Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zagajnik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Zagajnik   24.10.15 23:25

First topic message reminder :

Zagajnik

Nieopodal gęstej kniei, gdzie można spotkać niezwykłej urody kwiaty i magiczne stworzenia znajduje się niewielki zagajnik z wciąż młodymi, zaledwie kilkuletnimi drzewami, głównie brzozami i jesionami. Nie jest gęsty, więc nie ma mowy o zgubieniu się pomiędzy pniami. W jego centralnej części znajduje się niewielka polana otoczona przez krzaki dzikiej róży i jeżyny, które można zbierać o tej porze roku, by nacieszyć się ich smakiem.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
14
36
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   31.10.15 18:11

| pojawiam się i znikam
Pojawienie się Benjamina w zagajniku z pewnością nie uszło uwagi osób przebywających przy wróżbiarskich stanowiskach najbliższej lasu. Świętowanie festiwalu miłości sprawiało widocznie Wrightowi dużo radości, bo na polanie pojawił się z dosłownym śpiewem na ustach - nie na tyle donośnym, by przeszkodzić przejętym przyszłością czarodziejom, ale na pewno odrobinę słyszalnym nawet pomimo mgły. Rubaszna pioseneczka o Aenghusie i Caer, spółkujących radośnie w przestworzach zmysłów, z pewnością niweczyła podniosły charakter wróżbiarskiego wydarzenia, do którego barczysty Benjamin pasował jak pięść do nosa nokturnowego męta. Czyli właściwie bardzo dobrze, chociaż już od dłuższego czasu dłonie Wrighta pozostawały nieskażone przemocą. Głównie dzięki zbawczej działalności Ognistej, przelanej także i tego wieczoru za grzechy ewentualnych wrogów, stających mu na drodze do zdobycia najpiękniejszej dzierlatki.
Teraz jednak Ben przebywał samotnie, dzielnie postanawiając stawić czoło swojej przyszłości jako nieustraszony rycerz: bez niewieściego wsparcia. Zagwizdał ostatnie takty obrazoburczej przyśpiewki, po czym w pełnym skupieniu rozpoczął przelewanie wosku przez klucz, czyniąc to jednak dość niechlujnie. Część rozgrzanej mazi obkleiła klucz, część polała się za misę, przyklejając się do podejrzanie zabłoconych butów mężczyzny. Zaklął szpetnie, po czym pewnie przyjrzał się kształtowi, mrużąc to jedno, to drugie oko. Nie potrzebował pomocy żadnej starej jędzy, odczytał więc swą świetlaną - bez względu na wyraźny kształt - przyszłość w chwiejnym świetle świec, a następnie - po rozpoczęciu kolejnej pijackiej przyśpiewki o wyższości miłości nad innymi aktywnościami fizycznymi - znów zniknął w cieniu drzew.

zt




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   31.10.15 18:11

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : rzut kością

'Wróżby' :


Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Zamężna


I've tasted blood and I want more


20
10
0
0
0
41
5
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Zagajnik   31.10.15 18:44

Deirdre w ogóle nie wyczuwała zdenerwowania czy też dekoncentracji Crispina, po prostu ciesząc się jego towarzystwem. Bez żadnych analiz, bez wyrzutów sumienia, bez prób usprawiedliwienia siebie w myślach. W tej krótkiej, magicznej chwili, nie istniało nic poza zamglonym zagajnikiem, wypełnionym ciepłym zapachem wosku i świeżej trawy. Wywróżona przyszłość paradoksalnie także wydawała się równie nierzeczywista i oddzielona jakąś brutalną barierą od tej efemerycznej atmosfery. Wszystko było proste, wszystko było przyjemne i oczywiste. Nie istniał żaden powód do rozżalenia, do wściekłości, do smutku. Słodka idylla, zamknięta w nieregularnych trzech ścianach lasu była jednocześnie zbawienna i niebezpieczna. Zbyt długie pozostawanie w nierealnym stanie szczęścia czyniło powrót na ziemię niezwykle bolesnym, chociaż jeszcze nie teraz. Chciała wyciągnąć z tej chwili jak najwięcej, dlatego uśmiechała się tak intensywnie, że aż rozbolały ją kąciki ust, zazwyczaj napięte z zupełnie innego powodu.
- Wiesz, że zawsze możesz uciec do mnie, prawda? - powiedziała z jawną naleciałością zaproszenia, w ogóle nie przejmując się ewentualnymi plotkami o niemoralnym prowadzaniu się młodej, niezamężnej panienki. Przyjmowanie mężczyzny pod swoim dachem zdecydowanie zniszczyłoby jej dobrą reputację wśród sąsiadów, nie wiedzących rzecz jasna nic o prawdziwym fachu, jakim parała się ta milcząca lokatorka z pierwszego piętra. Może nawet początkowo pojawienie się adorującego ją kawalera ucieszyłoby serca stetryczałych, wścibskich staruszek, ale jeśli po miesiącu nie pokazałaby na klatce schodowej zaręczynowego pierścionka, mogłaby pożegnać się z mieszkaniem przy Harley Street.
- Masz zamiar kochać się we mnie wbrew wszelkim przeciwnościom losu? To takie romantyczne - westchnęła słodko, wewnętrznie całkowicie zachwycona taką uroczą pogawędką, którą mogła toczyć wyłącznie z Russellem. Doskonale wyłapującym czcze subtelności, jakie niejedna panienka wypowiadała zupełnie poważnie, tonąc w wzorcach rodem z taniego harlequina. W takiej powieści zapewne Miu odgrywałaby rolę złowieszczej kurtyzany, stojącej na drodze prawdziwej miłości, ale ta część bajki odgrodzona została kurtyną mgły. Separującą Dei od całej tej dziwkarskiej niepewności, napływającej do jej ciała, kiedy Crispin po prostu ją przytulił. Czule, mocno, na granicy platoniki i prawdziwej tęsknoty, wyczuwalnej w biciu jego serca. Jego ramiona były ciepłe, przytrzymywały ją silnie a zarazem na tyle delikatnie, by mogła czuć się wolna nawet w tak bezpośrednim kontakcie i uścisku raczej blokującym możliwość ucieczki. Na krótką chwilę wstrzymała oddech, rozluźniając się jednak sekundę później. Ze strony Crispina nie musiała się niczego obawiać, chyba, że własnej słabości. Podobnie przytulał ją ponad rok temu, w prażącym słońcu szkockiego cmentarzyka, na którym żegnała swoją matkę i zarazem dawne życie. Nie czuła jednak tamtej żałobnej naleciałości, po prostu wtulając policzek w materiał koszuli mężczyzny, pozwalając mu zagarnąć się całkowicie. Czule, lecz nie ckliwie; ta słodka granica nie została na szczęście przekroczona, kiedy zaśmiała się cicho gdzieś w okolice jego szyi, zaciskając dłonie na jego plecach. - Jesteś dzisiaj we wzruszająco miłosnym nastroju. Dobrze, że nie widzi tego mój mąż. Musiałbyś się z nim pojedynkować na śmierć i życie - zaczęła tonem bajkowej opowiastki, w której byłaby stateczną mężatką, obdarzającą czułościami swego dzikiego kochanka. Wizja takiej historii rozśmieszyła ją jeszcze bardziej, ale powstrzymała kolejną porcję stłumionego śmiechu. - A tak naprawdę to zapewne ja powinnam szykować się na atak zazdrosnej wybranki twego serca? - zagadnęła, mocno akcentując pytajnik na końcu zdania. - Ktoś ważny pojawił się w twoim życiu w ciągu tego roku, Crispinie? - spytała całkiem bezpardonowo, odsuwając się od niego na tyle, by móc spojrzeć mu w oczy. Uważnie, intensywnie, jakby była jego młodszą siostrą, tylko czekającą na pojawienie się na horyzoncie jakiejś niegodnej brata panienki do odstrzału.




x Me and the devil walking side by side - and I'm gonna see my man until I get satisfied
Powrót do góry Go down
Ignatius Prewett
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://morsmordre.forumpolish.com/t1492-ignatius-prewett http://morsmordre.forumpolish.com/t1524-fidelis#14269 http://morsmordre.forumpolish.com/t1509-ignatius-prewett http://morsmordre.forumpolish.com/f183-dover-st-davids-ave-21b http://morsmordre.forumpolish.com/t1525-ignatius-prewett#14271
Auror
28
Szlachetna
Kawaler
Jak niemal każde nieszczęście, zaczęło się szczęśliwie.
7
7
0
0
2
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: 4: Zagajnik.    31.10.15 21:53


Czuję, jak ogarnia mnie ciepło, gdy Hazel przytula się do mojego boku. Odprężam się i myślę, że tak mogłoby zostać. Z początku nie dociera do mnie co mówi Joseph. Skamander? Naprawdę zna Sama? Mrugam, bo jestem kompletnie zaskoczony i pełen podziwu, że mój najlepszy przyjaciel nie pochwalił się, że zna ścigającego z Sokołów. Notuję w głowie, by przy najbliższej okazji go o to zapytać. Hazel dotąd nieśmiała odzywa się po raz pierwszy. Jej słowa potwierdzam skinieniem głowy. I tu nie chodzi o pusty komplement bez pokrycia w rzeczywistości. Od pierwszych tygodni Sam wyróżniał się na szkoleniu. Wielokrotnie zaprzeczał, że to nie talent choć trudno było w to wierzyć. Kierowała nim niezwykła siła, impuls przez co był zdolny do brawurowych decyzji. Mną kierował wpojony kodeks, a Sam potrafił działaś nieszablonowo. Niektórzy często mieli mu za złe, że się wyróżnia, idzie pod prąd. W większości była to zazdrość, bo gdyby nie on, nigdy nie osiągnęlibyśmy tak dobrych wyników.
    
- Ale w tym sezonie będzie cię można oglądać? – Pytam by się upewnić. Nagle pojawia się pragnienie, by zobaczyć go na żywo z trybun, jak sprawdza się w grze. – Nadal kapitanem Sokołów jest Rudolf Brand? Po publicznych oświadczynach sprawa przycichła, jestem ciekawy czy Griffiths powiedziała tak. – Zastanawiam się głośno, odnosząc się do meczu stulecia. – Ostatnio zaniedbałem się z ligą europejską, nie mam pojęcia co dzieje się z tabelą – przyznaję się bez bicia do swojej fragmentarycznej wiedzy. Mathilda bez słowa oddal się od nas, spoglądam jak zrywa jagody na pobliskich krzakach, zostawiając mnie samego z obowiązkiem odpowiedzi na ostatnie pytanie. – Na Pokątnej – mówię, nie wiedząc jak rozwinąć historię. – Rozmawialiśmy o malarstwie – dodaję, choć to zbyt powierzchowny opis zdarzenia. Gdy wraca z naręczem granatowych owoców, nie dodaje nic od siebie. – W południowej części znajdują się krzaki z żółtymi malinami – rekomenduję kolejne miejsce, biorąc z dłoni dziewczyny słodki owoc. – Tak, pracuję razem z Samem i Hazel.
  
Dopiero gdy słodki sok rozlewa się po języku, przypominam sobie o wróżbie z wosku. - Po raz pierwszy nie mam wątpliwości, co to za kształt. Z wróżbiarstwa nie pamiętam nic, ktoś pamięta cokolwiek związanego z jednorożcem? - Obracam zastygłą formę raz jeszcze, by upewnić się, że nie przedstawia czegoś innego.
 
 
 
 
 


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Zagajnik   02.11.15 12:49

Naprawdę sądził, że zrezygnuję z tylu festiwalowych atrakcji, podczas których mogłabym go gnębić? Och, chyba naprawdę mnie nie doceniał. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że Sylvain nie będzie zachwycony ani odrobinę moim pomysłem, ale chyba powinien jednocześnie docenić, że wspaniałomyślnie zrezygnowałam z mniej lub bardziej przykrych niespodzianek, kierowanych rzecz jasna w jego stronę? Naprawdę, bardzo niewdzięczny człowiek. Jeden kącik moich ust powędrówał ku górze, a potem spojrzałam na mego towarzysza, zdecydowanie oczekując reakcji zdziwienia, przerażenia i niedowierzania w jednym. Najprawdopodobniej się nie zawiodłam, słysząc jego pytanie. I kolejne, i jeszcze jedno. Zacisnęłam dłoń w pięść i odchrząknęłam cicho, chcąc doprowadzić siebie do stanu niezaprzeczalnej powagi.
- Oczywiście. Podobno ma być jeszcze mecz Quidditcha, a także wyścigi konne, jakże mogłabym to przegapić? - odpowiedziałam wzruszywszy ramionami. Na pewno było także kilka jeszcze innych atrakcji, ale chwilowo o nich zapomniałam. Wciąż miałam przed sobą myśl, że teraz powinniśmy lać wosk przez klucz i wymyślać niestworzone historie odnośnie naszej niezwykle świetlanej przyszłości.
- Naturalnie. Nie mów, że nie masz ochoty dotrzymać mi towarzystwa? - potwierdziłam raz jeszcze. Trochę wywróciłam kota ogonem, oczekując energicznych przytaknięć, ale nie zamierzałam się tym przejmować. Jak sam mój drogi Crouch stwierdził, mam przy sobie charta, nikt nie może mi się sprzeciwić, prawda?
- Oczywiście, wciąż będę go kochać równie mocno - odpowiedziałam, patrząc na Jowisza. Rzecz jasna to miało być wypowiedziane pół żartem, pół serio, ponieważ doskonale zdawałam sobie sprawę o co chodzi mojemu przyjacielowi. Być może rozumiałam, dlaczego woli on towarzystwo kotów, ale ja nie zamierzałam ukrywać, że to właśnie w psach widzę większy potencjał. Właśnie dlatego, że można go dowolnie kształtować, koty zaś... trudno kontrolować.
- A czy jak powiem, że owszem, to coś to zmieni? - wydusiłam z siebie równie prowokującą odpowiedź co zadane pytanie, modląc się w duchu, abym przypadkiem się nie zarumieniła. Wyglądałabym katastrofalnie. I to wszystko byłaby jego wina, jak ja z nim wytrzymywałam? Był nieznośny!
- Przyprowadź mi tego pająka, trzeba go skrócić o głowę! - Niemalże zawołałam, słuchając lichej interpretacji mojej wróżby. Na szczęście przechadzała się obok nas kobieta, która miała na ten temat obszerniejsze pojęcie. I wyjaśniła nam, że mi wcale nie wylał się ani ponurak, ani motyl, a u Sylvaina na próżno było szukać Crouchów z pochodniami. Wielka szkoda.
- Wiem, że masz negatywne nastawienie, ale żeby knuć za moimi plecami, Crouch? Wstydziłbyś się - zacmokałam, kręcąc z niezadowoleniem głową. - Za karę koniecznie musisz mi zdradzić swoje skryte fantazje - dodałam, uśmiechając się szeroko. No, dalej!





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Adrien Carrow
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t1209-adrien-carrow-budowa https://www.morsmordre.net/t1234-adrien-carrow https://www.morsmordre.net/t1220-adrien-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t1239-adrien-carrow
Ordynator oddziału Zakażeń Magicznych
46
Szlachetna
Kawaler
Wznosić się i upadać jest rzeczą ludzką. Ważne jest by nie bać się na nowo rozkładać swych skrzydeł i sięgać wyżej.
6
0
0
39
5
0
5
8
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Zagajnik   02.11.15 13:43

Zadumał się widząc własną wróżbę, lecz nijak nie przygnębił. Uznał ją za swego rodzaju wyzwanie, przeciwność losu, którą z przyjemnością pokona na swej drodze. Zbliżające dni zapowiadały się w ocenie Adriena wyjątkowo ciekawe, a co zaś grało u jego kuzyna?
- To nie mówi nic o mojej przyszłości, drogi kuzynie.
- Cóż...może chodzi o twój najbliższy obiad? - Zasugerował, całkiem poważnie, ledwie powstrzymując parsknięcie. Nie mógł wszak inaczej zareagować, gdy w misie kuzyna dostrzegł unoszącą się podobiznę prosiaka. Jak mało szlachetnie. Nie śmiał jednak zażartować z tego na głos, gdyż obawiał się, że owym wężem mógłby okazać się jego własny kuzyn. To by było mało pocieszne.
W każdym razie, uzdrowiciel zaczął pocieszać kuzyna, a następnie poruszył kwestię jego koni. Wszak to właśnie te ze stajni Carrowłów będą użyczane biorącym udział w najbliższym wyścigu.

z/t x 2 (Adrien and Deimos)


Powrót do góry Go down
Caesar Lestrange
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t661-caesar-lestrange https://www.morsmordre.net/t841-poczta-caesara https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t1615-caesar-lestrange
sutener oraz brygadzista
30 lat
Szlachetna
Zaręczony
pięć palców co po strunach chodzą
zegną się jak żelazo w ogniu
w owoc granatu martwy splot
0
16
0
0
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   02.11.15 20:32

Na pewno z lekka zdziwiony pozwolił, aby panienka Greengrass zaprowadziła go do miejsca, w którym zyskaliby odrobinę prywatności – choć szczerze nie wierzył w to naiwne określenie, z którego mocy ogołocono ich lata temu. Czymże były również tajemnice? Tak lekkie, że wypływały z ust wesołymi gromadkami słów namiętnych, jak gdyby opowiadał o swych najgorętszych kochankach, jak gdyby opisywał najrozkoszniejsze z nocy. Mówiłby jej tak dalej, opowiadał o Perseuszu Averym i jego licznych nałożnicach, w których łonie topił swe młodzieńcze żądze, które dotykał czule i z miłością, jakiej szczędził dla niej właśnie. To byłoby przyjemne na swój sposób. Dla kapryśnego, rozbujanego emocjonalnie Lestrange'a łzy mogłyby smakować ulgą, a jej uśmiech grzechem, którego nie potrafiłby zmyć z siebie do końca intensywnego żywota. Nagle jednak, zanim zrobił krok do przodu, zanim otworzył usta, aby wypowiedzieć niesmaczną i niezwykle leciutką dziś prawdę-tajemnicę, spojrzał w jej roziskrzone, nasączone naiwnością, delikatne oczęta. Kim był, by niszczyć marzenia o niespełnionej miłości? Kim był, aby burzyć skromny emocjonalny światek Linetty Greengrass w kaprysie jego własnej rozpaczy, którą nosił w sercu, a ta kwitła kolcami, ciążyła nieznośnie na duszy.
-Myślisz, że znam każdą jego kochankę z imienia i nazwiska? - spytał z lekka pogardliwie, jakby bawiła go ta sytuacja, lecz jego uśmiech wykrzywił usta, nie rozweselił ich w ironii aczkolwiek dosięgnął i oczy, zmarszczone brwi oraz niepokój błąkający się po jego napiętym licu – Uważam, że nawet on nie pamięta ich imion – dodał z westchnieniem, wyrzutem, jak gdyby był świętym, prawidłowym kochankiem, choć doprawdy – każdą z nich pamiętał, nie imiona, aczkolwiek oczy i usta miękkie niczym puch, w który oboje padali tamtej nocy, pamiętał zapachy, kolory. To wszystko odbijało się falą wspomnień w jego wrażliwej na piękno podświadomości.
Oczekiwał od tej chwili czegoś piękniejszego, lecz każde kolejne skierowane ostrzem w jej rozdygotane serduszko słowo brzmiało obleśnie – nie chciał przyznawać się do kolejnej zbrodni i chodzić z jej piętnem wyrytym na sumieniu. Nie chciał ranić jej po raz kolejny. Ani wierszem, ani słowami prostymi, ani czynami. Więc zdjął jej dłoń ze swojej własnej, jak sobie obiecał, choć uścisnąłby ją mocniej, gdyby mógł i chwila, i jego odpowiedzialność pozwalałyby mu na to, uścisnąłby czulej i powiedziałby słowa równie czułe co jego dotyk wówczas. Ale milczał uparcie z ustami nadal zaciśniętymi w krzywym, niepięknym już uśmiechu.
-Miłość jest jak róża – gdy już usycha, pozostają tylko kolce – powiedział, po ojcowsku niemal obejmując jej szczupłe ramiona, które mieścił w swoich dłoniach, mówił po cichu, by nikt nie wyczytał z jego ust tych prawideł, którymi ją obdarzał – Dorośnij - polecił odrobinę chłodniej.


Powrót do góry Go down
Crispin Russell
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1067-crispin-phillip-arthur-russell-iii https://www.morsmordre.net/t1442-kamelia https://www.morsmordre.net/t1138-maybe-i-am-just-as-scared-as-you https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemore-breeder-street-3 https://www.morsmordre.net/t1328-crispin-phillip-arthur-russell-iii#10195
Auror, opiekun testrali
29
Półkrwi
Kawaler
sometimes we deliberately step into those traps
I was born in mine; I don't mind it anymore
oh, but you should, you should mind it
I do, but I say I don't
10
13
1
0
3
4
0
5
Zwierzęcousty
lets go have fun, you and me in the old jeep

PisanieTemat: Re: Zagajnik   02.11.15 21:23

Uciekanie? Uciekanie nie jest dla mnie. Nigdy nie bałem się zaglądać prawdzie prosto w ślepia. Może zdarzało mi się negować, przez krótki czas zaprzeczać prostym faktom. Zwłaszcza po śmierci Luny, może chyba tylko wtedy. Normalnie jestem zbyt pewny siebie i brawurowy, żeby chować się do mysiej nory z podkulonym ogonem. Lubię wyzwania, lubię pokonywać własne słabości, przesuwać granice. Mam jednak słabości, kto ich nie ma? Właśnie taką słabość wyzwalają we mnie słowa Dei. Chyba jestem zmęczony tym życiem na pół gwizdka, niby w Puddlemore, ale niby w Londynie. Chętnie ukryłbym się w mieszkaniu Dei i przeczekał ten etap pełen skołowania.
- Uważaj, bo jeszcze skorzystam – odpowiadam wesoło, jakby mimochodem. Czy będzie w stanie wychwycić, że naprawdę rozważam jej propozycję. Nie w kontekście, jaki sugeruje jej głos, ale w tym, w jakim jej potrzebuję. Wiem, że zrozumiałaby to w milczeniu, a nie rzuciła w krzyżowy ogień pytań. Pewne odpowiedzi należy przetrawić zanim zdoła się je wypowiedzieć na głos.
- Nie mogę mieć zamiaru, skoro już to zrobiłem – wzdycham cicho spoglądając nad jej głową w ścianę lasu w oddali. Czemu wszystko nie może być takie proste? Czemu nie mógłbym po prostu pokochać panienki Tsagairt? Przecież jest nam w swoim towarzystwie tak dobrze. Może czasem drzemy koty, a widujemy się średnio raz do roku, ale czy nie byłoby tak lepiej? Z kawałkiem żelastwa na placu, na odległość, ale jednak razem, ze świadomością posiadania, bliskością. Uprościłoby to tyle spraw, że aż to niesamowite. Serce nie jest niestety sługą. Ten organ posiada chyba własny, w dodatku bardzo głupiutki, mózg, który wybiera ścieżki zupełnie różne od tych, którymi podąża rozum. Może nie wszystkich, ale ja prowadzę zaciekły konflikt ze swoim i póki co przegrywam chyba jakieś trzy do dwóch. Nie mogę zrozumieć, dlaczego? Przecież z Dei wszystko jest proste, lubię jej bliskość, kojący zapach czy fakturę miękkich włosów, gdy zakładam ich ciemny kosmyk za ucho. No tak, proste życie byłoby nudne.
- Bałabyś się, że przegram czy bałabyś się o małżonka? – pytam unosząc brew ku górze, chociaż nie może tego zobaczyć, bo jej usta muskają odsłoniętą ponad koszulą szyję. Uśmiech wywołany tą wizją pryska, gdy słyszę jej pytanie. Ta odpowiedź chyba jeszcze nie wybrzmiała we mnie samym na tyle, żeby przeszła mi przez gardło. Wzdrygam się bezwiednie, gdy otacza mnie wieczorny zefir, bo nie jesteśmy już spleceni w uścisku, który pozwalał maskować mimikę twarzy. Skupione spojrzenie jej ciemnych oczu przenika mnie na wskroś i wiem, że moje skonfundowanie w dużej mierze odpowiedziało już za mnie.
- Ona prędzej wepchnęłaby mnie w twoje ramiona, żeby się mnie pozbyć – mamroczę niezadowolony. Nie chcę o niej myśleć. Proszę, nie psujmy tego wieczoru mówieniem o niej, bo od dłuższego czasu zapełnia mi ona każdy dzień. Nie mówię jednak ani słowa, bo wiem, że jeśli chcę z kimś o tym porozmawiać to Deirdre nadaje się do tego idealnie. – Musimy się kiedyś umówić poza tym malowniczym obrazkiem – mówię z krzywym uśmieszkiem. Tak, ta historia będzie wymagała o wiele więcej czasu i prywatności.




Thank you, I'll say goodbye now though its the end of the world, don't blame yourself and if its true, I will surround you and give life to a world thats our own
Powrót do góry Go down
Hazel Sackville
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://morsmordre.forumpolish.com/t759-hazel-sackville http://morsmordre.forumpolish.com/t806-bogart#3388 http://morsmordre.forumpolish.com/t790-hazia#3165 http://morsmordre.forumpolish.com/f111-pokatna-21-10 http://morsmordre.forumpolish.com/t1505-hazel-sackville#13705
Auror
27
Mugolska
Panna
To those who'd ground me, take a message back from me.
Tell them how I am defying gravity and you can't pull me down!
7
7
4
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Zagajnik   02.11.15 22:06

Stałam wtulona w ramię Ignatiusa, wielkimi oczami obserwując to, co działo się wokół mnie. Choć zwykłam uważać się za osobę względnie towarzyską i otwartą, duże skupiska ludzi przytłaczały mnie, a nowe znajomości bardzo często ośmielały. Może zwłaszcza wtedy, gdy ktoś, kto nie był kobietą robił maślane oczy do mojego najlepszego przyjaciela. Coraz mocniej zaciskałam palce na jego ręce i wcale nie dlatego, że czułam się zagrożona - świat zaczynał wirować mi przed oczami. Głośne śmiechy dobiegające do moich uszu zdawały się rozsadzać od wewnątrz moją czaszkę, twarze Mathildy i Josepha stopniowo się rozmazywały. Nie mam pojęcia jak długo trwało to wszystko, miałam wrażenie, że ciągnęło się całymi godzinami, choć w rzeczywistości pewnie były to ułamki sekundy.
Ramię Prewetta szybko stało się moim jedynym oparciem, stłumione głosy nie docierały już do mojej głowy. Czerń, czerń zakryła wszystko.
A ja nawet nie miałam pojęcia, że właśnie osunęłam się bezwładnie na ziemię, niczym innym nie anonsując swojego omdlenia.


Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
10
16
0
0
0
30
4
2
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Zagajnik   02.11.15 22:11

Cassandra nie przedstawiła mnie mężczyźnie, który się obok niej plątał. Poczułem się z tym faktem nieco lepiej. Prawdopodobnie był obcy. Ta myśl wywołała we mnie irracjonalną potrzebę udowodnienia, że mam do kobiety większe prawa niż nieznajomy. Choć, co oczywiste, nie miałem żadnych. Chęć rywalizacji, która się we mnie obudziła, była jednak nie do przezwyciężenia. Sam fakt, że znałem Cassandrę przed całym przyjęciem nie był powodem, dla którego powinienem wdawać się w takie szczeniackie zabawy. Tak, doskonale zdawałem sobie z tego sprawę.
Moje usta rozciągnęły się w lekkim uśmiechu. Kontrolowałem moją twarz w stopniu wręcz perfekcyjnym. Przez tyle czasu nie korzystałem z czegoś takiego jak mimika, że mięśnie zapomniały jak to jest poruszać się mimo woli. Każde zmarszczenie czoła, każdy grymas był świadomy. Moja twarz była doskonale kontrolowaną maską. I był to chyba jedyny powód, dla którego mogę być wdzięczny latom spędzonym za kratkami.
- Oczywiście, że jestem, nie mógłbym cię tu zostawić - w moim głosie brzmi lekkie rozbawienie. Kontrolowane równie skutecznie jak twarz. Przecież mnie tu nie potrzebujesz, prawda? Unoszę lekko brwi, pytając o bezkształtny kawałek wosku. Czyżby nie tylko małe dziewczynki lubiły się bawić w odczytywanie wróżb ze stopionej świecy? Musze cię kiedyś zapytać o to, co wiesz o czytaniu przyszłości. Na wróżbiarstwie raczej nikt cię tego nie nauczył. Tam nikt nikogo niczego nie nauczył. Ale przynajmniej można było się napić herbaty.
- Vitalij Karkarow - wyciągam rękę do nieznajomego zachowując miły wyraz twarzy, nie pozwalam nikomu dostrzec swojej niechęci do otaczających mnie ludzi. - Miło pana poznać, panie...?
Kurtuazyjne formułki chyba nigdy się nie zmienią. Człowiek znika na prawie trzydzieści lat, a gdy wraca wszyscy witają się w ten sam oklepany sposób. Jakby przenieść do naszych czasów jakiegoś czarodzieja z trzynastego wieku też umiałby się przywitać i pożegnać z każdym odpowiednio.
Fascynujące rozmyślania nad wiecznością grzecznościowych form przerwało mi pojawienie się kobiety. Była ode mnie dość daleko, nie widziała mnie, za to ja zauważyłem ją od razu. Nie zmieniła się aż tak przez te trzydzieści lat odkąd widzieliśmy się ostatnio. No proszę, tyle znajomych twarzy się nagle pojawiło. A bałem się, że nie będę nikogo znał. Może jednak ten świat nie jest całkiem dla mnie zamknięty? Może jeszcze znajdę gdzieś miejsce dla siebie i nawet sprawi mi to jakąś przyjemność. Wyraz mojej twarzy nie oddał stanu zadumy, w który popadłem. W dalszym ciągu spoglądałem na nieznajomego czekając na jego przedstawienie się, słuchając jego słów. W gruncie rzeczy myśli, które przeszły przez moją głowę nie zajęły wiele czasu, sekundy i ich ułamki, w których czekałem na dopełnienie rzeczonej kurtuazji.




Death and danger do not have to
come with trappings.
Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Zagajnik   03.11.15 20:23

Mogło być lepiej. Uciążliwa myśl krąży w mej głowie, odbijając się co chwila i pozostawiając za sobą dźwięczące nieznośnie echo, gdy z krzywym uśmiechem na ustach pojawiam się na kolejnym dniu festiwalu. Mieliśmy się spotkać już wcześniej, mieliśmy te ciepłe, sierpniowe dni spędzić razem, pokazując się publicznie jako szczęśliwa para tuż przed ślubem, wpasowywać się doskonale w role młodych i zakochanych, jakby przecząc tradycji aranżowanych mariażów, beznamiętnych i wypranych z uczuć. Mogło być lepiej. Ale pierwszy dzień zakończył się dla mnie katastrofą, jeszcze zanim na dobre się zaczął i gdy zmuszony zostałem do szukania sposobów na wyładowanie zalewającej mnie gorącymi jak lawa falami złości, nie myślałem już wcale o szukaniu w tłumie swojej słodkiej narzeczonej. Mogło być lepiej. Ale nie będzie, skoro pozwalasz innym sączyć sobie jad do uszu.
Nie interesują mnie wcale wróżby, wiem przecież aż za dobrze, że skazany jestem na sukces. Podążam jednak w kierunku, w którym podekscytowani ludzie wylewają rozgrzany wosk i debatują nad znaczeniem kształtów, bo mam wrażenie, że jest to jedno z tych miejsc, w których panna Greengrass mogłaby się znaleźć, jednak zanim ją zauważam, raczej z czystej ciekawości niż wierzenia we wróżby, chwytam klucz i obserwuję uważnie zastygający w misie z wodą wosk. Oglądam odłowiony kształt bez śladu większego zainteresowania, interpretacji słucham tylko jednym uchem, wzrokiem już błądząc po okolicach stanowiska z tymi głupotami i na krótką chwilę moje usta rozciąga uśmiech, gdy dostrzegam Linette, by już po paru sekundach zmienić uśmiech w nieprzyjemny grymas, gdy moje spojrzenie pada na nikogo innego, jak na Cezara. Zaciskam nieco palce na woskowym kształcie, kierując swe kroki w kierunku owej uroczej dwójki i nawet nie spostrzegam, że pamiątka mojej wróżby zaczyna mi się kruszyć w dłoni.
- Linette, szukałem cię wczoraj, ale musieliśmy się tragicznie rozmijać. Wielka szkoda. - oświadczam z nutką wystudiowanego żalu w głosie w ramach przywitania, gdy znajduję się już wystarczająco blisko i nie podoba mi się ani trochę to, co widzę. - Cezarze, jestem niezmiernie wdzięczny za dotrzymanie towarzystwa mojej pięknej narzeczonej. - ale nie musisz już tego dłużej robić, bądź więc tak miły i zniknij.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   03.11.15 20:37

The member 'Perseus Avery' has done the following action : rzut kością

'Wróżby' :


Powrót do góry Go down
Linette Greengrass
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t671-linette-greengrass http://morsmordre.forumpolish.com/t890-moka http://morsmordre.forumpolish.com/t734-unknown-pleasures#2559 http://morsmordre.forumpolish.com/f125-wollongong-7-9 http://morsmordre.forumpolish.com/t1596-linette-greengrass
kelnerka w imbryku
21
Szlachetna
Zaręczona
then love, love will tear us apart again
2
1
12
5
1
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   03.11.15 21:02

Nie lubię tajemnic takich jakie wy mieliście – ukrywanie kobiet za moimi plecami, liczenie na to, że jak zamykam oczy i nie chcę widzieć zła świata całego to waszych zdrad również nie zobaczę. Przez pewien okres to rzeczywiście funkcjonowało prawidłowo, ale niczego nie da się ukryć na zawsze. Może tylko te sekrety między mną a Venus zostaną zabrane do grobu, chociaż ona już swoją miejscówkę pogrzebową wykopała, rozchylając kolanka zbyt często. Wy lubicie takie panny, ale za żony to byście takie cnotliwe chcieli, co mnie bawi strasznie, strasznie, strasznie bardzo, bo te płoche dziewice z kolei nudzą was szybko.
Patrzę smutnym wzrokiem na ciebie, Cezarze, co ty w ogóle do mnie mówisz. Nie widzę twojej twarzy już zbyt wyraźnie, oczy zaszły mi łzami, które jednak nie płyną. Nie chcę się zachować w ten sposób przy tobie. Tylko mógłbyś to mi milej powiedzieć. Później jeszcze każesz mi dorosnąć.
- Och – już chcę powiedzieć, że jak zacznę zabawiać się na boku jak wy to, czy zacznę wtedy być dorosła, ale znikąd pojawia się mój jeszcze narzeczony i już tylko słyszysz te ochy, a później czujesz, jak przybliżam się do ciebie i chyba z powrotem służysz mi ramieniem. - Wczoraj twój kuzyn, Samael dotrzymywał mi towarzystwa, nie musisz więc się martwić – nawet się do ciebie nie uśmiecham, Persie. - A teraz wybacz nam Perseuszu, ale musimy z Cezarem udać się niezwłocznie w pewne miejsce – już prawie mówię, że zupę mam na gazie. Może jednak przez te słowa zrozumiesz, że coś jest nie w porządku i nie chcę już do ciebie przychodzić, witać cię pocałunkami czy żebyś był dla mnie opoką albo kimkolwiek innym. Chyba w ogóle nie chce ciebie w moim życiu i mam nadzieję, że moi rodzice mnie posłuchają, a następnie rozwiążą umowę między naszymi rodami.


Powrót do góry Go down
Diana Crouch
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t711-diana-octavia-crouch#2419 http://morsmordre.forumpolish.com/t777-puszka#3024 http://morsmordre.forumpolish.com/t731-diana-czy-hel#2491 http://morsmordre.forumpolish.com/f109-ashford-hythe-road http://morsmordre.forumpolish.com/t983-panienka-crouch#5415
szlachcicuje
22
Szlachetna
Zaręczona
Caught in a landslide, no escape from reality.
Open your eyes, look up to the skies and see.
7
11
0
0
2
5
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Zagajnik   03.11.15 21:07

Odłożyłam kluczyk i wyłowiłam delikatnie z wody swoją tegoroczną wróżbę. Ciekawa byłam, ile lat nieszczęścia na mnie zsyłała, ale, ku mojemu zdziwieniu, to nie był ponurak. Ulżyło mi.
Doskonale znałam kształt ponuraka i wiele o nich czytałam. Podobnie było z tymi stworzeniami, które... To coś, co nie było ponurakiem, było smokiem...? Tak, myślałam. Czy ja dobrze patrzyłam? Raczej wątpiłam, by spadała na mnie taka oto wróżba, ale... Jeśli nic nie pokręciłam, to smok przypominał mi prawdopodobnie o walczeniu o swoje, nie bacząc na konsekwencje. Czyżbym miała oddać się ciemnej stronie życia i przestać przejmować tym, co się ze mną dzieje? Przestać przejmować się całym tym wilkołactwem, rodziną, narzeczeństwem...? – tak to mniej więcej widziałam.
Spojrzałam na Garretta, gdy usłyszałam jego głos skierowany do mnie. Myślałam, że zajęty jest zgadywaniem wróżb z Lyrą... Gdzie znów była Lyra?
Myślę, że to może być smok – potwierdziłam, uśmiechając się. Wiedziałam, że nie zrobię nic, co mogłoby mu przysporzyć problemów. Nie chciałam być problemem, przymykając oko na to przymusowe narzeczeństwa.
Smok zaś... Wiele czytałam o smokach, bo mój kuzyn się nimi zajmował i byłam ciekawa jego codzienności. Trochę mi o tym oczywiście opowiadał, ale i tak resztę wiedzy postanowiłam zdobyć na własną rękę.
A ty co tam ciekawego trzymasz? To jakiś... Pająk? Wróżbiarstwo nie należało do moich ulubionych przedmiotów szkolnych, ale, jeśli się nie mylę, będzie ci sprzyjać szczęście, pomyślność, coś w tym kierunku... Chyba. Znasz się lepiej na tym całym wróżeniu? I gdzie podziała się Lyra? – zapytałam, rozglądając się wokół. Czyżby była kotem, który wiecznie chodzi własnymi ścieżkami? To normalne i powinnam się do tego przyzwyczaić?
Ujęłam Garretta za rękę i odsunęłam się od mis, by zrobić miejsce innym. Teraz mogliśmy podyskutować o kształtach i kształcikach, właściwie o wszystkim ze wszystkimi. Tylko z kim? Nie widziałam na razie żadnej znajomej twarzy...
Na dziś są przewidziane jeszcze jakieś interesujące atrakcje? Wiesz coś o tym może? - zapytałam.


Powrót do góry Go down
Józef Wroński
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1499-jozef-wronski http://morsmordre.forumpolish.com/t1570-jozef-wronski#15592
Zawodowy gracz Quddicha
22
Półkrwi
Kawaler
[...] idź wyp­rosto­wany wśród tych co na ko­lanach, wśród od­wróco­nych ple­cami i oba­lonych w proch, oca­lałeś nie po to aby żyć [...] Bądź wier­ny. Idź.
0
5
0
0
0
0
0
20
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Zagajnik   03.11.15 22:12

- Tak, będzie. Pojawię się również w meczu quiddicha wieńczącym festiwal. Jako obrońca. Może być zabawnie. - Ja taki mały, taki drobny, na TAKIEJ pozycji...nie miałem pojęcia, jak to się skończy. - A Pan się nie skusi na mecz skoro z Pana taki zagorzały pasjonat? Każdy może wziąć w nim udział. - Zachęcałem bo gra z kimś kto ceni sobie ten sport to jak wygrana na loterii. -  Jak na razie nic mi nie wiadomo by cokolwiek się zmieniło i...niestety nie rozwieję pańskich wątpliwości. Cudza prywata to nie moja - tej zasady staram się trzymać. - Zaserwowałem uprzejmy uśmiech numer trzy, nie chcąc by ta uwaga zabrzmiał zbyt opryskliwie. Nie lubiłem rozmawiać o nieobecnych. Nie lubiłem też plotek, a jako członek drużyny musiałem również zważać na swoje słowa po stokroć bardziej. Niestety mało co mnie interesowało poza quiddichem, toteż nie wiedziałem co można znaleźć w gazetach na temat mojego kapitana. Wolałem nie ryzykować, a zatem milczeć. Potem na szczęście temat już popłyną znanym mi korytem to też poczułem wiatr w żaglach. Przynajmniej dopóki Hazel wyjątkowo otwarcie nie za afiszowała się swoim przyjacielstwem z Ignusem. Ouch, pardon - najlepszym przyjacielstwem. Gest ten, choć nijak nie wyszedł z mej inicjatywy zakłopotał mnie na tyle, bym musiał szukać ratunku w ślepiach swej siostry. W tych jednak dostrzegłem wyłącznie spłoszenie i chęć ucieczki. Zabawne...jeszcze chwilę wcześniej sam jej słałem podobnie, gdy mi kazała uderzać w Ignusowe amory. Bóg jest jednak sprawiedliwy. Z myślą tą mi przyświecającą, miałem wręcz dziką ochotę parsknąć triumfalnie. Oświadczenie Hazel dotyczące jej przyjacielstwa z Samem popsuły mi szyki. Nie żebym się tego nie spodziewał, lecz...Tym razem sprawa tyczyła się bliskiego przyjacielstwa. Zmrużyłem więc ślepia i jeszcze raz zlustrowałem wczepioną w ramię Ignusa kobietę opowiadająca o bliskości ze Skamanderem vel psem na baby. I cóż...Moje życie wydało się nagle wyjątkowo łatwe, proste i przyjemne. Chociaż kto wie...może coś źle zrozumiałem z z powodu feralnej komplikacji gestów i przydomków, czy też mojej niewinnej nadinterpretacji wymieszanej z młodością. Odniosłem jednak wrażenie, że kobieta chwaliła się swymi oblubieńcami.
- Dużo masz, tych...przyjaciół - Zauważyłem trafnie. Potem zdałem sobie sprawę, że zauważyłem to na głos. Trwoga nawiedziła mój umysł. - W sensie to dobrze, w takiej pracy trzeba mieć wsparcie, jak największego grona osób. Więc jak go spotkasz możesz mu przypomnieć, że to chuchro co rozbija się na miotle to ciągle żyje i rad by było gdyby chociaż tyle wiedziało o nim.- Odniosłem wrażenie, że bohatersko wybrnąłem z sytuacji, jednocześnie przypominając sobie dlaczego tak bardzo nie lubiłem poznawać nowych osób w ten dość oficjalny sposób. Do tego moja siostra postanowiła dać nogę zostawiając mnie samego wśród obcych mi ludzi. Świetnie. Potem jak znajdę chwilkę sklecę jej order sadyzmu.
- A więc interesują Cię obrazy...- Porzuciłem formalizmy, które zaczęły przyprawiać mnie o migrenę. - Jeśli interesujesz się sztuką to mógłbym pokazać ci kilka ciekawych galerii na Pokątnej, przedstawić znajomych mi i godnych uwagi malarzy. Jest kilku młodych obiecujących. Bo może sam się nie zabawiam pędzlem to wiedzę posiadam. Mógłbym się nią podzielić. Przykładowo dziewiątego sierpnia? Jeśli miałbyś chwilę wolnego. - Ostatnie dwa zdania powiedziałem pewniej, tak, by wracająca z owocami siostra mogła je dosłyszeć. W końcu biedny Ignus nie mógł mieć pojęcia, że jest przedmiotem gry. Jednocześnie posłałem jej sugestywne spojrzenie, sugerujące, że wszystko idzie zgodnie z mym planem i że jeśli zostawi mnie po raz kolejny samego to nici z zakupów na jarmarkowych straganach na mój koszt. Tak, w końcu nie na darmo się mówi, że jedno spojrzenie momentami wyraża więcej niż tysiąc słów. Miałem nadzieję tylko nadzieję, że ma siostra nie odzwyczaiła się od słuchania.
- Uwaga! - Zerwałem się, widząc, jak partnerka Ignusa osuwa się na ziemię. Wiedziałem, jak ciężkie wówczas może wydać się ciało omdlewającego, więc pomogłem przyjacielowi mej siostry w uchronieniu jej przed testowaniem twardości ziemi.
- Przejdźmy może w bardziej ustronne miejsce. -Zasugerowałem, odsuwając się, gdy byłem pewny, że Ignus trzyma swą przyjaciółkę w pewnym objęciu. Kto wie, może tłumy, jak i towarzyszące temu ciężkie powietrze jej nie służyło?


Powrót do góry Go down
 

Zagajnik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Zagajnik Tytanów
» Zagajnik

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18