Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Leśna Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Leśna Polana   16.10.15 22:27

First topic message reminder :

Leśna polana

Polana w lesie, nieopodal wybrzeża, uszy przytulnie pieści miarowy szum falującego morza. Wysoka trawa przeplatana wyrośniętymi polnymi kwiatami otoczona jest krzewami różowego bzu, których przesiąknięty słodyczą zapach otumania i porywa w krainę fantazji. Miejsce jest bardzo dobrze skryte przed oczami niepowołanych, trudno jest się tutaj dostać na własną rękę.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t5758-kapelusz-z-niespodzianka#135806 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t5129-skrytka-bankowa-nr-1094 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
Zawód : opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 23
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   07.06.18 12:50

Zerknęła na swoje trudy, oceniając eliksir krytycznym okiem laika. Cóż, na pewno wiele brakowało mu do najsilniejszych wywarów, ale pachniał prześlicznie i wciąż był udany. Swoją przegraną przyjęła bez najmniejszego stresu, nie miało to dla niej znaczenia, bycie na szarym końcu dalej miało swoją zaletę - nauczyła się czegoś, mogła też pozaglądać w fiolki innych zawodników i zanotować w małym, wściekle pomarańczowym notesiku, parę rad na przyszłość. Mogła nawet zrobić wywiad ze zwycięzcą! Gdyby tylko chciał - pamiętała go ze szkoły, zawsze stał nad kociołkiem (czasem Sue myliła godziny, zamiast na obronę przed czarną magią materializując się w klasie eliksirów), raczej stroniąc od ludzi, czasem było jej szkoda młodszego chłopaka, ale chyba jakoś sobie radził. Teraz przyglądała się, jak odbiera nagrodę i biła z myślami - podejść, czy nie? Może powinna napisać do niego list? Może chciałby jej pomóc w rozwijaniu umiejętności alchemicznych? Albo Asbjorn? Teraz zerkała na niego - nie znali się dobrze, tylko pobieżnie, wiedziała też o różnych opiniach na jego temat, ale jej wystarczało zdanie pani Bagshot oraz zaufanie Foxa do Norwega. Była pewna, że potrzebował w organizacji kilku przychylnych dusz, wystarczający tłum siał atmosferę podejrzliwości wokół jego osoby. Drugie miejsce, w oczach Lovegood, w tym przypadku nie stanowiło porażki, był bardzo blisko wygranej. Zagryzła wargę, przypominając sobie zaraz o przelaniu zawartości kociołka do fiolek - robiła to prędko, chcąc jeszcze dopaść któregoś pana z podium - lorda Burke odpuściła. Po pierwsze dlatego, że był lordem i pewnie zwróciłaby się do niego złym nazwiskiem oraz niestosownym zwrotem, po drugie... był jakiś taki burkliwy i nie w jej typie człowieka. Pomachała Charlene, widząc jak umyka z polany zawstydzona - och, nawet nie wiedziała, czy koleżanka zdołała ją dostrzec, ale Sue daleko było do spojrzeń pełnych politowania. Nie było jej głupio, ba, nawet nie próbowałaby się z nikim zakładać, że wygra konkurs.
Nieśmiało postawiła krok, drugi i kolejny, zmierzając do Robina, ale wypaliła tylko - Gratulacje! Świetna robota! - względnie pogodnym tonem (dla niego mógł być to ton najpogodniejszy) i ścisnęła mu dłoń, porywając ją nawet nie wiedział kiedy. Zaraz już zniknęła, kicając ku Ingissonowi, któremu pomachała przed nosem białą dłonią. Na zaklęte króliczydła, per pan, czy po imieniu? - Chciałam pogratulować - oznajmiła, podejmując pewną decyzję. - Jeśli pan pozwoli, niedługo wyślę list z paroma pytaniami, muszą mi się tylko troszkę poukładać, ale spokojnie! - z prędkością strzały musiała sprawę sprostować - nie pracuję w prasie, to tylko w ramach samorozwoju - coś nie dawała rozmówcom czasu na odpowiedź, tylko pojawiała się w jednym miejscu, by zaraz przenieść się w drugie. Znajomi czekali, pewnie trochę naśmiewając się z ostatniego miejsca - przynajmniej mieli ciut powodu do śmiechu wśród strasznych czasów.

| zt




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Cyrus Snape
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t5269-cyrus-snape https://www.morsmordre.net/t5324-poczta-cyrusa#119174 https://www.morsmordre.net/t5323-cirrostratus#119172 https://www.morsmordre.net/f89-pokatna-10-3 https://www.morsmordre.net/t5326-skrytka-nr-1322#119181 https://www.morsmordre.net/t5325-cyrus-snape#119177
Zawód : Alchemik
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
I wish
we could take it
back in time,
before we crossed the line,
no now, baby
we see a storm is closing in,
I reach out for your hand.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 21
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   10.06.18 19:18

Cyrus nie miał najmniejszego pojęcia co robił nie tak, że mu zwyczajnie nie wychodziło. Oczekiwał znakomitych rezultatów, chociaż patrząc na jego niedawne próby przygotowania pewnych eliksirów mógł założyć od razu najgorsze. Nie spodziewał się, że zajmie pierwsze miejsce, lecz może trzecie? Czwarte? Niestety grał zbyt zachowawczo i to było jego głównym problemem. Zignorował potrzebę rywalizacji oraz zwykłej brawury - sięgnął po rozwiązania bezpieczne. Zresztą, gdy tylko zaryzykował, jego eliksir nie powiódł się wprawiając alchemika w przykry stan rozczarowania brakiem umiejętności. Poświęcił całe życie na ułaskawienie alchemii, a tu taki klops.
Ostatnia runda miała być rozstrzygająca. Wywar miał prawidłową barwę, konsystencję oraz zapach - pan Waffling uznał jego poprawność. Na twarzy Snape’a odmalowała się ulga. Taka prawdziwa, szczera, zrzucająca ciężki balast z ramion. Odetchnął. Niestety, nawet poprawnie wykonana mikstura nie zdołała poprawić mu humoru tak dobrze jakby tego oczekiwał. Zajął szóstą pozycję, na równi z nieznajomą kobietą. Niżej były jedynie dwie osoby. Mężczyzna poczuł gorycz osadzającą się na języku - wykrzywiła mu twarz w grymasie niezadowolenia. Naprawdę spodziewał się po sobie lepszego wyniku, dużo bardziej interesujących dokonań. Zawiódł się na sobie srodze.
Nie omieszkał jednakże pogratulować zwycięzcy - zasłużył. Uśmiechnął się nawet delikatnie, chociaż uśmiech nosił znamiona nieuchwytnej kwaśności. Starał się, naprawdę się starał dać z siebie wszystko w tej konkurencji. Uścisnął mężczyźnie dłoń, skinął również pozostałym uczestnikom konkursu i zamierzał powrócić już do domu. Pobyt w Weymouth uznał za całkowicie nieudany. Po co on tu w ogóle przychodził? Ośmieszyć się? Mógłby nabrać nieco więcej odwagi w działaniu, zdecydowanie. Te udane eliksiry nie były złe, ba, prezentowały się pod kątem poprawności naprawdę świetnie. Stać byłoby go na dużo lepsze wyniki z dużo trudniejszymi wywarami. Niestety ponownie Cyrus przegrał z nieśmiałością oraz brakiem pewności siebie. Skitował to smutnym uśmiechem towarzyszącym mu podczas powolnej wędrówki ku obrzeżom prewettowskich terenów. Oddalał się coraz bardziej; dłonie trzymał w kieszeniach spodni. Patrzył uważnie pod nogi, nie widząc jednak. Ocknął się dopiero w miejscu, z którego mógł się udać na Pokątną.

zt




Love ain't simple
Promise me no promises

Powrót do góry Go down
Robin Hawthorne
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f141-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 30
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   19.06.18 10:39

Był dziwnie pewny, że wywar poetyckości w jego wykonaniu zawierał dodatkowy składnik. A nawet dwa: niezadługi, ciemny włos oraz kilka kropelek potu, obficie spływających z czoła. Wstydliwa dolegliwość, której pozbyć, ani nawet zniwelować nie mógł. Kontrola nad roztańczonymi dłońmi pochłaniała masę energii, a ciepło buchające znad kociołka wcale nie ułatwiało Robinowi życia. Człowiecze wydzieliny nie zepsuły na szczęście konkuroswego eliksiru, co więcej - udał się naprawdę dobrze, osiągnął założoną przez niego moc i tym samym, pozwolił na utrzymanie się w czołówce rankingu. Kiedy przelewał wywar do fiolek, nadal był nieco sceptyczny (dlaczego w ogóle rywalizowali na takich miksturach?), lecz ostatecznie ucieszył się z wygranej. Przynajmniej do momentu, w którym pan Waffling wyciągnął go na podium, tak, że każdy mógł zobaczyć plamy na jego koszuli, niestarannie przystrzyżone włosy i niechętny wyraz twarzy. Robin oblał się szkarłatnym rumieńcem, wybełkotał niezrozumiałe słowa podziękowania i dramatycznie usiłował czmychnąć ze sceny, co nie do końca mu się udało. Dziadyga miał zadziwiającą krzepę w dłoni i trzymał go mocno, najwyraźniej widząc, co się święci. Jeszcze gorzej Hawthorne zniósł pojawienie się przepięknej, długonogiej dziewczyny o wymuszonym uśmiechu - zgadywał, że wolałaby wręczać nagrodę rudemu wikingowi. Przyjął jednak kociołek, starając się nie dotykać jej swoimi spoconymi dłońmi. Miał nadzieję, że to już wszystkie formalności, nie powinien tak długo wystawiać się na pokaz, zresztą całkiem dobrowolnie. Rozgłos nie był Robinowi potrzebny, sceniczne ceregiele okropnie go mierziły, a wzrok gapiów sprawiał, że jego uszy płonęły żywym ogniem. Niemal czuł ich pieczenie pod wpływem gorących rumieńców, więc kiedy tylko wyczuł okazję, dał dyla między tłum, znikając z oczu rozentuzjazmowanego Wafflinga. Prawie żałował, że wziął udział w tej błazenadzie: rywalizowali przygotowując miłosne eliksiry, nagrodę stanowił zdobiony kociołek... Nawet nie miałby dla niego miejsca, w mikroskopijnym mieszkaniu liczyło się zarządzenie przestrzenią, a kolejny gar po prostu się już tam nie zmieści. Przepychał się między ludźmi, usiłując dopełznąć do jakiegoś wyjścia, zaskakująco często robiąc drobne przystanki na przyjmowanie gratulacji. Do czego też nie był przyzwyczajony. Odwzajemnił uścisk dłoni bladego mężczyzny (dzięki Rowanie, nie musiał nic mówić), ale kiedy jasnowłosa dziewczyna (kojarzył ją z hogwarckich korytarzy, a to już sukces) wystartowała do niego z wyciągniętą dłonią i mnóstwem słów na ustach, ze zdziwienia aż wybałuszył oczy, dość biernie odbierając wyrazy uznania. Szlag by to. Z gąszczu twarzy na polanie wyłapał nagle kobietę, która zajmowała stanowisko niedaleko niego i uplasowała się tuż pod podium. Zawahał się chwilę, lecz ostatecznie zbliżył się do niej i otworzył usta, chcąc coś powiedzieć. Wyszło to jednak miernie, zastanawiał się zbyt długo, więc powziął drugą próbę.
-Witam. Ja nie potrzebuję tego kociołka, ale może pani się przyda. Jest ładny, tu ma jakieś kwiatki, listki... - zaciął się, świadom, iż począł wygadywać bzdury. Zamrugał kilkakrotnie lewym okiem, nerwowy tik, którego nie zdołał się pozbyć. Miał nadzieję, że jego gest zostanie doceniony - na równi z odwagą, którą wymagło podjeście do kogoś obcego w celu pogawędki - bo inaczej kociołek wyląduje w śmietniku. A jednak, szkoda by było.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 36
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   26.06.18 23:57

Nie było żadnego spektakularnego bum. Nie było też dziwnie drżącej pary, która osiadała na włosach, rzęsach i policzkach. Nawet barwa zawartości kotła przypominała tę właściwą. A jednak wywar smutno odbijał blade oblicze Inary, jakby w radosnej kpinie. Odetchnęła cicho, przygryzła wargę i odłożyła na miejsce mieszadło. Brzegi naczynia zdobiła przyjemnie pachnąca piana, ale alchemiczka doskonale wiedziała, że próbowanie zawartości było niebezpieczne. Eliksir, chociaż z pewnością obdarzany mocą, nabrał zupełnie niespodziewanych własności. W innym wypadku, czarnowłosa spróbowałaby poznać powstałą "anomalię" alchemiczną, ale brakowało jej własnej pracowni i ciszy, tak różnej od panującego gwaru.
Zaplotła dłonie za sobą, przyglądając się zwycięzcom. Błysnęła uśmiechem na widok ognistowłosego alchemika, drgnęła w lekkim ukłonie zdolnościom Quentina. Jedynie mężczyzna zajmujący główne podium zdawał się być całkowicie jej obcy. Nie rozpoznawała rozbieganego wzroku i spojrzenia, które umykało wciąż gdzieś do tyłu, jakby w poszukiwaniu ucieczki. A może były to wyłącznie kobiece domysły. Intuicja?
Odwróciła się od zbiegowiska, czując równie silną potrzebę ucieczki z gęstniejącej ciżby czarodziejów. Nasunęła na blade dłonie rękawiczki, tylko na moment przyglądając się ciemnym plamo, które naznaczył wierzch dłoni. Niektóre ingrediencje potrafiły kobiecie uprzykrzyć życie, ale nie przejmowała się. W kwestii alchemii była praktyczna i to, co dla wielu wydawało się być obrzydliwe, Inara przyjmowała, jako nieodłączna część eliksirowego procesu. Nawet ta przesączona naiwnym pierwiastkiem miłosnych uniesień. Nigdy nie wierzyła mocy warzonych wywarów związanych z uczuciami. Emocje, sztucznie napełniane mocą mogły otumaniać na krótką chwilę, ale nigdy nie osiągały ostatecznego sukcesu. Opowieści o sile amortnecji podsycały złudną nadzieję. Natury nie dało się oszukać i czarnowłosa przekonała sie o tym na własnej skórze.
Stanęła na uboczu, czekając, aż tłoczący się do "wyjścia" czarodzieje w końcu zwolnią przejście. Przez moment, Inara zastanawiała się nawet, czy nie pójść na przełaj, ale z zamyślenia wyrwała ją obecność. Nie głos, który początkowo utkwił gdzieś na języku nieznajomego - Tak? - uniosła wyżej brwi czekając na puentę postępującego milczenia. Przerwały go w końcu wyrazy, które utrzymały przeciągającą się dozę konsternacji. Ostatecznie pozwoliła sobie na uśmiech, dusząc rozbawienie - Rzeczywiście, kwiatki - potwierdziła poważnie, przyglądając się z bliska zdobionemu naczyniu - żałuję jednak, że nie da się ich przerobić na realne ingrediencje. Bardziej praktyczne w zastosowaniu, panie...? - zawiesiła głos w niedokończonym pytaniu. Nazwisko, zdawało jej się słyszała, wymawiane przez organizatorów, ale wolała osobiste konfrontacje. Tym bardziej w tak nietuzinkowo nieoczekiwanej formie.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Robin Hawthorne
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f141-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 30
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   22.07.18 23:44

Diabli sami wiedzą, co go podkusiło do aktu altruizmu, którgo natychmiast pożałował. Trzeba było oddać ten kocioł na szmelc, zawsze wpadłoby parę groszy, a oszczędziłby sobie wstydu i zdenerwowania. Czoło Robina i tak błyszczało od kropelek potu - znajomy efekt nachylania się nad garem, kiedy para buchała prosto w twarz - ale mokre ręce wywołała nieporadna próba zagajenia oraz uśmiech ciemnowłosej kobiety. Ciepły, przyjazny, stosunkowo miły, lecz Hawthorne ledwo powstrzymał się przed puszczeniem pawia z nagłego emocjonalnego rozstroju. Nie potrafił zachować się w takich sytuacjach, nie umiał rozróżnić kpiny od uprzejmości, więc zdystansował się nieco, starając się utrzymać na twarzy ten sam neutralny wyraz. Latające oko nieco to utrudniało, ale ostatecznie wyszło chyba nawet okej, bo mięśnie mimo początkowego nieposłusznego spięcia, przystały na współpracę i wprawnie zamaskowały obawy Robina. Może niepotrzebne? Kobieta naprawdę zdawała się przyjaźnie nastawiona i nadzwyczajnie ciepła. A do tego rzeczowa, werbalizując wątpliwośc Hawthorne'a w kwestii nagrody, zdaniem młodzieńca raczej miernej jak na konkurs pod honorowym patronatem festiwalu miłosci Prewettów.
-No - mruknął, speszony i kompletnie zagięty przyznaniem mu racji. Bardzo dobrze, Robin, kwiatki. Nie ma co, dał popis inteligencji i elokwencji za jednym zamachem, gotując dwa eliksiry na jednym kociołku. Kwiatki, psidwacza mać, kwiatki!
-Moje nazwisko i tak nic pani nie powie, Robin w zupełności wystarczy - przedstawił się, jak zwykle chowając się za zasłoną bezpiecznej anonimowości. Jedyne dobrego, co dostał w spadku od ojca, bezosobowe nazwisko, za jakie prawie był mu wdzięczny - składniki na pewno nie poszłyby na zmarnowanie. Nawet resztę tych malin mógłbym dobrze wykorzystać - westchnął ciężko, spoglądając tęsknie na długi stół, gdzie wciąż znajdowały się resztki ingrediencji. Może... głupi pomysł uderzył znienacka Robina w tył głowy. Gdyby poczekał, aż większość gapiów i alchemików-amatorów sobie pójdzie, dałby radę niepostrzeżenie zakosić kilka fig abisyńskich albo choćby fiolkę krwi reema. Nieznajoma mogłaby pomóc w zamian za udział, ale nie, nie, nie. Skończył ze złodziejstwem raz na zawsze, a odświeżenie starych nawyków nie wyszłoby mu na dobre. Właśnie wygrał konkurs, miałby psuć sobie reputację w przypadku nieudanego skoku?
-Ucieszy panią ten kociołek? Bo jednak szkoda wyrzucać, ja mam w domu za mało miejsca na kolejny gar - przyznał prostolinijnie.


Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   24.07.18 14:07

Ostatni z eliksirów również okazuje się udany. Oddycham z ulgą. Jedna, zbłąkana kropelka potu drąży ścieżkę na czole przechodząc wzdłuż policzka. Ocieram ją jedwabną chusteczką wyciągniętą z kieszeni szaty. Nic nie może zaburzyć działania wywaru. Przyglądam się jego kolorowi, konsystencji oraz wącham unoszące się nad kociołkiem oparami. Jest idealnie. Potwierdza to zresztą organizator, pan Waffling. Odbieram jego gratulacje z umiarkowanym zadowoleniem widocznym w czarnych tęczówkach oczu. Odstawiam wszystkie przyrządy na stół, zaś reszta personelu do spraw pomocy w tym konkursie zajmuje się w tym czasie sprzątaniem.
Poszło mi bardzo dobrze, ale dwaj mężczyźni okazują się być lepszymi ode mnie. Z jednej strony czuję się zirytowany, że to nie ja okazuję się zwycięzcą - z drugiej oddycham z ulgą, że wśród miejsc na podium nie zastałem kobiety. To byłaby pewnego rodzaju ujma na honorze. I chociaż niektóre z alchemiczek były naprawdę bardzo utalentowane, to jednak nie powinny się pchać do miejsc, w którym władzę powinni dzierżyć mężczyźni. Nic nie poradzę, że jestem takim sobie konserwatywnym lordem. To i tak zaskakujące jak wiele czarownic jestem w stanie znieść obok siebie i jak wiele ich wyższych stanowisk zupełnie mi nie przeszkadza. Nikt jednak nie jest idealny i ja na pewno nie należę do grona perfekcyjnych osobników płci brzydszej. Niektóre wady nie są przecież niczym złym, szczególnie, jeśli wpasowują się w rodową politykę.
I tak nie mogę powstrzymać westchnięcia, gdy wszyscy garną się do laureata pierwszego miejsca i nie jestem to ja. To trochę dobrze, gdyż nie chciałbym wzbudzać takiego zainteresowania, ale ze mnie trochę taki megaloman, więc nade wszystko pragnę osiągać wyżyny w alchemii. Nie tym razem.
- Lady Nott - żegnam kobietę, kiedy podchodzę do niej jak rozmawia z nieznanym mi mężczyzną. Pozwalam sobie jednak na skinięcie mu głową w geście uznania - co by nie mówić, ma młodzik talent. Szkoda, że brak mu odpowiednio znaczącego nazwiska.
Nie czekając już na nic i na nikogo, udaję się w drogę powrotną do Durham.

zt.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Asbjorn Ingisson
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5694-asbjrn-thorvald-ingisson#133833 https://www.morsmordre.net/t5741-juhani#135532 https://www.morsmordre.net/t5740-norweskie-slowko-dnia-to#135522 https://www.morsmordre.net/f138-little-kingshill-hare-lane-end https://www.morsmordre.net/t5742-skrytka-nr-1399#135537 https://www.morsmordre.net/t5743-a-t-ingisson#135543
Zawód : Alchemik, eks-truciciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Stworzyliśmy sobie nasz mały wszechświat
bez pojęcia nocy i dnia
OPCM : 4
UROKI : 0
ELIKSIRY : 29
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   02.08.18 22:29

Zaszumiały drzewa poruszane wiatrem. Åsbjørn poczuł na twarzy lekkie muśnięcie powietrza. Było blisko. Niezwykle blisko. Zaledwie dwa punkty dzieliły go od wygranej. Z nie do końca odgadnionym wyrazem twarzy powiódł wzrokiem do dzisiejszego zwycięzcy. Cóż, nie zawsze można było wygrywać. I chociaż przegrana na alchemicznym polu walki była dla Norwega tą najdotkliwszą to nie okazywał tego. Z pokorą przyjął porażkę - był już do tego przyzwyczajony. Powtarzał sobie jednak to, że nie wyszły mu wszystkie eliksiry. Potrzebował przećwiczyć je jeszcze, żeby wyeliminować wszystkie pomyłki. Tylko tak mógł stać się lepszym. Przez ciągłe doskonalenie się. Pracę nad sobą. Oswajanie słabości i nabywanie zdolności w ich pokonywaniu.
Przez chwilę chciał podejść do zwycięzcy. Pogratulować w zwięzłych słowach, uścisnąć dłoń. Kiedy zauważył jednak, że Hawthorne podszedł do lady Nott, Norweg skapitulował. Podchodzenie do dwóch rozmawiających ze sobą osób było dla niego już zbytnim oddaleniem się od granic swojej strefy komfortu. I tak to zbiorowisko napawało go podenerwowaniem. Zwłaszcza teraz, gdy nie miał już czym zająć rąk. Brak stałego portu w postaci ukochanego zajęcia wprawiło go w to charakterystyczne rozedrganie, kiedy rozglądał się dookoła mając nieustanne wrażenie, że jest obserwowany. Od czasu pożegnania z Nokturnem był bardzo wrażliwy na tym punkcie. Nie chciał być widzianym przez nieodpowiednie oczy, ponieważ mogło doprowadzić to do bardzo niepożądanych skutków.
Ås uporządkował więc naprędce swoje stanowisko. Nim jednak udało mu się je opuścić pojawiła się przed nim jakaś świetlna smuga. Która okazała się być człowiekiem. Norweg popatrzył się na kobietę niepewnie, nie będąc w stanie wtrącić pomiędzy jej słowa jakiejkolwiek odpowiedzi. Znowu ona. Nie mógł pojąć, dlaczego się na niego uwzięła. Na Odyna, nawet nie znał jej imienia. Czy powinien zacząć się obawiać? Chyba nie. Wydawała się dosyć miła. I nieszkodliwa. Obserwował tę istotę uważnie, nie mogąc wyzbyć się wrażenia, jakby miała ona w sobie coś z królika. Tak samo skoczne, krótkie i precyzyjne ruchy, delikatne zadzieranie do góry podbródka, co wystawiało zmysły na więcej bodźców. i w końcu to typowo królicze gnanie. Ledwo skończyła myśl, ledwo Ingisson zdążył wydać z siebie w miarę przystające na zapowiedź mruknięcie, a już jej nie było. Norweg stał tak jeszcze chwilę oniemiały, nie wiedząc co z sobą zrobić. Obrócił głowę powoli w lewo i prawo, rozglądając się po polanie, po czym niepewnie przesunął prawą stopę do przodu. Później lewą, znów prawą, krok za krokiem odsunął się od miejsca tego przedziwnego zjawiska, a każdy z nich był coraz szybszy.
Przebywanie z ludźmi było bardzo męczące. Zwłaszcza, jeżeli ludzie ci byli Anglikami.

| zt


Powrót do góry Go down
Ambrose Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5948-ambrose-travers https://www.morsmordre.net/t5960-poczta-ambrozego#141804 https://www.morsmordre.net/t5957-so-much-universe-so-little-time https://www.morsmordre.net/
Zawód : Numerolog, pirat od siedmiu boleści
Wiek : 23 i ⅚
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Not looking for trouble?
What a boring way to live.

OPCM : 0
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/15
SPRAWNOŚĆ : 10/25
Genetyka : Czarodziej
do you believe monsters are born or made?

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   12.08.18 16:07

| 2 sierpnia, wieczór
Pewien jestem, że moje włosy wciąż pachną morską solą. Tętniące w oddali fale wywołują u mnie jednak pewną irytację. Nawet na lądzie pozostaję tym, kim jestem – przekleństwo i błogosławieństwo zarazem. Kątem oka spoglądam na ciemne niebo, szukając pewnego wsparcia w gwiazdach. Moi nawigatorzy potrafiliby powiedzieć mi o nich wszystko: mnie wystarczą podstawy, podstawy i zaufanie.
Jestem znużony wszystkim, co mnie dzisiaj spotkało: przytłumione rozmowy o moich podróżach, wymuszone, ale piękne uśmiechy. Chłodny dotyk szkła kieliszków wypełnionych szampanem. Rażące serie kolorów, kolumny splatanych ze sobą barw. Potrzebuję miejsca, w którym mógłbym odpocząć od tego zgiełku. Zapach bzu powoduje, że niemal kręci mi się w głowie. Słodycz różu tonącego w zieleni wywołuje u mnie mieszane uczucia – być może sprawdziłbym się będąc malarzem, ale los zadecydował że nim nie jestem. Nie mogę narzekać. Mam więcej wolności niż większość ludzi, a z pewnością już niż większość szlachetnie urodzonych. Jest w tym coś miłego, korzyści płynące z tytułu, nie obowiązki. Bo odpowiedzialność wydaje mi się skrajnie głupia i nieistniejąca. Korzystam z życia, póki mogę, póki nie pochłoną mnie zimne ramiona morza albo stare księgi wypełnione liczbami.
Wieczory mają to w sobie, że są czarujące. Ja jednak odpędzam od siebie wszystkie ich uroki. Złote włosy na czole są nagle niemal ciężarem, kiedy przemierzam wysoką trawę, żeby znaleźć się jak najdalej od wszystkiego. Od niewygodnych pytań, których chcę uniknąć. Od piskliwych głosów i spojrzeń pełnych niezidentyfikowanych uczuć. Na codzień lubię żeglować między nimi, ale nie dziś. Może to dlatego, że wciąż ciąży mi pewien artykuł w gazecie i słowa wyprowadzające z równowagi. Z trudem pojmuję jak wiele zmieniło się, choć nie chcę i nie zamierzam tego akceptować. Nuty niezdecydowania od wielu dni przeszywają mój głos, wszystko wydaje się sypać. Nie jestem jednak człowiekiem, który na siłę chciałby naprawiać świat: nie potrzebuję tego.  Zepsucie i chaos mają swoje piękno, jestem tego pewien.
Zatracony w przemyśleniach postępuję do przodu i do przodu, gdy nagle orientuję się jak daleko znalazłem się od innych. Migotające nade mną gwiazdy wciąż gotowe są wskazać mi drogę, dlatego nie obawiam się o zgubienie ścieżki: im dalej jestem od ludzi, tych serdecznych i tych mniej, szybko orientuję się jednak, że to nie do końca to, czego tak naprawdę chciałem. Dość trudno mi dogodzić, skoro sam z sobą nie potrafię się dogadać. Jestem bliski niemal roześmiania się, myśląc, że jestem tu sam. Powstrzymuję ten z pewnością nie wyglądający najdostojniej gest, gdy przed oczyma miga mi pasmo ciemnego złota. Mrużę oczy, jakby nie do końca przygotowany an to, co mam zobaczyć.
Wszystko w porządku, pani? – w kilka sekund prostuję się jak struna i na mojej twarzy pojawia się zwyczajowy, czarujący uśmiech.
Po niedawnym otępieniu nie pozostaje żaden ślad, gdy szybkim spojrzeniem analizuję sylwetkę, która wyrosła tuż przede mną. Przywołuję umysł do porządku: umysł analityka, naukowca, tak z zasady racjonalny, choć operujący na szokującym spektrum artystycznych instynktów. Zastanawiam się jednak, czy w istocie udało mi się powrócić w pełni ze krain wyobrażeń, bo stojąca przede mną istota wydaje się nie w pełni należeć do tego samego świata. W jakiś sposób światło załamuje się na jej jasnych włosach. Linie pomiędzy snem a rzeczywistością miękko rozpływają się przy konturach jej twarzy i dopiero po chwili ogłupienia potrafię odpowiedzieć sam sobie na niezadane przeze mnie pytanie. Kobieta wygląda na zagubioną. Piękne zagubione kobiety zazwyczaj nie radzą sobie dobrze, choć to w dużej mierze zależy od nich samych. Podnoszę spojrzenie błękitnych oczu, starając się lepiej przyjrzeć nowej twarzy – gdzieś we mnie odzywa się jakaś drapieżna iskra, zaciekawienie tym, co zrobi dalej. Ledwie powstrzymuję się od oparcia głowy na nadgarstku, szybko orientuję się jednak, że nie przystoi mi nic podobnego, przynajmniej nie w sytuacji, gdy ktoś się przygląda. Przywołuję niewinny, szarmancki wyraz twarzy, nie zdradzając w niczym jakie wewnętrzne dyskusje toczą się teraz w mojej głowie. Nikt nigdy nie wie, i nie ma powodów by miał się dowiedzieć.


Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   16.08.18 19:10

Nie była zagubiona, choć mogła sprawiać takie wrażenie wciskając nos w niewielki bukiecik różowego bzu, układany skrupulatnie przez ostatnie kilka chwil. Szybko jednak przeniosła jasnoniebieskie tęczówki na twarz nieznajomego, wyrwana z krótkiego letargu; nie znała go, lecz wrażenie, jakoby kiedyś już go gdzieś spotkała mętnie zamigotała na tyłach jej głowy. Przypatrując mu się uważnie, ale nie nachalnie, starała się dopasować jego twarz do imienia lub chociażby samego nazwiska, czy okoliczności, jednak zapadający powoli wokół mrok i odurzająca woń roślin skutecznie utrudniała to zadanie Francuzce. Porzuciła więc wszelkie próby, uznając, że skoro nie zwrócił się do niej imieniem, to najwidoczniej nie łączyła ich żadna znacząca relacja a jeśli jednak – to festiwalowa atmosfera miłości i przyjaźni potrafiłaby wybaczyć podobne faux pas.
Ucieczka przed tłumem? – Nie odpowiedziała na zadane pytanie, niezbyt się tym zresztą przejmując; wszystko było przecież w jak najlepszym porządku, poza tłumem rozbawionych i lekko przyćmionych od słodkawego, ciepłego wina ludzi, od których musiała odejść nawet na kilka minut. Chociaż starała się nie stronić od kontaktów z innymi, tak wcale nie pożądała ich nadmiaru a obecność mężczyzny wcale nie była jej teraz na rękę. Chciała pospacerować w samotności, ale uznała, że najwidoczniej jego pojawienie się nie było przypadkowe; już bowiem po chwili zorientowała się, że nie ma pojęcia gdzie się znajduje, nawet jeśli nie miała zamiaru tego przyznać na głos.
Uważaj, żeby się nie zgubić. – Uśmiechnęła się lekko, nieco w odpowiedzi na jego uśmiech, próbując stworzyć pozory, że wie co robi i że to nie ona straciła drogę powrotną do serca festiwalu. I chociaż orientację w terenie miała zazwyczaj całkiem dobrą, tak teraz postanowiła posłuchać się intuicji i odnaleźć drogę powrotną. Ruchem wolnej dłoni wygładziła materiał jasnej sukienki ignorując wieczorny chłód, brak ciepłego odzienia i zdobiącą skórę gęsią skórkę, a potem ruszyła dalej, wgłąb lasu, wiedziona słodką, podstępną wonią kwiatów. Nie znajdowała się wcale daleko od rozległej polany, lecz kiedy tylko na niej stanęła, wiedziała, że poszła w zupełnie przeciwnym kierunku, niż z tego, z którego przyszła. Przez głowę przemknęła jej myśl, że być może nie powinna wędrować po okolicy sama, lecz naiwna wiara w zabezpieczenie terenu stłumiła chęć zwrócenia się o pomoc.




are you something real or just the shell of one who's left this world behind?
Powrót do góry Go down
 

Leśna Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 14 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

 Similar topics

-
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Jasna Polana
» Polana za rzeczką

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18