Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zagajnik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 6 ... 9, 10, 11 ... 13 ... 17  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Zagajnik   24.10.15 23:25

First topic message reminder :

Zagajnik

Nieopodal gęstej kniei, gdzie można spotkać niezwykłej urody kwiaty i magiczne stworzenia znajduje się niewielki zagajnik z wciąż młodymi, zaledwie kilkuletnimi drzewami, głównie brzozami i jesionami. Nie jest gęsty, więc nie ma mowy o zgubieniu się pomiędzy pniami. W jego centralnej części znajduje się niewielka polana otoczona przez krzaki dzikiej róży i jeżyny, które można zbierać o tej porze roku, by nacieszyć się ich smakiem.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ignatius Prewett
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://morsmordre.forumpolish.com/t1492-ignatius-prewett http://morsmordre.forumpolish.com/t1524-fidelis#14269 http://morsmordre.forumpolish.com/t1509-ignatius-prewett http://morsmordre.forumpolish.com/f183-dover-st-davids-ave-21b http://morsmordre.forumpolish.com/t1525-ignatius-prewett#14271
Auror
28
Szlachetna
Kawaler
Jak niemal każde nieszczęście, zaczęło się szczęśliwie.
7
7
0
0
2
0
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: 5: Zagajnik.    09.11.15 0:13


– To głupie pytanie, ale dlaczego nie szukający? – Nie musi odpowiadać, widzę, że robię z siebie kompletnego kretyna. – Proszę, Ignatius – poprawiam go delikatnie, czując się niezręcznie, gdy zwraca się do mnie z zachowaniem oficjalnego tytułu. – Sam kusił mnie, ale ostatecznie zrezygnowałem. Mam tego dnia dyżur i jeśli coś się wydarzy, tylko osłabię drużynę – mówię zgodnie z prawdą, ale w rzeczywistości jest jeszcze jeden aspekt. Nie jestem najlepszy na miotle i choć nikt nie powiedział tego na głos, rodzina zabiegała o to, bym odpuścił udział w rozgrywkach. Po tak ważnym dla nich otwarciu, kompromitacja na zakończenie byłaby zbyt wielkim ciosem. – To dobrze – przyznaję po chwili. – Bo gdyby faktycznie byli razem, to według prawda nie mogą stawać w meczu przeciwko sobie, nie mylę niczego? Kiedyś czytałem o tym w jednym z artykułów w Proroku, nie mogłem do końca pojąć z bratem dlaczego tak jest. Myślisz, że grali by na niekorzyść drużyn? – Chociaż panie są wyraźnie znudzone, a my wykazujemy się brakiem manier, jestem całkowicie pochłonięty rozmową z Josephem. Poza Samem i Garrettem nie często spotykam kogoś, kto wie równie wiele co ja na temat Quidditcha. Zazwyczaj to ja czuję się znawcą, ekspertem. Dzisiaj jednak chylę pokornie głowę, przed jednym z zawodników najbardziej znanego klubu. Bo chociaż twierdzi, że nie jest kluczowy dla całej taktyki, nie mam wątpliwości, że będzie o nim głośno i to nie dalej jak przy następnym meczu w lidze. Dodatkowo zyskał brat Mathildy zyskał mój szacunek nie powielając plotek. Dyskrecja i oddanie, to jedne z najważniejszych rzeczy w budowaniu dobrej drużyny. Szkoda, że moja ulubiona po ostatnich skandalach o tym zapomniała.  
  
Hazel obejmuje moje ramię. Jej gest na chwilę zbija mnie z tropu. – Z Samuelem porozmawiam sobie przy najbliższej okazji – żartuję, odpowiadając na słowa Josepha. – Nie wybaczalne, że jeszcze nas sobie nie przedstawił! Tym bardziej, że znacie się od lat! Postaram się przybyć na rozgrywki na czas, nie znam pełnego składu, Sam gra? – Pytanie kieruję do wszystkich. Nie wiem czy to wina świec, ale wydaje mi się, że Hazel zbladła, a jej uścisk jest silniejszy niż jeszcze przed chwilą. – Tak, zaczęło się od moich dziadków, są wielkimi entuzjastami. Czasami negocjuję dal nich dane obrazy, nie czuję się jednak znawcom – podkreślam, chcąc zaznaczyć, że o malarstwie ciągle wiem niewiele. – Dziewiąty? Nie, nie mam planów – odpowiadam po chwili zastanowienia. – Czy będzie ci przeszkadza, gdy zabiorę ze sobą moją babkę? Ucieszy się z możliwości porozmawiania z twórcami – proszę nieco skrępowany.
  
Nie wiem co odpowiada, bo nagle uścisk, który jeszcze przed chwilą ściskał mnie jak imadło, puszcza. Obracam się i próbuję powstrzymać jej wiotkie ciało przed upadkiem razem z Josephem. Trzymam  jej bezwładne ciało, zdziwiony, że jest taka lekka. Kiwam głową na znak, że się zgadzam i oddalamy się od ciekawskich spojrzeń. Oblewa mnie zimny pot, bo nie tyle martwię się, że to z powodu przemęczenia, panującej duchoty. Ostatnia kobieta która przy mnie zemdlała, okazała się być brzemienna.


Powrót do góry Go down
Caesar Lestrange
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t661-caesar-lestrange https://www.morsmordre.net/t841-poczta-caesara https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t1615-caesar-lestrange
sutener oraz brygadzista
30 lat
Szlachetna
Zaręczony
pięć palców co po strunach chodzą
zegną się jak żelazo w ogniu
w owoc granatu martwy splot
0
16
0
0
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   09.11.15 2:09

Chciał jak najprędzej się ulotnić. Zostawić ją może na zakręcie, opuścić nagle i żyć z błogą, kojącą jego popękaną, zbolałą duszę świadomością porażki, której gorzki smak przełknąć musiał tego dnia Perseusz. Czy w całym tym teatrzyku opartej na męskiej dominacji nie chodziło przypadkiem także o uwagę tej młodej damy?, o starcie z jej polików świeżych łez czy powędrowanie opuszkami palców po ich śladach, aby w końcu ująć delikatną bródkę słodkiej twarzyczki i zatonąć w spojrzeniu niewinnych, zabłąkanych, sarnich ocząt? Nie potrzebował konkretnie jej, była cieniem przeszłości – tej części, jakaż smakowała słodyczą i ociekała beztroską, jednak nie miał zamiaru uganiać się, przynajmniej świadomie, za jej młodą, niewartą przecież większego zachodu osobą. Jakkolwiek jednak brzydkie miał myśli, i jakkolwiek powtarzałby w nich uparcie, że serce nie ciąży mu z jej właśnie powodu, tym bliżej znajdował się końca, a ten zwiastował spokojny, niepokojąco obojętny głos Perseusza Avery'ego. Nie powinien był się nawet odwracać, nie powinien był reagować na zwodniczy ton, jakim poczęstował go młodociany szlachcic. Uczynił to jednak świadom, że miast przeprosin czy podziękowań otrzyma potężny cios.
Pociemniało mu przed oczyma, kiedy twarz zalała ciepła krew, a siła uderzenia odrzuciła go do tyłu. Jego lico przysłoniły ciemne, rozwichrzone loki, kiedy wolna dłoń dotknęła zranionej chrząstki. Z ogromnym trudem powstrzymał się - a jego duma domagała się tego głośno i dobijała się tabunem do ścian umysłu – przed rzuceniem się na niedawno wyrobionego mężczyznę i powaleniem go na ziemię. Całe jego ciało odmawiało mu posłuszeństwa: sprężone, napięte, gotowe do przelania całej wewnętrznej, drzemiącej w nim od dłuższego czasu furii. Miał jednak po swojej stronie bardzo drogiego przyjaciela – trzeźwość umysłu. Ten podpowiedział mu więc słusznie, aby powstrzymał się przed ewentualnym kontratakiem czy ograniczył się do wymownego wzroku wyrażającego jedynie jestem ponad to. Słów natomiast cisnęło mu się na usta zbyt wiele, by mógł dalej trzymać je na wodzy.
-Jeśli kobiety zdobywasz tak samo jak szacunek, współczuję Twoim kochankom – rzucił oschle siląc się na to, aby na końcu nie zwieńczyć jego osoby mianem szczeniaka, uznał jednak, że powoływanie się na wiek jest jednym z najbardziej żałosnych argumentów, na jaki mógłby się porwać, choć wątpił, by ten niedorobiony dzieciak zauważył nawet, że znajdowali się w miejscu publicznym, skoro porywał się na niego z pięściami – Skoro już powiedziałeś, co masz do powiedzenia, możesz pozbierać swoją godność z ziemi i zmiatać – dorzucił na koniec, gdy zbliżył się do niego, aby oderwać dłoń od z pewnością złamanego nosa i wycedzić mu w twarz.


Powrót do góry Go down
Bellona Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1565-bellona-greyback https://www.morsmordre.net/t1574-mars#15674 https://www.morsmordre.net/t1573-bell#15671 https://www.morsmordre.net/f181-trout-road-45 https://www.morsmordre.net/t1749-bellona-lovegood#20570
hodowca i treser chartów angielskich
25
Czysta
Zamężna
Tygrys, tygrys w puszczach nocy
Świeci blaskiem pełnym mocy.
Czyj wzrok, czyja dłoń przelała
Grozę tę w symetrię ciała?
19
11
0
0
0
0
2
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Zagajnik   09.11.15 15:01

Byłam wcieleniem zła. To na pewno dlatego tak świetnie do siebie pasowaliśmy. Sylvain mógł do bólu udawać miłego, dobrego chłopca, ale ja nie zamierzałam się dać na to nabrać. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że był równie zepsuty co ja. Czyli co najmniej do szpiku kości. Czasem jeszcze się dziwię, dlaczego nie opanowaliśmy jeszcze świata. Gdybym miała bardziej optymistyczne podejście, to być może miałabym ku temu więcej zapału. Teraz... teraz koniecznie musiałam tresować sobie Croucha, ponieważ wymykał się spod kontroli.
- A myślisz, że dlaczego tak się upieram na pójscie na mecz? - odpowiedziałam, świadoma wszystkiego, co zostało przeze mnie wypowiedziane. Z rozbawieniem czającym się w spojrzeniu niebieskich oczu obserwowałam reakcję mego towarzysza na każde moje słowo, będąc jednocześnie przekonaną, że jest on zbyt uroczy w całym swym niezadowoleniu, a to doprowadzi do tego, że znów się ugnę pod naporem jego kwaśnej miny. Opór był tym trudniejszy, że i ja niekoniecznie lubiłam mecze Quidditcha. Od czasu do czasu pozwalałam sobie na śledzenie losów Harpii z Holyhead, lecz to wszystko. Kolejna, amatorska rozgrywka była mi nie w smak, ale chęć dokuczenia Crouchowi była silniejsza.
- Niech stracę - stwierdziłam ostatecznie, wzdychając ciężko. Nie potrafiłam się zbyt długo upierać. Nie da się ukryć, że ów kompromis był wysoce opłacalny dla obu stron i tylko dlatego się zgodziłam! Powinien o tym wiedzieć.
Wywróciłam oczami na jego plotki odnośnie mojej sukienki. Strój jak strój, nikt mnie tu prawie nie zna, dlaczego więc mieliby się przejmować moją osobą?
- Plotki plotkami, ale co z negatywnym nastawieniem? Coś tu brzydko pachnie i nie rozchodzi się o parafinę - pokręciłam przecząco głową, wpatrując się w nasze woskowe kształty. A raczej naszych wróżb.
- I będziesz tak sam gwiazdorzył? No daj spokój. Ach, co z ciebie wyrośnie Crouch - zacmokałam z niezadowoleniem. Dźgnęłam woskowy kształt palcem, aby stwierdzić, że ten jest już całkiem zastygły. Szkoda, że to nie były laleczki voodoo.
- No, to prawda, mają naprawdę słaby asortyment. Musimy złożyć skargę do kierownika - uznałam, rozglądając się żywo za podmiot odpowiedzialny, lecz pani Prewett zniknęła z mojego pola widzenia. Dlatego wyszliśmy, zupełnie bez wyrażenia swojego niezadowolenia na głos.

z/t dla obojga





just fake the smile

Powrót do góry Go down
Julius Nott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1529-julius-nott http://morsmordre.forumpolish.com/t1537-adalbert#14515 http://morsmordre.forumpolish.com/t1536-jakis-fajny-tytul http://morsmordre.forumpolish.com/f176-nottingham-maun-ave-13 http://morsmordre.forumpolish.com/t1538-julius-nott#14522
łamacz klątw
33
Szlachetna
Zaręczony
Into the sun the south the north, at last the birds have flown
The shackles of commitment fell, In pieces on the ground
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   10.11.15 13:02

Julius bardzo starał się ignorować wdzięki półwili, tak samo jak jej urocze uśmiechy, bo wcale nie umiał być miłym gościem. Kiedyś nabył te umiejętności, owszem, teraz zaś nie do końca wiedział, jak używać tych wszystkich dobrych manier, które wpajano mu od dziecka. Niewidzialna siła spychała go ku przepaści, w której znajdowało się jedynie betonowe dno. O które coraz częściej się obijał, udając później, że dryfuje na powierzchni. Smutne.
Oczywiście, że wysłuchał jej paplaniny, nawet, jeżeli niekoniecznie miał na to ochotę. Poprawił poły swojego letniego garnituru, również unosząc nieznacznie brwi do góry. Nie spodziewał się, że na tak niewinnie postawione pytanie uzyska taki stek słów, do którego nawet nie będzie umiał się odpowiednio odnieść. Coś w tym było, ale czy zaraz musiał się do tego przyznawać?
- Kto wie, wszak to magia. Gorzej, jak wyleje się ponurak - odparł, niby to obojętnie, jednocześnie uważając, aby to siebie tym woskiem nie polać. Przyglądał się jednocześnie kształtowi, który się wyklarował na powierzchni wody. Nie umiał określić jednak, czym to coś było. Wpatrywał się dłuższą chwilę w swoją wróżbę, wyglądając na niezainteresowanego dalszymi rozkminami Rosalie, lecz wreszcie uniósł głowę spoglądając na kobietę.
- Raczej tak - powiedział krótko, tym razem obserwując poczynania swej towarzyszki. - Nie, czas w Weymouth spędzam w głównej mierze samotnie - odpowiedział zgodnie z prawdą, nie chcąc zaś wdawać się w szczegóły.
- Wywrócony kociołek? - spytał, obserwując tym razem wróżbę panny Yaxley. To wszystko było jakieś nienormalnie dziwne. Ale że co, utopi się ona podczas warzenia eliksiru?




♣️ The devil's in his hole

Powrót do góry Go down
Linette Greengrass
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t671-linette-greengrass http://morsmordre.forumpolish.com/t890-moka http://morsmordre.forumpolish.com/t734-unknown-pleasures#2559 http://morsmordre.forumpolish.com/f125-wollongong-7-9 http://morsmordre.forumpolish.com/t1596-linette-greengrass
kelnerka w imbryku
21
Szlachetna
Zaręczona
then love, love will tear us apart again
2
1
12
5
1
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   10.11.15 14:00

Szkoda, że przy tym chwilowym paplaniu wszystkiego, co ci ślina na język przyniesie, nie wymskną ci się również imiona panien, które tak pięknie adorujesz za moimi plecami. Ignoruję jednak twoje słowa w późniejszym momencie żałując tego przeogromnie. Patrzę tylko na ciebie gniewnym wzrokiem, znajdując się przy Cesarze. Nie rozumiem tylko, dlaczego oberwało się mojemu byłemu, prawie narzeczonemu skoro to ty mnie zdradzałeś na prawo i lewo. Jesteś może zazdrosny? Zaśmiałabym się w głos na to, taka hipokryzja. Nie będę jednak sobie schlebiać, więc wciąż powód użycia pięści będzie dla mnie zagadką. Do ciebie wciąż nic nie mówię, mając nadzieję, że moi rodzice wrócą po rozum do głowy i zaczną mi wierzyć w moją opowieść o twoich zdradach, aby następnie zerwać porozumienie między naszymi familiami. Dawniej nawet zabawne wydawały mi się ich wcześniejsze uprzedzenia względem siebie, a obecne zażyłe stosunki do tego stopnia, że to mi zarzucają łganie, po czym nasze matki wracając do wesołych ploteczek lub ponownego planowania naszego ślubu. Odkąd się zeszliśmy wydają się – i są – bardziej podekscytowane ślubem niż my kiedykolwiek. Nawet planując podróż poślubną nie byłeś przez chwilę tak ucieszony jak kiedykolwiek naszym stanięciem przed ołtarzem. Cieszę się również, że nigdy nie poszłam za radami Venus i nie oddałam się tobie cała. Mogę jedynie żałować tych pocałunków do których mnie przekonała, a których nigdy nie doświadczył Cezar, choć to jego przecież darzę – lub darzyłam – głębszym uczuciem, a nie ciebie.
Oplatam swoje dłonie na twojej ręce i lekko ciągnę cię ku wyjściu, do tłumu ludzi, Cezarze. Jak najdalej od mojego, mam nadzieję, byłego narzeczonego. Nie chcę patrzeć na jego facjatę ani minuty dłużej. Ani tym bardziej słuchać jego głosu czy patrzeć w groźne oczy, które dziś mnie przerażają, a nie wprowadzają w zachwyt.


Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Zagajnik   10.11.15 16:27

Tam, gdzie kończyło się stawanie na głowie w celu zaimponowania płci żeńskiej, tam zaczynały się boje o utrzymanie w całości mojego rozdmuchanego ego. Podobno każdy ma prawo popełnić błąd, z tą też myślą w wyjątkowych okolicznościach jestem w stanie posilić się na przypływ wielkoduszności i dać drugą szansę, pozwalając nad ową szansą wisieć mgle niewyrównanych rachunków i domagających się spełnienia oczekiwań, jednak kolejna druga szansa wkracza już w sferę abstrakcyjną. Ile więc takich szans pragnie pani nie-ma-wyspy-idę-kochać-alfonsa? Wygoda naszych relacji ostatnimi czasy bezpowrotnie się rozpłynęła w eterze, a razem z nią moja chęć do obstawania przy planie, na który przestaliśmy już mieć wpływ. Nie chcę, żeby grudzień kiedykolwiek nadszedł, jeśli ma się okazać, że nasz scenariusz jest już ostateczny. Nie chcę ciebie, Lineto. Pędź więc do Cezara czy kogokolwiek innego, przestań mi tylko pluć w twarz tak jak teraz, gdy publicznie pokazujesz się u boku innego.
Bluzg gorącej, szkarłatnej krwi niczym prawdziwe katharsis. Wszystkie słowa, które padły wcześniej i które padają później przestają mieć jakiekolwiek znaczenie, szczególnie, gdy stało się jasne, że Caesar jest spętany przez większą ilość konwenansów, w związku z czym zamierza wojować tylko i wyłącznie wątpliwej efektywności retoryką. Uśmiecham się kpiąco, nie komentując rewelacji Lestrange'a i rozprostowując palce dłoni, która przed chwilą spotkała się z twarzą szlachcica i z mrowienia rozbiegającego się od obitych knykci czerpiąc prawdziwą przyjemność.
- Życzę miłego dnia. - skłaniam się lekko z tym niefrasobliwym zdaniem na ustach, zupełnie jakbyśmy właśnie zakończyli przemiłą pogawędkę, po czym odwracam się na pięcie i odchodzę w przeciwnym kierunku, by nie widzieć już ani rozkrwawionego nosa Cezara, ani dłoni Linette odciągających go z dala ode mnie. I chociaż na twarzy przyklejony mam niepoważny uśmiech, jakbym niczym się nie przejmował, wściekłość wciąż wypala mi w żyłach ścieżki nienawiści.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince https://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 https://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived https://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 https://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
25
Czysta
Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
5
11
0
0
5
5
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   10.11.15 18:15

Przetarł aż trzy razy oczy, nim zaśmiał się ochryple. Tego to się nie spodziewał. Chyba już ponurak byłby lepszy, o. Niż taka... świnia. No co jak co, ale takiego obrotu spraw to Amodeus się nie spodziewał, a jak nikt inny lubował się w wynajdowaniu najdziwniejszych z możliwych rozwinięć danej sytuacji. Bo cóż takiego mógł symbolizować ten jakże apetyczny ssak. Bałagan niczym w chlewie? Nie, chociaż w książęcej pracowni panował artystyczny nieład, to taka poważna przepowiednia, która miała zaważyć na jego lichej przyszłości, nie mogła odnosić się do czegoś tak błahego i nieistotnego, jak delikatny brak organizacji miejsca pracy, prawda? Nie, stanowcze nie, to musiało być coś zdecydowanie innego, głębszego. Prince zaczął rozmyślać, jak to miał już w swym nawyku robić, sama jego natura zmuszała go do tego. Jeżeli zdecydował się już tutaj przyjść, to nie zadowoli się czymś taki, taką nic nie wartą odpowiedzią. Świnia. Ma uważać na niestrawność? Może chrapie w nocy i o tym nie wie, co? Naprawdę, nawet magiczny napój rozgrzewający, który krążył teraz w jego żyłach, nazywany potocznie alkoholem lub napitkiem bogów, nie pomagał mu w kreatywnym myśleniu o wieprzowinie. Że co, może ktoś szykuje dla niego kolację-niespodziankę? Ciekawe kto, Nevarel lub Søren, miło by było. Istnieje też szansa, że wróżba oznaczała jedno, Amodeus to świnia, w sumie by się zgadzało. Ach, wiem! Pewnie nic nie znaczy, w końcu to tylko rozgrzany wosk wylany na wodę, a gdyby spytać kogoś innego, to widziałby by tu łabędzia albo żyrafę. Tak, wreszcie jakaś satysfakcjonująca odpowiedź!
Nie był pewien ile czasu poświęcił na tę marną rozrywkę. Panie Prince, bywało gorzej, przynajmniej pamiętasz co robiłeś i w jakim miejscu się znajdujesz, niestety. Tym razem jesteś też ubrany oraz nie towarzyszą ci nagie, rude bliźniaczki. Pamiętajcie, nigdy nie ufajcie rudym bliźniaczką, bo zawsze mogą okazać się długowłosym Weasleyem. Mniejsza. Poderwał się znad miski z wodą i rozejrzał dookoła. Banda niepoważnych ludzi wierzących w takie bzdurne sztuczki, kilku sceptyków, parę zakochanych par, mężczyźni okładający się po mordach, chichoczące panienki, wróć! Idealne zgranie czasu, właśnie zobaczył, jak Perseus zdzielił jakiegoś kręconego pudelka po ładnej buźce. Aż sam się skrzywił. Ładne, czyste trafienie, szkoda że nie tłuczkiem. Mimo że Amodeus nie wiedział o co chodzi, jego męski pierwiastek, tak, posiada coś takiego, chociaż może wydawać się to abstrakcją dla niektórych, nakazywał mu stanąć murem za przyjacielem. Prosta logika, prawda? Sprężystym krokiem zbliżył się do Averego, który nonszalanckim krokiem oddalił się od zakrwawionego mężczyzny i jakiejś jasnowłosej dziołchy.
- Panie Avery! - zawołał ku niemu, a jego głos był nieco ochrypły i nieprzyjemny w brzmieniu, niemal wydając się, że jest zdenerwowany.
Ależ nie, skądże znowu, gdzieżby śmiał. Zrówna się z przyjacielem, co nie było wcale takie trudne, skoro ten wolał puszyć się niczym paw, niż opuścić towarzystwo, które przyglądało się całemu zajściu.
- Proponuję szklankę Ognistej... - uśmiechnął się radośnie zapewniając o swych dość niewinnych zamiarach. - Albo skrzynkę. - rzucił spojrzenie za niego, ku nieciekawej parce. Alkohol jest dobry na wszystko, chociażby prewencyjnie, bez powodu.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
14
16
0
0
0
35
4
2
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Zagajnik   11.11.15 23:23

Cały czas miałem przyklejoną do twarzy mię mówiącą o tym, że świetnie się bawię. Było w tym nieco prawdy tylko wtedy, gdy Lysa zdradziła mi znaczenie mojej wróżby. Jej speszenie naprawdę mnie rozbawiło choć nie dałem tego po sobie poznać, traktując jej słowa zupełnie poważnie. Mała była rezolutna, lubiłem ją. Miałem dwóch synów, których błyskotliwości nie mogłem podziwiać, gdy byli w jej wieku. Miałem chrześnicę, która teraz była dorosłą kobietą, a gdy ostatnio ją widziałem też ledwo odrosła od ziemi. Zupełnie jak Lysandra.
- Zakocham się? - Pytam całkowicie poważnie. - To poważna sprawa. Mam tylko nadzieję, że moja ukochana nie będzie kozłem - puszczam do niej oko cały czas rozbawiony jej zawstydzeniem. Rozbawienie jednak maskuję perfekcyjnie. A raczej, nie potrafię go okazać nieświadomie i nie robię nic, by zrobić to w sposób kontrolowany.
Słowa Cassandry brzmią nieco poważniej. Miałem sporo przeciwności losu, z którymi musiałem się zmierzyć i ona o tym wiedziała. Jednak wróżba ta brzmiała jak typowy bełkot rzekomego jasnowidza. Nie podejrzewałem, że mój wosk faktycznie coś takiego mówił. Wierzyłem we wróżby, ale niespecjalnie zależało mi na poznaniu przyszłości. Dość w historii przykładów ludzi, którzy źle przez to skończyli. Czyżby jednak pani uzdrowicielka przekazywała mi jakąś zawoalowaną wiadomość? Ukryte życzenia powodzenia? Zamaskowane wyrazy wsparcia? Cokolwiek to nie było przyjąłem je uśmiechem.
- Zdecydowanie się zgadzam, że od dawna nie miałem lepszego czasu na stawanie na przeciw trudnościom - zrozumiesz mój skrzętnie ukryty żart?
Moja opinia o panu Fawley'u jest znacznie lepsza, kiedy nie bawi się w siłowanie na uściski dłoni. Doceniam to, że nie zniża się do podobnej dziecinady. Też dlatego że w obecnym stanie nie mam szans wygrać żadnego siłowania. Chyba że na słowa albo spojrzenia.
- Sceptyk to jak mówią człowiek myślący - zauważam z nieodłącznym kurtuazyjnym uśmiechem, lekko schylając głowę w wyrazie szacunku. - Wątpliwości jednak nie powinny nigdy zaburzać naszego odbierania świata - dodaję po chwili. Wróżbiarstwo, nawet jeśli pogardzane przez wielu, było faktem. W świecie magii istniało tyle niewyjaśnionych rzeczy, a czytanie przyszłości było jedną z nich. A do rzeczy, których rozum ludzki nie obejmuje zwykłem odnosić się z szacunkiem. Były nieznajome, niezbadane, wątpliwe i przez to niepokojące. A jeśli coś napawało nawet najmniejszym lękiem należało obchodzić się z tym ostrożnie, z należytym respektem. Nie lubiłem ignorancji.
- Jeśli ryby faktycznie przyniosą szczęście, to może następna wróżba dotyczyć będzie miłości, choćby przelotnej - nie zamierzam prawić kazań na temat istoty magii i własnych przekonań dorosłym czarodziejom. Fakt, że w więzieniu miałem dość czasu, by sobie wiele spraw przemyśleć, nie oznaczał, że miałem ochotę się moimi przemyśleniami ze wszystkimi dzielić. I jestem pewien, że inni nie mieli specjalnej ochoty ich wysłuchiwać. Przynajmniej w tej kwestii byliśmy zgodni.




Opadły kraty na jasne okno
cień na kamienie rzucając długi.
"Cieniu, ach cieniu, na co Ty, po co,
gdy nie należysz do ludzi?"

W nocy po ścianie wędrują upiory,
umysłu widma, co na świat wypłyną,
niematerialne i straszne zmory,
co tylko w słońcu giną.


Powrót do góry Go down
Józef Wroński
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1499-jozef-wronski http://morsmordre.forumpolish.com/t1570-jozef-wronski#15592
Zawodowy gracz Quddicha
22
Półkrwi
Kawaler
[...] idź wyp­rosto­wany wśród tych co na ko­lanach, wśród od­wróco­nych ple­cami i oba­lonych w proch, oca­lałeś nie po to aby żyć [...] Bądź wier­ny. Idź.
0
5
0
0
0
0
0
20
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Zagajnik   12.11.15 15:13

- Za późno się zainteresowałem i ktoś mnie podsiadł na tej pozycji. - Wyznałem zgodnie z prawdą, wciskając ręce w kieszenie. Średnio dobrze to chyba rzutowało na mnie jako szukającego. W końcu liczył się na tej pozycji refleks, a tu taka gafa.
- Rzeczy ważne i ważniejsze, co? Chwali się. - Ja byłem w tej komfortowej sytuacji, że moje życie toczyło się wokół miotły i nie posiadałem żadnych większych zobowiązań. Szanowałem jednak tych, którzy potrafili przełożyć nad swe pragnienia złożone komuś przyrzeczenia.
- Nie mogli by...? - Zdziwiłem się. - Nie mam pojęcia, szczerze powiedziawszy nigdy o czymś takim nie słyszałem. - Pewnie przez to, że nigdy mój obiekt westchnień nie znajdował się w przeciwnej drużynie. W jakiejkolwiek drużynie. Dobra, w ogóle jeszcze ni zdarzyło mu się zaistnieć na świeci, lecz jeśli to co mówił Ignus było prawdą to nie zazdrościł trudnych decyzji stojących przed jego kapitanem - Hm, cóż...moim zdaniem wątpię by to miało rzeczywiście jakiekolwiek przełożenie na mecz. Nie zapominajmy w końcu o kim mówimy - to nie są zawodnicy, którzy pozwolili by prywacie wypełznąć na boisko. Trenerzy jednak chcąc się uchronić przed złą prasą i tak znając życie, niezależnie od tego czy są czy nie są razem, mogą zdecydować się zostawić ich na ławkach, gdy tylko przyjdzie okazja konfrontacji między ich drużynami. Nie przesądzam oczywiście, lecz myślę, że tak to może się skończyć. Choć, no właśnie...- Przypomniał sobie dość istotny szczegół. - ...O ile nic się nie zmieniło oboje pojawią się na meczu kończącym festiwal. Kto wie, może będą nawet w przeciwnych dżynach? Boisko weryfikuje wszystko. - Ekscytująca, jak i jednocześni nieco cierpka prawda. Ile to bowiem razy myślałem, że poprawiłem swe umiejętności, gdy to nie raz nie mogłem nawet doścignąć swego konkurenta, a co dopiero znicza. Tak było jednak kiedyś, mimo, że mało przyjemny wspomnienia wciąż kołatały mi się po głowie.

- Gra. - Przytakną, szczerząc się od ucha do ucha. Trzymałem również za słowo Ignacego. Niech weźmie w obroty Sama. Niestety mój entuzjazm topniał wprost proporcjonalnie do iloci rzucanych przez mą siostrę ukradkowych spojrzeń w których czaiła się pewna nerwowość. Odpowiadałem jej podobnymi, lecz jednak nieco mniej dyskretnymi. Wszystko przez towarzyszkę Ignatiusa, przez którą moja zdrowa pewność siebie osiągała depresję. Pomijając w ogóle aspekt moralny. Jak bowiem mogłem pogrywać w grę mej siostry widząc, jak uporczywie dama ta zaczepia się tego mężczyzny.
- Babcię? - zawiesiłem nieco zbity z tropu, nim jednak zdołałem jakkolwiek połączyć fakty aurorka zemdlała. Zaproponowałem bardziej ustronne miejsce do odpoczynku w stronę którego wszyscy zgodnie się udaliśmy.

z/t [Józek, Mathilda, Ignus, Hazel]


Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
6
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Zagajnik   12.11.15 21:45

Mężczyzna nie wyglądał zbytnio na zainteresowanego. Ale nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie, lubiłam sobie pogadać i wychodziło mi to całkiem zgrabnie. Kiedy byłam jeszcze mała, ojciec często upominał mnie, że mówię za dużo, ale chyba odbiło się to grochem o ścianę.
Ma pan rację, gdyby wylał się ponurak, było by źle – stwierdziłam przyglądając się jego pracy. – Pański wosk jednak na ponuraka nie wygląda, więc chyba jest pan bezpieczny.
Mój również na niego nie wyglądał. W sumie, to nie przypominał mi niczego szczególnego. Na pomysł o odwróconym kociołku zaśmiałam się delikatnie. Pomysły niektórych czasami zdecydowanie mnie rozbrajały. Ale i tak było to lepsze, niż całkowite niezrozumienie przepowiedni. Właściwie, to nie było tak, że wróżba stawała się tym, czym była dla kogoś? Każdy mógł widzieć to inaczej. Gdyby ktoś uformował coś na kształt przeklętego ponuraka i uwierzyłby w to, na każdym kroku by go widział, aż w końcu umarłby na zawał, ot co.
Być może to odwrócony kociołek, nie jestem jednak pewna, co miałoby to oznaczać. Nic tak prostego, jak nieudany eliksir, raczej nie bardzo. Trzeba szukać gdzieś głębiej. Mi – zacięłam się – mi to bardziej wygląda na jakiś kielich? Albo – odwróciłam wosk w drugą stronę. – Albo to może jakaś czapka czy kapelusz. Sama nie wiem...
Rozejrzałam się szukając kogoś znajomego, kto potrafiłby to rozszyfrować, nikogo znajomego jednak nie spotkałam, więc wróciłam wzrokiem na pana Notta i zamrugałam kilkakrotnie długimi rzęsami.
Wierzy pan w wróżby? Spełniło się panu coś, co zostało panu przepowiedziane? – zapytałam z zainteresowaniem.




Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Powrót do góry Go down
Julius Nott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1529-julius-nott http://morsmordre.forumpolish.com/t1537-adalbert#14515 http://morsmordre.forumpolish.com/t1536-jakis-fajny-tytul http://morsmordre.forumpolish.com/f176-nottingham-maun-ave-13 http://morsmordre.forumpolish.com/t1538-julius-nott#14522
łamacz klątw
33
Szlachetna
Zaręczony
Into the sun the south the north, at last the birds have flown
The shackles of commitment fell, In pieces on the ground
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   13.11.15 14:49

Julius starał się ignorować to denerwujące uczucie, które towarzyszy osobie zamęczanej czyjąś gadaniną. Naprawdę nie był sobą i najlepiej by było, aby wybrał się do porządnego uzdrowiciela, który pozbyłby się klątwy, która zawładnęła jego ciałem, sercem i umysłem. Niestety, człowiek ten bagatelizował wszystko, co tylko do zbagatelizowania było, włącznie ze swoim zdrowiem psychicznym. Dlatego łaził po Weymouth zadziwiając wszystkich swą ponurą aurą.
- Akurat bezpieczeństwo to kwestia względna - odezwał się na wzmiankę o tym, że brak wylanego z wosku ponuraka powinno załatwić sprawę. I wszelakie problemy. W zasadzie to z ulgą odłożył zimny klucz, którym przed chwilą się posługiwał i skupił na tym, co też takiego wyszło jego towarzyszce. Tylko to było dość trudne. Nottowi chyba brakowało wyobraźni.
- Może ktoś chciałby panienkę otruć - odezwał się wreszcie i uśmiechnął nikle. Czarne poczucie humoru, brawo Nott, dostajesz milion punktów.
- Nie spełniło się. Ale to akurat dobrze - dodał jeszcze odnośnie wróżb. Nie chciał przecież pozostawić pytania bez odpowiedzi, tak nie wypadało. Dziwne, bo raz się tym przejmował, by innym razem w ogóle nie. Może nie było dla niego za późno?
Nie chcąc jednak pozostawiać wszystkiego w ręcach jego kulejącej znajomości wróżb, zawołał tego cholernego Prewetta, a raczej ich babkę, która miała im wytłuścić znaczenie woskowych kształtów.




♣️ The devil's in his hole

Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Szeptucha
27
Czysta
Panna
methinks i see... where? - in my
mind's eyes
0
0
5
30
5
1
5/15
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Zagajnik   17.11.15 2:56

- Słuszna decyzja - przytaknęła, wiodąc spojrzeniem za dłonią mężczyzny, którą ten właśnie przyklepał wróżbę w kieszeni. Mężczyźni, nie dopierze tej szaty w tym życiu. Spoglądała na niego pytająco, choć doskonale wiedziała, o jakie to pytał, kiedy zataczał floresy dłonią. Brak szacunku do wróżbiarskiej sztuki jej uwłaczał - ale poniekąd musiała go rozumieć, duża część czarodziejów z jasnowidzeniem spotkała się jedynie w szkole, za lat słodko-gorzkiego dzieciństwa. - Nie - odparła więc krótko, melodyjnie, przeciągając głoskę. Potrafiła otworzyć trzecie oko, a wróżbiarstwo miała we krwi, lecz w istocie nie tym zarabiała na życie. Temat spraw zawodowych jednakże, w tym gronie, był tematem co najmniej niewłaściwym.
Milczała, kiedy mężczyźni się sobie przedstawiali; Fawley - a więc arogancja tego człowieka była w pełni uzasadniona. Cassandra co prawda miewała do czynienia z arystokratycznym światkiem, ale nie znała powiązań pomiędzy nimi, miała również do czynienia z ludźmi... specyficznymi. Oprócz łabędzicy po Nokturnie snuło się kilka silnych, szlachetnie urodzonych graczy - a ona zawsze wolała być po stronie tych, którzy mieli większe szanse przetrwać. Uważnie przyglądała się ich splecionym w uścisku dłoniom -  w ciszy.
Uniosła lekko brew, gdy nieznajomy dopełnił imienia wątpliwym przydomkiem; widać rzeczywiście nie miał nigdy do czynienia z prawdziwym wróżbitą - co swoją drogą wydało się Cassandrze zaskakujące, biorąc pod uwagę jego szlachecki stan- a może właśnie dlatego? Znudzeni niewymagającym, luksusowym życiem arystokraci częściej niż ktokolwiek inny sięgali po porady fałszywych proroków od wszystkiego - nietrudno było nadziać się na szarlatana. Była jednak przekonana, że każdy przeciętnie inteligentny człowiek będzie w stanie odróżnić szarlatana od prawdziwego jasnowidza - może nie do końca rozumiejąc, że nie każdy z jasnowidztwem miał do czynienia na co dzień, nawet mimo woli.
Odwzajemniła uśmiech Vitalija, łagodnie skinąwszy głową na jego słowa, jej usta drgnęły w rozbawieniu. Cassandra pojęła żart - i naprawdę lubiła jego czarne poczucie humoru. W istocie, w lochach Tower trudno było stawać naprzeciw czegokolwiek, lecz tutaj nie było ani czasu ani miejsca na to, by o tym pomówić.
- Mój przyjaciel ma rację, panie Fawley, sceptycyzm jest oznaką mądrości, o ile tylko nie wynika z ignorancji - odparła w końcu. - Mogę pomóc panu otworzyć oczy na świat, którego wciąż pan jeszcze nie zna, jeśli woskowa wróżba to zbyt mało, by uwierzyć - próba zdeprymowania mężczyzny musiała brzmieć w jej głosie wyjątkowo wyraźnie. Wróżby Cassandry nie przypominały przesłania niesionego przez rybę, były okrutne, a w swojej okrutności prawdziwe - nigdy nie widziała przyjemnych zdarzeń. Widziała tylko ponurą czerń, słyszała płacz i czuła ból. I choć rozbawienie po ostatnich słowach Vitalija wciąż tańczyło na jej twarzy, teraz jej udzieliła się rywalizacja - i chęć utarcia nosa niedowiarkowi.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
6
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Zagajnik   17.11.15 21:20

Na wspomnienie o otruciu, jakoś gorzej się poczułam. W sensie, że się zmartwiłam. Bo co jeśli pan Nott ma rację i właśnie to to oznaczało? Z drugiej strony, wróżb przecież nie należy brać tak dosadnie, równie dobrze ten kielich, może oznaczać coś innego, przez bogactwo na upadku i złamaniu ręki kończąc.
- Chyba wolałabym, aby nikt mnie nie próbował otruć - stwierdziłam mało przekonywującym głosem. - Nie, nie wydaje mi się, aby to było to.
Pan Nott stwierdził, że to dobrze, że się nie spełniło, a mnie to strasznie zaintrygowało. Musiała to być bardzo zła wróżba, skoro się z tego cieszył. Może coś zagrażającego jemu albo jego rodzinie, bo gdyby przepowiednią było… dorobienie się ogromnego bogactwa, najlepszej posady w pracy i cudownej żony, to raczej nikt o zdrowych zmysłach by się nie sprzeciwiał i nie protestował.
- A co to była za wróżba? Jeśli mogę zapytać? - spojrzałam na niego zainteresowana.
Pan Nott poprosił do nas panią Prewett, która z miłą chęcią zgodziła się, aby wyjawić im, co dane wróżby miały oznaczać. Nasze wróżby, prawdę mówiąc, nie należały do najprzyjemniejszych. Pan Nott powinien strzec się fałszywych przyjaciół, za to mnie podobno czekało jakieś okropne cierpienie. Gdyby wróżby były kilka dni temu, jeszcze przed festiwalem, to dzisiaj sądziłabym, że chodziło o rozmowę z panem Carrowem, w tym momencie jednak nie wiedziałam co może mnie czekać.
- Cóż, nasze wróżby nie są dla nas zbyt łaskawe. Dla pewności lepiej trzeba będzie mieć oczy szeroko otwarte - stwierdziłam. - Z zasady specjalnie nie wierzę w takie rzeczy i zbytnio nie przykładam do tego większej wagi, bo uważam, że to my sami kształtujemy swój los, a nie jakieś wróżby. Ale pani Prewett opowiadała nam to z takim wielkim przejęciem, aż mnie to dotknęło.




Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Powrót do góry Go down
Julius Nott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1529-julius-nott http://morsmordre.forumpolish.com/t1537-adalbert#14515 http://morsmordre.forumpolish.com/t1536-jakis-fajny-tytul http://morsmordre.forumpolish.com/f176-nottingham-maun-ave-13 http://morsmordre.forumpolish.com/t1538-julius-nott#14522
łamacz klątw
33
Szlachetna
Zaręczony
Into the sun the south the north, at last the birds have flown
The shackles of commitment fell, In pieces on the ground
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagajnik   18.11.15 14:58

Julius stracił swoją wyobraźnię jakiś czas temu. Obecnie widział wszystko dosłownie, dlatego nie mógł pojąć, jak inaczej można zinterpretować te wszystkie wróżby. Skoro widział wywrócony kociołek, to pewnie chodziło o jakiś eliksir. Szczerze mówiąc nie spodziewał się żadnego innego wyjaśnienia całej tej sytuacji. Nie mniej, przestał na moment skupiać się na tym, co widzi, a zaczął na tym, co słyszy. Uniósł do góry głowę analizując to, co mówi Rosalie. Chyba przejęła się jego osądem, na co on wzruszył jedynie ramionami. Będzie co ma być, prawda?
- Ciężko uwierzyć, aby miała panienka jakichś wrogów - odezwał się jedynie, teoretycznie również podważając autentyczność wypowiedzianych wcześniej słów. Tak naprawdę niewiele go to obchodziło, był tu dla zabicia czasu. Nie spodziewał się, aby naprawdę mogło coś z tego wyniknąć.
Chociaż na pytanie o swoją wróżbę odczuł lekkie przejęcie, zastanawiając się, co odpowiedzieć.
- Przepowiedziano mi śmierć na jednej z misji. Jak widać wciąż żyję - powiedział ostatecznie zgodnie z prawdą. Zupełnie neutralnie, wręcz obojętnie, jak gdyby wizja śmierci nie była wcale taka zła. To akurat prawda, niekiedy odnosił wrażenie, że ukróciłaby wszystkie męki, jakich zdążył już zaznać podczas swojego życia.
Później Nott wsłuchiwał się w to, co miała do powiedzenia ta stara baba, Prewettowa. Uniósł brwi w niemym zdziwieniu, dowiadując się, że jego wosk ma kształt królika, zaś panny Yaxley kielicha. I że oboje czekają niesamowite nieprzyjemności. Miał wrażenie, że do ponuraka to im niedaleko. Aczkolwiek chyba nie był tym szczególnie zaskoczony.
- Istnieje całe stado fałszywych ludzi na świecie, to nic nadzwyczajnego. A cierpienie może się zdarzyć nawet, jeżeli obleje się panienka omyłkowo gorącą wodą. Chyba nie należy być w tym przypadku fatalistą i po prostu dążyć do celów pomimo wszystko - odpowiedział odnośnie tego, że powinien uważać. Chyba był już za bardzo przesiąknięty aurą beznadziei i siał wszędzie defetyzm zamiast pokrzepiać na duchu.




♣️ The devil's in his hole

Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Zagajnik   19.11.15 14:27

Wyraźnie się rozluźnił - chociaż rozluźnienie nie było dokładnie tym, czego teraz potrzebował; szukał raczej większej swobody nie tylko słów, ale i myśli, które kołatały się niespokojne i niepewne tego, z kim właściwie ma do czynienia. Ta dwójka wyraźnie doskonale się znała; przynajmniej doskonale w znaczeniu Colinowym, i obchodzili się ze sobą o wiele mniej delikatniej, niż w stosunku do niego. Tratując go jak jakieś delikatne jajko o wymieniając uprzejmości, jakby nie znajdowali się właśnie w lesie, w ponurym gąszczu równie ponurych nadziei, które znikały wraz z lejącym się woskiem. Poniekąd mu się to podobało. Najwyraźniej w świecie, gdzie każdy starał sobie układać życie podług własnych pragnień, rzadko kiedy zwracając uwagę na innych, istniały jeszcze osoby (jednostki?), które potrafiły się cieszyć nawet z absurdu woskowych wróżb i jednocześnie zachowywały wystarczająco tyle społecznej odpowiedzialności, że umiały przy tym balansować w tańcu właściwej konwersacji na poziomie.
Lekki uśmieszek zainteresowania zagościł na jego twarzy, gdy kobieta buńczucznie i z wyzwaniem (?) rzuciła w jego kierunku kolejne słowa, tym razem pozbawione już delikatności i stonowania, jakie gościło w jej głosie, gdy interpretowała jego woskową wróżbę. Jeśli do tej pory się odrobinę wahał, czy jej zachowanie wynika z czystej przekory, czy faktycznie wierzy w magiczne lanie woskiem, to teraz miał doskonały dowód na to, że traktowała je całkiem serio. I najwyraźniej postanowiła go przekonać do swojej racji... tylko w jakim celu? Czemu tak nagle zaczęło jej zależeć, by dopiero co poznany arystokrata uwierzył w przepowiadanie przyszłości i interpretowanie kształtów, które każdy mógł odczytać na swój własny sposób? Nie był sam pewien, skąd wypływa jego sceptycyzm: czy bardziej ulokowany jest w pragmatycznym podejściu do życia, któremu ostatnio hołduje, czy raczej ma swoje korzenie w przeszłości i nudnych lekcjach w Hogwarcie? Może kiedyś wierzył - gdy jego wyobraźnia budowana książkami pozwalała mu wierzyć i gdy świat nie zatonął w chaosie wojny - ale teraz, na zgliszczach magii, gdy krok po kroku wszystko odbudowywano, wiara przestała mieć jakikolwiek sens.
- Panie Karkarow - zwrócił się do mężczyzny, uśmiechając się jeszcze szerzej, jakby szukając u niego choćby małego gestu męskiej solidarności - pozwolę sobie zapytać, czy i panu ta młoda... - dama wydawało się nagle określeniem cokolwiek niestosownym, wybrał więc dyplomatyczną opcję - kobieta proponowała taką pomoc w otwieraniu umysłu? - ledwie powstrzymał się od dwuznacznego uniesienia brwi; na taki gest mógłby sobie pozwolić w obecności kogoś znanego, a nie osoby zupełnie nowej, ryzykując przy tym, że zostanie potraktowany jak nieopierzony kurczak grzebiący niewprawnie w ziemi w poszukiwaniu dobrego wychowania. - Niemniej przyjmuję zaproszenie, będzie mi miło spotkać panie jeszcze raz - rzucił lekkim, szczerym tonem, na moment zahaczając spojrzeniem o dziewczynkę, która stała obok, zanim wbił swoje niebieskie tęczówki w jej matkę, z dżentelmeńską uprzejmością podejmując rzuconą rękawicę.


Powrót do góry Go down
 

Zagajnik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 6 ... 9, 10, 11 ... 13 ... 17  Next

 Similar topics

-
» Zagajnik Tytanów
» Zagajnik

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18