetransmutować w bardzo prowizoryczny pierścionek.
- Jutro wezwę do nas jubilera i wybierzemy Ci odpowiedniejszy pierścionek. - oznajmiam jeszcze, ujmując Twoją dłoń delikatnie, by uśmiechając się do Ciebie promiennie, wsunąć na Twój palec peoniowy symbol zaręczyn i tym razem jedno z moich kolan jest zgięte tuż u Twoich stóp, tak jak być powinno. Gdy ponownie wstaję z posadzki tarasowej, przywołuję swojego patronusa, by przekazać wiadomość odpowiedniemu urzędnikowi i wezwać go do nas w trybie natychmiastowym z odpowiednimi dokumentami i kompletem obrączek. Bo mam dziewiętnaście lat i wierzę święcie w to, że miłość mojego życia była pod moim nosem przez cały ten czas, a tej nocy przypieczętujemy los, który był nam pisany.


stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Perseus Avery
Zawód : wiedźmia straż
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
vicious
vengeful
victorious
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
nothing good ever stays with me
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2783-skrytka-bankowa-nr-318#44957 https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
Re: Szczypta szaleństwa, cztery lata temu [odnośnik]17.10.15 15:21
Tyle razy słyszałam, że przeciwieństwa się przyciągają. Do znudzenia powtarzać będę, że to bujda wyssana z palca. Bliskość buduje się na podobieństwie, nie różnicach. Pamiętasz, jak przed laty na moment straciłam głowę dla tego Gryfoniątka? Utożsamiał sobą wszystko to, czym gardziłam, a jednak nie potrafiłam się od niego uwolnić. Tyle razy starałeś się przemówić mi do rozsądku, potrząsnąć mną mocno i uświadomić, jak wielkie pośmiewisko z siebie robię, ale ja pozostawałam głucha na Twe prośby. Aż wreszcie zrozumiałam, że nigdy nie zależało mu na mnie. Mój urok omotał, wielbił mnie, ale nie prawdziwą mnie. I to w Twoich ramionach szukałam pocieszenia.
Nie, Perseuszu. Ty i ja jesteśmy do siebie podobni pod każdym względem. Właśnie dlatego razem jesteśmy niezniszczalni.
- Musisz mnie tam kiedyś zabrać - szepczę Ci do ucha, wiesz, że nigdy wcześniej nie zabrałeś mnie do siebie? Przyjaźnimy się od lat, mój drogi, a jednak jeszcze nie miałam okazji przekroczyć progu Twego domu. Czyżbyś wstydził się przedstawić mnie rodzicom?
- Czyżby sens był dla Ciebie synonimem tego, z jaką łatwością przychodzi Ci zdobywanie? - kpię z Ciebie przez moment, a potem poważnieję. - Gdybyś widział sens, jak długo byłbyś w stanie walczyć? - pytam i doskonale wiesz o co. Jak długo byłbyś w stanie walczyć o mnie, Perseuszu? Jak wiele byłbyś w stanie poświęcić by wreszcie mnie zdobyć? Bym była Twoja i tylko Twoja? Czy dostrzegasz w tym jakikolwiek sens?
Więc bądź źródłem mojego szczęścia, a nie zmartwienia, kochany. Dbaj o siebie, dla mnie. Nie pozwól mi martwić się o Ciebie, po prostu walcz bym nigdy nie musiała robić tego za Ciebie. Dobrze wiesz, że Twoja choroba nie jest groźna, jeśli tylko regularnie się o nią dba. Nie zapominaj o wizytach kontrolnych, nie zapominaj o eliksirach. A wtedy już zawsze będziesz mógł być moim cudownym oparciem.
Helena Avery, żona Ministra Magii. Dobrze wiesz, że mogłabym być tak nazywana. Otaczam się ludźmi sukcesu, pławię się w ich blasku. I choć nigdy nie byłabym tylko ozdobą u Twojego boku, to jednak chętnie chełpiłabym się, że mój małżonek jest najpotężniejszym człowiekiem w Wielkiej Brytanii. Mój drogi, czy już to widzisz? Jeśli tylko złączymy siły, nikt nie będzie w stanie nam zagrozić. Staniemy się niepokonani, a przecież na tym właśnie nam zależy, czyż nie?
Dobrze wiesz, że wcale nie oczekuję ani romantycznych gestów, ani podniosłych słów. One nie pasują do Ciebie, Perseuszu. Znam Cię dobrze, znam od lat wielu i wiem, jak ciężko zdobyć Ci się na takie drobnostki. Dlatego wolę ten rozkazujący ton, wyprany ze wszelkiej czułości. Właśnie dlatego, że wiem, iż jest szczery. Nie dziw mi się jednak, że gdy tylko klękasz przede mną i na mój palec wsuwasz prowizoryczny pierścionek, cieszę się jak dziecko. Jestem tylko kobietą, mój drogi, a my wszystkie mamy tę dziwną skłonność do bycia rozpieszczanymi.
- Jesteś niepoprawny, Avery - uśmiecham się do Ciebie, gdy tak na jednym kolanie klęczysz przede mną i nie mogę się powstrzymać, by naszych twarzy nie zrównać poziomem i nie ucałować Twoich warg. Które od teraz mają należeć tylko i wyłącznie do mnie.
Świat nadal wiruje mi przed oczami, a ja nie mogę uwierzyć, że już za moment będę mogła nazywać Cię swoim małżonkiem. Czy właśnie wezwałeś do nas urzędnika? Opieram się o marmurową balustradę, czekam na jego przybycie z niecierpliwością. Myślisz, że posłucha? Że porzuci wszystko i spełni Twoje życzenie? Oczywiście, że tak. W końcu jesteś Avery. A wam należy się wszystko.
Helena McKinnon
Zawód : Obrońca harpii i felietonistka
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
But you'll come back each time you leave
'Cause, darling, I'm a nightmare dressed like a daydream
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1186-helena-mckinnon http://morsmordre.forumpolish.com/t1210-kleopatra#8947 http://morsmordre.forumpolish.com/t1213-femme-fatale#8958 http://morsmordre.forumpolish.com/f146-west-country-dolina-godryka-12 http://morsmordre.forumpolish.com/t1211-helena-mckinnon#8951

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Szczypta szaleństwa, cztery lata temu
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach