Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pałac Lodowy
AutorWiadomość
Pałac Lodowy [odnośnik]09.10.15 8:41
First topic message reminder :

Pałac Lodowy

★★★
Pałac Lodowy zwany także Kostką Lodu zlokalizowany jest na pełnym morzu, z dala od wzroku mugoli, przed którym chronią ją także silne czary. Dostać można się tam za pomocą niewielkiej łodzi, zacumowanej przy końcu pomostu lub drogą powietrzną. Nazwa nie wzięła się znikąd, bowiem wszystkie ściany, podłogi, sufity wyłożone są nigdy nie topniejącym lodem. Temperatura wewnątrz pałacu nie jest w wcale tak zimna, jak mogłaby się wydawać, jednak zaklęcia sztucznie podnoszą ją na poziom satysfakcjonujący czarodziejów. Śnieżne podłogi zabezpieczone są zaklęciami, które uniemożliwiają poślizg, podczas gdy zaklęte lodowe rzeźby wewnątrz pomieszczeń poruszają się z gracją tanecznym krokiem. W barze serwowane są drinki, w tym dla zmarzluchów - herbata z cytryną, miodem, imbirem i goździkami. Część restauracyjna oferuje ciepłe dania, ale największą atrakcją podczas posiłku wydaje się widok na okalające przybytek morze, nad które niekiedy bardzo blisko zlatują mieszkające w tej okolicy smoki. Przy stolikach znajdują się lodowe fotele wyłożone futrami zwierząt, głównie niedźwiedzi, pozwalające klientom cieszyć się najlepszym komfortem. Do posiłku śpiewa uzdolniona czarownica, której akompaniamentuje jej mąż - wieczorami goście mogą wyjść na parkiet, by zatańczyć przy wolnej, eleganckiej muzyce.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:31, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pałac Lodowy - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pałac Lodowy [odnośnik]26.12.16 3:19
Florence przeżyła już w życiu trochę. Nie były to wyłącznie przyjemne zdarzenia, o czym Alan oczywiście wiedział. Ale to właśnie o tych pozytywnych chciała pamiętać za wszelką cenę. Móc przywoływać je, gdy było ciężko – to było prawdziwe błogosławieństwo. Dawało jej siłę, by każdego dnia spoglądać w przyszłość z podniesionym czołem. Wśród tych wspomnień były między innymi przeróżne zdarzenia z dzieciństwa. W znacznej większości pojawiała się cała jej rodzina, z roześmianą matką na czele. Do innych należały oczywiście lata spędzone w Hogwarcie, czysta radość z przebywania razem z przyjaciółmi i bratem w magicznej szkole. Jako ostatnie na tej liście pojawiało się otwarcie lodziarni. Jej własnego, małego królestwa.
Wszystkie te wspomnienia trzymała zamknięte w sercu. Dziś była pewna, że doda do nich kolejne, wyjątkowe.
Już sama kolacja była cudowna. Florence bawiła się świetnie, oczarowana atmosferą miejsca. Taniec sprawił, że świat przestał dla niej istnieć, w tamtym momencie liczył się tylko towarzyszący jej mężczyzna, zaś obserwowanie zorzy poruszyło jej sercem do głębi.
Największe jednak, jak się okazało, miało dopiero nadejść.
- Masz rację, jest niesamowita. – powiedziała, przytakując jego słowom. Odwróciła się, by móc spojrzeć na jego twarz. Ona cała promieniała. Z zafascynowaniem Florence po raz kolejny zauważyła, że Alan jest bardzo przystojny. Zorza odbijająca się w jego oczach nadawała mu magicznego wyglądu, aż dziewczyna na chwilę wstrzymała oddech.
A kiedy mężczyzna pochylił się ku niej, zamarła jak zahipnotyzowana. Wcale nie ze strachu czy złości. Czy wiedziała, co chce zrobić? W sumie dość możliwe, że gdzieś podświadomie podejrzała, co się za chwilę stanie. A kiedy w końcu poczuła jego ustana swoich, jej serce całkiem stopniało.
Zacisnęła odruchowo dłonie na barierce i zamknęła oczy, mając w głowie totalną pustkę. Jego wargi wręcz ją parzyły – czy to tylko ona to sobie wyobraziła? Słyszała wyraźnie szum swojej własnej krwi i bicie serca, odmierzającego czas, który jednak chyba się zatrzymał. Zanim Alan odsunął od niej, spoglądając na nią swoimi przenikliwymi oczami, musiała minąć cała wieczność. Przez kilka uderzeń tegoż serca tkwiła w bezruchu, ale nie mogła pozostać obojętna w obliczu rozpalonego nagle żaru. Nieco niepewnie i trochę też nieporadnie oddała ten pocałunek. Nawet przez myśl jej nie przeszło, by go odtrącić. Ta chwila była zbyt magiczna.
Dziewczyna zamrugała kilka razy, jakby bardzo powoli budząc się z transu. Czy raczej – z uroku, jaki Alan na nią nałożył. Spojrzała na niego z oczami błyszczącymi od emocji. Jej policzki pokryły się głębokim odcieniem czerwieni.
- Och… Panie Bennett… Co tam zorza… TO było naprawdę niesamowite.


What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Florence Fortescue
Zawód : Bezrobotna
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror!
Look a little closer!
Stare a little longer!
THEY WERE WRONG
OPCM : 4
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Pałac Lodowy - Page 2 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Re: Pałac Lodowy [odnośnik]26.12.16 3:20
To miejsce było wyjątkowe, zapierające dech w piersiach i zdecydowanie zapadające w pamięci. Alan również był pewien, że na długo zapamięta te chwile. Momentami nawet żałował, iż nie wziął ze sobą aparatu. Kiedy on ostatnio robił jakiekolwiek zdjęcia? Nie pamiętał. Kiedyś było to jego hobby, a wręcz pasją, lecz od wielu miesięcy nie miał go w dłoniach. Teraz jednak nie był to odpowiedni moment na robienie zdjęć. To jedynie popsułoby chwilę, rozwalioby klimat. Magiczny, niesamowity, wyjątkowy klimat, który sprawiał, że ten wieczór był jeszcze lepszy. Oboje elegancko ubrani, oboje niepewni wielu rzeczy, wielu rzeczy nieświadomi.
Miejsce, w którym byli, kolacja, muzyka, zorza. Wszystko to dawało niesamowity obraz i sprawiało, że chwile te były magiczne. Ale było coś jeszcze. Coś, z czego Alan wcześniej nie zdawał sobie sprawy, a co prawdopodobnie było w jego podświadomości już od jakiegoś czasu. Ciągnęło go do niej. To był niezaprzeczalny fakt, który dzwonił, cichutko pobrzdękiwał w jego głowie, ale nadal zbyt cicho, by to zauważył. A jednak. Jej dzisiejszy wygląd, sukienka, opończa... To wszystko zapierało mu dech w piersiach i powodowało te dziwne uczucie w okolicach żołądka. Ostatnio się tak czuł ... no właśnie. Przy Eileen. Bennett był jednak momentami na tyle głuptaśny, że nie do końca ogarniał co się działo. Choć tego wieczoru był zdecydowanie bliżej zrozumienia wszystkiego. I pomagał mu w tym ten magiczny klimat.
Kiedy stanął przy niej na balkonie i razem obserwowali zorzę, miał niemałą chęć przytulenia jej. Ot, wzięcia jej w ramionach, poczucia blisko. W ramach wdzięczności? Tak sobie to początkowo tłumaczył, ale wszystko zmieniło się, gdy odwróciła się, oparła tyłem o barierkę i spojrzała mu w oczy. Nie miał pojęcia czego się w nich doszukiwała, ale w jej tęczówkach widział coś błyszczącego, wyjątkowego. To właśnie to sprawiło, że ów uczucie kołatania się czegoś w okolicach jego żołądka jedynie się wzmocniło. I, wiedziony jakimś odruchem, zbliżył się do niej czując, że to jest to, czego właśnie w tej chwili chce, czego właśnie potrzebuje. Nie potrafił jeszcze poukładać sobie tego w głowie, ale nie miał w tej chwili takiego zamiaru. Jedynie nachylił się nad nią i pocałował ją. A ona odwzajemniła.
Kiedy się od niej odsunął, jeszcze przez chwilę wisiał nad nią i w milczeniu patrzył jej w oczy. Dopiero teraz zaczynało docierać do niego co zrobił. Serce wyraźnie mu przyspieszyło, jakby z opóźnieniem łapiąc emocjonalność tej chwili. Bennett...
- Khm. Tak. - Mruknął niewyraźnie, prostując się i odwracając wzrok. Potrzebował chwili na dojście do siebie. Na parę sekund utkwił wzrok w rozposcierającej się nad nimi zorzy, ale ciągle czuł jej wzrok na sobie. I choć czuł się teraz bardziej zestresowany niż w jakiejkolwiek innej chwili tego wieczoru, ostatecznie spojrzał na nią. I uśmiechnął się lekko.
- Cieszę się, że Ci się podobało. - Mówił o wieczorze? O tańcu? Kolacji? A może o pocałunku? –Jesteś pierwszą, którą zabrałem w takie miejsce. - Dodał w końcu, ponownie wbijając wzrok w zorzę. Poprawił muchę, która teraz zdawała się być zbyt ciasno zawiązana. – Chyba jednak dam Ci te klucze do mieszkania. - Rzucił niby mimochodem, ale jedak zerkając na nią kontrolnie.



There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Alan Bennett
Zawód : Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 22
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett https://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana https://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 https://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 https://www.morsmordre.net/t4011-skrytka-bankowa-nr-373 https://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Re: Pałac Lodowy [odnośnik]26.12.16 3:21
Aparat w takim miejscu nie wydawał się odpowiednią rzeczą. Z pewnością popsułoby to nastrój, gdyby Alan próbował fotografować każdą wyjątkową chwilę. Pewnie, Florence zgodziłaby się na jedno czy dwa zdjęcia, gdyby mężczyzna chciał ją fotografować. Niemniej tam, na balkonie, podczas oglądania zorzy... w tym wypadku musiały wystarczyć im ich własne oczy a rolę odbitek - zajmowały ich wspomnienia.
Czy nie było to zadziwiające, że jeden moment, jedna chwila i jeden gest potrafiły tak wiele zmienić? Weszli tutaj jako przyjaciele. Florence ceniła Alana za jego poczucie humoru, łagodny charakter i opiekuńczą naturę. Serce rosło jej w piersi, gdy widziała jak podnosi się z życiowego dołka. Odzyskał pewność siebie, aż w końcu doszło do tego.
Czy kiedy tamtego wieczora przyprowadziła go z ulicy do własnego mieszkania, domyślała się chociaż, że skradnie on jej serce? Że ich relacja przerodzi się właśnie w to?
Nie. Oczywiście że nie. A jednak. Nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła patrzeć na niego z takim ciepłem w spojrzeniu. Bo, szczerze, to gdy teraz o tym pomyślała, ona też od pewnego czasu słyszała ten cichutki szept w głowie. Ten sam, który usilnie próbował przekonać ją, że to nie jest zwykła kolacja, mająca na celu okazanie wdzięczności.
Kiedy ich usta w końcu się rozdzieliły, na twarz Florence powrócił delikatny, czuły uśmiech. Miała wrażenie, że nagle dostała skrzydeł. A może to tylko motyle w brzuchu? Oblała się oczywiście rumieńcem i zachichotała cicho, zasłaniając usta dłonią, jak psotna dziewczynka. Była zawstydzona, naturalnie, choć zdawało się, że Alan wstydził się jeszcze bardziej. Chwyciła jego dłoń i przylgnęła do jego boku, kładąc głowę na ramieniu i na chwilę zamykając oczy.
- To było niezapomniane - odpowiedziała, również nie precyzując o czym dokładnie mówi. Ponownie uśmiechnęła się w nieco psotny sposób. Wbiła spojrzenie w zorzę, tak jak Alan, zwróciła jednak na niego wzrok, gdy powiedział o kluczach.
W powietrzu rozbrzmiał jej krótki, dźwięczny śmiech.
- Będę zatem wpadać na długo i na krótko, za każdym razem kiedy tylko będę miała ochotę - zapowiedziała mu z przekonaniem w głosie.
Posłała mu nieco psotne spojrzenie. Pociągnęła go lekko za ramię, wyciągnęła szyję i złożyła krótkiego całusa na jego policzku. Potem wskazała głową wejście do restauracji. Na zewnątrz robiło się zdecydowanie coraz chłodniej, pora było wrócić do środka.


What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!



Ostatnio zmieniony przez Florence Fortescue dnia 26.12.16 3:22, w całości zmieniany 1 raz
Florence Fortescue
Zawód : Bezrobotna
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror!
Look a little closer!
Stare a little longer!
THEY WERE WRONG
OPCM : 4
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 10
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Pałac Lodowy - Page 2 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Re: Pałac Lodowy [odnośnik]26.12.16 3:22
Dlatego tego nie robił. Nie darowałby sobie popsucia tego wieczoru w jakiś głupi sposób. Chciał, by wszystko było idealnie. I choć nie był w stu procentach pewien tego, co siedziało w głowie Florence, miał śmiałość uważać, że mu się to udało. I był z siebie dumny, naprawdę dumny. Uczucie to rozpierało go od środka. Nie pamiętał kiedy ostatnio wyszło mu coś na taką skalę i takiego... wyjątkowego. Było to tak bardzo miłe uczucie, że w głowie zawitała mu myśl, iż musi podobe rzeczy robić częściej. Dawać. Bo dawanie dawało największą satysfakcje, prawda? A zwłaszcza kiedy robiło się to dla tych, na których nam zależało.
Był speszony. Był speszony bardziej niż Florence i ten fakt nijak nie pomagał mu w odwróceniu tego stanu. Taki już był i nic nie mógł na to poradzić. Nie miał w głowie jeszcze poukładanego niczego, ponieważ to dopiero tego wieczoru tak całkowicie zorientował się, że zależy mu na Florce nieco bardziej niż na zwykłej przyjaciółce. Że ma nadzieję na coś więcej. Do tej pory uciszał ten cichy głosik w jego głowie, albo w ogóle go nie dostrzegał. Tym bardziej był więc zaskoczony, choć to właśnie on wykonał pierwszy krok. Teraz musiał sobie to wszystko poukładać. I zamierzał to zrobić... później, gdy już ten magiczny wieczór przeminie. Choć wcale nie chciał, by się skończył.
Pozwolił jej oprzeć głowę o jego ramię, to oczywiste. Nie odrywał wzroku od zorzy, wbijając w nią wzrok zaciekle, jak gdyby od tego zależały losy świata. Ale ścisnął jej dłoń, kiedy już próbowała go za nią ująć. Ścisnął i od czasu do czasu przejeżdżał kciukiem po jej gładkiej skórze. Małymi krokami zamierzał badać, posuwać się coraz dalej. Nie lubił się spieszyć, nie lubił od razu wskakiwać na głęboką wodę. Wolał stopniowo się w niej zanurzać. I taki właśnie miał plan.
- Jesteś zawsze mile widziana. - Skomentował krótko jej zapowiedź częstych wizyt. Lubił, gdy do niego przychodziła, a więc nie miał nic przeciwko temu, aby robiła to nieco częściej niż zwykle. Zabawy był natomiast fakt, że początkowo jej wizyty jedynie go irytowały.
Gdy poczuł jak ciągnie go za ramię, spojrzał na nią zdezorientowany, nie bardzo wiedząc czego chce. Szybko się jednak przekonał. Spojrzał na nią początkowo zdziwiony tym nagłym pocałunkiem w policzek, a potem uśmiechnął się. Zgarnął ją ramieniem, przysuwając nieco do siebie i pocałował ją w czubek głowy.
- Mówiłem Ci już, że wyglądasz dzisiaj pięknie? - Powinien powiedzieć jej to już dawno.
A potem objął ją i razem udali się w stronę sali. Wrócili do swojego stolika, gdzie kontynuowali rozmowy, może cos jeszcze zamówili. Tego wieczoru nie raz razem śmiali się, dyskutowali na jakieś tematy, próbowali smakołyków, a także tańczyli. Ten wieczór miał być wyjątkowy i taki był. Aż żal było, gdy dobiegał końca. Ale czas płynął dalej i gonił, ponaglał. Trzeba było zostawić te miejsce za sobą, a wspólne chwile schować do magicznego pudełeczka w swojej głowie. I tak właśnie zrobili. Opuścili restaurację wiedząc, że długo będą ją pamiętać.

zt x 2



There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Alan Bennett
Zawód : Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 22
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett https://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana https://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 https://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 https://www.morsmordre.net/t4011-skrytka-bankowa-nr-373 https://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Re: Pałac Lodowy [odnośnik]07.07.20 20:53
wren & jayden25 czerwca
Czuł się i wyglądał okropnie. I nie chodziło o niedbalstwo, bo Jayden wciąż był zadbanym, szykownie prezentującym się mężczyzną z tymi samymi rysami co zawsze. To jednak w detalach kryła się zmiana i ciężar wiedzy, które ujawniały się w profesorskiej postaci. Spojrzenie zmatowiało, a przyjemny, ciepły blask bijący od czarodzieja został przytłumiony, wyciszony. Zmęczona twarz dodawała mu lat, zupełnie jakby w ciągu tych kilku tygodni się postarzał w niewyjaśniony sposób. Zarost, który pojawił się na policzkach oraz brodzie gdzieniegdzie odznaczał się siwizną, lecz nie były to całe połacia - kilka włosów przebijało się ponad inne, przeplatając się z rudawym akcentem. Trwały zarys żuchwy wyostrzył się, nadając powagi męskiej aparycji i jak wcześniej można było łatwo przekonać się, że miało się do czynienia z kimś życzliwym, teraz to samo zadanie zostało utrudnione i niejednoznaczne. Mimika profesora nie była równie ekspresywna, a skupienie nie należały do codzienności - te wszystkie znaki były nie do dostrzeżenia przez powierzchownie znających mężczyznę ludzi, jednak mogli wyczuć zmianę. Nie mogli powiedzieć, co dokładnie nią było, ale była tam... Niewyjaśniona i niematerialna. Zupełnie jakby eterycznie pojawił się problem i niedomówienie. Nie można było jednak odmówić profesorowi uwagi. Jayden przeznaczał w ostatnim miesiącu sporo czasu na pracę i nie tylko ze względu na zakończenie roku szkolnego, przygotowania Hogwartu do okresu wakacyjnego, wzmocnienia zaklęć ochronnych. Nie...
Siedząc przy jednym ze stolików pałacu w Kent, astronom bawił się tkwiącą na jego palcu obrączką, która zdawała się go wręcz palić. Złośliwe myśli podpowiadały mu raz po raz, by ją zdjął chociażby na chwilę i uwolnił się od tego kłamstwa. W końcu nie mieli mieć między sobą tajemnic, ale najwyraźniej Pomona nie uważała za ważne powiedzieć mu, że należała do Zakonu Feniksa. Nie byłby zszokowany tą wiadomością, gdyby usłyszał to od niej - lub byłby zdecydowanie mniej - niż gdy musiał patrzeć na twarz żony na listach gończych. Niebezpieczny członek Zakonu Feniksa. Poszukiwany żywy lub martwy. To było jakieś szaleństwo. Jego żona uważana przez rząd za zbrodniarza wojennego. Jego żona kłamca. Początkowo nie chciał, nie mógł w to uwierzyć, a liczne zaprzeczenia szalały w jego umyśle, bombardując całą resztę. Przecież nie skrywałaby przed nim tego faktu, nie złożyła przysięgi, nie funkcjonowałaby, jakby nie miała nic do ukrycia. A jednak podesłany mu przez Maeve artykuł, a wraz z nim załączone listy gończe mówiły wyraźnie. Dlaczego więc? Nie ufała mu? Sądziła, że nie dotrzyma tajemnicy? Próbował to zrozumieć, lecz nie potrafił. Przecież sama zarzucała mu coś podobnego jeszcze zanim zostali małżeństwem, kosztowało ich to bardzo wiele wysiłku i Jayden sądził, że dostali nauczkę. Że wyciągnęli z niej wszystko, co powinien wydedukować dorosły człowiek. A mimo tego, że wiedziała doskonale, jak miał się przez to czuć, zamierzała mu nie wyjawiać prawdy. Vane nie wiedział, jak powinien był się czuć.
I trwał w tej niewiadomej już miesiąc. Profesor nie sięgał po alkohol, ale tego dnia zamówił wino zaraz po wejściu do restauracji w Pałacu Lodowym, wiedząc, że potrzebował czegoś innego niż normalnie, by odwrócić swoje myśli od rodzinnych sekretów. Zapewne czułby też wielkie podekscytowanie zbliżającymi się dwoma spotkaniami, jednak sytuacja, która koniec końców musiała ujrzeć światło dzienne, nie pozwalała mu na to. Pewnie gdyby nie to, mógłby tu siedzieć z małżonką, ciesząc się wyjątkowością i pięknem wyszukanego miejsca. Teraz czekał na pierwszą osobę, starając się przestać skupiać na kawałku granatowego, niemal czarnego złota na swoim palcu. Dlatego też jego dłonie zawędrowały do przyniesionych dokumentów i zaczął przeglądać zapisane pergaminy. Skrywane w nich informacje zszokowały nawet i jego samego.


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Pałac Lodowy [odnośnik]07.07.20 23:13
Słodki Merlinie. Nie przeszło jej przez myśl, że aby dostać się do pałacyku należało najpierw przepłynąć łodzią wśród wzburzonych, morskich fal, a kiedy jej umysł rozświetliła ta świadomość - chyba wolałaby za pomocą lamino glacio przejść po śliskiej powierzchni magicznego pochodzenia. Wren kochała tonie, ich bezkres, orzeźwienie, uczucie pochłaniania wody do swego wnętrza przez warstwę skóry, jednak jak wielka była jej miłość, tak okrutny pozostawał strach. Czarodzieje żyli przecież w świecie pełnym zdradliwych stworzeń czających się w niezbadanych dotąd głębinach, tych samych, które z głodu obnażały zęby wśród mułu i czerni najdalszych z otchłani, gotowe sięgnąć po smakowity kąsek dryfujący na tafli. Czy rzeczywiście tak było, czy istniały? Niektóre zapewne tak, żeglarz zapewnił ją jednak, że okoliczne wody przebadano pod kątem drapieżników i nie występowały one wśród fal prowadzących do restauracji, zarzekał się na honor własnej matki gdy wciąż uparcie odmawiała postawienia stopy na pokładzie i opóźniała wypłynięcie. Na honor matki... Sama zachowuję się jak moja własna, skwitowała z niesmakiem. Dopiero myśl o wynikach badań przeprowadzonych przez rzeczoznawcę sprawiła, że kobieta schowała do kieszeni pierwszy odruch paniki - na chwilę, tylko na moment, bowiem odezwał się ponownie gdy tylko wypłynęli w krótką podróż - i zdecydowała się zawierzyć zapewnieniom przewoźnika. Mniejsze zbiorniki wodne nie pobudzały w niej zwykle aż takiej trwogi. Jeżeli mogła dostrzec horyzont, była w stanie uwierzyć, że nic przesadnie wielkiego wcale nie kryło się nieopodal dna, czyhając na odgryzienie jej nogi, pożarcie całej formy - w bezkresie morza nie odnajdywała juz tego komfortu. Nic więc dziwnego, że gdy tylko dotarli do celu, jako pierwsza wystrzeliła z łodzi i odetchnęła stanąwszy na twardym, zmrożonym lądzie. Dopiero wówczas przyjrzała się zamkowi, wcześniej siedząc jak na szpilkach i wpatrując w ciemny błękit morskiej wody, w każdy cień pośród widocznych głębin, poszukując skrywanych przezeń drapieżników. Na szczęście tym razem udało się ich uniknąć. Bo na pewno tam były.
Każdy krok w objęcia Lodowego Pałacu był czymś przepięknym. Przywodził jej na myśl zamrożony dworek szlachecki oddalony od niewartej cywilizacji morskimi milami, porę roku przeciwstawiającą się biegowi czasu, zmianom aury. Jedynie panująca w środku temperatura przypominała o tym, że wystrój Kostki Lodu jest magiczny; niewysokie obcasiki butów nie ślizgały się po posadzce, dłoni nie gryzł zimowy chłód, skóra nie stawała się sucha i czerwona. Nie w taki sposób, jakiego oczekiwała; w wyobraźni czarownicy to miejsce malowało się bardziej na wzór szykownego igloo niż przyprószonego śniegiem kultu elegancji i wygody. Przynajmniej nie potrzebowała drogiego futra, przemknęło jej przez myśl. Wystarczył ciemnobrązowy, duży i zdecydowanie zwyczajny płaszcz, który przykrywał teraz jej ramiona. Zwykle Wren gustowała w rzeczach wygodnych, praktycznych, nieutrudniających ruchów, lecz wciąż raczej kobiecych; tym razem, zaproszona do pałacu - to nic, że wiodły ją tam kwestie biznesowe -, z głębi szafy wydobyła białą koszulę i granatową spódnicę, jeden z nielicznych fatałaszków tego typu w swym posiadaniu. Składała się z dwóch warstw - jednej matowej, materiałowej, zwiewnej i nieprzezroczystej, oraz drugiej jeszcze lżejszej, z koronki, wśród której umieszczono pozłacane wzory przypominające magiczne ornamenty. Niektóre z nich nosiły też podobieństwo do astronomicznych konstelacji, do planet, słońca, zórz, ze zdziwieniem zauważyła, że nigdy wcześniej nie zwróciła na ten fakt uwagi.
Znalazłszy się wystarczająco blisko właściwie bez zbędnego wysiłku dostrzegła obiekt swej wizyty i spokojnym krokiem ruszyła w jego kierunku.
- Profesorze Vane - odezwała się, mając nadzieję pochwycić uwagę mężczyzny znad papierów, które przeglądał w oczekiwaniu. - Mam nadzieję, że nie czekał profesor zbyt długo? - Wyraz twarzy pozostawał neutralny, głos z kolei niósł melodię gładką, przyjemną dla ucha, gdy zajmowała miejsce naprzeciwko. Wybrane miejsce znajdowało się z daleka od innych żywych dusz w pobliżu, mogli zatem swobodnie porozmawiać na temat jego odkryć.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Pałac Lodowy [odnośnik]12.07.20 11:03
W tym konkretnym momencie i sytuacji Jayden nie potrafił cieszyć się i podziwiać tego, co go otaczało. Nigdy nie bał się fal czy niewiadomej stojącej po drugiej stronie drogi do Lodowego Pałacu. Wręcz przeciwnie - wyczekiwał możliwości zaobserwowania smoków zlatujących się na pobliskie skały, usłyszenia śpiewu czarownicy przy muzyce jej męża, potrzebował widoku nieokiełznanego żywiołu, by przypomnieć sobie, jak bardzo ukochał dzikość. Wcześniejsze piękno oraz ekscytacja zostały tym razem jednak stłumione i przygaszone, a zastąpiły je obawa oraz smutek, które wcześniej nie miały miejsca. A na pewno nie w tak dużej mierze. Bo przecież nie musiał obawiać się tego, co znajdowało się w jego domu - musiał skupić się na tym, co mogło przyjść z zewnątrz i nie dostrzegł tajemnic zasianych w pozornie bezpiecznych murach starej posiadłości oraz małżeństwa. Ono miało być zbudowane ze szczerości oraz miłości. Włożył w nie całego siebie, obiecując Pomonie, że nigdy nie miał jej oszukać. Sądził, że to przyrzeczenie było obustronne, ale najwidoczniej boleśnie się pomylił. Kobieta wolała ukryć przed nim prawdę i patrząc prosto w oczy, skłamać. Ale dlaczego? Tego nie potrafił powiedzieć, a przyjmowanie jej argumentów zderzało się z twardą ścianą niezrozumienia. Bo pogubił się już, w co miał wierzyć.
Profesorze Vane.
Pochłonięty własnymi myślami oraz staraniem się, by panować nad emocjami, nawet nie zauważył, że ktokolwiek zmierzał w jego stronę. Całkowicie skupiony na zapisanych w notatkach słowach wyłączył się na bodźce dochodzące do niego z restauracji. Pewnie wcześniej co jakiś czas oglądałby się w kierunku wejścia, kontrolując czy jego gość miał dostrzec jego sylwetkę, lecz aktualnie nie robił nawet tego. Potrzebował pewności, że nie rozłamie się w nim wiara i poczucie związku, które miał i które chciał mieć do własnej żony. Dlatego pojawienie się kogoś jeszcze, kogoś, kto miał odciągnąć jego uwagę od nieskutecznych prób zapomnienia, okazało się zbawienne. Słysząc znajomy już głos, Jayden podniósł głowę, by znad notatek spojrzeć na przybyłą kobietę. Nie czekał, tylko zaraz też wstał, żeby okazać swój szacunek. Mogło to wyglądać jak nagły zryw, jednak czarodziej mógł być w wielu sprawach modernistą - w dobrym wychowaniu nigdy. Może gdyby jego myśli nie były spowite przez problemy natury egzystencjalnej, dostrzegłby zaakcentowane zdobienia na ubraniu czarownicy i uśmiechnąłby się delikatnie pod nosem, dostrzegając, że astronomia była dosłownie wszędzie. Tak się jednak nie stało, a zamiast uśmiechu skinął głową. - Dopiero przyszedłem - skłamał. Tak naprawdę nie miał pojęcia, czy pojawił się tam pięć, czy pięćdziesiąt minut szybciej, bo odłączony od normalnego świata, stracił rachubę czasu. Jak za dawnych czasów, gdy jeszcze był chłopcem, chociaż teraz nie wiązało się to z dobrym, naukowym oderwaniem. - Przepraszam, że musiała pani przyjechać specjalnie, jednak nie chciałem wysyłać wyników listownie - dodał, zajmując już z powrotem swoje miejsce. Już chciał coś dodać, gdy zjawił się koło stolika kelner i skinął na powitanie. Wysłuchał zamówienia Wren, a później przeniósł uwagę na Jaydena.
- Coś jeszcze, profesorze? - spytał, gdy dolał do pustego już kieliszka kolejną porcję wina. Vane pokręcił głową, a młody jegomość oddalił się, by pozostawić dwójkę samym sobie. Dopiero gdy zniknął w głębi sali, astronom przeszukał swoją dokumentację i podał pannie Chang kilka plików zapisanych od góry do dołu.
- To tylko najważniejsza część. Niech się pani z nimi zapozna i wtedy przejdę do dalszej części - skomentował krótko. Nie mógł zacząć mówić, jeśli kobieta nie wiedziała, na czym polegały jego badania.


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Pałac Lodowy [odnośnik]12.07.20 23:16
Im mniejszy był dzielący ich dystans, tym donośniejszy stawał się zalążek śmiałej myśli zepchnięty na dno świadomości. Wcześniej w swoim towarzystwie przebywali wyłącznie jeden raz, rozmawiali wówczas na tematy związane z szeroko pojętą astronomią rodzącą podwaliny całokształtu magii, rozmawiali o należącym do niej meteorycie, proszku pochodzącym z Doliny Królów, a wszystko to miało miejsce w nie więcej niż kilkanaście, kilkadziesiąt minut. To niewystarczający czas by poznać człowieka, nawet dotknąć powierzchni jego złożoności, spróbować zrozumieć każdą niewiadomą. Ale profesor Vane miał wtedy w sobie coś, czego teraz w nim nie widziała. Coś, co błyszczało interesującym światłem. Coś, co odeszło w przykre zapomnienie. Nie znalazła w czarodzieju tego samego oblicza co ostatnio, mimo wypracowanej uwagi spojrzenia jakie na nim koncentrowała od momentu spotkania przy jednym stole. Kurtuazyjnie skupiła się więc na kelnerze gdy ten odbierał jej zamówienie, rozproszyła drzemiące w niej myśli i podejrzenia, nie chciała wyjść przed rozmówcą na nachalną. Nie mogła jednak oprzeć się wrażeniu, że Pałac Lodowy i w Jaydenie zdawał się coś zamrozić. Brakowało mu tej dziwnej iskry, którą zauważyła już po samym wejściu do gabinetu na wieży astronomicznej. Z niebieskich oczu sączyła się troska, którą kamuflował winem i profesjonalizmem - słusznie, nie byli tu bowiem umówieni po to, by docierać do źródeł jego problemów i szukać nań rozwiązania. Tak było prościej. Ich drogi krzyżowały się pod wdzięcznym skrzydłem protekcji galeonów; to sprawiło, że głos Wren ugrzązł na chwilę w gardle, zanim zdążyła wykazać się niezdrowym zainteresowaniem prywatnymi sprawami astronoma.
- To żaden problem - zapewniła gładko, sam jej list musiał o tym świadczyć. Wspominała, że nigdy wcześniej nie miała okazji odwiedzić lodowego królestwa elegancji, bogactwa, pewnego zbliżenia z nieznanym: od marynarza wiodącego ją do pałacu dowiedziała się, że nieopodal często lądowały smoki. Takiego widoku nie można było sobie odmówić. - Doceniam, oczywiście, fakt, że w tak gorącym okresie jak koniec roku szkolnego znalazł pan czas na przeprowadzenie badań. Data naszego spotkania od początku uzależniona była od pańskiego kalendarza.
Z zainteresowaniem sięgnęła po dokumenty podsunięte w jej kierunku. Przedstawiały szczegółowy zapis metodyki badań, wielu prób, sposobu kategoryzowania otrzymanych wyników, przypisywania ich do istniejących norm, obserwowania zachowania próbki pod wpływem różnych czynników. Na Merlina, nawet gdyby rzeczywiście miała w sobie pragnienie dokładnego zrozumienia każdego z wyszczególnionych procesów, musiałaby prześledzić je na spokojnie z podręcznikiem pod ręką; niektóre z nazw przekraczały już jej wiedzę, co dopiero naukowe opisy zasad i powziętych kroków. Mimo to przeczytała każdy fragment z uwagą, nim spojrzenie powróciło ku górze, ku poszarzałej, zmęczonej twarzy czarodzieja.
- Nie będę ukrywać, że każde z tych badań jest dla mnie nowością - podjęła bez cienia zawstydzenia w melodii głosu. Braków w nieinteresujących jej dotąd dziedzinach nie uważała za ujmę; jedynie głupcy prezentowali się w rolach omnipotentnych. - Proszę nie trzymać mnie w niepewności, profesorze. Czy mój meteoryt jest rzeczywiście tak interesujący jak zapewniał o tym jego znalazca? - Kąciki ust uniosły się nieznacznie. Wren próbowała nie robić sobie nadziei. Próbowała podejść do tego na chłodno, nie nastawiać się na żaden konkretny wyrok. A mimo wszystko... Jeżeli znalezisko warte było tyle, na ile wstępnie wyceniła je z innymi handlarzami ingrediencjami z ulicy Pokątnej, istniał w niej każdy powód do zdenerwowania i niecierpliwości.
Cisza zapadła ponownie gdy kelner powrócił do ich stolika i zajął się podawaniem zamówionej przez nią herbaty. Jakby cały świat pragnął wystawić jej nerwy na próbę.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Pałac Lodowy [odnośnik]14.07.20 18:29
Ciężko było udawać, że wszystko było jak w najlepszym porządku. Jayden czuł się zwyczajnie zmęczony ostatnimi miesiącami - był wręcz wyczerpany emocjonalnymi zmianami, aby jeszcze kamuflować przed nieznajomymi ów fakt. Od ponad roku odczuwał wzloty i upadki, z czego te drugie były zaskakujące i niesamowicie bolesne. Tragiczne czasami w swych skutkach. Vane zostając po raz kolejny sprowadzonym do parteru poprzez zobaczenie zdjęcia Pomony w Walczącym Magu, nie miał siły, by się temu przeciwstawić. Mocno go to dotknęło; zbyt mocno, dlatego też nie zamierzał udawać, a z logicznego punktu widzenia ludzie wciąż byli ludźmi - mieli lepsze i gorsze dni. Nigdy astronom jednak nie spodziewał się możliwości konfliktu czy zatajenia istotnej kwestii w swoim małżeństwie, dlatego smutek, rozgoryczenie oraz zawód, które się w nim obudziły, były silniejsze niż cokolwiek innego i wręcz wybijały się na powierzchnię jego fizyczności. Zapewne nie był jedyny w podobnej sytuacji, wszak każdy to posiadał bliską rodzinę, rozumiał, że gdy były prowadzone wewnętrzne batalie i nie było w relacjach szczerości, cierpiało się podwójnie. Wraz z przybyciem panny Chang Jayden jednak nie chciał już myśleć o Pomonie, palącej obrączce, zaciskającym się gardle, a o sprawie. To przecież właśnie dla niej się spotkali i ona miała być najważniejsza, a nie myślenie o tym, co mogło trapić mężczyznę. Gdyby sytuacja była odmienna, na pewno doceniłby fakt, że sama jego rozmówczyni wyczuła coś nietypowego. Coś, co wzbudziło w niej podejrzenia i nie współgrało jej z naturą czarodzieja, którego poznała za pierwszym razem. Nieświadoma sytuacji musiała jednak wykazać się zrozumieniem oraz cierpliwością.
Skinął głową, słysząc słowa wyrozumiałości - doceniał to i na pewno nie miał w żaden sposób odwdzięczyć się mniejszym profesjonalizmem. Jay nie miał wątpliwości, że jego badania, które przeprowadził na próbce, okazały się w stu procentach właściwe oraz nie zawierały błędów. Był zawodowcem pewnym swych umiejętności i chociaż zawsze podchodził do spraw ze sporą dawką pokory, wyniki były solidne. Wiedział, że kobieta mogła nie zrozumieć wszystkiego, co znajdowało się na papierze, lecz chciał, żeby spokojnie się z tym zapoznała. Wolał mieć świadomość tego, że rozmówca miał chociaż mgielne rozpoznanie i zawsze mógł skonfrontować to, co usłyszał z tym, co mówiły badania. Gdy czarownica skończyła czytać i odezwała się, jej słowa nie były zaskoczeniem. Vane rozumiał ją doskonale i nie zamierzał dłużej utrzymywać jej w niepewności. Dlatego już chciał się odezwać, gdy pojawił się kelner, lecz młody mężczyzna wyczuł, chyba że nie oczekiwano od niego niczego więcej, więc zniknął równie szybko, co się pojawił. Astronom przeszedł więc od razu do rzeczy, nie mydląc swojej towarzyszce oczu. Nachylił się jeszcze lekko w kierunku Wren, by wyłapać jej spojrzenie. - Nie może pani sprzedać tego meteorytu - stwierdził twardo, pewnie, lecz w jego tonie nie było nagany. Bardziej przestroga i spora dawka motywacji. Wcześniej zmęczona twarz nabrała ostrzejszych rysów, nadając Jaydenowi postawę kogoś silnego i zdeterminowanego. Bo taki właśnie był. Nie był już najemnym naukowcem a negocjatorem. Od tego, co miało zajść między nimi, zależały wszak ludzkie życia. - Zdarzają się rzadko, lecz nazywamy je Gwiazdami Zarannymi. Ich moc jest aż zbyt duża, by trafiły w ręce kogoś, kto nie wie jak z nimi postępować. A nie znam celu, kwalifikacji, intencji pani klienta. Czy do eliksirów, czy do świstoklików, czy do czegoś innego. Gwiazdy Zaranne posiadają ogromną magię. Przy tak silnej energii rezultaty mogę być aż zbyt... Dobre. Tak silne, że zabójcze - urwał na chwilę, żeby skontrolować Wren. Musiał wiedzieć, że pojmowała i że nadążała. - Powinienem, a wręcz jestem zobowiązany do złożenia pani kontrpropozycji w celu wykupienia całej porcji znalezionego oraz posiadanego przez panią meteorytu. W imieniu Brytyjskiego Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego. W takich przypadkach na wolnym rynku nie może znajdować się specyfik wykraczający poza skalę działania. Rozumiem, że może utracić pani zaufanie klienta, obiecane pieniądze, lecz wiedząc to, co wiem, jestem zobowiązany, by przemówić do pani, nie zaś pańskiej żądzy zysku - zakończył. O szczegółach mogli pomówić teraz, jednak Jayden musiał wiedzieć, jaką taktykę miał przyjąć. Wszak równocześnie Chang mogła być otwarta na rozmowy, ale mogła równocześnie być zaborczą dyskutantką. Astronom zastanawiał się, czy miała się w niej zbudzić chęć pieniądza, czy ta wyrozumiała. I niesamowicie mu w tym momencie potrzebna.


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Pałac Lodowy [odnośnik]14.07.20 23:16
Nie może pani sprzedać tego meteorytu.
Bunt odżywający się weń w pierwszej chwili ugasiła łykiem herbaty, gorącej, nieprzyjemnie parzącej język; otulona schłodzoną temperaturą restauracji czarownica odebrała to jako zbyt duże zderzenie dwóch gam, we wrzątku niknął nawet aromat wybranego smaku. Poległa. Transakcja mająca opiewać na przyjemną sumę galeonów odchodziła w niepamięć, rozmywała się w tamtych słowach mężczyzny, a Wren przeklinała w myślach imię poszukiwacza ingrediencji, który tak koncertowo wyprowadził ją na manowce. Czy nie sprzedała mu dostatecznie łzawej bajki? O dziewczynie pozbawionej domu, pieniędzy, perspektyw, nie mającej dosłownie niczego by rozświetlić nadchodzącą przyszłość? Pamiętała wciąż wyraz jego twarzy, gdy w jej dłoniach umieszczał fiolkę ze sproszkowanym meteorytem, mówiąc, że to rozwiąże wszystkie jej problemy, pozwoli zacząć od nowa, w szczęściu i pewnej stabilizacji; był taki przekonujący, na Merlina, jednak koniec pięknej bajki był typowy i gorzki. Aż dziwne, że w ogóle był to meteoryt, nie piasek zebrany z plaży czy pokruszony kawałek cukierka. Czarownica już otwierała usta, by coś odpowiedzieć, jednak astronom ubiegł ją w zamiarze i kontynuował - a im więcej słów padało z jego ust, tym bardziej jej wnętrze rozgrzewało się nie samą herbatą, a nagłym ukłuciem zwycięstwa.
Słuchała go z głodem zamaskowanym pod zdumionym wyrazem twarzy. Nic w jej mimice nie zdradzało burzy zachodzącej we wnętrzu, wśród nagle galopujących myśli, wizji złotych monet, na które mogłaby się wspiąć, wśród których siedzieć jak na tronie - było to piękną perspektywą. W takiej sytuacji, mając w zanadrzu badania przeprowadzone przez autorytet astronomii, mogłaby przebierać w klientach, wybrać tego, kto zapłaci najwięcej, a co później zrobi z ingrediencją - to już jej nie interesowało. Pozwoliła sobie jednak przetrawić propozycję profesora. Brytyjskie Królewskie Towarzystwo Astronomiczne brzmiało jak instytucja mogąca spełnić jej finansowe wymagania; nie zamierzała zatem odrzucać jego oferty bez dogłębniejszego pochylenia się nad niewypowiedzianymi jeszcze liczbami, w końcu do stracenia nie miała nic, do ugrania - wszystko.
- Gwiazda Zaranna - powtórzyła po nim, przez dłuższy moment testując dźwięk nazwy i tego, co za sobą niosła, w tym samym czasie odchyliła się na krześle i upiła kolejny łyk herbaty. Zdążyła przynajmniej trochę ostygnąć, Wren mogła wyczuć w płynie mocną słodycz miodu zmieszaną z imbirem. - To rzeczywiście spora komplikacja. Choć przyznam bez bicia, że nie zaczęłam jeszcze szukać nabywcy. Miałam zamiar zrobić to po poznaniu wyników pańskich badań - westchnęła głosem stonowanym, neutralnym, lecz ewidentnie zaniepokojonym, zakłopotanym. Na pokaz. Gdyby mogła pozwolić sobie na szczerość, zapewne roześmiałaby się z radości niczym wariat w lodowym królestwie. Ich negocjacje miały przebiec w przyjemnej atmosferze; na scenę wkroczyło małżeństwo i już wkrótce rozpoczęło swój magiczny, muzyczny duet, racząc całą salę istotnie miłymi dla ucha dźwiękami. Wren wykorzystała cały ten moment na przemyślenie słów Jaydena, celowo przedłużała swe milczenie, wpatrując się w dokumenty na stole. Skoro stowarzyszenie astronomów nie mogło pozwolić, by jej próbka wydostała się na rynek, musieli być przygotowani na negocjacje aż do skutku. A to znaczyło, że z tego miejsca oboje - zarówno Wren, jak i Jayden - odejść mieli szczęśliwi.
- Z pana słów wnioskuję, że mój meteor jest tak zabójczy, jak i cenny. To oczywiste, że wobec tego nie powinien trafić w niepowołane ręce, nie brakuje rzemiosł, w których mógłby okazać się zgubny. Rozumiem to i jestem skłonna wysłuchać pańskiej oferty, profesorze. Kontrpropozycja nie może obejść się bez liczb, więc o kwocie jakiego rzędu mówimy? - odparła w końcu, brzmiała łagodnie, wcale nie pazernie. Przynajmniej jeszcze nie. Przywdziana maska kłamstwa i złudzeń respektowała niebezpieczeństwo meteorytu, skupiała się przede wszystkim na tym czynniku. Prawda była nieważnym cieniem.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Pałac Lodowy [odnośnik]15.07.20 9:56
Słuchanie zakazów nigdy nie było odbierane dobrze, a przynajmniej w pierwszych momentach. Ciało i umysł butnowały się, zanim jeszcze pojawiły się przemyślenia, zrozumienie, połączenie faktów. Nic w tym dziwnego czy niespotykanego - Jayden przechodził już wszystko, co się dało ze swoimi uczniami i ich plejadą charakterów. Zdarzali się tacy, którzy przyjmowali krytykę w ciszy, inni płakali, kolejni krzyczeli i można by wywnioskować, że bywało to męczące. Tak jednak nie było, bo astronom uwielbiał swoją małą armię. Później dostrzegał dorastanie każdego z uczniów i mógł porównać to dziecięce spojrzenie z początków, z patrzeniem młodego dorosłego, które regulowało się pod koniec szkoły. Oczywiście, że nie wszystkie sytuacje miały pomyślny koniec, jednak większość stawała się wspaniałymi ludźmi, a opuszczając Szkołę Magii i Czarodziejstwa, byli przygotowani do wejścia w świat odpowiedzialności. Dojrzałość była sprawą personalną i każdy dorastał w odpowiednim dla siebie czasie - sam Jayden dorósł na dobrą sprawę w sierpniu, stając się kimś więcej nad wieczne dziecko. Nie można było mu jednak odmówić poświęcenia oraz zaangażowania w sprawy nauki pedagogicznej, chociaż jako zaledwie dwudziestoczterolatek musiał nauczyć się odpowiedzialności za drugą osobę. I to całkiem sporo tych osób, które siedziały w ławkach lub stały przy teleskopach, zawsze wracając spojrzeniami ku profesorowi. Nie przerażało go to jednak w żaden sposób, a łaknienie obcowania z ludźmi, poznawania ich, czucia przygody sprawiło, że czarodziej nie wyobrażał sobie już innej przyszłości, teraźniejszości czy przeszłości. Potrzebował uczniów nawet bardziej, niż oni potrzebowali jego. Związane to było z tymi drobnymi elementami - mocniej lub słabiej zarysowanymi - na twarzach studentów, gdy słuchali swojego nauczyciela. To samo co czuła Wren, mogli czuć i oni, gdy został przed nimi otwierany zupełnie inny świat. Świat pełen niesamowitych odkryć, nielogicznych fantazji, podróży oraz zagadek, do którego chciało się należeć. A Vane chciał go im przedstawiać, fascynować i pokazywać, że życie nie musiało zatrzymywać się jedynie na nudnych formułkach i suchych teoriach.
Niektóre czynniki nawet tak pięknej siły, jaką była nauka, musiała zderzać się niestety z pieniędzmi. A one potrafiły niszczyć wszystkich i wszystko na swojej drodze. Wyraźna niechęć wypisana była na twarzy astronoma, gdy wypłynęła terminologia finansowa i nie można było się mu dziwić - idealistów takich, jak on było niewielu. Nie oznaczało to jednak, że Jayden zamierzał przywyknąć do standardów codziennych zachowań materialistycznej rzeczywistości. - Nie jestem specjalistą od ingrediencji pod względem cenowym, ale kontaktowałem się już z innymi naukowcami. To standardowa procedura, gdzie przy znalezieniu wyjątkowych elementów musimy wysłać zawiadomienie. Kopia moich badań już została wysłana, lecz nie mogę pani powiedzieć, jaką cenę uzyska. Mimo to mogę zapewnić, że nie odejdzie pani niezadowolona. - Naukowcy nie opuszczali okazji, by zdobyć coś tak cennego. I chociaż Vane mógłby powiedzieć kobiecie, że była w posiadaniu czegoś nic niewartego, nie był kłamcą. Zdołał też dostrzec zachowanie Chang oraz przywiązanie do wartości. W pewien sposób odczuwał zawód jej osobą, ale to i tak miało być jednostajne wydarzenie - mieli się rozejść i nigdy już nie spotkać. Za odpowiednią ceną... Czy miało to być pięćset galeonów, czy więcej - tego Jayden nie potrafił powiedzieć, jednak na pewno gotowość stowarzyszenia do zapłaty przekraczała rynkową za zwykły meteoryt. - Rozumiem, że cały został sproszkowany? - zapytał jeszcze na koniec, biorąc łyk wytrawnego wina, które smak był zarówno gorzkawą, jak i słodką nutą ostatnich momentów. - Po ustaleniu wszystkich szczegółów ktoś z Towarzystwa się z panią skontaktuje.


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Pałac Lodowy [odnośnik]15.07.20 21:39
Jeżeli rzeczywiście spojrzenie Jaydena wyłapało cienie prawdziwych emocji drzemiących pod perfekcyjne wypracowaną maską przybieraną w niejednej okazji, musiał być doprawdy spostrzegawczy - czarownica była przecież aktorką niezgorszej klasy. Jej mimika drżała wyłącznie w sytuacjach silnego stresu, wówczas gdy traciła kontrolę, gdy sypał się dotąd stabilny grunt pod nogami, gdy padała ofiarą absolutnego zaskoczenia w nieprzesadnie sprzyjających warunkach. W lodowym pałacu, słuchając owoców badań przeprowadzonych przez astronoma, czuła się zgoła bezpiecznie. Sprawa meteorytu była zakładem z dobrodziejstwem losu, własnym szczęściem: tak jak słodycz wygranej przepływała teraz przez jej żyły, rozpalała wnętrze, tak była również przygotowana na odniesienie porażki, nawet pomimo solennych zapewnień łowcy ingrediencji oszukanego łzawą historią nieistniejącej młódki. Wynikiem rzuconych przez fatum kości było przypieczętowanie transakcji - lub jej absolutny brak i każda z tych możliwości nie pozostawiała rysy na jej samopoczuciu. Oczywiście, w przypadku potwierdzenia zapewnień tamtego czarodzieja, Wren miała sporo do zyskania, lecz gdyby okazało się inaczej, nie traciła na tym nic. Nic szczególnie wartościowego. Jedynie trochę galeonów przeznaczonych na zapłatę za badanie próbki w razie konieczności, jeżeli urok osobisty i nienachalne wymówki miały zawieść.
Zapewnienie Vane'a było satysfakcjonujące. Placówka o renomie, o jaką ją podejrzewała, na pewno nie złożyłaby lichej oferty za znalezisko podobnej klasy; najpewniej szanowali swoje imię na tyle, by nie wypaść na naukowych skąpców. Jak mówił, musiało również zależeć im na tym, by nie zdecydowana się zwrócić uwagi na nieodpowiedzialny rynek jeszcze bardziej nieodpowiedzialnych twórców, czy to alchemików, zaklinaczy, czy rzemieślników. Ze zrozumieniem pokiwała głową, wydając z siebie ciche mruknięcie.
- Tak. W moich zasobach mam resztę proszku, odpowiednio zabezpieczoną - odparła na zadane pytanie, ponownie upiła potem herbatę. - Pozostaje więc kwestia wynagrodzenia za pański czas i wysiłek. Moja wdzięczność z pewnością nie wystarczy - choć mam jej w sobie dla profesora wiele. Czy mogę spodziewać się w tej sprawie sowy? - Astronom nie wydawał się skory do rozmów na temat finansów, Wren zdecydowała się zatem kwestię ułatwić do nieosobistej formy zapłaty. Zapewne i tak nie miała przy sobie odpowiedniej sumy, spoczywające w sakiewce galeony przeznaczone były głównie na drobne przyjemności dnia. Napięte nastroje w otaczającym świecie uczyły, by nie trzymać blisko serca pokaźnych sum - przy potencjalnym napadzie łatwo byłoby o podwójną krzywdę.
Chwilę później jej uwagę przykuł masywny kształt szybujący nieopodal linii wody w dość bliskiej odległości znajdującej się od pałacu. Smok. Wren poruszyła się na miejscu, przechyliła w stronę szerokiego okna, chłonąc widok z niewymuszoną ciekawością; nieczęsto miała okazję podziwiać te stworzenia na własne oczy, szczególnie w przestrzeni krzyczącej o wolności. Czy tak było - nie wiedziała. Zapewne stworzenia należały do rezerwatu Rosierów, lecz Chang nie posiadała rozległej na ten temat wiedzy - pobieżnie znając tylko gatunki i ich naukowe opisy, nic więcej.
- Niesamowite - westchnęła z fascynacją, nie oderwała spojrzenia od stworzenia ani na sekundę, uważnie śledziła jego ruchy. Pomimo wielkości ciała były płynne, dynamiczne, emanujące siłą. - Czy smoki też mają w sobie homoimery, profesorze? - Spotkanie zapewne dobiegało końca, mimo wszystko Wren pozwoliła sobie na zadanie pytania, wyraźnie ciekawa. Mężczyzna tłumaczył jej kwestię cząsteczek odpowiedzialnych za powstanie magii na ostatnim spotkaniu, a większa część jego słów wryła się w pamięć niezależnie od woli, zasiała ziarno chęci zdobycia nowej wiedzy. Niepopularnej wśród zwykłych czarodziejów, niedostatecznie jeszcze zgłębionej, jak wiele na to wskazywało.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Pałac Lodowy [odnośnik]15.07.20 22:31
W innych okolicznościach może mogliby siedzieć całymi godzinami i rozprawiać o tym, co działo się w ich świecie, a o czym nie mieli pojęcia. Teoretyzowania i przekuwanie tego w praktykę było fascynującym zajęciem i jeszcze wspanialszym poczuciem satysfakcji, gdy poznawało się kolejne poziomy nieskończonych tajemnic życia. Rodzina Vane wywodziła się z opowieści o Czterech Świętościach Irlandii i mimo że wielu uważałoby to za mit, potomkowie Revana szukali doskonałości w wiedzy i to nie tylko tej, która znajdowała się centralnie przed nimi. Jako naukowcy, jako ludzie musieli szukać dalej, nie bać się wychodzić poza schemat, nie martwić się o krzywe spojrzenia innych. Bez ciekawości, bez popełnianych błędów, bez grzechów nie było odkryć ani wyobraźni, a przecież musieli ją posiadać, by badać nieznane. Głupcy czy odważni - zależy z jakiej perspektywy się patrzyło, ale członkowie rodziny Vane nie poddawali się w swojej misji. Szukali doskonałości. Jay też chciał do tego dążyć, a spotkanie z panną Chang pozwoliło mu skupić się na czymś niesamowitym. Na czymś, co mogło poszerzyć spektrum patrzenia, które już posiadał. Patrzenie poza ustalone horyzonty było wpisane w jego naturę, dlatego nie chciał przepuścić nadarzającej się okazji - nie tylko z zawodowych względów, ale też i prywatnych. Powinien był jej być za to wdzięczny.
W moich zasobach mam resztę proszku, odpowiednio zabezpieczoną.
- Rozumiem - odparł i zamilkł na chwilę, nie oczekując dalszej konwersacji. Tak się jednak nie stało i gdy padło kolejne pytanie, wyłapał spojrzenie kobiety i skinął jej głową w niemym potwierdzeniu. Nie myślał na tyle obiektywnie, żeby zajmować się tematem, który wyraźnie go drażnił. Dlaczego? Biorąc pod uwagę wydarzenia mające miejsce na przestrzeni ostatniego miesiąca, byle pierdoła zdawała się wytrącać astronoma z równowagi. Starał się mimo wszystko jak mógł, by zachować profesjonalizm, a w gorączkowych momentach łapał się na tym, że obracał kciukiem obrączkę z czarnego złota. Powinien był wybaczyć, bo przecież kochał, ale dlaczego nie potrafił...
Czy smoki też mają w sobie homoimery, profesorze?
I znów. Kolejne pytanie, które wytrąciło go z lawiny własnego koszmaru, dlatego Jayden dość szybko otrząsnął się z amoku, by przenieść spojrzenie tam, gdzie uciekło to należące do Wren. Chyba nie było człowieka, na którym ów widok nie robił wrażenia. Astronom zawsze im zazdrościł możliwości wzbijania się w przestworza, czucia wiatru, zbliżania się do gwiazd. On jednak miał swoje teleskopy, one zaś skrzydła i władzę nad niebem. - Nie jestem specjalistą, jednak zgodnie z teorią wszystkie istoty wywodzące się z naszego magicznego świata je posiadają. A smoki... Mogą pokonać niejednego czarodzieja - czy przewyższają nas, ludzi we władaniu ich mocą? - Pytanie, które padło z jego ust, było skierowane zarówno do kobiety, jak i do niego samego. W końcu znów dawało ono potwierdzenie tego, co wyznawał - że wiedza astronomiczna łączyła się z każdą inną dziedziną życia. - Jeśli będzie pani chciała, gdy tylko skończę, podeślę pani książkę, nad którą pracuję właśnie na ten temat - dodał jeszcze, po czym podniósł się w tym samym momencie, w którym zrobiła to czarownica i ukłonił się lekko w wyrazie szacunku. Na jego twarzy nie pojawił się uśmiech, ale jeśli tylko chciała, Wren mogła dostrzec pewną wdzięczność czającą się za smutnymi oczami profesora. Pozwoliła mu przez kolejną godzinę nie myśleć o własnym zagubieniu, a oddaliła jego umysł ku gwiazdom. Dokładnie tam, gdzie być powinien.

|zt


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Pałac Lodowy [odnośnik]16.07.20 20:04
Ślepiec byłby zdolny zauważyć, że tego dnia coś niewypowiedzianego, sprawa wielkiej wagi, zaprzątało umysł profesora. W swym szkolnym gabinecie jego język pozbawiony był kajdan, mówił dużo i sensownie, ciekawie - teraz wspomnienie pozostawało wspomnieniem, na jego miejscu pojawiała się konieczna lakoniczność oprószona profesjonalizmem. Wren nie znała go jednak na tyle, by w nagłej zmianie usposobienia doszukiwać się drugiego dna. Nie była w stanie mu pomóc, wszak nie łączyła ich przyjaźń ni żadna zażyłość tego typu, spotkanie w interesach takim miało pozostać. Ingerencja w prywatność, nawet gdyby podobny pomysł przemknął przez chmurę myśli w głowie czarownicy, pozostawiłaby pewien niesmak. Wtrącania się w nie swoje sprawy, dolewania oliwy do i tak żarzącego się ognia emocji, przekraczania granic dobrego wychowania. Poza tym trudno ukryć, że otrzymała to, po co przyszła i dalsze rozmowy były w zasadzie już zbędne, zapowiedź nadchodzącego listu nie wiodła za sobą ich dalszych kontaktów, te miały zakończyć się po uiszczeniu opłaty za pomoc astronoma.
- Będę wdzięczna - odparła szczerze, wstając i delikatnym skinieniem głowy żegnając mężczyznę. Wspominał, że w pałacu czekało go jeszcze jedno spotkanie, czas nie naglił jednak jej samej. Mogła zatem ponownie usiąść w wygodnym fotelu, delektować się dźwiękami kolejnej melodii roztaczanej wokół zimnego dominium przez parę zakochanych małżonków, a spojrzenie wodziło za smokiem powoli znikającym w oddali horyzontu. Jeżeli miała szczęście, być może kolejny wyląduje nieopodal linii wody, zatoczy koło i zbliży się do szyby okna, z którego wyglądała na świat, pozwoli lepiej przyjrzeć się imponującej budowie ciała, które pomimo ogromnej wagi szybowało w przestworzach na wielkich skrzydłach.
Wren nie liczyła czasu, lecz upływał on powoli, przyjemnie. Domówiła jeszcze jedną filiżankę herbaty oraz kawałek cytrynowego ciasta poleconego przez kelnera jako deser dnia, smakiem dorównującym dziełom z cukierni o najlepszych renomach. Rzeczywiście - smak był wyjątkowy, w pewnym sensie wyszukanymi nutami podkreślał dzisiejsze zwycięstwo. Meteor był strzałem w dziesiątkę. Żyłą złota, większą lub mniejszą, wciąż wartą więcej niż wydatek na badanie próbki. Dzień nie mógł rozpocząć się lepiej.
Uważała tak przynajmniej do momentu, w którym stopy stanęły na pokładzie łodzi mającej cumować do portu. Wtedy koszmar przelęknionej dzieciństwem wyobraźni powrócił na nowo, komplikując życie temu samemu marynarzowi, którego, o Merlinie, wątpliwą przyjemnością było także wcześniejsze dostarczenie jej do pałacu.

| zt



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Pałac Lodowy [odnośnik]01.01.21 21:05
25 sierpnia 1957 roku

Konferencje naukowe wzbudzały w pannie Burroughs dwojakie uczucia. Z jednej strony łaknęła wiedzy, kolejnych informacji oraz odkrywania tajemnic, z drugiej musiała mierzyć się z nieprzyjaznymi spojrzeniami, uszczypliwymi komentarzami oraz toksyczną zazdrością tych, których profesor Lacework nie wybrał na piastowane przez nią stanowisko. I ten drugi element był tym, z którego powodu nie do końca chciała pojawić się na tym wydarzeniu. Aegis nalegał jednak, pewien, iż powinna nauczyć się ignorować podobne reakcje, a ona zwyczajnie nie mogła odmówić. Z początku chciała zaprosić na wydarzenie swoją bratnią duszę z nadzieją, że jego towarzystwo pomoże jej przebrnąć to wydarzenie, szybko jednak jej nadzieje zostały rozwiane przez prywatny charakter konferencji. I nawet pierścionek zdobiący jej dłoń nie był w stanie zmienić decyzji organizatorów w kwestii jednego, dodatkowego zaproszenia.
Na konferencji w Pałacu Lodowym pojawiła się więc w towarzystwie swojego przełożonego, tworząc z nim swego rodzaju kontrast. Prawie stuletni czarodziej ubrany w prostą, czerwoną szatę oraz posługujący się drewnianą laską zdawał się być po przeciwnej stronie skali co jego asystentka - dwudziestojednoletnia, ubrana w granatową suknię z obcisłą górą oraz lżejszym dołem, podkreślającą niemal perfekcyjną figurę. Frances jednak nie zdawała sobie nic z tych różnic nie robić, ani na krok nie odstępując jego boku, nie raz dyskretnie zaciskając place na przedramieniu Aegisa, gdy ten zdawał się odrobinę gorzej trzymać na nogach. I mimo nieprzyjaznych spojrzeń oraz kwestionowania jej umiejętności, które profesor szybko rozgramiał nieprzyjaznymi spojrzeniami, konferencja minęła całkiem przyjemnie, głównie na sporządzaniu notatek z interesujących kwestii.
Po kilku dyskusjach oraz wykładach przyszedł czas na bankiet. Dopiero teraz szaroniebieskie spojrzenie uważnie rozejrzało się po otoczeniu, w jakim przyszło im spędzać czas. Pałac Lodowy zachwycał swym pięknem oraz elegancją, z jaką go wykonano, a zachwyt przez chwilę wybrzmiał na jasnym licu alchemiczki. Zauważyła znajome rysy twarzy, spotkane kiedyś zupełnym przypadkiem. Była jednak zbyt skupiona na słowach przełożonego oraz zbyt ciekawa zachowania drugiej strony, by zdradzić się z odkryciem.
Przez kilkanaście chwil krążyli po sali, gdy Aegis przedstawiał ją znanym mu naukowcom. Tym, z którymi znajomość mogłaby się jej przydać. Nie dane im jednak było zapoznanie się z ofertą restauracji, bowiem profesor Lacework poczuł się gorzej, podejmując decyzję o powrocie do domu. Nie chciał jednak psuć uczennicy pełnego doświadczenia wydarzenia, to też zalecił jej pozostać choćby jeszcze chwilę, by skorzystać z ponoć wyśmienitego menu.
I tak eteryczna alchemiczka pozostała sama w otoczeniu lodowych dekoracji, by w towarzystwie delikatnego stukotu jej obcasów udać się do jednego z wolnych stolików, z których rozciągał się widok na szarawe fale morskiej toni. Smukłe palce skryte materią jasnych rękawiczek poprawiły materię sukni, a szaroniebieskie spojrzenie na chwilę utkwiło w karcie dań.
- Zbyt wcześnie na przypadek, zbyt długo na zaplanowaną przez pana okazję... - Zaczęła ze spojrzeniem utkwionym w karcie, gdy zauważyła ruch koło swojego stolika. Dopiero teraz przeniosła spojrzenie swoich oczu na przystojną twarz, a malinowe wargi ułożyły się w delikatny uśmiech. - Może napije się więc pan ze mną herbaty i wyjaśni, jak powinnam odebrać to spotkanie? Obawiam się, że pańska teoria wymaga przedyskutowania. - Dodała z uśmiechem oraz błyskiem w oku, gdy spokojna melodia uciekła z instrumentów zespołu, wywołując kilka par na śnieżny parkiet.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Pałac Lodowy
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach