Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Zagajnik
AutorWiadomość
Zagajnik [odnośnik]24.10.15 23:25
First topic message reminder :

Zagajnik

Nieopodal gęstej kniei, gdzie można spotkać niezwykłej urody kwiaty i magiczne stworzenia znajduje się niewielki zagajnik z wciąż młodymi, zaledwie kilkuletnimi drzewami, głównie brzozami i jesionami. Nie jest gęsty, więc nie ma mowy o zgubieniu się pomiędzy pniami. W jego centralnej części znajduje się niewielka polana otoczona przez krzaki dzikiej róży i jeżyny, które można zbierać o tej porze roku, by nacieszyć się ich smakiem.  
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 18 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Zagajnik [odnośnik]26.06.18 0:20
Nie śmiałby podejrzewać Sigurn o nudę, stąd krótko zastanawiał się nad spotkaniem – w innym przypadku zapewne by odmówił, bowiem nie było nic gorszego niżeli zanudzić się na śmierć i to jeszcze w drętwym towarzystwie. Teoretycznie była mu obca, praktycznie uważał, że łapała jego żarty i nie traktowała ich jako największego zła toteż swobodnie dorzucał oliwy do ognia wiedząc, iż nie potraktuje tego jak objawy szatańskiej pożogi. Sprawiała wrażenie wolnej, nieco innej niżeli znane mu kobiety i choć dla wielu był to pokaz złych manier to Macnair miał to kompletnie gdzieś. Wschód otworzył mu oczy na pewne zachowania, dlatego posiadał zdecydowanie większą rezerwę, jak inni Anglicy.
-Fascynujące naprawdę.- odburknął w kwestii napalonych panienek, które wierzyły w te bzdury odnośnie męstwa. Wydawało mu się, iż już dawno zakopano ów bujdę głęboko pod ziemię, jednak czym dłużej przebywał na Festiwalu tym bardziej przekonywał się w jak wielkim był błędzie. -Ciebie też kręci ten motłoch i pomówienia o wielkim rycerstwie oraz harcie ducha?- spojrzał na nią unosząc brew pytająco. Wiedział, że zaprzeczy, ale miał ochotę się podroczyć. -Jestem przekonany, że ten Twój książę nie przetrwałby nawet chwili w naszym świecie.- skwitował chwytając piersiówkę, z której upił kolejnego łyka. Życie na trzeźwo było takie nudne i przewidywalne – nie mógł do tego dopuścić.
Drwiąca uwaga sprawiła, że zaśmiał się pod nosem. Nikt jeszcze nie nazwał go tytanem intelektu w tak perfidnie kpiący sposób, toteż nie mógł puścić ów słów mimo uszu. Wielokrotnie powtarzano, iż podobne testy należało ignorować, ale szatynowi nigdy nie wychodziło to nader dobrze. -Z kim przystajesz takim się stajesz, słoneczko.- rzucił przenosząc spojrzenie na główny plac, gdzie zbierało się coraz więcej spragnionych poznania swego losu czarodziejów. Wierzyli w to? Cały czas się nad tym zastanawiał i nie potrafił znaleźć właściwej odpowiedzi.
Krótka wróżba, choć wybitnie prawdziwa, okazała się niewystarczająca na co mruknął pod nosem z niezadowolenia. Liczył, że oszczędzi mu musu wejścia w tłum i przelewania wosku przez klucz, bowiem naprawdę nie miał na to ochoty. Piersiówka, aż piekła go w dłoni i była zdecydowanie lepszym towarzyszem, jak chłodna tafla wody przewidująca rzekomą przyszłość. -Chociaż byłoby wesoło.- rzucił w kwestii ponuraka. -Tylko wtedy kolejka jest po twojej stronie, w końcu należy zrobić coś przyjemnego w ostatnich chwilach.- pokręcił głową z kpiącym uśmiechem, a następnie ruszył za jej gestem w kierunku zaciemnionej części zagajnika.
-Zawsze powtarzałem, że metamorfomagia ma swoje wyjątkowe plusy.- spojrzał na nią wymownie, gdy wspomniała o powróżeniu obecnym tu osobom. Właściwie pomysł nie należał do najgłupszych tylko musieli znaleźć wróżbitów i dokładnie im się przyjrzeć. Opowiadanie o nieszczęściu, rychłej śmierci w rodzinie i upadłości majątkowej mogło być naprawdę zabawne.
-Co tam masz?- spytał, gdy poszedł w jej ślady przelewając wosk przez trzymany przez siebie klucz. Nie wiedział czy dobrze to robił, jak na laika przystało. -Dementora?- zadrwił cicho wiedząc, że trafił w czuły punkt, ale przecież mogła się tego po nim spodziewać.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Zagajnik [odnośnik]26.06.18 0:20
The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'Wróżby' :
Zagajnik - Page 18 BTAAH3u
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 18 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zagajnik [odnośnik]26.06.18 19:13
Zagajnik rządził się swoimi prawami. Powietrze wydawało się cieplejsze, przepełnione zapachem wosku i mieszanką innych. Lawendą, różą, cytrusem, nawet jaśminem, który wędrował myślą do ulotnej postaci Ulli. Każda z woni niosła ze sobą nitkę wspomnień i być może magia porywała je dla siebie, niby daninę za wieczorne odkrycie rąbka prawdy. Wróżby.
Odetchnęła kłębiącą się w powietrzu żywą wonią bzu, która owionęła jej skronie. Mimowolnie odwróciła się, zerkając gdzieś w bok, szukając bardzo znajomej sylwetki. Ale nie odnajdowała jadeitu źrenic, ciemnych włosów i ciepła dłoni, która zamykała jej własną. Odkładała więc naiwność na bok, skupiając wyostrzone zmysły na smukłej postaci Evendry, która niby zwiewna nimfa kroczyła ścieżką zagajnika. Można czasem było odnieść wrażenie, że padające na jej włosy promienie tańczyły w aureoli, jak w tajemnym rytuale, nadając właścicielce nieznane moce. Nie mogła się dziwić męskim spojrzeniom, które zbyt długo zatrzymywały się na objawionym zjawisku.
Usta drgnęły w przelotnym uśmiechu, gdy przyjaciółka znalazła się a  tyle blisko, by jej gest umknął pozostałym - Mam taką nadzieję - kąciki warg uniosły sie wyżej, gdy rozjaśniona ciepłem iskra zatańczyła w orzechowych źrenicach Inary. Lubiła bezkompromisową szczerość towarzyszki, tym bardziej, że wielokrotnie drażniła ją fałszywa skromność, czy wydumana pycha. Jedna i druga strona wystarczająco krzywdziła, by mogła z przymrużeniem przyglądać się przedstawicielkom skrajności.
Przez moment zaplatała na palec pasmo kruczych włosów, by wypuścić je dopiero, gdy w dłoni pojawiła sie woskowa świeca - A jak wyglądam? - uniosła brwi, nadając twarzy drobnej, zaczepnej iskry - Zmieniają mi się tylko upodobania zapachowe - wydęła wargi, przypominając sobie ostatnie pertraktacje z własnym żołądkiem. Wrażliwsza na codzienne wonie, wielokrotnie zmuszały ją do odpoczynku. Szczęśliwie, jej własna profesja ułatwiała samodzielne funkcjonowanie, rezygnując  z nadmiernej opieki nadgorliwych matron, które wysyłała jej teściowa. Wolała znajome zapachy z jej pracowni, niż serwowane przez guwernerów specyfiki - A jak wy się czujecie? - pochyliła się nad misą, by z konsternacją przyglądać się powstałej, woskowej figurze... - Ćma - odezwała sie półszeptem odpowiadając tak na pytanie Evandry, jak i własne. Nie była do końca pewna symboliki tego nocnego motyla, ale ulotnie, nieprzyjemne wrażenie nie chciało opuścić jej myśli. Kształt sam w sobie nie należał do brzydkich. Łukowate skrzydła, rzeczywiście rozpostarte, ja do lotu. Tylko gdzie ów miał się zakończyć? Pochłonięta przez zdradliwy żar? - Nie jestem pewna, czy podobają mi się sugerowane przez intuicję domysły - Inara wyprostowała się, ale zaraz wróciła do wcześniejszej pozycji. Tym razem pochylając się nad woskowym dziełem Evandry. Wyraz, który ulotnie przemknął przez kobiece oblicze, sugerował podobną konsternację do tej wcześniejszej - Masz pomysł, co przedstawia Twoja woskowa wróżba? - alchemiczka przechyliła głowę, starając się spojrzeń na pływając w misie obrazem z innej perspektywy. Los obdarzył ją bujną wyobraźnią, więc nie chciała stawiać na oczywistość.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Zagajnik - Page 18 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Zagajnik [odnośnik]27.06.18 17:10
Cieszyła się ze spotkania z Inarą. Obydwie niedawno wstąpiły w związek małżeński i borykały się z podobnymi problemami, chociaż relacja Nottów wydawała się obiektywnie znacznie zdrowsza. Evandra widziała w ich oczach miłość i oddanie, ślubowali sobie szczerze i pełni czystych uczuć, co dawało nadzieję na długie, szczęśliwe życie. Jako miłośniczka baśniowych historii, potrafiła rozpoznać materiał na takową, dlatego też z ukontentowaniem obserwowała nowożeńców, po cichu marząc, by i w jej związku zagościło takie porozumienie dusz. Pozostawała ślepa na problemy, jakie mogła mieć jej przyjaciółka. Nauczono ją ogłady i powstrzymania wścibskości, dlatego też nie zagłębiała się w rejony prywatne, śmiało poruszając się po powierzchni wzajemnych stosunków.
- Wyglądasz doskonale, Inaro, piękniej niż kiedykolwiek - odpowiedziała od razu, z zachwytem oraz szczerze. Chętnie komplementowała inne kobiety, wiedząc, że żadna nie będzie w stanie dorównać jej urodą. Obdarzała łaską swego pochlebstwa najbliższe jej czarownice, łechcąc tym własne ego, przekonane o swej empatii oraz wspaniałości. - Ciąża ci służy, wyglądasz kwitnąco - dodała z emfazą, dla siebie pozostawiając komentarz o tym, że lady Nott osiągnęła stan brzemienny w samą porę, unikając piętna starej panny. Evandra czuła wielką ulgę, widząc przyjaciółkę na ślubnym kobiercu. Dzięki zaślubinom wszystko szło tak, jak powinno i mogły teraz, ramię w ramię, spacerować po terenie Festiwalu Lata, z dumą prezentując obrączki oraz zarysowane pod sukniami brzuszki, skrywające nowe gałęzie możnych rodów. - Słaba, kochanie, potwornie słaba - westchnęła ze smutkiem, nie mogąc przegapić nawet najmniejszej okazji do poużalania się nad sobą. W Dover odgrywała silną i niezwyciężoną, nie chcąc, by uznano ją za słabą żonę lub niespełniającą swych obowiązków małżonkę. Tylko z przyjaciółką mogła być całkowicie szczera. - Mdłości, osłabienie, ból pleców. Czuję się chora - mówiła cicho, z cierpiętniczą miną, dbając o to, by nikt nie usłyszał jej skarg. - Ale i szczęśliwa jak nigdy wcześniej. Nie mogę się doczekać pojawienia się na świecie naszego dziecka - dodała w zupełnie innym tonie, aż jej błękitne oczy rozbłysły niczym setka gwiazd. Ciężko znosiła ciążę, panicznie bojąc się o swoje zdrowie i urodę, ale każdy niepokój wynagradzała wizja zdrowego syna, którego już niedługo będzie mogła przytulić do piersi. - Boję się, Inaro - wyznała prawie bezgłośnie, wspierając się na ramieniu przyjaciółki. Nie musiała mówić nic więcej, lady Nott wiedziała o Serpentynie i na pewno powiązała luźne fakty w sensowną całość. Poród mógł skończyć się dla Evandry tragicznie, nie pozwalając jej poznać i pokochać własnego dziecka. Nie o tym chciała jednak teraz rozmyślać. Były na Festiwalu Lata, mogąc korzystać z jego zabaw i rozrywek - nie było tu miejsca na poważne tematy i smutek. Lady Rosier przywołała na twarzy lekki, zadowolony uśmiech, i skupiła się na wróżeniu.
- Ja widzę tutaj motyla, a nie ćmę - odpowiedziała zdecydowanie, śmiało spoglądając Inarze w oczy. Evandra została wychowana w przekonaniu, że jeśli czegoś bardzo mocno chciała, dostanie to na złotej tacy. A dla przyjaciółki chciała jak najlepiej, wierzyła więc, że wosk ułożył się w kształt ślicznego motylka a nie futrzastej ćmy. - Symbol radości i rozkwitu. Frunięcia na skrzydłach nadziei aż do spełnienia marzeń - kontynuowała podniosłym tonem, przytulając policzek do ramienia brunetki. Odsunęła się od Inary po dłuższej chwili, wpatrując się w kształt wylany własną dłonią. Zmarszczyła z niezadowoleniem brwi. Naprawdę wosk ułożył się w to, o czym myślała? - Czy to...świnia? - spytała z przerażeniem i obrzydzeniem, słabym głosem. Im dłużej przyglądała się kształtowi, tym mocniej upewniała się w przekonaniu, że oto paskudny los ukarał ją pojawieniem się tego brudnego zwierzęcia. Różane usta półwili wygięły się w podkówkę a jasnoniebieskie oczy zawilgotniały. Czym zasłużyła na takie upokorzenie? Dlaczego nie mogła wylosować kwiatu róży lub smoka? Albo chociaż jednorożca? Zamilkła, przejęta i rozżalona, nie chcąc pokazać po sobie zdruzgotania, choć było one widoczne jak na dłoni - lady Rosier była bardzo rozżalona.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Zagajnik [odnośnik]27.06.18 19:51
Wybałuszył oczy, niby zaskoczony jego obruszeniem się. Jaki wygadany się stał! Pomyślał sobie, że skoro jest wyższy, starszy i nie musi się tak pilnować jak on, to może marudzić ile chce! Typowy Wright! I jeszcze stwierdził, że to on dał się zaciągnąć! Ha! Dobre!... Chwila powagi pozostała na twarzy Macmillana… Przyglądał się brunetowi z wyjątkowo wyraźnym niedowierzaniem w jego słowa. Zaraz jednak się roześmiał. Nie głośno, jedynie, żeby zaakcentować swoje rozbawienie, bo nie spodziewał się takiego humoru. Tęsknił za takimi przytykami. Naprawdę. Dawno ich nie słyszał. Co innego było je czytać, co innego być obecnym. Na całe szczęście, w końcu, mógł z kimś normalnie porozmawiać, pożartować. Trochę się rozweselić. W taki sam nastrój wprowadzał go też Joseph, o czym przekonał się kilka tygodni temu.
Na obczyźnie nie mógł zawsze liczyć na dobre towarzystwo. Nie mógł tam też wszystkim ufać. Przez te lata wyraźnie odizolował się też od dawnych znajomych, choć wciąż o nich pamiętał. Brak przebywania w Wielkiej Brytanii miał swoje kolejne złe strony. Był coraz mniej świadom tego wszystkiego, co się działo w życiu bliskich mu osób. Listy nie przekazywały wszystkiego, choć były jedyną dobrą formą przekazania uczuć… Jednak przed czerwcem częstotliwość pisania ze wszystkimi zmalała… w tym też z idącym obok niego brunetem.
Gdyby tylko był świadom tego, co odczuwał Benjamin, pewnie starałby się jakoś temu wszystkiemu zaradzić. Chociaż… czy można było jakkolwiek zaradzić na złamane serce? Poradzić sobie ze zdradą najbliższych? Może jednak nie byłby najlepszą osobą do pomagania? Sam miał sztylet wbity w serce od dziesięciu lat i nie wiedział czy go wyciągnąć i wbić swojemu przyjacielowi w ramach odwetu, wyrzucić gdzieś daleko czy może pielęgnować swój ból. A co miałby poradzić takiemu Wrightowi? Traktował go jak bardzo daleką rodzinę, ze względu na odwieczne powiązania między jego rodem a rodziną Wrightów; ze względu na to, że postrzegał go jako złotą duszę. Te więzi nie musiały jednak znaczyć tyle samo dla Benjamina, co dla niego, a to z kolei powodowało tę całą nieświadomość.
Uśmiechnął się szeroko, kiedy ten się odezwał o alkohol. Natychmiast sięgnął z powrotem za pazuchę, wyciągnął kwiecistą piersiówkę i wręczył ją Benjaminowi. Niech pije. Trzeba się znieczulić przez głupotami z wosku, no i jeszcze przed Wiklinowym Magiem, ale to już on sam... Kto wie, ze swoim pechem, mógł widzieć Wrighta ostatni raz w swoim życiu, no i ostatni raz w życiu mógł sobie powróżyć. Przynajmniej nie miał zginąć w dzikim lesie, wiele tysięcy kilometrów za granicą, gdzie jego ciało mogłoby zostać nieodnalezione.
Sam wiesz jakiego pecha mają dziewczyny, które chcą ze mną być – odezwał się ponuro. Wiedział, że to miał być żart, ale niestety, pamięć o tej jedynej, która odeszła dekadę temu wciąż była żywa. Ostatnio zdawało się, że gaśnie z miesiąca na miesiąc. Powoli. Może Ben miał rację dziwiąc się temu wszystkiemu? Może Macmillan zwyczajnie marnował swoje życie na bezsensowne rozpatrywanie przeszłości? Dopiero to, co następnie powiedział Benjamin, nieco go wybudziło z dziwnego zapatrzenia przed siebie. Przynajmniej jemu humor zdawał dopisywać, a to mimowolnie wywoływało drobny uśmiech na twarzy Anthony’ego. – A co z tobą, hm? – Odgryzł się. – Jesteś ode mnie starszy, przystojniejszy i jesteś byłym sportowcem, a wciąż, chyba, żadnej nie masz – zacmokał z udawanym-niezadowoleniem. Nie miał za złe tego, co powiedział jego przyjaciel. Nie dogryzał mu też ze złości. Po prostu czuł się tak jak gdyby kocioł przyganiał garnkowi. Chyba, że czegoś nie wiedział. Nie zwalniał kroku i nie zatrzymywał się. Znowu jednak się roześmiał, kiedy usłyszał reakcję Wrighta. – A co, nie mogę powalczyć i zobaczyć co ze mnie wyjdzie? Po prostu przygotuj tę wyjątkowo ckliwą i wzruszającą przemowę w razie, gdyby mi się umarło. – Zerknął na niego, przyglądając się jego gestom. Zadziwiające skąd u nich obu pojawił się ten dziwnie czarny humor.
Ale to już nie było ważne, bo przecież brunet przystąpił do lania wosku, a on musiał wypatrywać, co z tego wosku wychodzi. Uważnie przyglądał się każdej kropli, która spadała do wody. Naprawdę zdawało mu się, że widział formujący się klucz. Albo coś kluczo-podobnego. Może to był jakiś dziwny drąg? Sam nie wiedział. Nie znał się przecież na wróżbiarstwie. Wzruszył jedynie ramionami, gdy Benjamin zwątpił w jego zdolności rozpoznawcze. Ostatecznie jednak kształt się uformował i miał on dziurkę, linię prostą i zakrzywienie. To musiał być klucz, bo co innego mogło to być? Chmurka? Pytanie tylko co ten klucz miał oznaczać! Logika nakazywała mu proste myślenie. Klucz zawsze coś otwierał. Otwieranie kojarzy się z zaczynaniem czegoś. Poza tym… te frazy o kluczu do miłości i szczęścia były dość popularne… dlaczego by więc nie miało znaczyć tego? Chociaż… klucz także zamykał pewne rzeczy. Może chodziło o zakończenie czegoś, w takim razie? Nie był wróżbitą… trudno mu było powiedzieć cokolwiek lepszego i głębszego, coś co miałoby sens.
Już, już – mruknął, gdy tylko poczuł jak Benjamin go popycha w stronę misy. Nie spodziewał się takiego ponaglania z jego strony. – Daj już spokój. Dzisiaj i tak będę płonąć… i to nie z miłości – westchnął ciężko. Chwycił za klucz, który wcześniej użył jego przyjaciel, potem okręcił trzy razy świecę w swojej dłoni. Po tym niepotrzebnym rytuale, przelał wosk przez dziurkę od klucza i z dziwnym zainteresowaniem i zwątpieniem zaczął oglądać powstający na wodzie kształt.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 18 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Zagajnik [odnośnik]27.06.18 19:51
The member 'Anthony Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'Wróżby' :
Zagajnik - Page 18 GvdWVlZ
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 18 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zagajnik [odnośnik]28.06.18 14:33
Wright martwił się o swojego przyjaciela dość intensywnie, znał go przecież większą część życia, widział go za beztroskich czasów, nieskalanych tragedią i poczuciem winy. Wyraźna różnica pomiędzy małym lordem Antkiem, jak lubił go nazywać, a dorosłym mężczyzną, który kroczył obok niego, rzucała się w oczy nie tylko pod względem fizycznym. Benjamin widział w nim jakąś skazę, gorycz, rozżalenie, niepewność; chciałby wytłuc mu te smęty z głowy, ale bójka nie doprowadziłaby do niczego dobrego. Święcie wierzył w skuteczność swych metod wychowawczych, polegających na surowym popychaniu ku przekraczaniu własnych granic - tak przecież postępował z Hanią i Josephem, doskonale radzącymi sobie z przeciwnościami losu - ale w przypadku Macmillana coś go blokowało. Może wychowanie, rodzice od dziecka wpajali im szacunek do seniorów rodu, któremu przed wiekami służyli. A możliwe że sam Benjamin miał na głowie zbyt wiele, by dociekać, co tak gnębiło swego druha. Obydwa wytłumaczenia były odrobinę naciągane, nigdy nie traktował Anthony'ego tak, jak zdarzało mu się podchodzić do Percivala czy Tristana, nie odczuwał dzielącej ich przepaści krwi, dogadywał się z nim jak z jednym z dziesiątek kuzynów; ciągle też na jego sercu leżało dobro Macmillana. Starał się poprawić mu humor i wynagrodzić rozłąkę tym krótkim spotkaniem, licząc na to, że wosk ukaże im świetlaną przyszłość. - Dlaczego pecha? Poćwiczyłbyś trochę tą lordowską szermierkę, zadbałbyś o tężyznę fizyczną i żadna by ci się nie oparła! - obruszył się, wspierając przyjaciela. Niepotrzebnie zagłębiał się w przeszłości, ta nie przynosiła nic dobrego, Wright doskonale o tym wiedział: przyganiał kocioł garnkowi. Zmieniał więc temat, nie chcąc, by Anthony powrócił do bolesnych historii. Chętnie upił łyka z piersiówki, krzywiąc się wyłącznie ze względu na kwieciste wzorki. Nie skomentował tego w żaden sposób, wywracając oczami. Doprawdy, nie rozumiał, co ta szlachta miała z kwiatkami. Róże i inne pedalskie chwasty. - Przypominam, że miałem w życiu niejedną pannę, w tym narzeczoną. Półwilę - łypnął na Macmillana spode łba, oddając mu alkoholowy eliksir. Nie pijał dużo, właściwie wprawie wcale; w tym także zmienił się na przestrzeni ostatnich miesięcy. - No i nie jestem lordem, mam ważniejsze sprawy na głowie niż przedłużanie rodu - dodał prawie dumnie, zastanawiając się, czy naprawdę nie czuje tęsknoty za normalnym życiem i założeniem rodziny. Nie, chyba nie, był za bardzo zraniony a serce zbyt poharatane, by mogło skrywać gdzieś w połamanych zakamarkach chociaż okruch nadziei na szczęśliwą miłość.
Klucz, który wyłonił się z wosku, nie skłonił Jaimiego do głębszych rozmyślań, oprócz tych oczywistych, wzbudzających przerażenie i wyrzuty sumienia. Wyjął kształt, strzepnął z niego krople wody i włożył za pazuchę. - Może to oznaka tego, że sprawie sobie nowe mieszkanie - rzucił optymistycznie, starając się ukryć poruszenie. Aktywne zachęcanie Anthony'ego do rozpoczęcia zabawy odsuwało podejrzenia od samego Wrighta. Z napięciem oczekiwał aż wirująca, gorąca ciecz stężeje, ukazując przed nimi...
- Kotek! - zakrzyknął uradowany Benjamin, jakby znów miał pięć lat i zobaczył przemykającego koronami drzew kuguchara, fuczącego i syczącego, gotowego wydłubać mu oko ostrymi pazurami. - To chyba znaczy, że...złowisz niedługo jakąś sycącą myszkę - zarechotał, marszcząc czoło, co miało wspomóc proces myślowy, przywołujący jakiekolwiek wróżbiarskie skojarzenia z tym zwierzęciem. - Albo...że będziesz miał pecha? - rzucił pytająco, coś świtało mu w głowie, że kocur to niezbyt dobry omen.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 18 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Zagajnik [odnośnik]28.06.18 18:19
Przemilczał to wszystko. Nie chciał się rozwodzić nad swoim pechem i przeszłością. Nie było po co tego robić. I tak za jakąś godzinę lub dwie miał stać się chodzącą pochodnią. Jaki był więc sens w rozpływaniu się nad dawną miłością, a ty bardziej nad nowymi miłostkami, których i tak nie miał szans mieć? Żaden. Szermierka i sprawność fizyczna też nie będą potrzebne, jeżeli Mag go spali i pozostaną z niego tylko prochy. Może przesadzał myśląc w ten sposób. Może wcale nie miało być tak źle tego wieczoru, jak mu się wydawało, że będzie. Nic jednak nie mogło zmienić jego depresyjnego myślenia, nawet towarzystwo oddanego i dobrego Wrighta.
Uśmiechnął się słabo na jego słowa. Gdyby tylko był bardziej świadom tego, co musiał odczuwać Benjamin. Może wtedy trochę by się przemógł, może udałoby mu się choć trochę pomóc, no i może obydwaj byliby ciut radośniejsi. A tak – oboje błądzili, próbując nawzajem się rozśmieszyć i wywołać chociaż krótką radość. Chociaż i to było dobre, bo na chwilę zapominali o głębszych problemach. Niby im to nawet wychodziło. Zdawali się być pogodni, próbowali żartować, co nawet im wychodziło… Dobre i to, w tym całym wielkim nieszczęściu i niesprawiedliwości świata. W milczeniu odebrał piersiówkę od bruneta i ponownie schował ją za pazuchą.
Nie mówmy o kobietach – westchnął głośno. – Ani o przedłużaniu rodu. – Nie chciał o tym rozmawiać. Wystarczyło, że cała rodzina wywierała teraz na nim presję, że skoro wrócił, to należałoby w końcu zacząć się rozglądać za potencjalnymi kandydatkami. Kuzyni się z niego podśmiechiwali. Ojciec marudził. Matka co chwila biadoczyła o wnukach i o tym, że nie doczeka się ich przed własną śmiercią. A teraz jeszcze Benjamin, niby w żartach, jeszcze mu o tym przypominał. Nie mógł go za to winić. Po prostu rozmawiali i temat sam jakoś się napatoczył. Nie mówiąc już o tym, że pewnie sam Benjamin musiał, prawdopodobnie, czuć się niekomfortowo z przypominaniem sobie swoich własnych smutnych wspomnień. – Kobiety są piękne, człowieka do nich ciągnie, ale czasem z premedytacją, a czasem i przypadkowo nas ranią. A jak ich nie ma, to też jest źle – podsumował ich rozmowę. – Lepiej więc zostawić je tak, jak są.
Zdecydowanie, bardziej wolał rozmawiać o tych głupich wróżbach niż o miłości. Był to bezpieczniejszy temat, bo skupiał się na tym, co było tu i teraz, no i na nieznanej przyszłości. Ta z kolei zależała tak czy siak tylko od nich i ich szczęścia… No i niby od wosku, który miał im w magiczny sposób podpowiedzieć jak to będzie. Benowi trafił się klucz, który jak każdy symbol można było interpretować na wiele sposób. Można było też interpretować go tak, jak to właśnie zrobił Wright.
Tylko mnie zaproś – odpowiedział mu, gdy ten zasugerował, że może była to wróżba nowego mieszkania. Zaraz tknęła go też myśl czy może on sam powinien się wyprowadzić i znaleźć swój kąt? Albo, jak się zaraz okazało, powinien sobie sprawić kota zamiast własnych czterech ścian? Na widok kształtu, który tym razem uformował się niemu, uniósł jedną brew w geście konsternacji. Chociaż czy to był aby na pewno kot? Może to jakiś niezdarny pies? Albo pufa na nogach? – Mówisz, że to kot? – Zapytał niepewnie. Kształt wróżby Bena był prostszy… a jego… sam już nie wiedział. – Żadnych myszek, Wright, już nie wracajmy do tamtego tematu. Wystarczy, że już raz wrobiłeś mnie w randkę – odezwał się. – Pecha będę mieć na Magu, a to… – spojrzał znowu na wosk – …sam nie wiem. Może powinienem sobie kupić kuguchara. – Wzruszył ramionami. Powinien? Chociaż… może Wright miał rację z tym pechem? A może to był efekt sugestii wywołanej z jego strony, bo za dużo mówić o pechu? – No chyba, że ten twój klucz to klucz do klatki z kotem, a przez to nasze wróżby razem znaczą, że powinieneś kupić mi takie zwierzątko – zaśmiał się, szturchając przyjaciela w ramię. – Oczywiście po to, żeby w razie mojej śmierci na Magu mieć po mnie pamiątkę.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 18 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Zagajnik [odnośnik]28.06.18 19:12
Ciężkie westchnienia Anthony'ego pasowały raczej jako komentarz do przerażającej sytuacji politycznej albo ostatnich tragicznych wydarzeń, roszących czarodziejską ziemię Anglii nową porcją krwi niewinnych. W porównaniu z tymi, mało przyjemnymi, rewelacjami, rozmowy o kobietach wydawały się wręcz relaksujące, lecz widocznie nie dla Macmillana. Wright poniekąd go rozumiał: przyjaciel trzymał się przecież z dala od wielkiej polityki i zawirowań, stronił też od Ministerstwa Magii, chadzając własnymi ścieżkami i podróżując. Znajdował się poza nawiasem grozy, obejmującym coraz ściślej brytyjskie społeczeństwo. Zapewne nie stracił nikogo bliskiego i nie brał bezpośredniego udziału w rozpoczętej wojnie. Wright nie miał mu tego za złe, zbyt wiele ważnych osób wciągnął w działania Zakonu Feniksa, by rozpaczać nad tym, że wśród bezpośrednio zagrożonych brutalną śmiercią, poprzedzoną wyrafinowanymi torturami, nie znajdzie się miejsce dla Macmillana.
Przynajmniej na razie, wierzył bowiem w zdolności przyjaciela, lecz wydawał się on zbyt zajęty prywatnymi sprawami, by poświęcać swój czas na coś większego. Wright zerknął na niego z ukosa, nieco zezując. - Co z tobą nie tak, że nie chcesz rozmawiać o kobietach? - spytał prosto z mostu, chociaż zapewne znał odpowiedź: męczył tak swego druha od wielu lat, nie mogąc nadziwić się wstrzemięźliwości, pasującej raczej do zawstydzonych dzierlatek niż do męża w sile wieku, do tego z rodu słynącego z odważnych i hardych dziedziców. - Gadasz jak baba. Albo gorzej, jak pijany nieśmiałek - huknął, postanawiając skorzystać z okazji i nie tylko samemu wybrnąć z bagna goryczy, ale i dodać Anthony'emu trochę animuszu. Szorstka miłość pomagała, a zajmowanie się innymi wykluczało zajmowanie się własnymi problemami - znajdował się więc w sytuacji idealnej. Klepnął blondyna w plecy, czule, ale z pełną mocą, chcąc przywołać go do porządku, a następnie tym samym ramieniem objął go przez bark i szyję, pochylając się nad nim jowialnie. - Weź się w garść, ludzie giną, dzieci są torturowane, czarnoksiężnicy hasają bez problemu po okolicy. Życie jest za krótkie, żeby smętnie łoić kolejne butelki alkoholu i użalać się nad przeszłością - wychrypiał dość dyskretnie - nie chciał wprowadzić przyjaciela w zakłopotanie - lecz bez przesadnej delikatności. Pieszczenie się i łagodna troska nie miały miejsca w pomocnym arsenale gruboskórnego Benjamina. - Jesteśmy na festiwalu, weź przygruchaj jakąś gołębicę, potańcz, uśmiechnij się, daj sobie szansę na szczęście - bo jutro może być za późno - w głosie Wrighta zabrzmiała pewna groźba, jakby zamierzał wyciągnąć fizyczne konsekwencje, gdyby do jutrzejszego poranka nie ujrzał Macmillana obtańcowującego powabnych dzierlatek przy głównym ognisku. - Radzę ci wziąć me rady do serca, inaczej nie tylko zaproszę cię do swojej nowej rudery, ale i zmuszę cię do mieszkania ze mną - przestrzegł ze śmiertelną powagą, wyprostowując się, by dać Macmillanowi odetchnąć i w pełni cieszyć się swoją woskową wróżbą.
- Będę wrabiał cię w randkę aż do skutku - odparł beztrosko, naprawdę chciał dla druha jak najlepiej, traktował go przecież jak przyszywane rodzeństwo. - A może ten kot, to wiesz - jakaś stara panna z kotami? Może powinieneś się właśnie za takową rozejrzeć? - zaproponował, zachwycony swym błyskotliwym tokiem rozumowania. Miał dar do wróżenia, szkoda, że nie odkrył tego wcześniej, stracił wiele okazji do przewidzenia błędów, jakich mógł nie popełnić, i tragedii, którym mógł zapobiec. Niesforne myśli znów pomknęły w bolesne rejony, chrząknął więc groźnie, chcąc je odgonić, i zmrużył oczy, wpatrując się to w twarz Anthony'ego, to w woskowego kota. - Coś za często mówisz o śmierci. Planujesz sam rzucić się pod kule Wiklinowego Maga i dokonać żywota? - spytał bezpardonowo, odrobinę zaintrygowany tym widowiskowym pomysłem na samobójstwo. Czarownica miałaby o czym pisać, zrozpaczony lord postanawia nadziać się na wiklinową witkę. Doskonały nagłówek; może miał skryty talent nie tylko do wróżbiarstwa, ale i dziennikarstwa?


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 18 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Zagajnik [odnośnik]28.06.18 21:11
Słowa Wrighta wyraźnie go zasmuciły. To nie tak, że pozostawał zupełnie obojętny w stosunku do ostatnich wydarzeń. To nie tak, że nie obchodziło go to, że wielu czarodziejów i niemagicznych traciło życie. To, że nie interesowała go polityka i trzymał się od niej z daleka, bo był Macmillanem i takiego zachowania zwyczajnie go wyuczono, nie oznaczało wcale, że nie przejmował się tym, co działo się w kraju. Prawda leżała także w tym, że ostatnio za dużo pił… ale robił tak właśnie przez to co się wyprawiało i przez to, że niedawne wydarzenia dość pokrętną drogą boleśnie przypominały mu o tym, co działo się kiedyś. Wystarczył mu jeden raz, kiedy stracił bliską mu osobę tę przeklętą dekadę temu, tylko dlatego, ze była mugolaczką i do dzisiaj go to dręczyło, bo nie zrobił nic, żeby temu zapobiec. Teraz nie miał takich relacji, ale ci, którzy pochodzili z niemagicznych rodzin byli zagrożeni.
Tu pojawiał się kolejny problem. Możliwość wybuchu wojny… a może ona już wybuchła? Przecież spalono Ministerstwo. Co powinna robić cała jego familia w takiej sytuacji? Co wszyscy powinni robić w takiej sytuacji? Bo póty co wszyscy bawili się tak, jak gdyby nad Wielką Brytanią nie wisiały żadne czarne chmury… Gdyby wojna naprawdę wybuchła… Sam nie potrafił sobie wyobraził co by się stało. Nie był typem polityka. Starał się myśleć prosto. Macmillanowie byli nienawidzeni przez wiele szlachetnych rodów… z wzajemnością. W przypadku najgorszego scenariusza, byliby pewnie jednymi z pierwszych, którzy mogliby paść ofiarą ataków ze względu na ich podejście do kwestii mugolskiej, a także ze względu na te wspomniane wcześniej niesnaski. Tak przynajmniej widział to Anthony.
Benjamin chyba miał rację, co do tego, że należało patrzeć na teraźniejszość i że nie powinno się aż tak mocno rozpamiętywać przeszłości. Dobrze, że pomimo swoich problemów (których Anthony w części nie zdawał sobie sprawy), Wright jednak dość twardo próbował go otrząsnąć. Chyba naprawdę powinien skupić się na tym przeklętym temacie kobiet, na czymś „przyjemniejszym”. W końcu to nie tak, że w ogóle nie chciał być z żadną kobietą. To nie tak, że był pijanym nieśmiałkiem. Coś jednak go blokowało. Pewnie ta niezbyt szczęśliwa atmosfera, pomimo trwania festiwalu… albo wizja Wiklinowego Maga, który nieco go przerażał, a jednocześnie zachęcał… albo właśnie przeszłość i oddanie, no i obawa, ze mógłby zdradzić niewinnego ducha. Pokiwał mu głową, bo naprawdę nie potrafił znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi na jego słowa. No bo co miał na to wszystko odpowiedzieć? Ben był postawnym i przystojnym czarodziejem, w dodatku taki, który zdawał się trzymać twardo pomimo wszelkich przeciwności losu (a może to tylko wrażenie powodowane jego słowami i tym, że jednak był od niego wyższy i większy?)
Masz rację – odezwał się po dość długim zamyśleniu. Może te kobiety nie były takim złym tematem? Obydwoje mogliby spróbować się odprężyć. Wrighta ten temat chyba bawił i wprawiał w dobry nastrój.  – W sumie… mocno się zaniedbałem. – Dodał cicho, próbując się sobie przyjrzeć, a właściwie swojemu brzuchowi i nogom. – Muszę się poprawić… Tylko już mnie nie wrabiaj w te randki. Nie mam nic przeciwko kobietom, które nie są… szlachtą, dodał w myśli. – Ale wiesz jak na takie kobiety patrzą inni…szlachcice, znowu sobie dopowiedział. Wstydził się wymawiać przy Benjaminie tego jednego słowa, bo naprawdę traktował go jak kogoś równego sobie. No bo co ich dzieliło? Jedynie ilość pieniędzy i to, że Wright mógłby wybrać sobie jakąkolwiek pannę, jaką by napotkał, pomijając szlachcianki. Z kolei Anthony musiał się ograniczać do naprawdę wąskiego grona… albo zatrzymać się na „mezaliansie”. – Może powinienem. W sumie, nie mam nic przeciwko starym pannom… o ile nie są starymi pannami przez swój charakter – dodał, nieco się krzywiąc. Wybrać taką wyjątkowo irytującą kobietę byłoby czystym złem.
Spojrzał zaskoczony na Bena, gdy ten przedstawił mu wyjątkowo… interesującą ideę na samobójstwo. Nie był typem osoby, która sama zakończyłaby swój żywot… ale musiał przyznać, że kreatywność Wrighta w dziedzinie czarnego humoru była dość interesująca. Zamrugał szybko. Starał się jeszcze raz przeanalizować ego propozycję, wyobrazić ją sobie. Rzucać się pod kule… to by było coś. Przechylił głowę i pokiwał głową, jak gdyby podziwiał ten zamysł. Znowu nie spodziewał się takiej odpowiedzi.
Nieźle… – mruknął cicho. – To by było coś. Może tak zrobię – uśmiechnął się w końcu. – A tak na poważnie, to nie chciałbyś się zmierzyć z Magiem? Nawet nie dla kobiet, ale tak, o, dla poćwiczenia?


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 18 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Zagajnik [odnośnik]29.06.18 15:06
Motywujące słowotoki naprawdę doskonale mu wychodziły: szkoda tylko, że nie potrafił złotych rad, którymi obsypywał przyjaciół, zastosować wobec samego siebie. Wolał pomagać innym niż zająć się sobą, znacznie lepiej wychodziła mu obrona postronnych osób niż własnych wrażliwych miejsc. Altruizm, wpojony poprzez wychowanie w licznej rodzinie, zintensyfikował się w dorosłym życiu, nienadwyrężony nawet gwiazdorskim etapem egoizmu. Działanie w Zakonie Feniksa tylko podkreśliło poświęcenie Benjamina dla innych, chęć ochrony słabszych i zawalczenia o to, by całemu społeczeństwu żyło się lepiej. I w przypadku Anthony'ego Wright przybierał pozę trenera, zagrzewającego do boju, poderwania miotły wyżej, przekroczenia własnych ograniczeń i podjęcia ryzyka. Niekiedy kończyło się to bolesnym upadkiem na ziemię z kilkudziesięciu metrów, ale bez ryzyka nie było ani zabawy - ani rozwoju. Jaimie miał wrażenie, że Macmillan w pewien momencie się zatrzymał, przejęty, zrozpaczony, pełen goryczy: a zadaniem dobrego przyjaciela było wyrwanie go z tej studni beznadziei, niezależnie od środków.
Zauważał smutek na twarzy blondyna i zirytował się na samego siebie. Przesadził? Być może; wyrzuty sumienia trwały jednak ułamki sekund, czasem trzeba było potężnego wstrząsu, by zrozumieć coś istotnego. Wiedział to po swoim przykładzie - dopiero gdy zachwiano jego fundamentami, ocknął się z letargu, wybierając to, co naprawdę ważne. - Doskonale. Zapiszę to - podsumował wesoło przyznanie racji: nie zdarzało się zbyt często. - Nie masz nic przeciwko kobietom, które...? - powtórzył jak echo, marszcząc krzaczaste brwi tak mocno, że aż jego czekoladowe oczy zamieniły się w drobne szparki. - Które mają czym oddychać? - zgadł, pewien, że znalazł odpowiedź na niewypowiedziane głoski, czające się na końcu wypowiedzi Anthony'ego. - Daj spokój, świat idzie do przodu, nikt nie patrzy krytycznie na niewiastę, która subtelnie odsłania swe wdzięki. Zwłaszcza tak zachwycające wdzięki - pocieszył go serdecznie; musiało chodzić o Pomonę, bo o kogo innego? Zapewne Macmillan kłopotał się jej urodą i tym, jakie wywoływała ona reakcje. A niepotrzebnie. - Znam ją nie od dziś, to porządna dziewczyna, wierz mi - a nie jakimś plotkom - zagrzmiał w obronie czci i niewinności panienki Sprout, mylnie doszukując się problemu tam, gdzie w ogóle go nie było. - Nie możesz być kapryśny. Trzeba brać, kogodają - o ile, oczywiście, szczerze ją pokochasz - wygłosił kolejny filozoficzny frazes, samemu dziwiąc się własnej mądrości. Osiągał ostatnio szczyty elokwencji.
Temat Wiklinowego Maga wywołał w Benjaminie westchnienie. Objął ponownie ramieniem Anthony'ego i wraz z nim odwrócił się od misy; zajmowali miejsce, a festiwal miał dla nich tyle atrakcji. - Wolę umrzeć za sprawy ważniejsze niż zwycięstwo w jakiejś tam rozgrywce - zwierzył się cicho, poruszając śmiesznie nosem. - Ale wierzę w ciebie i wiem, że będziesz godnie reprezentował ród Wrightmillanów. Może nie zginiesz od razu! - zaśmiał się czule; nie wyobrażał sobie Anthony'ego w akcji bezpośrednio zagrażającej jedności jego głowy z resztą ciała. Nie bał się jednak, szczerze wyznał, że wierzył w jego umiejętności. - Przygotowałeś sobie maść na poparzenia? - spytał troskliwie, zastanawiając się, czy Macmillan ma świadomość ryzyka, którego się podejmuje. Podobno czarodzieje ginęli w strasznych okolicznościach - ale to było dawno, przed laty; do niczego takiego nie powinno ponownie dojść. Chyba.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 18 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Zagajnik [odnośnik]29.06.18 21:23
Owszem, motywacja wychodziła Benjaminonwi wyjątkowo dobrze, szczególnie w agresywnym wydaniu, szczególnie na Macmillanie. Pytanie tylko na jak długo, w przypadku Anthony’ego, no i czy sam Wright stosował się do tych zaleceń lub czy była to tylko maska? Oby wszystko to, co mówił było szczere, a nie tylko w formie pocieszenia... chociaż nie powinien się na to oburzać. Był dokładnie taki sam. Martwił się o innych i zapominał o sobie. Stąd jednak pojawiała się troska, bo nie chciałby, żeby przyjaciel zadręczał się jego stanem. Nie było czym się zadręczać, a na pewno nie nim. Lepiej było skupić się na sobie.
Uśmiechnął się trochę śmielej, choć było w tym coś z grymasu. Nadal jednak nie czuł się pewnie przy temacie kobiet. Był zwyczajnie świadomy tego jak źle wychodziły mu kontakty z płcią piękną… Te osiem lat było tego świadectwem. Chociaż ostatnio… może nie powinien narzekać? Końcówka lipca wydawała się być nawet przyjemna. Najpierw ta przeklęta jemioła, która nie chciała mu odpuścić, dopóki nie pomogła mu Ria… chociaż głupio było o tym myśleć, bo przecież znał ją od dziecka. Potem ta randka z panną Sprout… ale tu znowu nie było niczego głębokiego. Ot, miły, naprawdę przyjemny wieczór spędzony z ładną i ciekawą kobietą.
Komentarz Wrighta spowodował u niego wpierw zaczerwienienie na twarzy i szok. Myśląc o Pomonie wcale nie miał tego na myśli! Merlinie broń! Nie! Nie był tak podły, żeby myśleć tylko o kształtach, nawet jeżeli nie dało się ich pominąć w tym przypadku! Myślał na poważnie! Po prostu nie chciał, żeby głupio o nich plotkowano, a tym bardziej o Pomonie, w gronie szlachty. Jego środowisko było bezwzględne i okrutne, dlatego też wstydził się powiedzieć to na głos. A on sam nie chciałby ryzykować bezpieczeństwa tej uroczej panny, biorąc pod uwagę to, co stało się z jego ostatnią wybranką serca.
Nie, nie, nie, nie – zaprzeczył szybko. – Nie o to mi chodziło! – poczerwieniał jeszcze bardziej, a przed oczami zdawało mu się, że znowu widzi pannę Sprout z tamtego spotkania. Teraz będzie mu jeszcze trudniej zapomnieć o jej wdziękach. Co za wstyd!… Przecież nie mógł myśleć o kobietach przedmiotowo! Na Merlina! – Nie ważne! Nie miałem na myśli w żaden sposób ją obrażać! – Począł się nerwowo tłumaczyć. – Wcale nie o to mi chodziło! To nie tak, że jestem wybredny i nie szanuję twojego wyboru. Wiem, że to porządna dziewczyna i gdybym coś do niej czuł, to pewnie bym się starał, ale nic między nami nie ma – stwierdził. – Nie ważne, po prostu nie ważne. Po prostu daj mi szansę samemu wybrać?...
Chyba nie chciał kontynuować tego tematu i jeszcze bardziej się tłumaczyć, a przez to wchodzić w jeszcze większe bagno wstydu. Nie był kapryśny, ale naprawdę nie chciał, żeby źle plotkowano o jakiejkolwiek kobiecie tylko z jego powodu. A tym bardziej przez jego problemy z alkoholem. Nie chciał, żeby mówili o pannie Sprout, że próbuje wejść do szlachty… albo podkreślali obraźliwie jej pochodzenie… albo nie wiadomo o czym innym!
To już lepiej było porozmawiać o Wiklinowym Magu, ale i ten temat nie zdawał się najbardziej odpowiedni. Przybliżył się do Wrighta, gdy ten go objął i razem z nim odszedł od misy. Zaraz jednak zdziwił się słowami przyjaciela, a jego głowa znacznie oddaliła się od głowy przyjaciela. Za ważniejsze sprawy? Chyba nie rozumiał o co do końca się rozchodziło i nie wiedział czy wypadało go zapytać o to. Czy to był jakiś szyfr? Tajemnica? O co mu chodziło?
Za co ty chcesz ginąć, bo nie rozumiem? – Wymsknęło mu się w końcu. – Rozumiem obronę słabszych, ale od tego są aurorzy.
Zaraz jednak roześmiał się, słysząc że będzie godnie reprezentować ród „Wrightmillanów”. Właśnie o to mu chodziło w tym całym uczestnictwie, a nie wiedział czy Adair i Ayden planują zaryzykować swoim życiem dla zabawy innych. Ktoś musiał wypełnić ten nieprzyjemny obowiązek w rodzinie… nawet jeżeli miało to skończyć się bolesnymi poparzeniami.
Nie, żebym pchał się w ręce śmierci, no może trochę, – ale może nie zginę jako pierwszy. – Był świadomy ryzyka, ale bardziej realne zdawało mu się porządne uszkodzenie ciała niż śmierć. No, chyba że komuś wyraźnie zależało na śmierci szlachcica. Albo jeżeli tegoroczny Mag miał po prostu kogoś spalić. – Nic dla siebie nie przygotowałem… niestety. Najwyżej trochę się przypiekę… a jutro będę łowić wianek, w naszym kochanym morzu, z poparzeniami… Wiesz, oszczędzam zapasy na alkohole – odpowiedział mu i wzruszył jedynie ramionami, wciąż się śmiejąc. – Ale szkoda, że nie chcesz dołączyć do zabawy. Byłoby ciekawiej. A może Joseph będzie chciał? Wiesz może czy się pojawi?


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 18 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Zagajnik [odnośnik]29.06.18 23:48
Teoretycznie nie miałam nic wspólnego z nagłym wyrzuceniem Johnatana z domu. Praktycznie jednak mogłam najpierw porozmawiać z rodzeństwem, chociaż nie rozumiałam jak to się stało, że ono miało najmniej do powiedzenia w tej kwestii a najwięcej zaś osoby, z którymi nie byłam blisko spokrewniona. Byłam zresztą dalej wściekła na Botta, który w gruncie rzeczy nie powinien się w ogóle odzywać, jak i na Skamandera i jego zachowanie sprzed miesiąca i doszukiwanie się dziury w całym, lecz długo chowałam urazę – nie zamierzałam więc pierwsza wyciągać ręki na zgodę, ani szukać z nim kontaktu. Ot, mogłam z nim współpracować jedynie w kwestiach dotyczących zakonu i pilnych przypadkach, jak na przykład moja siostra, która – zdawało mi się – była z nim bliżej, niż ze mną, czy Gabrielem.
Westchnęłam więc po raz kolejny i uśmiechnęłam się ponuro; skoro chłopak nie gniewał się za tamten dzień, to chyba mogłam być spokojna i nie martwić się, że nasza przyjaźń została wystawiona na absurdalną próbę, prawda?
Naprawia samochód Justine – wyjaśniłam – nie cierpię go od czasów szkoły a teraz jestem skazana na jego osobę. – Chociaż zaczynałam przekonywać się do Matthewa, tak tamta sytuacja rzuciła cień wątpliwości na moją próbę oswojenia się z jego osobą. Cóż, liczyłam na to, że kiedyś Gabriel postąpi z nim tak samo: zwyczajnie wyprosi go z mieszkania, skoro mnie żaden z chodzących po tym padole łez mężczyzn nie miał zamiaru słuchać. Irytowało mnie to; wszyscy traktowali mnie jak młodszą siostrę Just, którą wciąż należało otaczać parasolem bezpieczeństwa i chronić od w s z y s t k i e g o, a to zaczynało być męczące.
Tak działa poświadomość, Johny. Uformujesz kształt, dopiszesz do niego znaczenie i potem podświadomie będziesz doszukiwać się w życiu tego, co on oznaczał. – Mówiłam oczywiście o wróżbach z wosku; istnienia jasnowidzów nie odrzucałam w żaden sposób, jak i możliwości czytania z kart tarota. Do kuli z kolei też miałam sceptyczne podejście, chociaż ciekawiły mnie lekcje wróżbiarstwa. Pokiwałam głową, nie dodając, że w horoskopy też nie wierzę a zamiast tego spokojnie spoglądałam na walkę z woskiem i wodą. – Co to jest? Koń, kot? Ptak? Plama? – Nachyliłam się nad misą, niemal wkładając do niej nos.
Leanne Tonks
Zawód : historyk
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Speak and may the world come undone.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5268-leanne-tonks#118087 https://www.morsmordre.net/t5336-cwirek#119683 https://www.morsmordre.net/t5334-szalony-naukowiec https://www.morsmordre.net/f90-manor-road-35 https://www.morsmordre.net/t5574-skrytka-bankowa-nr-1304#130127 https://www.morsmordre.net/t5338-l-tonks#119729
Re: Zagajnik [odnośnik]30.06.18 9:34
Spodobało mu się oburzenie, które wywołał w Anthony'm, lepiej bowiem widzieć na twarzy przyjaciela szok i lekką irytację niż dogłębny smutek. Z drugiej strony, zupełnie nie rozumiał takiej reakcji na słowa wsparcia. Przecież musiało chodzić mu o krągłe kształty Pomony, cóż innego mogło się nie spodobać sztywnemu i cnotliwemu szlacheckiemu wychowaniu? Wright wybałuszył oczy na Macmillana, czekając, aż ten przestanie mieszać się w zeznaniach i w końcu szczerze powie, o co mu, na galopujące gargulce, chodziło. Uwielbiał tego człowieka, ale czasem nie nadążał za jego szalonym tokiem rozumowania, nieświadom, że to właśnie jego wnioski okazywały się w większości przypadków mylne. - No to o co ci chodziło? - spytał, zupełnie zagubiony, bezradnie oczekując wyjaśnień. Podobno to kobiety skrywały pod bujnymi czuprynami niespokojny umysł, ale Jaimie dochodził do wniosku, że i Anthony mógł z nimi konkurować pod względem myślowego chaosu. Westchnął rozczarowany, gdy przyjaciel wyznał, że nic nie poczuł do panny Sprout. Taka zmarnowana szansa. Pasowaliby do siebie - o ile, oczywiście, Pomona nie zginęłaby za kilka miesięcy z rąk śmierdzącego Mulcibera lub piromana Notta. Wolał nie ujawniać tego niebezpieczeństwa uczuciowej inwestycji; może i dobrze się stało, że druh sam doszedł do wniosku o niedopasowaniu. Ben naprawdę zostawiał mu wolną rękę, dlatego też wewnętrznie obruszył się na tę oczywistą prośbę.
- To jasne, że sam sobie wybierzesz, ja ci tylko chcę pomóc - rzucił rozczarowany, lecz nie potrafił długo rozpaczać nad tak drobnymi trudnościami. Wielkie tragedie nauczyły go dystansu do nieporozumień lub braku zgody, stał się przez to znacznie mniej agresywny i rozwiązywał utarczki w polubowny sposób. Dawniej zaciągnąłby Macmillana za fraki do jakiejś panienki, wprowadzając wszystkich w skrajne zawstydzenie, po czym uznałby, że dokonał wspaniałego, dobrego czynu.
Zmiana tematu na Wiklinowego Maga i śmierć także nie była zbyt przemyślana. Prawie zapomniał, jak bardzo mogą troszczyć się o siebie bracia, nawet ci z innej krwi i zupełnie odmiennego stanu: momentalnie wyczuł zaniepokojenie Anthony'ego. Zaklął w myślach, no tak, mógł powstrzymać się od śmiertelnych wyznań, na jakie Macmillan nie był gotowy. - Żart - wyjaśnił, udając śmiech, co wyszło mu kretyńsko i mogło wzbudzić jeszcze większe podejrzenia. - Nie no, chodziło o to, że wolę zginąć na Nokturnie w bójce o jakąś nadobną panienkę i beczkę whisky niż tutaj - dopowiedział nieco chaotycznie, chwytając się strzępów wyobrażeń, mogących naprawić to faux pas. Szybko pochwycił następną nitkę konwersacji, mocniej obejmując ramieniem przyjaciela, jakby zamierzał w odpowiednim momencie - gdy powróci do tematu śmierci w lepszej sprawie - odrobinę go przydusić i uniemożliwić drążenie tej problematycznej kwestii. - Czyj wianek zamierzasz złowić? Masz na oku jakąś pannę? Mniej biuściastą od Pomony? - puścił do niego oczko, przypominając sobie ubiegłoroczny festiwal. Kotłowanie się w wodzie zabarwionej krwią z mężem Harriett. Samą Lovegood, stojącą na brzegu, zalaną łzami. Garretta i Selinę, próbujących go uspokoić. Uśmiechnął się do siebie, krzywo, z bólem, szybko jednak zastępując ten grymas normalnym, przyjacielskim uniesieniem kącików ust. - Dawno nie rozmawiałem z Josephem, ale kto wie. Fanki oszalałyby jeszcze bardziej, gdyby został Pogromcą. To mogłoby być niezdrowe dla jego ego - zaśmiał się cicho, postanawiając, że niedługo zobaczy się z bratem. Zaniedbał stosunki z Josephem na rzecz wprowadzania Hannah do Zakonu Feniksa - należało to naprawić, jak najszybciej.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 18 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Zagajnik [odnośnik]30.06.18 16:25
Nie zrozumieli się, a to tylko powodowało, że twarz Anthony’ego robiła się coraz bardziej czerwona ze wstydu. Przed sobą miał wizję Pomony z tamtego wieczoru i nie potrafił powstrzymać się przed posiadaniem tego obrazu przed oczami. To chyba nie było odpowiednie zachowanie, to znaczy wyobrażać sobie takie rzeczy, choć zdawałoby się, że nie robił nic złego. Zresztą nie o to chodziło w jego pokrętnym tłumaczeniu! Teraz wstydził się powiedzieć wprost, że chodziło o jej status, bo tak właściwie nic on nie znaczył, a jednak. Nie ona była przeszkodą, tylko szlachta ogółem oraz głupie reguły wymyślone wiele lat temu, których powinien się trzymać. Inna sprawa, że naprawdę nic do niej nie czuł, choć zdawała się być wyjątkowo dobrą duszą i towarzystwem. Nabrał powietrza, ale nie potrafił zebrać odpowiednich słów.
Mniejsza o to! – Rzucił znowu nerwowo. Miał nadzieję, że to ostatecznie zakończy ich temat dotyczący panny Sprout. Czuł się jednak jeszcze gorzej widząc i zdając sobie sprawę z tego, że zawiódł Benjamina swoim zdaniem o braku dopasowania. – Wiem, Ben, wiem – mruknął cicho i zwiesił głowę. Nie chciał takiego efektu końcowego. Naprawdę! Chciał jak najlepiej, ale nie potrafił nikogo zmuszać do swojego towarzystwa. Nie mógł też wymazać sobie z głowy kilku lat „mezaliansu”, który za nim chodził. Doskonale pamiętał jak podle się czuł kiedy skradł lady Weasley całusa, żeby pozbyć się głupiej jemioły. Okropnie. – Doceniam twoje starania. – Dodał zaraz, chcąc zapewnić przyjaciela, że wszystko jest w porządku.
Na całe szczęście pozostawił ten temat za sobą… no i pozostawała już wizja powolnego pójścia w stronę wzgórza, na którym miały odbyć się zawody. Nadal jednak nie wiedział o co chodziło Wrightowi z umieraniem za ważniejsze sprawy? No, chyba sam nie chciał rzucać się na poszukiwanie jakiś czarnoksiężników, prawda? To byłoby szaleństwo i to skrajne. Może chodziło o jakąś dziwną metaforę?
Ech, ty i twoje poczucie humoru – westchnął, słysząc jego tłumaczenie. Nie zauważył nawet fałszywego uśmiechu. Chyba sam chciał wierzyć, że to tylko kawał, który nie brzmiał śmiesznie. – Za nadobną panienkę i whisky… – kręcił głową, powtarzając jego słowa. – Mogłeś po prostu powiedzieć, że nie chcesz iść, bo nie. Albo że się umówiłeś z jakąś panną. – Jęknął cicho czując dość silny uścisk Bena na swoim ramieniu. Matko kochana… jak gdyby ten nie był Wrightem a olbrzymem.
Na pytanie o wianki jedynie rozdziawił usta i próbował szukać w głowie sensownej odpowiedzi. Wianek. Czyj miał złapać? Powinien je w ogóle łapać? Nie był do tego przekonany. Nie miał żadnej panny na oku. Mógłby właściwie złapać każdy wianek. Poczynając od wianka kuzynki, po wianek panny Sprout (choć może lepiej nie) aż po wianek jakiejś szlachcianki. Sam nie wiedział. Co się wyłowi, to się wyłowi i o ile się wyłowi. Tak mogło być zabawniej. Gdyby jednak się zdecydował, mógłby jedynie współczuć czarownicy, która stałaby się jego „ofiarą”.
Nie wiem. Nikogo nie mam na oku. Nie wiem czy pójść – odpowiedział mu zgodnie z tym, co myślał. – A ty?
Zaśmiał się na wizę szalejących fanek, gdyby Joseph wziął udział w zabawie. O tak, oszalałyby, zupełnie tak, jak w Dziurawym Kotle. Szkoda tylko, że sam Ben nie rozmawiał długo z bratem, co swoją drogą było zaskakujące.
Szkoda. Zobaczymy… chociaż rzeczywiście, to mogłoby być niebezpieczne dla jego ego i naszego zdrowia w przyszłości. Chodźmy w stronę wzgórza, odprowadzisz mnie kawałek, bo nie chciałbym się spóźnić na Maga.
Pociągnął Wrighta w kierunku wzgórza. Wciąż z nim prowadził rozmowę, choć można było domyślić się jak ona wyglądała… szczególnie przy tych wyjątkowo niemrawych tłumaczeniach jeżeli chodzi o kobiety. Nadal jednak cieszył się z tego, że przynajmniej chwilę mógł spędzić czas z dawno niewidzianym towarzyszem.

|zt x2


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Zagajnik - Page 18 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Strona 18 z 28 Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19 ... 23 ... 28  Next

Zagajnik
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach