Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Sala zachodnia
AutorWiadomość
Sala zachodnia [odnośnik]09.10.15 15:44
First topic message reminder :

Sala zachodnia

★★★
Prywatna galeria sztuki Laidan Avery już od dwudziestu lat jest stałym punktem na artystycznej mapie magicznego Londynu. Początkowo ściany dawnego teatru zdobiły wyłącznie prace lady Avery, ale z czasem - i budowaniem pozycji w świecie uduchowionych wielbicieli piękna - zaczęły pojawiać się tutaj dzieła innych artystów, także debiutantów. Galeria sztuki słynie z urządzanych co kwartał wernisaży połączonych z aukcjami dzieł najświeższych gwiazdek świata sztuki: nie tylko malarstwa ale i rzeźby. Często wystawy są połączone z koncertami i zakulisowymi zagrywkami politycznymi, wdzięcznie rozgrywającymi się w zacisznych pomieszczeniach dawnego amatorskiego teatru. Do Sali Zachodniej wchodzi się z Sali centralnej lub sali południowej.


[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 21:11, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sala zachodnia - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Sala zachodnia [odnośnik]15.01.16 23:46
Trudno powiedzieć, czy jej marzenia o stażu i pracy w Szpitalu Świętego Munga od samego początku nie były spisane na starty. Może dłużej dane byłoby jej nacieszyć się swobodą, zacząć rozwijać swą pasję w kierunku magii leczniczej, jednakowoż prędzej czy później rodzina wskazałaby jej kandydata na męża, a ona z pokorą godną dumnej żony, wycofałaby się z zajmującej pracy na rzecz sprawowania pieczy nad posiadłością i udzielania się wśród magicznej socjety. Dobrze wie, iż Megara nigdy nie popierała jej nastawienia, już od najmłodszych lat starając się podburzyć ją przeciwko wpajanym do głowy zasadom i skłonić do podążania własną ścieżką. Za każdym razem bezskutecznie.
Bywają chwile, gdy zazdrości jej lekkości ducha. Gdy słyszy jej wizję przyszłego życia, mimowolnie unosi do góry kąciki bladych ust. Naprawdę by jej tego życzyła. Może kontakty z mugolskim brudem przyprawiłyby ją o oburzenie, ale błysk w oczach pani Malfoy sprawia, że pomija to milczeniem.
- Więc dlaczego nie uciekłaś? - pyta, nie wiedząc jak inaczej ma przemówić jej do rozsądku. - Dlaczego nie dałaś sobie szansy na życie u boku mugola, tylko postanowiłaś poślubić człowieka, którego nawet nie szanujesz? Meg, to była twoja świadoma decyzja, nie możesz rozpamiętywać dawnych wyborów - ściąga wargi, bo zna kuzynkę na tyle dobrze, by wiedzieć, iż ta nie przyjmie jej słów zbyt dobrze. Musi jednak przyznać jej rację, nikt nie zmusił ich klątwą Imperiusa, by zawarły niechciane małżeństwo. Same przeszły przez ołtarz, same wypowiedziały sakramentalne tak i wsunęły obrączki na palce swoich mężów. Pod presją rodziny, pod groźbą wydziedziczenia, ale miały wybór. Wzdycha ciężko i spogląda łagodnie na Megarę. Teraz nie ma już czego rozpamiętywać. Jest żoną Fabiana, a obowiązki i szacunek wobec niego zdają się jej najważniejsze. Nigdy nie zrobiłaby nic, by mu uchybić - dawne marzenia o Dorianie mają pozostać jedynie niedościgłymi wspomnieniami. Gdyby poprosił, czy by uciekła? Dziś odpowie, że nie. Wtedy... nawet nie przyszło jej to na myśl. Ojciec skutecznie zadbał o to, by zająć jej myśli przygotowaniami do ślubu. - I szczerze życzę ci, by udało ci się ją utrzymać - nie chce wdawać się w tą dyskusję, pozwolić by kuzynka podpuściła ją. Wszak sama nosi dziś nazwisko Malfoy, a jej władza we własnym domu ogranicza się do ustawiania wazonów z kwiatami. Dzieci to dla niej temat jeszcze zupełnie odległy, choć matka usilnie stara się przeforsować swój pomysł, by dziedzica Fabiana powiła już teraz i tym samym przypieczętowała swoją pozycję wśród lordów Wiltshire. - Oderint, dum metuant - wzdycha, przypominając dewizę swojego rodu. Niech nienawidzą, byleby się bali. Odwaga, prawość, godność... to dla nich jedynie puste pojęcia. Władza, tylko ona się liczy. A jeśli ktoś ośmieli się ją naruszyć, kara będzie zaiste sroga.  
- Może coś z aktów? Szybko zostaniesz wdową - szepcze konspiracyjnie do jej ucha, nie mogąc powstrzymać się od chichotu. Żarty szlachcianek winny pozostać jedynie żartami szlachcianek.
Leandra Malfoy
Zawód : Marionetka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I tried to paint you a picture
The colors were all wrong
Black and white didn't fit you
And all along
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1927-leandra-argentia-malfoy https://www.morsmordre.net/t1985-poczta-leandry#28529 https://www.morsmordre.net/t4073-mrs-malfoy-vol-2 https://www.morsmordre.net/f205-wiltshire-dworek-malfoyow https://www.morsmordre.net/t2074-leandra-malfoy-budowa#31187
Re: Sala zachodnia [odnośnik]16.01.16 22:53
Lea przecież to oczywiste. Bo nigdy nie byłam zakochana. Nie było kogoś komu mogłabym poświęcić całą siebie. Nie było szansy by ktoś uratował mnie przed samotnością.   Wiem, że to była moja decyzja. Po ciągłym krzykiem , pod ciągłymi groźbami, pod widmem samotności w końcu się ugięłam. Ty zrobiłaś to samo. Czy rzeczywiście można to nazwać świadomą decyzją? Miałam co do tego pewne wątpliwości.  Nie wypowiedziałam żadnego z tych słów na głos. Lea nie chciała ich usłyszeć.  To przywołałoby za dużo przykrych spojrzeń. To mogło zaburzyć porządek, który tak pieczołowicie sobie wybudowało. Dla tego zamiast  tego jedynie westchnęłam i objęłam kuzynkę ramieniem. - Eh Lea, jak zwykle nigdy nic nie rozumiesz- - przytuliła ją lekko traktując trochę jak młodszą siostrę. Tak, to dziwne ale to ja powinnam była być tą starszą i tą rozsądniejszą ale nie mogłam…bo to byłoby sprzeczne z wizją rodzinnej czarnej owieczki.  Słysząc jej dalsze słowa nie mogłam się powstrzymać od lekko rozbawionego uśmiechu. Wiedziałam, że próbuje ominąć temat. Zwykłym komplementem, zwykłym dobrym życzeniem można było to zrobić najprościej. Kto wie, może nawet w niej kiedyś obudzi się to pragnienie. Tyle, że z tym idzie coś jeszcze, sunie niczym cień zabierając blask chwały. Za władze trzeba czasem trzeba zapłacić krwią ( nie zawsze dosłownie) a najchętniej przelewa się krew swoich wrogów. A co każdy szlachcic wie najlepiej a czego nikt nie mówi na głos? Twoim największym przeciwnikiem są twoi krewni .   Chwilę później Lea wypowiedziała dewizę rodu Averych.   Nie byłam do końca pewna  jak powinnam na nie zareagować. Dla mojej matki były świętością, dla mnie niegdyś źródłem siły za to dziś powinny stanowić tylko frazes znienawidzonego rodu. Tak, chyba coraz mocniej zbliżałam się do tego miejsca.  Przestawałam być Malfoyem,  nigdy nie miałam być już częścią rodu Averych, teraz byłam Carrow  i to oni powinni się dla najbardziej liczyć…prawda?

Na samą myśl o aktach wiszących w moim salonie zaczęłam się śmiać. Dopiero po opanowaniu się klasnęłam w dłonie pozwalając by oczy zaświeciły mi się z podniecenia. - To poproszę od razu trzy – brzmiało to trochę jakbym stałam w sklepie spożywczym i natknęła się na  fantastyczną okazję a nie wybierała dzieła sztuki do swoich apartamentów.  - Lea a co z tobą.  Nigdy mi nic nie mówisz-- udałam oburzoną choć  po części była to przecież prawda.  Lea nigdy nie należała do zbytnio otwartych osób. Przez te wszystkie lata zdążyłam się przyzwyczaić ale to nie znaczy, że się nie martwiłam.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: Sala zachodnia [odnośnik]17.01.16 16:14
To była świadoma decyzja. Silna i świadoma, nawet jeśli z trudem było jej utrzymać równowagę i dumnie ustać przed ołtarzem. Wszyscy postrzegają ją jako ofiarę, dziecko, które siłą wepchnięto do łoża obcego mężczyzny, a jednak dla Leandry to jedynie powinność, wynikająca z nazwiska, które od urodzenia nosi z dumą. Już dawno pogodziła się ze swoim losem, nauczyła nie przywiązywać się do rzeczy ulotnych. Małżeństwo było ostatnią lekcją, przypominającą jej kim jest. I kim być powinna. Zapewne gdyby uciekła z Dorianem, jej serce obrosłoby w piórka, mając przy sobie kogoś, kto kochał ją bezwarunkowo, jednak straciłaby największą część siebie. Woli poświęcić młodzieńcze uczucie i dać sobie szansę na szczęście u boku Fabiana, niż zastanawiać się jak mogłoby wyglądać jej życie, gdyby tylko miała w sobie odrobinę więcej lekkomyślności.
- Więc mi to wyjaśnij - siostrzane więzy towarzyszą im już od najmłodszych lat. Nie jest to rzeczą wielce dziwną, zważywszy na bliskie pokrewieństwo i jeszcze bliższy wiek. Dorastały razem, traktując się niczym prawdziwe siostry - w dodatku skrajnie różne siostry. Leandra pragnie jej jakoś pomóc, zrozumieć motywy działania i udzielić słusznej rady. Megara należy do wąskiego grona osób, na których jej zależy i nie chce pozwolić, by stawiała między nimi mur milczenia.
Dopiero utrata nazwiska uświadomiła ją, jak mocne są w niej geny rodziny Avery. Choć przez całe życie z pokorą godną damy pozwala, by krewni traktowali ją niczym marionetkę, z każdym dniem wydaje się nabywać nowej świadomości. Świadomości swojej siły i umiejętności. Co prawda, wciąż nie ma pojęcia, jak sama mogłaby je wykorzystać, ale przecież wszystko przychodzi z czasem, czyż nie?
- Zapakować czy poprosić o przywiezienie ich twojego małżonka - podsuwa kuzynce ten niedorzeczny pomysł. Wszakże obecność lorda Carrowa w tej galerii, transportująca akty do swojego salonu byłaby zjawiskiem co najmniej osobliwym. - Jak to, co ze mną? - na moment zasłania się tym pytaniem, na poczekaniu starając się opracować możliwie najbardziej okrężną odpowiedź. To akurat żadna tajemnica, iż lady Malfoy tematy związane ze samą sobą omija szerokim łukiem. - Jak widzisz, udzielam się w galerii i jestem szczęśliwą mężatką, na każdym kroku obsypywaną prezentami przez swojego męża - inna sprawa, że ma ochotę wrzucić całą tę drogą biżuterię do kominka i wymienić ją na jedną, szczerą rozmowę z Fabianem.
Leandra Malfoy
Zawód : Marionetka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I tried to paint you a picture
The colors were all wrong
Black and white didn't fit you
And all along
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1927-leandra-argentia-malfoy https://www.morsmordre.net/t1985-poczta-leandry#28529 https://www.morsmordre.net/t4073-mrs-malfoy-vol-2 https://www.morsmordre.net/f205-wiltshire-dworek-malfoyow https://www.morsmordre.net/t2074-leandra-malfoy-budowa#31187
Re: Sala zachodnia [odnośnik]19.01.16 0:24
Przyglądałam się jej kilka długich chwil zastanawiając się czy może jej wszystkiego nie powiedzieć. Przyznać się do jedynej tajemnicy, do której wciąż sama się nie przyznawałam. Miałam wrażenie, że ona ma szansę to zrozumieć, ona ma szansę mi pomóc. Zamiast tego wydusiłam z siebie  tych kilka słów. - Jeśli los kiedyś pozwoli mi się zakochać. - kłamstwo, bo przecież już na to pozwolił. - To poświęcę się temu bez reszty - kolejne kłamstwo.   Jedyne co robie to zduszam wszystkie uczucia, które mam w sobie i próbując przemienić je w sople lodu.  Źle robiłam? Przecież zakochałam się w chwili. W tym jednym momencie, w którym czułam się żywa. W tym jednym spacerze wśród jesiennych róż. Wtedy wszystko wydawało się możliwe. A ja pragnęłam tylko by  te kilka chwil ciągnęło się przez wieczność. Głupi dzieciak z ciebie Meg! Miałaś swoje chwilę uniesienia które zawdzięczasz eliksirowi! Teraz patrząc w lustro nienawidzisz i siebie i jego.  W dodatku cała drżysz na samą myśl, że któryś z twoich demonów właśnie panoszy się w jego pokojach. Jesteś z siebie dumna?   usilnie próbowałam odpędzić przykre myśli ale mój smutny uśmiech pewnie mnie zdradził - Lea o to koniec definicji. Tylko nie patrz na mnie jak na niepoprawną optymistkę bo będzie mi bardzo smutno -  Wygięłam usta w podkowę dla żartu  chwilę później cicho się śmiejąc.  Wszystko by choć na chwilę odgonić ponure chmury krążące nad moją głową.  Słysząc ten pomysł przystanęłam na moment  wyglądając na bardzo zaskoczoną takim pomysł. - Deimos w galerii? Biedny jeszcze by się zgubił - zaśmiałam się cicho. Jak będzie dobrze to nigdy nie zobaczy tych obrazów. W końcu dwór nie bez powodu był podzielony na osobne skrzydła. Szkoda tylko, że miał jedno wyjście.  Czasem ciężko było się przemknąć niezauważoną.  - Mhm - bardzo grzecznie podsumowałam wyznanie kuzynki. - Aż promieniejesz - czyli synonim zdania Lea takie teksty to wciskaj sobie ciotce Laidan . Wiedziałam, że i tak więcej z niej nie wyciągnę. - Ty i Fabian musicie się wkrótce pojawić w  Marseet. Pomożecie mi odegnać złe duchy tego miejsca - bardzo sugestywne określenie - i przy okazji sprawdzisz czy  dobrze skomponowałam obraz z otoczeniem. Poważnie mówiłam o tych  trzech aktach. Wybierz mi jakieś ładne - uśmiechnęłam się nieznacznie wyszczerzając przy tym rządki białych ząbków. -Obiecaj, że mnie razem odwiedzicie - to było dla mnie ważne by w końcu mogą zobaczyć jak zachowują się będąc gdzieś razem. Czy naprawdę będą starać się grać swoje rolę przede mną? Przecież znam ich całe życie. Gdy dostałam potwierdzenie klasnęłam radośnie w ręce - Wyślę  jeszcze do was sowę. Teraz muszę już iść.  - spojrzałam na zegarek -  Przez najbliższą godzinę Deimos będzie jeszcze w stajniach. W sam raz na zjedzenie czegoś i zabunkrowanie się w swoim skrzydle - dodałam już bardziej do siebie niż do Lei. Pożegnałam ją  może trochę zbyt długim uściskiem po czym opuściłam galerię

/zt
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: Sala zachodnia [odnośnik]21.02.16 23:47
Szłam sobie korytarzem, z dość nietęgą miną, starając się opanować złość jaka mnie ogarnęła. Gdy wpadliśmy na Megarę Carrow nie sądziłam, że zechce porwać mojego towarzysza. Przecież miała swojego m ę ż a, po co jej Ollivander? Ale ta nie, uparła się, że ona musi z nim porozmawiać, to ważne. Jak jej uwierzę, to kaktus wyrośnie mi na dłoni. Znając ją, zrobiła to zapewne specjalnie. Nie byłaby sobą, gdyby nie chciała mi dopiec. Jak zawsze.
Krążyłam więc gdzieś sama, szukając dla siebie miejsca. Nie dość, że Colin siedział sobie teraz gdzieś z MOJĄ koleżanką, mówiąc jej słodkie słówka, to Marin pozostawił mnie samą, ot tak. Ale czy winić biednego mężczyznę, który po prostu chciał być miły? No nie. To znowu tylko i wyłącznie wina Megary.
- Jak ja jej nie cierpię - wysyczałam pod nosem.
Czerwona suknia ciągnęła się za mną po ziemi, kroki stawiałam powoli, delikatnie, jakbym szła po czerwonym dywanie. Pewnie nawet czułabym się jak gwiazda, gdyby nie to, że byłam tu zupełnie sama. Palcami lewej dłoni przesuwałam po ścianie, patrząc się na niewidoczny ślad, który zostawiałam. Ten moment dobrze odzwierciedlał mój aktualny stan. Złość, smutek, samotność? Przy lordzie Ollivanderze przynajmniej na chwilę mogłam zapomnieć. Jakże żałowałam, że nie ma ze mną Darcy.
W ten czas, zauważyłam prosto idącego na mnie, mężczyznę. Przerzuciłam na niego, swój lekko nieobecny wzrok. Był daleko, korytarz był nadzwyczaj długi, i dopóki nie dostrzegłam szczegółów jego twarzy, nie poznałam, kogo mi to los przywiódł.
Ale w końcu poznałam. Poznałam jego posturę, jego twarz, jego wyraz twarzy. Poznałam nawet perfumy. Na moich policzkach pojawił się lekki rumieniec, odkąd pamiętam, tak na niego reagowałam. Sam? Bez Megary? Prosto na mnie?
Nie miałam z nim kontaktu od… od jego ślubu. Nawet wtedy nie uraczył mnie nawet najkrótszym tańcem, a życzenia przyjął, chociaż szybko uciekł i tyle go widziałam. Wcześniej widzieliśmy się tego feralnego dnia na stupie profesora Slughorna, a jeszcze wcześniej na wiosnę, gdy nad stawem składał pocałunek na moich ustach.
Zatrzymałam się, aby powitać lorda Carrowa. Dygnęłam przed nim, najlepiej jak potrafiłam, uniosłam lekko wzrok, aby spojrzeć mu prosto w oczy. Posłałam lekko uśmiech. Jak zawsze.
- Lordzie Carrow - zaczęłam uprzejmie. - Jeśli szuka pan swojej szanownej małżonki, to przed chwilą porwała mojego towarzysza, lorda Ollivandera i chyba oboje poszli do sali północnej.
Poinformowałam go. Bo w moim mniemaniu to właśnie robił, przechadzając się korytarzami. Cóż by innego mogłoby krążyć po jego głowie?


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Sala zachodnia - Page 3 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Sala zachodnia [odnośnik]22.02.16 10:22
Za tego lorda Malfoy chciał ją udusić. Co sobie myślała mówiąc podobne rzeczy, że Deimos zaśmieje się i przyzna jej rację? Musiała grubo się mylić, jeżeli chociażby przez chwilę sądziła, że jej to przejdzie. Powstrzymał się ostatkiem sił, starając się pocieszyć wcześniejszą rozmową swoją urażoną dumę. Ale później... później przekona się, że jest inna siła niż zazdrość, o wiele bardziej destrukcyjna.
Zostawiła go, pobiegła nim zdążył się obejrzeć. Dlatego gasi cygaro, kończy drinka i każe sobie kolejnego podać dopiero w kolejnej sali. Idzie powoli do sali, na chwilę zachaczając łazienkę, więc nic dziwnego, że Rosalie spotkał dopiero po tym, jak Megara ukradła jej już wszystkich. On, w odwróżnieniu do dziewczyny, poznał ją już z daleka. Szła taka smutna, taka piękna, taka... jak zawsze. Musiał mocno postanowić sobie, że nie będzie za długo marzył, by być tą tapetą, którą tak delikatnie muskały jej palce - obiecał sobie, że się przywita, spyta o Fawleja i pójdzie dalej. Ale przecież tak dawno nie widział Rosalie. A jej widok zawsze sprawiał mu niebywałą przyjemność. Od momentu, kiedy poznali się, poprzez kolejne spotkania, nawet na festiwalu u Prewettów. Chociaż odrzucił wtedy jej propozycję przyjaźni, i tak musiał przyznać, że kiedy tylko stawała mu przed oczami, czuł niespotykaną radość.
Ale oto Rosalie odzywa się pierwsza. I nie można jej zarzucić niegrzecznego zachowania, chociaż najchętniej już zaraz wymierzyłby jej karę. Sprawiła, że nagle te wszystkie rzeczy, które odsuwał od siebie, nagle wróciły. Rozmarzonym zaraz stanie sie jego wzrok, zaraz utopi się w tym uśmiechu, ale jeszcze chwila, jeszcze stoi. - Skoro moja żona porwała lorda Ollivandera, to wykazałbym się okrutnym prostactwem, gdbym zostawił panienkę tu samą i pognał ich tropem - ale żeby odrazu porywać pana Ollivandera, och Megaro, trzeba było być przynajmniej nieco bardziej tajemniczym, nie tak cię uczyłem - Panno Yaxley, muszę przyznać, że kolejny raz się spotykamy i znów wydajesz się piękniejsza. A już ostatnim razem byłem przekonany, że to niemożliwe - wita Rosalie i po tym wielkim komplemencie udaje, że dopiero teraz zainteresowało go: - A gdzie lord Fawley, jeżeli mogę spytać? Wydawało mi się, że to on towarzyszył panience na moim weselu - chociaż pewnie to Deimos powinien.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Sala zachodnia [odnośnik]23.02.16 20:23
Można powiedzieć, że niemal odetchnęłam z ulgą, że chociaż lord Carrow nie chciał zostawiać mnie samej. Chyba nie zniosłabym gdyby i on sobie gdzieś poszedł, pozwalając, abym sama błąkała się po zakamarkach Galerii. Oczywiście, była ona niezwykle piękna, jednakże, nie miałam ochoty zostać sama. No i nie powinnam. Po ostatnim wypadku, kiedy znalazłam się w Mungu, trochę bałam się przebywać sama.
Wysłuchałam jego słów rumieniąc się lekko. Było mi naprawdę miło, chociaż dzisiejszego wieczora już nie raz to słyszałam. Miałam jednak wrażenie, że słowa lorda Carrowa są dla mnie po stokroć ważniejsze, niż, oczywiście bardzo miłe, słowa lorda Ollivandera.
- Dziękuje bardzo, ciesze się, że mogłam tak miło pana zaskoczyć, lordzie Carrow - odpowiedziałam uprzejmie.
Gdy zapytał o Colina, nagle uśmiech zniknął z mojej twarzy. Zacisnęłam mocno usta, układając je w długą, prostą linię. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Prawdę, że mój nestor nie zgodził się na nasz ślub, czy może powiedzieć, że nie byliśmy w żadnym związku i nie rozumiem o co mu chodzi? Czy może w ogóle skłamać jakoś inaczej, że po prostu Colin rozmawia teraz z kimś innym, a ja nie chciałam przeszkadzać? Eh, to wszystko wydawało się takie bez sensowne.
Zacisnęłam dłoń mocniej w pięść i uciekłam wzrokiem w bok. Zapadła między,nami chwila niezręcznej ciszy, było mi dziwnie głupio, zrobiło się też niezwykle przykro. Wiele wysiłku wymagało ode mnie to, aby powstrzymać napływające do oczu łzy.
- Ma pan rację, towarzyszył - odpowiedziałam. Starałam się, aby brzmiało to jak najbardziej naturalnie. - Oh, panie Carrow. Młoda dama zgadza się na wspólne wyjście, jeśli o jej towarzystwo zabiega inny dżentelmen.
Zażartowałam troszeczkę, uśmiechając się do niego. No bo co miałam powiedzieć? Było mi wstyd w pewien sposób, przyznawać się do swojej porażki i to jeszcze przed lordem Carrowem. Nie chciałam, aby więcej wypytywał mnie o ten temat. Sprawiał mi on zbyt wiele bólu, dlatego szybko podjęłam kroki zmiany tematu.
- Lordzie Carrow, czy oglądał już pan jakieś obrazy? Ja byłam w sali środkowej, są tam bardzo kontrowersyjne prace. Gdybym wiedziała, to na pewno bym tam nie poszła. Proszę nie zabierać tam lady Carrow, sądzę, że nie są to odpowiednie dzieła dla młodych dam - powiedziałam z pełną powagą. - Chciałabym jeszcze dzisiejszego wieczoru zajść także do Lyry Weasley i obejrzeć jej prace. Jestem ciekawa, czy rzeczywiście ma taki talent.
Miałam nadzieję, że Deimos podchwyci temat i więcej do kwestii Colina nie wrócimy. A jeśli przy okazji udało mi się go odwieść od chęci zajrzenia do środkowej sali, to jeszcze lepiej. Oczywiście w nosie miałam co Megara będzie oglądać, ale chciałam zachować pozory, że martwi mnie to i dobrze jej życzę.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Sala zachodnia - Page 3 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Sala zachodnia [odnośnik]23.02.16 23:11
Najsłodsza Rosalie Yaxley. I te jej zaróżowione policzki. Uśmiech, który omamia zmysły i te oczy, które spoglądają z wyrazem... którego u żony nigdy nie znajdzie. Tak chciałby mieć te oczy przy sobie, by przyjemnościa go witały każdego dnia. Chciałby, ale co z tego.
Ta dziwna cisza. Oczywiście nie miał pojęcia co zaszło, nawet nie miał pojęcia, że cokolwiek zaszło, ale kiedy Rosalie nagle milknie, wszystko zaczyna być jak najbardziej niezręczne. Deimos zaś wpatruje się w tej niezręczności, jak usta jej przestają się uśmiechać, gdzieś tam podświadomie widzi oczyma wyobrażenie zaciskanych pięści. Fawley, co żeś zrobił? Widzi, jak Rosie chce uniknąć tematu, dlatego podchodzi krok bliżej. Udaje mu się nawet nie wyciągnąć dłoni po jej dłoń - czego jednak bardzo pragnął, ale to byłoby wielce niestosowne.
- Panno Yaxley, może to zbyt bezpośrednie, ale jeżeli czymkolwiek lord Fawley się naraził - możesz mi powiedzieć - ostatnie słowa mówi nieco ciszej, zważając na ludzi, którzy się kręcą w niedalekiej odległości. Ale chociaż półmrok spowija korytarz, a postronni nie mogli widzieć tych oczu maślanych, sama panna Yaxley na pewno poznawała ten wzrok. Tak podobny do tego, z którym szedł ów pamiętny pocałunek. -... zachowam dyskrecję- zapewnia ją w jak najbardziej poważny sposób. Oczywiście, że zachowa, ale nie obiecuje, że w razie winy Colina, nie potraktuje go jakimś mocnym zaklęciem czarnomagicznym. Np tym, którego uczył ostatnio Samanthy.
Ona zmienia temat. Mówi o obrazach, on zapomina, że przyszedł tutaj tylko dlatego, że... no właśnie, po co tu przyszedł? Pilnować Megary? To dlaczego puścił ją samopas? Bo chciał jej zrobić przyjemność/przykrość? Bo chciał, żeby spoglądała na niego z uwielbieniem? To dlaczego ją zostawił? Słucha słów Rosalie i lekko się uśmiecha: - Kontrowersyjne, powiadasz panno Yaxley? - pyta, pragnąc, by powiedziała mu, rozwinęła myśl - Ale co było tak bulwersujące, jezeli mogę wiedzieć? - unosi brew, zauważając jak oburzona Rosalie wydaje się posągowo piękna. Prawie tak samo piękna, jak kiedy jeździ na koniu. Nawet przez chwilę zastanowił się, czy rzeczywiście nie powinien rzucić się i zasłonić wejścia do środkowej sali przed Megarą. Ale to nie miałoby sensu, bowiem ona i tak robi wszystko na opak niż chce jej mąż. A swoją drogą, Deimos zaintrygowany słowami Rosalie teraz musi wejść do sali środkowej. Uśmiałby się, jeżeli ta piękna kobieta tak bulwersowałaby się aktami. Ale też wzruszył i ucieszył ponadto, że jej nie zaprosił do Niebieskiego Saloniku w Marseet.
- Jeżeli pozwoli panienka, to chętnie będę towarzyszył. - nie dodał, że Megara gdzieś znikła, przecież Rosalie sama dobrze widziała, jak wydarła jej Ollivandera.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Sala zachodnia [odnośnik]24.02.16 18:33
Wyszłam z loży zaraz po Colinie ale jasne światło bijące z korytarza oślepiło mnie na tyle skutecznie, że nie miałam szansy zobaczyć w którą stronę się udał. Ruszyłam więc powoli do schodów by na powrót znaleźć się w sali głównej; przez ten czas sala zdążyła się zapełnić i wśród tego tłumu nie byłam wstanie odszukać żadnej znajomej twarzy. Byłam trochę skołowana, nie bardzo wiedziałam co myśleć o tym dziwnym spotkaniu z Panem Fawleyem. Naglę przed oczami mignęła dobrze znana mi kobieca sylwetka, jej krok był szybki, zdenerwowany a mnie ulżyło, ulżyło że też tu jest i że zaraz będę miała obok siebie kogoś, przy kim nie muszę udawać. Ruszyłam więc zaraz za nią, po drodze zgarniając dwa kieliszki z czerwonym winem.
Korzystając z okazji, że drzwi się jeszcze nie zamknęły, przemknęłam przez próg zgrabnie wymijając dwójkę mężczyzn (Vitalij, Ramsey) których nie znałam, niemal od razu znajdując się obok przyjaciółki.
- Bardzo Panów przepraszam jeśli w czymś przeszkodziłam ale muszę porwać tę młodą damę ze sobą. - Rzuciłam obdarowując ich przy tym uroczym uśmiechem, po czym oddaliłam się wraz z Katyą w głąb korytarza.
- Lady Ollivander -  Zwróciłam się do niej wręczając  jej kieliszek z ciemno czerwonym płynem. - Trzymaj, wyglądasz jakbyś potrzebowała całej butelki ale póki co kieliszek musi Ci wystarczyć. - Rzuciłam już mniej uroczyście ale tak by tylko ona mnie usłyszała, posyłając jej przy tym łobuzerski uśmiech. Dobrze było ją widzieć, dobrze było mieć ją obok i móc odetchnąć z ulgą. Miałam ochotę opowiedzieć jej wszystko co się przed chwilą stało, o Colinie, o jego dziwnej reakcji ale wygląda na to, że chyba to ona powinna zwierzyć mi się pierwsza. Co ją tak zdenerwowało a może... kto? Miałam nadzieję, że kogo jak kogo ale  j e g o  tu dzisiaj nie ma. Nie chciałabym żeby Katya musiała cały wieczór oglądać się przez ramię.
- Jak Ci mija ten uroczy wieczór? - Spytałam ironicznie, posyłając jej przy tym znaczące spojrzenie. Dobrze znałam moją towarzyszkę tak jak i ona mnie, jestem więc pewna, że właśnie stanowimy dla siebie swego rodzaju wybawienie. Powoli przyłożyłam kieliszek do ust i upiłam łyk wina - było naprawdę wyśmienite. Trzeba przyznać, że Lady Avery nie żałowała dzisiejszego wieczoru na nic a mimo to odniosłam wrażenie, że atmosfera była napięta, chyba nawet bardziej niż się tego spodziewałam; wszyscy zachowywali się dziwnie, jakby wszędzie kręciły się duchy przeszłości, czekając tylko by zaatakować. A jeśli o duchach już mowa, właśnie zauważyłam Rosalie przechadzającą się przed nami z Lordem Carrowem, skoro ona jest tutaj to gdzie poszedł Marin?
Zapowiadał się dłuuugi wieczór.




And on purpose,
I choose you.

.
Lilith Greengrass
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Don't mistake my kindness for weakness,
I'll choke you with the same hands I fed you with.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Find someone who knows how to calm your storms.
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1807-lilith-black https://www.morsmordre.net/t2158-sow#32631 https://www.morsmordre.net/t2157-liliy#32628 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2288-lilith-greengrass
Re: Sala zachodnia [odnośnik]24.02.16 19:48
/biorę jeszcze pod uwagę post Katyi z sali głównej

Zmierzał do toalety, żeby przemyć twarz, którą wcześniej wytarł chustką, choć i tak dla niego wieczór na wernisażu dobiegł końca. Ledwie zdążył zerknąć na przepiękne obrazy nieznanej autorki, ale jego wygląd był kompletnie niewyjściowy. Zastanówmy się, jakkolwiek nie starałby się prezentować z poplamioną koszulą był spalony na wstępie, wyglądając jak ktoś gorszego sortu.  Nie był gorszego sortu, Rosier zadbał o to, aby jego pewność siebie była najlepszym motywatorem, lecz koszula nadawała się wyłącznie do wyrzucenia, choć magia znała różnorakie sposoby na oczyszczanie brudów.
Usłyszawszy głos uniósł wzrok i obrzucił niezrozumiałym spojrzeniem pochlebce, którego słowa brzmialy jak początek sztampowej mowy złodziejaszka, który z przyjemnością zgarnąłby dla siebie ową, wspomnianą rzecz.
— Słucham?— spytał, jakby nie dosłyszał pytania, bo kompletnie go nie zrozumiał. Brakło w tym aluzji, sensu, dwuznaczności, a celowość mieściła się w zwykłej zaczepce. Czego więc mógł chcieć owy mężczyzna?
Miał go już minąć, ignorując komentarz, który bynajmniej nie był wart jakiejkowliek ignoracji, a jednak zatrzymał się, stając na równi z człowiekiem, który go zaczepił. I stojąc tak ramię w ramię, zatrzymany niewidzialną siłą, prychnął.
— Deja vu— mruknął do siebie pod nosem, marszcząc brwi, bo miał wrażenie, że już uczestniczył kiedyś w takiej scenie. A ponieważ od wielu, wielu lat nie lekcewazył swojej intuicji, która była niczym radar przypominający o jakims obrazku spośród wielu wartych lub nie wartych zapamiętania wizji przyszłości, cofnął się o krok, ponownie spoglądając na tego człowieka. Dopiero teraz zaczął analizować jego twarz, zastanawiając się, czy spotkali się kiedykolwiek, ale nie mógł go przypasować do żadnej wartej uwagi osoby, której wspomnienie trzymał wgłęboko w świadomości. Miał jednak w sobie coś znajomego. Oczy, rysy twarzy, ułożenie ust. Jednak najprostsze odpowiedzi ledwie mignęły mu przed oczami, pozostawiając w zagadkowej niewiedzy. — Proszę mi wybaczyć, to wyborne wino na mojej koszuli zaabsorbowało mnie całkowicie.
Nie był typem osoby nachalnej, raczej kogoś po kim wszystko spływa, ale daleko mu było od ignoranta, choć na takiego wyglądał. Nielekceważył wszystkich znaków na niebie i ziemi, rozsądnie uznając, że wszystko kiedyś może mieć znaczenie. Otworzył usta, żeby powiedzieć, coś jeszcze, lecz wtedy… Chryste Panie, Gwiazda z nieba spadła. Spojrzał na niewiastę z nutą irytacji, bo to już drugi raz tego wieczora. Poprzedni nie zakończył się dla niego bez szwanku (jak widać), choć nie uważał rozmowy z nieznaną kobietą o przyczajonej duszy feministki za bezwartościową. Bawił się przednio.
— Chciałaby Pani mieć przypisaną ową zasługę? Żaden problem. Jestem w stanie zaakceptować taką formę rozrywki kobiet nowoczesnych— odpowiedział, posyłając jej szybki uśmiech. Szybki, bo ziknął z jego twarzy równie szybko co się pojawił. Tuż po chwili obok narzeczonej, której nie miał okazji jeszcze oficjalnie poznać pojawiła się druga urocza dama, na którą przeniósł wzrok. Skinął jej grzecznie głową na znak niewerbalnego powitania z jednoczesnym przyjęciem przeprosin, lecz… oczywiście, to była tylko kurtuazja. — Ależ śmiało. Jestem pewien, że Lady Ollivander z przyjemnością da się porwać, w końcu uwielbia ryzyko.— Może jednak się znali?— A teraz, P a ń s t w o wybaczą.
Zmierzył jeszcze wspomnianą kobietę wzrokiem, z tajemniczym uśmiechem na ustach(jakby wiedział, że ich drogi znów szybko się skrzyżują), po czym wziął głęboki wdech i minął wszystkich, ruszając dalej w kierunku toalety(pewnie w tym samym momencie, gdy Katya oddalała się z przyjaciółką). Nie obracał się za siebie, choć starał się wsłuchać we wszystkie odgłosy, jakie niósł ze sobą korytarz. Zniknął za rogiem, momentalnie się zatrzymując. Przylgnął do ściany plecami i czekał. Czekał, aż nieznajomy mężczyzna przejdzie.  Czy może jednak nie? Cóż on planował?



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Sala zachodnia - Page 3 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Sala zachodnia [odnośnik]25.02.16 0:02
Nie spodziewała się takiego obrotu spraw, ale przecież za wszelką cenę próbowała trzymać się dzielnie i nie dawać prowokować Francisowi, a już tym bardziej komukolwiek innemu. Czekała na Samuela i to jego tutaj potrzebowała, bo potrafił ukoić jej nerwy, a teraz? Była zostawiona sama sobie i zapewne tylko towarzystwo Lilith było w stanie ją uratować.
-Nie zamierzałam zabierać komukolwiek zaszczytu oblewania pana winem, bo to marnotrastwo, ale... - zawiesiła głos i przygryzła policzek od środka, a serce zaczęło swój gwałtowny rytm. Nie panowała nad tym, że końcówki włosów znów zaczynają się zmieniać, bo stan irytacji osiągał kolosalny poziom. Greengrass okazała się jednak doskonałą odskocznią, a spokój, który nagle ogarnął dawną krukonkę sprawił, że uśmiech pojawił się na jej dziewczęcej buzi.
Była zaskoczona tym, że jednego wieczora tyle się działo, a może po prostu zapomniała o tym, że tak to właśnie wygląda? Spuściła na moment głowę i nabrała powietrza w płuca, by znów spojrzeć na szanownego pana Karkarova, którego pochodzenia ani nazwiska nie znała, a także swego narzeczonego. Chciała go przeprosić raz jeszcze, ale przecież nic złego nie zrobiła. W tym ferworze, a także zbyt szybko gęstniejącej atmosferze straciła poczucie samej siebie.
-Panie Mulc... - nie zdążyła jednak powiedzieć nic, a przecież wprawił ją w niemałe zakłopotanie, tak doskonale posługując się jej nazwiskiem. Zachodziła w głowę - skąd wiedział, jak to się stało i dlaczego, ale już zdążyła zostać porwana przez przyjaciółkę i jeszcze nie do końca rozeznała się w nowej sytuacji, która najzwyczajniej w świecie ją kompletnie zaskoczyła. Oddychała już spokojnie i miarowo, ale każdy kolejny krok był niepewny, choć pod długą suknią nie było to nawet widoczne.
-Tak dobrze cię widzieć, Lilith - powiedziała z uśmiechem i pokręciła przecząco głową, że nie chce pić. Stroniła od alkoholu i unikała go jak ognia, więc nie musiała się na to zgadzać, prawda? -Wiez, że ja nie lubię i nie praktykuję wysokoprocentowych trunków, ale dziękuję ci za troskę, naprawdę - dodała mniej pewnie, bo nie chciała żeby Greengrass naciskała, a przecież Katya liczyła się z jej siłą perswazji. Pytanie było jednak zbawiennie i jeszcze zdążyła tylko rozejrzeć się po korytarzu, by skontrolować czy faktycznie Malakai nie jest tu obecny. -To nie był dobry pomysł żebym tu przychodziła. Czuję się, jak Aetonan w potrzasku i rzuciłam się na zbyt głęboką wodę... Miałam przerwę w tego typu przyjęciach i jedyne o czym myślę, to pogratulować Lyrze i stąd iść... Zwłaszcza, że... - już miała powiedzieć iż zawiódł ją partner, ale odpuściła i zmieniła pospiesznie temat. -Widziałaś ją gdzieś?


meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Katya Ollivander
Zawód : Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Re: Sala zachodnia [odnośnik]25.02.16 12:29
Liczyłam na to, że lord Carrow zaniecha dalszego drążenia tego tematu. Ale on wykazał się niezwykłym zainteresowaniem i jakby martwił się o mnie. Aż miło zrobiło mi się na sercu, że jeszcze ktoś na tym świecie się o mnie, oprócz rodziny oczywiście, martwi.
Słysząc jego pytanie automatycznie, bardzo energicznie pokręciłam głową. Może nawet zbyt energicznie? W każdym razie dałam mu chyba jasno do zrozumienia, że to nie o to chodzi. A przynajmniej tak myślałam, bo jak to zinterpretuje lord Carrow - tego już nie wiedziałam.
- Nic się nie stało, lordzie Carrow - odpowiedziałam w miarę pewnie. - Nie ma się pan czym przejmować, jednak dziękuję za troskę.
Spojrzałam na jego oczy i szybciutko uciekłam wzrokiem ponownie. Przypomniał mi się tamten cudowny dzień, który ostatni raz spędziliśmy wspólnie. Zapragnęłam znów mieć lorda Carrowa tylko dla siebie. Miałam wrażenie, że jest jedynym mężczyzną, który mnie rozumie. Inni też mnie rozumieli, ojciec, kuzynostwo na pewno też, ale nie tak jak ja bym tego chciała. A Deimos właśnie tak się zachowywał, idealnie.
- Obrazy były bardzo dziwne - odpowiedziałam na jego pytanie, dotyczące kontrowersyjności prac. - Były kobiece akty i zaczarowane obrazy męskich… członków.
Ostatnie słowo powiedziałam niemalże szeptem bardzo się wstydząc je wypowiadać. Moje policzki znów się zarumieniły, a mi było głupio spojrzeć na lorda Carrowa. Nie powinnam była oglądać takich rzeczy, to nie wypada młodej damie i nie rozumiem dlaczego lady Avery zgodziła się, aby coś takiego zawisło w jej galerii.
- Będzie mi niezwykle miło - odpowiedziałam uprzejmie.
Bo taka też była prawda. Nie chciałam zostawać teraz sama. Już miałam rozpocząć kolejny temat z lordem Carrowem, kiedy nagle zaczęli w naszej okolicy pojawiać się inni ludzie. Stałam do nich przodem, dlatego nie umknął mi uwadze fakt, że jedną z tych osób była Lilith Greengrass, ale skoro ona była tutaj, to gdzie był Colin? Czyżby już sobie poszedł? A może mnie szukał? Może powinnam przeprosić lorda Carrowa i spróbować go znaleźć, zaszyć się gdzieś, ale… on się nawet ze mną dzisiaj specjalnie nie przywitał. W ogóle miałam wrażenie, jakbym nagle stała się dla niego powietrzem. I tak bez większych ceregieli zabrał moją koleżankę gdzieś, na moich oczach znając moje uczucia. To nie było miłe. Mój wzrok zawiesił się na niej, by potem przeskoczyć na jej towarzyszy. Miałam wrażenie, że to koniec komfortowej rozmowy. Zacisnęłam mocno swoje usta i po dłuższej chwili spojrzałam na lorda Carrowa. Staliśmy stosunkowo zbyt blisko nich, a nie chciałam, aby ktoś nas słyszał.
- Może byśmy się przeszli? - zapytałam.
Nie czekając na odpowiedź, obróciłam się w przeciwną stronę do swojej koleżanki i ruszyłam, jednak powolnym krokiem, tak, żeby lord Carrow spokojnie za mną podążył. Mało interesowało mnie co dzieje się za nami i mało interesowali mnie ludzie wokół nas. Pragnęłam tylko rozmowy i obecności Deimosa i bardzo na niego w tej kwestii liczyłam.
- Dawno nie miałam okazji z panem tak spokojnie porozmawiać - zaczęłam. - Liczyłam, że uda mi się na pańskim ślubie złożyć gratulacje, ale pana żona tak nagle uciekła, pan również szybko nas opuścił. Czy zrobiłam coś nieodpowiedniego?
Dość długo mnie to nurtowało już po całym wydarzeniu, potem  o tym zapomniałam, jednak teraz będąc (prawie) sam na sam, ponownie wróciło. Nie czułam się zbyt komfortowo kiedy wiedziałam, że gdzieś za nami są jacyś inni ludzie. Miałam wrażenie, że robię coś złego, dlatego mój głos ściszył się na tyle, by tylko lord Carrow mógł mnie usłyszeć.
Bałam się, że Deimos zaraz mnie opuści. Lord Ollivander też mówił, że będzie mi towarzyszył, a widać jak się to skończyło. Obawiałam się, że zaraz przybędzie Megarka i jego też mi zabierze. A nie chciałam jej go oddawać. Zapewne gdyby lady Carrow tutaj przyszła, to jej mąż od razu musiałby się z nią zgodzić i dołączyć do niej. Mogłabym się przed tym zabezpieczyć. Nigdy wcześniej tego nie robiłam, nie wiedziałam nawet jak dokładnie to wygląda, w końcu nikt nas tego nie uczył. Mogłam spróbować zaczarować lorda Carrowa tak, aby dzisiejszego wieczora to mi towarzyszył i żeby nawet jego małżonka nie była w stanie go od tego odwieść. Wyglądać to będzie tak, jakbyśmy po prostu rozmawiali, tańczyli, wspólnie podziwiali obrazy. To przecież nic złego, spotkaliśmy się na wernisażu, nie przyszliśmy razem, a każdy chyba widział, że to jego żona zostawiła go dzisiejszego wieczora.
Odwróciłam się do Deimosa stając nagle w miejscu. Spojrzałam mu prosto w oczy, uśmiechnęłam się. Zarzuciłam lekko włosami, roznosząc po otoczeniu zapach swoich perfum.
- Lordzie Carrow, czy będzie mi bardzo miło jeśli spędzi pan ze mną cały ten dzisiejszy wieczór - powiedziałam wyraźnie.
Ciekawa byłam jego reakcji. Czy to naprawdę działa, czy to tylko bajka przekazywana z pokolenia na pokolenie w rodzinach, w których żyją wille?

Kostki lubcie mnie ;]
A jednak kostki mnie nie lubią ;[


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem


Ostatnio zmieniony przez Rosalie Yaxley dnia 25.02.16 12:33, w całości zmieniany 1 raz
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Sala zachodnia - Page 3 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Sala zachodnia [odnośnik]25.02.16 12:29
The member 'Rosalie Yaxley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 32
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sala zachodnia - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Sala zachodnia [odnośnik]25.02.16 21:53
Doskonale wiedział, że był już piekielnie spóźniony. Dobrze także wiedział, że czekająca na niego Katya, zapewne już planowała zemstę i ogólny armagedon. W końcu - to on zaprosił dziewczynę na wernisaż, a chwilowo - wyglądało na to, że dopuszczał się niewybaczalnego błędu - wystawiając ją samą. A jednak, mimo niezaprzeczalnego braku Skamandera w Galerii - miał zdecydowane powody, dla popełniania takiej towarzyskiej zbrodni.
Praca.
Zanim wyszedł z Ministerstwa, otrzymali pilne zgłoszenie o poszukiwanym czarnoksiężniku...i cóż, logicznym było, że na pierwsze miejsce plasował się dziś Samuel. Zapewne faktem sprzyjającym takiej decyzji była świadomość, że auror zazwyczaj i tak rwał się do podobnych działań, długo nawet nie zastanawiając się, czy akurat tym razem powinien odpuścić. Nie odpuszczał. Właściwie nigdy. I kolejne - miał więc wytłumaczenie swojej nieobecności, a jednak - była to jego świadoma decyzja. Wiedział na co się pisze i - nawet nie przewidywał, że w ogóle zdąży dotrzeć na organizowany przez Lady Avery wernisaż.
A jednak był. Zgłoszenie - chociaż anonimowe, okazało się trafnym tropem, dlatego dotarli na miejsce w odpowiedni czas...przynajmniej, żeby zdobyć kilka potwierdzających winę dowody. Poszukiwany, zaskoczony nagłym zajściem (i potraktowany już na przywitanie drętwotą), nie uniknął przechwycenia. Teraz - miał spędzić kilka nieprzyjemnych godzin na przesłuchaniach, ale - Samuela zwolniono z tego obowiązku. Zdążył więc teleportować się w okolice mieszkania, przebrać się, ogarnąć i..trafić na szlachecką uroczystość. Czy się cieszył? Nie potrafił stwierdzić. Adrenalina wciąż krążyła w jego żyłach, więc na brodatej twarzy pełgał ten sam łobuzerski uśmiech, jaki serwował zazwyczaj światu. Nie podobało mu się zagęszczenie arystokratyczności na metrze kwadratowym pomieszczenia, ale - nie był tu dla nich.
Czarne włosy, odrobinę jeszcze wilgotne po prysznicu, standardowo spiął na karku. Postarał się nawet o czarną koszulę i kamizelkę, na którą zarzucił długi płaszcz, który oddał przy wejściu. Raczej intuicyjnie, przemierzał kolejne pomieszczenia, szukając wzrokiem rudobrązowych włosów i uroczego, chociaż nieco krnąbrnego uśmiechu. pamiętał też, że wśród artystów, którzy wystawiali swoje prace była.. czarnoskrzydłaMatylda (która na szczęście zdołał przekonać, by nie uciekała) i słodka Lyra. Nie omieszkał zaznaczyć w swoim pseudoprogramie wieczoru, by dotrzeć do obu kobiet i zerknąć na prace, które wystawiały.
Dopiero, gdy zabłądził w korytarz, mijając kilka młodszych arystokratek, rumieniących się pod jego spojrzeniem, dostrzegł swoją dzisiejsza partnerkę. Nie była sama - tego mógł się spodziewać, dlatego z daleka rozpoznał Lilith - jego hogwarcka przyjaciółkę z wybuchowego duetu, jaki tworzyli. A już niedługo - także towarzyszkę w pracy. Na widok mężczyzny, poczuł niekontrolowany napływ irytacji, ale rysy twarzy, chociaż silniej rysowały się pod czarną, przystrzyżoną brodą, nie głosiły niczego złego. Jeszcze.
bez najmniejszego skrępowania podszedł do zebranych osób, by wkroczyć pewnie pomiędzy nich, zatrzymując swoją sylwetkę przed kobietami, niemal ignorując towarzyszącego kobiet "egzekutora". Nie słyszał o czym rozmawiali, ale sadząc po nieprzyjemnych cieniach w oczach Katyii - nie było tu miejsca na większa przyjemność.
- Chętnie porwę obie damy, jeśli pan sobie nie radzi z wyzwaniem i towarzystwem tak urokliwych niewiast - odezwał się w końcu, posyłając szlachciankom znajome szelmowskie wygięcie warg. Wiedział, że za chwilę nie będzie miał tak wesoło, otrzymując gniewne wyrzuty za spóźnienie, ale..to potem. Teraz chciał zwyczajnie...wyrwać je z objęć tego...kogoś.


Darkness brings evil things
the reckoning begins
Samuel Skamander
Zawód : Rebeliant, auror
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I've come too far, to go back now
I'll never close my eyes
OPCM : 51 +3
UROKI : 29 +2
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
Sala zachodnia - Page 3 9l89Y7Y
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#280340
Re: Sala zachodnia [odnośnik]25.02.16 22:15
Nagle, całkiem niespodziewanie i jak spod ziemi, wyrósł obok nas Samuel. Liczyłam, że zdążę zamienić parę zdać z przyjaciółką zanim ktoś (niechybnie) nam w tym przeszkodzi, jednak widok przyjaciela sprowadził na moją twarzy ciepły uśmiech. Jego towarzystwo z pewnością było pożądane,  z pewnością przeze mnie. W przeciwieństwie do innych nie miał kija w... (:D)
- Samuel! - Rzuciłam wyraźnie uradowana, lustrując mężczyznę z góry do dołu. - Nawet nie masz pojęcia jak się cieszę, że Cie widzę! Jeśli chcesz spędzić wieczór z dwoma marudami, zapewniam, że lepiej nie mogłeś trafić! - Zapewniłam, uśmiechając się czarująco W końcu spotkałam go gdzieś indziej niż w Ministerstwie i miałam nadzieję, że spędzimy ze sobą trochę czasu.  
Wywróciłam teatralnie oczami kiedy Katya po raz enty odmówiła wypicia alkoholu, co ona miała z tą wstrzemięźliwością?  
- W takim razie możesz potrzymać. - Rzuciłam, na powrót wkładając w jej dłoń kieliszek. - Później się nim zajmę. - Dodałam, szczerząc się od ucha do ucha wyraźnie zadowolona ze swojej przebiegłości. Nie mogłam przecież pozwolić by tak wytworny trunek poszedł na zmarnowanie,  szczególnie gdy niosłam go tu z troską porównywalną matce niosącej własne dziecko.
Odpowiedź Katyi na moje pytanie skwitowałam westchnięciem, nie ona jedna czuła się dzisiaj jak wyciągnięta z innej bajki. Najchętniej sama uciekłabym z tego miejsca, szczególnie po tym co się stało; niestety (w zaistniałych okolicznościach oczywiście) umówiłam się z Luną, której nie mogłam nigdzie wypatrzeć a zostawić ją tu samą bez słowa byłoby totalnym chamstwem.
- Czuję się identycznie, nie mam pojęcia po co tu w ogóle przyszłam. - Miałam mieć zabawę z innych a tak naprawdę sama mogłam robić za czyjąś rozrywkę. Właśnie sprawiłam, że uciekł ode mnie mężczyzna. Na Merlina jakie to upokarzające! Gdybym tylko wiedziała, że ten wieczór zamieni się w zabawę w chowanego, z pewnością zostałabym w domu.
- Niestety nie, pewien Pan miał mnie do niej zaprowadzić ale skutecznie go do siebie zraziłam. - Odpowiedziałam wyraźnie zażenowana, spoglądając to na Katyię to na Samuela. Właściwie sama nie wiedziałam co go tak uraziło, nie powiedziałam nic szczególnego a mimo to poczuł się dotknięty. Przytknęłam szło do ust by ponownie upić z niego alkohol; bardzo dobrze, że wręczyłam Katyi ten drugi kieliszek a nie od lewitowałam go z powrotem - z pewnością mi się przyda bo nie zniosę tego wydarzenia na trzeźwo.
- A jak Tobie mija wieczór, Samuelu? - Spytałam, w nadziei, że chociaż on będzie miał coś pozytywnego do powiedzenia.




And on purpose,
I choose you.

.
Lilith Greengrass
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Don't mistake my kindness for weakness,
I'll choke you with the same hands I fed you with.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Find someone who knows how to calm your storms.
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1807-lilith-black https://www.morsmordre.net/t2158-sow#32631 https://www.morsmordre.net/t2157-liliy#32628 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2288-lilith-greengrass

Strona 3 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Sala zachodnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach