Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Poczekalnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Poczekalnia   10.03.12 22:26

First topic message reminder :

Poczekalnia

Jest to długi korytarz z poustawianymi przy ścianach długimi rzędami krzeseł; ofiary śmigają środkiem sali na magicznie unoszonych noszach, czarodzieje o bardziej stabilnym stanie oraz ich przyjaciele zajmują miejsce na niewygodnych siedzeniach. Cisza niemal drga powietrzem; ponura atmosfera zniecierpliwienia mrozi krew w żyłach. Na ścianie widnieje tablica oprawiona w drewniane ramy, na której rozpisano plan szpitala.

PODZIEMIA, POZIOM I: Prosektorium (kostnica, chłodnica, archiwa);
Parter: WYPADKI PRZEDMIOTOWE (eksplozje kociołków, samoporażenia różdżkami, kraksy miotlarskie etc.);
Piętro I: URAZY MAGIZOOLOGICZNE (ukąszenia, użądlenia, oparzenia, wbite kolce etc.);
Piętro II: ZAKAŻENIA MAGICZNE (choroby zakaźne, np: smocza ospa, znikanie epidemiczne, skrofungulus etc.);
Piętro III: URAZY MAGIPSYCHIATRYCZNE (nerwica, szoki, homoseksualizm, amnezje, urazy psychiczne etc.);
Piętro IV: ZATRUCIA ELIKSILARNE I ROŚLINNE (wysypki, wymioty, niekontrolowany chichot etc.);
Piętro V: URAZY POZAKLĘCIOWE (uroki nieusuwalne, klątwy, niewłaściwe zastosowanie zaklęcia etc.);
Piętro VI: SKLEP i HERBACIARNIA dla odwiedzających.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
,,,
10
10
0
23
0
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   03.12.17 12:22

Dla Jocelyn sytuacja była bardzo dziwna i niezręczna. W Mungu zawsze trzeba było być przygotowanym na spotkanie różnych dziwaków – szczególnie wtedy, kiedy akurat przydzielano jej obowiązki na trzecim piętrze. Ale nie każdy z tych dziwaków mylił ją z siostrą i niemal skręcał się pod wpływem jej dociekliwych pytań. Kwestie zahaczające o rodzinę nie mogły jednak umknąć jej uwadze, zwłaszcza teraz. To oczywiste, że martwiła się o siostrę, a także o rodziców, nawet o zaginionego brata, co do którego nie wiedziała nawet, czy wciąż żył. Martwiła się o nich wszystkich i nie podobała jej się ta przelotna myśl, że może na jej siostrę czyhał jakiś dziwak.
Była więc nieufna i ostrożna, choć bardzo możliwe, że gdyby poznali się w innych, mniej niezręcznych okolicznościach, to spotkanie nie musiałoby tak wyglądać. Ale nie mogła udać, że nic się nie działo i tak po prostu sobie pójść; oprócz pewnego niepokoju czuła też zaintrygowanie. Wyczuwała jakąś interesującą tajemnicę, która kryła się za zachowaniem mężczyzny. Och, gdyby tylko wiedziała, że to właśnie to jest ten tajemniczy ktoś, z którym korespondowała Iris!
Prawdę mówiąc, wtedy nie była szczególnie zachwycona tą zakazaną znajomością przeradzającą się w zażyłość. Widziała, że siostra jest szczęśliwa i podekscytowana mogąc korespondować z kimś mądrym i dzielącym jej pasje, ale Josie miała nadzieję, że to nigdy nie przerodzi się w coś poważniejszego i nie przeniesie się z listów do prawdziwego świata. Choć nie powiedziała tego siostrze, by nie robić jej przykrości, poczuła ulgę gdy wszystko się skończyło. Nacechowana przekonaniami matki, nie wierzyła, że zażyłość z mugolakiem może być czymś dobrym, bez względu na to jak cudownym mężczyzną by nie był. Nie w ich świecie, nie w tych czasach, gdzie tak bardzo patrzono na pochodzenie, a mugolaków spotykały rozmaite problemy, które mogliby ściągnąć i na swoich bliskich. Thea Vane prędzej by umarła niż pozwoliła na to, by któraś z jej córek zaangażowała się w niegodną znajomość; dla Thei krew i pozycja społeczna były najważniejszym wyznacznikiem ludzkiej wartości. To dlatego Josie od wczesnych lat musiała uczyć się odpowiednich umiejętności i etykiety, by w przyszłości stanowić dobrą partię dla kogoś o krwi czystej, a może nawet szlachetnej, o czym zawsze tak marzyła Thea, którą zmuszono do poślubienia mężczyzny bez nazwiska. Nie było tu miejsca na własny wybór i uczucia, miały spełniać oczekiwania. Tom ich nie spełniał, więc zawsze był traktowany przez matkę gorzej niż dziewczęta, aż w końcu zniknął.
Josie nigdy nie była jednak tak konserwatywna, w przeciwieństwie do matki nie uważała wszystkich o nieczystej krwi za niegodny zaufania plebs, ale pewne nawyki i przekonania mimowolnie w niej utkwiły, dodatkowo podsycane przez obecne nastroje i zwykły strach przed tym, że mogłaby mieć kłopoty, gdyby tak uznano ją za miłośniczkę równości. Pracując z osobami o różnym pochodzeniu i poglądach oraz lecząc pacjentów z bardzo różnych środowisk starała się zachowywać zupełną neutralność i nie okazywać uprzedzeń czy sympatii.
- Nie? – zapytała w odpowiedzi na kolejne zagadkowe słowa, opierając dłonie na biodrach i wpatrując się w niego oceniającym wzrokiem, nawet, gdy on sam znów uciekł spojrzeniem w bok; czuła, że wciąż kręcił i kluczył, unikając konkretnych odpowiedzi. Nie był do końca szczery i nie trzeba było wielkiej przenikliwości by to wyczuć.
- Kim pan był dla mojej siostry? – zapytała znowu, słysząc w jego głosie coś dziwnego, jakby... gorycz? – To dziwne, że nigdy wcześniej pana nie widziałam w jej pobliżu. – A przecież powinna coś zobaczyć, nawet jeśli nie spędzały ze sobą absolutnie całego czasu. Raczej nie miewały przed sobą tajemnic, więc tym bardziej czuła się zaintrygowana, o co w tym wszystkim chodziło; biorąc pod uwagę, że (niechcący?) zdradził się z tym, że pamiętał detale wyglądu Iris, nie mogła to być jakaś nijaka, nieznacząca znajomość.
Zmiana tematu była dziwna; zupełnie jakby mężczyzna nie chciał dłużej rozmawiać o Iris. A może po prostu przypomniał sobie, po co naprawdę przyszedł do Munga?
Zamrugała szybko i zamyśliła się na moment, nie wnikając mocniej w jego więzy pokrewieństwa z poszkodowanym, o którego pytał, bo i tak nie było jak czegoś takiego sprawdzić.
- Uzdrowiciele już skończyli się nim zajmować, myślę, że może go pan wkrótce odwiedzić – rzekła w końcu. – Znajduje się w sali numer trzy na tym piętrze.
Bezwiednie poprawiła uzdrowicielską szatę narzuconą na długą granatową sukienkę o dość staromodnym kroju. To był kolejny szczegół różniący ją z siostrą – jako stażystka uzdrowicielstwa i alchemii nosiły różne szaty.





Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Powrót do góry Go down
Cyrus Snape
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t5269-cyrus-snape https://www.morsmordre.net/t5324-poczta-cyrusa#119174 https://www.morsmordre.net/t5323-cirrostratus#119172 https://www.morsmordre.net/f89-pokatna-10-3 https://www.morsmordre.net/t5325-cyrus-snape#119177
Alchemik
30
Mugolska
Kawaler
I wish
we could take it
back in time,
before we crossed the line,
no now, baby
we see a storm is closing in,
I reach out for your hand.
10
5
20
0
0
0
5
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   25.12.17 18:33

Nigdy nie pojąłby wagi dyskryminacji, nienawidził tego typu ograniczeń oraz zaściankowości większej części czarodziejów - dobrze, że nie znał Jocelyn, prawdopodobnie nigdy nie chciałby jej poznać. Niestety los zapragnął inaczej, wrzucając go od razu na głęboką wodę. Patrzył na kobietę stojącą przed nim i widział coraz więcej różnic, nieznacznie kształtujących się w trakcie mijanego czasu. Nie umiejąc usłyszeć cudzych myśli Cyrus nie był świadom aż tak wielkiego przeskoku między siostrami - Iris nigdy nie dała mu odczuć, że przeszkadzało mu jego pochodzenie. Nieświadczące absolutnie o niczym, zdobywał lepsze oceny niż niejeden uczeń hogwarckiej szkoły, dokonał także w swoim dotychczasowym życiu więcej niż niejeden czarodziej. Nie wmówiłby sobie nigdy, że był gorszy. Nie był, swojemu bratu również nie pozwolił tak myśleć, dość dobitnie uświadamiając o tym wszystkich innych, którzy odważyli się jego przekonaniom zaprzeczyć - nierzadko w bardzo krzywdzący sposób. Nie wiedział oraz nie mógł wiedzieć co kłębiło się w głowie stojącej przed nim kobiety, jednocześnie będąc pewnym, że nie było to nic pochlebnego. Nie dziwił się, wszakże zachowywał się nadzwyczaj głupio i dziwacznie. Na tyle, żeby zwrócić na siebie uwagę. Zawsze wolał dostosowywać się do otoczenia będąc niewidzialnym, lecz dzisiejszego dnia dał się ponieść emocjom. Nie spodziewał się, że te były w nim tak mocno żywe. Wręcz przeciwnie - spodziewał się, że destrukcyjne uczucia już dawno przeminęły, pozwalając mu nabrać oddechu czy dystansu do całej tej przeszłości z panną Vane w roli głównej. Pomylił się. Snape nie lubił się mylić.
Za bardzo drążyła temat. We wnętrzu alchemika zaczęły dziać się różne rzeczy, od rozpaczy począwszy, po wściekłość skończywszy. Strzelał oczami na wszystkie strony, żeby ominąć irytująco pytające spojrzenie Jocelyn, gdzieś tam w minimalnym stopniu przypominając mu o jej siostrze. To był antyczny dramat, z którego nie dało się znaleźć żadnego rozwiązania. Każde, o którym pomyślał, albo było już niemożliwe, albo niesamowicie krzywdzące. Dla każdej ze stron.
- Nie - powtórzył hardo, udając, że nie widzi groźnej postawy czarownicy. Poczuł się jakby był kilkuletnim dzieciakiem, którego pani uzdrowicielka przyłapała na podjadaniu przed zabiegiem. Tata sprałby go bez dwóch zdań, zaś mama wytargała za uszy. Tylko, że był już dorosłym mężczyzną i powinien wziąć się w garść - a na pewno nie ulegać szantażom nieznajomej mu osoby. - Nikim - odparł od razu, z mocą, tak jak wcześniej. Chyba już to mówił? - Może ledwie znajomym - dodał, znów nie mogąc powstrzymać w głosie szalejącej nuty rozgoryczenia. Nie powinien. Nigdy. Stało się jednak, nie mógł już nic na to poradzić. - To może być powodem - dodał już jakby weselej, chociaż ta wesołość trąciła ściemą na kilometr. Postanowił nie bawić się już w wielkiego aktora, uzdrowicielka widocznie miała już swój pogląd na całą sprawę. Notabene, nie powinna jej ona wcale interesować. Nie dotyczyła jej w żadnym stopniu.
- Dziękuję za informacje - powiedział sucho, wręcz chłodno, nosząc się z zamiarem wyminięcia dociekliwej Jocelyn. Wolał odwiedzić przyjaciela, porozmawiać z nim na tematy niedotyczące zawodów miłosnych, następnie zapalić i wrócić do domu. Zapominając o całej nieprzyjemnej sprawie dzisiejszego dnia.




Love ain't simple
Promise me no promises

Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
,,,
10
10
0
23
0
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   26.12.17 0:26

Zasadniczo Jocelyn, rozdzierana między poglądami wpojonymi przez matkę a neutralnym, rozsądnym podejściem do życia ojca, wyznawała w swoim życiu dosyć podwójne standardy. Nie miała nic przeciwko mugolakom... dopóki nie próbowaliby wchodzić do jej rodziny. Nigdy nie nazwała nikogo szlamą ani nie interesowała się innymi aktami dyskryminacji, które w Hogwarcie się zdarzały. Nigdy też nie nadstawiła za takich ludzi karku, nawet za czasów Grindelwalda, woląc udawać, że niczego nie widzi i pilnować swojego nosa, by samej nie wpaść w tarapaty. Ale nie widziała też większego problemu w pracy obok osób mugolskiego pochodzenia lub leczeniu ich. Główny problem pozostawał w sferze rodziny i wpojonym przez matce przekonaniu, że dobry partner musi mieć czystą krew i odpowiedni majątek. Thea sączyła w jej głowę takie przekonanie od dziecka, więc Josie trudno było sobie wyobrazić że można zrobić inaczej i że to niczego nie zmieni, bo krew tak naprawdę jest sprawą czysto umowną, która ma usprawiedliwić wywyższanie się jednych ponad drugimi i społeczne podziały. I z dwóch bliźniaczek to Josie była tą bardziej urobioną i podatną na słowa Thei; Iris zawsze pozostawała nieco inna, mocniej ciągnęło ją do naukowych aktywności niż do nauki etykiety i sztuki. Choć identyczne z wyglądu, miały zupełnie inne pasje i predyspozycje. Thea też to zauważała, co przekładało się na stosunek do córek. Ale Josie kochała siostrę na dobre i złe, i chciała dla niej jak najlepiej.
Nie wiedziała, kim dokładnie jest ten mężczyzna i traktowała go w taki sposób nie ze względu na pochodzenie (którego nie znała), a ze względu na to, jak podejrzanie się zachowywał. W czasach takich jak te jego zachowanie mogło zasiać wątpliwości, wzbudzić podejrzenia i tym samym zmusić ją, by była bardziej nieufna i zdystansowana. Mężczyzna jej nie pomagał swoim ewidentnym kręceniem i niechęcią do przyznania się, jak jest naprawdę. Biorąc pod uwagę jego zachowanie, trudno było uwierzyć jego zapewnieniom; zasiał w niej ziarnko nieufności. Z pewnością miała go zapamiętać i w stosownym czasie wypytać o niego Iris. O ile na ogół była osobą unikającą wtrącania się w cudze sprawy, do rodziny podchodziła inaczej. Za bardzo martwiła się o siostrę, obawiała się, że w jej pobliżu mógł kręcić się ktoś podejrzany.
- Nie wierzę panu – powiedziała, wpatrując się w niego intensywnym wzrokiem. Rzadko bywała konfrontacyjna, ale trudno było udawać, że nic się nie dzieje, kiedy chodziło o jej najbliższą osobę. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby Iris wpadła w jakieś tarapaty, bo ona nie była wystarczająco czujna na dziwne sygnały. – Proszę nie obrażać mojej inteligencji, panie nikt – zacytowała jego usilne zapewnienie, że jest nikim dla jej siostry. – Może Iris opowie mi o panu coś więcej – rzekła; z siostrą zawsze mogły sobie ufać i mówić o swoich problemach. Zamierzała ją wypytać o tego czarodzieja, który nie zachowywał się, jakby był dla niej nikim, a atmosfera między nimi była w tej chwili tak gęsta, że można by ją kroić nożem.
Niestety okazało się, że ta rozmowa musiała powoli dobiec końca; z sali obok wyszła inna stażystka, wołając Jocelyn.
- Niestety muszę już iść, wzywają mnie obowiązki. Kto wie, może jeszcze się kiedyś spotkamy? – zastanowiła się. – Proszę odwiedzić swojego kuzyna, panie Waddock. Życzę panu miłego dnia – dodała, żegnając się z nim grzecznie i kulturalnie; jedynie spojrzenie wciąż zdradzało podejrzliwość, kiedy odchodziła, wracając do swoich zajęći rozmyślając o tym spotkaniu.

| zt.





Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Powrót do góry Go down
Cyrus Snape
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t5269-cyrus-snape https://www.morsmordre.net/t5324-poczta-cyrusa#119174 https://www.morsmordre.net/t5323-cirrostratus#119172 https://www.morsmordre.net/f89-pokatna-10-3 https://www.morsmordre.net/t5325-cyrus-snape#119177
Alchemik
30
Mugolska
Kawaler
I wish
we could take it
back in time,
before we crossed the line,
no now, baby
we see a storm is closing in,
I reach out for your hand.
10
5
20
0
0
0
5
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   08.01.18 14:12

Bolało. Zachowanie Jocelyn przypominało wkładanie palca w świeżą, jątrzącą się ranę. Dlaczego nie przestawała? Cyrus wił się wewnętrznie pod naporem nie tylko jej wyglądu, lecz także spojrzenia oraz słów. Przykrych słów. Niby nie było w nic nich szczególnego - a działały na alchemika naprawdę destrukcyjnie. Rozpadał się z każdą sekundą tkwienia w martwym punkcie. Przed kimś, kogo nigdy wolałby nie spotkać. Iris niechętnie wspominała o rodzicach, właściwie to nawet nie zahaczała o tematy rodzinne, Snape nie miał zbyt wielu informacji na ten temat. Teraz już ich nie potrzebował. Każde z nich żyło swoim życiem, zapewne będąc niewyobrażalnie szczęśliwymi, że nie muszą się więcej oglądać. Cóż, przynajmniej panna Vane była.
Nie chciał się jej tłumaczyć. Nie zamierzał tego robić. Nie znał tej kobiety, nie ufał jej, nie szukał w niej oparcia tak jak zrozumienia. Jej wiara lub niewiara go nie interesowały. Przynajmniej do czasu wystosowania ataku oraz realnej groźby. Spiął się jeszcze mocniej, zaciskając przy tym usta w wąską linię, świadczącą o ogromnym niezadowoleniu z jego strony.
Doskonale posiadał świadomość, że cokolwiek powiedziałby Jocelyn, albo nie uwierzyłaby, albo zrobiłaby swoje. Nie odwiódłby jej od zamierzonego celu. Nagła fala gorąca uderzyła go prosto w twarz, plamiąc ją szkarłatnym rumieńcem; potem serce przyspieszyło swój rytm, żeby na koniec zaczęły pocić mu się dłonie. Liczył w pamięci do miliona, jednakże nawet tak śmiałe kalkulacje nie przyniosły mu upragnionego spokoju.
- Wątpię - stwierdził mimo wszystko pewny siebie. Iris nie opowiedziałaby jej o nim - nie miałaby o czym. Nie widzieli się już długie miesiące, nie mieli się zobaczyć już nigdy, o czym tu było rozmawiać? Tak to sobie racjonalizował, czując w sercu ukłucie niepokoju - ignorował je uparcie. Wolał skoncentrować się na stanie zdrowia przyjaciela, którego okrzyknął swoim kuzynem. W przeciwnym razie stojąca przed nim uzdrowicielka z pewnością nie pozwoliłaby mu się zbliżyć do kogoś niebędącego jego rodziną.
- Może - odparł, chociaż w duchu miał nadzieję, że już nigdy więcej się nie spotkają. Nie wypadało tego mówić na głos. - Wzajemnie - dodał, na moment obracając głowę w kierunku wołającej stażystki. Odczekał, aż panna Vane zniknie mu z oczu, sam zaś skierował się do wyjścia. Musiał zapalić. I uciec stąd. Wyśle do kumpla sowę.

zt




Love ain't simple
Promise me no promises

Powrót do góry Go down
 

Poczekalnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

 Similar topics

-
» Poczekalnia rydwanów
» Poczekalnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18