Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Zagajnik
AutorWiadomość
Zagajnik [odnośnik]24.10.15 23:25
First topic message reminder :

Zagajnik

Nieopodal gęstej kniei, gdzie można spotkać niezwykłej urody kwiaty i magiczne stworzenia znajduje się niewielki zagajnik z wciąż młodymi, zaledwie kilkuletnimi drzewami, głównie brzozami i jesionami. Nie jest gęsty, więc nie ma mowy o zgubieniu się pomiędzy pniami. W jego centralnej części znajduje się niewielka polana otoczona przez krzaki dzikiej róży i jeżyny, które można zbierać o tej porze roku, by nacieszyć się ich smakiem.  
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 12 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Zagajnik [odnośnik]27.05.18 21:06
Florence miałaby wystawić przyjaciela do wiatru? O nie, niedoczekanie jego! Już prędzej piekło by zamarzło!
Nie było z resztą ogólnie możliwości, żeby Florence przegapiła Festiwal Lata. Może zamierzała pominąć kilka z atrakcji, które oferowano (ot, choćby puszczanie wianków - uznała, że widok jej wianka, którego prawdopodobnie nikt by nawet nie próbował łapać to byłoby troszkę za wiele), ale ogółem musiała przyjść.
Wiedziała, że Joseph nie przepuści szansy, by skorzystać z wróżb. Jako że przecież w Hogwarcie trzymała się cały czas z nim, doskonale pamiętała jego zabiegi, które praktykował na lekcjach wróżbiarstwa. Sama Florence próbowała bawić się w podobny sposób, nigdy jednak nie była tak uzdolniona w tej kwestii jak on. On zawsze wymyślał bardziej pokręcone interpretacje strzępków mgły w szklanej kuli czy fusów na dnie filiżanki.
Można więc powiedzieć, że na dzień wskazany przez niego w liście czekała z niecierpliwością. Z resztą, na spotkania z Joeyem zawsze czekało się z niecierpliwością, był w końcu jej przyjacielem! Dziewczyna pojawiła się więc na miejscu o umówionej godzinie... Ubrana jak to wypadało na Festiwal organizowany przez szanowaną, szlachecką rodzinę - w skromną, acz bardzo ładną sukienkę w kolorze błękitu, z długimi rękawami i sięgającą aż do kostek. Przygotowana była na to, że będzie musiała odczekać kilka chwil na mężczyznę. Jakie więc było jej zaskoczenie, kiedy dostrzegła Joeya już z daleka, opartego o drzewo i czekającego na nią! To było coś niespodziewanego, chyba musiał bardzo się cieszyć na to spotkanie!
Zaszła go nieco od tyłu, kryjąc się w cieniu drzew. Chciała go zaskoczyć, niemal w podobny sposób jak on zaskoczył ją, gdy pierwszy raz wkroczył do lodziarni po tak długim czasie niewidzenia się.
- Przepraszam pana, czy może pan na kogoś czeka? - postarała się przy tym nieco zmienić swój głos, tak by Joey nie od razu ją rozpoznał - chociaż oczywiście starczyło by się odwrócił i już wiedziałby, kto do niego przemówił!


What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Florence Fortescue
Zawód : Bezrobotna
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror!
Look a little closer!
Stare a little longer!
THEY WERE WRONG
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Zagajnik - Page 12 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Re: Zagajnik [odnośnik]27.05.18 23:19
To jasne, że kto jak kto, ale on nie mógł przepuścić okazji na wróżby. Trzeba było przecież sprawdzić jak mu się powiedzie w tym sezonie quidditcha (na pewno najlepiej), albo jak potoczą się losy całego świata w związku z tymi całymi zawirowaniami magii... Wróżby to nie przelewki!
Choć w zasadzie to nie z powodu wróżb zjawił się w zagajniku tak wcześnie. Fakt, trening miał wcześnie rano, a później niewiele rzeczy do robienia prócz ogarniania ogródka, w tym tym wielkiego, starego dębu, który postanowił zamienić się w "dąb bijący" i biedaczek chwiał się to w jedną, to w drugą stronę, a przy każdym wygięciu, jego stare gałęzie trzeszczały i łamały się. W końcu to nie giętkie witki wierzby, prawda? Joe trochę się namordował, żeby go ustabilizować, ale i tak nie był pewny czy jak wróci z Festiwalu to drzewo znów nie będzie się bujać w tą i z powrotem. Mniejsza o to, chyba po prostu... stęsknił się trochę za Florence. Tamten pamiętny dzień, kiedy stoczyli krwawą walkę z kamiennym golemem w lodziarni odkurzył ich przyjaźń i szczerze mówiąc, Joe nie chciał tego stracić. A festiwal był doskonałą okazją na spotkanie, prawda? Tak przynajmniej uważał. Wyciągnąłby Flo również na wianki, ale był święcie przekonany, że już sobie znalazła partnera na tamten dzień, a sam Wright zresztą jak co roku zamierzał łapać kwiatki siostry, coby obronić ją przed jakimiś niepewnymi typkami (czyli przed każdym obcym chłopem).
Wkładał sobie właśnie kolejną malinę do ust, kiedy usłyszał kobiecy głos za plecami. W pierwszej chwili faktycznie go nie rozpoznał, choć... Uśmiechnął się niczym szczwany lis. Jasne, że znał ten głos. Trochę zmieniony, ale jednak. Mimo to odwrócił się do dziewczyny już z miną głębokiego zaskoczenia na brodatej paszczy.
- Tak... ale wydaje mi się, że nie przyjdzie - odpowiedział trochę pochmurniejąc i starając się jak najlepiej odegrać swą rolę. W końcu to ona zaczęła tą grę!
- Może wzajemnie umilimy sobie wieczór swoim towarzystwem? - zaproponował, po czym skłonił się niemal wpół. - Joseph Wright do usług.


Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Joseph Wright
Zawód : Bezrobotny
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright
Re: Zagajnik [odnośnik]28.05.18 23:34
Gardzono przeznaczeniem, sprowadzając kwestię przesądzonego losu do serii nieszczęść lub farta, który towarzyszył wybrańcom, lecz znał jego wartość. Przyszłość tkała cienkie nici, które dostrzegał w teraźniejszości, sięgał po nie dłońmi, próbując zatrzymać i wedrzeć twarz za kurtynę codzienności, podejrzeć, co gotuje przyszłość. Była nieuchronna — miała nadejść, dla każdego sprawiedliwie i tak samo, lecz to nie oznaczało, że nie dało jej się zmienić, oszukać. Dawniej wróżbici wierzyli, że ścieżki są już ubite i prowadzą zawsze w to samo miejsce, a ponura przyszłość była karą za życie doczesne. Ale to nieprawda — widział w tym postęp, nawet w tej wszechstronnej i trudnej do ogarnięcia dziedzinie, jaką było wróżbiarstwo. Można było prognozować przyszłość i przygotować się na jej nadejście, lecz wśród czarodziejów byli też ci, obdarzeni prawdziwym darem, który wydawał się przypadkowym błędem losu. Oszukiwał nieustannie, igrając ze śmiercią, karmiąc ją cudzymi duszami tak długo, póki nie wyciągała ku niemu swoich okrutnych szponów. Był tak blisko niej, nim nastał lipiec — w swoich snach po raz pierwszy myślał, że to koniec, a jednak stanął na nogach i wzniósł wysoko głowę. Żył, wbrew czarnym myślom. Cassandra nie ujrzała jego śmierci, nieświadomie zaczął pokładać w niej ogromną część swej wiary.
To, co ujrzał wyciągnięte z wosku było przepowiednią przyszłości, czy osądem jego ścieżki? Smoki, podobnie jak węże ściśle wiązały się z symbolem wody. Był wodą, spokojną jak ocean i wzburzoną jak morze podczas sztormu, lodem, który skuwał taflę podczas zimnej aury, krą rozbijająca okręty. Smok pozostawał symbolem siły i potęgi, alegorią wiedzy i mądrości, emblematem odnowy i cykliczności — rodził się raz za razem, w ciemnym i obskurnym pokoju, na końcu Nokturnu, gdzie roztaczał się zapach szałwii, czosnku, aloesu i miodu. Miodu przede wszystkim. Uosabiał tez zło, nieszczęście i zniszczenie — ciemna stronę, mrok, chaos i truciznę. Sączył je w każdym wypowiedzianym słowie, każdym geście. Czy i ona już to odkryła, bojąc się powiedzieć mu o wszystkim? Nie spuszczał z niej bacznego spojrzenia, nie mrugał, nie ruszał się, póki mówiła. Wróżbitka o anielskim głosie, w którym brzmiały dobro i litość. Nie znał ani jednego, ani drugiego, więc rozkoszował się dźwiękiem tej melodii. Przystanął bliżej stołu, ściszając głos, by inni, powoli gromadzący się, nie słyszeli.
— Och, naprawdę? — Udał zdziwionego. Uniósł nawet brwi wysoko, rozchylił usta, a po tym wszystkim spuścił zakłopotane spojrzenie na wosk, który uformował się w tym niezwykłym kształcie. — Nie sądzę, bym taki był — skłamał z łatwością, powoli spoglądając na nią z dołu, z obniżonego spojrzenia, brody ściągniętej aż do piersi — a więc i spod byka, spod ciemnych i gęstich brwi. — Cel nie zawsze jest wart poświęcenia wszystkiego po drodze — herezje spływały mu na usta gładko, osadzały się na nich, dając złudne wrażenie szczerych i przemyślanych. — To głupota te wróżby . Skrzywił się lekko, wypuszczając z dłoni woskową figurę, która uderzając o kant misy złamała się w pół. Któż by pomyślał. — Wyssane z palca brednie — skrytykował, i ją również, była tu, by służyć pomocą, by świecić przykładem. Czy wiedzieli, że ma prawdziwy dar? Czy widzieli w niej światło i nadzieję, proroka zwiastującego lepsze czasy, czy była po prostu kłamliwą zdzirą, jak wiele innych wróżbitek?



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Zagajnik - Page 12 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Zagajnik [odnośnik]30.05.18 0:07
Kołnierzyk błękitnej koszuli podwinął się, zdradziecko zaczepiony przez kapryśny podmuch wiatru, łaskocząc przy tym jasny – jeszcze niespalony słońcem – kark mężczyzny. Macmillan zakląłby w odpowiedzi na te nachalne materiałowe pocałunki, gdyby nie przeszkadzał mu papieros wciśnięty pomiędzy wargi. Zamiast tego zaciągnął się mocniej tytoniowym dymem, niecierpliwym ruchem dłoni rozprostowując niesforny kawałek bawełny, mało co nie wpadając przy tym na czarodzieja, który pojawił się na jego drodze jakby znikąd. Uśmiechnął się przepraszająco, choć w myślach nie oszczędził rodziny mężczyzny do czterech pokoleń wstecz; zabłąkana iskierka sparzyła go w palce, nie pomagając w zachowaniu sympatycznego wyrazu twarzy, będącego przecież jego znakiem rozpoznawczym. Zawsze życzliwy, zawsze cierpliwy i zawsze uśmiechnięty, czy nie tak definiowało go środowisko? Znak rozpoznawczy – pogodne usposobienie.
Oczywiście nie mogło zabraknąć go na wydarzeniu takim jak Festiwal Lata, mimo że wcale nie miał ochoty się pojawiać. Nie kiedy nie mogła towarzyszyć mu Laila, zbyt zaniepokojona pierwszą poważniejszą chorobą syna, żeby pozostawić go pod opieką nowej piastunki. Adair ze zdziwieniem odkrył, że boleśnie odczuwa nieobecność żony. Zdążył przyzwyczaić się do jej ostrych komentarzy, dowcipnych uwag i delikatnych upomnień, takich jak choćby to, żeby przygładził ten nieszczęsny kołnierzyk koszuli, który wciąż niemiłosiernie gryzł go w szyję.
Nowy krochmal?
Podrapał się w kark, zniecierpliwionym – bardzo nieuważnym – spojrzeniem błądząc wokóło, żeby koniec końców uwagą przyssać się do miejsca, z którego unosiła się ciepła woń rozgrzanego wosku. Jego miejsce docelowe, choć wróżb Macmillan nigdy nie traktował szczególnie poważnie, uznając je za nieco naciąganą dziedzinę magii. Co nie oznaczało, że nie zamierzał przelać wosku przez klucz, na którym to pewnie zacisnął dłoń, uważnie odmierzając gorący lepik i wlewając go w chłodną wodę na powierzchni, której ten uformował się w...
Coś.
Adair choćby chciał, nie bardzo wiedział z czym ma do czynienia. Niewyraźna forma i jeszcze mniej wyraźna chęć jego samego do odczytania wróżby, nie wróżyły dobrze temu przedsięwzięciu. Westchnął cicho pod nosem, unosząc spojrzenia znad wosku i szybko żałując tej decyzji. Milsze bowiem mu były zabawy we wróżbitę od widoku Havisham stojącej raptem ze trzy metry od niego.
Być może nawet przewróciłby oczami, jednak w ostatniej chwili upomniał sam siebie – miejsce publiczne nie było najlepsze, jeśli chodziło o okazywanie sympatii.
Bądź antypatii.
Panna – mocny akcent, bowiem miała już swoje lata. – Havisham! Co za przyjemność, dawno nie mieliśmy okazji się widzieć – odczuł nieprzyjemne swędzenie dawno złamanego nosa, mimo to wciąż się uśmiechał. – Przyłączysz się? Zawsze byłaś lepsza w spekulacjach.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Zagajnik [odnośnik]30.05.18 0:07
The member 'Adair Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'Wróżby' :
Zagajnik - Page 12 4kVSZGL
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 12 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zagajnik [odnośnik]30.05.18 2:04
Saoirse nigdy nie mogła pojąć całego zamieszania i miłej otoczki roztoczonej wokół festiwalu lata, będąc dość na bakier z wszelkiego rodzaju tradycjami. Chociaż orientowała się w przebiegu każdego poszczególnego dnia, tak nie uczestniczyła ani w zbieraniu malin ani nie zamierzała rzucać misternie splecionego wianka do wody, uznając, że była za stara na podobne zabawy i nawracanie swojej wiary na tak naiwną ścieżkę, jaką było telepatyczne ściąganie ukochanego za pomocą kwiatów. Drugą kwestią była praca, której nie mogła opuścić z własnego widzimisię, bo gdy część szlachetnie urodzonych uzdrowicieli przebywała tutaj, w Dorset, ktoś musiał panować nad chaosem obejmującym każde piętro szpitala.
A jednak korzystając z chwili wolnego, postanowiła przyjść i sprawdzić jak miewa się magiczny półświatek, szybko żałując swojej spontanicznej decyzji – kolejnej w tak krótkim czasie. Nie rozumiała, dlaczego ze wszystkich osób na świecie natknęła się akurat na niego i dlaczego uniósł głowę dokładnie w tym momencie, w którym ona robiła taktyczny zwrot do opuszczenia zagajnika. Z początku wprawdzie myślała, że jej nie pozna, wszak ostatni raz widzieli się chyba w szkole, lecz kiedy usłyszała swoje nazwisko poprzedzone uszczypliwym wytknięciem jej stanu cywilnego, westchnęła. Na szczęście szybko odrzuciła niezwykle kuszącą wizję zaklajstrowania mu woskiem ust, wiedząc, że jako uzdrowicielka powinna pomagać, niż znęcać się nad innymi... przynajmniej w teorii.
Faktycznie, mam niezwykłe szczęście – uśmiechnęła się słabo, niemal od razu spoglądając na ten nieszczęsny nos, który kilka lat temu przypadkowo złamała tłuczkiem i wyłapując natychmiastowo złe zrośnięcie kości uwidaczniające się na samiuteńkim środku; bynajmniej nie czuła się winna zepsucia czyjejś twarzy, jeśli w ten sposób wywalczyła sobie święty spokój pozbawiony uszczypliwych komentarzy do końca szkoły – czego nie mogę powiedzieć o twoim nosie. Chyba trafiłeś w ręce żółtodzioba. – Nie była niemiła, stwierdzając bardziej oczywisty – drażliwy? – fakt; przez lata przebywania w towarzystwie Thomasa zdołała nauczyć się spokoju, który znikał kiedy tylko Vane pojawiał się w pobliżu w ten sposób zbierając całą jej złość na otoczenie na siebie. Gdy wreszcie dotarło do niej, że zbyt intensywnie wpatruje się w twarz Adaira, przeniosła wzrok do wody, na tafli której kształt przelanego przez dziurkę wosku zaczął się formować.
Twoja wróżba przypomina smocze odchody – odparła z rozbrajającą elokwencją. Nie była zbyt biegła we wróżbiarstwie, niespecjalnie interesując się tym przedmiotem w czasach swojej edukacji, z kolei każdą podstawową wiedzę zdążyła zgubić w trakcie przeglądania kolejnych podręczników na stażu w szpitalu. Nigdy jednak nie była szczególnie przekonana do podobnej dziedziny, preferując sprawdzoną wiedzę, potwierdzoną i namacalną, więc nie próbowała nawet na poważnie wyjaśniać tajemniczego kształtu – chociaż to wygląda jak ogon – wskazała palcem na odstający, podłużny kształt, po chwili zabierając dłoń i odsuwając się pół metra w bok, żeby nie stać w zbyt bliskiej odległości.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Zagajnik [odnośnik]30.05.18 11:39
Ludzie nie wierzyli, że ktokolwiek może przepowiedzieć ich przyszłość, nie wierzyli, że wizje jakiegoś szaleńca mogą przesądzać o ich losie. O losie, na który przecież powinni mieć wpływ. Ileż to razy spotkała się z nieprzychylnymi komentarzami skierowanymi w jej stronę tylko dlatego, że to co zobaczyła niezbyt przypadło im do gustu. Jeżeli chodziło o wróżenie z wosku, fusów czy nawet kart… to wszystko było grubą nicią szyte. Każdy mógł interpretować to na swój własny sposób, a ile szkół tyle tak naprawdę wróżb. Może właśnie fakt, że ludzie, którzy tak naprawdę nigdy nie zderzyli się z potęgą jaką jest jasnowidztwo bawią się tym każdego dnia i dają ludziom jakąś błahą nadzieje na spełnienie się ich marzeń i oczekiwań. Bo czy nie po to ludzie przychodzą by spojrzeć w swoją przyszłość? Czy nie chodzi tu wyłącznie o to by ktoś połechtał ich ego mówią o świetlanej przyszłości? Schody robiły się dopiero wtedy gdy ktoś naprawdę potrafił zinterpretować przepowiednię, a ta była niekorzystna i nie niosła ze sobą nic dobrego. Ludzie nie są przyzwyczajeni do tego, że wbrew pozorom zawsze może być jeszcze gorzej. Nie są przygotowani do pogodzenia się z trudem jaki przed nimi stoi, a przede wszystkim z uzmysłowieniem sobie, że jeżeli posiada się wiedzą o swojej przyszłości to jest się nią w stanie zmienić. Lorraine doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nic nie jest stałe. Przyszłość też taka nie jest. Każda podjęta decyzja, każda wykonana czynność, nawet pojedyncza osoba, która nagle pojawiła się w czyimś życiu może być powodem zmiany nadchodzącej przyszłości. Prewettównie najtrudniej było wróżyć jeżeli te były dwojakie, a ona ludzi nie znała. Kiedy przebywasz z kimś dłuższy czas to jesteś w stanie powiedzieć czy ów wróżba będzie dla niego przyjemna czy tylko go rozwścieczy. Wiesz co powiedzieć, a co pomyśleć. Dzisiaj choć wszyscy przyszli się tutaj bawić wraz z rozpoczęciem lata to zdarzali się ci, którzy nie rozumieli idei wróżb, a nawet jeśli ją rozumieli to nie potrafili się pogodzić z tym iż wróżba nie pokazała ich marzeń, a jedynie obawy. Szlachcianka spojrzała na mężczyznę starając się wyczytać to co o tym teraz myśli. Choć wydawał się być zmieszany nie była pewna czy taki był naprawdę. Symbole wróżb układały w kształty zwierząt, a te miały przypominać ludzi i… często tak było. Ich zachowania często właśnie to odzwierciedlały. Patrząc na stojącego obok czarodzieja nie mogła tego stwierdzić i to chyba nie było dla niej pocieszające. - Proszę się nie przejmować – zaczęła. - Przyszłość nie jest stała, a wróżby często nie oddają prawdziwej natury człowieka. Choć jestem zwolennikiem spoglądania od czasu do czasu do przyszłości to jednak także nie biorę jej w pełni na poważnie. W wielu przypadkach to niekończone symbole, które mają swoją drugą stronę. - powiedziała i żeby go uspokoić i żeby przekazać to co sama myśli. Kiedy mężczyzna uderzył figurką o misę kobieta skinęła głową i uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. Może ten smok to jednak nie był zły wybór? - Widzi Pan… mogłabym wylewać ten wosk i tysiąc razy, ale w misce powinna zawsze formować się ta sama postać, jakby przypisana do mnie i do mojej osobowości. Jednak każde spotkanie, nawet jedna mała rzecz może ów postać wróżby zmienić. - dodała wylewając wosk do misy. Robiła to przy każdej zinterpretowanej wróżbie. Może dlatego, że skoro ludzie dzielili się z nią swoimi wróżbami to ona chciała podzielić się swoją, a może to była kwestia oczyszczania. Nie była tylko wróżbitką, była jasnowidzem i czasami to zwyczajnie było męczące. - Nie wierzy Pan w to, że można przewidzieć czyjąś przyszłość? - zapytała jeszcze zanim spojrzała na wróżbę, która się jej uformowała.


nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Lorraine Prewett
Zawód : znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett https://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 https://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
Re: Zagajnik [odnośnik]30.05.18 11:39
The member 'Lorraine Prewett' has done the following action : Rzut kością


'Wróżby' :
Zagajnik - Page 12 AOB16x1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 12 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zagajnik [odnośnik]30.05.18 11:42
Dawno niewidziana Juleczka okazuje się być miodem na moje niespokojne serce. Festiwal Lata Prewettów trochę zatrzymał dla nas czas, zamykając go w szczelnym słoiku ciepła oraz słodyczy, ale my, Zakonnicy, wiemy, że to tylko tymczasowe. Że nad nami ponownie zbiorą się ciemne chmury i będziemy musieli znów walczyć. Na śmierć i życie. Teraz zajmujemy się tym drugim, korzystając z niego jak najwięcej i jak najintensywniej -s nie możemy niczego żałować. Już zbyt wiele istnieje takich rzeczy, dla których chciałabym cofnąć się w czasie i zmienić bieg wydarzeń.
- Może kiedyś tak miałam - śmieję się w odpowiedzi na pytanie Prewettówny. - Obecnie wszystko dzieje się zbyt szybko. Czas przemyka mi między palcami i nim udaje mi się w nim odnaleźć, to okazuje się, że jest już po wszystkim. Patrz, nie tak dawno mieliśmy urodziny, a jest już sierpień - komentuję nadal. Brendan, ja, ty. Jesteśmy starsi już o rok, czujesz to? Gdzie podziały się czasy z Hogwartu? Stosy książek, nauka do rana, rozwalone nosy Ślizgonów? Kiedy to wszystko minęło?
Poważny, a zarazem dość nostalgiczny temat na szczęście szybko zamienia się w słowa, na które wybucham gromkim śmiechem. Dobre sobie. Ja i królewicz z bajki? Niedoczekanie. Zostaję starą panną z kotami - postanowione. A potem umrę na jakiejś misji. Piękny, heroiczny plan Pomony Sprout, polecam się do udzielania złotych rad na życie. Lub śmierć.
- Nie zastanawiałaś się czy nie lepiej iść w branżę powieściopisarstwa? Twoje książki o nierealnej treści na pewno zrobiłyby furorę na rynku wydawniczym - rzucam i z rozbawieniem kręcę głową. Jak mi tego brakowało, takich słów o niczym. Oddzielających nas od przykrej rzeczywistości. Ta zaprowadza nas przez kolejne malownicze łąki aż do zagajnika, w którym odbywają się doroczne wróżby. Uśmiecham się lekko, kiedy wchodzimy do środka. Witam się z Lorraine, dzielnie stojącą na posterunku każdej jednej przyszłości i zasiadam wraz z Julką przy jednym ze stanowisk.
- Widzę, że śmiało idziesz w paszczę lwa świadomości - mówię nie kryjąc radości. To dobrze. Z drugiej strony, czy ja się obawiam? Nie, bo wiem, co mnie czeka. Dlatego z miną potrzymaj mi kremowe piwo zaczynam lać wosk w oczekiwaniu na kształt, jaki przybierze. - My, Puchoni, bardzo dobrze oceniamy ryzyko. Ale nie znaczy to, że trzęsiemy portkami na myśl o wróżbach - dodaję pewna siebie. Wpatruję się intensywnie w pojawiającą się na wodzie formę. - Tak naprawdę to ty chyba też wiesz, co się wydarzy? - Unoszę kąciki ust. To zabawne, że pochodzimy z różnych światów, a nasze przyszłe losy i tak są przewidywalne. I z góry ustawione.



( i need your teeth )
in me, slow and vicious, to tell me my armor is just skin, bones, only bones


Pomona Vane
Zawód : nauczycielka zielarstwa
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna

ty je­steś tym co księ­życ
od da­wien daw­na zna­czył
tobą jest co słoń­ce
kie­dy­kol­wiek za­śpie­wa



OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 https://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 https://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t3831-skrytka-bankowa-nr-838#71331 https://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
Re: Zagajnik [odnośnik]30.05.18 11:42
The member 'Pomona Sprout' has done the following action : Rzut kością


'Wróżby' :
Zagajnik - Page 12 OwKDjEv
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 12 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zagajnik [odnośnik]31.05.18 18:45
| 3 sierpnia

Czego oczekiwała, wędrując cichą ścieżką do Zagajnika? Nie tylko ona miała wrażenie, że wchodząc na teren festiwalu, wchodziło się w oderwaną od toczącej się w Londynie zawierusze. To ile i jakich nieszczęść sypało się ostatnimi czasy, nie dało zdławić się proponowanymi zabawami, ale... dawało nadzieję. Na chwilę. Na złapanie jeszcze kilku promieni i przypomnieniu, że istnieje coś więcej niż szerzący się lęk i niepokój. Nawet otoczona bezpiecznymi murami dworku w Nottinghamshire, otulona bezpieczeństwem ramion Percivala i opieką ojca, nie umiała udawać, że wszystko było w porządku. To, co wcześniej ledwie przemykało w teoriach i cichych szeptach, stawało się prawdą. Wojna. Przerażające symbole czaszki pojawiające się na niebie, wybuchy anomalii, pożary, śmierć i zaginięcia. Gdzie zgubił się świat, który widziała tuż po powrocie z Francji? Czasem irytujący, otoczony gorsetem konwenansów, ale bezpieczny. Coraz częściej tęskniła za Paryżem, tym bardziej, że pod sercem nosiła drugie, o które jej własne wybijało rytm lęku.
Z łatwością dała sie porwać tańczącym wokół wspomnień myślom. Podążała ścieżką w umyśle do zdarzeń, które wszystko zaczęły. Mimowolny uśmiech uniósł kąciki czerwonych warg. I ta sama, ciepła myśl popchnęła ją, by nakreślić kilka słów młodziutkiej Evandrze z propozycją spotkania. W całym ferworze ostatnich zdarzeń, gdzieś zgubiły się jej przyjaźnie i to Lady Rosier uwalniała jej uśmiech częściej. Może nieświadomie, postawione w tak podobnych wymiarach, zbliżały się do siebie i alchemiczka upatrywała w jasnowłosej wili młodszej siostry, której nigdy przeciecz nie miała. proces raczej powolny, ale pleciona nić porozumienia była czymś na tyle realnym, że Inara nie chciała jej tracić. Czas miał zweryfikować jej wizje. Jak zawsze. W końcu, nigdy nie wdrożyła się w tajniki poznawania przyszłości. Działała intuicją.
Wróżby nie były czymś, co pociągało. Symboliczność przedstawianych wizji i wskazówkę była tak niejednoznaczna, że częściej mrużyła oczy, rzucając wszystko między podejrzenia i bajki. Ale jak wiadomo, nawet baśnie nosiły ziarno prawdy i tego ziarna sięgnęła, zjawiając się w cichym zagajniku.
Kolejne sylwetki przemykały pomiędzy wróżebnymi misami, a zapach topionego wosku kojarzył się Inarze bardziej z nocnym pisaniem listów i pracownią, niż wizją przyszłości. Uśmiechnęła sie jednak na widok przejętych twarzy kilku młodych dam, które słuchały Lorraine. Kiwnęła głową wieszczce, ale nie przerywała rozmowy, którą prowadziła. Zatrzymała się za to przy wolnym stanowisku, by w zamyśleniu sięgnąć po wolną świecę. Obróciła w palcach woskowy egzemplarz, ale na finał chciała zaczekać. Dopiero, gdy wśród zebranych dostrzegła tak charakterystyczną, wdzięczną sylwetkę Evandry, mogła uznać za początek. Mimowolnie poprawiła długą, plecioną w zieleni i bieli sukienkę i czarny, wycięty, chroniący przed chłodem płaszcz. Jak na letnią porę, było zdecydowanie zbyt zimno - Moja droga, ciesze się, że nic cię nie zatrzymało - delikatnym pocałunkiem w policzek przywitała jasnowłosą wilę, kątem oka dostrzegając, jak wiele spojrzeń kieruje ku sobie - Ja zawsze, zjawiskowa - uśmiechnęła się raz jeszcze i poprowadziła towarzyszkę do zatopionego w świetle stolika - Wypada sprawdzić, co powie nam woskowa przyszłość - jedną dłonią zebrała na bok rozpuszczone dziś włosy, by przesunąć czarne pukle na lewe ramię, by nie przeszkadzały, gdy nachyliła się nad misą. Co dziś powiedzieć jej miały gwiazdy?



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Zagajnik - Page 12 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Zagajnik [odnośnik]31.05.18 18:45
The member 'Inara Nott' has done the following action : Rzut kością


'Wróżby' :
Zagajnik - Page 12 W9ytb78
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 12 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zagajnik [odnośnik]31.05.18 21:35
- Sierpień. - urodziny to dziwny czas w roku, znacznie bardziej dopełniający i okrągły niż Sylwester. Niby Julia wiedziała jaki jest miesiąc, mimo to na jej twarzy pojawiło się wyraźne zamyślenie - sierpień, już przeminęły kolejne urodziny, kolejny rok. Kiedy? - W tej chwili to się poczułam jakbyś użyła na mnie zmieniacza czasu.
Przyznała z lekkim rozbawieniem wymieszanym z konsternacją. W jednej chwili miała wrażenie, że czas szalenie się wlecze, jednak jednocześnie dni jakby się przewijały. Dopiero co wysyłała przecież listy z życzeniami urodzinowymi i drobne podarunki, dopiero co jadła urodzinowe babeczki.
- Wolę pisać podręczniki. Choć trolliński idzie mi strasznie mozolnie, zatrzymałam się na próbie zaczarowania kolejnych kartek żeby zaczęły odpowiednio chrząkać. Papier okazuje się być wyjątkowo odporny na ten szlachetny język. - westchnęła ostentacyjnie. - Ale w sumie to by było dobre połączenie. Napisać szalony romans po trollińsku.
Uśmiechnęła się szeroko. To by było coś! Choć Julia ostatecznie nie była wielbicielką romansideł, z tego jednego prawdopodobnie byłaby dumna. Bo tak, to musiałby być romans, żadna powieść przygodowa czy kryminalna nie miałaby w tym języku podobnej mocy!
Wyraz jej twarzy zmienił się na wyzywający, kiedy Pomona złapała za klucz i wosk. Zaplotła ręce na piersi i przyglądała się przyjaciółce w oczekiwaniu.
- Nigdy nie wątpiłam w odwagę Puchonów. - oh, to bardzo niedoceniany dom, w którym jednak znaleźć można wiele ciepła i lojalności, a czy z lojalnością nie musi iść w parze odwaga? Tylko jakby inna odmiana, nie tak brawurowa jak w Gryffindorze. - Ostatecznie los zawsze może nas zaskoczyć. - stwierdziła, choć raczej nie mówiła poważnie. Dobrze wiedziała, co się stanie. W ciągu najbliższych miesięcy zostanie lady Ollivander. O ile nie umrze w trakcie jakiejś misji Zakonu, będzie kontynuowała pisanie podręcznika do trollińskiego i naukę trytońskiego, w spokoju będzie prowadziła swoją klinikę. I być może sięgnie po nową, do tej pory obcą jej dziedzinę magii. O tym jednak wolała już nie wspominać.
Spojrzała na formę jaką przelała Pomona. Nie znała się na wróżbiarstwie, kojarzyła jedynie kilka bardziej popularnych symboli.
Wosk ułożył się w wyraźną formę wilka. Choć może Pomona zobaczy w nim coś innego? Niczego nie chciała sugerować, by nie narzucić jej skojarzeń. Sama za bardzo na wróżbiarstwie się nie znała, choć kojarzyła to jako kiepski omen.
Zaraz jednak sama wzięła wosk i wylała swoją formę zaraz obok tego co powstało u Pomony.


She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Julia Prewett
Zawód : Weterynarz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett https://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 https://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 https://www.morsmordre.net/t4527-skrytka-bankowa-nr-1093#96304 https://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Re: Zagajnik [odnośnik]31.05.18 21:35
The member 'Julia Prewett' has done the following action : Rzut kością


'Wróżby' :
Zagajnik - Page 12 254OLqE
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 12 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zagajnik [odnośnik]01.06.18 18:26
3.08

Miała mieszane uczucia, których chaos nasilał się wraz z każdym krokiem kierowanym w stronę zagajnika. Nie odczuwała lęku, wszak to miała być niewinna zabawa, której oddawano się beztrosko z roku na rok. To prędzej pewnego rodzaju niepewność, wewnętrzny opór podsycany jakże samolubną troską o wynik wróżby, mieszał się ze swoistym podekscytowaniem oraz odczuwanym dotąd zadowoleniem. A co jeśli wosk ułoży się w kształt, symbolizujący same przykrości dla niewielkiego dziewczątka? Czy to oznaczało, że w pokorze będzie zmuszona czekać na nieuniknione, obserwować jak nieszczęście nawet i chwilowe, cieniem kładzie się na jej życiu? Nie. Nie. Zdecydowanie nie. Wyprostowała się, nagle werwy nabierając, a krnąbrne uniesienie podbródka zwiastowało wyzwanie, jakie była gotowa rzucić losowi, jeśli ten bezczelnie postawi rzucić kłody pod jej nogi. Ona się tak nie będzie bawić! Ciemne oczy tchnące nagłą determinacją uniosły się, obejmując bezlitośnie sylwetki sunących nieco za nią kobiecych postaci, których widok wywołał uśmiech na muśniętych różem dużych ustach. Obróciła się z zaskakującą gracją jak na kogoś, kto nosił wyjątkowo wysokie szpilki na niezbyt równym terenie i idąc tyłem, z ożywieniem kontynuowała toczoną między nimi rozmowę.
... Po prostu musisz wziąć w tym udział Maxine! To przepiękna tradycja! Jestem pewna, że Jean również chciałaby wziąć udział w pleceniu wianków — klasnęła w dłonie ucieszona, zwalniając tak by mogła zrównać się krokiem wraz z Harpiami — Ria, ty sobie z pewnością tego nie odpuścisz nieprawdaż? — zapytała, marszcząc lekko przy tym rude brwi, jakby sama myśl, że Weasleyówna nie będzie chciała uczestniczyć w puszczaniu wianków, była wprost niedopuszczalna. Toż to się nie godzi! — Tylko proszę, nie wmawiajcie mi, że jesteście ponad dziewczęce dyrdymały i nawiną wiarę — przewróciła malowniczo ślepiami. Red uwielbiała Festiwal Lata i każdy dzień obfitujący w coraz to nowsze atrakcje. Tak też negowanie jego aspektów, w imię `praca to moja miłość, która tak w zasadzie nie istnieje. Znaczy miłość, nie praca. Praca to sens życia, a ty jesteś tylko infantylną dziewuchą naiwnie czekającą na gwiazdkę z nieba, yoł`, było dla niej całkowicie bezsensu. Po co więc przychodzić, jeśli miało się narzekać? Zaraz. Co? Nie, nie, nie. Red ty uwielbiasz narzekać, proszę mi tutaj głupot nie wymyślać.
Wiecie, jeśli skończymy samotnie na plaży, to zawsze możemy się też schować gdzieś z dzbankiem wina i udawać, że jesteśmy ponad to wszystko — dodała zaraz jakże uczynnie, wzruszając przy tym ramionami. Wszystko się wszak mogło zdarzyć, lecz nie powinno to bynajmniej odstraszać! Chyba. Sproutówna wciąż nie była co do tego taka pewna. W końcu jednak oto były, zatrzymując się tuż obok mis wypełnionych wodą.
No...to która pierwsza?


I'd rather watch my kingdom fall

...I want it all or not at all
Rowan Sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
And if you take my hand,
Please pull me from the dark,
And show me hope again...

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-26-3 https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout

Strona 12 z 28 Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13 ... 20 ... 28  Next

Zagajnik
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach