Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Wybrzeże
AutorWiadomość
Wybrzeże [odnośnik]08.11.15 13:03
First topic message reminder :

Wybrzeże

Nie dajcie się zwieść, wybrzeże tylko z pozoru wygląda na spokojne. W ciągu chwili mogą powstać fale, szczególnie odczuwalne bliżej brzegu. Piasek miesza się z kamieniami, szczególnie w wodzie, gdzie głazy stają się coraz to większe, pokryte morskimi glonami, co czyni ich niebezpiecznie śliskimi. Nietrudno tutaj o niespodziewane wgłębienia, dlatego lepiej sprawdzać podłoże przy każdym kroku, oczywiście jeśli nie chce się zaliczyć kąpieli w morskiej pianie.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 20 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wybrzeże [odnośnik]26.05.18 1:54
Sophia zrobiła skonsternowaną minę. Jej kuzynka czasem bywała naprawdę irytująca, ale rzeczywiście było coś rozbrajająco uroczego w jej zachowaniu i Carter nie potrafiła się na nią boczyć. No, czasem tylko wywracała oczami, ale z drugiej strony cieszyła się, że Rowan nadal ma w sobie tyle spontanicznej radości, którą Sophia straciła po śmierci bliskich i trudach kursu i pracy aurora.
- Nie wychodzę za mąż. Ani niebawem, ani... nigdy? – odpowiedziała, ale jej głos na koniec zawahał się. Przelotnie przypomniała sobie, że przecież kiedyś była zaręczona, planowała ślub i pełne przygód życie z jedynym mężczyzną, który został kimś więcej niż tylko jej przyjacielem. Ale to było tak abstrakcyjne, jakby się zdarzyło w jakimś innym życiu, jakiejś innej Sophii, która wierzyła jeszcze, że może zestarzeć się u czyjegoś boku i doczekać wnuków. Była wtedy taka młoda i naiwna. Miała ledwie dwadzieścia lat, kiedy James umarł, i dopiero wtedy zrozumiała, że źle zrobiła, nie idąc na kurs aurorski od razu po szkole, choć nie dało się ukryć, że była wtedy szczęśliwa, tak egoistycznie szczęśliwa, goniąc za własnym szczęściem, nie za wyższym dobrem. Żyjąc dla siebie. Bardzo wiele się zmieniło przez ten czas, ona też bardzo się zmieniła i przestała wybiegać myślami daleko w przyszłość. To nie miało sensu, gdy życie było tak kruche, tak ulotne i niepewne. Trzeba było żyć tu i teraz. Nie chciała się wiązać nie dlatego, że uważałaby to za zdradę pamięci Jamesa, a po prostu wiedziała, że to kolidowałoby z jej pracą aurora, a praca stanowiłaby zagrożenie dla potencjalnej rodziny. Aurorzy nie byli uzdrowicielami, którym raczej nie groziło nic poważniejszego niż zarażenie się jakimś choróbskiem lub chroniczne przemęczenie. W ostatnich czasach raczej bardziej prawdopodobne było, że wyląduje w szpitalnym łóżku lub w najgorszym przypadku w grobie niż na ślubnym kobiercu. Nie prowadziła bezpiecznego życia jako aurorka i Zakonniczka Feniksa, choć o tym drugim Rowan nie miała pojęcia. Podejrzewała, że z nich dwóch to pewnie Rowan szybciej wyjdzie za mąż i urodzi dzieci równie uparte jak ona sama, z charakterami płomiennymi jak włosy Sproutówny. Sophia już od dłuższego czasu przyzwyczajała się do myśli, że praca zawsze będzie jej główną namiętnością i nie było w jej życiu miejsca dla własnej rodziny, choć co bardziej tradycyjne znajome gromiły ją wzrokiem. Nie wszystkim było pisane rodzinne szczęście, ktoś musiał ratować świat. Lub przynajmniej jego cząstkę.
Ale nagle dostrzegła powód takich słów Rowan. Choć nie poświęcała swojemu wiankowi wiele uwagi, całkowicie pewna, że nikt go nie złapie i rzeczywiście stanie się pokarmem dla ryb, ale nagle zobaczyła zdumiewająco znajomą sylwetkę wyławiającą jej wianek. Z tylu innych wianków akurat jej?
- Rzeczywiście, to bardzo duża ryba – rzekła z konsternacją, patrząc ze zdumieniem na Aldricha. – I bardzo znajoma...
Choć nigdy nie należała do tych dziewcząt, które się rumienią, nagle poczuła, jak policzki zaczynają palić ją z zażenowania, gdy widziała swojego przyjaciela przemoczonego i z jej nieforemnym wiankiem w dłoni. Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Rzadko jej się zdarzało takie poczucie, ale nie co dzień była stawiana w podobnej sytuacji. W tej chwili chyba wolałaby stanąć oko w oko z jakąś groźną anomalią niż z Aldrichem niosącym jej wianek.
Tak ją to zaabsorbowało, że prawie nie zauważyła, kiedy podszedł do nich Benjamin Wright, choć po chwili, gdy uświadomiła sobie jego obecność, skinęła mu głową i powitała go cicho. Nawet była teraz zadowolona, że jej kuzynka pewnie zaraz z nim odejdzie i może w ekscytacji obecnością gwiazdy quidditcha zapomni o wianku Sophii.
Zaraz potem skupiła uwagę na Aldrichu.
- Och... Miło cię widzieć, Al – bąknęła zupełnie jak nie ona. Nie była nieśmiała ani wstydliwa, ale teraz było jej po prostu dziwnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę wcześniejsze słowa Rowan. – Mam nadzieję, że nie jest ci bardzo zimno? Ta woda wygląda na... no cóż, zimną – mówiła dalej trochę bez sensu, unikając patrzenia mu w oczy. – Jak podoba ci się festiwal?
Co, jeśli dla Aldricha nie była tylko przyjaciółką? Ta myśl nagle pojawiła się w jej głowie, ale szybko ją zdusiła. Aldrich prawdopodobnie po prostu próbował zrobić jej niespodziankę. Może myślał, że jest jej przykro, że nikt nie łowi jej wianka, i sam to zrobił? Nie wiadomo.



Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Sophia Carter
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3765-skrytka-bankowa-nr-925 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Re: Wybrzeże [odnośnik]26.05.18 8:58
Na wybrzeżu roiło się od czarodziei, przejętych kobiet i dumnych mężczyzn, pomiędzy którymi wytwarzało się wyczuwalne napięcie. Magia ckliwej miłości podsycała aurę konkurowania o serce oraz uwagę wybranki; aurę, od której Deirdre robiło się mdło. Dziwną słabość wzmagał tylko obraz Tristana i Evandry, zakochanego w sobie małżeństwa, debiutującego na letnim festiwalu jako nierozłączna para. Nie sądziła, że ten widok wprawi ją w aż taki dyskomfort, żółć ścisnęła żołądek - ostatnio coraz częściej robiło się jej niedobrze, lecz kładła to na karb traumatycznych doświadczeń i aktualnych niepokojów - a Tsagairt nieco zbladła, wyłapując jednak spojrzenie Rosiera. Zniosła je ze spokojem, bez mrugnięcia, wiedząc, że to jedyny, kilkusekundowy kontakt, jaki będzie im dany tego wieczoru. Nie chciała, by odkrył zawód lub rozżalenie, nie przyznawała się do tych odczuć przed samą sobą. Odwróciła wzrok, podążając w stronę brzegu. Morska woda zamoczyła dół białej sukni i schłodziła bose stopy, gdy pochylała się nad taflą, kładąc na niej swój wianek. Niewinny i prosty jak jej dzisiejsza rola. Białe hortensje, wilcze łyko, czarne jagody, które przed momentem podjadała, by stłumić mdłości. Owoce zabarwiły jej pełne usta na sinoróżowy kolor, z czego nie zdawała sobie sprawy, pogrążona w próbach oderwania myśli od stojącego nieco dalej Tristana. Rzucała wianek do wody dla niego, wiedząc, że czyni to naiwnie - kwiaty zatoną, niepodjęte jego ręką. W pewien sposób było to symboliczne, poświęcała ciemnej toni to, co najdelikatniejsze, świadoma bezsensu tej ofiary.
Wyprostowała się nieśpiesznie, beznamiętnie śledząc los białego wianka i już miała odchodzić z plaży, gdy spostrzegła, że ktoś zamierzał uchronić go od rozkładu na morskim dnie. Zesztywniała, obserwując heroiczne poczynania Salazara, wyprzedzającego innych konkurentów, by w widowiskowym stylu powrócić na brzeg, przemoczony i nieco krwawiący, ale ze zdobycznymi kwiatami w wytatuowanej dłoni. Szczęki Deirdre zacisnęły się boleśnie. Doskonale. Tylko tego jej obecnie brakowało - starcia z protekcjonalnym idiotą. Niestety, idiotą-arystokratą, którego awanse powinny być dla niej niezwykłą szansą. Nie mogła po prostu odwrócić się i uciec lub potraktować go namiętnym Cruciatusem. Zignorowała porównanie do syreny - nigdy jej nie przypominała - i obrzuciła go złowieszczym spojrzeniem.
- Wydawało mi się, że gustujesz w półwilach - zauważyła lodowatym tonem, przypominając szowinistyczny komentarz ze spotkania Rycerzy Walpurgii, pomijając słuszność protekcjonalnego potraktowania Yvette.  Zaplotła ręce na piersi, w geście zarówno broniącym swej cnoty, jak i wyrażającym skrajną dezaprobatę. Żeby wzmocnić retoryczne sugestie niewerbalne już zamierzała się odwrócić i odejść, zwiększając dystans jak najszybciej, by uniknąć rozlewu krwi, ale w porę zdała sobie sprawę z okoliczności. Nie mogła tego uczynić; młodej damie nie wypadało zignorować kawalera, który wykazał się wielką odwagą i poświęceniem podczas poławiania wianków. Wokół kręciło się zbyt wielu ludzi, z pewnością znajdowały się wśród nich dawne koleżanki z Ministerstwa Magii - a pojawiła się na festiwalu między innymi po to, by znów wtopić się w czarodziejski tłum. Nie sądziła jednak, że w zachowaniu uprzejmej maski natrafi na tak wymagającą przeszkodę w postaci barczystego Traversa, przesłaniającego jej prawie cały świat. Jedyny plus pojawienia się tuż przed sobą pirata: odgrodził ją od widoku Tristana, wymieniającego czułości z szczęśliwą małżonką.
- Pełno ich tutaj - powróciła do tematu półwil, faktycznie często spacerujących wybrzeżem, zawsze w otoczeniu rozkochanych spojrzeń młodzieńców czających się na wianki tych najpiękniejszych istot. - Życzę powodzenia - na pewno wzruszy je twoja zapierająca dech w piersiach zwinność, jaką okazujesz wśród morskich fal. Twa wybranka będzie zachwycona perspektywą upojnego tańca aż do wschodu słońca - uśmiechnęła się lekko, ponownie wykorzystując urok dołeczków w policzkach. Tak, z boku musiała wyglądać na wręcz zadowoloną z towarzystwa szanowanego lorda, który postanowił właśnie jej dostarczyć bohatersko uratowany wianek. Ciężko znieść taką nobilitację z kamienną twarzą, odgrywała więc swoją rolę najlepiej, jak potrafiła, walcząc z odruchami. Opuściła luźno ręce wokół ciała, rozpogodziła się i jedynie czarne oczy błyszczały ostrzegawczo. Nawet nie próbuj, Travers, zdawały się mówić. Cała nadzieja w zdolności pirata do dostrzegania subtelnych sygnałów i zaufania instynktowi samozachowawczemu. Przekazującemu prosty ciąg zdarzeń: odda jej wianek, wymienią jeszcze dwa uśmiechy, ona dygnie a on pomknie ku olśniewającej, złotowłosej panience, dzięki czemu ustrzeże się wściekłości Deirdre, okazanej w bardziej sprzyjających czarnej magii okolicznościach. No, dalej, Travers, to nie jest trudne.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins


Ostatnio zmieniony przez Deirdre Tsagairt dnia 26.05.18 13:21, w całości zmieniany 1 raz
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Wybrzeże [odnośnik]26.05.18 9:50
Dygnięcie Rowan szczerze go wzruszyło. Prezentowała się uroczo i niewinnie, podobała mu się jej sylwetka, długie, rude włosy o lśniącym ogniem odcieniu, przypominającym nieco poblask smoczych płomieni. Drobna sylwetka - była od niego o dobrych kilkadziesiąt centymetrów niższa, tak, że musiał się sporo pochylić, by spojrzeć kobiecie w oczy - wzbudzała w nim natomiast intensywną opiekuńczość. Gotów byłby schować ją w swych spracowanych dłoniach a potem bezpiecznie ukryć w jednej z przepastnych kieszeni swych spodni, bowiem pomimo upływu lat nadal widział w niej nastolatkę, zaledwie panienkę, najmłodszą z grona sióstr bliższych znajomych. W porównaniu z Pomoną zawsze wydawała mu się dzieckiem, dojrzałym, owszem, lecz wymagającym odpowiedniej do swych niewielkich gabarytów troski. Przywykł do ratowania świata, więc zapewnienie powrotu wianka do właścicielki stanowiło racjonalny ciąg zdarzeń, skrywający w sobie jakiś czar przeszłości, gdy pojawiał się na wybrzeżu z nonszalancką pewnością siebie. Potrafił pobić dla własnych intencji, z żarem dbając o swą wybrankę - ta pasja odeszła bezpowrotnie, lecz czuł pewien spokój w przypominaniu sobie festiwalowych zabaw.
Zwłaszcza w towarzystwie Rowan, symbolizującej to, co utracił. Beztroskę, radość z drobnych rzeczy, nadzieję, optymizm; urok życia, jakkolwiek by pokręcone ono nie było. Uśmiechnął się trochę szerzej - i szczerzej - mrugając do dziewczęcia. Radość rudowłosej promieniowała i na niego, ogrzewając nieco lód skuwający serce. - Nie poszło mi tak, jak przepuszczałem - westchnął rozdzierająco, zastanawiając się, czy panienka Sprout nie wybuchnęła śmiechem na widok jego walki z chochlikami. - No, ale nigdy nie mówiłem, że dobrze czuję się w wodzie. Gdyby to była podniebna konkurencja... - rozmarzył się nieco. O tak, wtedy zadałby szyku i nie zbłaźnił się przed wszystkimi. Benjamin podniósł ręce i poprawił wianek na skroni dziewczęcia, przekrzywiając go to w jedną, to w drugą stronę. - Wyglądasz pięknie - powiedział po prostu, szczerze, bez ukrytych intencji, zezując w dół, na to samo miejsce, w które wpatrywała się Rowan. Przejechał rękami po przodzie koszuli, pewien, że ma tam po prostu przyklejone pęczki wodorostów - a takie niechlujstwo w towarzystwie damy nie mogło mieć miejsca. Odchrząknął, chcąc dodać sobie animuszu, po czym gwałtownie pokręcił głową, rozlewając wokół siebie jeszcze więcej kropelek wody, skapujących z brody i włosów.
- Nie, jest mi wręcz upalnie. Twój widok rozgrzewa moje serce, Rowan - odparł wesoło, w swoim starym stylu, zdziwiony, że potrafi wykrzesać z siebie takie zgrabne tekściki. Może nie wszystko było stracone? Może wystarczyło wystawić głowę z emocjonalnego bagna, przelewającego się od wyrzutów sumienia? Znów mrugnął do niej, zastanawiając się, czy zareaguje tak samo jak przed laty, gdy rumieniła się niemalże po końce włosów. Przy tym odcieniu ciężko było to rozgraniczyć. - Mam nadzieję, że ostatnio nie spotkały cię żadne nieprzyjemności - spytał troskliwie, odgarniając kosmyk włosów z jasnego czoła kobiety. Czule i delikatnie, co potrafił robić pomimo postury sprzyjającej raczej serwowaniu prawych sierpowych.


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 20 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Wybrzeże [odnośnik]26.05.18 10:37
| z łąki

Tak jak się spodziewała, nie sposób było wypatrzeć tutaj kwiatów, które choćby odległym echem przypominałyby jej o domu. Prowadzona właściwą dla siebie ciekawością, niezmienną od lat dziecięcych, postanowiła oddalić się od łąki w poszukiwaniu czegoś, co sprawiłoby, że jej wianek odróżniałby się od pozostałych. Tradycja choć piękna, z perspektywy Nephthys raczej smutna. Przynajmniej do czasu kiedy dotarło do niej, że na jakimś poziomie swojej złośliwej podświadomości, chciała cisnąć ten wianek w wodę i nie oglądać go nigdy więcej, nie mogąc wyobrazić sobie, by poważany przecież Shafiq rzucił się, żeby go wyławiać skądkolwiek. Szła przed siebie, uważając, gdzie stawia stopy i pilnując, by suknia nie zaplątała się w jakieś krzewy jeżyn i nie potargała delikatnego, zwiewnego materiału. Tak skupiła się na tym, co pod nogami, że nie zwróciła kompletnie uwagi, że jej włosy co rusz smagane gałązkami zaczynały powoli przedstawiać obraz nędzy i rozpaczy. Zrozumiała to dopiero wychodząc na rozległe, złociste pola i sięgając ku nim. Chcąc wpierw doprowadzić je do porządku, nim ktoś zarzuci jej nie wiadomo co, przeczesała krucze kosmyki palcami, próbując przynajmniej prowizorycznie je wygładzić. Nie znalazła jednak niczego, co nadawałoby się na wianek. Mając do wyboru, czy spleść go z surowych gałązek przeplatanych zielenią pnączy, a zbożem, które miarowo kołysało się na wietrze, zdecydowała się na to drugie. W końcu hołdowali świętu płodności, a cóż będzie lepszym jej symbolem, niż zboże? Narwała kłosów uważając, by nie poranić palców, po czym splotła z nich skromny, złocisty wianek, pyszniący się dorodnymi nasionami zbóż. Miał na pewno jakiś urok, a także był wytrzymalszy, niż gdyby został spleciony z delikatnego kwiecia, które mogło podupaść nieco w konfrontacji z zimnymi falami. Ostatecznie była zadowolona z efektu, tym bardziej gdy odnalazła wśród łodyg odłamki spadającej gwiazdy. Przydadzą się w eliksirach.
Wróciła tą samą drogą, tym razem znacznie pilniej zwracając uwagę na krzewy, przez które się przedzierała, w dłoni dzierżąc wieniec zupełnie, jakby był z lauru i symbolizował zwycięstwo. Tak naprawdę wiedziała dobrze, że rzuca go w toń po raz pierwszy, a zarazem ostatni, a mimo to nie potrafiła wykrzesać z siebie ekscytacji silniejszej, niż słaby i wymuszony uśmiech.  Odnalazła Cressidę i wspólnie ruszyły na wybrzeże. Zerknęła na jej wianek z uznaniem. Kolorowy i delikatny, zupełnie jak właścicielka dłoni, które go uplotły.
- Jest piękny - zagaiła. - Niespecjalnie. Znalazłam za to zboże i uznałam, że skoro świętujemy płodność, to dobry pomysł - odparła na pytanie o znalezione kwiaty. Faktycznie, na tle innych, jej wianek prezentował się surowo, choć z pewnością zachowa urodę i świeżość dłużej, niż pozostałe. Był zatem raczej praktyczny - podobnie jak i sama Nephthys. Drgnęła nieznacznie na słowa o gratulacjach. Wyczuła w nich pewne wahanie, Cressida pewnie dobrze wiedziała, że to temat dla niej trudny.
- Dziękuję. Ostatecznie jednak nie ma czego, wszak to nie moja zasługa - odezwała się w końcu po chwili, uśmiechając nieznacznie i opuszczając wzrok na swój wianek. Wiedziała, że tak już się mówi, a fakt, że to całkowicie bezcelowe niczego nie zmienia. Wolałaby jednak, by gratulowano jej z powodów, które istotnie miały miejsce za jej udziałem, a nie stanowiły jedynie konieczność wynikającą z piastowanych obowiązków. Nie było jednak sensu dyskutować z tradycją i etykietą. Podeszła w ślad za Cressidą ku wodzie, ale zamiast kłaść swój splot delikatnie, rzuciła go nieco dalej, by fale nie wyrzuciły go z powrotem na brzeg. Zamoczyła przy tym czubki butów, ale nie była to niedogodność, która spotkałaby się z uwagą panny Shafiq. Liczyła, że wianek prędko zniknie jej z oczu. Zamiast tego powiodła wzrokiem po pozostałych pannach, które albo odprowadzały swoje dzieła wzrokiem, albo już dzierżyły je w ręku, jako że ktoś je złowił. Westchnęła, wdychając głęboko rześkie, morskie powietrze.



شاهدني من فوق
Nephthys Shafiq
Zawód : Alchemik, arystokratka
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
it's dark in my imagination.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 20 555b1b1a8fc42da72bdbf7456ee9a796
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5796-nephthys-shafiq#137060 https://www.morsmordre.net/t5820-amara#137531 https://www.morsmordre.net/t5822-zobacz-jak-cudownie-marniejemy#137534 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5861-skrytka-bankowa-nr-1433#138716 https://www.morsmordre.net/t5821-nephthys-shafiq#137533
Re: Wybrzeże [odnośnik]26.05.18 13:16
Lubiłem Festiwal Lata, te kilka dni, kiedy wszyscy tryskali energią podczas dzikich harców, kiedy wszyscy nagle zapominali o dawnych niesnaskach i waśniach, bo na początku sierpnia nie miały one znaczenia. Czymże w końcu były w porównaniu z tym przepięknym wydarzeniem promującym miłość, równość i tolerancję? Lubiłem także dzień, w którym dziewczęta puszczały swe wianki na wodę, a mężni kawalerowie rzucali się w morskie fale by je wyłowić zanim odpłyną w siną dal! Sam zresztą zamierzałem być dzisiaj jednym z tych kawalerów - kto to wie, może zaiskrzy i wreszcie dzisiaj nastanie noc, kiedy nie będę wtulał się jeno w poduszkę. Aż mnie ręce zaświerzbiły na samą myśl!
Włóczyłem się trochę po wybrzeżu, ot, powoli, spacerkiem szedłem wzdłuż brzegu obserwując zbierające się tam niewiasty - ta za niska, ta za chuda, ta ma krzywy zgryz - moje spojrzenie sunęło po sylwetkach dziewcząt otulonych jedynie cienkimi warstwami letnich sukienek. Tak, zdecydowanie lubiłem tę porę roku, trochę właśnie dlatego, że kobiety odsłaniały wówczas nieco więcej ciała, a tutaj, na Festiwalu Lata większość prezentowała się po prostu zjawiskowo. Kolejne roślinne korony lądowały na spokojnej tafli wody, a ja zdążyłem już sobie jedną upatrzyć, tę pieczołowicie splecioną dłońmi Stephanie. Stephanie Pettigrew! Ostatni raz widzieliśmy się chyba jeszcze w Hogwarcie. No cóż, musiałem przyznać, że z małej Stefy zrobił się całkiem smakowity kąsek! Zrzuciłem buty zostawiając je na plaży i wbiegłem w morskie fale, rozchlapując je na boki. Woda nie była mi straszna, ostatecznie byłem przecież żeglarzem, najlepiej czułem się gdy spokojna tafla sięgała aż za horyzont, każdego wieczora na nowo połykając słońce. Chłodne krople odbijały się od moich ogolonych policzków (z okazji festiwalu postanowiłem nawet wyglądać jak człowiek - ogoliłem się, umyłem i wypachniłem jakimiś perfumami, które podkradłem Leanne), ucierpiały również pojedyncze kosmyki włosów, które z tej okazji prostowały się aż do wyschnięcia. Musiałem wyglądać jak zmokły pies, kiedy kleiły mi się do czoła i opadały prawie że sięgając ramion, ale to chyba dobrze, w końcu kto nie lubił piesków? Dziewczęta zawsze się nad nimi rozczulały, więc może nawet panna Pettigrew podrapie mnie za uchem w nagrodę za przyniesiony wianek. Wyciągnąłem ku niemu dłoń, otulając palcami ciasno splecione kwiaty.

+
Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Wybrzeże [odnośnik]26.05.18 13:16
The member 'Johnatan Bojczuk' has done the following action : Rzut kością


'Wianki - M' :
Wybrzeże - Page 20 ZYbnwG7
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 20 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wybrzeże [odnośnik]26.05.18 13:43
Całkiem przemoknięty Salazar wyłowił wianek wypuszczony przez Deirdre. Tuż po tym, jak mokry i pobrudzony krwią z poranionej dłoni dotarł do czarownicy, jakiś mały urwis pozbawiony opieki podbiegł do niego, kopnął go w łydkę i bezczelnie wyrwał mu wyłowiony okaz z rąk. Arogancki chłopiec wystawił morskiemu wilkowi język i zaczął stroić głupie miny, by zaraz po tym rzucić się biegiem pomiędzy ludzi, którzy z rozbawieniem (cóż to był za rozkoszny widok) obserwowali całą scenę. Zgodnie z tradycją, po wyciągnięciu z wody Salazar powinien umieścić wianek na głowie Deirdre, aby ta zgodziła się spędzić z nim resztę wieczoru.

| Jeśli ktoś postanowi dorwać malca, aby złapać wianek Deirdre, ST schwytania go wynosi 75, do rzutu należy doliczyć statystykę zwinności x2. Może również wykonać każdą inną czynność, pamiętając o ewentualnych konsekwencjach swoich działań - trwał festiwal miłości, wokół było pełno ludzi. Na przyszłość: wianki łapiemy po puszczeniu ich na wodę przez partnerkę, nie wcześniej. Nie można z góry założyć, że wianek został złapany przez mężczyznę.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 20 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wybrzeże [odnośnik]26.05.18 14:04
Nie oddaliła się zbytnio od wybrzeża. Wydawało się, że kwiatów jest w tej okolicy wystarczająco, by mogła nazbierać ich na wianek bez konieczności zapuszczania się zbyt daleko w las. Na początku udało jej się zerwać trochę hortensji, azalii i amarylisów, jednak im dłużej szła i im bardziej zbliżała się do wybrzeża, tym kwiatów było coraz mniej. Wkrótce była tam już tylko nadmorska trawa, spod której prześwitywał piasek i kamienie. Zebrała trochę źdźbeł, by utrwalić wianek i staranniej spleść ze sobą kwiaty. Usiadła na jednej z kęp, by w spokoju upleść wianek, kiedy nagle jej uwagę przykuło coś błyszczącego, co początkowo uznała za muszlę, jednak gdy sięgnęła dłonią w tamtą stronę i wyciągnęła to z piasku, zauważyła, że jest to odłamek spadającej gwiazdy, zapewne spadły tu w zeszłym roku lub nawet jeszcze wcześniej. Każdego roku w sierpniu można było zaobserwować spadające gwiazdy; już jako dziecko bardzo lubiła je obserwować. Kładła się wtedy na nadmorskiej trawie na klifach w pobliżu rodzinnego domu i wpatrywała się w niebo, patrząc na jasne smugi z ogromną prędkością przecinające niebo. Później, gdy była starsza, często obserwowała je przez teleskop, ale tradycyjne obserwowanie na klifach nadal darzyła sentymentem, choć w Londynie dokładne obserwacje były utrudnione. Nawet na przedmieściach światła miasta sprawiały, że gwiazdy nie były tak dobrze widoczne jak w jej rodzinnej Kornwalii.
Schowała odłamek do kieszeni, wiedząc o użytecznych alchemicznych właściwościach spadających gwiazd. Następnie dokończyła plecenie wianka i ruszyła z nim na wybrzeże, zamierzając wypuścić go na wodę i odnaleźć swoją siostrę. Może Vera już tam była? A może wkrótce dotrze? Miała się dopiero przekonać, zmierzając niespiesznie w stronę plaży. Tam zdjęła buciki i dalej ruszyła boso, podchodząc do wody. Choć była zimna, weszła do niej, zanurzając się do połowy łydek. Tak bardzo brakowało jej morza, odkąd już nie mieszkała w Kornwalii, że cudownie było do niego wejść choć na chwilę i pomoczyć stopy w zimnej, przejrzystej wodzie.
Przez chwilę rozkoszowała się tym uczuciem, które dawniej było dla niej praktycznie codziennością (nie licząc zimowych miesięcy oraz okresów, kiedy była w Hogwarcie), po czym położyła wianek na wodzie, pchając go dłonią, by popłynął dalej na wodę. Jeszcze chwilę stała w niej, patrząc, jak odpływał, po czym wróciła na brzeg, wypatrując swojej siostry.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Wybrzeże [odnośnik]26.05.18 15:08
|4.8.56.

Zanim doszło do otworzenia festiwalu, długo się na niego przygotowywał. Długo nie był obecny na tym wydarzeniu przez swój wyjazd. Inna sprawa, że miał nadzieję, że może właśnie wtedy zdoła trochę się odprężyć. Chciał uspokoić myśli, wyciszyć się. Zbyt wiele ostatnio myślał, czuł się dziwnie zmęczony. Trochę sobie popił, żeby wyglądać na szczęśliwszego, żeby ktokolwiek, kto by go zauważył, pomyślał że wcale nie stał się dziwnie pochmurny. Miał wrażenie, że alkohol był dla niego swego rodzaju ostoją, pocieszycielką, gdy było mu źle… i to działało. Pomagało mu polepszyć swoje samopoczucie.
Na wybrzeżu zebrała się spora grupa osób, niektórzy już nosili na głowie wianki, inni dopiero je wyłowili, kolejni zanurzali się w wodzie by je wyłowić. Długo myślał nad tym czy i on powinien spróbować swojego szczęścia czy też nie. Niby nie czuł potrzeby wchodzić do wody. Nie czuł potrzeby umawiania się z przypadkowymi kobietami. Z drugiej strony, myślał o tym, że wypadałoby zachować tradycję, a przede wszystkim wykazać szacunek względem zaprzyjaźnionego rodu, który organizował całe to wydarzenie. Westchnął ciężko. Stanął blisko wody, obserwował fale, które z daleka wydawały się być spokojnymi, a z bliska zachowywały się zupełnie inaczej. Przyglądał się innym mężczyznom.
Zastanawiał się jeszcze chwilę. Powinien? Nie powinien? Wypada mu? Nie wypada mu? Wahał się, ale w końcu ściągnął leniwymi ruchami swoje buty i skarpetki. Ściągnął też swoją granatową marynarkę, a rękawy błękitnej koszuli podwinął. Podwinął także końce swoich spodni, żeby te sięgały mu do połowy kolan. Miał jednak dziwne przeczucie, że taki ruch będzie i tak niepotrzebny. Zrobił pierwszy krok w stronę wody, a gdy tylko poczuł, że jego stopy się zamoczyły, na jego twarzy pojawił się grymas.
Spojrzał w stronę, z której wianki puszczały kobiety. Wtedy wśród dziewcząt zobaczył blondwłosą czuprynę czarownicy, której imienia nadal nie potrafił sobie przypomnieć. W każdym razie, jej wianek był dla niego wyznacznikiem. Lepiej spróbować złowić taki niż żaden, tym bardziej, że czarownica pomogła mu w czerwcu uniknąć wyjątkowo groźnej sytuacji. Miał więc wobec niej dług wdzięczności. Nie mówiąc o tym, że ostatni raz kiedy się widzieli, był wyjątkowo niezręczny i należałoby za niego przeprosić. Zrobił kilka kroków w stronę wody, mocząc kostki, a potem jeszcze kilka by zamoczyć łydki. Chciał spróbować złapać wianek, który puściła panna Charlene Leighton (nawet jeżeli nie pamiętał jej imienia). Nie spuszczał go z oczu.

+


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 20 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Wybrzeże [odnośnik]26.05.18 15:08
The member 'Anthony Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'Wianki - M' :
Wybrzeże - Page 20 57E4uBc
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 20 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wybrzeże [odnośnik]26.05.18 16:16
Vera wciąż nie nadchodziła. Charlie stała na brzegu, pozwalając, by nadmorski wiatr rozwiewał drobne kosmyki włosów, które wymknęły się z warkocza i owiewał rąbek jej sukienki wokół szczupłych nóg. Czekając na siostrę, która także miała pojawić się na wybrzeżu, stała na brzegu i obserwowała to otoczenie, to swój unoszący się na wodzie wianek. Wokół niej coraz więcej mężczyzn wchodziło do wody po wianki puszczane przez dziewczęta, a potem przemoczeni wracali na brzeg, niosąc kwieciste korony do swoich wybranek. Charlie niestety była samotna, przespała najlepsze lata młodości, tak zajęta kursem alchemicznym, że nie miała czasu zwracać uwagi na płeć przeciwną. Może to był jej błąd?
Być może wraz z siostrą wspólnie się zestarzeją w swoim małym domku, otaczając się coraz większą ilością kotów. A może nie. Tak czy inaczej Charlie raczej nie wierzyła, że wyłowienie wianka warunkuje cokolwiek, choć niewątpliwie był to miły gest i na pewno by się nie pogniewała, gdyby jakiś miły mężczyzna złowił kwiecisty wytwór jej dłoni.
Ale nie spodziewała się, że to będzie akurat ten konkretny mężczyzna, ten sam, którego w czerwcu poznała w dość niezręcznych okolicznościach, i który, jak się okazało przy jednym z kolejnych spotkań, był Macmillanem. Najprawdziwszym Macmillanem. Mogła więc być zdumiona, że nie łowił wianka jakiejś szlachcianki, a z takim poświęceniem rzucił się po ten, który to ona zrobiła. Zarumieniła się lekko, gdy go schwycił, ale miał pecha, wianek w pewnym momencie wypadł mu z dłoni i został porwany przez wiatr i rzucony na fale. Przez cały ten czas uważnie patrzyła z brzegu, jak mężczyzna próbuje za nim płynąć i w końcu go zdobywa, choć był cały przemoczony, i równie mokry wrócił na plażę.
Wciąż czerwona na twarzy spojrzała na niego.
- Więc znowu się spotykamy – wybąkała; mieli tendencję do spotykania się w dziwnych, często niezręcznych okolicznościach. – Bardzo ci zimno? – zapytała po chwili, widząc, że cały ociekał wodą. – Gdyby nie anomalie spróbowałabym cię osuszyć, ale... wolę nie ryzykować. Możemy jednak pójść do ogniska i tam się ogrzać – zaproponowała mu z wahaniem i pewną nieśmiałością, czując się poniekąd odrobinkę winna, bo to przez jej wianek teraz był cały mokry. Pozostawało jej tylko mieć nadzieję, że nikt z jego rodziny nie będzie mieć mu za złe, że złowił wianek panny o niegodnej krwi.
Zwróciła jednak uwagę na to, że do wianka przyczepiły się wodorosty, w tym i muszla. Chwyciła ją w dłonie i spróbowała otworzyć.
- Wygląda na to, że masz dziś wielkie szczęście – powiedziała, odkrywając, że w muszli znajduje się perła. Podała ją mężczyźnie, przybierając na twarz blady, niepewny uśmiech, wciąż zaskoczona obrotem spraw i tym, że to właśnie Macmillan wyłowił jej wianek.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Wybrzeże [odnośnik]26.05.18 17:59
Widząc, że jego cel trafił niemal prosto do jego stóp, niezmiernie się ucieszył. Zadowolony ze szczęścia, które mu sprzyjało, bez większego namysłu go pochwycił. Już miał wychodzić z wody, wyjątkowo zadowolony z siebie i z tego, że pozostał zupełnie niezmoczony, gdy nagle poczuł, że ktoś go szturchnął. Obejrzał się za mężczyzną, który nieostrożnie przeszedł obok niego w poszukiwaniu swojego szczęścia. Niefortunnie, Anthony zwolnił swój uścisk wokół wianka, co było jego największym błędem. Dziwnym trafem zawiał złowrogi wiatr, który zabrał mu nagrodę z dłoni.
Anthony zaklął cicho pod nosem. Nie mógł pozwolił na to, żeby stracić wiązankę tych jakże ładnych kwiatów, splecionych przez kobietę, która być może uratowała mu życie te jakieś dwa miesiące temu. Brnął dalej i dalej w wodę. Nie przejmował się nawet tym, że nie potrafił pływać, a także tym, że woda utrudniała mu ruchy. Nie wiedzieć dlaczego, ale chęć zdobycia wianka stała się dla niego najważniejsza. Wprawił się w jakiś dziwny nastrój. Nie mógł się przecież zbłaźnić przed wszystkimi, ani też pozostawić panny CH w potrzebie.
Zupełnie się zmoczył i nawet tego nie zauważył. Nie wiedział już czy kroczył w wodzie, czy może pływał. Nawet dobrze, że tego nie dostrzegł, bo wtedy mógłby zacząć panikować. Po prostu dążył do celu, który ciągle mu uciekał, który ciągle kradły mu fale. Niby już go chwytał, ale jednak nie… nagroda wciąż mu uciekała, a on (niczym koń z klapkami na oczach) wciąż dążył do jej złapania, nie zważając na nic. Zupełnie na nic. Dlaczego tak się poświęcał? On? Lord? Nie miał pojęcia i nawet o tym nie myślał. Wianek zniknął mu z oczu, chociaż przed chwilą jeszcze był w polu jego widzenia. On nie wiedział co zrobić… Na całe szczęście, uświadomił sobie, że odruchowo włożył różdżkę pomiędzy usta, więc zaraz chwycił po nią i przywołał wianek zaklęciem Accio. W swoim szaleństwie, nawet podświadomie, nie chciał ryzykować nurkowania. Cenna roślinna nagroda szybko pojawiła się w jego dłoniach. Nadal zachowywał się trochę jak zahipnotyzowany. Tak długo, jak długo jego stopy nie wyczuły pod sobą podłoża.
Wrócił na brzeg kompletnie zamoczony, z różdżką między zębami, ale przemoczonym wiankiem w dłoniach. Chwilę później zaczął trząść się z zimna. Był zmęczony, ale na jego twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Przynajmniej zdobył wianek! No i dziwnym trafem się nie utopił, choć było blisko. Na brzegu pochwycił jeszcze swoje buty, skarpetki i suchą marynarkę i ruszył w stronę swojej „wybranki”. Stanął przez panną CH, wyciągnął różdżkę z ust i począł się śmiać niczym wariat. Wianek, w który zaplątały się wodorosty i który nie wyglądał już tak pięknie jak na początku, założył sobie na zupełnie mokre włosy.
Strasznie zimno – odpowiedział jej na pytanie, uspokajając się. – Bardzo chętnie – dodał, słysząc jej propozycję. Zniżył się do jej wzrostu, uginając nogi w kolanach, gdy tylko zauważył, że chce dosięgnąć jego roślinnej korony. Nie spodziewał się, że wyciągnie z niego muszlę, w której znajdować się będzie perła. – Coś za coś. Swoją drogą, wianek był śliczny, ale trochę go popsułem, wybacz – przeprosił, poprawiając zdobył na swojej głowie. Jego twarz wygięła się w zabawny grymas, jak gdyby obawiał się, że blondynka na niego nakrzyczy.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 20 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Wybrzeże [odnośnik]26.05.18 20:24
Właściwie nie sądziła, że ktokolwiek będzie chciał wziąć udział w zabawie właśnie z nią. Wprawdzie była uczestniczką Letniego Festiwalu już kilka razy z rzędu. Uwielbiała go niesamowicie, zawsze była tu niesamowita atmosfera. Nigdy nie spieszyła się specjalnie, aby sprawdzić czy ktoś w ogóle pofatygował się po jej wianek. Nie miała na oku nikogo specjalnego, właściwie jedyne co widziała w tej zabawie to perspektywę zatańczenia z kimś ciekawym. Zazwyczaj znajomości z festiwalu nie trwały długo, ale bawiła się świetnie. Była jednak zbyt zarobiona, żeby o nie dbać. Otworzenie własnego biznesu kosztowało! A to było jej pierwszym priorytetem. Nawet jeśli praca u Florki dawała jej sporo radości i była przyjemna, ani na chwilę nie pomyślała, aby zostawać tam na dłużej. Jak gdziekolwiek!
Zaraz po pozwoleniu, aby fale porwały jej wianek... Zwyczajnie się zagapiła. Zerwała jeszcze kilka kwiatów, których nie używała do swojej małej pracy i stworzyła z nich mały, skromny bukiecik. Skromny, ale za to jakże urokliwy. Zapatrzyła się na kwiaty do tego stopnia, że minęło kilka dobrych minut, więc gdy już ruszyła w stronę wybrzeża, jej wianek był praktycznie w czyichś rękach.
Zobaczyła mężczyznę, który ze znajomym przedmiotem, po dość heroicznej walce o niego, wychodzi z wody, całkowicie przemoczony, z włosami prostymi jak druciki, przez co w pierwszej chwili go kompletnie nie poznała. Zawsze rozpoznawała tego człowieka po burzy loków. Była to jedna z tych przelotnych znajomości, których nie próbowała nigdy pielęgnować... Przypominała sobie jedynie kilka wymian spojrzeń, kilka rozmów w domu Gryffindoru, to tyle. No i oczywiście doskonale pamiętała imię i nazwisko. Trudno było sobie wyobrazić jaką radość poczuła, gdy zrozumiała, że miała okazję na nowo spotkać się z dawno zapomnianym znajomym. Jej okrągła, piegowata twarz od razu rozpromieniła się, a w oczach zaiskrzyła radość. Ruszyła szybciej, i szybciej, coraz bardziej zbliżając się do Johnatana - mężczyzny, który wyglądał teraz jakby fale były jego najlepszymi przyjaciółmi. W pewnym momencie zaczęła wręcz biec, pozwalając, aby długie rozpuszczone włosy porwał wiatr, a rozkloszowana, biała spódnica do kostek powiewała lekko. Nie mogła powstrzymać radości - czy był gotowy czy nie, wpadła z rozbiegu prosto w jego ramiona, śmiejąc się przy tym radośnie.
- Jon! - miała ton wypełniony śmiechem. - Sto lat się nie widzieliśmy!
Nawet nie zauważyła, że po drodze rozsypała kwiatki, które tworzyły sznurek na piasku dokładnie w miejscu, w którym stawiała wcześniej kroki.


The reason the world appears to be so ugly,
is we're always trying to paint over it.

avatar
Zawód : profesjonalna dekoratorka lodziarni Fortescue
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Tabhair póg dom, táim Éireannach.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4568-stephanie-pettigrew https://www.morsmordre.net/t4577-poczta-stephanie https://www.morsmordre.net/t4575-kwieciste-dziewcze https://www.morsmordre.net/f282-harley-street-19-1 https://www.morsmordre.net/t4576-stephanie-pettigrew
Re: Wybrzeże [odnośnik]27.05.18 1:44
Było coś uroczego w tym jego odważnym geście, by popędzić za jej wiankiem. Nawet z brzegu wyraźnie widziała, że nie umiał za dobrze pływać i nie czuł się w wodzie zbyt swobodnie. Nie tak jak Charlie, która spędziła dużą część wakacji w dzieciństwie kąpiąc się i pływając na kornwalijskim wybrzeżu. Teraz jej umiejętności już nie były takie jak wtedy, ale nadal pływała całkiem przyzwoicie i w razie potrzeby mogła nieszczęsnemu Macmillanowi pomóc. Okazało się jednak, że sobie poradził i po chwili brnął ku plaży z wiankiem w dłoni i różdżką w zębach. Wyglądało to całkiem zabawnie, zwłaszcza gdy założył sobie jej wianek na głowę. Sam wianek nie był już tak piękny jak na początku, bo wplątały się w niego wodorosty, ale wciąż był cały, nie rozpadł się podczas tych wszystkich zawirowań.
Nieśmiało uśmiechnęła się do mężczyzny, wciąż lekko zarumieniona i zaskoczona tym, że poszedł po jej wianek. Wokół przecież nie brakowało młodych szlachcianek, które łatwo mogła rozpoznać po strojach odróżniających je od takich zwyczajnych dziewcząt jak ona. Wiele z nich na pewno byłoby zachwyconych gdyby Macmillan złowił ich wianek.
Charlie na swój sposób też się cieszyła, choć nie dało się nie zauważyć, że była onieśmielona i zakłopotana. Naprawdę mieli dar do spotykania się w dziwnych okolicznościach. A już na pewno niezręcznych, choć tym razem to Anthony to sprowokował, chyba że nie widział, że to jej wianek i chwycił pierwszy lepszy? Ale nie; kiedy zaczął iść w jej stronę, już wiedziała, że to nie był przypadek.
Poczuła się jeszcze bardziej skonsternowana, gdy mężczyzna zaczął się głośno śmiać. Sięgnęła jednak dłonią do zauważonej muszli, wydobywając z niej perłę. Były to na tyle rzadkie znaleziska, że Anthony naprawdę miał szczęście, że ją znalazł.
- Tak chyba będzie najbezpieczniej – stwierdziła, nawiązując do swojej propozycji pójścia w okolice ogniska. – Nie chciałabym cię niechcący podpalić zamiast wysuszyć. – Anomalie dawały im się we znaki. Wtedy, w czerwcu, oboje się przekonali, że potrafią być podstępne. A Charlie dodatkowo nie była szczególnie dobra w zaklęciach.
- Nic się nie stało. Zresztą... Byłam pewna, że i tak nikt go nie wyłowi – powiedziała po chwili, wciąż zakłopotana. – Tak czy inaczej... To miły gest, dziękuję – podziękowała mu, choć wciąż zastanawiała się, dlaczego to zrobił i czego teraz oczekiwał. Złowienie wianka kobiety było miłym elementem tradycji, który nie musiał niczego oznaczać, poza tym, że kobieta ta winna spędzić ten wieczór z tym, który złowił jej wianek. Niektóre panny miały zapewne nadzieję, że to wróżba rychłych zaręczyn z ich wybrankami, ale Charlie podchodziła do tego z dystansem. Niemniej jednak mogła spędzić czas na pogawędce z Anthonym. Który naprawdę powinien jak najszybciej się osuszyć przy ognisku.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Wybrzeże [odnośnik]27.05.18 12:30
Twarz wciąż miała skierowaną w stronę wody, gdy otwierała powieki. Upleciony wianek dołączył do falującego dywany kwiatów, gałązek, owoców i rozmaitych roślin, tworzących naturalne korony. I z odległości trudno było wyłowić ten, który należał do niej. A może jednak?
Kucnęła raz jeszcze nie odsuwając się od brzegu i chłodnej wody, która zmoczyła poły jej spódnicy. Powoli zanurzyła jedną dłoń, czując jak zimno wdziera się wyżej. Ale samo odczucie płynącej toni był przyjemny. Łagodnie przeciskał się między palcami, porywając przyklejone wcześniej drobiny piasku. A wszystko po to, by uparcie nie spoglądać w stronę nadchodzących na wybrzeże męskich sylwetek. Uparcie bowiem chciała zobaczyć jedną, konkretną, a jego brak zalewał zimnem bardziej intensywnym niż płynąca woda.
Słyszała w oddali podniesione głosy radości, śmiech przecinał powietrze, jak szpilki wpinane we włosy. Przyjemne wrażenie, szczególnie jeśli się wiedziało, że większość z obecnych panien tak bardzo chciała spotkać tego jedynego. W końcu był to festiwal miłości. Kropla światła w nieszczęściach, które masowo pożerały Anglię. Chciała wierzyć, że sobie poradzi. Że sobie poradzą, ale z każda kolejną tragedią dotykająca Londyn czuła się coraz bardziej... bezużyteczna. Lalka zostawiona na salonach, podczas gdy wokół szalała ciemność. Oczywiście próbowała, rozpaczliwie wręcz szukać świateł. Były. Ale ich kurcząca się ilość zwyczajnie napawała ją lękiem i narastającymi koszmarami. I w końcu...czy w takim świecie, przepełnionym mrokiem miało urodzić się jej dziecko?
Zbliżające się ku niej dźwięki wyrwały z myślnej toni, która tak łatwo wciągała coraz głębiej. Początkowo mogłaby zignorować, uznając, że jest to tylko kolejna, umykająca na tańce para. Nie rozpoznawała też znajomych kroków Percivala. Wiedziałaby, bo serce momentalnie zmieniało rytm, rozpoczynając gonitwę. Nie. Kroki były inne. Bardziej krzykliwe?
Podniosła spojrzenie, by zmierzyć się z ciemnookim mężczyzną. Widziała go już raz. Uniosła brwi w wyrazie lekkiej konsternacji, ale szelmowski uśmiech i słowa wybiły jej z ust pierwotne zapytanie. Podniosła sie do góry, pozwalając, by kąciki ust podskoczyły do góry. Smutek, który tłamsiła, wciąż krył się za czarnymi rzęsami, ale o tym nie musiała już mówić - Proszę i tak łatwo zdobycz przychodzi na żer? - przechyliła głowę na bok, a dłonie zaplotła przed sobą. Spojrzała na męskie dłonie i wianek, który zdecydowanie należał do niej - nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłeś - wskazała ruchem brody trzymaną przez niego zdobycz - Driady zazwyczaj nie są same - ukłucie niepokoju zatańczyło na czerwonych wargach. To nieznajomy wyłowił jej wianek, a jego wciąż nie było.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wybrzeże - Page 20 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow

Strona 20 z 47 Previous  1 ... 11 ... 19, 20, 21 ... 33 ... 47  Next

Wybrzeże
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach