Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Leśna Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Leśna Polana   16.10.15 22:27

First topic message reminder :

Leśna polana

Polana w lesie, nieopodal wybrzeża, uszy przytulnie pieści miarowy szum falującego morza. Wysoka trawa przeplatana wyrośniętymi polnymi kwiatami otoczona jest krzewami różowego bzu, których przesiąknięty słodyczą zapach otumania i porywa w krainę fantazji. Miejsce jest bardzo dobrze skryte przed oczami niepowołanych, trudno jest się tutaj dostać na własną rękę.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Zawód : opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 23
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   07.06.18 12:50

Zerknęła na swoje trudy, oceniając eliksir krytycznym okiem laika. Cóż, na pewno wiele brakowało mu do najsilniejszych wywarów, ale pachniał prześlicznie i wciąż był udany. Swoją przegraną przyjęła bez najmniejszego stresu, nie miało to dla niej znaczenia, bycie na szarym końcu dalej miało swoją zaletę - nauczyła się czegoś, mogła też pozaglądać w fiolki innych zawodników i zanotować w małym, wściekle pomarańczowym notesiku, parę rad na przyszłość. Mogła nawet zrobić wywiad ze zwycięzcą! Gdyby tylko chciał - pamiętała go ze szkoły, zawsze stał nad kociołkiem (czasem Sue myliła godziny, zamiast na obronę przed czarną magią materializując się w klasie eliksirów), raczej stroniąc od ludzi, czasem było jej szkoda młodszego chłopaka, ale chyba jakoś sobie radził. Teraz przyglądała się, jak odbiera nagrodę i biła z myślami - podejść, czy nie? Może powinna napisać do niego list? Może chciałby jej pomóc w rozwijaniu umiejętności alchemicznych? Albo Asbjorn? Teraz zerkała na niego - nie znali się dobrze, tylko pobieżnie, wiedziała też o różnych opiniach na jego temat, ale jej wystarczało zdanie pani Bagshot oraz zaufanie Foxa do Norwega. Była pewna, że potrzebował w organizacji kilku przychylnych dusz, wystarczający tłum siał atmosferę podejrzliwości wokół jego osoby. Drugie miejsce, w oczach Lovegood, w tym przypadku nie stanowiło porażki, był bardzo blisko wygranej. Zagryzła wargę, przypominając sobie zaraz o przelaniu zawartości kociołka do fiolek - robiła to prędko, chcąc jeszcze dopaść któregoś pana z podium - lorda Burke odpuściła. Po pierwsze dlatego, że był lordem i pewnie zwróciłaby się do niego złym nazwiskiem oraz niestosownym zwrotem, po drugie... był jakiś taki burkliwy i nie w jej typie człowieka. Pomachała Charlene, widząc jak umyka z polany zawstydzona - och, nawet nie wiedziała, czy koleżanka zdołała ją dostrzec, ale Sue daleko było do spojrzeń pełnych politowania. Nie było jej głupio, ba, nawet nie próbowałaby się z nikim zakładać, że wygra konkurs.
Nieśmiało postawiła krok, drugi i kolejny, zmierzając do Robina, ale wypaliła tylko - Gratulacje! Świetna robota! - względnie pogodnym tonem (dla niego mógł być to ton najpogodniejszy) i ścisnęła mu dłoń, porywając ją nawet nie wiedział kiedy. Zaraz już zniknęła, kicając ku Ingissonowi, któremu pomachała przed nosem białą dłonią. Na zaklęte króliczydła, per pan, czy po imieniu? - Chciałam pogratulować - oznajmiła, podejmując pewną decyzję. - Jeśli pan pozwoli, niedługo wyślę list z paroma pytaniami, muszą mi się tylko troszkę poukładać, ale spokojnie! - z prędkością strzały musiała sprawę sprostować - nie pracuję w prasie, to tylko w ramach samorozwoju - coś nie dawała rozmówcom czasu na odpowiedź, tylko pojawiała się w jednym miejscu, by zaraz przenieść się w drugie. Znajomi czekali, pewnie trochę naśmiewając się z ostatniego miejsca - przynajmniej mieli ciut powodu do śmiechu wśród strasznych czasów.

| zt




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Cyrus Snape
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t5269-cyrus-snape https://www.morsmordre.net/t5324-poczta-cyrusa#119174 https://www.morsmordre.net/t5323-cirrostratus#119172 https://www.morsmordre.net/f89-pokatna-10-3 https://www.morsmordre.net/t5326-skrytka-nr-1322#119181 https://www.morsmordre.net/t5325-cyrus-snape#119177
Zawód : Alchemik
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
I wish
we could take it
back in time,
before we crossed the line,
no now, baby
we see a storm is closing in,
I reach out for your hand.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 20
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   10.06.18 19:18

Cyrus nie miał najmniejszego pojęcia co robił nie tak, że mu zwyczajnie nie wychodziło. Oczekiwał znakomitych rezultatów, chociaż patrząc na jego niedawne próby przygotowania pewnych eliksirów mógł założyć od razu najgorsze. Nie spodziewał się, że zajmie pierwsze miejsce, lecz może trzecie? Czwarte? Niestety grał zbyt zachowawczo i to było jego głównym problemem. Zignorował potrzebę rywalizacji oraz zwykłej brawury - sięgnął po rozwiązania bezpieczne. Zresztą, gdy tylko zaryzykował, jego eliksir nie powiódł się wprawiając alchemika w przykry stan rozczarowania brakiem umiejętności. Poświęcił całe życie na ułaskawienie alchemii, a tu taki klops.
Ostatnia runda miała być rozstrzygająca. Wywar miał prawidłową barwę, konsystencję oraz zapach - pan Waffling uznał jego poprawność. Na twarzy Snape’a odmalowała się ulga. Taka prawdziwa, szczera, zrzucająca ciężki balast z ramion. Odetchnął. Niestety, nawet poprawnie wykonana mikstura nie zdołała poprawić mu humoru tak dobrze jakby tego oczekiwał. Zajął szóstą pozycję, na równi z nieznajomą kobietą. Niżej były jedynie dwie osoby. Mężczyzna poczuł gorycz osadzającą się na języku - wykrzywiła mu twarz w grymasie niezadowolenia. Naprawdę spodziewał się po sobie lepszego wyniku, dużo bardziej interesujących dokonań. Zawiódł się na sobie srodze.
Nie omieszkał jednakże pogratulować zwycięzcy - zasłużył. Uśmiechnął się nawet delikatnie, chociaż uśmiech nosił znamiona nieuchwytnej kwaśności. Starał się, naprawdę się starał dać z siebie wszystko w tej konkurencji. Uścisnął mężczyźnie dłoń, skinął również pozostałym uczestnikom konkursu i zamierzał powrócić już do domu. Pobyt w Weymouth uznał za całkowicie nieudany. Po co on tu w ogóle przychodził? Ośmieszyć się? Mógłby nabrać nieco więcej odwagi w działaniu, zdecydowanie. Te udane eliksiry nie były złe, ba, prezentowały się pod kątem poprawności naprawdę świetnie. Stać byłoby go na dużo lepsze wyniki z dużo trudniejszymi wywarami. Niestety ponownie Cyrus przegrał z nieśmiałością oraz brakiem pewności siebie. Skitował to smutnym uśmiechem towarzyszącym mu podczas powolnej wędrówki ku obrzeżom prewettowskich terenów. Oddalał się coraz bardziej; dłonie trzymał w kieszeniach spodni. Patrzył uważnie pod nogi, nie widząc jednak. Ocknął się dopiero w miejscu, z którego mógł się udać na Pokątną.

zt




Love ain't simple
Promise me no promises

Powrót do góry Go down
Robin Hawthorne
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f141-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 30
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   19.06.18 10:39

Był dziwnie pewny, że wywar poetyckości w jego wykonaniu zawierał dodatkowy składnik. A nawet dwa: niezadługi, ciemny włos oraz kilka kropelek potu, obficie spływających z czoła. Wstydliwa dolegliwość, której pozbyć, ani nawet zniwelować nie mógł. Kontrola nad roztańczonymi dłońmi pochłaniała masę energii, a ciepło buchające znad kociołka wcale nie ułatwiało Robinowi życia. Człowiecze wydzieliny nie zepsuły na szczęście konkuroswego eliksiru, co więcej - udał się naprawdę dobrze, osiągnął założoną przez niego moc i tym samym, pozwolił na utrzymanie się w czołówce rankingu. Kiedy przelewał wywar do fiolek, nadal był nieco sceptyczny (dlaczego w ogóle rywalizowali na takich miksturach?), lecz ostatecznie ucieszył się z wygranej. Przynajmniej do momentu, w którym pan Waffling wyciągnął go na podium, tak, że każdy mógł zobaczyć plamy na jego koszuli, niestarannie przystrzyżone włosy i niechętny wyraz twarzy. Robin oblał się szkarłatnym rumieńcem, wybełkotał niezrozumiałe słowa podziękowania i dramatycznie usiłował czmychnąć ze sceny, co nie do końca mu się udało. Dziadyga miał zadziwiającą krzepę w dłoni i trzymał go mocno, najwyraźniej widząc, co się święci. Jeszcze gorzej Hawthorne zniósł pojawienie się przepięknej, długonogiej dziewczyny o wymuszonym uśmiechu - zgadywał, że wolałaby wręczać nagrodę rudemu wikingowi. Przyjął jednak kociołek, starając się nie dotykać jej swoimi spoconymi dłońmi. Miał nadzieję, że to już wszystkie formalności, nie powinien tak długo wystawiać się na pokaz, zresztą całkiem dobrowolnie. Rozgłos nie był Robinowi potrzebny, sceniczne ceregiele okropnie go mierziły, a wzrok gapiów sprawiał, że jego uszy płonęły żywym ogniem. Niemal czuł ich pieczenie pod wpływem gorących rumieńców, więc kiedy tylko wyczuł okazję, dał dyla między tłum, znikając z oczu rozentuzjazmowanego Wafflinga. Prawie żałował, że wziął udział w tej błazenadzie: rywalizowali przygotowując miłosne eliksiry, nagrodę stanowił zdobiony kociołek... Nawet nie miałby dla niego miejsca, w mikroskopijnym mieszkaniu liczyło się zarządzenie przestrzenią, a kolejny gar po prostu się już tam nie zmieści. Przepychał się między ludźmi, usiłując dopełznąć do jakiegoś wyjścia, zaskakująco często robiąc drobne przystanki na przyjmowanie gratulacji. Do czego też nie był przyzwyczajony. Odwzajemnił uścisk dłoni bladego mężczyzny (dzięki Rowanie, nie musiał nic mówić), ale kiedy jasnowłosa dziewczyna (kojarzył ją z hogwarckich korytarzy, a to już sukces) wystartowała do niego z wyciągniętą dłonią i mnóstwem słów na ustach, ze zdziwienia aż wybałuszył oczy, dość biernie odbierając wyrazy uznania. Szlag by to. Z gąszczu twarzy na polanie wyłapał nagle kobietę, która zajmowała stanowisko niedaleko niego i uplasowała się tuż pod podium. Zawahał się chwilę, lecz ostatecznie zbliżył się do niej i otworzył usta, chcąc coś powiedzieć. Wyszło to jednak miernie, zastanawiał się zbyt długo, więc powziął drugą próbę.
-Witam. Ja nie potrzebuję tego kociołka, ale może pani się przyda. Jest ładny, tu ma jakieś kwiatki, listki... - zaciął się, świadom, iż począł wygadywać bzdury. Zamrugał kilkakrotnie lewym okiem, nerwowy tik, którego nie zdołał się pozbyć. Miał nadzieję, że jego gest zostanie doceniony - na równi z odwagą, którą wymagło podjeście do kogoś obcego w celu pogawędki - bo inaczej kociołek wyląduje w śmietniku. A jednak, szkoda by było.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 35
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   26.06.18 23:57

Nie było żadnego spektakularnego bum. Nie było też dziwnie drżącej pary, która osiadała na włosach, rzęsach i policzkach. Nawet barwa zawartości kotła przypominała tę właściwą. A jednak wywar smutno odbijał blade oblicze Inary, jakby w radosnej kpinie. Odetchnęła cicho, przygryzła wargę i odłożyła na miejsce mieszadło. Brzegi naczynia zdobiła przyjemnie pachnąca piana, ale alchemiczka doskonale wiedziała, że próbowanie zawartości było niebezpieczne. Eliksir, chociaż z pewnością obdarzany mocą, nabrał zupełnie niespodziewanych własności. W innym wypadku, czarnowłosa spróbowałaby poznać powstałą "anomalię" alchemiczną, ale brakowało jej własnej pracowni i ciszy, tak różnej od panującego gwaru.
Zaplotła dłonie za sobą, przyglądając się zwycięzcom. Błysnęła uśmiechem na widok ognistowłosego alchemika, drgnęła w lekkim ukłonie zdolnościom Quentina. Jedynie mężczyzna zajmujący główne podium zdawał się być całkowicie jej obcy. Nie rozpoznawała rozbieganego wzroku i spojrzenia, które umykało wciąż gdzieś do tyłu, jakby w poszukiwaniu ucieczki. A może były to wyłącznie kobiece domysły. Intuicja?
Odwróciła się od zbiegowiska, czując równie silną potrzebę ucieczki z gęstniejącej ciżby czarodziejów. Nasunęła na blade dłonie rękawiczki, tylko na moment przyglądając się ciemnym plamo, które naznaczył wierzch dłoni. Niektóre ingrediencje potrafiły kobiecie uprzykrzyć życie, ale nie przejmowała się. W kwestii alchemii była praktyczna i to, co dla wielu wydawało się być obrzydliwe, Inara przyjmowała, jako nieodłączna część eliksirowego procesu. Nawet ta przesączona naiwnym pierwiastkiem miłosnych uniesień. Nigdy nie wierzyła mocy warzonych wywarów związanych z uczuciami. Emocje, sztucznie napełniane mocą mogły otumaniać na krótką chwilę, ale nigdy nie osiągały ostatecznego sukcesu. Opowieści o sile amortnecji podsycały złudną nadzieję. Natury nie dało się oszukać i czarnowłosa przekonała sie o tym na własnej skórze.
Stanęła na uboczu, czekając, aż tłoczący się do "wyjścia" czarodzieje w końcu zwolnią przejście. Przez moment, Inara zastanawiała się nawet, czy nie pójść na przełaj, ale z zamyślenia wyrwała ją obecność. Nie głos, który początkowo utkwił gdzieś na języku nieznajomego - Tak? - uniosła wyżej brwi czekając na puentę postępującego milczenia. Przerwały go w końcu wyrazy, które utrzymały przeciągającą się dozę konsternacji. Ostatecznie pozwoliła sobie na uśmiech, dusząc rozbawienie - Rzeczywiście, kwiatki - potwierdziła poważnie, przyglądając się z bliska zdobionemu naczyniu - żałuję jednak, że nie da się ich przerobić na realne ingrediencje. Bardziej praktyczne w zastosowaniu, panie...? - zawiesiła głos w niedokończonym pytaniu. Nazwisko, zdawało jej się słyszała, wymawiane przez organizatorów, ale wolała osobiste konfrontacje. Tym bardziej w tak nietuzinkowo nieoczekiwanej formie.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
 

Leśna Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 14 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

 Similar topics

-
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Jasna Polana
» Polana za rzeczką

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18