Wydarzenia


Ekipa forum
Prywatny pokój
AutorWiadomość
Prywatny pokój [odnośnik]17.10.15 18:15

Pokój Miu

★★★★
Za ostatnimi drzwiami korytarza, za dębowymi drzwiami, za magicznie unoszącą się kotarą z białych perełek mieszkała księżniczka. Księżniczka Miu, której królestwo stanowi dość przestronny pokój, utrzymany w stonowanej kolorystyce, pasującej do pozostałych wnętrz Wenus. Pod jedną ze ścian stoi bardzo szerokie łóżko z mocną, dębową ramą i baldachimem, a po przeciwnej stronie pomieszczenia znajduje się miejsce dla bogato zdobionego parawanu, wydzielającego część prywatną: toaletkę oraz wannę. Wyłożone ozdobną, beżową tapetą ściany nie są ozdobione żadnymi obrazami a jedyne oświetlenie stanowią poustawiane na komodach i stoliczkach świece o lekkim zapachu jaśminu.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:50, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Prywatny pokój Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Prywatny pokój [odnośnik]18.10.15 13:33
| zapewne po pierwszym dniu miłosnego festynu
Początek sierpnia dawał się we znaki praktycznie każdemu, kto pozostał choć na chwilę w dusznych uliczkach stolicy, w ogóle nieprzypominającej miasta wiecznej mgły. Wytchnienie od gorącego, suchego powietrza można było znaleźć wyłącznie w zaciszu Wenus, w jej chłodnych, tęskniących ramionach, zagarniających do siebie strudzonych upałem wędrowców. Najpierw pojono ich najdroższym Toujours Pur i raczono egzotycznymi przysmakami, by później hojnie otworzyć przed nim wrota do rozkoszy innego kalibru. Zazwyczaj w przestronnej bawialni, wyłożonej grubymi dywanami, panował lekki zaduch, wzmagany tylko mało subtelnym aromatem piżma, jednak ze względu na kaprysy pogody nieliczne okna szczelnie zasłonięto, odgradzając się grubymi kotarami od nieprzyjemnie nagrzanej rzeczywistości. Spragnieni mężczyźni mogli więc swobodnie odetchnąć, w końcu spełniając swoje fantazje, tylko podkręcone przez trwający festiwal miłości.
Wydarzenie organizowane przez Prewettów nie stanowiło biznesowej konkurencji dla wystawnej restauracji. Oczywiście magiczny Londyn pustoszał, zostając słusznie zdradzonym na rzecz radosnego świętowania na łonie natury, jednak po rozkosznych rozrywkach przychodził czas na skonsumowanie zakupionych afrodyzjaków i przeniesienie słodkich wyobrażeń do świata realnego, co rzadko mogło być możliwe z powściągliwymi żonami. Naturalnym kierunkiem męskich pragnień pozostawała więc Wenus, tęsknie witająca otumanionych sierpniową aurą bogaczy, w końcu mogących zrelaksować się po upalnym dniu.
W atmosferze równie gorącej, chociaż Deirdre obserwowała pewną stabilizację niemoralnych obyczajów, jakby odwiedzający ją klienci, zmęczeni ukropem lejącym się z nieba, oddawali w jej ręce pewną część władzy. Zaskocz mnie dzisiaj, Miu. To padało najczęściej spomiędzy wilgotnych od alkoholu warg mężczyzn, a Dei spełniała te życzenia z pokorą. Zdecydowanie wolała w ten pokrętny sposób dominować, sprawiając obezwładniającą przyjemność na własnych warunkach i zgodnie ze swoim planem, niż po prostu ulegać prymitywnej chuci, najczęściej przygniatającej ją do materaca spoconym ciałem o metodycznych, ostrych ruchach. W tej sierpniowej, nieco sennej atmosferze, mogła pokazać klientom całe spektrum swoich umiejętności. Bez pośpiechu, bez strachu, bez subtelnych prób negocjacji co dziwniejszych praktyk, pozostawiających na jej ciele sine ślady. Oczywiście ta sielanka nie trwała w nieskończoność – korzystając z opowieści starszych koleżanek, Deirdre wiedziała już, że powinna wykorzystać tych kilka sierpniowych dni do maksimum, wyrabiając sobie wyjątkową markę kochanki czułej, wyrafinowanej i o bogatej wyobraźni. Były momenty, kiedy zapominała o przeszłości, o tym żalu, o upodleniu, pozwalając wrodzonemu pracoholizmowi przejąć kontrolę nad całą tą tragedią.
Tego popołudnia także wspinała się po ścieżkach kariery, żegnając nowego – i zachwyconego – klienta pokornym uśmiechem, gasnącym jednak na jej twarzy w sekundzie, w której mężczyzna znalazł się za drzwiami jej pokoju. Była zmęczona – bardziej udawaniem dawnej siebie przed Zaimem i Hattie niż dzisiejszą pracą. Kiedy powoli obmywała swoje ciało, przygotowując się do przyjęcia kolejnego gościa, próbowała zanalizować swoje zachowanie na festynie. Wątpiła, by urocze małżeństwo cokolwiek podejrzewało, ale czy miała na tyle siły, by przyjąć zaproszenie do ich domu i uroczo bawić się z łobuziarskim Sethem? Nie mogła zrezygnować z przeszłości, nie mogła definitywnie odciąć się od dawnej Deirdre: przecież planowała powrócić na szczyt, kiedy tylko wyrówna długi i będzie mogła zapewnić rodzinie bezpieczne życie w następnych latach. Na co się, na razie, nie zapowiadało, dlatego też słysząc, że do pokoju wchodzi kolejny klient, znów przybrała maskę pokory zmieszanej z zapowiedzią nieziemskich rozkoszy, i wyszła zza parawanu.
Prawie natychmiast powracając wyrazem twarzy do tego naturalnego dla Deirdre, bowiem przed łóżkiem stała znajoma sylwetka jej stałego klienta. O najdziwniejszym fetyszu, jakiego doświadczyła w tym przybytku rozkoszy.
- Zadziwiasz mnie swoją regularnością – powitała go lekko znudzonym tonem, jednocześnie naprawdę zastanawiając się, skąd ten swoisty porządek wizyt bruneta w jej pokoju. Na razie nie zajmowała sobie głowy obliczeniami i przewidywanym czasem jego odwiedzin, ale była w tym kalendarzu jakaś zadziwiająca reguła. Może jednak powinna wpisać sobie akurat tego klienta do notatnika jako chwilę…odpoczynku? Psychoterapii? Lub wyzysku? Powinni kiedyś o tym porozmawiać, ale Deirdre miała wrażenie, że Felix chce, żeby o to ponownie zapytała a przecież nie mogła dać mu tej satysfakcji. Tak naprawdę wizyty mężczyzny były dla niej niekiedy bardziej męczące od nawet najbardziej wymagającego klienta. Wewnętrznie skrzywiła się na wspomnienie ich pierwszego spotkania, przez które prawie posiwiała, przerażona zetknięciem dwóch odległych światów w tym przesyconym zapachem seksu pokoju. – Mam się rozebrać? – spytała dla odmiany słodko, powtarzając niczym mantrę początkowe przywitanie seansu, na razie pozostając w ciasno zawiązanym jedwabnym szlafroku. Ręce założyła na piersi, obserwując uważnie twarz Felixa, jakby próbując wyczytać jak dzisiaj potoczy się ich upojne spotkanie.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Prywatny pokój [odnośnik]19.10.15 16:40
/rozprawiczanie fabularne! felka; w dzień, zwykły dzień, bardzo ciepły i sierpniowy

Przetarł czoło, zroszone drobinkami potu – będącego świadectwem temperatur z piekła rodem, oscylujących wokół trzydziestu stopni. Dla kogoś takiego jak on (i chyba każdego statystycznego mieszkańca stolicy) definitywnie było to preludium do stanów przedagonalnych. Bawełniana koszula przywarła do torsu mężczyzny, w niektórych miejscach niemal całkowicie zlepiając się ze skórą, co nie należało do najprzyjemniejszych doznań. Upał przyczynił się również do muśnięcia jego zazwyczaj bladych policzków czerwonym pigmentem; a im dłużej Felix wystawiał się na działanie irytująco intensywnych promieni słonecznych, tym wyraźniej widać było na twarzy Tremaine’a irytację. Oddałby pół swojego nokturnowego królestwa (wraz z ręką – aczkolwiek raczej nie księżniczki, lecz zaplątanego w sieci pajęczyn manekina, zamieszkującego poddasze Felixa), byleby tylko znaleźć schronienie w rozkosznie chłodnych, kamiennych murach.
Dlatego też wyłaniający się zza rogu elegancki szyld Wenus kusił skutecznie - zdawał się dawać mężczyźnie subtelne znaki, by choć na chwilę nawiedził ów przybytek rozkoszy przede wszystkim cielesnej (choć dla Tremaine’a to miejsce miało przecież zupełnie inny wymiar). Felix przygryzł niepewnie wargę, wahając się zaledwie przez ułamek sekundy – wiedział, że prędzej czy później i tak trafiłby tutaj ponownie, po co więc odwlekać w czasie nieuniknione? Zresztą nie miał żadnych wielkich planów na resztę dnia.
Kroki stawiał niemal mechanicznie – przemierzał ten krótki dystans już chyba kilkunastokrotnie, więc zapewne nawet po omacku potrafiłby dotrzeć do obrazu Wenus, przy każdej wizycie rzucającej mu dokładnie to samo, powłóczyste spojrzenie. Wyuczone i nieco zmanierowane, pasujące do wyuzdanej pozy, którą przybrała bogini, gdy tylko Felix pojawił się w zasięgu jej wzroku.
Ekskluzywny (a przynajmniej ekskluzywny w mniemaniu Tremaine'a) burdel to chyba ostatnie miejsce, w którym można by go znaleźć – tak zapewne powiedziałby jeszcze trzy, cztery lata temu. Ale przychodził tutaj nie po to, by zaspokoić swoje potrzeby seksualne (na Nokturnie płacenie za seks wydaje się dość abstrakcyjnym zjawiskiem – cała mozaika spelun oferuje niejedną możliwość natknięcia się na, zaryzykuję stwierdzenie, tabuny chętnych, którzy pragną zapoznać się z Tobą najgłębiej,  jak tylko można), lecz z powodu pewnej osoby, przyciągającej go do tego miejsca niczym najsilniejszy magnes.
Tremaine cierpi bowiem na zaawansowane wścibstwo, co chyba należałoby uznać za chorobę. Nawet jeśli nikt jeszcze jej nie sklasyfikował, ktoś zdecydowanie powinien zapoznać się z przypadkiem beznadziejnym – Felix jest bowiem jednym z tych upierdliwych ludzi, którzy lubią wiedzieć więcej niż inni. A jeśli zapragną się czegoś dowiedzieć, będą systematycznie wiercili dziurę w brzuchu swym ofiarom, by uzyskać odpowiedzi na gnębiące ich pytania.
Intrygowało go, jaka tajemnica kryje się za uległym uśmiechem dziewczyny, którą (poniekąd) poznał już w Hogwarcie. Nie potrafił zrozumieć, jakimi kolejami potoczyły się jej losy; jakim cudem właśnie ona wylądowała w ostoi niemoralności, wykorzystując w celach zarobkowych swoje ciało – a nie milion razy seksowniejszy umysł. Innymi słowy – chciał zgłębić historię osoby, która być może spieprzyła coś w życiu bardziej niż on. Dlaczego? Traktował to chyba jak swoistego rodzaju kaprys. Nigdy też nie roztrząsał tego zbyt długo.
Gdy tylko przekroczył próg królestwa Miu, uderzył go znajomy zapach jaśminu – w zamierzeniu miał być zapewne ciepły i relaksujący, choć ten aromat kojarzył się Felixowi przede wszystkim z ulotnością.
Egzotyczna woń świeczek doskonale pasowała do wystroju pokoju, w którym swoją obecność chciała zapewne mocno zaakcentować wyłaniająca się właśnie zza parawanu kobieta. Podobało mu się, że ona, podobnie jak on, nie przepada za zbytecznymi, kurtuazyjnymi powitaniami.
- Nie tylko Ciebie… Zdążyłem usłyszeć zalążek rozmowy Twoich koleżanek po fachu, które nie omieszkały w mało subtelny sposób skomentować faktu, iż ponownie zmierzam do Twych komnat. Zastanawiały się, co mógłbym nazwać mianem dywertymentu, choć ujęły to, oczywiście, nieco innymi słowami. Padło też pytanie, jaką parafilię skrywam. Bo zdawały się nie mieć żadnych wątpliwości, iż muszę być jakimś dewiantem seksualnym. Niestety nie dowiedziałem się, dlaczego. Trudno byłoby mi stawiać kroki jeszcze wolniej – wyciągnął z tylnej kieszeni pieniądze (płatność zawsze z góry, prawda?) i zanim zatopił się w miękkim materacu ogromnego łoża, położył należność na toaletce Deirdre. Dopiero teraz odpowiedział na jej spojrzenie (ze stoickim spokojem).
- Lubię retoryczne pytania, ale tylko wtedy, gdy mają jakiś sens… bądź drugie dno – a przecież oboje wiedzieli, że Felix nigdy nie poprosi jej o to, by się dla niego rozebrała. Wtedy przekroczyliby wyznaczoną przez Tremaine’a granicę i trudno byłoby powrócić do dziewiczego etapu ich znajomości.


what matters most is how well you walk through the f i r e.


Ostatnio zmieniony przez Felix Tremaine dnia 19.10.15 22:22, w całości zmieniany 1 raz
Felix Tremaine
Zawód : goni mnie przeszłość
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
w środku pękają struny
chwil, pulsuje rzeka
czerwienią moich win,
gonię sam siebie i znów
zamiera świat.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
maybe I deserve all of this.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1475-felix-tremaine https://www.morsmordre.net/t1556-papierowe-wspomnienia#15039 https://www.morsmordre.net/t1522-nieistotny-dysonans#14241 https://www.morsmordre.net/f177-smiertelny-nokturn-13-poddasze https://www.morsmordre.net/t1577-felix-tremaine
Re: Prywatny pokój [odnośnik]19.10.15 20:37
Kiedyś zawsze oddzielał ich porysowany stalówkami piór blat bibliotecznego stolika. Ulubionego, przy wschodnim oknie, wychodzącym na skraj Zakazanego Lasu. W okresie ciepłych dni odgłosy dochodzące z błoni nie były w ogóle słyszalne, można było więc swobodnie otworzyć okiennice na oścież i cieszyć się ożywczym, pachnącym wilgotnymi liśćmi, powietrzem, rozcieńczającym nieco duszne pomieszczenie biblioteki. To miejsce, praktycznie zapomniane przez bibliotekarkę, wśród książek o historii magii i mugolskich odkryciach – najnudniejsze pozycje na liście lektur do przeczytania każdego szanującego się rozrabiaki Hogwartu – było azylem Deirdre bardziej niż jej dormitorium, niż Pokój Wspólny Ślizgonów, a towarzystwo Felixa momentami stawało się jej bliższe niż przyjaźń panny Fawley. Początkowo traktowała starszego bibliofila jako szkodnika, kogoś, kto odkrył jej miejsce i brutalnie je zaanektował. Prawda była zgoła inna, to Tremaine zapewne pierwszy zachwycił się spokojnym i przytulnym miejscem do nauki, ale między nimi nigdy nie padło ani jedno słowo nieprzychylnego komentarza.
Początkowo, w klasie trzeciej, siedzieli w znacznym oddaleniu – stolik był na tyle pokaźny, że bez dotykania się i zrzucania swych rzeczy mogli koegzystować w swoich prywatnych wszechświatach, które z czasem zaczęły się łączyć. Właściwie nie wiedziała, kiedy Tremaine, zamiast zajmować chybotliwe krzesełko naprzeciwko i metr w prawo, zaczął siedzieć tuż obok niej, kiedy ramię w ramię tworzyli swoje eseje, szukali informacji w grubych tomiszczach i analizowali zapisane runami zaklęcia. W ciągłym milczeniu. Rozmawiali ze sobą bowiem tylko kilka razy – niezobowiązująco i dość przyziemnie, pożyczając pióro, sugerując przesunięcie tomiszcza eliksirów, tak, by nie zagrażał misternej konstrukcji z grubych książek albo prosząc o zamknięcie okna. Przy którym czasem, po radosnych godzinach nauki - zwłaszcza w ostatnie wieczory przed wakacjami - obserwowali jasne ogniki śmiejących się w głos uczniów, urządzających na błoniach przyjacielskie pożegnania. Gdzieniegdzie płonęły magiczne ogniska, ktoś włączał przeboje panny Warbeck i nawet do piętra biblioteki dochodziły stłumione odgłosy podekscytowanych rozmów. Doskonale pamiętała tamte wieczory, kiedy przystawali przy tym wysokim oknie i w niewerbalnym porozumieniu przyglądali się ludzkim półcieniom, wirującym w świetle różdżek, nie czując jednak żałoby czy ukłucia żalu. Po prostu należeli do innego, milczącego świata. Teraz natomiast stali się dziwnie rozmowni, jakby tamte szkolne lata stanowiły tylko subtelne preludium do całkowitego obnażania się w najpodlejszym momencie życia.
Wysunęła z koka jedną długą spinkę a potem drugą - będącą tak naprawdę smukłą różdżką - zdradzając mimowolnie Felixowi sposób na zabezpieczenie każdego szalonego stosunku. Bez magii czuła się zbyt bezbronna, a siłą burdelowej rzeczy nie miała na sobie żadnej szaty, w której zakamarkach mogłaby przechować różdżkę. Mężczyźni nie zwracali uwagi na ozdobę, którą miała we włosach a podłużny kształt doskonale spisywał się jako pałeczka do utrzymywania fryzury i zmysłowego pozoru japońskiej księżniczki.
Westchnęła z ulgą, kiedy długie, kruczoczarne włosy opadły jej na ramiona. Już teraz, z rozpuszczonymi włosami, wydawała się kimś innym, a już starcie ostrego makijażu całkiem zniszczyłoby idealny wizerunek wyuzdanej egzotycznej zabaweczki. Felixowi nie musiała go sprzedawać – widział ją w szkolnej szacie, z szaleństwem w oczach (i na głowie), kiedy przygotowywała się do SUMów. Widział ją na korytarzu, na błoniach, w Wielkiej Sali, gdzie wyróżniała się z tłumu zblazowanych Ślizgonów nudziarską powściągliwością. No i egzotyczną urodą, jedynym czynnikiem, który przyciągał do niej wtedy – i teraz? – adoratorów. Stare, słodkie czasy; niemalże uśmiechnęła się do tych wspomnień, ale był to uśmiech gorzki, nieprzyjemny, chociaż dla nieumiejętnego odbiorcy ciągle mieszczący się w granicach naturalnej uprzejmości.
Z jaką witała swojego wyjątkowego gościa, przy którym czuła się zupełnie swobodnie. A przynajmniej takie sprawiała powierzchowne wrażenie, powoli rozmasowując dłońmi obolałe ramiona i nieprofesjonalnie siadając na krawędzi łóżka, plecami do leżącego Felixa. Bez pytania go o zdanie, bez utrzymywania kontaktu wzrokowego, bez przeliczenia finansowego dodatku. Przekręciła głową w prawo i w lewo, a kaskada włosów już całkiem luźno rozpłynęła się do jej łopatek, praktycznie zlewając się z czernią szlafroka.
- …bo wyglądasz na mężczyznę przesyconego perwersją, Tremaine – dopełniła jego wypowiedź bardzo uprzejmym tonem, pozbawionym już tej udawanej słodkości, zagwarantowanej tylko na kilka wstępnych chwil spotkania, kiedy jeszcze nie do końca mogła odnaleźć wygodne miejsce w tym dwuosobowym teatrzyku. Pierwsze wizyty Felixa zazwyczaj obfitowały w zgrzytanie zębów, niepokój i emocje głównie negatywne, jednak z czasem Deirdre pozbyła się tej zwierzęcej nieufności, postanawiając podjąć wścibską grę. Głównie zyskiwała: pieniądze, chwilę odpoczynku, możliwość złapania oddechu w spirali dziwkarskiego pracoholizmu i rozrywkę zdecydowanie wyższych lotów, okraszoną ryzykiem nie choroby wenerycznej a nagłej demaskacji. – Długie włosy, dzikie spojrzenie…pewnie szczerze współczują mi takiego klienta. Zwłaszcza po tym, kiedy wyznałam im, że jesteś wyuzdanym, brutalnym partenofilem – kontynuowała ze śmiertelną powagą w głosie, chociaż jej mocno umalowane usta wygięły się w wyjątkowo pogardliwym uśmiechu. Umotywowanie częstych wizyt Felixa w swoich włościach okropnym fetyszem o mądrej nazwie sprawiło, że współtowarzyszki rozkosznej (nie)doli traktowały Deirdre niczym męczennicę, chroniącą je przed niesamowitym cierpieniem. Cóż, nie zamierzała wyprowadzać ich z błędu i wskazywać nielogiczność szukania dziewicy w burdelu. Ważne, że otrzymywała zawsze świeże kosmetyki i najdroższą bieliznę a inne pracownice nie wtykały swoich wścibskich nosów w nie swoje sprawy, pozwalając cieszyć się Miu swoistą autonomią. Mogła więc teraz wygodnie usiąść po turecku na wygodnym materacu, w końcu odwracając się twarzą do Felixa. Usiąść, przywołać na twarzy uprzejmy acz niepokojący w swej ułudzie uśmiech i po prostu zamilknąć, chociaż na usta cisnęło się jej wiele pytań. Jak zawsze, zresztą, chociaż z każdą wizytą Dei wydawało się, że powoli powracają do pewnego rodzaju cichego porozumienia, jakie łączyło ich lata temu, kiedy obserwowali radosny świat z okna biblioteki.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Prywatny pokój [odnośnik]06.11.15 18:49
#obiecuję #poprawę #kotprzeprosinowy
Zanurzanie się w odmętach różnobarwnych wspomnień najczęściej przenosiło go do świata uwiecznionego przez malarza, który tendencyjnie zniekształcał swoje dzieło, popadając w skrajności – Tremaine lubił idylliczną kreskę kapryśnej pamięci, starał się jednak unikać rozpamiętywania momentów swojego życia uwiecznionych czarną akwarelą. Aczkolwiek strzępki wspomnień utkane w późniejszych latach jego pobytu w Hogwarcie nasycone były najczęściej względnie radosnymi odcieniami pasteli. Ten spokojny etap egzystencji Felixa wypełniła również jej egzotyczna feeria barw, nieco ożywiając jeszcze wtedy stonowany koloryt Tremaine’a.
Mimo iż nigdy tak na dobrą sprawę nie przeprowadzili ze sobą prawdziwej konwersacji (wedle przyjętych przez społeczeństwo standardów), to jednak bez wątpienia wytworzyła się pomiędzy nimi specyficzna nić porozumienia, a w pewnym momencie ich znajomość zaczęła przybierać postać kooperacji. Dzielili ze sobą popołudnia, tracąc młodzieńcze lata na zakuwaniu rozbudowanych formułek, które żadne z nich nie wykorzystało w swym wielce dorosłym życiu; dzielili biblioteczny stolik, chyboczący się na nierównych nogach po dziś dzień; dzielili tęskne spojrzenia uciekające w stronę ogromnego okna, które odgradzało ich od uczniów beztrosko spędzających czas na łonie natury.
Pamięta doskonale ich pierwsze spotkanie. Wdarła się do jego przestrzeni bez żadnego ostrzeżenia, nieodwracalnie naznaczając swą obecnością najcichsze, dotychczas praktycznie odludne miejsce w bibliotece – przez najbliższe sześć lat Tremaine miał wrażenie, że zapach jej perfum wymieszał się z atomami ciężkiego, zakurzonego powietrza nierozerwalnie; być może wciąż jeszcze można natknąć się w bibliotecznym zaciszu na tą charakterystyczną woń (nie)ulotną?
Minęło przecież zaledwie kilka lat od ich ostatniego rytuału milczenia – kiedy to opuścił szkołę, bibliotekę  i ją, dziewczynę, w której oczach kryła się tajemnica. Los zetknął ich ze sobą na londyńskim bruku – Tremaine dostrzegł starą nieznajomą kątem oka, gdy znikała w ostatnim miejscu, w którym spodziewałby się ją znaleźć. Nie mógł więc postąpić inaczej – musiał upewnić się, czy to ona.
Upewniał się z zaskakującą regularnością, traktując ją jak najosobliwsze zjawisko. Dzisiejsze spotkanie nie różniło się zbytnio od ostatniego – ale biorąc pod uwagę całokształt, znacznie ewoluowało od ich pierwszej konfrontacji w dorosłym życiu, która odbyła się na grząskim gruncie niepewności. Wtedy to przecież on (niejako rewanżując się) wdarł się bez zapowiedzi do jej osobistej przestrzeni - nic więc dziwnego, że potrzebowała czasu, by dać się oswoić.
Obserwował w ciszy absolutnej jej powolny proces zrzucania mentalnego kostiumu gejszy. Miękkie włosy Deirdre spłynęły odmętami błyszczącej, czarnej kaskady na kontrastującą z nimi alabastrową skórę łabędziej szyi; chwilę później zamarły w bezruchu na wpadającym w inną tonację czerni szlafroku z jedwabiu, muślinu, a może atłasu (nie wymagajmy od mężczyzny znajomości faktury tkanin). Miał wrażenie, że równie dobrze mógłby w tym momencie po prostu zniknąć, wtopić się w ornamentowe wzory na fikuśnej pościeli – kobieta zachowywała się tak, jakby go tam nie było, co tylko uświadczyło Felixa w przekonaniu, że dotarli chyba do momentu, w którym to Tsagairt (być może nawet nie do końca świadomie) zaakceptowała obecność nieproszonego gościa w swoich komnatach. Gdy zrobiła się nieco bardziej rozmowna niż zwykle, uznał, iż musi skorzystać z okazji oraz postarać się uśpić jej czujność słowną grą wstępną, by później spróbować skonsumować ich dziwny związek dusz i w końcu dowiedzieć się o niej czegoś więcej...?
- Poważnie? Wiem, że są w stanie przełknąć… niemal wszystko… – w innym miejscu te słowa zapewne nie zabrzmiałyby tak dwuznacznie. – Ale co partenofil miałby szukać wśród kobiet… mocno doświadczonych seksualnie? Sposobu na wyleczenie się z fetyszu? – ironiczny półuśmiech wykwitł na jego twarzy. Czasem trudno było mu zrozumieć bezmiar ludzkiej głupoty. Nie starał się nawet ukryć rozbawienia, gdy skontrastował jej słowa z zachowanymi na kliszach pamięci, przerażonymi spojrzeniami, którymi obdarzały go za każdym razem córy Wenus; teraz będzie przynajmniej wiedział, co kryło się w ich głowach i skąd owa reakcja na jego rzadko kiedy wywołującą aż tak skrajne emocje osobę. – A może wprost przeciwnie? Opowiadasz im bajeczki o tym, jak to zmuszam Cię do odgrywania cnotliwej niewiasty? – jakoś trudno było mu sobie wyobrazić Deirdre wyzutą z seksapilu, leżącą w poddańczej pozie i nieśmiało odwracającą wzrok od usługobiorcy. Z drugiej strony nie wątpił w jej zdolności aktorskie, ani w to, że hołdowała zasadzie klient nasz pan. Z pewnością poradziłaby sobie jakoś w roli dziewiczego dziewczęcia (zważywszy na to, że codziennie musiała ubierać o wiele trudniejszą maskę).
Gdy odwróciła się do niego twarzą, Tremaine zawahał się przez chwilę, ale ostatecznie zdecydował się na podjęcie próby skierowania rozmowy na pożądany przez niego tor.
- Mój znajomy z Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami wspomniał w trakcie rozmowy, że pracowałaś w Ministerstwie… – zawiesił głos, siląc się na nonszalancki ton wypowiedzi, tak jakby właściwie w ogóle nie interesowała go jej odpowiedź. Aczkolwiek przecież oboje dobrze wiedzieli, że nie było żadnego znajomego, a już na pewno Felix nie dowiedział się niczego o jej przeszłości przez zupełny przypadek.


what matters most is how well you walk through the f i r e.
Felix Tremaine
Zawód : goni mnie przeszłość
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
w środku pękają struny
chwil, pulsuje rzeka
czerwienią moich win,
gonię sam siebie i znów
zamiera świat.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
maybe I deserve all of this.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1475-felix-tremaine https://www.morsmordre.net/t1556-papierowe-wspomnienia#15039 https://www.morsmordre.net/t1522-nieistotny-dysonans#14241 https://www.morsmordre.net/f177-smiertelny-nokturn-13-poddasze https://www.morsmordre.net/t1577-felix-tremaine
Re: Prywatny pokój [odnośnik]09.11.15 20:30
Wpatrywała się w Felixa uważnie, z miną sfinksa lub kota, oceniającego upolowaną zdobycz. Jeszcze żywą, wesoło podrygującą w ostatnich spazmach, obtaczającą się we krwi sączącej się z ran, stanowiącą doskonałą zabawkę na kolejne minuty. Obdarzała go spojrzeniem jednocześnie uważnym – jakby nie chciała, by zrządzeniem kapryśnego losu ofiara zdołała uciec i wydać ostatnie tchnienie bez milczącego widza – kpiącym i niemalże wzruszonym. Praktycznie nie mrugała, nie poruszała żadnym mięśniem twarzy i nie zmieniała ułożenia kącików ust, o manewrach odzianego w szlafrok ciała nie wspominając. Ostatnio przywykła do odgrywania doskonale wyciosanej rzeźby, zastygłej w profesjonalnym odegraniu konkretnej emocji. Podniecenia, strachu, wzruszenia, rozbawienia, nieukojonego pragnienia. Wystarczyło odpowiednio napiąć mięśnie, rozchylić usta, przymknąć powieki, zacisnąć dłonie – czysta fizyczna praca tworzyła nieopisaną sztukę, czyniąc z Deirdre prawdziwą rzemieślniczkę, w pocie czoła pracującą nad swoim najnowszym dziełem. Nie chodziło o talent, o napływ weny, o wzniosłe ideały. Prawdziwe arcydzieło wymagało prymitywnych narzędzi, obolałego ciała, siniaków i gorzkich płynów ustrojowych. Przez piekło ciężkiej pracy aż do niebios estetyki – tak można byłoby to opisać w beznadziejnym przewodniku po nocnych uciechach magicznego Londynu, wychwalającego Wenus i polecającego skorzystanie z usług egzotycznej Miu.
Teraz zastygłej w wyrazie niemej prowokacji. Takiej z najniższej manipulacyjnej półki, nie posuwała się przecież do żadnych niemoralnych czynów, po prostu śledząc wzrokiem półleżącego mężczyznę. Próba przesunięcia granicy i wręcz zepchnięcia dawnej znajomości do poziomu niemoralnych igraszek z góry skazana była na niepowodzenie – Deirdre nie potrafiłaby przesunąć dłońmi po ciele Felixa w taki sposób, jak robiła to z inną naleciałością przeszłości całkiem niedawno. Do szalonego Tremaine nie czuła żadnej słabości, traktując go z czymś w rodzaju szacunku, którym obdarzało się zazwyczaj rękopisy wyciągnięte ze starych archiwów czy też relikty pradawnej historii. Zamknięte za szklaną szybą, opowiadające jakąś tajemną historię, na jakiej odkrycie czekało się z wypiekami na twarzy. Krukoński, biblioteczny towarzysz stanowił więc eksponat: na tyle interesujący, by uniemożliwić ominięcie go ze znudzoną miną i jednocześnie na tyle łagodny w swym oddziaływaniu, by nie kusić Deirdre do trzaśnięcia nim o ścianę. Felix wręcz idealnie wstrzelił się w bezpieczną dla siebie lukę, łagodząc dotychczas mordercze obyczaje egzotycznej Miu. Względnie oswojonej z jego platonicznym towarzystwem, na tyle, by kulturalnie rozpocząć przemiłą pogawędkę, później już milknąc na dobre. Wsłuchiwała tylko jego pytań retorycznych z tym samym uśmiechem, wcale nie wyglądającym na przyklejony – siedząca po turecku Dei, z czarnymi włosami spływającymi na jej ramiona, z szlafroczkiem moralnie zasłaniającym praktycznie całe ciało wyglądała jak ujęta na mugolskiej, nieruchomej fotografii, doskonale odzwierciedlającej fizyczne niuanse i błysk w oku, ale kompletnie martwej.
Słuchała jego wypowiedzi o przełykaniu, odgrywaniu a także mitycznym znajomym z głupkowatego departamentu w milczeniu, bez okazania jakiejkolwiek wyższej emocji. Jakby w momencie rozpuszczenia włosów i wygodnego ułożenia się na miękkiej pościeli ktoś odciął Deirdre magiczne zasilanie, czyniąc z niej ładną wydmuszkę. Poruszającą się w końcu po naprawdę długim czasie, chociaż gest, jaki wykonała, był dość leniwy i wręcz przypadkowy. Przesunęła lewą dłoń nad prawy nadgarstek i kolistymi ruchami zaczęła masować widocznie bolące mięśnie, nie spuszczając nieco przerażającego w swej stałości wzroku z Felixa. – I…? – powiedziała w końcu pytająco, w oczekiwaniu na dalszy ciąg pasjonującej opowieści z Ministerstwa. Wolała milczeć i ponownie ukryć się za miłym parawanem osoby na wpół spetryfikowanej, niż pozwolić swoim pytaniom wybrzmieć w przesyconym zapachem jaśminu powietrzu. Przesunęła się także minimalnie do tyłu, opierając się plecami o wysoką kolumnę łóżka. Mogła tak odpoczywać godzinami i zastanawiała się, kto w ostatecznym rachunku okaże się bardziej niecierpliwy: Felix, opuszczający w stanie irytacji jej pokój raz na zawsze, czy ona sama, prezentująca mężczyźnie swoje oralne umiejętności, by wystraszyć go na dobre tym ideałem sięgającym bruku.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Prywatny pokój [odnośnik]16.11.15 13:59
Coś w jej bacznym spozieraniu tudzież w pozach do cna teatralnych nieustannie przywodziło Tremaine’owi na myśl pewną osobę, stale wypełniającą jego przestrzeń osobistą – równie gadatliwą, równie łatwo okazującą swe prawdziwe emocje. Przywykł do takiego sposobu obcowania ze światem już ładnych kilka lat temu – Orpheus był wybitnie wytrwałym nauczycielem i po jakimś czasie udało mu się zaszczepić w swym uczniu całe pokłady cierpliwości. Dlatego też, jeśli naprawdę myślała, że jej lakoniczne wtrącenie wyprowadzi go z równowagi, to chyba zdecydowanie go nie doceniła. Przecież podobne dialogi o zabarwieniu monologowym rozbrzmiewały już w jej quasi-królewskich komnatach wielokrotnie.
Baheire nigdy jednak nie emanował seksapilem w tak, cóż, ordynarny sposób – Felix nie był nawet do końca pewien, czy jego przyjaciel w ogóle zdaje sobie sprawę ze swojego cielesnego piękna. Deirdre natomiast nie miała żadnych zahamowań i bezczelnie igrała z jego męskim pierwiastkiem, poczynając sobie coraz śmielej, jakby badała, w którym momencie jej dziwaczny klient zapomni, co oznacza słowo samokontrola i… zda się całkowicie na zwierzęce instynkty?
A przecież należał do rodu męskiego, pozostawał więc zawsze stworzeniem posiadającym dwa mózgi – z pewnością nie był wyjątkiem, na który nie miałby wpływu ów charakterystyczny dla mężczyzn umysłowo-cielesny duumwirat. Dlatego też obserwowanie jej pozornie przypadkowych ruchów, które wydały mu się podejrzanie sensualne; oraz dostrzeganie zmysłowej zabawy cieniutkim szlafrokiem (czy to było tylko jego nadinterpretowanie sytuacji? - bo choć szlafrok otulał ją całą, Felix miał dziwne wrażenie, że za chwilę niby przez przypadek odsłonią się jakieś skrawki miejsc niebezpiecznie bliskich newralgicznym okolicom)… Cóż, w pewien sposób go to drażniło; a przynajmniej mocno dekoncentrowało, gdy usilnie starał się jedynie zatapiać się w tajemnicach wymalowanych w głębi spojrzenia sukkuba i nie błądzić wzrokiem po okolicy dekoltu demona nocy.
- Czy jest jakiś temat, który byłby dla nas... hm, ziemią niczyją? Na tyle bezpieczny i neutralny, żebyś zechciała powiedzieć mi o sobie cokolwiek? – rzucił niezobowiązująco, zastanawiając się, o czym Miu byłaby skora porozmawiać. Ta rozmowa nie należała do najłatwiejszych; żadną konwersację z Deirdre nie można było taką nazwać. Ale to przecież dlatego wraca do niej, wiedziony ciekawością. Jej przeszłość wciąż jawi mu się tylko jako biała kartka, na którą z ogromnym trudem nanosi do czasu do czasu swoje spostrzeżenia oraz jakimś cudem wyciągnięte od niej strzępki informacji. Bawi się w rozwiązywanie enigmy, starając się podejść Tsagairt w każdy możliwy sposób. Na tyle ostrożnie oraz nieinwazyjnie, by nie wycofała się spłoszona w głąb siebie, odgradzając się od niego jeszcze większym murem ochraniającym prawdziwe ja kobiety (człowieka, nie kurtyzany).


what matters most is how well you walk through the f i r e.
Felix Tremaine
Zawód : goni mnie przeszłość
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
w środku pękają struny
chwil, pulsuje rzeka
czerwienią moich win,
gonię sam siebie i znów
zamiera świat.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
maybe I deserve all of this.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1475-felix-tremaine https://www.morsmordre.net/t1556-papierowe-wspomnienia#15039 https://www.morsmordre.net/t1522-nieistotny-dysonans#14241 https://www.morsmordre.net/f177-smiertelny-nokturn-13-poddasze https://www.morsmordre.net/t1577-felix-tremaine
Re: Prywatny pokój [odnośnik]16.11.15 15:25
Przesadna otwartość nigdy nie pasowała to osobowościowego całokształtu Deirdre nieco dzikiej, trzymającej się na dystans i odległej. Od dziecka mówiła mało, co tylko nasiliło się w okresie hogwarckiej edukacji, gdzie odzywała się tylko w momentach stricte naukowych oraz chwilach werbalnie okazywanej niechęci, kiedy zbyt śmiały chłoptaś próbował okazać egzotycznej panience swoje zainteresowanie. Mimo burzliwego charakteru pozostawała wręcz chłodna, idąc przez życie z oschłością martwego drzewa, ciągle dumnie rzucającego swoimi martwymi gałęziami cień, ale cień dość wątły, bo pozbawiony życiodajnej objętości liści. Nie ubolewała nad tym wcale, nigdy nie chciała być płodna, ani w znajomości ani w powszechny szacunek, marząc wyłącznie o słodkim smaku władzy. Prawdziwej władzy, jaką przecież otrzymała razem z roboczym, koronkowym ubiorem, mogąc rządzić nie czarodziejskim narodem brytyjskim a pragnieniami mężczyzn. Bolesna degradacja, jaką jednak Dei przyjmowała z doskonale pozorowanym spokojem, nawet jeśli na jej pracowniczym łóżku spoczywał w tej chwili relikt chlubnej przeszłości. Żywcem przeniesiony z czasów, kiedy uczyła się zapamiętale, by kiedyś móc zasiąść za dębowym biurkiem ministra magii i doprowadzić świat do porządku, będąc najmożniejszą z możnych, najbardziej szanowaną, najbardziej poważaną. Najwspanialszą.
Megalomania nie opuszczała jej nawet w czterech ścianach swojego prywatnego miejsca moralnej kaźni. Uśmiechając się do Felixa nie czuła już strachu, który całkowicie sparaliżował ją podczas pierwszego spotkania - tamto intensywne uczucie rozpłynęło się w jaśminowym powietrzu, otulając ją teraz delikatnym materiałem peniuaru. Tremaine nie mógł jej zagrozić, przebywał tutaj na jej warunkach i nawet jeśli bezbożnie sięgnąłby w jej stronę po strzępki utajnionych informacji, nie mógł ich otrzymać. Wierzyła w to niemalże święcie, nauczona już dziwkarskim doświadczeniem swojej przewagi nad mężczyznami. Nawet, jeśli była kompletnie ubrana, a śliski materiał szlafroka odsłaniał zaledwie ramiączka drogiego, koronkowego biustonosza. Czuła na sobie wzrok Felixa, ale wyjątkowo jej nie deprymował. Mogłaby siedzieć tak wygodnie przez całą godzinę: wytrenowane usta nie bolały ją już od sztucznego uśmiechu, nawet jeśli musiała utrzymywać go przez długi czas.
- Możemy porozmawiać o pogodzie – zaproponowała z uniżoną uprzejmością, postępując zgodnie z kodeksem idealnej prostytutki: musiała odpowiadać szczerze….albo tak, jak pragnął tego klient. Także ten platoniczny, chociaż Tremaine był cnotliwym wyjątkiem potwierdzającym wyuzdaną regułę. – Ewentualnie mogę opowiedzieć ci moją wzruszającą historię. O tym, jak się tutaj znalazłam. O tym, jakie to dla mnie trudne. O tym, jak bardzo tego nienawidzę – kontynuowała powoli, nie spuszczając wzroku z jego oczu, wyraźnych nawet w rozświetlonym świecami, kameralnym półmroku, zupełnie innym od rozjarzonej żyrandolami biblioteki, w której spotykali się przed laty, obserwując się z ukosa i w najśmielszych snach nie przewidując, że spotkają się kiedyś w takim miejscu. Brzmiała stuprocentowo poważnie, wręcz smutno, chociaż miała równie smutną pewność, że Felix zrozumie jej zawoalowaną kpinę – Albo…po prostu mogę obciągnąć ci tak, że długo tego nie zapomnisz - dokończyła tonem tak słodkim ja wulgarne były jej słowa, kompletnie niepasujące do przemiłego uśmiechu, widocznego ciągle na jej twarzy. W końcu drgnęła, podnosząc bladą dłoń, i przesunęła nią od kolana Felixa w górę, powoli, jakby wyjątkowo zainteresowała ją struktura materiału jego spodni. I reakcja na przełamanie pewnego milczącego tabu. – Myślę, że ta ostatnia opcja byłaby najrozsądniejsza – dodała teatralnym szeptem, doskonale odgrywając dziewczątko niemalże zawstydzone swoją bezpośredniością


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Prywatny pokój [odnośnik]19.11.15 13:55
Jej marzenia nazwałby z pewnością przerostem ambicji, bowiem, choć trudno powiedzieć, że chłopiec z cyrku nie ma w sobie pierwiastka fantasty, to jednak patrzy z nauczonym go przez doświadczenie pragmatyzmem na wizualizowanie sobie w myślach tego, co w głowie wydaje się takie łatwe do osiągnięcia, a w trakcie rzeczywistych zmagań z codziennością udaje się tylko nielicznym. Nigdy nie liczył na to, że egzystencja okaże się dla niego łaskawa – że dostanie coś, co  nie było i zapewne nie będzie w zasięgu jego możliwości oraz predyspozycji narzuconych przez kapryśną fortunę. Nie urodził się jako jedna z dumnych latorośli czystokrwistego rodu, trudno więc oczekiwać, że świat padnie do stóp bękarta chowającego się w cieniach Nokturnu.
Niektórzy mają zawsze z górki; oni natomiast muszą mozolnie wdzierać się na upragniony szczyt, czasem do krwi kalecząc sobie ranione różnymi przeciwnościami losu palce. Upadki bywają dotkliwie bolesne – szczególnie, gdy już obserwujesz przeszłość z miejsca całkowicie Cię satysfakcjonującego; gdy zasmakujesz możliwości widocznych poza horyzontem – i nagle znowu klęczysz na obdartych kolanach w życiowej niecce, spoglądając z perspektywy przegranego na wierzchołek zatopiony w chmurach na niebotycznej wysokości.
Z trudem powstrzymał się od westchnięcia, gdy jej karminowe usta ułożyły się w grymas trudny do zinterpretowania; a chwilę później wypłynęły przez nie sztucznie uformowane słowa. Lodowata uprzejmość, z jaką zaproponowała bezpłciową wymianę zdań o warunkach atmosferycznych - ubrana w maskę służalczości - pojawiła się jako pierwsza, chwilę później przemieniając się w afektację, która byłaby zapewne w stanie zmiękczyć co poniektórych bywalców królestwa Miu. Być może Tsagairt, opowiadając przesiąkniętym żałością głosem, mogłaby poruszyć również w jego sercu jakąś czułą strunę – ale tak się nie stało, bowiem zmusiła go, by powoli wysączył jej smutek, w którym za dużo było fałszu.
Po co odgrywała przed nim tę rolę? Co chciała osiągnąć, kpiąc sobie z niego w żywe oczy? Naprawdę aż tak bardzo przeszkadzała jej jego obecność, że musiała uciekać się do przemieniania się w stuprocentową Miu, w której naprawdę trudno było dostrzec resztki osobowości Deirdre?
A potem, wciąż nie pozbywając się tego irytującego uśmiechu, zaproponowała mu chwilę oralnej przyjemności; tak jakby kiedykolwiek coś w kwestii jej nietykalności mogło się zmienić…
Drgnął nieznacznie, gdy bez ostrzeżenia przedarła się przez jego sferę osobistą. Nie skomentował tego w żaden sposób – jedynie powiódł wzrokiem po śladzie wyznaczanym przez peregrynację delikatnej dłoni kobiety, zmierzającej swym dotykiem w okolice dość wrażliwego punktu na mapie ciała Felixa.
O ile jej dwie pierwsze wypowiedzi w żaden sposób go nie obeszły – co najwyżej odrobinę zirytowały - to ostatnia propozycja zdecydowanie podniosła mu ciśnienie, choć bardzo starał się tego nie okazywać.
Po dłuższej chwili milczenia oderwał wzrok od smukłych palców Deirdre i pozwolił sobie ponownie prześwietlić ją spojrzeniem.
- Na co więc czekasz, Miu? Powinnaś już mieć ręce pełne roboty… – dość nieoczekiwanie przystał na propozycję kobiety. To miał być dla niej otrzeźwiający policzek, przypominający Deirdre, kim jest – zarówno ona, jak i on dla niej.


what matters most is how well you walk through the f i r e.
Felix Tremaine
Zawód : goni mnie przeszłość
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
w środku pękają struny
chwil, pulsuje rzeka
czerwienią moich win,
gonię sam siebie i znów
zamiera świat.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
maybe I deserve all of this.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1475-felix-tremaine https://www.morsmordre.net/t1556-papierowe-wspomnienia#15039 https://www.morsmordre.net/t1522-nieistotny-dysonans#14241 https://www.morsmordre.net/f177-smiertelny-nokturn-13-poddasze https://www.morsmordre.net/t1577-felix-tremaine
Re: Prywatny pokój [odnośnik]20.11.15 19:06
Właściwie sama nie wiedziała, dlaczego staje (się?) przed nim taka drżąca, niezdecydowana w swojej paradoksalnej stałości rzeźby. Potrafiła przecież utrzymać zdrowy dystans, odseparować się od niego własnym ciałem, stającym się wyjątkowo narzędziem generującym chłód a nie ogień, trawiący trzewia goszczących u niej mężczyzn. Może gubiła się nieco w swoich uczuciach? Może nie potrafiła tak chirurgicznie oddzielić przeszłości od przyszłości a jej dopracowana do najmniejszego szczegółu linia czasu, stawała się chaotyczna i plątała się gdzieś pomiędzy jej palcami, czekając tylko na mitologiczne przecięcie? Za dużo filozofii, za mało konkretów: nie mogła włamać się do głowy Felixa i wyciągnąć z niej jego pragnień, bo pozostawał daleko poza jej zasięgiem, jak wtedy, w bibliotece, kiedy mogła co najwyżej zerkać mu przez ramię, próbując odcyfrować równe pismo. Układała historię z tych strzępków słów, z inkantacji zaklęć, z dat, ale i tak nie potrafiła dotrzeć do sedna jestestwa tajemniczego Krukona, które przecież musiało być zamknięte w notatkach z historii magii. Starała się patrzeć na naukowego przyjaciela z otwartym umysłem i ślizgońską podejrzliwością, ale nigdy nie udało się jej poznać go chociaż odrobinę głębiej. Mogła jedynie na zawsze zapamiętać jego wąskie oczy, ostre rysy twarzy, cień rzęs padający na kości policzkowe i długie palce, błądzące po drobniutkich literkach zapisanych stronic. Fizycznie mogła odrysować go jak od wzoru, połączyć wszystkie kropki, ubrać go w szkolną szatę, wygiąć usta w uśmiechu a za ucho założyć pióro, pobrudzone na końcu ciemnogranatowym atramentem. Poza tym poruszała się na ślepo, jednocześnie rozluźniona i spięta, uspokojona i zirytowana, przekonana o własnej wyższości i tą wyższość natychmiastowo tracąca. Tremaine znów był o krok do przodu. Nie zobaczyła na jego twarzy wyczekiwanej frustracji czy obrzydzenia. Tylko wyczuwalne pod palcami drżenie jego mięśni mogły zasugerować jej jakąś wizję przyszłego sukcesu, ale zbyt skupiła się na jego wzroku. Ostrym i nieco kpiącym; wystarczyło jedno krótkie spojrzenie, by wytrącił jej oręż z ręki, sprawiając, że Deirdre momentalnie zaschło w gardle.
Na nieposłuszeństwo losu lub swoich marionetek - czyli wszystkich ludzi w jej życiu - reagowała wewnętrzną wściekłością, zazwyczaj doskonale ukrywaną pod prezencją niewinnej pensjonarki. Nauczyła się zmieniać swoje niezadowolenie w chęć poprawienia umiejętności i ten nawyk pracoholiczki zadziałał także i teraz, szybciej, niż zdążyła pomyśleć. Zawahała się tylko – aż! – na trzy długie sekundy, kiedy po prostu patrzyła Felixowi prosto w oczy, wiedząc, że on wie, że ona wie co Tremaine właśnie się o niej dowiedział. Że nie jest pewna. Że jednak idealna maska posiada głęboką wyrwę, oszpecającą piękną buzię Miu. Że w odpowiednim świetle i przy odpowiedniej dawce przeszłości, ktoś może doprowadzić ją do nieprzyjemnego drżenia.
Musiała jak najszybciej zatrzeć to wrażenie, ale w jej następnych poczynaniach nie było ani grama paniki. Mrugnęła, raz, drugi, po czym jej usta znowu wykrzywiły się w służalczym uśmiechu a palce powoli przesunęły się jeszcze wyżej po jego udzie.
- W końcu zaczynasz mówić jak mężczyzna, Felixie – odparła powoli, nie siląc się na zbytnią zmysłowość. Nie była potrzebna, nie kiedy zwinnie przesuwała się tuż obok jego ciała, dbając tylko o to, by peniuar pozostał na swoim miejscu, odsłaniając co najwyżej linię wystających obojczyków. I tak przykrytych zasłoną czarnych włosów, kiedy sprawnie odpinała pasek mężczyzny i rozpinała jego rozporek, drugą dłonią przesuwając powoli po materiale spodni. Podnosząc na niego wzrok tyleż zdeterminowany co prowokujący.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Prywatny pokój [odnośnik]29.11.15 1:25
Nie tylko ona miała problem z przesiewaniem przez sito czasu różnorodnych aspektów ich przeszłej-teraźniejszej (nie)znajomości. Niemniej jednak jedna zależność była dość oczywista i aż do tego momentu niezmienna – gdy jeszcze zatracali się we względnie beztroskiej, szkolnej rzeczywistości drobne dziewczę jawiło mu się jako osoba, która poczułaby się niekomfortowo, gdyby przekroczył wyznaczoną jej spojrzeniem linię, odgradzającą strefę Ślizgonki od przestrzeni Krukona; nie śmiał w żaden sposób naruszyć tych granic, bowiem z nieznanych nawet Felixowi powodów zależało mu na utrzymaniu z nią pozytywnych relacji. Dość szybko zdążył się przyzwyczaić do ciszy przeładowanej ich wspólnymi szelestami, tworzącymi spójną całość; bez przeciwwagi w postaci siedzącej naprzeciwko niego Deirdre harmonia całkowicie by zaniknęła, pozostawiając jedynie nieprzyjemnie obcy dysonans - dziwnie niekompletny, nieswojo brzmiący.
Nawet wtedy, kiedy nie do końca pewien swoich intencji władował się do ekskluzywnych komnat Wenus swoimi zabłoconymi buciorami i znalazł ją właśnie w tym pomieszczeniu – w wyuzdanej pozie, odzianą jedynie w skąpy uśmiech, ani przez chwilę nie przeszło mu przez myśl, że mógłby wykorzystać sytuację, w jakiej się znaleźli, aby... spełnić męskie fantazje? Utracić coś, co budowali w milczącej zgodzie przez tyle czasu... po to, żeby...?
Wciąż przecież widział w Miu tamtą Deirdre... i choć dychotomia tych myśli z początku utrudniała mu odnalezienie się w nowej sytuacji (po dziś dzień ma z tym problemy), to jednak nie zamierzał dążyć do wyparcia ze świadomości obrazu ich pięcioletniej znajomości. Ba, starał się go wykorzystać, aby uzupełnić brakujące fragmenty rzeczywistości, co – jak widać po dotychczasowym przebiegu konwersacji tej dwójki – wciąż mu się nie udało.
Niemniej jednak nie mógł zrozumieć, dlaczego zachowywała się tak, jakby leniwe godziny w hogwardzkiej bibliotece nigdy nie upłynęły; dlaczego jedynie przez chwilę zdawała się powątpiewać w szczerość upokarzających kobietę słów, które padły z jego ust; dlaczego zwątpiła w niego tak szybko?
Trochę go to zabolało.
A przecież tyle razy uświadamiał ją czynem i słowem, półsłówkiem bądź też niewerbalnym komunikatem, że przychodzi tutaj dla niej - by uratować ją przed samą sobą?
Nie potrafił zaakceptować tego, iż być może ona wcale nie chce zostać uratowana, co przecież sukcesywnie przekazywała mu na milion różnych sposobów. Ale on chyba po prostu nie chciał tego dostrzec - a przede wszystkim nie potrafił zrozumieć jej wyboru.  
W ciemnych tęczówkach dostrzegł zawahanie; wyczuł niepewność w ruchu kobiecych dłoni – lecz trwało to zatrważająco krótko; przeraziło go to, jak szybko Miu zamaskowała ten ślad człowieczeństwa, ponownie przybierając swoją maskę. Być może dlatego zareagował z opóźnieniem na jej sekwencję mechanicznych ruchów – gdy przysunęła się do niego, bezpardonowo rozpoczynając grę wstępną, przez chwilę po prostu z niedowierzaniem wpatrywał się w znajdującą się teraz zaskakująco blisko, pozbawioną wyrazu twarz Deirdre; zreflektował się po rozciągniętym w jego myślach do niebotycznych rozmiarów czasie, po czym zatrzasnął jej dłonie w stalowym uścisku.
- Nie muszę nikomu płacić, by udowodnić sobie swoją męskość – powiedział tak lodowatym tonem, że nawet jego zaskoczył bijący od tych słów chłód. Wyswobodził się i przysiadł (w bezpiecznej odległości od Deirdre) na krawędzi łóżka, by zapiąć poluzowany pasek.


what matters most is how well you walk through the f i r e.
Felix Tremaine
Zawód : goni mnie przeszłość
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
w środku pękają struny
chwil, pulsuje rzeka
czerwienią moich win,
gonię sam siebie i znów
zamiera świat.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
maybe I deserve all of this.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1475-felix-tremaine https://www.morsmordre.net/t1556-papierowe-wspomnienia#15039 https://www.morsmordre.net/t1522-nieistotny-dysonans#14241 https://www.morsmordre.net/f177-smiertelny-nokturn-13-poddasze https://www.morsmordre.net/t1577-felix-tremaine
Re: Prywatny pokój [odnośnik]02.12.15 18:14
Nie potrzebowała jego łaski, a właśnie w kategoriach tego chrześcijańskiego współczucia w boleści postrzegała podskórnie jego regularne wizyty. Początkowo uznawała je za zemstę, później potrafiła - w przebłyskach trzeźwości - wskazać ciekawość jako powód powracania Felixa do jej pokoju, wypełnionego zapachem jaśminu i podniecenia. Próbowała na wiele sposobów odgadnąć myśli długowłosego mężczyzny, ale pozostawały one ciągle wiedzą tajemną, jednocześnie pociągającą i frustrującą. Tremaine był najdziwniejszą więzią, łączącą ją z przeszłością. Mieszał w sobie niewinność młodości, pragnienie powrotu do tego cudownego, beztroskiego okresu z bardzo dorosłym pożądaniem tajemnicy, jaką w sobie nosił. Stanowił dla niej wyzwanie intelektualne: przy nim nie musiała wspinać się na wyżyny fizycznego kunsztu, nie zdzierała sobie kolan o szorstki dywan, nie hamowała obrzydzenia. Po prostu spędzała z nim czas i nie było to eufemistyczne nazwanie erotycznych wyczynów z górnej półki czy przekraczanie granic moralności. Zazwyczaj siedzieli  na przeciwko siebie, próbując ograć przeciwnika, czegoś się o nim dowiadując. Od kilku długich tygodni Felix ciągle opuszczał Wenus z wynikiem zerowego remisu, może odrobinę przechylającego zero na jego stronę. Nie wiedziała nic o jego życiu, on nie wiedział nic o życiu Tsagairt...prawie nic. W końcu znalazł ją w tym miejscu intelektualnej kaźni, w końcu przyszpilał ją do wygodnego materaca tymi intensywnie jasnoniebieskimi oczami, w końcu prowokując ją do zerwania maski.
I nałożeniu następnej? Postępowała na ślepo, w jednej chwili czując pod dłońmi jego ciepłe ciało, w drugiej - posłusznie poddając się stalowemu uściskowi jego dłoni. Miała wrażenie, jakby palce Felixa, zaciskające się na jej nadgarstkach, natychmiastowo zablokowały dopływ krwi do jej dłoni. Stały się chłodne, półmartwe, obce. Te równo pomalowane paznokcie nie należały do niej, tak samo jak Tremaine nie należał do jej świata, pozostając wyłącznie niedokrwioną tkanką przeszłości, rakotwórczo wrastającą w nowy organizm Miu Ling. Kiedy złapała jego spojrzenie - ostre, niechętne, sztuczne - na sekundę uśmiechnęła się naprawdę szaleńczo a białe kły zalśniły nienaturalnie w chybotliwym blasku świec. Nie było w tym ani odrobiny delikatnej zmysłowości, z jaką przed chwilą rozpinała jego rozporek, raczej schizofreniczna drapieżność modliszki, gotowej odgryźć mu głowę, gdyby coś poszło nie po jej myśli.
Nie zrobiła tego jednak, kiedy odepchnął ją lekko, samemu wykonując typowo męski gest zapinania paska spodni. Powinna zaproponować mu drogie cygaro tuż po, ale zamiast tego po prostu kładła się na plecach, sięgając dłońmi zagłówka łóżka. W geście absolutnego zrelaksowania, odegranego do perfekcji. Wyciągnięte bose stopy, wyciągnięte palce, ciało wygięte jak struna, dalej moralnie okryta szlafrokiem. Obserwowała Felixa z uwagą, zaciskając usta w cienką linię.
- Jeden do zera, Tremaine - powiedziała po chwili ze słodkim przejęciem sędziego na bokserskim ringu, winszującego wygranej swojemu faworytowi. W tym przypadku faworytce; w końcu to Deirdre udało wprowadzić się mężczyznę z równowagi, co prawda chwytem poniżej pasa (dosłownie?), ale liczył się efekt. Na sekundę na jego twarzy wykwitła odraza pomieszana z zdegustowaniem (albo dobrze uroiła sobie te dwie emocje), gwarantując jej pewną satysfakcję, zwłaszcza, kiedy widziała jego plecy, znikające za chwilę za drzwiami pokoju. - Czekam na rewanż - zdążyła go pożegnać niemalże radośnie, zanim znowu opadła w miękkie poduszki, czując dziwną gorycz. Triumf nie smakował już tak słodko, jak kiedyś - może dlatego, że także należał do świata urojeń?

ztx2 | <3


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Prywatny pokój [odnośnik]10.04.16 14:31
Rzadko kiedy bywało tak, że Asellus miał skrupuły i wyrzuty sumienia. Sam siebie określał jako osobę raczej zdystansowaną i chłodną, bo nie chciało mu się zbytnio zważać na emocję, które targały innymi. Był samolubny, to prawda. Zważywszy na fakt wszystkich wydarzeń w jego życiu to była sprawa bardzo naturalna. W końcu przyzwyczaili go do tego wszyscy najbliżsi z jego otoczenia. Ojciec, matka, rodzeństwo. Nie darzyli się miłością o której pisze się w książkach. Każdy z nich miał swoje miejsce na ziemi i robił wszystko, żeby przedłużyć dobre nazwisko Blacków.
To, że młody Black odwiedzał Wenus nie tylko w celach wizytacyjnych lorda Lestrange'a dla niego było całkiem zrozumiałe. Nie obnosił się z tym jednak na tyle, by ktokolwiek mógł oceniać jego osobę jako tego złego kawalera, który odwiedza dom uciech. Każdy miał swoje potrzeby, a jeżeli miał miał wybierać to Wenus było dużo bardziej bezpiecznym miejscem do odbycia stosunku niż bar przepełniony zdrajcami krwi. Co z tego, że jego ulubienica też się do nich zaliczała? Tratował ją inaczej tylko dlatego, że znała swoje miejsce. Przyzwyczaił się do niej nie dlatego, że darzył ją jakimiś emocjami. Po prostu potrafiła spisać się tak, jak tego oczekiwał.
- Papierosa? - zapytał gdy tylko udało mu się założyć na siebie koszulę, której jeszcze kilka chwil temu nie miał na sobie. Nie zaczekał na odpowiedź ze strony dziewczyny, bo to był w sumie taki ich mały rytuał. Poza tym płacił jej takie pieniądze, że nawet jako przeciwniczka tytoniu powinna grzecznie skinąć głową i zgodzić się na to. Inną kwestią było to, że jego status szlachecki zobowiązywał ją do grzecznego wykonywania poleceń. Przynajmniej w mniemaniu Asellusa.
- Odwiedzał Cię ostatnio ktoś ciekawy? Może w końcu dasz się przekonać i zdradzisz mi kilka tajemnic szlachciców, którzy przepełnieni miłością do Ciebie potrafią wyśpiewać o całym swoim życiu na skinienie Twojego palca? - zagadał ją z już odpalonym papierosem leżąc na łóżku, które jeszcze przed chwilą było miejscem niewiarygodnej, dynamicznej akcji. Wiedział, że jako pracownica Wenus musi mieć rzeszę klientów o których nie śniło się Blackowi. Zważywszy na jej egzotyczną urodę ilość jej fanów pewnie była niemała.
- Swoją drogą... Wszystko wskazuje na to, że niedługo będziemy się rzadziej widywać. Nestor się niepokoi o mój status matrymonialny. Ale jeszcze jesteś do moich usług, więc nie musimy się martwić, czyż nie? - zaśmiał się na samą myśl o tym, że małżeństwo miało znaczyć monogamię. Nie uważał się za mężczyznę, którego łatwo utrzymać przy sobie. Jak miałby to zrobić skoro miłość była dla niego czymś obcym, odległym o tysiące mil uczuciem, którego nie dane mu było odkryć?
Asellus Black
Zawód : łowca wilkołaków
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Słońce świeci, ptaszek kwili
Może byśmy się zabili?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 n/d
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2548-asellus-black https://www.morsmordre.net/t2568-i-m-an-asshole https://www.morsmordre.net/t2681-asellus-black#42870
Re: Prywatny pokój [odnośnik]11.04.16 22:00
Gdyby ktoś przed dziesięciu laty - kiedy to siedziała na niewygodnym krzesełku pod ścianą Salonu Wspólnego Ślizgonów, łypiąc na brylujących wokół kominka szlachciców - powiedział jej, że w niedalekiej przyszłości będzie dzieliła łoże z przedstawicielem arystokratycznego rodu, pewnie pomimo swej zdystansowanej ogłady rzuciłaby się na jegomościa z pazurami. Wtedy nawet wizja dotykania chłopaka była jej niemiła, nie mówiąc już o wchodzeniu w jakikolwiek bliższy kontakt fizyczny z tymi nadętymi samcami, uważającymi się za królów Slytherinu. Co jeden, to gorszy; z bogatą historią, bogatą sakiewką i bogatym słownikiem wyrafinowanych obelg, rzucanych równie często co nieprzyjemne zaklęcia, skierowane w stronę szlam lub półkrwi.
O dziwo, te ostre słowa nigdy nie dotykały samej Dei. Była zbyt cicha, zbyt szara pomimo swojej egzotycznej urody, cały czas skupiona na nauce. Nic dziwnego, że Asellus nie pamiętał jakiejś tam Tsagairt i widział w niej tylko wykupiony luksusowy towar, cudowną Miu Ling, przeznaczoną mu na wybijającą właśnie bezgłośnie godzinę. Gdy Black po raz pierwszy przekroczył próg bawialni, Dei czuła się absolutnie przerażona, lecz był to próżny, głupi strach: jakże lord miał przywołać z mroków umysłu wspomnienie twarzy wiecznie zasłoniętej książkami bądź rozczochranymi włosami koleżanki z młodszego rocznika? Przepaść społeczna uratowała Dei przed wstydem, pozwalając jej na chociaż jeden poziom wyższości: ona go znała, on jej nie, choć co tak naprawdę o nim wiedziała? Równie dobrze i on mógł zmienić się od szkolnych czasów...z aroganckiego szczeniaka w aroganckiego mężczyznę sukcesu.
Nie, nie oceniała i nie krytykowała, przyjmując wizyty lorda Blacka z pełnym profesjonalizmem, pod którym ukrywała leciutką niepewność. Asellus w pełni zasługiwał na miano nieprzewidywalnego, czasem pokazując się jej z nieco niebezpiecznej strony. Stanowił wyzwanie i o ile przed sześcioma miesiącami, gdy rozpoczynała swoją karierę, denerwowałaby się nieziemsko, to obecnie naprawdę polubiła jego odwiedziny. Nawet jeśli musiała zachowywać stałą czujność, bo wystarczyło jedno nieodpowiednie słowo a na twarzy Blacka pojawiał się niezadowolony grymas. Na razie jednak wydawał się usatysfakcjonowany.
Miu przeciągnęła się i sprawnie przekręciła swoje nagie ciało na brzuch, obserwując spod przymrużonych powiek ubierającego się Asellusa. Kiwnęła głową i przyjęła papierosa, wsuwając go do idealnie czerwonych ust - magiczne szminki sprawdzały się doskonale. - Nikogo ciekawszego od ciebie, sir, nie widuję - odpowiedziała posłusznie i zarazem nieco prowokująco, uśmiechając się lekko, gdy Black powrócił na łóżko, zerkając na nią tym władczym, zblazowanym wzrokiem. - Sami sfrustrowani mężowie, wzdrygający się na samo wspomnienie swoich nudnych żon...oby ciebie to nie spotkało i oby nestor sprowadził ci przed ołtarz zjawiskowo zmysłową narzeczoną - kontynuowała śpiewnie i całkiem szczerze, czekając aż Black odpali jej papierosa. Zaciągnęła się powoli, po czym zgrabnie powróciła do pozycji siedzącej, krzyżując przed sobą nogi. Całkiem naga, całkiem bezwstydna. - Chociaż wtedy mogę zacząć się martwić o rzadkie spotkania z tobą... - dodała szeptem, przesuwając wolną dłonią po udzie mężczyzny w niemalże tęsknym zamyśleniu.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +5
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Prywatny pokój [odnośnik]14.04.16 13:04
Ciężko było planować swoje życie. Asellus nigdy nie zamierzał tego, że jak wróci z podróży po świecie zacznie łapać wilkołaki. Nie spodziewał się tego, że likantropii będą przez niego darzeni jeszcze większą nienawiścią. Wydawało mu się przecież, że wszelakie wynaturzenia są okropne. A jednak można nienawidzić bardziej. Jeśli chodzi o młodego Blacka głównymi, silnymi emocjami jakie nim rządziły była pogarda i nienawiść. To w okół nich budował całe swoje życie. Nienawidził wilkołaków i nimi gardził, więc zaczął zarabiać polując na nich. Jednak pojawiło się coś, czego również by się nie spodziewał. A raczej ktoś. To też była rzecz, której Asellus nie przewidział. Wydawało mu się, że kobieta, która pojawi się w jego życiu będzie nim gardzić, jak w końcu miałaby pokochać kogoś takiego jak on? Co oznaczało w ogóle słowo pokochać w jego przypadku?
Status społeczny Deidre nie miał wielkiego znaczenia dla Asellusa. Wiedział o tym, ze nie jest szlachcianką, a wszystko inne go nie interesowało. Nie zastanawiał się nad jej przeszłością, nie domniemywał jej prawdziwej tożsamości. Dla niego była po prostu środkiem, usługą, z której korzystał co jakiś czas. Normalny człowiek mógłby się brzydzić tego stosunku, który miał do Deidre. Traktowanie jej z góry było jednak czymś naturalnym. W końcu to on był konsumentem.
Nazwisko Black do czegoś zobowiązywało. Asellus wierzył w to, że skoro sam ma być najlepszym, wszyscy ludzie, którzy są poniżej jego godności powinni być na każde skinięcie. W końcu byli trybikami w wielkiej maszynie która nosiła imię Asellusa. Dlatego bywał bezwzględny dla osób niższych w hierarchii społecznej. Istnieli tylko po to, by ktoś inny mógł nimi rządzić.
Jednak rola Miu w tym wszystkim była inna. Ona tylko pozwalała Asellusowi odpocząć, oderwać się od codzienności. Zrelaksować w momencie, w którym tego oczekiwał. Była specjalnego rodzaju usługą. Taką, którą ciężko było zastąpić.
- Oboje wiemy, że nie mogłabyś inaczej odpowiedzieć. - wylały się z jego ust słowa tuż po tym, jak ulotnił się dym z jego płuc. Miu może i była prostytutką, ale wiedziała jak ma się do niego zwracać. Znała swoje miejsce w szeregu, co pozwalało Asellusowi chociaż w pewnym stopniu pozbyć się surowości i chłodu jakimi się otaczał.
- Tak kończy człowiek nie umiejący wychować swojej kobiety. Tak kończy też człowiek, który nie wie jak postępować z żoną w łóżku. Te nudne żony to w głębi duszy prawdziwe rozpustnice. Ale okazuje się, że tylko wtedy, gdy mąż opuszcza mury dworu, a one odwiedzają swoich kochanków. - zaśmiał się młody Black. Nie raz słyszał o romansach i zdradach w małżeństwach szlacheckich, które aranżowane były tylko po to, by przynieść rodom korzyści. Nie dziwił się wcale temu, że oboje nie znajdywali spełnienia. Nie dziwił się też, że szukali go poza murami związku, który ich ograniczał. - Problemem jest to, że ludzie nie potrafią połączyć przyjemnego z pożytecznym. Żona jest zazwyczaj pożyteczna i nic więcej. - tajemniczo zagadnął Miu Asellus nie chcąc dzielić się swoimi sekretami z kobietą. Nie otwierał się przed nikim, a dzisiaj nie miał nastroju na to, by ot tak się otwierać. Jeszcze nie zasłużyła na tajemnice.
Asellus Black
Zawód : łowca wilkołaków
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Słońce świeci, ptaszek kwili
Może byśmy się zabili?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 n/d
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2548-asellus-black https://www.morsmordre.net/t2568-i-m-an-asshole https://www.morsmordre.net/t2681-asellus-black#42870

Strona 1 z 9 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Prywatny pokój
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach